Nie będą walczyć pod neutralną flagą

Rosyjscy bokserzy oświadczyli, że nie wystartują w olimpijskim turnieju w Tokio pod neutralną flagą. Po pierwszym szoku jaki wywołała w Rosji decyzja Światowej Agencji Antydopingowej (WADA) o wykluczeniu jej sportowców na cztery lata z igrzysk olimpijskich, słowa oburzenia zaczynają zastępować czyny.

Jako pierwsi stanowczo sprzeciwili się decyzji WADA przedstawiciele rosyjskiej federacji bokserskiej o czym poinformował sekretarz generalny tej organizacji Umar Kremlew. „Nasi bokserzy podjęli taką decyzję. Chcą, aby ich prawa jako sportowców olimpijskich były bronione w sądzie. Podzielamy ich zdanie jako władze federacji. Dla nas wszystkich najważniejsze jest to, aby nasi bokserzy mogli rywalizować pod rosyjską flagą i żeby w przypadku medalowych triumfów mogli usłyszeć nasz hymn. Bez tego uczestnictwo w igrzyskach nie ma żadnego sensu i byłoby dobrze, żeby to sobie uświadomili zwolennicy tego rodzaju sankcji” – stwierdził stanowczo Kremlew.

W poniedziałek, w związku z aferą dopingową w rosyjskim sporcie, WADA wykluczyła ten kraj z igrzysk w Tokio w 2020 i zimowych w Pekinie w 2022 roku. Oznacza to, że rosyjscy sportowcy nie będą mogli startować w wielkich imprezach w swoich barwach, ale możliwy jest ich występ pod neutralną flagą, podobnie jak w ubiegłym roku na zimowej olimpiadzie w Pjongczangu, i podobnie jak w 2016 roku w Rio de Janeiro. Sankcje mają obowiązywać do 2023 roku i obejmują również inne największe imprezy międzynarodowe, w tym mistrzostwa świata. W ciągu czterech najbliższych lat Rosja nie będzie mogła również organizować najważniejszych imprez.

Sankcje WADA skomentował też prezydent Rosji Władimir Putin. Zapytany o nie na konferencji prasowej po szczycie w Paryżu, powiedział: „Każda kara, jak ma to miejsce od czasów rzymskiego prawa, musi być indywidualna i wynikać z tego, co popełniła jedna lub druga osoba. Kary nie mogą mieć charakteru zbiorowego, stosować się do osób, które nie mają nic wspólnego z niektórymi naruszeniami i wszyscy to rozumieją. Wydaje mi się, że istnieją wszelkie powody, by sądzić, że podstawą takich decyzji nie jest troska o czystość światowego sportu, ale względy polityczne, nic wspólnego z interesami sportu i ruchu olimpijskiego. Zwłaszcza, że nie ma żadnych skarg na Rosyjski Narodowy Komitet Olimpijski. A jeśli nie ma żadnych skarg przeciwko niemu, kraj powinien pojawić się pod flagą narodową”. Prezydent Rosji zapowiedział też, że Rosja złoży odwołanie od decyzji WADA do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu (CAS). Mogą to w ciągu najbliższych trzech tygodni uczynić Rosyjska Agencja Antydopingowa (RUSADA), Rosyjski Komitet Olimpijski albo dowolna zainteresowana federacja sportowa. Złożenie apelacji skutkowałoby zawieszeniem sankcji aż do czasu potwierdzenia decyzji przez CAS.

 

Hat-trick Milika

Zakończyły się rozgrywki fazy grupowej Ligi Mistrzów. Do 1/8 finału awansowały Paris Saint-Germain, Realu Madryt, Bayernu Monachium, Tottenhamu Hotspur, Manchesteru City, Atalanty Bergamo, Juventusu Turyn, Atletico Madryt, Liverpoolu, Napoli, Barcelony, Borussii Dortmund, RB Lipsk, Olympique Lyon, Valencii i Chelsea Londyn. W grze o zwycięstwo w Lidze Mistrzów pozostał 16 zespołów: po cztery z hiszpańskiej Primera Division i angielskiej Premier League, po trzy z niemieckiej Bundesligi i włoskiej Serie A oraz dwa z francuskiej La Ligi.

Jedynym niepokonanym zespołem w fazie grupowej był Bayern Monachium, który zakończył zmagania w grupie B z kompletem punktów i najlepszym bilansem bramkowym (24:5). To dopiero siódmy zespół w historii tych rozgrywek, który dokonał tej sztuki, a pierwszy z ligi niemieckiej. Wcześniej wszystkie mecze w fazie grupowej wygrały ekipy AC Milan (1992/1993), Paris Saint-Germain (1994/1995), Spartak Moskwa (1995/1996), FC Barcelona (2002/2003) i dwukrotnie Real Madryt (2011/2012 i 2014/2015).

Bawarski zespół zdobył najwięcej bramek w stawce 32 drużyn, a 10 z 24 goli było autorstwa Roberta Lewandowskiego, który w fazie grupowej okazał się najskuteczniejszym graczem. Kapitan reprezentacji Polski w ostatniej kolejce w spotkaniu z Tottenhamem nie wystąpił, przez co stracił okazję do wyrównania osiągnięcia Cristiano Ronaldo. Portugalczyk wciąż jest jedynym piłkarzem, któremu udało się strzelić gola w każdym z sześciu spotkań grupowych. „Lewy” w tym sezonie trafiał w pięciu wcześniejszych meczach.

Osiem zespołów, które uplasowały sie w grupach na trzecich pozycjach, wiosną przeniosą się do Ligi Europy. On ten puchar powalczą: Ajax Amsterdam, Benfica Lizbona, Inter Mediolan, RB Salzburg, Bayer Leverkusen, Olympiacos Pireus, Szachtar Donieck i Club Brugge.

Z polskich piłkarzy występujących w klubach walczących w tym sezonie w Lidze Mistrzów, w szóstej kolejce na boisku nie pojawili się tylko wspomniany już Lewandowski oraz Wojciech Szczęsny, którego w bramce Juventusu zastąpił Gianluigi Buffon. Łukasz Piszczek zaczął spotkanie Borussii Dortmund ze Slavią Praga (2:1) jako rezerwowy i wszedł do gry w 82. minucie, zatem nie zdążył się niczym wyróżnić. Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus rozegrali cały mecz w przegranej przez ich Lokomotiw Moskwa 0:2 wyjazdowej potyczce z Atletico Madryt, ale obaj nasi piłkarze, podobnie jak reszta ich zespołu, byli tylko tłem dla świetnie grających rywali.

Zdecydowanie najlepiej z naszych piłkarzy wypadli Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński, którzy walnie przyczynili się do wysokiego zwycięstwa SSC Napoli w meczu z belgijskim KRC Genk (4:0). W rolę bohatera fanów zespołu z Neapolu tym razem wcielił się Milik, który do przerwy ustrzelił hat-tricka. Pierwszego gola belgijskiej drużynie strzelił już w trzeciej minucie po fatalnym błędzie bramkarza Maartena Vandevoordta. Drugie trafienie zaliczył finalizując znakomite podanie Di Lorenzo, a siedem minut przed końcem pierwszej odsłony spotkania Milik trzecią bramkę zdobył z rzutu karnego. Wielka szkoda, że trener Napoli Carlo Ancelotti, który po zwycięskim meczu został zdymisjonowany (w środę jego miejsce zajął Gennaro Gattuso), nie pozwolił naszemu piłkarzowi egzekwować drugiej „jedenastki”, którą w drugiej połowie w 75. minucie na gola zamienił Dries Mertens. Tak więc zamiast pierwszym w karierze „czteropakiem” w Lidze Mistrzów, Milik musiał zadowolić się hat-trickiem, też zresztą pierwszym. Polak został w 78. minucie przez Ancelottiego zmieniony, a gdy schodził z boiska fani Napoli urządzili mu owację na stojąco.

Milik wrócił do gry po prawie miesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją. Hat-tricka w spotkaniu z KRC Genk skompletował w 38. minut i były to najszybciej zdobyte trzy bramki w Lidze Mistrzów od 2013 roku, kiedy to Zlatan Ibrahimović zaliczył trzy trafienia w 36 minut w meczu Paris Saint-Germain z Anderlechtem. Dla 25-letniego reprezentanta Polski były to pierwsze gole w tej edycji Ligi Mistrzów, ale w barwach SSC Napoli dorównał już skutecznością wielkiemu Diego Maradonie. Argentyńczyk to legenda klubu z Neapolu, ale on i Milik legitymują się identyczną średnią bramek na mecz – 0,44. Ale to wszystko, co ich na razie łączy.

Maradona był graczem Napoli w latach 1984-1991. Rozegrał 259 meczów, w których strzelił 115 goli. Dwa razy wywalczył z zespołem mistrzem Włoch (1987, 1990), zdobył Puchar Italii (19870 i Superpuchar (1990), a w 1989 roku osiągnął z Napoli największy sukces zdobywając Puchar UEFA (1989). Dokonania naszego piłkarza w barwach Napoli są nieporównanie skromniejsze. Gra w tym zespole od połowy 2016 roku. Rozegrał w tym czasie 96 meczów i strzelił w nich 42 gole, w tym 32 w Serie A. Milik jest najskuteczniejszym polskim piłkarzem w historii włoskiej ekstraklasy.

 

ZAKSA zmiata rywali z parkietu

Trzy polskie zespoły rozegrały w środku tygodnia mecze 2. kolejki siatkarskiej Ligi Mistrzów. Zespół ZAKSY Kędzierzyn-Koźle wygrał w Belgii z Knack Roeselare 3:0 i z kompletem zwycięstw prowadzi w grupie E. Jastrzębski Węgiel zaczął rozgrywki od drugiej serii spotkań, bo w pierwszej pauzował, a na początek rozbił u siebie Halkbank Ankara 3:0. Porażki doznali natomiast siatkarze VERVY Warszawa, ulegając na wyjeździe Benfice Lizbona 1:3.

Nasze trzy zespoły rywalizujące w obecnej edycji Lii Mistrzów siatkarzy to w tej także najlepsze ekipy w krajowej PlusLidze – liderem w niej jest Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, drugie miejsca zajmuje Jastrzębski Węgiel, a trzecie VERVA Warszawa Paliwa Orlen. Na europejskich parkietach z tego tercetu jak na razie najlepiej radzi sobie druzyna z Kędzierzyna-Koźla. Aktualni mistrzowie Polski w miniony wtorek wygrali drugi mecz w grupie E. W spotkaniu 2. kolejki rozbili na wyjeździe belgijski Knack Roeselare 3:0 (25:17, 25:19, 25:21). Wcześniej na swoim boisku także 3:0 pokonali serbską Vojvodinę Nowy Sad. Z belgijskim zespołem kędzierzynianie spodziewali się znacznie trudniejszej przeprawy, bo zdaniem ekspertów z nim mieli się bić o pierwsze miejsce w grupie E. Przed tygodniem Knack Roeselare potwierdził te opinie pewnie ogrywając na wyjeździe niemieckie VfB Frierdrichshafen 3:0.

W starciu z ZAKSĄ Belgowie szybko zdali sobie sprawę, że mistrzów Polski i wicemistrzów Niemiec dzieli różnica klasy. W pierwszym secie siatkarze Knack Roeselare nie mieli nic do powiedzenia. Psuli bardzo dużo serwisów, słabo radzili sobie w ataku. Polski zespół przeważał w każdym elemencie gry i nawet przez moment nie był zagrożony stratą choćby seta. Świetnie spisywał się węgierski atakujący drużyny ZAKSY Arpad Baroti, któy miał 83 procent skuteczności w ataku i zdobył 13 punktów, najwięcej z całej drużyny. Niewiele gorsi od niego byli Aleksander Śliwka (11 pkt), Simone Parodi (10) i Łukasz Wiśniewski (9).
Po drugim zwycięstwie podopiecznych Nikoli Grbicia wydaje się raczej przesądzone, że ZAKSA awansuje do kolejnej fazy rozgrywek z pierwszego miejsca. Ekipy Knack Roeselare, Vojvodina i Friedrichshafen nie powinny polskiej drużynie w tym przeszkodzić.

Okazję na zdobycie kolejnych punktów zmarnowała natomiast niespodziewanie drużyna VERVY Warszawa, która w pierwszej kolejce łatwo pokonała u siebie francuski Tours VB 3:0 i na taki sam wynik liczyła w starciu z debiutującą w Lidze Mistrzów Benfica Lizbona. Trener aktualnych wicemistrzów Polski Andrea Anastasi chyba jednak nie docenił rywali, a powinien, bo w pierwszej kolejce Portugalczycy urwali na wyjeździe seta włoskiemu potentatowi Sir Sicoma Colussi Perugia. Wystawiając do gry rezerwowych zawodników, jak rozgrywający Michał Kozłowski czy libero Dominik Jaglarski, włoski szkoleniowiec chyba nie spodziewał się, że gra jego zespołu będzie taka niemrawa (warszawianie ulegli w pierwszym secie 19:25). Niestety, nakręceni wygraniem pierwszej partii rywale utrzymali wysoką jakość także w drugiej partii, którą wygrali 25:17. W trzecim secie Anastasi wymienił skład zespołu i przyniosło to efekt w postaci zwycięstwa 25:22, lecz na rozpędzonych Portugalczyków podziałało to jeszcze bardziej mobilizująco. W czwartej partii odzyskali inicjatywę i wygrali ją 25:21, a cały mecz 3:1, odbierając faworyzowanej warszawskiej ekipie trzy punkty.

W środę do rywalizacji w Lidze Mistrzów przystąpili w końcu siatkarze Jastrzębskiego Węgla. W pierwszej kolejce pauzowali, bo Zenit Kazań w tym czasie grał w Brazylii w Klubowych Mistrzostwach Świata (zajął w nich trzecią lokatę). Dlatego jastrzębianie w tegorocznej edycji elitarnego pucharu zadebiutowali dopiero w drugiej serii spotkań, podejmując na własnym parkiecie ekipę Halkbanku Ankara. Było to wyjątkowe wydarzenie dla nowego trenera ekipy Jastrzębskiego Węgla Slobodana Kovaca, bo serbski szkoleniowiec po raz pierwszy poprowadził zespół przed własną publicznością, a na dodatek w starciu z zespołem, który prowadził w latach 2016-2018. Z Halkbankiem dwukrotnie zdobył mistrzostwo Turcji.

Dzisiaj nie jest to już jednak taki silny zespół, jakim był jeszcze dwa sezony temu. W obecnej edycji Ligi Mistrzów drużyna zaliczyła falstart przegrywając u siebie z belgijskim Greenyard Maaseik 2:3. W rozgrywkach tureckiej Efeler Ligi Halkbankowi także nie wiedzie się najlepiej. Po dziesięciu kolejkach zajmuje w niej dopiero siódme miejsce.

Siatkarze Jastrzębskiego Węgla wykorzystali słabszą formę rywali bezlitośnie, wygrywając spotkanie 3:0 (25:17, 25:17, 25:21). Trener Kovac wystawił do gry w tym spotkaniu Lukasa Kampa, Jakuba Buckiego, Tomasza Fornala, Christiana Fromma, Michała Szalacha, Grahama Vigrassa, Jakuba Popiwczaka (libero) oraz Dawida Konarskiego, Dawida Gruszczyńskiego, Piotra Haina i Dominika Depowskiego. Następne spotkanie w Lidze Mistrzów jastrzębianie rozegrają 19 grudnia z Greenyard Maaseik.

 

48 godzin sport

Troje Polaków w Australian Open  2020
Magda Linette (na zdjęciu), Iga Świątek i Hubert Hurkacz mają pewne miejsce w głównej drabince wielkoszlemowego Australian Open 2020. Wielkoszlemowa impreza Turniej w Melbourne odbędzie się w dniach 20 stycznia – 2 lutego 2020 roku. Tytułów będą bronić Japonka Naomi Osaka i Serb Novak Djoković. W środę organizatorzy opublikowali listę zgłoszeń. Obie nasze tenisistek były pewne startu, bo Linette i Świątek są notowane w Top 60 światowego rankingu. Tak samo pewny udziału w australijskiej lewie Wielkiego Szlema był Hubert Hurkacz, aktualnie sklasyfikowany w rankingu ATP na 37. miejscu. Pewnego miejsca w głównej drabince nie ma natomiast Kamil Majchrzak, który w rankingu spadł na 101. pozycję i aktualnie jest czwarty w kolejce oczekujących na miejsce na liście startowej. To dlatego, że aż sześciu graczy zdecydowało się skorzystać z tzw. zamrożonego rankingu.

FIFA chce podać do sądu Blattera i Platiniego
Jak podał brytyjski dziennik „The Guardian”, Komitet Zarządzający FIFA podjął w ubiegłym miesiącu uchwałę o pozwaniu byłego przewodniczącego FIFA Josepha Blattera oraz byłego prezydenta UEFA Michela Platiniego. Powodem jest kwotą dwóch milionów franków szwajcarskich, które w 2011 roku na wniosek Blattera wypłacono z konta FIFA na konto francuskiego działacza. Platini twierdził, że było to wynagrodzenie za wykonaną w przeszłości pracę na rzecz światowej federacji i do tej pory nie zwrócił tych pieniędzy, chociaż Komisja Etyczna FIFA uznała ich wpłatę za niezgody z prawem prezent. Ponadto Platini wciąż jeszcze nie zapłacił nałożonej na niego kary grzywny w wysokości 60 tysięcy franków oraz kosztów sądowych w wysokości 22 tys. franków. Te roszczenia zgodnie ze szwajcarskim prawem przedawnią się z końcem grudnia 2019, dlatego Komitet Zarządzający zalecił rozpoczęcie postępowania sądowego.

Gra piłkarska ekstraklasa
Zestaw par 19. kolejki. Piątek: Arka Gdynia – Zagłębie Lubin, godz. 18:00; Wisła Kraków – Pogoń Szczecin, godz. 20:30. Sobota: Raków Częstochowa – Górnik Zabrze, godz. 15:00; Śląsk Wrocław – Lech Poznań, godz. 17:30; Legia Warszawa – Wisła Płock, godz. 20:00. Niedziela: Piast Gliwice – ŁKS Łódź, godz. 12:30; Korona Kielce – Cracovia, godz. 15:00; Jagiellonia Białystok – Lechia Gdańsk, godz. 17:30.

PZPN wyznaczył pary ćwierćfinałowe Pucharu Polski
W miniony czwartek w siedzibie PZPN odbyło się losowanie 1/4 finału Pucharu Polski. Zestaw par wygląda tak: Miedź Legnica (I liga) – Legia Warszawa, GKS Tychy (I liga) – Cracovia, Stal Mielec (I liga) – Lech Poznań, Lechia Gdańsk (obrońca tytułu) – Piast Gliwice (aktualny mistrz Polski). Mecze tej rundy zostaną rozegrane w dniach od 10 do 19 marca przyszłego roku.

Polak powalczy o mistrzowski pas w Kinszasie
Niepokonany na zawodowych ringach Michał Cieślak (19-0, 13 KO) został wyznaczony przez federację World Boxing Council (WBC) do walki o wakujący pas mistrza świata w kategorii junior ciężkiej (90,7kg). Przeciwnikiem 30-letniego polskiego pięściarza będzie z 31-letni Kongijczyk Ilunga Makabu (26-2, 24 KO). Pojedynek ma się odbyć 18 stycznia przyszłego roku w Kinszasie. Ustalenia potwierdził za pośrednictwem Facebooka sam Cieślak. „Nadszedł mój czas – sięgnę po swoje największe marzenia. Liczę, że dalej będziecie mnie wspierać i kibicować jak do tej pory. Mam zamiar zapisać się na kartach tej historii jako zwycięzca. W styczniu na gali w stolicy Demokratycznej Republiki Konga Kinszasie zawalczę o wakujące mistrzostwo świata WBC kategorii junior ciężkiej z Ilungą Makabu” – napisał pochodzący z Radomia pięściarz.

Nawet Stoch nie zachwyca

Po konkursach w Wiśle, Kuusamo i Niżnym Tagile rywalizacja w Pucharze Świata w skokach narciarskich przenosi się do Niemiec. W najbliższy weekend w Klingenthal odbędą się dwa kolejne konkursy – w sobotę drużynowy, a w niedzielę indywidualny. Dla naszych skoczków, którym jak na razie nie wiedzie się najlepiej, to szansa na przełamanie impasu, bo skocznia w Klingenthal zawsze była przyjazna dla biało-czerwonych.

Po trzech turniejach Pucharu Świata w polskiej ekipie nikt nie ma powodów do zadowolenia. Na podium udało się stanąć tylko Kamilowi Stochowi, który w inauguracyjnym konkursie w Wiśle zajął trzecią lokatę. W Finlandii i Rosji nasi zawodnicy byli tylko tłem dla rywali. W dużym stopniu winne temu były fatalne warunki pogodowe, które powodowały, że wyniki każdego skoczka były loterią. Niektórym fortuna jednak sprzyjała, ale dziwnym trafem wśród jej wybrańców nie było żadnego z siedmiu uczestniczących w zawodach Polaków.

Fatalne wyniki biało-czerwoni zanotowali zwłaszcza na nielubianej przez nich skoczni w Niżnym Togile. Na Uralu było śniegu dostatek, ale wiało okropnie i każdy podmuch był loterią. Także dla sędziów, którzy w tych zmiennych warunkach mogli bezkarnie dokładać lub odejmować punkty za wiatr wedle swojej subiektywnej oceny. Nie wiadomo jednak dlaczego dorzucili z tego tytułu do oceny Ryoyu Kobayashiemu, a nie zrobili tego w przypadku choćby Kamila Stocha, trzykrotnego mistrza olimpijskiego. Inna sprawa, że Stoch, jeśli jest w swojej optymalnej formie, w żadnych warunkach pogodowych nie potrzebuje wsparcia, ale przy wyrównanej stawce to oceny za styl czy rekompensaty za warunki pogodowe często decydują o kolejności. Fortuna mocno jednak nie sprzyjała Piotrowi Żyle, który niespodziewanie zakończył swój udział po pierwszej serii, podobnie jak Klemens Murańka. W finale wystąpiło pięciu naszych zawodników, ale żaden nie znalazł się w czołowej dziesiątce, a najlepszy z nich, Stoch, był dopiero 15.

Nowy sezon Pucharu Świata, pierwszy pod wodzą nowego trenera Michala Doleżala, nasi skoczkowie zaczęli więc grubo poniżej oczekiwań, ale ich słaby występ w Niżnym Tagile, najgorszy w tym cyklu zawodów od blisko trzech lat, to już wyraźny sygnał alarmowy. W ostatnich latach konkurs Pucharu Świata bez Polaka w pierwszej dziesiątce to rzadkość. po raz ostatni tak zły występ biało-czerwonych miał miejsce w marcu 2016 roku w Planicy, jeszcze za trenerskich rządów Łukasza Kruczka. Wówczas najlepszy z naszych Maciej Kot także był na 15. miejscu.

Dyrektor sportowy PZN Adam Małysz tak na swoim profilu w mediach społecznościowych ocenił występ kadry skoczków na Uralu: „To był kolejny dziwny konkurs, w którym równie ważne, co umiejętności, było szczęście. Nam go tym razem zabrakło, a wyniki były poniżej oczekiwań i możliwości. Mam nadzieję, że na doskonale znanej nam skoczni w Klingenthal konkursy będą bardziej sprawiedliwe i przekonamy się, na co rzeczywiście stać naszych reprezentantów” – stwierdził Małysz.
Trener Doleżal na razie konsekwentnie stawia na siódemkę zawodników i do Klingenthal ponownie zabrał oprócz Stocha i Kubackiego, także Piotra Żyłę, Macieja Kota, Stefana Hulę, Jakuba Wolnego i Murańkę.

Turniej Pucharu Świata w Klingenthal odbędzie się po trzyletniej przerwie. Ostatnio skoczkowie gościli tam w 2016 roku i Polacy wypadli wtedy znakomicie, wygrywając po raz pierwszy konkurs drużynowy. W sobotę będą mogli powtórzyć ten wyczyn. Na niedzielę zaplanowano zmagania indywidualne. To będzie 11. taki konkurs na skoczni Vogtland Arena (HS 140) w Klingenthal. Do tej pory na podium stawało tam trzech polskich skoczków. Adam Małysz był trzeci w 2007 i drugi w 2010 roku, Stoch wygrał tu w 2011 roku, a w 2013 sensacyjnie zwyciężył Krzysztof Biegun, dla którego był to jedyny taki triumf w karierze.
W grudniu 2016 Polacy wygrali tu konkurs drużynowy, a zwycięski zespół tworzyli Piotr Żyła, Kamil Stoch, Dawid Kubacki i Maciej Kot. W konkursie indywidualnym trzy lata temu zwyciężył jednak Domen Prevc przed Danielem-Andre Tande i Stefanem Kraftem.

Rywalizacja w Klingenthal rozpocznie się w piątek 13 grudnia od kwalifikacji. W sobotę odbędzie się konkurs drużynowy (początek godz. 16:00), a w niedziele indywidualny (początek także o 16:00).

Liderem klasyfikacji generalnej Pucharu Świata jest Tande (260 punktów), który wyprzedza Krafta (196 punktów), Karla Geigera (192 punkty) i Ryoyu Kobayashiego (190 punktów). Najlepszy z Polaków Kamil Stoch zajmuje 8. miejsce (120 pkt). Dawid Kubacki jest 9. (117 pkt), Maciej Kot 28. (30), Piotr Żyła 30. (27), Jakub Wolny 33. (19), a Stefan Hula 35. (15 pkt).

 

Wyniki Ligi Mistrzów UEFA

WYNIKI FAZY GRUPOWEJ LIGI MISTRZÓW UEFA 2019/2020:

Grupa A
1. kolejka
Club Brugge – Galatasaray Stambuł 0:0
Paris Saint-Germain – Real Madryt 3:0
2. kolejka
Real Madryt – Club Brugge 2:2
Galatasaray Stambuł – Paris Saint-Germain 0:1
3. kolejka
Galatasaray Stambuł – Real Madryt 0:1
Club Brugge – Paris Saint-Germain 0:5
4. kolejka
Real Madryt – Galatasaray Stambuł 6:0
Paris Saint-Germain – Club Brugge 1:0
5. kolejka
Real Madryt – Paris Saint-Germain 2:2
Galatasaray Stambuł – Club Brugge 1:1
6. kolejka
Club Brugge – Real Madryt 1:3
Paris Saint-Germain – Galatasaray Stambuł 5:0

1. Paris Saint-Germain     6   16   17:2
2. Real Madryt                  6   11   14:8
3. Club Brugge                 6      3     4:12
4. Galatasaray Stambuł    6     2     1:14

Grupa B
1. kolejka
Olympiacos Pireus – Tottenham Hotspurn 2:2
Bayern Monachium – Crvena Zvezda Belgrad 3:0
2. kolejka
Tottenham Hotspur – Bayern Monachium 2:7
Crvena Zvezda Belgrad – Olympiacos Pireus 3:1
3. kolejka
Tottenham Hotspur – Crvena Zvezda Belgrad 5:0
Olympiacos Pireus – Bayern Monachium 2:3
4. kolejka
Bayern Monachium – Olympiacos Pireus 2:0
Crvena Zvezda Belgrad – Tottenham Hotspur 0:4
5. kolejka
Crvena Zvezda Belgrad – Bayern Monachium 0:6
Tottenham Hotspur – Olympiacos Pireus 4:2
6. kolejka
Bayern Monachium – Tottenham Hotspur 3:1
Olympiacos Pireus – Crvena Zvezda Belgrad 1:0

1. Bayern Monachium          6    18     24:5
2. Tottenham Hotspur          6    10     18:14
3. Olympiacos Pireus            6      4       8:14
4. Crvena Zvezda Belgrad    6      3       3:20

Group C
1. kolejka
Dinamo Zagrzeb – Atalanta Bergamo 4:0
Szachtar Donieck – Manchester City 0:3
2. kolejka
Manchester City – Dinamo Zagrzeb 2:0
Atalanta Bergamo – Szachtar Donieck 1:2
3. kolejka
Manchester City – Atalanta Bergamo 5:1
Szachtar Donieck – Dinamo Zagrzeb 2:2
4. kolejka
Atalanta Bergamo – Manchester City 1:1
Dinamo Zagrzeb – Szachtar Donieck 3:3
5. kolejka
Atalanta Bergamo – Dinamo Zagrzeb 2:0
Manchester City – Szachtar Donieck 1:1
6. kolejka
Dinamo Zagrzeb – Manchester City 1:4
Szachtar Donieck – Atalanta Bergamo 0:3

1. Manchester City        6   14     16:4
2. Atalanta Bergamo     6     7       8:12
3. Szachtar Donieck      6      6      8:13
4. Dinamo Zagrzeb       6      5    10:13

Grupa D
1. kolejka
Atletico Madryt – Juventus Turyn 2:2
Bayer Leverkusen – Lokomotiw Moskwa 1:2
2. kolejka
Juventus Turyn – Bayern Leverkusen 3:0
Lokomotiw Moskwa – Atletico Madryt 0:2
3. kolejka
Juventus Turyn – Lokomotiw Moskwa 2:1
Atletico Madryt – Bayern Leverkusen 1:0
4. kolejka
Lokomotiw Moskwa – Juventus Turyn 1:2
Bayern Leverkusen – Atletico Madryt 2:1
5. kolejka
Lokomotiw Moskwa – Bayern Leverkusen 0:2
Juventus Turyn – Atletico Madryt 1:0
6. kolejka
Bayern Leverkusen – Juventus Turyn 0:2
Atletico Madryt – Lokomotiw Moskwa 2:0

1. Juventus Turyn            6    16    12:4
2. Atletico Madryt           6    10      8:5
3. Bayer Leverkusen        6      6      5:9
4. Lokomotiw Moskwa    6      3     4:11

Grupa E
1. kolejka
SSC Napoli – FC Liverpool 2:0
RB Salzburg – KRC Genk 6:2
2. kolejka
KRC Genk – SSC Napoli 0:0
FC Liverpool – RB Salzburg 4:3
3. kolejka
KRC Genk – FC Liverpool 1:4
RB Salzburg – SSC Napoli 2:3
4. kolejka
FC Liverpool – KRC Genk 2:1
SSC Napoli – RB Salzburg 1:1
5. kolejka
FC Liverpool – SSC Napoli 1:1
KRC Genk – RB Salzburg 1:4
6. kolejka
SSC Napoli – KRC Genk 4:0
RB Salzburg – FC Liverpool 0:2

1. FC Liverpool        6   13    13:8
2. SSC Napoli          6   12    11:4
3. RB Salzburg        6     7    16:13
4. KRC Genk            6     1      5:20

Grupa F
1. kolejka
Inter Mediolan – Slavia Praga 1:1
Borussia Dortmund – FC Barcelona 0:0
2. kolejka
Slavia Praga – Borussia Dortmund 0:2
FC Barcelona – Inter Mediolan 2:1
3. kolejka
Slavia Praga – FC Barcelona 1:2
Inter Mediolan – Borussia Dortmund 2:0
4. kolejka
FC Barcelona – Slavia Praga 0:0
Borussia Dortmund – Inter Mediolan 3:2
5. kolejka
FC Barcelona – Borussia Dortmund 3:1
Slavia Praga – Inter Mediolan 1:3
6. kolejka
Inter Mediolan – FC Barcelona 1:2
Borussia Dortmund – Slavia Praga 2:1

1. FC Barcelona                6    14     9:4
2. Borussia Dortmund     6    10     8:8
3. Inter Mediolan             6      7   10:9
4. Slavia Praga                 6       2     4:10

Grupa G
1. kolejka
Olympique Lyon – Zenit Petersburg 1:1
Benfica Lizbona – RB Lipsk 1:2
2. kolejka
Zenit Petersburg – Benfica Lizbona 3:1
RB Lipsk – Olympique Lyon 0:2
3. kolejka
RB Lipsk – Zenit Petersburg 2:1
Benfica Lizbona – Olympique Lyon 2:1
4. kolejka
Zenit Petersburg – RB Lipsk 0:2
Olympique Lyon – Benfica Lizbona 3:1
5. kolejka
Zenit Petersburg – Olympique Lyon 2:0
RB Lipsk – Benfica Lizbona 2:2
6. kolejka
Olympique Lyon – RB Lipsk 2:2
Benfica Lizbona – Zenit Petersburg 3:0

1. RB Lipsk                    6    11     10:8
2. Olympique Lyon       6      8       9:8
3. Benfica Lizbona       6       7    10:11
4. Zenit Petersburg      6      7       7:9

Grupa H
1. kolejka
Ajax Amsterdam – OSC Lille 3:0
Chelsea Londyn – Valencia CF 0:1
2. kolejka
Valencia CF – Ajax Amsterdam 0:3
OSC Lille – Chelsea Londyn 1:2
3. kolejka
Ajax Amsterdam – Chelsea Londyn 0:1
OSC Lille – Valencia CF 1:1
4. kolejka
Chelsea Londyn – Ajax Amsterdam 4:4
Valencia CF – OSC Lille 4:1
5. kolejka
Valencia CF – Chelsea Londyn 2:2
OSC Lille – Ajax Amsterdam 0:2
6. kolejka
Ajax Amsterdam – Valencia CF 0:1
Chelsea Londyn – OSC Lille 2:1

1. Valencia CF                   6    11     9:7
2. Chelsea Londyn           6    11    11:9
3. Ajax Amsterdam         6    10    12:6
4. OSC Lille                      6       1      4:14

48 godzin sport

Wilczek przegonił Lewego
Kamil Wilczek strzelił gola dla Broendby Kopenhaga w przegranym przez jego zespół 1:2 meczu z Midtjylland w 19. kolejce duńskiej ekstraklasy. Było to jego 17. ligowe trafienie w tym sezonie. 31-letni napastnik jest liderem klasyfikacji strzelców w Danii o zarazem najskuteczniejszym w tej chwili polskim piłkarzem w ligach zagranicznych, lepszym nawet od Roberta Lewandowskiego, który w Bundeslidze zdobył dotąd 16 goli.

Dołączył do Polaków
Dwukrotny mistrz świata w jeździe indywidualnej na czas Australijczyk Rohan Dennis podpisał dwuletni kontrakt z grupą Ineos. W barwach tej brytyjskiej ekipy ścigają się m. in. dwa polscy kolarze Michał Kwiatkowski i Michał Gołaś, ale jej liderami są zwycięzcy Tour de France – Brytyjczycy Chris Froome i Geraint Thomas oraz Kolumbijczyk Egan Bernal.

Słoweniec dokazuje w NBA
Luka Doncić pobił trzydziestoletni rekord ligi NBA ustanowiony przez Michaela Jordana w 1989 roku. Legendarny amerykański koszykarz zaliczył wtedy serię 18 spotkań z rzędu z dorobkiem co najmniej 20 punktów, pięciu zbiórek i pięciu asyst. Występujący w zespole Dallas Mavericks 20-letni Słoweniec w miniony weekend w przegranym przez jego drużynę 106:110 z Sacramento Kings takiego wyczynu dokonał po raz 19. z rzędu. Doncić będzie rywalem polskich koszykarzy w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk w Tokio, bo zgłosił chęć reprezentowania Słowenii w tej imprezie.

Weteran, a wciąż skuteczny
Paragwajczyk Roque Santa Cruz, były piłkarz m.in. Bayernu Monachium i Manchesteru City, zdobył w barwach Olimpii Asuncion mistrzostwo Paragwaju i tytuł króla strzelców. W minioną niedzielę 38-letni napastnik zdobył dwie bramki i powiększył swój łączny dorobek w obecnych rozgrywkach do 14 trafień. Olimpia wywalczyła tytuł po raz 44. i zakwalifikowała się do Copa Libertadores 2020. Santa Cruz największe sukcesy odniósł w barwach Bayernu, z którym wygrał Ligę Mistrzów w 2001 roku i zdobył pięć tytułów mistrza Niemiec.

Piszczek w „11” kolejki
Łukasz Piszczek znalazł się w jedenastce kolejki „Bilda”. Były reprezentant Polski w miniony weekend zaliczył asystę przy bramce Marco Reusa w meczu z Fortuną Duesseldorf (5:0). Piszczek ma w tym sezonie w dorobku już cztery asysty – trzy w Bundeslidze, a jedną w Pucharze Niemiec. W Dortmundzie gra od lipca 2010 roku. W tym czasie w 342 meczach strzelił 17 goli i zaliczył 64 asysty.

Zmarła wybitna lekkoatletka
Polski Komitet Olimpijski poinformował, że w wieku 84 lat zmarła znakomita przed laty lekkoatletka Krystyna Zawitkowska, olimpijka z Rzymu, wielokrotna mistrzyni Polski w biegach średniodystansowych.

 

Kowalczyk rozrabia w słusznej sprawie

Nasza najwybitniejsza biegaczka narciarska Justyna Kowalczyk znów nie zdzierżyła. W swoim felietonie w „Gazecie Wyborczej” skrytykowała pracowników COS-u w Zakopanem, którzy nie naśnieżyli sztucznie choćby niewielkiego odcinka trasy biegowej, przez co musiała za grube pieniądze jechać z kadrą biegaczek do Ramsau.

Nawet w czasach gdy Kowalczyk zdobywała olimpijskie medale, to w kraju nie miała gdzie trenować. Dzisiaj też ma z tym problem. I podaje przykład. (…)„Zaklinałam prognozy pogody. Ha! Będzie duży mróz! Czyli w Zakopanem na pewno narobią śniegu z armatek i za dwa dni będziemy mieli po czym biegać! W Kasinie Wielkiej w tym czasie cały stok zjazdowy zrobili. A w Zakopanem nic. . (…) Niech mi nikt nie mówi, że to z braku funduszy. COS jest państwowy, ale państwowe są też pieniądze, które wydałam na szybko organizowany obóz w Ramsau. Gdyby za podobną kwotę naśnieżono dwa kilometry trasy, korzystałaby nie tylko kadra biegaczy, ale i szkoła sportowa, i kluby, i zwykli ludzie, którzy dla zdrowia chcieliby sobie pobiegać. Na pewno byłoby to bardziej opłacalne niż wysyłanie kadry za granicę. Ale nie, każdej zimy to samo” – grzmi Kowalczyk. Trudno w tej sprawie nie przyznać jej racji.

 

Wołosz i Bieniek z klubowymi mistrzostwami świata

Siatkarki o klubowe mistrzostwo świata rywalizowały w chińskim Shaoxing, natomiast panowie w brazylijskim Betim. W obu turniejach triumfowały włoskie zespoły – Imoco Volley Conegliano i Cucine Lube Civitanova.

Z dwójki reprezentantów Polski występujących w zwycięskich zespołach, większy wkład w sukces swojej drużyny wniosła Joanna Wołosz, rozgrywająca ekipy Imoco Volley Conegliano. W chińskim Shaoxing rywalizacja o Klubowe Mistrzostwo Świata siatkarek toczyła się między zespołami z Włoch (drugim była ekipa Igor Gorgonzola Novara) i Turcji (zagrały dwie drużyny ze Stambułu – Eczacibasi Virta oraz VakifBank).

W finale zmierzyły się Imoco Volley Conegliano z Eczacibasi Virta Stambuł. Faworytkami były siatkarki włoskiego zespołu, które w tym roku wywalczyły drugie miejsce w Lidze Mistrzyń. Zaczęły jednak spotkanie od porażki w pierwszym secie 22:25, lecz dla Joanny Wołosz i jej koleżanek był to typowy wypadek przy pracy. W trzech kolejnych partiach ich dominacja nad rywalkami z Ankary była miażdżąca, zwłaszcza w drugim secie, który wygrały 25:14. W dwóch kolejnych zwyciężały 25:19 i 25:21.
Nasza reprezentacyjna siatkarka w finałowej potyczce zagrała wybornie, zdobywając siedem punktów. Najskuteczniejsza w jej drużynie była jednak gwiazda reprezentacji Włoch Paola Egonu, która sama wywalczyła aż 33 punkty. Ona też została wybrana MVP klubowych mistrzostw świata, ale wśród wyróżnionych znalazła się też Wołosz, którą uznano za najlepszą rozgrywającą turnieju oraz umieszczono w składzie „drużyny turnieju”.

Klubowe mistrzostwo świata to kolejne trofeum na koncie Joanny Wołosz. Z zespołem Imoco Volley Conegliano, w którym występuje od 2017 roku, wygrałą Ligę Mistrzyń w 2018 roku, zdobyła mistrzostwo Włoch w 2018 i 2019 roku oraz w tych samych latach Superpuchar Włoch. Ta 29-letnia siatkarka ma też na koncie dwa tytuły mistrzowskie w polskiej lidze, dwa Puchary Polski i jeden Superpuchar.

Wołosz była jedną z wiodących buntowniczek w reprezentacji Polski, które domagały się dymisji selekcjonera Jacka Nawrockiego. Znalazła się jednak w składzie kadry na styczniowy turniej kwalifikacyjny do igrzysk w Tokio. Zważywszy na jej obecną formę, pominięcie jej w powołaniach byłoby wielkim osłabieniem ekipy biało-czerwonych.

W rywalizacji mężczyzn klubowe mistrzostwo świata wywalczył zespół z Mateuszem Bieńkiem składzie – Cucine Lube Civitanova. Nasz reprezentacyjny siatkarz w finałowym meczu zdobył tylko trzy punkty, ale na koniec miał pełne prawo świętować z kolegami sukces. Cenny tym bardziej, że w decydującej potyczce o tytuł Cucine Lube Civitanova zmierzyło się z ekipą gospodarzy turnieju Sada Cruzeiro. Włoski zespół wygrał 3:1 (25:23, 19:25, 31:29, 25:21) i po raz pierwszy w historii wywalczył tytuł klubowego mistrza świata.

Decydującym momentem finałowego meczu był trzeci set, , który mistrzowie Włoch wygrali po zaciętej walce na przewagi (31:29). Bieniek pojawił się na boisku w podstawowej szóstce i zdobył trzy punkty, pierwsze skrzypce w jego zespole grali jednak inni – Brazylijczyk Joandry Leal i reprezentujący Włochy Kubańczyk Osmany Juantorena. Obaj ci gwiazdorzy zdobyli po 20 punktów i poprowadzili Cucine Lube Civitanova do zwycięstwa.

W spotkaniu o trzecie miejsce rosyjski Zenit Kazań pokonał katarski Al-Rayyan 3:0 (25:21, 25:18, 25:17).

25-letni Mateusz Bieniek jest graczem włoskiego zespołu dopiero od tego sezonu. Wcześniej w 2016-2019 był zawodnikiem ZAKSY Kędzierzyn-Koźle, a jeszcze wcześniej Effektora Kielce.W reprezentacji Polski Bieniek występuje od 2015 roku i zdobył z nią w ubiegłym roku mistrzostwo świata, w tym brązowy medal mistrzostw Europy, a ponadro brąz i srebro w Pucharze Świata. Poza tym ma na koncie mistrzostwo Polski w 2017 i 2019 roku oraz Puchar Polski wywalczony w tych samych latach.

 

WADA chce zawieszenia Rosji na cztery lata

Światowa Agencja Antydopingowa (WADA) w miniony poniedziałek ogłosiła decyzje o nałożeniu na Rosję czteroletniego zakazu udziału we wszystkich wydarzeniach sportowych rangi światowej. Obradujący w Lozannie komitet wykonawczy tej organizacji podjął tę decyzję jednomyślnie. Rosjanie mają teraz trzy tygodnie na złożenie odwołania do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu (CAS), ale nawet w ich kraju nikt nie ma złudzeń, że coś tym wskórają.

Czteroletnie zawieszenie dla Rosji to w świecie sportu zdecydowanie najsurowsza zbiorowa kara w historii walki z dopingiem. Oznacza to, że flaga Rosji oraz hymn nie będą dozwolone podczas imprez sportowych o światowym zasięgu, jak igrzyska olimpijskie w Tokio w 2020 roku i zimowe igrzyska olimpijskie w Pekinie w 2022 roku, ale też podczas zawodów rangi mistrzostw świata w stu dyscyplinach sportu, zatem także m. in. piłkarskiego mundialu w 2022 roku w Katarze. Sankcje WADA, które zostaną z całą pewnością poparte także przez MKOl, nie odbierają szans rosyjskim sportowcom na olimpijskie starty czy w światowych czempionatach, ale tylko tym, którzy przejdą badania antydopingowe i udowodnią, że nie stosowali zakazanych substancji. Będą mogli jednak startować w zawodach wyłącznie pod neutralną flagą.

Ponadto w ramach kary rosyjscy działacze i przedstawiciele rządu nie będą mogli uczestniczyć w żadnych wydarzeniach lub zasiadać w zarządach sportowych organizacji, które podpisała globalny kodeks antydopingowy. Rosja nie będzie też mogła ubiegać się o organizację zawodów rangi mistrzostw świata, a wszystkie tego typu imprezy już zaplanowane w tym kraju w okresie czteroletniej dyskwalifikacji, mają zostać przeniesione. Sankcje nie dotyczą jednak zawodów rangi kontynentalnej, co oznacza, że zaplanowane w Petersburgu mecze przyszłorocznych mistrzostw Europy w piłce nożnej czy finał Ligi Mistrzów w 2021 roku odbędą się bez przeszkód.

WADA zaskakująco jednomyślna

Komitet wykonawczy Światowej Agencji Antydopingowej jednogłośnie przyjął zalecenia po zapoznaniu się z opinią ekspertów niezależnej komisji do spraw przestrzegania Światowego Kodeksu Antydopingowego (CRC). „Nałożona na Rosję kara jest wiadomością przesłaną tym wszystkim, którzy próbują oszukać system” – stwierdził ustępujący z końcem tego roku prezes WADA Craig Reedie (od stycznia zastąpi go Polak Witold Bańka, były minister sportu i turystyki). Z kolei wiceprezydent WADA Linda Helleland przyznała, że w jej opinii sankcje nie są jeszcze wystarczające, bo ona postulowała karę, której nie można złagodzić. „Jesteśmy to winni wszystkim czystym sportowcom” – powiedziała Helleland.

Z podanych przez WADA informacji wynika, że śledztwo wykazało iż 145 rosyjskich sportowców złamało przepisy antydopingowe. Ich nazwiska nie zostały ujawnione. „Na razie mogę powiedzieć, że jedna trzecia z tej grupy nadal czynnie uprawia sport” – ujawnił Gunter Younger, dyrektor działu wywiadu i dochodzeń WADA.

Gwoli przypomnienia. Afera dopingowa w Rosji wybuchła w 2014 roku po tym, jak niemiecka stacja telewizyjna ARD wyemitowała reportaż pt. „Tajemnice dopingu – jak Rosja produkuje swoich zwycięzców”. Ukazano w nim praktyki tuszowania oraz manipulowania wynikami testów antydopingowych, w które zaangażowane miały być władze państwowe, a nawet kierownictwo Międzynarodowego Stowarzyszenia Federacji Lekkoatletycznych (IAAF). Głównymi informatorami dziennikarzy byli biegaczka na 800 m Julia Stiepanowa oraz jej mąż Witalij, pracownik Rosyjskiej Agencji Antydopingowej (RUSADA). Oboje opuścili Rosję i osiedlili się w nieznanym miejscu w USA. W maju 2016 roku kolejne fakty ujawnił były kierownik moskiewskiego laboratorium antydopingowego Grigorij Rodczenkow, który na łamach „New York Timesa” wyznał, iż uczestniczył w tuszowaniu pozytywnych wyników testów antydopingowych oraz podmienianiu próbek rosyjskich sportowców, którzy startowali w zimowych igrzyskach olimpijskich w Soczi w 2014 roku, w tym nawet 15 medalistów tych zawodów. Jak twierdził Rodczenkow, w proceder zaangażowane były RUSADA oraz Federalna Służba Bezpieczeństwa. On także ukrywa się do dzisiaj na terrytorium USA i rzecz jasna poparł ostatnią decyzję WADA o wykluczeniu Rosji z letnich igrzysk olimpijskich Tokio 2020 i zimowych Pekin 2022.

Już po emisji programu ARD kierownictwo WADA zleciło szeroko zakrojone śledztwo. Część zarzutów znalazła potwierdzenie i na Rosję posypały się kary ze strony różnych światowych federacji.

Skuteczne odwołania Rosjan

Podczas igrzysk w Soczi rosyjscy sportowcy zdobyli 33 medale: 13 złotych, 11 srebrnych i 10 brązowych, dzięki czemu Rosja wygrała klasyfikację medalową. Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) odebrał już jednak rosyjskim sportowcom trzynaście krążków za złamanie przepisów dopingowych, ale decyzja ta została uchylona przez CAS, który zmienił większość decyzji. Jak na razie oficjalnie Rosja z straciła dwa złote i dwa srebrne medale z liczby krążków zdobytych przez jej sportowców w Soczi. Nie przeszkodziło to jednak MKOl wykluczyć Rosję z kolejnych zimowych igrzysk olimpijskich w Pjongczangu oraz zawiesić Rosyjski Komitet Olimpijski w prawach członka światowego ruchu olimpijskiego, a rosyjskim sportowcom zabronić startu pod flagą własnego kraju w Pjongczangu.

Uznani za recydywistów

Mimo to w ubiegłorocznych zimowych igrzyskach w Korei Południowej wystartowało aż 168 zweryfikowanych przez WADA rosyjskich sportowców, co przeczyło tezie o masowym procederze dopingowym. Z międzynarodowych organizacji sportowych w 2019 roku nieprzejednana pozostawała już tylko federacja lekkoatletyczna (IAAF), która od 2015 roku uparcie zakazuje Rosjanom występów w barwach narodowych podczas imprez mistrzowskich.
Szansa na zażegnanie konfliktu pojawiła się dopiero na początku 2019 roku, gdy Rosjanie w końcu godzili się na bezwarunkowe i pełne udostępnienie bazy danych RUSADA. W przekazanych im materiałach śledczy WADA wykryli jednak manipulacje. Rosjanie przekazali dane niekompletne, bo bez usuniętych z bazy wyników pozytywnych testów rosyjskich sportowców. A ponieważ zgodnie z deklaracjami właśnie udostępnienie pełnych wyników badań do analizy ekspertowm WADA było fundamentalnym warunkiem do zniesienia kary zawieszenia Rosyjskiej Agencji Antydopingowej, komitet wykonawczy WADA uznał działania Rosjan jako recydywę i jednomyślnie zdecydował o nałożeniu na nich najsurowszej zbiorowej kary w historii walki z dopingiem.

W Rosji decyzja WADA nie była zaskoczeniem, bo spodziewano się jej już od kilku tygodni, co nie zmienia faktu, że wywołała falę oburzenia. „Z mojego punktu widzenia ten wyrok jest bezzasadny, bo nie ma jednoznacznych dowodów, kara skrzywdzi jedynie niewinnych sportowców” – stwierdził zastępca przewodniczącego komisji Dumy Państwowej ds. kultury fizycznej, sportu, turystyki i spraw młodzieży Siergiej Kriwonosow.

„Konieczna jest ostra reakcja ze strony władz, a przede wszystkim prezydenta. To w jego kompetencji leży przywrócenie porządku w tej dziedzinie w Rosji” – stwierdził deputowany Igor Lebiediew. Przeciwny temu, by sportowcy z Rosji wystąpili pod flagą neutralną jest natomiast wiceprzewodniczący Dumy Państwowej (niższej izby parlamentu) Piotr Tołstoj, z rządzącej partii Jedna Rosja. W wypowiedzi dla państwowej stacji telewizyjnej Kanał 1 deputowany stwierdził, że „karanie w ten sposób sportowców i kraju jest niesprawiedliwe”, a stało się tak tylko dlatego, że Rosja w przeszłości „nie odpowiedziała godnie na żądanie, by jej sportowcy startowali pod flagą neutralną w zimowych igrzyskach w Pjongczangu. „Nie ma sensu granie w karty z szulerem, dlatego namawiam, żeby nasi sportowcy zbojkotowali światowe imprezy. Rosja powinna zorganizować swoje turnieje i tworzyć warunki do tego, by okres do 2023 roku nie były zmarnowanym czasem dla jej olimpijczyków” – przekonuje Tołstoj.

Będą walczyć do końca

Nie wszyscy Rosjanie pałają jednak takim świętym oburzeniem na WADA i MKOl. Wybitna skoczkini wzwyż Marija Łasickiene, która od 2015 roku regularnie startuje pod neutralna flagą, stwierdziła: „Nie wątpiłam, że do tego dojdzie. To, co się stało, jest dla nas wstydem. Mimo to będę dalej startować. Nigdy nie brałam pod uwagę zmiany obywatelstwa, nie planuję tego i teraz. Będę w tym, co robię udowadniać, że rosyjscy sportowcy żyją nawet w neutralnym statusie. Robiłam tak w ostatnich latach. Smutne jest to, że sportowcy pozostali sami w swojej walce, a szefowie naszego sportu bronią nas tylko słowami” – powiedziała rosyjska lekkoatletka, trzykrotna mistrzyni świata pod neutralną flagą.

Ze zrozumieniem decyzję WADA skomentował też Jurij Ganus, szef RUSADA. „To cios w naszą reputację, którą będzie trudno odzyskać. Jednomyślna decyzja o zawieszeniu sugeruje, że argumenty przeciwko nam były więcej niż przekonujące” – stwierdził Ganus.

Rosja ma małe szanse na sukces w Trybunale Arbitrażowym, ale na pewno się odwoła. Szef Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego Stanisław Pozdniakow zapewnia, że komitet dołoży wszelkich starań, aby rosyjska reprezentacja wystąpiła w Tokio pod flagą narodową.