48 godzin świat

KE chwali TSUE

„Mile widzianym wyjaśnieniem zasady nieusuwalności i niezależności sędziów, co jest podstawowym elementem skutecznej ochrony sędziowskiej w Unii Europejskiej” określiła Komisja Europejska werdykt Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej , który uznał polską ustawę w zakresie wieku przejścia na emeryturę sędziów Sądu Najwyższego za niezgodną z unijnym prawem. TSUE uznał, że Komisja Europejska ma prawo stawiać zarzuty państwu członkowskiemu w sprawie organizacji jego systemu sprawiedliwości i architektury sądownictwa., a jako podstawę wskazał nie tylko unijne dyrektywy, ale także art. 19 Traktatu o Unii Europejskiej.

Babiš musi odejść

Demonstracja w Pradze przeciwko premierowi Andrejowi Babišowi zgromadziła ćwierć miliona ludzi. Była to kulminacja protestów występujących od końca kwietnia w Pradze i innych miastach. Premier od lat jest podejrzany o defraudacje euro-subwencji. „Wstydzimy się takiego premiera!” – skandowali ludzie. Domagano się również dymisji Marii Benesovej, minister sprawiedliwości, która miała tuszować przestępstwo premiera. Była to największa demonstracja w Czechach od 30 lat.

Bezpłatne studia w USA?

Demokratyczny senator Bernie Sanders zamierza wnieść pod obrady Kongresu propozycję, chce umorzyć studentom spłatę kredytów zaciągniętych na studia i umożliwić studiowanie za darmo.

Putin przedłuża sankcje

Prezydent Federacji Rosyjskiej podpisał dekret, który przedłuża retorsje wobec Unii Europejskiej. Embargo na produkty żywnościowe z UE będzie obowiązywało do końca przyszłego roku.

Powtórka nic nie dała

Kandydat opozycji Ekrem İmamoğlu wygrał różnicą ponad 7 proc. powtórne wybory burmistrza Stambułu. Powtórzenie wyborów po przegranej popieranego przez rząd kandydata nie przyniosło rezultatów.

Rosyjskie okręty na Kubie

Do portu w Hawanie zawinęła eskadra rosyjskiej Floty Północnej złożony z fregaty i jednostek pomocniczych. Są w trakcie rejsu dookoła świata trwającego od 26 lutego.

Przez wzajemnie korzystną współpracę do lepszej przyszłości

W ostatnim czasie chińsko-amerykański konflikt gospodarczo-handlowy znajduje się w centrum zainteresowania społeczności międzynarodowej. Jest on także szeroko komentowany we wszystkich środowiskach w Polsce. 2 czerwca władze Chin opublikowały białą księgę prezentującą stanowisko Chin w sprawie konsultacji gospodarczo-handlowych między Chinami a USA. Chciałbym podzielić się moimi przemyśleniami na ten temat.

1. USA sprowokowały nową odsłonę konfliktu gospodarczo-handlowego.
Od momentu objęcia urzędu w 2017 r. nowa administracja USA realizuje politykę „America first”. Wprowadza serię środków promujących unilateralizm i protekcjonizm i powraca do „polityki grubego kija” w stosunku do swoich największych partnerów handlowych – krajów UE, Japonii, Kanady, Meksyku czy Indii. Stany Zjednoczone zwróciły się również bezpośrednio przeciw Chinom, nakładając wysokie cła i ograniczając inwestycje, co dało początek tarciom handlowym.
W ostatnim czasie pod pretekstem gwarantowania bezpieczeństwa narodowego, nie mając żadnych dowodów, USA zastosowały sankcje wobec firmy Huawei i innych chińskich spółek. Źródłem ich postawy jest przekonanie o własnej wyższości i zapędy hegemonistyczne, niemożność wyjścia ze ślepego zaułka, w którym rządzi prawo dżungli i zaślepienie iluzją, że „zwycięzca bierze wszystko”.
Działania USA nie tylko znacznie hamują handel chińsko-amerykański, ale przede wszystkim łamią zasady ustalone przez WTO, szkodzą wielostronnemu systemowi handlu światowego, poważnie zaburzają globalne łańcuchy produkcyjne i dostawcze, godzą w zaufanie do rynku, stanowiąc poważne wyzwanie dla globalnego ożywienia gospodarczego.

2. Stanowisko Chin w sprawie eskalacji konfliktu chińsko-amerykańskiego.
Mając na względzie ochronę światowego porządku handlowego oraz wspólne interesy obu krajów, Chiny od początku nalegały na rozwiązanie sporu w drodze dialogu, poważnie podchodząc do kolejnych rund konsultacji prowadzonych ze Stanami Zjednoczonymi i wychodząc z propozycjami pragmatycznego rozwiązania sporu.
Niestety, ciągła zmiana stanowiska przez USA, brak poszanowania osiągniętego już konsensusu, szukanie rozwiązań siłowych, a także przedstawianie nierealistycznych, niemożliwych do zaakceptowania przez stronę chińską warunków sprawiły, że nie udało się osiągnąć porozumienia. Dalsze rozmowy zahamowało także niesłuszne oskarżenie Chin przez USA o niedotrzymanie wcześniejszych ustaleń. Dodatkowo sytuację zaostrzało permanentne, kontynuowane bez względu na stanowczy sprzeciw Chin, nakładanie ceł na chińskie towary.
Celem Chin jest osiągnięcie porozumienia na drodze dialogu, ale nie ustąpią one pod presją i są gotowe sprostać każdemu wyzwaniu. W obliczu wywołanych i stale rozbudzanych przez Stany Zjednoczone tarć gospodarczych i handlowych, Chiny muszą sięgać po wszelkie środki zaradcze i zdecydowanie bronić interesów kraju i narodu.
Chiny wyraźnie podkreślają, że współpraca musi opierać się na zasadach, a negocjacje nie mogą przekroczyć dolnej linii porozumienia. Jego ceną nie może być rozwój, a tym bardziej suwerenność jednej ze stron. Stanowisko chińskie jest jasne i niezmienne: Chiny i Stany na współpracy zyskają, walcząc ze sobą – stracą. Chiny nie chcą prowadzić wojny handlowej, ale też się jej nie boją. Jeśli będzie taka konieczność staną do walki.
W kwestiach zasadniczych, Chiny nigdy nie pójdą na kompromis – trudno oczekiwać, by Chiny przystały na godzące w ich interesy ustalenia.

3. W wojnie handlowej nie ma zwycięzców.
Amerykańska polityka unilateralizmu i protekcjonizmu nikomu nie przyniesie korzyści. Zgodnie z opinią dyrektor MFW, Christine Lagarde, nałożenie przez Stany Zjednoczone cła w zapowiedzianej wysokości spowoduje w przyszłym roku spadek wartości globalnego PKB o około 455 mld dolarów. Z uwagi na obecną sytuację Bank Światowy obniżył także prognozę światowego wzrostu gospodarczego w 2019 r. do 2,6 procent.
Nie tak dawno ponad 600 amerykańskich firm, w tym Wal-Mart i Target, napisało list do prezydenta Donalda Trumpa, w którym wyraziły swoje zaniepokojenie eskalacją chińsko-amerykańskiej wojny celnej. Zwrócono w nim uwagę, że wysokie cła nie są skutecznym sposobem na poprawę równowagi handlowej, a za ich wprowadzenie zapłacą amerykańskie, a nie chińskie, przedsiębiorstwa. Konsekwencje rosnącego bezrobocia i kosztów utrzymania uderzają także w zwykłych Amerykanów.
Z kolei wpływ konfliktu handlowego na gospodarkę chińską jest kontrolowany, a wynikające z niego trudności i wyzwania są przezwyciężane. Nie można lekceważyć determinacji 1,3 mld Chińczyków do oparcia się zewnętrznym siłom oraz do pracy na rzecz rozwoju kraju i dobrego życia. Chiny mają korzystne warunki do rozwoju gospodarczego i społecznego – samodzielny system przemysłowy, rozwiniętą infrastrukturę, liczną siłę roboczą, własny kapitał, źródła energii, ogromny rynek, silny popyt krajowy – w pełni wystarczające do utrzymania chińskiego wzrostu gospodarczego i ograniczenia zagrożeń zewnętrznych.
W ostatnich latach władze Chin kładły nacisk na innowacyjny, zbalansowany, ekologiczny, otwarty i korzystny dla wszystkich rozwój. Czyniono wysiłki mające na celu dostosowanie struktury gospodarczej, tak by nastąpiła transformacja chińskiej gospodarki od modelu szybkiego wzrostu do rozwoju wysokiej jakości. Jednocześnie Chiny, dysponując wystarczającymi narzędziami i środkami dostosowawczymi, a także bogatym doświadczeniem, mogą być spokojne o utrzymanie stabilnego wzrostu gospodarczego.
W pierwszym kwartale tego roku PKB Chin wzrósł o 6,4 proc. – to czternasty z rzędu kwartał, w którym wzrost utrzymuje się na poziomie 6,4-6,8 procent. Przemysł, konsumpcja, inwestycje, import i eksport odnotowały wzrost większy, niż zakładały analizy krajowe i zagraniczne. Wszystko to wskazuje na odporność chińskiej gospodarki.
Chiny będą kontynuować swoje działania, pogłębiać reformy, otwierać się oraz utrzymywać dobre tempo stabilnego rozwoju gospodarczego. Będą także w dalszym ciągu utrzymywać dobre relacje z innymi państwami i odgrywać rolę siły napędowej światowej gospodarki.

4. Tylko wzajemnie korzystna współpraca prowadzi do lepszej przyszłości.
Globalizacja ekonomiczna jest nieuchronnym rezultatem rozwoju efektywności społecznej oraz postępu naukowego i technologicznego. To proces, którego nie można zatrzymać. Dziś, wraz z szybkim rozwojem światowej integracji, interesy wszystkich krajów są połączone, współzależne i współdzielone. Społeczeństwa nie mogą już żyć w odosobnieniu. Konfrontacje, konflikty i gra o sumie zerowej nie przeszły próby czasu – dziś stawiamy na obopólnie korzystną współpracę.
Konflikt gospodarczo-handlowy między Chinami a Stanami Zjednoczonymi powinien i może zostać rozwiązany na drodze dialogu. Drzwi do rozmów są wciąż otwarte. Mam nadzieję, że Chiny i Stany Zjednoczone będą podążać w tym samym kierunku, opierać się na zasadach wzajemnego szacunku, równości i wzajemnych korzyści, wyrównywać różnice i wzmacniać współpracę gospodarczą i handlową, tak by stosunki chińsko-amerykańskie rozwijały się w oparciu o harmonię, współpracę i stabilność.
Osiągnięcie przez Chiny i Stany Zjednoczone obustronnie korzystnego porozumienia w kwestiach gospodarczych i handlowych, jest zgodne z interesami obu krajów i oczekiwaniami całego świata.
Chiny i Polska są ważnymi partnerami wspólnej budowy „Pasa i Szlaku” oraz współpracy „17+1”. W wielu dziedzinach przynosi już ona znakomite efekty i ma przed sobą świetne perspektywy. Jesteśmy przekonani, że stosunki chińsko-polskie przetrwają zewnętrzne zawirowania, będą przyczyniać się do zwiększenia dostatku obywateli obu krajów oraz będą miały wpływ na ustabilizowanie obecnej, niepewnej światowej sytuacji gospodarczej.

Scicluna w Chile

– jak to naprawdę było – rozmowa z Patricią Mayorga

W styczniu 2018 r., podczas pielgrzymki Franciszka do Chile doszło do bezprecednsowych protestów antypapieskich (w tym do podpalenia kościołów), spowodowanych oburzeniem z powodu skandali pedofilskich i ich tuszowania. Papież potępił nadużycia i spotkał się z ofiarami, ale jego odpowiedź na pytania dziennikarzy chilijskich dotyczących biskupa, Juan Barrosa wywołały oburzenie i polemikę: „W dniu, w którym otrzymam dowody przeciwko niemu, wypowiem się. Na razie to oszczerstwa. Czy to jasne?”. Po powrocie do Rzymu papież w liście do biskupów chilijskich napisał: „…popełniłem poważne błędy w ocenie i postrzeganiu sytuacji, zwłaszcza z powodu braku prawdziwych i wyważonych informacji”, przeprosił oraz obiecał spotkać się z ofiarami Karadimy. Przede wszystkim jednak powierzył abp Sciclunie oraz hiszpańskiemu księdzu Jordi Bartomeu zbadanie sprawy. W wyniku tej specjalnej misji Scicluny, cały chilijski episkopat podał się do dymisji. O tym, jak do tego doszło rozmawiamy z Patricią Mayorga, chilijska dziennikarka, korespondentka zagraniczna dziennika „El Mercurio” i wiceprzewodnicząca Światowego Stowarzyszenia Kobiet Dziennikarek (AMMPE).

Agnieszka Zakrzewicz: Sekretarz pomocniczy Kongregacji Nauki Wiary, abp Charles Scicluna w 2018 r., przeprowadził w Chile dochodzenie dotyczące nadużyć seksualnych w tamtejszym Kościele, w wyniku którego cały chilijski episkopat podał się do dymisji. Jak do tego doszło?

Patricia Mayorga: Nikt w Chile, ani ofiary, ani katolicy, ani duchowni nie mogli przewidzieć trzęsienia ziemi, które wywołała pierwsza wizyta abp Charlesa Scicluny. Kiedy papież miesiąc wcześniej odwiedził Chile i pomimo wcześniejszego sceptycyzmu, zdał sobie sprawę, ze strasznej sytuacji jego Kościoła w tym kraju, postanowił powierzyć specjalną misję sekretarzowi pomocniczemu Kongregacji Nauki Wiary oraz katalońskiemu księdzu Jordi Bertomeu.

Czego spodziewano się po tej wizycie?

Początkowo abp Scicluna był przyjmowany nieufnie przez świeckich, którzy nie zostali wysłuchani przez papieża podczas jego wizyty apostolskiej w Chile, prosząc o zdymisjonowanie w diecezji Osorno, miasta w południowym Chile położonego ponad 800 kilometrów od Santiago, biskupa Juana Barrosa, oskarżonego o bycie pasywnym wspólnikiem nadużyć seksualnych popełnianych przez księdza Fernando Karadimę, wydalonego ze stanu kapłańskiego, we wrześniu ubiegłego roku. Biskup Osorno, którego sam Bergoglio postawił na czele archidiecezji w 2015, zawsze zaprzeczał wszystkim oskarżeniom i brał ostentacyjny udział w celebracjach papieskich podczas pielgrzymki Franciszka, co zostało bardzo źle przyjęte przez tamtejszą wspólnotę wiernych. Nikt więc – ani ofiary, ani media, ani niewierzący ani sami katolicy – nie wiązali żadnych nadziei z tą misją.

Co konkretnie wysłannik papieża zrobił w Chile?

W Chile, abp Scicluna przesłuchał setki ofiar nadużyć, a po powrocie sporządził gruby raport, który przedstawił papieżowi Franciszkowi, zawierający długą listę nadużyć seksualnych popełnionych przez duchownych: molestowanie ofiar, przenoszenie winnych z jednej do drugiej parafii bez żadnych sankcji, a także zniszczenie kompromitujących dokumentów przechowywanych w sejfach instytucji religijnych.

Jak papież Franciszek zareagował na to?

Po zapoznaniu się z raportem, w maju 2018, papież powołał do Rzymu całą chilijską Konferencję Episkopatu. Wręczył biskupom dokument mający skłonić ich do refleksji, który był naprawdę surowym oskarżeniem przeciwko chilijskiemu Kościołowi o bycie „elitarnym”, „utratę kierunku drogi”, „odejście od Ewangelii”. Po tym – wszystkich 34 przedstawicieli Episkopatu podało się do dymisji. Podkreślam – to nie papież czy abp Scicluna, zmusił chilijskich biskupów do dymisji. To chilijscy biskupi postawili Bergoglia po raz kolejny w trudnej sytuacji: „jeżeli któryś z nas jest winny, to znaczy, że wszyscy jesteśmy winni”. Nie wzięli odpowiedzialności na siebie, lecz cały problem przerzucili na papieża. Franciszek przyjął siedem rezygnacji. Bergoglio zaprosił do Watykanu ofiary Karadimy – Juan Carlos Cruza, James’a Hamiltona i José Andrésa Murillo, z którymi spotkał się w Domu św. Marty.

Abp Scicluna odbył dwie misje w Chile?

Tak. Po spotkaniu z chilijskimi biskupami, w czerwcu zeszłego roku, papież ponownie wysłał abp Sciclunę i ks. Bartomeu do Chile. Tym razem udali się do diecezji Osorno wraz z nowym biskupem, aby prosić parafian o przebaczenie inercji Kościoła. Przy tej okazji odbyło się szkolenie z duchownymi na Papieskim Uniwersytecie Katolickim, gdzie abp Scicluna powiedział jasno, że proces kanoniczny nie może w żadnym stopniu utrudniać ofiarom dochodzenia praw przed cywilnym wymiarem sprawiedliwości, podkreślił również, że Kościół powinien z nim współpracować w obronie własnych wartości.

Czy Scicluna spotkał się również z cywilnym wymiarem sprawiedliwości?

Podczas tej drugiej podróży, Scicluna spotkał się z chilijskim prokuratorem generalnym, który zwrócił się do Watykanu o raport, opracowany przez papieskiego wysłannika. Sekretarz pomocniczy Kongregacji Nauki Wiary, podkreślił, że współpraca z krajową prokuraturą jest dla Watykanu bardzo ważna, aby dać pozytywny sygnał, że nadużycia na małoletnich to nie tylko przestępstwa kanoniczne, ale także karne.

Jak te wszystkie wydarzenia zmieniły Chile?

Jak już powiedziałam, to było prawdziwe trzęsienie ziemi. W chilijskim Kościele podniosła się świadomość krzywdy wyrządzonej ofiarom i wiernym oraz pojawiła się wreszcie chęć zadośćuczynienie. To przynajmniej oficjalnie. Prawdziwa, szczera przemiana to jednak długi proces. Efektem tego wszystkiego jest na pewno postępująca laicyzacja społeczeństwa, które poprzez skandal nadużyć w Kościele, odwróciło się od niego.

Plan dla Palestyny bez Palestyny

Biały Dom ujawnił w końcu pierwszą część „New Dealu” – długo zapowiadanego planu pokojowego dla Palestyny. Jared Kushner – doradca prezydenta Trumpa ds. Bliskiego Wschodu przedstawi jego szczegóły na specjalnej konferencji w Bahrajnie, bez udziału Palestyńczyków.

Większość Palestyny zajmuje dziś kolonialne państwo Izrael, ono też zbrojnie okupuje lub blokuje resztę jej terytorium. W mediach nazywa to się zwykle „konfliktem izraelsko-palestyńskim”. Jared Kushner, zięć prezydenta Stanów Zjednoczonych, młody, bogaty, religijny żyd, jak i jego żona Ivanka Trump, pracuje nad jego bezstronnym rozwiązaniem od kiedy został doradcą prezydenta. „Nowe, wielkie rozdanie” ma polegać na polityczno-gospodarczym planie, który opracował ze swym współpracownikiem, również doradcą Trumpa, Jasonem Greenblattem. Wczoraj ujawniono zręby jego części ekonomicznej, polityczna ma być gotowa dopiero w listopadzie.
Celem części gospodarczej ma być zebranie 50 miliardów dolarów w ciągu 10 lat tak, by podwoić palestyński PKB. Biały Dom reklamuje ten pomysł: „Plan ten reprezentuje najambitniejszy i najbardziej kompletny wysiłek międzynarodowy na rzecz narodu palestyńskiego”, który „może fundamentalnie zmienić Zachodni Brzeg Jordanu i Gazę i otworzyć nowy rozdział w palestyńskiej historii, rozdział zaznaczony nie konfliktem i stratami, lecz wolnością i godnością”. Inicjatywa ma stworzyć zatrudnienie dla miliona ludzi – precyzował komunikat. Z tym, że pieniędzmi nie będą zarządzać Palestyńczycy a specjalny bank pod kontrolą Stanów Zjednoczonych, co ma „zapobiec korupcji”.
Palestyńczycy na ogół nie wierzą w bezstronność Jareda Kushnera, gdyż jest to bliski przyjaciel rodziny premiera Izraela Netanjahu. Kushner poparł „dar polityczny” Trumpa w postaci uznania Jerozolimy za izraelską własność i stolicę. Według przecieków na temat politycznej część „New Dealu”, jego nowatorskość ma polegać na faktycznym, szczerym pożegnaniu z ideą niepodległego państwa palestyńskiego w Palestynie, która „obciążała poprzednie plany pokojowe”.
Jutro Kushner otworzy więc w stolicy Bahrajnu Manamie konferencję „Od pokoju po dobrobyt”, na którą zaprosił przedstawicieli ministerstw finansów arabskich dyktatur z Zatoki. Czy jego plan zyska ich zrozumienie i pieniądze? Możliwe, bo nie będą narażać się imperium, ale i tak wszyscy czekają na polityczną część planu, odroczoną już drugi raz ze względu na wybory w Izraelu.
Tymczasem Autonomia Palestyńska (AP) z Zachodniego Brzegu odpowiedziała Kushnerowi, że USA powinny raczej zająć się nielegalnym zaborem ziem palestyńskich przez uzbrojonych Izraelczyków, a te obietnice to próba korupcji. „Kiedyś nęcono nas hasłem „ziemia za pokój”, teraz mamy „dobrobyt za pokój” – z niechęcią pisała o planie AP. Plan odrzucił też Hamas rządzący w zamkniętej Strefie Gazy: „Oni chcą sprawę palestyńską zamienić z politycznej na ekonomiczną” – mówił jeden z przywódców organizacji Ismail Haniyeh, choć plan Kushnera przewiduje wyremontowanie jedynej elektrowni w Gazie. W Strefie od lat brakuje prądu.

48 godzin świat

Nieudany przewrót

22 czerwca rząd Etiopii poinformował o nieudanej próbie zamachu stanu, podjętej przez jednostki zbrojne w stanie Amhara, drugim najbardziej zaludnionym regionie kraju. Według agencji Reuters za nieudaną próbą przejęcia władzy w Amharze może stać szef bezpieczeństwa państwa, generał armii Asamina Tsiege. KW czasie próby zamachu zginął szef sztabu armii etiopskiej Seaare Mekonnen i jeszcze inny generał. oraz szef regionalnego rządu Amhary – Ambahiu Mekonnen i jeden urzędnik.

Demonstracje w Tbilisi

Od czwartku w stolicy Gruzji trwają wielotyswięcz\ne antyrosyjskie demonstracje. Była to reakcja na wiadomość, że rosyjski deputowany Siergiej Gawriłow przemawiał w parlamencie po rosyjsku z miejsca przewodniczącego. W czwartek doszło do starć z policją, w których zostało rannych 240 osób. Doszło także do pobicia rosyjskich dziennikarzy. Dalsze manifestacje miały już spokojniejszy przebieg. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow kreślił demonstracje mianem antyrosyjskiej prowokacji. oznajmił w piątek, że „wszystko, co zdarzyło się wczoraj w Gruzji, jest niczym innym niż antyrosyjską prowokacją”. Prezydent Rosji Władimir Putin w wydanym w piątek dekrecie polecił rosyjskim liniom lotniczym, aby od 8 lipca wstrzymały rejsy do Gruzji, a biurom podróży, by zaprzestały sprzedawania wycieczek do tego kraju. Zalecił też rządowi okazanie pomocy przy powrocie do kraju obywatelom rosyjskim

Drakońskie wyroki

Turecki sąd zadecydował o losie osób oskarżonych o udział w puczu wojskowym 15 lipca 2016 r., którego celem było obalenie prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana i ocalenie kraju przez dyktaturą. Zapadły wyroki w 261 procesach związanych z wydarzeniami z lipca 2016 roku. Przed sądem nadal toczy się 28 spraw. Sąd podjął decyzję o skazaniu na dożywotnie pozbawienie wolności 151 osób. Wobec większości – 128 osób – zasądzono zaostrzony rygor odbywania kary. 27 kolejnych więźniów zostało skazanych na karę 20 lat pozbawienia wolności za przynależność do organizacji terrorystycznej. 33 osoby zostały uwolnione od zarzutów i uniewinnione. Nie zapadły werdykty w sprawie 13 osób, które są sądzone zaocznie, ponieważ tureckim służbom nie udało się ich złapać – wśród nich jest Fethullah Gülen, który zdaniem tureckich władz był inicjatorem puczu.

Iran czekają nowe sankcje

Prezydent USA Donald Trump zapowiedział obłożenie Iranu nowymi sankcjami. Nie określił jednak, na czym by miały polegać. Trudno uwierzyć, że takie można w ogóle wprowadzić – dodał.

Cyberatak Trumpa

Prezydent USA Donald Trump zatwierdził cyberatak przeciwko Iranowi – informuje „The Washington Post”, powołując się na źródło w amerykańskim wywiadzie. Doszło do niego w czwartek.

Merkel chce dialogu

Niemiecka kanclerz uważa, że społeczność międzynarodowa powinna poszukiwać politycznych rozwiązań w sprawie Iranu. Napięcia w Zatoce Perskiej będą omawiane na szczycie G20.

Rosjanin pozywa TVP

To pierwszy przypadek, kiedy obywatel Federacji Rosyjskiej pozywa polskie media. „Wiadomości” TVP podały, że dziennikarz Leonid Swiridow miał „zarzuty o szpiegostwo”.

 

Facebook – narodziny supermocarstwa

Czy jesteśmy świadkami narodzin nowego supermocarstwa? Już teraz z Facebooka korzysta niemal 2,4 mld osób, czyli co trzeci mieszkaniec globu. Łącznie z użytkownikami powiązanych z nim serwisów, takich jak WhatsApp czy Messenger, ich liczba dobija 3 mld. Zeszłoroczny dochód firmy wyniósł prawie 59 mld dolarów, co oznaczało wzrost o ponad 32 proc. w stosunku do 2017 r. To wszystko jednak nic w porównaniu z planami wprowadzenia globalnej waluty, której premierę Facebook zapowiada za kilka miesięcy.

W ubiegłym tygodniu szefostwo Facebooka ogłosiło, że prace nad własnym środkiem płatniczym weszły w ostateczną fazę. Oznacza to, że Libra – bo tak będzie nazywać się nowa kryptowaluta – trafi do obiegu już w przyszłym roku. Marzenie o „prostej, globalnej walucie i infrastrukturze, która upodmiotowi miliardy ludzi na całym świecie” ma się spełnić dzięki umowie Facebooka z największymi firmami płatniczymi. Do tej pory porozumienie o współpracy podpisały m.in. Visa, Mastercard, PayPal i Uber. Każdy, kto choć raz kupował przez internet lub płacił za pomocą aplikacji, wie, że to właśnie te przedsiębiorstwa kontrolują lwią część przepływu pieniędzy w sieci.
Czy zatem rzeczywiście czeka nas rewolucja, zaś Facebook zmieni się w globalne mocarstwo? Niektórzy uspokajają, że przecież już teraz znajdują się w obiegu różne kryptowaluty, a mimo to dominująca pozycja dolara czy euro pozostaje niezagrożona. Rzeczywiście, najpopularniejszy internetowy pieniądz, czyli Bitcoin, właśnie skończył dziesięć lat, w Polsce (podobnie zresztą jak na całym świecie) działają automaty, gdzie można wymienić „tradycyjne” złotówki na bitmonety, a światowa gospodarka nadal uparcie kręci się wokół papierowych pieniędzy. Jak jednak przekonuje David Marcus, odpowiedzialny w Facebooku za Librę, nowa waluta będzie opierała się na zupełnie innej filozofii funkcjonowania. O ile bowiem bitcoiny traktuje się jako inwestycję, dzięki której można szybko i dużo zarobić (ale też stracić), o tyle Libra ma na celu zastąpienie tradycyjnych środków płatniczych. Innymi słowy, facebookowymi pieniędzmi zapłacimy nasze rachunki, kupimy bilet do kina czy zamówimy pizzę. Stabilność Libry zapewni nie tylko specjalny mechanizm łańcuchu bloków (tzw. blockchain, działa na nim m.in. Bitcoin), ale także – co jest nowością w przypadku pieniędzy internetowych – pokrycie w najważniejszych tradycyjnych walutach oraz rządowe gwarancje.
Brzmi pięknie, prawda? Wystarczy sobie wyobrazić, że podróżując z Polski do Niemiec, USA, a potem jeszcze Indii nie będziemy musieli martwić się o kursy walut, obsługę naszych kart bankowych itp. Wystarczy, że zalogujemy się do Facebooka i klikniemy w odpowiednią ikonę. Na tym jednak Mark Zuckerberg, właściciel tego największego serwisu społecznościowego, nie zamierza poprzestać. Od dawna zapowiada bowiem liczne inicjatywy skierowane do najbiedniejszych użytkowników, aby także i oni mogli korzystać z dobrodziejstw Libry. Od kilku już lat Facebook dostarcza darmowy internet w niektórych państwach rozwijających się, w ramach własnego programu „Free Basics” (Darmowe Podstawy). Korzystają z niego dziesiątki milionów osób na całym świecie, choć ów dostęp do sieci jest mocno ograniczony i zawężony głównie do aplikacji i serwisów współpracujących z Facebookiem.
Politycy i ekonomiści ostrzegają, że Libra może zachwiać światową gospodarką. Z tych samych powodów, dla których tak wiele osób byłoby skłonnych z niej korzystać. Podstawowym problemem jest brak państwowej kontroli nad kryptowalutą. Kurs dolara, euro czy złotówki zależy od siły państwowych gospodarek, a także od politycznych decyzji demokratycznie wybranych rządów i podległych im instytucji. Kto więc będzie sprawował kontrolę nad Librą? Już teraz zakup bitcoinów może być transakcją życia, ale równie prawdopodobnie może doprowadzić do bankructwa. Jak wyliczany jest kurs bitcoina do dolara czy euro? Tego tak naprawdę nie wie nikt. Dodatkowo, Libra wzmacnia niebezpieczeństwo ucieczki kapitału z kraju. Wyobraźmy sobie, że Polskę dotyka kryzys gospodarczy. Inwestorzy mają ograniczone pole manewru, w związku z czym – chcąc czy nie – muszą zaangażować się w ratowanie finansów. Natomiast wraz z uruchomieniem Libry będą mogli swobodnie wymienić złotówki na tę kryptowalutę i wycofać się z Polski niezauważeni. Dlatego też obecne sankcje na Rosję byłoby trudno utrzymać – firmy i rządy po prostu robiłyby interesy nie w dolarach czy euro, a w niekontrolowanych przez jakikolwiek państwo facebookowych librach.
Takich czarnych scenariuszy związanych z Librą jest więcej. Nic więc dziwnego, że politycy z dystansem zareagowali na informację o jej niechybnej premierze. Sprzeciw wobec planów Facebooka połączył demokratów i republikanów w Stanach Zjednoczonych. Senator Sherrod Brown z senackiej komisji finansów podkreślił, że „nie możemy pozwolić, aby Facebook uruchomił swoją ryzykowną kryptowalutę, bez żadnego nadzoru”. W Wielkiej Brytanii wprost wykluczono możliwość korzystania z Libry, gdyby miała ona funkcjonować bez odpowiednich rządowych regulacji. Także pozostałe państwa z grupy G7 wyraziły swój sceptycyzm i zapowiedziały podjęcie odpowiednich kroków w celu zablokowania Libry. Jeszcze z innych powodów niepokój mogą odczuwać także Chiny i Rosja, gdzie korzystanie z Facebooka jest mocno ograniczone.
Za kilka miesięcy przekonamy się czy światowe potęgi zdołają zatrzymać Facebooka i jego plany globalnej waluty. Gdyby jednak Mark Zuckerberg postawił na swoim, może okazać się, że oto jesteśmy świadkami powstania nie tyle nowego systemu walutowego, co nowego supermocarstwa, które z cyberprzestrzeni teleportowało się do całkiem realnego świata.

Chiński odwet za cła

Chińska komisja ds. rozwoju i reform pracuje nad nowelizacją prawa dotyczącą tzw. metali ziem rzadkich. To bardzo trudno dostępne i niezwykle rzadko występujące surowce chemiczne. ChRL, w odpowiedzi na agresywne działania administracji Donalda Trumpa, zapowiada ograniczenie eksportu tych materiałów. To może być gigantyczny cios dla Stanów Zjednoczonych.

Metale ziem rzadkich lub pierwiastki ziem rzadkich (REE – ang. rare earth elements) to potoczna nazwa rodziny 17 pierwiastków chemicznych, w skład której wchodzą dwa skandowce (skand i itr) i wszystkie lantanowce (lantan, cer, prazeodym, neodym, promet, samar, europ, gadolin, terb, dysproz, holm, erb, tul, iterb i lutet). Na terenie Chin znajduje się ponad 35 proc. rozpoznanych zasobów, następne w kolejności są Indie i Rosja.
Stany Zjednoczone importują aż 80 proc. REE właśnie z Chin. Pierwiastki te mają kluczowe znaczenie dla wielu gałęzi przemysłu, także zbrojeniowego i informatycznego. Najczęściej wykorzystywane są w silnikach elektrycznych do różnych pojazdów i elektronicznych urządzeniach służących do rafinowania ropy naftowej.
Wygląda na to, że cierpliwość władz w Pekinie się wyczerpała. Wobec agresywnej postawy Stanów Zjednoczonych wytoczona zostaje ciężka artyleria.
Oficjalnie, o planach wdrożenia zmian w prawie regulującym wydobycie i obrót REE powiedział na konferencji prasowej rzecznik głównego urzędu planowania gospodarczego, Narodowej Komisji Rozwoju i Reform, Meng Wei. Nie podał żadnych szczegółów jednak wyjaśnił, że prace są „zaawansowane” i że zamiarem Komisji jest „podać przewidywane zmiany do publicznej wiadomości bez żadnej zbędnej zwłoki”.

Macron chce dialogu

Prezydent Francji wezwał do dialogu z Iranem, apelując równocześnie do Teheranu, aby nie zrywał porozumienia nuklearnego.

„Ubolewam nad decyzjami ogłoszonymi dzisiaj przez Iran, jednak Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej podkreśla, że Iran respektuje zobowiązania i zdecydowanie zachęcamy do cierpliwej i odpowiedzialnej postawy” – powiedział Macron podczas konferencji prasowej po spotkaniu z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim.
Irańska Organizacja Energii Atomowej (AEOI) czeka, aż władze tego kraju zdecydują o kolejnym etapie redukcji zobowiązań Teheranu w ramach umowy jądrowej, powiedział przedstawiciel AEOI Bekhruz Kamalvandi. „Jeśli chodzi o drugi etap, czekamy na decyzję władz, Europa wciąż ma czas, wystarczająco dużo możliwości” – powiedział Kamalvandi w irańskiej telewizji. Jeśli Europa podejmie praktyczne kroki w celu ochrony interesów Iranu, sytuacja związana z wypełnieniem przez Iran zobowiązań wynikających z umowy nuklearnej powróci do normy – dodał. Wcześniej zapowiedział jednak, że w ciągu 10 dni Iran przekroczy limity zapasów nisko wzbogaconego uranu i ciężkiej wody ustalone w traktacie z 2015 r. zawartym z grupą P5+1 ((USA, Rosja, Chiny, Wielka Brytania, Francja i Niemcy). Ogłaszając 8 maja częściowe zawieszenie respektowania traktatu Iran dał jego pozostałym sygnatariuszom 60 dni na wypracowanie rozwiązania pozwalającego ominąć nałożone przez Waszyngton sankcje. Jeśli państwa członkowskie porozumienia nuklearnego nie zabezpieczą interesów Iranu w określonym czasie, Teheran zadeklarował gotowość do zawieszenia modernizacji reaktora w Araku, co było częścią porozumienia nuklearnego i odrzucenia ograniczeń na poziomie wzbogacania uranu.
O woli obrony porozumienia nuklearnego z Iranem i gotowości do zacieśnienia koordynacji współpracy z Iranem w ramach wielostronnych organizacji – zapewnił na szczycie Szanghajskiej Organizacji Współpracy prezydent Chin Xi Jinping.

Koniec amerykańskiej pomocy

Prezydent USA spełnił swoją groźbę. Zamrożone zostaną transfery setek milionów dolarów, kierowane dotąd do państw, których rozwój gospodarczy był i jest hamowany przez mocarstwowe działania Waszyngtonu. Powód? Niewłaściwa, zdaniem Trumpa polityka migracyjna.

Sankcję będą dotyczyć Salwadoru, Gwatemali oraz Hondurasu. Od ubiegłego roku Donald Trump krytykował rządy tych krajów za zbyt liberalną politykę migracyjną. Co dokładnie kryje się za tym zarzutem? Waszyngton uważa, że granice państw Ameryki Środkowej są nieszczelne, czego skutkiem są kolejne karawany uchodźców maszerujące przez Meksyk na terytorium amerykańskie.
W październiku ubiegłego roku, po tym jak Trump po raz pierwszy zagroził wstrzymaniem pomocy, rządy ubogich państw Ameryki Środkowej wysyłały oddziały wojska na tereny graniczne, aby żołnierze wyłapywali i zwozili z powrotem do miast ludzi, którzy próbowali przedostać się do Meksyku, a następnie do USA w poszukiwaniu lepszego życia. Zła sytuacja materialna pchała jednak do ucieczki coraz większe grupy obywateli. W efekcie procesów migracyjnych nie udało się powstrzymać.
Donalda Trumpa nie obchodzą jednak dramatyczne okoliczności. Administracja prezydenta zamierza przenieść do innego programu finansowego 370 mln USD wsparcia dla państw Ameryki Środkowej. Pomoc w takiej kwocie zaakceptował wcześniej Kongres. Ponadto urzędnicy Trumpa planują zawiesić 180 mln USD dodatkowego wsparcia dla państw regionu, co zostało zatwierdzone przez izbę jeszcze w planie na rok fiskalny 2017. Żadne z tych środków nie zostały jak dotychczas przekazane.
Plan Trumpa, jak wskazują komentatorzy, spotka się prawdopodobnie z „twardą opozycją” w Kongresie zarówno ze strony Demokratów jak i części Republikanów. Przeciwnicy takiego rozwiązania wskazują, że odcinanie pomocy dla państw, które mierzą się z problemami głodu oraz przestępczości jest okrutne. Podkreślają, że przyniesie skutki odwrotne od zamierzonych, dodatkowo pogarszając kondycję gospodarczą Hondurasu, Salwadoru i Gwatemali, co przełoży się na spotęgowanie zjawiska migracji.

UE nie poszła na pasku

Kwestia irańska nie przestaje dzielić krajów Unii i Stanów Zjednoczonych. Podczas gdy Amerykanie i zaraz po nich Brytyjczycy orzekli, że to Iran jest winien ataku na dwa tankowce w zeszłym tygodniu, ministrowie spraw zagranicznych Unii zebrani w Luksemburgu przyjęli stanowisko wybrane przez ONZ: potrzebne jest najpierw śledztwo, potem wyrok.

W sprawie Iranu kraje Unii dały się nabrać amerykańskiej dyplomacji na początku tego roku: uznały mianowanego przez Waszyngton „prezydenta” Wenezueli, za co spodziewały się wyjątkowego zezwolenia na handel z Iranem, mimo amerykańskich sankcji nałożonych na ten kraj i na wszystkich, którzy zechcą z nim handlować. Bardzo szybko, już w lutym okazało się jednak, że USA nałożą sankcje również na kraje europejskie, gdyby chciały prowadzić wymianę z Iranem. Waszyngton jest niezadowolony, że kraje Unii próbowały ratować zerwane jednostronnie przez USA porozumienie atomowe z Teheranem, które tak nie podobało się Izraelowi.
Unia, wykiwana w kwestii Wenezueli, tym razem stanęła okoniem: amerykańsko-brytyjskie doniesienia, jakoby to Iran ostrzelał dwa tankowce, nie są jej zdaniem przekonujące. „Głównym zadaniem ministrów spraw zagranicznych jest uniknięcie wojny” – mówił szef luksemburskiej dyplomacji Jean Asselborn.
Niemiecki minister spraw zagranicznych Heiko Maas nadał ton zwracając uwagę, że na razie brak dowodów, że to Irańczycy zaatakowali tankowce: „Musimy być ostrożni, zbieramy informacje”. Wtórował mu austriacki minister Alexander Schallenberg: „Niebezpieczeństwo polega na tym, że chodzi o igranie z ogniem, a na koniec wszyscy będą przegrani.” Wyłowiony jakoby z wody irański paszport – w domyśle: zgubiony przez irańskiego terrorystę, który „przezornie” zabrał go ze sobą na akcję – europejskich dyplomatów nie przekonał do „jedynie słusznej” wersji ogłoszonej przez Waszyngton przy wtórze Londynu, Tel Awiwu i Rijadu.
Czwartkowy atak na tankowce do tej pory nie został wyjaśniony. Arabia Saudyjska i Izrael twierdzą, że to Iran, lecz ci amerykańscy sojusznicy od dawna prą do wojny przeciw Teheranowi.