Nie cofną się przed niczym

Prominenci Prawa i Sprawiedliwości walcząc o zachowanie władzy podejmują kroki wymierzone w polską rację stanu oraz w podstawowe interesy Polski i Polaków, ale korzystne dla Rosji.
23 lipca prof. Marcin Wiącek został nowym Rzecznikiem Praw Obywatelskich. Ostatnie działania jego poprzednika, prof Adama Bodnara dotyczyły dwóch spraw ważnych dla Polski i Polaków: PiS-owskiej ustawy wymierzonej w telewizję TVN, której wprowadzenie osłabiłoby nasze sojusze i zagroziło bezpieczeństwu państwa; oraz próby podważenia zasady, iż prawo Unii Europejskiej ma wyższość nad prawem krajowym, co z kolei stawiałoby Polskę faktycznie poza UE i prowadziło do utraty części środków unijnych. Na tym wszystkim skorzysta wyłącznie Rosja.
Obie te sprawy pokazują, że prominenci Prawa i Sprawiedliwości walcząc o zachowanie władzy nie cofną się przed krokami wymierzonymi w polską rację stanu oraz w podstawowe interesy Polski i Polaków, ale za to korzystnymi dla obcych mocarstw. Widać więc, jak bardzo niebezpieczne jest ugrupowanie, które od prawie sześciu lat panuje nad naszym krajem. Trafnie zatem Adam Bodnar na zakończenie swej pracy postanowił odnieść się właśnie do tych zagrożeń, wywołanych przez nieodpowiedzialne zachowania przedstawicieli partii rządzącej.
W kwestii ustawy przeciwko telewizji TVN, opinia RPO Adama Bodnara dla Sejmu podkreśliła, iż „LexTVN” narusza prawa naszych obywateli i godzi w gospodarcze interesy Polski. Rzecznik wskazał, że ten poselski projekt narusza konstytucyjne wolności, m.in. wolność mediów oraz słowa. Ponadto, zmiana reguł gry dla nadawców w jej trakcie to odejście od cywilizowanych reguł tworzenia prawa – a nie ma żadnych nadzwyczajnych okoliczności, które by to uzasadniały.
RPO stwierdził, iż autorzy projektu tej ustawy odwołują się wprawdzie do klauzuli „bezpieczeństwa państwa”, ale nie precyzują, jak proponowana zmiana miałaby je poprawić. Tymczasem sami stwarzają realne zagrożenie dla ekonomicznego bezpieczeństwa państwa. Ustawa anty-TVN-owska naruszałaby bowiem traktat o stosunkach handlowych i gospodarczych między Polską i USA – co może spowodować złe skutki finansowe dla budżetu państwa.
Jeśli chodzi zaś o to, że Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej chce oceniać zgodność z Konstytucją wybranych przepisów Traktatu o Unii Europejskiej – oczywiście z zamiarem wykazania, że są one niezgodne z ustawą zasadniczą i nie powinny być stosowane – to rzecznik Adam Bodnar podkreślił, iż rozpatrywany problem prawny należy do trzonu konstytucyjnego i prawnego Unii Europejskiej. To nie jest zatem problem czysto prawny i techniczny. Taka sprawa nie może więc być badana przez TK w składzie tylko 5-osobowym, bo jej rozstrzygnięcie wpływa na los Polski w UE.
Przede wszystkim jednak, RPO zwrócił uwagę na to, że Trybunał Konstytucyjny igra z ogniem. W sprawie, którą ma rozstrzygnąć TK chodzi bowiem o wypaczenie zasad Unii przez PiS-owską władzę. W tym przypadku jest to zasada niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Rządzący w Polsce chcą ją podważyć, co zagraża nie tylko naszemu krajowi ale i całej UE. „Bo jeśli w jednym kraju sądy będą niezawisłe, a w innym podległe władzy – to taka Unia nie ma prawa działać. Obywatele Unii nie będą mieli takiej samej ochrony prawnej w każdym z krajów” – stwierdził rzecznik Adam Bodnar.
Zdaniem RPO nie ma żadnego konfliktu między polską Konstytucją a Traktatem o Unii Europejskiej. Po prostu , to ustawy przyjmowane przez PiS-owską większość – w tym „ustawa kagańcowa” ograniczająca faktycznie prawa obywatelskie sędziów – są sprzeczne z prawem unijnym.
Te dwa wystąpienia, tak ważne dla dobra Polski i Polaków, zakończyły pracę Adama Bodnara na stanowisku Rzecznika Praw Obywatelskich. Cała jego kadencja została pozytywnie i z uznaniem oceniona przez wszystkich, którym leży na sercu interes naszego kraju i jego mieszkańców. Wyrazem tego był list, skierowany do Adama Bodnara przez prawie stu polskich naukowców – profesorów i doktorów habilitowanych (oraz paru jeszcze bez habilitacji). Oto treść wspomnianego listu, pod którym mógłby podpisać się każdy, komu zależy na Polsce:
„Szanowny Panie Profesorze,
Pragniemy wyrazić Panu naszą wdzięczność i wielki szacunek za sposób pełnienia odpowiedzialnej funkcji Rzecznika Praw Obywatelskich w trudnych czasach. Funkcja Rzecznika wymaga wrażliwości etycznej i społecznej, znajomości prawa, głębokiego zrozumienia praw człowieka oraz istoty demokracji. Siłą rzeczy stawia Rzecznika Praw Obywatelskich w opozycji do władzy politycznej, jeśli ta nadużywa swych kompetencji lub je nadinterpretuje. O ile władza polityczna dysponuje „autorytetem siły”, to Osoba pełniąca funkcję Rzecznika Praw Obywatelskich może przeciwstawić jej siłę autorytetu moralnego opartego na wartościach etycznych i społecznych, znajomości prawa i wrażliwości społecznej.
Dziękujemy za pracę dla Polski i Polaków – odpowiedzialną, pełną zaangażowania i poświęcenia, niosącą ogromny potencjał edukacyjny. Osoby, które pełnią w społeczeństwie ważne role modelują zachowania społeczne, uświadamiają ludziom aksjologicznie i prawnie ugruntowane kryteria decyzji i działań, są, rzec można, drogowskazami społecznych trendów i rozwiązań. W naszym przekonaniu pełnił Pan Profesor funkcję Rzecznika Praw Obywatelskich w sposób wzorcowy i jest to nieoceniona i niemierzalna zasługa dla kraju i ludzi.
Był i jest Pan autentycznym obrońcą człowieka i stróżem prawa, wrażliwym na krzywdę, niesprawiedliwość, opresję lub obojętność decydentów w tych sprawach, w których było to potrzebne. Ufamy, że wykreowane przez Pana i Pana poprzedników standardy jakości pracy Rzecznika Praw Obywatelskich będą kontynuowane w nowej i kolejnych kadencjach, a w przyszłości również docenione przez władzę państwową. Życzymy Panu Profesorowi sił i zdrowia potrzebnych do nowych zadań”.
Cóż, nic dodać, nić ująć. Oby prof. Marcin Wiącek stał się godnym kontynuatorem pracy swojego poprzednika.

Polacy nie gęsi – i swój tylko znają?

Gdy pandemia niekiedy uniemożliwia nam podróże zagraniczne, część rodaków może dojść do wniosku, że została jak Himilsbach z tym angielskim.
Wydawać by się mogło, że język światowy, czyli angielski, został już w stopniu dość przyzwoitym opanowany przez sporą część mieszkańców kraju. Okazuje się jednak, że nie do końca, zaś pod panowaniem prominentów PiS, dla których niekiedy nawet poprawna polszczyzna jest zupełnie obca, dzieje się coraz gorzej.
Według rankingu EF EPI (English Proficiency Index) – największego na świecie rankingu znajomości angielskiego – Polska obecnie znajduje się na 16. miejscu na 100 badanych krajów, w których mieszkańcy najlepiej posługują się językiem angielskim. Dla porównania, cztery lata temu plasowaliśmy się jeszcze sześć oczek wyżej, zajmując 10 miejsce. Zjazd w czasie rządów PiS jest więc ewidentny i znaczący.
Na czele tej klasyfikacji jest Holandia przed Danią. Nas wyprzedzają bezpośrednio Węgry i Serbia, zaś tuż za Polską plasuje się Rumunia (gdzie jednak dość powszechna jest znajomość francuskiego)
Wszystko może zatem wskazywać na to, że poziom naszej znajomości tego języka znacząco się pogorszył – a przecież w dzisiejszych czasach jest to podstawowa oraz kluczowa umiejętność w zdobywaniu doświadczeń, nie tylko w sferze zawodowej.
To truizm, że znajomość języków obcych ma realny wpływ na nasze życie. Dzięki ich nauce poszerzamy swoje horyzonty – mamy szanse na lepszą, dobrze płatną pracę czy realizowanie ciekawych projektów na obejmowanym już stanowisku. Jednak perspektywa zawodowa to nie jedyna przestrzeń, w której język obcy otwiera nam drzwi do nowych szans. Zagraniczne znajomości i dalekie podróże to kolejny, bardzo ważna potrzeba – i dobry motyw – aby uczyć się języków obcych.
Pomimo trudności językowych i wszechobecnej pandemii, wycieczki za granicę nadal cieszą się bardzo dużą popularnością. Według badania American Express Travel dotyczącego trendów w podróżowaniu, 56 proc. polskich respondentów uważa, że brakuje im podróży tak bardzo, że są skłonni zarezerwować wyjazd, nawet jeśli w przyszłości będą musieli z niego zrezygnować, ponosząc część kosztów. Natomiast aż 87 proc. pytanych w naszym kraju twierdzi, że planowanie podróży pozwala im z radością patrzeć w przyszłość. Te wyniki wskazują, że ludzie czerpią nadzieję i pociechę także z myślenia o podróżach oraz ich planowania. To zaś może ich zachęcać do cierpliwej nauki języka, aby móc jeszcze pełniej korzystać z wyjazdów – choć często, oprócz koronawirusa, barierą w podróżowaniu są rosnące ceny wyjazdów.
Niestety, znajomość języka angielskiego wciąż nie jest taką oczywistą sprawa wśród Polaków. Ustępujemy pod tym względem wielu krajom, będącym kiedyś koloniami brytyjskimi, gdzie posługiwanie się angielszczyzną jest oczywiste.
Jak wynika z raportu English Proficiency Index, najlepiej wykształconą pod kątem języków obcych grupą wiekową są naturalnie głównie osoby młode, w wieku 21-30 lat. Ciekawym wynikiem jest to, jak wiele czasu zajmuje naszym rodakom zgłębienie tajników języka angielskiego? Okazuje się, że trwa to raczej długo, bo potrzebują w tym celu średnio aż do 12 lat nieprzerwanego kształcenia – i dopiero ten okres prowadzi do jego biegłej znajomości.
Powodem tej przewlekłości może być nieprawidłowe podejście do przyswajania wiedzy, które zazwyczaj opiera się na żmudnej nauce zasad gramatycznych, a nie na praktycznej umiejętności swobodnej komunikacji z obcokrajowcem – a także i po prostu nasza wrodzona niechęć do systematycznej nauki oraz brak talentu do języków obcych, co także się zdarza.
Jedno jest pewne – czy to wakacje marzeń na drugim końcu świata, krótka wycieczka last-minute, czy służbowa delegacja – bez względu na powód podróży i jej charakter, oczywiste, że tylko wtedy, gdy jesteśmy w stanie porozumieć się z drugim człowiekiem w prawie każdej sytuacji, możemy w pełni korzystać z takiego wyjazdu oraz czuć się bezpiecznie nawet z daleka od domu. To poniekąd wyjaśnia, dlaczego Jarosław Kaczyński przed objęciem funkcji publicznych, tak unikał podróży zagranicznych.
Rzeczywistość jest jednak taka, że wielu z Polaków decyduje się na wyjazd za granicę bez znajomości chociażby podstawowych wyrażeń w języku danego kraju. Co więcej, nie każdy z nas zna nawet język angielski w stopniu pozwalającym na w miarę podstawową rozmowę z osobą innej narodowości. A podobno do swobodnej komunikacji i dogadania się z obcą osobą z innego państwa wystarczy jedynie 1000 różnych słów w języku angielskim. Oczywiście zasada ta nie zawsze dotyczy osób, które ze względu na charakter swojej pracy muszą biegle porozumiewać się językiem, a dodatkowo znać i używać specjalistycznych słów i zwrotów.
Poza tym zaś – każdy, kto próbował, wie że doskonałe opanowanie tego tysiąca słów i nabranie umiejętności ich używania, to wcale nie jest taka prosta sprawa. Ale próbować trzeba…

Bo to co nas podnieca, to się nazywa kasa

Założenie konta w banku może być dla nastolatka ekscytującym doświadczeniem i uświadamia mu, że teraz to on, nie rodzic, bierze odpowiedzialność za swe wydatki – twierdzą znawcy bankowości i psychologii.
Samodzielność finansowa uczy ponoć dzieci więcej, niż może się to wydawać wapniakom – samokontroli, odpowiedzialności za swoje decyzje, ustalania priorytetów. Zarządzanie swoimi wydatkami to niemal tak samo ważna umiejętność, jak pisanie czy tabliczka mnożenia. – Jeśli nasze pociechy nie zgłaszają nam potrzeby posiadania własnych finansów, a my sami nie wychodzimy z inicjatywą w postaci np. kieszonkowego, to obie strony – i my, i dzieci – omijamy bardzo ważną lekcję – mówi mgr. Małgorzata Ohme, psycholożka, prezenterka i mama dwójki nastolatków, którą czasem można zobaczyć w telewizji więc została poproszona przez bank ING o wypowiedź na temat samodzielności finansowej młodzieży.
Zarządzanie finansami kojarzy się z dorosłością – wymaga odpowiedzialności i umiejętności planowania. Kontrola nad własnym portfelem to ciągłe zadawanie sobie pytań – czy naprawdę potrzebuję kolejnej pary butów? A może powinienem zaoszczędzić? Czy w moim budżecie jest miejsce na spontaniczne wydatki? Czy mogę sobie na to pozwolić? – Wprowadzenie własnego dziecka w świat finansów to ważna lekcja również dla nas, rodziców. Musimy pogodzić się z tym, że dziecko staje się samodzielne, podejmuje własne, niezależne decyzje i popełnia błędy. Tylko czy jesteśmy na to gotowi? Czy dorośliśmy do tego, że nasze dzieci dorastają? – zastanawia się Małgorzata Ohme, dochodząc jednakże do oczywistego wniosku, że warto uczyć nastolatki podejmowania mądrych decyzji finansowych.
Z badań wspomnianego ING wynika, że 43 proc. trzynasto – i czternastolatków chciałoby mieć własne konto w banku, a motywatorem do otwarcia tego pierwszego konta – zarówno dla nich, jak i dla ich rodziców – jest potrzeba samodzielności. Na taki powód wskazuje 50 proc. dzieci i 45 proc. rodziców.
– Te badania pokazują, że dostrzegamy potrzebę edukacji finansowej nastolatków, ale wciąż niedostatecznie. Z czego to wynika? Skoro my – dorośli – ulegamy impulsom i zdarza nam się podejmować nieprzemyślane decyzje finansowe, to wydaje nam się, że tym bardziej nasze dzieci nie poradzą sobie z utrzymaniem kontroli nad własnymi pieniędzmi. Tymczasem edukacja finansowa od najmłodszych lat pomoże je właśnie przed podobnymi błędami uchronić – nawet jeśli najpierw pozwolimy pociechom się na nich uczyć. „Kupiłeś trzecią grę? W porządku, w takim razie musisz dłużej zbierać na wymarzony rower” – trudno o lepszą lekcję dla nastolatka o ponoszeniu konsekwencji własnych wyborów, prawda? – pyta retorycznie Małgorzata Ohme.
Oczywiste jest, że stopniowe oswajanie z finansami może mieć istotny wpływ na podejmowanie mądrych wyborów w przyszłości. Zarządzanie własnymi zasobami na przykładzie finansów, przekłada się – często, choć nie zawsze – na mądre zarządzanie własnym życiem.
Własne konto w banku, karta do bankomatu, drobne regularne przelewy – decydując się na powierzenie nastolatkowi „dorosłych” narzędzi finansowych pokazujemy mu, że traktujemy go poważnie i tego samego oczekujemy od niego – mądrego podejścia do pieniędzy. – To z kolei daje nam poczucie sprawczości, które jest jednym z filarów zdrowia psychicznego. Dzięki niemu mamy poczucie wpływu na swoje życie – „jestem sterem, żeglarzem i okrętem, moje decyzje zależą ode mnie i nie mam kogo obwinić za niepowodzenia, jeśli te decyzje były źle podjęte” – uważa Małgorzata Ohme.
Naturalnie, zgodnie z leninowską zasadą „ufać i kontrolować”, rodzic ma możliwość kontroli – i decydowania, jaką kwotę przelewamy na konto naszego dziecka. Jeśli sytuacja będzie tego wymagała, może też oczywiście zablokować konto i wytłumaczyć dlaczego zdecydował się na taki krok – a potem ewentualnie odblokować je ponownie. Czyli, zasada kija i marchewki.

Gospodarka 48 godzin

Handel zagraniczny rośnie
Po pięciu miesiącach 2021 r. wśród głównych partnerów handlowych Polski nie odnotowano spadku w eksporcie, a w imporcie spadek nastąpił tylko ze Stanów Zjednoczonych – wskazuje Główny Urząd Statystyczny. Obroty z najważniejsza dziesiątką naszych partnerów handlowych stanowiły 65,4 proc. polskiego eksportu i 64,3 proc. importu. Wśród tej dziesiątki pierwsze miejsce zdecydowanie zajmują Niemcy. Udział Niemiec w polskim eksporcie wyniósł 28,9 proc., a w imporcie 21,6 proc. Zarabiamy na handlu z Niemcami, bo w pierwszych pięciu miesiącach tego roku dodatnie saldo Polski wyniosło 40,4 mld PLN (10,7 mld USD, 8,9 mld EUR) wobec zaledwie 29,9 mld PLN (7,5 mld USD, 6,9 mld EUR) w analogicznym okresie ubiegłego roku. Największy obrót towarowy Polska odnotowała z krajami rozwiniętymi. W naszym handlu zagranicznym ogółem nastąpił wzrost w prawie wszystkich grupach towarowych zarówno w imporcie, jak i w eksporcie. W polskim eksporcie największy wzrost dotyczył maszyn i urządzeń transportowych (o 38,4 proc.), surowców z wyjątkiem paliw (o 37,3 proc.), różnych wyrobów przemysłowych (o 32,8 proc.), olejów, tłuszczy, wosków zwierzęcych i roślinnych (o 30,8 proc.), paliw mineralnych, smarów i materiałów pochodnych (o 20,3 proc.), chemii i produktów pokrewnych (o 19,2 proc.), żywności i zwierząt żywych (o 9,2 proc. ) oraz napojów i tytoniu (o 2,2 proc.).
Z kolei w polskim imporcie największy wzrost zanotowano w towarach przemysłowych (o 32,4 proc.), oraz także w maszynach i urządzeniach transportowych (o 31,7 proc.), surowcach z wyjątkiem paliw (o 26,7 proc.), w chemikaliach i produktach pokrewnych (o 23,2 proc.), w paliwach mineralnych, smarach i materiałach pochodnych (o 17,6 proc.), w olejach, tłuszczach, woskach zwierzęcych i roślinnych (o 11,7 proc.), w napojach i tytoniu (o 8,3 proc.) oraz w żywności i zwierzętach żywych (o 6,1 proc.). Czyli, generalnie, zarówno sprzedajemy, jak i kupujemy coraz więcej tych samych grup towarów – co jest typowe dla gospodarki rynkowej.

Myślą już o wyborach
Minister finansów Tadeusz Kościński w ramach już przedwyborczych obietnic PiS, zapowiedział, że w przyszłym roku nastąpi podwyżka kwoty wolnej od podatku do poziomu 30 tys. złotych. Wedle jego wyliczeń, zyska na tym aż 18 mln podatników – z nadzieją, że część znich w związku z tym zechce zagłosować na Prawo i Sprawiedliwość. Ponadto minister finansów stwierdził, że aż dwie trzecie emerytów przestanie w ogóle płacić podatek PIT. Zdaniem ministra, dla 90 proc. podatników, to jest dla 23 mln, zmiany które proponuje rząd są albo korzystne, albo neutralne. Tadeusz Kościński zapowiedział także, że od przyszłego roku przedsiębiorcy mają płacić składkę zdrowotną na takim samym poziomie jak pracownicy, ponieważ nie może być tak, że pracownicy, którzy zarabiają mniej od swoich pracodawców, płacą większą składkę zdrowotną. Przedsiębiorcy wszakże na tym nie stracą, ponieważ zostaną objęci tzw. estońskim podatkiem CIT, kolejnymi obniżkami ryczałtu oraz ulgami na innowacje oraz rozwój firm. W ten sposób, według ministra, przedsiębiorcy będą mogli osiągać jeszcze większe dochody – o ile oczywiście zechcą rozwijać i modernizować swoje firmy.

Nie ładować, ale wymieniać

Potrzebna jest technologia szybkiej wymiany baterii w samochodach – tylko w ten sposób można ułatwić osiągnięcie powszechnej elektromobilności.
Pod koniec czerwca 2021 r. po polskich drogach jeździło 26 985 elektrycznych samochodów osobowych. Pojazdy w pełni elektryczne (BEV, ang. battery electric vehicles) stanowiły 49 proc. (13 119 szt.) tej części parku pojazdów, a pozostała część (51 proc. ) to hybrydy typu plug-in (PHEV, plug-in hybrid electric vehicles), czyli takie, których baterię można doładowywać tylko z gniazdka elektrycznego lub korzystając z publicznych stacji szybkiego ładowania – 13 866 szt. Takie dane podaje Licznik Elektromobilności uruchomiony przez Polskie Zrzeszenie Przemysłu Motoryzacyjnego i Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych
Park elektrycznych samochodów dostawczych i ciężarowych liczył 1 001 szt. W dalszym ciągu rośnie też w Polsce flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec czerwca składała się z 10 544 pojazdów. Pod koniec tego miesiąca liczba autobusów elektrycznych w naszym kraju zwiększyła się do 532. Od stycznia do czerwca 2021 r. flota elektrobusów wzrosła o 100 tych zeroemisyjnych pojazdów. W porównaniu z analogicznym okresem 2020 r., kiedy zarejestrowano 67 takich autobusów, oznacza to wzrost o 49 proc. rok do roku.
Wraz ze wzrostem liczby pojazdów z napędem elektrycznym, rozwija się również infrastruktura ładowania. Pod koniec czerwca w Polsce funkcjonowało 1 521 ogólnodostępnych stacji ładowania pojazdów elektrycznych (2 964 punkty). 33 proc. z nich stanowiły szybkie stacje ładowania prądem stałym (DC), a 67 proc. – wolne ładowarki prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. W czerwcu uruchomiono 23 nowe, ogólnodostępne stacje ładowania (33 punkty).
W rzeczywistości jednak budowa nowych stacji ładowania to niepotrzebne wyrzucanie pieniędzy i brnięcie w ślepy zaułek. Szybkie rozwijanie elektromobilności stanie się możliwe tylko wtedy, gdy w samochodach będzie można szybko montować baterię naładowaną w miejsce rozładowanej. Potrzebne są zatem stacje wymiany baterii, a nie stacje ich ładowania. Polska mogłaby zająć się rozwojem tej technologii i osiągnąć światowy sukces, ale jak zawsze jesteśmy tylko naśladowcami, zamiast autentycznymi innowatorami – więc i technologię wymiany baterii będą wkrótce rozwijać inni zamiast nas.
14 lipca Komisja Europejska w ramach programu „Fit for 55” zaproponowała nowe cele emisyjne dla samochodów, do roku 2030 i 2035. Do roku 2030 – w przypadku samochodów osobowych – emisja dwutlenku węgla ma spaść o 55 proc., a w przypadku samochodów dostawczych – o 50 proc., w porównaniu do roku 2021. Oznacza to propozycję wzrostu wartości redukcji o ponad 50 proc. w przypadku aut osobowych i niemal 70 proc. dla dostawczych, w stosunku do celu wyznaczonego zaledwie trzy lata temu. – To bardzo ambitny cel, który przekłada się na bardzo znaczące ograniczenie liczby samochodów z silnikami spalinowymi na drogach. W 2035 redukcja miałaby wynieść 100 proc. Jednak, aby te ambitne cele zostały spełnione w ciągu najbliższych 10 lat musi powstać w Europie sieć ładowania i tankowania wodorem, która odpowie na zapotrzebowanie użytkowników samochodów elektrycznych i wodorowych. Bez niej nie ma szans na zachowanie mobilności na dzisiejszym poziomie. Oczywiście, na tym etapie jest to tylko propozycja Komisji Europejskiej, która musi jeszcze zostać uzgodniona w tzw trilogu, z udziałem Parlamentu Europejskiego i krajów członkowskich, dopiero wtedy poznamy ostatecznie przyjęte rozwiązanie – mówi Jakub Faryś, prezes PZPM.
O elektromobilności mówi się często wyłącznie w kontekście samochodów osobowych, pomijając pojazdy użytkowe, które w znacznym stopniu przyczyniają się do zanieczyszczenia powietrza w polskich miastach. Tymczasem Polska dysponuje drugim co do wielkości parkiem ciężarówek w Unii Europejskiej i jedną z największych flot spalinowych „dostawczaków”. Zdecydowana większość z nich jest wyposażona w silniki Diesla. – Na pierwsze 1 000 samochodów użytkowych z napędem elektrycznym musieliśmy czekać aż do połowy 2021 r. Według naszych prognoz kolejny 1 000 pojawi się na polskich drogach maksymalnie do końca 2023 r. Wsparcie finansowe musi jednak iść w parze z logicznymi działaniami na szczeblu legislacyjnym w tym m.in. umożliwieniem kierowcom z prawem jazdy kategorii B poruszanie się elektrycznymi dostawczakami o maksymalnej masie do 4,25 t. Taką opcję przewidują regulacje unijne. Dalszym krokiem powinno być wdrażanie rozwiązań pozwalających na elektryfikację ciężkiego transportu drogowego, przede wszystkim budowa dedykowanej infrastruktury ładowania wysokiej mocy – mówi Maciej Mazur, dyrektor zarządzający PSPA, który jak widać także nie rozumie, że przyszłość to auta, w których można błyskawicznie wymieniać baterię. Potrzebne są więc stacje wymiany baterii zamiast stacji ładowania.
Wszystkie wskaźniki elektromobilności są jednak bardzo małe, nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie. Jak nikły jest to odsetek w porównaniu z pojazdami spalinowymi, pokazują dane o rejestracjach nowych aut w pierwszej połowie 2021 r.
W pierwszej połowie 2021 r. popyt na nowe samochody w Unii Europejskiej zwiększył się o 25,2 proc. Zarejestrowano łącznie prawie 5,4 mln aut. Jest to jednak nadal o 1,5 miliona mniej samochodów, niż zarejestrowano w ciągu pierwszych sześciu miesięcy w roku sprzed pandemii COVID -2019.
Spadek rejestracji samochodów to wiadomość dobra dla środowiska naturalnego, ale silne wzrosty rok do roku, zaobserwowano na czterech głównych rynkach: Włochy (+ 51,4 proc.), Hiszpania (+ 34,4 proc.), Francja (+ 28,9 proc. ) i Niemcy (+ 14,9 proc. – informuje Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego. To zaś może wskazywać na kontynuację tendencji wzrostowych.
W samym czerwcu 2021 r. rejestracje samochodów osobowych w Unii Europejskiej wzrosły o 10,4 proc. w porównaniu z tym samym miesiącem ubiegłego roku. Był to jednak wzrost w bardziej umiarkowanym tempie niż w poprzednich miesiącach. Biorąc pod uwagę główne rynki samochodów w UE, Niemcy odnotowały najwyższy wzrost, bo o 24,5 proc., a następnie są Hiszpania (+ 17,1 proc.) i Włochy (+ 12,6 proc.). Pozytywnym przykładem okazała się natomiast Francja, gdzie sprzedaż samochodów osobowych w czerwcu zmniejszyła się o 14,7 proc. Czy doczekamy się, że za Francją pójdą inni?

Stosunek pozytywny

Niegdysiejsza ankieta Moniki Jaruzelskiej oraz Jerzego Urbana. O seksie oralnym i nie tylko.
Monika Jaruzelska, która prowadzi i publikuje rozmowy z rozmaitymi rozpoznawalnymi ludźmi, tym razem przeprowadziła wywiad z Jerzym Urbanem. Na wspólnej rozmowie spotkały się zatem dwie dosyć znane osoby, kojarzone niekiedy z lewicą.
Ta niedawna rozmowa pozwoliła nam poznać poglądy Moniki Jaruzelskiej oraz Jerzego Urbana na szereg kwestii, ale oczywiście nie na wszystkie. Wydaje się, że cennym dodatkiem do wiedzy o zapatrywaniach i przemyśleniach obojga rozmówców może być książka pod tytułem „Instrukcja obsługi” autorstwa malarki, Hanny Bakuły, wydana w 1993 r. Trzeba trafu, że w tej książce, wśród wypowiedzi osiemdziesięciu osób, pojawiają się między innymi opinie także i Moniki Jaruzelskiej, i Jerzego Urbana.
Jak pisze we wstępie Hanna Bakuła: „Książka ta z założenia jest miłym, pożytecznym żartem socjologicznym. /…/ Postanowiłam napisać Instrukcję Obsługi siebie, przyjaciół i znanych osób”.
Książka ma formę szeregu ankiet, w których rozmówcy zostali poproszeni o ustosunkowanie się (choć może ze względu na charakter niektórych pytań, lepsze byłoby tu słowo: odniesienie się) do różnych zjawisk i zagadnień. Zapytani mogli oczywiście odpowiadać tylko na pytania na które chcieli, pomijając na przykład te, które ich krępowały. Wypełnione ankiety odesłali autorce pocztą.
Jedno z pytań tej książkowej ankiety brzmi: Stosunek do seksu oralnego, tak/nie?. I Monika Jaruzelska, i Jerzy Urban zgodnie wybierają odpowiedź: tak.
Kolejne pytanie konkretyzuje temat seksu oralnego, precyzując, że chodzi zarówno o czynne jak i o bierne podejście doń. Monika Jaruzelska udziela dwukrotnie odpowiedzi twierdzących: Tak i tak. Natomiast Jerzy Urban odpowiada w sposób nieco bardziej rozwinięty: „I bierny i czynny. Bierny zamyka maskę partnerce a mnie nie pozwala jeść”.
Hanna Bakuła pyta też o miejsca erogenne. Monika Jaruzelska mówi: „Szyja, kark, plecy, podręcznikowo”. Jerzy Urban jest natomiast lakoniczny i odpowiada jednym krótkim słowem: „C..j” (w wersji przez ce ha, w książce słowo to jest podane w pełnym brzmieniu).
Z kolei na pytanie: ilu miałaś partnerów?, Monika Jaruzelska wybiera przedział od 1 do 10. Jerzy Urban, zapytany o liczbę partnerek, zakreśla zaś przedział 10 – 50, aczkolwiek nie jest tego do końca pewny, więc dodaje: „Tu się chyba mieszczę”.
Zapytana, czy jesteś wstydliwa?, Monika Jaruzelska odpowiada: „Bardzo”. Jerzy Urban: „Nie”.
Odpowiedzi na kilka innych pytań pozwalają czytelnikom trochę poznać lewicową wrażliwość pytanych. Jeśli chodzi o wymarzony prezent, Monika Jaruzelska odpowiada: dużo pieniędzy. Natomiast Jerzy Urban: Jaguar – samochód, nie zwierzę.
Ankieta zawiera także pytanie o ulubione samochody. Dla Moniki Jaruzelskiej są to auta terenowe lub stare Jaguary. Dla Jerzego Urbana: najdroższe, marka obojętna, nie znam się.
Jak widać, interlokutorzy wyrażają inklinację do aut drogich, a zwłaszcza Jaguarów. Przypomnijmy, że Jaguary lubi także m.in. były poseł SLD Ryszard Kalisz.
Na pytanie o optymalny metraż mieszkania Monika Jaruzelska odpowiada: na jedną osobę do 120 metrów kwadratowych (plus druga osoba rotacyjnie). Jerzy Urban woli nieco więcej miejsca i podaje 800 metrów kwadratowych.
Pada też pytanie o rozmiar ubrania. Monika Jaruzelska wskazuje numer 38, dodając: „miara francuska”. Jerzy Urban stwierdza zaś, nieco obok tematu pytania: „Zawsze od dziecka noszę szyte na miarę, nie jestem chamem, który używa konfekcji”.
Hanna Bakuła zadaje również pytanie: Z przekonań politycznych jesteś?… Tu Monika Jaruzelska odpowiada: „Coraz bardziej lewicowa”. Natomiast Jerzy Urban mówi: „Kapitalistyczna postkomuna”.
Książka „Instrukcja obsługi” została wydana dość dawno, bo 28 lat temu. Może więc więc pożądana byłaby jej nowa wersja? Ciekawe, co tym razem rozmówcy odpowiedzieliby na pytania o przekonania polityczne i nie tylko?

Za Bidena jest trochę biedniej

Gospodarka Stanów Zjednoczonych w tym roku rozwija się szybko, ale średnie dochody mieszkańców USA znacznie częściej spadają, niż rosną.
Co nowego u statystyków w USA? Otóż, Biuro Analiz Ekonomicznych (Bureau of Economic Analysis) podało, że produkt krajowy brutto w przemyśle w pierwszym kwartale 2021 r. (trzecie oszacowanie) wzrósł o 6,4 proc. w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. W tymże kwartale istotny wpływ na ten wzrost miały płatności z tytułu pomocy rządowej przekazane przedsiębiorstwom i gospodarstwom domowym z tytułu ustawy o przeciwdziałaniu koronawirusowi i pomocy uzupełniającej, oraz ustawy o amerykańskim planie ratunkowym. Natomiast w IV kwartale 2020 r. wzrost PKB wynosił 4,3 proc.
BEA informuje także, że wzrost PKB w USA według poszczególnych stanów jest bardzo zróżnicowany: od 2,9 proc. w Dystrykcie Columbia (tam gdzie mieści się stolica Waszyngton) do aż 10,9 proc. w stanie Newada, czy 9,2 proc. w stanie Utah.
Jak wskazuje BEA, zróżnicowany jest także poziom PKB na mieszkańca w poszczególnych stanach, choć zdawać by się mogło, że po ponad 200 latach od zjednoczenia stanów ten poziom mógłby być, jak przystało na gospodarkę rynkową, bardziej wyrównany. Tymczasem mierząc to zróżnicowanie według odchylenia standardowego i współczynnika zmienności jest ono dość wysokie bo w 2018 r. wyniosło 20,3 proc. – i było w dodatku wyższe niż 10 lat wcześniej gdy wyniosło 18 proc. Zróżnicowanie to było też dużo wyższe niż na przykład w „starej” Unii Europejskiej (liczącej 15 państw).
BEA informuje również o spadku w samym maju dochodów osobistych do dyspozycji w stosunku do kwietnia: w cenach bieżących o 2,3 proc., a w cenach stałych o 2,8 proc. Znacznie wyższe spadki były także w lutym i kwietniu, przy wzrostach w styczniu i marcu.
Indeks cen w maju w stosunku do maja ubiegłego roku wyniósł 3,9 proc, a po wyłączeniu cen żywności i energii, 3,4 proc. Tempo wzrostu cen od początku tego roku systematycznie się zwiększało – od 1,4 proc. w styczniu 2021 do 3,9 proc. w maju.
BEA oraz Biuro Spisów (US Census Bureau) podają także, iż w maju bieżącego roku eksport towarów i usług wyniósł 206 mld USD (co oznacza wzrost o 0,6 proc.), a import – 277,3 mld USD (wzrost o 1,3 proc.). Deficyt wyniósł zatem w maju tego roku 71,2 mld USD (wzrost o 3,1 proc.). Wskaźniki te oznaczają wzrost w maju w stosunku do kwietnia bieżącego roku.
Licząc od początku roku, eksport USA wzrósł o 101,6 mld USD (o 11,4 proc. w stosunku do okresu styczeń – maj ubiegłego roku) natomiast import o 212,5 mld USD (o 18,7 proc.). Deficyt zwiększył się o 110,9 mld USD, czyli o 45,8 proc.
BEA zwraca uwagę, że w ubiegłym roku nowe bezpośrednie inwestycje zagraniczne w USA wyniosły 120,7 mld USD i były mniejsze niż w 2019 r. o 45,4 proc. W okresie 2014 – 2019 średniorocznie wynosiły zaś 314,4 mld USD.
W 2020 r. wydatki na przejęcia firm wynosiły 116,3 mld USD, czyli zdecydowanie przeważały nad pozostałymi wydatkami na zakładanie nowych firm lub rozwój istniejących. W sektorze produkcyjnym największe inwestycje dotyczyły branży chemicznej oraz miały miejsce w komputerach i produktach elektronicznych, a także w telekomunikacji.
Największymi inwestorami w USA były Niemcy, Kanada i Szwajcaria. Inwestorzy europejscy wnieśli dwie trzecie nowych inwestycji bezpośrednich w USA. Najwięcej inwestycji zlokalizowano w Teksasie, Kalifornii i New Jersey. Zatrudnienie w nowo nabytych, założonych i rozbudowanych firmach zagranicznych w Stanach Zjednoczonych wynosiło 197,5 tys. pracowników.
Z kolei Biuro Statystyki Pracy (Bureau of Labor Statistics) informuje, że wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych dla wszystkich konsumentów miejskich wzrósł (rok do roku) o 5,4 proc. od czerwca 2020 roku do czerwca 2021 r., co stanowi największy dwunastomiesięczny wzrost licząc od sierpnia 2008 r. Od lutego 2020 r. ceny żywności wzrosły o 5,4 proc., podczas gdy ceny energii wzrosły aż o 8,9 proc. W tym samym okresie ceny wszystkich artykułów bez żywności i energii zwiększyły się o 4,2 proc.
Ceny nowych pojazdów wzrosły o 5,3 proc., podczas gdy ceny używanych samochodów osobowych i ciężarowych wzrosły aż o 43,3 proc. Z kolei ceny wynajmu samochodów i ciężarówek wzrosły o 70,8 proc.
Biuro Statystyki Pracy podaje ponadto, że realne średnie zarobki godzinowe, biorąc pod uwagę wzrost cen konsumpcyjnych, zmniejszyły się w ciągu ostatnich 12 miesięcy (czerwiec bieżącego roku do czerwca 2020 r.) o 1,7 proc. Dotyczy to zarobków w prywatnych firmach pozarolniczych.
Natomiast Biuro Spisów (US Census Bureau) obliczyło, że sprzedaż detaliczna w czerwcu bieżącego roku wzrosła w cenach bieżących o 18 proc. w porównaniu z analogicznym miesiącem ubiegłego roku i o 0,6 proc. w porównaniu z majem tego roku. Sprzedaż hurtowa w maju 2021 w porównaniu z majem ubiegłego roku zwiększyła się zaś o 36,8 proc, a w porównaniu z kwietniem tego roku, o 0,8 proc.

Gospodarka 48 godzin

Działania przeciw Banasiowi
Najwyższa Izba Kontroli podtrzymała swoje stanowisko, jakie zostało przedstawione już w czerwcu na łamach „Trybuny”. Przypomnijmy, że NIK wtedy wprawdzie pozytywnie zaopiniowała udzielenie absolutorium rządowi za wykonanie budżetu, ale zwróciła też uwagę na coraz większą skalę finansowania różnych zadań państwa w sposób zaburzający przejrzystość realizacji budżetu, a zwłaszcza na operacje prowadzone poza rachunkami deficytu i wydatków budżetu państwa. To klasyczne, finansowe „zamiatanie wydatków pod dywan”, stosowane na masową skalę przez obecną ekipę. Te manipulacje bynajmniej nie przyczyniły się do ograniczenia długu Skarbu Państwa. W 2020 r. nastąpił rekordowy wzrost tego długu. Wyniósł on w sumie 124,1 mld zł, z czego 30 mld zł było wynikiem operacji prowadzonych poza rachunkami budżetu państwa.
Teraz, pod koniec lipca w Sejmie, NIK ustami prezesa Mariana Banasia przedstawiła zbieżną z czerwcowymi ustaleniami analizę wykonania budżetu państwa i założeń polityki pieniężnej – także z wnioskiem o absolutorium, ale i z surowymi słowami krytyki za nierównowagę finansów publicznych oraz niekontrolowany wzrost długu publicznego, który liczony wg. metodologii Unii Europejskiej wzrósł aż o 290 mld zł. Jak podkreślił prezes Banaś, wcześniejsze zwiększenie długu publicznego, liczonego według tej metodologii, o podobną wartość jaką zaobserwowano w jednym tylko 2020 r., trwało prawie 10 lat. Prezes dodał również, co także było wiadome z „Trybuny”, że duże operacje finansowe dotyczące ważnych zadań publicznych były w ubiegłym roku planowane i dokonywane z pominięciem rachunku wydatków i deficytu budżetu państwa. Prowadzono również operacje, które wykazywały wydatki budżetu w innych okresach, niż były one faktycznie ponoszone. Generalnie, w 2020 r. zastosowano na bardzo dużą skalę mechanizmy obniżające przejrzystość realizacji budżetu. Jak dodał Marian Banaś, wszystko to budzi jego uzasadniony niepokój o stan finansów publicznych państwa. Tym samym szef NIK całkowicie zdezawuował bajeczki o dobrym stanie tych finansów, opowiadane przez członków rządu PiS. Teraz wszyscy już wiedzą, że delikatnie mówiąc, mijają się oni z prawdą.
Tymczasem PiS-owska władza pokazuje, że nie ustąpi w zwalczaniu tych, którzy ją krytykują – zgodnie z komunistyczną zasadą, że każdy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza odrąbie. Władza nasila działania mające uciszyć prezesa NIK i konsekwentnie uderza w jego rodzinę. Zatrzymano syna Mariana Banasia i postawiono mu zarzuty. Zarzuty usłyszała też synowa szefa NIK. Zbigniew Ziobro wystąpił zaś do marszałek Sejmu o zgodę na uchylenie immunitetu Mariana Banasia, zatrzymanie go i pociągnięcie do odpowiedzialności karnej. Pretekstem mają być nieprawidłowości w jego oświadczeniach majątkowych, o czym prominenci PiS wiedzieli już dawno, ale wtedy im to nie przeszkadzało. Zaczęło przeszkadzać, gdy Banaś pokazał, iż będzie uczciwie kontrolował rozmaite nieprawidłowości państwa PiS. To nie pierwsze działania nękające podjęte wobec rodziny Mariana Banasia. Już wcześniej policja weszła do domu jego syna, a potem odwiedziła i Mariana Banasia, pod pretekstem, że syn zamierza popełnić samobójstwo. Szef NIK ponownie oświadczył, że się nie ugnie, i że działania podejmowane wobec jego bliskich nie sprawią, iż odstąpi od wypełniania swych konstytucyjnych obowiązków jako szefa NIK. Niezależnie od tych słów, Marian Banaś powinien jednak zadbać o bezpieczeństwo swoje i swych bliskich, pamiętając dziwny wypadek samochodowy, w którym w 1991 r. zginął szef NIK Walerian Pańko.

Na właściwych miejscach

W numerze 2120-2121 dziennika „Trybuna” z dnia 21 lipca tego roku ukazała się tabela pokazująca miejsca, zajmowane przez poszczególne państwa w klasyfikacji Postępu Społecznego Młodzieży 2021. Okazało się, że Polsce i czterem innym krajom znajdującym się obok niej w tabeli (Malta, Cypr, Izrael i Grecja), błędnie przypisano miejsca, zajęte w tej klasyfikacji – chociaż osiągnięta przez nie liczba punktów została zamieszczona już prawidłowo.
W rzeczywistości wszystkie te pięć krajów znajduje się średnio o czterdzieści pozycji wyżej w indeksie Postępu Społecznego Młodzieży 2021, niż to podano w dniu 21 lipca. Redakcja „Trybuny”, przepraszając za tę pomyłkę, publikuje jeszcze raz wspomnianą tabelę, tym razem już z właściwą numeracją miejsc zajętych przez Maltę, Cypr, Polskę, Izrael i Grecję.
Indeks Postępu Społecznego Młodzieży 2021
1 Norwegia 95,80
2 Dania 94,62
3 Finlandia 94,03
4 Szwajcaria 93,14
5 Szwecja 92,81
28 Malta 83,07
29 Cypr 81,14
30 Polska 80,76
31 Izrael 80,23
32 Grecja 80,09

Budowanie fundamentów dobrej współpracy

Konferencja w stolicy Uzbekistanu może przyśpieszyć rozwój, postęp i pokojowe współdziałanie państw z newralgicznej części kontynentu azjatyckiego.
Istotnym dla przyszłości Azji wydarzeniem, jakoś zupełnie niezauważonym przez polskich specjalistów od spraw tego kontynentu, była niedawna duża konferencja międzynarodowa pod nazwą „Centralna i Południowa Azja. Regionalne więzi, wyzwania i możliwości”. Miała ona miejsce w lipcu w Taszkiencie, stolicy Uzbekistanu – a jej znaczenie, trochę wbrew nazwie, wykraczało daleko poza jedynie regionalne uwarunkowania.
Można mieć nadzieję, że dzięki tej konferencji nastąpi umocnienie wspomnianych regionalnych więzi, rozwinie się transport i wymiana handlowa, a sąsiadujące państwa zaczną bardziej koncentrować się na tym, co je łączy i stanowi wspólne dziedzictwo. Jest ono zaś bogate i godne kultywowania, co przypomniał prezydent Uzbekistanu Shavkat Mirziyoyev w swoim wystąpieniu otwierającym konferencję. Wszystko to będzie mieć oczywiście istotne znaczenie dla sytuacji na całym kontynencie.
W centralnej i południowej części Azji nie od dziś wiele się dzieje – i są to zmiany ważne także dla całego świata, choć nie zawsze napawające optymizmem. Punktem zapalnym staje się stopniowo zwłaszcza sytuacja w Afganistanie, gdzie w miarę wycofywania się wojsk państw zachodnich, a zwłaszcza Stanów Zjednoczonych, siły talibów opanowują kolejne części tego kraju. Upadek obecnego rządu w Kabulu, zdanego praktycznie na własne siły w walce z ekstremistami, zaburzy kruchą stabilizację i stworzy groźbę wojny. Zahamowany zostanie rozwój gospodarczy, wzrośnie przemyt narkotyków, obniży się poziom życia większości mieszkańców z wszelkimi tego konsekwencjami.
Tak więc, zorganizowanie w lipcu 2021 r. konferencji zajmującej się umacnianiem więzi regionalnych oraz możliwościami i wyzwaniami, pojawiającymi się na niełatwej drodze współpracy, było jak najbardziej na czasie. Tym bardziej, że gospodarz konferencji, prezydent Uzbekistanu Shavkat Mirziyoyev nie był jedyną głową państwa uczestniczącą w konferencji. Do Taszkientu przybył również prezydent Afganistanu Ashraf Ghani, a także premier Pakistanu Imran Khan. Warto podkreślić także udział ministrów spraw zagranicznych wielu państw, między innymi Chin (Wang Yi), Indii (Subrahmanyam Jaishankar) czy Rosji (Siergiej Ławrow).
Konferencja odbyła się w dniach 15 i 16 lipca br. Wzięło w niej udział w sumie prawie 50 delegacji parlamentarnych oraz ministerialnych z krajów całego świata, przedstawiciele kilkudziesięciu organizacji międzynarodowych (wśród nich sekretarz generalny ONZ António Guterres), reprezentanci świata biznesu i finansów.
I czas był odpowiedni na takie spotkanie, i również miejsce – bo Uzbekistan, kraj, który zainicjował, przygotował i przeprowadził tę konferencję, zajmuje coraz bardziej znaczącą pozycję w swoim regionie, tak pod względem gospodarczym, jak i politycznym.
Warto zwrócić uwagę, że w ubiegłym, pandemicznym roku, Uzbekistan utrzymał wzrost gospodarczy i uniknął recesji (co nie udało się m.in. Polsce). Kraj przekształca swą gospodarkę i kontynuuje program reform instytucjonalnych, zainicjowany przez obecnego prezydenta w 2016 r. Przyjęty wtedy kurs na liberalizację – nazywany „Uzbecką Odwilżą” – spowodował rozszerzenie praw obywatelskich, budowę niezależnego sądownictwa, walkę z korupcją, usprawnienie administracji, wprowadzenie ułatwień dla działalności gospodarczej i dla inwestorów zagranicznych, rozwój przetwórstwa przemysłowego, zintensyfikowanie badań naukowo-technicznych, unowocześnienie bankowości, znaczące ożywienie współpracy międzynarodowej (ciekawe, że w eksporcie uzbeckim dominują usługi), przyśpieszenie w mieszkalnictwie.
Tak wymieniać można długo, bo Uzbekistan cały czas reformuje się i modernizuje, uzyskując coraz wyższe miejsca w rankingu Banku Światowego „Doing Business”. Widomym efektem wszystkich tych zmian jest poprawa jakości i poziomu życia mieszkańców, którzy mają nie tylko wyższe dochody, ale i łatwiejszy dostęp do edukacji i służby zdrowia. Dlatego też reformatorski program prezydenta cieszy się autentycznym, bynajmniej nie propagandowym, poparciem mieszkańców. Widzi to również i świat. Na cyklicznych posiedzeniach Rady Współpracy Unia Europejska – Uzbekistan, zmiany następujące w tym kraju są wysoko oceniane przez przedstawicieli UE.
Uzbekistan jest przy tym krajem dużych możliwości rozwojowych, opartych o solidne podstawy: silna energetyka bazująca na gazie i ropie (może zaspokoić połowę zapotrzebowania Azji Centralnej na energię), piąte miejsce na świecie pod względem wydobycia uranu, siódme w wydobyciu złota, także siódme w przetwórstwie bawełny (i pierwsze w jej eksporcie), czternaste w produkcji gazu ziemnego. Kraj ma też obfite złoża miedzi, ołowiu i srebra oraz metali rzadkich ( wolframu, bizmutu, kadmu, molibdenu, selenu, telluru), rozwinięte jest sadownictwo i hodowla. Największym jego bogactwem są chyba jednak ludzie (to najludniejszy kraj Azji Centralnej: około 34 mln mieszkańców) – coraz lepiej wykształceni, umiejący współpracować, znający powszechnie jeden język obcy (rosyjski) i często także drugi (angielski).
W ślad za wszechstronnym rozwojem Uzbekistanu, odgrywa on także coraz ważniejszą rolę polityczną, wpływając stabilizująco na sytuację w regionie. Za kadencji prezydenta Shavkata Mirziyoyeva Uzbekistan utrzymuje dobre relacje z innymi państwami, w tym ze swoimi bezpośrednimi sąsiadami – Afganistanem, Kazachstanem, Kirgistanem, Tadżykistanem i Turkmenistanem. A nie zawsze jest to proste w tak dynamicznej części świata, czego przykładem, niezależnie od sytuacji w Afganistanie, mogą być rozmaite konflikty graniczne w tym regionie.
Uzbekistan, choćby ze względu na swe strategiczne położenie, jest tu państwem dążącym do porozumienia i rozwiązywania problemów. To zresztą główna zasada jego polityki zagranicznej. Przykładem może być choćby tegoroczne marcowe spotkanie prezydenta Uzbekistanu z prezydentem Kirgistanu, które doprowadziło do bardzo szybkiego uzgodnienia ostatecznego porozumienia granicznego między tymi państwami, w pełni satysfakcjonującego obie strony.
Biorąc to wszystko pod uwagę, Taszkient – prawie czteromilionowa, dynamicznie rozwijająca się metropolia – był naturalnym miejscem na zorganizowanie konferencji międzynarodowej, mogącej mieć znaczący wpływ na sytuację Azji Centralnej i Południowej.
Waga tej konferencji polegała w dużej mierze na tym, że nie ograniczała się ona tylko do jednego aspektu relacji pomiędzy państwami regionu, lecz ujmowała je kompleksowo. Taką formułę zaproponował prezydent Shavkat Mirziyoyev – i okazało się to dobrym rozwiązaniem. Trudno bowiem oddzielać kwestie współpracy kulturalnej czy handlowej od umacniania bezpieczeństwa w regionie. Wszystkie te trzy obszary na siebie wpływają i mają wielkie znaczenie dla dobrosąsiedzkich relacji i rozwoju.
Tak więc, uczestnicy konferencji „Centralna i Południowa Azja. Regionalne więzi, wyzwania i możliwości” obradowali na trzech głównych sesjach plenarnych. Każda z nich wypracowała szereg rekomendacji.
Na pierwszej sesji podkreślono konieczność modernizacji gospodarek państw tego regionu i rozwoju wymiany handlowej pomiędzy nimi. Niezbędne okażą się tu ułatwienia celne oraz częściowe choćby ujednolicenie procedur handlowych. Zgodzono się, że państwa powinny szukać możliwości podejmowania wspólnych przedsięwzięć. Chodziłoby zwłaszcza o inwestycje infrastrukturalne, mogące służyć więcej niż jednemu państwu.
Warunkiem koniecznym wzrostu wymiany handlowej jest dobrze funkcjonujący transport. Przez Azję Centralną i Południową wiedzie fragment „Nowego jedwabnego szlaku” z Chin do Europy. To jednak nie wystarczy, dlatego uznano, że potrzebne jest stworzenie nowych regionalnych korytarzy transportowych, z których mogłyby korzystać zainteresowane państwa. A także, oczywiście, modernizacja dotychczasowego systemu dróg, zaś przede wszystkim budowa kolei Termez – Mazari-Szarif – Kabul – Peszawar. Takie inwestycje wymagają i poważnych nakładów, i odpowiedniego potencjału wykonawczego. Dlatego też uczestnicy konferencji zwrócili uwagę na potrzebę zapewnienia stabilnych źródeł finansowania dla tych projektów – tak ze środków krajowych, jak i zagranicznych – oraz stworzenia instytucji, które w racjonalny sposób zarządzałyby wykorzystaniem pieniędzy przeznaczonych na wspomniane inwestycje.
Obrady drugiej sesji skoncentrowały się na poszukiwaniu tego, co może łączyć kraje regionu. Zwrócono uwagę na potrzebę podkreślania wspólnego dziedzictwa kulturowego i historycznego, tworzenie więzi międzyludzkich, budowanie tak potrzebnej – choć to dziś niemodne słowo – przyjaźni między sąsiadującymi narodami. Do tego konieczne jest zaś umacnianie wzajemnego zaufania, poznawanie się ludzi, nawiązywanie osobistych kontaktów. Pożądana byłaby współpraca w odkrywaniu, chronieniu i promowaniu dorobku wielowiekowych dziejów krajów Azji Centralnej i Południowej. Duże znaczenie miałyby tu wspólne działania edukacyjne, rozwijanie turystyki czy wymiana młodzieży. Uczestnicy wskazali, że istnieją pola współpracy, na których stosunkowo łatwo można unikać zbędnych kontrowersji – więc należy poświęcić im szczególnie dużo uwagi. Wymieniono tu między innymi ochronę zdrowia, opiekę społeczną, oświatę, ekologię, badania naukowe i techniczne – zgodnie z zasadą, że należy szukać tego co łączy, zamiast tego co dzieli.
Kwestii, które mogą dzielić, nie da się jednak uniknąć. Zetknęła się z nimi trzecia sesja plenarna zajmująca się bezpieczeństwem w regionie – bo różne były i są oceny tego, jak poszczególne kraje przeciwdziałają zagrożeniom i zwalczają niebezpieczeństwo terroryzmu. Jednak i tu uzgodniono stanowiska wskazujące, że potrzebne jest wzmacnianie ochrony granic, budowa koniecznej do tego infrastruktury, wymiana informacji o ewentualnych zagrożeniach i podejmowanie wspólnych prób przeciwdziałania im.
Sprawy bezpieczeństwa stały się powodem publicznej wymiany zdań między prezydentem Afganistanu, a premierem Pakistanu. Prezydent w swoim wystąpieniu stwierdził, że Pakistan nie spełnił własnych zobowiązań dotyczących skłaniania talibów do uczestniczenia w rozmowach pokojowych, nie zerwał relacji z grupami terrorystycznymi i odgrywa negatywną rolę w konflikcie afgańskim. Wezwał też Pakistan do podjęcia aktywnych działań na rzecz pokoju.
Premier Pakistanu odpowiedział zaś, że prezydent Afganistanu wyjątkowo niesprawiedliwie obwinia Pakistan za sytuację w Afganistanie, a jego słowa są rozczarowujące. Pakistan poniósł bowiem duże straty w walce z terroryzmem i dokłada wszelkich starań – poza podjęciem działań zbrojnych – aby skłonić talibów do rozmów.
To starcie słowne, paradoksalnie także podkreśliło wagę konferencji w Taszkiencie. Lepiej bowiem, jeśli tak sprzeczne stanowiska są wypowiadane publicznie, na forum międzynarodowym, gdzie istnieje możliwość wyjaśnienia różnic zdań, a utarczka słowna nie wyklucza podania sobie rąk (jak stało się to na konferencji). Gorzej, gdyby obaj przywódcy, zamiast spotkać się i rozmawiać, wygłaszali konfrontacyjne monologi we własnych państwach, co groziłoby eskalacją konfliktu.
Żadna konferencja międzynarodowa, także i ta w stolicy Uzbekistanu, nie może nakładać jakichkolwiek wiążących ustaleń na jej uczestników. Wypracowane rekomendacje stanowią jednak dobrą podstawę do zawierania porozumień i traktatów, które będą korzystnie wpływać na rozwój krajów Azji Centralnej i Południowej. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że takie właśnie owoce przyniesie lipcowa konferencja w Taszkiencie.