Śląsk odjeżdża rywalom

Wrocławski zespół po latach pałętania się w dole ligowej tabeli obecny sezon zaczął rewelacyjnie. W czwartej kolejce Śląsk pokonał Cracovię 2:1 i utrzymał wywalczoną przed tygodniem pozycję lidera ekstraklasy. Kibiców Wisły Kraków w dobry humor wprawiła jednak nie tyle porażka lokalnego rywala, co wysokie zwycięstwo ich drużyny z ŁKS-em.

Śląsk coraz pewniej czuje się na fotelu lidera. Przed tygodniem podopieczni czeskiego trenera Vitezslava Lavicki pokonali na wyjeździe po dobrej grze Lecha Poznań 3:1, a w ten weekend zdobyli komplet punktów kosztem nieźle w tym sezonie grającej Cracovii. Co prawda wrocławianom dopisało trochę szczęście, bo Mateuszowi Cholewiakowi w 87. minucie wyszedł „strzał życia” po którym piłka trafiła w okienko bramki „Pasów”. Pozycja lidera i wyraźnie lepsza gra zespołu Śląska natychmiast przełożyła się na poprawę frekwencji. Spotkanie z Cracovią obejrzało ponad 16 tysięcy widzów, co jest już liczbą znaczącą, ale zważywszy na pojemność wrocławskiego stadionu (ponad 42 tysiące miejsc), nadal daleką od ideału. Wystarczy zresztą zerknąć na liczbę widzów na stadionie Wisły Kraków w spotkaniu z ŁKS Łódź. Wygraną wiślaków 4:0 oklaskiwało na tym obiekcie blisko 18 tysięcy kibiców.

Wyniki 5. kolejki:
Wisła Kraków – ŁKS Łódź 4:0
Gole: Paweł Brożek (23 i 90), David Niepsuj (44), Vukan Savicević (61).
Widzów: 17 045.
Śląsk Wrocław – Cracovia 2:1
Gole: Robert Pich (30), Mateusz Cholewiak (87) – Rubio (71). Widzów: 16 702.
Arka Gdynia – Lech Poznań 0:0
Widzów: 10 098.
Jagiellonia Białystok – Górnik Zabrze 3:1
Gole: Ivan Runje (5), Bartosz Bida (45), Jesus Imaz (70) – Łukasz Wolsztyński (58).
Widzów: 10 656.
Piast Gliwice – Wisła Płock 1:0
Gol: Piotr Parzyszek (33). Widzów: 3779.
Niedzielne mecze Legii z Zagłębiem i Rakowa z Lechią zakończyły się po zamknięciu wydania.

 

Dwa gole Lewego

Robert Lewandowski znakomicie rozpoczął nowy sezon Bundesligi, czego nie można powiedzieć o zespole Bayernu. Polak w meczu z Herthą Berlin strzelił dwa gole, ale obrońcy mistrzowskiego tytułu tylko zremisowali 2:2. Prowadzenie w tabeli objęła Borussia Dortmund z Łukaszem Piszczkiem w składzie, gromiąc u siebie FC Augsburg 5:1.

Piątkowa potyczka Bayernu z Herthą zainaugurowała rozgrywki niemieckiej 1. Bundesligi. Lewandowski pierwszego gola dla gospodarzy strzelił w 24. minucie, wykorzystując dośrodkowanie Serge’a Gnabry’ego. Tym samym kapitan reprezentacji Polski ustanowił nowy rekord niemieckiej ekstraklasy, bo jak policzyli futbolowi statystycy, trafiał do siatki rywali już na starcie pięciu kolejnych sezonów.

Gol „Lewego” był ukoronowaniem dobrej gry bawarskiej jedenastki i nic nie zwiastowało jej późniejszych kłopotów. W 36. minucie piłka po strzale z daleka oddanym przez młodzieżowego reprezentanta Belgii Dodiego Lukebakio trafiła przypadkowo w plecy innego gracza Herthy Vedada Ibisevicia i myląc kompletnie Manuela Neuera wpadła do bramki. Zanim gracze Bayernu otrząsnęli się z szoku, dwie minuty później Marko Grujić podwyższył wynik na 2:1 dla berlińczyków.

Szczęśliwy zdobywca bramki dla Herthy nie popisał się jednak w 59. minucie i w swoim polu karnym powalił czekającego tam na podanie Lewandowskiego. Arbiter skorzystał z podpowiedzi VAR i podyktował rzut karny dla gospodarzy. Na bramkę zamienił go sam poszkodowany i wyrównał stan meczu na 2:2. Na więcej ekipę Bayernu nie było już tego wieczoru stać i na starcie nowego sezonu straciła dwa punkty do najgroźniejszego konkurenta w wyścigu o mistrzowski tytuł, czyli Borussii Dortmund, która na swoim stadionie rozgromiła FC Augsburg aż 5:1. Łukasz Piszczek rozpoczął mecz w wyjściowej jedenastce, ale został zmieniony w 68. minucie. Dwa gole dla zespołu z Dortmundu strzelił Hiszpan Paco Alcacer i ten piłkarz może w tym sezonie być najgroźniejszym rywalem „Lewego” do korony króla strzelców.

Bramki zdobyte przez kapitana reprezentacji Polski w spotkaniu z Herthą były trafieniami numer 193 i 194 uzyskanymi przez niego w barwach bawarskiego klubu. Lewandowski w klasyfikacji strzelców wszech czasów Bayernu zajmuje trzecie miejsce, a od drugiego w tym zestawieniu Karla-Heinza Rummenigge dzielą go już tylko 23 gole. Swojego obecnego szefa ma zatem realne szanse wyprzedzić, może już nawet w tym sezonie. Tylko na prześcignięcie pierwszego na liście Gerda Muellera nie ma żadnych szans, bowiem legendarny napastnik strzelił w barwach Bayernu aż 508 goli.

Lewandowski potrzebuje jednak mocniejszego wsparcia ze strony kolegów z zespołu. Bez tego Bayern może mieć poważny problem z obroną mistrzowskiego tytułu, bo Borussia Dortmund już na starcie potwierdziła, że w tym sezonie będzie w stanie przełamać hegemonię bawarskiego potentata. Dlatego działacze Bayernu wciąż są aktywni na transferowym rynku. W ostatnich dniach wypożyczyli z Barcelony 27-letniego brazylijskiego skrzydłowego Philippe Coutinho. Zapłacili za to zaledwie 8,5 mln euro. Na podobnej zasadzie chcieli wypożyczyć z Juventusu Mario Mandzukicia, ale Chorwat w ostatniej chwili zrezygnował. Chyba uznał, że jednak nie wygryzie „Lewego” ze składu.

 

48 godzin sport

Grabara został bez trenera
Występujący w angielskiej Championship klub Huddersfield Town zwolnił trenera Jana Siewerta. Szkoleniowiec pracował z zespołem od stycznia tego roku, spadł z nim z Premier League, ale fatalnie zaczął sezon w II lidze, zdobywając w trzech pierwszych kolejkach tylko jeden punkt. Bramkarzem Huddersfield Town jest młodzieżowy reprezentant Polski Kamil Grabara.

Rugbyści skazani za gwałt
Kenijscy rugbiści z zespołu Nairobi Harlequins, 24-letni Frank Wanyama i 23-letni Alex Olaba, zostali skazani na 15 lat więzienia za gwałt zbiorowy na popularnej w tym kraju piosenkarce. Do przestępstwa doszło w lutym 2018 roku w trakcie przyjęcia urodzinowego pokrzywdzonej. Orzekając wyrok sędzia Martha Mutuku podkreśliła, że wymierzyła sprawcom po 15 lat więzienia, najwyższą przewidzianą w prawie karę za gwałt zbiorowy w Kenii, by jej surowość podziałała odstraszająco.

Zmarł mistrz wagi półśredniej
W piątek w Meksyku w wieku 79 lat zmarł Jose „Mantequilla” Napoles. Informację o jego zgonie podała na swojej stronie internetowej Światowa Federacja Bokserska. Napoles urodził się na Kubie i na początku kariery reprezentował w ringu ten kraj. W 1969 roku otrzymał obywatelstwo Meksyku, do którego uciekł, gdy Fidel Castro wpisał boks zawodowy na listę sportów zakazanych. Łącznie stoczył 88 walk, odniósł 81 zwycięstw i doznał siedmiu porażek. Aż 54 pojedynki zakończył przed czasem. Karierę zakończył w 1975 roku, a piętnaście lat później jego nazwisko trafiło do Światowej Galerii Sław Boksu.

Grała I liga piłkarska
Wyniki 4. kolejki: Odra Opole – Stomil Olsztyn 0:1, Sandecja Nowy Sącz – GKS Tychy 1:0, Chrobry Głogów – Puszcza Niepołomice 0:1, Zagłębie Sosnowiec – Miedź Legnica 1:0, Chojniczanka Chojnice – Bruk-Bet Nieciecza 1:0, Stal Mielec – Olimpia Grudziądz 2:0, Radomiak Radom – Warta Poznań 0:2, Wigry Suwałki – Podbeskidzie Bielsko-Biała 1:0, GKS Jastrzębie – GKS Bełchatów 1:1. Prowadzi Bruk-Bet (9 pkt) przed Wartą (9) i Podbeskidziem (7), stawkę zamykają Chrobry (0 pkt), Odra (1 pkt) i GKS Tychy (3 pkt).

Odszedł legendarny kolarz
W piątek, 16 sierpnia zmarł Felice Gimondi. Był włoskim kolarzem szosowym i torowym, jednym z siedmiu zawodników, który wygrał Giro d’Italia (1967, 1969 i 1976), Tour de France (1965) i Vuelta a’Espana (1968). Był także mistrzem świata z Barcelony z 1973 roku w wyścigu ze startu wspólnego. Sportową karierę zakończył w 1979 roku. Zmarł na zawał serca w wieku 76 lat.

IAAF: Semenya jest mężczyzną
Profesor biochemii Jose Maria Odriozola, były prezydent hiszpańskiej federacji lekkoatletycznej, a obecnie członek rady IAAF, oświadczył publicznie, że hiperandrogeniczna biegaczka z RPA Caster Semenya „pod względem biologicznym jest mężczyzną i w rywalizacji z kobietami ma ogromną przewagę”. Połodniowoafrykańska lekkoatletka jest w ostrym sporze z IAAF, ponieważ od tego sezonu znów musi stosować leki redukujące w jej organizmie poziom testosteronu. „Mówimy o jej przypadku od mistrzostw w Berlinie w 2009 roku. Ma chromosomy XY, jak mężczyzna. Seria badań hormonalnych wykazała, że jest osobą hiperandrogeniczną. Nie chcemy jej odmawiać kobiecości, ale pod względem biologicznym Semenya jest mężczyzną, choć w pewnych aspektach odbiegającą od mężczyzn pod względem anatomicznym, ale ma jednak ogromną przewagę nad kobietami” – zapewnia Odriozola.

Kadra Serbii już bez Grbicia
Nikola Grbić nie jest już trenerem reprezentacji Serbii siatkarzy. Kontrakt został rozwiązany za porozumieniem stron. Decyzja została podjęta po tym, jak Serbia nie zakwalifikowała się do igrzysk olimpijskich w Tokio 2020, przegrywając rywalizację z Włochami w turnieju interkontynentalnym w Bari. Serbscy siatkarze będą mieli jeszcze szansę wywalczyć przepustkę do Tokio w styczniowym turnieju kontynentalnym, ale władze Serbskiej Federacji Piłki Siatkowej (OliSS) uznali, że zespół poprowadzi inny szkoleniowiec. Grbić był selekcjonerem kadry Serbii od 2015 roku. W 2016 roku wygrał z nią Ligę Światową, a w 2017 roku zdobył brązowy medal mistrzostw Europy. Od nowego sezonu będzie trenerem ZAKSY Kędzierzyn-Koźle.

Surowa kara dla Kyrgiosa
Australijski tenisista Nick Kyrgios za skandaliczne zachowanie podczas turnieju ATP w Cincinnati został ukarany grzywną w wysokości 113 tysięcy dolarów. To jedna z najwyższych kar finansowych nałożonych na zawodnika w ostatnich latach.

Dożywotnia dyskwalifikacja
Międzynarodowa Federacja Piłkarska (FIFA) dożywotnio zdyskwalifikowała byłego trenera piłkarskiej reprezentacji Nigerii Samsona Siasię, który doprowadził zespół do zdobycia dwóch medali olimpijskich – srebrnego w Pekinie w 2008 i brązowego w Rio de Janeiro w 2016. Szkoleniowcowi udowodniono przyjmowanie łapówek w zamian za ustawianie wyników. Według nieoficjalnych informacji Siasia był powiązany z pochodzącym z Singapuru menedżerem piłkarskim Wilsonem Perumalem, który w lutym 2011 roku został aresztowany w Finlandii i skazany na dwa lata więzienia za ustawianie wyników spotkań.

Rosjanie w tarapatach

Rosjanie przestali chronić swoich sztangistów i Międzynarodowa Federacja Podnoszenia Ciężarów ujawniła nazwiska podejrzanych o doping, m.in. Dmitrija Łapikowa i Nadzieżdę Jewtuszynę.

Łapikow to dwukrotny wicemistrz świata i mistrz Europy w kategorii do 105 kg. Jego największym sukcesem w karierze było zdobycie brązowego medalu olimpijskiego w Pekinie w 2008 roku. Uzyskał wtedy w dwuboju taki sam rezultat, jak Polak Marcin Dołęga, ale był od niego o 70 gramów lżejszy i dlatego to jemu przyznano trzecie miejsce. W 2017 roku stracił jednak medal na rzecz Dołęgi, bo udowodniono mu stosowanie zabronionych środków dopingowych. Z kolei Jewtuszyna została przyłapana na dopingu podczas igrzysk w Pekinie, gdzie zajęła trzecie miejsce w kat. 75 kg. Odebrano jej medal w 2016 roku, ale do tego czasu była mistrzynią i wicemistrzynią świata i dwa razy zdobyła tytuł mistrzyni Europy. Teraz jest ponownie podejrzana o doping, ale nie ujawniono, z jakiego okresu jej startów są próbki z wynikami pozytywnymi.

Kilka dni temu IWF po raz pierwszy poinformowała, że kilkoro Rosjan jest podejrzanych o stosowanie dopingu. Oprócz wyżej wymienionych, wśród podejrzanych znaleźli się brązowy medalista igrzysk w Londynie (2012) oraz mistrz świata z 2013 i 2014 Rusłan Ałbiegow, mistrzyni świata z 2013 roku Tima Turijewa, dwukrotni mistrzowie Europy Oleg Czen (2013, 2014) i Dawid Bedżanian (2012 i 2013) oraz tegoroczny wicemistrz Europy Jegor Klimonow. Ujawnienie tych przypadków stało się możliwe dzięki przekazaniu Światowej Agencji Antydopingowej (WADA) danych z laboratorium dopingowego w Moskwie. Archiwa RUSADY agenci antydopingowi WADY otrzymali w lipcu 2019.

 

Chińczyk przejął klub NBA

Chiński multimiliarder Joseph Tsai odkupił wszystkie pozostałe udziały od Mikhaila Prokhorova i został całościowym właścicielem Brooklyn Nets. Zapłacił za wszystkie akcje 2,35 mld dolarów.

Joseph Tsai to współtwórca chińskiej platformy sprzedażowej Alibaba (Alibaba Group), odpowiednika Allegro czy Amazonu. Zarobione pieniądze stworzyły mu możliwość furtkę kolejnych inwestycji – także w sporcie. Tsai już dwa lata temu wykupił 49 proc. udziałów w Brooklyn Nets z opcją pierwokupu pozostałych 51 procent do sezonu 2021/2022. Skorzystał z niej znacznie wcześniej i już tego lata wykupił od Mikhaila Prokhorova resztę akcji klub włącznie z halą Barclays Center. Cała transakcja kosztowała 3,5 miliarda dolarów (2,35 mld za klub, 1,15 mld za halę). To rekordowa kwota nie tylko za przejęcie klubu NBA, ale jakiegokolwiek klubu sportowego w Stanach Zjednoczonych. Do tej pory najdroższy był Houston Rockets wykupiony w 2017 roku za 2,2 miliarda dolarów.

Majątek Josepha Tsai’a szacowany jest na około 10 miliardów dolarów. Ten chiński biznesmen jest już właścicielem kilku klubów w USA. Zaczął od halowej ligi lacrosse’a, w której przejął zespół San Diego Seals. Od marca 2018 jest też właścicielem Carolina Panthers (futbol amerykański) oraz New York Liberty (kobieca wersja koszykarskiej NBA).

Od wielu miesięcy Tsai mocno angażował się w działalność Brooklyn Nets i był w tym względzie znacznie aktywniejszy od rosyjskiego współwłaściciela. Finansowa zaangażowanie chińskiego miliardera jest na rękę komisarzowi NBA Adamowi Silverowi, który już kilka miesięcy temu przyznał, że wpływ Tsai’a na wzrost zainteresowanie NBA w Chinach jest ogromny.

 

Polskie podium w Zakopanem

To był udany występ polskich skoczków w Letniej Grand Prix w Zakopanem. W sobotę biało-czerwoni zajeli drugie miejsce w konkursie drużynowym, przegrywając jedynie z Japończykami, ale w niedzielę zdominowali rywalizacje w konkursie indywidualnym. Wygrał Kamil Stoch przed Dawidem Kubackim, a w czołowej ósemce znalazło się aż czterech naszych zawodników.

W sobotnim konkursie drużynowym biało-czerwoni w pierwszej serii mocno rozczarowali licznie przybyłych pod Wielką Krokiew kibiców, bo zajmowali dopiero piątą lokatę. Drugie próby w wykonaniu Piotra Żyły, Jakuba Wolnego, Kamila Stocha i Dawida Kubackiego były już jednak zdecydowanie lepsze i nasza reprezentacja wywindowała się ostatecznie na drugie miejsce. Znakomicie spisał się zwłaszcza Kubacki, który oddał dwa znakomite skoki. Rywalizację wygrali Japończycy, którzy byli liderami po pierwszej serii i pokonali biało-czerwonych różnicą 10,8 pkt. Na najniższym stopniu podium stanęli Norwegowie.
W niedzielnym konkursie indywidualnym, oprócz Stocha, Kubackiego, Wolnego i Żyły, w naszych barwach wystartowali jeszcze Aleksander Zniszczoł, Maciej Kot i Stefan Hula. Już po serii próbnej nastroje kibiców były wyborne, bo nasi skoczkowie uzyskiwali świetne rezultaty, zwłaszcza zaś Stoch, który był zdecydowanie najlepszy w całej stawce. Znakomicie skakał też bohater „drużynówki” Kubacki, zajmując trzecie miejsce w zestawieniu próbnych skoków.

Konkurs odbył się jednak w trudnych i zmiennych warunkach. Z siódemki Polaków pierwszy na belce stanął Kamil Stoch. Trzykrotny mistrz olimpijski poszybował na odległość 137,5 metra i objął prowadzenie. Słabo spisał się Stefan Hula, który osiągnął tylko 112 metrów i było jasne, że w drugiej serii nie wystartuje. Zdecydowanie lepiej wypadł Aleksander Zniszczoł lądując na 128 metrze. Sprzyjające warunki wykorzystał Japończyk Yukiya Sato, który wynikiem 145 m poprawił o jeden metr letni rekord skoczni w Zakopanem. Skaczący po nim Jakub Wolny wylądował pięć metrów bliżej. Niewiele gorzej wypadł Piotr Żyła, który uzyskał 138 m. Taką sama odległość wpisał na swoje kontro Dawid Kubacki. Tylko Maciej Kot z wynikiem 125 m musiał obawiać się o awans do drugiej rundy. Ale na trybunach trwała fiesta, bo po pierwszej serii prowadził wprawdzie Sato, lecz za nim byli Wolny, Stoch, Żyła i Kubacki.

Rywalizację w serii finałowej mocno psuła zmienna aura, ale ostatecznie udało się ją dokończyć. Zmagania najlepszej dziesiątki zawodników zapoczątkował Japończyk Yuken Iwasa, skacząc 133,5 metra. Pojawienie się na rozbiegu Kubackiego oznaczało początek decydujących rozstrzygnięć. Nasz skoczek nie zawiódł oczekiwań i skoczył 134,5 m, co pozwoliło mu objąć prowadzenie w konkursie. Żyła skoczył 3,5 metra i nie wyprzedził kolegi z reprezentacji. Sztuki tej dokonał jedynie Stoch. Lider naszej kadry w drugiej próbie zaliczył odległość 132,5 m i wyprzedził Kubackiego zaledwie o 0,7 pkt. Jakub Wolny nie wytrzymał presji i wylądował na 125 metrze, co zapewniło mu siódmą lokatę. Jako ostatni na belce usiadł świeżo upieczony rekordzista zakopiańskiej Sato. Japończyk w drugiej próbie skoczył jednak znacznie gorzej, bo tylko 131 m i ostatecznie zajął w konkursie trzecie miejsce, za Stochem i Kubackim. Żyła zakończył rywalizację na szóstej pozycji, a Zniszczoł na dwudziestej pierwszej. Maciej Kot ukończył zawody na 31. miejscu, a najsłabszy z naszych zawodników Stefan Hula na 48.

Znakomity występ polskich skoczków zapewnił im awans na pierwsze miejsce w klasyfikacji Pucharu Narodów. Biało-czerwoni poprawili swój dorobek do 1355 pkt. Drugą lokatę zajmują Japończycy (1259 pkt), trzecią Słowenia (1143 pkt), czwartą Niemcy (1123 pkt), piątą Norwegia (1075 pkt), szóstą Austria (592 pkt), siódmą Rosja (402 pkt), a ósmą Szwajcaria (197 pkt).
Nasza ekipa może jednak, mimo sporej przewagi, stracić pozycje lidera, bo na kolejne zawody w ramach Letniej Grand Prix w Hakubie nie pojada nasi najlepsi skoczkowie. Trener Michal Doleżal do Japonii wysyła zawodników z kadry B. Będzie im trudno nawiązać walkę z gospodarzami zawodów.

 

Kadra na mistrzostwa świata

Polski Związek Towarzystw Wioślarskich podał w minioną sobotę skład kadry na zbliżające się mistrzostwa świata w Linzu (25 sierpnia – 1 września). W Austrii toczyć się też będzie rywalizacja o prawo startu w przyszłorocznych igrzyskach olimpijskich w Tokio.

W światowym czempionacie wystartuje 12 polskich osad. Z ubiegłorocznych mistrzostwach świata, które odbyły się w bułgarskim Płowdiw, reprezentacja Polski wróciła tylko z jednym medalem, ale z najcenniejszego kruszcu. Złotym wywalczyła kobieca czwórka podwójna w składzie: Agnieszka Kobus-Zawojska, Marta Wieliczko, Maria Springwald i Katarzyna Zillmann. Tym razem władze PZTW liczą na pokaźniejszą zdobycz.

Kadra Polski na MŚ 2019
Kobiety: dwójka podwójna wagi lekkiej – Weronika Deresz (niezrzeszona), Katarzyna Wełna (AZS AWF Kraków); dwójka bez sterniczki – Monika Sobieszek (AZS AWF Kraków), Anna Wierzbowska (Bydgostia); dwójka podwójna – Krystyna Lemańczyk-Dobrzelak (AZS AWF Warszawa), Martyna Radosz (Bydgostia); czwórka bez sterniczki – Monika Chabel, Maria Wierzbowska, Joanna Dittmann (Bydgostia), Olga Michałkiewicz (AZS AWF Gorzów); czwórka podwójna – Katarzyna Zillmann (AZS UMK Toruń), Maria Springwald (AZS AWF Kraków), Agnieszka Kobus-Zawojska (AZS AWF Warszawa), Marta Wieliczko (Wisła Grudziądz).
Mężczyźni: jedynka – Natan Węgrzycki-Szymczyk (AZS AWF Warszawa); jedynka wagi lekkiej – Miłosz Jankowski (AZS AWFiS Gdańsk); dwójka podwójna wagi lekkiej – Jerzy Kowalski, Artur Mikołajczewski (Gopło Kruszwica); dwójka bez sternika – Bartosz Modrzyński (BTW Bydgoszcz), Łukasz Posyłajka (AZS Szczecin); dwójka podwójna – Mateusz Biskup (AZS AWF Gdańsk), Mirosław Ziętarski (AZS UMK Toruń); czwórka bez sternika – Michał Szpakowski (CWZS Zawisza), Mateusz Wilangowski (Wisła Grudziądz), Marcin Brzeziński (WTW Warszawa), Mikołaj Burda (Bydgostia); czwórka podwójna – Fabian Barański (WTW Włocławek), Dominik Czaja, Szymon Pośnik (AZS AWF Warszawa), Wiktor Chabel (Posnania).

 

Bez triumfu w Malilli

Grand Prix Skandynawii na torze w Malilli wygrał Szwed Fredrik Lindgren, przed Duńczykiem Leonem Madsenem i Maciejem Janowskim. Lider klasyfikacji generalnej Bartosz Zmarzlik nie awansował do finału i stracił prowadzenie na rzecz Madsena. Nasz żużlowiec jest drugi ze stratą sześciu punktów.

Piątkowe kwalifikacje wygrał w cuglach Maciej Janowski, który jako jedyny swoje najlepsze okrążenie przejechał w czasie poniżej 14 sekund i jako pierwszy mógł wybrać numer startowy. W pierwszej piątce kwalifikacji znaleźli się również Janusz Kołodziej (3. miejsce), Bartosz Zmarzlik (4. lokata) i Patryk Dudek (5. pozycja). W kwalifikacjach udział wzięło wszystkich szesnastu uczestników sobotnich zawodów.

W sobotnich zawodach Janowski potwierdził wysoką formę i był najlepszy z kwartetu naszych żużlowców, zajmując w finale trzecią lokatę. Słabo wypadł tym razem Zmarzlik, który wygrał poprzedni turniej cyklu Grand Prix we Wrocławiu i dzięki temu objął prowadzenie. W Malilli zaczął świetnie i pewnie wygrał pierwszy wyścig. W następnych wiodło mu się już jednak gorzej. W piątym biegu minął go Madsen, w 12. Lindgren, a w 14. Mikkel Michelsen.
Przed turniejem Zmarzlik miał na koncie 61 pkt, tyle samo ile Madsen i Rosjanin Emil Sajfutdinow, a za plecami tego tercetu czaił się Słowak Martin Vaculik z dorobkiem 59 pkt. Po każdym biegu z udziałem każdego z wymienionych kibice sprawdzali sytuację w „generalce”. Po serii zasadniczej fani Zmarzlika mogli się cieszyć, bo do półfinału nie awansował Sajfutdinow, a Madsen miał defekt w czwartej serii, lecz ostatecznie to Duńczyk wyjechał z Malilli jako nowy lider klasyfikacji generalnej. Zmarzlik, pomijając pierwszy bieg, w pozostałych męczył się od startu do mety i z trudem przebił się do półfinału. W potyczce o awans do najlepszej czwórki zawodów szczęście mu już nie dopisało. Gorzowianin musiał startować z trzeciego, najgorszego pola i przyjechał na ostatniej, czwartej pozycji.

Mimo trzeciego miejsca Janowskiego nasi żużlowcy wrócili ze Szwecji na tarczy. Oprócz utraty pozycji lidera przez Zmarzlika, stratę zanotował też Janusz Kołodziej, wypadając poza czołową ósemkę klasyfikacji generalnej. Nadal mamy w niej jednak trzech reprezentantów, ale Janowski ma już dużą stratę. Cała nadzieja zatem Zmarzliku i Patryku Dudku, który jest szósty ze stratą siedmiu punktów do trzeciego Vaculika.

Klasyfikacja generalna SGP:
1. Leon Madsen (Dania) – 75; 2. Bartosz Zmarzlik (Polska) – 69; 3. Emil Sajfutdinow (Rosja) – 68; 4. Martin Vaculik (Słowacja) – 68; 5. Fredrik Lindgren (Szwecja) – 63; 6. Patryk Dudek (Polska) – 61; 7. Maciej Janowski (Polska) – 51; 8. Artiom Łaguta (Rosja) – 50; 9. Janusz Kołodziej (Polska) – 48; 10. Jason Doyle (Australia) – 42; 11. Niels Kristian Iversen (Dania) – 41; 12. Matej Zagar (Słowenia) – 37; 13. Max Fricke (Australia) – 36; 14. Antonio Lindbaeck (Szwecja) – 30; 15. Tai Woffinden (W. Brytania) – 27; 16. Robert Lambert (W. Brytania) – 24; 17. Bartosz Smektała (Polska) – 10; 18. Mikkel Michelsen (Dania) – 9; 19. Oliver Berntzon (Szwecja) – 7; 20. Vaclav Milik (Czechy) – 4; Maksym Drabik (Polska) – 4.

 

Powalczą w Arabii

Promotor Eddie Hearn potwierdził, że Andy Ruiz podpisał umowę na rewanżową walkę z Anthonym Joshuą o mistrzostwo świata wagi ciężkiej. Pojedynek odbędzie się w Arabii Saudyjskiej.

Ruiz znokautował Joshuę 1 czerwca w nowojorskiej Madison Square Garden, odbierając mu pasy WBA, IBF i WBO w wadze ciężkiej. Chociaż Meksykanin nie był przekonany do tak szybkiego rewanżu, ostatecznie podpisał się pod umową, co skwapliwie ogłosił promotor brytyjskiego pięściarza Eddie Hearn podczas konferencji zorganizowanej w Londynie. Potwierdził też oficjalnie, że rewanż odbędzie 7 grudnia tego roku na stadionie w Ad-Dirijja usytuowanym na przedmieściach Rijadu.

W medialnych spekulacjach jako miejsce drugiej walki Ruiza jr z Joshuą wymieniano Madison Square Garden i stadion w Cardiff, ale meksykański pięściarz nie chciał walczyć w Wielkiej Brytanii, zaś Hearn w imieniu swojego klienta odrzucił możliwość ponownego starcia w Stanach Zjednoczonych. Promotorzy obu bokserów wybrali zatem opcję pojedynku na neutralnym terenie i wybrali ofertę złożoną przez Arabię Saudyjską, chociaż łamanie w tym kraju praw człowieka od razu wywołało krytykę tej decyzji. „Mieliśmy te propozycje z Abu Zabi, Dubaju i Kataru, ale chcieliśmy zorganizować walkę tam, gdzie jest najlepszy klimat dla boksu, a oferenci z Arabii Saudyjskiej przekonali nas, że traktują sprawę poważnie. Trzeba pamiętać, że istnieje też inny świat niż ten znany z Cardiff czy Madison Square Garden” – przekonywał Hearn.

Jego argumenty przejęto jednak chłodno, bo dla nikogo nie jest tajemnicą, że na wyborze Rijadu na miejsce ekscytującej kibiców boksu na całym świecie walki zaważyły tylko i wyłącznie pieniądze.

 

Rankingi WTA i ATP

Udane występy Igi Świątek i Huberta Hurkacza przełożyły się na ich awanse w rankingach na najwyższe miejscach w karierze. Ogromny skok zanotowała też 17-letnia Maja Chwalińska.

Świątek, która dotarła do 3. rundy turnieju Rogers Cup w Toronto, pokonując po drodze m.in. byłą liderkę światowego rankingu Karolinę Woźniacką, w tym tygodniu rywalizuje w imprezie WTA podobnej rangi w Cincinnati. Warszawianka przebiła się tam przez dwustopniowe kwalifikacje, a następnie w 1. rundzie wyeliminowała 25. na światowej liście Francuzkę Caroline Garcię, a to już pozwoli jej w kolejnym notowaniu znowu awansować w rankingu. Obecnie zajmuje w nim 55. pozycję.

Hurkacz w rozgrywanej Montrealu męskiej części cyklu turniejów Rogers Cup także doszedł do 3. rundy, a po drodze wyeliminował m.in. piątego na światowej liście Greka Stefanosa Tsitsipasa. Najwyżej w karierze awansował także Kamil Majchrzak, który znalazł się na 96. pozycji. Magda Linette zajmuje obecnie 79. lokatę, co oznacza, że w Top 100 światowych rankingów mamy kwartet reprezentantów. Żaden z tenisistów na razie nie ma szans na powiększenie tego grona, natomiast Świątek i Linette wkrótce mogą dostać wsparcie. Katarzyna Kawa plasuje się obecnie na 124. miejscu, ale właśnie do Top 200 z impetem wleciała kolejna wielka nadzieja naszego żeńskiego tenisa, 17-letnia Maja Chawalińska.

Zawodniczka z Dąbrowy Górniczej wygrała ostatnio w Warszawie turniej WSG Open zaliczany do cyklu ITF z pulą nagród 60 tys. dolarów i był to jej trzeci z rzędu turniejowy triumf w imprezach tej rangi. Zdobyte punkty pozwoliły jej awansować z 286. miejsca na 192. Liderem męskiego rankingu jest Serb Novak Djoković, a kobiecego Japonka Naomi Osaka.