Bogaci mimo pandemii

Mimo strat spowodowanych przez pandemię koronawirusa, sytuacja finansowa klubów naszej piłkarskiej ekstraklasy nie wygląda na dramatyczną. Przynajmniej tak można wnosić po analizie najnowszego raportu Deloitte przygotowanego wspólnie z Ekstraklasą SA.

Wedle raportu w ubiegłym roku kluby piłkarskiej PKO Ekstraklasy dzięki nowej umowie z Canal+ Polska i TVP uzyskały 201,1 mln zł z praw do transmisji (rok wcześniej było to 167 mln zł). Pierwszy nadawca pokazuje wszystkie mecze, a drugi – po jednym spotkaniu z każdej kolejki i skróty wszystkich. Według nieoficjalnych informacji Canal+ Polska za prawa telewizyjne płaci prawie 200 mln zł rocznie, a Telewizja Polska trochę poniżej 50 mln zł. W tych kwotach zawiera się ok. 25 mln zł kosztów produkcji transmisji. Pod koniec sierpnia tego roku umowę na podobnych warunkach przedłużono o dwa sezony (2021/2022 i 2022/2023).
Kluby grające w zeszłym sezonie PKO BP Ekstraklasy, wskutek przerwy wywołanej epidemią zakończonego dopiero w lipcu, otrzymały z praw telewizyjnych w sumie rekordową kwotę 225 mln zł. Najwięcej z tego medialnego tortu przypadło zwycięzcy rozgrywek, czyli Legii Warszawa (31,3 mln zł), wicemistrz Lech Poznań otrzymał 26,45 mln zł, a zdobywca trzeciego miejsca, Piast Gliwice – 20,9 mln zł. W poprzednim sezonie kluby więcej jednak niż ze sprzedaży praw mediowych zarobiły na swoich działaniach komercyjnych, czyli głównie z umów sponsorskich, ze sprzedaży reklam oraz koszulek i innych pamiątek klubowych. W ubiegłym roku przychody klubów ekstraklasy w tego tytułu wyniosły 283,6 mln zł, wobec 278 mln zł rok wcześniej. Natomiast wpływy z tzw. dni meczowych (czyli sprzedaży biletów i cateringu stadionowego) zwiększyły się z 83 do 87,6 mln złotych.
Z raportu wynika, że po raz kolejny Legia jest najbogatszym klubem ekstraklasy – bez dochodów z transferów uzyskała w poprzednim roku 123,9 mln zł przychodu (70,9 mln zł wpływów komercyjnych, 27,8 mln zł z dni meczowych, a 25,2 mln zł z transmisji). Przychody drugiej w zestawieniu Lechii Gdańsk wyniosły 51,2 mln zł, z czego po ponad 40 proc. stanowiły wpływy z transmisji i komercyjne, a tylko 16 proc. przychody z dni meczowych.
Trzeci na liście ligowych krezusów Lech Poznań zanotował mniejsze przychody – zarobił tylko 46,1 mln zł wobec 57,1 mln zł rok wcześniej. Ale po tym sezonie „Kolejorz” z pewnością osiągnie dużo lepsze wyniki finansowe, ponieważ jako jedyny polski klub awansował do fazy grupowej Ligi Europy, a ponadto korzystnie transferował Kamila Jóźwiaka do Derby County (5 mln euro), Roberta Gumnego do FC Augsburg (3,5 mln euro) oraz Jakuba Modera do Brighton & Hove Albion za 11 mln euro. W sumie zatem tylko z tych trzech transferów poznański klub uzyskał blisko 20 mln euro. Warto też odnotować pozyskanie przez „Kolejorza” kolejnego znaczącego sponsora, jakim stała się firma AliExpress, należąca do światowych potentatów w sprzedaży online. Lech jest pierwszym klubem sportowym na świecie, z którym firma AliExpress zawarła umowę sponsorską. Na razie tylko na ten sezon. Jej logo pojawiło się na spodenkach piłkarzy Lecha już w niedzielnym meczu z Cracovią.
Na razie jednak pieniądze nie przesądzają o lokatach w obecnych rozgrywkach ekstraklasy. Liderem jest dysponujący wielokroć skromniejszym budżetem od Legii Raków Częstochowa, a warszawski zespół z siedmiu rozegranych dotąd spotkań wygrał tylko cztery, jedno zremisował, a dwa przegrał. Jak na finansowego i sportowego potentata naszej ligi to urobek niezbyt imponujący. No i trzeba pamiętać, że legioniści odpadli w kwalifikacjach Ligi Mistrzów z cypryjską Omonią Nikozja, a w kwalifikacjach Ligi Europy z azerskim Karabachem Agdam.
W lepszej sytuacji jest więc Lech, który awansował do fazy grupowej Ligi Europy, w której wstydu polskiemu futbolowi chyba nie przyniesie, sądząc po naprawdę dobrym występie podopiecznych trenera Dariusza Żurawia w przegranym 2:4 meczu 1. kolejki z Benficą Lizbona. Za rok w raporcie Deloitte najbogatszym klubem może być więc nie Legia, tylko Lech.

Pechowa wizyta u prezydenta

W innych okolicznościach skutkująca przymusową kwarantanną wizyta mistrzyni French Open Igi Świątek w Pałacu Prezydenckim byłaby zapewne pożywką dla twórców kabaretowych skeczów, ale w czasach zarazy nie jest to dobry temat do żartów. Wypada mieć nadzieję, że tenisistka nie okupi zakażeniem przyznanego jej przez prezydenta Złotego Krzyża Zasługi.

Iga Świątek nie jest pierwszą przedstawicielką świata sporu uhonorowaną przez prezydenta Andrzeja Dudę za osiągnięte wyniki. Można się oczywiście spierać, czy wygranie wielkoszlemowego turnieju to już wystarczający powód, żeby 19-letnią tenisistkę od razu nagradzać Złotym Krzyżem Zasługi, nawet jeśli dokonała tego wyczynu jako pierwsza Polka w historii.
Nawet jeśli głowa naszego państwa ma jeszcze do dyspozycji kilka cenniejszych odznaczeń, to przecież istnieje ryzyko, że tenisowy talent Świątek eksploduje teraz z mocą równą piłkarskiemu talentowi Roberta Lewandowskiego czy talentowi Bartosza Zmarzlika do jeżdżenia na żużlowym torze. Nazwiska tych sportowców przytaczam nie bez przyczyny – pierwszy niedawno jako pierwszy Polak w historii został uznany za najlepszego piłkarza sezonu w Europie, a drugi jako pierwszy Polak wywalczył po raz drugi z rzędu indywidualne mistrzostwo świata na żużlu.
Nie wdając się jednak w dywagacje, na jakie oni dwaj zasłużyli odznaczenia, wróćmy do Igi Świątek. Skoro w wieku 19 lat wygrała bez straty seta wielkoszlemowy French Open, to trzeba zakładać, że może także wygrać trzy pozostałe turnieje Wielkiego Szlema, czyli Australian Open, US Open i Wimbledon czy zdobyć olimpijskie złoto w przyszłorocznych igrzyskach w Tokio (albo w 2024 roku w Paryżu, albo w 2028 roku w Los Angeles)), lub także w awansować w rankingu WTA na pierwsze miejsce. I w każdym z tych osiągnięć będzie pierwsza i jako Polka, i jako reprezentantka Polski.
Przy takim scenariuszu może prezydentowi (także następnemu lokatorowi Pałacu Prezydenckiego) zabraknąć odznaczeń do nagradzania za jej kolejne epokowe triumfy, zatem już teraz sygnalizujemy zagrożenie, że panna Iga za kilka lat może nie zostać należycie uhonorowana, a jak na złość akurat w jednym roku wygra wszystkie turnieje Wielkiego Szlema, WTA Finals i zakończy rok jako numer 1 światowej listy.
Wróćmy jednak do rzeczywistości. Prezydent Duda nie jest pierwszym politykiem, który lubi pogrzać się w blasku sportowych sukcesów. Jego poprzednik, Bronisław Komorowski, w 2013 roku także Złotym Krzyżem Zasługi uhonorował na przykład Agnieszkę Radwańską, za to tylko, że rok wcześniej doszła do finału wielkoszlemowego Wimbledonu.
A Świątek turniej Wielkiego Szlema przecież wygrała, więc uhonorowanie jej takim samym odznaczeniem ma swoja logikę. Rzecz w tym, że ceremonię wręczenia odznaczeń dla Świątek prezydent wyznaczył w mało fortunnym czasie, akurat w piątek, chociaż przecież już wcześniej było wiadomo, że w Polsce po oczywistym czwartkowym wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji rozpęta się burza. A ponieważ prezydent od razu po decyzji TK uznał ją za słuszną, było oczywiste, że także na niego spadnie lawina krytyki ze strony przeciwników aborcji. I rzeczywiście spadła, ale rykoszetem przy okazji oberwała także Iga Świątek. „Wstyd”, „Głupia”, „W takim momencie udać się do Dudy, to jak napluć większości kobiet w twarz”, „Szmaciara” – to tylko kilka przykładów obelg, jakie spadły na mistrzynię French Open w internetowych wpisach.
Nieporównywalnie większym grzechem było jednak narażenie tenisistki i jej ojca na zakażenie koronawirusem. To oczywiste, że nikt prezydenta Dudy nie posądza o lekceważenie zagrożenia zakażeniem. Dla Igi Świątek i osób z jej otoczenia kłopot z tego jest na razie tylko taki, że wszyscy muszą teraz odbyć obowiązkową kwarantannę.
Dla tych ludzi to może być szok, bo Świątek i cały jej sztab po raz ostatni przechodzi testy na obecność koronawirusa właśnie w piątek, w dniu wizyty w Pałacu Prezydenckim, bo dla nich takie badania to już rutyna i norma. W ostatnich dwóch miesiącach byli badani na obecność Covid-19 ze dwadzieścia razy. Nikt z nich nie otrzymał pozytywnego wyniku, więc mieli pełne prawo oczekiwać, że gdzie jak gdzie, ale w Pałacu Prezydenckim nic złego ich nie może spotkać, bo skoro sami regularnie poddawali się testom, to prezydent i wszyscy ludzie z jego otoczenia powinni tym bardziej.
Ale wyszło jak wyszło. „Ani ja, ani członkowie mojego teamu nie mamy objawów koronawirusa. Wykonujemy testy regularnie. Zgodnie z obowiązującymi procedurami poddajemy się kwarantannie. Badania powtórzymy za trzy dni. Życzymy wszystkim dużo zdrowia, uważajcie na siebie” – poinformowała Iga Świątek na swoim profilu w mediach społecznościowych. Oby na tym ta historia się zakończyła.

Łomża Vive na czele

Piłkarze ręczni Łomży Vive Kielce Chorwat Igor Karaczić i Hiszpan Alex Dujshebaev znaleźli się w najlepszej siódemce piątej kolejki Ligi Mistrzów EHF. To nagroda za pokonanie Paris Saint-Germain HB 35:33.

Karaczić i starszy syn trenera kieleckiej drużyny Tałanta Dujszebajewa byli głównymi aktorami rozegranego w miniony czwartek w kieleckiej Hali Legionów meczu z mistrzem Francji. Chorwat rozegrał fantastyczny mecz, zdobywając 13 bramek na 15 oddanych rzutów. Niewiele mu ustępował hiszpański rozgrywający, który francuskich bramkarzy pokonał siedmiokrotnie. W dotychczas rozegranych pięciu kolejkach szczypiorniści Łomży Vive Kielce wygrywali czterokrotnie, a po zwycięstwie nad Paris Saint-Germain HB z dorobkiem 8 punktów objęli prowadzenie w grupie A.
Drugą lokatę z takim samym dorobkiem punktowym, ale gorszym bilansem bramkowym, zajmuje niemiecki SG Flensburg-Handewitt, trzecią zaś sensacyjnie białoruski Mieszkow Brześć (6 pkt), a czwartą mistrz Portugalii FC Porto Sofarma (5 pkt). Te cztery zespoły mają rozegrane po pięć spotkań. Trzy kolejne drużyny, macedoński Vardar Skopje (3 pkt), PSG HB (2 pkt) oraz norweski Elverum Handball (2 pkt) mają na koncie po cztery rozegrane mecze, a zamykający stawkę węgierski MOL-Pick Szeged po trzech potyczkach ma zero punktów. W grupie B liderem jest FC Barcelona Lassa, która po czterech meczach ma na koncie osiem punktów.

Najlepsza siódemka 5. kolejki:
bramkarz – Borko Ristovski (Vardar Skopje), lewoskrzydłowy – Tilen Kodrin (Celje Pivovarna Lasko), lewy rozgrywający – Sander Sagosen (THW Kiel), środkowy rozgrywający – Igor Karaczić (Łomża Vive Kielce), prawy rozgrywający – Alex Dujshebaev (Łomża Vive Kielce), prawoskrzydłowy: Niclas Ekberg (THW Kiel), kołowy: Victor Iturizza (FC Porto). To kolejne wyróżnienia dla zawodników Łomży Vive w tym sezonie. W najlepszej siódemce czwartej kolejki znalazł się islandzki prawoskrzydłowy Sigvaldi Gudjonsson, który walnie przyczynił się do zwycięstwa kielczan nad Mieszkowem Brześć (34:27).

Lewy przegonił Gucia

Robert Lewandowski zdobył trzy bramki w wygranym przez Bayern 5:0 meczu z Eintrachtem Frankfurt w 5. kolejce Bundesligi. Dzięki tym trafieniom jego łączny dorobek strzelecki w niemieckiej ekstraklasie urósł do 246 goli, co zapewnia „Lewemu” tytuł najskuteczniejszego polskiego piłkarza w ligach zagranicznych.

Do tej pory numerem jeden na liście najskuteczniejszych polskich strzelców w ligach zagranicznych był Krzysztof „Gucio” Warzycha, który w latach 1990-2004 zdobył w barwach Panathinaikosu Ateny 244 gole. Przed tym sezonem futbolowi statystycy byli jednak pewni, że dojdzie w nim do zmiany lidera na polskiej liście wszech czasów, bo drugi w zestawieniu Robert Lewandowski miał na koncie 236 bramek, czyli potrzebował ośmiu trafień żeby „Gucia” dogonić, a dziewięciu, żeby go wyprzedzić. Dla najlepszego napastnika Bayernu Monachium ostatniej dekady osiem goli to nie jest wielka przeszkoda do pokonania, ale chyba nawet on sam nie zakładał, że po pierwszych pięciu kolejkach nowego sezonu Bundesligi będzie miał na koncie już 10 trafień.
W spotkaniu z Eintrachtem rekordowe osiągnięcie Warzychy wyrównał już pierwszym golem, a dwoma następnymi wysforował się na pozycję lidera. Jego aktualny stan posiadania wynosi 246 bramek w Bundeslidze, z czego w barwach Borussii Dortmund uzyskał 74 gole, a pozostałe 172 już jako zawodnik Bayernu. I pewnie już niedługo jako pierwszy Polak przekroczy barierę 250 goli, a na koniec sezonu pewnie przebije też barierę 260 trafień, chociaż w futbolu nie można być takich rzeczy pewnych na sto procent.
Na razie Lewandowski w tym sezonie zadziwia skutecznością w Bundeslidze, w której rzecz jasna z 10 golami na koncie jest po pięciu ligowych kolejkach zdecydowanym liderem klasyfikacji strzelców. Drugiego na liście Andreja Kramaricia z Hoffenheim wyprzedza o cztery trafienia, a swojego najgroźniejszego konkurenta, grającego w Borussii Dortmund Norwega Erlinga Haalanda o pięć. Ta przewaga na tym etapie rozgrywek niczego jeszcze nie gwarantuje.
Trzeba pamiętać, że Eintracht Frankfurt to jeden z ulubionych rywali „Lewego”. Licząc z ostatnim meczem strzelił tej drużynie 15 goli i dorzucił trzy asysty. A w minioną sobotę nasz piłkarz miał łatwiejszą robotę, bo w zespole z Frankfurtu tym razem zabrakło Davida Abrahama, argentyńskiego obrońcy, uważanego za największego brutala w Bundeslidze. „Lewy” miał z nim w przeszłości mnóstwo zatargów i kilka razy nieźle od niego oberwał. Tym razem snajper Bayernu nie musiał się z nikim szarpać.
Bayern w czterech wcześniejszych kolejkach wygrał u siebie z Schalke 04 Gelsenkirchen 8:0, z Herthą Berlin 4:3, a na wyjeździe pokonał Arminię Bielefeld 4:1 i przegrał z TSG Hoffenheim 1:4. Lewandowski w tym jedynym przegranym spotkaniu gola nie strzelił, zatem jego dziesięć goli trzeba podzieli przez cztery występy, co daje mu średnią 2,5 bramki na jedno spotkanie.
Wysoka wygrana Bayernu sensacją rzecz jasna nie jest, ale wypada podkreślić, że Eintracht do meczu z bawarską jedenastką na Allianz Arenie przystępował jako zespół niepokonany, bo miał w czterech kolejkach na koncie dwa zwycięstwa i dwa remisy. Na rozpędzoną ekipę trenera Hansiego Flicka nie miał jednak argumentów, chociaż gospodarze już na początku spotkania stracili z powodu kontuzji Alphonso Daviesa. Zastępujący go Lucas Hernandez nie osłabił potencjału zespołu, podobnie jak zejście w 68. minucie Lewandowskiego. Jego dubler, Eric Choupo-Moting, gola nie strzelił, ale dwa kolejne trafienia dołożyli inni zmiennicy – Leroy Sane i Jamal Musiala.
Trener Bayernu Hansi Flick na pomeczowej konferencji trochę żartobliwie skomentował wcześniejsze zejście „Lewego”, nawiązując do medialnych spekulacji po meczu 1. kolejki Ligi Mistrzów z Atletico Madryt. Bayern wygrał ten mecz aż 4:0, ale Polak w tym spotkaniu gola nie strzelił i został w końcówce przez Flicka zastąpiony także przez Choupo-Motinga. Schodząc z boiska Lewandowski nie krył frustracji, co dziennikarze uznali jako dowód pretensji pod adresem szkoleniowca. I pewnie dlatego Flick po spotkaniu z Eintrachtem sam z siebie powiedział: „Robert sam poprosił o zmianę, co także dla mnie było zaskakującą nowością” – zażartował trener Bayernu.
Bawarską jedenastkę czeka w tym sezonie jeszcze mnóstwo meczów i nawet słynący z żelaznej wytrzymałości Lewandowski musi rozsądnie szafować siłami. Zwłaszcza że już we wtorek czeka go prestiżowe dla niego w kontekście zbliżającego się zgrupowania kadry Polski starcie w 2. kolejce Ligi Mistrzów z Lokomotiwem Moskwa. Mistrzowie Niemiec są faworytem, ale grający w moskiewskiej drużynie Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus na pewno zrobią wszystko, żeby „Lewy” nie miał powodów do nabijania się z porażki ich zespołu.

Messi znowu bez gola w El Clasico

Po raz pierwszy w historii El Clasico odbyło się bez kibiców. Powodem jest gwałtowny wzrost zachorowań na koronawirusa w Katalonii. Mecz zakończył się zwycięstwem Realu Madryt 3:1, a Leo Messi w szóstym El Clasico z rzędu nie strzelił gola.

Przed sobotnim El Clasico w obu klubach nie działo się najlepiej. „Królewscy” doznali dwóch wstydliwych porażek na swoim terenie, ulegając w 6. kolejce Primera Division ekipie beniaminka Cadiz CF 0:1, a w minioną środę w 1. kolejce Ligi Mistrzów po raz pierwszy w historii przegrali u siebie z Szachtarem Donieck (2:3), chociaż ukraiński zespół przyjechał na mecz zdziesiątkowany przez Covid-19. Sytuacja w madryckim klubie zrobiła się z tego powodu tak napięta, że w mediach pojawiły się spekulacje o rzekomo planowanej przez władze klubu dymisji trenera Zinedine’a Zidane’a, jeśli przegra także z „Dumą Katalonii”.
FC Barcelona też jednak borykała się z poważnymi problemami. Trener Ronald Koeman nadal nie jest w pełni akceptowany przez zespół, na czele z Leo Messim. Genialny Argentyńczyk latem bardzo chciał odejść, ostatecznie jednak uznał, że koszty rozwodu z „Dumą Katalonii” byłyby niewspółmierne do korzyści i postanowił wypełnić kontrakt do końca. Ale nie jest na Camp Nou szczęśliwy. Fani Barcelony liczyli jednak, że ich ulubieniec zmobilizuje się chociaż na El Clasico, bo od dwóch lat w meczach z Realem Madryt nie potrafi strzelić gola.
Hiszpańskie media mają w tej kwestii ciekawą teorię, wedle której snajperska niemoc Messiego zaczęła się po odejściu z Realu Madryt jego największego konkurenta do sławy, czyli Cristiano Ronaldo. Meczowe statystyki zdają się to potwierdzać, bo odkąd Portugalczyk przeniósł się latem 2018 roku do Juventusu, Barcelona i Real zmierzyły się w pięciu El Clasico i w żadnym z tych spotkań argentyński gwiazdor katalońskiej drużyny nie zdobył bramki, ani nawet nie zanotował asysty. To w jego przypadku nienaturalne, bo we wcześniejszych 38 występach w El Clasico Messi zaliczył 26 trafień i 14 asyst.
Fatalnej passy Argentyńczyk nie przerwał też w minioną sobotę w przegranym 1:3 meczu z Realem w 7. kolejce Primera Division. Dzięki wygranej „Królewscy” awansowali na pozycję lidera, a Barca zjechał w tabeli na miejsce w jej dolnej połówce, co jest pewnie dla jej fanów upokorzeniem wręcz nie do wytrzymania.

Wirus w Plus Lidze

Po raz kolejny koronawirus pokrzyżował szyki zespołom naszej siatkarskiej ekstraklasy. W miniony weekend w ramach 9. kolejki rozegrano tylko mecz MKS Ślepsk Malow Suwałki z Vervą Warszawa Orlen Paliwa (1:3).

Warszawska drużyna przystąpiła do tego meczu bez dwukrotnego mistrza świata Piotra Nowakowskiego, który uzyskał pozytywny wynik testu na koronawirusa. „Zaraz potem testom poddani zostali zawodnicy i członkowie sztabu szkoleniowego, którzy do tej pory nie byli zakażeni. Wszyscy otrzymali wyniki negatywne” – przekazał klub VERVA Warszawa Orlen Paliwa na swojej oficjalnej stronie internetowej. To kolejny siatkarz VERVY, u którego wykryto zakażenie koronawirusem. Pierwsze pozytywne wyniki badań były już we wrześniu. W ostatnich dniach poinformowano też o przypadkach zakażeniu Covid-19 w Stali Nysa, Indykpolu AZS Olsztyn, Asseco Resovii Rzeszów, GKS Katowice i Skra Bełchatów.
Z tego powodu zaplanowany na niedzielę mecz PlusLigi Asseco Resovii z MKS Będzin został odwołany. Rzeszowski klub na swojej stronie internetowej poinformował, że czterech zawodników miało pozytywne wyniki testów na obecność Covid-19. Z tego powodu wcześniej nie rozegrano zaległego spotkania z 1. kolejki z Treflem Gdańsk.
Natomiast jedynie z powodu podejrzeń o zakażenie Covid-19 w ekipie siatkarzy GKS Katowice, odwołano także zaplanowany na sobotę mecz tego zespołu z PGE Skrą Bełchatów. Katowiczanie wolą dmuchać na zimne, bo niedawno dopiero wrócili do rywalizacji po przerwie spowodowanej kwarantanną po pozytywnych wynikach testów u trzech zawodników. Treningi zostały zawieszone, a zawodnicy odesłani do domów na kwarantannę. Trzy kolejne mecze, z Cuprum Lubin, MKS Będzin i ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle katowiczanie musieli odwołać i na razie z tych zaległości odrobili jedynie potyczkę z MKS Będzin (wygrali 3:0) oraz rozegrać spotkanie z VERVĄ Warszawa (przegrali 1:3).
W sobotę udało się natomiast rozegrać zaległy mecz z 8. kolejki między Jastrzębskim Węglem a Treflem Gdańsk. Wygrali jastrzębianie 3:0.

Kadra Brzęczka na listopadowe mecze

Selekcjoner naszej piłkarskiej reprezentacji Jerzy Brzęczek ogłosił skład kadry na trzy listopadowe mecze – towarzyski z Ukrainą (11 listopada na Stadionie Śląskim w Chorzowie) oraz Ligi Narodów z Włochami (15 listopada w Reggio nell’Emilia) i Holandią (18 listopada także na Stadionie Śląskim w Chorzowie). Na liście powołanych znalazło się 28 zawodników.

Tym razem trener biało-czerwonych nie dzielił już kadry na graczy z klubów zagranicznych i krajowych, tyko od razu ogłosił jej cały skład. Nowymi postaciami w tym towarzystwie są 18-letni pomocnik Jakub Kamiński oraz 22-letni Robert Gumny. Ale ci dwaj piłkarze po meczu z Ukrainą opuszczą zgrupowanie pierwszej reprezentacji i dołączą do kadry U-21, która 17 listopada zagra w Łodzi z Łotwą w ostatnim meczu eliminacji MME 2021.

Kadra Polski na listopadowe mecze:
Bramkarze: Bartłomiej Drągowski (Fiorentina, Włochy), Łukasz Fabiański (West Ham, Anglia), Łukasz Skorupski (Bologna, Włochy), Wojciech Szczęsny (Juventus, Włochy).
Obrońcy: Jan Bednarek (FC Southampton, Anglia), Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua, Włochy), Paweł Bochniewicz (SC Heerenveen, Holandia), Kamil Glik (Benevento, Włochy), Robert Gumny (FC Augsburg, Niemcy), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów, Ukraina), Arkadiusz Reca (Crotone, Włochy), Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Sebastian Walukiewicz (Cagliari Calcio, Włochy).
Pomocnicy: Jacek Góralski (Kajrat Ałmaty, Kazachstan), Kamil Grosicki (West Bromwich Albion, Anglia), Kamil Jóźwiak (Derby County, Anglia), Damian Kądzior (SD Eibar, Hiszpania), Mateusz Klich (Leeds United, Anglia), Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Karol Linetty (AC Torino, Włochy), Sebastian Szymański (Dynamo Moskwa, Rosja), Piotr Zieliński (SSC Napoli, Włochy), Jakub Moder, Jakub Kamiński (Lech Poznań), Michał Karbownik (Legia Warszawa).
Napastnicy: Robert Lewandowski (Bayern Monachium, Niemcy), Arkadiusz Milik (SSC Napoli, Włochy), Krzysztof Piątek (Hertha Berlin, Niemcy).

48 godzin sport

Adrian znów strzela w Chinach
Adrian Mierzejewski strzelił gola dla Guangzhou R&F w wygranym przez jego zespół 2:1 rewanżowym meczu I rundy grupy spadkowej chińskiej ekstraklasy z drużyną Qingdao Huanghai. Była to siódma ligowa bramka Mierzejewskiego w tym sezonie. 33-letni polski piłkarz rozegrał cały mecz i zaliczył też asystę przy drugiej bramce. W pierwszym meczu Guangzhou R&F z Qingdao Huanghai padł bezbramkowy remis, zatem drużyna Mierzejewskiego zagra teraz w dwumeczu o miejsca 9-12 z ekipą Henan Jianye.

Odwołali Rajd Barbórki
Zarząd Automobilklub Polska poinformował, że rozgrywany zazwyczaj na początku grudnia Rajd Barbórka, tradycyjnie kończący w Polsce sezon sportów motorowych, został odwołany z powodu nowej fali pandemii koronowirusa.

Laskarze też zawiesili ligę
Prezydium Polskiego Związku Hokeja na Trawie oraz Wydział Gier i Dyscypliny w związku z sytuacją epidemiologiczną i kolejnymi obostrzeniami postanowiły przełożyć mecze rundy jesiennej wszystkich rozgrywek, w tym superligi mężczyzn, w której do rozegrania w tym roku pozostały dwie kolejki. PZHT na razie nie wyznaczył nowych terminów przełożonych spotkań.

Sato najlepszy w Japonii
Yukiya Sato po raz pierwszy w karierze zdobył tytuł mistrza Japonii w skokach narciarskich na igelicie na obiekcie normalnym. Zawody rozegrano na olimpijskiej skoczni w Hakubie. Sato w pierwszej próbie uzyskał 97 m, w drugiej rezultatem 101 m ustanowił letni rekord skoczni. Drugie miejsce zajął obrońca tytułu Junshiro Kobayashi po skokach na odległość 98,5 i 100,5 m, a trzecie Daiki Ito (94,5 i 97,5 m). Dopiero szóstą lokatę zajął zdobywca „Kryształowej Kuli” w sezonie 2018/2019 Ryoyu Kobayashi, a 48-letni weteran Noriaki Kasai wywalczył 16. miejsce.

Rekordowa wygrana Ajaksu
W meczu 6. kolejki ligi holenderskiej Ajax Amsterdam rozbił na wyjeździe Venlo aż 13:0. To najwyższe zwycięstwo w historii Eredivisie. Bohaterem spotkania okazał się Lassina Traore, 19-letni reprezentant Burkina Faso, który zdobył pięć bramek i zaliczył trzy asysty. Po raz ostatni w holenderskiej ekstraklasie co najmniej pięć goli w jednym spotkaniu strzelił Marco van Bastena w 1985 roku, z tym że legendarny holenderski napastnik pokonał wtedy bramkarza rywali sześciokrotnie.

Piąte trafienie Buksy w MLS
Były napastnik Pogoni Szczecin Adam Buksa, obecnie New England Revolution występującego w amerykańskiej Major League Sosccer zespołu New England Revolution, zdobył bramkę w wyjazdowym spotkaniu z Nashville SC (1:1). 24-letni polski napastnik wszedł na boisko w 63. minucie za Urugwajczyka Diego Fagundeza. Była to jego piąta ligowa bramka w obecnym sezonie MLS. Ekipa New England zajmuje piąte miejsce w konferencji wschodniej z dorobkiem 29 pkt w 20 meczach.

Boniek zakażony Covid-19
Prezes PZPN Zbigniew Boniek poinformował za pośrednictwem Twittera, że został zakażony koronawirusem. Zamieścił w tej sprawie taki oto wpis: „Niestety, mnie też dopadł COVID-19. Czuję się dobrze i mam nadzieję, że szybko zobaczymy się na stadionach. Dbajcie o siebie, zdrowie jest jedno”.

Udany występ Szymańskiego
Sebastian Szymański zdobył bramkę dla Dynama Moskwa w wygranym przez jego drużynę 3:1 meczu z PFK Soczi w 12. kolejce rosyjskiej ekstraklasy. Było to pierwsze ligowe trafienie reprezentanta Polski w tym sezonie. Szymański grał do 84. minuty. Gorzej powiodło się innej moskiewskiej drużynie z polskimi piłkarzami w składzie – Grzegorzem Krychowiakiem i Maciejem Rybusem. Lokomotiw przegrał z Rotorem Wołgograd 1:2. Nasi reprezentacyjni zawodnicy wystąpili w podstawowej jedenastce, ale Krychowiak został ukarany dwoma żółtymi kartkami i w doliczonym czasie gry zobaczył czerwoną kartkę. Zespoły naszych piłkarzy sąsiadują w tabeli – Lokomotiw zajmuje czwartą, a Dynamo piątą lokatę. Liderem jest Spartak Moskwa, przed Zenitem Petersburg i CSKA Moskwa.

Fabiański zatrzymał Manchester City
Manchester City tylko zremisował na wyjeździe z West Ham United 1:1. Znaczący wkład w korzystny dla rywali „The Citizens” wynik miał Łukasz Fabiański. Bramkarz reprezentacji Polski popisał się w tym spotkaniu wieloma świetnymi interwencjami, w tym w sytuacji sam na sam z Raheemem Sterlingem w końcówce spotkania. Branżowy portal whoscored.com przyznał Fabiańskiemu notę 7,6 (w skalli 1-10). Żaden piłkarz West Hamu nie dostał lepszej oceny, a lepszą notę od niego przyznano jedynie Joao Cancelo z Manchesteru (7,7). Znakomite recenzje zebrał też Mateusz Klich po wygranym przez jego Leeds United 3:0 meczu z Aston Villa. Nasz reprezentacyjny pomocnik rozegrał całe spotkanie i zaliczył asystę, a za swój występ otrzymał notę 8,00.

Pierwszy gol Linettego w Torino
Karol Linetty zdobył bramkę dla AC Torino w zremisowanym przez jego zespół na wyjeździe 3:3 meczu 5. kolejki Serie A z Sassuolo. Dla 25-letniego reprezentanta Polski, który rozegrał całe spotkanie, był to pierwszy ligowy gol w barwach turyńskiego klubu.

Wygrana piłkarek nożnych
Reprezentacja Polski kobiet w piłce nożnej wygrała 3:0 z Azerbejdżanem w meczu grupy D eliminacji mistrzostw Europy. Gole dla biało-czerwonych strzeliły Weronika Zawistowska (dwa) i Małgorzata Mesjasz. Mecz rozegrano bez publiczności. Polki w sześciu rozegranych dotąd spotkaniach zdobyły 11 punktów i zajmują w grupie D drugą lokatę, za Hiszpanią (13 pkt w 5 meczach), a wyprzedzają Czechy (10 pkt w 6 meczach), Mołdawię (3 pkt w 4 meczach) i Azerbejdżan (0 pkt w 5 meczach). Do finałów mistrzostw Europy awansują pierwsze zespoły z dziewięciu grup oraz trzy najlepsze drużyny z drugich miejsc, a sześć pozostałych zagra w barażach.

Biało-czerwoni brylują w Italii

Mimo pandemii koronawirusa siatkarskie rozgrywki we Włoszech są kontynuowane. W ekstraklasie mężczyzn prowadzi zespół Sir Safety Conad Perugia, którego trenerem jest Vital Heynen, a najlepszym graczem Wilfredo Leon, natomiast w ekstraklasie kobiet czołowe lokaty zajmują ekipy z polskimi siatkarkami w składzie: Imoco Volley Conegliano z Joanną Wołosz, Savino Del Bene Scandicci z Magdaleną Stysiak oraz Igor Gorgonzola Novara z Malwiną Smarzek-Godek.

Występujący od lipca ubiegłego roku w reprezentacji Polski Kubańczyk Wilfredo Leon jest niekwestionowaną gwiazdą drużyny prowadzonej przez belgijskiego selekcjonera kadry biało-czerwonych Vitala Heynena. Siatkarze Sir Safety Conad Perugia po sześciu kolejkach mają komplet zwycięstw i z dorobkiem 18 punktów są liderami Serie A, wyprzedzając o jedno „oczko” ekipę Cucine Lube Civitanova i o cztery Allianz Milano. Leon niemal w każdym meczu jest najlepiej punktujących graczem w swoim zespole. Nie inaczej było w spotkaniu szóstej kolejki, z Itas Trentino, wygranym przez podopiecznych Vitala Heynen 3:1. Kubańczyk z polskim paszportem zdobył w tym meczu 18 punktów w tym 12 z ataku, cztery z zagrywki dwa po bloku. Najcenniejszy w tym dorobku był jednak jeden z punktów uzyskany z zagrywki, bo przy okazji Leon pobił rekord Serie A w prędkości piłki po serwisie.
Reprezentant Polski już od jakiegoś czasu zapowiadał, że jednym z jego celów w tym sezonie jest ustanowienie nowego rekordu. Dotychczasowym, wynoszącym 134 km/h musiał dzielić się z włoskim siatkarzem rosyjskiego pochodzenia Ivanem Zaytsevem. Już nie musi, bo już w szóstej kolejce ligowej, w spotkaniu z Itasem Trentiono, zaserwował piłkę z prędkością 138 km/h. I teraz przy rekordzie widnieje już tylko jego nazwisko.
We włoskiej ekstraklasie siatkarek w tym sezonie brylują natomiast trzy reprezentantki Polski – Joanna Wołosz w Imoco Volley Conegliano, Magdalena Stysiak w Savino Del Bene Scandicci oraz Malwina Smarzek-Godek w Igor Gorgonzola Novara. Na czele stawki po sześciu kolejakach (ale z pięcioma rozegranymi meczami) znajduje się ekipa Joanny Wołosz, która w miniony weekend gładko pokonała na wyjeździe Wealth Planet Perugia Volley 3:0. Zwycięstwa w tej kolejce odniosły też zespoły Smarzek-Godek ( Igor Gorgonzola Novara – Banca Valsabbina Millenium Brescia 3:0) i Stysiak (Unet E-Work Busto Arsizio – Savino Del Bene Scandicci 1:3).
Co ważne, wszystkie trzy reprezentantki Polski należały do czołowych postaci tych spotkań. Joanna Wołosz ma od lat ugruntowaną pozycję we włoskiej ekstraklasie siatkarek i w każdym sezonie należy do ścisłej czołówki rozgrywających. W obecnych rozgrywkach większy rozgłos zdobywają jednak jej młodsze koleżanki z kadry Polski, 24-letnia Malwina Smarzek-Godek oraz niespełna dwudziestoletnia Magdalena Stysiak.
Zwłaszcza kapitalna gra Stysiak jest miłą niespodzianką, bo jej zespół, Savino Del Bene Scandicci, jest na drugim miejscu w tabeli, a tak wysoka lokata jest w dużej mierze jej zasługą, chociaż trener Massimo Barbolini w pierwszych czterech kolejkach ustawiał ją na pozycji przyjmującej, chociaż nominalnie Stysiak jest atakującą. „Trener zauważył, że dobrze gram na przyjęciu, chociaż tego nie trenowałam, więc jak zrobiła się u nas luka na tej pozycji, to wystawiał mnie w meczach na tej właśnie pozycji. W ostatnim spotkaniu wróciłam już do ataku, ale mam nadzieję, że trener naszej kadry Jacek Nawrocki zauważy, że czegoś nowego się tu we Włoszech nauczyłam” – trochę żartobliwie skomentowała swoje tegoroczne występy w Serie A nasza 19-letnia siatkarka. Jej znakomitą grę zauważyły już włoskie media i wróżą Polce karierę światowego formatu, skoro w tak młodym wieku wybiła się na liderkę w czołowym zespole najmocniejszej kobiecej ligi siatkarskiej na świecie.
Znakomite recenzje w tym sezonie zbiera też Smarzek-Godek, która po dwóch sezonach spędzonych w ekipie Zanetti Bergamo latem tego roku podpisała kontrakt z Igor Gorgonzola Novara i już w pierwszym sezonie gry w nowym zespole wybiła się na jego liderkę. „Wciąż jestem bardzo podekscytowana, że mogę występować w takiej słynnej drużynie, z którą mogę też zagrać w Lidze Mistrzyń. To jest dla mnie duża sprawa i największe jak dotąd wyzwanie sportowe w karierze. Bardzo się cieszę, że taki klub chciał podpisać ze mną kontrakt i obdarzył mnie dużym kredytem zaufania. Zamierzam spełnić oczekiwania” – zapowiedziała atakująca naszej reprezentacji siatkarek.

PGE Ekstraliga: Nie oszczędzają na transferach

Sezon transferowy w naszej żużlowej PGE Ekstralidze rozpocznie się 1 listopada, ale z grubsza już wiadomo, jakie zmiany zajdą w poszczególnych zespołach. Mimo strat finansowych spowodowanych przez pandemię koronawirusa kluby nie oszczędzają na apanażach dla kluczowych zawodników, głównie polskich.

Najlepiej opłacanym zawodnikiem w PGE Ekstralidze w nowym sezonie będzie bez dwóch zdań dwukrotny mistrz świata Bartosz Zmarzlik. Szefowie Stali Gorzów zapewniają w medialnych wypowiedziach, że doszli już do porozumienia ze swoim wychowankiem i są absolutnie pewni, że 25-letni żużlowiec, jedyny Polak który ma w dorobku dwa tytuły indywidualnego mistrza świata, na dodatek zdobyte rok po roku, mimo licznych intratnych ofert nie zmieni barw klubowych. Rzecz jasna nie zrobi tego za darmo. Jeśli wierzyć nieoficjalnym przechwałkom działaczy gorzowskiego klubu, Zmarzlik może liczyć na zarobki porównywalne z tymi, jakie w 2011 roku miał w tym klubie świeżo upieczony mistrz świata Tomasz Gollob. A to oznacza, że gaża lidera Stali w nowym sezonie PGE Ekstraligi osiągnie pułap trzech milionów złotych. Poza tym Zmarzlik ma indywidualny kontrakt z PKN Orlen wart kolejny milion złotych, kilka mniejszych umów sponsorskich oraz niemal gwarantowane dodatkowe zarobki za starty w cyklu Speadway Grand Prix, a także w zagranicznych ligach – szwedzkiej i duńskiej. Żużlowi eksperci szacują, że w sumie gorzowianin w najbliższym sezonie może zgarnąć ponad pięć milionów złotych. Inni zawodnicy nie mogą liczyć na takie gwiazdorskie apanaże. Tylko kilku żużlowców może liczyć na zarobki powyżej dwóch milionów złotych za sezon.
Nowością tegorocznego okresu transferowego jest to, że na lukratywne oferty mogą liczyć w zasadzie wyłącznie polscy żużlowcy. Nie ma wśród nich wielu mogących zagwarantować wysoki poziom sportowy, ale z powodu niedostatku wartościowych jeźdźców w kategorii wiekowej do 24 lat, to właśnie Polacy, których każdy zespół musi zatrudnić w obowiązkowej liczbie, będą decydować o wynikach zespołów. I to dlatego szefowie naszych żużlowych klubów oferują najlepszym z nich naprawdę wielkie pieniądze, byle tylko zgodzili się ścigać w ich drużynach. Dobrym przykładem jest tu 22-letni zawodnik Unii Leszno Bartosz Smektała, który przymierza się do zmiany barw klubowych. O jego pozyskanie zabiega mocno Włókniarz Częstochowa, oferując mu za sam podpis na nowym kontrakcie ponad 700 tysięcy złotych, zaś za każdy zdobyty ligowy punkt jest gotów płacić siedem tysięcy złotych. Łatwo policzyć, że jeśli Smektała w nowym sezonie utrzyma skuteczność z tegorocznego, przy takich stawkach będzie mógł tylko w zespole Włókniarza zarobić w 2021 w sumie 1,7 mln złotych. Na niewiele mniejsze pieniądze w Motorze Lublin może też liczyć rówieśnik Smektały, Dominik Kubera.
Z płacowymi żądaniami nie zaszaleją natomiast obcokrajowcy. Powód ich pasywnej postawy jest oczywisty – cudzoziemców chętnych do ścigania się w najlepszej i najlepiej płacącej lidze żużlowej na świecie jest więcej niż miejsc przyznanych im w PGE Ekstralidze. Dlatego szefowie klubów wykorzystują tę sytuację przy negocjacjach, chociaż z drugiej strony, patrząc na planowane budżety i wydatki, chyba nie ma w PGE Ekstralidze lęku przed finansowymi skutkami pandemii koronawirusa. W większości klubów oferowane zawodnikom stawki punktowe wróciły do poziomu wynegocjowanego przez zawodników w 2019 roku.

Przymiarki kadrowe w ekstralidze
Unia Leszno: zostają – Emil Sajfutdinow, Janusz Kołodziej, Piotr Pawlicki, Jaimon Lidsey, Kacper Pludra; przychodzą – Jason Doyle, Krzysztof Sadurski, Damian Ratajczak; odchodzą – Bartosz Smektała (Włókniarz), Dominik Kubera (Motor), Szymon Szlauderbach (szuka klubu).
Stal Gorzów: zostają – Bartosz Zmarzlik, Anders Thomsen, Szymon Woźniak, Rafał Karczmarz, Mateusz Bartkowiak, Wiktor Jasiński; przychodzą – Martin Vaculik, Marcus Birkemose, Kamil Nowacki: odchodzą – Krzysztof Kasprzak (GKM), Niels-Kristian Iversen (szuka klubu).
Sparta Wrocław: zostają – Tai Woffinden, Maciej Janowski, Gleb Czugunow, Daniel Bewley, Michał Curzytek, Przemysław Liszka, Maksym Drabik (ale nie na 100 procent); przychodzi – Artiom Łaguta, odchodzi – Max Fricke (szuka klubu).
Falubaz Zielona Góra: zostają – Patryk Dudek, Piotr Protasiewicz, Michael Jepsen Jensen), Jan Kvech; Matej Zagar, Rohan Tungate; odchodzą – Martin Vaculik (Stal), Norbert Krakowiak (GKM), Antonio Lindbeck, Mateusz Tonder, Damian Pawliczak (szukają klubu).
Włókniarz Częstochowa: zostają – Leon Madsen, Fredrik Lindgren, Jakub Miśkowiak, Mateusz Świdnicki, Bartłomiej Kowalski; przychodzą – Bartosz Smektała, Kacper Woryna, Jonas Jeppesen; odchodzą – Jason Doyle (Unia), Rune Holta (ROW), Paweł Przedpełski (Apator).
Motor Lublin: zostają – Grigorij Łaguta, Mikkel Michelsen, Jarosław Hampel, Wiktor Lampart, Wiktor Firmuga; przychodzą – Dominik Kubera, Krzysztof Buczkowski; odchodzą – Matej Zagar (Falubaz), Jakub Jamróg, Paweł Miesiąc, Wiktor Trofimow, Oskar Bober (szukają klubu).
GKM Grudziądz: zostają – Nicki Pedersen, Kenneth Bjerre, Przemysław Pawlicki, Roman Lachbaum, Danis Zieliński, Kacper Łobodziński, Damian Lotarski; przychodzą – Krzysztof Kasprzak, Norbert Krakowiak; odchodzą – Artiom Łaguta (Sparta), Krzysztof Buczkowski (Motor), Marcin Turowski (szuka klubu).
Apator Toruń: zostają – Jack Holder, Chris Holder, Adrian Miedziński, Tobiasz Musielak, Kamil Marciniec, Aleks Rydlewski, Justin Stolp; przychodzą – Robert Lambert, Paweł Przedpełski, Karol Żupiński; odchodzą – Wiktor Kułakow, Igor Kopeć-Sobczyński (szukają klubu).