Faszyzm nasz (nie)codzienny

Zbiegło się w czasie kilka wydarzeń różnej rangi, które razem jakoś wymusiły na mnie napisanie tego tekstu. Ot, taki doroczny dzień walki z depresją. Co roku urządzam sobie różne testy, z których wynika, że albo już mam, albo niedługo będę miał depresję. A ja sobie myślę, że to po prostu Polska, bo przecież w miarę normalnie funkcjonuję, robię to, co powinienem, a nawet zdarza mi się czasem przejawić jakąś nadzieję. Taki tam melancholiczny pesymizm, z którym się żyje i z którym się umiera, choć do karty zgonu wpisują coś innego.

W najnowszej „Polityce” Artur Domosławski opowiada Jackowi Żakowskiemu o swojej ostatniej książce: biografii Zygmunta Baumana. Na mój prywatny użytek nazwałbym profesora Baumana Tuwimem polskiej filozofii. Z Tuwimem łączyło go wiele, choć jednego rzuciło w czasie wojny na zachód, a drugiego na wschód. Jednemu i drugiemu odmawiano prawa do bycia Polakiem, jeden i drugi wykuwał swój los. Jeden i drugi chciał być Polakiem w Polsce takiej, jaka była po roku 1945. Tuwim nie dożył 1968 roku, być może na swoje szczęście. Bauman został wtedy wygnany ze swojej ojczyzny. Drugi raz wypędzono go w roku 2006. Pojawiła się oto propozycja, by na Uniwersytecie Warszawskim zorganizować uroczyste odnowienie doktoratu Zygmunta Baumana, wtedy już światowej sławy intelektualisty posiadającego tytuły doktora honoris causa. Komisja złożona z byłych i aktualnych rektorów jednomyślnie odmówiła zgody. Artur Domosławski sugeruje, że szacowne grono mogło zrobić na złość aktualnemu wicepremierowi Giertychowi z Ligi Polskich Rodzin, ale wolało wygnać Baumana po raz drugi. Wygnać filozofa, który przestał być komunistą, ale nigdy nie przestał być humanistą.

Domosławski stawia tezę, że jednym największych polskich problemów po transformacji jest antykomunizm polskiej inteligencji. Postawa ta uniemożliwia racjonalną dyskusję o historii i, chcąc nie chcąc, otwiera furtkę wszystkim odmianom antykomunizmu, z całą paletą różnych -izmów z faszyzmem włącznie. Jak wiadomo, nie ma lepszych antykomunistów niż faszyści – obojętne, czy ci z ONR, z NSZ, z Brygady Świętokrzyskiej czy… z IPN. Intrygujące jest to, że w ochronie faszystów i ich sympatyków przodują trzy instytucje: Instytut Pamięci Narodowej, Imperium Maryjne z Torunia i Katolicki Uniwersytet Lubelski. Chwilowo IPN uznał, że nie może się afiszować z hajlującym faszystą, pozostanie więc na etapie gloryfikowania Brygady Świętokrzyskiej. Oddział IPN we Wrocławiu został bez dyrektora. W Lubinie szepce się po kątach o na wpół tajnych komórkach FOS – Faszystowskiej Organizacji Studenckiej czy Twierdzy, zrzeszającej studentów KUL. Opierają się na zdrowych przedwojennych tradycjach – tradycjach ONR i OZ(o)N.

Do takich samych zdrowych idei, upowszechnianych przed wojną przez „Mały Dziennik” i całą rodzinę pism z Niepokalanowa, nawiązuje imperium medialne Ojca Rydzyka. Tak się przypadkiem składa, że notatka na temat „Małego Dziennika” jest w polskiej Wikipedii bardzo skąpa, a szkoda, bo materiał źródłowy zachował się w dużej ilości.

Na koniec informacja dobra albo zła. Tydzień temu ostatecznie zakończył się proces przeciw Robertowi Kolińskiemu o rzekome szkalowanie organizacji Elbląscy Patrioci oraz Obozu Narodowo-Radykalnego (ONR) poprzez publiczne nazywanie ich faszystami. Wniosek o kasację został odrzucony i wciąż jeszcze można, przynajmniej do nowego procesu, faszystów faszystami nazywać. Sąd spełnił życzenie Tuwima i swoim wyrokiem słowom naszym, zmienionym chytrze przez krętaczy, jedyność przywrócił i prawdziwość, prawo znowu prawo znaczy, a sprawiedliwość – sprawiedliwość… A faszyzm – faszyzm.

To taki bielszy odcień szarości w życiu naszym czerni.

Flaczki tygodnia

Zbrodnia kainowa w PiS. Zamordowano ukochanego tam Abla. Wybrańca, ulubieńca i politycznego syna pana prezesa Kaczyńskiego. „Nadzieję dla całej Polski”.

Zanim wskażemy Kaina, sprawcę tej politycznej zbrodni, pochylmy się nad jego ofiarą.
„Zupełnie niezwykłym człowiekiem, jeżeli chodzi o talent organizacyjny, dynamikę, łatwość podejmowania decyzji i to celnych decyzji, słusznych decyzji”, jak ocenił go pan prezes Kaczyński.
I kreśląc jego świetlaną przyszłość dodał „Ma ogromne możliwości, ma niezwykłą determinację i coś takiego, co daje pan Bóg, a co trudno zdefiniować. Aurę, która pozwala mu ludzi mobilizować, jednoczyć wokół jakiegoś celu”.

Rzeczywiście ten pomazaniec boży posiada życiorys idealnie pasujący do wzorców osobowych preferowanych i propagowanych dla młodzieży przez kaczystowstów.
Urodził się w niezamożnej rodzinie, z dala od wielkomiejskich elit. W młodości zmagał się z biedą i chorobliwym neurologicznym zespołem Tourette’a. Objawiającym się pobudliwością ruchową, nerwowymi tikami, powtarzanymi wyrazami. Takie dziecko zwykle jest wyśmiewane przez rówieśników i często odrzucane przez wstydzących się go dorosłych.
Trzeba było jego wielkiej determinacji i pracy nad sobą, aby pomimo takich dolegliwości zacząć sprawnie działać publicznie, a nawet pełnić funkcje przywódcze.

Karierę polityczną zaczynał jako wójt Pcimia. W polskiej, wielkomiejskiej tradycji „Pcim” to synonim prowincjonalnego zadupia. Wójt Pcimia to gorzej niż wójt Wąchocka. Bo w Wąchocku przynajmniej ludzie jaja sobie robią, a w stereotypowym Pcimiu ma być jak miało być w Białymstoku po pięciu kadencjach prezydentury Krzysztofa Kononowicza.

On jednak potrafił zrobić z Pcimia polityczną wartość. Kaczystowska „Dobra Zmiana” jest ruchem programowo anty elitarnym i anty wielkomiejskim. Chce stworzyć własne narodowo- katolickie elity. Wyższe moralnie i patriotycznie od skosmopolityzowanych, zeuropeizowanych i zliberalizowanych elit samorządowych związanych z Platformą Obywatelską.
Pan wójt Pcimia Daniel Obajtek miał być odtrutką na prezydentów Szczurka, Karnowskiego, Trzaskowskiego, Zdanowską.
Jego twarz ubrana w modne okulary i osadzona na cokole modnego garnitury miała być wizerunkowo przystojniejszą i bardziej światową nawet od znanego eleganta, kosmopolitycznego liberała, wiceprezydenta Warszawy Pawła Rabieja.

Tak jak pani Beata Szydło, z domu Kusińska, wdarła się do europejskiej polityki z fotela burmistrza Brzeszcze, aby zostać premierem IV PR, eurodeputowaną i przede wszystkim „Królową ludzkich serc”, tak i pan Daniel dostał od Partii, zwącej się dla oszukania wyborców „Prawem i Sprawiedliwością”, niezwykłą życiową szansę.
Sprawdzić się w biznesie. I to tym z najwyższej krajowej półki.

Wcześniej pan Daniel sprawdził się w biznesie lokalnym. Nie miał rodzinnego kapitału kulturowego i finansowego jak jego niektórzy rówieśnicy w kraju i za granica. Aby moc po raz pierwszy pracować na swoim, w branży granulatów, musiał wydymać swego wuja. Dymał go, jak niejeden polski biznesowy Janusz dymał swoich wspólników, niejeden dyma teraz, i niejeden dymać będzie.

Polska nie zna protestanckiej etyki pracy, zna jedynie katolicką, czyli zakłamaną. W Polsce oszukiwanie w biznesie nie przywarą, a czasem nawet jest cnotą. Skoro pan Daniel cwaniurko wydymał wuja, to znaczy, że ma kwalifikacje na prezesa narodowego czempiona, narodowego koncernu paliwowego.
Bo teraz może wydymać Litwina, Ruchala, a może i uda mu się wydymać nawet Dojczmana.

W kaczystowskiej wizji Nowego Ładu mieści się etyka grabienia. Oszukiwania partnera. Sam pan prezes Kaczyński publicznie umawiał się w Krynicy z premierem Orbanem na wydymanie „brukselskiej stajni”. Dla kaczystów nie ważne jest, że kradniesz. Ważne by grabić dla siebie, bo im się to złodziejstwo zwyczajnie należy. Ważne, by dzielić się zagrabionym z katolickim narodem. Zwłaszcza z Polakami najwyższego sorta, czyli elitami PiS.

Stare, ale nadal aktualne polityczne powiedzonka mówią; „Polityk jest jak mucha- łatwo go zabić gazetą”, „Polityk jest jak małpa- im wyżej na palmę wchodzi tym bardziej swą dupę odsłania”, no i „Polski polityk ma politycznych wrogów, śmiertelnych wrogów politycznych i kolegów z partii”.
Pan prezes Obajtek został trafiony gazetą kiedy wspinał się na szczyt politycznej palmy. Kiedy został kandydatem na premiera RP na miejsce pana Morawieckiego. I kiedy zapragnął wejść na rynek mediów.

Kompromitujące pana Objtka nagrania wypłynęły zapewne z prokuratury kontrolowanej przez pana ministra, prokuratora Ziobrę. Ale pewne przez łańcuszek „ludzi dobrej woli” dotarły do „Gazety Wyborczej” i telewizji TVN. I tym łańcuszkiem uduszono poczętą, lecz jeszcze nie narodzoną, karierę polityczną pana prezesa Daniela.

Kto miał interes w aborcji tak dobrze zapowiadającej się kariery?
Pan premier Morawiecki, bo o jednego silnego kontrkandydata mniej.
Pan minister Ziobro, bo mógł pokazać panu prezesowi, że ma „kompromaty” i może wyskrobać kolejne personalne „nadzieje” pana prezesa Kaczyńskiego. Do tego dochodzi jeszcze zemsta za wyskrobania pana Janusza Kowalskiego z posady wiceministra.
Interes miały też krajowe koncerny medialne, by osłabić pozycję rosnącego magnata medialnego.
I wszyscy inni, którzy chcieli pokazać wszechmocnemu panu prezesowi, że teraz już jednak wszystkiego nie może.

Tak to się bawią elity kaczystowskie w czasie kiedy mamy kolejne nasilenie pandemii, kryzys wielu branż gospodarki, brak poparcia prawicowej większości dla unijnego Funduszu Odbudowy oraz izolację Polski na arenie międzynarodowej.

Na Polskę spadły dwie katastrofy. Zaraza i rządy PiS. Złe rządy PiS czynią życie w czasach zarazy jeszcze bardziej nieznośnym.

Pamięć ofiarom, hańba mordercom

Pod koniec lutego w Hajnówce lewica razem z mieszkańcami czci pamięć prawosławnych zamordowanych przez „żołnierzy wyklętych”. W ubiegłych latach pełna zadumy uroczystość odbywała się przed prowokacyjnym marszem nacjonalistów wychwalających krwawy oddział „Burego”. Tym razem było inaczej.

W poczuciu, że inaczej nie da się powstrzymać nacjonalistów, depczących uczucia i pamięć większości mieszkańców regionu hajnowskiego, aktywistki Obywateli RP zarejestrowały w terminach, gdy w ubiegłym roku odbywały się marsze, własne zgromadzenia. Zakazywanie nacjonalistycznego pochodu było bowiem uchylane przez sądy. Podziałało o tyle, że narodowcy zrezygnowali z przemarszu przez Hajnówkę. Zamiast tego zorganizowali w niedzielę rajd samochodowy z Hajnówki do Narewki, też prowokacyjnie, bo przez wsie, gdzie „wyklęci” Romualda Rajsa siali śmierć i zniszczenie.

W sobotę jednak w upamiętnieniu ofiar nie przeszkodzili. Uroczystość zgromadziła kilkadziesiąt osób, w tym delegacje organizacji lewicowych.

Nie ma zgody na pochwałę zbrodni

– Oddaliśmy hołd, pozostawiliśmy po sobie znicze i minutę ciszy, aby zsolidaryzować się z rodzinami ofiar i upamiętnić osoby, które były bite, gwałcone, palone i zabijane za to, że wyznawały inną religię, porozumiewały się innym językiem, czy żegnały się inaczej niż katolicy. Wydarzenie, w którym wzięliśmy udział jest wyraźnym podkreśleniem, że nie ma zgody na to co będzie się działo w najbliższych dniach, czyli gloryfikację zbrodniarzy i marsze faszystowskich organizacji nacjonalistycznych, takich jak ONR – .wyjaśnili na Facebooku sens swojej obecności w Hajnówce działacze Młodych Razem. Obok nich kwiaty i znicze składali aktywiści podlaskiego okręgu Lewicy Razem oraz poseł Paweł Krutul z SLD. Zabrakło, inaczej niż w poprzednich latach Adriana Zandberga – w Warszawie zatrzymała go kwarantanna.

Po stronie ofiar, a nie morderców stanęli również delegacji Platformy Obywatelskiej i reprezentacja miejscowych samorządowców. A politycy PiS? Cóż, oni zabiegają raczej o elektorat maszerujących w pochodach „wyklętych”.

79 imion

Podczas uroczystości wymieniono wszystkie 79 ofiar „żołnierzy wyklętych”, zabitych w Zaleszanach, Zaniach, Szpakach i Puchałach Starych w 1946 r. Uczestnicy zgromadzenia mieli też przy sobie tablice z wypisanymi imionami i wiekiem ofiar – od kilku dni do wieku podeszłego.

Przed świecką uroczystością przy pomniku miała miejsce modlitwa w cerkwi Narodzenia św. Jana Chrzciciela, jednej z trzech hajnowskich świątyń prawosławnych. Część ofiar „Burego”, w tym wszyscy porwani, zmuszeni do przewożenia oddziału „wyklętych”, a na koniec rozstrzelani prawosławni furmani zostali w ubiegłym roku uznani przez Polski Autokefaliczny Kościół Prawosławny za świętych. Ośrodkiem ich kultu jest monaster w Zaleszanach, tych samych, które w 1946 r. spalili „wyklęci”.

Policja rozczarowała

Publiczna uroczystość ku czci ofiar „Burego” to już w Hajnówce tradycja. Świadczy o tym frekwencja na niej, mimo pandemii. Niestety smutną tradycję kuriozalnego wręcz zachowania kontynuowała miejscowa policja, której „udało się” na chwilę zaburzyć pełen zadumy nastrój.

W poprzednich latach mieszkańcy Hajnówki nie raz z niedowierzaniem patrzyli na spychanie pod płot i za podwójny kordon ludzi z transparentami „Bury nie jest bohaterem” czy deptanie białych róż przynoszonych na znak niewinności ofiar przez Obywateli RP stających na trasie przemarszu. W tym roku spora grupa funkcjonariuszy pilnie obserwowała, czy uczestnicy ściśle pokojowego, apolitycznego zgromadzenia stosują się do przepisów pandemicznych i, jak relacjonowała na Facebooku jednak z uczestniczek wydarzenia, natychmiast zatrzymała człowieka, który zdjął na chwilę maseczkę, by zjeść bułkę. Funkcjonariusze wylegitymowali część zgromadzonych, a cztery osoby, które odmówiły poddania się tej procedurze, odwieziono na komisariat.

W poprzednich latach żadne zachowanie maszerujących nacjonalistów nie skłaniało policji do interwencji – ani groźby zabijania wrogów ojczyzny, ani nawet przynoszenie przez uczestników ewidentnie nazistowskich symboli. Policja żądała natomiast karania blokujących marsz nacjonalistów – uniewinniały ich sądy.

Ikonowicz na RPO

W ostatnich dniach coraz szerzej podnoszony jest temat zajęcia przez Piotra Ikonowicza funkcji Rzecznika Praw Obywatelskich. Środowiska lewicowe i progresywne wystosowały list otwarty, w którym udzielają poparcia aktywiście.

Szanowni Państwo,
Panie Premierze,
Marszałkinie i Marszałkowie Sejmu i Senatu,
Posłanki i Posłowie na Sejm IX kadencji
Senatorki i Senatorzy Senatu X kadencji

Bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy Rzecznika Praw Obywatelskich, który będzie niezależny od nacisków, bezkompromisowy, który stanie po stronie wykluczonych, ofiar reprywatyzacji, eksmitowanych, bezdomnych i kobiet. Który będzie walczył o sprawiedliwość społeczną. Taką osobą jest Piotr Ikonowicz.

Wielokrotnie udowodnił, że niezależnie od sytuacji nie boi się walczyć o tych, którzy potrzebują pomocy. Nie będzie bał się religijnych hierarchów, czy liderów partyjnych, a osoby pokrzywdzone będą miały kogoś, na kim mogą polegać.

Piotr Ikonowicz to prawnik, były poseł i aktywista działający od dekad w ramach Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej. Posiada niezrównane doświadczenie w niesieniu pomocy najbiedniejszym i bezdomnym. W 2021 został odznaczony przez Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara odznaką honorową „Za Zasługi dla Ochrony Praw Człowieka”.

My – ludzie lewicy – udzielamy poparcia Piotrowi Ikonowiczowi na stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich i apelujemy o poparcie jego kandydatury w głosowaniu plenarnym.

Anna Maria Żukowska, posłanka Nowej Lewicy
Piotr Kusznieruk, przewodniczący Nowej Lewicy – Podlasie
Jerzy Śnieg, przewodniczący Nowej Lewicy – Pomorze
Jolanta Banach, Nowa Lewica
Sebastian Wierzbicki, przewodniczący Nowej Lewicy – Warszawa
Piotr Gadzinowski, redaktor naczelny Dziennika Trybuna
Michał Piękoś, red. naczelny WPunktu
Maciej Wiśniowski, red. naczelny Strajk.eu
Małgorzata Kulbaczewska-Figat, zast. redaktora naczelnego Strajk.eu, dziennikarka Trybuny
Anna Górska, zarząd Razem
Joanna Wicha, zarząd Razem
Paulina Matysiak, posłanka Razem
Maciej Szlinder, zarząd Razem
Bartosz Grucela, zarząd Razem
Jan Śpiewak
Bartosz Rydliński, Prezes Centrum im. Ignacego Daszyńskiego
Jan Zygmuntowski, Fundacja Instrat
Piotr Szumlewicz, Przewodniczący Związku Zawodowego Związkowa Alternatywa
Jakub Pietrzak, Wiceprzewodniczący Federacji Młodych Socjaldemokratów
Katarzyna Szwarc, Fundacja Instrat
Jarosław Ogrodowski, Instytut Działań Samorządowych
Urszula Niziołek-Janiak, Instytut Działań Samorządowych
Patryk Stachowski, Instytut Progresywnego Społeczeństwa
Jędrzej Włodarczyk, sekretarz Nowej Lewicy Pomorze
Paulina Nowak, Radna krajowa, Razem
Grzegorz Janoszka, Razem

Rozmowa wójta z Szymkiem

Lubię kląć. Mam w tym spore doświadczenie. Lubię też słuchać, jak ludzie umiejętnie i ze znawstwem rzucają mięsem. Rozsmakowuję się w nim. Dzięki temu potrafię docenić prawdziwy kunszt. Wiem, kto rzuca szlachetnym cząbrem, a kto pasztetową. I powiem Państwu, że Daniel Obajtek ma potencjał!

To nawet nie o ilość idzie. Bo garmaż obajtkowy jest spory. Czyni więc jego fechtunek mięsem z pozoru niezbyt wyszukanym. Redaktor Czuchnowski dokładnie podliczył ile i czego w jednej z rozmów Obajtek używał jako części mowy. Można sobie sięgnąć, jak ktoś lubuje się w buchalterii. Są jednak w obajtokowym wulgaryzowaniu momenty. A, proszę mi wierzyć, trochę się na tym znam. Dajmy na to: „chuja trypla”. Z pozoru niby nic takiego, ale jak się głębiej zastanowić, to wcale nie taka łatwa zbitka do wymyślenia. Musiał nad nią dumać ktoś z głową.

Ale, nie, przecież Obajtek ma zespół Tourette’a! Tzn. miał, bo już z tego wyszedł. A jak wiemy, wilka do lasu ciągnie i czasami, jak człowieka przyprze, to nie ma rady. Mus rzucić „kurwą” albo „chujem”.

Nie słuchałem całości taśm. Jedynie co pikantniejsze szczegóły i początek. Oczywiście wulgaryzmy wcale mnie nie zaskoczyły, bo wiem, że człowiek to istota, która używa różnego języka, właściwego sytuacji i miejscu. Inaczej rozmawia się z przełożonym, inaczej z księdzem, matką, dzieckiem czy wójtem. Są jeszcze tacy, z którymi się w ogóle nie rozmawia, bo nie warto.
Nie słuchałem całości, bo pierwsze 10 minut mnie już do reszty znudziło, więc skakałem potem bez pomysłu, co minutę, pięć.

Ludożerka rzuciła się od razu na obajtkowy język, zapominając, czego owe taśmy mają dowodzić. I moim zdaniem dowodzą jak w równaniu, kiedy na końcu piszę się: „czego należało dowieść”. Obajtek był wójtem Pcimia. Zarządzał prywatną spółką z tylnego fotela. Takie są zarzuty „Wyborczej”, która do sprawy dokopała się jako pierwsza. Czy na nagraniu z rozmów z Szymkiem, Obajtek zachowuje się jak przełożony, który wydaje pracownikowi dyspozycje? Oczywiście, że tak. Naprawdę, trzeba mieć spory niedosłuch, żeby tego nie wysłyszeć. Tyle, że taśmy same niewiele Obajtkowi zrobią, poza spierdoleniem dobrze zapowiadającego się piaru.
Mówił Obajtek z Szymkiem. Ale czy gdzieś widnieje Obajtka podpis, dekretacja pisma, dokumenty z jego parafkami? Nie ma w tej sprawie ważnych dowodów, bo i być nie może. Ktoś, kto ma być cichym wspólnikiem nie jest przecież kretynem, żeby swoje szwindle trzymać w segregatorach, a pieniądze brać na konto. Czasy może się i zmieniają, ale kasa w kopercie pod stołem cały czas jest bardzo dobrym źródłem niepodatkowanego dochodu. Pisząc o tym, że kretynem być nie może, nie wykluczam jednak, że nie może się takowymi otaczać.

Muszę przyznać, że dość mocno ubawił mnie fragment rozmowy Obajtka z Szymkiem, kiedy ten pierwszy każe drugiemu przygotować zestawienia firm, które kupują od nich towar, firm które nie kupują, a przy tych, które kupują uwzględnić jaki procent biorą właśnie od nich. I oddać zestawienie Tomkowi. Szymek potakuje, po czym pyta: „A jakiemu Tomkowi ?”

Doprawdy, jak rozmowa dyrektora Krzakoskiego z Dudałą z „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz”. Jakaś groteskowa komedia półkretynizmów. Później robi się jeszcze lepiej; Obajtek klaruje Szymkowi pięć razy, co ma przygotować, jak ma wyglądać każda tabela z osobna. Ten sześć razy o to samo dopytuje.
Aż żal ściska człowieka, kiedy panowie rozmowę kończą, bo chciałoby się jeszcze posłuchać. Takie to pocieszne, jak z filmów mistrza Stanisława.
Zastanawiam się, co na to prezes Kaczyński. Wiemy przecież, że czym jak czym, ale wulgaryzmami to on gardzi i języka nie kala zbyt często. Wiemy też, że jest do cna wyrachowany i cyniczny i zdaje sobie sprawę, że ludzie używają brzydkich słów. Póki jednak używają ich dla niego, i dzięki nim partia rośnie w siłę, mogą sobie rzucać mięsem do woli. Byleby działali dla prezesa i za jego zgodą.

Jak to mawiają w Pcimiu: może i chuj, ale swój!

Daniel „totalna klęska”

– Jeżeli prezes nie zdecyduje się odsunąć pana Obajtka, bo nie ma co ukrywać, że to będzie wymagało od niego dużego wysiłku, tylko będzie bronił go jak niepodległości, to ten granat i tak wybuchnie – mówi dr Mirosław Oczkoś, specjalista ds. marketingu politycznego, w rozmowie z Justyną Koć (wiadomo.co).

JUSTYNA KOĆ: Czy Daniel „Napoleon” Obajtek dotarł właśnie do swojego Waterloo, czy jak zwykle sprawa taśm PiS-owskich działaczy rozejdzie się po kościach?

MIROSŁAW OCZKOŚ: Tu sprawa wygląda na bardziej skomplikowaną. Trzeba powiedzieć, że pan Obajtek był znaczącym delfinem na PiS-owskim morzu i lada chwila miał wypłynąć na morza i oceany świata. Może się okazać, że jednak delfiny nie są w stanie pływać w ropie, bo jest to dla nich szkodliwe.

Mówiąc serio, to byłbym zdziwiony, gdyby sprawa taśm pana Obajtka rozeszła się po kościach. Skala tego jest tak duża, nawet jak na PiS, a jesteśmy uwarunkowani na śledzenie różnych nagrań, przecieków, obecna koalicja wygrała na tym przecież wybory. Jednak to, co było na taśmach Sowy, to mały pikuś w stosunku do tego, co tu słychać. Te taśmy są słusznie porównywane do propozycji korupcyjnych pana z SLD z Łodzi, który zamawiał firanki do mercedesa.

Tutaj przyszły premier Obajtek pokazuje, że po pierwsze jego moralność jest pod sporym znakiem zapytania, przejrzystość jego działań jest mocno wątpliwa, też przymioty osobiste tytułują pana Obajtka raczej daleko od ludzi kulturalnych.

Co może zrobić największe wrażenie na wyborcach PiS-u? To, że tak siarczyście przeklinał, że skłamał w sądzie, czy to, że chciał wykończyć firmę wuja?

To jest pytanie za 10 punktów, podobnie jak to, czy PiS-owscy wyborcy w ogóle się o tym dowiedzą.

Na pewno klienci Orlenu nie, bo na stacjach nie można kupić „Gazety Wyborczej”.

Nie oszukujmy się, żyjemy w kraju półcenzuralnym, gdzie jeden ciąg informacyjny kompletnie nie dopuszcza do pewnego typu wiadomości i gdzie grupa ludzi jest kompletnie wyłączona z prawdziwych informacji. Okazało się, że te delikatne przekleństwa u Sowy nie były jakoś strasznie nie do przyjęcia dla ludzi, chociaż pan Marek Belka, prezes NBP, nie powinien nawet prywatnie tak mówić.

Zatem kim jest prezes największej spółki, która przejmuje właśnie media i miał być następcą Mateusza Morawieckiego, a być może nawet prezesa Kaczyńskiego?

Jeżeli to dotrze do wyborców, to może sprawić pewien myślowy kłopot. Być może wiele osób z ludu PiS-owskiego, kiedy się dowie czy dosłucha tego, co mówił pan prezes Obajtek, może być oburzonych tym, jak postępuje z własnym wujem. Nie dość, że go mocno miesza z błotem, przyznam, że dawno nie słyszałem tak obelżywych określeń – to też dużo mówi o relacjach rodzinnych pana Obajtka – to jeszcze chciał wykończyć własnego wuja i to w sposób nieczysty. Niestety na samym końcu jest to, że skłamał, że nie był powiązany ze spółką, kiedy był samorządowcem.

Jak widać, w Polsce odporność na łamanie prawa jest dość duża i PiS przyzwyczaił już nie tylko lub PiS-owski, ale i „żabę polską”, że jest ugotowana.

Jak ocenia pan strategię obrony?

Na razie obrona jest bardzo kiepska. To przedziwne, że nagrania pochodzą z 2009 roku, podobno trafiły do prokuratury w 2016…

…a w 2017 prokuratura Ziobry umorzyła postępowanie.

I tu dochodzimy do sedna sprawy, bo to, o czym rozmawiamy i wszyscy od rana tłuką, to są emocje. A w tle jest gra na zimno, stawiam, że Zbigniewa Ziobry, który doszedł do wniosku, że dość już lansowania pana Obajtka i trzeba to ukrócić; dlatego pojawiły się taśmy.

Pana zdaniem to z obozu Zjednoczonej Prawicy wyszły taśmy?

Absolutnie tak. Jeżeli coś wpada do prokuratury i pan Święczkowski albo Ziobro tego nie chcą, to przepada na wieki. Oczywiście można opowiadać bajki, że nie wiadomo, co, kto i gdzie, ale gdyby miały nie wyciec, to tak by się stało.

Przypomnijmy, że Zjednoczona Prawica akurat ma doskonale opanowany ten element marketingu, oczywiście mówię to ironiczne – czyli zabijanie przeciwników taśmą. Podejrzewam, że jutro wszystkie prawicowe tygodniki, gazety i portale będą krytykować pana Obajtka, jak można tak postępować i posługiwać się takim językiem. Niestety, to tragiczne dla nas wszystkich, bo menedżer namaszczony przez króla Polski Jarosława okazał się dyskusyjny pod względem moralnym i wizerunkowym. Skoro ten jest tym najlepszym, tym najbardziej skutecznym, to jaki jest ten średni? Daniel „wszystko mogę” Obajtek przeistoczył się w Daniel „totalna klęska” Obajtek.
Moim zdaniem to jest nie do obrony, choć nie takie obrony już się widywało. Pytanie, co jest jeszcze, bo na razie ten atak był bezpardonowy.
Jarosław Kaczyński udzielił wywiadu PAP, w którym dyskredytuje „GW”, a to oznacza, że wiedział, że czeka go bomba. Wiele można mu zarzucić, ale nie to, że jest zdziecinniały; musiał wiedzieć, że ta sprawa nie rozejdzie się po kościach. Oczywiście możliwy jest też scenariusz, że ktoś niezależny, kto ostał się w prokuraturze, zabrał do domu taśmy Obajtka i z własnej „szafy Lesiaka” wyciągnął właśnie teraz taśmy. Ciekawe będzie teraz, na kogo postawi reszta prawicowych mediów: czy na Ziobrę, czy na Kaczyńskiego.

Co powinno się teraz stać z prezesem Orlenu?

W takiej sytuacji pan prezes Obajtek powinien być natychmiast zdymisjonowany z zarządzania koncernem Orlen, a po drugie powinna się temu przyjrzeć prokuratura i CBA.

Na pewno taka osoba nie powinna zarządzać największym koncernem tej części Europy.

Zobaczymy, na co zdecyduje się prezes Kaczyński. Pamiętajmy, że podziały w Zjednoczonej Prawicy idą dwutorowo.

Jeżeli prezes nie zdecyduje się odsunąć pana Obajtka, bo nie ma co ukrywać, że to będzie wymagało od niego dużego wysiłku, tylko będzie bronił go jak niepodległości, to ten granat i tak wybuchnie. Tego nie da się już rozbroić, można tylko zdetonować na poligonie w kordonie sanitarnym albo on wybuchnie w kuchni i pourywa wszystkim w pobliżu nogi i ręce.

Ale trzeba przyznać, że do tej pory Daniel Obajek miał bardzo dobrą strategię i świetny PR.

Kariera Obajtka przypomina na swój sposób karierę Nikodema Dyzmy. Tylko to kolejny Dyzma już w następnym pokoleniu…

Wróćmy do wywiadu prezesa dla PAP. Co można z niego wyczytać?

Ten wywiad ma wszelkie znamiona uderzenia wyprzedzającego – jest skierowany ewidentnie do członków Zjednoczonej Prawicy wszelkiej maści i jasno wynika z niego, że prezes boi się i jest trochę pod ścianą, bo wszystko zaczyna mu się walić.

Mocny człowiek nie idzie do mediów i nie skarży się. Prezes nawet wraca do czasów opozycji, która „nic nie robiła”. To trochę żenujące, bo PiS rządzi od 6 lat i wyciąganie tego kotleta z bułki jest bez sensu, bo to już inny kotlet, inna bułka i inna restauracja.

Prezes najprawdopodobniej traci kontrolę nad tym, co się dzieje, i próbuje teraz groźbą zapanować nad swoimi wyznawcami na zasadzie „ten, kto głosuje przeciwko nam, głosuje przeciwko Polsce”.

„Każdy, kto rozbija Zjednoczoną Prawicę, działa przeciwko Polsce” – mówi prezes. To groźba kierowana do koalicjantów?

To wielkie słowa, natomiast szef partii czy całego ugrupowania prawicy Kaczyński nie musi udzielać takich wywiadów, aby uratować Daniela „wszystko mogę” Obajtka. Zaczyna się zatem coś dziać i być może okaże się, że Jarosław „niewiele już mogę” Kaczyński nie uratuje pana Obajtka.

List otwarty środowisk i osób lewicowych i progresywnych ws. udzielenia poparcia Piotrowi Ikonowiczowi na stanowisko RPO

W ostatnich dniach coraz szerzej podnoszony jest temat zajęcia przez Piotra Ikonowicza funkcji Rzecznika Praw Obywatelskich. Środowiska lewicowe i progresywne wystosowały list otwarty, w którym udzielają poparcia aktywiście. W dalszym ciągu trwa impas związany z wyborem Rzecznika Praw Obywatelskich. Funkcję tę wciąż pełni Adam Bodnar — pomimo tego, że jego kadencja zakończyła się jeszcze na początku września zeszłego roku. Żadna z dotychczasowych kandydatur — czy to Zuzanna Rudzińska-Bluszcz, której kandydaturę wsparło ponad tysiąc organizacji pozarządowych, czy Piotr Wawrzyk, który był wspierany przez partię rządzącą, czy propozycje bardziej egzotyczne, jak ekonomista Robert Gwiazdowski — nie uzyskała do tej pory odpowiedniej ilości głosów w obu izbach parlamentu. Jako środowiska lewicowe i progresywne proponujemy więc kandydaturę Piotra Ikonowicza — osoby znanej przede wszystkim ze swojej niezmordowanej i trwającej od lat walki o dach nad głową, ale i godność lokatorów. Domagamy się wyboru Rzecznika Praw Obywatelskich, któremu będzie zależało na wszystkich obywatelach. Nie partyjnego aparatczyka, a społecznika z krwi i kości, który walce o równość społeczną poświęcił niemal całe życie.

Szanowni Państwo,

Panie Premierze,

Marszałkinie i Marszałkowie Sejmu i Senatu,

Posłanki i Posłowie na Sejm IX kadencji,

Senatorki i Senatorzy Senatu X kadencji!

Bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy Rzecznika Praw Obywatelskich, który będzie niezależny od nacisków, bezkompromisowy, który stanie po stronie wykluczonych, ofiar reprywatyzacji, eksmitowanych, bezdomnych i kobiet. Który będzie walczył o sprawiedliwość społeczną. Taką osobą jest Piotr Ikonowicz.

Wielokrotnie udowodnił, że niezależnie od sytuacji nie boi się walczyć o tych, którzy potrzebują pomocy. Nie będzie bał się religijnych hierarchów, czy liderów partyjnych, a osoby pokrzywdzone będą miały kogoś, na kim mogą polegać.

Piotr Ikonowicz to prawnik, były poseł i aktywista działający od dekad w ramach Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej. Posiada niezrównane doświadczenie w niesieniu pomocy najbiedniejszym i bezdomnym. W 2021 został odznaczony przez Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara odznaką honorową „Za Zasługi dla Ochrony Praw Człowieka”.

My – ludzie lewicy – udzielamy poparcia Piotrowi Ikonowiczowi na stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich i apelujemy o poparcie jego kandydatury w głosowaniu plenarnym.

Anna Maria Żukowska, posłanka Nowej Lewicy

Piotr Kusznieruk, przewodniczący Nowej Lewicy – Podlasie

Jerzy Śnieg, przewodniczący Nowej Lewicy – Pomorze

Jolanta Banach, Nowa Lewica

Sebastian Wierzbicki, przewodniczący Nowej Lewicy – Warszawa

Piotr Gadzinowski, redaktor naczelny Dziennika Trybuna

Michał Piękoś, redaktor naczelny WPunktu

Maciej Wiśniowski, redaktor naczelny Strajku.eu

Małgorzata Kulbaczewska-Figat, zastępczyni redaktora naczelnego Strajku.eu, dziennikarka Trybuny

Anna Górska, zarząd Razem

Joanna Wicha, zarząd Razem

Paulina Matysiak, posłanka Razem

Maciej Szlinder, zarząd Razem

Bartosz Grucela, zarząd Razem

Jan Śpiewak

Bartosz Rydliński, Prezes Centrum im. Ignacego Daszyńskiego

Jan Zygmuntowski, Fundacja Instrat

Piotr Szumlewicz, Przewodniczący Związku Zawodowego Związkowa Alternatywa

Jakub Pietrzak, Wiceprzewodniczący Federacji Młodych Socjaldemokratów

Katarzyna Szwarc, Fundacja Instrat

Jarosław Ogrodowski, Instytut Działań Samorządowych

Urszula Niziołek-Janiak, Instytut Działań Samorządowych

Patryk Stachowski, Instytut Progresywnego Społeczeństwa

Jędrzej Włodarczyk, sekretarz Nowej Lewicy Pomorze

Paulina Nowak, Radna krajowa, Razem

Grzegorz Janoszka, Razem

Dzika eksmisja zablokowana

Aktywiści Komitetu Obrony Praw Lokatorów skutecznie zablokowali nielegalną eksmisję na warszawskiej Woli. Wsparli ich posłowie Lewicy Razem. Za to nie popisała się policja.

Z relacji obecnych na miejscu działaczy wynika, że funkcjonariusze kompletnie nie znają prawa, albo świadomie się do niego nie stosują, broniąc tylko i wyłącznie „świętego prawa własności”. Zakaz eksmisji na bruk w sezonie jesienno-zimowym? Zawieszenie wszystkich eksmisji na mocy specustawy covidowej? O tym mundurowi z Woli nie słyszeli lub słyszeć nie chcieli.

Ale od początku: mieszkanie przy ul. Księcia Janusza, w którym ciągle mieszka 60-letni mężczyzna, zostało sprzedane na licytacji, ale sąd zawiesił eksmisję lokatora. W okresie obowiązywania ustawy o stanie epidemii wykonywanie tytułów wykonawczych nakazujących opuszczenie lokalu jest zabronione. Ponadto od listopada do końca marca eksmisje na bruk są nielegalne niezależnie od pandemii. Jednak właściciel, który kupił lokal z człowiekiem w środku postanowił sprowadzić „wsparcie”.

– Do lokalu wdarło się trzech mężczyzn rozwiercając zamki. Policja przy tym była (dwukrotnie) i odmówiła interwencji. W środku jest 60-letni lokator, któremu grożono śmiercią. Dwa zgłoszenia zostały zamknięte w systemie alarmowym. Właśnie złożyłem trzecie – napisał 20 lutego na Facebooku Jakub Żaczek z Komitetu Obrony Praw Lokatorów. Opisywane zgłoszenie na policję nie dało efektów. Patrol przyjechał na miejsce, ale stwierdził, że… lokatora nie ma w lokalu. Tymczasem 60-latek, w obawie o zdrowie i życie, zabarykadował się w jednym z pokojów, gdy trzej mężczyźni wyrzucali meble z mieszkania. Potem zapowiedzieli 60-letniemu lokatorowi, że następnego dnia go „wypierdolą”.

21 lutego na miejscu pojawiła się większa grupa aktywistów lokatorskich i lewicowych. – Stanowisko funkcjonariuszy było jasne: właściciel jest właścicielem i może lokatora traktować jak śmiecia, wyrzucić go na zbity pysk jeżeli mu się tak podoba, a decyzja sądu ich nie obchodzi – komentuje dalszy bieg wypadków Paweł Jaworski, lewicowy aktywista i publicysta, który brał udział w blokadzie. Na Księcia Janusza wzywany był patrol za patrolem, a absurd gonił absurd: jedni funkcjonariusze twierdzili, że żadna dzika eksmisja się nie odbywa (kim więc są nieproszeni goście i dlaczego niszczą wyposażenie mieszkania?), nie ma mowy o naruszeniu miru domowego, ignorowali też pokazywane im pisma z sądu o wstrzymaniu eksmisji.

Konfrontacja przeciągnęła się do późnych godzin popołudniowych. Zakończyła ją… interwencja poselska. Tak, trzeba było dopiero lewicowej parlamentarzystki Magdaleny Biejat i jej klubowego kolegi Adriana Zandberga, żeby policjanci zrozumieli: nie ma w Polsce eksmisji bez komornika, a już tym bardziej w czasie, gdy stan epidemii zawiesza wszystkie eksmisje, natomiast rozwiercenie zamków i wtargnięcie do mieszkania równa się naruszeniu miru domowego, niezależnie od tego, czy zajmuje w praktyce jeden pokój w mieszkaniu, czy więcej. Biejat przekonała do zgodnych z prawem działań dwunastu z rzędu patrol przybyły na miejsce.

60-letni lokator może spać względnie spokojnie. Komitet Obrony Praw Lokatorów jest gotów wrócić, gdyby znowu ktoś próbował go „wypierdolić”, zapewnił mu opiekę prawną, a uporządkowaniem mieszkania i mebli, rozrzuconych przez nieproszonych gości, zajęli się ludzie z Homokomando – sportowo-aktywistycznej grupy zrzeszającej ludzi LGBT i ich sojuszników., ostatnio często widocznej na protestach kobiet.

Drogie narty prezydenta

Media usiłowały podsumować, ile prezydent Duda wydał na sprzęt i strój narciarski. Były to oceny pisane niestety przez osoby mające niewielkie pojęcie o sprzęcie narciarskim..

Ile więc co kosztuje? Pan prezydent używa nart Atomic typu Redster serii 9 (podejrzałem na zdjęciu w internecie). Model pośredni miedzy nartą do slalomu giganta a slalomu specjalnego (chodzi o promień skrętu) kosztują około 3800 złotych, łącznie z wiązaniami. Można kupić taniej, bo z powodu pandemii sprzęt sprzedaje się fatalnie. Ale ten model jest chyba zbyt twardy jak dla nawet dobrzej jeżdżącego amatora? Poleciłbym ten sam model, ale serii serii 7. Też dobry, a znacznie tańszy.

Buty marki Atomic, jeśli się nie mylę – serii Hawx o twardości 100 kosztują około 1500 złotych. Też można kupić o kilkaset złotych taniej. Kijki narciarskie, z włókna węglowego, pana prezydenta, też sygnowane marką Atomic, można kupić za 300 złotych albo i taniej. Rękawice 300 – 400 złotych. Kask 500 złotych. Gogle 300 – 400 złotych.

No i strój. Dobra kurtka narciarska kosztuje nawet 4 tys. złotych ( np. firmy Descente czy Spider), spodnie dwa tysiące. Skarpety i bielizna termiczna około 500 złotych. I to wszystko można nabyć w niższych cenach i wcale nie byle jakiej jakości. Dla amatora, jeżdżącego tydzień w sezonie, klasa nart nie ma większego znaczenia. Można i należy kupić znacznie tańsze. Jeszcze taniej jest na giełdach narciarskich, które w tym roku chyba upadły.
Pan prezydent nie może jeździć na tanim sprzęcie, musi i powinien mieć dobry. A że dobry sprzęt kosztuje, to go od razu zawistni go podliczają. Osobiście życzę wszystkim narciarzom, by stać ich było na sprzęt klasy prezydenckiej. Są to życzenia na przyszłość i nie na tę zimę, ale szczere. Ile to wszystko kosztuje? Podliczcie sami. Dowożenia na stok pana prezydenta nie doliczam do tego, bo to zupełnie inna i znacznie droższa bajka.