System stworzony do walki z terroryzmem i najgroźniejszą przestępczością trafił w Polsce do służb, które mogły przejmować telefony obywateli niemal w całości. Komisja śledcza ds. Pegasusa kończy pracę raportem liczącym około 700 stron i zawiadomieniami do prokuratury dotyczącymi 11 osób. Najbardziej niepokojące są jednak najnowsze ustalenia biegłych ABW: CBA miało nie posiadać pełnej kontroli nad systemem, dane opuszczały terytorium Polski, a producent mógł mieć dostęp do części infrastruktury, na której przetwarzano materiały z kontroli operacyjnej.
12 października komisja śledcza przedstawiła jawną część swojego raportu dotyczącego zakupu i wykorzystywania Pegasusa w latach 2015–2023.
Komisja przesłuchała 77 świadków i jednego biegłego, złożyła 10 zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstwa dotyczących 11 osób oraz składała wnioski o przymusowe doprowadzenie świadków.
Wśród osób objętych zawiadomieniami wymieniono m.in. byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę, byłego szefa MSWiA i koordynatora służb Mariusza Kamińskiego, Macieja Wąsika, Michała Wosia oraz byłych szefów i wysokich funkcjonariuszy służb.
To jednak zawiadomienia komisji, nie wyroki sądów. O odpowiedzialności karnej konkretnych osób mogą zdecydować dopiero prokuratura i sądy.
Telefon przestawał być telefonem
Pegasus nie jest zwykłym podsłuchem.
Po przejęciu urządzenia pozwala uzyskiwać dostęp do ogromnej części znajdujących się w nim danych – wiadomości, poczty elektronicznej, zdjęć czy innych informacji przechowywanych w smartfonie. Kontrola takiego urządzenia jest więc ingerencją znacznie głębszą niż tradycyjny podsłuch rozmów.
Według danych ujawnionych wcześniej przez ówczesnego prokuratora generalnego Adama Bodnara trzy polskie służby – CBA, ABW i SKW – w latach 2017–2022 stosowały kontrolę urządzeń końcowych wobec 578 osób.
Samo wykorzystanie zaawansowanego oprogramowania przez służby nie musi oznaczać nadużycia.
Państwo musi mieć narzędzia umożliwiające walkę z terroryzmem, szpiegostwem, korupcją czy zorganizowaną przestępczością.
Problem zaczyna się w momencie, gdy narzędzie dające państwu niemal nieograniczony wgląd w życie obywatela nie jest objęte równie silnym i niezależnym systemem kontroli.
Najbardziej niepokojące ustalenie przyszło właśnie teraz
W dniu prezentacji raportu Prokuratura Krajowa poinformowała również o wynikach opinii biegłych z ABW dotyczącej technicznego działania Pegasusa.
Według prokuratury biegli ustalili, że CBA nie miało pełnej kontroli nad funkcjonowaniem systemu.
Co więcej, producent oprogramowania mógł uzyskiwać dostęp do infrastruktury, na której przetwarzano i przechowywano materiały pozyskiwane podczas kontroli operacyjnych.
Biegli stwierdzili również, że dane przesyłane przez system opuszczały terytorium Polski.
Jeżeli te ustalenia znajdą potwierdzenie w dalszym postępowaniu, mamy do czynienia z problemem znacznie poważniejszym niż polityczny spór o podsłuchiwanie opozycji.
To pytanie o bezpieczeństwo państwa.
Materiały pozyskane podczas kontroli operacyjnej mogą przecież dotyczyć nie tylko osoby podsłuchiwanej. W telefonie znajdują się rozmowy z rodziną, współpracownikami, prawnikami, dziennikarzami, politykami czy urzędnikami.
Państwo kupiło więc niezwykle skuteczne narzędzie do zdobywania informacji – a teraz biegli stawiają pytanie, czy samo w pełni kontrolowało, co później działo się z tymi informacjami.
System bez wymaganej akredytacji
Problemy nie zaczęły się dzisiaj.
ABW już wcześniej ustaliła, że system Pegasus powinien posiadać akredytację bezpieczeństwa teleinformatycznego, ponieważ przetwarzano w nim informacje niejawne.
Takiego świadectwa system nigdy nie uzyskał.
W związku z tą sprawą zarzuty prokuratorskie usłyszeli już m.in. byli szefowie służb.
W lutym 2026 r. Prokuratura Krajowa postawiła byłym szefom ABW i SKW zarzuty niedopełnienia obowiązków związanych z dopuszczeniem i używaniem Pegasusa bez wymaganej akredytacji i bez odpowiedniego sprawdzenia ochrony informacji niejawnych.
Wcześniej zarzuty przedstawiono również byłym funkcjonariuszom CBA w związku z konkretnymi przypadkami prowadzenia kontroli operacyjnej.
Śledztwo prokuratury nadal trwa.
33,4 mln zł. Większość z Funduszu Sprawiedliwości
Kontrowersje dotyczą także sposobu zakupu systemu.
Według dokumentów przedstawianych podczas prac sejmowych na Pegasusa wydano łącznie około 33,4 mln zł.
25 mln zł pochodziło z Funduszu Sprawiedliwości, którego podstawowym zadaniem było wspieranie ofiar przestępstw. Pozostałe około 8,4 mln zł wyłożyło CBA – m.in. na uruchomienie systemu i szkolenia.
Umowę przekazującą CBA 25 mln zł podpisał ówczesny wiceminister sprawiedliwości Michał Woś. Ministerstwo Sprawiedliwości po zmianie władzy oceniło, że przekazanie środków odbyło się bez właściwej podstawy prawnej.
Ostateczne ustalenie odpowiedzialności za finansowanie pozostaje jednak zadaniem organów ścigania i sądów.
Państwo wiedziało o obywatelu wszystko. Obywatel nie wiedział nic
Sprawa Pegasusa pokazuje fundamentalną nierównowagę między jednostką a państwem.
Obywatel objęty kontrolą może nie mieć świadomości, że jego telefon został przejęty.
Państwo tymczasem może otrzymać dostęp do ogromnej części jego życia.
Dlatego demokratyczne państwo potrzebuje nie tylko skutecznych służb, ale także skutecznej kontroli nad służbami.
Zgoda sądu nie powinna sprowadzać się do automatycznego zatwierdzania wniosków przygotowanych przez aparat bezpieczeństwa. Sędzia musi wiedzieć, jak głęboka będzie ingerencja w prywatność i na jakich faktach opiera się wniosek o zastosowanie tak zaawansowanego narzędzia.
Równie ważna jest kontrola parlamentarna i możliwość późniejszego sprawdzenia, czy nadzór był proporcjonalny do zagrożenia.
Bo tajność pracy operacyjnej jest konieczna.
Tajność nie może jednak oznaczać bezkarności.
Politycy opozycji, prokuratorzy, samorządowcy
Publicznie znane przypadki stosowania Pegasusa obejmowały osoby związane z ówczesną opozycją, prawników, prokuratorów i samorządowców.
To właśnie dlatego sprawa od początku wykraczała poza techniczną dyskusję o wyposażeniu służb.
Pytanie brzmiało: czy narzędzie stworzone do walki z największymi zagrożeniami zostało wykorzystane również w sposób, który mógł przynosić polityczną korzyść ekipie rządzącej?
Komisja twierdzi, że doszło do poważnych nadużyć. Jej przewodnicząca Magdalena Sroka podczas prezentacji raportu powiedziała, że komisja nie kwestionuje potrzeby wyposażenia służb w najnowocześniejsze technologie, lecz sposób, w jaki państwo miało być w tej sprawie traktowane.
Odmienne stanowisko od początku prezentowali politycy PiS i byli przedstawiciele władz.
Michał Woś argumentował m.in., że operacje były prowadzone za zgodą sądów, Pegasus służył do ścigania poważnej przestępczości, a liczba 578 przypadków w kilkuletnim okresie nie świadczy jego zdaniem o systemie powszechnej inwigilacji.
To właśnie te dwie wersje wydarzeń będą musiały być ostatecznie skonfrontowane przed organami wymiaru sprawiedliwości.
Jest jeszcze spór o samą komisję
Także legalność działania komisji stała się częścią polityczno-prawnego konfliktu.
We wrześniu 2024 r. Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przepis uchwały Sejmu określający zakres działania komisji jest niezgodny z konstytucją.
Komisja kontynuowała jednak działalność.
Prokuratura Okręgowa w Warszawie później odmówiła wszczęcia śledztwa wobec członków komisji. Wskazała m.in., że wyrok TK nie został ogłoszony w Monitorze Polskim, więc zakwestionowany przepis formalnie nie utracił mocy, a członkowie komisji dysponowali opiniami prawnymi uzasadniającymi dalsze prowadzenie prac.
To ważne zastrzeżenie.
Raport komisji jest więc dokumentem parlamentarnym powstałym w warunkach ostrego sporu ustrojowego.
Ale niezależnie od tego sporu równolegle prowadzone jest odrębne śledztwo Prokuratury Krajowej, w którym postawiono już zarzuty konkretnym byłym funkcjonariuszom i szefom służb.
Kto poniesie odpowiedzialność?
To najważniejsze pytanie po prezentacji setek stron raportu.
Nie wystarczy ustalić, że system kupiono.
Nie wystarczy wskazać, że używano go wobec 578 osób.
Trzeba odpowiedzieć:
kto zdecydował o finansowaniu Pegasusa, kto dopuścił system do działania, kto kontrolował jego bezpieczeństwo, kto składał wnioski o inwigilację, czy sądy otrzymywały pełną informację o stosowanej technologii i czy materiały pozyskiwane przez system były wykorzystywane wyłącznie zgodnie z prawem.
A po najnowszej opinii ABW dochodzi pytanie jeszcze poważniejsze:
kto dopuścił do sytuacji, w której dane z jednego z najbardziej wrażliwych systemów polskiego państwa mogły opuszczać jego terytorium?
Komisja śledcza może wskazać polityczną odpowiedzialność.
Prokuratura może postawić zarzuty.
Ale dopiero niezależny sąd może orzec winę.
I właśnie tam powinien zakończyć się ten proces – nie kolejną konferencją prasową polityków, lecz ustaleniem, kto złamał prawo, kto zaniedbał obowiązki i czy prawa obywateli rzeczywiście zostały naruszone.
Pegasus powinien zmienić państwo
Ta historia nie może zakończyć się wyłącznie rozliczeniem poprzedniej ekipy.
Za kilka lat władzę będzie sprawował ktoś inny.
Służby nadal będą potrzebowały narzędzi do walki z terroryzmem, szpiegostwem, korupcją i przestępczością zorganizowaną. Technologie inwigilacji będą natomiast jeszcze bardziej zaawansowane niż Pegasus.
Dlatego prawdziwą lekcją z tej afery powinno być stworzenie realnego, niezależnego nadzoru nad kontrolą operacyjną.
Obywatel nie może sam kontrolować służb specjalnych.
Od tego ma państwo.
Ale jeśli to właśnie państwo dysponuje technologią zdolną zajrzeć do telefonu, mikrofonu i prywatnej korespondencji człowieka, musi istnieć ktoś, kto skutecznie patrzy na ręce państwu.
Bo demokracja nie polega na tym, że służby są słabe.
Polega na tym, że nawet najsilniejsze służby nie stoją ponad prawem.
Źródła: Sejm RP, Prokuratura Krajowa, ABW, Ministerstwo Sprawiedliwości, Senat RP, Trybunał Konstytucyjny.











