Euro 2020/21: Zmiany w przepisach gry

International Football Association Board, czyli organizacja która zajmuje się tworzeniem i nowelizacją przepisów gry w piłkę nożną opublikowała najnowsze zmiany, które zaczną obowiązywać już na turnieju Euro 2020.

Najistotniejszą zmianą jest ocena zagrania piłki ręką. Wedle nowych przepisów nie każdy kontakt będzie przewinieniem, lecz wtedy gdy: zawodnik rozmyślnie dotknie piłkę ręką lub ramieniem, dotknie piłki ręką lub ramieniem, gdy kończyna w nienaturalny sposób powiększy obrys ciała. Zawodnik z ułożoną w nienaturalny sposób ręką zwiększa ryzyko, że zostanie w nią trafiony, bo za to arbiter wymierzy mu karę. Do sędziów należeć będzie ocena, czy ułożenie ręki wynikało z ruchu zawodnika czy było celowe. Usunięty został jednak zapis, że jeśli piłka dotknie ręki zawodnika, a ten następnie dogra ją do któregoś z partnerów, a on zdobędzie bramkę, to taki gol nie może zostać uznany.
IFAB postanowił, że od teraz bramka będzie anulowana tylko wtedy, gdy ten sam zawodnik zostanie trafiony piłką w rękę i zaraz potem sam strzeli gola. Bez zmian pozostaje zapis dotyczący bramkarza. Jeżeli we własnym polu karnym zagra piłkę ręką, gdy nie będzie to dozwolone, to sędzia podyktuje rzut wolny pośredni, ale już nie zastosuje innych sankcji dyscyplinarnych.
Wprowadzone zmiany mają ułatwić sędziom interpretację naruszeń przepisów w tym zawsze budzącym wiele kontrowersji elemencie gry, ale czy tak będzie, przekonamy się podczas mistrzostw Europy. Formalnie nowe regulacje zaczną obowiązywać na całym świecie od 1 lipca tego roku.
Inne zmiany w przepisach są mniej istotne dla przebiegu gry. Poprawiono na przykład zapis o bramkach. Od teraz słupki i poprzeczki muszą mieć taki sam kształt, a obie bramki muszą być jednakowe. Wcześniej poprzeczka i słupek mogła mieć inny kształt, co w zasadzie nie było praktykowane, zwłaszcza w profesjonalnym futbolu. Widać jednak ktoś uznał, że lepiej to załatwić formalnie, bo piłka od kwadratowego słupka odbija się jednak inaczej niż od okrągłego.

Euro 2020/21: TVP wzięła wszystko

Rozpoczynające się w piątek piłkarskie mistrzostwa Europy na terenie Polski będzie można oglądać wyłącznie na antenach Telewizji Polskiej, która pokaże wszystkie 51 meczów w kanałach otwartych.

Nadawca publiczny wykupił pełnię praw telewizyjnych do turnieju Euro 2020/21 i nie zdecydował się na podzielenie się nimi ze stacjami komercyjnymi, choćby tak, jak to zrobił to Polsat w poprzednich mistrzostwach Europy, sprzedając sublicencję na 11 spotkań TVP. Wszystkie mecze tegorocznego turnieju będą pokazywane w kanałach otwartych TVP 1, TVP 2 i TVP Sport. W początkowej części turnieju, podczas pierwszych dwóch kolejek fazy grupowej, rozgrywane będą po trzy mecze dziennie. Rozpoczynać się będą codziennie o godzinach 15:00, 18:00 i 21:00.
Kierownictwo redakcji sportowej TVP ustaliło już skład zespołu komentatorów. Znaleźli się w nim: Dariusz Szpakowski, Jacek Laskowski, Mateusz Borek, Maciej Iwański, Michał Zawacki i Sławomir Kwiatkowski. Znacznie liczniejsze będzie grono ekspertów, ale jego trzon stanowić będą osoby wcześniej regularnie współpracujące z TVP Sport: Sebastian Mila, Maciej Szczęsny, Marcin Żewłakow, Andrzej Strejlau, Robert Podoliński, Kazimierz Węgrzyn, Jakub Wawrzyniak, Jan Tomaszewski, Michał Listkiewicz, Jacek Krzynówek. Wśród nowych twarzy zobaczymy m.in. byłego selekcjonera reprezentacji Polski, a obecnie trenera Piasta Gliwice Waldemara Fornalika i trenera aktualnego wicemistrza Polski Rakowa Częstochowa Marka Papszuna.
Pierwszy występ biało-czerwonych na Euro 2020/21, czyli poniedziałkowy mecz ze Słowacją (14 czerwca, godz. 18:00) skomentują Mateusz Borek i Kazimierz Węgrzyn. Spotkanie Polski z Hiszpanią (19 czerwca, godz. 21:00) przypadło duetowi Jacek Laskowski – Robert Podoliński, a Polski ze Szwecją Dariuszowi Szpakowskiemu i Andrzejowi Juskowiakowi. Pozostałe pary komentatorów to Maciej Iwański i Marcin Żewłakow, Michał Zawacki i Andrzej Strejlau oraz Sławomir Kwiatkowski i Jacek Zieliński. Studio poprowadzą m.in. Jacek Kurowski, Rafał Patyra czy Przemysław Babiarz.

Euro 2020/21: Gaże trenerów są miarą aspiracji pracodawców

Selekcjoner reprezentacji Polski Paulo Sousa pod względem zarobków sporo odstaje od najlepiej opłacanych trenerów finalistów mistrzostw Europy. Ale od połowy z nich ma dużo wyższe wynagrodzenie.

W tegorocznym turnieju najlepsza drużyna narodowa na naszym kontynencie zostanie wyłoniona po raz szesnasty. Tytuły w 15 poprzednich edycjach wywalczyło 10 reprezentacji, z których do Euro 2020/21 nie zakwalifikowała się jedynie Grecja (triumfator z 2004 roku). Pozostałych dziewięciu mistrzów Europy zagra o kolejny laur. Najbardziej utytułowane są zespoły Niemiec (mistrzostwo w 1972, 1980 i 1996) oraz Hiszpanii (mistrzostwo w 1964, 2008 i 2012). Francja wygrywała dwukrotnie (1984, 2000), a po jednym tytule mają ekipy Włoch (1968), Czechosłowacji (1976), Portugalii (2016), Holandii (1988), Danii (1992) i ZSRR (1960).
Jeśli spojrzymy na zarobki trenerów 24 drużyn uczestniczących w tegorocznych mistrzostwach Europy, to wychodzi na to, że najwięcej od swojej ekipy oczekują Niemcy, bo to Joachim Loew z zarobkami w wysokości 4 750 000 euro otwiera listę płac szkoleniowców, którzy poprowadzą zespoły w turnieju Euro 2020/21. Niewiele mniej od niego zarabia Didier Deschamps, selekcjoner największego faworyta mistrzostw, reprezentacji Francji, któremu płacą rocznie 4 390 000 euro. Na trzecim miejscu podium uplasowali się trenerzy reprezentacji Anglii Gareth Southgate i Holandii Frank de Boer, którym ich macierzyste federacje płacą za rok pracy po 3 000 000 euro. Na piątym miejscu znalazł się selekcjoner reprezentacji Rosji Stanisław Czerczesow z roczną gażą w wysokości 2 500 000 euro, a dopiero szóstą lokatę z pensją 2 250 000 euro zajmuje trener broniącej tytułu ekipy Portugalii Fernando Santos. Za nim z zarobkami 2 000 000 euro uplasował się szkoleniowiec zespołu Włoch Roberto Mancini, który w Top 10 zestawienia wyprzedził selekcjonera reprezentacji Hiszpanii Luisa Enrique (1 500 000 euro), selekcjonera kadry Szwajcarii Vladimira Petkovica (1 320 000 euro) i trenera Belgii Roberto Martineza (1 200 000 euro).
Portugalski selekcjoner reprezentacji Polski Paulo Sousa znalazł się na 12. pozycji z gażą 850 000 euro. W stawce wyprzedził go trener Turcji Shenol Gunesh (1 000 000 euro), ale za plecami szkoleniowca biało-czerwonych znalazło się aż 12 szkoleniowców: Andrij Szewczenko (Ukraina) – 700 000 euro, Zlatko Dalic (Chorwacja) – 550 000, Robert Page (Walia) – 500 000, Janne Andersson (Szwecja) – 450 000, Steve Clark (Szkocja) – 420 000, Franco Foda (Austria) – 350 000, Jaroslav Silhavy (Czechy) – 300 000, Marco Rossi (Węgry) – 300 000, Kasper Hjulmand (Dania) – 270 000, Markku Kanerva (Finlandia) – 190 000, Stefan Tarkovic (Słowacja) – 180 000 i Igor Angelovski (Macedonia) – 90 000 euro. Polska gra w jednej grupie z Hiszpanią, Szwecją i Słowacją. Zatem w myśl powiedzenia – jaka płaca, taka praca, możemy oczekiwać, że nasza drużyna pod wodzą Paulo Sousy zajmie co najmniej drugie miejsce, za Hiszpanią, i awansuje do 1/8 finału.

Euro 2020/21: Turniej rozrzucony przez UEFA po całej Europie

Rozpoczynające się 11 czerwca w Rzymie od meczu Włochy – Turcja mistrzostwa Europy w piłce nożnej to 16. turniej o prymat na naszym kontynencie. Pierwszego mistrza wyłoniono w 1960 roku i z okazji 60. rocznicy tego wydarzenia przełożone z powodu pandemii na ten rok zmagania UEFA rozrzuciła po 11 krajach. Od początku ten pomysł forowany przez Michela Platiniego był kontrowersyjny, ale dzisiaj jest kompletnie pozbawiony sensu.

Tytułu broni reprezentacja Portugalii, która w 2016 w finale rozgrywanego we Francji turnieju pokonała po dogrywce 1:0 zespół gospodarzy. Po raz pierwszy w historii tych rozgrywek ma zostać użyty system wideoweryfikacji VAR.
Komitet Wykonawczy UEFA 25 stycznia 2013 podjął decyzję o zorganizowaniu Euro 2020 w 12 miastach w 12 różnych państwach-gospodarzach. Ostatecznie jednak mistrzostwa odbędą się w 11 miastach i 11 krajach. Gospodarzami turnieju będą: Azerbejdżan, Baku, Stadion Olimpijski (68 700 miejsc); Dania, Kopenhaga, Parken (38 065 miejsc); Anglia, Londyn, Wembley Stadium (90 000 miejsc); Niemcy, Monachium, Allianz Arena (75 000 miejsc); Węgry Budapeszt, Puskas Arena (68 000 miejsc); Włochy, Rzym, Stadio Olimpico (72 698 miejsc); Holandia,Amsterdam, Johan Cruyff Arena (56 000 miejsc); Rumunia, Bukareszt, Arena Nationala (55 600 miejsc); Rosja, Petersburg, Stadion Kriestowskij (67 000 miejsc); Szkocja, Glasgow, Hampden Park (52 063 miejsc) i Hiszpania, Sewilla, Estadio la Cartuja (57 619 miejsc).
W fazie grupowej turnieju za zwycięstwo przyznawane będą trzy punkty, a za remis jeden. O kolejności decydować będzie suma zdobytych punktów. Do 1/8 finału awansują wszyscy zwycięzcy grup, wszystkie drużyny z drugich miejsc oraz cztery najlepsze drużyny z trzecich miejsc. Gdy dwie lub więcej drużyn uzyskają taką samą liczbę punktów, o kolejności decydują kryteria określone przez UEFA, w takiej oto kolejności: większa liczba punktów zdobytych w meczach pomiędzy tymi drużynami; lepszy bilans zdobytych i straconych bramek w meczach pomiędzy tymi drużynami; większa liczba bramek zdobytych pomiędzy tymi drużynami.
Jeżeli to nie wystarczy do ustalenia które zespoły zajmą te cztery miejsca, kolejne kryteria to: lepszy bilans zdobytych i straconych bramek w meczach w grupie; większa liczba bramek zdobytych we wszystkich meczach w grupie; większa liczba wygranych meczów we wszystkich meczach w grupie; klasyfikacja Fair Play turnieju finałowego; pozycja w rankingu eliminacji do turnieju głównego.
W turnieju uczestniczą 24 zespoły podzielone na sześć grup.
Grupa A: Turcja, Włochy, Szwajcaria, Walia;
Grupa B: Dania, Belgia, Rosja, Finlandia;
Grupa C: Holandia, Ukraina, Austria, Macedonia Północna;
Grupa D: Anglia, Chorwacja, Czechy, Szkocja;
Grupa E: Hiszpania, Szwecja, Polska, Słowacja;
Grupa F: Niemcy, Portugalia, Francja, Węgry.

Euro 2020/21: Nie ma wiary w biało-czerwonych

Jakość gry zaprezentowana przez reprezentację Polski w czerwcowych meczach z Rosją i Islandią nie daje wielu powodów do optymizmu. W przededniu pierwszego występu w mistrzostwach Europy biało-czerwoni znów stali się „boską drużyną”, bo chyba tylko Bóg wie, jak zagrają w poniedziałek w Petersburgu przeciwko Słowacji.

Zaczynając swoją pracę z kadrą Polski Paulo Sousa był dobrej myśli. „Polscy zawodnicy mają jakość, ale muszą ją przenieść z klubów do reprezentacji. Moim zadaniem jest im w tym pomóc” – twierdził. Na razie nic nie wskazuje, by wywiązał się z tego zadania. Pod jego wodzą biało-czerwoni rozegrali jak dotąd pięć meczów – w marcu trzy o punkty w eliminacjach mistrzostw świata z Węgrami (3:3), Andorą (3:0) i Anglią (1:2), a na początku czerwca towarzysko zmierzyli się z Rosją (1:1) i Islandią (2:2). Bilans nie oszałamia, chociaż nie jest też jakiś tragiczny – jedno zwycięstwo, trzy remisy i jedna porażka, a w bramkach 10:8. Problem w tym, że po żadnym z tych spotkań nie dało się z czystym sumieniem powiedzieć, że Polacy zagrali świetnie.
Osiem straconych goli w pięciu meczach to stanowczo zbyt wiele, chyba że było to wkalkulowane ryzyko w proces przestawiania naszej drużyny na grę trzema obrońcami. Próbowali to bez powodzenia robić już wcześniej Adam Nawałka i Jerzy Brzęczek, a Sousa w takim ustawieniu zaczął spotkanie z Węgrami. Przejechał się na tym mocno, bo już w 6. minucie było 1:0 dla rywali, a w 52. już 2:0. Zastanawia też dlaczego portugalski selekcjoner za każdym razem grał innym składem. Można to jeszcze zrozumieć w przypadku trzech marcowych meczów, bo miał z kadrą ledwie kilka treningów i nie do końca orientował się w możliwościach poszczególnych zawodników. Ale w Opalenicy miał już dość czasu na poznanie aktualnych możliwości wszystkich kadrowiczów i dokonanie najlepszych wyborów.
W meczu z Rosją wystawił jednak skład jakby na odczepnego, zwłaszcza w linii defensywnej, bo posłał do gry tercet Kędziora, Helik, Piątkowski, natomiast w sparingu z Islandią, ostatnim przecież przed startem w turnieju Euro 2020, postawił na Kędziorę, Glika i Dawidowicza. Dla przypomnienia – w marcu z Węgrami zagrali Bereszyński, Helik (59. minuty zastąpił go Glik) i Bednarek: z Andorą Bereszyński (w 60. minucie wszedł za niego Dawidowicz), Glik i Piątkowski, a z Anglią Helik (w drugiej połowie zastąpił go na tej pozycji Bereszyński), Glik i Bednarek.
Selekcjoner w spotkaniu z Islandczykami zamieszał też w taktycznym ustawieniu zespołu, bo zaczął mecz systemem1-4-4-2 (Szczęsny – Kędziora, Glik, Dawidowicz, Puchacz – Frankowski, Krychowiak, Moder, Zieliński – Lewandowski, Świerczok), by po zmianie stron i dokonaniu czterech pierwszych zmian przestawić drużynę na schemat 1-4-3-3 (Szczęsny – Kędziora, Glik, Dawidowicz, Puchacz, od 80. Rybus – Kozłowski, Linetty, Moder – Płacheta, Lewandowski, od 81. Świderski, Jóźwiak). Niestety, w żadnym z tych ustawień nasza reprezentacja nie potrafiła zdominować przeciwników, nie potrafiła też ułatwić gry Robertowi Lewandowskiemu, co zapowiadał przed zgrupowaniem kadry Sousa. Inna sprawa, że gdy w 81. minucie „Lewy” zszedł z boiska na własną prośbę, to jego zmiennik Karol Świderski strzelił wyrównującego gola, odpowiadając tym najlepiej jak można na złośliwy żart jednej z angielskich firm bukmacherskich, która na Twitterze napisała: „Reprezentacja Polski w 10 słowach: znana z gry w wyjątkowym systemie taktycznym: cokolwiek – cokolwiek – Lewandowski”.
Przypomnijmy zatem w przededniu rozpoczęcia Euro 2020/21 jak wybrańcy Paulo Sousy radzili sobie w ligowych zespołach.
W bramce w meczu z Rosją zagrał Łukasz Fabiański, a z Islandią Wojciech Szczęsny, lecz wiadomo już, że w spotkaniu ze Słowacją wystąpi ten drugi. To subiektywny wybór selekcjonera, bo obaj dużo grali w swoich klubowych zespołach i mają zbliżone statystyki – Szczęsny zaliczył w Juventusie Turyn 38 występów, wpuścił 40 goli, a w 9 meczach zachował czyste konto. Na boisku spędził 3428 minut, natomiast Fabiański w West Ham United rozegrał 37 meczów, puścił 44 gole, a czyste konto zachował w 10 spotkaniach i w sumie zaliczył na boisku 3150 minut. Trzeci z golkiperów, Łukasz Skorupski, ma na koncie w FC Bologna 28 meczów, 46 puszczonych goli, 4 czyste konta i 2520 minut, więc gdyby zaszła taka konieczność, też sobie w turnieju poradzi.
Z obrońców po ligowym sezonie najwięcej w nogach ma Michał Helik, który w barwach Barnsley rozegrał 52 mecze, strzelił 6 goli, zaliczył 2 asysty i spędził na boisku 4591 minut. Drugi w kolejności pod tym względem jest Jan Bednarek (Southampton) – 42 mecze, 1 gol, 1 asysta, 3628 minut, a trzeci Tymoteusz Puchacz (Lech Poznań – 41 meczów, 3 gole, 6 asyst, 3132 minuty. Kolejne miejsca zajmują: Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów) – 40 meczów, 1 gol, 4 asysty, 3550 minut; Kamil Glik (Benevento) – 37 meczów, 2 gole, 1 asysta, 3297 minut; Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa) – 37 meczów, 1 gol, 4 asysty, 3330 minut; Kamil Piątkowski (Raków Częstochowa) – 33 mecze, 3 gole, 4 asysty, 2970 minut; Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua) – 32 mecze, 1 gol, 2696 minut i Paweł Dawidowicz (Hellas Werona) – 32 mecze, 1957 minut.
Wśród pomocników najbardziej zapracowany w klubowym zespole był Piotr Zieliński (SSC Napoli), który rozegrał 47 meczów, strzelił 10 goli, zaliczył 13 asyst i spędził na boisku 3155 minut. Drugi w kolejności jest Kamil Jóźwiak (Derby County) – 45 meczów, 1 gol, 5 asyst, 3022 minuty, a trzeci Jakub Moder (pół sezonu w Lechu, a pół w Brighton & Hove) – 38 meczów, 4 gole, 3 asysty, 2783 minuty. Dalsze miejsca w zestawieniu zajmują: Mateusz Klich (Leeds United) – 35 meczów, 4 gole, 5 asyst, 2397 minut; Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa) – 35 meczów, 11 goli, 4 asysty, 3071 minut; Karol Linetty (AC Torino) – 30 meczów, 1 gol, 2029 minut; Kacper Kozłowski (Pogoń Szczecin) – 25 meczów, 3 gole, 4 asysty, 1496 minut; Przemysław Frankowski (Chicago Fire) – 6 meczów, 519 minut, ale MLS dopiero rozpoczęła sezon.
Wśród napastników prym wiedzie Robert Lewandowski, od którego co prawda więcej meczów ma na koncie Karol Świderski, ale w liczbie minut spędzonych na boisku i dokonaniach gwiazdor Bayernu Monachium bije innych graczy ofensywnych kadry na głowę. „Lewy” ma na koncie 40 meczów, 48 goli, 9 asyst i 3379 minut; wspomniany Świderski zagrał w 49 spotkaniach PAOK Saloniki, strzelił 11 goli, miał 8 asyst, ale na boisku przebywał przez 2442 minuty. Pozostali napastnicy zaliczyli taką samą liczbę spotkań: Jakub Świerczok (Piast Gliwice) – 28 meczów, 17 goli, 3 asysty, 2055 minut; Przemysław Płacheta (Norwich City) – 28 meczów, 1 gol, 2 asysty, 1117 minut; Dawid Kownacki (Fortuna Düsseldorf) – 28 meczów, 7 goli, 5 asyst, 1449 minut.
Jak widać trener Sousa ma pod swoją komendą całkiem niezłą grupę zawodników i trzeba wierzyć, że wie jak stworzyć z niej wysokiej klasy piłkarski zespół. My przestaliśmy wierzyć, że potrafi i że mu się uda, ale w innych krajach (może poza Anglią) aż tak źle biało-czerwonych się nie postrzega. Niedawno hiszpański dziennikarz Jose Alvarez Haya programie stacji telewizyjnej MEGA wyraził taki oto pogląd: „Jako rewelację Euro 2020 widzę Polskę i chociaż jest w jednej grupie z Hiszpanią, to uważam, że awansuje z pierwszego miejsca. I potem stać ja na dojście co najmniej do ćwierćfinału, co zważywszy na osiągnięcia tego zespołu w mistrzostwach Europy na pewno będzie rewelacją”.
Dla przypomnienia: nasza reprezentacja zacznie turniej w poniedziałek 14 czerwca w Petersburgu meczem ze Słowacją.

Liga Narodów: Polscy siatkarze szykują formę na Brazylię

Na półmetku rozgrywek w tegorocznej Lidze Narodów reprezentacja Polski z dorobkiem 18 punktów prowadziła w stawce 16 drużyn, przed Brazylią (18 pkt) i Francją (17 pkt). W trzeciej serii gier biało-czerwoni mieli za przeciwników Bułgarów (3:0), Holendrów (3:0) oraz Brazylijczyków, z którymi zmierzą się w piątek w hicie 9. kolejki spotkań.

Poza wpadką w przegranym 1:3 meczu ze Słowenią (w tabeli na półmetku zajęła 4. lokatę z dorobkiem 15 pkt) biało-czerwoni w pozostałych spotkaniach zmiatali przeciwników z parkietu, w tym także zespoły siatkarskich potęg – Stanów Zjednoczonych i Rosji. Potyczki ze słabymi zespołami Bułgarii i Holandii były tylko przystawką do dania głównego w trzeciej serii gier, czyli piątkowego starcia z kolejnym z potentatów – Brazylią. Chociaż trener Vital Heynen powtarza, że wynik w tegorocznej edycji Ligi Narodów nie ma dla niego znaczeni, bo miesiąc spędzony przez jego ekipę w Rimini ma mu pomóc w dokonaniu właściwego wyboru 12-osobowej kadry olimpijskiej, ale ponieważ każdy z 19 siatkarzy powołanych przez niego na turniej Ligi Narodów chce zagrać w Tokio i nie czuje się gorszy od kolegów, toteż obojętnie jaką szóstkę Belg wystawi do gry, to – pomijając niefortunny występ przeciwko Słoweńcom – leje ona rywali bez litości. Dlatego biało-czerwoni są liderem i mają szansę na zakwalifikowanie się do Final Four. Ale mecz z Brazylijczykami będzie dla nich początkiem serii starć z silnymi drużynami, bo w czwartej i piątej serii gier nasi siatkarze zmierzą się z Francją, Iranem, Japonią, Niemcami, Kanadą i Argentyną.
Rywalizacja w naszej ekipie jest ogromna, a żadna inna nie ma tak wyrównanej grupy graczy. Trener Heynen nie będzie więc musiał w tych ostatnich sześciu meczach nadmiernie eksploatować wąskiej grupy kadrowiczów, bo ma komfort kłopotu bogactwa, którego zazdroszczą mu szkoleniowcy wszystkich bez wyjątku ekip rywalizujących w Rimini.
Jakim potencjałem dysponuje dzisiaj reprezentacja Polski, boleśnie przekonali się w środę Bułgarzy, którzy w swojej kadrze dokonują pod wodzą włoskiego trenera Silvano Prandiego przebudowę pokoleniową. Po raz ostatni Polacy grali z nimi we wrześniu 2018 roku, w pierwszej rundzie mistrzostw świata. W Warnie, przy dopingu pięciu tysięcy swoich fanów, Bułgaria przegrała z Polską 1:3. Już wtedy środowi przeciwnicy naszej drużyny byli na wylocie ze ścisłej światowej czołówki, a dzisiaj już bez wątpienia do niej nie należą. W zespole prowadzonym przez 73-letniego włoskiego szkoleniowca Silvano Prandiego jedynym graczem światowej klasy jest Cwetan Sokołow. Atakujący Dynama Moskwa jest czwartym najlepiej punktującym zawodnikiem w tegorocznej edycji Ligi Narodów. Ale jego dobra gra to za mało, by przechodząca zmianę warty bułgarska reprezentacja była w stanie przeciwstawić się aktualnym mistrzom świata. Tym bardziej, że ze słabszymi przeciwnikami Bułgarzy też sobie nie radzą, bo w Rimini z sześciu wcześniej rozegranych spotkań wygrali tylko jedno i zajmują dopiero 14. miejsce. Przegrali z Francją (0:3), Niemcami (2:3), Włochami (2:3), Kanadą (0:3) i Iranem (0:3), a pokonali tylko Australię (3:0).
Vital Heynen posłał do boju z nimi inną szóstkę graczy w porównaniu z poprzednimi meczami. Na parkiet wyszli: Fabian Drzyzga, Łukasz Kaczmarek, Wilfredo Leon, Bartosz Bednorz, Jakub Kochanowski, Norbert Huber i Damian Wojtaszek. Wielu trenerów chciałoby mieć taką szóstkę pod swoja komendą, a na pewno Silvano Prandi, bo jego podopieczni stawili czoło polskiej drużynie tylko na początku pierwszego seta, ale tylko do stanu 10:10 Potem biało-czerwoni odjechali im na siedem punktów i do końca kontrolując przebieg gry zwyciężyli w tej partii 25:19.
W drugim secie Polacy zagrali jeszcze lepiej, na co Bułgarzy nie byli już w stanie odpowiedzieć i już do końca mecz z nimi bardziej przypominał sparing, niż grę o stawkę w poważnym turnieju. Drzyzga swobodnie uruchamiał wszystkie opcje w ataku, a Bednorz, Leon i Kochanowski bezlitośnie je wykorzystywali. Drugą partię polski zespół zakończył rezultatem 25:15, a w trzecie odsłonie meczu wręcz roznieśli bułgarski zespół wygrywając 25:12. Heynen przez większość meczu uśmiechał się zadowolony z gry swojej drużyny.
Dla biało-czerwonych starcie z Bułgarami, podobnie jak czwartkowy mecz z przedostatnią w stawce drużyną Holandii, również wygrany przez Polaków 3:0 (25:14, 25:17, 25:16), miały być w założeniu tylko rozgrzewką przed prestiżowym starciem z Brazylią, która w środę pokonała Holendrów 3:0 (25:19, 25:22, 27:25). Siatkarski klasy z udziałem biało-czerwonych i canarinhos odbędzie się w piątek. Początek godz. 21:00.

48 godzin sport

Maria Sakkari zatrzymał Igę Świątek w ćwierćfinale
Iga Świątek (na zdjęciu) nie obroniła mistrzowskiego tytułu na ziemnych kortach Rolanda Garrosa w Paryżu. W 1/4 finału tegorocznego French Open 20-letnia polska tenisistka przegrała z 25-letnią Greczynką Marią Sakkari 4:6, 4:6. W półfinale Sakkari zmierzyła się ze swoją rówieśniczką, Czeszką Barborą Krejcikovą i przegrała 5:7, 6:4, 7:9. W drugiej półfinale 23-letnia Słowenka Tamara Zidansek nie sprostała 29-letniej Rosjance Anastazji Pawluczenkowej przegrywając z nią 5:7, 3:5. Świątek w wielkoszlemowym Frech Open nadal rywalizuje jeszcze w grze podwójnej. Wraz ze swoja deblową partnerką Amerykanką Bethanie Mattek-Sands w piątek zagra o finał z rumuńsko-argentyńską parą Irina Camelia Begu – Nadia Podoroska. Do 1/2 finału debla dotarła też druga z polskich tenisistek, Magda Linette, po zwycięstwie nad rosyjsko-kazachskim duetem Anzastazja Pawluczenkowa – Jelena Rybakina 7:5, 4:6, 6:2 i także w piątek o finał zagra z Czeszkami Barborą Krejcikovą i Kateriną Siniakovą. W rywalizacji mężczyzn w półfinale dojdzie do pojedynku dwóch najwyżej sklasyfikowanych tenisistów w rankingu ATP – Serba Novaka Djokovicia z Hiszpanem Rafaelem Nadalem, a w drugiej parze zagrają Niemiec Alexander Zverev i Grek Stefanos Tsitsipas.

Nowy rekord Krukowskiego
Podczas rozegranego w miniony wtorek mityngu w fińskim Turku Marcin Krukowski wynikiem 89,55 m ustanowił nowy rekord Polski w rzucie oszczepem. Poprzedni także należał do 28-letniego lekkoatlety i wynosił 88,09 m. Uzyskany w Turku rezultat daje naszemu oszczepnikowi drugą lokatę na tegorocznej światowej liście wyników. Dalej od niego w tym roku rzucił jedynie Niemiec Johannes Vetter, który podczas drużynowych mistrzostw Europy w Chorzowie posłał oszczep na odległość 96,29 m (trzeci wynik w historii). Na mityngu w Turku dobrze spisali się też inni polscy lekkoatleci. Mateusz Borkowski zajął trzecie miejsce w biegu na 800 m z czasem 1.44,85, którym ustanowił swój rekord życiowy i zdobył minimum na igrzyska. Triumfował Kenijczyk, Cornelius Tuwei (1:44,42). W biegu na 110 m przez płotki druga lokatę zajął Damian Czykier z czasem 13,50 s. Triumfował David King (13,37 s).

Australijczycy boja się grać w baseball w Meksyku
Reprezentacja Australii w baseballu zrezygnowała z udziału w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk w Tokio. Początkowo turniej miał się rozpocząć 17 czerwca na Tajwanie, ale ze względu na gwałtowny wzrost liczby zakażeń koronawirusem na tej azjatyckiej wyspie zdecydowano o przeniesieniu zawodów do Meksyku. Zmieniono też datę na 22-26 czerwca. „Taka późna zmiana terminu oraz miejsca rozgrywania zawodów nie pozwala nam z powodów logistycznych na uczestnictwo, bo nie jesteśmy w stanie zagwarantować w tak krótkim czasie bezpiecznego środowiska dla naszej drużyny” – oświadczył szef australijskiego związku baseballowego Glenn Williams. Z przeniesionego do Meksyku turnieju kwalifikacyjnego wycofały się też reprezentacje Chin i Tajwanu. Igrzyska olimpijskie w Tokio rozpoczną się 27 lipca i potrwają do 8 sierpnia. Turniej baseballowy odbędzie się w Fukushimie i Jokohamie.

Nowy szef FIS zapowiada rewolucję w sportach zimowych
Brytyjczyk Johan Eliasch został wybrany na nowego prezydenta Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS). W głosowaniu jego kandydaturę poparło 55 procent delegatów na zjazd wyborczy. Jego najgroźniejszy konkurent, Szwajcar Urs Lehmann uzyskał 22 procent głosów. Eliasch, którego majątek szacuje się na dwa miliardy funtów, zapowiedział dokonanie wielu rewolucyjnych zmian w sportach zimowych. Chce np. organizować mistrzostwa świata w każdym sezonie zimowym oraz wprowadzeniem nowej dyscypliny, w ramach której zawodnicy rywalizowaliby w biegach, skokach i jednej z alpejskich konkurencji. Podczas kongresu dokonano też wyboru 16-osobowej rady FIS, w której nie znalazł się przedstawiciel Polski. Jej kadencja potrwa do 2022 roku.

48 godzin sport

UEFA doceniła polską fundację
Fundacja dla Dzieci z Cukrzycą została nagrodzona przez UEFA za walkę z wykluczeniem chorujących dzieci z gry w piłkę nożną. Działająca w Polsce fundacja zajmuje się promowaniem sportu wśród dzieci i nastolatków cierpiących na tę przewlekłą chorobę. Nagroda przyznana przez UEFA to ponad 50 tys. euro, którą można przeznaczyć na realizację celów statutowych organizacji. Fundacja prowadzi projekt „Słodka Polska”, czyli piłkarskie reprezentacje diabetyków w kategoriach do lat 10, 13 i 16, a także drużynę seniorską. A wśród gwiazd sportu, które udzielają jej wsparcia, jest Robert Lewandowski.

Słowak nowym trenerem Wisły
Nowym trenerem piłkarzy Wisły Kraków został Adrian Gula. 45-letni słowacki szkoleniowiec związał się z ekipą „Białej Gwiazdy” dwuletnim kontraktem. Gula ostatnio prowadził czeski zespół Viktoria Pilzno (został zwolniony 9 maja przed zakończeniem rozgrywek), a wcześniej w swoim kraju był trenerem m.in. AS Trencin, MSK Żilina oraz młodzieżowej reprezentacji Słowacji.

Piłkarz Pogoni uniewinniony
W zakończonym w miniony poniedziałek procesie szwedzki sąd odrzucił kierowane pod adresem piłkarza Pogoni Szczecin Pawła Cibickiego prokuratorskie zarzuty wzięcia łapówki i oszustwa w sporcie. Wyrok sądu nie jest prawomocny. Z powodu oskarżenia Cibicki, Szwed polskiego pochodzenia, został najpierw zawieszony w prawach zawodnika przed federację piłkarską w swoim kraju, a w lutym tego roku także przez FIFA, przez co nie mógł grać w piłkę także w polskiej ekstraklasie. Po ogłoszeniu wyroku szwedzkiego sądu Pogoń Szczecin wystąpiła do PZPN o przywrócenie Cibickiemu praw zawodniczych.

Zamieniła Rzeszów na Radom
Siatkarka reprezentacji Polski Zuzanna Efimienko-Młotkowska w nowym sezonie będzie występować w zespole E.Leclerc Moya Radomka Radom. 31-letnia środkowa w poprzednim sezonie była zawodniczką ekipy Developresu Rzeszów, z którą zdobyła wicemistrzostwo Polski.

Skrzyszowska jedzie do Tokio
Płotkarka Pia Skrzyszowska na mityngu w Hengelo zdobyła kwalifikację olimpijską. Nasza lekkoatletka zajęła drugie miejsce w biegu na 100 m ppł z czasem 12,80 s, ustanawiając za jednym zamachem nowy rekord życiowy oraz uzyskując minimum wynikowe na igrzyska w Tokio. Wygrała Portorykanka Jasmine Camacho-Quinn z rewelacyjnym wynikiem 12,44 s.

Osaka nie zagra w Berlinie
Japońska tenisistka Naomi Osaka, wiceliderka rankingu WTA, po wycofaniu się z wielkoszlemowego French Open z powodu depresji, postanowiła wydłużyć swój rozbrat z tenisem. 23-letnia zawodniczka poinformowała, że rezygnuje też z udziału w rozpoczynającym się 14 czerwca turnieju WTA w Berlinie.

Zmarł koreański gwiazdor futbolu
Południowokoreańska federacja piłkarska poinformowała o śmierci znakomitego przed laty reprezentanta tego kraju You Sang Chula. Polscy kibice powinni go pamiętać z mundialu w 2002 roku w Japonii i Korei Południowej, bo strzelił naszej drużynie gola w wygranym przez współgospodarzy turnieju 2:0 meczu. Yoo Sang Chul wystąpił we wszystkich spotkaniach MŚ 2002. Był także uczestnikiem mniej udanego dla Koreańczyków mundialu w 1998 roku we Francji. W sumie w drużynie narodowej rozegrał 124 mecze. Zmarł w wieku 49 lat na raka trzustki.

Długo czekała na debiut
Sinead Diver będzie najstarszą członkinią australijskiej kadry olimpijskiej. Specjalizująca się w biegach maratońskich biegaczka zdobyła kwalifikację na igrzyska w Tokio w wieku 44 lat. Jeśli wystartuje w stolicy Japonii będzie to jej debiut w największej sportowej imprezie globu. Bieg maratoński kobiet ma się odbyć 7 sierpnia.

W Singapurze bez Formuły 1
Na oficjalnej stronie internetowej Formuły 1 pojawił się komunikat, że tegoroczny wyścig o Grand Prix Singapuru został odwołany z powodu zagrożenia koronawirusem. Trwają rozmowy, aby w zwolnionym terminie 3 października rozegrać wyścig na torze w innym kraju. Zainteresowanie jego organizacja pojawiło się w USA, Chinach i Turcji.

Konarski opuszcza Czarnych
Dwukrotny mistrz świata (2014 i 2018) Dawid Konarski odchodzi z zespołu Carrad Enea Czarni Radom. W ostatnim sezonie PlusLigi Konarski wystąpił w 22 spotkaniach, w których zdobył 341 punktów. Czarni zakończyli sezon na 12. miejscu. Konarski mas na koncie trzy tytuły mistrza Polski (2015, 2016, 2017) i Superpuchar Polski (2013).

GKS Katowice w I lidze
W meczu 37. kolejki II ligi piłkarskiej GKS Katowice wygrał u siebie 4:1 ze Stalą Rzeszów i na jedna kolejkę przed końcem rozgrywek zapewnił sobie awans do I ligi. Pewne gry w barażach są natomiast zespoły Chojniczanki Chojnice, Wigier Suwałki i KKS Kalisz, a szanse na zajęcie ostatniego barażowego miejsca maja jeszcze Skra Częstochowa, Garbarnia Kraków i Stal Rzeszów.

Szybka setka Jamajki
Znakomita sprinterka Shelly-Ann Fraser Pryce podczas zawodów w stolicy Jamajki Kingstton w biegu na 100 metrów uzyskała fenomenalny rezultat 10,63 s. To drugi w historii kobiecej lekkoatletyki wynik na tym dystansie. Szybciej na „setkę” pobiegła jedynie legendarna Amerykanka Florence Griffith-Joyner, która w 1988 roku minęła metę w nieosiągalnym do dzisiaj dla sprinterek czasie 10,49 s. 34-letnia Fraser Pryce jest dwukrotną złotą medalistką olimpijską, z Pekinu (2008) i Londynu (2012). Na igrzyskach Rio de Janeiro w 2016 roku jamajska sprinterka była dopiero trzecia z wynikiem 10,86, a złoto zdobyła jej rodaczka Elaine Thompson.

Milik wypadł z gry

W przeddzień towarzyskiego meczu z Islandią PZPN ogłosił, że Arkadiusz Milik z powodu urazu łąkotki jednak nie zagra w finałach mistrzostw Europy. Trener Paulo Sousa nie powołał w jego miejsce innego piłkarza.

Milik doznał urazu łąkotki w lewym kolanie pod koniec ostatniego meczu ligowego Olympique Marsylia z FC Metz. Po przyjeździe na zgrupowanie kadry zgłosił uraz i zrobiono mu rezonans, ale w ocenie sztabu medycznego naszej reprezentacji kontuzja nie wyglądała na poważną. Potwierdził to też hiszpański specjalista od tego typu urazów doktor Ramon Cugat, do którego Milik pojechał na konsultacje. On też odradzał zabieg, więc Milik przez cały ostatni tydzień trenował indywidualnie, głównie jednak pływając w basenie i na rowerze stacjonarnym. Dopiero od piątku zaczął ćwiczyć na boisku z piłką i wtedy uszkodzona łąkotka zastrajkowała. Ostateczna decyzja miała zapaść we wtorek po meczu z Islandią, ale już po poniedziałkowym treningu PZPN wydał komunikat, że Milik jednak w turnieju Euro 2021 nie wystąpi. To poważne osłabienie naszej reprezentacji, bo napastnik Olympique Marsylia w ostatnich tygodniach prezentował wysoka formę i w planach trenera Sousy miał być partnerem dla Roberta Lewandowskiego w linii ataku.
Portugalski szkoleniowiec był skłonny zostawić Milika w kadrze, gdyby była nadzieja, że wróci do pełni zdrowia w przyszłym tygodniu. Niestety, jeśli wierzyć w wieści dochodzące z Opalenicy, napastnika Olympique Marsylia czeka co najmniej miesięczny rozbrat z futbolem. „Wcześniej przez kontuzję straciliśmy Krzysztofa Piątka, a teraz Arka Milika, jednego z najlepszych obecnie napastników w Europie. W moim przekonaniu mógł wraz z Robertem Lewandowskim stworzyć być może nawet najlepszy duet napastników w tych mistrzostwach” – przekonywał portugalski selekcjoner biało-czerwonych, który teraz w formacji ataku ma do dyspozycji, oprócz „Lewego”, jedynie Karola Świderskiego i Jakuba Świerczoka oraz zmagającego się z rwą kulszową Dawida Kownackiego.
Sousa przed spotkaniem z Islandią tak ocenił dotychczasowe przygotowania kadry Polski do Euro 2021. „Zrobiliśmy wszystko, co planowaliśmy. W pierwszym tygodniu była odpowiednia intensywność. W meczu z Rosją zobaczyliśmy brak pewnej regularności, ale to część procesu. Nie jest łatwo zmienić grę drużyny, bo wracają wcześniejsze przyzwyczajenia. Dużo jednak rozumiemy. W drugim tygodniu ograniczyliśmy objętość pracy. Także jednak było ciężko pod względem kondycyjnym. Jutro chcemy utrzymać graczy w dobrej kondycji i zobaczyć to, co trenowaliśmy. Nie wprowadzaliśmy wielu nowych rzeczy. Organizacja była niesamowita. Muszę podziękować naszej federacji. Możemy zobaczyć interakcje między zawodnikami. Na boisku jest skupienie, ale poza murawą zawodnicy są nie jak koledzy, a jak przyjaciele. Chcemy, by ta energia utrzymała się przez cały nasz występ w turnieju. Wprowadzam pewne pomysły z federacją, która już wcześniej wybrała Opalenicę na miejsce zgrupowania. Gdy je zobaczyłem, byłem zachwycony. Potem musieliśmy ze sztabę wcielić plan w praktykę. Każdy jest częścią procesu. Ważne są zwłaszcza doświadczenia zawodników. Sposób, w jaki radzą sobie ze wszystkim, co było zorganizowane i jak wchodzili w interakcje z innymi. Presja jest naturalna w momencie rywalizacji. Razem jesteśmy silni” – zapewnia Paulo Sousa.
Efekty jego pracy wciąż są w Polsce niedoceniane, ale już nie przez ludzi z branży z zewnątrz. Dowodzi tego choćby ocena wydana polskiej reprezentacji przez selekcjonera kadry Islandii Arnara Vidassona. „Z przyjemnością patrzy się teraz na grę polskiej drużyny, bo jest nowoczesna, ofensywna, piłkarze wymieniają pozycje, często atakują wysokim pressingiem. Pamiętam polski zespół sprzed kilku lat i wtedy jego gra wyglądała inaczej. Ale swoją opinię opieram jednak tylko na ostatnim meczu Polaków z Rosją, który bardzo mi się podobał” – powiedział Vidasson.
Selekcjoner reprezentacji Islandii, która do Poznania przyjechała po rozegraniu dwóch spotkań – z Meksykiem (1:2) i Wyspami Owczymi (1:0), nie zamierzał w meczu z Polską walczyć o dobry wynik za wszelką cenę. „Nie zagramy przeciwko polskiej drużynie w najsilniejszym składzie, bo wystawię kilku młodych graczy z kadry U-21. Wynik ma dla nas znaczenie o tyle, że zawsze w każdym meczu międzypaństwowym chcemy zwyciężać. Ale jakiś fajerwerków ze strony rywali się nie spodziewam. W ostatnich meczach przed wielkimi turniejami piłkarze zazwyczaj nie pokazują pełnego spektrum swoich możliwości. Ale Polska ma w kadrze wielu znanych piłkarzy z najsilniejszych lig, z Robertem Lewandowskim na czele, co dla moich piłkarzy może być dodatkową motywacją” – ostrzegał trener Islandczyków Arnar Vidasson.
I słusznie ostrzegał, bo biało-czerwoni z trudem zremisowali z Islandią 2:2.

Polska – Islandia 2:2

Gole: Zieliński (34), Świderski (88) – Gudmundsson (26), Bjarnason (47).

Polska: Szczęsny – Kędziora, Glik, Dawidowicz – Puchacz (80. Rybus), Krychowiak (64. Linetty), Moder, Frankowski (64. Płacheta) – Zieliński (46. Kozłowski), Lewandowski (80. Świaderski) – Świerczok (58. Jóźwiak)

Islandia: Runarsson (46. Kristinsson) – Sampsted, Hermannsson, Bjarnason, Thorarinsson – A. Gunnarsson (87. Thordarson) – Anderson (75. Eyjolfsson), Baldursson (78. Thordarson), B. Bjarnason, A. Gudmundsson (90. Thorsteinsson) – Bodvarsson (84. Gudjohnsen)

Żółte kartki: Krychowiak – Baldursson

Sędziował: Balazs Berke (Węgry).

Widzów: 19 614.

Euro 2020/21: UEFA zapłaci klubom za piłkarzy

W rozpoczynających się w piątek 11 czerwca piłkarskich mistrzostwach Europy wystąpi dziewięciu zawodników z siedmiu klubów polskiej ekstraklasy – Legii, Pogoni, Rakowa, Piasta, Lecha, Lechii i Warty Poznań. UEFA zapłaci tym klubom po 2,4 tys. euro za każdy dzień udziału ich zawodników w turnieju, nawet jeśli będą tylko rezerwowymi.

UEFA podzieliła kluby dostarczające graczy do reprezentacji narodowych na trzy kategorie – w pierwszej rekompensaty wyceniono na kwotę 7231 euro dziennie, w drugiej na 4821 euro, a w trzeciej na 2410 euro. Polskie kluby znalazły się w najniższej kategorii. Rekompensaty zaczyna się naliczać już 14 dni przed pierwszym meczem w turnieju, a licznik się zatrzymuje pierwszego dnia po odpadnięciu z imprezy. Rozgrywki grupowe potrwają dziewięć dni, zatem po tej fazie rywalizacji kluby otrzymają rekompensatę za swoich zawodników za 24 dni. W przypadku polskich zespołów będzie to blisko 58 tys. euro (ok. 260 tys. złotych) za jednego piłkarza oddanego do reprezentacji. W przypadku gdy któryś z piłkarzy z naszej ekstraklasy dojdzie ze swoim zespołem do 1/8 finału, wówczas jego klub otrzyma ponad 72 tys. euro (czyli ponad 300 tys. złotych). Za udział w ćwierćfinale UEFA gwarantuje premię na poziomie zaczynającym się od 84 tys. euro (ponad 370 tys. złotych).
Wśród piłkarzy powołanych na tegoroczne finały mistrzostw Europy znalazło się dziewięciu zawodników, którzy na co dzień występują w zespołach PKO Ekstraklasy.
Po dwóch reprezentantów maja Legia Warszawa (Czech Tomas Pekhart i Chorwat Josip Juranović) i Lech Poznań (Tymoteusz Puchacz i Słowak Lubomir Satka), a po jednym Raków Częstochowa (Kamil Piątkowski), Pogoń Szczecin (Kacper Kozłowski), Piast Gliwice (Jakub Świerczok), Lechia Gdańsk (Słowak Dusan Kuciak) i Warta Poznań (Fin Robert Ivanov).
O ile w przypadku Legii czy Lecha nie są to wielkie kwoty, to dla poznańskiej Warty, która w minionym sezonie miała najniższy budżet w naszej piłkarskiej ekstraklasie, będzie to spory zastrzyk gotówki. W sumie UEFA wypłaci wszystkim klubom co najmniej 200 mln euro, ale kwota ta to tylko około 8 procent spodziewanych przychodów Europejskiej Unii Piłkarskiej z praw telewizyjnych, reklam oraz sprzedaży biletów. Warto też przypomnieć, że w poprzednich mistrzostwach Europy w 2016 roku polskie kluby z tytułu rekompensaty na zwolnienie swoich zawodników na mecze eliminacyjne oraz sam turniej finałowy otrzymały od UEFA w sumie 2 051 330 euro.
Pięć lat temu najwięcej zgarnęła wtedy Legia Warszawa – 550 225 euro, ale oprócz stołecznego klubu zastrzyk gotówki dostało jeszcze 16 innych (Lech Poznań, Lechia Gdańsk, Wisła Kraków, Cracovia, Ruch Chorzów, Zagłębie Lubin, Korona Kielce, Jagiellonia Białystok, Górnik Zabrze, Górnik Łęczna, GKS Bełchatów, Piast Gliwice, Miedź Legnica, Śląsk Wrocław, Podbeskidzie Bielsko-Biała i Zawisza Bydgoszcz.