Zlatan goni Lewego w Złotym Bucie

Przed przerwą dla reprezentacji narodowych Robert Lewandowski prowadził w klasyfikacji „Złotego Buta” z przewagą trzech goli nad drugim w zestawieniu Zlatanem Ibrahimoviciem oraz pięć nad Erlingiem Haalandem i Cristiano Ronaldo. Ale w miniony weekend konkurenci Polaka skrócili dystans.

Rywalizacja o „Złotego Buta”, nagrodę dla najskuteczniejszego strzelca lig europejskich, zapowiada się w tym sezonie ekscytująco. W poprzednim Lewandowski z dorobkiem 34 bramek dość długo był na czele klasyfikacji, ale zwycięstwo na finiszu odebrał mu Włoch Ciro Immobile, który sezon Serie A zakończył ostatecznie z 36 trafieniami. W obecnych rozgrywkach napastnik Lazio Rzym na razie odstaje od czołówki, bo strzelił dotąd tylko cztery gole. Nie ma jednak powodu, żeby już na tym etapie rywalizacji przekreślać jego szanse.
Lewandowski po powrocie ze zgrupowania reprezentacji Polski chyba nie zdążył się odpowiednio zresetować, bo w sobotnim spotkaniu z Werderem Brema (1:1) zagrał przeciętnie i był jednym z najgorzej ocenionych graczy Bayernu Monachium. Nasz najlepszy obecnie piłkarz w tym spotkaniu nie powiększył swojego bramkowego dorobku i pewnie potem tego mocno żałował, zwłaszcza gdy doszła do niego wieść, że w rozegranym później meczu Borussii Dortmund z Herthą Berlin (5:2) Erling Halland strzelił cztery gole i ma już na koncie w tym sezonie Bundesligi 10 trafień.
Inni konkurenci do „Złotego Buta” też nie zmarnowali okazji. Ibrahimović zdobył obie bramki dla AC Milan w wygranym 3:1 wyjazdowym meczu z SSC Napoli (ale odniósł kontuzję i w kilku najbliższych meczach będzie musiał pauzować), także Anglik Dominic Calvert-Lewin trafił dwukrotnie dla Evertonu w wygranym 3:2 spotkaniu z Fulham.
Tych trzech napastników, czyli 20-letni Haaland, 39-letni Ibrahimović i 23-letni Calvert-Lewin, ma teraz na koncie po 10 bramek, a w klasyfikacji „Złotego Buta” po 20 punktów. Prowadzący na liście Lewandowski zaś przewodzi z 11 golami i 22 punktami.
Gwoli przypomnienia – ranking powstaje w oparciu o liczbę goli strzelonych przez piłkarzy w lidze. Bramki są mnożone przez współczynnik trudności rozgrywek. Najwyższy, „2”, ma pięć czołowych lig europejskich – hiszpańska, angielska, niemiecka, francuska i włoska. Współczynnik zależy od wyników klubów z każdej ligi w europejskich pucharach w ciągu ostatnich pięciu sezonów. W kategorii „open” w tej chwili na czele klasyfikacji „ZB” jest Maksym Skawysz z BATE Borysów, który ma na koncie 19 goli, ale liga białoruska gra systemem wiosna-jesień i wkrótce kończy rozgrywki, a ponadto ma współczynnik „1,5”. Zawodnicy spoza czołowych pięciu lig europejskich mają niewielkie szanse na zdobycie tej prestiżowej nagrody, dotyczy to także zawodników rywalizujących w ligach grających jak białoruska systemem wiosna-jesień. W tej chwili kilkunastu graczy z nich zajmuje lokaty w czołówce klasyfikacji „Złotego Buta”, ale Lewandowski na pełnej liście już zajmuje trzecie miejsce, a zapewne jeszcze w listopadzie obejmie prowadzenie. Jeśli nie on, to na pewno któryś ze ścigających go w klasyfikacji konkurentów z europejskiej czołówki ligowej.
Za wymienionym wcześniej kwartetem snajperów z pięciu najlepszych europejskiej lig plasują się francuski gwiazdor Paris Saint-Germain 21-letni Kylian Mbappe, który w siedmiu ligowych występach w tym sezonie zdobył 9 bramek i w zestawieniu „Złotego Buta” z 18 punktami dzieli trzecią lokatę z koreańskim snajperem Tottenhamu Hotspur 28-letni Son Heung-Minem (także ma 9 goli i 18 pkt).
Tuż za nimi z ośmioma golami i 16 pkt plasują się 35-letni portugalski gwiazdor Cristiano Ronaldo (Juventus), 33-letni Anglik Jamie Vardy (Leicester City) i 28-letni Egipcjanin Mahomed Salah (FC Liverpool). Kolejne miejsce z dorobkiem 7 bramek i 14 punktów zajmują: 27-letni Belg Romelu Lukaku (Inter Mediolan), 27-letni Anglik Harry Kane (Tottenham) i 26-letni Włoch Andrea Belotti (AC Torino).

Krezusi w Serie A

Włoski dziennik „La Gazzetta dello Sport” podał najnowszy ranking najlepiej opłacanych piłkarzy w Serie A. Niezmiennie na jego czele znajduje się Cristiano Ronaldo, któremu Juventus płaci rocznie 31 mln euro.

Kontrakt portugalskiego gwiazdora jest jednak absolutnym wyjątkiem, zarówno w Juventusie, jaki i w całej włoskiej ekstraklasie. Dość powiedzieć, że drugi w zestawieniu krezusów, kolega Cristiano Ronaldo z Juventusu, holenderski obrońca Matthijs de Ligt, otrzymuje rocznie 8 mln euro. W pierwszej dziesiątce listy najlepiej zarabiających piłkarzy Serie A znajduje się pięciu graczy Juventusu. Oprócz Cristiano Ronaldo i de Ligta na szóstej pozycji jest Argentyńczyk Paulo Dybala (7,3 mln euro), a na siódmej Francuz Adrien Rabiot oraz Walijczyk Aaron Ramsey – obaj zarabiają po siedem milionów euro. Trzech graczy na liście krezusów ma Inter Mediolan: Belg Romelu Lukaku i Duńczyk Christian Eriksen zajmują wspólnie trzecią lokatę w zestawieniu i obaj kasują za sezon po 7,5 mln euro, tyle samo co napastnik AS Roma, Bośniak Edin Dżeko. Trzeci z graczy Interu, Alexis Sanchez, zarabia siedem milionów, co daje mu miejsce siódme, ex aequo z Rabiotem, Ramseyem i Zlatanem Ibrahimoviciem z AC Milan.
Najlepiej zarabiającym polskim piłkarzem w Serie A jest Wojciech Szczęsny, który w Juventusie zarabia rocznie 6,5 mln euro i na liście płac turyńskiego potentata lokuje się na szóstej pozycji. Inni nasi piłkarze, a gra ich obecnie na włoskich boiskach bez liku, mogą tylko pomarzyć o zarobkach Szczęsnego. Piotr Zieliński, który niedawno po długich negocjacjach w końcu podpisał nowy kontrakt z SSC Napoli, ma wedle niego zarabiać 3,5 mln euro rocznie. Jego kolega z zespołu Arkadiusz Milik, chociaż teraz znajduje się w tym klubie na marginesie, do czerwca 2021 roku zarobi jako rezerwowy SSC Napoli 2,5 mln euro. Taką samą kwotę w ekipie beniaminka Serie A Benevento Calcio otrzyma za sezon gry Kamil Glik, a Karol Linetty po przejściu z Sampdorii Genua do AC Torino zarabia teraz za sezon 1,5 mln euro.

48 godzin sport

Perquis zakoczył karierę
Były reprezentant Polski Damien Perquis ogłosił w mediach społecznościowych zakończenie piłkarskiej kariery. Urodzony we Francji piłkarz miał polskie korzenie i w 2011 roku otrzymał polskie obywatelstwo, z czego skorzystał ówczesny selekcjoner kadry Polski Franciszek Smuda. Perquis zadebiutował w biało-czerwonych barwach 6 września w zremisowanym 2:2 meczu z Niemcami. W sumie zaliczył w naszej reprezentacji 14 występów i zdobył jedną bramkę. Był podstawowym graczem polskiej drużyny w turnieju Euro 2012. Przez większość klubowej kariery grał lidze francuskiej, w zespołach Troyes, Saint-Etienne i Sochaux, ale po Euro 2012 przeniósł się do hiszpańskiego Betisu Sewilla, następnie do kanadyjskiego Toronto FC, a potem do grającego w angielskiej Championship Nottingham Forest. Ostatnio był zawodnikiem drugoligowego francuskiego Gazelec Ajaccio.

Upadek niemieckiego klubu
Władze niemieckiego klubu piłkarskiego 1.FC Kaiserslautern, którego zespół obecnie występuje w trzeciej lidze, złożył wniosek o ogłoszenie upadłości. Czterokrotny mistrz Niemiec (ostatni tytuł wywalczył w 1998 roku) od dłuższego czasu zmaga się z problemami finansowymi. Wniosek o upadłość pozwoli na przeprowadzenie restrukturyzacji i wyprowadzenie klubu z zapaści ekonomicznej i sportowej.

Nie chcą gra w Europie
Koszykarze Asseco Arki Gdynia nie będą rywalizować w Pucharze Europy. O rezygnacji z udziału w tych rozgrywkach zadecydowały głównie względy finansowe. Wszystko wskazuje na to, że w ekstraklasie gdynianie grać będą w krajowym składzie. W dwóch poprzednich edycjach Pucharu Europy zawodnicy Asseco Arki nie zdołali awansować z grupy. W inauguracyjnym starcie odnieśli jedno, a w ostatnim sezonie trzy zwycięstwa. W poprzednim sezonie przez skład Asseco Arki przewinęło się ośmiu zagranicznych zawodników. Wszyscy byli Amerykanami, jednak obecnie przyjazd do Polski koszykarzy ze Stanów Zjednoczonych nie jest możliwy i wszystko wskazuje na to, że w ekstraklasie gdynianie grać będą w krajowym zestawieniu.

Wygłup Ibrahimovica
Zlatan Ibrahimović w niedzielę w Sztokholmie złamał przepisy epidemiologiczne wchodząc – wbrew zakazowi – do szatni gospodarzy po meczu ligowym Hammarby IF z Oestersund FK (2:0). Zarówno klub jak i piłkarz, który jest jego współwłaścicielem, ale występuje obecnie w barwach AC Milan, zostali zgłoszeni do ukarania przez władze szwedzkiej ligi, które już zapowiedziały wyciągnięcie konsekwencji.

Komornicki rzucił zabawkami
Trener występującego w I lidze piłkarskiej zespołu GKS Tychy, Ryszard Komornicki, nieoczekiwanie złożył rezygnację. Przejął zespół 8 marca tego roku w miejsce zwolnionego Ryszard Tarasiewicza. Wcześniej był dyrektorem sportowym klubu. Pieczę nad zespołem tymczasowo powierzono jego asystentom – Tomaszowi Horwatowi i Jarosławowi Zadylakowi.

48 godzin sport

Ibrahimović kontuzjowany
Pechowo dla Zlatana Ibrahimovicia zakończył się poniedziałkowy trening Milanu. Szwedzki piłkarz doznał kontuzji, ale na razie jeszcze nie wiadomo, jak długo będzie musiał pauzować. Na ten temat we włoski mediach pojawiły się sprzeczne wieści – wedle jednych źródeł Ibrahimović doznał urazu mięśnia łydki, wedle innych zerwał ścięgno Achillesa. W obecnym sezonie 39-letni gwiazdor, który z AC Milan wygryzł Krzysztofa Piątka, w Serie A rozegrał osiem meczów w których strzelił trzy gole i zaliczył jedną asystę.

Pech piłkarza Pogoni Szczecin
Obrońca Pogoni Szczecin Igor Łasicki podczas treningu zerwał więzadło krzyżowe w kolanie. Przerwa w grze potrwa co najmniej pół roku. 24-letni piłkarz trafił do ekipy „Portowców” w tym sezonie z SSC Napoli. Przez dwa poprzednie lata grał na zasadzie wypożyczenia w Wiśle Płock. W obecnych rozgrywkach ekstraklasy Łasicki rozegrał 11 meczów. Pogoń wznowi rozgrywki Ekstraklasy 29 maja meczem z Zagłębiem Lubin.

Nowy trener kadry Norwegii
​Ola Vigen Hattestad został trenerem norweskich biegaczek narciarskich. 38-letni szkoleniowiec to mistrz olimpijski z Soczi (2014) w sprincie, a także dwukrotny mistrz świata oraz trzykrotny triumfator Pucharu Świata w konkurencjach sprinterskich. Przez ostatnie dwa lata prowadził kobiecą kadrę Słowenii w biegach narciarskich.

Zmarł mistrz olimpijski
W wieku 95 lat zmarł trzykrotny mistrz olimpijski w hokeju na trawie, reprezentant Indii Balbir Singh. Uważany był za legendę tego sportu. Z reprezentacja Indii triumfował na igrzyskach w Londynie w 1948 roku, w Helsinkach 1952 i Melbourne 1956. Po zakończeniu kariery został selekcjonerem reprezentacji Indii. Jego największym trenerskim sukcesem było zdobycie mistrzostwa świata w 1975 roku.

Amerykanin pogra w Zawierciu
Klub siatkarski Aluron Virtu CMC Zawiercie podpisał kontrakt z reprezentantem USA Garrettem Muagututią. To kolejny markowy siatkarz, który w nowym sezonie PlusLigi będzie występował w ekipie z Zawiercia. Przed nim do zespołu prowadzonego przez trenera Igora Kolakovicia dołączyli Brazylijczyk Flavio Gualberto i Macedończyk Gjorgi Gjorgiew. 32-letni Muagututia występuje na pozycji przyjmującego. Poprzednio grał w Calzedonii Werona. Na koncie ma wiele sukcesów z kadrą USA. W 2019 roku zdobył z nią 3. miejsce w Pucharze Świata, drugie miejsce w Lidze Narodów.

Puchar Białorusi dla BATE
Piłkarze BATE Borysów po raz czwarty w historii zdobyli Puchar Białorusi, pokonując w finale Dynamo Brześć 1:0. Zwycięskiego gola strzelił Zachar Wołkow. BATE, 15-krotny mistrz kraju, po 10 kolejkach obecnego sezonu (w tym kraju gra sie systemem wiosna-jesień) jest liderem rozgrywek z dorobkiem 22 punktów.

Ibrahimović uwielbia się popisywać

Zlatan Ibrahimović przerwę w rozgrywkach Serie A spędza w rodzinnej Szwecji. Napastnik AC Milan nie pozwala jednak zapomnieć światu o swoim istnieniu i co jakiś czas bulwersuje otoczenie swoimi zachowaniami.

Ostatnio wzbudził kontrowersje ostentacyjną przejażdżką po ulicach Sztokholmu ekskluzywnym modelem Ferrari, Monza SP2, które nie ma oficjalnej ceny, ale jego wartość szacuje się między 2,5 a 3 mln euro. Ibrahimović ma już prawie 39 lat, więc nieuchronnie zbliża się do zakończenia długiej i bogatej w sukcesy kariery, którą zaczął w 1999 roku w Malmoe FF, a potem kontynuował w Ajaksie Amsterdam (2001-2004), Juventusie Turyn (2004-2006), Interze Mediolan (2006-2009), Barcelonie (2009-2011), AC Milan (2011-2012), Paris Saint-Germain (2012-2016), Manchesterze United (2016-2018), Los Angeles Galaxy (2018-2019). Na początku tego roku związał się ponownie z AC Milan, ale zanim zdołał pokazać, że włoski klub słusznie zrobił zatrudniając go w miejsca 24-letniego Polaka Krzysztofa Piątka, na Półwyspie Apenińskim wybuchła pandemia koronawirusa. Piłkarz uciekł przed nią do Szwecji.
Mający chorwackie i bośniackie korzenie Ibrahimović urodził się jednak w Malmoe, w szwedzkiej reprezentacji rozegrał 116 meczów i strzelił 62 gole, co w minionej dekadzie zapewniło mu w tym kraju status niekwestionowanej sportowej gwiazdy. I nic nie jest w stanie tego statusu osłabić, ani najbardziej kontrowersyjne wypowiedzi, którymi lubi od czasu do czasu szokować, ani nawet zerowy brak skromności w epatowaniu własnym bogactwem.
Chociaż w Szwecji w czasie pandemii nie obowiązują takie rygorystyczne obostrzenia jak w większości innych krajów, to jednak także tu w czasie zarazy ludziom żyje się coraz gorzej i coraz większa liczba obywateli wymaga już wsparcia ze strony państwa. Nie jest to więc najlepsza pora na popisywanie się zamożnością, nawet uczciwie zdobytą, jak ma to miejsce w przypadku Ibrahimovicia. Piłkarz nie po raz pierwszy pokazał jednak, że ma społeczne konwenanse w głębokim poważaniu. W minioną sobotę wytoczył się na ulice Sztokholmu w swoi najnowszym aucie.
Ferrari Monza SP2 to wyjątkowy samochód, z limitowanej wersji, wzorowany w stylistyce nadwozia na wyścigowy bolid tej marki z lat 50. i 60. ubiegłego wieku, ale z silnikiem o mocy 810 KM, który rozpędza maszynę do 100 km/h w niecałe trzy sekundy, a jego maksymalna prędkość przekracza 300 km/h. To motoryzacyjne cacko nie ma oficjalnej ceny, ale wiadomo, że kosztuje w granicach trzech milionów euro.
Ta przejażdżka może jednak Zlatana słono kosztować, bo jak wyszło na jaw, auto od 30 marca nie ma ważnego przeglądu technicznego, więc nie można się nim poruszać po ulicach, chyba że najkrótszą drogą do najbliższego punktu diagnostycznego. Ale że na biednego nie trafiło, to nie ma najmniejszego powodu go żałować.

Koniec Piątka w Mediolanie

Coraz więcej przemawia za tym, że przygoda Krzysztofa Piątka z AC Milan wkrótce dobiegnie końca. Po zatrudnieniu przez ten klub 38-letniego Zlatana Ibrahimovicia reprezentant Polski wylądował na ławce rezerwowych i zdaniem włoskich mediów działacze „Rossonerich” chcą się teraz jak najszybciej pozbyć. Chętnych na pozyskanie Piątka na szczęście nie brakuje.

Piątek występował w barwach mediolańskiego klubu od stycznia ubiegłego roku. Genoa, która ledwie sześć miesięcy wcześniej pozyskała napastnika z Cracovii za niewiele ponad cztery miliony euro, odsprzedała go do AC Milan za 35 milionów euro, czyniąc z Piątka najdroższego polskiego piłkarza w historii. Gwoli przypomnienia, Robert Lewandowski przeszedł z Borussii Dortmund do Bayernu Monachium na zasadzie wolnego transferu gdy wyceniano jego rynkową wartość na 100 mln euro, ale ponieważ przeszedł za darmo, nie jest notowany w tego typu zestawieniach.
Bramkostrzelny polski napastnik popularność na włoskich stadionach zdobył błyskawicznie, jeszcze jako gracz zespołu z Genui, dla którego w pół roku w 19 meczach strzelił 13 goli. Warto przypomnieć, że w poprzednim sezonie został królem strzelców rozgrywek o Puchar Włoch zdobywając osiem bramek w pięciu meczach. Po przejściu do AC Milan nie zatracił skuteczności i także zdobył serca fanów ekipy „Rossonerich”.
Niestety, po letniej przerwie snajperskie szczęście opuściło 24-letniego napastnika, co na jego nieszczęście zbiegło się ze słabymi wynikami AC Milan w lidze. W obecnych rozgrywkach Serie A Piątek zdobył tylko cztery bramki, w tym aż trzy z rzutów karnych. I jak to w takich przypadkach bywa, „z bohatera zjechał do zera”.
Pogarszająca się z miesiąca na miesiąc pozycja Piątka w klubie osiągnęła krytyczny poziom w styczniu tego roku, gdy do zespołu z Mediolanu dołączył 38-letni szwedzki gwiazdor Zlatan Ibrahimović, który podpisał półroczny kontrakt z opcją przedłużenia o rok. Szefowie AC Milan zgodzili się zapłacić mu za jego usługi 3,5 miliona euro plus bonusy za wyniki. W ostatnim ligowym meczu z Cagliari (2:0) Ibrahimović wyszedł w podstawowym składzie, a jego partnerem w ataku był 20-letni Portugalczyk Leao, za którego latem ubiegłego roku AC Milan zapłacił francuskiemu Lille 30 mln euro. Z tym piłkarzem ponoć chciał zagrać Ibrahimović i w spotkaniu z Cagliari wybór Szweda okazał się trafny, bo obaj zaliczyli po golu. Piątek całe spotkanie spędził na ławce rezerwowych i jak wieść niesie, podobnie ma też być w środowym meczu AC Milan ze SPAL 2013 w Pucharze Włoch.
Jak donosi „Corriere Della Sera”, sytuacja reprezentanta Polski jest teraz analizowana przez pion sportowy „Rossonerich”, ale wszystko wskazuje na to, że Piątek w najbliższym czasie odejdzie z AC Milan. Mimo słabszej w jego wykonaniu rundy jesiennej, chętnych na jego pozyskanie nie brakuje. Zainteresowanie transferem reprezentanta Polski wykazują kluby z Hiszpanii, w tym Atletico Madryt, ale bardziej prawdopodobny wydaje się jednak jego transfer do Premier League. Wedle medialnych spekulacji negocjacje podjął Tottenham, który pilnie szuka zastępcy dla kontuzjowanego co najmniej do końca kwietnia Harry’ego Kane’a. Gwiazdor „Kogutów” uszkodził ścięgno w lewym udzie, ale jeśli wróci do zdrowia, odzyska miejsce w podstawowym składzie. Dlatego Piątek rozważa też ofertę Aston Villi, która również jest gotowa zapłacić Milanowi żądane przez niego 32 mln euro, a napastnika w miejsce ciężko kontuzjowanego Brazylijczyka Wesleya potrzebuje od zaraz, bo w tabeli Premier League zajmuje obecnie miejsce w strefie spadkowej, a w ostatniej kolejce dostała baty 1:6 od Manchesteru City.
Piątek o swoich transferowych planach milczy, nie wiadomo zatem, jakie są jego aktualne aspiracje. Tottenham, którego trenerem jest słynny Jose Mourinho, w angielskiej lidze wprawdzie jest obecnie na ósmym miejscu, ale wciąż gra jeszcze w Lidze Mistrzów (w 1/8 finału zmierzy się z RB Lipsk). „Koguty” to klub o znacznie wyższej pozycji w Anglii niż Aston Villa, ale z pewnością mocniejsza pozycję Piątek miałby w Aston Villi.
Wątpliwe jednak, by polski piłkarz sam zadecydował o swojej przyszłości. Angielski tabloid „The Sun” podał niedawno, że AC Milan i Tottenham doszły już do porozumienia. Angielski klub zgodził się zapłacić za transfer Piątka 28 milionów euro, a kolejne cztery miliony dopłaci w formie bonusów. Polak ma się związać z finalistą Ligi Mistrzów z poprzedniego sezonu do końca czerwca 2023 roku. Decyzja ma zapaść lada dzień. Włoskie media są jednak odmiennego zdania i twierdzą, że Tottenham złożył jedynie ofertę wypożyczenia Piątka, którą Milan odrzucił. Takie przepychanki nie wróżą najlepiej polskiemu piłkarzowi. Chyba, że znowu zacznie strzelać gole.

Timo Werner ściga Lewego

W środę Bayern Monachium pokonał na wyjeździe Freiburg 3:1, a jednego z goli zdobył Robert Lewandowski. To był 54. gol kapitana reprezentacji Polski strzelony w 2019 roku, co jest jego najlepszym wynikiem w karierze, dającym mu zdecydowane prowadzenie w klasyfikacji najskuteczniejszych w tym roku strzelców w Europie. W Bundeslidze nasz piłkarz z dorobkiem 19 trafień jest liderem w klasyfikacji snajperów obecnego sezonu, ale wyrósł mu groźny konkurent – napastnik RB Lipsk Tomo Werner, który ma na koncie tylko jedną bramkę mniej.

W 2019 roku żaden z piłkarzy grających w najsilniejszych ligach Europy nie zdobył więcej goli niż kapitan reprezentacji Polski. Drugi w klasyfikacji Argentyńczyk Leo Messi przez ostatnich 12 miesięcy trafiał do siatki 49 razy, a że nie zdołał poprawić swojego dorobku w środowym starciu Barcelony z Realem Madryt, musiałby w ostatnim tegorocznym występie jaki mu pozostał (21 grudnia z Deportivo Alaves) zdobyć co najmniej sześć bramek, żeby wyprzedzić Polaka. Oczywiście przy założeniu, że „Lewy”, który także ma jeszcze jeden mecz do rozegrania w Bundeslidze (także 21 grudnia, z VfL Wolfsburg), nie zaliczy w nim trafienia.

Napastnik Bayernu ma na koncie już 54 bramki i jest jak na razie jedynym zawodnikiem, który w 2019 roku przekroczył granicę 50 goli. Polak dokonał tego po raz drugi w karierze, stając się trzecim graczem obecnej ery w futbolu, po Messim i Cristiano Ronaldo, który zdołał więcej niż raz przekroczyć w jednym roku barierę 50 goli. Kolejni gracze na liście, Anglik Raheem Sterling z Manchesteru City i Francuz Kylian Mbappe z Paris Saint-Germain, mają jeszcze trudniejsze zadanie, bo mają na koncie po 43 gole.

Na tegoroczny dorobek Lewandowskiego składa się 48 goli strzelonych w 44 meczach Bayernu i 6 trafień w 10 spotkaniach reprezentacji Polski. 31 goli „Lewy” strzelił w Bundeslidze, 10 w Lidze Mistrzów i siedem w Pucharze Niemiec. A zatem wszystko wskazuje, że niczym nie nagradzany tytuł najskuteczniejszego piłkarza roku w Europie w 2019 przypadnie Lewandowskiemu. W tej dekadzie zdobywali go jedynie Portugalczyk Cristiano Ronaldo (4), Messi (3) i Harry Kane (1). W XXI wieku opróz z tych graczy i Lewandowskiego powyżej 50 bramek w jednym roku kalendarzowym zdobyli jeszcze Luis Suarez (51, 2016) i Edinson Cavani (53, 2017), a dwukrotnie do granicy 50 trafień dobił Szwed Zlatan Ibrahimović (2012 i 2016).

Kapitan reprezentacji Polski ściga się jednak także w innych prestiżowych klasyfikacjach, na dodatek nagradzanych pamiątkowymi statuetkami i miejscem w futbolowych kronikach. Zdobywając bramkę w środowym spotkaniu z Freiburgiem (3:1) „Lewy” powiększył swój strzelecki dorobek w obecnym sezonie do 19 trafień i za jednym zamachem odzyskał pozycję samodzielnego lidera w klasyfikacji snajperów niemieckiej Bundesligi oraz zwiększając łączną liczbę goli do 221 awansował na trzecie miejsce w klasyfikacji wszech czasów niemieckiej ekstraklasy. Przed nim są już tylko Klaus Fischer (268 goli) i Gerd Mueller (365 goli).

Lewandowskiemu w niemieckiej lidze w ostatnich tygodniach nieoczekiwanie wyrósł groźny rywal do zdobycia statuetki armaty, która jest nagrodą dla króla strzelców Bundesligi. To 23-letni napastnik aktualnego lidera RB Lipsk Timo Werner. Reprezentant Niemiec w miniony wtorek zdobył dwie kolejne bramki w spotkaniu z Borussią Dortmund (3:3) i na chwilę dogonił w klasyfikacji strzelców „Lewego”, który przed środowym meczem Bayernu z Freiburgiem także miał na koncie 18 trafień. Odpowiedź polskiego napastnika była natychmiastowa, ale Werner także jest w fenomenalnej formie i nie można wykluczyć, że na finiszu jesiennej rundy jeśli nie przegoni, to co najmniej zrówna się z Lewandowskim. W ostatniej kolejce RB Lipsk gra u siebie z 10. w tabeli Augsburgiem, natomiast przeciwnik Bayernu, VfL Wolfsburg, zajmuje 8. lokatę.

Rywalizacja Lewandowskiego z Wernerem jest świetną promocją Bundesligi, bo ci dwaj piłkarze zajmują w tej chwili także czołowe lokaty w klasyfikacji „Złotego Buta”, nagrody dla najskuteczniejszego strzelca sezonu w ligach europejskich. Dla przypomnienia: ranking powstaje w oparciu o liczbę goli strzelonych przez piłkarzy w krajowych ligach. Bramki są mnożone przez współczynnik trudności rozgrywek. Najwyższy, dwa, ma pięć czołowych lig – hiszpańska, angielska, niemiecka, francuska i włoska. Współczynnik zależy od wyników klubów z każdej ligi w europejskich pucharach w ciągu ostatnich pięciu sezonów. W poprzednim sezonie nagrodę „Złotego Buta” otrzymał Leo Messi – Argentyńczyk zwyciężył z dorobkiem 36 goli i 72 punktów.
W obecnym sezonie prowadzi Lewandowski (19 goli i 38 pkt), a drugi w zestawieniu jest Werner ( 18 goli, 36 pkt). Trzecie miejsce zajmuje Włoch Ciro Immobile z Lazio Rzym, legitymujący się dorobkiem 17 trafień i 34 pkt, czwarte Anglik Jamie Vardy z Leicester City (16 goli, 32 pkt), a piątą lokatę okupują na spółkę Messi i francuski napastnik Realu Madryt Karim Benzema (obaj mają po 12 goli i 24 pkt). Ale to dopiero półmetek rozgrywek.

 

We Włoszech znowu chwalą Piątka

W 15. kolejce Serie A AC Milan pokonał 3:2 Bolognę, a jedną z bramek dla mediolańskiej drużyny zdobył napastnik reprezentacji Polski Krzysztof Piątek, który za swój występ po raz pierwszy w tym sezonie otrzymał we włoskich mediach pozytywne recenzje i wysokie noty.

AC Milan odniósł szóste zwycięstwo w tym sezonie. „Rossoneri” pokonali na wyjeździe drużynę z Bolonii 3:2, zaliczając drugie zwycięstwo z rzędu. Jedną z bramek dla mediolańczyków zdobył Krzysztof Piątek, który pewnym strzałem z rzutu karnego pokonał kolegę z reprezentacji Polski, bramkarza Bologny Łukasza Skorupskiego. Dla 24-letniego napastnika było to pierwsze ligowe trafienie po sześciu meczach bez gola, ale dopiero czwarte w obecnym sezonie. Włoskie media doceniły Polaka jednak nie za pewnie wykonaną „jedenastkę”, ale za postawę w całym meczu. „Piątek był zdecydowanie bardziej aktywny niż w poprzednich meczach. W ataku poruszał się po całym boisku, a także wywalczył karnego, którego zamienił na gola.

Bonaventura także strzelił na 3:1 dzięki niemu. W końcu przekonujący występ Polaka” – napisano w komentarzu włoskiego Eurosportu. „Być może w Bolonii Milan odzyskał wielkiego bohatera. Gra polskiego napastnika była wspaniała. Walczył z pełnym poświęceniem. To dobra wiadomość dla trenera Stefano Pioliego” – chwalił z kolei Piątka portal calciomercato.com. Nasz piłkarz dostał za swój występ notę 7,5 w skali 1-10 i chyba trochę odzyskał dawną pewność siebie, bo pytany przez włoskich dziennikarzy, co sądzi o planach szefów AC Milan zatrudnienia Zlatana Ibrahimovicia, powiedział: „On jest niesamowitym piłkarzem, a my potrzebujemy zawodników na takim poziomie. Chciałbym grać z Ibrahimoviciem w Milanie. Gdziekolwiek występował, robił to bardzo dobrze i gdyby udało się go sprowadzić, byłoby to świetne dla klubu”.

Spekulacje o powrocie słynnego Szweda na San Siro trwają już od kilku tygodni, a wobec słabej formy Piątka włoskie media coraz częściej wręcz pisały, że Polak po przyjściu Ibrahimovicia zostanie wypożyczony. On jednak zdaje się nie mieć żadnych obaw. „Liczy się drużyna, a nie jednostka. Co do mnie, to czuję się coraz lepiej fizycznie. Początek sezonu był nieco skomplikowany, ale widzę postępy i będę to chciał pokazać też w kolejnych meczach” – ocenił swoją sytuację reprezentant Polski.

 

Szok! Lewandowski zmarnował karnego

W meczu 19. kolejki Bundesligi z VfB Stuttgart Robert Lewandowski znów należał do najlepszych graczy Bayernu Monachium. Strzelił gola i zaliczył asystę, ale w Niemczech większe emocje wzbudził fakt, że zmarnował rzut karny. Nic dziwnego, Polak jest niekwestionowanym mistrzem strzelania „jedenastek”, jednym z najlepszych na świecie.

Lewandowskiemu spudłować z jedenastu metrów zdarza się niezwykle rzadko. W meczu z VfB Stuttgart sam wywalczył rzut karny, a ponieważ jest wyznaczony do egzekwowania „jedenastek”, podszedł do zadania jak dziesiątki razy wcześniej. Wszystko zrobił jak zwykle, włącznie ze swoim „szarpany” podbiegiem do piłki, ale tym razem chyba trochę za bardzo chciał umieścić piłkę w prawym roku bramki, bo trafił nią w słupek. Zaklął po tym szpetnie po polsku, chociaż pod nosem, ale nawet gdyby zrobił to głośno, zostałby zagłuszony przez jęk zawodu dobiegający z trybun Allianz Areny.

Ten zmarnowany karny był dopiero piątą niewykorzystaną „jedenastką” przez Lewandowskiego w jego karierze. Kapitan reprezentacji Polski ma na koncie 36 wykorzystanych rzutów karnych. To oznacza, że stosunek spudłowanych „jedenastek” do wykorzystanych wynosi zaledwie 10,9 procent. Taką skutecznością nie mogą pochwalić się nawet tacy piłkarscy wirtuozi, jak Cristiano Ronaldo i Leo Messi. Procent niewykorzystanych karnych Portugalczyka wynosi 16,9 procent (22 zmarnowane na 108 wykonywanych), a Argentyńczyka 23,1 procent (24 zmarnowane na 80 wykonywanych).

Zresztą „Lewy” pod tym względem wypada znakomicie na tle większości czołowych graczy występujących w najsilniejszych ligach europejskich. Włoch Mario Balotelli ma na koncie pięć niewykorzystanych karnych na 37 wykonywanych, czyli 11,9 procent zmarnował. Słynny Szwed Zlatan Ibrahimović ma stosunek 10 do 83, czyli 12,05 procent, Belg Eden Hazard 7 do 45 (13,5 procent), Anglik Harry Kane 6 do 28 (17,6 procent), Urugwajczyk Edinson Cavani 12 do 52 (18,8 procent), Brazylijczyk Neymar 12 do 45 (21,1 procent).
Oczywiście w topowych ligach europejskich są piłkarze, którzy w rzutach karnych mają lepszy procent skuteczności, ale są to zawodnicy rzadko egzekwujący „jedenastki”. Jednym z takich zawodników jest choćby Brazylijczyk Fabinho, który w całej karierze z 11 metrów pomylił się tylko raz, ale wykonywał rzuty karne tylko 19 razy. Lewandowskiego nikt więc w Bayernie nie odsunie od wykonywania „jedenastek”. Żeby tak się stało, Polak musiałby chyba spudłować kilka razy z rzędu, jak zdarzyło się to Thomasowi Muellerowi, który w chwili przyjścia Lewandowskiego do Bayernu był w bawarskim zespole etatowym wykonawcą rzutów karnych.
Lewandowski jest najbardziej rozpoznawalnym polskim piłkarzem, ale wizytówkami naszej reprezentacji coraz bardziej stają się dwaj snajperzy występujący w Serie A – Arkadiusz Milik i Krzysztof Piątek. Obaj należą do czołówki strzelców włoskiej ekstraklasy. Piątek ma na koncie 13 ligowych trafień, A Milik 11. „Lewy” w Bundeslidze zdobył jak na razie 12 bramek, ale we wszystkich rozgrywkach ma już na koncie 24 gole. Czy w reprezentacji można z tych trzech znakomitych napastników stworzyć zabójczą linię ataku? Wątpliwe.

Trener biało-czerwonych Jerzy Brzęczek chyba nie ma dobrego pomysłu na wykorzystanie tego bogactwa. Raz spróbował zagrać z dwójką napastników i w spotkaniu Ligi Narodów z Portugalią wystawił Lewandowskiego z Piątkiem. Nie był to jednak udany eksperyment, bo obaj nie stwarzali żadnego zagrożenia. Głównie dlatego, że reszta zespołu nie potrafiła ich obsłużyć dobrymi podaniami, ale i oni sami nie rozumieli swoich intencji na boisku. Polska przegrała 2:3, a Brzęczek chyba stracił wiarę w skuteczność takiego taktycznego ustawienia. Wątpliwe więc aby w marcu wrócił do tego pomysłu i jeszcze znalazł na boisku miejsce dla Arkadiusza Milika.

Kłopot bogactwa chyba zaczyna być problemem polskiej kadry. Selekcjoner nie potrafi zdecydować się na którego z bramkarzy postawić, teraz zaczyna mu się robić tłok w linii obrony i w środku pola, a na domiar złego zewsząd słyszy sugestie, że skoro Lewandowski w kadrze przestał strzelać gole, to może pora dać szansę Piątkowi czy Milikowi. Za kilka lat takie pomysły może nie będą razić, teraz niosą kadrze zgubę.

 

Zlatan na frytkach

Dwaj słynni piłkarze Zlatan Ibrahimović i David Beckham, złożyli się o wynik meczu Angia – Szwecja w ćwierćfinale mistrzostw świata w Rosji. Jeden postawił wizytę w Ikei, drugi zaproszenie na kolację.

 

Wyzwanie na Twitterze pierwszy rzucił Ibrahimović, proponując Beckhamowi taki oto zakład: „Jeśli Anglia wygra, zapraszam cię na kolację do restauracji, którą ty wybierzesz gdziekolwiek na świecie, ale jeśli wygra Szwecja, to zapłacisz za to, co ja wybiorę w sklepie Ikei” – napisał Szwed, który obecnie występuje w Los Angeles Galaxy. W odpowiedzi angielski gwiazdor zaproponował: „Jeśli Szwecja wygra, pójdę osobiście z tobą do sklepu Ikei aby kupić to, czego potrzebujesz do umeblowania twojego nowego domu w LA, ale jeśli wygra Anglia, chcę Ciebie zobaczyć na Wembley, jedzącego rybę z frytkami w przerwie meczu”.
Anglia pokonała Szwecję i Beckham zakład wygrał. Zlatan już zapewnił, że stawi się w wyznaczonym terminie.