Wyróżnienie dla Bielika

Grający w zespole Derby County Krystian Bielik został wybrany na najlepszego piłkarza grudnia w Championship. To cenna nagroda dla 23-letniego zawodnika, bo przecież wrócił do gry pod koniec ub. roku po ciężkiej kontuzji.

Kibice głosowali na sześciu nominowanych graczy. Oprócz Bielika w tym gronie znalazł się jeszcze jeden Polak, występujący w zespole Barnsley były środkowy obrońca Cracovii Michał Michał, a oprócz dwójki naszych piłkarzy także Asmir Begović (Bournemouth), Emi Buendia (Norwich City), Sergi Canos (Brentford) i Glen Rea (Luton Town). Bielik wygrał zdecydowanie, chociaż grudzień ubiegłego roku był pierwszym pełnym miesiącem jego gry w Derby County po wyleczeniu kontuzji. W styczniu ubiegłego roku reprezentant Polski zerwał więzadła krzyżowe w kolanie i musiał z tego powodu pauzować przez ponad pół roku, a potem przejść jeszcze żmudną rehabilitację.
Do normalnych treningów piłkarskich wrócił dopiero w październiku, a pierwszy występ po przerwie zaliczył dopiero w listopadzie. W grudniu trenerskie rządy w ekipie Derby powierzono najbardziej znanemu piłkarzowi w zespole, byłemu reprezentantowi Anglii Wayne’owi Rooney’owi, a on śmiało postawiał na dwóch reprezentantów Polski jakich miał w kadrze – Kamilowi Jóźwiakowi oraz spragnionemu gry Bielikowi. Walcząca rozpaczliwie o uniknięcie degradacji drużyna Derby zaczęła zdobywać wreszcie punkty w Championship – w grudniowych spotkaniach zdobyła 12 punktów, a Bielik nie dość, że wystąpił we wszystkich spotkaniach i w każdym należał do najlepszych w drużynie, to w wygranym 4:0 meczu z Birmingham strzelił swojego debiutanckiego gola w obecnym sezonie. Jego znakomita gra została doceniona nie tylko przez Rooneya, który chwalił go regularnie, lecz jak się teraz okazało także przez kibiców.
Sytuacja Derby County mimo lepszych wyników w grudniu wciąż jest jednak trudna, bo zespół ma na koncie tylko 19 punktów i zajmuje 22. miejsce w 24-zespołowej Championship, a do niższej ligi spadają trzy ostatnie zespoły.

Nie docenili Zidane’a

Międzynarodowa Federacja Historyków i Statystyków Futbolu (IFFHS) wybrała najlepszych według swojej oceny trenerów minionej dekady. Skład Top 10 zdumiewa, bo najbardziej utytułowanego Zinedine Zidane znalazł się na 7. miejscu.

IFFHS co roku przyznaje nagrodę dla najlepszego trenera na świecie. W 2020 wyróżniła szkoleniowca Bayernu Monachium Hansiego Flicka, co było jak najbardziej słuszne, ale już ranking najlepszych trenerów minionej dekady wydaje się cokolwiek kontrowersyjny. Według IFFHS tym najlepszy był bowiem Argentyńczyk Diego Simeone, który w latach 2010-2020 wywalczył z Atletico Madryt jeden tytuł mistrza Hiszpanii, dwukrotnie wygrał Ligę Europy i dwa razy awansował do finału Ligi Mistrzów. Były to osiągnięcia niewątpliwie godne uznania, sęk w tym, że w obu finałach Champions League Atletico przegrało akurat z Realem Madryt, prowadzonym przez Zidane’a.
A nie były to przecież jedyne sukcesy francuskiego szkoleniowca w minionej dekadzie, bo pod jego wodzą „Królewscy” wygrali Ligę Mistrzów trzykrotnie z rzędu, do tego dorzucili dwa mistrzostwa Hiszpanii, Superpuchar Hiszpanii, Superpuchar Europy i Klubowe Mistrzostwo Świata. Żaden inny trener na świecie nie może pochwalić się większymi sukcesami w latach 2010/2020, może jeszcze tylko drugi rankingu IFFHS Pep Guardiola, który w tych latach prowadził zespoły Barcelony (dwa mistrzostwa Hiszpanii 2010 i 2011, Puchar Hiszpanii 2012, Liga Mistrzów 2011, Superpuchar Europy 2011 i Klubowe Mistrzostwo Świata 2011), Bayernu Monachium (trzy mistrzostwa Niemiec – 2014, 2015 i 2016, Klubowe Mistrzostwo Świata 2013, Superpuchar Europy 2013, Puchar Niemiec 2013 i 2014) i Manchesteru City (mistrzostwo Anglii 2018 i 2019, Puchar Anglii 2018).
Ale nawet trzeci w zestawieniu Juergen Klopp ma w dorobku wygranie Ligi Mistrzów, więc on też przebił osiągnięcia Simeone. A wedle IFFHS lepsi od Zidane’a byli jeszcze Jose Mourinho, Maximiliano Allegri i Unai Emery.

Odwrót Bayernu

Na początku nowego roku zespół Bayernu Monachium stracił szansę na obronę jednego z trzech trofeów wywalczonych w poprzednim sezonie. Bawarska ekipa odpadła po porażce w rzutach karnych z drugoligowym Holstein Kiel.

Zespół Holstein Kiel po 15. kolejkach zajmuje w 2. Bundeslidze trzecią lokatę z dorobkiem 29 punktów, ale ma tylko jeden punkt straty do lidera rozgrywek Hamburgera SV i tryle samo „oczek” co drugie w tabeli VfL Bochum. Ale chociaż zespół z Kolonii zalicza się do drugoligowej czołówki i ma aspiracje do pierwszego w historii awansu do niemieckiej ekstraklasy, to chyba nikt nie stawiał na wygraną kolończyków w starciu wielkim Bayernem.
Trener bawarskiej jedenastki Hansi Flick dokonał roszad w składzie i dał szanse gry tym, którzy częściej siedzą na ławce rezerwowych. Poza podstawowym składem znalazł się więc między innymi Robert Lewandowski, którego na środku ataku zastąpił Thomas Mueller. „Lewy” ostatecznie jednak wszedł na boisko, ale dopiero w 74. minucie przy wyniku 2:1 dla Bayernu, ale musiał zasuwać także przez 30 minut dogrywki i jeszcze wykonać „jedenastkę” w konkursie rzutów karnych. Wszystko na darmo.

Euro tylko w Londynie?

Na razie europejska federacja piłkarska zapewnia, że zamierza zorganizować Euro 2021 w 12 krajach, ale po cichu szykuje inne warianty. Jednym z dyskutowanych jest rozegranie całego turnieju w Londynie.

Coraz wyraźniej widać, że pandemii koronawirusa mimo pojawienia się szczepionek nie uda się zdławić do czerwca tego roku, zatem przeprowadzenie turnieju w 12 krajach może okazać się niemożliwe. Dlatego władze UEFA rozważają przeniesienie całego turnieju do jednego kraju. Chętnych na zorganizowanie imprezy nie brakuje – gotowość wyraziły już Rosja i Niemcy. Na to jednak nie chcą przystać Anglicy, którzy w starej formule mieli gościć u siebie półfinały i finał. Jak donosi hiszpański dziennik „Mundo Deportivo” angielska federacja zgłosiła UEFA gotowość zorganizowania całego turnieju tylko w Londynie.
Stolica Wielkiej Brytanii jako jedyne miasto w Europie ma do tego wystarczającą infrastrukturę piłkarską, bo dysponuje aż pięcioma stadionami najwyższej V kategorii UEFA (Wembley, Emirates Stadium, Olympic Stadium, Stamford Bridge i White Hart Lane) oraz kilkadziesiąt mniejszych obiektów, które mogą służyć jako obiekty treningowe.

Skazany na śmierć

Federacja zapaśnicza w Iranie stara się powstrzymać wykonanie wyroku kary śmierci na Mehdim Alim Hoseinim. 29-letni zapaśnik pięć lat temu został oskarżony o morderstwo, chociaż nie ma dowodów, że był sprawcą.

Mehdi Ali Hosseini został aresztowany w 2015 roku. Zapaśnik został oskarżony o morderstwo, po tym jak razem z kilkoma osobami wziął udział w bójce, w wyniku której zginęła jedna osoba. Dochodzenie nie wykazało bezspornie, kto z uczestników bójki popełnił zbrodnię, ale winą obciążono Hoseiniego. Irańska opozycja twierdzi, że była to zemsta władz tego kraju za krytyczne wypowiedzi sportowca pod jej adresem. Wedle obowiązującego w Iranie prawa anulować karę śmierci może jedynie akt łaski ze strony rodziny ofiary. Hoseiniemu krewni zabitego w bójce jednak nie darowali i w tej sytuacji czeka go egzekucja. Za sportowcem wstawił się wiceprezes Irańskiej Federacji Zapaśniczej Hamid Sourian i wielu znanych postaci ze świata sportu.
Światowe media przypominają jednak, że dwa lata temu inny znany irański zapaśnik, Navid Afkari, także skazany na karę śmierci, mimo apeli MKOl i światowej federacji zapaśniczej został stracony.

Biało-czerwoni pograją w Egipcie

Od środy w Egipcie rozgrywane są 27. mistrzostwa świata w piłce ręcznej mężczyzn. Uczestniczy w nim także reprezentacja Polski, która w pierwszej fazie zmagań trafiła do grupy B z drużynami Hiszpanii, Tunezji i Brazylii. Pierwsze spotkanie biało-czerwoni rozegrają w piątek 15 stycznia z Tunezyjczykami. Turniej potrwa do 31 stycznia.

Pandemia koronawirusa wciąż paraliżuje świat sportu, ale mimo sanitarnych obostrzeń zaplanowane z dużym wyprzedzeniem wielkie imprezy dochodzą jednak do skutku. Jedną z nich są rozpoczęte w minioną środę w Egipcie mistrzostwa świata piłkarzy ręcznych. Uczestnicy zmagań nie mogą jak na razie skupić się w pełni na sportowej rywalizacji, bo wszyscy śledzą z niepokojem wyniki testów na obecność Covid-19. Obawy wydają się uzasadnione, bowiem podejście gospodarzy turnieju do zagrożenia epidemicznego mocno się różni od oczekiwań przyjezdnych ekip, zwłaszcza europejskich. Na warunki pobytu w Egipcie najbardziej psioczą aktualni wicemistrzowie świata, Norwegowie. Ich gwiazda, Sander Sagosen, w wypowiedzi dla norweskich mediów skrytykował organizatorów za luźne podejście do zasad bezpieczeństwa. „Do tej pory wszystko tu jest parodią bańki epidemicznej, w jakiej mieliśmy zostać umieszczeni. Ludzie wchodzą do naszego hotelu bez żadnej kontroli, wszystkie drużyny jedzą posiłki wspólnie. Jesteśmy w szoku” – żalił się Sagosen.
A w Egipcie mimo pandemii codzienne życie toczy się niemal jak w normalnych czasach. Dość powiedzieć, że organizatorzy turnieju chcieli nawet wpuścić na trybuny kibiców. Ekipy Norwegii, Szwecji, Danii, Niemiec oraz Austrii wysłały jednak list protestacyjny do władz IHF z żądaniem zapewnienia bezpieczeństwa w miejscach, gdzie przebywają zawodnicy oraz gdzie rozgrywane będą mecze.
Egipcjanie byli bardzo zdeterminowani, żeby wpuścić kibiców na trybuny, ale po obradach komitetu organizacyjnego, na czele którego stanął sam szef IFH Hassan Moustafa, podjęto jednak decyzję o rozegraniu turnieju bez udziału publiczności. Zainteresowanie nim w Egipcie mocno przez to osłabło, na co skarżą się zwłaszcza sprzedawcy przygotowanych z okazji imprezy pamiątek. Nawet oficjalna maskotka imprezy, „Horus”, nie cieszy się oczekiwanym powodzeniem.
Covid-19 nie odpuszcza
Z powodu dużej liczby zakażeń w kadrach zespołów z mistrzostw wycofały się w ostatniej chwili reprezentacje Czech i Stanów Zjednoczonych. Ich miejsca zajęły zespoły Macedonii Północnej i Szwajcarii, co nie zmieni jednak faktu, że po wycofaniu ekipy USA, jedynego przedstawiciela Ameryki Północnej i Karaibów, turniej w Egipcie mistrzostwami świata będzie już tylko z nazwy. Inna sprawa, że Amerykanie, którzy w Egipcie mieli zagrać w światowym czempionacie o dwudziestoletniej przerwie, w rankingu IHF byli niżej od zastępującej ich Szwajcarii, można zatem uznać, że koronawirus wyprostował efekt kombinacji przy zielonym stoliku. Helweci trafili jednak do grupy E, w której już były trzy europejskie zespoły, wszystkie wyżej notowane od nich. W ubiegłorocznych mistrzostwach Europy Norwegia była trzecia, Austria ósma, a Francja czternasta, natomiast szwajcarski zespół zajął w tej imprezie 16. lokatę. Druga z dokooptowanych w ostatniej chwili drużyn, Macedonia Północna, trafiła natomiast do grupy G z Chile, Egiptem i Szwecją.
W przededniu rozpoczęcia mistrzostw niemiecka agencja DPA doniosła, że rezygnację z turnieju rozważa też debiutująca w światowym czempionacie ekipa Republiki Zielonego Przylądka, w której wykryto kilka przypadków zakażeń koronawirusem. Na jej decyzję czekali z niecierpliwością gotowi do zastępstwa Holendrzy – 17. drużyna ubiegłorocznego Euro. Również Brazylijska Konfederacja Piłki Ręcznej poinformowała o wykryciu zakażenia u dwóch kolejnych członków swojej ekipy, co z poprzednimi pięcioma przypadkami już można uznać za ognisko wirusa.
Decyzja co do startu Brazylijczyków w Egipcie jest istotna także dla polskiej drużyny, bo biało-czerwoni są w jednej grupie z canarinhos. W naszej ekipie z powodu zakażenia Covid-19 do Egiptu nie mógł pojechać obrotowy naszego zespołu Kamil Syprzak. Jego miejsce zajął Mateusz Piechowski, ale nic mu nie ujmując, raczej nie wypełni luki po doświadczonym Syprzaku, który obecnie jest zawodnikiem Paris Saint-Germain HB, a wcześniej występował w zespole FC Barcelona Lassa
Na co stać biało-czerwonych?
Jak znaczący wpływ może mieć strata Syprzaka, przekonamy się już w pierwszych trzech meczach naszej reprezentacji w turnieju: w piątek 15 stycznia z Tunezją, w niedzielę 17 stycznia z Hiszpanią i we wtorek 19 stycznia z Brazylią, jeśli nie wycofa się z rywalizacji.
Czternaście lat temu nasi piłkarze ręczni w wielkim stylu wywalczyli srebrny medal na mistrzostwach świata w Niemczech, przegrywając w finale z gospodarzami turnieju 24:29. Ale najlepsi gracze z tamtego pokolenia szczypiornistów zakończyli już kariery, a obecna reprezentacja Polski przechodzi wymianę pokoleniową, którą przeprowadza trener Patryk Rombel. Selekcjoner biało-czerwonych nie chciał przed mistrzostwami składać żadnych obietnic, poza tym, że jego wybrańcy będą walczyć o dobry wynik z całych sił.
„Spędziliśmy ostatnio jako kadra sporo czasu na wspólnych treningach. Moim zdaniem jest już jakaś chemia w tym zespole i chęć odniesienia sukcesu” – twierdzi trener Rombel.
Reprezentacja Polski w styczniu rozegrała z Turcją dwa mecze eliminacyjne do przyszłorocznych mistrzostw Europy, oba pewnie wygrała (29:24 na wyjeździe i 35:24 u siebie). A jak wiadomo, każde zwycięstwo, nawet z niżej notowanym rywalem jak Turcja, potrafią zawodników „pozytywnie nakręcić”.
Czego powinniśmy oczekiwać po występie biało-czerwonych w Egipcie? Na pewno awansu do drugiej fazy turnieju, bo z każdej grupy do dalszych gier kwalifikują się po trzy najlepsze drużyny. Faworytami do pierwszego miejsca w „polskiej” grupie są Hiszpanie, ale z Brazylijczykami i Tunezyjczykami nasi szczypiorniści na pewno są w stanie wygrać.
Zespół jest głodny uznania, zawodnicy chcieliby dorównać reprezentacji, która zdobywała medale na najważniejszych imprezach i cieszyła się sympatią kibiców. Na to jednak, że przywiozą z Egiptu medal, nie mamy co liczyć. Oby tylko nie skompromitowali się odpadnięciem z turnieju już po fazie grupowej, bo to byłby jednak straszy wstyd.

Kadra Polski:
Bramkarze:
Adam Morawski (Orlen Wisła Płock), Mateusz Kornecki (Łomża Vive Kielce), Piotr Wyszomirski (Grundfos Tatabanya,Węgry).
Rozgrywający:
Tomasz Gębala, Szymon Sićko, Michał Olejniczak (wszyscy Łomża Vive Kielce), Kacper Adamski, Maciej Pilitowski (obaj Energa Kalisz), Arkadiusz Ossowski (MMTS Kwidzyn), Rafał Przybylski (Azoty Puławy), Maciej Majdziński (Bergischer HC, Niemcy), Piotr Chrapkowski (SC Magdeburg, Niemcy).
Skrzydłowi:
Jan Czuwara (Górnik Zabrze), Przemysław Krajewski, Michał Daszek (obaj Orlen Wisła Płock), Arkadiusz Moryto (Łomża Vive Kielce).
Obrotowi:
Dawid Dawydzik (Azoty Puławy), Patryk Walczak (Vardar Skopje, Macedonia Północna), Maciej Gębala (DHfK Lipsk, Niemcy), Mateusz Piechowski (CB Ademar Leon, Hiszpania).

Zwycięstwo Hurkacza w turnieju na Florydzie

Hubert Hurkacz wygrał drugi w swojej karierze turnieju ATP. 23-letni polski tenisista w miniona środę pokonał w finale ATP Delray Beach na Florydzie 20-letniego Amerykanina Sebastiana Kordę 6:3, 6:3. Za zwycięstwo otrzymał 31 tysięcy dolarów oraz auto marki BMW. Dzięki zdobytym punktom w najnowszym notowaniu awansuje na 28. miejsce na światowej liście. A to zapewni mu rozstawienie w Australian Open.

Hurkacz w turnieju w Delray Beach został rozstawiony z numerem czwartym, dzięki czemu miał wolny los w pierwszej rundzie. W drodze do finału pokonał kolejno Kolumbijczyka Daniela Elahiego Galana, Ekwadorczyka Roberto Quiroza, w półfinale rozprawił się z Amerykaninem Christianem Harrisonem. Z żadnym z tych zawodników Polak nie stracił nawet seta, ale też trzeba zaznaczyć, że byli to gracze spoza Top 100 światowego rankingu.
Finałowy przeciwnik Hurkacza, Sebastian Korda, jest aktualnie sklasyfikowany w rankingu ATP na 119 miejscu, ale ten 20-letni amerykański tenisista jest synem znakomitego przed laty czeskiego tenisisty Petra Kordy, który jednak zakończył sportową karierę w niesławie. Podczas kontroli dopingowej w wielkoszlemowym Wimbledonie w 1998 roku wykryto u niego nandrolon. Został zdyskwalifikowany i nie wrócił już do zawodowego tenisa. Ale zdążył zarobić na korcie ponad 10 milionów dolarów. Jeszcze jako zawodnik zamieszkał w USA, w Bradenton na Florydzie, gdzie znajduje się słynny ośrodek tenisowy. Tam też tenisowego abecadła uczył się jego syn. Cenioną tenisistką, przynajmniej w Czechosłowacji, a potem w Czechach, była też matka Sebastiana, Regina Rajchrtova. Nie wygrała co prawda żadnego turnieju WTA, ale reprezentowała Czechosłowację na igrzyskach w Seulu oraz w Pucharze Federacji, a przez pięć lat utrzymywała się w pierwszej setce rankingu WTA. Najwyżej była w 1991 roku – na 26. miejscu.
Sebastian poszedł w ślady rodziców. Ma za sobą udaną karierę juniorską, ale dopiero w poprzednim sezonie znacząco awansował w rankingu. W pojedynku z Hurkaczem nie miał jednak wiele do powiedzenia. Wrocławianin popisywał się widowiskowymi zagraniami i pewnie wygrał 6:3, 6:3. Dzięki tej wygranej awansuje na 28. miejsce w rankingu ATP i wyrówna swój najlepszy wynik w karierze z lutego 2020 roku. Teraz nasz tenisista przeniesie się do Australii, gdzie po odbyciu kwarantanny na początku lutego zagra w turnieju w Melbourne, a 8 lutego wystartuje w Australian Open. Jeszcze przed finałowym meczu w Delray Beach było wiadomo, że Hurkacz w imprezie na kortach Melbourne Park znajdzie się w grupie 32 rozstawionych graczy, bo z turnieju wycofało sie kilku wyżej od niego notowanych zawodników – Chilijczyk Cristian Garin, Szwajcar Roger Federer, Francuzi Lucas Pouille i Jo-Wilfried Tsonga oraz Amerykanin John Isner. Lista rozstawionych graczy w pierwszym w tym roku turnieju Wielkiego Szlema zostanie ustalona na podstawie notowania z 1 lutego.

Będą tłumy pod Wielka Krokwią?

W najbliższy weekend Zakopane będzie gospodarzem zawodów Pucharu Świata w skokach narciarskich. Tegoroczna edycja ma się odbyć bez udziału kibiców, ale z tym organizatorzy mogą mieć problem, bo rozzłoszczeni lockdownem mieszkańcy stolicy Tatr grożą tłumnym przybyciem pod Wielka Krokiew mimo zakazów władz.

Puchar Świata w stolicy Tatr od lat był wielkim świętem sportu, a na zawody ściągali fani z całego kraju. Tym razem, z uwagi na wprowadzone przez rząd obostrzenia, będzie jednak inaczej – trybuny pozostaną zamknięte, a zamrożenie działalności noclegowej powinno sprawić, że nawet ci najbardziej zdeterminowani fani nie będą w stanie w Zakopanem się pojawić. O pozostanie w domach apeluje komitet organizacyjny zawodów, a policja przypomina, że w przypadku stwierdzenia łamania przepisów sanitarnych, będzie wystawiać mandaty. „Będziemy sprawdzać maseczki i zachowanie dystansu społecznego” – informował rzecznik prasowy zakopiańskiej policji, Roman Wieczorek, cytowany przez „Tygodnik Podhalański”.
Te zapowiedzi wywołały jednak u mieszkańców Zakopanego zbiorową złość i skłoniło ich do buntu, bo na wszelkie możliwe sposoby zapraszają fanów skoków do przyjazdu i obiecują, że każdego przyjmą z otwartymi ramionami. Już podczas inaugurujących sezon konkursów w Wiśle, także rozegranych przy zamkniętych trybunach, w okolicach skoczni zgromadziły się duże grupy kibiców. Wiele wskazuje na to, że mimo jeszcze bardziej restrykcyjnych niż wtedy obostrzeń, tym razem może być podobnie, a może nawet gorzej, bo w internecie pojawiły się też propozycje zbiorowego zlekceważenia zakazów i wejścia na teren Wielkiej Krokwi. Napięta atmosfera w Zakopanem i okolicach nie dziwi, bo właściciele hoteli, pensjonatów i kwater prywatnych zwykle dobrze zarabiali na kibicach licznie przybywających tu na zawody Pucharu Świata. A że sytuacja w turystyce i gastronomii w dobie pandemii jest coraz bardziej katastrofalna, kolejna utrata możliwości zarobkowania rodzi społeczny bunt. Burmistrz Zakopanego z kolei poprosił kibiców, żeby nie przyjeżdżali w ten weekend do miasta. Czy jego prośba poskutkuje, przekonamy się zapewne dopiero w sobotę gdy zacznie się konkurs drużynowy. Nie będzie też rewanżu na niemieckiej ekipie za przepychanki z wynikami testów polskiej ekipy przed pierwszym konkursem w Turnieju Czterech Skoczni. Organizatorzy konkursu w Zakopanem nie przeprowadzą zawodnikom testów na obecność koronawirusa przed rozpoczęciem zawodów. „Wszyscy uczestnicy zawodów, którzy przyjadą do Zakopanego, muszą mieć aktualne testy, nie starsze niż wykonane 72 godziny wcześniej” – poinformował na antenie TVP Sport sekretarz generalny Polskiego Związku Narciarskiego Jan Winkiel.
Teren Wielkiej Krokwi zostanie podzielona na trzy sektory. W strefie pierwszej będą przebywać skoczkowie i trenerzy. Osoby, które będą miały z nimi kontakt: kierowcy, katering, wolontariusze, mają od nas zapewnione testy. Pracować będą osoby wyłącznie z negatywnymi wynikami, tak żeby skoczkowie czuli się bezpiecznie. Strefa druga przeznaczona jest dla dziennikarzy. Przed odebraniem akredytacji będą musieli pokazać negatywny wynik testu antygenowego. Trzecia grupa to osoby pracujące na obiekcie, tzw. deptacze. Nie będą mieli kontaktu ze skoczkami i trenerami, więc od nich testy nie będą wymagane. Mają tylko natychmiast zgłaszać jeśli zauważą u siebie jakieś niepokojące objawy choroby.
Na liście startowej znalazło się 58 skoczków z 13 państw, ale w sobotnim konkursie drużynowym wystart uje tylko dziewięć ekip: Włochy, Finlandia, Szwajcaria, Japonia, Słowenia, Austria, Niemcy, Norwegia oraz Polska.
Najwięksi nieobecni to Szwajcar Simon Amman oraz Austriak Stefan Kraft, który swoją absencję zapowiedział już wcześniej. W Zakopanem nie zobaczymy także żadnego skoczka z Rosji. W kwalifikacjach do niedzielnego konkursu indywidualnego wystąpi 56 skoczków. Niemcy zgłosili siedmiu zawodników, a w pucharowych zawodach startować może tylko sześciu. Z kolei Francesco Cecon – syn doskonale znanego również w Polsce Roberta – nie posiada jeszcze prawa do rywalizowania w indywidualnych konkursach rangi PŚ. Zobaczymy go jedynie w drużynówce.
Biało-czerwoni wystąpią w składzie: Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Andrzej Stękała, Jakub Wolny, Paweł Wąsek i Klemens Murańka. Trener kadry Michal Doleżal czwórkę zawodników na sobotnie zawody drużynowe ma podać po piątkowych kwalifikacjach do niedzielnego konkursu indywidualnego.

48 godzin sport

Klich szaleje w Premier League
Branżowy portal piłkarski whoscored.com opublikował ranking zawodników, którzy w obecnym sezonie Premier League legitymują się największą liczbę udanych podań piłki w okolicach pola karnego przeciwnika. Najlepszy pod tym względem okazał się pomocnik Aston Villi Jack Grealish, który ma takich zagrań na koncie 324. Tuż za nim w zestawieniu z wynikiem 313 podań uplasował się występujący w Leeds United reprezentant Polski Mateusz Klich (na zdjęciu). Trzecie miejsce w tej klasyfikacji zajmuje lewy obrońca Liverpoolu Andrew Robertson (302 podania). Obecność Klicha w takim doborowym towarzystwie jest jego dużym indywidualnym sukcesem, zwłaszcza że w rankingu whoscored.com za jego plecami znaleźli się kilku światowej klasy pomocników – Kevin De Bruyne, Bruno Fernandes czy Thiago Alcantara. Nasz reprezentacyjny piłkarz należał do filarów zespołu beniaminka Premier League jeszcze w Championship, a po awansie do najwyższej angielskiej ligi nadal jest podstawowym graczem. Trener Marcelo Bielsa wystawiał go do gry we wszystkich 17 ligowych kolejkach. Klich strzelił jak na razie dwa gole i zaliczył pięć asyst, a ekipa Leeds zajmuje w Premier League 12. miejsce, mając 11 punktów przewagi nad zespołami ze strefy spadkowej i tylko sześć straty do czwartego Tottenhamu.

Żałoba w środowisku piłkarskim Arki Gdynia
W minioną środę wieku 68 lat zmarł znakomity przed piłkarz Arki Gdynia Franciszek Bochentyn. W latach 1974-1982 w barwach gdyńskiego zespołu rozegrał 156 meczów w ekstraklasie, w których strzelił jednego gola. Debiutował 27 kwietnia 1974 roku w wygranym 1:0 meczu z Hutnikiem Kraków, ostatni mecz rozegrał 1 maja 1982 roku przeciwko Widzewowi Łódź. Uważany była za jednego z najlepszych obrońców w historii Arki, z którą w 1979 roku zdobył Puchar Polski. Został wybrany do jedenastki 80-lecia gdyńskiego klubu.

Ustalono datę rewanowej walki Whyte – Powietkin
Rosyjski pięściarz Aleksander Powietkin (36-2-1, 25 KO) 22 sierpnia ubiegłego roku znokautował w piątej rundzie faworyzowanego Brytyjczyka Dilliana Whyte’a (27-2, 18 KO). Do rewanżowego pojedynku tych bokserów miało dojść już 21 listopada w Wielkiej Brytanii, ale z powodu pozytywnego wyniku na obecność koronawirusa u rosyjskiego pięściarza starcie przełożono. Datę drugiego starcia Powietkina z Whyte’em wyznaczono na 6 marca tego roku, o czym poinformował szef grupy promotorskiej Matchroom Boxing Eddie Hearn.

Neymar zapewnił PSG pierwsze trofeum w tym sezonie
Paris Saint-Germain pokonał Olympique Marsylia 2:1 w meczu o Superpuchar Francji. Bramki dla zwycięskiej drużyny zdobyli Mauro Icardi w 39. minucie oraz Neymar w 85. Dla brazylijskiego gwiazdora był to pierwszy w tym roku występ w paryskim zespole. Zespół PSG wywalczył PSG Superpuchar Francji po raz dziesiąty w historii.

Plany startowe Igi Świątek w Australii
Iga Świątek w minioną środę poleciała do Australii, gdzie w trakcie obowiązkowej dwutygodniowej kwarantanny najpierw będzie trenować w parze z Ukrainką Jeleną Switoliną, a następnie w kwartecie, do którego dołączą Białorusinka Wiktoria Azarenka i Rosjanka Daria Kasatkina. Nasza tenisistka została zgłoszona do poprzedzających wielkoszlemowy Australian Open turniejów w Melbourne rangi WTA 500: Gippsland Trophy i Yarra Valley Classic. Odbędą się w tym samym terminie, 31 stycznia – 6 lutego. Świątek oczywiście zagra tylko w jednym z nich – do obu turniejów jest jedna lista startowa. Dla mistrzyni French Open 2020 będzie to pierwszy występ od 10 października, czyli od finałowego pojedynku z Sofią Kenin w Paryżu. Australian Open potrwa od 8 do 20 lutego, ale dla zawodniczek, które odpadną w pierwszych rundach, odbędzie się w Melbourne turniej WTA 250 Phillip Island Trophy (13-19 lutego). Świątek na wszelki wypadek także została do niego zgłoszona.

Boiskowy Matuzalem z Japonii

Japoński piłkarz Kazuyoshi Miura, 88-krotny reprezentant swojego kraju, przedłużył o rok kontrakt z klubem J-League z Yokohama FC. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie to, że ten zawodnik ma 54 lata.

Miura strzelił w reprezentacji Japonii 55 goli w 89 meczach i wśród kibiców ma taką renomę, jak skoczek narciarski Noriaki Kasai, wciąż aktywny jako zawodnik mimo 47 lat na karku. 54-letni piłkarz w zespole Yokohama FC występuje od 17 lat, ale po raz ostatni gola w oficjalnym występie strzelił w 2017 roku. Miał wtedy 50 lat i 14 dni, więc ustanowił nowy rekord zostają najstarszym strzelcem gola w w historii japońskiego futbolu profesjonalnego.
Nowy sezon będzie jego 36. w zawodowej karierze, którą rozpoczął w brazylijskim Santosie w 1986 roku. Miura grał na czterech kontynentach – w Europie bronił barw Genoi i Croatii Zagrzeb. W latach 1990-2000 był reprezentantem Japonii, a w 1993 roku został pierwszym piłkarzem tego kraju, który otrzymał nagrodę azjatyckiej konfederacji dla najlepszego zawodnika kontynentu. Ćwierć wieku temu Miura strzelił gola w towarzyskim meczu z Polską, wygranym przez Japonię 5:0.