Jak to przed COVIDEM było

Nikt już nie pamięta, że ś.p. minister zdrowia Łukasz Szumowski otrzymał tytuł Wizjoner Zdrowia 2019. Tym, którzy go przyznali, należy pozazdrościć zdrowia, czyli braku kontaktu z polską medycyną. Zwłaszcza, że życie z koronawirusem mocno zweryfikowało poglądy na polską służbę zdrowia. Jeśli jednak komuś wydaje się, że przed pandemią opieka zdrowotna działała, to się myli.

Tuż przed pandemia było bowiem tak…

Niefajnie było być chorym. Z powodu coraz dłuższych kolejek do specjalistów można było nie doczekać wizyty. Media donosiły przecież, że średni czas oczekiwania wydłużył się w ostatnich latach o jedną trzecią.
W celu ratowania własnego życia warto zatem było ten czas skrócić. I mieć wykonaną diagnostykę znacznie szybciej. W tym celu trzeba było zaryzykować i udać się na szpitalny SOR. Ryzyko brało się stąd, że od miesięcy w każdej telewizji pokazywali, jak chorzy, kwitnący po kilkanaście godzin na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym mrą jak muchy.
Jeśli jednak osoba siedząca potulnie w szpitalnym korytarzu dożyje i usłyszy wreszcie swoje nazwisko, ból i zmęczenie mijają.

Dobry żart

Chyba, że się jest rodzicem siedmiolatka, z którym trafiło się do szpitala w Złotowie. No i wyczuło się od lekarza niedyskretną woń procentów. Potwierdzoną tym szczególnym wyglądem oczu, tudzież nieskoordynowanym zachowaniem. Jednak aby dojść do jednoznacznego wniosku, że lekarz jest na bani, państwo potrzebowali kilkunastu godzin, bowiem zawiadomienie o zawianym medyku złożyli nazajutrz. Policja nie mogła lekarza namierzyć, bowiem dał dyla ze szpitala. A jak się odnalazł, to nic nie wydmuchał. Dla dyrekcji placówki leczniczej jednak nie miało to znaczenia, bo lekarz, który ni stąd ni zowąd robi wypad z roboty, na etat nie zasługuje. I w związku z tym chwilę potem szpital miał wakat.

Dzięki czekaniu na izbie przyjęć, w pacjencie rodziła się nadzieja. Czasem jak w przypadku pani z Bytowa nieco płonna, ale za to ubogacona omamami słuchowymi.

Kobieta w szóstym miesiącu ciąży zgłosiła się do tamtejszego szpitala, bo brzuch ją bolał. A, że ciąża była zagrożona, to pani była przestraszona nie na żarty. Dlatego gdy usłyszała od lekarza, że płód wygląda na obumarły, nadzieja z niej uszła. I miast wrócić, gdy lekarz powiedział, że to taki żarcik był, to przeszła we wściekłość. Ta zaś nic nie dała, bo szpitalowi wyszło, że słowa o martwej ciąży, musiała pani pacjentka usłyszeć jedynie w swoim jestestwie, bo oprócz niej nikt tego nie słyszał.

Nieboszczyk na deser

Jeśli chory przebrnie rejestrację i legnie w szpitalnym łóżku, to wbrew temu, co mu się wydawało wcale nie musi mieć z górki. Omamy mogą wystąpić nawet na sali szpitalnej, albo na korytarzu. Podejrzewała je u siebie również pacjentka szpitala Czerniakowskiego w Warszawie, gdy próbowała wypłacić z bankomatu gotówkę, a ten poinformował ją, że ma puste konto. Szpital ten nie specjalizuje się w psychiatrii, a pacjentka nie miała lobotomii, ale inny zabieg chirurgiczny, więc okazało się, że brak środków na koncie, to nie halucynacja, a wynik tego, że kartę bankomatową na czas obłożnego stanu pacjentki wzięła sobie pani pielęgniarka Beata. I poczyniła zakupy na prawie 5 tysięcy zł.

Panią ominęło za to coś, czego doświadczył mąż pani Joli leżąc na oddziale wewnętrzno-geriatrycznym Wojewódzkiego Szpitala im. Marie Curie – Skłodowskiej w Zgierzu. Jednego dnia zmarło dwóch pacjentów z łóżek obok. Zwłoki obu zostały na sali na czas posiłków pana męża.

Następnego dnia leżący obok pacjent zmarł rano. Personel skonstatował ten fakt podczas porannego budzenia. Co nie przeszkadzało mu przynieść mężowi pani Joli śniadania. Ponieważ pan leżał, to nie mógł zrealizować konsumpcji w miejscu, gdzie nie towarzyszyłby mu nieboszczyk.

O godzinie 13 do nieżywego pacjenta przyszła w odwiedziny rodzina. I jak się można domyślać, zastała go, bo nikt go nigdzie nie wywiózł. A ponieważ o tej porze rozwożony jest obiad, to mąż pani Joli kolejny raz musiał uskutecznić meksykański obyczaj biesiadowania w towarzystwie trupa.

Pani Jola zauważyła, że te praktyki pogorszyły stan zdrowia męża, a ją samą zmusiły do zapisania się do psychologa. Co personelowi szpitala wydaje się dziwne, bo przecież rozporządzenie mówi, że „W okresie pomiędzy stwierdzeniem zgonu a przewiezieniem do chłodni zwłoki osoby zmarłej są przechowywane w specjalnie przeznaczonym do tego celu pomieszczeniu, a w razie jego braku – w innym miejscu, z zachowaniem godności należnej zmarłemu”. A ponieważ mąż pani Joli w czasie posiłku nie mlaskał i nie siorbał, to godności jego martwego towarzysza nie uchybił.

Mąż pani Joli i tak powinien się cieszyć. Miał bowiem co jeść. A 41 letni pan Paweł, który trafił na oddział neurologiczny szpitala w Pabianicach z udarem krwotocznym do pnia mózgu, nie bardzo. Chyba, że za jedzenie uzna ktoś otrzymywanych przez pana Pawła 1000 kcal dziennie. W związku z tym pan Paweł się wycieńczał, a z powodu leżenia w moczu nabawił się odleżyn. Co z punktu widzenia ekonomiki szpitala wynikało z tego, że – jak tłumaczono to małżonce pana Pawła – „i tak umrze w wyniku powikłań”. Czyli pielęgnowanie go przez personel, byłoby marnotrawstwem sił i środków.

Większość ludzi nie rozumie procedur medycznych. Te zaś są jasne i proste – jak na wojnie. Ratuje się tych dobrze rokujących. Dlatego co jest dziwnego w tym, że w 2016 r. z izolatki szpitala MSWiA w Warszawie wystawiono do sali pooperacyjnej łóżko z człowiekiem, zarażonym bakterią szpitalną. W związku z czym miał on niekończące się biegunki i schudł do 40 kg.

W jego miejsce wstawiono fotel, w którym zasiadał przez 2 godziny – nieświadomy całej akcji – Włodzimierz Cimoszewicz. Po czym polityk wstał, wyszedł i po trzech latach nawet wygrał euromandat. Zaś pacjent czas jakiś po tej sytuacji zmarł. To, że Cimoszewicz ma się dobrze, mimo niedawno zdiagnozowanego nowotworu, świadczy, że medycyna wojenna w szpitalu MSWiA jest efektywna nader.

Chirurgiczne cięcia

Brak zrozumienia pacjentów dla szpitalnych procedur, czasem prowadzi do tego, że miast chirurgów, za nóż chwytają pacjenci. Tacy jak 64-letni chory z oddziału neurologicznego szpitala w Radzyniu Podlaskim. Zaatakował on – nożem właśnie – pielęgniarza dyżurującego. A potem spustoszył szpital wybijając szybę i uciekł w miasto. Nóż przydał mu się jeszcze, gdy próbowali go obezwładnić policjanci. Jeśli motywem starszego pana była chęć wyjścia ze szpitala, to mu się to udało. Policja do placówki medycznej go nie odwiozła.

Na oddziale chorób zakaźnych Szpitala Klinicznego we Wrocławiu 17-letniemu Krystianowi nie pasowała pielęgniarka. Do tego stopnia, że pewnego wieczoru, gdy kobieta podała mu leki i się odwróciła, została przez młodzieńca po trzykroć ugodzona nożem „w okolice łopatek”. Potem Krystian odrzucił narzędzie zbrodni i uciekł ze szpitala. W związku z tym zatrzymującym go policjantom nic nie zrobił. W przeciwieństwie do pielęgniarki, która na długie tygodnie z pielęgniarki zmieniła się w tak nieodłączny element szpitala jakim jest pacjent.

W kwestii bycia szpitalnym nożownikiem Krystian jest jednak wyjątkiem. Przynajmniej w ostatnich miesiącach. Bo pan w szpitalu Latawiec w Świdnicy miał 84 lata. I może właśnie dlatego składanym scyzorykiem z długim ostrzem 30 razy wbił się w ciało pacjenta liczącego sobie 98 wiosen. Zaś w 85-latka tylko kilka razy. A na dodatek popsuł szpitalne łóżko i jego oderwana częścią naruszył integralność cielesna pani pielęgniarki.
Świdnicki przypadek różni się od poprzednich przede wszystkim tym, że pacjent z nożem zaatakował nie personel, ale innych chorych. A i to zapewne w samoobronie, bo od jakiegoś czasu przebąkiwał, że reszta pacjentów chce go zabić.

Jest też nader istotny wyróżnik tej sprawy. Po raz pierwszy prokurator sprawdza, jakie procedury nie zadziałały, że ktoś mógł mieć na oddziale nóż. Podobnego pytania a ni w Radzyniu, ani we Wrocławiu sobie nie zadał. Ale tam ofiarami nie był przecież 85-letni ksiądz proboszcz z Wałbrzycha, który przeżył. Podobnie jak i prawie stulatek.

Pocieszyciele

Księża nie są niczym w szpitalach dziwnym. Każda placówka ma bowiem na etacie kapelana. Szpital Specjalistyczny w Pile też miał. Księdza Jerzego, salezjanina. Ale do czasu gdy ksiądz Jerzy, niosąc posługę duchową leżącej na chirurgii dziecięcej 17-latce, jął dotykać jej bioder i ust, a nawet całować. Pacjentce, ta forma rehabilitacji nie przypadła do gustu, w związku z czym prokurator zastosował paragraf o molestowaniu, a ksiądz Jerzy się z nim zgodził i chce dobrowolnie poddać się jakiejś drobnej karze.

Zupełnie inaczej niż ksiądz Stanisław, niegdysiejszy kapelan szpitala w Łukowie. Niegdysiejszy, bo gdy okazało się, że podkradł się do, będącego niemal nieprzytomnym, pacjenta dochodzącego do siebie po operacji. A na dodatek z unieruchomionymi kończynami i z drenami. I nie dość , że się podkradł to przy wezgłowiu chorego dopuścił się onanizmu, pozostawiając na chorym swój materiał biologiczny. I za to sądy od lat zajmuja się sprawą księdza Stanisława, by chwilę temu zdecydować się na 2 lata w zawiasach plus 15 tysięcy zł zadośćuczynienia dla obryzganego kapelańskim
nasieniem pacjenta.

Goło i wesoło

Dla każdego, kto ogląda seriale medyczne jest jasne, że życie seksualne w placówkach medycznych kwitnie. W Szpitalu Powiatowym w Radomsku też. Acz inaczej nieco. Otóż firma, która zajmowała się komputerami szpitalnymi poinformowała dyrekcję placówki, że na twardych dyskach jest w cholerę plików dla bardzo dorosłych, ale na niektórych, występujące tam panie na zbyt dorosłe nie wyglądają. I teraz strupa maja szpitalni decydenci i prokurator. Bo nie dość, że specjalne filtry w komputerze przepuściły taką zawartość, to na dodatek nie wiadomo, kto „świńtuchy” ściągnął, bo sprzęt użytkowało wiele pracujących w szpitalu osób.

Seks w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Częstochowie, miast absorbować na nocnych dyżurach lekarzy, lekarki i pielęgniarki, wszedł na wokandę sądową. Dwie panie opowiedziały bowiem prokuratorom, że świetny skądinąd ortopeda – dr Michał, zamiast zgłębiać tajniki ich kośćca, penetrował z użyciem siły oraz penisa ich tkanki miękkie. Te, które powinny być raczej w orbicie zainteresowań ginekologa.

Mogłoby się wydawać, że kłopoty pacjentów szpitala kończą się z wydaniem przez nich ostatniego tchnienie. Przykład 56-letniego pana Ryśka z prosektorium szpitala w Legnicy udowadnia, że tak nie jest. Pan Rysiek dawał bowiem niektórym drugie życie. Towarzyskie.

Robił sobie – uśmiechając się do obiektywu – „selfiki” ze zwłokami. Pan Rysiek był na nich ubrany, zaś panie nieboszczki nie. Poza tym, szpitalne prosektorium odwiedzali ludzie, którzy dziś zeznają w prokuraturze, że ulubionym – podczas tych wizyt – zajęciem pana Ryśka było dotykanie piersi, zabawa nimi, a nawet zgadywanie, czy są prawdziwe, czy silikonowe. Nie wspominając o tym, że pracownik prosektorium pasjami lubił rozkładać nieboszczkom nogi i obmacywać ich części intymne.

Poronione prawo

Równie nieciekawie jak nieboszczki z Legnicy, mają ponoć nienarodzone trupki ze szpitala w Skwierzynie. Bo szpitale mają obowiązek składowania poronionych zygot. A potem ich hurtowego pochówku. Tyle, że to wszystko kosztuje, dlatego w wielu miejscach robi się tak jak od lat. Pali się je z amputowanymi kończynami, czy innymi wyciętymi fragmentami tkanek.
Tyle, że w Skwierzynie w lutym zmieniono zakład pogrzebowy, który pochówkiem poronień się zajmował. I gdy tylko firma straciła z tego tytuły profity przypomniała sobie, że wciąż jest w posiadaniu szpitalnych płodów i na dodatek oskarżyła szpital, że zawsze dostawała ich mniej niż wynikałoby ze specyfikacji. I teraz prokuratorzy próbują przeliczać płody ze słoików, dopasowując je do udokumentowanych szpitalnie poronień. Oczywiście w ramach śledztwa z artykułu 262 par. 1 KK, dotyczącego bezczeszczenia ludzkich zwłok lub miejsca spoczynku osoby zmarłej. Bo kilkunastomilimetrowy płód, to zwłoki są.

Czy wiedząc, jak wyglądają polskie szpitale po ponad 3 latach rządów tych, którzy mieli zmienić placówki medyczne na najlepsze w świecie, można się dziwić, że 59-letni pan z Ukrainy po przywiezieniu do szpitala wojewódzkiego w Olsztynie, popełnił samobójstwo?

Można otóż. Ukrainiec nie zabił się dlatego, że zobaczył na własne oczy nieudolność polskiej placówki medycznej, ale dlatego, że oczami wyobraźni widział rachunek za usługi ratujące jego zmiażdżone w polu biodro. A ponieważ zastąpił w polu brata, czyli nie był ubezpieczony, to wolał się zabić niż płacić do końca życia.

Kto wie, czy gdyby trafił do Kliniki Anestezjologii, Intensywnej Terapii i Ostrych Zatruć szpitala na szczecińskich Pomorzanach, nie żyłby do dziś.
Nad łóżkami pacjentów zawisły tam głośniki, z których o poranku płyną dźwięki ziemi – szum fal, odgłosy lasu i muzyka relaksacyjna, później specjalne bloki z jazzem i spokojną muzyką rozrywkową, wieczorem znów relaksujące dźwięki i odgłosy ziemi. Tej ziemi.

Słownik wyrazów niejasnych Zjednoczonej prawicy

Prominentni przedstawiciele Polskiej Zjednoczonej Prawicy mówią często językiem niezrozumiałym dla przeciętnych obywateli i wymyślają nowe słowa, których nie można znaleźć w dostępnych słownikach, lub których znaczenie jest w nich wyjaśniane niezgodnie z intencjami mówców.

Kilkanaście osób zwróciło się do mnie z prośbą, abym wykorzystując wieloletnie doświadczenie spróbował określić pożądane znaczenie tych słów. Poczułem się zaszczycony tą propozycją, choć jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie jestem dostatecznie kompetentny. Spróbowałem jednak przetłumaczyć kilka takich słów i pojęć na zrozumiały język, nie wykluczając, że – jeśli spotka się to z uznaniem – będę tą listę uzupełniał.
Zachowanie powagi przy czytaniu tego słownika nie jest konieczne.

Gender

Wymyślona przez cudzoziemców płeć kulturowa, społeczna lub psychiczna inna, od ich płci naturalnej, czyli fizjologicznej. Bardzo niebezpieczny trend, leżący u podstawy ideologii LGBT (patrz stosowne hasło). Zagraża szczególnie dzieciom prawicy, które pod wpływem takich poglądów mogą uwierzyć, że dziewczynki nadają się do rządzenia państwem, lub prowadzenia wojskowych samolotów, a nie do kuchni, sprzątania i wypełniania małżeńskich obowiązków. A chłopcy nie muszą grać w piłkę nożną i bić się z kibicami innych klubów. Chłopcy też – o tempora, o mores – mogą kochać innych chłopców a dziewczynki interesować się innymi dziewczynkami, nie tylko przy odrabianiu lekcji.

Zagrożenie ze strony gender nieustannie wzrasta. Ostatnio wysoki urzędnik państwowy powołany dla ochrony dzieci odkrył, że w tajnych polskich laboratoriach wynaleziono lek, który podawany dzieciom w szkole, w postaci tabletek, zmienia ich płeć. Zapewne będzie można wysłać rano do szkoły chłopca, a odebrać popołudniu dziewczynkę cudownej urody. Na najwyższym szczeblu Zjednoczonej Prawicy ustalana jest cena tego leku, który chcą w pierwszej kolejności kupić kraje arabskie.

Ciepły człowiek

Zagraniczny mąż stanu, który do przedstawiciela polskiej prawicy potrafi się czule uśmiechać, prowadzić z nim interesującą rozmowę przy kawie, winie i koniaku. Nie jest ważne, jakimi działa metodami i jaką ma opinię wśród swoich rodaków. Nie jest też istotne, w jaki sposób utrzymuje się u władzy. Trzeba jednak uważać, bo zmiana politycznych okoliczności może spowodować, że przyjaźń z tym ciepłym człowiekiem staje się niewygodna.

Dekomunizacja

Likwidowanie wszystkiego, co może przypominać okres tzw. Polski Ludowej a także zamykanie dróg awansu społecznego ludziom, którzy pełnili wtedy nawet najniższe funkcje kierownicze i – tym bardziej – służyli w jakichkolwiek służbach mundurowych lub cywilnym aparacie ucisku. Usuwanie wszelkich pomników i nazw pochodzących z tego okresu – także tych, które dotyczą obywateli państwa o nazwie ZSRR, czyli obecnie Rosji. Wewnętrzne przekonanie prawdziwych patriotów (patrz odpowiednie hasło), że właściwie każdy obywatel, który miał wówczas więcej niż 15 lat i nie siedział w więzieniu – jest podejrzany i może być obecnie postkomunistą (patrz odpowiednie hasło).

Ideologia LGBT

Skrót niewymagający uciążliwego rozwijania, kierowany głównie do mniej wykształconej, ale licznej, grupy stałych wyborców Zjednoczonej Prawicy. Wygoda jego stosowania polega na tym, że nie atakuje bezpośrednio ludzi mających nienormatywne zainteresowania seksualne, lub lubiących nietypowe stroje i zachowania, tylko sugeruje, że są oni ofiarami niedopuszczalnej i wrogiej ideologii. Ideologia ta ma swoje źródła w pierwotnym komunizmie, nakłania do braku szacunku dla władzy i jej moralnych autorytetów, zmierza do seksualizacji młodzieży. A przecież wiadomo, że seks I kwestionowanie osiągnięć władzy lub – co gorsza – ich „wyśmiewanie”, są źródłem deprawacji i mogą także zmniejszać pobożność narodu.

Kryształowy człowiek

Każdy członek partii stanowiącej część Zjednoczonej Prawicy, który nie popełnił przestępstwa ściganego przez prokuraturę i nie ma aktualnego wyroku sądowego. Plotki i oskarżenia opozycji, a także „ulicy i zagranicy” nie mają w tym zakresie żadnego znaczenia. Inteligentny człowiek – a z takich przede wszystkim składają się te partie – może przecież legalnie dorobić się nawet wielkiego majątku, wykorzystując określone sytuacje w rozwoju gospodarki, zmiany przepisów i pożyteczne znajomości cywilne i kościelne.

Komuniści i złodzieje

Potoczna, salonowa nazwa politycznych konkurentów, których życiorysy sięgają okresów rządów zależnych lub lewicowych. Otwarty zarzut złodziejstwa trzeba obecnie używać ostrożnie, ponieważ traci na aktualności, wobec większych osiągnięć w tym zakresie działaczy późniejszych rządów, o – statutowo i propagandowo – całkowicie nielewicowym profilu.

LGBT

Skrót trudnej do zapamiętania nazwy grup ludzi, którzy ukrywają się w formalnie istniejących stowarzyszeniach, ale jednocześnie tworzą ogromną podziemną organizację, wrogo nastawiona wobec Zjednoczonej Prawicy. Ludzie ci często mają nienormatywne, (czyli nienormalne) upodobania seksualne, lubią się bawić i kolorowo ubierać, zamiast w skromnym odzieniu oddawać się bez reszty pracy nad wzrostem dobrobytu. pobożności i patriotyzmu ludności kraju. Ich sztandarami są nieestetyczne płachty w kolorach tęczy (patrz stosowne hasło).

Neomarksizm

Nowoczesny marksizm, czyli odczytywanie dzieł Karola Marksa w sposób dostosowany do współczesnych warunków pracy i tworzenia kapitału. Trzeba z góry założyć, że jest to niesłuszne i szkodliwe tak samo, jak wymaganie od studentów ekonomii w niektórych krajach zachodniej Europy, aby czytali te dzieła i zdawali egzaminy z ich znajomości. Znacznie bezpieczniejsze dla młodzieży jest poznawanie historii rozwoju koncepcji ekonomicznych, prezentowanej w zróżnicowanych programach kształcenia i dyskusjach, prowadzonych w państwowej, polskiej telewizji.

Neokomunizm

Teoretycznie – ideologia komunistyczna dostosowania do zmienionej w XX i XXI wieku sytuacji w relacjach pracobiorców i pracodawców, w funkcjonowaniu rynku i tworzeniu kapitału. Zaleca się jednak aktywistom prawicy tłumaczenie mniej wykształconej części społeczeństwa, że są to niebezpieczne próby powrotu do komunizmu, który należy identyfikować z okresem istnienia PRL. Będą małe zarobki i tylko ocet na rynku. Bardziej wykształconym można jednak tłumaczyć, że trzeba unikać tego określenia przy omawianiu dążeń obecnych, prawicowych rządów, do koncentracji władzy, rezygnacji z jej częściowego wykonywania przez parlament i sądownictwo, kontroli mediów, stosowania ukrytych form cenzury i organizowania medialnych ataków na politycznych przeciwników.

Prawdziwy patriota

To obywatel Rzeczpospolitej, który zawsze podziela poglądy rządzącej prawicy i daje do zrozumienia, że nienawidzi lewicy. Powinien też mieć dziadka, pradziadka lub chociaż prawuja, który był żołnierzem wyklętym, albo przynajmniej kilka dni siedział w więzieniu komuny. Dowodem prawdziwości patriotyzmu jest także to, że stale walczy się z jakimś wrogiem. Kto jest aktualnie tym wrogiem, określa partia rządząca albo jej, zawsze nieomylny, prezes.

Patriota nieprawdziwy

Obywatel Rzeczpospolitej, który wprawdzie twierdzi, że jest patriotą, ale nie ma zalet wymienionych w haśle „Prawdziwy patriota”. Można go zidentyfikować także po nawet pobieżnym zapoznaniu się z jego życiorysem. Jest nieprawdziwy, jeśli był oficerem polskiego wojska w latach 1945 – 1990. Jest skrajnie nieprawdziwy, jeśli szlify oficerskie nosił w tzw. milicji obywatelskiej. Jest także nieprawdziwy, jeśli w tych latach był urzędnikiem centralnej administracji, członkiem jakiejkolwiek patii lub organizacji. Można mieć wątpliwości, co do szczerości jego patriotyzmu, jeśli chodził na pochody pierwszomajowe, śpiewał piosenki w rodzaju „Małe mieszkanko na Mariensztacie….” albo „Czerwony autobus przez ulice mego miasta mknie…”, wyjeżdżał na urlopy do krajów kontrolowanych przez ówczesny ZSRR.

Praca dla idei

Praca, którą powinni wykonywać inni za darmo albo za płacę minimalną. Hasło wyborcze niektórych prominentnych działaczy prawicy. Nie dotyczy twórców hasła i innych członków tej grupy. Ich praca dla idei powinna obejmować możliwie maksymalną ilość jednocześnie pełnionych i wysokopłatnych funkcji i stanowisk. Ich zadaniem ideowym na tych stanowiskach jest nieustanne powtarzanie haseł prawicy i tłumaczenie pracownikom, jakie szczęście ich spotkało, że mogą żyć pod jej rządami.

Tęcza

Denerwujące zjawisko atmosferyczne w postaci widocznej na horyzoncie półkolistej taśmy (łuku) w kilku kolorach – czerwonym, pomarańczowym, żółtym, zielonym, niebieskim, indygo i fioletowym. Takie same kolory zastosowano na sztandarach i propagandowych plakatach ludzi wyznających ideologię LGBT (patrz stosowne hasło). Prokuratura b będzie zapewne badać słuszność podejrzenia, że w niebiańskim sztabie Świętego Piotra ukrywają się duchy zwolenników tej bezbożnej ideologii, które nie dopuszczają do zmiany kolorów tęczy atmosferycznej tylko na biały i czerwony.

Zdradziecka morda

Pieszczotliwa forma określenia przyjaciela(ciółki) zbliżona do określeń w rodzaju „mordeczka kochana, „morduchna” albo „moja ty mordo”. Powinna być używana ostrożnie, bo można ją mylić także z nieprzyjaznymi określeniami w rodzaju „ach ty w mordę j….”

Przymiotnikowe podkreślenie, że w tym przypadku chodzi też o zdradę, nasuwa przypuszczenie, że może to być zdrada jakiejś tajemnicy albo zdrada o charakterze uczuciowo – seksualnym. Publiczne użycie takiego określenia może świadczyć o zakorzenionym uczuciu zazdrości o dobra materialne, jak np. o lepszy samochód, bardziej wiernego psa czy ładniejszego kota.

Związek partnerski

Bliskie relacje łączące dwoje ludzi o odmiennej płci, którzy nie dojrzeli do zawarcia świętego związku małżeńskiego. Zwalczane przez prawicę i niedopuszczalne moralnie jest rozszerzanie takich związków na relacje dwóch osób o takiej samej płci. Takie postępowanie sprzyja rozwojowi tajnych struktur LGBT (patrz stosowne hasło), jest niebezpieczne dla stabilności państwa i grozi dalszym spadkiem przyrostu naturalnego. Należy jednak starannie oddzielać takie związki, od trwałych, męskich przyjaźni widocznych zwłaszcza w organizowaniu wspólnych wyjazdów urlopowych. Zwłaszcza takich, w których wysoki i silny mężczyzna chroni mniejszego i słabszego.

Więcej kasy dla o. Rydzyka

Centrum Ochrony Praw Chrześcijan (COPC) – powołane do życia przez fundację Tadeusza Rydzyka – będzie dysponowało milionami przekazanymi przez resort Zbigniewa Ziobry.

COPC to instytucja powołana przez Fundację Lux Veritatis, której założycielem jest obrotny zakonnik Tadeusz Rydzyk. To, jak wynika ze strony internetowej COPC, „odpowiedź na falę dyskryminacji religijnej pojawiającej się na świecie i w Polsce. Naszym celem jest angażowanie się w obronę jednostek pokrzywdzonych i środowisk zagrożonych prześladowaniem”. Realizuje swe zadania poprzez informację i edukację, prowadzenie kampanii społecznych i medialnych, udzielanie bezpłatnej pomocy prawnej i i porad obywatelskich oraz prowadzenie badań na temat prześladowań chrześcijan w Polsce i na świecie.

Na to wszystko, jak informuje oko.press, pieniądze popłyną z Funduszu Sprawiedliwości, nadzorowanego przez ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego w jednym – Zbigniewa Ziobrę, a przeznaczonego na pomoc dla ofiar przestępstw. Centrum niespecjalnie się z tym kryje, pisząc otwarcie, że „działalność jest współfinansowana ze środków Funduszu Sprawiedliwości, którego dysponentem jest Minister Sprawiedliwości”.

Portal oko.press zadał sobie trud, by policzyć, że skoro w ostatnim kwartale przekazano milion złotych, a datki przekazywane są w kwartalnych właśnie transzach, to na konto COPC trafiają miliony złotych, o które wnioskowało Centrum (dokładnie 7 milionów).

Czemu pieniądze z państwowej instytucji, jaką jest ministerstwo sprawiedliwości, mają trafić do rąk jednoznacznie religijnej instytucji i czemu mają być przeznaczone na ochronę przed prześladowaniami chrześcijan na całym świecie, choć w Polsce pomoc ofiarom przestępstw wciąż kuleje? Pytanie raczej retoryczne. Wiadomo za to, jak Centrum Tadeusza Rydzyka ma bronić „prześladowanych” chrześcijan w Polsce. Sądząc po wpisach na profilu na Facebooku będzie zajmować się donoszeniem, gdzie i na jakiej demonstracji naruszono, oczywiście w mniemaniu działaczy Centrum, prawa chrześcijan i wnioskować o zastosowanie zapisów kodeksu karnego.

Święto ludowej lewicy

Doroczne obchody bitwy 3 Brygady Armii Ludowej pod Ewiną to szczególne wydarzenie. Szkoda, że niedoceniane przez lewicowych liderów, bo mogłoby być wzorem tego, jak „komunikować się z ludem”.

Kilkaset osób, które zbiera się gdzieś w leśnej głuszy, aby świętować zwycięską bitwę komunistycznej partyzantki to dowód, że „jednak można”. Jaki jest pomysł na ten sukces? W sumie nic odkrywczego. Prawica, z PiS na czele, takich imprez organizuje multum. Jest oficjalna uroczystość z udziałem lokalnych dygnitarzy, składanie wieńców pod pomnikiem, poczty sztandarowe, przemówienia, odznaczenia itd. Ale potem zaczyna się ludowy, wiejski festyn. Z piwem, kiełbaskami, grochówką ze strażackiego kotła, ogniskiem, występami zespołów folklorystycznych, militarnymi gadżetami, które przyciągają uwagę dzieciaków. Przaśny styl może razić estetykę wielkomiejskiego hipstera, który nadaje dziś ton na lewicy, ale… to działa.

Uroczystości rocznicowe bitwy pod Ewiną to tradycja wielu dziesięcioleci. Już w 1948 roku odsłonięto tam pierwszy pomnik na grobie trzynastu poległych partyzantów. Od dziesięciu lat obchody organizuje organizacja powiatowa SLD w Radomsku. Oczywiście, można studzić entuzjazm przypominając, że powodzenie ewińskiej imprezy nie przekłada się na jakieś nadzwyczajne sukcesy wyborcze lewicowych ugrupowań na tym terenie. SLD faktycznie dostaje w powiecie radomszczańskim niezbyt oszałamiające 8-10 procent głosów. Z drugiej strony: czy to jest naprawdę zły wynik w niezamożnych wiejskich gminach, w obliczu idącego jak walec przez polską wieś „socjalnego” PiS-u? Zresztą – najbardziej udana, konsekwentnie od lat realizowana, ale jednak odbywająca się raz do roku impreza nie zastąpi innych form codziennej pracy z wyborcami.

Bardziej istotne jest jednak to, że walka jednak nie toczy się tylko o doraźny efekt wyborczy, ale o długofalowy wpływ na świadomość społeczną. W czasach, gdy prawicowy hegemon ideologiczny kreuje w społeczeństwie mit antykomunistycznego podziemia zbrojnego jako wzór postawy patriotycznej, uczestnicy obchodów w Ewinie dowiadują się, że oprócz „wyklętych” czy AK istniała też w Polsce lewicowa formacja partyzancka – Armia Ludowa. I że była to poważna siła militarna, która potrafiła toczyć wielkie i do tego zwycięskie bitwy z Wehrmachtem. To bój o świadomość historyczną, a w konsekwencji polityczną, Polaków. Od takich lokalnych wydarzeń, przypominania, jak wyglądała historia wojny w mikroskali, mogłoby zacząć się odkłamywanie „wielkich narracji” nacjonalistycznych.
Tym bardziej szkoda, że nie do końca wykorzystany jest potencjał tego wydarzenia. To jednak zarzut nie tylko pod adresem organizatorów, ale generalnie środowisk lewicowych. Rzuca się w oczy brak stoisk partii czy organizacji społecznych lewicy, z wyjątkiem inscenizacji stowarzyszenia „Historia Czerwona”. Nie ma lewicowych wydawców czy bukinistów, co jest standardem na prawicowych imprezach tego typu. Zbyt mało akcentowany jest także społecznie postępowy charakter walki oddziałów Armii Ludowej. Nacisk w wystąpieniach kładziony jest na jej walkę o wolną i suwerenną Polskę. Bez słowa o ideach sprawiedliwości społecznej czy programie demokratycznych, socjalistycznych przekształceń.

Zadanie skuteczniej walki o odbicie z rąk PiS-u wiejskiego i małomiasteczkowego elektoratu to nie tylko kwestia odwołań do historii. To także wyzwanie wypracowania atrakcyjnej dla nich i przekonującej oferty programowej. Ludowy festyn to jedynie pierwszy, choć ważny krok.

Znowu wrze na Śląsku

Górnicze związki dały Mateuszowi Morawieckiemu tydzień na podjęcie rozmów z pracownikami o przyszłości kopalń i węgla. Premier milczał, więc górnicy zaczęli strajkować, wybierając przy tym ekstremalną formę protestu.

21 września ponad 65 górników nie wyjechało na powierzchnię po zakończonej porannej zmianie w kopalniach Ruda (ruchy Halemba i Pokój) oraz Wujek. Rozpoczęli podziemny strajk, zanim jeszcze kierownictwa związków zawodowych ogłosiły, jak zareagują na milczenie premiera w sprawie Śląska, węgla i ich miejsc pracy.

Radykalne akcje

– Podziemne strajki są najbardziej skrajną i niebezpieczną formą protestu, jaką można było wybrać. Na dole panują ekstremalnie trudne warunki, m.in. duża wilgotność i temperatura – tłumaczył potem na konferencji prasowej Bogusław Ziętek, przewodniczący związku zawodowego Sierpień 80. – Górnicy muszą być na bieżąco monitorowani przez lekarzy. Taki protest to także ogromne obciążenie psychiczne dla górników. Jestem pełen podziwu dla tych osób, które się na to zdecydowały.

Dominik Kolorz, przewodniczący „Solidarności” na Śląsku i w Zagłębiu Dąbrowskim dodał, że do podziemnych strajków mogą dołączyć załogi kolejnych kopalń, a radykalne akcje protestacyjne obejmą, jak w 2015 r., cały region. W najbliższy piątek (25 września) szykowana jest manifestacja w Rudzie Śląskiej, mieście, gdzie znajduje się kopalnia Ruda i które, jak podkreślił Kolorz, w razie jej likwidacji będzie skazane na strukturalne bezrobocie na wielką skalę.

Oszukani

Górnicy są wściekli na rząd, bo ten najpierw zapewniał ich o znaczeniu węgla i kopalń dla polskiej energetyki, przekonywał, że do 2060 r. nic się na Śląsku i w Zagłębiu nie zmieni, by potem w strategii „Polityka energetyczna Polski do 2040 roku” przedstawić zgoła inną wizję. W związku z unijnymi oczekiwaniami co do walki z ociepleniem klimatu w „Polityce…” zapisano, iż udział węgla w polskim miksie energetycznym radykalnie spadnie. W 2040 r. miałby on wynosić 28 proc., a w razie wzrostu cen w europejskim systemie handlu emisjami – nawet 11 proc.

To oznacza likwidację kopalń w bliskiej perspektywie czasowej, bez planu, czym zastąpić zapewniane dziś przez górnictwo miejsca pracy. Kopalnia Ruda byłaby jedną z pierwszych do zamknięcia – takie informacje podawane były kilka miesięcy temu, wtedy jednak rząd je dementował. W dodatku na zaopiniowanie dokumentu Morawiecki z rządem dali górnikom 24 godziny.

Związkowcy powołali wspólny komitet strajkowy i zapowiedzieli, że do 21 września czekają na Mateusza Morawieckiego na Śląsku. Premier nie przyjechał, zaś wicepremier Jacek Sasin dodatkowo skarcił robotników.
– Niedobrą metodą jest zmuszanie pana premiera do siadania do rozmów w sytuacji szantażu, że albo przyjeżdża, albo robimy strajk. Liczę na rozsądek strony związkowej. Protesty dziś nic nie dadzą, nie odwrócą trendów – oznajmił Sasin 21 września na antenie Radia ZET, dodatkowo zarzucając górnikom, że swoją postawą wręcz utrudnią ratowanie branży.

Chcą przemyślanego planu

– Transformacja górnictwa i energetyki powinna być rozłożona na wiele lat i wymaga specjalnych programów, dających nowe miejsca pracy. Jesteśmy wielce zaniepokojeni brakiem systemowych planów dla energetyki i, w konsekwencji, dla górnictwa, bez których nie możemy być pewni zapotrzebowania na wydobycie węgla. Zwracamy też uwagę na potrzebę stworzenia programów restrukturyzacji dla wszystkich środowisk górniczych w Polsce, nie pomijając Lubelszczyzny i regionów wydobycia węgla brunatnego – czytamy w stanowisku związków zawodowych działających w kopalni Bogdanka, solidaryzujących się z górnikami z Zagłębia i ze Śląska.

Właśnie brak planów restrukturyzacyjnych i pomysłów na zagospodarowanie ludzi, którzy pozostaną bez pracy po zamknięciu kopalń, wyjątkowo oburza związki. Górnicy doskonale pamiętają, co działo się podczas transformacji po zamykaniu wielkich zakładów np. w Wałbrzychu. Nie chcą powtórki. O to, by podobna tragedia się nie zdarzyła, walczy również sejmowa Lewica.

– Brak wieloletniego planu restrukturyzacji górnictwa i szerzej transformacji energetycznej to nie tylko pogardliwe traktowanie ludzi, którzy nie wiedzą czy za rok czy dwa będą mieli pracę, więc trudno się im dziwić, że obawiają się dekarbonizacji i protestują przeciwko zmianom. Zamykanie kopalń bez planu to także ogromne marnotrawstwo pieniędzy, sprzętu i zasobów naturalnych. Ogromne tereny po zamkniętych kopalniach, często z doskonałą infrastrukturą, leżą odłogiem, bo zamyka się kopalnie bez żadnego planu, jak wykorzystać ten teren – ostrzegał jeszcze w sierpniu poseł Maciej Konieczny z Lewicy. – Brak wieloletniego planu powoduje, że nie można racjonalnie zarządzać sprzętem i ludźmi tak, żeby pracujące kopalnie przynosiły jak największy zysk. Skala tego marnotrawstwa jest wprost niewyobrażalna – pisał.

Bezprawność i bezprawie

Szewc Fabisiak rozróżnia te dwa pojęcia uważając, że bezprawność polega na podejmowaniu działań niezgodnych z prawem natomiast bezprawie oznacza wprowadzanie w życie takich aktów prawnych, które są niezgodne z obowiązującym prawem.

Przykładów działań bezprawnych namnożyło się w ostatnich latach aż tyle, że na wymienienie wszystkich z nich mogłoby nie starczyć łamów Trybuny. Szewc Fabisiak przypomina, że początek tej dobrej zmianie dały dwie decyzje prezydenta a mianowicie ułaskawienie Mariusza Kamińskiego przed wydaniem przez sąd prawomocnego wytoku oraz zaprzysiężenie wybranych z naruszeniem prawa sędziów Trybunału Konstytucyjnego. I później potoczyła się lawina, która wartko toczy się dalej.

Ostatnio dzięki orzeczeniu warszawskiego Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego na forum publiczne powróciła sprawa prezydenckich wyborów korespondencyjnych. Sąd uznał, że decyzja premiera zobowiązująca Pocztę Polską do przygotowania wyborów prezydenckich w trybie korespondencyjnym w rażący sposób naruszyła prawo. Jak można było przewidywać, orzeczenie sądu nie znalazło zrozumienia w czołowej partii rządzącej w odróżnieniu od jej koalicyjnych partnerów. Doszli oni bowiem do wniosku, że prawo ma być równe dla wszystkich wyłamując się tym samym z koalicyjnych kanonów. Jest to racjonalne z ich punktu widzenia, gdyż, jak zauważa szewc Fabisiak, głupotą byłoby branie na siebie współodpowiedzialności za nieswoje decyzje i działania. Zwłaszcza, że to w końcu Jarosław Gowin uratował obóz rządzący przed wyborczą kompromitacją. Swoje wygrał też Zbigniew Ziobro bynajmniej nie dlatego, iżby miałby być konsekwentnym zwolennikiem równości wobec prawa, lecz z tego powodu, że wyczuł tu okazję aby zyskać dodatkowy mocny punkt w rywalizacji z premierem Morawieckim.

Pisowscy idą jednak w zaparte powtarzając po raz kolejny, że rząd działał w warunkach wyższej konieczności spowodowanej wirusową epidemią. Szewc Fabisiak uważa jednak, że taka argumentacja nie trzyma się przysłowiowej kupy. Mogłaby ona mieć jakiś tam ślad uzasadnienia, gdyby wprowadzono w kraju stan nadzwyczajny dający władzy uprawnienie do podejmowania różnych niekiedy dziwnych decyzji. Jednak przed wprowadzeniem takiego stanu partia PiS broniła się wszystkimi kończynami zdając sobie sprawę z tego, że majowe wybory stwarzają największą szansę na ponowny wybór Andrzeja Dudy być może nawet w pierwszej turze. Orzeczenie sądu jak również opór koalicjantów zmusiły PiS do wycofania się z bezprawnej ustawy o bezkarności. Bezprawnej, gdyż w Polsce póki co obowiązuje zasada, iż prawo nie działa wstecz w związku z tym każdy, kto podejmuje niezgodne z prawem decyzje i działania musi liczyć się z konsekwencjami a nie oczekiwać tego, że po fakcie zostanie uniewinniony.

Inną normą, która powinna być przestrzegana w państwie szanującym swoje własne prawo jest ochrona praw nabytych. Normę tę złamano w przypadku tzw. ustawy dezubekizacyjnej. Była ona powszechnie krytykowana za to, że kieruje się zasadą odpowiedzialności zbiorowej. Zwrócił na to uwagę również Sąd Najwyższy uznając, że każdy przypadek umniejszania świadczeń emerytalnych należy rozpatrywać indywidualnie. Jednakże zdaniem szewca Fabisiaka nie tu tkwi istota problemu. Jak twierdzi, to kto pełnił jaką funkcję i jakich dopuszczał się czynów nie powinno w żaden sposób wiązać się z wysokością emerytury czy renty. Są to bowiem dwa odrębne byty prawne. Jeśli ktoś w przeszłości popełnił jakiś czyn niezgodny z prawem, to powinien za to odpowiadać przed niezawisłym i bezstronnym sądem a emerytura nie ma nic do tego. Jednak osoby ogarnięte antykomunizacyjnym amokiem widzą w tej niedoszłej ustawie przejaw sprawiedliwości dziejowej. Typowym przykładem takiej argumentacji może być wypowiedź jaką w emitowanym w TVP info Studiu Polska udzielił jego stały uczestnik pan Adam Borowski. Stwierdził on mianowicie, iż działające w PRL służby specjalne pracowały na rzecz obcego mocarstwa. Idąc śladem tej absurdalnej logiki należałoby poobcinać emerytury i renty również kadrze zawodowej wojska a idąc dalej także pracownikom państwowej, bo przecież podległej ZSRR administracji. Chyba, że wojsko oraz administracja było wyjęte spod sowieckiej okupacyjnej kontroli co z kolei nijak nie przystaje do teorii o całkowitej podległości Moskwie. Oba omawiane powyżej gnioty prawne są dowodem na bezprawność i bezprawie, które na szczęście udało się zahamować dzięki interwencji sądów – podsumowuje swoje spostrzeżenia szewc Fabisiak.

Bigos tygodniowy

Jak tu przyrządzać kolejny bigos, skoro od zeszłego czwartku w polityce trwa takie bigosowanie, że to, co jako tako ogarniemy przed południem, diametralnie zmienia się przed wieczorem, a następnego ranka budzimy się w jeszcze nowszej rzeczywistości? Ustawa o prawach zwierząt została uchwalona przez Sejm głosami większości PiS, Koalicji Obywatelskiej i Lewicy i teraz pójdzie do Senatu, ale jest ona tylko wycinkiem, elementem dużo bardziej skomplikowanej konstrukcji, bardzo trudnej do bieżącego rozpoznania. Mimo tego spróbujmy kilka spraw – na ile to możliwe – poznawczo uporządkować, choć tak naprawdę przede wszystkim wokół nich pospekulować. W szczerość pozytywnych, serdecznych intencji Jarosława Kaczyńskiego w stosunku do zwierząt wypada wierzyć, bo są one powszechnie znane z dawien dawna. Nie eliminuje to jednak przypuszczenia, że uznał on, iż projekt ustawy o prawach zwierząt można wykorzystać także, w pakiecie, dla celów politycznych, wewnątrzkoalicyjnych. Czy doszedł do tego wniosku spontanicznie, czy było to efektem wcześniejszych przygotowań – tego nie sposób sprawdzić. Nie ma to jednak zasadniczego znaczenia, bo sprawny polityczny taktyk może i planować, i wykorzystywać nadarzające się niespodziewanie okazje. Jedna z możliwych hipotez może być taka, że Kaczyński miał już dosyć pychy i samowoli Ziobry, tego samego, który kiedyś już się zbuntował i którego mimo to, jako syna marnotrawnego, przyjął ponownie na swoje łono. Może Kaczyński uznał, że po raz drugi warcholstwa Ziobry nie zniesie i chce się pozbyć z rządu toksycznego, kłopotliwego partnera? Przy okazji, na progu nowego sezonu politycznego, nadarzyła mu się okazja do przeprowadzenia praktycznego testu na spoistość koalicji z Ziobrem i Gowinem, okazja do uporządkowania przedpola, by uniknąć kłopotów w przyszłości, pozbycia się nielojalnych i wszelkiej potencjalnej „piątej kolumny”, tych co trzeba wyrzucić, tych co trzeba ze sobą związać. Dotyczyłoby to oczywiście także Gowina, który zbuntował się w maju w sprawie wyborów. Nie sądzę, by sprzeczna z zasadą prawdopodobieństwa była też hipnoza, że Kaczyński wziął pod uwagę wariant samodzielnego pójścia PiS do przedterminowych wyborów, bez wzięcia na listy gowinowców i ziobrystów, by się ich przy okazji raz na zawsze pozbyć, jako że mają nikłe szanse na samodzielne wejście do parlamentu. W nowej konstelacji politycznej, po wyborach prezydenckich, jest to ryzykowne i mogłoby się skończyć utratą władzy, ale i to może Kaczyński zwekslować na swoją korzyść. Jak to możliwe? Ano tak, że nadciąga ciężki kryzys gospodarczy i rząd PiS musiałby się z nim skonfrontować przy słabym prawdopodobieństwie sprostaniu mu. Nie miałby już w ręku swojego najważniejszego atutu – świadczeń do rozdawania, ale to i tak byłby chyba najmniejszy z nadciągających problemów. W takiej sytuacji oddanie władzy rządowi wyłonionemu z opozycji byłoby pozbyciem się parzącego dłoń kartofla i przekazanie go rywalom. Bo o ile PiS, wspomagane przez koniunkturę gospodarczą, rządziło przez pięć lat w warunkach komfortowych i ze swoim prezydentem w gotowości z długopisem w dłoni, o tyle rząd niepisowski stanąłby na wejściu oko w oko z kryzysem, silną opozycją PiS i reszty prawicy (nawet gdyby do parlamentu nie weszli gowinowcy i ziobryści, to raczej wejdą i to wzmocnieni, konfederaci) oraz nieprzychylnym prezydentem, który w nowej sytuacji będzie odrzucał ustawę po ustawie i faktycznie zablokuje zarówno rządzenie bieżące jak i próby robienia porządków po rządach PiS. W tych spekulacjach nie można też nie uwzględnić projektu tzw. ustawy bezkarnościowej, która powszechnie sytuowana jest w polu ostrego konfliktu między Ziobrą a Morawieckim. Opór Ziobry przeciw niej interpretowany jest jako chęć zatopienia rywala, który ma na koncie delikty prawne wytknięte mu w niedawnym wyroku WSA. W tej sytuacji Kaczyński, który wspiera Matousza i chyba widzi w nim sukcesora w roli szefa obozu politycznego, ma dwa wyjścia – albo przeforsować ustawę bezkarnościową, albo pozbyć się Ziobra. To tyle póki co spekulacji, które i tak są bardzo utrudnione przez skomplikowanie materii i liczbę mogących odgrywać rolę czynników. Trudno zbudować z nich jakiś spójny obraz, zgrabnie dopasować liczne elementy tej układanki i cokolwiek uznać tu za pewnik. Wydaje się jednak, że w perspektywie przyszłości, tak potężne zawirowania w łonie tzw. Zjednoczonej Prawicy raczej nie sprzyjają jej wzmocnieniu, lecz przeciwnie. I że jest ona raczej na drodze ku utracie władzy (choć to droga jeszcze raczej długa) niż na drodze do jej utrwalenia. I że raczej są sygnałem, nierychłego co prawda, ale jednak zmierzchu hegemonii szeroko rozumianej prawicy na polskiej scenie politycznej. Jej toczona z uporem i intensywnością, wydawałoby się, godnym lepszej sprawy, z tzw. ideologią LGBT i rewolucją kulturową jest być może w mniejszym stopniu próbą umacniania obecnie sprawowanej władzy, a w stopniu większym pierwszym etapem pozycjonowania się w roli przyszłej opozycji.


Francja w uznaniu zasług i zaangażowania na rzecz wolności i praw człowieka przyznała Adamowi Bodnarowi byłemu Rzecznikowi Praw Obywatelskich Order Legii Honorowej. W dniu 17 września 2020r. insygnia odznaczenia wręczył Adamowi Bodnarowi ambasador Frederic Billet. Bigos tygodniowy serdecznie gratuluje Adamowi Bodnarowi, mając świadomość, że najtrudniej być prorokiem we własnym kraju.


W minionym tygodniu Parlament Europejski przyjął Rezolucję w sprawie praworządności w Polsce. Rezolucja zawiera 60 uwag odnośnie przestrzegania, a właściwie nieprzestrzegania zasad państwa prawa i apel o powiązanie ich przestrzegania z mechanizmem przyznawania środków unijnych. Teraz chodzi o to, żeby Europa zaczęła wprowadzać swoje zapowiedzi w życie.


Nad i tak ograniczone prawa kobiet w Polsce po raz kolejny nadciągają czarne chmury. Na 22 października 2020r. na godzinę 11.00 wyznaczone zostało posiedzenie tzw. Trybunału Konstytucyjnego, który – mówiąc najkrócej i najprościej – zdecyduje, czy aborcja tzw. eugeniczna jest zgodna z konstytucją. Jeśli orzeknie, że nie, zezwalający na nią przepis zostanie automatycznie wykreślony z ustawy antyborcyjnej. Do tej pory wniosek posłów PiS był trzymany w TK jak zamrażarce, jak wieść głosiła, na życzenie Prezesa. Czyżby zmienił zdanie i przychylił się do planu radykalnego zaostrzenia prawa do aborcji? W każdym razie za miesiąc dojdzie zapewne do nowej fali masowych, Czarnych Protestów, jak te z października 2016 roku. Już pojawił się w internecie plakat Strajku Kobiet w tej sprawie. Wydaje się jednak, że z różnych powodów zagrożenie dla praw kobiet jest tym razem groźniejsze niż cztery lata temu.


Byle pretekst posłużył władzy, aby nasłać o 6:30 rano CBA na dom sędziego Beaty Morawiec. Wiadomo – naraziła się Ziobru i jest jedną z najbardziej znanych twarzy walki o praworządność.

O polityce fiskalnej

Polityka fiskalna w swojej istocie jest jedną z najważniejszych (obok polityki monetarnej i polityki kursu walutowego) narzędzi wpływających na procesy makroekonomiczne.

Polityka fiskalna jest procesem kształtującym wydatki publiczne oraz podatki w celu zapewnienia tendencji wzrostowej gospodarki, wpływania na zatrudnienie, niwelowanie nierówności ekonomicznych oraz łagodzenia cyklu koniunkturalnego. Do automatycznych stabilizatorów koniunktury zaliczamy progresywne opodatkowanie dochodów i system transferów socjalnych, do aktywnej – działania państwa takie jak: roboty publiczne, inwestycje, transfery socjalne i prowadzenie polityki pełnego zatrudnienia (lub niwelowania bezrobocia). Sama polityka monetarna nie wpływa znacząco na konsekwencje kryzysu, choć potrafi niwelować skutki recesji przez np. luzowanie ilościowe. Polega ono na zwiększaniu podaży pieniądza w obiegu za pomocą obniżki stóp procentowych, co zwiększy chęć jednostek do zaciągania kredytów. W rezultacie spadku stóp procentowych więcej pieniędzy, ceteris paribus, wchłonie preferencja płynności wynikająca z motywu transakcyjnego. Nie stworzy to jednak presji inflacyjnej, o podaży pieniądza decydują banki komercyjne. Bank Centralny jedynie zwiększa kapitał płynnościowy bankom komercyjnym. Tylko pieniądz wydany może spowodować presję inflacyjną. Spadek stopy procentowej przyczynia się do wzrostu dochodu społecznego, ilość pieniędzy w obiegu zwiększy się proporcjonalnie ze wzrostem dochodu. Jednak polityka fiskalna w sposób bezpośredni potrafi wpłynąć na sytuację gospodarczą, co tłumaczy nam podstawową rzecz – wahania polityki fiskalnej są zdecydowanie większe od wahań stóp procentowych. Jeżeli dochody zachęcają jednostkę do oszczędzania, to ma tu znaczenie polityka fiskalna. Podatek dochodowy powinien szczególnie obejmować zyski inne niż z pracy, np. zyski od kapitału, podatek spadkowy itd. Wzrost skłonności do konsumpcji wynika z silnej polityki fiskalnej niwelującej nierównomierny podział dochodu.

Jaka jest korelacja popytu efektywnego i polityki fiskalnej?

Popyt efektywny jest wyznaczony przez punkt funkcji zagregowanego popytu, w którym popyt staje się efektywny. Przy danych warunkach podaży odpowiada on poziomowi zatrudnienia, przy którym zysk przedsiębiorstw osiąga maksimum. Wysokość popytu efektywnego wynika ze skłonności do konsumpcji i stopy nowych inwestycji, które łącznie decydują o wielkości zatrudnienia, a ta wyznacza poziom płac realnych. Jeżeli skłonność do konsumpcji i inwestycje nie stwarzają dostatecznego popytu efektywnego, to faktyczny poziom zatrudnienia będzie niższy od podaży siły roboczej przy bieżącej płacy realnej. Aby wpłynąć na popyt efektywny, należy wpłynąć na skłonność do konsumpcji i dochód rozporządzalny, czego najlepszym narzędziem będzie polityka fiskalna. Poprzez zwiększenie dochodu rozporządzalnego jednostek zwiększamy konsumpcję, która powoduje wzrost skłonności do konsumpcji. Dochód realny zależy całkowicie od przewidywania przyszłego popytu efektywnego w zestawieniu z przyszłymi warunkami podaży, jeżeli oszczędzanie nie przyczynia się do poprawy przewidywanej dochodowości – nie przyczyni się do zwiększenia inwestycji. Celem aktywnej polityki fiskalnej ma być zwiększenie dochodu rozporządzalnego jednostek, aby poprawić stan popytu efektywnego, dlatego należy „pompować” pieniądze, czyli łagodzić popyt na pieniądz społeczeństw o największej skłonności do konsumpcji. Społeczeństwa zamożne stanowią grupę ludzi o największej skłonności do oszczędzania – osłabiając potencjał produkcyjny. Społeczeństwa zamożniejsze są na ogół bardziej rozpięte między produkcją faktyczną a produkcją potencjalną. Mniej zamożne społeczeństwo jest skłonne do konsumpcji większej części swej produkcji i do pełnego zatrudnienia wystarczą niewielkie inwestycje. Społeczeństwo zamożniejsze musi szukać więcej możliwości inwestycyjnych, aby oszczędzanie zamożnej części społeczeństwa szło w parze z zatrudnieniem biedniejszych.

Państwo realizując politykę stabilnego budżetu, osłabiania polityki fiskalnej (co szczególnie jest błędem na czas kryzysu, kiedy jest jawna potrzeba zachowania płynności obiegu okrężnego nawet kosztem rosnącego deficytu) musi doprowadzić do rosnących nierówności ekonomicznych, co wpłynie negatywnie na popyt efektywny. Bieżącego popytu na konsumpcję nie zastępuje popyt na konsumpcję w przyszłości – oszczędzanie tłumi działalność związaną z bieżącą konsumpcją nie ożywiając produkcji dla celów przyszłej konsumpcji.

Przy prowadzeniu aktywnej polityki fiskalnej nie grozi presja inflacyjna, jeżeli państwo wykorzystuje odpowiednie mechanizmy jak: progresja podatkowa (która „wypompowywałaby” pieniądze z rynku), kontrola cen i oczywiście wykorzystywanie niewykorzystanego potencjału produkcyjnego, przez co luka inflacyjna nie może się pojawić ze względu na domykanie luki popytowej. W przypadku wykorzystania w pełni potencjału produkcyjnego doprowadzimy do sytuacji pełnego zatrudnienia, natomiast hamowanie popytu efektywnego przez prowadzenie polityki zrównoważonego budżetu musi doprowadzić do hamowania zatrudnienia, a w efekcie spadku produkcji.

Model IS-LM

Efekty polityki fiskalnej można przedstawić za pomocą modelu IS-LM (Ekspansywna/restrykcyjna polityka fiskalna/monetarna), która jest przedstawiona na wykresie dwóch osi; poziomej – Y, czyli dochodu lub PKB, pionowej – i, czyli stopy procentowej. Sam model ma za zadanie opisywać różne kombinacje dochodu i stopy procentowej. IS (Investment/Saving equilibrium) opisuje krótkoterminową równowagę na rynku dóbr, natomiast LM stanowi preferencję płynności i podaż pieniądza (Liquidity/Money supply) oraz opisuję sytuację, gdy Bank Centralny prowadzi stały cel monetarny. Model IS-LM pokazuje nam, że najefektywniejszą taktyką jest jednoczesne prowadzenie ekspansji fiskalnej i monetarnej, które prowadzą do zwiększenia popytu globalnego a w efekcie wzrostu dochodu realnego, co wynika ze wzrostu wydatków rządowych. Politykę taką można przedstawić na wykresie, gdy krzywa LM przesuwa się w prawo i styka z IS2 (w punkcie wysuniętym najdalej na osi dochodu). Przesunięcie krzywej IS jest wynikiem ekspansywnej polityki fiskalnej, natomiast przesunięcie LM wynika z ekspansywnej polityki monetarnej.

Ekspansja fiskalna musi mieć konsekwencje w deficycie: on pozwala przeciwdziałać krótkookresowym spadkom aktywności gospodarczej. Dodatkowe wydatki po przekroczeniu równowagi budżetowej pozwalają na pozytywne efekty mnożnikowe, które przekładają się na wzrost zatrudnienia i produkcji. Spłata długu będzie możliwa dzięki wzrostowi PKB w długim okresie. Aby dokładnie zobrazować, od czego zależy dochód globalny, a właściwie PKB należy podać wzór: Y = C + I + G, w przypadku gospodarki otwartej musimy dodać do wzoru „X”, czyli eksport netto. Podsumowując, mamy wzór Y = C (konsumpcja) + I (inwestycje) + G (wydatki państwa) + X (eksport netto). W kwestii „terms of trade”, który jest wskaźnikiem pokazującym zmiany siły nabywczej eksportu i importu danego państwa, za pomocą polityki fiskalnej możemy zwiększać dochód pracowników nominalnie, co będzie miało korzystny wpływ na „terms of trade” (TT=IeIi, gdzie Ie – wskaźnik cen eksportu, Ii – wskaźnik cen importu), ze względu na wzrost wskaźnika cen eksportu. Tutaj należy się odwołać do ujemnej korelacji płacy realnej i zatrudnienia. Kiedy płace nominalne rosną – rośnie zatrudnienie, a tym samym produkcja.

Ubój rytualny i inne zbrodnie na rozumie

Polską scenę polityczną po raz kolejny rozpala kwestia uboju rytualnego, hodowli zwierząt futerkowych oraz stosunku do zwierząt. Stosunkami do ludzi czy może międzyludzkimi zajmują się u nas chyba tylko organizacje pozarządowe, np. Ordo Iuris oraz kościoły. Oczywiście najbardziej ten największy.

Ale wracajmy do naszego uboju. Patrząc całkiem na chłodno i nie bojąc się oskarżenia o cynizm (ps. polecam definicję filozoficzną a Diogenesa generalnie uwielbiam) muszę przyznać, że nie mogę tak całkiem potępić firm prowadzących ubój rytualny. W końcu to chyba tylko oni zarabiają na religii, i to w sumie chyba bardziej uczciwie od tych, którym dostarczają swoje wyroby. Im naprawdę religia się do czegoś przydaje.

To jednak nie zmienia mojej generalnej opinii, że ubój rytualny jest szkodliwym anachronizmem, jak zresztą wszystkie religijne rytuały. Nie jest może aż tak szkodliwy jak egzorcyzmy ale tym niemniej jest.

Hodowla zwierząt futerkowych nie jest co prawda zachowaniem rytualnym a tylko, jedynie, normalną działalnością gospodarczą opierającą się na wyzysku natury i żerowaniu na naiwnych klientach. Normalnie business as usual.

Konsensus polityczny, być może chwilowy, zmierza do uchwalenia zakazu hodowli zwierząt na futra. Termin jest nieco mylący bo hodowcy wykorzystują całe zwierzęta, futra idą do kuśnierza ale cała reszta ląduje nie na „smętarzu” ale w karmie dla zwierzaków. Tych naszych domowych ulubieńców. Taka karma.

Idę o zakład, że fermy zmienią nazwę z futrzarskich na mięsne. A futra staną się produktem ubocznym, tyle że jeszcze droższym. Jak kożuchy z baranów, pardon z owiec. Bogatych amatorów futer to podejrzewam nie ruszy. Płacą bo mają, a mają bo im się słusznie należy.

Rykoszetem oberwą jedynie profesorowie uczelniani i belwederscy bo kołnierze swoich tog będą musieli ozdabiać futrem bardziej sztucznym. Aczkolwiek do niektórych bardziej będzie ono pasować.

Oczywiście łatwiej jest zakazać pewnych form hodowli niż ustalić bardziej rygorystyczne zasady obchodzenia się ze zwierzętami hodowlanymi i pilnować ich przestrzegania.

Nasz kraj zresztą od dawna nie słynie z przestrzegania przepisów prawa, z zakazami zresztą włącznie. Generalnie nie jestem zwolennikiem noszenia futer nie tylko dlatego, że klimat się ociepla. Nigdy też nie nosiłem kożucha i w zasadzie nie widzę różnicy miedzy jednym a drugim okryciem wierzchnim. Nieprawdą jest jednak, żebym twierdził kiedykolwiek, że jedno noszą owce a drugie barany.

Jeśli jestem przeciwny, to wszystkim anachronicznym rytuałom z ubojem rytualnym na czele. Do zwierząt należy się odnosić bez zbędnej przemocy, i jeśli się już je hoduje i zjada, to należy zapewnić im stosunkowo najlepsze warunki.

A szczególnie należy dbać o zwierzęta z gatunku homo sapiens sapiens. Nawet jeśli nie zawsze myślą.

Ubój rytualny polega na uśmiercaniu zwierząt w rzeźniach bez wcześniejszego ogłuszania, w celu pozyskania mięsa koszernego lub halal. Pozyskane w ten sposób mięso spożywają wyznawcy islamu (halal) i judaizmu (kosher). Zwierzętom przecina się przełyk i arterie jednym cięciem przy użyciu specjalnego noża, odmawiając stosowną modlitwę. Zwierzę nie może zostać wcześniej pozbawione świadomości poprzez ogłuszenie jakąkolwiek z dostępnych metod.. Podczas koszernego uboju bydła we współczesnej ubojni stosuje się specjalne klatki do unieruchamiania zwierząt: Weinberg (czas w klatce: ok. 103,8 s, szamotanie się przed cięciem: ok. 11 s, liczba wokalizacji: ok. 4,6) lub ASPCA (czas w klatce: ok. 11 s, szamotanie się przed cięciem: ok. 1,2 s, liczba wokalizacji: ok. 0,3). Pierwsza z nich pozwala na obrócenie zwierzęcia na bok lub do góry nogami. W ustalonej przez klatkę pozycji następuje cięcie, po czym zwierzę jest wypuszczane, aby mogło się wykrwawić. Elementem łączącym ubój rytualny w islamie oraz judaizmie jest właśnie zakaz ogłuszania zwierzęcia przed zabiciem. Polska wołowina i drób eksportowane są m.in. do Turcji, Egiptu i na Bliski Wschód, w tym do Izraela (źródło: Wikipedia i inne)