Sushi con carne

Władimir Putin opanował do perfekcji zasady przyjmowania do NATO kolejnych państw. I nie waha się tej wiedzy używać. Zasadą w NATO jest to, że kraje członkowie nie mogą mieć żadnych poważnych zatargów granicznych, ani mocnych sporów terytorialnych z innymi. O tym, że powinny sprawować suwerenną władzę na całym swoim terytorium, nie wspominając.

Dzięki czemu do NATO nie może, po rosyjskim ataku i utworzeniu dwóch dziwnych rosyjskich tworów parapaństwowych w swoich granicach, apirować Gruzja. Tak samo jak od zawsze Mołdowa z rosyjskim Naddniestrzem. Od kilku lat możliwość WNATOwstąpienia Putin odebrał również Ukrainie, zagarniając Krym i utrzymując ruchawkę w Donbasie.

Teraz Putin rozgrywa stare karty w zupełnie innej grze. Takiej na duże pieniądze. Gra nosi nazwę Nord Stream 2. Dokończenia budowy gazociągu nie chcą Stany Zjednoczone i wiele krajów Europejskich. To to samo grono, które chciałoby widzieć Ukrainę jako ostoję spokoju i stabilności.
Co zatem robi Putin? Przesuwa kilka oddziałów wojskowych w okolice granicy z Donbasem, dając do zrozumienia, że jak skończy się blokada gazociągu, to jednostki wrócą do siebie. A co jak blokada nie zniknie?

Od przygotowania stolika do takiej rozgrywki są pożyteczni idioci Putina, tacy jak Salvini i Orban oraz zapędzone przez przyjaźń z Węgrami nasze dyplomatołki. To ten tercet ma przygotować propagandowy grunt, do sytuacji, jak Putin, nie mogąc tłoczyć gazu do Niemiec, będzie musiał się na serio zająć Ukrainą. Medialny ostrzał już się zaczął. Rosjanie finansują dziennikarzom z różnych krajów wyjazd do Odessy na rocznicę masakry w Domu Związkowym. Rocznica nieudanego zajęcia Odessy przez „zielone ludziki” ma udowodnić wolnemu światu, jacy to banderowcy są źli.

Putin robi to wiedząc, że Ukraina – w razie czego – nie może liczyć na zapowiadaną pomoc Stanów Zjednoczonych. Bo niby jak Amerykanie mieliby się tam dostać? Z nielubiącej Ukraińców dzięki rządom PiS Polski, czy sprzymierzonych mentalnie i nie tylko z Putinem Węgier i Turcji?
Władimir Władimirowicz wie, że Biden ma mocno związane ręce i żadnych argumentów by zdusić inwestycje w Nord Stream 2. Może zatem liczyć na to, że amerykański prezydent za zachowanie resztki twarzy w sprawie gazociągu poprzez umycie od niego rąk, nie da Putinowi pretekstu do interwencji na Ukrainie.

Rosyjski prezydent musi coś ugrać. Rosjanie muszą go znów jąć postrzegać jako zwycięzcę. Obciach, którego sobie narobił z uwięzieniem Nawalnego, rozlał się po Rosji zbyt mocno. Zbyt wielu Rosjan zobaczyło też film z posiadłością Władimira Władimirowicza. Kreml potrzebuje na gwałt sukcesu. Najgorsze jest to, że dokończenie Nord Stream 2 to może dla publiki rosyjskiej za mało. Zwłaszcza, że koronawirus i niskie ceny ropy nie dają Moskwie pieniędzy, którymi mogłaby uspokoić sytuację. Niestety – jak strasznie z naszej perspektywy by to brzmiało – Donbas i Ługańsk wkrótce Ukraińskie już nie będą. Jednak nie podzielą losu Krymu i nie zostaną inkorporowane. Będą jak Naddniestrze i Abchazja. Wrzodem na tyłku Ukrainy, skutecznie uniemożliwiającym jej bycie branym pod uwagę jako sojusznik militarny Stanów Zjednoczonych.

Ciekawe jednak jak w tej sprawie zachowają się Chiny? Najprawdopodobniej z właściwym sobie dystansem. Pekinu nic tak przecież nie cieszy, jak to, że Waszyngton będzie miał wzrok skierowany gdziekolwiek, miast kombinować następną akcję w wojnie handlowej z azjatyckim gigantem. Biden zajęty Putinem, to dla Xi Jinpinga najlepsza wiadomość. Dzięki temu Chiny mogą spokojnie robić to co robią i wzmacniać swoje wpływy w każdym kraju, który ani na Rosję, ani na USA liczyć nie może. Choćby w Birmie.

Liuyuan, przepiękny chiński ogród, który miał już trzech właścicieli

Mówi się, że raj jest w niebie, ale zgodnie z chińskim przysłowiem znajduje się on w Suzhou i Hangzhou. Suzhou słynie z wielu ogrodów, a Liuyuan, którego nazwę można przetłumaczyć jako „ogród przebywania”jest jednym z czterech najsłynniejszych spośród nich.

Najważniejszą cechą ogrodów w Suzhou jest to, że ludzie mogą poczuć prawdziwą esencję natury w ogrodach skalnych, wśród kwiatów i roślin, a także cieszyć się zmieniającą się scenerią wraz ze zmianami pór roku. Wiemy, że cztery najczęstsze elementy w klasycznych ogrodach to skalniaki, akwen wodny, architektura i kamień. W Liuyuan wszystkie te cztery elementy są utrzymane na najwyższym poziomie.
Liuyuan liczy sobie ponad 400 lat. Obecnie jest on otwarty dla publiczności, ale wcześniej znajdował w prywatnych rękach i należał kolejno do trzech zamożnych rodzin. Jego pierwszym właścicielem był Xu Taishi, wysokiej rangi urzędnik dworski, który był odpowiedzialny za prace budowlane. Przewodniczył renowacji Pałacu Cining, osobiście planował i szczegółowo kierował całym procesem budowy. Dzięki swojej pracy zgromadził doświadczenie, które po odejściu z urzędu umożliwiło mu zbudowanie swojego domu w rodzinnym mieście w lokalnym stylu, prototyp ogrodu Liuyuan.
W ogrodzie Liuyuan usytuowany jest słynny długi korytarz, na którym znajduje się ponad 300 kamiennych rzeźb kaligrafów z dawnych dynastii. Właśnie ze sztuką kaligrafii wiąże się historia drugiego posiadacza tego miejsca, którym był Liushu, słynny kaligraf, malarz i bibliofil z dynastii Qing (1644-1912). Przejął on nieruchomość 200 lat po Xu Taishi. Liushu przeprowadził wielki remont, w czasie którego Liuyuan zyskał dodatkowe dekoracje. Liushu organizował tutaj także spotkania poetyckie. Mówiono, że nie ma dnia, aby w ogrodzie Liuyuan nie było gości. W Chinach im więcej gości odwiedza dom, tym wyższy staje się status społeczny jego gospodarza. Większość dzieł kaligrafii na ścianach to właśnie utwory napisane przez przyjaciół Liushu.
Na jednym z wielkich kamieni opisano, jak przebiegał remont ogrodu. W dawnych czasach w Chinach często opisywano renowacje domostw, zdarzało się też, że takie teksty stawały się znane i powszechnie czytane. Jest to spowodowane tym, że dom dla Chińczyków jest bardzo ważny, wiąże się z nim wiele emocji, wspomnień oraz wzruszeń dotyczących nie tylko samego budynku, ale też przede wszystkim jego mieszkańców.
Drugi właściciel tego miejsca zwracał wielką uwagę na rolę wody w ogrodzie, dlatego na środku pojawiło się sztuczne jezioro. W kulturze chińskiej bardzo ważnym elementem jest smok, do którego przyrównywano samego cesarza. Według legend smok mieszka w morzu. W związku z tym bogate rodziny zawsze chciały mieć jezioro w ogrodach okalających dom, licząc, że ich syn zostanie cesarzem. Oczywiście, to tylko mój żart. Rzeczywiście to głównie z powodu Fengshui. Według filozofii chińskiej Fengshui, im więcej wody w domu, tym więcej pieniędzy. Powiedzenie to jest szczególnie popularne na południu Chin.
Ogród warto odwiedzić jesienią, kiedy liście drzew zmieniają kolor. W jeziorze możemy zobaczyć koi, które według Chińczyków przynoszą szczęście. Nie można ich łapać, ale można podziwiać z brzegu.
W chińskiej filozofii, najwyższy poziom relacji między człowiekiem a naturą to wspólne połączenie. Przykładem tego może być umieszczanie w ogrodach dużych wapiennych kamieni z jeziora Taihu. Wapień łatwo ulega erozji pod wpływem sił zewnętrznych, takich jak długotrwałe oddziaływanie fal i wody zawierającej dwutlenek węgla. Miękki i luźny kamień łatwo wietrzeje, a zachowuje się w trudno dostępnych miejscach. W ten sposób kamień Taihu, przez długie lata jest stopniowo rzeźbiony w naturalnych warunkach i zyskuje kręty i zaokrąglony kształt, który ma przypominać pasma gór i jaskinie. Sztuczne góry z kamienia oraz jeziora w ogrodzie to idealny naturalny krajobraz dla wielu Chińczyków. To mały świat przyrody w zasięgu naszych oczu.
Zastanawiają się Państwo dlaczego w Suzhou powstał taki wielki i pięknie zdobiony ogród? Dlaczego takich miejsc w mieście jest kilka? Czy to oznacza, że tutejsi mieszkańcy byli bardzo bogatymi ludźmi? Tak, ale należy też pamiętać, że nie wszyscy byli majętni i nie było tak we wszystkich miejscach. 200 lat temu, kiedy Liushu był gospodarzem omawianego ogrodu, gospodarka w regionie Jiangnan, czyli tam, gdzie znajduje się Suzhou, kwitła w pełni. Handlowano tam najlepszymi w kraju produktami rolnymi oraz solą. Do dzisiaj miasto Suzhou wciąż ma prężną gospodarkę, w porównaniu z większością miast w Chinach, ale wówczas status miasta był o wiele wyższy. Według badań, dwie trzecie podatków do rządu centralnego pochodziło z regionu Jiangnan, dlatego Suzhou miało tak duże znaczenie. Luksusowe, pięknie zdobione meble wykonane z rzadko spotykanego drewna, świadczą o tym, że mieszkali tu bardzo zamożni ludzie. Drugi powód jest taki, że w Suzhou zgromadziło się wtedy wielu wybitnych poetów, pisarek oraz artystów, dlatego estetyka ogrodów był bardzo wyrafinowana.
Trzecim właścicielem ogrodu był Shengkang, który był bogatym biznesmenem. Rodzina Sheng nawiązała współpracę z innymi osobami, aby założyć lombard, a biznes był zaskakująco dobry. Rodzina Sheng była w stanie zgromadzić pokaźny rodzinny biznes i wykorzystać go na zakup starego ogrodu Liuyuan. Po przejęciu starego ogrodu Shengkang rozbudował ogród i po jego ukończeniu był jeszcze wspanialszy niż kiedykolwiek. Jego syn był bardzo bogatym człowiekiem w okresie dynastii Qing (1644-1912). Niestety, wnuk nie potrafił dobrze zarządzać pieniędzmi. Po latach trzydziestych XX wieku Liuyuan stopniowo opustoszał.
W 1953 roku Miejski Rząd Ludowy Suzhou zdecydował o odnowieniu opuszczonego ogrodu i zaprosił grupę doświadczonych ogrodników i wykwalifikowanych konserwatorów zabytków. Po pół roku remontu słynny od pokoleń ogród odzyskał blask. Dlatego dziś każdy może podziwiać jego piękno.
Urodzony w Suzhou amerykański naukowiec chińskiego pochodzenia Tsung-Dao Lee, który otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie fizyki powiedział, że nie wie, jak wygląda raj, ale myśli, że byłoby dobrze, gdyby raj miał chociaż jedną dziesiątą piękna Suzhou.
Rzeczywiście miasto to jest przepiękne, szczególnie jego malownicze ogrody. Można jednak przypuszczać, że Tsung-Dao Lee powiedział tak, bo jest to jego rodzinne miejsce.
Mimo że świat jest wielki i lubimy podróżować, to rodzinny dom zawsze jest dla nas najważniejszy.

Biden, Putin i koń Kaliguli

Rosja przez pewien czas po wyborze Joe Bidena prezydentem USA zachowywała wstrzemięźliwość w komentarzach politycznych. Później jednak działania ekipy Bidena zaczęto odbierać jako wręcz próbę organizowania i prowokowanie konfliktów innych państw z Rosją. Wskazywano na dostawy sprzętu bojowego i doradców wojskowych na Ukrainę, zwiększenie obecności okrętów amerykańskich na Morzu Czarnym, zamknięcie portów litewskich dla towarów rosyjskich. Stwierdzano, że USA nasiliły niedopuszczalne naciski polityczne na swoich sojuszników z NATO, aby powstrzymać budowę Nord-Stream-2.

Rosja uważa, że wznowienie pretensji niektórych kręgów politycznych Japonii w sprawie Wysp Kurylskich również odbywa się z inspiracji USA, aby zablokować wyjście rosyjskiej floty na Pacyfik. Przyznawano, że Rosja, co prawda, na początku lat 90-tych widziała możliwość dyskusji w sprawie wysp, ale wtedy była słaba po rozpadzie Związku Radzieckiego. Od tamtego okresu Rosja się umocniła i dokonane zmiany w konstytucji nie pozwalają na przekazywanie komukolwiek terytoriów będących w jej władaniu. Nadzieje Japonii na zwrot Wysp Kurylskich są więc bezprzedmiotowe.
Czara goryczy się przelała, gdy Biden oskarżył Władimira Putina o ingerencję w wybory na korzyść Donalda Trumpa i sprowokowany przez dziennikarza zgodził się, że Putin ma krew na rękach i jest „zabójcą” pozbawionym „duszy”.
Po wypowiedzi Bidena w rosyjskich oficjalnych i społecznościowych środkach masowej informacji zawrzało. Takie słowa o przywódcy państwa uznano za rzecz niespotykaną w dyplomacji i „chamstwo”. Nasiliła się krytyka środowiska Bidena, że nadużywa słabości człowieka, który ma wyraźne braki w pamięcią. Oficjalne komentarze rosyjskie wskazują, że dwukrotne potknięcie się Bidena na trapie przy wejściu do samolotu trudno tłumaczyć wiatrem. Biden ma wyraźne problemy z koncentracją, przy podpisywaniu dokumentów długo patrzy na długopis i „mamrocze” pod nosem, że nie wie, co podpisuje. Myli imię swego największego wroga Donalda Trumpa. Nie pamięta nazwisk swoich współpracowników. Pojawia się tylko na oficjalnych uroczystościach i odczytuje przygotowane mu wystąpienia.
W komentarzach rosyjskich podkreśla się ponadto, że prezydentura jest dla Bidena ukoronowaniem jego czterdziestoletniej kariery politycznej, a teraz dziwnym trafem ukrywa się on przed dziennikarzami i jako jedyny prezydent USA bardzo długo nie spotkał się po wyborach z nimi w otwartej dyskusji. A kiedy w końcu spotkał się w ostatnich dniach marca, to odpowiadał tylko na zadane wcześniej na piśmie pytania i nie podjął wielu ważnych problemów, w tym stosunków z Rosją. Być może wynika to z ograniczonych możliwości fizycznych i psychicznych Bidena. Putin odpowiadając Bidenowi życzył mu przed wszystkim „dobrego zdrowia”. Niektórzy dopatrzyli się w tym sugestii, że w Rosji nie obrażają się na chorych. Putin życząc Bidenowi zdrowia, najzwyczajniej ulitował się nad chorym człowiekiem. Ale bardziej radykalni komentatorzy polityczni w USA dostrzegli w tych życzeniach zapowiedź rychłej śmierci Bidena. Ujrzeli długą rękę Kremla.
U was linczują Afroamerykanów
Rosjanie podkreślają, że oskarżanie przywódców innych krajów nie jest niczym nadzwyczajnym w amerykańskiej polityce. Tacy ludzie jak Biden linczowali Afroamerykanów w przeszłości oraz dokonali atomowych bombardowań Hiroszimy i Nagasaki, chociaż nie było ku temu żadnych militarnych przyczyn. Poza tym Putin przypomniał dziecięce porzekadło: „kto kogoś przezywa, ten sam się tak nazywa”. Można w związku z tym zrozumieć, że to Biden sam jest „bezdusznym mordercą”, ponieważ jako wiceprezydent sankcjonował uderzenia bezzałogowych dronów w innych krajach, w wyniku których zginęło 117 zwykłych obywateli, wliczając w to dzieci. Atak na Putina nie uznano za zbyt rozsądny, zwłaszcza, że Stany Zjednoczone mają problemy w stosunkach z Chinami. Poza tym, atak ten odzwierciedla punkt widzenia większości amerykańskich analityków, widzących w Putinie zwornik całego systemu politycznego Rosji i jego rozpad po dyskredytacji Putina…
Sytuacja jest dość niezręczna z ludzkiego punktu widzenia, ale życzenia dobrego zdrowia dla Bidena nie są zwykłą grzecznością Putina, tylko stanowczym atakiem przeciwko politycznemu otoczeniu Bidena, kompleksowi militarno-przemysłowemu, oskarżeniem ich, że nadużywają niedyspozycje chorego człowieka dla swoich celów politycznych. Putin wskazał przy tym, że Rosja nie ma potrzeby mieszania się w wybory w USA, ponieważ od lat bez względy na to, kto wygra wybory w Stanach Zjednoczonych, to polityka USA wobec Rosji zawsze pozostaje niezmienna. Rosja trwale pozostaje najgorszym wrogiem.
W ostatnich dniach rosyjska retoryka gwałtownie zaostrzyła się. Przybrała bardziej polityczny charakter. Przypomniano, że wcześniej w podobny sposób czarną kartkę dano Slobodanowi Miloševiciowi, Saddamowi Husajnowi, Muammarowi al-Kaddafiemu. Wskazano tez do jakich bezprawnych środków odwołano się aby ich zniszczyć. Zapowiedziano, że te scenariusze wobec Rosji i Putina nie sprawdzą się.
Ewentualna choroba Bidena i koń Kaliguli
Wydaje się, że wyższy od współczesnych polityków poziom świadomości sprzeczności pomiędzy kompetencjami urzędników a stosunkami społeczno-ekonomicznymi i politycznymi, miał cesarz Kaligula. Wybrał on jednak bardzo specyficzny sposób rozwiązania tej sprzeczności – mianował on swego konia senatorem i chciał później uczynić go Pierwszym Konsulem Imperium. Paradoksem jest to, że ten z pozoru bezsensowny czyn ma swoje logiczne i polityczne uzasadnienie również w dniu dzisiejszym. Przypomniał i analizował ten problem Jan Kurowickii.
Na nic zdały się argumenty przeciwników tej nominacji, że koń jest zwierzęciem i nie ma rozumu politycznego czy administracyjnego, że nie ma odpowiednich manier, nie umie zachowywać się przy stole, że nie ma odpowiedniego stosunku do religii, tradycji czy prezencji zewnętrznej. W ocenie Kaliguli koń miał bowiem jedną niepodważalną zaletę, był niezdolny do intryganctwa, pozostawał lojalny i wierny, był mądry mądrością wszystkich doradców. Nawet w czasach współczesnych wielu urzędników i deputowanych do ciał przedstawicielskich, szczególnie tych pochodzących z wyborów powszechnych, podobnych jest do konia Kaliguli – Incitatusa. Z uwagi na ogrom dziedzin podlegających władzy administracji państwowej, poszczególni urzędnicy często posiadają w niektórych podległych sobie dziedzinach kompetencje na miarę rozumu końskiego, chociaż nie jedzą owsa czy siana. Ale w związku z tym, jak pisał Kurowicki „Nic nie musi iść na opak, a podejmowane decyzje będą na miejscu i kompetentne, gdy otoczy go odpowiednio ukształtowana struktura rządzenia czy zarządzania. Każda bowiem decyzja może być w jej obrębie odpowiednio przygotowana i podsunięta do zatwierdzenia; każdy też, za przeproszeniem, koński czyn, czy gest władcy […] może dojść (lub nie dojść) do skutku zależnie od tego, jaka jest otaczająca go struktura (zaplecze) i stopień, w jakim je kontroluje”ii. Mądrość konia zależy więc od stajni i stajennych, którzy go otaczają i odwiedzają.
Trzeba przyznać, że Biden ma za sobą długą karierę polityczną, co przemawia na jego korzyść. Był piątym najmłodszym senatorem, przewodniczył Senackiej Komisji Spraw Zagranicznych i Sądownictwa, starał się dotrzeć do przeciwników wojny w Wietnamie, występował przeciwko przemocy domowej i napastowaniu seksualnemu kobiet, potępiał działania militarne w Iraku, popierał ruchy ekologiczne. Po wygranych wyborach prezydenckich 11 marca 2021 Joe Biden podpisał „Amerykański Plan Ratunkowy”, zakładający m.in. jednokrotne wypłacenie 1400 dolarów wszystkim dorosłym obywatelkom i obywatelom (skąd to znamy? Wielki kapitał rozdaje pieniądze, aby nie dopuścić do spadku cen i deflacji…).
Zdaniem Kurowickiego przykład konia Kaliguli „Pozwala […] zakwestionować oświeceniowe złudzenie, jakoby o efektywności władzy decydowały kompetencje, rozum i wola tych, co ją bezpośrednio z najwyższego szczebla sprawują. Więcej! Nawet najbardziej kompetentne i rozumne działania owych sprawujących władzę są zawsze (bezpośrednio lub pośrednio) determinowane przez konkretne układy sił w obrębie ich zaplecza”iii.
Wypływają z tego wnioski dla sprawujących władzę, podległych im urzędników i służących radą uczonych doradców. Przywódca, który nie będzie zdawał sobie sprawy z uzależnienia od swego otoczenia i zaplecza, nawet jeśli będzie najbardziej kompetentny i wykształcony, zostanie obalony przez swoje otoczenie i przestanie pełnić przywódczą rolę. O wiele łatwiej jest z przywódcą, który nie wie, co się z nim dzieje. Podwładny zaś i doradca, który będzie manifestacyjnie okazywał swoją kompetencję i wyższość intelektualną w stosunku do przywódcy i otocznia, zostanie usunięty również ze swego stanowiska. Podwładny, aby zająć pozycję i utrzymać ją, musi zatem wykazać się sprytem i umieć wykorzystywać nadarzające się sprzyjające okoliczności dla realizacji swoich propozycji.
O pozycji osób przewodzących i podwładnych decyduje bowiem nie tylko wiedza, ale również wyobraźnia historyczna i socjologiczna, a przede wszystkim zdolność do reprodukcji stosunków w najbliższym otoczeniu, zarówno tych towarzysko-zawodowych, jak i społeczno-politycznych. Krótko mówiąc decydują interesy osobiste i grupowe, bieżące i perspektywiczne. Obecnie każdy doradca nie tylko Bidena, ale i innych przywódców, musi gwarantować utrzymanie ich przywódczej roli, a ponadto musi zapewniać warunki do reprodukcji kapitalistycznych stosunków społeczno-ekonomicznych i politycznych. Musi też swoimi radami wspierać danego przywódcę w umocnieniu USA i globalnej ekspansji kapitału amerykańskiego. Tym bardziej, że w USA doszły obecnie do władzy te grupy kapitału, które zainteresowane są w dalszym rozwoju procesu globalizacji.
Z przypadku Incitatusa wynika, że nawet gdyby kandydat do sprawowania władzy był niekompetentny lub nijaki, ale zdolny do służenia celowi zasadniczemu, zostawał przez system wyposażony w te cechy, których osobiście mógł nie mieć. Roland Reagan, jak wiadomo cierpiał na chorobę Alzheimera, ale jego otoczenie potrafiło przygotowywać go do wystąpień publicznych. Czyżby nie chciało tego ryzykować z Bidenem?
Wystarczy, że jakaś partia wygra w Polsce wybory parlamentarne, a natychmiast pojawiają się ludzie z odpowiednimi „kwalifikacjami”, czy to członkowie tych partii, czy członkowie ich rodzin, czy znajomi. A gdy zajdzie potrzeba dokonuje się nawet transferów między klubami parlamentarnymi. Tak, czy owak, wszystkie boksy w stajni zostają zapełnione, a obsługa znajdująca się w cieniu dba o to, by interes kręcił się nadal…
Biden potrafi
Nie inaczej było zapewne również z Bidenem. Naśmiewanie się z niego, że czegoś nie potrafi, jest pozbawione głębszego sensu, bo władza polityczna to bardziej skomplikowany mechanizm, chyba, że chodzi o rozgrzeszenie pozostałych członków systemu decyzyjnego…
Biden ma oczywiście wielu podwładnych sobie urzędników, którzy bardzo dbają o niego. Idealny podwładny, zdaniem Kurowickiego, nie jest, wbrew powszechnym mniemaniom, ten, kto posiada doskonałe kwalifikacje do zajmowania danego stanowiska oraz odpowiednie cnoty moralne i obywatelskie. W rzeczywistości „Działają […] zgodnie z obowiązującymi w danej strukturze normami i zasadami, zadowalając się swym miejscem w danej strukturze. Przy czym nie przesuwają się oni w hierarchii struktury ani w górę, ani na boczny tor, ale też starają się nie spaść w dół. Gdyby bowiem mieli (i ujawnili) ambicje awansu, idealnymi podwładnymi już by nie byli. Stwarzaliby zagrożenie tym, co bezpośrednio nimi kierują lub dostarczali pretekstu do posądzenia, że działają nie z nakazu czystej sumienności, dla »sprawy«, a dla kariery, by być zauważonym i wyniesionym. Wystarczy tedy, aby dbali o to jeno, by ich nie zdegradowano albo przesunięto na boczny tor. […] Na przykład, gdy zauważy, że »góra« ma kwalifikacje na poziomie konia i popełnia ewidentne błędy, nie tylko nie wolno mu wprost zgłaszać zastrzeżeń do jej decyzji, ale, jeśli tylko może, tak musi wpływać na działania tej góry, by skutki nie szkodziły strukturze. Inaczej zagrozi sobie i swojej pozycji. Jest więc (wraz z innymi) ogonem, który czasami musi machać koniem”iv. Tak więc nie tylko w USA przywódcy się zmieniają, ale problemy i główne cele polityczne pozostają bez zmian…
Idealny podwładny, zdaniem Kurowickiego, nie powinien wynosić się ze swoimi kwalifikacjami ponad równych sobie stanowiskiem, jak i niżej stojących. Powinien chcieć żyć i dawać żyć innym, o ile ktoś nie kwestionuje jego kompetencji i nie podważa jego statusu. Dlatego zawsze będzie po stronie silniejszych w danym układzie personalnym, nawet gdyby to pociągało za sobą konieczność podejmowania działań czy decyzji niekompetentnych, lub wymagało nie dostrzegania ich. Sam zaś występować będzie przeciwko słabszej mniejszości, nawet jeśli po jej stronie będą racje merytoryczne i będzie z nią nieoficjalnie sympatyzował. Ponad te racje i prawdę przedłoży bowiem własną obecność w strukturze na danym stanowisku. Nie omieszka natychmiast przyłączyć się do mniejszości, gdy tej uda się zwyciężyć. Musi przy tym zawsze manifestować swoją partnerskość, otwartość, życzliwość i chęć służenia pomocą każdemu. „Konsekwencją tego wszystkiego jednak jest (bo być musi) coś paradoksalnego: obecność licznych, niekompetentnych działań lub decyzji idealnego podwładnego. I to mimo jego najdoskonalszych kwalifikacji! Co więcej: podjęte zostaną one przez niego z pełną świadomością. Te bowiem niekompetentne działania czy decyzje mają charakter nie podmiotowy, lecz strukturalny. Z jednej oto strony musi ów podwładny działać kompetentnie, bo […] tego wymaga jego status; z drugiej musi niejednokrotnie o swych umiejętnościach zapominać, jeśli chce utrzymać się w strukturze. Sprzeczność między jednym i drugim sprawia wszakże, że tylko drobna część jego działań będzie na miarę jego możliwości. Reszta zaś to osłanianie końskich kwalifikacji szefa, przymykanie oczu na błędy równych sobie lub niżej postawionych”.
Powinniśmy więc w działaniach poszczególnych przywódców w większym stopniu dostrzegać polityczną rolę ich najbliższego otoczenia. Jeśli więc Biden jest rzeczywiście chory, to czyni to całą sprawę bardzo nieprzyjemną z moralnego punktu widzenia. Jeśli zaś Biden jest zdrowy, to zapowiada to gwałtowne zaostrzenie stosunków międzynarodowych i nowe co najmniej lokalne wojny prowadzone przez USA cudzymi rękoma. Tak czy owak wywiad z Bidenem, w którym nazwał Putina „zabójcą”, który nie ma „duszy”, musiał być starannie przygotowany. Powstaje tylko pytanie: przez kogo i w jakim celu?
Sytuacja z Bidenem, jako żywo, przypomina ponowny wybór Borysa Jelcyna prezydentem Rosji. Pomimo zaawansowanej choroby Jelcyn został przez swoje otoczenie wystawiony w wyborach i musiał rywalizować z popularnym wówczas komunistą Giennadijem Ziuganowem. Po pół roku Jelcyn przekazał władzę Putinowi. Również dla Bidena wielu obserwatorów przypisuje przejściową rolę.
Koń Kaliguli, jeśli chodzi o kompetencje, przypominał osoby losowane na stanowiska przez starożytnych Ateńczyków. Osoby losowane w odróżnieniu od konia mogły nabywać doświadczenie i uczyć się bycia końmi. Koń zaś nie musiał uczyć się urzędowania i był „koński” z natury. Trwałość demokracji w warunkach jej medializacji wymaga, by miała ona swoje stajnie i swoje zaprzęgi konne, niezależnie od tego, że podlegają one okresowej krytyce i wymianie. Niestety mechanizm funkcjonowania każdej władzy jest podobny…

Cztery filary Wietnamu

Wietnamskie Zgromadzenie Narodowe podczas swego poniedziałkowego posiedzenia wybrało najwyższe władze państwowe.
Dotychczasowy premier Nguyen Xuan Phuc złożył dymisję i został wybrany prezydentem Socjalistycznej Republiki Wietnamu. Zastąpił Nguyen Phu Tronga, aktualnego sekretarza generalnego Komunistycznej Partii Wietnamu, któremu styczniowy Narodowy Kongres KPW powierzył pełnienie obowiązków prezydenta Wietnamu do czasu posiedzenia Zgromadzenia Narodowego.
Nowy prezydent Nguyen Xuan Phuc rekomendował na stanowisko premiera Pham Minha Chinha.
Za wnioskiem prezydenta i nominacją Pham Minh China zagłosowało 96 procent deputowanych.
Podczas poniedziałkowego posiedzenia Wietnamskie Zgromadzenie Narodowe wybrało też swojego nowego przewodniczącego. Marszałkiem wietnamskiego parlamentu został Vuong Dinh Hue.
W ten sposób zakończył się, zapoczątkowany przez styczniowy kongres KPW, proces formowania najwyższych władz Wietnamu. Obecnie reprezentuje je czterech polityków. Warto ich poznać, bo będą kierować najszybciej rozwijającym się państwem regionu Azji Południowo- Wschodniej.
Premier Pham Minh Chinh ma 62 lata. Jest doktorem prawa, inżynierem budownictwa, posiada tytuł profesora. Od dziesięciu lat jest członkiem Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Wietnamu. Wcześniej pracował w aparacie partyjnym oraz ministerstwie spraw wewnętrznych. Był tam wiceministrem, ma stopień generalski. Zasłynął jako reformator prowincji Quang Nihn. Znanej powszechnie w Polsce z przepięknej zatoki Ha Long. Profesor Pham Minh Chin był sekretarzem PKW tej prowincji. Przeprowadził w Quang Nihn wiele reform administracyjnych upraszczając system zarządzania prowincją. Zlikwidowano też wiele biurokratycznych barier w sferze lokalnej przedsiębiorczości, co doprowadziło do rozkwitu gospodarczego prowincji. Dziś inne prowincje wprowadzają podobne rozwiązania. A wielu Wietnamczyków liczy, że nowy premier zreformuje też system sprawowania władzy na szczeblu centralnym.
Prezydentem Wietnamu został 67-letni Nguyen Xuan Phuc.
W poprzedniej kadencji 2015-2020 był premierem Wietnamu. To za jego czasów Wietnam dorobił się miana „tygrysa gospodarczego” regionu i politycznego lidera państw ASEAN. W czasach epidemii COVID19 władze Wietnamu skutecznie opanowały pandemię i radykalnie ograniczyły rozprzestrzenianie się wirusa, budzą podziw azjatyckich sąsiadów.
Premier Nguyen Xuan Phuc jest wysoko ceniony za działalność na arenie międzynarodowej. Doprowadził do podpisania niezwykle ważnej dla Wietnamu umowy o wolnym handlu z Unią Europejską/ EVFTA/ a także umowy RCEP. O wolnym handlu państw ASEAN z Chinami, Japonią, Republiką Korei, Australią i Nową Zelandią.
Zapewne te sukcesy i doświadczenia w polityce międzynarodowej przydadzą mu się w pracy na stanowisku prezydenta.
Przewodniczącym Wietnamskiego Zgromadzenia Narodowego został 64-letni profesor Vuong Dinh Hue. Wcześniej był wykładowcą w Akademii Finansów i Rachunkowości w Hanoi i zajmował wiele stanowisk w wietnamskich agencjach rządowych związanych z finansami. Był prezesem Zarządu Wietnamskiego Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, Przewodniczący Centralnej Komisji Gospodarczej. Pełnił funkcję wicepremiera, ministra finansów i sekretarza Komitetu Komunistycznej Partii miasta Hanoi. Ma opinię sprawnego technokraty i legislatora.
Sekretarzem Generalnym Komunistycznej Partii Wietnamu pozostał, wybrany w styczniu tego roku, 76-letni Nguyen Phu Trong. Jest nestorem wietnamskiej polityki.
Do KPW wstąpił w 1968 roku. Studiował na uniwersytecie w Hanoi i w Akademii Nauk ZSRR. W 2011 roku został wybrany sekretarzem generalnym KPW. W 2015 roku podczas jego spotkania z prezydentem USA Barackiem Obamą podpisano umowę o partnerstwie trans pacyficznym między obu państwami. Jest też ceniony przez Wietnamczyków za wieloletnie, konsekwentne kampanie antykorupcyjne. W ich efekcie straciło stanowiska, a nawet trafiło do wiezienia wielu wysokich funkcjonariuszy partyjnych i państwowych, uważanych wcześniej za bezkarnych.
Wietnam jest najważniejszym partnerem Polski w regionie Azji Południowo -Wschodniej. Krajem tradycyjnie przyjaznym nam. W Polsce mieszka kilkadziesiąt tysięcy obywateli pochodzących z Wietnamu. Coraz więcej Polaków pracuje i osiedla się w Wietnamie.
Dlatego warto jest znać najważniejszych reprezentantów władzy tak bliskiego nam państwa i przyjaznego kraju.

Czarny ląd z czerwoną ziemią (cz.II)

Wybory w Republice środkowoafrykańskiej zaplanowano na dwa dni – 26 i 27 grudnia. Pierwszego dnia mieszkańcy odbierali karty do głosowania, drugiego odnosili i wrzucali do urn.

Wydawanie kart było ściśle monitorowaną i przestrzeganą procedurą. Osoby uprawnione weryfikowano na podstawie przygotowanego wcześniej spisu mieszkańców, porównywano ze zdjęciem – tak, każdy uprawniony do głosowania oprócz swoich danych, musiał wcześniej zrobić sobie zdjęcie, by umieszczono go na liście uprawnionych. Pobrane już karty mogli więc wrzucić w dowolnej komisji, niekoniecznie tej w miejscu zamieszkania.
Dwa wyborcze dni, zapowiadały się więc bardzo intensywne i ciekawie. Chciałem zwiedzić jak największy rejon – i zobaczyć jak pracują te najbardziej odległe od stolicy, komisje wyborcze.
Tak naprawdę bardziej interesowało mnie jak żyją mieszkańcy tego kraju w wioskach i miasteczkach oddalonych o wiele setek kilometrów od najbliższej cywilizacji.
Żeby mieć w miarę pełny obraz podzieliliśmy się na dwie grupy. Ja wyruszyłem z Milenkiem – macedońskim dziennikarzem i znanym w swoim kraju youtuberem, natomiast Grzesiek wraz z francuską obserwatorką i dwoma węgierskimi posłami – którzy przylecieli jedynie na trzy dni – wyznaczyli sobie zupełnie inną trasę. Tym sposobem zdołaliśmy objechać znaczną część zachodniej części RŚA.
Milenko i ja ruszyliśmy w stronę prefektury Mambere Kadei, w rejony Vobay Mbaiki, Barberati i Bouar. Grzesiek wraz ze swoją grupą zaplanowali Sibut, Damara i Bimbo. Oczywiście były to miejsca wybrane losowo i nikt poza nami nie wiedział, który rejon będziemy chcieli zobaczyć. Niektóre z tych miejsc były na tyle odległe, że bez samolotu nie zdołalibyśmy tam dotrzeć.
Pierwszego dnia wyborów, budzik zerwał mnie o trzeciej nad ranem, do odlotu mieliśmy jeszcze dwie godziny, ale chciałem przygotować jakiś prowiant, z tego co nam powiedziano, po drodze nie mogliśmy liczyć na żadne bary, restauracje, czy normalne sklepy. Najtrudniej będzie bez kawy – pomyślałem, ale podekscytowany lotem specjalnie się tym nie przejmowałem.
Kilka minut przed piątą podjechał umówiony kierowca. Wpakowaliśmy się do auta i prosto na lotnisko. Wśród wielu samolotów, okazało się, że mamy do dyspozycji chyba najstarszą z całej powietrznej floty tego kraju – cesnę. Ten jednosilnikowy maluszek bardziej wzbudziłmoje zaciekawienie, niż przerażenie. Zanim wystartowaliśmy, należało go wypchnąć i odpowiednio ustawić na pasie. Już pierwsze próby odpalenia powinny były spowodować panikę, a przynajmniej zaniepokoić. Przypomniały mi się czasy, gdy podczas siarczystych mrozów ludzie pod blokami odpalali swoje maluch, syrenki i zaporożce.
To był dokładnie ten sam turkot. W końcu, za którymś razem motor zaskoczył, a śmigło zaczynało wchodzić na obroty. Oczywiście zgodnie z rytmem krztuszącego się, jak podczas silnej gruźlicy – silnika. Po kilku minutach, gdy pilot uznał, że kaszel jest już bezpieczny, regularny i że lepiej już nie będzie, kiwnął głową na znak, że startujemy, a ja wskazałem mu na mapie rejon Barberati.
Lotnisko w Bangui już znałem, więc częściowy brak asfaltu wcale mnie nie zdziwił. Wbrew obawom, ta stara maszyna bardzo lekko oderwała się od pasa i powoli zaczęliśmy się wzbijać. Okazało się, że wiek i sprawność cesny nie jest naszym największym problemem. Republika Środkowoafrykańska to bardzo zalesiony obszar. Taka zielona wyspa w sercu Afryki. Niemal cały teren pokryty gęstą roślinnością, idealna kryjówka dla wszelkiej maści rebeliantów i partyzantów, którzy przed wyborami znacznie zwiększyli swoją aktywność.
Maksymalny pułap samolotu to dwa i pół tysiąca metrów. Mogli więc zestrzelić nas w każdym momencie, spod każdej kępy krzaków zwykłym działkiem z czasów drugiej Wojny Światowej, z każdych zarośli mogły polecieć pociski i rakiety. A przy odrobinie szczęścia, wystarczyłby zwykły Kałasznikow.
Jednak moja fascynacja tym niewielkim staruszkiem, które – zupełnie jak trzmiel – nie miało prawa latać, a jednak płynnie niosło nas nad ziemią, przesłoniła cały rozsądek i lęk.
Po jakiś dwóch godzinach, pilot wskazał głową kawałek wolnej przestrzeni i powiedział, że tu wylądujemy. Z góry wyglądało to na zwykłą połać pustego terenu, z pewnością nie na lotnisko. Dosyć miękko posadził maszynę, a ja wciąż nie mogłem wyjść z osłupienia. Wylądowaliśmy na zwykłym klepisku na którego skraju stał dosyć prymitywny budynek. Natychmiast po wylądowaniu zobaczyłem, zbliżającą się do nas grupę uzbrojonych ludzi w nieznanych mi wcześniej mundurach.
Jak się okazało byli to zwykli najemnicy zatrudnieni przez władze do pilnowania lotnisk. Teraz nazywa się to „wyspecjalizowana firma ochroniarska”. Po krótkiej rozmowie, gdy już się sobie przedstawiliśmy i ustaliśmy kto jest skąd, jeden z nich powiedział do mnie „coś ci pokażę” i zniknął za ścianą baraku, po chwili wyszedł niosąc magazynki do AK 47 z napisem „Made in Poland”, zwróciłem jeszcze uwagę, że były to te modele, na mocniejszą amunicję kalibru 7,62 – zapytałem skąd je biorą? Popatrzył na mnie z politowaniem: „Z Polski. Przecież to wasz kraj nimi handluje. Sprzedajecie zarówno nam, jak i tamtym” wskazał głową w kierunku lasu – wyraźnie pokazując, że chodzi o rebeliantów. Przez chwilę nie mogłem wyjść z osłupienia: „ale jak to?” – wydusiłem w końcu z siebie – „Normalnie” – odpowiedział wzruszając ramionami – „Przecież cała masa tych karabinów była wcześniej w Chorwacji, tam kupujecie i sprzedajecie” – powiedział i machnął ręką. „To jakaś grupa przestępcza?” – drążyłem – „nie, Bumar czy jakoś tak” – odpowiedział. Przez chwilę stałem jak wryty zastanawiając czym różnią się legalni handlarze bronią od tych nielegalnych.
Droga przy której wylądowaliśmy w warunkach europejskich uznana byłby za leśną ścieżkę. Tutaj była czymś w rodzaju „drogi wojewódzkiej” czyli popularnym i uczęszczanym traktem – jak się okazało łączyła dwa większe miasteczka. Miejscowi pokonywali ją pieszo, ale ponieważ musieliśmy wjechać jakieś dwadzieścia kilometrów w tę dżunglę, jeden z najemników poprosił przechodzących ludzi, by sprowadzili nam mototaksówkę.
W Afryce jest to bardzo popularny środek transportu. Zwykły motocykl, który jest również taksówką. Warunki komfortowe, to takie gdy jadą jedynie trzy osoby na jednym, ale widywałem i po pięć, plus dziecko na ramionach jednego z pasażerów.
W niespełna pół godziny podjechały dwa takie motocykle. Pilot został wprawdzie przy samolocie, ale zabraliśmy ze sobą jednego pracownika tej nietypowej „firmy ochroniarskiej”. Znał okolice i miał być naszym przewodnikiem.
Pierwsza miejscowość – Barberati. Miasteczko pełne wojsk, zarówno rządowych jak i pokojowych sił ONZ czyli MINURCA. Po obejrzeniu lokali wyborczych w miasteczku, chcieliśmy jeszcze zwiedzić okolice.
Już w obstawie wojska przez kilka godzin jeździliśmy po okolicznych wioskach i zaglądaliśmy do każdej napotkanej komisji wyborczej. Pracownicy z dumą pokazywali w jaki sposób zorganizowali pracę – i faktycznie, w warunkach jakie mieli ich lokale wyborcze były bez zarzutu, a każdy dokument odpowiednio zapakowany i zabezpieczony.
Na samym początku, jeszcze w Barberati zaczepiłem jednego z żołnierzy Republiki Środkowoafrykańskiej, chciałem zapytać go o służbę w wojsku, walki, pochodzenie – sądziłem, że jakiś rządowy sztab, czy centralne dowództwo rozrzuca jednostki w zależności od potrzeb. Okazało się, że jest z pobliskiej miejscowości – to już mnie zaciekawiło. Nie musiałem długo wypytywać, okazał się bardzo rozmowny i sam opowiadał. Po chwili zastanowienia doszedłem do wniosku, że taka polityka lokacji wojsk ma swoje zalety, zwłaszcza podczas wojny domowej. Jeśli rebelianci zaatakują, to nie ma ryzyka, że żołnierz przejdzie na stronę przeciwnika, ponieważ będzie bronił swojej rodziny i sąsiadów. Rozmawiając oprowadzał mnie po miasteczku, pokazał szkołalę dla dzieci, weszliśmy do klasy, tuż obok była szkoła dla dorosłych. Również sala wypełniona ludźmi.
Warunki dosyć surowe, ale ludzie wyglądali na bardzo zaangażowanych. W okolicznych wioskach i w samym mieście nie było prądu, w pewnym momencie zwróciłem uwagę, że niemal wszyscy mieli tam komórki, spojrzałem na wyświetlacz swojego telefonu i zdziwiony zobaczyłem, że mam niemal pełny zasięg. Już miałem pytać mojego nowego kolegę jak je ładują, ale zobaczyłem niewielkie baterie solarne. Takie małe żółte kwadraty wielkości, może pięć na pięć centymetrów, z których wychodzą jedynie przewody dokładnie takie jak do telefonicznych ładowarek.
Od początku zauważyłem, że mój nowy afrykański kolega co chwilę zerka z ciekawością na moją ormiańską bransoletkę, którą kupiłem kilka tygodni wcześniej podczas wyprawy do Armenii i Republice Acachu, czyli Górskiego Karabachu. Taki plastikowy gadżet, ponieważ miałem w domu drugą, zapytałem czy mu się podoba – kiwnął głową, tak więc kaukaska bransoletka, została na przedramieniu afrykańskiego żołnierza. Mam nadzieję, że wciąż wisi na jego przedramieniu.
Powrót na lotnisko zorganizowało nam już wojsko. Dowódcy uznali, że przejazd motocyklami jest jednak zbyt niebezpieczny i odtransportowali nas pojazdami bojowymi. A ja jak wspomniałem w poprzedniej części, usadowiłem się obok pilota licząc na to, że przekonam go, by pozwolił mi chociaż przez chwilę pilotować ten podniebny motorower. Okazało się, że nie było żadnego problemu, a ja po kilku sekundach zakochałem się w pilotażu, – chociaż pierwszy mój delikatny ruch spowodował porządny wstrząs – poczułem nieodpartą ochotę zrobienia sobie licencji pilota.
Latając i jeżdżąc po różnych zakątkach kraju, spędziliśmy te dwa kluczowe, wyborcze dni.
Nasi znajomi z Węgier i Francji odlecieli. My zostaliśmy czekając na wyniki wyborów i dalszy rozwój sytuacji, bilety mieliśmy kupione na ósmego stycznia, czyli dziesięć dni na poznawanie tej zielonej wyspy w samym sercu Afryki.
Ciąg dalszy nastąpi…

Ten wspaniały wiek – wspomnienie drogi, którą przeszliśmy

Jaka naprawdę jest Komunistyczna Partia Chin.

Od dłuższego czasu wiele osób próbuje znaleźć tajemnicę sukcesu kryjącą się za chińskim fenomenem, tj. jak Chinom przez cały czas udaje się zdobywać coraz to nowe osiągnięcia rozwojowe przyciągające uwagę świata? Myślę, że kluczem do tej zagadki jest Komunistyczna Partia Chin (KPCh) – to KPCh zjednoczyła i poprowadziła Chińczyków do osiągnięcia widocznych dziś rezultatów, wszystko dzięki ciężkiej pracy i błyskotliwemu działaniu. W 2021 roku przypada 100. rocznica powstania KPCh. Stojąc na przełomie „dwóch stuleci”, Chiny rozpoczynają nową podróż – podróż, podczas której budować będą nowoczesny kraj socjalistyczny. W tym szczególnym momencie historii chciałbym wraz z Państwem dokonać przeglądu stuletniej historii KPCh i opowiedzieć wam, jaka jest ona naprawdę.

Porywająca stuletnia podróż

Historia jest najlepszym podręcznikiem. W 1921 roku pośród silnych niepokojów społecznych w Chinach narodziła się Komunistyczna Partia Chin, a jedną z jej misji założycielskich było wyciągnięcie Chin z tragicznej sytuacji, w której znalazły się od połowy XIX wieku na skutek chaosu wojen oraz nędzy mieszkańców. W ciągu ostatniego stulecia KPCh zjednoczyła i poprowadziła Chińczyków do odzyskania niepodległości narodowej, wyzwolenia narodowego, znalezienia właściwej ścieżki rozwoju narodowego i dokonania bardzo rzadkich w świecie „dwóch cudów”: szybkiego rozwoju gospodarczego i trwałej stabilności społecznej. Naród chiński poczynił ogromny skok – najpierw powstając wzbogacał się, by stać się silnym. Socjalizm z chińską charakterystyką również dokonał ogromnego skoku – od ustanowienia poprzez rozwój do swej doskonałości. Ogromny skok ludu chińskiego polegał natomiast na przeobrażeniu doskwierającego mieszkańcom Chin głodu i chłodu w umiarkowany dobrobyt. Fakty wyraźnie wskazują, że KPCh jest z punktu widzenia rozwoju chińskiej historii koniecznością i wyborem narodu chińskiego.

Intencje sprzed stu laty są jeszcze silniejsze

Komunistyczna Partia Chin wywodzi się z ludu i opiera na ludziach, aby rozwijać się i rosnąć w siłę. KPCh zawsze żywiła do ludzi głębokie uczucia. Od momentu powstania KPCh traktuje dążenie do osiągnięcia szczęścia przez naród chiński jak swój nieustający cel. Niezależnie od okresu w swej historii, czy to w czasach rewolucji, budowy, reform, czy też dzisiejszej walki z epidemią oraz ograniczania ubóstwa, KPCh zawsze stanowczo stawała po stronie ludzi. Te pierwotne zamierzenia są nie tylko podstawową siłą napędową dla chińskich komunistów do dalszego postępu, ale także podstawowym powodem uzyskania tak szczerego poparcia ludu. Przez wiele lat poziom poparcia dla chińskiego rządu był na szczycie listy międzynarodowych sondaży. To w pełni dowodzi nierozerwalnych więzi, można rzec – jako więzi między krwią i kością, między KPCh a Chińczykami. To naród daje KPCh pewność siebie w rządzeniu krajem.

Nowy rozdział w stuletnim marzeniu

Zamożny i silny kraj, odrodzenie narodowe i szczęśliwi ludzie – to właśnie są marzenia, o których urzeczywistnienie nieustannie walczy KPCh. Niedawno Przewodniczący Xi Jinping oficjalnie oświadczył, że Chiny odniosły całkowite zwycięstwo w walce z ubóstwem. Podczas ostatnio zakończonych dwóch sesji parlamentarnych w Chinach uchwalono „Czternasty pięcioletni plan krajowego rozwoju gospodarczego i społecznego Chińskiej Republiki Ludowej oraz zarys długoterminowych celów na 2035 r.”, co oznacza, że Chiny weszły w nowy etap rozwoju i wyruszyły w nową podróż w realizacji chińskiego marzenia. Chiny przyspieszą budowę nowego wzorca rozwoju opartego o dwa wzajemnie napędzające się obiegi: krajowy i międzynarodowy, przy czym obieg krajowy pełnić tam będzie główną rolę. Chiny otworzą się na świat szerzej, w głębszym stopniu i w jeszcze większym zakresie, będą również dążyć do realizacji wysokiej jakości rozwoju gospodarczego i społecznego oraz wielkiego odrodzenia narodu chińskiego. Imponująca moc odrodzenia narodowego jest nieposkromiona.

Obecnie KPCh stała się już największą na świecie partią polityczną, która nie tylko głęboko zmieniła przyszłe perspektywy i losy Chińczyków, ale także zmieniła kierunek światowego rozwoju. Jak podkreślił Przewodniczący Xi Jinping: „Gigant musi przybrać właściwy kształt. Komunistyczna Partia Chin jest partią, która poszukuje szczęścia dla Chińczyków oraz partią, która dąży do postępu ludzkości.” Nie przejmujemy wzorców zachodnich, nie eksportujemy też własnych, a KPCh od początku do końca pozostaje:

– obrońcą pokoju na świecie. KPCh narodziła się w okresie wojen, aby walczyć o niepodległość i wyzwolenie narodowe, prowadziła naród chiński przez dwadzieścia osiem lat walki zbrojnej i poczyniła wiele poświęceń. Chińscy komuniści są w pełni świadomi, jaką wartość ma pokój i są zdecydowani, aby utrzymywać pokój na świecie. Chiny są drugim, co do wielkości przekazania środków, uczestnikiem operacji pokojowych ONZ i krajem, który wysłał najwięcej swoich żołnierzy wśród stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ. Chiny niosą sztandar pokoju, rozwoju, współpracy i wspólnych korzyści i będą konsekwentnie podążać ścieżką pokojowego rozwoju.

– ofiarodawcą dla globalnego rozwoju. Chińskie przysłowie mówi, że pojedynczy kwiat nie może uczynić wiosny, ale gdy kwitnie setki kwiatów ogród staje się jej pełen. KPCh jest gotowa przynosić korzyści nie tylko Chińczykom, ale również ludziom na całym świecie. Przez długi czas Chiny udzielały różnorakiej bezpłatnej pomocy, pożyczek preferencyjnych i wsparcia technicznego krajom rozwijającym się, a także pomagały w tworzeniu wielu projektów mających na celu rozwój gospodarczy i społeczny oraz poprawę warunków życia ludzi. Chińska inicjatywa „Pasa i szlaku” w istotny sposób przyczyniła się do stabilizacji gospodarki i poprawy warunków życia mieszkańców wiele krajów. Wkraczając w nowy etap rozwoju, Chiny stworzą więcej możliwości współpracy dla świata i w większym stopniu przyczynią się do promowania globalnego rozwoju i dobrobytu.

– inicjatorem wymiany kulturalnej. Cywilizacja jest różnorodna dzięki wymianom kulturowym, a bogata dzięki uczeniu się od siebie wzajemnie. KPCh zawsze przywiązywała wielką wagę do czerpania z osiągnięć cywilizacji stworzonych przez ludzi pochodzących z różnych zakątków świata. Marksizm jest prawdą naukową, którą chińscy komuniści przejęli z zagranicy. Został on opracowany, zaktualizowany i udoskonalony zgodnie z zasadami chińskiej praktyki, stając się teorią naukową, która przyświeca KPCh przy przewodniczeniu narodowi chińskiemu w jego ciągłym rozwoju. KPCh będzie z otwartym umysłem, patrząc z wielu perspektyw poszukiwać wspólnych płaszczyzn, zachowując istniejące różnice oraz skupiać się na podobieństwach, a nie rozbieżnościach. Będzie aktywnie prowadzić wymianę, dialog i współpracę z innymi krajami tak, by wspólnie móc cieszyć się owocami rozwoju cywilizacji ludzkiej.

Mimo wiatrów i burz dziejowych, mimo wszelkich zawirowań, w ciągu tych wszystkich lat nie KPCh nie zestarzała się, a jej istota pozostała niezmieniona. Stoimy w historycznym punkcie kolejnego początku, a chiński cud trwa nadal, chińska ścieżka staje się coraz bardziej wyrazista, a Komunistyczna Partia Chin, która walczy już od stu lat, wciąż jest pełna wigoru i stoi wyprostowana patrząc przed siebie! Przyszłość i losy ludzi pochodzących ze wszystkich zakątków globu są ze sobą coraz ściślej powiązane. Na pytanie, „w którą stronę zmierza ludzkość?”, Sekretarz Generalny Xi Jinping i Komunistyczna Partia Chin udzielili już własnych odpowiedzi: jest to kierunek aktywnego rozwoju globalnych partnerstw, promocji budowy wspólnoty ludzkiego losu oraz współpracy na rzecz stworzenia lepszego świata.

Historia remontu Instytutu Konfucjusza w Krakowie

Obok Muzeum Narodowego w Krakowie, niedaleko od starego miasta znajduje się Instytut Konfucjusza (IK). Przeniósł się wiosną 2019 roku do tej nowej lokalizacji.

Eleganckie szare ściany, uroczysta chińska czerwień, kołyszący się zielony bambus oraz posąg Konfucjusza w ogrodzie, tutaj chińską atmosferę można poczuć w każdym zakątku. W szczególności zewnętrzna ściana dużej sali na trzecim piętrze budynku stała się popularnym miejscem do zwiedzenia dla delegacji odwiedzających Instytut Konfucjusza. Tapeta na ścianie inspirowana utworem kaligrafii mistrza Wang Xizhi, „Lantingji Xu” często przyciąga odwiedzających do robienia tutaj pamiątkowych zdjęć, ale niewiele osób zna historię związaną z tą tapetą.
Pod koniec 2016 roku Chiny i Polska podpisały umowę na remont budynku Instytutu Konfucjusza w Krakowie. W związku z tym wydarzeniem, jako dyrektor instytutu ze strony chińskiej, długo zastanawiałem się, jak można maksymalnie zaprezentować elementy chińskie w nowej siedzibie Instytutu Konfucjusza w Krakowie, harmonijnie współgrające z polską estetyką.
Niedługo po Świętach Wiosny w 2017 roku delegacja Uniwersytetu Jagellońskiego udała się do Chin, aby rozpocząć wizytę studyjną. Miałem nadzieję, że dzięki tej wycieczce polska strona, a zwłaszcza projektantka, która nigdy wcześniej nie była w Chinach, będzie mogła lepiej zrozumieć chińską kulturę, a później lepiej zaprezentować chińskie elementy i wpleść je w projekt.
Można powiedzieć, że wycieczka studyjna wypadła bardzo pomyślnie. Starożytna architektura w Pekinie, odnowiona dzielnica Tianzifang w Szanghaju, a zwłaszcza główna siedziba Instytutu Konfucjusza zrobiły na członkach delegacji głębokie wrażenie i dostarczyły projektantce wielu inspiracji projektowych.
Dzięki licznym spotkaniom koordynacyjnym oraz pełnej i efektywnej komunikacji z różnymi odpowiednimi stronami, renowacja budynku przebiegała sprawnie. W późniejszym etapie remontu napotkano jednak wiele problemów, np. wybór tapety na ścianę był dość skomplikowany.
Projekt tapety, który poleciła wówczas projektantka, przedstawiał wielkiego karpia. Z jej punktu widzenia wzór karpia może być używany jako symbol kultury chińskiej. Moje pierwsze wrażenie po obejrzeniu tego projektu tapety nie było zbyt dobre, uważałem, że wybór nie był trafiony. Czułem, że to nie chiński styl malowania karpia, i wzór ma mocny japoński styl Ukiyo-e. Nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, więc rozmawiałem z wieloma osobami, którzy albo od wielu lat studiowali kulturę porównawczą w Japonii, albo są absolwentami historii sztuki. Oni także byli pewni, że to japoński wzór w stylu Ukiyo-e. Porozumiałem się więc również z ówczesną dyrektor IK z polskiej strony, która przez wiele lat studiowała w Chinach, mając nadzieję, że stanie po mojej stronie. Ale niespodziewanie dyrektor IK z polskiej strony powiedziała, że karp jest symbolem dobrobytu i dostatku w chińskiej kulturze i jej zdaniem, ​​ten wzór tapety jest bardzo dobry.
Wielokrotnie wyjaśniałem tę sytuację. Powiedziałem, że chociaż obraz karpia jest używany zarówno w kulturze chińskiej, jak i japońskiej, po naszych badaniach, jestem przekonany, że ten konkretny wzór tapety ma silny japoński styl Ukiyo-e. Jako instytucja upowszechniająca chińską kulturę bardzo niewłaściwe byłoby umieszczanie tapet w stylu japońskim na ścianach Instytutów Konfucjusza. Gdyby w instytucji promocji kultury polskiej Instytucie Akademia Mickiewicza umieszczono obrazy rosyjskich malarzy, co myśleliby Polacy, jakie mieliby odczucia? To byłby skandal! Jako profesjonalna instytucja promocji kultury chińskiej musimy być profesjonalni. Po wielu wysiłkach i wielokrotnych dyskusjach w końcu wybraliśmy tapetę z chińskimi wzorami kaligrafii. Chińskie znaki są symbolem najlepiej reprezentującym chińską kulturę, a kaligrafia jest jedną z najwyższych form sztuki w kulturze chińskiej. Ponadto projekt tej tapety jest inspirowany słynną kaligrafią „Lantingji Xu”, która ma niezwykłe znaczenie artystyczne i historyczne. Późniejsze fakty dowiodły również, że wybór tej tapety z kaligrafią dodał blasku i elegancji Instytutowi Konfucjusza w Krakowie.
W rzeczywistości, chociaż projekt odbudowy przebiegał płynnie, im więcej elementów kulturowych należy przedstawić w dekoracji, tym bardziej można odczuć wpływ różnic kulturowych i komunikacji międzykulturowej.
Po zakończeniu generalnego remontu budynku, posąg Konfucjusza, pierwotnie umieszczony na nowym kampusie Uniwersytetu Jagiellońskiego, miał być przeniesiony do nowej siedziby Instytutu Konfucjusza w Krakowie. Po przeprowadzce posąg Konfucjusza został początkowo umieszczony po najbardziej zewnętrznej stronie ogrodu, obok drogi publicznej. Wprawdzie lokalizacja ta ma swoje zalety, gdyż przechodnie przechodzący tą ulicą mogliby zobaczyć posąg, ale temu miejscu brakuje jednak poważnego, majestatycznego charakteru. Zgodnie z chińską kulturą posąg Konfucjusza powinien być ustawiony w środku ogrodu. Dlatego ponownie wytłumaczyłem chińską filozofię i w końcu umieszczono posąg Konfucjusza przy małej uliczce w ogrodzie chińskim przed budynkiem Instytutu Konfucjusza. Ta lokalizacja znajduje się w zasadzie w środku ogrodu i pod bujnym starym drzewem, co sprawia, że ​​wizerunek Konfucjusza jest bardziej uroczysty.
Jako kraj położony w Europie Środkowo-Wschodniej i daleko od Chin, większość Polaków ma ograniczoną wiedzę o Chinach, dlatego różnice kulturowe mają jeszcze większy wpływ w kontaktach między mieszkańcami obu krajów. Jednak w ostatnich latach dzięki wymianom między oboma krajami stale umacnia się wzajemne zrozumienie między obiema stronami, a w tym również Instytut Konfucjusza w Krakowie przyczynił się do wzajemnego zrozumienia między oboma krajami oraz między narodami Chin i Polski. Kraków jest kulturalną stolicą Polski, Instytut Konfucjusza w Krakowie zorganizował i uczestniczył także w wielu lokalnych wydarzeniach kulturalnych. W Krakowie co roku w czerwcu odbywa się Parada Smocza, Instytut Konfucjusza wykonał chińskiego smoka i zaprosił do udziału w paradzie uczniów miejscowych szkół. W tym wydarzeniu, w którym mogą uczestniczyć dziesiątki tysięcy ludzi, oryginalny, chiński smok przyciąga uwagę wielu osób.
W dzisiejszych czasach, gdy odwiedzimy szkoły podstawowe, które oferują lekcje języka chińskiego, uczniowie podstawówki witają się z nami po chińsku, podczas, gdy wiele lat temu zobaczywszy Chińczyków wyglądali na zaskoczonych. Czasami w restauracji McDonald’s spotykałem też uczniów szkół podstawowych, którzy mówili do mnie po chińsku: Nihao (Dzień dobry). Przyjaźń między narodami polega na bliskości ludzi, a bliskość ludzi polega na wzajemnemu zrozumieniu. W związku z coraz większą liczbą kontaktów między obu krajami, Chińczycy i Polacy też będą lepiej rozumieć się wzajemnie.