Klęska wolnego rynku

Globalny kryzys spowodowany COVID-19, który dotknął gospodarki wszystkich państw, obalił podstawowy mit zwolenników liberalnej szkoły ekonomii o niezawodności samoregulującego się rynku.

Należy podkreślić, że państwo może i musi prowadzić szeroką politykę fiskalną, nawet kosztem deficytu w celu pobudzania popytu zagregowanego (przesuwania go w prawo), aby utrzymywać okrężny obieg gospodarki w trakcie kryzysu i łatwiejszego wychodzenia z niego. Pobudzanie popytu agregatowego zgodnie z klasyczną szkołą keynesowską musi polegać na zwiększaniu wydatków publicznych, obniżce stóp procentowych, tworzeniu miejsc pracy w celu zmniejszania stopy bezrobocia i zwiększaniu emisji obligacji skarbowych.

Czym właściwie jest deficyt?

Należy najpierw odkłamać bzdurę, której liberalne rządy trzymają się od lat – utrzymywanie budżetu bez deficytu.

Po pierwsze, szkoła Nowoczesnej Teorii Monetarnej (Modern Monetary Theory, MMT), która zyskuje na popularności dzięki takim ekonomistkom jak Stephanie Kelton i Pavlina R. Tcherneva, mówi jasno, że deficyt nie jest problemem a ze zrównoważonego budżetu państwo nie stworzy nowych miejsc pracy (wzrost bezrobocia jest pogłębianiem problemu lepkości cen, które polegają na opóźnionym dostosowaniu się cen do sił popytu i podaży), nie zapewni bezpieczeństwa socjalno-finansowego i nie pobudzi zagregowanego popytu, gdy nie podejmie się zwiększania wydatków publicznych, które są kluczowe dla wzrostu PKB. Po drugie, żyjemy w epoce pieniądza fiducjarnego. Czasy pieniądza opartego o kruszec są za nami i powrót takiego pieniądza zabiłby efektywność gospodarczą, ale także doprowadziłyby do deflacji, zjawiska drogich kredytów, zwiększonych kosztów eksportu i spadku produkcji (spadek cen powoduje spadek produkcji).

Pieniądz fiducjarny, jak sama nazwa wskazuje, w swojej istocie jest oparty o zaufanie. Państwo ma monopol na pieniądz i nie ma prawa wykręcać się brakiem środków na finansowanie konkretnych operacji gospodarczych. Dług publiczny i dług prywatny to całkowicie dwie inne kwestie; gospodarka państwa nie działa jak firma, państwo ma moc fiskalną, jakiej przedsiębiorstwa nie mają. Deficyty dostarczają pieniądz do gospodarki – złotówka za złotówkę, dlatego nie mogą „okradać” sektora prywatnego. Jednak szkoła MMT nie proponuje nieograniczonego deficytu, nie chodzi o ciągłe bilansowanie budżetu i wprowadzanie gospodarki w marazm, a o pobudzanie jej efektywności przy polityce pełnego zatrudnienia przy stabilności cen. Trend deficytów przy pełnym zatrudnieniu jest malejący nawet w przypadku szerokiej polityki fiskalnej. Dlaczego? Sektor prywatny zawsze korzystnie reaguje w przypadku niskiej stopy bezrobocia oraz pojawia się delewarowanie; rosną wydatki i inwestycje, o których wcześniej wspomniałem, są korzystne przy polityce pobudzania zagregowanego popytu, dla wyższych wpływów z podatków a co za tym idzie wyższego PKB. Konkluzja jest oczywista: polityka sztucznego tworzenia stabilnego budżetu jest zabójcza dla potencjału gospodarki.

Co ze strefą Euro?

Z punktu widzenia socjaldemokraty i zwolennika suwerennej polityki monetarnej, euro w Polsce jest projektem na tyle długookresowym i egzogenicznym (ma bardziej aspekt polityczny niż ekonomiczny), że nie warto na tę chwilę brać go pod uwagę. W przypadku zmiany waluty na euro Bank Centralny Polski zostaje ograniczony, co w efekcie musi przyczynić się do osłabienia polityki monetarnej Polski. Bank Centralny Polski nie może w takiej sytuacji szybko reagować np. na fluktuację, nie może samodzielnie ustalić konkretnych stóp procentowych dla danej fazy koniunkturalnej kraju, a także konsekwencją jest osłabienie polityki fiskalnej. Z technicznego punktu widzenia kraj, który emituje i kontroluje własną walutę, nie może zbankrutować. Państwo w przypadku posiadania suwerennej waluty może prowadzić odpowiednie wydatki publiczne w sposób elastyczny. Polski Bank Centralny w czasie kryzysu (i nie tylko, ale w fazie kryzysu powinien mieć obowiązek) wykupuje obligacje skarbu państwa, mimo teoretycznego zakazu monetyzacji długu. Z praktycznego punktu widzenia Banki Centralne zakupują dług państwa w sposób pośredni – odkupując od banków komercyjnych. Powodem tego jest formalny zakaz zakupu długu państwa przez Bank Centralny w sposób bezpośredni. Najlepszym przykładem takiej praktyki jest Japonia. W skrócie rząd uzyskuje środki przez ich kreację w Banku Centralnym w sposób pośredni – z pomocą banków komercyjnych na zasadzie rynkowej. W przypadku braku suwerennej polityki monetarnej Bank Centralny traci kontrolę nad funkcjonującą walutą.

Dlaczego obniżamy stopy procentowe?

Skoro była mowa o stopach procentowych, warto zastanowić się, dlaczego Banki Centralne mają obowiązek obniżania stóp procentowych na czas kryzysu.

Stopa procentrowa jest ceną pieniądza, która warunkuje cenę, jaką banki sprzedają pieniądze na kredyt oraz po jakiej cenie oddaje się je w depozyt bankom. Celem odpowiedzialnej polityki monetarnej i zadaniem Banku Centralnego powinno być zapewnienie stabilności polskiej waluty. Skupmy się jednak nad obecnym (specyficznym) kryzysem i dlaczego w odpowiedzi poprawnym jest ustalanie niskich stóp procentowych (aktualna główna stopa procentowa wynosi 0,1 proc.). Kapitał portfelowy, czyli kapitał krótkoterminowy jest lokowany w rządowych papierach wartościowych, w celu zwiększenia ich ceny obniża się stopy procentowe, aby banki wykupywały je po wyższych i atrakcyjniejszych dla państwa cenach. W celu prowadzenia ekspansywnej polityki monetarnej (która jest kluczowa przy zjawisku stagflacji, czyli zjawiska wzrostu cen i spadku produkcji) udostępnia się kapitał coraz większej ilości osób, co za tym idzie – zwiększa się podaż pieniądza. W takim przypadku Bank Centralny tworzy atrakcyjne warunki kredytowe, tak żeby zachęcały ludzi do ich zaciągania – obniżka stóp procentowych.

Oczywiście nie jest to korzystne dla banków komercyjnych, ale te sobie poradzą (a jeśli nie, to… Volenti non fit iniuria), stawką jest ujarzmienie kryzysu i zapewnienie dobrobytu ludziom; ułatwienie zakupu mieszkania i mniejszych kosztów z tytułu kredytu. W przypadku liberalnego systemu gospodarczego oczywiście deweloperzy będą zwiększać ceny nieruchomości (co wynika ze zwiększonego popytu na zakup nieruchomości), dlatego niezbędna jest interwencja państwa w celu kontroli i regulowania cen. Oczywiści stopy procentowe nie mogą być stale utrzymywane na jednym, niskim poziomie, można je lekko podwyższać w czasie koniunktury w celu zapobiegnięcia zjawiska pękniętej bańki spekulacyjnej, lecz nie może ona być na tyle podwyższona, by pobudzony zagregowany popyt drastycznie malał. Inflacja jest całkowicie zrozumiałą konsekwencją takiej polityki, ale problem inflacji spowodowanej zwiększoną podażą pieniądza i niskimi stopami procentowymi rozwiązuje się progresją podatkową, która wypompowuje pieniądze z rynku, powodując efektywniejsze ulokowanie kapitału, a także zwiększa krańcową skłonność do konsumpcji. Większa stawka podatkowa dla zamożnej jednostki powoduje większy dochód rozporządzalny, czego następstwem jest zwiększona konsumpcja. Progresja podatkowa daje szersze możliwości fiskalne państwa, które pomogą mniej zamożnym pobudzić zagregowany popyt wewnętrzny, a co za tym idzie zwiększyć efektywność gospodarki danego państwa.

Lewica: niech NIK przyjrzy się ministerstwu

Klub sejmowej Lewicy proponuje, by Najwyższa Izba Kontroli sprawdziła działalność Ministerstwa Aktywów Państwowych w sprawie importu węgla do Polski, a także zweryfikowała funkcjonowanie rad nadzorczych w spółkach skarbu państwa oraz skontrolowała działalność rządu na kilku innych obszarach.

Lewica chce postawić rząd PiS w kłopotliwej sytuacji. Wiedząc, jak trudne są stosunki obecnej władzy z prezesem NIK Marianem Banasiem, klub zamierza doprowadzić do szeroko zakrojonej kontroli działalności ekipy premiera Morawieckiego przez Izbę.

Lewica chce, by Najwyższa Izba Kontroli przeprowadziła kontrolę w Ministerstwie Aktywów Państwowych ws. importu węgla do Polski. Jest zainteresowana, na jakiej postawie podjęto decyzję o zagranicznych zakupach surowca w sytuacji zalegania na hałdach węgla wydobywanego w Polsce.

Na konferencji posłowie Lewicy – Krzysztof Gawkowski oraz Przemysław Koperski mówili również o sytuacji polskich szpitali – zadłużonych, ograniczających działalność, często na granicy upadku. Pandemia i obietnice Mateusza Morawieckiego, mówiącego o wzmocnieniu finansowania służby zdrowia jeszcze w zapowiedziach pierwszej tarczy, nic w tej kwestii nie zmieniły. Parlamentarzyści Lewicy chcą, aby NIK skontrolowała prawidłowość finansowania i likwidacji zadłużenia polskich placówek ochrony zdrowia.

Do przewodniczącego sejmowej komisji ds. kontroli państwowej trafił też wniosek o zbadanie działań Ministerstwa Aktywów Państwowych w zakresie prawidłowości realizacji programu „Czyste powietrze” w latach 2018-2020, a także polityki nadzoru właścicielskiego nad spółkami Skarbu Państwa w zakresie wynagradzania zarządów i rad nadzorczych w latach 2017-2020, w tym dodatków, premii i nagród, które osiągały za czasów PiS rekordowe pułapy.

Według Gawkowskiego kontrolerzy NIK powinni mieć zapewnioną pełną autonomię, nikt z rządu nie ma prawa ograniczać im dostępu do informacji.
Poseł przypomniał też o innej ważnej kontroli – tej dotyczącej działań wybranych podmiotów w związku z przygotowaniem wyborów na prezydenta RP zarządzonych na 10 maja 2020 r. Przypomnijmy, że poseł Lewicy Krzysztof Śmiszek złożył wniosek do NIK o przeprowadzenie kontroli takiej kontroli w KPRM i Ministerstwie Aktywów Państwowych „celem dokładnego przedstawienia i analizy wydatków i działań KPRM i Ministerstwa związanych z przeprowadzeniem wyborów prezydenta RP w 2020 r.”.

W uzasadnieniu zauważono, że „zlecenie druku kart i pakietów wyborczych bez istnienia podstawy prawnej stanowi nie tylko przekroczenie uprawnień, ale także wyrządza skarbowi państwa znaczne straty finansowe”. Jak pamiętamy, minister Jacek Sasin przyznał – nawet bez specjalnego naciskania – iż przygotowanie nigdy niewykorzystanych pakietów wyborczych kosztowało blisko 70 mln złotych.

Niepostrzeżenie

Jakoś tak niezauważalnie przyzwyczajamy się, że policjant jest człowiekiem, który może nas zabić.

Nie wiadomo kiedy przestała na nas robić wrażenie informacja, że są ludzie, którzy swą niezgodę na istnienie homoseksualistów, obcokrajowców, ciemnoskórych wyrażają poprzez bicie ich. Tym bardziej nie jesteśmy oburzeni, gdy ludzie tacy są lżeni, obrażani, odczłowieczani.
Zaczyna być czymś normalnym postrzeganie starcia dwóch kandydatów na najwyższy urząd w państwie jako serialu będącego skrzyżowaniem big brothera, portalu plotkarskiego najniższych lotów i filmu sensacyjnego klasy B. Oni udają, że mówią o rzeczach ważnych, że przepełnia ich troska o społeczeństwo i jego aktualne problemy, a my udajemy, że ich słuchamy i że nas to przekonuje.

Jest dla nas rzeczą już całkowicie naturalną, że dowolna polityczna demonstracja musi, po prostu musi być otoczona jej przeciwnikami i tylko obecność służb porządkowych zapobiega mordobiciu, choć obietnice zabójstw i głęboka pogarda w formie werbalnej latają w powietrzu i nie mamy wątpliwości co do szczerości i prawdziwości wykrzyczanych słów. Zupełnie normalne jest też to, że po demonstracji jej organizatorzy zostaną przez przeciwników ogłoszeni zaprzańcami na obcym finansowaniu, a to dopiero początek seansu nienawiści jednych inaczej myślących pod adresem drugich.

Nie wiadomo, w którym momencie nie wywołuje już w nas zdziwienia informacja, przekazana przez naszego adwokata: „wie pan/pani, wszystko zależy, który sędzia będzie sądził – z nowej zmiany czy ze starego rzutu”. I wcale nie jest powiedziane, że przynależność sędziego do którejś ze wspomnianych grup jest równoznaczna ze sprawiedliwym osądzeniem.
Zupełnie bezrefleksyjnie przechodzimy obok radosnych grafik, zapełniających sieci społecznościowe, obwieszczających, że oto mija kolejna rocznica dołączenia Polski do jednego z najbardziej agresywnych i krwawych paktów wojskowych.

Jakoś tak płynnie przeszliśmy do mówienia na „ty” żebrakowi pod supermarketem, kiedy dajemy mu parę złotych za odprowadzenie wózka. Jeśli dajemy, zamiast mijać człowieka z uczuciem niesmaku.

Z całkowitą obojętnością i brakiem sprzeciwu reagujemy na nachalne reklamy, byśmy zainstalowali w telefonie program śledzący zbierający nasze dane wrażliwe, który nie informuje nas jak długo i do czego wykorzysta nasze dane zebrane podczas tego śledzenia. Inne aplikacje, które wiedzą o nas wszystko, dawno już zresztą zainstalowaliśmy.

Nie pytamy bo i po co, skoro odpowiedzi sami sobie potrafimy udzielić. Nic nas nie ciekawi, nie niepokoi, nie obchodzi. Trwamy z dnia na dzień. Nie bardzo wiadomo, kiedy się tacy staliśmy.

Coraz łatwiej będzie rządzić takim społeczeństwem.

Ogłoszenie

Na terenie Łodzi od 14 listopada 2016 roku działa Łódzki klub miłośników prasy lewicowej. Celem tej inicjatywy jest :

1/ Odkłamywanie historii

2/ Propagowanie ciekawych artykułów prasy lewicowej

3/ Próba wspólnej dyskusji członków SLD z innymi na tematy historii ruchów lewicowych, przybliżania faktów historycznych,

4/ Wymiany zdań na tematy historyczne i bieżące, inne próby interpretacyjne

16 lipca 2020 r. (czwartek) o godz. 16.30 na terenie siedziby zarządu miejskiego SLD w Łodzi (Aleje Kościuszki 48) z zachowaniem wszelkich środków ostrożności dot. pandemii koronawirusa odbędzie się wznowienie spotkań klubu.

Tematem wprowadzenia do dyskusji będzie problematyka gospodarczych przemian związanych z transformacją ustrojową .

Wprowadzenia do dyskusji dokona Paweł Zieliński – aktywny uczestnik tamtych wydarzeń.

Serdecznie zapraszamy!

Telefon kontaktowy 42 636 60 44

Znajomość realiów popłaca

1 lipca rozpoczęła się niemiecka prezydencja w Unii Europejskiej. Niemcy obejmują przewodnictwo w Radzie UE w momencie szczególnie ważnym. Jesteśmy bowiem w trakcie debaty nad wieloletnimi ramami finansowymi oraz nad programem odrodzenia gospodarczego po koronawirusie.

Znana już wszystkim propozycja Komisji Europejskiej dotycząca wieloletnich ram finansowych na lata 2021-2027 spełnia oczekiwania Parlamentu Europejskiego.

Przypomnę, że Komisja zaproponowała 1100 mld. euro na tradycyjne programy – czyli spójność, polityka strukturalna, rolnictwo, polityka społeczna. To jest wzrost bezwzględny w stosunku do wieloletnich ram finansowych kończących się w roku 2020.

Ponadto KE zaproponowała dodatkowe, nowe rozwiązanie w wysokości 750 mld. euro, mające służyć odrodzeniu gospodarczemu Unii. Z tego 500 mld. jako granty bezzwrotne i 250 mld. euro jako pożyczki.

Pierwsza kwota – 1100 mld. euro. To jest wielkie wyzwanie! Żeby mu sprostać, czyli wygenerować odpowiednie przychody, mamy kilka możliwości. Po pierwsze zwiększenie składki państw członkowskich. Po wyjściu Wlk. Brytanii mamy dosyć dużą wyrwę w budżecie – Wlk. Brytania była istotnym płatnikiem netto. To od Rady Europejskiej i właśnie prezydencji niemieckiej w Radzie UE, będzie zależeć, czy uda się wynegocjować zgodę rządów państw członkowskich na zwiększenie składki członkowskiej. Ja oceniam, że polski rząd powinien się na to ochoczo zgodzić, ponieważ za każde euro wpłacone do budżetu, możemy otrzymać rocznie 3 do 4 euro zwrotu z budżetu europejskiego. Zatem zwiększenie udziału jest dla nas korzystne.

Jest też kwestia rozpatrzenia pewnych nowych podatków. Chodzi o zlikwidowanie tzw. „rajów podatkowych” i własne dochody z tego tytułu, a także o podatek od transakcji finansowych i ewentualnie. podatek ekologiczny związany z handlem emisjami. To nie są podatki obciążające ludzi. One tak naprawdę obciążałyby zwłaszcza ponadnarodowe koncerny. Dodatkowe 500 mld., o których wspomniałem, będzie pochodziło z emisji obligacji europejskich na rynkach. Po raz pierwszy w historii Unia Europejska decyduje się na zaciągnięcie swego rodzaju długu wewnętrznego, z wyliczeniem, że poprzez wzrost gospodarczy w latach następnych go spłacimy, albo, jeśli tempo rozwoju gospodarczego nie byłoby wystarczające, będziemy go jakoś rolować.

Są oczywiście kolejne wyzwania, gdyż inwestycje finansowane z pieniędzy przeznaczonych na odrodzenie gospodarcze, nie powinny być zwykłą kontynuacją tego, co uprawiamy do tej pory. Chodzi o inwestycje zupełnie nowe jakościowo, czyli: „zielony ład” – inwestycje pro-ekologicznie, cyfryzacja, nowoczesne technologie, to jest także inwestowanie w celu zwiększenia europejskiej samodzielności, uniezależnienia się od globalnych perturbacji, a także w celu zahamowania ucieczki z produkcją poza UE. Kryzys pokazał, że warto być wewnątrz UE samowystarczalnym.
Skoncentrowanie tych wydatków będzie obejmowało państwa, które z powodu pandemii ucierpiały najbardziej. Beneficjentami będą zatem Francja, Włochy, Hiszpania, Portugalia. Jednak te nowe kwoty oznaczają też szanse dla państw takich jak Polska. Czy coś z tej puli dostaniemy, to się dopiero okaże. Natomiast dla Polski jest bardzo ważne przesłanie: jeżeli te fundusze – a na to się zanosi – będą uruchamiane w powiązaniu ze statusem państwa praworządnego, to nasze spory toczące się przed TSUE dotyczące ustroju sądownictwa, polskiego ładu konstytucyjnego, dotyczące także uznawania orzeczeń europejskiego wymiaru sprawiedliwości, będą miały kluczowe znaczenie. Uparte trwanie w konflikcie z Komisją Europejską i innymi instytucjami europejskimi oraz nieuporządkowanie spraw praworządności może się odbić negatywnie na sumach, które Polska może uzyskać.

Powinniśmy się troszczyć, żeby Polsce na tym etapie przyznano odpowiednie środki, ale odpowiedzialność rządu, także nowego prezydenta, polegać będzie na tym, żeby Polska stała się państwem praworządnym, bo prawdopodobnie tylko wtedy będziemy mogli z tych pieniędzy skorzystać.

Tymczasem mamy wyborczą gorączkę i podczas wieców wyborczych padają różne propozycje, często księżycowe. Zwłaszcza jeden kandydat mówi o tych pieniądzach jako o czymś już pewnym, on i jego rządowi stronnicy właściwie już je dzielą. Mowa oczywiście o prezydencie Polski, który przy okazji swych wiecowych wystąpień sporo miejsca poświęca też koniecznej obronie przed „obcymi”. W tej narracji państwem rzekomo nastającym na naszą wolność i tożsamość są Niemcy. Słyszymy, że utrzymują w Polsce swoją prasę polskojęzyczną, starając się poprzez nią, zakulisowo, wpływać na polskie sprawy, teraz na wybór polskiego prezydenta. W tej sytuacji prezydent i jednocześnie kandydat na prezydenta deklaruje, że będzie skutecznie bronił polskiej tożsamości, polskich wartości, zwłaszcza rodziny w Unii. Zapewnia (podczas wiecu w Wałbrzychu – BL), że będzie umacniał naszą pozycję w Unii Europejskiej, jako państwa „stowarzyszonego, ale narodowego, które ma swoją godność i swoją historię, z której jest dumne”.

To brzmi nieco dziwnie, mówiąc delikatnie. Każe nieustająco przypominać, że Polska nie jest państwem „stowarzyszonym” z UE, ale jest członkiem Unii Europejskiej! Najważniejsza osoba w państwie, powinna tę subtelną różnicę dostrzegać, rozumieć, czuć i takich pomyłek nie popełniać. Jeszcze raz powtarzam: Polska nie jest państwem stowarzyszonym, Polska jest państwem członkowskim UE.

Druga uwaga: praworządność jako kryterium będzie stosowana uniwersalnie. Jeżeli będzie na ten temat głosowanie, ja również zagłosuję, żeby to kryterium zastosować, jeżeli ma dotyczyć wszystkich i każdego z państw członkowskich, w tym także oczywiście Polski. Praworządność jest ostoją naszych praw obywatelskich, gwarancją ich przestrzegania, praworządność jest ostoją ładu społecznego w całej UE.

Co do „polskojęzycznej” prasy, to zawiłości właścicielskie potrafią płatać figle i okazuje się, że to, co ma rzekomo być niemieckie, jest w gruncie rzeczy amerykańskie. Stroniłbym od takich argumentów.

Niemieckiej prezydencji przyglądajmy się zatem z punktu widzenia sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy. Nasza rola i pozycja w Unii Europejskiej są znacznie osłabione. Z tego między innymi powodu opowiadam się zawsze za tym kandydatem w wyborach prezydenckich, który stawia na naszą normalność w relacjach z innymi państwami członkowskimi UE, na przewidywalność zachowań polskiego rządu. Na tym buduje się bowiem naszą pozycję, od tego zależeć będzie nasza moc sprawcza w Unii Europejskiej, a co za tym idzie także możliwości sfinansowania naszych ambitnych planów gospodarczych i przemian w strukturze gospodarki, produkcji, innowacyjności, możliwości tworzenia nowych miejsc pracy, poziom dobrobytu.

Pamiętajmy, że kurz wyborczy opadnie i nastąpi końcowa faza negocjacji nad nową perspektywą finansową. Otworzy się więc ogromne pole do popisu dla polskiego premiera i polskiego komisarza do spraw rolnych, którzy będą w tych negocjacjach uczestniczyli. Każde rozwiązanie korzystne, do którego premier Morawiecki przekona szefów pozostałych rządów, będzie zasługiwało na uznanie. Moją troską jest tylko, żeby siła argumentów polskiego rządu i premiera była wystarczająco duża, znacząca, a co do tego mam pewne obawy.

Nie łączmy też przesadnych nadziei z naszym komisarzem. Jeśli ktoś uważa, że zmieni on losy Unii Europejskiej, ten jest w błędzie. Zresztą komisarz polski bardzo dobrze o tym wie. Nie mamy żadnych informacji, żeby jakiekolwiek decyzje Komisji spotkały się z jego votum separatum. On jest po prostu członkiem tego zespołu. I cokolwiek mówi się źle o Komisji Europejskiej, to radziłbym rządzącym, żeby nie zapominali, iż PiS ma udział w decyzjach KE.

Reasumując – kampania kampanią, ale dobrze jest stać twardo na ziemi i pamiętać, na czym polega nasz prawdziwy interes w Unii Europejskiej, na czym może polegać suma korzyści. Decydują nie slogany bez pokrycie, tylko trzeźwa ocena możliwości, potrzeb i znajomość mechanizmów funkcjonowania naszej wspólnoty.

Barbara Pec-Ślesicka (1936-2020) Współtworzyła polskie kino

Barbara Pec-Ślesicka należała do najwybitniejszych polskich kierowników produkcji filmowej, specyficznego zawodu wymagającego bogatych, zróżnicowanych kwalifikacji i predyspozycji, także charakterologicznych, od umiejętności organizacyjnych po zdolność wyczucia i zrozumienia artystycznych intencji reżysera filmu.

Urodziła się 24 sierpnia 1936 r. w Łodzi. Ukończyła studia na Wydziale Organizacji Produkcji Filmowej w łódzkiej Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Teatralnej i Telewizyjnej, popularnie zwanej „filmówką”. Funkcję kierownika produkcji zaczęła sprawować od początku lat sześćdziesiątych. Zadebiutowała w tej roli w 1962 roku pracą przy produkcji jednej z nowel „Miłości dwudziestolatków” Andrzeja Wajdy. Od 1972 do 1983 r. była szefem produkcji Zespołu Filmowego „X”, gdzie pracowała przy realizacji najwybitniejszych dzieł Wajdy, m.in. „Przekładańca” (1968), „Wszystko na sprzedaż” (1968), „Polowania na muchy” (1969), „Brzeziny” (1970), „Krajobrazu po bitwie” (1970), „Wesela” (1972), „Bez znieczulenia” (1978), nominowanych do Oscara „Ziemi Obiecanej” (1975) i „Panien z Wilka” (1979), a także „Smugi cienia” (1976), „Dyrygenta” (1977), „Człowieka z marmuru” (1976), uhonorowanego na festiwalu w Cannes „Człowieka z żelaza” (1981), jak również „Dantona” (1982), „Kroniki wypadków miłosnych” (1985), „Korczaka” (1990). Kierowała także monumentalną produkcją wieloodcinkowego serialu Wajdy „Z biegiem lat, z biegiem dni” (1980). Jej ostatnia współpraca z nim miała miejsce przy realizacji „Panny Nikt” (1996). W sumie kierowała produkcją ponad czterdziestu filmów. Jej ostatnią zawodową aktywnością była praca w latach 1997-98 przy popularnym serialu telewizyjnym „13 posterunek”. Pracowała m.in. także z Agnieszką Holland („Europa, Europa” ,1990), Andrzejem Żuławskim („Trzecia część nocy”,1971), Januszem Kijowskim, („Maskarada”, 1986), Januszem Zaorskim, („Baryton”, 1984). Była laureatką szeregu nagród państwowych i branżowych, a także współzałożycielką filmowej Mistrzowskiej Szkoły Reżyserii Andrzeja Wajdy. Zmarła w Warszawie 6 lipca b.r.
Wspomina Mieczysław Wojtczak, w latach siedemdziesiątych – Pierwszy Wiceminister Kultury i Sztuki, szef Kinematografii:
Nie jest mi dziś łatwo mówić o Barbarze, jako że poza współpracą zawodową łączyły nas wątki prywatne, osobiste, przyjacielskie. Znaliśmy się bardzo dobrze. Utrzymywaliśmy stały kontakt, choć ostatnio jedynie telefoniczny. Barbara była kimś więcej niż tylko wybitnym kierownikiem produkcji filmowej, znakomitym fachowcem. Była także osobą obdarzoną umiejętnością rozwiązywania problemów o szerszej skali, związanej ze skomplikowanymi, organizacyjnymi, a także ideowo-politycznymi zagadnieniami polskiej kinematografii. Potwierdzała to w swoich opiniach Agnieszka Holland. Barbara była animatorką niejednej cennej inicjatywy w tym zakresie. W rozwiązywaniu problemów odgrywała często rolę wiodącą, miała dar rozmowy, dialogu, poszukiwania rozwiązań kompromisowych, rozwiązywania zarówno trudności zawodowych środowiska filmowego, jak i w zakresie samej twórczości. Także w tym wymiarze mieliśmy bardzo bliskie, często nawet tożsame, poglądy i punkty widzenia. Była w tym wszystkim osobą obiektywną, bardzo prawdomówną, która potrafiła formułować oceny niewygodne dla wszystkich stron konfliktu, ale też ze wszystkimi potrafiła rozmawiać i skutecznie przekonywać do swoich racji. Zawsze miała na uwadze dobro polskiej sztuki filmowej, działała na rzecz jej rozwoju, a jej działania miały wpływ na kształt kinematografii. W konsekwencji, jej działalność bardzo przyczyniła się do powstawania twórczości o wybitnych walorach artystycznych, zarówno odnoszącej się do naszej historii, jak i tej, która była źródłem ważnych głosów w sprawach polskiej współczesności. Prywatnie Basia była osobą bardzo ciepłą, skromną i życzliwą.

Między autokracją a turbokapitalizmem

Stanowisko Prezydium Rady Naczelnej PPS.

Przyjęliśmy wynik pierwszej tury wyborów prezydenckich z niezadowoleniem i niepokojem o losy naszego państwa.
Dwunastego lipca staniemy przed wyborem, między pełzającą autokracją Zjednoczonej Prawicy a turbo kapitalizmem prezentowanym przez Platformę Obywatelską. Jakiekolwiek wskazanie na dany obóz polityczny umacnia tylko hegemonię zabetonowanego układu, zwanego duopolem POPiSu.
Lewica, która będzie chciała w przyszłości być znaczącym punktem odniesienia dla większości społeczeństwa nie może sobie pozwolić na brak własnego zdania i własnej drogi działania. Musimy zająć się kwestiami organizacji własnych struktur, swoich propozycji programowych.
Weźmiemy udział w drugiej turze wybojów, gdyż jest to nasz obywatelski obowiązek, lecz żaden z kandydatów nie zasługuje w naszej opinii na poparcie. Pozostawiamy tą decyzję naszym członkom. Podejmą ją zgodnie z własnym rozsądkiem i troską o los ojczyzny.

Wybierzmy szacunek do Konstytucji

Uchwała Zarządu Krajowego Stowarzyszenia POKOLENIA w sprawie wyborów prezydenckich 2020.

  1. Zarząd Krajowy Stowarzyszenia POKOLENIA wyraża serdeczne podziękowania tym wszystkim członkom i sympatykom Stowarzyszenia, którzy aktywnie uczestniczyli w kampanii wyborczej poprzedzającej I turę wyborów prezydenckich odbytych 28 czerwca 2020r. Dziękujemy zwłaszcza tym, którzy zaangażowali się w popieranie kandydata Lewicy, pracowali na rzecz jego kandydatury, w swoich środowiskach, sztabach lokalnych, podjęli pracę w komisjach wyborczych.
  2. Wynik wyborczy kandydata Lewicy nie jest satysfakcjonujący. Poddać go trzeba wnikliwej analizie, bez zbędnych negatywnych emocji, z troską o wyciągnięcie wniosków, które przysłużą się kolejnym kampaniom wyborczym Lewicy. Nie trzeba szukać winnych, trzeba szukać i zapamiętywać to, co przyniosło efekt pozytywny oraz zapamiętać błędy, których już popełniać nie wolno.
  3. Zarząd Krajowy apeluje do członków i sympatyków POKOLEŃ o pełną mobilizację przed II turą wyborów prezydenckich. Mamy wybór pomiędzy stęchłą i nienawistną atmosferą ostatnich pięciu lat, a powrotem atmosfery wzajemnego szacunku w stosunkach społecznych. Musimy wybrać pomiędzy lekceważeniem Konstytucji, a jej rygorystycznym przestrzeganiem. Do zobaczenia przy urnach wyborczych 12 lipca.