PZPN przerwał wojnę Hutnika z Motorem

Prowadzący rozgrywki w grupie 4. III ligi Lubelski Związek Piłki Nożnej arbitralnie postanowił przyznać awans do wyższej ligi zajmującemu drugą lokatę Motorowi Lublin. Operację przeprowadzono kosztem lidera grupy, Hutnika Kraków, co wywołało histeryczną reakcję w krakowskim klubie oraz Małopolskim ZPN. Zanim jednak zrobiła się z tego większa afera, awanturę zdusił w zarodku prezes PZPN Zbigniew Boniek. Na jego polecenie Komisja ds. nagłych PZPN postanowiła przyznać też awans Hutnikowi. To oznacza, że w nowym sezonie w II lidze zagra 19 zespołów.

Sprawa krzywdzącego dla Hutnika werdyktu zbulwersowała futbolowe środowisko, chociaż już na pierwszy rzut oka było widać, że nie jest jednoznacznie krzywdząca dla krakowskiego klubu. Przypomnijmy: w monecie zawieszenia rozgrywek w 4. grupie III ligi, co nastąpiło w marcu po rozegranej 7 i 8 marca 19. kolejce, liderem był Hutnik Kraków, a Motor zajmował drugą lokatę. Oba zespoły miały tyle samo punktów (po 36), ale wedle zapisów regulaminu rozgrywek, w takiej sytuacji o kolejności przesądzał bilans bezpośrednich spotkań, a w drugiej kolejności bilans bramkowy. W pierwszym przypadku górą był Hutnik, bowiem w jedynym spotkaniu rozegranym z Motorem wygrał na swoim boisku 1:0. Rewanżu na terenie lubelskiego zespołu już nie zdążono rozegrać, zatem ten przepis regulaminu był z kolei krzywdzący dla drużyny Motoru.

Liga czterech województw

W grupie 4. III ligi rywalizują zespoły z czterech województw, więc rozgrywki prowadzone są rotacyjnie przez działające na ich terenie Małopolski ZPN, Świętokrzyski ZPN, Podkarpacki ZPN oraz Lubelski ZPN, któremu właśnie w tym sezonie przypadła rola administratora. Po ogłoszeniu decyzji o niewznawianiu przerwanych z powodu pandemii koronawirusa zmagań w niższych ligach, władze PZPN pozostawiły lubelskim działaczom decyzję o wytypowaniu zespołu, któremu przypadnie awans do II ligi (to trzeci poziom rozgrywek w naszym kraju).
Zanim nad sprawą pochylili się działacze Lubelskiego ZPN, swoje racje wygłosili prezesi obu zainteresowanych klubów. Paweł Majka (Motor): „Owszem, Hutnik jest liderem po 18 kolejkach, ale to nie jest ostateczna tabela. Przecież drugi mecz miał być grany u nas, a my mamy mocniejszy zespół. Ale to sprawa drugorzędna, bo skoro nie ma rozegranych dwóch spotkań, to nie mogą decydować mecze bezpośrednie, tylko bilans bramkowy. A my mamy lepszy”.
Prezes Hutnika, Artur Trębacz, miał rzecz jasna zdanie odmienne: „Dla nas sytuacja jest jasna. W tabeli, którą opublikował Lubelski Związek Piłki Nożnej, to my jesteśmy liderem. Mamy opinię czterech niezależnych kancelarii prawnych i one nie zostawiają pola do interpretacji. Liderem jesteśmy my i to my powinniśmy awansować”.
Nie ulega wątpliwości, że rację miały obie strony, ale pewnie gdyby administratorem rozgrywek w tym sezonie były Podkarpacki ZPN lub Świętokrzyski ZPN, w tej sytuacji prawdopodobnie ich działacze trzymaliby się litery prawa i decyzję podjęli w duchu ustalonego regulaminu.


W Lublinie potrzebowali awansu

Arena Lublin to nowoczesny stadion na 15 tysięcy widzów, zbudowany w latach 2012-2014 od podstaw za pieniądze z budżetu miasta, z którego wysupłano na ten cel 160 mln złotych. To jest obiekt na poziomie ekstraklasy, z której Motor po raz ostatni i jak na razie bezpowrotnie spadł w 1992 roku. Jego powstanie było wyrazem aspiracji lubinian do odzyskania miejsca w najwyższej klasie rozgrywkowej. Z planów budowy silnej drużyny sześć lat temu nic jednak nie wyszło, bo deklarujący wstępnie chęć zainwestowania w klub biznesmeni, wśród których był nawet jeden z naszych największych rekinów giełdowych Zbigniew Jakubas, ostatecznie zrejterowali. Teraz jednak znowu pojawiły się plotki, że Jakubas rozważa samodzielne przejęcie Motoru. Jeśli jest w nich coś na rzeczy, to decyzja działaczy Lubelskiego ZPN nabiera innego sensu.
Pomagając w awansie najpopularniejszemu klubowi w regionie być może chcieli w ten sposób zachęcić potężnego inwestora do podjęcia ostatecznej decyzji. Ale to z pewnością nie jedyny powód. Mówi sie, że prezes Lubelskiego ZPN Zbigniew Bartnik, który ponownie kandyduje na to stanowisko, jest byłym trenerem i działaczem Motoru, więc miał podwójny interes w przeforsowaniu korzystnej dla tego klubu uchwały. Gdyby zadziałał na niekorzyść Motoru, na reelekcję nie miałby większych szans.
Decyzja o przyznaniu awansu Motorowi wywołała rzecz jasna gigantyczne niezadowolenie w Małopolskim ZPN, którego prezes, Ryszard Niemiec, sam kiedyś w niewiele mniej kontrowersyjny sposób wspierający w walce o awans Cracovię, z miejsca zagroził konsekwencjami prawnymi. Pozwami sądowymi postraszył też oczywiście prezes Hutnika, zapowiadało się zatem na karczemną awanturę, jakiej już dawno w polskim futbolu nie było.

Boniek wkracza do akcji

Dla najważniejszego obecnie człowieka w PZPN, czyli prezesa Bońka, takie trudne sprawy to kaszka z mleczkiem. Na jego wniosek Komisja d. Spraw Nagłych błyskawicznie zawyrokowała, że awans należy przyznać też Hutnikowi, nie bacząc na fakt, że ta decyzja spowoduje potężny bałagan w nowym sezonie, bo w II lidze będzie musiało grać 19 zespołów. Ale za rok spadnie pięć drużyn i sytuacja wróci do normy, czyli liga ponownie będzie 18-zespołowa.
Prezes krakowskiego klubu w jednej z publicznych wypowiedzi przyznał, że tę dobrą wiadomość jako pierwszy obwieścił mu Marek Koźmiński, obecnie wiceprezes PZPN ds. szkolenia oraz prawa ręka Bońka, ale także jak na razie jedyny kandydat w wyborach na nowego prezesa związku, który oficjalnie chęć kandydowania ogłosił. Być może niepotrzebnie, bo wybory decyzją ministerstwa sportu można legalnie przesunąć o rok, a być może przez ten czas dojdzie do zmiany przepisu o dwukadencyjności i Boniek nie będzie musiał oddawać tej posady, do której już mocno się przywiązał.
Tak czy owak ten duet gra teraz w PZPN pierwsze skrzypce i może załatwić praktycznie każdą sprawę, a co dopiero jakiś nieistotny spór na czwartym poziomie ligowych rozgrywek, bo tak sytuuje się obecnie III liga. I pewnie na tę równie arbitralną jak Lubelskiego ZPN decyzję nie miał wpływu fakt, iż Koźmiński jest wychowankiem Hutnika. W nim zaczynał w 1980 roku jako trampkarz, w jego barwach grał w ekstraklasie w latach 1989-1992 i stąd wyruszył do włoskiej Serie A, gdzie zrobił przyzwoitą karierę jako piłkarza Udinese, Bresci i Ancony.