Fundusz Sprawiedliwości czyli rządowa kpina z ofiar

Pieniądze z Funduszu wprawdzie płyną, tyle, że akurat nadzwyczaj rzadko do pokrzywdzonych przestępstwem. Prominenci PiS wykorzystują jego środki po to, by utrzymać władzę.
Setki milionów złotych z Funduszu Sprawiedliwości są wydawane na dowolne cele i bynajmniej nie trafiają do ofiar przestępstw. Na razie jednak, wbrew zapowiedziom różnych mediów, jeszcze nie zostały ujawnione wyniki najnowszej kontroli NIK w Funduszu. Jedynie na konferencji prasowej 4 sierpnia, szef departamentu porządku i bezpieczeństwa publicznego Izby stwierdził, iż nieprawidłowości w FS są tak duże, że NIK wystąpiła do Centralnego Biura Antykorupcyjnego o zbadanie ujawnionych mechanizmów korupcjogennych.
Wydaje się, że mamy tu do czynienia z zastosowaniem brytyjskiej zasady „fleet in being”, czyli „flota w istnieniu” wedle której flota jest niebezpieczna dla wroga przez sam fakt swego istnienia, bez ruszania w bój – który przecież może sromotnie przegrać w kilka godzin. Dlatego właśnie Anglicy tak się bali „Tirpitza”, stojącego w norweskim porcie.
Podobnie i wyniki kontroli w Funduszu Sprawiedliwości są stałym zagrożeniem dla PiS-owskiego obozu rządzącego, czekającego na efektowny ale jednorazowy fajerwerk, jaki może zostać odpalony przez publikację ustaleń NIK. Na przykład, Ministerstwo Sprawiedliwości, które z reguły nie widzi swych błędów i przewinień, musiało już się przyznać, że NIK odrzuciła w całości wyjaśnienia resortu liczące aż sto stron, skierowane do Izby w odpowiedzi na jej wystąpienie pokontrolne. Jak widać, bardzo wątpliwe były te „wyjaśnienia” resortu Zbigniewa Ziobry. Inna sprawa, że trudno, aby były inne, skoro nazwa „Fundusz Sprawiedliwości” stała się dziś karykaturalna, zważywszy jak daleko odbiegła od rzeczywistości. Przypomina się orwellowskie Ministerstwo Miłości… A przecież to właśnie minister Ziobro odpowiada za to, w co zmienił się Fundusz.
Póki co, mamy do czynienia z chwilowym zawieszeniem broni (które wszakże w każdej chwili może zostać naruszone): rząd PiS nie śpieszy się z sięganiem po głowę Mariana Banasia i jego syna, a prezes Banaś nie śpieszy się z ogłoszeniem wyników tej kontroli.
Sporo już jednak wiemy. Co najmniej tyle, by przekonać się, że szczytne słowa, jakimi chwali się Fundusz Sprawiedliwości, brzmią jak jawna kpina słowa z ofiar przestępstw, które nie otrzymały pomocy z tego Funduszu, choć powinny.
Na stronie FS czytamy: „Wspieramy wszystkie osoby pokrzywdzone przestępstwem, osoby im najbliższe oraz świadków przestępstw /…/ Sprawiedliwe państwo to takie, które staje w obronie bezbronnych i słabych. Które niesie im skutecznie pomoc, gdy jest ona najbardziej potrzebna. Nie opuszcza ich w dramatycznych momentach, gdy padli ofiarą przestępstwa albo innego nieszczęścia, lecz ich wspiera. Pomagać sprawiedliwie to znaczy przyjąć takie reguły postępowania, które wynikają z poczucia solidarności z ofiarą przestępstwa”.
W rzeczywistości, Fundusz okazuje solidarność i pomoc, ale dla „dzieł” ojca Tadeusza Rydzyka. I tak, wsparcie z Funduszu Sprawiedliwości otrzymała fundacja Lux Veritatis, nadawca Telewizji Trwam. Lux Veritatis zajmuje się też badaniem postaw Polaków wobec Żydów w czasie wojny oraz „upowszechnianiem edukacji religijnej i społecznej”, a także zarządza Centrum Ochrony Praw Chrześcijan (które to prawa, jak wiadomo, są w Polsce nagminnie łamane).
Wśród beneficjentów Funduszu Sprawiedliwości znalazły się się też stowarzyszenie religijne Diakonia Ruchu Światło-Życie, Instytut Mediów Fundacja Niedziela, fundacja Życie, która „promuje wartości będące fundamentem życia rodzinnego”, Radio Warszawa (będące własnością kurii), fundacja Strażnik Pamięci (walcząca z „polonofobią”), fundacja Mamy i Taty zajmująca się „promocją małżeństwa i rodziny” oraz przeciwdziałająca „zjawiskom, które zagrażają lub godzą w moralność publiczną i dobre obyczaje”, fundacja Czyste Serca, która podejmuje „działania, aby każde małżenstwo było sakramentalne”, promuje „integralną wizja seksualności 3d” i pragnie „stale towarzyszyć młodzieży i dorosłym w życiu uczuciowym i seksualnym”. I tak dalej, i tak dalej.
Pomijając już nadzwyczajne zainteresowanie życiem seksualnym wykazywane przez rozmaite instytucje religijne w Polsce, oczywiste jest, że skoro są one wspierane przez Fundusz Sprawiedliwości, to będą gorliwie działać, by Prawo i Sprawiedliwość wygrało kolejne wybory i utrzymało władzę.
Warto tu przypomnieć, że Fundusz Sprawiedliwości (noszący początkowo nazwę Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym) został utworzony przez rząd Platformy Obywatelskiej w 2012 r. i przez pierwsze lata spełniał swą funkcję, zawartą w nazwie. Gdy PiS zdobyło władzę, zmieniło przeznaczenie Funduszu, a także jego nazwę. Słusznie. Trudno, by nadal nosił on nazwę Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym, skoro już w pierwszym roku po objęciu władzy przez PiS, z 385 mln zł będących w Funduszu, na bezpośrednią pomoc ofiarom przestępstw wydano jedynie 19,7 mln zł. W planie na 2017 rok zaplanowano wydanie aż 117,9 mln zł – ale dla ofiar przestępstw przeznaczono zaledwie 16,4 mln zł
Jest to jedna z największych afer za rządów Prawa i Sprawiedliwości, ale jej sprawcy dopiero wtedy będą mogli zostać ukarani, gdy obecna ekipa odda władzę. Na razie bowiem trudno liczyć na to, żeby CBA zbadała „mechanizmy korupcjogenne” o których mówił przedstawiciel NIK na wspomnianej konferencji prasowej.
Cokolwiek bulwersującego ujawni obecna kontrola NIK na wyniki której czekamy, nie będzie to niczym nowym. Już w 2018 r. miażdżące rezultaty przyniosła kontrola, przeprowadzona gdy szefem Izby był jeszcze Krzysztof Kwiatkowski. I co? I nic!. Spłynęła jak woda po kaczce, a jeśli cokolwiek się zmieniło w Funduszu Sprawiedliwości, to raczej tylko na gorsze.
W ówczesnej (i wciąż jak najbardziej aktualnej) ocenie NIK, potencjał Funduszu Sprawiedliwości, który przy udziale organizacji pozarządowych mógłby być narzędziem kompleksowej i efektywnej pomocy pokrzywdzonym, był dotychczas wykorzystywany w stopniu dalece niewystarczającym.
W naszym kraju popełniano wtedy rocznie średnio około 800 tys rozmaitych przestępstw. Jednakże z samych danych Ministerstwa Sprawiedliwości wynikało, że pomoc z Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym otrzymuje niewiele ponad 24 tys. osób. W rzeczywistości – bo dane resortu nie były wiarygodne – było ich zapewne znacznie mniej. „Kontrola wykazała, że wartość ta (24 tys.) może być kilkukrotnie zawyżona” – stwierdziła Najwyższa Izba Kontroli.
Polska, jak wiele innych państw, jest w stanie jedynie w ograniczonym stopniu rekompensować ofiarom szkody spowodowane przestępstwem. Dlatego tak istotne jest, aby posiadane środki były jak najlepiej wykorzystywane, a pomoc finansowa trafiała do osób, które tej pomocy najbardziej potrzebują. Niestety, dzieje się zupełnie inaczej.
Wedle kontroli z 2018 r., Ministerstwo Sprawiedliwości nie zapewniło odpowiedniej i skutecznej pomocy ofiarom przestępstw. Gdyby nawet istniała wola naprawy tej skandalicznej sytuacji, to uniemożliwiały to rażące zaniedbania, panujące w ministerstwie kierowanym przez Zbigniewa Ziobrę. „Resort nie dysponował podstawowymi danymi, m.in. o liczbie pokrzywdzonych, liczbie postępowań karnych, w których występowali pokrzywdzeni, czy liczbie przestępstw uprawniających do ubiegania się o kompensatę” – stwierdzał raport Najwyższej Izby Kontroli.
W ocenie NIK brak tych danych uniemożliwiał resortowi rzetelne zaplanowanie wysokości środków przeznaczanych na pomoc pokrzywdzonym. Zdaniem Izby, rozwiązania prawne i organizacyjne nie tworzyły spójnego i kompleksowego systemu pomocy dla ofiar przestępstw. Pomoc ta była i jest realizowana przez różne instytucje, w ramach odmiennych systemów prawnych, które nie są ze sobą powiązane.
Ze środków Funduszu Sprawiedliwości powinny być udzielane dotacje dla organizacji pozarządowych. Zadaniem tych organizacji jest zaś wypłacanie pieniędzy na cele pomocy pokrzywdzonym przestępstwem i osobom im najbliższym (zwłaszcza na pomoc medyczną, psychologiczną, rehabilitacyjną, prawną i bytową). Już wtedy te dotacje trafiały nie do tych organizacji, do których powinny – ale oczywiście ów proceder nie miał obecnej skali.
Kierowane przez Zbigniewa Ziobrę Ministerstwo Sprawiedliwości miało i ma wszelkie narzędzia, by skutecznie oraz powszechnie pomagać osobom pokrzywdzonym przestępstwem. Nie chce jednak tego robić. Jak już w 2018 r wskazała NIK, środki pieniężne Funduszu Sprawiedliwości pozwalały na zaplanowanie i udzielenie pomocy osobom pokrzywdzonym oraz członkom ich rodzin, w znacznie szerszym zakresie, niż faktycznie miało to miejsce w latach 2016-2017.
Niestety, wydatki Funduszu dla ofiar przestępstw były na wyjątkowo niskim poziomie, w stosunku do stanu zgromadzonych środków. „Oznacza to, że Ministerstwo Sprawiedliwości nierzetelnie planowało i realizowało wydatki na pomoc pokrzywdzonym” – stwierdziła NIK.
Wśród tych, co w ogóle dostali jakiekolwiek pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości, głównym beneficjentem pomocy (72 proc.) były osoby pokrzywdzone przemocą w rodzinie oraz uchylaniem się od alimentów – pomimo że oba te przestępstwa stanowią zaledwie ok. 3,3 proc. ogólnej liczby przestępstw popełnianych w skali roku w Polsce (przemoc w rodzinie – 2 proc., nie płacenie alimentów – 1,3 proc.).
W dodatku akurat te dwie kategorie pokrzywdzonych uprawnione są do szczególnej pomocy państwa z innych źródeł: w trybie ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie oraz z Funduszu Alimentacyjnego. „Proporcja tej grupy beneficjentów pomocy, do pokrzywdzonych innymi kategoriami przestępstw, jest nieadekwatnie duża do rzeczywistej struktury przestępczości” – zauważa NIK.
Oznacza to, że na przykład ofiary rozbojów i pobić czy wypadków drogowych miały absolutnie minimalne szanse, żeby dostać jakieś wsparcie finansowe z Funduszu Sprawiedliwości. Nikt się tym jednak nie przejmował, bo Ministerstwo Sprawiedliwości nie przygotowało żadnych mechanizmów oceny efektywności funkcjonowania Funduszu. Nie przeprowadzało też kontroli wykorzystania dotacji, ani ich nie rozliczało. Generalnie, zaangażowanie resortu w wykorzystywanie środków Funduszu na rzeczywistą pomoc pokrzywdzonym, było praktycznie żadne. Przykład – wsparcie finansowe miało dostawać ponad 12 tys. ofiar najcięższych przestępstw przeciwko życiu i zdrowi w skali roku. W rzeczywistości, otrzymywało je około 30 osób rocznie!
NIK w 2018 r. podkreśliła też, że działania resortu uniemożliwiły likwidację barier w dostępie do pomocy ze środków Funduszu – czyli, zamiast pomagać ofiarom przestępstw, w istocie im szkodziły. Nieprawidłowa była współpraca ministerstwa z organizacjami pozarządowymi, które w imieniu państwa udzielały bezpośredniej pomocy pokrzywdzonym. Cóż, zapewne o to właśnie chodziło, by pomagać jak najmniejszej liczbie ofiar przestępstw – a środki Funduszu Sprawiedliwości przeznaczać na różne inne cele. Przyczyniło się do tego również zmniejszenie w 2017 r. liczby punktów pomocy z Funduszu Sprawiedliwości: z 281 do zaledwie 78. Dla porównania, w ramach systemu nieodpłatnej pomocy prawnej funkcjonowało wówczas prawie 1500 punktów w całym kraju – choć pożytek był i jest z nich marny, bo trudno tam uzyskać jakąkolwiek pomoc prawną.
Prawie całkowitą już likwidację w Polsce pomocy dla osób pokrzywdzonych przestępstwem spowodowały przepisy PiS-owskiego prawa o ustroju sądów powszechnych (weszło w życie z dniem 12 sierpnia 2017 r.). Doprowadziły one do znaczącego rozszerzenia zakresu wydatków Funduszu na inne cele.
Od tego czasu, formalnie zgodnie z prawem, pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości można wydawać także na przedsięwzięcia w ogóle niezwiązane z pomocą pokrzywdzonym. „Może to skutkować dalszym ograniczeniem realizacji podstawowych zadań Funduszu, czyli pomocy ofiarom przestępstw i ich rodzinom” – podkreśliła wówczas proroczo NIK. Podstawowe zadanie Funduszu, czyli bezpośrednia pomoc pokrzywdzonym przestępstwem stało się już praktycznie fikcją. Jak już w 2018 r. stwierdziła NIK, „w ogóle nie było bezpośredniego rekompensowania szkód”.
Wyniki obecnej kontroli NIK ujawnią najprawdopodobniej jeszcze więcej patologii w działaniach Funduszu Sprawiedliwości. Nikt jednak nie powinien być tym zaskoczony. Nihil novi.

Fikcyjne wsparcie dla pokrzywdzonych

Ministerstwo Sprawiedliwości zabiera pieniądze, przeznaczone na pomoc ofiarom przestępstw – i wydaje je na inne cele. Różne potrzeby budżetowe są bowiem ważniejsze.

 

Czy mamy do czynienia z jedną z największych afer finansowych ostatnich lat? Oto okazuje się, że w 2016 r. do państwowego Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym wpłynęło 385 mln zł. Z tej kwoty na bezpośrednią pomoc ofiarom przestępstw wydano jedynie 16 mln zł. Reszta? Ano, jakoś się rozpłynęła na różne inne cele.
Wspomniany Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej (od sierpnia 2017 r. używa się też nazwy Fundusz Sprawiedliwości) prowadzony jest przez Ministerstwo Sprawiedliwości i stanowi jedno z głównych źródeł finansowania pomocy dla ofiar przestępstw. Korzysta z niego jednak tylko drobny ułamek osób, które ucierpiały w wyniku działań przestępczych.
W ocenie NIK potencjał Funduszu Sprawiedliwości, który przy udziale organizacji pozarządowych mógłby być narzędziem kompleksowej i efektywnej pomocy pokrzywdzonym, był dotychczas wykorzystywany w stopniu dalece niewystarczającym.

 

Tylko dla nielicznych

W naszym kraju popełnia się rocznie średnio około 800 tys rozmaitych przestępstw. Jednakże z danych Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że pomoc z Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym otrzymuje niewiele ponad 24 tys. osób. W rzeczywistości – bo dane resortu nie są wiarygodne – jest ich zapewne znacznie mniej. „Kontrola wykazała, że wartość ta może być kilkukrotnie zawyżona” – stwierdza Najwyższa Izba Kontroli.
Polska, jak wiele innych państw, jest w stanie jedynie w ograniczonym stopniu rekompensować ofiarom szkody spowodowane przestępstwem. Dlatego tak istotne jest, aby posiadane środki były jak najlepiej wykorzystywane, a pomoc finansowa trafiała do osób, które tej pomocy najbardziej potrzebują. Niestety, dzieje się zupełnie inaczej.
Dotychczas Ministerstwo Sprawiedliwości nie zapewniło odpowiedniej i skutecznej pomocy ofiarom przestępstw. Gdyby nawet istniała wola naprawy tej skandalicznej sytuacji, to uniemożliwiają to rażące zaniedbania, panujące w ministerstwie kierowanym przez Zbigniewa Ziobrę. „Resort nie dysponował podstawowymi danymi, m.in. o liczbie pokrzywdzonych, liczbie postępowań karnych, w których występowali pokrzywdzeni, czy liczbie przestępstw uprawniających do ubiegania się o kompensatę” – stwierdza raport Najwyższej Izby Kontroli.
W ocenie NIK brak tych danych uniemożliwiał resortowi rzetelne zaplanowanie wysokości środków przeznaczanych na pomoc pokrzywdzonym.
Zdaniem Izby, obecne rozwiązania prawne i organizacyjne nie tworzą spójnego i kompleksowego systemu pomocy dla ofiar przestępstw. Pomoc ta jest realizowana przez różne instytucje, w ramach odmiennych systemów prawnych, które nie są ze sobą powiązane.
Generalnie, panuje bałagan, bo zakresy działania różnych trybów i form pomocy, pokrywają się w całości lub znacznej części. W dodatku, za mało jest danych statystycznych, dotyczących wydatków poszczególnych instytucji pomocowych. Nie pozwala to na ocenę ich celowości i efektywności.
Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej zasilany jest w dużym stopniu przez nawiązki, czyli kary finansowe, które w sądach zasądzane są od przestępców na rzecz osób fizycznych i prawnych. Ze zgromadzonych środków powinny być udzielane dotacje dla organizacji pozarządowych. Zadaniem tych organizacji jest zaś wypłacanie pieniędzy na cele pomocy pokrzywdzonym przestępstwem i osobom im najbliższym (zwłaszcza na pomoc medyczną, psychologiczną, rehabilitacyjną, prawną i bytową).

 

Resort płaci coraz mniej

Kierowane przez Zbigniewa Ziobrę Ministerstwo Sprawiedliwości miało i ma wszelkie narzędzia, by skutecznie oraz powszechnie pomagać osobom pokrzywdzonym przestępstwem. Nie chce jednak tego robić. Jak wskazuje NIK, środki pieniężne Funduszu Sprawiedliwości pozwalały na zaplanowanie i udzielenie pomocy osobom pokrzywdzonym oraz członkom ich rodzin, w znacznie szerszym zakresie, niż faktycznie miało to miejsce w latach 2016-2017.
I tak, w planie finansowym Funduszu na 2016 r. zaplanowano 30 mln zł na świadczenie pomocy ofiarom przestępstw, a pod koniec roku (20 października 2016 r.) kwotę tę jeszcze zwiększono, do prawie 102 mln zł. Ofiarom przestępstw wypłacono jednak tylko 19,7 mln zł.
W kolejnym roku (2017) łączna wysokość dotacji przekazanych na pomoc ofiarom przestępstw została jeszcze bardziej zmniejszona. W planie na 2017 rok zaplanowano wydanie aż 117,9 mln zł – ale dla ofiar przestępstw przeznaczono zaledwie 16,4 mln zł
Środki finansowe zgromadzone na koncie Funduszu Sprawiedliwości rokrocznie rosły, ale do pokrzywdzonych przestępstwami trafiało ich coraz mniej. Na koniec 2016 r. wyniosły, jak wspomniano na początku, ponad 385 mln zł (czyli o ponad 289 mln zł więcej niż na koniec 2015 roku). Natomiast w 2017 r. na koncie Funduszu zgromadzono już prawie 463 mln zł. Pomimo posiadania tak wielkich pieniędzy, Ministerstwo Sprawiedliwości zmniejszyło i łączne wydatki Funduszu, i maksymalną kwotę jednostkowej dotacji dla organizacji pozarządowych – z 800 tys. zł do 600 tys. zł.
Jak widać, wydatki Funduszu dla ofiar przestępstw były na wyjątkowo niskim poziomie, w stosunku do stanu zgromadzonych środków. „Oznacza to, że Ministerstwo Sprawiedliwości nierzetelnie planowało i realizowało wydatki na pomoc pokrzywdzonym” – stwierdza NIK.

 

Inne ofiary są nieważne

Wśród tych, co w ogóle dostali jakiekolwiek pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości, głównym beneficjentem pomocy (72 proc.) były osoby pokrzywdzone przemocą w rodzinie oraz uchylaniem się od alimentów – pomimo że oba te przestępstwa stanowią zaledwie ok. 3,3 proc. ogólnej liczby przestępstw popełnianych w skali roku w Polsce (przemoc w rodzinie – 2 proc., nie płacenie alimentów – 1,3 proc.).
W dodatku akurat te dwie kategorie pokrzywdzonych uprawnione są do szczególnej pomocy państwa z innych źródeł: w trybie ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie oraz z Funduszu Alimentacyjnego. „Proporcja tej grupy beneficjentów pomocy, do pokrzywdzonych innymi kategoriami przestępstw, jest nieadekwatnie duża do rzeczywistej struktury przestępczości” – zauważa NIK.
Oznacza to, że na przykład ofiary rozbojów i pobić czy wypadków drogowych mają minimalne szanse, żeby dostać jakieś wsparcie finansowe z Funduszu Sprawiedliwości. Nikt się tym jednak nie przejmował, bo Ministerstwo Sprawiedliwości nie przygotowało żadnych mechanizmów oceny efektywności funkcjonowania Funduszu. Nie przeprowadzało też kontroli wykorzystania dotacji, ani ich nie rozliczało. Generalnie, zaangażowanie resortu w wykorzystywanie środków Funduszu na rzeczywistą pomoc pokrzywdzonym, było praktycznie żadne.

 

Pomoc ma być ograniczana

NIK podkreśla, że działania resortu uniemożliwiły likwidację barier w dostępie do pomocy ze środków Funduszu – czyli, zamiast pomagać ofiarom przestępstw, w istocie im szkodziły. . Nieprawidłowa była współpraca ministerstwa z organizacjami pozarządowymi, które w imieniu państwa udzielały bezpośredniej pomocy pokrzywdzonym.
Minister Sprawiedliwości nie podejmował działań o charakterze edukacyjnym, informacyjnym i szkoleniowym, czego wynikiem była niska rozpoznawalność i wiedza o działalności Funduszu. W konsekwencji ograniczało to możliwości uzyskania pomocy przez osoby pokrzywdzone przestępstwem, dla pomocy którym Fundusz ten przecież został powołany.
Zapewne o to właśnie chodziło, by pomagać jak najmniejszej liczbie ofiar przestępstw – a środki Funduszu Sprawiedliwości przeznaczać na różne zadania budżetowe. Pzyczyniło się do tego również zmniejszenie w 2017 r. liczby punktów pomocy z Funduszu Sprawiedliwości: z 281 do zaledwie 78. Dla porównania, w ramach systemu nieodpłatnej pomocy prawnej funkcjonuje prawie 1500 punktów w całym kraju – choć pożytek jest z nich marny, bo trudno tam uzyskać jakąkolwiek pomoc prawną.

 

Niech się mury pną do góry

Prawie całkowitą już likwidację w Polsce pomocy dla osób pokrzywdzonych przestępstwem powodują przepisy nowego prawa o ustroju sądów powszechnych (weszło w życie z dniem 12 sierpnia 2017 r.). Doprowadziły one do znaczącego rozszerzenia zakresu wydatków Funduszu na inne cele.
Teraz, zgodnie z prawem, pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości można wydawać także na przedsięwzięcia w ogóle niezwiązane z pomocą pokrzywdzonym. Budżet państwa jest napięty, więc władza postanowiła siegnąć po środki przeznaczone pierwotnie dla ludzi pokrzywdzonych przez działania przestępców. „Może to skutkować dalszym ograniczeniem realizacji podstawowych zadań Funduszu, czyli pomocy ofiarom przestępstw i ich rodzinom” – podkreśla NIK.
Tak się już dzieje, gdyż zgodnie z obecnymi przepisami, wprowadzonymi z inicjatywy rządu Prawa i Sprawiedliwości, środki zgromadzone w Funduszu mogą być przeznaczane nie tylko dla ofiar przestępstw, ale także dla sądów, prokuratury, policji i innych służb.
Ministerstwo Sprawiedliwości tłumaczy, że jeśli wszystkie te urzędy będą miały lepsze warunki działania, to będą funkcjonować skuteczniej, a w rezultacie liczba przestępstw w Polsce się zmniejszy. Tym samym, mniejsza będzie też liczba ofiar przestępstw – zaś zmniejszenie grona osób pokrzywdzonych przestępstwem to przecież jedna z najskuteczniejszych form pomocy, jakiej można udzielić za pomocą środków Funduszu.
W rezultacie takiej polityki, pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości idą na finansowanie robót budowlanych, zakup samochodów czy innego wyposażenia dla różnych służb i urzędów. I tylko w minimalnym zakresietrafiają do ofiar przestępstw. Podstawowe zadanie Funduszu, czyli bezpośrednia pomoc pokrzywdzonym przestępstwem jest już praktycznie fikcją. Jak stwierdza NIK, „w ogóle nie było bezpośredniego rekompensowania szkód”
W odpowiedzi na wyniki kontroli, Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro poinformował, że do końca 2018 r. resort planuje wydanie na pomoc pokrzywdzonym i zapobieganie przestępczości łącznie 220 mln zł. Tę deklarację trudno jednak traktować całkiem serio. „Jak pokazują przykłady lat ubiegłych, zaplanowanie środków nie oznacza, iż faktycznie zostaną one wydatkowane” – zauważa NIK.
Poza tym, wszystko zależy od tego, na co w rzeczywistości zostaną wydane pieniądze przeznaczone dla pokrzywdzonych przestępstwem. Bo jeśli, tak jak dotychczas, głównie na budynki, samochody i wyposażenie różnych urzędów, to ofiary przestępców nadal zostaną bez realnej pomocy.