Austriak rewelacją w turnieju mistrzów

W rozgrywanym w Londynie ATP Finals coraz mniej niewiadomych. Kończy się faza grupowa turnieju mistrzów. Najlepiej wypadł w niej Austriak Dominic Thiem, który ograł dwóch wielkich mistrzów – Rogera Federera i Novaka Djokovica.

W grupie, „Bjoern Borg”, która zakończyła rywalizację w czwartek, jako pierwszy awans wywalczył Austriak Dominic Thiem, który najpierw pokonał Rogera Federera 7:5, 7:5, a następnie Novaka Djokovica 6:7(5), 6:3, 7:6(5). Najmłodszy w stawce debiutant w ATP Finals Włoch Matteo Berrettini przegrał swoje pojedynki z Federerem oraz Djokoviciem i odpadł z konkurencji. Do walki o drugie miejsce w półfinale w czwartek wieczorem w bezpośrednim pojedynku stanęli zatem dwaj wielcy mistrzowie. Pojedynek Szwajcara z Serbem zakończył się jednak po zamknięciu wydania, ale obojętnie którego z nich zabraknie w czołowej czwórce turnieju mistrzów, będzie to ogromna sensacja.

Debiutujący w ATP Finals 21-letni Tsitsipas pokonał starszego o rok, ale już broniącego tytułu Niemca Alexandra Zvereva 6:3, 6:2 i tym zwycięstwem zapewnił sobie awans do półfinału. Wcześniej grecki tenisista pokonał 23-letniego Rosjanina Daniiła Miedwiediewa, drugiego debiutanta rywalizującego w grupie „Andre Agassi”, w której czwartym graczem jest aktualny lider światowego rankingu, 33-letni Rafael Nadal. Hiszpan zaczął turniej od porażki ze Zverevem i był bliski porażki w drugiej potyczce, z Miedwiediewem. Ostatecznie wygrał 6:7(3), 6:3, 7:6 (4), ale w trzecim secie przegrywał już 1:5 i musiał bronić piłki meczowe. W zaplanowanych na piątek pojedynkach w tej grupie o drugie miejsce w półfinale Nadal powalczy z Tsitsipasem, a Zverev z Miedwiedewem.

W grze podwójnej też nie brakowało niespodzianek. Polskich kibiców rzecz jasna najbardziej interesują losy jedynego naszego tenisisty uczestniczącego w turnieju mistrzów. Łukasz Kubot w swoim trzecim starcie w ATP Finals występuje w parze z Marcelo Melo. Polsko-brazylijski debel rywalizuje w grupie „Jonas Bjoerkman”. Zaczął od wygranej w starciu z Chorwatem Ivanem Dodigiem i słowakiem Filipem Polaskiem 4:6, 6:4, 10-5, ale w drugiej grupowej potyczce uległ parze Raven Klaasen (RPA – Michael Venus (Nowa Zelandia 3:6, 4:6 i o ewentualnym awansie miał przesądzić wynik czwartkowego meczu z Amerykaninem Rajeevem Ramem i Brytyjczykiem Joe Salisburym. Kubot i Melo wygrali 6:7(5), 6:4, 10-7 i zagrają w sobotę o finał.

 

Nawrocki próbuje zgasić pożar w kadrze

Trener naszej kadry siatkarek Jacek Nawrocki w końcu zabrał głos w sprawie listu 13 kadrowiczek do PZPS, w którym domagają się m.in. jego dymisji. Selekcjoner udzielił kilku wywiadów. Przyznał w nich, że nie zamierza rezygnować z prowadzenia reprezentacji i że zamierza porozmawiać w cztery oczy z każdą z protestujących zawodniczek.

Gwoli przypomnienia – kilka dni temu działacze PZPS przedłużyli kontrakt z Jackiem Nawrockim na stanowisku szkoleniowca reprezentacji Polski do 2022 roku. Miało to miejsce w tym samym dniu, gdy do PZPS wpłynął list podpisany przez 13 siatkarek, w którym to zawodniczki zwróciły uwagę na problemy w pracy ze szkoleniowcem, sugerując, że chcą jego dymisji.
Chyba najpoważniejszy z zarzutów siatkarek pod adresem trenera Nawrockiego dotyczył tolerowania przez niego zażyłych relacji jednego z członków sztabu szkoleniowego kadry z jedną z zawodniczek. „Nie ingeruję w prywatne sprawy siatkarek i członków sztabu. To są dorośli ludzie i jeśli nie ma to wpływu na ich pracę, nie mieszam się do tego. Ta sprawa została już zresztą załatwiona, bo trener o którym mowa zrezygnował z pracy z kadrą” – wyjaśnił Nawrocki.

W oświadczeniu siatkarki zarzucały też selekcjonerowi nader częste bagatelizowanie ich złego stanu zdrowia oraz niestosowne zachowanie, słownictwo i intrygowania. Nawrocki odpowiedział i na te zarzuty. „Żaden wynik nie jest ważniejszy od zdrowia. Nigdy nie zdarzyło się, żebym wbrew opiniom lekarzy czy fizjoterapeutów zmuszał zawodniczki do gry. (…) Nie jestem dumny z wszystkich swoich słów czy zachowań w relacjach z zawodniczkami, ale nie uważam też, że przekroczyłem zwyczajowe normy obowiązujące w sporcie. Czasem trener musi wstrząsnąć zespołem, powiedzieć jakieś mocniejsze słowo, czasem krzyknąć. Nie jestem też manipulantem, jak zarzuciły mi kadrowiczki w swoim oświadczeniu. Nigdy żadnej z nich nie traktowałem przedmiotowo. Każdemu trenerowi zdarza się w rozmowach z jedną zawodniczką mówić o drugiej. Gdyby wszystko, co one napisały, było prawdą, kadra Polski byłaby jakimś łagrem” – przekonuje selekcjoner.

I zapewnia, że nie myśli o swoich podopiecznych jako „buntowniczkach”. Mam zamiar szczerze porozmawiać z każdą z nich. I dopiero potem podejmie decyzje kadrowe i ustali skład na styczniowy turniej kwalifikacyjny do igrzysk w Tokio.

 

Ponad tysiąc martwych bokserów

Boxrec to jeden z największych internetowych portali publikujących różnorakie materiały o boksie. Na jego łamach podawane są też statystyki dotyczące śmiertelnych skutków pięściarskich pojedynków. Korzysta w tym ze statystyk dokumentowanych pieczołowicie od lat przez Josepha Svintha. Jego opracowanie „Śmierć w świetle reflektorów” zawiera nazwiska bokserów, którzy zmarli w ringu lub wkrótce po jego opuszczeniu. Dokumentacja zaczyna się od przełomu XIX i XX wieku i obejmuje czasy obecne.

Svinth w swoim opracowaniu udokumentował zgony 1114 pięściarzy. Z jego dociekań wynika, że przyczyną ponad 80 procent odnotowanych zgonów pięściarzy były urazy głowy doznane w wyniku upadków na deski lub na skutek przyjętych ciosów rywala, ukryte lub niezaleczone schorzenia odnowione podczas walki, powikłania związane z drastycznym zbijaniem wagi oraz niewłaściwej regeneracji organizmów po walce.

Granice odporności na ciosy

Ocena czy bokser jest już na granicy odporności nie jest łatwe. Amerykanin Davey Moore w 1966 roku po pojedynku o dwa mistrzowskie pasy kategorii piórkowej (przegrał przez TKO z Kubańczykiem Sugarem Ramosem) po jednym z ciosów upadł i uderzył karkiem o dolną linę. Nie wyglądało to groźnie, lecz po wznowieniu walki Moore miał problem z koordynacją ruchów i utrzymaniem postawy. Widząc to jego sekundant dość szybko przerwał walkę, z czego jego podopieczny nie był zadowolony. Schodząc z ringu udzielił jeszcze wywiadu, ale gdy dotarł do szatni poczuł się słabo i stracił przytomność. Zmarł kilka dni później. Sekcja wykazała, że przyczyną śmierci było uszkodzenie pnia mózgu. To w nim znajdują się komórki odpowiedzialne za procesy oddychania czy prawidłową pracę serca. Nietrudno zatem sobie wyobrazić, jakie mogą być konsekwencje uszkodzenia tych struktur. Joseph Svinth na podstawie swoich analiz stwierdził, że wiele zgonów pięściarzy było konsekwencją upadków na matę ringu lub liny, a nie przyjętego ciosu.

Mówimy o głowie pięściarza uderzającej bezwładnie w deski pokryte dwoma centymetrami wyściółki z warstw filcu i gąbki. I to uderzającej z wielka siłą najbardziej newralgicznym miejscem. W tylnej części naszej głowy znajdują się też płat potyliczny i móżdżek, których uszkodzenie może powodować zaburzenia widzenia czy równowagi. Bez części płata czołowego czy skroniowego można żyć, bez pnia mózgu nie. Do jego uszkodzenia może też dojść na skutek ciosu w okolicę czołową, bo w jego efekcie mózg obija się o kości czaszki i do uszkodzenia komórek nerwowych dochodzi po stronie przeciwnej do uderzenia, w tym przypadku w okolicy potylicznej. W rezultacie może dojść tylko do stłuczenia mózgu, ale może pojawić się też rozległe krwawienie. I tu konsekwencje są już bardzo poważne.

Zmiany przepisów to za mało

Przepisy w boksie w ostatnim wieku nieco się zmieniały. W 1916 roku ustalono, że zawodowe walki o mistrzostwo świata nie mogą trwać dłużej niż 15 rund po trzy minuty. W 1982, gdy 14. runda i nokaut okazał się zabójczy dla Kima Duka – Koo, a odsetek zgonów w ostatnich trzech rundach zrobił się wysoki ustalono, że 12 rund na wyłonienie mistrza też wystarczy. A propos starcia Koreańczyka z Rayem Mancinim – niedługo po śmierci Koo samobójstwo popełniła jego matka. Życie odebrał sobie też sędzia prowadzący zawody, choć nikt nie zrzucały na niego winy za smutne wydarzenia.

Bokserscy decydenci, by stronić od kolejnych tragedii znów musieli coś wymyślić. Zwiększyli liczbę lin wokół ringu. Zaostrzyli badania lekarskie. Zamiast pomiaru pulsu i ciśnienia krwi, trzeba było robić EKG, badania płuc, mózgu i testy krwi.
W 2002 roku po śmierci panamskiego pięściarza Pedro Alcazara rozpoczęto dyskusje o monitoringu zawodników 48 godzin po walce. Dlaczego? Alcazar po przegranej na punkty, został zbadany przez lekarza ringowego. Ten nie miał zastrzeżeń. Panamczyk po 36 godzinach był gotowy do powrotu do ojczyzny. Podczas opuszczania hotelu stracił przytomność. Okazało się, że problemy po pięściarskiej wojnie nie muszą zawsze wynikać jedynie z wydarzeń w ringu.

Analizując dane zmarłych na ringu pięściarzy w oczy rzuca się jeszcze jedna prawidłowość. Choć najwięcej ważą ciosy zawodników z kategorii ciężkiej (więcej niż pół tony), to do tragedii dochodzi tam rzadko. Najwięcej problemów było z zawodnikami ważącymi 60, 70 kg. Wielu lekarzy tłumaczy to zbijaniem przez nich wagi. Ekstremalne odwodnienie, ma wpływ na wyższy poziom hematokrytu. Ich krew jest gęstsza, a to może powodować skrzepy. W mózgu niektóre naczynia są bardzo wąskie, jeśli dojdzie do zagęszczenie płynu wewnątrz organizmu, bo sportowiec nie pije tyle ile powinien, może się tworzyć skrzeplina. Po jakimś czasie może doprowadzić do udaru.

Rejestr zgonów wciąż się wydłuża

Problem u pięściarzy lżejszych kilka lat temu potwierdziły badania. Ponad 25 procent z blisko ośmiuset przebadanych zawodników między ceremonią ważenia a walką przybierało na wadze nawet do 20 procent. Organizacja IBF jako pierwsza wprowadziła ponowne kontrole wagi w dniu walki. Bokserom nie wolno przybrać więcej niż 4,5 kg.

Te wszystkie ograniczenia i zabezpieczenia wciąż jednak nie czynią z boksu sportu niegroźnego dla życia. Dowodem na to jest tragiczne żniwo w 2019 roku, w którym odnotowano śmierć aż pięciu pięściarzy: 28-letniego Rosjanina Maksima Dadaszewa, jego rodaka Artiema Ignatiewa, 23-letniego Argentyńczyka Hugo Alfredo Santillana, 27-letniego Australijczyka Dwighta Ritchiego i również 27-letniego Amerykanina Patricka Daya. Cała piątka straciła życie w wyniku obrażeń doznanych w ringowych pojedynkach. Rejestr Josepha Svintha wciąż się wydłuża i nic tego na razie nie powstrzyma.

 

48 godzin sport

Wenger dostał pracę w FIFA
Znany francuski trener piłkarski Arsene Wenger (na zdjęciu) został zatrudniony w FIFA w roli szefa komórki zajmującej się globalnym rozwojem piłki nożnej. 70-letni szkoleniowiec ma pomóc w rozwoju męskiej i żeńskiej piłki nożnej, a także w kwestiach technicznych dyscypliny. Będzie także członkiem panelu technicznego i przewodniczącym grupy analitycznej w FIFA. Wenger w maju 2018 roku został po 22 latach zwolniony z posady trenera Arsenalu Londyn i od tego czasu pozostawał bez zajęcia. Niedawno był wymieniany w gronie kandydatów do poprowadzenia ekipy Bayernu Monachium, ale jak się okazało, to on sam zgłosił swoją kandydaturę, którą władze Bayernu grzecznie, lecz stanowczo odrzuciły.

Świetna forma polskich siatkarzy grających we Włoszech
W 5. kolejce włoskiej ekstraklasy siatkarzy zespół Vero Volley Monza z Bartoszem Kurkiem w składzie pokonała u siebie Porto Robur Costa Ravenna 3:1, odnosząc pierwsze zwycięstwo w tym sezonie. Nasz czołowy siatkarz był liderem w swojej ekipie, zdobywając najwięcej punktów – 29. W swoich klubach zagrali też Mateusz Bieniek (Associazione Sportiva Volley Lube) i Bartosz Bednorz (Azimut Modena). Ten drugi odegrał ważną rolę w wygranym 3:0 spotkaniu z Top Volley Latina. 25-latek zdobył 12 punktów. Wysoką formę potwierdził też Bieniek. Jego Volley Lube łatwo pokonało Blu Vollet Weronę 3:0. Kluby Bednorza i Bieńka wygrały jak na razie wszystkie dotychczasowe spotkania. Z kolei Volley Monza Bartosza Kurka, dzięki pierwszemu zwycięstwu, awansowała na ósme miejsce w tabeli.

Król strzelców Euro 2008 i MŚ 2010 zakończył karierę
Król strzelców mistrzostw Europy 2008 i mistrzostw świata 2010 David Villa, obecnie zawodnik japońskiego zespołu Vissel Kobe, ogłosił, że po zakończeniu obecnego sezonu w J-League (zostały do rozegrania jeszcze trzy kolejki) zakończy piłkarską karierę. 38-letni hiszpański napastnik jest rekordzistą swojego kraju w liczbie goli strzelonych w narodowej drużynie (ma ich na koncie 59 w 98 meczach), w przeszłości był graczem m.in. Valencii CF, FC Barcelona i Atletico Madryt, w latach 2014-2018 występował w grającym w MLS w zespole New York City FC, a w Vissel Kobe grał od stycznia 2018 roku.

Gra pierwsza liga piłkarska
Zestaw par 18. kolejki. Sobota: Podbeskidzie Bielsko-Biała – Zagłębie Sosnowiec (godz. 12:40), Stomil Olsztyn – GKS Bełchatów (15:00), Chojniczanka Chojnice – Wigry Suwałki (16:00), GKS Tychy – Radomiak Radom (17:00), Sandecja Nowy Sącz – Bruk-Bet Nieciecza (17:00). Niedziela: Warta Poznań – Stal Mielec (12:40).

Kolejna porażka Polskiego Cukru i druga wygrana Anwilu
Koszykarze Polskiego Cukru przegrali na wyjeździe z litewskim Lietkabelisem Poniewież 83:98 w meczu 5. kolejki fazy grupowej Ligi Mistrzów FIBA. Wicemistrzowie Polski, grający w grupie A, mają bilans 1-4 i coraz mniejsze szanse na awans do fazy play off. Lepiej radzi sobie ekipa Anwilu Włocławek, która rywalizuje w grupie B i w piątej kolejce pokonała u siebie belgijski Telenet Giants Antwerpia 80:71. Mistrzowie Polski mają bilans 2-3.

Nielegalny śmieciarz

Były reprezentant Polski piłce nożnej Mariusz Ś. został prawomocnie skazany przez sąd za nielegalne składowanie odpadów. Będzie musiał teraz zapłacić za to grzywnę w wysokości 10 tysięcy złotych.

Na przełomie 2016 i 2017 roku Mariusz Ś. i jego wspólnik Witold W. nielegalnie składowali odpady na terenie nieczynnej cegielni w Konradowie koło Głuchołaz. Zanim zostali nakryci na tym nielegalnym procederze, zdążyli przyjąć 10 transportów z odpadami o łącznej wadze blisko 300 ton. W sierpniu ubiegłego roku sąd pierwszej instancji skazał obu na kary grzywny, w wysokości odpowiednio 10 i 6 tys. złotych. Po apelacji sprawa trafiła do sądu odwoławczego, który utrzymał ten wyrok w mocy. Dodatkowo Mariusz Ś i Witold W. będą musieli zapłacić po dwa tysiące złotych nawiązki na rzecz Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz pokryć koszty procesu.

Nie są to dotkliwe kary, zważywszy na fakt, że w „śmieciowym biznesie” opłaty na jedną tonę trefnych odpadów sięgają 200 złotych, a zatem były reprezentant kraju i jego wspólnik mogli zarobić nawet 60 tysięcy złotych. Znacznie bardziej dotkliwe dla Mariusz Ś. jest nagłośnienie jego postępku w mediach, bo jest on wstydliwy i psuje mu wizerunek, na który pracował w latach sportowej kariery i długo po jej zakończeniu.

W trakcie piłkarskiej kariery występował w Polonii Bytom, Ruchu Chorzów i Legii Warszawa, ale najdłużej grał w chorzowskim klubie (zaliczył 381 spotkań w sezonach 1991-1988 i 2000-2006). W latach 1996-1998 był pięciokrotnie powoływany do reprezentacji Polski. Debiutował w kadrze 19 lutego 1996 w meczu z Japonią w Hongkongu (0:5), a ostatni raz zagrał w niej 18 sierpnia 1998 roku w Krakowie, w meczu z Izraelem (2:0).

 

Jednak zagrają w Jerozolimie

Mimo napiętej sytuacji w Izraelu PZPN zdecydował się wysłać reprezentację Polski do Jerozolimy. Prezes Zbigniew Boniek zapewniał, że jeśli pojawi się chociażby jednoprocentowe zagrożenie bezpieczeństwa, ekipa zostanie zawrócona. Spotkanie Izrael – Polska wyznaczono na sobotę 16 listopada. Na razie nic nie wskazuje, że się nie odbędzie.

Aspekty sportowe ostatniego w tym roku zgrupowania reprezentacji Polski z powodu wydarzeń dziejących się w Izraelu zeszły na dalszy plan. We wtorek kadrę opuścił Arkadiusz Milik, który przyjechał z kontuzją mięśni brzucha, a lekarze kadry stwierdzili, że na wyleczenie takiego urazu potrzeba kilku tygodni i odesłali napastnika SSC Napoli do klubu. Reszta powołanych przez Jerzego Brzęczka piłkarzy szykowała się do meczu, śledząc jednak pilnie wszelkie doniesienia o aktualnej sytuacji w Tel Awiwie, gdzie mają wylądować oraz w Jerozolimie, gdzie przyjdzie im w sobotni wieczór zmierzyć się z gospodarzami w meczu o punkty.

Przypomnijmy, że na Izrael od poniedziałku spadają rakiety wystrzeliwane z palestyńskiej enklawy w Strefie Gazy. To odpowiedź na przeprowadzone przez izraelskie siły powietrzne naloty na siedziby bojowników organizacji Palestyński Islamski Dżihad. Według strony palestyńskiej liczba ofiar śmiertelnych izraelskich ataków z powietrza wzrosła do 32. Co najmniej jedna trzecia z nich to cywile. Z kolei w stronę Izraela, jak podaje agencja AFP, z palestyńskiej enklawy wystrzelono w ostatnich dniach co najmniej 360 rakiet. Większość z nich została przechwycona i zniszczona przez izraelski system obrony przeciwrakietowej, ale w wyniku ostrzału rannych zostało co najmniej 60 osób.

Władze Izraela zapewniają, że lotnisko w Tel Awiwie nie jest zagrożone ostrzałem, a życie w Jerozolimie toczy się normalnie, nie ma zatem przeszkód, żeby mecz ich reprezentacji z Polską został rozegrany w zaplanowanym terminie i miejscu. W oficjalnym komunikacie stanowisko takie sformułowało izraelskie ministerstwo spraw zagranicznych. „Państwo Izrael jest świadome, jak ważne jest zapewnienie bezpieczeństwa polskiej drużynie i delegacji. Zrobimy wszystko, co konieczne, aby je zagwarantować. Pragniemy podkreślić, że nie ma obecnie przeszkód, aby zgodnie z planem rozegrać mecz w Jerozolimie, gdzie życie toczy się zupełnie normalnie”. Ponieważ pogląd ten podzieli także działacze UEFA, kończy to de facto dyskusje o ewentualnych zmianach.
Piłkarze reprezentacji Izraela rozumieją obawy Polaków przed przyjazdem do ich kraju. Najlepszy strzelec ekipy, Eran Zahavi, wyraził to dobitnie. „Nie wiem, co bym zrobił będąc na ich miejscu.

Oni nie wiedzą, że rakiety nie spadają we wszystkich częściach naszego kraju, mają więc pełne prawo odczuwać dyskomfort. Wierzę jednak, że nie wpłynie to na ich postawę w meczu i uda nam się wszystkim stworzyć znakomite piłkarskie widowisko”.
Nasza reprezentacja już w poprzedniej serii gier zapewniła sobie awans do przyszłorocznych mistrzostw Europy i znalazła się w gronie sześciu drużyn, które na dwie kolejki przed końcem eliminacji też dokonały tej sztuki. Występu w Euro 2020 pewni są oprócz Polaków także Belgowie, Hiszpanie, Rosjanie, Ukraińcy oraz Włosi. Biało-czerwoni ku zmartwieniu Izraelczyków nie zamierzają potraktować sobotniego spotkania ulgowo, bowiem chcą zakończyć eliminacje na pierwszym miejscu w grupie i znaleźć się dzięki temu w losowaniu grup w pierwszym koszyku. A nie są jeszcze tego pewni, bo chociaż zgromadzili 19 punktów, to nad drugą w tabeli drużyną Austrii mają tylko trzy „oczka” przewagi. Ekipa gospodarzy po ośmiu kolejkach ma na koncie 11 punktów, co oznacza, że ma już jedynie matematyczne szanse na zajęcie drugiego miejsca w grupie. Austriacy musieliby przegrać oba pozostałe im do rozegrania mecze, z Macedonią Północną i Polską, a oni wygrać w sobotę z Polską i w ostatnim meczu eliminacji pokonać na wyjeździe Macedonię Północną oraz liczyć, że biało-czerwoni we wtorek ograją u siebie Słowenię.

Póki co muszą jednak najpierw pokonać ekipę Jerzego Brzęczka. Nie będzie to łatwe zadanie, bo wiele wskazuje, że nasz zespół wrześniowy kryzys formy ma już definitywnie za sobą.

 

Kontratak Platiniego

Były prezydent UEFA Michel Platini od października tego roku znów może działać w futbolu po czteroletniej dyskwalifikacji za udział w futbolowej korupcji. Zaczął od windykacji od UEFA 7 mln euro.

Platini domaga się od obecnych władz europejskiej federacji piłkarskiej wypłaty zaległych pensji oraz zwrotu kosztów, jakie musiał ponieść walcząc w sądach o odzyskanie dobrego imienia. Francuskie media spekulują, że w grę wchodzi ponad siedem milionów euro.

Prezydentem UEFA Platini był od 2007 przez osiem kolejnych lat, ale 21 grudnia 2015 został ukarany przez FIFA wykluczeniem na osiem lat ze struktur piłkarskich oraz zakazem jakiejkolwiek. Była to sankcja za przyjęcie dwóch milionów franków szwajcarskich od ówczesnego przewodniczącego FIFA Josepha Blattera. Platini po długich sądowych bataliach ostatecznie został oczyszczony z tego zarzutu przez szwajcarski sąd, który uznał, że nie ma powodów sądzić, że wspomniane pieniądze nie były, jak twierdzili obaj działacze, wynagrodzeniem za pracę, którą Francuz wykonał na rzecz światowej federacji na podstawie ustnej umowy zawartej z Blatterem.

Komisja etyczna FIFA nie przyjęła jednak tego werdyktu i podtrzymała karę zawieszenia dla Platiniego, skracając ją jedynie z ośmiu do czterech lat. W październiku tego roku sankcja uległa wyczerpaniu i jeden z najwybitniejszych piłkarzy w historii futbolu, mistrz Europy z 1984 roku, znów może uczestniczyć z życiu piłkarskiej społeczności. Starania o odzyskanie utraconych pozycji 64-letni obecnie Platini zaczął jednak od żądania zapłaty przez UEFA wspomnianych wyżej siedmiu milionów franków. To mu raczej w europejskiej federacji nie przysporzy zwolenników i wątpliwe, by w najbliższych wyborach poważnie liczył się w rywalizacji o stanowisko prezydenta UEFA. mln euro.

 

 

Eliminacje Euro 2020: Lęk przed rakietami

Nasza piłkarska reprezentacja ma do rozegrania dwa ostatnie mecze eliminacyjne. Pierwsze spotkanie, z Izraelem, miało się odbyć w sobotę 16 listopada w Jerozolimie, ale na ten kraj od poniedziałku spadają rakiety.

Izraelska armia przeprowadziła w miniony weekend atak powietrzny na jednego z przywódców Islamskiego Dżihadu Akrama Al Ajouriego, w którym według agencji Reutersa zginęła także jego żona. W rewanżu islamiści ostrzelali Izrael rakietami, które nie wyrządziły szkody, bo wszystkie zostały strącone. Ale we wtorek atak został ponowiony ze Strefy Gazy, tym razem z wykorzystaniem około 50 rakiet, z czego tylko 20 zostało przechwycone przez izraelską obronę przeciwrakietową. Pozostałe uderzyły m.in. w miasta Sderot i Aszdod, powodując zniszczenia i raniąc wiele osób. Rakiety, które doleciały do Aszdod, spadły w odległości 35 km na południe od lotniska w Tel Awiwie, na którym w piątek ma lądować samolot z reprezentacją Polski na pokładzie.

Gdzie zagrają z Izraelem?

Polska ambasada w Izraelu na Twitterze ostrzega: „W związku z alarmami przeciwrakietowymi na terytoriach przyległych do Strefy Gazy (SG) oraz na terenie Tel Awiwu oraz zaostrzeniem sytuacji wokół SG, stanowczo odradzamy podróże do SG i obszarów z nią graniczących oraz przypominamy podstawowe zasady reagowania w przypadku alarmu”.
Z uwagi na nadzwyczajną sytuację we wtorkowej konferencji prasowej, w której pierwotnie mieli uczestniczyć tylko selekcjoner kadry Jerzy Brzęczek i kapitan reprezentacji Robert Lewandowski, wystąpił też prezes PZPN Zbigniew Boniek. Sternik polskiego futbolu tak oto ocenił sytuacje przed meczem z Izraelem: „Żyjemy w świecie, w którym co pięć minut pojawiają się nowe informacje. Jesteśmy w stałym kontakcie z naszym MSZ, z piłkarską federacją Izraela, z UEFA. Rozmawiałem już z prezydentem UEFA i ludźmi, którzy odpowiadają za organizację tego meczu. W ciągu 24 godzin będziemy mieli ostateczną decyzję dotyczący tego meczu. Jako PZPN uważamy, że bezpieczeństwo drużyny jest priorytetem. Chcemy walczyć, ale tylko na boisku, natomiast drużynie, zawodnikom chcemy dać stuprocentową pewność, że jedziemy tylko na mecz i że pobyt będzie całkiem bezpieczny. Jestem przekonany, że wszystko ułoży się pomyślnie, a jedyne ryzyko, jakie nas czeka w Izraelu, to ewentualna porażka naszego zespołu w meczu” – powiedział prezes Boniek.

Z różnych innych źródeł dochodzą jednak wieści, że w Izraelu rozważane jest przeniesienie meczu z Polską z Jerozolimy do Hajfy, a nawet do innego kraju. Ponoć w grę wchodzi wynajęcie stadionu na Cyprze lub Malcie.

Ostatnie zgrupowanie w 2019

Selekcjoner biało-czerwonych Jerzy Brzęczek powołał do kadry 26 zawodników plus gościnnie Łukasza Piszczka, ale z tego grona problemy zdrowotne mają Maciej Rybus, Grzegorz Krychowiak, Arkadiusz Milik, a nawet imponujący strzelecką formą Robert Lewandowski, który tylko odłożył w czasie operację przepukliny pachwinowej. Kadrowicze podczas ostatniego w tym roku zgrupowaniu wiele razem nie potrenują, bo zdołają odbyć w sumie tylko cztery treningi, ale to i tak będzie o jedne zajęcia więcej niż mieli miesiąc wcześniej. Do Izraela maja wylecieć w piątek, wrócą w niedzielę około godziny 15:00, a ze Słowenią zagrają już we wtorek o 20:45.

W miniony weekend w ligowym meczu Lokomotiwu Moskwa z FK Krasnodar (1:1) mocno poturbowany został Grzegorz Krychowiak. Nasz piłkarz strzelił gola, ale na drugą połowę już nie wyszedł, bo po brutalnym ataku rywala doznał wstrząśnienia mózgu i został odwieziony do szpitala. Z tego powodu na zgrupowaniu biało-czerwonych ma się pojawić dopiero w środę. Jego występ w obu spotkaniach kadry nie jest jednak wykluczony, natomiast drugi z naszych graczy występujących w Lokomotiwie, Maciej Rybus, naderwał mięsień uda podczas rozgrzewki i zdaniem sztabu medycznego rosyjskiego klubu nie może zagrać w reprezentacji. Piłkarz przyjechał jednak do Warszawy, gdzie jego uraz we wtorek mieli zdiagnozować lekarze polskiej kadry.
Niepewny jest też występ Arkadiusza Milika, któremu odnowił się uraz spojenia łonowego, z którym zmagał się przez kilka tygodni na początku sezonu. Napastnik SSC Napoli nie zagrał w miniony weekend w Serie A, na zgrupowanie kadry jednak przyjechał, ale póki co jego przydatność do gry jest wielką niewiadomą.
Nie będzie eksperymentów
Brzęczek nie ma więc tym razem wielkiego wyboru w linii ataku, bo zważywszy na fakt, że Krzysztof Piątek i Dawid Kownacki ostatnio nie strzelają goli, to tak naprawdę selekcjoner może w tej formacji liczyć tylko na fenomenalnie grającego w tym sezonie Roberta Lewandowskiego. Kapitan reprezentacji co prawda ma problem z przepukliną pachwinową, ale nie jest to uraz przeszkadzający mu w grze. „Ogólnie z moim zdrowiem wszystko jest dobrze, nie odczuwam bólu ani dyskomfortu i jestem gotowy do gry. Sam zabieg przejdę pod koniec rundy, w grudniu. To co mi dolega, nie przeszkadza w grze czy w wykonywaniu ćwiczeń szybkościowych i siłowych. Mogę więc z tym poczekać” – zapewnia snajper Bayernu Monachium, który w tym sezonie w barwach Bayernu Monachium w 18 meczach zdobył 23 bramki.

Pewniakiem w składzie jest też bramkarz Wojciech Szczęsny, także dlatego, że w miniony weekend błysnął kapitalną formą w ligowym meczu z AC Milan (1:0). W Juventusie Turyn Szczęsny niezmiennie jest numerem 1 i nie ma żadnych powodów, żeby inaczej miało być w reprezentacji.

W środku linii defensywnej raczej na pewno zobaczymy sprawdzony duet Jan Bednarek – Kamil Glik, bo obaj są zdrowi. Większy problem jest na flankach, zwłaszcza na lewej, bo z powodu kontuzji Rybusa Brzęczek ma tam teraz wybór tylko między Arkadiuszem Recą i Bartoszem Bereszyńskim, który na co dzień gra na prawej flance. Na tej pozycji selekcjoner może jednak wystawić grającego regularnie w Dynamie Kijów Tomasza Kędziorę.

W linii środkowej nawet bez Krychowiaka kłopotów kadrowych nie będzie, bo w pełni sił jest Krystian Bielik. Reszta graczy wystawiana ostatnio w tej formacji jest w formie i gotowa do gry.

 

48 godzin sport

Holta wrócił do Częstochowy
Dwukrotny indywidualny mistrz Polski Rune Holta w 2020 roku będzie żużlowcem Włókniarza Częstochowa. W tym klubie debiutował przed 20 laty jako reprezentant Norwegii, ale od 2002 roku ma polskie obywatelstwo i z reprezentacją Polski trzykrotnie wygrał drużynowy Puchar Świata. 46-letni Holta jeździł w barwach Włókniarza w latach 1999-2005, 2010, 2013-14 oraz w roku 2017 i wywalczył z tym zespołem mistrzostwo oraz dwukrotnie trzecie miejsce w żużlowej ekstralidze. Przez dwa ostatnie sezony reprezentował Get Well Toruń.

Rzucił pracę w kadrze Irlandii
Trener piłkarskiej reprezentacji Irlandii Północnej Michael O’Neill rozstaje się zespołem i zostanie szkoleniowcem angielskiego Stoke City, występującego na zapleczu Premier League. Przed odejściem z dotychczasowej funkcji poprowadzi zespół narodowy jeszcze w dwóch meczach eliminacji mistrzostw Europy 2020 – z Holandią 16 listopada i trzy dni później z Niemcami. Aktualnie w grupie C Irlandia Północna jest na trzeciej pozycji z dorobkiem 12 pkt. Prowadzi Holandia, druga jest reprezentacja Niemiec – oba zespoły mają po 15 pkt. O’Neill poprowadził Irlandię Północną do awansu do mistrzostw Europy w 2016 roku, gdzie zespół był grupowym rywalem m. in. Polaków – przegrał w pierwszym spotkaniu z biało-czerwonymi 0-1, a później odpadł w 1/8 finału.

Borysiuk mistrzem Mołdawii
W ostatniej ligowej kolejce ligi mołdawskiej (gra systemem wiosna-jesień) Sheriff Tiraspol, który już wcześniej zapewnił sobie mistrzowski tytuł, zremisował 1:1 z Petrocubem Hincesti. Gola dla zespołu Sheriffa strzelił 12-krotny reprezentant Polski Ariel Borysiuk. Dla 28-letniego polskiego piłkarza było to pierwsze ligowe trafienie dla świeżo upieczonego mistrza Mołdawii, w barwach którego występuje od 29 lipca tego roku.

Grała I liga piłkarska
Wyniki 17. kolejki: Stomil Olsztyn – Warta Poznań 1:3, GKS Bełchatów – GKS Tychy 1:4, Radomiak Radom – Puszcza Niepołomice 1:1, GKS Jastrzębie – Miedź Legnica 2:2, Odra Opole – Bruk-Bet Nieciecza 2:0, Sandecja Nowy Sącz – Olimpia Grudziądz 3:1, Chrobry Głogów – Podbeskidzie Bielsko-Biała 1:1, Zagłębie Sosnowiec – Wigry Suwałki 2:0, Chojniczanka Chojnice – Stal Mielec 0:2. Liderem na półmetku rozgrywek jest Warta (34 pkt), a drugie premiowane bezpośrednim awansem do ekstraklasy miejsce zajmuje Podbeskidzie (31 pkt). Cztery kolejne lokaty dające prawo gry w barażach o trzecie premiowane awansem miejsce zajmują Radomiak (31 pkt), Stal (29), Miedź i GKS Jastrzębie (po 28). Trzy ostatnie pozycje w tabeli, z których spada się do niższej ligi, zajmują Odra (13 pkt), Wigry i Chojniczanka (po 16 pkt).

Kadra na turniej w Wiśle
Trener polskiej kadry skoczków narciarskich Michal Doleżal podał skład kadry na rozpoczynający nową edycję Pucharu Świata konkurs w Wiśle (23-24 listopada). W biało-czerwonych barwach wystapi trzynastu zawodników: Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Maciej Kot, Jakub Wolny, Stefan Hula, Klemens Murańka, Aleksander Zniszczoł, Paweł Wąsek, Andrzej Stękała i Tomasz Pilch oraz dwaj debiutanci – Adam Niżnik i Kacper Juroszek.

Podium dla Maliszewskiej
Natalia Maliszewska została pierwszym polskim sportowcem, który stanął na podium Pucharu Świata w obecnym sezonie zimowym. Panczenistka z Białegostoku podczas zawodów w Montrealu zajęła trzecie miejsce w short tracku w biegu na 500 metrów. Polka to aktualna mistrzyni Europy i triumfatorka Pucharu Świata w tej konkurencji z poprzedniego sezonu. Wygrała biegi w ćwierćfinale i półfinale, ale w finale przegrała z Kanadyjką Kim Boutin, która tydzień wcześniej ustanowiła rekord świata oraz Włoszką Martiną Valcepiną.

Mistrz MLS z Seattle
Piłkarze zespołu Seattle Sounders wygrali rywalizację w amerykańskiej lidze MLS, pokonując w finale Toronto FC 3:1. To drugi w historii triumf ekipy z Seattle w tych rozgrywkach. Wcześniej zwyciężyłą w 2016 roku. Najbardziej utytułowaną drużyną w MLS pozostaje drużyna Los Angeles Galaxy, mająca na koncie pięć mistrzowskich tytułów.

Reprezentacja bez kibiców
Hokejowa reprezentacja Polski zajęła trzecie miejsce w rozegranym w Gdańsku turnieju EIHC o Puchar Niepodległości. Biało-czerwoni pokonali Japonię 3:2 i przegrali po 0:2 z Włochami i Węgrami. Impreza nie wzbudziła wielkiego zainteresowania – nawet mecze z udziałem naszej drużyny oglądało nie więcej niż trzystu widzów.

Monachium ugości LME 2019
Europejska federacja lekkoatletyczna poinformowała, że mistrzostwa Europy na otwartym stadionie w 2022 roku odbędą się w Monachium. Główną areną zmagań będzie Stadion Olimpijski, który gościł już najlepszych lekkoatletów na Starym Kontynencie w 2002 roku. Impreza potrwa od 11 do 21 sierpnia.

Kara dla angielskiego piłkarza
Pomocnik Manchesteru City Raheem Sterling został karnie odsunięty od składu reprezentacji Anglii na mecz z Czarnogórą. Powodem sankcji była jego bójka na pierwszym treningu kadry z obrońcą FC Liverpool Joe Gomezem. Obaj piłkarze w ten sposób załatwili porachunki po rozegranym w niedzielę ligowym meczu.

ATP Finals w Londynie

Od niedzieli 10 listopada w Londynie odbywa się kończący sezon ATP Finals. W turnieju mistrzów uczestniczy polski tenisista Łukasz Kubot, który w duecie z Brazylijczykiem Marcelo Melo rywalizuje w grze podwójnej. Tytułu w singlu broni niemiecki tenisista Alexander Zverev.

Turniej z pulą nagród 9 milionów dolarów potrwa do 17 listopada. W grze pojedynczej walczy w nim ośmiu najlepszych graczy tegorocznego sezonu. W losowaniu zostali podzieleni na dwie grupy. Do grupy „Andre Agassiego” trafili: Rafael Nadal (Hiszpania, rozstawiony z numerem 1); Daniił Miedwiediew (Rosja, 4); Stefanos Tsitsipas (Grecja, 6); Alexander Zverev (Niemcy, 7), natomiast do grupy „Bjoerna Borga”: Novak Djoković (Serbia, 2); Roger Federer (Szwajcaria, 3); Dominic Thiem (Austria, 5); Matteo Berrettini (Włochy, 8).

Przed rozpoczęciem turnieju głośnym echem w światowych mediach odbiła się niechlujna sesja zdjęciowa, na której tenisiści pojawili się w dresach. W poprzednich latach zawodnicy występowali podczas oficjalnej prezentacji w garniturach. Przyczyną ich ostentacyjnego lekceważenie turniejowego zwyczaju być może była płacowa dyskryminacja. W tym roku po raz pierwszy zdarzyło się, że pula nagród w WTA Finals była wyższa niż w ATP Finals. Dla rywalizujących w Shenzhen ośmiu najlepszych tenisistek sezonu organizatorzy przygotowali ponad 14 milionów dolarów, czyli o pięć milionów więcej niż przewidziano na nagrody dla walczących w Londynie tenisistów.

Z każdej z grup dwóch najlepszych tenisistów awansuje do półfinału. Zwycięzcy półfinałów zmierzą się w przyszłą niedzielę w wielkim finale Turnieju Mistrzów. Walka powinna być bardzo zacięta, bo aktualnie liderem rankingu ATP jest Nadal. Hiszpan ma tylko 640 punktów przewagi nad drugim Djokoviciem, a zwycięzca turnieju w Londynie zgarnie 1500 punktów. Obaj mają więc szansę na zostanie numerem jeden na koniec roku. Trzecim z faworytów w stolicy Wielkiej Brytanii był Federer, ale Szwajcar słabo rozpoczął turniej, bo przegrał pierwszy pojedynek w turnieju, z Thiemem, 5:7, 5:7. Świetnie zaczął natomiast Djokovic, który w pierwszym niedzielnym meczu grupy „Bjoerna Borga” łatwo pokonał najmłodszego w stawce Berrettiniego 6:2, 6:1.
W poniedziałek pierwsze mecze rozegrali zawodnicy z grupy „Andre Agassi”. Miedwiediew przegrał z Tsitsipasem 6:7(50, 4:6, a broniący mistrzowskiego tytułu Zverev niespodziewanie pokonał Nadala 6:2, 6:4. 33-letni Hiszpan jeszcze nie wygrał ATP Finals. W pierwszym secie, od stanu 2:2, przegrał sześć gemów z rzędu, co pozwoliło rozpędzonemu Zverevowi wygrać pierwszą partię, a drugą zacząć od prowadzenia 2:0 z przełamaniem już w pierwszym gemie. Potem Niemiec jedynie pilnował własnego podania i dowiózł zwycięstwo do końca. Dla 22-letniego reprezentanta Niemiec było to pierwsze zwycięstwo w starciach z Nadalem, z których pięć wcześniejszych przegrał.

W grze podwójnej osiem najlepszych duetów także podzielono na dwie grupy. W grupie „Maksa Mirnego” rywalizują: Juan Sebastian Cabal, Robert Farah (Kolumbia, 1); Kevin Krawietz, Andreas Mies (Niemcy, 3); Jean-Julien Rojer, Horia Tecau (Holandia, Rumunia, 6); Pierre-Hugues Herbert, Nicolas Mahut (Francja, 7), zaś w grupie „Jonasa Bjoerkmana”: Łukasz Kubot, Marcelo Melo (Polska, Brazylia, 2); Rajeev Ram, Joe Salisbury (USA, Wielka Brytania, 4); Raven Klaasen, Michael Venus (RPA, Nowa Zelandia, 5); Ivan Dodig, Filip Polasek (Chorwacja, Słowacja, 8).

W obsadzie tegorocznej imprezy w grę podwójnej nie znaleźli się ubiegłoroczni triumfatorzy, Amerykanie Mike Bryan i Jack Sock. Pierwszy z nich wrócił w tym roku do wspólnych występów z bratem bliźniakiem Bobem i obaj nie zgromadzili odpowiedniej liczby punktów rankingowych.

Rozstawieni w deblowej części turnieju mistrzów z numerem drugim Kubot i Melo pierwszy mecz rozegrali w niedzielę, a ich przeciwnikami byli Ivan Dodig i Filip Polaski. Polak i Brazylijczyk mieli z tymi rywalami rachunki do wyrównania za tegoroczne porażki w Cincinnati i Pekinie. Początek spotkania nie był jednak dla Kubota i Melo udany, bo przegrali pierwszego seta 4:6. W drugiej partii zagrali już jednak dużo lepiej i zwyciężyli w tej partii 6:4. Losy meczu rozstrzygnęły się w super tie-breaku wygranym pewnie przez polsko-brazylijski duet 10:5.

Z pozostałymi rywalami w grupie Kubot i Melo też mieli rachunki do wyrównania. Amerykaninowi i Brytyjczykowi chcieli odpłacić za niedawną porażkę pod koniec października w finale halowej imprezy na kortach twardych w Wiedniu. Wyższość zawodników z RPA i Nowej Zelandii musieli natomiast finale turnieju w Halle.
W drugim niedzielnym starciu w grupie „Jonasa Bjoerkmana” Raven Klaasen i Michael Venus pokonali Rajeeva Rama i Joe Salisbury’ego 6:3, 6:4. W poniedziałek rywalizację deblową zaczęli gracze z grupy „Maksa Mirnego”. Krawietz i Mies pokonali Rojera i Tecau 7:6(3), 4:6, 10:6, zaś Cabal i Farah przegrali z Herbertem i Mahutem 3:6, 5:7. Wtorkowe spotkania w grupie „Bjoern Borg”, Rogera Federera z Matteo Berrettinim oraz Novaka Djokovicia z Dominikiem Thiemem, a także deblowe potyczki w grupie „Jonas Bjorkman”: Rajeeva Rama i Joe Salisbury’ego z Ivanem Dodigiem i Filipem Polaskiem oraz Łukasza Kubota i Marcelo Melo z Ravenem Klaasenem i Michael Venusem zakończyły się po zamknięciu wydania.

W środę kontynuować zmagania będą singliści w grupie „Andre Agassi (Nadal – Miedwiedew i Tsitsipas – Zverew oraz debliści z grupy „Maks Mirny” (Cabal i Farah – Rojer i Tecu oraz Krawietz i Mies – Herber i Mahut).