Efekt Fijo

Jego sprawą żyła cała Polska. Oprawca psa Fijo skazany na 1,5 roku więzienia.

Szczeniak, który został skatowany przez byłego właściciela, do tej pory jest częściowo sparaliżowany. Sąd Rejonowy w Toruniu nie dał wiary Bartoszowi D., że ten będąc pod wpływem alkoholu przewrócił się na psa tak nieszczęśliwie, że uszkodził mu tylne łapy. Bartosz D. został skazany na 1,5 roku pozbawienia wolności za znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem. Ma również zakaz posiadania zwierząt przez 10 lat.
– Wersja oskarżonego jest całkowicie niewiarygodna – oceniła sędzia. Opierając się na opinii biegłych uznała, że Fijo został co najmniej trzykrotnie uderzony przez oskarżonego. Działanie to, zdaniem sądu, spełniało znamiona „szczególnego okrucieństwa”. – zdecydowała sędzia Aneta Zawulewska-Glonek. – W ocenie sądu kara jest adekwatna do społecznej szkodliwości czynu.
skarżyciele domagali się maksymalnego wymiaru kary (przed nowelizacją ustawy są to 3 lata pozbawienia wolności. – Ważne, że oskarżony został skazany na bezwzględne więzienie, ale liczyłam, że będzie to wyrok przełomowy, czyli, że będzie zasądzony maksymalny wymiar kary. Zastanowimy się nad odwołaniem – komentowała po ogłoszeniu wyroku adwokat Katarzyna Topczewska, która reprezentowała fundację „Judyta”.
Gabriela Kieres-Rynkowska z Prokuratury Rejonowej Toruń-Wschód podkreślała, że postawa skazanego od początku była naganna: – W dniu zdarzenia został kilkukrotnie powiadomiony przez żonę o fakcie ujawnienia obrażeń psa, ich zakresie, o tym, że psu należy udzielić bezwzględnie natychmiast pomocy, nie tylko laboratoryjnej, ale także w zakresie uśmierzenia bólu. Nie zainteresował się tą sytuacją. W swoich wyjaśnieniach wskazał, że udał się do kolegi, ponieważ miał ochotę dalej spożywać alkohol. Nie interesował się, jak sytuację odbiorą dzieci, co czują, co uważają, ani kto się nimi zajmie, gdy żona będzie udzielała psu pomoc. Dzieci były ofiarami tej przemocy. Były świadkami tego, jak zwierzę cierpi. Miały świadomość, że doszło do tragedii. Osoba, która powinna zapewnić im stabilizację i bezpieczeństwo, była sprawcą tej agresji.
Żona Bartosza D. z Chełmży odmówiła zeznań, ale to ona znalazła psa w kałuży krwi i wezwała pomoc. Mąż najpierw tłumaczył, że Fijo potrącił samochód, później zmienił wersję.
Skrzywdzony pies przechodził wielomiesięczne leczenie w specjalistycznych lecznicach w Czechach i Portugalii. Nadal wymaga rehabilitacji, ma sparaliżowane tylne łapy. Trafił do nowego domu pod opiekę odpowiedzialnych opiekunów.