Lotto Ekstraklasa: Frekwencja słabnie

Ostatnia, 30. kolejka sezonu zasadniczego naszej piłkarskiej ekstraklasy nie wzbudziła rekordowego zainteresowania. Kibice dopisali tylko w Warszawie, bo na meczu Legii z Pogonią stawiło się ich ponad 22 tysiące. Najgorzej było w Sosnowcu, gdzie na spotkanie Zagłębia z Wisłą Płock przybyło ledwie trzy tysiące fanów.

Wszystkie mecze 30. kolejki rozegrano w sobotę i rozpoczęto je o tej samej porze. Warunki pogodowe też były mniej więcej jednakowe w całym kraju. Na żadnym z ośmiu stadionów nie odnotowano kompletu widzów. Największe zainteresowania wzbudziła rywalizacja zespołów, które walczą o mistrzostwo Polski. Na mecz Legii z Pogonią przyszło 22 666 osób, a potyczkę Cracovii z Lechią obejrzało w Krakowie 10 765 widzów. Oba obiekty mogą pomieścić jednak więcej kibiców – stadion Legii przy Łazienkowskiej w Warszawie ma 33 000 miejsc, a „Pasów” ponad 15 tysięcy. Frekwencja na poziomie dwóch trzecich pojemności trybun przynajmniej nie sprawia wrażenia pustki na widowni, czego nie dało się powiedzieć w przypadku meczów Lecha Poznań z Jagiellonią Białystok czy Śląska Wrocław z Górnikiem Zabrze. Na poznańskim stadionie mogącym pomieścić ponad 42 tysiące widzów w sobotnie popołudnie zjawiło się 10 824 kibiców, a na wrocławskim obiekcie, także arenie Euro 2012 z trybunami na ponad 42 tysiące miejsc, sprzedano zaledwie 7616 wejściówek.

Na innych stadionach wcale nie było lepiej. Znakomite wyniki zespołu Piasta nie przekładają się na frekwencję w meczach tej drużyny rozgrywanych w Gliwicach. Dowodem sobotnie spotkanie z Korona Kielce, na które wybrało się 4410 fanów, a obiekt może pomieścić trzy razy więcej osób. Kompletu nie było też w Lubinie, bo na nowoczesnym stadionie Zagłębia zwycięską potyczkę „Miedziowych” z krakowską Wisłą obejrzało tylko 6129 widzów, a mogło ponad 10 tysięcy.
Najlepszą frekwencję w rundzie zasadniczej może się pochwalić Wisła Kraków (średnia widzów po 15 meczach – 17 619). Kolejne miejsca zajmują: Górnik (13 198), Lech (12 534), Jagiellonia (9593), Śląsk (9354), Arka Gdynia (7103), Korona (7036), Pogoń (6941), Cracovia (6145, ale jesienią kibice bojkotowali mecze), Zagłębie Lubin (5148), Miedź Legnica (4986), Piast (4335), Wisła Płock (4146) i Zagłębie Sosnowiec (3425). Łącznie na trybunach w sezonie zasadniczym zasiadło 2 121 945 widzów, co daje średnią 8916 na jedno spotkanie.

 

Wyścig po Złotego Buta

W miniony weekend w klasyfikacji „Złotego Buta”, nagrody dla najskuteczniejszego strzelca w ligach europejskich, nie doszło do większych zmian. Chociaż nie grał, to z dużą przewagą nadal liderem jest Leo Messi. Dwaj Polacy, Robert Lewandowski i Krzysztof Piątek, nie poprawili swojego dorobku i spadli na czwartą pozycję.

Obu polskich napastników z najniższego stopnia podium zepchnął włoski weteran Fabio Quagliarella z Sampdorii Genua, który zaliczył trafienie w wygranym przez jego zespół 2:0 w derbowym meczu z Genoą. 36-letni napastnik zdobył w tym spotkaniu z karnego swoją 22. bramkę w tym sezonie i objął samodzielne prowadzenie w klasyfikacji strzelców Serie A. Wiceliderem tego zestawienia jest Krzysztof Piątek, który w miniony weekend nie poprawił swojego strzeleckiego dorobku w meczu Lazio Rzym, wygranym przez AC Milan po rzucie karnym 1:0. Przy tej okazji polski napastnik przekonał się, że w mediolańskim klubie nikomu nie zależy na tym, żeby zdobył tytuł króla strzelców, bo trener i koledzy nie dali mu egzekwować „jedenastki”.

Na szczęście Quagliarella daleko nie odskoczył, a zajmujący miejsca za plecami Piątka snajperzy też nie powiększyli bramkowych kont – Kolumbijczyk Duvan Zapata z Atalanty Bergamo nic nie ustrzelił w spotkaniu z Empoli, bo wszystkie jego strzały zatrzymał genialnie spisujący się w bramce rywali Polak Bartłomiej Drągowski. Natomiast czwarty w klasyfikacji włoskich snajperów, a szósty w zestawieniu „Złotego Buta” Cristiano Ronaldo (19 goli) odpoczywał przed wtorkową potyczką z Ajaksem Amsterdam w Lidze Mistrzów.

Z zawodników znajdujących się w czołówce wyścigu po „Złotego Buta” trafienia w miniony weekend zaliczyło jedynie trzech. Oprócz wspomnianego już Quagliarellai jeszcze dwaj gracze Liverpoolu – Egipcjanin Mohamed Salah i Senegalczyk Sadio Mane, których bramki dały „The Reds” wygraną 2:0 w starciu z Chelsea Londyn.

Poturbowany mocno w pierwszym spotkaniu 1/4 finału Ligi Mistrzów z Manchesterem United Leo Messi nie pojawił się w kadrze meczowej Barcelony w ligowym spotkaniu z Huesca, sensacyjnie zremisowanym przez „Dumę Katalonii” 0:0. Argentyński gwiazdor mógł sobie jednak pozwolić na absencję, bo prowadzi z dorobkiem 33 goli i 66 punktów. Drugi w klasyfikacji „Złotego Buta” Francuz Kylian Mbappe nie wykorzystał okazji na zmniejszenie dystansu do lidera, bo nic nie ustrzelił w przegranym przez Paris Saint-Germain aż 1:5 meczu z OSC Lille i pozostał przy dorobku 27 trafień i 54 punktów. Lewandowski i Piątek mają po 21 goli i 42 pkt na koncie, co daje im aktualnie czwartą lokatę w wyścigu o „Złotego Buta”, a od Messiego i Mbappe oddziela ich Quagliarella z dorobkiem 22 goli i 44 pkt.

 

Kubica listkiem figowym Williamsa

Frank Williams obchodził w miniony wtorek 77. urodziny. Twórca brytyjskiego teamu Formuły 1 nie miał jednak zbyt wielu powodów do świętowania. W tym sezonie jego ekipa jest pośmiewiskiem dla kibiców i rywali. Bardziej od niego cierpi chyba tylko Robert Kubica, bo Polak nie tak sobie wyobrażał swój powrót do Formuły 1.

Interesującą diagnozę kłopotów zespołu z Grove po słabiutkim występie w Grand Prix Chin postawił mistrz świata F1 z 1997 roku Jacques Villeneuve. Znakomity przed laty kanadyjski kierowca, który tytuł wywalczył właśnie w barwach Williamsa, stwierdził, że obecne problemy tego teamu są spowodowane jego wejściem na giełdę papierów wartościowych. „Z tego powodu wszystko, co robią, jest poddawane ocenie akcjonariuszy, a dla nich najważniejszym aspektem działalności jest wypracowanie zysku. A to jak wynika z giełdowego raportu Williamsowi się udało, bo firma chwali się, że w ubiegłym roku zarobiła szesnaście milionów dolarów. Co to oznacza w praktyce, widzimy teraz na wyścigowych torach. Skoro w kasie zostało tak dużo pieniędzy, można się domyślić, że nie wydano ich na rozwój bolidów i zespołu wyścigowego. Kierownictwo Williamsa nie chce wygrywać w Formule 1, a jedynie spełniać oczekiwania akcjonariuszy” – ocenił sytuacje Villeneuve. Trudno nie przyznać racji Kanadyjczykowi.

Rozprężenie w zespole Williamsa widoczne jest na każdym kroku i w każdym niemal aspekcie wyścigowego spektaklu. Choćby w jakości pracy zespołu serwisowego w pit-stopach. Pod tym względem ekipy też ze sobą rywalizują i prowadzona jest nawet osobna klasyfikacja – DHL Fastest Awards, która na zakończenie roku wyłania ekipę prezentująca najlepsze tempo podczas wymiany ogumienia na przestrzeni całego sezonu. Podczas dwóch poprzednich wyścigów, GP Australii i GP Bahrajnu, ekipa z Grove trzymała wysoki poziom i pod względem osiąganych czasów obsługi bolidów utrzymywała miejsce w czołówce stawki. Podczas GP Chin w Szanghaju także w tej dziedzinie zaliczyła spektakularną porażkę, bo żaden z jej postojów nie znalazł się w punktowanej dziesiątce. Co ciekawe, bardziej poszkodowany okazał się Kubica, którego mechanicy przytrzymali w pit-stopie aż osiem sekund. Standardowe czasy wynoszą nieco ponad dwie sekundy, a zatem wyraźnie widać, jaki regres zanotował Williams. Dużo lepiej wyglądały dwa postoje Russella, które trwały po cztery sekundy. Dla porównania, w Szanghaju najszybsi byli mechanicy Red Bulla, którzy mogą poszczyć się zdobyciem dwóch pierwszych miejsc. Wśród najlepszych nie było dominującej na torze ekipy Mercedesa.

Dla Kubicy ta sytuacja nie jest komfortowa, bo coraz bardziej wygląda na to, że Williams celowo skazuje go na rolę outsidera w zespole, licząc, że media z czasem zaczną zrzucać to na karb niepełnej sprawności Polaka po wypadku. Nie jest to zagrywka fair wobec kogoś, kto przyprowadził sponsora (Orlen) za 10 mln euro i zgodził się ścigać za pół miliona dolarów, czyli jedną piątą średniej stawki obowiązującej w Formule 1.

 

Narodowy w barwach Lechii

Działacze PZPN odetchnęli z ulgą. Nie zapowiada się, żeby 2 maja podczas finału Pucharu Polski Lechia Gdańsk – Jagiellonia Białystok trybuny Stadionu Narodowego w Warszawie świeciły pustkami. W Gdańsku 10 tysięcy biletów sprzedano w godzinę.

Kibice gdańskiej Lechii w tym sezonie nie mają powodów do narzekania. Po latach posuchy ich zespół w końcu walczy o najważniejsze trofea w naszym klubowym futbolu. Lechia wciąż ma szansę na wywalczenie podwójnej korony, bo po sezonie zasadniczym prowadzi w tabeli ekstraklasy, a 2 maja na Stadionie Narodowym w Warszawie zmierzy się z Jagiellonią Białystok w meczu o Puchar Polski. Gdański zespół nie ma jeszcze na koncie mistrzowskiego tytułu, ale puchar tak. Zdobył go jednak bardzo dawno temu, bo w 1983 roku, pokonując w finale rozegranym w Piotrkowie Trybunalskim Piasta Gliwice 2:1.

W tej edycji rozgrywek o Puchar Polski podopieczni trenera Piotra Stokowca wyeliminowali w drodze do finału pięciu przeciwników, ale wszystkie spotkania rozegrali na wyjeździe. Nic dziwnego, że spragnieni sukcesów kibice Lechii, którzy bardzo wierzą, że 2 maja to ich ulubieńcy zdobędą Puchar Polski, w niespełna godzinę wykupili całą przyznaną im przez PZPN pulę biletów – 10 tysięcy. Ci, którzy nie kupili wejściówek na sektor wyznaczony dla fanów Lechii, zabiegają teraz o bilety na tzw. sektory neutralne. A sądząc po zainteresowaniu meczem, 2 maja na Stadionie Narodowym w Warszawie dominować będą biało-zielone barwy.

Lechia ma w dorobku Puchar Polski, ale zdobyła go bardzo dawno temu, bo w 1983 roku jako trzecioligowiec. W rozegranym w Piotrkowie Trybunalskim finale gdańszczanie pokonali Piasta Gliwice 2:1, a potem dzielnie walczyli w Pucharze Zdobywców Pucharów z Juventusem Turyn.

Fani Jagiellonii mają świeższe wspomnienie, bo ich zespół zdobył puchar w 2010 roku, pokonując w Bydgoszczy Pogoń Szczecin 1:0.

 

Unia Leszno nadal niepokonana

Broniąca mistrzowskiego tytułu Unia Leszno po dwóch kolejkach spotkań jest jedyną niepokonaną ekipą w PGE Ekstralidze. W minioną niedzielę żużlowcy z Leszna wygrali na torze Motoarena w Toruniu z Get Well 48:42.

Zwycięstwa w drugiej kolejce ligowej odniosły też drużyny Sparty Wrocław (pokonała Falubaz Zielona Góra 49:41), GKM Grudziądz (47:43 z Włókniarzem Częstochowa) i Stali Gorzów ( 49:41 z Motorem Lublin). W tabeli na prowadzeniu znajduje się rzecz jasna niepokonana jak na razie ekipa Unii Leszno, która ma na koncie komplet czterech punktów. Za jej plecami plasują się kolejno Sparta Wrocław, Stal Gorzów, Włókniarz Częstochowa, Motor Lublin, GKM Grudziądz i Falubaz Zielona Góra. Wszystkie te zespoły mają tyle samo punktów (dwa) i o kolejności decydowały wyniki bezpośrednich potyczek. Stawkę zamyka Get Well Toruń, który po dwóch meczach ma zero punktów na koncie i bilans „małych punktów” -22. Kadra toruńskiego zespołu jest zdominowana przez zawodników zagranicznych i ten eksperyment jak na razie nie wychodzi temu klubowi na dobre. Zamiast oczekiwanej walki o czołowe lokaty, Get Well czeka raczej walka o utrzymanie w PGE Ekstralidze.

Liderem klasyfikacji najskuteczniejszych zawodników jest jeżdżący w barwach wrocławskiej Sparty Brytyjczyk Tai Woffinden (średnia biegowa 2,818 pkt). Drugi w tym prestiżowym zestawieniu jest gwiazdor reprezentacji Polski i Stali Gorzów Bartosz Zmarzlik (2,583), zaś trzecią lokatę zajmuje duński as Włókniarza Częstochowa Leon Madsen (2,546).

Program 3. kolejki:
Włókniarz Częstochowa – Motor Lublin, 26 kwietnia, godz. 18:00; Falubaz Zielona Góra – GKM Grudziądz, 26 kwietnia, godz. 20:30;
Unia Leszno – Stal Gorzów, 28 kwietnia, godz. 16:00; Sparta Wrocław – Get Well Toruń, 28 kwietnia, godz. 19:00.

 

48 godzin sport

Kontuzja Błaszczykowskiego
Plaga kontuzji w Wiśle Kraków. Po ostatniej kolejce do kontuzjowanych Macieja Sadloka i Lukasa Klemenza dołączył lider „Białej Gwiazdy” Jakub Błaszczykowski. 106-krotny reprezentant Polski zagrał w sobotnim meczu z Zagłębiem Lubin (1:3), ale grał ze złamanym palcem. Po powrocie do Krakowa piłkarz po konsultacji z klubowym lekarzem podjął decyzję o podjęciu leczenia urazu, co w praktyce oznacza, że nie zagra już w barwach Wisły do końca sezonu.

Łódzki finał w lidze kobiet
Siatkarki ŁKS Commercecon dwukrotnie pokonały Developres SkyRes Rzeszów (na wyjeździe 3:2, u siebie 3:0) i awansowały do finału Ligi Siatkówki Kobiet. W walce o mistrzowski tytułu zmierzą się z drugą z łódzkich drużyn – Grotem Budowlanymi, która w półfinale wyeliminowała broniącą trofeum ekipę Chemika Police. Będzie to pierwszy finał dwóch zespołów z jednego miasta w historii LSK. Pierwszy mecz łodzianki rozegrają 23 kwietnia.

Kadra bez zawodników
Włoskie skoki narciarskie tracą kolejnego zawodnika. Po finale Pucharu Świata w Planicy zakończenie kariery ogłosił Sebastian Colloredo, a teraz w ślady kolegi poszedł Davide Bresadola, uczestnik igrzysk olimpijskich w Turynie, Soczi i Pjongczangu. W mistrzostwach świata wystąpił cztery razy. Najlepszy wynik w Pucharze Świata osiągnął w grudniu 2014 roku w Lillehammer, kiedy to zajął 9. miejsce. Odejście Colloredo i Bresadoli to dla włoskich skoków narciarskich duży problem, bo następców nie widać. Na dodatek z kadry Włoch odchodzi trener Łukasz Kruczek, który ma poprowadzić kobiecą reprezentację Polski.

Popisowy mecz Drągowskiego
Atalanta Bergamo zremisowała u siebie z Empoli 0:0 w 32. kolejce Serie A. Bohaterem w ekipie gości był bramkarz Bartłomiej Drągowski, który według dziennika „La Gazzetta dello Sport” aż 17 razy obronił strzały zawodników zespołu gospodarzy. To nowy rekordem włoskiej ekstraklasy, w której tego typu statystyki są zbierane od 15 lat. To także najlepszy wynik bramkarza w obecnym sezonie z wszystkich występujących w pięciu najsilniejszych ligach europejskich. Drągowski w obecnych rozgrywkach zagrał w 11 meczach i trzykrotnie zachował czyste konto.

Polka najlepsza we Francji
Bramkarka żeńskiej drużyny piłkarek nożnych Paris Saint-Germain Katarzyna Kiedrzynek została wybrana do jedenastki sezonu francuskiej Division 1. Polka wpuściła 13 goli w 20 ligowych występach. Liderem rozgrywek we Francji jest drużyna Olympique Lyon, a drugie miejsce zajmuje Paris Saint-Germain.

Kibole jako dilerzy narkotyków
Kilkanaście osób Centralne Biuro Śledcze Policji aresztowało we wtorek nad ranem w wielkiej akcji przeciwko handlarzom narkotyków, głównie na południu Polski, którzy rozprowadzali je także podczas meczów piłkarskich. Wśród zatrzymanych przez CBŚP są powiązani z krakowską Wisłą pseudokibice, wśród nich były wiceprezes klubu Damian D., który ma usłyszeć zarzut kierowania zorganizowaną grupą przestępczą oraz osoby ze środowisk kibolskich Cracovii i Lechii Gdańsk. Sprawę prowadzi Wydział ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie.

Szyba wraca do polskiej ligi
Michał Szyba po pięciu latach występów w klubach zagranicznych wrócił do zespołu Azotów Puławy, którego zawodnikiem był w latach 2004-2014. W obecnym sezonie 31-letni szczypiornista reprezentował barwy francuskiego Cesson-Rennes Metropole HB, a wcześniej grał w szwajcarskim Kadetten Schaffhausen i słoweńskim Rokometni Klub Gorenje Velenje. W 2015 roku zdobył z reprezentacją Polski brązowy medal mistrzostw świata w Katarze.

Zepchnęli kolegów do Serie B
Arkadiusz Milik w 32. kolejce Serie A strzelił swojego 17. ligowego gola w obecnym sezonie, a asystę przy jego trafieniu zaliczył drugi z reprezentantów Polski grających w SSC Napoli Piotr Zieliński. Ich zespół wygrał na wyjeździe z Chievo Werona 3:1 i tym zwycięstwem na sześć kolejek przed końcem rozgrywek przesądził o degradacji drużyny z Werony, w barwach której występuje dwóch Polaków – Mariusz Stępiński i Paweł Jaroszyński. SSC Napoli z dorobkiem 67 pkt jest wiceliderem Serie A ze stratą 17 pkt do prowadzącego Juventusu Turyn (Wojciech Szczęsny) i przewagą siedmiu „oczek” nad trzecim w tabeli Interem Mediolan i dwunastu nad czwartym AC Milan (Krzysztof Piątek). Szósta jest Sampdoria Genua (Karol Linetty i Bartosz Bereszyński), 13. SPAL (Thiago Cionek), 17. Bologna (Łukasz Skorupski), a 18. Empoli (Bartłomiej Drągowski).

Grała I liga piłkarska
Wyniki 28. kolejki: Raków Częstochowa – Warta Poznań 3:0, GKS Tychy – ŁKS Łódź 0:2, Sandecja Nowy Sącz – Podbeskidzie Bielsko-Biała 2:0, GKS Jastrzębie – Stal Mielec 1:0, Puszcza Niepołomice – GKS Katowice 1:2, Chrobry Głogów – Bruk-Bet Nieciecza 0:1, Odra Opole – Stomil Olsztyn 2:2, Chojniczanka Chojnice – Garbarnia Kraków 5:1, Wigry Suwałki – Bytovia Bytów 4:2. W tabeli dwa miejsca premiowane awansem do ekstraklasy zajmują Raków (64 pkt) i ŁKS (55 pkt), natomiast trzy miejsca zagrożone spadkiem do drugiej ligi okupują Garbarnia (20 pkt) oraz Bytovia i GKS Katowice (po 29 pkt).

Kara banicji za udział w korupcji

Były szef Brazylijskiej Konfederacji Piłki Nożnej (CBF) Jose Maria Marin, skazany w ubiegłym roku na cztery lata więzienia za udział w korupcji, został dożywotnio wykluczony przez władze FIFA z wszelkiej działalności w futbolu.

Swoją decyzję w sprawie brazylijskiego działacza Komisji Etyki FIFA ogłosiła dopiero w miniony poniedziałek. Oprócz kary dożywotniego wykluczenia ze społeczności piłkarskiej 86-letni obecnie Jose Maria Marin ma jeszcze zapłacić grzywnę w wysokości jednego miliona franków szwajcarskich, ale wątpliwe by te pieniądze wpłacił na konto światowej federacji, skoro został z niej wyrzucony.

Marin w sierpniu ubiegłego roku został skazany przez sąd w Nowym Jorku za futbolową korupcję. Wraz z nim wyrok otrzymał też Argentyńczyk Juan Angel Napout. Obu udowodniono, że w czasach gdy pełnili ważne funkcje we władzach FIFA przyjmowali łapówki w zamian za podejmowanie korzystnych dla wręczających decyzje przy przyznawaniu praw marketingowych i telewizyjnych dotyczących meczów piłkarskich.

Amerykański sąd uznał Marina winnym przyjęcia łapówek w wysokości co najmniej 6,5 mln dolarów i skazał go na za to na cztery lata pozbawienia wolności. Komisja Etyki FIFA podjęła przeciwko niemu swoje własne dochodzenie i po zweryfikowaniu zarzutów wystąpiła do władz organizacji o akceptację dla wyroku bezwzględniej i dożywotniej dyskwalifikacji.

 

Rosyjski finał Euroligi

Koszykarki UMMC Jekaterynburg wygrały turniej Final Four Euroligi, którego gospodarzem był węgierski klub Sopron Basket. W decydującym spotkaniu ekipa UMMC pokonała inny rosyjski zespół, broniące tytułu Dynamo Kursk.

Drużyna z Kurska to mistrzynie Euroligi z 2018 roku, w tamtym sezonie były niepokonane od pierwszego do ostatniego spotkania, ale od 2010 roku i czasów dominacji Spartaka Region Moskwa (cztery tytuły z rzędu) żadnej innej żeńskiej drużynie nie udało się wygrać tych rozgrywek dwa i więcej razy z rzędu. W Final Four Dynamo Kursk w półfinale zmierzył się z czeskim ZVVZ USK Praga, zespołem prowadzona przez Słowaczkę Natalię Hejkovą, która pięciokrotnie wygrywała Euroligę z trzema zespołami (SCP Rużomberok, Spartakiem i ZVVZ USK). Jej doświadczenie nie wystarczyło, bo Rosjanki wygrał bez większego trudu 84:67. Z kolei zespół UMMC Jekaterynburg w drodze do finału musiał uporać się z gospodyniami turnieju z Supronu Basket, finalistkami Euroligi z poprzedniego sezonu. Węgierki po 10 minutach prowadził 24:17, ale w kolejnych kwartach przewaga koszykarek z Uralu była już przytłaczająca, wygrały je 25:15, 18:7 i 21:13, a całe spotkanie 81:59.

W meczu o trzecie miejsce lepsza okazała się drużyna ZVVZ, która pokonała Sopron 64:53. Był to przedsmak rozegranego kilka godzin później finałowego spotkania dwóch rosyjskich potęg. W pierwszych minutach broniące tytułu koszykarki z Kurska próbowały stawiać czoła rywalko z UMMC, ale z każdą minutą ich przewaga rosła, a gdy kontuzji doznała ich liderka Dynama Breanna Stewart, losy potyczki były przesądzone. Aktualne mistrzynie Rosji wypunktował najgroźniejsze rywalki i zwyciężyły 72:48. Najwięcej punktów dla ekipy UMMC zdobyła Amerykanka Courtney Vandersloot (18).

 

Puchar Narodów Afryki

W Gizie na tle Sfinksa i piramid przeprowadzono losowanie grup 32. turnieju o Puchar Narodów Afryki, który w dniach 21 czerwca – 19 lipca odbędzie się w Egipcie. Tytułu bronić będzie reprezentacja Kamerunu.

Gospodarze turnieju Egipcjanie, uważani za faworytów imprezy, trafili do grupy A, w której zmierzą się z drużynami DR Konga, Ugandy i Zimbabwe. To jedna z najmocniejszych grup w 32. Pucharze Narodów Afryki, ale „Faraonowie” ze znakomitym Mohamedem Salahem nie przewidują problemów w tej fazie rozgrywek, skoro mierzą w zdobycie najważniejszego piłkarskiego trofeum na kontynencie afrykańskim. Egipcjanie mają na koncie siedem zwycięstw w turniejach PNA, ale po raz ostatni wygrali w 2010 roku. Na swoim terenie już kiedyś zdobyli Puchar Narodów Afryki, jako gospodarz turnieju w 2006 roku.
W innych grupach nie brakuje jednak mocnych zespołów. W grupie D w trudnej sytuacji będzie trener drużyny Maroka Herve Renard, bo jego obecny zespół będzie rywalizował z ekipa Wybrzeża Kości Słoniowej, z którą ten francuski szkoleniowiec w 2015 roku zdobył PNA.

Broniący trofeum zdobytego dwa lata Kamerun zagra w grupie F. Zespół tego kraju, prowadzony obecnie przez znakomitego przed laty holenderskiego piłkarza Clarence Seedorfa, zmierzy się z Ghaną, Beninem i Gwineą-Bissau. Tegoroczny turniej po raz pierwszy zostanie rozegrany z udziałem 24 reprezentacje. Awans do 1/8 wywalczą zdobywcy pierwszych i drugich miejsc oraz cztery zespoły z najlepszym bilansem z trzecich miejsc.

Podział na grupy PNA:
Grupa A: Egipt, DR Konga, Uganda, Zimbabwe; Grupa B: Nigeria, Gwinea, Madagaskar, Burundi; Grupa C: Senegal, Algieria, Kenia, Tanzania; Grupa D: Maroko, WKS, RPA, Namibia; Grupa E: Tunezja, Mali, Mauretania, Angola; Grupa F: Kamerun, Ghana, Benin, Gwinea-Bissau.

 

Ktoś podwędził puchar

Przebywająca w Oslo delegacja działaczy FIFA miała obejrzeć puchar, który kobieca reprezentacja Norwegii otrzymała za wygranie mistrzostwa świata w 1995 roku. Ale trofeum gdzieś się… zapodziało.

Kobiecy mundial w 1995 roku rozgrywany był w Szwecji. Norweżki pokonały w finale Niemki 2:0 i triumfalnie przywiozły puchar FIFA do Oslo. Jest to jedyne międzynarodowe osiągniecie Norwegii w powojennej historii futbolu. W miniony piątek działacze FIFA przywieźli do Oslo puchar tegorocznych mistrzostw świata kobiet, które rozegrane zostaną we Francji w dniach 7 czerwca – 7 lipca. Trofeum prezentowane jest kolejno w każdym z 24 krajów uczestniczących w mundialu. Norweska federacja piłkarskiej (NFF) chciała przy tej okazji pokazać także zdobyte przed 24 laty trofeum, lecz nic z tego nie wyszło, bo puchar gdzieś się zapodział. Przeszukano wszystkie magazyny NFF, lecz pucharu jak na razie nie znaleziono.

„To skandal, który pokazuje, jak futbol w naszym kraju jest traktowany” – grzmiała w mediach Lise Klaveness, była reprezentantka kraju, która po wakacjach przejmie obowiązki dyrektora sportowego w norweskiej federacji. „Mam nadzieję, że puchar się znajdzie, bo sytuacja jest nieco niepoważna. To w końcu bardzo ważna nagroda” – stwierdziła obecna w składzie delegacji dyrektor turniejów kobiecych w FIFA Sara Booth.

Norweska piłkarka Guru Reiten, znana z ciętych wypowiedzi o seksizmie piłkarskich działaczy, nie omieszkała skorzystać z okazji i stwierdziła z jadowitą ironią: „Zgubienie takiej cennej nagrody w męskiej piłce nożnej nie byłoby raczej możliwe. Panowie nawet mniej ważnych od naszego trofeów pilnują jak najcenniejszych skarbów. A nam nie pozostaje nic innego, jak zdobyć ten puchar po raz drugi”.