Znowu kara dla Biedronki

To zawsze dobrze brzmi, gdy urząd chwali się swoimi zdecydowanymi działaniami, ale może skromne siły inspekcji handlowej zajęłyby się realnymi problemami polskich konsumentów?
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów nałożył ponad 60 mln zł kary na firmę Jeronimo Martins Polska, właściciela sieci Biedronka. Biedronka miała wprowadzać klientów w błąd co do kraju pochodzenia warzyw i owoców, co zdaniem UOKiK „mogło zniekształcić ich decyzje zakupowe”. Te nieprawidłowości występowały w 28 proc. sklepów Biedronka skontrolowanych przez Inspekcję Handlową.
UOKiK wszczął postępowanie przeciw Jeronimo Martins Polska w maju 2020 r, czyli prawie rok temu. Powodem były ponoć skargi na błędne podawanie kraju pochodzenia warzyw i owoców w wielu sklepach sieci Biedronka. Trudno jakoś sobie wyobrazić, by klienci Biedronki zaczęli raptem masowo skarżyć się do UOKiK, że błędnie przedstawiono kraj pochodzenia kapusty czy cebuli, ale wypada przyjąć to tłumaczenie za dobrą monetę, bo trudno je zweryfikować.
W każdym razie wyniki kontroli Inspekcji Handlowej miały potwierdzić, iż rzeczywiście klientom nie brakowało powodów do narzekań na błędne nazwy państw, dostarczających warzywa i owoce do Biedronki. Mówiąc dokładniej, chodziło o to, że Biedronka dawała do zrozumienia, że są to polskie produkty, podczas gdy w rzeczywistości niekiedy zostały wyhodowane za granicą – i właśnie to wywołało jakoby wspomniane oburzenie klientów oraz ich skargi do UOKiK.
Wprawdzie nie wiadomo, jakie straty finansowe i inne ponieśli polscy klienci Biedronki, gdy okazywało się, że kupili warzywa myśląc, że są one polskie, gdy tymczasem czasami były one zagraniczne, ale UOKiK uważa to za wielkie wykroczenie. – Rzetelna informacja o oferowanych produktach to podstawowy obowiązek przedsiębiorcy i niezbywalne prawo konsumenta. Tymczasem w sklepach Biedronka konsumenci chcący kupić polskie ziemniaki, pomidory czy jabłka byli często wprowadzani w błąd. Nasze postępowanie wykazało, że w wielu przypadkach informacje na wywieszkach różniły się od tych na opakowaniach zbiorczych czy w dokumentach dostawy. Naruszenia te miały charakter systemowy i długotrwały. Dlatego nałożyłem na Jeronimo Martins Polska ponad 60 mln zł kary – mówi Tomasz Chróstny, prezes UOKiK.
Podczas swego postępowania UOKiK wziął pod uwagę wyniki kontroli przeprowadzone przez Inspekcję Handlową w IV kwartale 2019 r., I i II kwartale 2020 r. oraz w lutym 2021 r. Od 1 lipca 2020 r. kontrole jakości handlowej żywności, w tym oznakowania krajem pochodzenia warzyw i owoców, prowadzi podległa Ministerstwu Rolnictwa Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych.
Inspektorzy porównywali dane na sklepowych wywieszkach z tymi na opakowaniach zbiorczych lub jednostkowych oraz w dokumentach dostawy. Szczególną uwagę zwracali na owoce i warzywa, które były deklarowane jako polskie. Pod lupę wzięli podobno przede wszystkim takie, wobec których, jak wyjaśnia UOKiK istniało: „największe ryzyko podania błędnego kraju, ponieważ rosną zarówno w Polsce, jak i w innych państwach, np. ziemniaki, cebulę, kapustę, marchew, pomidory, jabłka, truskawki”.
Inspektorzy sprawdzili w sumie 263 sklepy Biedronka w całym kraju. W 73 z nich, czyli w 27,8 proc. skontrolowanych placówek, stwierdzili nieprawidłowe oznakowanie warzyw i owoców krajem pochodzenia. W tych sklepach w niektórych przypadkach nieprawidłowości sięgały „nawet” ponad 20 proc. sprawdzonych partii produktów – choć na zdrowy rozum, wydaje się, że 20 proc. to raczej niewiele.
UOKiK podaje przykład jednego z wykroczeń Biedronki. Otóż, na wywieszce przy stoisku był napis „Polska”, chociaż w rzeczywistości etykiety na warzywach pokazywały, iż czosnek sprzedawany 15 października 2019 r. w Biedronce w Łodzi pochodził z Hiszpanii, ziemniaki oferowane 19 lutego 2020 r. w Radymnie (podkarpackie) – z Francji, kapusta włoska sprzedawana 19 lutego 2020 r. w Kołobrzegu – z Francji, seler oferowany 12 maja 2020 r. przez market w Koszalinie – z Niderlandów, gruszki dostępne 24 lutego 2021 r. w Biedronce w Katowicach – z Holandii, a cebula szalotka, którą można było nabyć 24 lutego 2021 r. w sklepie w Bydgoszczy – z Francji.
Szczerze mówiąc, nie bardzo wiadomo, czego UOKiK się czepia. Skoro, jak słyszymy od lat, Inspekcja Handlowa jest nieliczna i niedoinwestowana, to może niech się zajmuje autentycznymi problemami, takimi, które mogą spowodować, że ktoś się zatruje albo straci pieniądze kupując produkty nie nadające się do spożycia. Jeśli na etykietach warzyw i owoców podawano prawdziwy kraj pochodzenia, to w czym problem, że przy stoiskach widniał napis „Polska”?. Jakby ktoś przyjrzał się temu, co kupuje, to przecież zorientowałby się, czy nabywa jabłko z kraju, czy zagraniczne.
UOKiK uważa jednak, że jego postępowanie przeciw Biedronce jest słuszne i uzasadnione. – Konsumenci coraz częściej zwracają uwagę na kraj pochodzenia produktów. Wiele osób kieruje się w swoich wyborach patriotyzmem gospodarczym, bo chcą wspierać polskich producentów. Dla innych ważne są kwestie transportu żywności, który może mieć wpływ na ilość stosowanych pestycydów do jej zabezpieczenia czy też zagrażający środowisku ślad węglowy pozostawiany w trakcie przewozu. Dlatego prawdziwa i rzetelna informacja o kraju pochodzenia warzyw i owoców jest niezbędna do podjęcia świadomej decyzji o zakupie. W sklepach Biedronka konsumenci w tej kwestii narażeni byli na częste wprowadzenie w błąd, co jest nieuczciwą praktyką rynkową – mówi Tomasz Chróstny, Prezes UOKiK.
Urząd przytacza wyniki badań, z których wynika, że świadomość polskich konsumentów ponoć systematycznie wzrasta. W sondażu przeprowadzonym w 2020 r. przez niespecjalnie znane Stowarzyszenie PEMI (mówiąc dokładniej jest to stowarzyszenie PEMI „Podpis elektroniczny – Mobile – Internet” w likwidacji), zatytułowanym „Solidarność Konsumencka w dobie koronawirusa” aż 70 proc. respondentów wskazało, że weryfikuje kraj pochodzenia przed nabyciem produktu.
W rzeczywistości, ta rzekoma weryfikacja jest mocno ułomna, skoro, jak informuje UOKiK, klienci Biedronki kupowali warzywa i owoce myśląc, że są one polskie, mimo, że na ich etykietach były inne kraje pochodzenia. No to może trzeba patrzeć, co się kupuje?
Badanie stowarzyszenia PEMI w likwidacji miało też podobno wykazać, że to nie cena – tak jak dotychczas – stanowi najważniejsze kryterium wpływające na decyzje zakupowe konsumentów, a zaczyna być nim właśnie informacja o tym, skąd dany produkt pochodzi. UOKiK powołuje się także na badanie Ipsos „Moda na polskość” (mocno leciwe, bo z 2016 r.). Ma z niego wynikać, że 73 proc. Polaków stara się wspierać polską gospodarkę poprzez kupowanie produktów wyprodukowanych w naszym kraju. Przy tym kraj pochodzenia ma największe znaczenie przy wyborze żywności – aż 76 proc. ankietowanych wskazało, że wolałoby wybrać produkt polski od zagranicznego.
Polskim patriotom zakupowym należy więc poradzić: patrzcie proszę na etykiety nabywanych produktów, aby wasz patriotyzm nie okazał się chybiony.
Za wprowadzanie konsumentów w błąd co do kraju pochodzenia warzyw i owoców sprzedawanych w sklepach Biedronka, UOKiK nałożył na Jeronimo Martins Polska dokładnie 60 096 307 zł kary. Decyzja nie jest prawomocna, spółka może się odwołać do sądu i najprawdopodobniej to zrobi, bo ma spore szanse na zdecydowaną redukcję czy wręcz zniesienie tej kary. Dowiemy się jednak o tym za kilka lat, gdyż pod rządami PiS młyny sprawiedliwości w Polsce mielą wolno.
Po kontrolach oznakowania warzyw i owoców krajem pochodzenia prowadzonych przez Inspekcję Handlową w pierwszym półroczu 2020 r. prezes UOKiK wszczął w sierpniu 2020 roku również podobne postępowanie o naruszanie zbiorowych interesów konsumentów wobec sieci Kaufland Polska Markety. Obecnie jest ono w toku. Do prowadzonych na zasadzie franczyzy sieci Delikatesy Centrum, Intermarche i Stokrotka prezes UOKiK wystosował „wezwania do zmiany praktyk”. Ciekawe, jaki będzie efekt?

Wciąż możemy konkurować ceną

Słaby złoty sprzyja dobrym wynikom polskiego eksportu. Jeszcze jesteśmy tańsi od wielu innych państw.
Mimo istniejących w całej Unii Europejskiej obostrzeń związanych z pandemią, trwa dobra passa w obrotach towarowych handlu zagranicznego Polski. W dwóch pierwszych miesiącach 2021 r. wartość eksportu w złotych wzrosła o 7,2 proc., a importu o 4,7 proc. w ujęciu rok do roku. Ale w ujęciu walutowym wyniki nie były już tak dobre: wartość eksportu w euro wzrosła o 1 proc., a import spadł o 1,4 proc.
Te korzystne wyniki w przeliczeniu na złote tłumaczyć trzeba deprecjacją polskiej waluty w stosunku do euro. Są to jednak ciągle bardzo dobre rezultaty, biorąc pod uwagę sytuację gospodarczą u głównych partnerów polskich podmiotów gospodarczych – wskazuje Towarzystwo Ekonomistów Polskich. Głównymi partnerami Polski zarówno w eksporcie, jak i imporcie są kraje wysoko uprzemysłowione i nadal utrzymuje się dominująca pozycja Niemiec.
Struktura towarowa naszych obrotów jest charakterystyczna dla gospodarki wysoko rozwiniętej: przeważają wyroby wysoko przetworzone – maszyny, urządzenia i środki transportu i inne wyroby przemysłowe. W mocno niesprzyjających okolicznościach pandemii saldo obrotów handlu zagranicznego Polski było dwukrotnie wyższe w ujęciu w złotych i wyniosło 8,8 mld. Było ono tradycyjnie już dodatnie w obrotach z krajami wysoko rozwiniętymi i ujemne w obrotach z krajami rozwijającymi się.
Na uwagę zasługuje spadek obrotów zarówno w eksporcie, jak i imporcie z Wielką. Brytanią – czy są to pierwsze efekty Brexitu okaże się w następnych okresach.
W dwóch pierwszych miesiącach 2021 roku polski eksport w cenach bieżących w wyrażeniu zarówno w złotych, jak i w dolarach i euro wzrósł i wyniósł odpowiednio: 185,6 mld zł, 50 mld dol. i 41,1 euro w porównaniu do tego samego okresu roku poprzedniego. Eksport w wyrażeniu w złotych zwiększył się o 7,2 proc., w euro tylko o 1 proc. (różnica wynika z deprecjacji kursu zł/euro) i o 10,5 proc. w dolarach. Z kolei import wyniósł 176,8 mld zł (wzrost o 4,7 proc.), 39,2 mld euro (spadek o 1,4 proc.) i 47,6 mld dol. (wzrost o 7,9 proc.).
Odnotowano dwukrotnie wyższe niż w porównywanym okresie roku poprzedniego saldo obrotów towarowych, które wyniosło 8,8 mld zł (2 mld euro; 2,4 mld dol.) – podkreśla TEP. Dodatnie saldo odnotowano w obrotach z krajami wysoko rozwiniętymi, a ujemne w obrotach z krajami rozwijającymi się i krajami Europy Środkowowschodniej.
Zarówno struktura geograficzna, jak i towarowa eksportu i importu nie uległy zmianom. Nadal głównymi rynkami dla polskiego eksportu były rynki krajów wysokorozwiniętych (86,6 proc. eksportu ogółem). Nieznacznie spadł udział krajów wysokorozwiniętych (o 0,4 punktu procentowego) w eksporcie ogółem, ale zacieśniły się więzi z krajami Unii Europejskiej (wzrost udziału eksportu o 0,5 pp do 75,3 proc.), a jeszcze większy jest wzrost udziału krajów strefy euro – o 1,5 pp do 59,7 proc. Eksport do strefy euro wzrósł o 10 proc. w ujęciu w zł. i o 3,6 proc w euro. Nieznacznie, z 5,6 proc do 5,2 proc. spadł udział krajów Europy Środkowowschodniej w eksporcie ogółem.
Odnotowano wzrost eksportu do krajów rozwijających się, i to znaczący, bo o 118 proc. w ujęciu w PLN, o 122,4 proc w dolarach i o 119 proc. w euro. Udział tych krajów w eksporcie ogółem zwiększył się do 8,2 proc, to jest o 0,8 pp.
Obroty w imporcie wzrosły, ale wolniej niż w eksporcie – o 104,7 proc. w złotych, o 107,9 proc, w dolarach i spadły do 98,6 proc. w euro, w porównaniu do tego samego okresu roku poprzedniego. Nadal najważniejszym rynkiem dla polskiego importu pozostały kraje wysoko rozwinięte (których udział wyniósł 62,7 proc. wartości importu ogółem), choć ich znaczenie spadło o 2,2 pp w porównaniu do tego samego okresu roku poprzedniego. Wzrósł natomiast w imporcie ogółem udział krajów rozwijających się (o 2,7 pp), a udział krajów Europy Środkowowschodniej spadł do 7 proc.
Wciąż dominującym rynkiem dla polskich eksporterów, jak i importerów jest rynek niemiecki. Na rynek Niemiec trafiło 29 proc. polskiego eksportu (o 2 pp więcej niż rok wcześniej), a import z Niemiec stanowił 21,2 proc. polskiego importu ogółem. Drugim największym odbiorcą polskich towarów jest Francja, ale jej udział w polskim eksporcie jest ponad czterokrotnie mniejszy (6,2 proc.). Francja jest także drugim największym dostawcą towarów na rynek Polski (21,2 proc. importu ogółem; za Francją są Chiny (15,2 proc.).
Utrzymuje się wysoka koncentracja zarówno eksportu, jak i importu na rynkach 10 najważniejszych krajów – 65,6proc. w eksporcie i 64,9 proc. w imporcie. Warto odnotować spadek udziału rynku brytyjskiego w polskim eksporcie z 5,9 proc. do 4,8 proc. Trzeba obserwować, czy będzie to trwałym zjawiskiem – wskazuje TEP.
Najważniejszą grupą towarów w polskim eksporcie są maszyny, urządzenia i środki transportu – stanowią 38,4 proc. eksportu ogółem. Na drugim miejscu są towary przemysłowe sklasyfikowane według surowca (18,0 proc.) oraz różne wyroby przemysłowe (17,7 proc.). Łącznie 74,1 proc. eksportu ogółem stanowią towary przemysłowe. Na żywność przypada 10,5 proc. eksportu ogółem, a chemikalia kolejne 9,4 proc. W sumie ponad 94 proc. eksportu to towary przemysłowe, wysoko przetworzone – czyli struktura towarowa kraju wysoko rozwiniętego.
W polskim imporcie 34,9 proc. stanowiły maszyny, urządzenia i środki transportu, 17,3 proc. towary przemysłowe sklasyfikowane według surowca, 14,4 proc. różne wyroby przemysłowe i kolejne 14,9 proc. chemikalia, 6,0 proc. paliwa mineralne i 7,1 proc. żywność i zwierzęta żywe. Wymienione grupy towarowe stanowiły łącznie 94,6 proc. wartości importu. Taka struktura importu także jest charakterystyczna dla kraju o rozwiniętej gospodarce.

Mniejszości seksualne służą gospodarce

Sposób na bogactwo: poprawa praw i ochrony osób LGBT+ tylko o 10 proc. da wzrost produktu krajowego brutto o co najmniej 3100 euro na każdego Polaka.
Raport organizacji Koalicja Open For Business wskazuje, że uwzględnianie sytuacji i potrzeb osób LGBT+ (ten plus oznacza tzw. osoby interpłciowe, kiedyś w węższym znaczeniu nazywane hermafrodytami lub obojnakami) w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, ma pozytywny związek z zagranicznymi inwestycjami, pozyskiwaniem wykwalifikowanych pracowniczek i pracowników, oraz wynikami finansowymi danych podmiotów. Natomiast dyskryminacja osób LGBT+ powoduje, jak precyzyjnie obliczono, utratę aż 1,75 proc. rocznego produktu krajowego brutto krajów Europy Środkowo-Wschodniej.
Informacja o raporcie nie podaje jaki dokładnie udział w tej utracie ma nieuwzględnianie potrzeb kolejnych liter w terminie LGBT+, czyli lesbijek, homoseksualistów, biseksualistów oraz wspomnianych osób interpłciowych. Nie dowiadujemy się też niestety, o ile wyższy jest PKB krajów Europy Północno-Zachodniej w wyniku uwzględniania sytuacji i potrzeb osób LGBT+.
W każdym razie autorzy raportu zwracają uwagę na „znaczącą ekonomiczną przewagę firm i państw” dbających o tzw. inkluzywne (czyli przyjmujące wszystkich na swe nomen omen łono) społeczeństwo. Pierwszym przykładem przewagi, który od razu tu się nasuwa są oczywiście Chiny, ale wspomniany raport dotyczy tylko Europy.
Według raportu Koalicji Open For Business , „Analiza danych społeczno-ekonomicznych w Polsce, Ukrainie, Rumunii i na Węgrzech wykazuje wysokie koszty dyskryminacji”. Natomiast wprowadzenie dobrych praktyk w miejscach pracy i instytucjonalnej ochrony osób LGBT+ (niestety, brak wskazania na czym ta instytucjonalna ochrona miałby polegać) mogłoby mieć pozytywny wpływ na całą gospodarkę.
Raport podkreśla, iż kraje Europy Środkowo-Wschodniej „tracą możliwości inwestycji zagranicznych z powodu postrzeganej dyskryminacji osób LGBT+”, a zwiększenie praw i ochrony osób LGBT+ o zaledwie 10 proc. (tylko, jak wyliczyć te procenty?) w tych krajach wiązałoby się ze wzrostem PKB na mieszkańca aż o 3100 EUR.
Jak widać, dobrobyt państw naszego regionu jest na wyciągnięcie ręki i w ogromnej mierze zależy od sytuacji ludzi LGBT+.

Gospodarka 48 godzin

Chemiczne inwestycje
O 10 proc. wzrosły nakłady inwestycyjne w najważniejszych sektorach polskiego przemysłu chemicznego w 2020 roku w stosunku do 2019 r. Istotną część tych inwestycji stanowią rozwiązania proekologiczne, zaś aż 85 proc. z nich związanych jest z ochroną powietrza atmosferycznego i klimatu. – Znaczna część nakładów przeznaczana jest na poprawę bezpieczeństwa w produkcji i dystrybucji substancji chemicznych oraz wdrażanie nowoczesnych technologii prośrodowiskowych. Świat dąży do zrównoważonego rozwoju, stara się być bardziej „eko”, a Polska Chemia, jako sektor kluczowy i odpowiedzialny społecznie, chce dawać dobry przykład. Niestety nie zawsze widać, jak jest duży, bo nie zauważamy na co dzień nowych materiałów, lekkich tworzyw, biopaliw, itp. Zielonej rewolucji bez chemii nie będzie – uważa dr. Tomasz Zieliński, prezes Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego. Inwestycjom służą unijne programy FENG i FEnIKS, dzięki którym możliwe będzie wsparcie badań i rozwoju – co stworzy nadzieję, że przedsiębiorstwa chemiczne w Polsce będą w stanie dalej się rozwijać.

Wiatrowy lobbying
Ogólnopolskie Porozumienie Organizacji Samorządowych apeluje o zmiany w tzw. ustawie odległościowej. OPOS uważa, że obecne przepisy mocno hamują rozwój energetyki wiatrowej ze szkodą dla inwestorów. Przepisy te mają jakoby sprawiać również, że niemożliwa jest budowa obiektów mieszkalnych w wielu gminach. Za przyjęciem takiego stanowiska przez OPOS mocno lobbowały firmy stawiające wiatraki energetyczne, licząc na to, że zniesienie dotychczasowych przepisów ograniczających, ze względu na ludzkie zdrowie, dowolność zakładania farm wiatrowych, umożliwi im znaczne zwiększenie obrotów i zysków. Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej zrzeszające około 100 większych firm działających na rynku energetyki wiatrowej w naszym kraju uważa, że obecnie obowiązujące przepisy zatrzymały na różnych etapach projekty lądowych farm wiatrowych o łącznej mocy około 4,1 Gigawatów, które pozwoliłyby na zaopatrzenie w zieloną energię blisko 5 mln polskich gospodarstw domowych. Ustawa blokuje jednak lokalizację elektrowni wiatrowych. Z apelem o jej nowelizację już od wielu miesięcy do ustawodawcy próbuje dotrzeć branża wiatrowa. – Od lat zwracamy uwagę na wadliwość tzw. ustawy odległościowej i podkreślamy wagę jej nowelizacji zarówno dla polskiego sektora elektroenergetycznego, jak i rozwoju samorządów – podkreśla Janusz Gajowiecki, prezes PSEW. Wprawdzie nie bardzo wiadomo, jak nieograniczone stawianie farm wiatrowych ma się do „rozwoju samorządów”, ale PSEW uważa, że obecne przepisy dotyczące wymaganej minimalnej odległości pomiędzy turbiną, a gospodarstwem domowym całkowicie odebrały decyzyjność gminom i ich mieszkańcom w zakresie planowania przestrzennego. – Naszym zdaniem plany zagospodarowania przestrzennego powinny być zgodne z kierunkiem rozwoju jednostek samorządu terytorialnego i przede wszystkim uwzględniać interesy mieszkańców, zachowując przy tym bezpieczną odległość. Nowelizacja ustawy odległościowej jest konieczna nie tylko ze względu na rozwój zielonej energii z wiatru, która jest dziś najtańszym źródłem energii elektrycznej w Polsce, ale także z powodu korzyści płynących dla lokalnych społeczności – dodaje prezes PSEW. Pytanie, jak ewentualna nowelizacja wpłynie na stan zdrowia i kondycję psychiczną lokalnych społeczności, które będą musiały mieszkać blisko wiatraków?

Wszystkim nam brakuje szczęścia

Pod panowaniem PiS jesteśmy coraz bardziej nieszczęśliwi i żyjemy krócej. Raport ONZ i OECD dokładnie to pokazuje.
Od 19 lat publikowany jest raport poświęcony szczęściu (zadowoleniu z życia, satysfakcji), przygotowywany przez wyspecjalizowaną ONZ-owską agendę Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju oraz Organizację Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) zawierający Światowy Indeks Szczęścia oraz odpowiedni ranking.
Tegoroczny (dziewiąty z rzędu) raport Światowego Szczęścia koncentruje się na skutkach COVID-19 – i jego wpływu na strukturę i jakość życia ludzi. Najważniejszym źródłem danych, zwłaszcza w tym roku, był Światowy Sondaż Gallupa, który – według autorów raportu – jest wyjątkowy pod względem zakresu i porównań z globalnymi corocznymi badaniami. Analitycy Gallupa wnieśli również swój wkład w treść kilku raportów.
Od kilku lat skład redakcyjny i badawczy raportu ewoluował. Ważnym ogniwem badawczym są także obecnie Centrum Badań nad Dobrostanem w Oxfordzie oraz Centrum Zrównoważonego Rozwoju Uniwersytetu Columbia. Kluczową osobą w pracach nad raportem jest znany w Polsce od lat 90. Jeffrey D. Sachs – dyrektor Instytutu Ziemi.
W rankingu 2021 Polska zajęła 39. miejsce, z wartością indeksu 6,139. Stanowi to niestety regres o 3 miejsca w rankingu w stosunku do wcześniejszego okresu trzyletniego 2016-2019. Indeksem WHI i rankingiem objętych jest obecnie 155 krajów.
Indeks ten służy jako kryterium do hierarchizacji krajów według ogólnego poziomu ich poczucia szczęścia w danym momencie i jest obliczany dla wszystkich krajów członkowskich OECD oraz ponad 100 pozostałych państw.
Tegoroczny (dziewiąty z rzędu) raport World Happiness koncentruje się na skutkach COVID-19 oraz na tym jak radzono sobie z pandemią na całym świecie.
Najgorszym skutkiem pandemii były 2 miliony zgonów z powodu COVID-19 w ubiegłym roku. Wśród społeczeństw wystąpiła większa niepewność ekonomiczna, niepokój, zakłócenia w każdym aspekcie życia, a dla wielu osób codziennością stał się stres oraz wyzwania dla zdrowia psychicznego i fizycznego.
Zdaniem autorów raportu, jest zadziwiająca odporność w tym jak ludzie ogólnie oceniają swoje życie. Zmiana z lat 2017-2019 na 2020 wprawdzie różniła się znacznie w poszczególnych krajach, ale nie na tyle aby w istotny sposób zmienić dotychczasowe rankingi. Te same kraje pozostają w czołówce. Emocje zmieniły się bardziej, niż generalnie zadowolenie z życia podczas pierwszego roku pandemii, pogarszając się w okresie blokad. Według badań Gallupa, na całym świecie nie zauważono ogólnej zmiany pozytywnego nastawienia do życia, ale odnotowano około 10 proc. wzrost liczby osób, które stwierdziły, że poprzedniego dnia były zmartwione lub smutne. Zaufanie i możliwość liczenia na innych stanowi główne wsparcie w ocenie życia, zwłaszcza w obliczu kryzysów. Dla przykładu: ocenia się, iż poczucie, że utracony portfel zostanie zwrócony przez policjanta, sąsiada lub nieznajomego, jest ważniejsze dla szczęścia, niż dochód, poziom bezrobocia i poważne zagrożenie dla zdrowia.
Zdrowie psychiczne było jedną z ofiar zarówno pandemii, jak i wynikających z niej blokad. Gdy wybuchła pandemia, w wielu krajach nastąpił duży i natychmiastowy spadek zdrowia psychicznego – zwłaszcza wśród osób, które już wcześniej miały więcej problemów ze zdrowiem psychicznym, czyli u kobiet, młodych ludzi i ludzi uboższych. I w ten sposób zwiększyły się istniejące nierówności w dobrostanie psychicznym. Pandemia rzuciła takie jak nigdy dotychczas światło na nasze zdrowie psychiczne.
Jednym z głównych elementów polityki wobec pandemii było fizyczne dystansowanie się lub samoizolacja, co stanowiło poważne wyzwanie dla więzi społecznych ludzi, niezbędnych dla ich szczęścia. U osób, których poczucie więzi spadło obniżyło się także poczucie szczęścia, analogicznie jak dla osób, których poczucie samotności wzrosło, a wsparcie społeczne się zmniejszyło. Wiele pozytywnych cech życia człowieka takich jak wdzięczność, wytrwałość, wcześniejsze kontakty, wolontariat, ćwiczenia i posiadanie zwierzaka pomogło chronić poczucie więzi.
Brak możliwości pracy ma negatywny wpływ na samopoczucie. W krajach, w których wprowadzono bardziej znaczącą ochronę rynku pracy dla pracowników, na ogół odnotowano mniej dotkliwe spadki poczucia dobrobytu. Na tych, co pozostali w pracy wpływ był mieszany. Negatywny wpływ pandemii dla świata pracy będzie trwać, a przejście na pracę zdalną prawdopodobnie zostanie jeszcze na długo po ustąpieniu kryzysu.
Aby ocenić postęp społeczny trzeba wziąć pod uwagę zarówno jakość życia jak i jego długość. Nie tak dawno nasz GUS obliczył spadek oczekiwanego przeciętnego trwania życia w Polsce wskutek pandemii na 1,4 roku. Ekonomiści zajmujący się zdrowiem, od pewno czasu, zgodnie z zaleceniami Światowej Organizacji Zdrowia, faktyczną długość życia korygują o stan życia w zdrowiu, publikując specjalne tablice trwania życia bez niesprawności.
Światowy Indeks Szczęścia ma charakter złożony (agregatowy). Składa się na niego się sześć czynników (subindeksów), a indeks jest ich trzyletnią średnią ważoną. Został wprowadzony dla porównań międzynarodowych i określa generalnie poziom zadowolenia z życia integrując czynniki ekonomiczne i społeczne, w tym subiektywne poczucie szczęścia społeczeństwa danego kraju. Indeks jest syntetycznym miernikiem opisującym efekty w zakresie rozwoju społecznego w skali czasowej i przestrzennej.
Te sześć czynników, które składają się na indeks WHI to:

  1. Produkt krajowy brutto (dane Banku Światowego) według siły nabywczej w dolarach USA, a nie wg kursów walut,
  2. Oczekiwana długość trwania życia w dobrym zdrowiu (wg WHO),
  3. Wsparcie społeczne (wg Gallupa),
  4. Wolność (wg Gallupa),
  5. Szczodrość (dobroczynność) wobec innych (wg Gallupa)
  6. Postrzeganie korupcji (wg Gallupa).
    Czołówka rankingu WHI 2021 to: Finlandia, Islandia, Dania, Szwajcaria, Niderlandy, Szwecja, Niemcy i Norwegia.
    Wartość Indeksu Szczęścia dla Finlandii wynosi 7,889 a dla Polski – tylko 6,139. Taki jest obecnie nasz dystans do najlepszych. Niemcy, do których tak lubimy się porównywać, awansowały na 7. miejsce z 15. i mają wartość indeksu wynoszącą 7,312.
    Spośród nowych krajów Unii Europejskiej przed nami jest 8: Czechy (16 miejsce), Malta i Słowacja (23, awans o 15 lokat), Chorwacja, Słowenia, Estonia, Litwa, i Łotwa (zajmująca 34 pozycję).
    Za nami są pozostałe nowe kraje UE – czyli tylko Węgry (43 miejsce) i Bułgaria (56, z wartością indeksu 5,598). Rumunia nie była tym razem objęta badaniem (podobnie jak Ukraina).
    I jeszcze porównanie do „wielkich”: USA (ten „ideał” szczęścia) zajmują 14. miejsce, Chiny – 52 i Rosja – dopiero 60.
    Indeks i pełny raport 2021 można znaleźć pod adresem www.worldhappiness.report
    Zbliżony intencjonalnie i tematycznie do powyższego indeksu jest Happy Planet Index (Indeks Szczęścia Planety). Badanie to prowadzone jest przez New Economics Foundation (Fundacja Nowej Ekonomii) od 2006 r. w 161 krajach
    Indeks składa się z trzech czynników: 1. Zadowolenie z życia (satysfakcja) – wg badań Gallupa 2. Długość trwania życia – wg statystyk ONZ 3. Osobisty ślad środowiskowy (ecological footprint) – wg Living Planet Report, w którym za podstawę przyjęto iloraz produkcyjnej powierzchni Ziemi i liczby ludności (2,1 globalnego hektara na 1 mieszkańca planety).
    Konstrukcja tego indeksu jest dość złożona. Jest to iloczyn długości życia i wskaźnika zadowolenia z życia podzielony przez ekologiczny ślad. Wskaźniki te korygowane są dodatkowo odpowiednimi współczynnikami. Od 2015 r. tak obliczony indeks korygowany jest także in minus o stopień nierówności w poszczególnych miernikach.
    Dotychczas opublikowano trzy raporty: w 2009, 2012 i 2016 r. W raporcie za 2009 r. Polska zajmowała 77. miejsce a w raporcie z 2016 r. awansowała na 62. z wartością Indeksu 27,5. Na korekcie z tytułu nierówności indeks podstawowy stracił 11 proc.
    Czołówka rankingu to: Kostaryka (wartość indeksu 44,7), Meksyk, Kolumbia, Vanuatu i Wietnam. Bezpośrednio przed nami lokują się Włochy i Szwecja a za nami: Mauritius i Czechy. Końcówkę rankingu HPI stanowią Mongolia, Benin, Togo i Czad.
    Kilka lat temu (w 2016 r.) opublikowano także europejską wersję Indeksu Szczęścia Planety, z tym że w miejsce śladu środowiskowego wprowadzono ślad węglowy. Ten czynnik to całkowita emisja gazów cieplarnianych do atmosfery, wyliczana jako średnia ważona gospodarki energetycznej opartej na węglu i gazie (2/3) oraz energii atomowej (1/3).
    Polska zajęła w tym europejskim Indeksie 19 lokatę. Pierwsza piątka rankingu to: Islandia, Szwecja, Norwegia, Szwajcaria i Cypr. Ostatnie miejsce (30) zajęła Estonia. Pod względem długości życia Polska zajmowała 23. miejsce (pierwsze miejsce – Szwajcaria), pod względem śladu węglowego zajęliśmy także 23 miejsce (pierwsza pozycja – Luksemburg). Natomiast pod względem satysfakcji z życia Polska była na 22 miejscu (pierwsza – Dania).
    Raport zwierający powyższy Indeks znaleźć można na stronie www.neweconomics.org. Raport metodologiczny i faktograficzny za 2016 r. liczy 340 stron. Jest co poczytać.
    Na koniec tematu „szczęście” warto odnotować (co zresztą zrobił Donald Tusk w swoim ostatnio wydanym dzienniku), że w Bhutanie od dawna już podstawową kategorią oceny rozwoju społecznego nie jest nasz znany PKB lecz Szczęście Narodowe Brutto (GNH – Gross National Happiness).
    Do tej złożonej kategorii zalicza się 9 czynników, w tym warunki życia, zdrowie (mentalne i fizyczne), poziom edukacji, dobre rządzenie, warunki ekologiczne, gospodarka czasem, jakość życia, kulturę i relacje międzyludzkie. Każdy z tych czynników składa się z kolei z 3-5 elementów. Indeks Szczęścia Narodowego Brutto zawiera się w przedziale od 0 do 1,0.
    Raport z 2016 r. podaje np. , że GNH wzrósł w okresie od 2010 do 2015 r. z 0,743 do 0,756, czyli o 1,8 proc. W miastach indeks ten wynosi 0,811 a na wsi – 0,731. GNH według płci: mężczyźni – 0,793, kobiety – 0,730. W raporcie znajdziemy także poziom tego indeksu według regionu kraju, wykształcenia, wieku a nawet stanu cywilnego,
    Struktura społeczna wg Indeksu Szczęścia Narodowego Brutto w 2015 r. to: 8,4 proc. bardzo szczęśliwych ludzi (w 2010 r. – 8,3 proc.), 35 proc. szczęśliwych (w 2010 r. – 32,6 proc.), 47,9 proc. umiarkowanie szczęśliwych (w 2010 r. – 48,7 proc.) i 8,8 proc. nieszczęśliwych (w 2010 r. – 10,4 proc.).
    W omawianych dzisiaj indeksach Bhutan zajmował w 2015 r. (roku pierwszego wydania w tym kraju raportu na temat Szczęścia Narodowego Brutto) następujące miejsca: w World Happiness Index – 84., a w Happy Planet Index – 56.
    Światowy Indeks Szczęścia 2021
    1 Finlandia 7,889
    2 Islandia 7,575
    3 Dania 7,515
    4 Szwajcaria 7,508
    5 Niderlandy 7,504

37 Malta 6,157
38 Chile 6,153
39 Polska 6,139
40 Japonia 6,138
41 Brazylia 6,110

Indeks Szczęścia Planety 2016
1 Kostaryka 44,7
2 Meksyk 40,7
3 Kolumbia 40,7
4 Vanuatu 40,6
5 Wietnam 40,3

60 Włochy 28,1
61 Szwecja 28,0
62 Polska 27,5
63 Mauritius 27,4
64 Czechy 27,3

Sukces w walce z śmieciowymi koncernami

W sporze o odbiór odpadów jest 2:0 dla samorządowców Zduńskiej Woli. Za nimi pójdą inni.
Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił skargę dużej firmy Remondis na wyrok Krajowej Izby Gospodarczej w sprawie Zduńskiej Woli. To kolejne zwycięstwo miasta w walce o odbiór śmieci z gospodarstw domowych.
– Wyrok jest bezprecedensowy – ocenia Konrad Pokora, prezydent Zduńskiej Woli. – Najpierw Krajowa Izba Odwoławcza, a teraz sąd uznały że mieliśmy prawo przekazać zadanie odbioru śmieci z gospodarstw domowych spółce komunalnej, którą do tego celu stworzyliśmy. Remondis walczy, bo wie, że rozgrywka nie dotyczy tylko naszego miasta. Coraz więcej samorządów chce wziąć z nas przykład. Otrzymujemy wiele zapytań o to, jak przeprowadziliśmy zmiany – dodaje.
Sąd Okręgowy w Warszawie podzielił stanowisko Krajowej Izby Odwoławczej. – Wskazał, iż zostały spełnione wszystkie przesłanki, uzasadniające udzielenie zamówienia w trybie z wolnej ręki – mówi Krzysztof Drapiński, radca prawny, który reprezentował Zduńską Wolę.
W szczególności, za bezzasadne uznał zarzuty stawiane przez Remondis, który kwestionował sprawowanie kontroli przez miasto nad spółką Miejskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej w Zduńskiej Woli, a także podważał przygotowaną przez miasto prognozę handlową. – Sąd nie podzielił także argumentów, jakoby udzielenie zamówienia w trybie z wolnej ręki miało charakter pozorny, zmierzało do obejścia zakazu powierzenia zamówienia podwykonawcom lub naruszało zasady uczciwej konkurencji – wyjaśnia mec. Drapiński.
Miejskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej odbiera odpady od zduńskowolan od 2 stycznia 2021 r. Miasto stworzyło spółkę w zaledwie pół roku. W ten sposób chciało chronić mieszkańców przed wzrostem opłat śmieciowych.
– W czerwcu 2020 r. Remondis zażądał od nas niemal 7 mln zł za półroczną obsługę systemu śmieciowego. Gdyby podzielić tę kwotę przez liczbę zduńskowolan płacących za odbiór odpadów, miesięczna opłata powinna wtedy wzrosnąć do 34 zł miesięcznie – przypomina prezydent Konrad Pokora.
Dziś opłata wynosi 28 zł miesięcznie. – Od nowego roku wiele samorządów znów stanęło pod ścianą. Koncerny śmieciowe zażądały wyższych honorariów, tłumacząc się wzrostem cen prądu i wzrostem pensji – mówi Konrad Pokora. – My nie musieliśmy podnosić opłat, do końca roku nie planujemy podwyżek – dodaje.
Zaznacza jednak, że wiele zależeć będzie od polityki rządu. – W 60 proc. wysokości opłat na rynku odbioru śmieci kształtuje rząd, ustalając wysokość opłat środowiskowych czy recyklingowych. W pozostałych 40 proc. cenę kreują koszty ponoszone przez firmy śmieciowe. Dzięki temu, że powołaliśmy naszą spółkę, mamy wpływ na tę cześć i dzięki temu mogliśmy wyhamować wzrost opłat – wyjaśnia prezydent Pokora.
Skargę Remondisu na wyrok Krajowej Izby Odwoławczej rozpatrywał Sąd Okręgowy w Warszawie XXIII Wydział Gospodarczy Odwoławczy i Zamówień Publicznych. Koncern może złożyć jeszcze skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego.

Gospodarka 48 godzin

Ważne, kto to mówi
Warto jeszcze raz powtórzyć i dobrze zapamiętać to co powiedział prezes Najwyższej Izby Kontroli Marian Banaś. Stwierdził on, że ten kto się nie zgadza z obecną władzą, na podstawie pomówień może być w każdej chwili aresztowany i skazany – i jest to w czystej postaci państwo policyjne, którym rządzą służby, a nie premier, prezydent czy parlament. Prezes Marian Banaś niby nie powiedział nic nowego, chyba wszyscy Polacy wiedzą, że tak właśnie funkcjonuje panowanie Prawa i Sprawiedliwości w naszym kraju. Ważne jednak, że mówi to osoba wywodząca się z samego jądra PiS-owskiej władzy, taka która dobrze wie co mówi – i zna metody funkcjonowania ekipy, która ją postawiła na wysokie stanowisko. Trzeba mieć nadzieję, że wszyscy zapamiętamy te słowa prezesa Mariana Banasia. Niezależnie od obozu z którego się wywodzi, dziś należy docenić to, że nie chce on już dłużej być po złej stronie mocy – i staje w prawdzie. Prawdziwe są też jego słowa, iż NIK to dziś jedyna niezależna instytucja, na którą nie ma wpływu żadna partia ani władza. Może należałoby tu jeszcze wymienić Rzecznika Praw Obywatelskich, ale raporty rzecznika władza PiS może lekceważyć, zaś z wynikami kontroli NIK już się nie da tego tak łatwo zrobić.

Polacy zarabiają, państwo wydaje
W 2020 roku łączne wydatki publiczne naszego państwa w przeliczeniu na jednego mieszkańca wyniosły 29 754 zł i były o 5325 zł wyższe od jego dochodów. Ponadto, były aż o 4550 zł wyższe niż rok wcześniej – podaje FOR. W rezultacie polski dług publiczny wzrósł do 34 057 zł na osobę (czyli o 6521 zł), przy czym ponad jedna szósta tego zadłużenia, czyli ok. 5920 zł na mieszkańca to dług poza kontrolą parlamentu. Ubiegłoroczne wydatki na powstrzymanie i walkę ze skutkami pandemii COVID-19, w tym rekompensaty za lockdown, wyniosły 2722 zł, co oznacza, że 40 proc. wspomnianego przyrostu wydatków stanowią wydatki niezwiązane z pandemią.

Groźna bankowość internetowa
Po raz kolejny potwierdza się, że w Polsce nikomu nie należy ufać. Nie po raz pierwszy przestępcy podszywają się pod banki. Teraz, występując jako PKO Bank Polski, rozsyłają e-maile o tytule „Nieprawidłowy IBAN”. Fałszywa wiadomość przypomina e-maila z PKO BP – zawarta jest w niej prośba o sprawdzenie załączonego numeru IBAN. Załącznik zawiera szkodliwe oprogramowanie – jego otwarcie może sprawić, że stracimy pieniądze. IBAN to międzynarodowy numer kont bankowych. Umożliwia on przelewanie środków na zagraniczne rachunki bankowe oraz na otrzymywanie środków z zagranicy na konto krajowe. Numer IBAN jest unikalny i opisuje bank oraz właściciela prowadzonego w nim rachunku w przelewach międzynarodowych. Przestępcy w swoich mailach powołują się na rzekome przelewy pieniędzy na rachunek bankowy klientów PKO BP. Kłamliwy komunikat brzmi: ” Dzień dobry, z pozdrowieniami od naszego klienta próbowaliśmy wysłać przelew, ale wraca, potwierdź, że załączony numer IBAN jest prawidłowy lub możesz przesłać prawidłowy numer konta, abyśmy mogli przetworzyć płatność „. Władze banku PKO BP apelują, aby nie otwierać załączników i nie klikać w linki podane w tego rodzaju e-mailach i załącznikach. Jeśli kliknie się w link, straci się pieniądze i kontrolę nad kontem.

Pierwszy list do Polaków, czyli Wielki Brat chce wiedzieć

Jedno z pytań spisu nakazuje np. wskazanie paliwa stosowanego do ogrzewania mieszkania. Wśród 41 możliwości wyboru jest odpowiedź: „odpady (śmieci)”. Czy urzędnicy GUS sądzą, że ktoś kto pali śmieciami, przyzna się do tego, skoro musi podać nazwisko, Pesel i dokładny adres? Wyniki spisu mogą więc być zafałszowane.
Trwa Narodowy Spis Powszechny Ludności i Mieszkań 2021. Do milionów mieszkańców naszego kraju dotarł już list od dr. Dominika Rozkruta, prezesa Głównego Urzędu Statystycznego.
Pan prezes pisze między innymi: „Dane zebrane podczas spisów służą do opracowywania wielu strategii i programów rozwojowych dla kraju, regionów i gmin. Uczestnicząc w Narodowym Spisie Powszechnym Ludności i Mieszkań 2021, wpłyną Państwo bezpośrednio na rozwój społeczno-gospodarczy swojej gminy i poprawę warunków życia jej mieszkańców. Z wyników spisu będzie mógł skorzystać każdy z nas”.
Te słowa brzmią bardzo zachęcająco – choć być może nieco trudno zidentyfikować ów wskazany przez pana prezesa, bezpośredni wpływ na rozwój społeczno-gospodarczy swojej gminy i poprawę warunków życia jej mieszkańców, jaki mielibyśmy wywrzeć, biorąc udział w spisie. Mogłoby się raczej wydawać, że ów wpływ będzie bardzo pośredni, jeżeli w ogóle…
Jednak dla tych, którzy mają wątpliwości, pan prezes GUS przygotował inną zachętę, zawartą w następujących słowach jego pierwszego listu do Polaków: „Udział w spisie jest obowiązkowy. Podstawą prawną przeprowadzenia spisu jest ustawa o narodowym spisie powszechnym ludności i mieszkań w 2021 r. Odmowa udziału w spisie może skutkować nałożeniem kary grzywny”.
Pan prezes dr. Dominik Rozkrut, podpisując się pod tym listem, nie podał swojego adresu – choć wydaje się, że mógłby to uczynić, skoro każdy kto bierze udział w spisie jest zobowiązany nie tylko do podania imienia i nazwiska, lecz także i dokładnego, stałego oraz tymczasowego adresu.
Szczerzze mówiąc, zdumiewa wręcz lista szczegółów dotyczących każdego z nas, jakie musimy przekazać GUS-owi w ramach spisu. To nie tylko nasz wiek, zawód, rodzaj i wielkość zajmowanego mieszkania, ilość lat jakie w nim spędziliśmy oraz nazwa bądź nazwisko właściciela mieszkania.
Trzeba podać też m.in. dokładne dane wszystkich osób, które w dniu 31 marca 2021 r. o godz. 24:00 mieszkały pod naszym adresem (i od kiedy). Jeśli mieszkały u nas tylko czasowo – musimy poinformować jaki jest ich stały adres.
Co więcej, powinniśmy wymienić także i te osoby, które z nami… nie mieszkają. Należy podać bowiem dane wszystkich, którzy 31 marca 2021 r. byli zameldowani pod naszym adresem, ale u nas nie przebywali – i to dokładnie, wraz z ich datą urodzenia. Powinniśmy też wiedzieć jaki jest ich stan cywilny, wykształcenie, status na rynku pracy; a jeśli są za granicą, to kiedy wyjechali (rok i miesiąc), jakie było ich ostatnie miejsce zamieszkania w Polsce, gdzie są teraz, jakie jest ich obecne obywatelstwo?
Paradoksalne, że w czasach, w których coraz ważniejsza dla nas jest prywatność, Narodowy Spis Powszechny 2021 prześwietla nas – i naszych bliskich – tak dokładnie, jak to tylko sobie można wyobrazić.
Żeby mieć tego świadomość, chyba najlepiej zacytować, możliwie dosłownie, choćby takie pytania spisu, które koncentrują się na naszych danych osobowych. Na każde z nich mamy podane szereg odpowiedzi, do wyboru. Oto te pytania:
Jaki jest Pana(i) kraj urodzenia (według obecnych granic państw)?
Jaki jest kraj obywatelstwa?
Gdzie Pan(i) mieszkał(a) rok temu (31 marca 2020 r.)?
Proszę podać jak długo Pan(i) tam mieszkał(a)/przebywał(a) – do 3 m-cy (włącznie), ponad 3 m-ce do 12 m-cy, 12 m-cy i więcej
Od kiedy mieszkał(a) Pan(i) w miejscowości aktualnego zamieszkania?
Czy kiedykolwiek przebywał(a) Pan(i) za granicą przez co najmniej rok?
Nazwa kraju poprzedniego zamieszkania?
Rok przyjazdu/powrotu do Polski?
Jaki jest Pana(i) stan cywilny?
Jaki jest Pana(i) najwyższy ukończony poziom wykształcenia?
Jaka jest Pana(i) narodowość?
Czy odczuwa Pan(i) przynależność także do innego narodu lub wspólnoty etnicznej? Jakiego?
Jakim językiem(ami) zazwyczaj posługuje się Pan(i) w domu?
Czy posiada Pan(i) aktualne orzeczenie o niepełnosprawności, stopniu niepełnosprawności, niezdolności do pracy lub inwalidztwie? (Jeżeli tak, należy podać jakie).
Czy w tygodniu od 25 do 31 marca 2021 r. wykonywał(a) Pan(i) jakąkolwiek pracę przynoszącą zarobek lub dochód bądź pomagał(a) bez umownego wynagrodzenia w rodzinnej działalności gospodarczej?
Proszę podać miejsce wykonywania pracy głównej, oraz przeważający rodzaj działalności jaki prowadziła wtedy instytucja/firma, która była Pana(i) głównym miejscem pracy?
Czy w okresie od 1 do 31 marca 2021 r. aktywnie poszukiwał(a) Pan(i) pracy?
Czy w okresie od 1 do 15 kwietnia 2021 r. mógł (mogła) Pan(i) podjąć pracę?
Pamiętajmy, że do wszystkich żądanych tu informacji musimy obowiązkowo dodać też nasze imię i nazwisko. W spisie jest także grupa pytań na które nie trzeba odpowiadać, choć można. GUS wykazuje tu wrażliwość na dane, które u nas uznaje za wrażliwe, więc pozwala uchylić się od odpowiedzi na pytania: Czy pozostaje Pan(i) w związku niesformalizowanym z inną osobą? Do jakiego wyznania religijnego (kościoła lub związku wyznaniowego) Pan(i) należy? Czy ma Pan(i) ograniczoną (wedle własnej, subiektywnej oceny) zdolność wykonywania codziennych czynności spowodowaną problemami zdrowotnymi trwającymi 6 miesięcy lub dłużej? Proszę wskazać występujące u Pana(i) obecnie grupy schorzeń powodujące trudności w wykonywaniu codziennych czynności (nie więcej niż 3 najważniejsze schorzenia).
Na każde z tych pytań także są podane odpowiedzi do wyboru, w określonej kolejności. Na przykład przy pytaniu o wyznanie, na pierwszym miejscu jest Kościół Rzymskokatolicki (Kościół Katolicki – obrządek łaciński), a potem kolejno: Kościół Prawosławny, Świadkowie Jehowy, Kościół Ewangelicko-Augsburski (Kościół luterański), Kościół Greckokatolicki (Kościół Katolicki – obrządek bizantyjsko-ukraiński), Kościół Zielonoświątkowy, Kościół Starokatolicki Mariawitów, inne (podać jakie), nie należę do żadnego wyznania.
GUS zapewne usytuował kolejność tych wyznań wedle ich popularności w Polsce. Wiadomo, że przy kolejności alfabetycznej Kościół Rzymskokatolicki miałby mniej wyznawców, niż wtedy, gdy figuruje na pierwszym miejscu. Wątpliwość budzi jednak to, jak szacowano liczbę wyznawców. Czy np., rzeczywiście w Polsce jest więcej członków Kościoła Starokatolickiego Mariawitów, niż buddystów, mahometan bądź żydów? Te trzy wyznania nie zostały wymienione na liście odpowiedzi do wyboru. Można je samemu wpisać, ale wtedy oczywiście będą one podawane rzadziej, niż gdyby były na liście wyboru. Czy nie chodziło więc o to, by spis wykazał na przykład, że liczba wyznawców islamu jest u nas znikoma?
Przy każdym „wrażliwym” pytaniu możemy też wybrać możliwość: nie chcę odpowiadać na to pytanie. Taka odpowiedź też jednak wiele powie o odpowiadającym. Gdy na pytanie: Czy pozostaje Pan(i) w związku niesformalizowanym z inną osobą? padnie odpowiedź: nie chcę odpowiadać na to pytanie – to raczej trudno przypuszczać, by udzieliła jej osoba pozostająca w związku sformalizowanym.
Konieczność ujawnienia naszego imienia, nazwiska, Peselu i adresu grozi tym, że podane odpowiedzi niekiedy mogą być nieprawdziwe. Na przykład, jedno z pytań brzmi: Proszę wskazać przeważający rodzaj paliwa lub źródło energii stosowane do ogrzewania mieszkania.
Wśród 41 odpowiedzi do wyboru (od „węgiel kamienny – ekogroszek” do „benzyna”) jest też odpowiedź: „odpady (śmieci)”. Czy urzędnicy w Głównym Urzędzie Statystycznym naprawdę wyobrażają sobie, że ktoś kto pali śmieciami, rzeczywiście przyzna się do tego, w sytuacji, gdy musi podać swoje nazwisko, Pesel i dokładny adres?. W ten oto sposób Narodowy Spis Powszechny 2021 wykaże, że w Polsce nikt nie pali w piecach śmieciami, a wręcz przeciwnie, często stosujemy energię odnawialną (bo jest także pytanie: Czy do ogrzewania mieszkania wykorzystują Państwo odnawialne źródła energii?).
Spis dostarczy zatem informacji fałszywych, na podstawie których powstaną błędne plany działań administracyjnych. No bo skoro ze Spisu Powszechnego wyniknie, że w Polsce nikt nie pali śmieciami, to nie będzie powodu by wdrażać jakiekolwiek poczynania mające spowodować częstsze stosowanie paliw życzliwych dla środowiska.
Trudno pojąć do czego urzędnikom GUS są potrzebne nasze dane personalno-adresowe?. Mogą one jedynie powodować, że odpowiemy niezgodnie z rzeczywistością. Przecież znacznie bardziej szczerych i prawdziwszych odpowiedzi udzielilibyśmy, spisując się anonimowo.
No chyba, że Narodowy Spis Powszechny wcale nie ma dostarczyć danych przydatnych do lepszego kierowania państwem, lecz posłużyć jako potężne źródło inwigilacji mieszkańców Polski, umożliwiające wzięcie na celownik osób, które władza z jakiegoś powodu uzna za podejrzane. Pamiętajmy zatem, że wszystko co napiszemy (lub nie) może zostać użyte przeciwko nam.

Wielkie wymieranie Polaków pod rządami PiS

W ubiegłym roku bardzo wyraźnie zwiększyła się śmiertelność w naszym kraju, zwłaszcza wśród osób starszych. To nie tylko skutek pandemii.
Osoby 60 plus stanowią ponad 25,3 proc. mieszkańców Polski. Jest to grupa zróżnicowana i szybko rosnąca. W 2030 roku może liczyć niemal 30 proc. ogółu mieszkańców, a w roku 2050 przekroczy 40 proc. Zapewne będzie jednak ich mniej, gdyż pod rządami PiS seniorzy dosyć szybko wymierają.
Na podstawie „Europejskiego Badania Warunków Życia Ludności” (GUS, 2020) można stwierdzić, że ludzie po 60. już przed pandemią dość często (26,5 proc.) wskazywali, że ich zdrowie jest złe lub bardzo złe. Wskaźnik potrzeby skorzystania z usług medycznych wynosił dla całej populacji mieszkańców Polski powyżej 16 roku życia 61,9 proc., a w wypadku seniorów 73,4 proc.
W czasie pandemii jest niestety gorzej – wskazuje Instytut Polityki Senioralnej Senior Hub. Dokładnych danych procentowych jeszcze nie opracowano, lecz wszystkie badania wskazują, iż osoby starsze są narażone w największym stopniu na izolację społeczną, czyli na funkcjonowanie w sytuacji niewielkiej intensywności lub zupełnego braku kontaktów społecznych z osobami spoza gospodarstwa domowego. Osoby 60 plus w największym stopniu funkcjonują również w jednoosobowych gospodarstwach domowych, co dodatkowo wzmacnia poczucie samotności i pozostawienia samemu sobie – a to nie służy ich zdrowiu i życiu.
Realnie nawet do 1 miliona osób w Polsce pozostaje w faktycznej izolacji społecznej, często żyjąc samotnie w swoich mieszkaniach i domach. Wykluczeni z relacji społecznych innych niż incydentalne. Osoby te żyją poza systemem wsparcia społecznego, a ich funkcjonowanie nie jest zazwyczaj w żaden sposób monitorowane.
Jest też duża grupa seniorów, która oprócz braku spotkań ze znajomymi, nie ma też żadnych relacji z członkami rodzin. Nic dziwnego, że wskazują oni na niższy stopień zadowolenia z relacji rodzinnych i pozarodzinnych niż osoby z innych grup.
Kiepsko jest również u nich z aktywnością fizyczną. Główną formą rekreacji dla seniorów 65 plus są spacery (57 proc. osób). Żadnego sportu nie uprawiało 78 proc. ludzi w tym wieku. Aż 62,8 proc. osób 60 plus ograniczyło aktywność fizyczną w dobie pandemii COVID-19. Dostępne badania jednoznacznie wskazują zaś na korelację aktywności fizycznej z ogólnym dobrym stanem seniorów. Sprzyja ona utrzymaniu względnej samodzielności osób starszych i wydłuża życie. Jej ograniczenie ma fatalne skutki zwłaszcza dla seniorów cierpiących na choroby współistniejące
Wpływa to na pogorszenie stanu zdrowia, co z kolei przekłada się na gorsze samopoczucie, słabszą kondycję psychiczną, a także ograniczanie relacji i aktywności społecznych. W grupie osób 65 – 74 lata jedynie 9 proc. Polaków poświęcało czas na aktywność wolontariacko-społeczną (głównie we wspólnotach wyznaniowych), co jest wynikiem znacznie niższym niż średnia dla Unii Europejskiej, która wynosi 18 proc. Efektem niskiej aktywności społecznej może być również przyspieszenie spadku kondycji psychofizycznej i wcześniejsza utrata względnej samodzielności. Czyli, błędne koło.
Pandemia mogła znacząco wpłynąć na pogłębienie stopnia izolacji społecznej i poziomu osamotnienia seniorów. W dobie koronawirusowych obostrzeń posiadanie lub nieposiadanie kompetencji w zakresie obsługi internetu ma duży wpływ na funkcjonowanie seniorów poddanych przymusowej izolacji społecznej. W raporcie z badania „Wykorzystanie technologii informacyjno-komunikacyjnych w gospodarstwach domowych” (GUS 2020) wskazano, że aż 64,6 proc. seniorów 65 plus nigdy nie korzystało z internetu w ciągu ostatnich 3 miesięcy przed badaniem. Natomiast jedynie 3 proc. osób starszych wykorzystywało sieć w szerokim lub bardzo szerokim zakresie, czyli swobodnie przeglądało strony internetowe, korzystało z wyszukiwarek, obsługiwało e-maila, było aktywnych w mediach społecznościowych, dokonywało transakcji zakupowych i bankowych, korzystało z kultury np. poprzez użytkowanie serwisów streamingowych. Osoby starsze dość chętnie korzystają natomiast z bankowości internetowej (16 proc. respondentów).
Miniony rok przyniósł stagnację, a być może nawet regres, w dziedzinie edukacji cyfrowej seniorów. Od wiosny 2020 r. niemal nie odbywają się szkolenia stacjonarne, które są dosyć skuteczną metodą edukacji seniorów początkujących w cyfrowym świecie. Istnieje więc możliwość realnego wtórnego wykluczenia cyfrowego większości z tych osób. Pandemia wzmocniła za to motywację części ludzi starszych do komunikacji za pomocą dość nowych narzędzi, np. komunikatorów audio-wideo.
Pogorszenie odczuwalnej jakości życia oraz spadek kondycji psychofizycznej mają wpływ na zwiększenie śmiertelności w grupie wiekowej seniorów. W trakcie pierwszej i drugiej fali pandemii (wiosna i jesień 2020) seniorzy stanowili większość ofiar śmiertelnych, trzecia fala pochłania także wielu ludzi młodszych.
Zgony są jednak nie tylko efektem COVID-19, lecz i rezultatem załamania systemu opieki zdrowotnej w Polsce, spowodowanego rządami PiS. Bardzo utrudniony jest dostęp do usług medycznych, służba zdrowia stała się niewydolna, nie ma łatwej ścieżki dostępu do lekarzy specjalistów, odwołano planowane wcześniej zabiegi. To wszystko oznacza przedwczesne i zbyt częste umieranie Polaków.
Gorszy dostęp do usług medycznych jest istotnym powodem wzrostu śmiertelności w grupie seniorów, obserwowanej w statystykach od września 2020 r., czyli od tzw. „drugiej fali koronawirusa”. Wśród siedemdziesięciolatków aktywność fizyczną ograniczyło aż 73,9 proc. ankietowanych. Są to osoby i tak mało aktywne społecznie oraz bardzo narażone na negatywne efekty zaniku aktywności fizycznej. Ludzie ci, będący w grupie bardzo wysokiego ryzyka zarażenia COVID-19, najczęściej ograniczają wychodzenie z domu. Unikają zarówno rekreacji na wolnym powietrzu, jak i wyjść w innych celach. Ponad połowa respondentów odczuwa zmęczenie obostrzeniami związanymi z epidemią. Wpływa to na ograniczenie sprawności ruchowej oraz odczuwalny dobrostan psychiczny w wyniku ograniczenia liczby i jakości relacji społecznych, trudnych do utrzymania podczas pandemii.
Na podstawie oficjalnych, a więc skażonych zapewne nadmiernym optymizmem danych Ministerstwa Zdrowia „Raport o zgonach w Polsce w 2020 r.” można stwierdzić, że w 2020 r. odnotowano 67 tys. zgonów więcej niż w porównywalnym okresie w 2019 r. Liczba ta zwiększyła się przede wszystkim wśród osób powyżej 60 roku życia – stanowiły one aż 94 proc. nadwyżki liczby zgonów względem 2019 r. Bardziej pesymistyczne dane ma Ministerstwo Cyfryzacji, które na podstawie Rejestru Stanu Cywilnego wskazuje na 76 tysięcy więcej zgonów niż w 2019 roku. Od września zdecydowanie zwiększyła się śmiertelność, zwłaszcza wśród osób starszych.
W rezultacie, system wsparcia i opieki (w tym głównie zdrowotnej) nad osobami starszymi wymaga natychmiastowej zmiany i reorganizacji. Seniorzy nie mogą jednak mieć nadziei, że doczekają tego pod rządami Prawa i Sprawiedliwości.

Gospodarka 48 godzin

TSUE nic nie zmienia
Jak było do przewidzenia, Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał orzeczenie stwierdzające, że to sąd krajowy powinien ocenić kwestię dotrzymania warunków umowy o kredyt frankowy. Skutki stwierdzenia przez sąd istnienia nieuczciwego warunku w umowie podlegają także przepisom prawa krajowego. To również sąd krajowy powinien poinformować konsumenta o konsekwencjach, jakie będzie niosło za sobą unieważnienie umowy zawartej z bankiem. Tak więc, orzeczenie TSUE niczego nie zmienia w sytuacji osób, które zaciągnęły kredyty frankowe.

Towarzystwa się nie boją
Po zmianach rozpoczętych przez rząd Platformy Obywatelskiej w 2014 roku otwarte fundusze emerytalne będą ulegać automatycznemu wygaszaniu. To pożądany proces, dający możliwość wykorzystania aktywów zgromadzonych w II filarze do wzmocnienia i rozbudowy systemu indywidualnych, długoterminowych oszczędności emerytalnych. „Ta inicjatywa uporządkuje i uprości konstrukcję systemu emerytalnego. Istotnym walorem planowanych zmian jest usunięcie niepewności dotyczącej przyszłości Otwartych Funduszy Emerytalnych oraz utrzymanie możliwości dywersyfikacji ryzyka związanego z finansowaniem życia na emeryturze w postaci inwestowania na rynku kapitałowym. Reforma będzie stanowić impuls do weryfikacji stanu osobistych przygotowań, zwłaszcza finansowych, do życia po zakończeniu aktywności zawodowej. Transfer aktywów z OFE do IKE służyć będzie popularyzacji rozwiązań III filara, a atrakcyjność oferowanych w jego ramach form i produktów, może skłonić znaczącą liczbę osób do gromadzenia dodatkowych oszczędności” – stwierdza Izba Gospodarcza Towarzystw Emerytalnych, która bynajmniej nie jest zmartwiona tym, że dojdzie do likwidacji OFE, które przez lata stanowiły złotą żyłę dla zarządzających nimi powszechnych towarzystw emerytalnych. IGTE ma bowiem pewność, że towarzystwa emerytalne będą także zarządzać nowymi funduszami inwestycyjnymi, stworzonymi na gruzach OFE.

Przyszłość Turowa
Kompleks energetyczny oparty na kopalni węgla brunatnego w Turowie będzie funkcjonować co najmniej do 2044 r., zgodnie z uzyskaną koncesją. To ważne dla około 5,5 tys. pracowników Turowa. Razem z rodzinami, kopalnia daje utrzymanie 15-20 tys. osób. Wprawdzie Czechy wniosły skargę do Trybunału Sprawiedliwości UE przeciwko Polsce, domagając się wyeliminowania szkodliwego wpływu kopalni węgla brunatnego w Turowie, ale jeśli Trybunał przychyli się do stanowiska Republiki Czeskiej, to najpierw zobowiąże Polskę do naprawy sytuacji. Jak wskazują Zieloni, trudno w tej chwili ocenić,w jaki sposób miałoby to wyglądać. Wszystko zależeć będzie od tego, które z zarzutów Czech zostaną podzielone przez TSUE. Jeżeli jednak tak się stanie, to najpierw Trybunał wyznaczy Polsce odpowiedni termin na działania naprawcze (zapewne dość odległy). I dopiero wówczas, jeżeli Polska nie wywiąże się z tego zobowiązania, Republika Czeska będzie mogła wnieść ponowną sprawę związaną z niewykonaniem wyroku. Jeśli tę sprawę wygra, to TSUE będzie mógł nałożyć na Polskę ewentualne kary finansowe, co jednak wcale nie jest pewne. Tak więc, kopalnię węgla brunatnego Turów czeka jeszcze wiele lat niezakłóconej pracy, co martwi Zielonych, ale cieszy tych, którym Turów zapewnia przyzwoitą egzystencję.