Porządki w portfelu

Banki bezlitośnie łupią nam skórę, ale możemy próbować jakoś się bronić.

Czasem warto sprawdzić ile naszych pieniędzy oddajemy niepotrzebnie bankom komercyjnym. Policzmy więc, ile płacimy za konto osobiste w naszym banku i czy przypadkiem nie warto przenieść środków do innego, który zaproponuje nam lepsze warunki, i możliwość korzystania z dodatkowych usług. Warto też zapoznać się z najnowszymi metodami płatności, które wcale nie muszą być droższe od dotychczasowych.
Nie należy zatem przyzwyczajać się do korzystania z tych samych rozwiązań i produktów oferowanych przez banki przez długie lata – lecz pomyśleć co możemy zyskać, decydując się na zmianę.
W Polsce skończyły się już czasy taniego oszczędzania. Obecnie zdecydowana większość banków wprowadziła dla swoich klientów opłaty za prowadzenie kont osobistych.
Aby nie ponosić kosztów związanych z korzystaniem z popularnego ROR-u, musimy spełnić określone warunki. Najczęściej jest to wymóg dokonywania regularnych transakcji kartą płatniczą na określoną kwotę w danym miesiącu.
Nawet jeżeli jesteśmy zadowoleni z oferty banku, w którym obecnie trzymamy swoje środki, nic nie stoi na przeszkodzie, by przejść do konkurencji. Nowi klienci mogą bowiem liczyć na specjalne warunki i skorzystanie z promocji.
– Są to promocje za otwarcie rachunku oraz tzw. moneybacki. Najczęściej otrzymujemy wtedy określoną kwotę w zamian za transakcje przeprowadzone na konkretną sumę przez pewien okres po założeniu konta – mówi Leszek Zięba, ekspert Związku Firm Pośrednictwa Finansowego.
Przykładowo, jeżeli w ciągu pierwszego miesiąca wydamy 1000 zł., to bank w ciągu następnych 30 dni zwróci nam 5 proc. wydatków, czyli 50 zł.
Jest to oczywiście zachęta do tego, byśmy wydawali jak najwięcej, ale nie dajmy się zwariować. Gdy bowiem wydamy np. tylko 500 zł, to bank wprawdzie zwróci nam jedynie 25 zł (albo nic, jeśli kwota od której zaczyna oddawać przekracza 500 zł) – ale w sumie li i tak skorzystamy na tym, że wydaliśmy o 500 zł mniej.
W każdym razie ofert tego typu jest wiele na rynku, a porównując je ze sobą i wybierając najlepsze, możemy zaoszczędzić kilkadziesiąt złotych w skali miesiąca.
Polacy posiadają blisko 6 mln kart kredytowych. Chętnie sięgamy po to źródło finansowania, gdy nagle spadają na nas niespodziewane wydatki. Zaciągnięcie kredytu przy pomocy plastiku jest szybkie i wygodne, ale z takiej karty należy umiejętnie korzystać.
Banki oczywiście zachęcają do częstego korzystania z kart. Jeśli jednak chcemy się dać namówić, upewnijmy się czy bank, który wybraliśmy, oferuje jakieś bonusy za korzystanie z przyznanego limitu na karcie kredytowej.
Wiele z nich – ale nie wszystkie – nagradza posiadaczy kart punktami lojalnościowymi, które mogą oni wymieniać na zniżki w niektórych sklepach czy sieciach partnerskich.
– Dosłownie można „zarobić” za zaciągnięciu kredytu, trzeba tylko być dobrze zaznajomionym ze specjalnymi ofertami, które coraz częściej nie są proponowane tylko stałym klientom banków – mówi Ewa Kozłowska, ekspert ZFPF.
Bankowość internetowa, z której już powszechnie korzystamy, umożliwia zapłacenie rachunku online w każdym momencie, z każdego miejsca na świecie. Ale otwierając rachunek osobisty lub ściągając na smartfona aplikację jakiegoś banku, możemy liczyć na więcej niż tylko podgląd stanu naszych finansów czy wykonywanie przelewów. Niektóre banki dają też dostęp do usług dodatkowych, takich jak np. wirtualny asystent finansowy pomagający kontrolować budżet domowy czy planować wydatki i ustalać „cele oszczędnościowe”. – Dzięki nim możemy założyć, jaką kwotę chcemy oszczędzić i w jakim czasie, a bank może nam podpowiedzieć, jaki produkt czy rozwiązanie dodatkowe wybrać, aby pomóc sobie w wytrwaniu w tym założeniu – dodaje Ewa Kozłowska. Niektóre banki oferują też swoim internetowym klientom możliwość wykupienia za pomocą szeregu kilku kliknięć ubezpieczenia na życie czy wejścia do jakiegoś funduszu inwestycyjnego. Przeważnie za korzystanie z takich opcji nie trzeba ponosić dodatkowych opłat.