Flaczki tygodnia

Faszysta czy cyniczny zakłamaniec?
Takie pytanie ciśnie się na usta po przeczytaniu wywiadu pana premiera Mateusza Morawieckiego dla niemieckiego dziennika „Die Welt”.

„Komunistyczni sędziowie szkolili swoich następców w latach 90. i tym samym kształtowali ich”, tak wyjaśniał niemieckim dziennikarzom, dlaczego rządzący obecnie PiS podporządkowywanie sobie sędziów, nazywa konieczną „dekomunizacją”. Podobną ponoć do niemieckiej „denazyfikacji” dokonanej po 1945 roku i „dekomunizacji” dokonanej po 1990 roku w byłej Niemieckiej Republice Demokratycznej.

W ten sposób pan premier, zwany też „Krzywoustym Pinokio”, stworzył nową, szkodliwą dla Polski grupę społeczną. Sędziów „szkolonych i kształtowanych przez komunistów”.
W Polsce żyje i pracuje wiele innych grup zawodowych, które mogły być „szkolone i kształtowane przez komunistów”. W czasie pracy i nauki w Polsce Ludowej oraz w III Rzecz[pospolitej. Mogą to być prokuratorzy. Wojskowi. Policjanci. Nauczyciele. Lekarze. Pielęgniarki. Piekarze. Aktorzy. Reżyserzy. Sadownicy. Dziennikarze nawet.
Każda z nich może zostać ogłoszona przez „Krzywoustego Pinokio” kolejnym wrogiem Dobrej Zmiany. I podana ustawowo represjom.

Martin Niemöller, niemiecki pastor luterański napisał taki wiersz w obozie w Dachau w 1942 roku.
„Kiedy przyszli po Żydów, nie protestowałem. Nie byłem przecież Żydem.
Kiedy przyszli po komunistów, nie protestowałem. Nie byłem przecież komunistą.
Kiedy przyszli po socjaldemokratów, nie protestowałem. Nie byłem przecież socjaldemokratą.
Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem. Nie byłem przecież związkowcem.
Kiedy przyszli po mnie, nikt nie protestował. Nikogo już nie było.”
Dlatego wszyscy obywatele Polski powinni popierać protesty represjonowanych „za komunizm” sędziów. Nawet uważający się za beneficjentów rządów PiS.

Głoszące konieczność „dekomunizacji” politycy PiS jednocześnie chętnie korzystają z usług byłych, prominentnych nawet członków PZPR. Czyli „komunistów” wedle ich nomenklatury.
Takim, byłym „komunistą” jest aktualny sędzia Sądu Najwyższego, były „komunistyczny” prokurator Stanisław Piotrowicz. Gwiazdami narodowo- katolickich, prorządowych mediów są: Marek Król były sekretarz KC PZPR czy Aleksandra Jakubowska też należąca do PZPR, była minister w postkomunistycznych rządach Oleksego, Cimoszewicza, Millera.
Lista byłych „komunistów” wśród elit wspierających PiS jest długa. Bo z „komunistami” w PiS jest jak z Żydami w hitlerowskiej Luftwaffe. Tam o tym kto jest Żydem decydował marszałek Hermann Goering. Dzisiaj kto jest „komunistą” w Polsce decyduje pan prezes Jarosław Kaczyński.

Promotorem doktoratu pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego był profesor Stanisław Ehrlich. Polski Żyd, pułkownik I Armii Wojska Polskiego, świetny prawnik. Ale „żydokomuna”, jak to teraz młodzież z PiS- u mawia. Ehrlich nie tylko „szkolił i kształtował” pana prezesa Jarosława. Dzięki jego protekcji pan prezydent Lech Kaczyński mógł obronić swój doktorat. I potem dostać tytuł belwederskiego „profesora”.

W Polsce nie mamy tak twardego i skutecznego nazizmu jaki był w hitlerowskich Niemczech. Mamy za to liczne totalitarne, zamordystyczne tęsknoty elit PiS. Pragnienie stworzenia autorytarnego państwa wzorowanego na sanacyjnej II Rzeczpospolitej. Do tej pory w Polsce totalitarne reżimy nie udawały się. Zatem obozów koncentracyjnych w IV Rzeczpospolitej pewnie nie będzie. Będą za to represje ekonomiczne wobec opozycji i środowisk niepopierających obecną władzę. Odsuwanie „nieswoich” od stanowisk, wyrzucanie ich z pracy, obniżanie im pensji i świadczeń emerytalnych. Wymiana dotychczasowych elit na elity współpracujące z PiS. Pod hasłem „dekomunizacji”.

„Ponadto polskie sądownictwo również nie działa wystarczająco skutecznie. Postępowania trwają zbyt długo. Nic dziwnego, że wielu polskich obywateli domaga się tutaj poprawy|”, powiedział też w wywiadzie dla „Die Welt” pan premier Morawiecki.
O dziwo, tym razem powiedział prawdę. Zapomniał jedynie dodać, że jego formacja polityczna rządzi już piąty rok i przez te lata nie zreformowała skutecznie sądownictwa. Jedynie zabałaganiła je. A podwładny pana premiera, pan minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro skutecznie zablokował awanse wszystkim młodym sędziom. Bo czeka aż wreszcie podporządkuje sobie sądownictwo. I wtedy będzie mógł awansować. Oczywiście tylko swoich sędziów.

O tym, że elity PiS „walczą o dobry wizerunek Polski” za granicą, słyszymy co chwila. Jak naprawdę ten wizerunek tworzą mogliśmy się przekonać kiedy, na zaproszenie Senatu RP, przybyła do Warszawy delegacja Komisji Weneckiej, działającej przy Radzie Europy.
Podobno Polacy, zwłaszcza w czasach „nieskażonych komunizmem”, słynęli z gościnności i dobrych manier. Jednak kiedy zjawili się goście z Rady Europy, to ani pani Marszałek Sejmu RP, ani żaden z ministrów rządu RP nie znalazł ani pięciu minut by, kurtuazyjnie przynajmniej, przywitać delegację Komisji na gościnnej, polskiej ziemi.
Kancelaria Sejmu RP, zarządzająca gmachem Sejmu i Senatu, nie udostępniła gościom Senatu pokoju na planowane spotkania, odmówiła też podstawienia samochodu do jej użytku. Nawet odpłatnie.
Gości z Rady Europy elity PiS potraktowały jak zadżumionych. Fakt, mogliby oni demokrację do Sejmu i Senatu przywlec.

Jedyną propozycją jaką otrzymała delegacja Komisji Weneckiej od elit PiS to zaproszenie do zwiedzenia „muzeum żołnierzy wyklętych”. Bo, jak zauważył pan minister Warchoł, „tam można zobaczyć okrucieństwa komunizmu i skutki braku rozliczenia sędziów”.
„Flaczki tygodnia” żałują, że znowu pan minister Warchoł okazał się nieskuteczny i nie doprowadził tam delegacji. Mieliby okazję zobaczyć jak może wyglądać przyszły efekt rządów PiS, jeśli nadal będą one trwały. Bo im więcej elity PiS mówią o „dekomunizacji” to tym bardziej ich propozycje zmian zbliżają się do dawnego, totalitarnego, stalinowskiego systemu zarządzania państwem.

Stalinizm w Polsce trwał osiem lat. Rządy PiS weszły w piąty rok.

Władze Iranu uznały zestrzelenie ukraińskiego samolotu za „błąd człowieka”. Niewykwalifikowanego wojskowo bojownika Gwardii Rewolucyjnej.
Czy zabicie irańskiego generała Miralema Sulejmaniego to też „błąd człowieka”?
Niewykwalifikowanego polityka wybranego na przywódcę mocarstwa ?
Błąd to, czy efekt systemu?

A przed przyznaniem się…

Zdaniem Iranu – nim państwo to przyznało się do „omyłkowego zestrzelenia” – „plotki o zestrzeleniu Boeinga nie miały sensu” i były owocem „niezdrowej reżyserii”.

Reżimom mówienie prawdy przychodzi z trudem. Dokładnie według tego scenariusza zareagował Iran.
Niemal w chwilę po znalezieniu szczątków samolotu pojawiły się wszak informacje o „technicznej przyczynie katastrofy”.
Potem było jeszcze ciekawiej. Twierdzono, że amerykański producent, znany na świecie ze swego brakoróbstwa (ostatnia afera jest związana z Boeingami 737 MAX uziemionymi od 10 miesięcy), jest szczególnie chroniony przez władze amerykańskie w związku z przegrywaniem konkurencji z europejskim Airbusem – stąd prawdopodobnie pochodzą „podejrzenia” amerykańskich mediów. Ponadto niektórzy politycy wykorzystują śmierć ofiar do propagandowego napiętnowania Iranu, który opiera się „maksymalnemu naciskowi” imperium amerykańskiego.
Dla propagandystów szyickich, atak na Iran – oczywiście – propagandowy, wyszedł z „anonimowych źródeł wywiadowczych” w USA, powtórzonych stadnie przez amerykańskie media – CNN, CBS i Newsweek – a potem przez prezydenta Trumpa i jego zwyczajowy chórek polityczny (premierów Kanady i Wielkiej Brytanii Trudeau i Johnsona). Według nich wszystkich, ukraiński Boeing 737 „mógł zostać zestrzelony” przez irańską rakietę defensywną ziemia-powietrze zaraz po starcie z teherańskiego lotniska.
Przez ponad 2 dni Irańczycy i świat byli karmieni taką zbitką, zasłaniającą najzwyklejszy, acz traficzny ludzki błąd.

Błaszczak błysnął w kontekście dyplomatycznym

– Premier Kanady potrafił wywrzeć presję i sprawcy przyznali się. Donald Tusk 10 lat temu oddał śledztwo Rosjanom – zareagował na przyznanie się Iranu do zestrzelenia ukraińskiego samolotu szef MON Mariusz Błaszczak.

Na antenie RMF FM Mariusz Błaszczak nie skorzystał z okazji do milczenia i jął się rozwodzić o tragedii i roli w jej wyjaśnianiu poszczególnych państw, w nieco dziwnej tonacji, sięgającej 10 lat wstecz.
– Dla mnie bardzo istotny jest kontrast między zachowaniem premiera Kanady – a przecież niedługo będziemy mieli 10. rocznicę tragedii smoleńskiej – a ówczesnego premiera Polski, Donalda Tuska. I fakt, że premier Kanady potrafił wywrzeć presję, która zakończyła się właśnie w ten sposób, że sprawcy przyznali się do tego czynu. Kontrastuje z tym postawa premiera rządu PO-PSL, który na wszystko się godził, który po katastrofie smoleńskiej zostawił śledztwo po stronie rosyjskiej. To przecież rezultatem decyzji Donalda Tuska jest to, że dziś wrak samolotu – a więc dowód w sprawie – jest w Rosji – opowiadał na antenie minister wchodzący w uprawnienia kreatora polskiej polityki zagranicznej.
Oczywiście szef MON nie omieszkał napomknąć o Polsce w NATO w kontekście mocniejszego zaangażowania paltu na Bliskim Wschodzie, o które dopomina się Donald Trump.
– Jesteśmy solidarni w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego. Dlatego, że liczymy na wsparcie w sytuacji, w której my – Polska – zostałałaby zaatakowana. Dlatego jesteśmy aktywni, uczestniczymy w misjach. To będzie decyzja wspólna Sojuszu Północnoatlantyckiego – zdystansował się, skądinąd słusznie, minister.
– My koncentrujemy swoje wysiłki na tym, żeby Wojsko Polskie było liczniejsze. My koncentrujemy swoje wysiłki, żeby było wyposażone w najnowszy sprzęt. Jest wyraźne przyspieszenie w zakresie zarówno zwiększania liczebnego wojska, jak i modernizacji sprzętu wojskowego – opowiadał, nie mając chyba na myśli, teg, co stanowi chlubę jego resortu, czyli wojska weekendowego, nazywanego oficjalnie Wojskami Obrony Terytorialnej.
A co zdaniem specjalistów od obronności, jest – w kontekście współczesnego pola walki – wyrzycaniem pieniędzy polskiego podatnika, w błoto.

Iran się przyznał

Irańczycy przyznali się, że to oni zestrzelili ukraińskiego Boeinga 737-800. Dodają jednak: ta tragedia nie zdarzyłaby się, gdyby nie amerykańskie awanturnictwo w regionie.

Oświadczenie irańskiego prezydenta Hassana Rouhaniego o tym, że to irańska obrona przeciwlotnicza zestrzeliła ukraiński samolot z jednej strony przecina spekulacje dotyczące prawdziwych intencji i sprawców zestrzelenia (przewodniczący ukraińskiej Rady Obrony zasugerował wprost, że to Rosjanie stoją za tragedią), z drugiej zaś, może wcale nie uspokoić tych, którzy za wszelką cenę chcą oskarżyć i, co ważniejsze, ukarać Iran.
Rouhani powiedział, że strącenie samolotu było wynikiem „błędu ludzkiego”. Stwierdził, że „głęboko żałuje” tego, co się stało oraz wyraził współczucie rodzinom zabitych. Dodał, że tragedia była związana z istotnym zagrożeniem ze strony USA, w związku z czym siły zbrojne Iranu zostały postawione w stan pełnej gotowości bojowej. Samolot, jak poinformował sztab generalny Iranu, został omyłkowo wzięty za „samolot nieprzyjaciela” i zestrzelony.
Prezydent Iranu przedsięwziął wszelkie niezbędne działania w celu wypłaty finansowych rekompensat rodzinom zabitych. Zapowiedział też, że prowadzone śledztwo będzie miało na celu ujawnienie winnych strasznej katastrofy.
„To straszny dzień”, napisał w na Twitterze minister praw zagranicznych Iranu Mohammad Dżawad Zarif, „wstępne ustalenia wewnętrznego śledztwa sił zbrojnych: to ludzki błąd, popełniony w czasie kryzysu, wywołanym awanturnictwem USA, doprowadził do katastrofy”.
Dowódca sil powietrznych Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej Amir Ali Hadżizade wyjaśniał w telewizji irańskiej, że operator pocisku miał 10 sekund na podjęcie decyzji i otworzył ogień, nie konsultując tego z nikim. Amir Ali Hadżizade powiedział też, że „że chciałby umrzeć i nie być świadkiem takiego wypadku”. Komentując oświadczenie irańskiego prezydenta Wołodymyr Zełenski, prezydent Ukrainy.
„Dzisiejszy poranek przynosi prawdę. Ukraina nalega na pełne przyznanie się do winy. Oczekujemy, że Iran pociągnie winnych do odpowiedzialności, zwróci ciała, zapłaci odszkodowanie i wyda oficjalne przeprosiny. Dochodzenie musi być otwarte i kontynuowane bez opóźnień i przeszkód” – napisał Zełenski.
Czy przyznanie się władz irańskich do zestrzelenia samolotu i wzięcie na siebie całej winy przyczyni się do uspokojenia napięcia w regionie? Tego na razie nie wiadomo.
W 1988 roku stacjonujący na wodach cieśniny Ormuz, krążownik USS Vincennes wystrzelił rakietę w kierunku AirbusaA300B2, należącego do linii Iran Air. Samolot eksplodował. Zginęło 290 osób. W przeciwieństwie do Teheranu, Waszyngton miał problem z jednoznacznym przyznaniem się do winy. Marynarka poinformowała, że załoga okrętu zidentyfikowała maszynę jako wojskowy F-14 Tomcat oraz, że był to efekt „stresu wojennego”. Dowódca krążownika William C. Rogers przekonywał, że uznał start samolotu jako zagrożenie dla jego jednostki. Strona irańska potępiła zdarzenie jako akt terroru, zauważając, samolot oddalał się okrętu, a więc nie było podstaw by diagnozować ofensywne zamiary, oraz, że nawet jeśli Amerykanie uznali maszynę za myśliwiec, to nie mieli prawa kierować w jej stronę pocisków, bo znajdowała się w irańskiej przestrzeni powietrznej.