Kadra piłkarzy ręcznych na eliminacje ME 2022

Selekcjoner kadry Polski piłkarzy ręcznych rozesłał powołania na czekające biało-czerwonych w marcu mecze eliminacyjne do przyszłorocznych mistrzostw Europy ze Słowenia i Holandią.

Nasi reprezentacyjni szczypiorniści po niezłym występie w tegorocznych mistrzostwach świata w Egipcie do meczów ze Słoweńcami i Holendrami powinni przystąpić z wiarą w zwycięstwo, bo jeśli zagrają nie gorzej niż podczas światowego czempionatu, mają duże szanse na zdobycie cennych punktów. Kadra ma zebrać się 7 marca we Wrocławiu, a już dwa dni później biało-czerwoni w Celje mają zaplanowany mecz z reprezentacją Słowenii, a 14 marca we Wrocławiu zagrają
z ekipą Holandii.
Mistrzostwa Europy 2022 odbędzie się w dniach 13-30 stycznia na Węgrzech i Słowacji. W turnieju wezmą udział dwadzieścia cztery zespoły. Reprezentacja Polski w eliminacjach rywalizuje w grupie 5, w której oprócz ekip Holandii i Słowenii gra jeszcze drużyna Turcji, z którą biało-czerwoni na początku stycznia rozegrali oba mecze, wygrywając 29:24 i 35:24. W pozostałych odbytych do tej pory spotkaniach Turcja przegrała z Holandią 26:27, a Słowenia wygrała z Holandią 34:23 i zremisowała 27:27. Liderem w grupie obecnie jest Polska (4 pkt), przed Słowenią i Holandią (po 3 pkt). Bezpośredni awans do ME 2022 uzyskają dwa najlepsze
zespoły w grupie.

Kadra Polski:
Bramkarze: Mateusz Kornecki (Łomża Vive Kielce), Adam Morawski (Orlen Wisła Płock), Mateusz Zembrzycki
(Azoty Puławy).
Gracze z pola: Jan Czuwara (Górnik Zabrze), Piotr Chrapkowski (SC Magdeburg, Niemcy), Damian Przytuła, Arkadiusz Ossowski (MMTS Kwidzyn), Tomasz Gębala, Szymon Sićko, Michał Olejniczak, Arkadiusz Moryto (wszyscy Łomża Vive Kielce), Maciej Pilitowski, Kacper Adamski (obaj Energa MKS Kalisz), Szymon Działakiewicz (Gwardia Opole), Michał Daszek, Przemysław Krajewski (Orlen Wisła Płock), Dawid Dawydzik, Rafał Przybylski (obaj Azoty Puławy), Maciej Gębala (SC DHfK Lipsk, Niemcy), Kamil Syprzak (Paris Saint-Germain, Francja), Patryk Walczak (Vardar Skopje, Macedonia).

Liga Europy UEFA: Teraz powalczą o awans do ćwierćfinału

W miniony piątek odbyło się losowanie par 1/8 finału Ligi Europy. W gronie 16 zespołów najsilniejszą reprezentację ma Anglia (trzy drużyny), po dwie ekipy mają Włochy, Hiszpania i Ukraina, a po jednej Szwajcaria, Holandia, Grecja, Szwecja, Czechy, Szkocja i Chorwacja.

Najliczniej w tej fazie rywalizacji w Lidze Europy jest reprezentowana angielska Premier League, która ma trzy zespoły – Arsenal, Manchester United i Tottenham. Zaskakuje natomiast brak zespołu z Bundesligi. W poprzedniej rundzie Hoffenheim odpadło z Molde, a Bayer Leverkusen z Young Boys Berno. Pierwsze mecze 1/8 finału odbędą się 11 marca. Rewanże zaplanowano tydzień później. W tym roku finał Ligi Europy odbędzie się w Gdańsku.
Hitem tej rundy zmagań będzie bez wątpienia starcie dwóch odradzających się dawnych europejskich potęg, Manchesteru United z AC Milan. „Czerwone Diabły” w okresie gorszej prosperity sportowej w 2017 roku wygrali Ligę Europy i w tym sezonie mają zamiar powtórzyć ten wyczyn, chociaż w Premier League idzie im nieźle. Mistrzostwa Anglii już raczej nie zdobędą, bo lokalny rywal, Manchester City, ma zbyt dużą przewagę w tabeli, ale wicemistrzowski tytuł jak najbardziej, a już na pewno miejsce gwarantujące start w nowej edycji Champions League. Podobnie rzecz się ma z zespołem AC Milan, który toczy wyrównaną walkę o mistrzostwo Włoch z lokalnym rywalem Interem i broniącym tytułu Juventusem Turyn.
W Dynamie Kijów gra Tomasz Kędziora, jedyny polski piłkarz, który jeszcze uczestniczy w obecnej edycji Ligi Europy. Ukraiński zespół trafił na znakomicie w tym sezonie spisujący się hiszpański Villareal CF, szósty aktualnie zespół w Primera Division, ale nie jest bez szans na wywalczenie awansu do 1/4 finału.
Z kolei drużyna Glasgow Rangers, z którą w fazie grupowej rywalizował Lech Poznań, zmierzy się ze Slavią Praga, która w 1/16 finału sensacyjnie wyeliminowała Leicester City.

Zestaw par 1/8 finału Ligi Europy:
Ajax Amsterdam – Young Boys Berno
Dynamo Kijów – Villareal
AS Roma – Szachtar Donieck
Olympiakos Pireus – Arsenal Londyn
Dinamo Zagrzeb – Tottenham Hotspur
Manchester United – AC Milan
Slavia Praga – Glasgow Rangers
Grenada CF – Molde FK.

Sousa znów w Polsce

Nowy selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Polski Paulo Sousa zastąpił Jerzego Brzęczka na tej posadzie 21 stycznia tego roku. Po pięciu tygodniach pracy zdalnej portugalski szkoleniowiec i jego sztab zjadą w końcu do Polski.

Paulo Sousa ma coraz mniej czasu na zestawienie kadry Polski. Pierwszy mecz w tym roku biało-czerwoni rozegrają już 25 marca na wyjeździe z Węgrami, trzy dni później u siebie zmierzą się z Andorą, a na koniec marcowej serii spotkań eliminacji MŚ 2022 zagrają ponownie na wyjeździe z faworytami grupy I Anglikami. W najbliższy piątek (5 marca) zgodnie portugalski szkoleniowiec ma ogłosić listę kadrowiczów. Być może tylko z klubów zagranicznych, ale niewykluczone, że ogłosi pełny skład kadry i zerwie z wcześniejszym zwyczajem dzielenia kadrowiczów na „krajowych” i „zagranicznych”. Tak czy owak dopiero wtedy poznamy jego pierwsze personalne wybory. Na razie wiemy jedynie tyle, że wybrał już pierwszego bramkarza kadry, chociaż nie podał jego nazwiska oraz że kapitanem zespołu i jego najważniejszym graczem pozostanie Robert Lewandowski, z którym Sousa zdążył się już spotkać osobiście.
Jeśli wierzyć pogłoskom, portugalski selekcjoner biało-czerwonych planuje w najbliższy wtorek osobiście obejrzeć mecz Pucharu Polski Lech Poznań z Rakowem Częstochowa. W zespole „Kolejorza” zapewne będzie uważnie przyglądał się piłkarzom, którymi interesował się już Jerzy Brzęczek, czyli Alanowi Czerwińskiemu, Tymoteuszowi Puchaczowi i Jakubowi Kamińskiemu, natomiast w ekipie z Częstochowy będzie przyglądał się uważnie Kamilowi Piątkowskiemu, który po transferze w zimowym oknie transferowym już jest graczem RB Salzburg, a w Rakowie występuje tylko do końca tego sezonu na zasadzie wypożyczenia. W środę Sousa ma z kolei gościć na pucharowym meczu Legii Warszawa z Piastem Gliwice. W warszawskiej drużynie na pewno będzie uważnie przyglądał się występowi Bartosza Kapustki, Mateusza Wieteski i być może Pawła Wszołka, zaś w ekipie gliwiczan Patryka Lipskiego i Jakuba Świerczoka.

PKO Ekstraklasa: Grać trzeba do końca

W 19. kolejce dała o sobie znać stara piłkarska zasada, że walczyć o zwycięstwo trzeba do ostatniego gwizdka sędziego. W ostatnich sekundach gry wygrały wyjazdowe mecze zespoły Lecha Poznań i Piasta Gliwice, a lider, Legia Warszawa, w Zabrzu zwycięską bramkę w meczu z Górnikiem zdobył w 82 minucie.

W rozgrywanych w Grodzisku Wielkopolskim derbach Poznania Lech do 80. minuty przegrywał z Wartą 0:1 po golu Mateusza Kuziemskiego. Na 10 minut przed końcem regulaminowego czasu gry wyrównującą bramkę zdobył pozyskany w zimowym oknie transferowym Aron Johannsson, a w 4. minucie doliczonego czasu gry, dosłownie w ostatniej akcji meczu, piłkę do bramki rywali w przypadkowych okolicznościach wpakował Pedro Tiba. Trudno w to uwierzyć, ale ekipa „Kolejorza” zdołała odrobić straty i odwrócić losy spotkania po raz pierwszy od 24 listopada 2018 roku, kiedy to przegrywał 0:1 z Wisłą Płock, lecz ostatecznie wygrał 2:1. Od tego czasu lechici aż 34 razy pozwalali rywalom pierwszym strzelić gola i ani razu nie odnieśli zwycięstwa. Przełamali ten impas dopiero
po 825 dniach.
Nie mogą być jednak specjalnie dumni z pokonania lokalnego rywala, bo na tle Warty Lech jest futbolową potęgą, tymczasem przed piątkowym meczem w tabeli ekstraklasy zajmował niższą lokatę. Kibice „Kolejorza” nie kryli niezadowolenia i dawali niedwuznacznie do zrozumienia, że porażki w derbach swoim ulubieńcom nie darują. Trener Dariusz Żuraw od dłuższego czasu żyje pod presją dymisji, czym zdaje się być już trochę zmęczony, więc kolejne groźby nie robią na nim większego wrażenia. Ale miał świadomość, że ewentualna porażka z niepokonaną w tym roku Wartą może uczynić go bezrobotnym. Lechici mieli jednak w piątkowy wieczór furę szczęścia, bo nie jest łatwo pokonać zespół, który zawzięcie broni się niemal całą jedenastką i jeśli wygrywa, to 1:0 (tak pokonał Cracovię, Piasta i Zagłębie), a jeśli traci gola, to jednego i remisuje 1:1. Skoro jednak „Kolejorz” pokonał niepokonanych w tym roku warciarzy 2:1, to teraz już ze zwycięskiej ścieżki chyba raczej już nie zboczy. Na mistrzowski tytuł nikt Lechowi szans już nie daje, lecz „na stole” leżą jeszcze 33 punkty do zdobycia, więc chyba za wcześnie jest na rozdawanie medali.
Tym bardziej, że do ścigających Legię zespołów Pogoni i Rakowa niepostrzeżenie zbliżyła się Lechia Gdańsk, która w sobotę pokonała na wyjeździe Stal Mielec, notując trzecie zwycięstwo z rzędu w tym roku. Gdańszczanie wygrali co prawda po mocno kontrowersyjnym golu Łukasza Zwolińskiego, ale zdobytych punktów nikt im nie odbierze, a dzięki nim zepchnęli z czwartego miejsca zespół Górnika. Inna sprawa, że zabrzanie w tym roku jak na razie zawodzą swoich fanów, bo grają jakby jeszcze nie obudzili się z zimowego snu. Z pięciu spotkań wiosennej części sezonu trzy przegrali, jedno wygrali, a w jednym wyszarpali remis. Cztery punkty zdobyte na piętnaście do zdobycia to bilans stanowczo za słaby, żeby myśleć o utrzymaniu się w ścisłej czołówce.
Trochę więc dziwi, że ten słabujący Górnik w drugiej połowie meczu z Legią tak przycisnął rywali, że ktoś niezorientowany w układzie sił w polskiej ekstraklasie, oglądając ten fragment spotkania, mógłby się pomylić ze wskazaniem, który z zespołów jest liderem rozgrywek. „Wojskowi” przetrzymali jednak napór zabrzańskiej jedenastki i W 82. minucie wyprowadzili zabójczy kontratak, który na zwycięskiego gola zamienił wprowadzony po przerwie 21-letni Kacper Kostosz. Legia zaczęła ten rok od porażki z ostatnim wtedy w tabeli Podbeskidziem, ale z czterech pozostałych trzy wygrała, a jedno zremisowała. Legioniści prowadzą w lidze, ale jeszcze nie mogą sobie pozwolić na luz. Przed nimi bowiem seria meczów z mocnymi przeciwnikami – ze Śląskiem, Wartą, Zagłębiem, Pogonią, Lechem, Cracovią, Piastem i Lechią i Wisłą Kraków.

Wyniki 19. kolejki:
Górnik Zabrze – Legia Warszawa 1:2
Raków Częstochowa – Podbeskidzie
Bielsko-Biała 1:0
Warta Poznań – Lech Poznań 1:2
Stal Mielec – Lechia Gdańsk 0:1
Jagiellonia Białystok – Piast Gliwice 0:1
Wisła Płock – Wisła Kraków 1:3

Żyła pławi się w złocie

Rozegrany w sobotę na skoczni w Oberstdorfie konkurs skoków narciarskich na normalnej skoczni wygrał nieoczekiwanie Piotr Żyła, zdobywając indywidualne mistrzostwo świata – pierwsze dla siebie i ósme dla Polski. Przed nim cztery złote medale w światowym czempionacie wywalczył Adam Małysz, a po jednym Wojciech Fortuna, Kamil Stoch i Dawid Kubacki.

Przed mistrzostwami świata w Oberstdorfie forma naszych skoczków była wielką niewiadomą, bo w ostatnich tygodniach wyniki osiągane przez nich w turniejach Pucharu Świata były, delikatnie mówiąc, dalekie od oczekiwań i od tego, do czego nas przyzwyczaili w pierwszej części sezonu. Ale w ostatnich zawodach przed światowym czempionatem, rozegranych na normalnej skoczni w rumuńskim Rasnovie, Kamil Stoch był drugi, a czołowej piątce znaleźli się jeszcze Dawid Kubacki (był czwarty) i Piotr Żyła. Punkty do klasyfikacji generalnej zdobyli też Klemens Murańka i Andrzej Stękała. Wydawało się więc, że tuż przed najważniejszą imprezą sezonu nasi kadrowicze wrócili, jak zwykli sami mawiać” do „dobrego skakania”. Sensacją zawodów w Rasnovie była dyskwalifikacja zwycięzcy konkursu Norwega Helvora Graneruda, którego ukarano za nieprzepisowy kombinezon. Z tego samego powodu zdyskwalifikowano też Niemca Markusa Eisenbichlera. Obaj skoczkowie nie kryli rzecz jasna oburzenia, ale najbardziej z powodu decyzji sędziów pieklił się Norweg. Nikt w stawce skoczków nie stanął w jego obronie, co każe przypuszczać, że inni zawodnicy nie do końca są przekonani, że dominacja Graneruda w tym sezonie to efekt jedynie jego nagłego wzrostu sportowej formy.
Tydzień po wpadce przy kontroli sprzętu w Rasnovie lider Pucharu Świata zaliczył jeszcze bardziej spektakularną wpadkę, zawalając skok w pierwszej serii konkursu mistrzostw świata na normalnej skoczni w Oberstdorfie. Granerud skoczył tylko 99 metrów i zajmował miejsce dopiero w drugiej dziesiątce. Ale nie tylko on „poległ” na pierwszej próbie. Wśród tych, którzy zaliczyli słabe skoki, znalazł się też nieoczekiwanie Kamil Stoch. Ale o ile lider norweskiej kadry w drugiej serii poszedł na całość i szybując na odległość 103 m zdołał przesunąć się w końcowej klasyfikacji aż na czwartą lokatę, to z lidera biało-czerwonych po pierwszej nieudanej próbie uszło całkowicie powietrze. Dwa słabe skoki po 96 metrów dały mu dopiero 22. lokatę. Mistrzowskiego tytułu na normalnej skoczni wywalczonego na poprzednich mistrzostwach świata nie obronił Dawid Kubacki, ale on przynajmniej znalazł się w ścisłej czołówce i do końca walczył o miejsce na podium. Ostatecznie zakończył rywalizację na piątej pozycji.
Polscy kibice niepowodzenia obu mistrzów świata znieśli jednak łatwo, bo w sobotę na pierwszy plan z „żelaznego tercetu” wysunął się najmniej utytułowany z nich – Piotr Żyła. W pierwszej próbie uzyskał rewelacyjną odległość 105 metrów i objął prowadzenie w konkursie. W drugiej serii warunki pogodowe od kapitalnego skoku Graneruda zaczęły się pogarszać, dzięki czemu Norweg zdołał wyprzedzić aż dwunastu skoczków. Przed ostatnim w konkursie skokiem Żyły Granerud zajmował trzecią lokatę i pewnie modlił się w duchu, żeby Polak nie wytrzymał presji i popsuł swój skok, bo wtedy on zdobyłby co prawda brązowy, ale pierwszy medal mistrzostw świata. Nic z tego. Żyła w drugiej próbie skoczył 102,5 m i pewnie zdobył tytuł, zostając w wieku 34 lat najstarszym mistrzem świata w historii. Zdobyty przez niego złoty medal jest osiemnastym wywalczonym przez polskich skoczków w światowym czempionacie.
Top 5 konkursu MŚ na skoczni H-95

Top 10 konkursu MŚ na skoczni H-95:

1. Piotr Żyła (Polska) 105/102,5 m – 268,8 pkt

2. Karl Geiger (Niemcy) 103,5/102 m – 265,2 pkt

3. Anze Lanisek (Słowenia) 102,5/101 m – 261,5 pkt

4. Halvor Egner Granerud (Norwegia) 99/103 m – 259,7 pkt

5. Dawid Kubacki (Polska) 102/99 m – 257,1 pkt

6. Robert Johansson (Norwegia) 100/101 m – 256,5 pkt

7. Michael Hayboeck (Austria) 101/97,5 m – 253,9 pkt

8. Bor Pavlovcic (Słowenia) 101,5/98 m – 253,4 pkt

9. Daniel Andre Tande (Norwegia) 101/98 m – 251,6 pkt

10. Stefan Kraft (Austria) – 100,5/97,5 – 251,2 pkt

22. Kamil Stoch (Polska) 96/96 m – 236 pkt

30. Andrzej Stękała (Polska) 95/87,5 m – 211,6 pkt

36. Klemens Murańka (Polska) 93 m – 108 pkt

Dwa trafienia Lewandowskiego w Bundeslidze

Bayern Monachium w 23. kolejce Bundesligi pokonał 1. FC Koeln 5:1 i umocnił się na prowadzeniu. Kolejne dwa gole w tym sezonie strzelił Robert Lewandowski, który ma ich już na koncie 28. i zdecydowanie prowadzi w klasyfikacji strzelców niemieckiej ekstraklasy oraz w klasyfikacji „Złotego Buta”.

Po zdobyciu przez Bayern Klubowego Mistrzostwa Świata w Katarze w szeregi bawarskiej jedenastki wkradło się lekkie rozprężenie, czego efektem były dwa słabsze występy w Bundeslidze – remis 3:3 z Arminią Bielefeld i porażka 1:2 z Eintrachtem Frankfurt. Przypuszczenia, że to być może jest początkiem jakiegoś głębszego kryzysu formy, okazały się jednak mocno przesadzone. Zespół trenera Hansiego Flicka we wtorkowym spotkaniu 1/8 finału Ligi Mistrzów rozbił na wyjeździe Lazio Rzym 4:1, a w miniona sobotę zafundował sobie jeszcze większą kanonadę w ligowym spotkaniu z 1. FC Koeln.
Robert Lewandowski w trzech pierwszych z wymienionych meczów zdobywał po jednej bramce, ale w spotkaniu z drużyną z Kolonii na listę strzelców wpisał się dwukrotnie, dzięki czemu powiększył swój strzelecki dorobek w Bundeslidze w tym sezonie do 28 trafień. Do wyrównania legendarnego rekordu 40 goli w jednym sezonie należącego do Gerda Muellera „Lewemu” zostało zatem jeszcze 12 bramek, a do końca rozgrywek Bundesligi zostało jeszcze 11 kolejek. Kapitan reprezentacji Polski większą wagę przywiązuje jednak do zwycięstwa w klasyfikacji „Złotego Buta”, bo nagrody dla najlepszego strzelca lig europejskich nie ma jeszcze w swojej bogatej kolekcji trofeów. Jego najgroźniejsi konkurenci w tej rywalizacji, Andre Silvaz Eintrachtu Frankfurt, Cristiano Ronaldo z Juventusu i Leo Messi z FC Barcelona mają po 19 trafień, a zajmujący miejsce tuż za nimi Kylian Mabppe z PSG18.

Triumf Igi Świątek w Adelajdzie

Iga Świątek w finale turnieju WTA w Adelajdzie pokonała rozstawioną z numerem 2 Szwajcarkę Belindę Bencić 6:2, 6:2 i wygrała pierwszą imprezę pod szyldem WTA. Dzięki zdobytym punktom 19-letni polska tenisistka w najnowszym notowaniu światowego rankingu awansuje na najwyższe w karierze 15. miejsce.

Świątek ubiegły rok zakończył z przytupem, wygrywając wielkoszlemowy turniej na ziemnych kortach im. Rolanda Garrosa w Paryżu. Tegoroczny sezon, który mimo pandemicznych ograniczeń zaczął się tradycyjnie na antypodach, 19-letnia tenisistka zaczęła występem w turnieju w Melbourne, jednym w kilku które naprędce zorganizowano w tzw. turniejowej bańce dla uczestników wielkoszlemowego Australian Open. Odpadła w nim jednak już w trzeciej rundzie po porażce 4:6, 2:6 z najwyżej obecnie sklasyfikowaną w światowym rankingu z rosyjskich tenisistek 21-letnią Jekatieriną Aleksandrową.
Ale już w wielkoszlemowym Australian Open Świątek zaprezentowała znacznie lepszą dyspozycję. Trzy pierwsze rywalki dosłownie zmiotła z kortu, pokonując po kolei Holenderkę Arantxę Rus 6:1, 6:3, Włoszke Camilę Giorgi 6:2, 6:4, a w trzeciej rundzie Francuzkę Fionę Ferro 6:4, 6:3. Polka miała jednak pecha, bo w 1/8 finału na jej drodze stanęła ówczesna wiceliderka rankingu WTA Simona Halep. Rumuńska tenisistka pałała na dodatek żądzą rewanżu za dotkliwą porażkę 1:6, 2:6, jaką Świątek zafundowała jej w turnieju French Open. W starciu z nastoletnią Polką na twardych kortach kompleksu tenisowego Melbourne Park Halep o zemście musiała jednak zapomnieć, bo przegrała pierwszego seta 3:6. Drugiego wygrała co prawda gładko 6:1, ale w trzecim szalę zwycięstwa przechyliła po wyrównanej walce w dwóch ostatnich gemach i wygrała seta 6:4. Świątek miała prawo czuć niedosyt po tej porażce, bo gdyby wygrała, w ćwierćfinale mogłaby się zmierzyć z legendą kobiecego tenisa Sereną Williams. W jakiś tam sposób ułatwiła jednak Amerykance życie, bo wymęczona trzysetowym pojedynkiem z Polką rumuńska tenisistka w ćwierćfinałowej potyczce z Williams nie miała już dość sił na podjęcie walki i przegrała 3:6, 3:6.
Po Australian Open Świątek została w Australii i zgłosiła się do startu w turnieju Adelaidzie, w których została rozstawiona z numerem 5. W pierwszej rundzie pokonała Amerykankę Madison Brengle 6:3, 6:4, w drugiej Australijkę Maddison Inglis 6:1, 6:3. W ćwierćfinale Polka spodziewała się pojedynku z rozstawioną w imprezie z numerem 1 Australijką Ashleigh Barty, liderką rankingu WTA, lecz w 1/8 finału faworytka gospodarzy i obrończyni tytułu w tym turnieju nieoczekiwanie odpadła po porażce z Amerykanką Danielle Collins 3:6, 4:6. Trudno stwierdzić jakim wynikiem zakończyłby się pojedynek Barty ze Świątek, ale dla Collin starce z Polką było szokującym doświadczeniem. Amerykańska tenisistka przegrała pierwszego seta 2:6, a gdy w drugim przegrywała już 0:3, poprosiła o przerwę medyczną, a następnie skreczowała.
Nasza tenisistka do półfinałowego pojedynku z 23-letnią Szwajcarką Jil Teichmann przystępowała więc niespecjalnie zmęczona, czego nie można powiedzieć o rywalce, która w 1/4 finału stoczyła zaciętą trzysetową potyczkę z Łotyszką Anastasją Sevastową, pokonując ją 6:4, 6:7(8), 7:5. Polka wygrała bez większego trudu 6:3, 6:2. W drugim półfinale inna szwajcarska zawodniczka, Belinda Bencić, musiał stoczyć ponad dwugodzinny bój z 17-letnią nadzieją amerykańskiego tenisa Cori Gauff. Wygrana 7:6(2), 6:7(4), 6:2 kosztowała sklasyfikowaną w rankingu WTA na 12. pozycji Bencić mnóstwo sił, ale to chyba nie do końca tłumaczy jej klęskę 2:6, 2:6 w trwającej tylko 68 minut finałowej potyczce z Igą Świątek.
Na trybunach głównego kortu w Adelajdzie mimo pandemicznej sytuacji zasiadło dużo kibiców, w tym spora grupa Polaków. „Uwielbiam grać w Australii. Kocham to miejsce. Dziękuję wszystkim za to, że możemy tutaj być. Organizatorzy stanęli na wysokości zadania. Dziękuję też moim sponsorom”. A wywiad zakończyła po polsku słowami: „Kompletnie nie spodziewałam się że będzie tu tylu moich rodaków. Mimo że jestem na drugim końcu świata, czuję się jak u siebie”.
Zdobycie pierwszego turniejowego „skalpu” w cyklu WTA nie był jednak tego dnia jedynym sukcesem naszej tenisistki. Po finałowym zwycięstwie w pojedynku z Bencić ogłoszono, że polska tenisistka podpisała umowę sponsorską z chińską firmą Xiaomi, światowym potentatem w branży elektronicznej, specjalizującym się w projektowaniu, tworzeniu oraz sprzedaży smartfonów, aplikacji i elektroniki użytkowej. Xiaomi dołączyło do listy sponsorów Świątek, na której znajdują się Lexus, Asics, Rolex, PZU i Tecnifibre.

48 godzin sport

Krychowiak strzelił w derbach
Grzegorz Krychowiak zdobył bramkę dla Lokomotiwu Moskwa w wygranym przez jego drużynę 2:0 derbowym meczu z CSKA Moskwa rozegranego w miniony weekend w ramach 20. kolejki rosyjskiej ekstraklasy. Był to czwarty ligowy gol 31-letniego pomocnika reprezentacji Polski w tym sezonie. Oprócz niego w zespole Lokomotiwu całe spotkanie rozegrał też drugi z naszych reprezentantów Maciej Rybus. Lokomotiw z dorobkiem 31 punktów zajmuje szóste miejsce w lidze.

Skorupski obronił karnego
Występujący z zespole Bologny bramkarz reprezentacji Polski Łukasza Skorupski obronił rzut karny w wygranym przez jego zespół 2:0 meczu 24. kolejki włoskiej Serie A z Lazio Rzym. 29-letni polski golkiper nie dał sobie wbić gola z „jedenastki”, której egzekutorem był król strzelców Serie A i zdobywca „Złotego Buta” z poprzednim sezonie Ciro Immobile. Bologna z dorobkiem 28 punktów zajmuje 11. miejsce we włoskiej ekstraklasie.

Tragedia w FC Porto
Smutne wiadomość przekazał portugalski klub piłki ręcznej FC Porto. Bramkarz drużyny piłkarzy ręcznych Alfredo Quintana zmarł w szpitalu cztery dni po tym, jak podczas treningu doznał zatrzymania akcji serca. 32-letni Quintana w FC Porto grał od 2010 roku i w barwach tego klubu rozegrał 431 meczów. Urodził się na Kubie, ale od siedmiu lat występował w reprezentacji Portugalii. Jeszcze 9 lutego grał w meczu Ligi Mistrzów przeciwko Łomży VIVE Kielce.

Czwarte trafienie Helika
Michał Helik zdobył zwycięską bramkę dla Barnsley w wygranym przez jego zespół 2:1 meczu z Millwall w 33. kolejce Championship (drugi poziom rozgrywkowy w Anglii). To czwarte ligowe trafienie 25-letniego środkowego obrońcy w tym sezonie. W bramce pokonanych stał były bramkarz reprezentacji Polski Bartosz Białkowski.

I liga piłkarska wznowiła rozgrywki
Wyniki pierwszej w tym roku 18. kolejki I ligi piłkarskiej: Widzew Łódź – Radomiak Radom 1:1, Arka Gdynia – GKS Jastrzębie 1:0, Resovia Rzeszów – Puszcza Niepołomice 2:1, GKS Bełchatów – Górnik Łęczna 1:2, Sandecja Nowy Sącz – Miedź Legnica 2:0, Zagłębie Sosnowiec – Bruk-Bet Nieciecza 1:1, Stomil Olsztyn – GKS Tychy 1:2, ŁKS Łódź – Odra Opole 2:1, Korona Kielce – Chrobry Głogów 2:2. W tabeli prowadzi Bruk-Bet (43 pkt) przed ŁKS (35) i Górnikiem (35), a ostatnie, jedyne w tym sezonie spadkowe miejsce, zajmuje Resovia z 12 punktami na koncie.

Dobry występ Polki w slalomie
Magdalena Łuczak zajęła trzecie miejsce w slalomie gigancie w zawodach Pucharu Europy rozegranych we włoskim Livigno. To jej najlepszy wynik w karierze. Slalom wygrała Norweżka Marte Monsen.

Zmiana trenera w Cucine Lube
Trener reprezentacji Włoch siatkarzy Gianlorenzo Blengini poprowadzi Cucine Lube Civitanova – poinformował klub z Italii. Zastąpił on Ferdinando De Giorgiego, którego zwolniono po porażce 0:3 w pierwszym meczu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów z Grupą Azoty ZAKSA Kędzierzyn Koźle.

Nowa liderka Pucharu Świata
Szwajcarka Lara Gut-Behrami wygrała zjazd alpejskiego Pucharu Świata w Val di Fassa. Trzykrotna medalistka niedawnych mistrzostw świata objęła prowadzenie w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, odbierając pozycje liderki Słowaczce Petrze Vlhovej. Druga była Austriaczka Ramona Siebenhofer, a trzecia Szwajcarka Corinne Suter.

Bielik wreszcie po operacji
Wayne Rooney, trener Derby County, podczas konferencji prasowej po piątkowym meczu z Nottingham Forest (1:1) poinformował, że grający w jego zespole reprezentant Polski Krystian Bielik przeszedł bez żadnych komplikacji operację więzadeł krzyżowych w kolanie, które zerwał 30 stycznia w ligowym meczu z Bristol City. Lekarze zwlekali tak długo z przeprowadzeniem zabiegu do czasu ustąpienia opuchlizny na kontuzjowanej nodze.

Zmarł słynny fiński kierowca
W wieku 72 lat zmarł Hannu Mikkola, wybitny fiński kierowca, rajdowy mistrz świata w 1983 roku. Tytuł wywalczył w barwach zespołu Audi Quattro, ponadto miał też na koncie trzy wicemistrzostwa świata. W 1972 roku wygrał Rajd Safari, w którym wyprzedził Sobiesława Zasadę. Kierowcą fabrycznym ekipy Audi został w 1981 roku i po dwóch latach zdobył tytuł mistrzowski. Mikkola, któremu nadano przydomek „Latającego Fina”, wygrał w swojej karierze 18 rajdów zaliczanych do mistrzostw świata, w tym czterokrotnie Rajd Finlandii i czterokrotnie Rajd Wielkiej Brytanii. Czterdzieści cztery razy stawał na podium w rajdach WRC. Przez sześć sezonów (1978 – 1984) stawał na podium w klasyfikacji kierowców WRC. W swojej karierze był też kierowcą fabrycznym Volvo, Forda, Mercedesa, Toyoty, Mazdy, Opla i Subaru.

Nagła śmierć kajakarza na szczycie Klimandżaro

W poniedziałek podczas wspinaczki na Kilimandżaro w wieku 74 lat zmarł nagle Aleksander Doba, pierwszy człowiek, który trzykrotnie samotnie przepłynął kajakiem Ocean Atlantycki.

Aleksander Doba był postacią nietuzinkową, człowiekiem pozytywnie nastawionym do życia, do końca szukającym dla siebie nowych wyzwań. Wyprawa na Klimandżaro (5895 m n.p.m.) była spełnieniem wielkiego marzenia, na pewno nie ostatniego. Miał ich jeszcze wiele, a wspinając się na najwyższy szczyt Afryki bynajmniej nie uważał, że w wieku 74 lat jest to dla niego wyczyn ponad siły. Łukasz Nowak, założyciel Klubu Podróżników „Soliści”, który był organizatorem wyprawy na Kilimandżaro, w wypowiedzi udzielonej portalowi polsatnews.pl zapewniał, że Doba po wejściu na szczyt był w dobrej formie. Tuż przed wykonaniem pamiątkowego zdjęcia poprosił o chwilę na odpoczynek, a niedługo później stracił przytomność i mimo reanimacji zmarł Ciało podróżnika zniesiono do niższych obozów, przy czym pomagali pracownicy parku narodowego, a następnie przetransportowano do szpitala w tanzańskim mieście Moshi. Teraz trwa procedura sprowadzenia zwłok do Polski, która potrwa kilka tygodni.
Ale to nie górska wspinaczka była pasją Aleksandra Doby, inżyniera mechanika po Politechnice Poznańskiej, przez niemal całą zawodową karierę związanego z Zakładami Chemicznymi w Policach, tylko turystyka kajakowa. Bakcyla połknął w 1980 roku i przez następne 37 lat dokonał w tej dziedzinie niewiarygodnych wyczynów. Ich lista jest bardzo długa, lecz oczywiście największy rozgłos przyniosły mu trzy samotne przeprawy przez Ocean Atlantycki. W 2010 roku dokonał tego kajakiem zbudowanym w szczecińskiej stoczni Andrzeja Armińskiego. Doba wyruszył 26 października 2010 z Dakaru do brazylijskiej Fortalezy. Do miejscowości Acarau w Brazylii dopłynął 2 lutego 2011 po 99 dniach rejsu i przepłynięciu 5394 km (2913 mil morskich) i chociaż ostatecznie nie dotarł do Fortalezy z powodu silnego prądu, został pierwszym człowiekiem na świecie, który przepłynął przez Atlantyk z Afryki do Ameryki Południowej wyłącznie dzięki sile mięśni. Po raz drugi pokonał ten ocean między 5 października 2013 a 17 kwietnia 2014, wyruszając z Lizbony do portu Canaveral na Florydzie. Trasa miała długość 4500 mil morskich. A 3 września 2017 w Le Conquet we Francji zakończył po 110 dniach swoją trzecią podróż kajakiem przez Atlantyk, którą rozpoczął 16 maja w Nowym Jorku.
Z innych jego dokonań warto wymienić: W roku 1989 w ciągu 13 dni przepłynął Polskę po przekątnej z Przemyśla do Świnoujścia (1189 km); w 1991 roku jako pierwszy kajakarz po II wojnie światowej przepłynął od trójstyku granic Polski, Czechosłowacji i Niemiec Nysą Łużycką oraz Odrą trasę wzdłuż zachodniej granicy; w 1999 roku opłynął Bałtyk, pokonując w 80 dni dystans 4227 km); w 2009 roku w 41 dni opłynął samotnie jezioro Bajkał (1954 km). Na kajaku był nie do zdarcia.

Kadra Polski na halowe mistrzostwa Europy w Toruniu

Polski Związek Lekkiej Atletyki ogłosił skład reprezentacji na halowe mistrzostwa Europy, które w dniach 4-7 marca odbędą się w Toruniu. W biało-czerwonych barwach wystąpi 45 zawodniczek i zawodników. To powinna być udana impreza dla polskich lekkoatletów, bo kilku z nich ma szanse na złote medale, a kilkunastu szanse na podium.

W reprezentacji Polski nie zabraknie obrońców mistrzowskich tytułów z Glasgow, z poprzednich HME, czyli kulomiota Michała Haratyka, tyczkarza Pawła Wojciechowskiego i sprinterki Ewy Swobody. Obok doświadczonych zawodników w składzie są także wschodzące gwiazdy krajowej lekkoatletyki. Młode pokolenie reprezentować będzie m.in. rekordzistka kraju juniorek w biegu na 400 metrów 17-letnia Kornelia Lesiewicz czy 20-letnia Pia Skrzyszowska, która w tym sezonie pokonała już 60 metrów przez płotki w czasie 7,98 s.
Jak podkreśla prezes Polskiego Związku Lekkiej Atletyki Henryk Olszewski, nasi zawodnicy prezentują ostatnio formę pozwalającą z optymizmem oczekiwać ich startów w Arenie Toruń. Biało-czerwoni przystąpią do zawodów w roli faworyta – dwie poprzednie edycje europejskiego czempionatu w hali kończyli na pozycji lidera klasyfikacji medalowej.
Jednym z wydarzeń, na które będą czekać polscy kibice będzie występ żeńskiej sztafety 4 x 400 metrów. „Aniołki Matusińskiego” w tej konkurencji wywalczyły w trzech ostatnich edycjach halowych mistrzostw brąz i dwa złote krążki (w 2017 roku w Belgradzie i dwa lata temu w Glasgow).
Toruń jest drugim polskim miastem-gospodarzem halowych mistrzostw Europy. Poprzednio zawody tej rangi gościła w naszym kraju w roku 1975. Impreza odbyła się wówczas w Katowicach.


Kadra Polski na HME w Toruniu
Kobiety:
Katarzyna Sokólska (60 m), Ewa Swoboda (60 m), Małgorzata Hołub-Kowalik (400 m i sztafeta 4 x 400 m), Justyna Święty-Ersetic (400 m i sztafeta), Angelika Cichocka (800 m), Joanna Jóźwik (800 m), Anna Wielgosz (800 m), Martyna Galant (1500 m), Klaudia Kazimierska (1500 m), Karolina Kołeczek (60 m ppł), Pia Skrzyszowska (60 m ppł), Adrianna Szóstak (trójskok), Klaudia Kardasz (kula), Paulina Ligarska (pięciobój), Adrianna Sułek (pięciobój), Aleksandra Gaworska (sztafeta 4 x 400 m), Natalia Kaczmarek (sztafeta 4 x 400 m), Kornelia Lesiewicz (sztafeta 4 x 400 m), Joanna Linkiewicz (sztafeta 4 x 400 m).
Mężczyźni:
Dominik Kopeć (60 m), Remigiusz Olszewski (60 m), Przemysław Słowikowski (60 m), Kajetan Duszyński (400 m i sztafeta 4 x 400 m), Mateusz Borkowski (800 m), Patryk Dobek (800 m), Adam Kszczot (800 m), Adam Czerwiński (1500 m), Marcin Lewandowski (1500 m), Michał Rozmys (1500 m), Damian Czykier (60 m ppł), Krzysztof Kiljan (60 m ppł), Artur Noga (60 m ppł) Adrian Świderski (trójskok), Piotr Lisek (tyczka), Robert Sobera (tyczka), Paweł Wojciechowski (tyczka), Konrad Bukowiecki (kula), Michał Haratyk (kula), Jakub Szyszkowski (kula), Paweł Wiesiołek (siedmiobój), Dariusz Kowaluk (sztafeta 4 x 400 m), Jakub Krzewina (sztafeta 4 x 400 m), Mateusz Rzeźniczak (sztafeta 4 x 400 m), Wiktor Suwara (sztafeta 4 x 400 m), Karol Zalewski (sztafeta 4 x 400 m).