PKO Ekstraklasa: Wisła pomogła Wiśle w utrzymaniu

W rozegranych w sobotę meczach 29. kolejki ekstraklasy Wisła Płock zremisowała z Podbeskidziem Bielsko-Biała 1:1, zapewniając nie tylko sobie utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej, ale także imienniczce z Krakowa. Ekipa „Białej Gwiazdy” powinna być wdzięczna „Nafciarzom”, bo ze słabym Lechem Poznań przegrała u siebie 1:2.

Piłkarze Podbeskidzia po meczu z Wisłą Płock byli mocno przygnębieni. Dzięki remisowi płocczanie utrzymali nad bielszczanami przewagę pięciu punktów, co na kolejkę przed zakończeniem rozgrywek zapewniało im utrzymanie w ekstraklasie. „Nafciarze” tym wynikiem przysłużyli się też Wiśle Kraków, która w sobotę na swoim stadionie w kiepskim stylu przegrała z Lechem Poznań 1:2. Wiślacy mają na koncie tyle samo punktów co płocczanie (30), ale gorszy bilans bezpośrednich spotkań i dlatego w tabeli wylądowali na 14. miejscu. Za nimi są już tylko zespoły beniaminków – Stali Mielec (27 pkt) i Podbeskidzia (25), co oznacza, że w tym sezonie z ekstraklasy może spaść już tylko jeden z tych dwóch zespołów. Ale ani w Płocku, ani tym bardziej w Krakowie, nikt nie manifestował radości z faktu utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Wypada jednak przypomnieć, że w poprzednim sezonie oba zespoły także zakończyły zmagania na miejscach tuż nad strefą spadkową. Rok temu z ligi spadły trzy zespoły (Arka Gdynia, Korona Kielce i ŁKS Łódź), a „Biała Gwiazda” wtedy również obroniła z trudem ligowy byt mając pięć punktów przewagi nad najlepszym z trójki zdegradowanych zespołów. Ekipa „Białej Gwiazdy” nie poczyniła więc przez te dwa lata żadnych postępów.
Trener Maciej Skorża ponad dekadę temu zdobył z krakowską Wisłą dwukrotnie mistrzostwo Polski, ale w sobotni wieczór na stadionie przy Reymonta nie mógł sobie pozwolić na sentymenty. Odkąd 12 kwietnia oficjalnie przejął ekipę „Kolejorza”, zespół pod jego wodzą zdążył rozegrać cztery ligowe spotkania, z których wygrał tylko jedno – z Lechią 3:0. Porażka z Rakowem 1:3 ujmy mu nie przynosi, bo wicelider ekstraklasy i tegoroczny zdobywca Pucharu Polski ma w tej chwili lepszą drużynę, ale już porażki z broniącymi się przed degradacją Podbeskidziem (0:1) i Stalą Mielec (1:2) doprowadziła w poznańskim klubie do wrzenia. Skorżę do furii doprowadziła zwłaszcza porażka z mieleckim zespołem, bo lechici stracili gole po wrzutach piłki z autu przez mielczan w końcówce spotkania. „To mi spędza sen z powiek. Ćwiczyliśmy ten wariant, bo wiedzieliśmy, że to wyrzuty z autu to jeden z atutów w grze Stali. Wcześniej siedem razy mój zespół poradził sobie z takimi zagraniami, a nie potrafił tego zrobić w decydujących momentach spotkania. Moi piłkarze mają problem z utrzymaniem koncentracji” – narzekał trener „Kolejorza”.
Chcąc pobudzić zespół do walki przed meczem z Wisłą Skorża odważnie zapowiedział, że w nowym sezonie będzie chciał poprowadzić lechitów do walki o podwójną koronę. Ostatni raz ekipa „Kolejorza” zdobyła mistrzostwo Polski w sezonie 2014/2015 roku, właśnie pod wodzą Skorży. Mecz z Wisłą miał dać odpowiedź, jak na deklaracje trenera zareagują piłkarze Lecha. Zareagowali chyba jak należy, bo już w 13. minucie „Kolejorz” objął prowadzenie po golu Mikaela Ishaka. Drugiego gola lechici strzelili już po przerwie, a trafienie w 61. minucie po strzale Pedro Tiby ostatecznie przypisano jako samobój obrońcy Wisły Serafina Szota.
Zespół Wisły do 72. minuty był dla ekipy Lecha tylko tłem. Wtedy trener Hyballa wprowadził na boisko Jakuba Błaszczykowskiego. Sześć minut później współwłaściciel „Białej Gwiazdy” i jej najbardziej znany i utytułowany piłkarz z rzutu wolnego zdobył kontaktową bramkę. Po strzeleniu gola Błaszczykowski pozwolił jednak sobie na pewną ostentację – podbiegł do ławki rezerwowych Wisły, ale ostentacyjnie ominął stojącego przy linii Hybalę i rzucił się w ramiona Kazimierza Kmiecika. To była oczywista manifestacja, bo jak wieść niesie niemiecki szkoleniowiec chciał usunąć Kmiecika ze sztabu szkoleniowego, na co zarząd klubu nie wyraził jednak zgody.
Wygląda na to, że to ju koniec ery Hyballi na Reymonta. Jeśli od 1 lipca zespół poprowadzi wujek Błaszczykowskiego Jerzy Brzęczek, dla nikogo raczej nie będzie to zaskoczeniem.

Mistrzostwo dla Stali Ostrów Wielkopolski

Koszykarze zespołu Arged BMSlam Stal Ostrów Wielkopolski w finałowych zmaganiach „do czterech zwycięstw” pokonali obrońcę tytułu Enea Zastal BC Zielona Góra 4-2 i po raz pierwszy w historii wywalczyli mistrzostwo Polski.

Zwycięstwo ekipy z Ostrowa Wielkopolskiego w 87. sezonie polskiej ekstraklasy koszykarzy trzeba uznać za niespodziankę. W rundzie zasadniczej BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski z dorobkiem 50 punktów zajął dopiero trzecią lokatę, ustępując obrońcom mistrzowskiego tytułu Enei Zastalowi BC Zielona Góra (57 pkt) i Legii Warszawa (51 pkt). Kolejne lokaty w tabeli Energa Basket Ligi zajęły: WKS Śląsk Wrocław (50 pkt), Trefl Sopot (49), Start Lublin (47), King Szczecin (47), Spójnia Stargard (46), MKS Dąbrowa Górnicza (44), Polski Cukier Toruń (42), Enea Astoria Bydgoszcz (42), GTK Gliwice (41), Anwil Włocławek (40), HydroTruck Radom (40). Zespoły Asseco Arki Gdynia (38 pkt) i Polpharmy Starogard Gdański (36 pkt) zakończyły rozgrywki na miejscach 15. oraz 16. i zostały zdegradowane do niższej ligi.
W fazie play off w ćwierćfinale Zastal Zielona Góra pokonał Spójnię Stargard 3–1 (90:70, 89:74, 77:82, 91:80), Legia Warszawa wygrała z Kingiem Szczecin 3–1 (99:91, 90:67, 81:88, 79:72), Stal Ostrów zwyciężyła Start Lublin 3–1 (106:81, 94:100, 87:83, 109:101), a Śląsk Wrocław pokonał 3–1 Trefl Sopot (76:71, 91:72, 90:92, 83:81).
W półfinale Zastal Zielona Góra wygrał 3–0 ze Śląskiem Wrocław (97:90, 87:76, 80:75), natomiast Legia Warszawa przegrała 0–3 ze Stalą Ostrów Wielkopolski (80:85, 67:80, 87:95). W rywalizacji o brązowy medal rozegranej w formule „do dwóch zwycięstw” Śląsk Wrocław pokonał Legię Warszawa 2-1 (72:84, 84:73, 86:85)
Walka o mistrzostwo Polski między zespołami Zastalu Zielona Góra i BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski toczyła się z powodu ograniczeń epidemicznych w turniejowej „bańce”, którą zorganizowano na obiektach Stali w Ostrowie Wielkopolskim. Zespoły rywalizowały o tytuł w formule „do czterech zwycięstw”. Zastal zaczął zmagania od zwycięstwa 89–75, potem Stal wygrywając 87:71 wyrównała stan rywalizacji na 1-1, a następnie w dwóch kolejnych spotkaniach pokonała zielonogórzan 90:81 i 95:80. W piątym spotkaniu wielkiego finału obrońcy tytułu zwarli jednak szyki i zwyciężyli 105:101, doprowadzając w rywalizacji do stanu 2-3, lecz w szóstym meczu ponownie zespół Stali okazał się lepszy wygrywając 92:85, a cała rywalizację 4-2.
To pierwszy mistrzowski tytuł wywalczony przez zespół poprowadzony przez 44-letniego chorwackiego trenera z polskim obywatelstwem Igora Milicicia. Świeżo upieczeni mistrzowie Energa Basket Ligi do nowego sezonu mają przystąpić ze znacznie większym budżetem, chcą bowiem zagrać w europejskich pucharach. W grę wchodzi start w EuroCupie lub Basketball Champions League. Wypada zatem wymienić skład drużyny, która wywalczyła pierwszy w historii złoty medal mistrzostw Polski. Barwy Arged BMSlam Stal Ostrów Wielkopolski w sezonie 2020/2021 reprezentowali: Amerykanie James Florence, Trey Kell, Chris Smith i Mark Ogden, Szwed Denzel Andersson, Fin Carl Lindbom, Gruzin Taurean Green, Chorwat Josip Sobin oraz Polacy – Jakub Garbacz, Kamil Nawrot, Dawid Rykowski, Szymon Ryzek, Marcin Pławucki i Łukasz Wojciechowski.
W poprzednim sezonie władze Polskiej Ligi Koszykówki ustalając końcową klasyfikację przerwanej z powodu pandemii koronawirusa rywalizacji, wyłoniły mistrza na podstawie punktacji wyliczonej po w meczach rozegranych do 12 marca. Przyjęta metoda premiowała niestety zespoły, które rozegrały większą liczbę spotkań, a nie te, które uzyskiwały lepsze wyniki. Decyzja była krytykowana jako wypaczająca sens sportowej rywalizacji. W tym sezonie władze PLK znów wywołały kontrowersję decydując o organizacji finałowych zmagań w turniejowej „bańce”, co samo w sobie naganne nie jest zważywszy na wciąż szalejącą pandemię, lecz wybór Ostrowa na gospodarza „bańki” dawał wyraźne fory ekipie Stali. To była decyzja nie fair wobec ekip Zastalu i Legii, czyli drużyn, które były wyżej w tabeli po rundzie zasadniczej. Stal Ostrów Wielkopolski zapłaciła PLK za prawo organizacji zmagań finałowych ponoć 350 tysięcy złotych, czym naraziła się na zarzut, że „kupili sobie mistrzostwo”. To oczywiście nieprawdziwa teza, bo jednak o sukcesie decydowały wydarzenia na parkiecie, ale władze PLK powinny dbać o zapewnienie wszystkim uczestnikom rywalizacji równych szans. A odpowiednich „neutralnych” obiektów w Polsce nie brakuje – choćby w Gliwice (w tamtejszej hali swoje mecze rozgrywa reprezentacja Polski), albo też Toruniu, Włocławku czy Gdyni. A tak pozostaną pretensje.

Lewy dogania Gerda Muellera

Piłkarze Bayernu Monachium w 32. kolejce Bundesligi po raz dziewiąty z rzędu i 31. w historii zostali mistrzami Niemiec. Tytuł zdobyli zanim wyszli z szatni na mecz z Borussią Moenchengladbach, bo godzinę wcześniej drugi w tabeli RB Lipsk przegrał 2:3 z Borussią Dortmund i stracił matematyczne szanse na wyprzedzenie bawarskiej drużyny.

Ekipa trenera Hansiego Flicka sama jednak przyklepała tytułu gromiąc zespół z M’gladbach aż 6:0. Połowę z tych goli strzelił Robert Lewandowski, któremu brakuje już tylko jednego trafienia do wyrównania legendarnego rekordu 40 bramek w jednym sezonie należącego od blisko pół wieku do Gerda Muellera. „Lewy” powiększył swój strzelecki dorobek w tym sezonie Bundesligi do 39 goli i przy okazji ustanowił nowy polski rekord w liczbie ligowych bramek. Do tej pory od 1927 roku rekordzistą był piłkarz Wisły Kraków Henryk Reyman, który w pierwszym ligowym sezonie rozegranym w Polsce zdobył 37 bramek i wyniku tego od 94 lat nie był w stanie nikt pobić. Cztery lata później trzy trafienia mniej w barwach Ruchu Chorzów uzyskał Ernest Wilimowski, w 1948 roku 31 goli dla Wisły Kraków strzelił Józef Kohut, a 12 lat Janusz Kowalik w barwach Chicago Mustangs zaliczył 30 ligowych trafień. Barierę 30 trafień w latach 90. ub. wieku dwukrotnie przekroczył jeszcze tylko Krzysztof „Gucio” Warzycha, który w sezonach 1992/1993 i 1997/1998 strzelił po 32 gole dla Panathinaikosu Ateny. Przebił ich osiągnięcia dopiero Robert Lewandowski. W sezonach 2015/2016 i 2016/2017 osiągnął barierę 30 trafień, w poprzednim sezonie strzelił 34 gole, a w tym już teraz z 39. trafieniami stał się polskim rekordzistą, a ma przecież jeszcze do rozegrania dwa mecze. Jeszcze nigdy legendarny rekord Gerda Muellera nie był tak zagrożony pobiciem, jak w tym sezonie. Na dwie kolejki przed zakończeniem rozgrywek jest już de facto przesądzone, że „Lewy” sięgnie w tym sezonie po szósty w karierze tytuł króla strzelców Bundesligi i przy okazji po raz pierwszy zdobędzie „Złotego Buta” – nagrodę dla najlepszego strzelca lig europejskich. Ścigający go Leo Messi, Cristiano Ronaldo, Erling Haaland i Andre Silva mają zbyt wielką stratę, żeby byli w stanie dogonić Polaka w klasyfikacji. Drugi w zestawieniu argentyński gwiazdor FC Barcelona ma na koncie 28 goli i trzy mecze do zakończenia rozgrywek.
Piłkarze Bayernu Monachium o tym, że właśnie zdobyli dziewiąte z rzędu mistrzostwo Niemiec dowiedzieli się w szatni Allianz Areny w Monachium, w której przygotowywali się do zaplanowanego w sobotę o 18:30 meczu z Borussią M’gladbach. Zwycięstwo Borussii Dortmund nad RB Lipsk 3:2 zakończył wyścig o prymat w Bundeslidze w obecnym sezonie i bawarska jedenastka mogła sobie pozwolić nawet na trzy porażki w ostatnich trzech ligowych kolejkach. Lecz najwyraźniej ekipa Hansiego Flicka srodze się wynudziła nieróbstwem w poprzedni weekend (miała wolne, bo nie grała już ani w Pucharze Niemiec, ani w Lidze Mistrzów), a że miała dość czasu nie tylko na relaks i wypoczynek, ale także na solidny trening, nie dziwi zatem iż do meczu z Borussią M’gladbach przystąpiła z niesamowitym animuszem.
Gracze ekipy „Źrebaków” do soboty szczycili się, że mają skuteczny sposób na powstrzymanie Lewandowskiego. Polski snajper Bayernu faktycznie miał z nimi problem. W sumie przeciwko Borussii w Bundeslidze rozegrał 17 meczów – zaliczył w nich 5 goli i asystę. To zdecydowanie nie są osiągnięcia, jakie notował w starciach z innymi zespołami Bundesligi. Pierwszego gola tej drużynie zdobył co prawda w 2011 roku, kiedy był jeszcze zawodnikiem Borussii Dortmund, ale na kolejne trafienie czekał aż do marca 2019 roku – Bayern wygrał wtedy z ekipa BMG na wyjeździe 5:1, a nasz piłkarz zdobył dwie bramki. Warto podkreślić, że cztery ze swoich pięciu goli strzelonych ekipie z M’gladbach „Lewy” strzelił w ostatnich pięciu występach przeciwko tej drużynie. Ale chcąc choćby tylko wyrównać rekord Gerda Muellera, kapitan reprezentacji Polski musiał w sobotę zaliczyć przynajmniej „dwupak”.
Lewandowski zaczął sobotni mecz z impetem, strzelając pierwszego gola już w 2. minucie. Ale chociaż było widać, że bardzo mu zależy na kolejnych bramkach i pobiciu rekordu Muellera, to jednak ponad swoje osobiste ambicje stawiał interes drużyny. Gdy Kingsley Coman znalazł się na lepszą pozycję, zagrał mu piłkę i Francuz zdobył bramkę. Mając już hat-tricka przy stanie 5:0 mógł pokusić się o czwartą bramkę, ale na lepszej pozycji był Serge Gnabry i to jemu „Lewy” tak dograł piłkę, że z akcji wyszła bramkowa sytuacja zamieniona na szóstego gola przez Leroy’a Sane’a. Za swój występ Polak dostał w niemieckich mediach notę „1” (klasa światowa), ale on sam bardziej podkreślał fakt, że Bayern zdobył dziewiąty mistrzowski tytuł. Dłużej trwa tylko zwycięska seria zespołu Łudogorca Razgrad, który w tym sezonie sięgnie po dziesiąte z rzędu mistrzostwo Bułgarii. Inni „seryjni mistrzowie”, jak Juventus Turyn we Włoszech i Celtic Glasgow w Szkocji, po dziewięciu triumfach z rzędu w tym sezonie zostali zrzuceni z tronów.

UEFA uderzyła Superligę po kieszeni

UEFA zaczyna wyciągać surowe konsekwencji wobec klubów zaangażowanych w projekt Superligi. Dziewięć już zostało ukaranych finansowo, natomiast Juventus Turyn, Real Madryt i FC Barcelona czekają na wyrok. Te trzy kluby nie podjęły jeszcze rozmów z UEFA i na razie nie godzą się na żadne kary.

FC Barcelona była jednym z klubów założycielskich nowych europejskich rozgrywek klubowych dla elitarnej grupy najbogatszych klubów, w których do podziału rocznie miały być nawet cztery miliardy euro. Gdy sprawa wyszła na jaw i wywołała ostrą reakcję Komitetu Wykonawczego UEFA i sprzeciw FIFA, kataloński klub nie wycofał się wzorem choćby klubów angielskich, lecz przystąpienie do Superligi uzależniał od wyników głosowania socios, czyli członków klubu opłacających składki.
Z 12 klubów, które przystąpiły do projektu Superligi, dziewięć już się z tego wycofało. Zrobiły to Manchester City, Manchester United, FC Liverpool, Tottenham Hotspur, Chelsea Londyn, Arsenal Londyn, Atletico Madryt, Inter Mediolan i AC Milan. Wszystkie te kluby zawarły porozumienia z UEFA, w którym wyraziły zgodę na karne potrącenie 5 procent ich przychodów z występów w Lidze Mistrzów lub Lidze Europy w następnym sezonie. Te klubu solidarnie złożą się też w ramach kary na wpłatę łącznie 15 milionów euro na rzecz rozwoju piłki nożnej wśród młodzieży. Władze UEFA są jednak nieufne wobec europejskich krezusów, bo zabezpieczyły się na przyszłość podejmując uchwałę, że jeśli wymienione wyżej kluby wezmą udział w niedozwolonych rozgrywkach, zostaną ukarane grzywną w wysokości 100 milionów euro każdy, a grzywna w wysokości 50 mln euro grozi im za samo tylko złamania postanowień Deklaracji Zobowiązań Klubów.

Neymar polubił Paryż

Neymar przedłużył kontrakt z Paris Saint-Germain do końca czerwca 2025 roku. Najdroższy piłkarz w historii (jego transfer z Barcelony kosztował paryski klub 222 mln euro) zgodził się na obniżkę wynagrodzenia z 36. do 30 mln euro.

Jak donoszą zachodnie media w nowym kontrakcie brazylijskiego gwiazdora zmniejszono jego podstawowe wynagrodzenie z 36 do 30 mln euro rocznie, ale jednocześnie zwiększono wysokość premii za sukcesy z zespołem Paris Saint-Germain. Największy bonus w kontrakcie Neymar ma otrzymać za triumf w Lidze Mistrzów. Kwot nie podano do publicznej wiadomości, ale z przecieków wynika, że w przypadku zdobycia przez PSG potrójnej korony (mistrzostwa i Pucharu Francji oraz Ligi Mistrzów), Neymar zarobi za sezon grubo powyżej 40 mln euro. Punktem spornych w negocjacjach z brazylijskim piłkarzem były też jego wygórowane żądania w kwestii wzmocnienia zespołu.
A zatem wyjaśniła się jedna z największych zagadek zbliżającego się okienka transferowego. Neymar, którego obecna umowa wygasała 30 czerwca 2022 roku, wbrew krążącym plotkom iż marzy o powrocie do FC Barcelona, ostatecznie zdecydował się przedłużyć ją już teraz o kolejne trzy lata. „Bardzo się cieszę z tego, że mogę kontynuować moją sportową karierę w Paris Saint-Germain. Zapewniam wszystkich, że jest szczęśliwy w Paryżu. Dorosłem tutaj jako piłkarz i jako człowiek. Mam nadzieję zdobyć z tym zespołem jeszcze wiele trofeów” – powiedział brazylijski piłkarz w wypowiedzi zamieszczonej na oficjalnej stronie paryskiego potentata.
Neymar jest zawodnikiem PSG od lata 2017 roku. Od tego czasu rozegrał w drużynie z Parc des Princes 112 meczów, strzelając w nich 85 goli i zaliczając 51 asyst. Pod względem liczby zdobytych bramek jest w tej chwili szósty na liście wszech czasów paryskiego klubu. Niekwestionowanym liderem jest Urugwajczyk Edinson Cavani (200 goli). W tym czasie PSG wywalczył m.in. trzy tytuły mistrza Francji i doszedł po raz pierwszy w historii do finału Ligi Mistrzów.

Siatkówka: Powrót gwiazdy do Skry

PGE Skra Bełchatów buduje zespół na nowy sezon. W miniony piątek władze klubu poinformowały, że do zespołu po ośmioletniej przerwie wróci Aleksandar Atanasijević, ostatnio występujący w barwach Sir Sicoma Monini Perugia.

Atanasijević był zawodnikiem PGE Skry Bełchatów w latach 2011-2013. Serbski przyjmujący z bełchatowskim zespołem wywalczył wtedy Puchar i Superpuchar Polski, wicemistrzostwo naszej siatkarskiej ekstraklasy, drugie miejsce w Lidze Mistrzów CEV oraz brązowy medal w Klubowych Mistrzostwach Świata. Wybrany w 2013 roku w Serbii na najlepszego siatkarza roku, Atanasijević po sezonie zmienił barwy klubowe przenosząc się do ekipy Sir Sicoma Monini Perugia. W ostatnich dwóch sezonach jego trenerem był obecny selekcjoner reprezentacji Polski Vital Heynen.
Po ośmiu latach gry na włoskich parkietach, 29-letni obecnie serbski siatkarz zdecydował się na powrót do klubu z Bełchatowa. „Jestem szczęśliwy, że znów będę graczem PGE Skry, bo z poprzedniego pobytu w tym klubie mam wiele wspaniałych wspomnień. Zawsze w głębi serca byłem przekonany, że kiedyś tu wrócę, ale miałem też świetny czas we Włoszech. Ale gdy pojawiła się oferta z Bełchatowa, nie zastanawiałem się nad nią długo” – przyznał serbski siatkarz w wypowiedzi udzielonej stronie internetowej skra.pl.
Negocjacje z prezesem PGE Skry Konradem Piechockim trwały ponoć tylko dwa dni i obie strony szybko doszły do porozumienia. Atanasijević zastąpi w bełchatowskiej drużynie swojego rodaka i rówieśnika Dusana Petkovicia.
Nowy nabytek czwartej ekipy PlusLigi w minionym sezonie już zapowiedział, że jego sportowym celem w nowej edycji rozgrywek będzie walka o miejsce medalowe. „Wiem, że ostatnio PGE Skra nie zdobywała lokat na podium, ale ten klub ma w kadrze wielu świetnych zawodników, znakomitą kadrę szkoleniową i infrastrukturę na światowym poziomie. Wszyscy zatrudnieni w nim ludzie chcą odnosić sukcesy i cieszę się, że znów będę częścią tego świetnego teamu” – podkreślił Atanasijević w na łamach skra.pl.

Liga Mistrzów UEFA: Przeniosą finał ze Stambułu do Anglii?

Awans dwóch angielskich zespołów do finału Ligi Mistrzów podważył sens rozgrywania decydującego meczu w Stambule. Z powodu gwałtownego wzrostu liczby zakażeń w Turcji brytyjski minister transportu Grant Shapps zaproponował UEFA przeniesienie finałowego spotkania na jeden z angielskich stadionów.

O zmianie organizatora finału Ligi Mistrzów mówi się coraz głośniej także dlatego, że rząd turecki na wzrost liczby zakażeń (ponad 60 tysięcy dziennie) zareagował wprowadzeniem całkowitego lockdownu. Dzięki temu liczba zakażeń spadła do poziomu 20-30 tysięcy dziennie, ale i tak brytyjski rząd umieścił Turcję na czerwonej liście krajów ze złą sytuacją epidemiczną. Po powrocie z nich trzeba w Wielkiej Brytanii przejść obowiązkową kwarantannę. Nie byliby z niej zwolnienia nawet piłkarze, a przecież tuż po finale Ligi Mistrzów spora grupa graczy Manchesteru City i Chelsea Londyn musi się udać na zgrupowania reprezentacji narodowych szykujących się do startu w Euro 2021 i Copa America. Mówi się zatem, że coraz bardziej możliwe będzie przeniesienie finału ze Stambułu w nowe miejsce. Jakie? Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem byłby jeden ze stadionów w Wielkiej Brytanii.
Tamtejsze media przekonują, że działacze UEFA już po cichu pracują nad zmianą lokalizacji tegorocznego finału Ligi Mistrzów. Gotowość do organizacji spotkania potwierdził brytyjski minister transportu, Grant Shapps. „Ostateczna decyzja w tej sprawie należy do UEFA, ale skoro w finale zagrają dwie angielskie drużyny, to decyzja federacji w tej kwestii wydaje się oczywista” – stwierdził polityk. Działacze UEFA mają więc spory kłopot, bo lockdown w Turcji oznacza, że kibice i dziennikarze musieliby odbyć po przybyciu do Stambułu 10-dniową kwarantannę, co może być dla większości fanów obu angielskich zespołów trudnym do spełnienia wymogiem.
Procedura zmiany gospodarza finału Ligi Mistrzów w związku z epidemią koronawirusa nie jest aż taka nierealna. Przecież UEFA nie tak dawno odebrała Bilbao i Dublinowi organizację meczów Euro 2021 właśnie dlatego, że władze Hiszpanii i Irlandii nie chciały się zgodzić na rozgrywanie meczów w tych miastach z udziałem kibiców. Finał obecnej edycji Ligi Mistrzów ma się odbyć 29 maja.

48 godzin sport

Świątek znów zagra z Riske
Iga Świątek i Magda Linette od poniedziału rywalizować będą w turnieju WTA 1000 na kortach ziemnych w Rzymie. W ubiegłym roku Świątek odpadła w tej imprezie już w pierwszej rundzie, a potem wygrała wielkoszlemowy French Open. W obecnej edycji 19-letnia warszawianka została rozstawiona z numerem 15. i w I rundzie zmierzy się z Amerykankę Alison Riske, z którą niedawno wygrała w Madrycie. Na znacznie trudniejszą rywalkę trafiła w losowaniu Linette, bo jej przeciwniczką w I rundzie będzie rozstawiona w Rzymie z numerem 11. Czeszka Petra Kvitova. Z kolei nasz najlepszy obecnie tenisista, Hubert Hurkacz, na pierwszego rywala w rzymskim turnieju wylosował startującego z „dziką kartą” 19-letniego Włocha Lorenzo Musettiego.

Zieliński bryluje w SSC Napoli
Piotr Zieliński strzelił gola dla SSC Napoli w wygranym przez jego zespół 4:1 wyjazdowym meczu 35. kolejki włoskiej Serie A ze Spezią. Było to siódme ligowe trafienie reprezentanta Polski w tym sezonie. 26-letni pomocnik zaliczył także asystę. Napoli z dorobkiem 70 punktów wciąż pozostaje w grze o miejsce w gwarantujące udział w nowej edycji Ligi Mistrzów. Mistrzowski tytuł ma już zapewniony Inter Mediolan.

Próba generalna dla Chelsea
W 35. kolejce angielskiej Premier League spotkali się finaliści obecnej edycji Ligi Mistrzów UEFA. W próbie generalnej przed zaplanowanym na 28 maja finałem najważniejszego z europejskich pucharów Manchester City nieoczekiwanie przegrał u siebie z Chelsea Londyn 1:2. „The Citizens” mimo porażki utrzymali pozycję lidera, bo wcześniej zgromadzili na koncie 80 punktów, ale drugi w tabeli Manchester City ma jeden zaległy mecz i wciąż matematyczne szanse na zajęcie pierwszego miejsca. Chelsea z 64. punktami na koncie awansowała na trzecią lokatę, spychając na czwartą Leicester City (63 pkt). W grze o miejsce gwarantujące start w Lidze Mistrzów pozostają jeszcze West Ham, Tottenham, FC Liverpool i Everton.

Skończył z siatkówką
Patryk Czarnowski, jeden z najbardziej utytułowanych polskich siatkarzy w PlusLidze, ogłosił zakończenie kariery, w trakcie której od 2004 roku reprezentował barwy AZS Olsztyn, Jastrzębskiego Węgla, ZAKSY Kędzierzyn-Koźle, PGE Skry Bełchatów, a przez ostatnie dwa sezony Aluronu CMC Warty Zawiercie. W swoim dorobku Czarnowski ma 12 medali mistrzostw Polski, w tym trzy złote (z ZAKSĄ w 2016 i 2017 oraz PGE Skrą w 2018 roku). W naszej siatkarskiej ekstraklasie przez 17 sezonów rozegrał 331 meczów, w których zdobył 1756 punktów.

Porażka Barty w Madrycie
W rozegranym w minioną sobotę finale turnieju WTA 1000 w Madrycie liderka światowego rankingu Australijka Ashleigh Barty przegrała w Białorusinką Aryną Sabalenka 0:6, 6:3, 4:6. Gwoli przypomnienia, Barty wyeliminowała z imprezy w 1/8 finału naszą tenisistkę Igę Świątek.

Docenili polskich piłkarzy
W ostatniej kolejce Championship zespół Millwall przegrał na wyjeździe z Coventry City aż 1:6, ale na swojej stronie internetowej poinformował, że w głosowaniu kibiców piłkarzem sezonu w tym klubie został polski bramkarz Bartosz Białkowski. Dla 33-letniego golkipera to drugie takie wyróżnienie z rzędu. W zakończonym w miniony weekend sezonie rozegrał w sumie we wszystkich rozgrywkach 49 meczów, z który 17 zakończył bez straty gola. Tytułem najlepszego zawodnika sezonu nagrodzony został też występujący w Barnsley obrońca reprezentacji Polski Michał Helik. Jego zespół zajął na koniec sezonu 5. miejsce i zagra w barażach o awans do Premier League, wraz z drużynami Brendfordu, Bournemouth i Swansea City. Bezpośredni awans wywalczyły natomiast ekipy Norwich City (zawodnikiem tego klubu jest reprezentant Polski Przemysław Płacheta) i Watfordu. Z ligi spadły Wycombe Wanderers, Rotherham United i Sheffield Wednesday.

Boruc w Legii jeszcze na rok
Artur Boruc przedłużył kontrakt z Legią Warszawa na kolejny sezon. Nowa umowa z 41-letnim bramkarzem obowiązuje do końca czerwca 2022 roku. W obecnych rozgrywkach ekstraklasy Boruc wystąpił w 24 spotkaniach stołecznej drużyny. Przypomnijmy, że jest on wychowankiem Pogoni Siedlce, a zawodnikiem Legii był już wcześniej, w latach 1999-2005. Potem grał w Celticu Glasgow, Fiorentinie, FC Southampton i AFC Bournemouth. Do Legii 65-krotny reprezentant Polski wrócił latem 2020 roku.

Żużlowcy bez koronawirusa
Zawodnicy biorący udział w meczach żużlowej PGE Ekstraligi przeszli obowiązkowe testy na Covid-19. PGE Ekstraliga poinformowała, że wszyscy otrzymali negatywne wyniki testów na obecność koronawirusa. Tym samym bez przeszkód mogły się odbyć spotkania Włókniarza Częstochowa ze Spartą Wrocław i Falubazu Zielona Góra ze Stalą Gorzów. Na przeszkodzie w rozegraniu dwóch piątkowych meczów stanęła pogoda. Potyczki Motoru Lublin z Apatorem Toruń i GKM Grudziądz z Unią Leszno przełożono na 21 maja.

Zmarł wybitny rosyjski siatkarz
Klub Zenit Petersburg poinformował o śmierci Aleksandra Saprykina, wybitnego przed laty siatkarza. Urodzony 28 lipca 1946 roku Saprykin w latach 1971-74 występował w siatkarskiej reprezentacji ZSRR, z którą wywalczył mistrzostwo Europy (Włochy 1971), brązowy medal igrzysk olimpijskich (Monachium 1972) oraz srebrny medal mistrzostw świata (Meksyk 1974). Na tej ostatniej imprezie Sborna przegrała jedynie z reprezentacją Polski prowadzoną przez trenera Huberta Wagnera, które wtedy sięgnęła po złoto. W barwach klubów SKA Leningrad oraz Spartak/Avtomobilist Leningrad Suprykin cztery tytuły wicemistrza ZSRR oracz cztery brązowe medale. Po zakończeniu kariery zawodniczej był trenerem i działaczem, m.in. zasiadał w prezydium rosyjskiej federacji siatkówki. Ostatnio był szefem sekcji siatkówki plażowej w Zenicie Petersburg.

Leon i Anioły w Toruniu

Gwiazdor siatkarskiej reprezentacji Polski Wilfredo Leon został jednym z głównych udziałowców klubu Anioły UMK Toruń. Jego drużyna zacznie w drugiej lidze, ale jej właściciel ma znacznie większe aspiracje.

Do tej pory można było sądzić, że w Polsce Leon jest bardziej związany z Rzeszowem i Warszawą, dlatego wiadomość, że postanowił stworzyć swój klub akurat w Toruniu była pewnym zaskoczeniem. Siatkarz szybko jednak wyjaśnił powody. „Wybrałem Toruń, bo to miasto przyjazne sportowi i lubiane przez sportowców. Działają tu bardzo dobre kluby – żużlowy i koszykarski, ale brakowało tu męskiej siatkówki na wysokim poziomie. Warunki są sprzyjające, bo w mieście powstały nowoczesne obiekty sportowe, a wśród lokalnych przedsiębiorców jest duże zainteresowanie sponsoringiem. Nie bez znaczenia przy wyborze były też względy rodzinne, bo w Toruniu mieszka rodzina mojej żony” – wyjawił Leon w wypowiedzi udzielonej portalowi WP SportoweFakty.Zespół Anioły UMK Toruń w sezonie 2021/2022 będą występować w drugiej lidze, a swoje domowe mecze rozgrywać w hali Szkoły Podstawowej numer 28 w dzielnicy Rubinkowo.
Klub będzie współpracował z toruńskim Uniwersytetem Mikołaja Kopernika. Leon jako główny udziałowiec ma zagwarantowany wpływ na każdy aspekt funkcjonowania klubu, m.in. na wybór trenera i zawodników. Ponieważ jednak w tej chwili najważniejsza jest dla niego jest jego własna siatkarska kariera, zarządzanie toruńskim klubem powierzy zaufanym osobom.
Prezesem Aniołów został toruński biznesmen Karol Lejman, do tej pory znany z działalności w żużlu (jest współwłaścicielem firmy One Sport, która organizuje m.in. cykl Speedway Euro Championship). Wiceprezesem nowego klubu będzie żona siatkarza Małgorzata Leon. Gwiazdor reprezentacji Polski nie ukrywa aspiracji i chce aby jego drużyna jak najszybciej awansowała do PlusLigi. Otwiera te w Toruniu i Warszawie siatkarską akademię.

Stal bez licencji PZPN

Komisja ds. Licencji Klubowych PZPN rozpatrzyła wnioski o przyznanie licencji dla klubów ekstraklasy oraz I i II ligi. Licencji na występy w PKO Ekstraklasie w nowym sezonie nie otrzymała jedynie Stal Mielec.

Po analizie wniosków Komisja Licencyjna postanowiła przyznać licencje upoważniające do udziału w rozgrywkach pucharowych UEFA w sezonie 2021/2022 14 klubom: Legii Warszawa, Cracovii, Górnikowi Zabrze, Jagiellonii Białystok, Lechowi Poznań, Piastowi Gliwice, Lechii Gdańsk, Zagłębiu Lubin, Pogoni Szczecin, Wiśle Płock, Warcie Poznań (na stadionie w Grodzisku Wlkp.), Rakowowi Częstochowa, Śląskowi Wrocław i Arce Gdynia. Wiadomo już, że w nowym sezonie w kwalifikacjach europejskich pucharach zagrają Legia, Raków i Pogoń, a szanse na to mają jeszcze Piast, Warta, Zagłębie, Lechia i Śląsk. Arka Gdynia pojawiła się w tym zestawieniu jako finalista Pucharu Polski.
Komisja przyznała też licencje w sezonie 2021/2022 na grę w PKO Ekstraklasie, lecz nałożyła nadzór finansowy na Legię Warszawa, Cracovię, Górnika Zabrze, Jagiellonię Białystok, Lecha Poznań, Piasta Gliwice, Lechię Gdańsk i Zagłębie Lubin, natomiast na Pogoń Szczecin, Wisłę Płock, Wartę Poznań, Raków Częstochowa i Śląsk Wrocław dodatkowo, poza nadzorem finansowym dołożyła też nadzór infrastrukturalny. W sposób szczególny potraktowano Podbeskidzie Bielsko Biała i Wisłę Kraków, które także obciążono nadzorem finansowym, ale z obowiązkiem terminowego realizowania zawartych ugód i porozumień bez możliwości ich dalszego odraczania.
Jedynym klubem z obecnego składu PKO Ekstraklasy, któremu Komisja nie przyznała licencji jest Stal Mielec. Powodem odrzucenie wniosku były błędy w rocznym sprawozdaniu finansowym, niejasności w rozliczeniach transferów i niespłacone zobowiązania wobec pracowników oraz na rzecz ZUS i Urzędu Skarbowego. „FKS Stal Mielec złoży w trybie natychmiastowym odwołanie i przedłoży stosowne dokumenty spełniające wszystkie niezbędne wymogi licencyjne” – napisano w komunikacie mieleckiego klubu.