Zielona wizja – nowoczesne chińskie samochody nowej energii wjeżdżają na europejski rynek

Światowy przemysł motoryzacyjny wciąż przestawia się na produkcję pojazdów niskoemisyjnych. Z tego powodu chińscy producenci samochodów nowej energii przyspieszają wprowadzanie swoich najnowszych modeli na rynki zagraniczne.

Od kultowej sedana Hongqi po wschodzące start-upy, takie jak NIO i XPeng, chińscy producenci samochodów nowej energii dzięki zielonej wizji I najnowocześniejszej technologii są bardziej pewni siebie niż ich poprzednicy na bardziej dojrzałych i konkurencyjnych rynkach, takich jak Europa i Stany Zjednoczone .
Zieleńsza wizja
To nie przypadek, że wielu chińskich producentów pojazdów elektrycznych wybiera Europę jako pierwszy przystanek ich zamorskiego desantu, ponieważ region przyciąga takie branże opłacalnymi korzyściami.
Chińska marka XPeng rozpoczęła eksport swojego inteligentnego elektrycznego coupe P7 do Norwegii w sierpniu, po tym, jak już od prawie roku model G3 był obecny na rynku europejskim. Miesiąc później firma BYD ogłosiła, że ​​łączna liczba jej całkowicie elektrycznych SUV-ów Tang wysłanych do Europy przekroczyła 1000 sztuk.
„Teraz jest najlepszy czas na eksport pojazdów nowej energii, produkowanych przez niezależnych producentów, zwłaszcza na rynek europejski”, powiedział Xu Haidong, zastępca głównego inżyniera Stowarzyszenia Chińskich Producentów Samochodów.
Większość maszyn nowej energii na rynku europejskim to pojazdy hybrydowe, które tworzą przewagę konkurencyjną dla pojazdów czysto elektrycznych, mówi Xu. Dotacje dla pojazdów nowej energii w krajach europejskich stwarzają bardziej preferencyjne warunki rozwoju.
Jako wschodzący producent pojazdów elektrycznych w Chinach, firma NIO otworzyła swój pierwszy NIO House, flagowy sklep z kawiarnią i salonem wystawowym w Oslo, a pod koniec września rozpoczęła sprzedaż swoich pojazdów w Norwegii.
Norwegowie bardzo poważnie inwestują w zieloną technologię i myślę, że również NIO z Chin przyjeżdża do Norwegii ze swoimi zielonymi technologiami, takimi jak stacje wymiany, powiedział Marius Hayler, dyrektor generalny NIO Norway.
Koncern Hongqi, jeden z najstarszych chińskich producentów samochodów z najwyższej półki – FAW, ogłosił niedawno, że otrzymał około 500 zamówień na swojego e-SUVa z Norwegii. Wszystko to dzięki przyjaznej dla środowiska polityce oraz dobrej infrastrukturze dla pojazdów elektrycznych w tym północnoeuropejskim kraju.
W Wielkiej Brytanii flota firmy kurierskiej DPD ma zostać uzupełniona o 750 elektrycznych vanów wyprodukowanych przez firmę Maxus, spółkę zależną producenta samochodów SAIC Motor z siedzibą w Szanghaju, co oznacza największe w historii pojedyncze zamówienie na pojazdy chińskiej marki w Wielkiej Brytanii.
Pojazdy, w tym 500 3,5-tonowych i 250 mniejszych furgonetek, podwoją flotę pojazdów elektrycznych DPD do 1500, czyniąc ją jednym z najlepszych operatorów pojazdów elektrycznych w kraju.
Wang Rui, dyrektor generalny SAIC Maxus, powiedział, że głównym punktem docelowym firmy w 2020 roku są kraje rozwinięte, a największym celem była Europa, gdzie wkrótce stała się liderem w lokalnej niszy z ponad 5000 pojazdów nowej energii wyeksportowanych w czasie ostatniego roku.
Nowe trendy, nowa siła
W zaawansowanej bazie produkcyjnej NIO dla pojazdów nowej energii w Hefei we wschodnich Chinach, każdego dnia produkowanych jest około 400 pojazdów, składanych przez 307 robotów w ramach w pełni zautomatyzowanego systemu.
Europejskim konsumentom pojazdy elektryczne wyprodukowane w Chinach zapewniają inne wrażenia użytkowe dzięki przyciągającej wzrok technologii, niestandardowej produkcji i przystępnym cenom.
Wystarczy jedno dotknięcie centralnego wyświetlacza, aby samochody NIO można było automatycznie zaparkować w stacji wymiany baterii. Wymiana w pełni naładowanej baterii zajmuje tylko trzy minuty co skraca czas oczekiwania właściciela na doładowanie.
NIO poinformował, że zamierza zainstalować 20 stacji wymiany baterii w pięciu największych miastach Norwegii i przy niektórych głównych drogach kraju.
Gunnar Birkenfeldt, jeden z pierwszych norweskich użytkowników NIO oraz dyrektor platformy subskrypcyjnej firmy, powiedział, że chociaż technologia wymiany baterii nie była nową koncepcją, to jej komercjalizacja jest już inną kwestią.
Biorąc pod uwagę obecne wrażenia, nie widzi powodu, aby w przyszłości nie wybierać innych modeli NIO, mówi.
Oprócz innowacji w procesie produkcyjnym oraz przyspieszeniu ładowania, sztuczna inteligencja była również główną cechą wielu chińskich pojazdów elektrycznych.
Również we wrześniu, 12-metrowy samobieżny autobus elektryczny wyprodukowany przez chiński CRRC Electric Vehicle, odbył próbną jazdę po otwartych drogach Paryża.
Pojazd przejechał sześciokilometrowy odcinek na trasie autobusu. W około 40 minut minął 26 świateł i 10 przystanków autobusowych. Autobus ma rozpocząć regularne przewozy pasażerskie jesienią przyszłego roku.
Wielu chińskich gigantów technologicznych wkroczyło ostatnio na rynek pojazdów elektrycznych, przynosząc ze sobą większą konkurencję i innowacyjność do i tak już rozkwitającej branży.
Xiaomi, chiński producent elektroniki, znany ze swoich smartfonów i elektroniki rozrywkowej, ujawnił we wrześniu własną spółkę zależną produkującą pojazdy elektryczne z kapitałem początkowym w wysokości 10 miliardów juanów (około 1,5 miliarda dolarów amerykańskich).
GAC Group z siedzibą w Guangzhou ogłosiła na początku tego roku wspólny projekt z chińskim gigantem technologicznym Huawei w celu opracowania „inteligentnego SUV-a”.
Wraz z wejściem firm technologicznych na rynek pojazdów nowej energii oczekuje się, że konkurencja wokół sztucznej inteligencji będzie bardziej intensywna.
Konkurencja może się okazać ostrą dla producentów samochodów, ale także przynosić korzyści klientom i jeszcze bardziej wzmocnić branżę, a także przyczynić się do wysiłków społeczności międzynarodowej na rzecz przeciwdziałania globalnemu ociepleniu.
Według danych chińskiego Ministerstwa Handlu pojazdy nowej energii napędzały wzrost chińskiego eksportu motoryzacyjnego. Od stycznia do lipca eksport samochodów wzrósł o 102,5 proc. , co stanowi rekordowy wzrost w tym samym okresie w historii.
Jak tylko chińskie firmy motoryzacyjne wejdą na rynki krajów rozwiniętych, będą mogły naprawdę uczestniczyć w międzynarodowej konkurencji, powiedział Cui Dongshu, sekretarz generalny Chińskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów Osobowych.
Gwałtowny wzrost chińskiego eksportu samochodów w 2021 r. odzwierciedla znaczny wzrost światowej konkurencyjności chińskiego przemysłu motoryzacyjnego, podczas gdy nadal istnieje ogromne pole do wzrostu eksportu, mówi Cui.

Chiny stają się silnym zwolennikiem, współtwórcą globalnej agendy bioróżnorodności, uważa urzędnik ONZ

Chiny bardzo wspierają ochronę bioróżnorodności, przyczyniają się do niej, a ich filozofia ekologicznej cywilizacji jest „kluczowa dla osiągnięcia przez wszystkie kraje globalnych celów bioróżnorodności” – mówi przedstawiciel ONZ.

– Cywilizacja ekologiczna to interesująca koncepcja. A dlaczego interesująca? Ponieważ dotyczy relacji między społeczeństwem a naturą – powiedziała Elizabeth Maruma Mrema, sekretarz wykonawcza Konwencji o różnorodności biologicznej.
Koncepcja pokazuje „wprowadzenie bioróżnorodności do głównego nurtu we wszystkich sektorach, na wszystkich polach, co jest również kluczowe dla osiągnięcia przez wszystkie kraje globalnych celów bioróżnorodności” – powiedziała Xinhua w niedawnym wywiadzie. Mrema przybyła do Chin, aby wziąć udział w 15. posiedzeniu Konferencji Stron Konwencji ONZ o różnorodności biologicznej (COP15) w mieście Kunming w południowo-zachodnich Chinach.
Spotkanie pod hasłem „Cywilizacja ekologiczna: budowanie wspólnej przyszłości dla całego życia na Ziemi” jest pierwszą światową konferencją zwołaną przez ONZ na temat cywilizacji ekologicznej. Pierwsza część spotkania rozpocznie się 11 października; uczestnicy dokonają przeglądu „światowych ram bioróżnorodności po 2020 r.”, aby nakreślić plan ochrony bioróżnorodności w przyszłości. Druga część, która odbędzie się w pierwszej połowie 2022 r. i to na żywo, nie zdalnie, obejmie szerokie, dokładne negocjacje mające na celu stworzenie ambitnych i praktycznych ram. „Te ramy faktycznie zastąpią cele w zakresie różnorodności biologicznej z Aichi, które były implementowane przez ostatnie 10 lat” – powiedziała. Mrema spodziewa się, że w pierwszej części spotkania zostanie przyjęta deklaracja z Kunming, która ma pomóc „nabrać rozpędu znaczeniu ochrony bioróżnorodności” i zademonstrować, że „nie czeka nas utrata bioróżnorodności”.
W ciągu ostatnich kilku dekad „Chiny były silnym zwolennikiem i wnosiły wielki wkład w globalny program bioróżnorodności” – powiedziała. Mrema wspomniał, że Chiny są jednymi z pierwszych krajów, które stały się stroną Konwencji o różnorodności biologicznej. Ratyfikowały również dwa protokoły do ​​konwencji, a mianowicie Protokół z Kartageny o bezpieczeństwie biologicznym oraz Protokół z Nagoi w sprawie dostępu i podziału korzyści. Co więcej, „Chiny są jednym z największych darczyńców podstawowego budżetu konwencji i protokołów, szczególnie od 2019 r.” – powiedziała Mrema. Oferta organizacji konferencji COP15 jest „wyraźnym dowodem przywództwa Chin i zaangażowania w bioróżnorodność” – powiedziała.
Mrema doceniła również wysiłki na rzecz odbudowy, które Chiny podjęły w ciągu ostatnich dziesięcioleci w celu ochrony i zachowania różnorodności biologicznej, mówiąc, że wysiłki te wyraźnie stanowią dobry model dla przyszłych prac, który mogą naśladować i wdrożyć inne kraje. – Rząd chiński nadal stosuje długoterminowe podejście do zatrzymania i odwrócenia utraty bioróżnorodności z wieloma zespołami dyscyplinarnymi, które mogą zaoferować oparte na dowodach rozwiązania w celu rozwiązania złożoności społeczno-gospodarczych i mogą zapewnić integracyjne i dostępne kierunki polityki, w tym ekologiczną politykę czerwonych linii , co umożliwi zbudowanie odpornego środowiska zdolnego do przystosowania się do przyszłych uderzeń i wstrząsów – powiedziała. – A chińskie pojęcie jedności, natury i człowieka, mamy nadzieję, będzie dobrym przykładem do naśladowania lub naśladowania przez inne kraje – dodała. Mówiąc o wyzwaniach w zakresie różnorodności biologicznej, Mrema powiedziała, że trwająca pandemia COVID-19 jest „poważna”, wpłynęła zarówno na nasze zdrowie, jak i różnorodność biologiczną.
W raporcie ONZ opublikowanym w 2019 r. zidentyfikowano pięć bezpośrednich przyczyn utraty bioróżnorodności, takich jak zmieniające się wykorzystanie morza i lądu, bezpośrednia eksploatacja organizmów, zmiana klimatu, zanieczyszczenie i inwazyjne gatunki obce.
Mrema powiedziała, że aby zapobiec utracie bioróżnorodności, cały świat powinien skutecznie chronić więcej lądów i oceanów, zapewnić zrównoważoną konsumpcję i produkcję, zapewnić zaangażowanie wszystkich podmiotów w ochronę przyrody oraz zacieśnić współpracę między rządami i wszystkimi zainteresowanymi stronami. – Jesteśmy odpowiedzialni za rzeczywiste podjęcie działań transformacyjnych, aby zapewnić harmonijną relację z naturą. Dlatego nasza relacja z naturą musi się zmienić – powiedziała.

Klasa robotnicza idzie do Raju?

W piątek 9 lipca o szóstej rano zakończyła się nocna zmiana w fabryce GKN Driviline w Campi Bisenzio – fili GKN Automotive firmy zajmującej się produkcją komponentów lotniczych i motoryzacyjnych, której historia, jak sama firma głosi, rozpoczyna się u zarania rewolucji przemysłowej. Zakład w Campi Bisenzio produkuje części samochodowe: 80 proc. produkcji jest przeznaczone dla Stellantis-Fca.
Tego dnia cała fabryka została przymusowo urlopowana z powodu niskiej produkcji. Po przygotowaniu pracy na kolejny tydzień, robotnicy poszli do domu zupełnie nieświadomi tego, co miało się wydarzyć kilka godzin później.
Około dziesiątej w mailu poinformowano, że od poniedziałku fabryka będzie zamknięta na zawsze. Wszyscy zostali zwolnieni. Chodziło o 422 pracowników pozostawionych w domach z dnia na dzień, do których należy dodać około osiemdziesięciu osób z firm zewnętrznych. W ich przypadku firma nie zadała sobie nawet trudu, aby poinformować o ostatecznym zamknięciu. Taką decyzję szefowie mieli podjąć ze względu na kryzys, w jakim znalazła się korporacja.
Jak donoszą włoscy publicyści, po usłyszeniu tej wiadomości robotnicy ruszyli przed zakratowaną bramę fabryki. W środku czekała na nich garstka obcych ludzi, prawdopodobnie uzbrojonych w paralizatory, którzy zastąpili firmową ochronę. Scena przypominająca dwadzieścia lat faszyzmu – być może niezbyt odległego.
Jednak pomimo przedsięwziętych przez firmę środków „ostrożności”, pracownikom GKN udało się otworzyć bramy i wejść do fabryki. W następnych godzinach na miejsce dotarło wielu działaczy należących do różnych organizacji lewicowych i związkowych.
Jak twierdzą sami pracownicy, to nie fabryka jest w kryzysie. Wciąż są zamówienia, co napędza pracę zakładu. Istnieje rynek na produkcję wałów napędowych i innych komponentów dla sektora motoryzacyjnego. W ostatnich latach fabryka w Campi Bisenzio zainwestowała w zwiększenie mocy produkcyjnych i modernizację zakładu. Od 2017 roku GKN intensywnie inwestował w Przemysł 4.0, korzystając z planów 4.0 rządów, które następowały po sobie od 2016 roku do dziś, oraz z ulg podatkowych, tak bardzo, że stał się jedną z najbardziej zaawansowanych firm pod względem automatyzacji i nowych technologii. Całkowicie zautomatyzowane linie i roboty najnowszej generacji znajdują się jeszcze w szczelnie zapakowanych pudełkach, które wraz z resztą maszyn są dziś obsługiwane przez pracowników w stałych zespołach wewnątrz fabryki. Dlaczego więc doszło do zwolnień?
„Ulepszenie biznesu”, a więc „zwolnienia”
Jak wskazują liczni komentatorzy i sami pracownicy, Melrose Industries PLC wykupiło GKN w 2018 roku. I jak czytamy na firmowej stronie: „Melrose kupuje dobre przedsiębiorstwa produkcyjne z silnymi podstawami, których wyniki mogą zostać poprawione”.
Okazuje się więc, że GKN jest całkiem „dobrym biznesem produkcyjnym”. Idąc dalej, możemy przeczytać, iż: „Melrose finansuje swoje przejęcia przy użyciu niskiego poziomu dźwigni finansowej, ulepsza biznesy poprzez połączenie znacznych inwestycji i zmiany w zarządzaniu, sprzedaje je i zwraca dochód akcjonariuszom”.
Odsiewając ziarna od plew nowomowy, okazuje się, że Melrose dąży do pozbycia się fabryki we Florencji. Pierwszym krokiem jest redukcja zasobów ludzkich – a więc wyrzucenie pracowników i pracowniczek firmy – a następnym przeniesienie produkcji gdzie indziej, gdzieś, gdzie koszta pracy są nikłe, a związki zawodowe nie istnieją. W tym miejscu pojawia się wątek polski. Niektórzy wskazują, że produkcja częściowo zostanie przeniesiona do Oleśnicy, w której zakład GKN już funkcjonuje.
Do końca 2020 roku grupa Melrose chwaliła się, że zwróciła udziałowcom 4,7 miliarda funtów od momentu założenia firmy. W tym wszystkim nie obchodziły jej zupełnie setki pracujących rodzin, które cierpią, gdy zamykane są fabryki, a ich załogi tracą pracę.
Lotta continua!
W obliczu decyzji, która wyglądała na absurdalną, pracownicy postanowili walczyć. Okupowali fabrykę, organizowali wielkie protesty i marsze, tworzyli lokalne i ogólnowłoskie sieci solidarności, zwołali zgromadzenie wspierających ich prawników, którzy pomogli napisać projekt ustawy przeciwko zwolnieniom i offshoringowi. Jak ogłosili „ani jedna śrubka nie wyjdzie poza bramy zakładu!”. Szybko zrozumieli, że maszyny warte miliony euro, zbudowane za publiczne pieniądze, zostałyby z pewnością zdemontowane, aby przenieść produkcję do innych europejskich zakładów.
Po pewnym czasie zdobyli poparcie i widoczność w mediach. Szybko w debacie pojawiły się oświadczenia polityków zarówno z lewej, jak i z prawej strony, a burmistrz Campi Bisenzio wydał nawet zarządzenie zakazujące wjazdu ciężarówek na ten teren, aby uniemożliwić brytyjskiemu koncernowi międzynarodowemu, który jest właścicielem fabryki, przyjazd po maszyny.
Po ich stronie stanął również centrolewicowy rząd Partido Democratico i Ruchu Pięciu Gwiazd, ogłaszając ustawę przeciwko offshoringowi, podobno inspirowaną francuskim, głęboko nieskutecznym „loi Florange”. Robotnicy wygrali swoją pierwszą bitwę: 20 września Sąd Pracy we Florencji odwołał deklarację zwolnień grupowych z powodu „antyzwiązkowego zachowania”.
Pracownicy z Campi Bisenzio położonego niedaleko Florencji, jak się okazało, nie byli jednak odosobnieni. Firma podjęła podobne działania również w swojej „ojczyźnie” – Anglii.
Okupacja i nacjonalizacja
Pracownicy GKN Driveline Birmingham są w podobnej sytuacji od kilku miesięcy. W styczniu 2021 roku GKN Automotive ogłosiło planowane na 2022 rok zamknięcie swojego zakładu samochodowego przy Chester Road w Erdington – w miejscu historycznym dla brytyjskiej inżynierii, którego początki sięgają lat 30. ubiegłego wieku. Mówi się o zwolnieniu 519 osób i utracie pracy przez kolejne 1000 pracowników łańcucha dostaw. Również w tym przypadku pracownicy zmobilizowali się i otrzymali deklaracje solidarności od całego spektrum politycznego. Rząd zaoferował inwestycje w szkolenia zawodowe i zakup nowych maszyn, aby zapobiec zamknięciu zakładu. W maju pracownicy przedstawili alternatywny biznesplan ratowania zakładu – odrzucony przez brytyjski fundusz inwestycyjny Melrose Industries, który w 2018 roku kontrowersyjnie nabył GKN za 8,1 miliarda funtów. Wcześniej we wrześniu pracownicy GKN Birmingham zagłosowali w 95 procentach, przy 95-procentowej frekwencji, za bezterminowym strajkiem przeciwko zamknięciu fabryki. To uspokoiło korporacyjnych właścicieli firmy i pozwoliło usiąść do stołu ze związkowcami.
Niemniej jednak groźba zamknięcia nadal wisi nad głowami pracowników. Pracownicy najwyraźniej nie mogą mieć zaufania do przedstawicieli Melrose. W końcu priorytetem firmy inwestycyjnej jest zapewnienie zysków swoim akcjonariuszom, a nie ochrona miejsc pracy i środków do życia pracowników. Ci ostatni muszą pozostać czujni. Być może, jeśli zostanie im zaproponowany zgniły kompromis lub rozwiązanie, które nadal nie bierze pod uwagę ich interesów, wezmą oni przykład z radykalnych działań swoich włoskich kolegów.
Jak wskazują działacze kojarzeni z brytyjską lewicą, jeśli Melrose się nie cofnie, postulatem brytyjskich pracowników powinna być nacjonalizacja, a doprowadzić może do niej zawieszony jak na razie strajk, połączony z okupacją hal fabrycznych.
Patologie globalizacji
Kiedy Melrose kupił GKN, obiecał, że na pierwszym miejscu postawi „dobro pracowników” swoich fabryk. Zrobił jednak coś dokładnie przeciwnego.
Jeszcze przed zwolnieniami w Campi Bisenzio i Birmingham, w 2019 roku, międzynarodowa korporacja ogłosiła zamknięcie swojej fabryki GKN Aerospace w Kings Norton (również w Birmingham), które nastąpiło w marcu 2021 roku, z co najmniej 170 zwolnieniami. Pod koniec 2020 roku GKN/Melrose zredukowało 540 miejsc pracy w swoim oddziale GKN Driveline w Offenbach w Niemczech. Wszystko to w celu zwiększenia zysków akcjonariuszy.
Dyrektor generalny GKN Automotive, Liam Butterworth, wskazywał, że sytuacja firmy jest lepsza niż się wydaje. Szacował, że w 2030 roku wyprodukowane zostaną 102 miliony samochodów w porównaniu do 89 milionów w 2019 roku i zachwycał się ogromnymi możliwościami, jakie daje przejście rynku motoryzacyjnego na pojazdy elektryczne.
Firma zatrudniająca 27 000 pracowników, posiadająca pięćdziesiąt jeden zakładów produkcyjnych w dwudziestu krajach i osiągająca obroty w wysokości 4,7 miliarda funtów w 2019 roku, szczyci się tym, że dostarcza komponenty dla 90 proc. światowych firm samochodowych i 50 proc. samochodów produkowanych na całym świecie. Dyrektor generalny zamierzał jeszcze podwoić rozmiary firmy do 2030 roku, pozostając liderem w zakresie elektryfikacji pojazdów.
I tak na przykład, zakład w Campi Bisenzio, w który wpompowano miliony publicznych pieniędzy i ulg podatkowych, przeżywał silną poprawę po spowolnieniu spowodowanym pandemią: pierwszy kwartał 2021 roku przyniósł wzrost obrotów o 7 proc. w porównaniu z ostatnim kwartałem 2020 roku oraz nadwyżkę budżetową w wysokości 14 proc.
Okazuje się więc, że sytuacja pracowników GKN, którzy trafili w ręce korporacji Melrose, nie jest niczym nowym. Wymownie pokazuje ona wspólny los milionów pracowników w Europie, zgotowany przez ostatnie dziesiątki lat neoliberaliza++cji naszej europejskiej umowy społecznej. W obronie pracowników nie stanęła Unia Europejska, wielki nieobecny tej opowieści. Po ich stronie wystąpili raczej lokalni politycy, wciąż rozerwani pomiędzy globalistyczną klasę średnią a cierpiącą z powodu globalnych sieci produkcji klasę pracującą. Unia Europejska opiera się jak na razie na fiskalnej, socjalnej i płacowej konkurencji pomiędzy państwami członkowskimi, a nie socjalnej umowie społecznej, zabezpieczającej najsłabszych. Europejska lewica powinna dążyć do reformy Unii, a lewica polska również do rozpoznania sytuacji naszego kraju, „montowni Europy”, bez związków zawodowych i regulacji prawa pracy, zamiast żyć mityczną narracją o zachodnim państwie dobrobytu, opisanej niegdyś przez Jarosława Pietrzaka.
Dopóki lewicowi politycy i polityczki nie ujrzą, że pracujący znikają z ich zasięgu, popierając antyglobalistyczną prawicę, jeśli nie powstanie nowa wizja zjednoczonej, socjalnej Europy, dopóty nasze nadzieje może pokładać w oddolnej organizacji i pracy politycznej. A takiej uczy nas właśnie walka pracowników w Birmingham i Campi Bisenzio. Nie wzięła się ona znikąd, stoją za nią lata żmudnej i powtarzalnej, lecz jak widać skutecznej pracy politycznej setek związkowców i działaczy.

Chiny sprzeciwiają się używaniu „konkurencji” do definiowania stosunków chińsko-amerykańskich

6 października czasu lokalnego, w Zurychu, w Szwajcarii, członek Biura Politycznego KC KPCh i dyrektor Biura Centralnego Komitetu Spraw Zagranicznych KPCh Yang Jiechi spotkał się z Jakiem Sullivanem, asystentem Prezydenta Stanów Zjednoczonych ds. Bezpieczeństwa Narodowego. Obie strony wymieniły wszechstronne, szczere i dogłębne poglądy na temat stosunków chińsko-amerykańskich oraz kwestii międzynarodowych i regionalnych będących przedmiotem wspólnego zainteresowania.

Spotkanie było konstruktywne i sprzyjało pogłębianiu wzajemnego zrozumienia. Obie strony uzgodniły podjęcie działań w celu realizacji ducha rozmów telefonicznych między przywódcami obu państw w dniu 10 września, aby wspólnymi wysiłkami skierować stosunki chińsko-amerykańskie z powrotem na właściwą ścieżkę zdrowego i stabilnego rozwoju.
Około miesiąc temu przewodniczący ChRL, Xi Jinping, podkreślił w rozmowie telefonicznej z prezydentem USA, Josephem Bidenem, że ​​stosunki chińsko-amerykańskie nie stoją przed pytaniem, czy należy postępować dobrze, ale pytaniem, na które trzeba odpowiedzieć, jak postępować dobrze. W tym czasie prezydent Biden również przekazał przesłanie dialogu i współpracy. Spotkanie, tym razem twarzą w twarz, Chin ze Stanami Zjednoczonymi w Szwajcarii ma na celu realizację konsensusu osiągniętego przez głowy obu państw. Obie strony wyraziły wspólne pragnienie wzmocnienia komunikacji strategicznej, właściwego zarządzania różnicami, unikania konfliktów i konfrontacji oraz poszukiwania obopólnych korzyści, udzielając odpowiedzi na pytanie, jak właściwie radzić sobie w stosunkach chińsko-amerykańskich.
W czasie rozmów Yang Jiechi zwrócił uwagę, że to, czy Chiny i Stany Zjednoczone potrafią właściwie poradzić sobie ze stosunkami dwustronnymi, ma wpływ na fundamentalne interesy obu krajów i ich narodów, a także na przyszłość i losy świata. Współpraca między Chinami a Stanami Zjednoczonymi przyniesie korzyści zarówno obu krajom, jak i światu. Konfrontacja między Chinami a Stanami Zjednoczonymi wyrządzi poważne szkody obu krajom i światu. Stany Zjednoczone powinny dogłębnie zrozumieć istotę stosunków o cechach wzajemnych korzyści i win-win między dwoma krajami, właściwie zrozumieć politykę wewnętrzną i zagraniczną Chin oraz intencje strategiczne. Chiny sprzeciwiają się używaniu „konkurencji” do definiowania stosunków chińsko-amerykańskich.
W ostatnich latach stosunki chińsko-amerykańskie uległy gwałtownemu pogorszeniu, ponieważ USA dokonały poważnego strategicznego błędu w ocenie Chin i wykazały się brakiem zrozumienia w stosunkach dwustronnych. Dlatego wzmocnienie komunikacji strategicznej między obiema stronami, zwłaszcza skorygowanie błędnego postrzegania Chin przez USA, ma kluczowe znaczenie dla przywrócenia stosunków chińsko-amerykańskich z powrotem na właściwe tory.
Od jakiegoś czasu w Stanach Zjednoczonych panuje mit, że Chiny zyskują kosztem Stanów Zjednoczonych. Ale co z faktami? Całkowity wolumen handlu między Chinami a Stanami Zjednoczonymi wzrósł z mniej niż 2,5 mld USD w 1979 r. do około 629,5 mld USD w 2020 r. Amerykańska Izba Handlowa w Chinach opublikowała niedawno raport z badania pokazujący, że optymizm amerykańskich firm co do chińskiego biznesu powrócił do poziomu sprzed epidemii, osiągając najwyższy pułap od trzech lat. Jak to możliwe, że stosunki gospodarcze i handlowe między Chinami a Stanami Zjednoczonymi rozwinęły się na tak dużą skalę, jeśli tylko jedna strona na tym korzysta? Dlaczego amerykańskie firmy tak bardzo cenią rynek chiński?
Dr Henry Kissinger zauważył kiedyś w książce „Does America Need a Foreign Policy”, że „rozwój stosunków współpracy między Chinami a Stanami Zjednoczonymi nie jest przysługą jednej strony dla drugiej, ale we wspólnym interesie obu stron”. Podczas spotkania strona chińska wyraźnie wyraziła sprzeciw wobec definiowania stosunków chińsko-amerykańskich jako „konkurencji”.
Jednocześnie, USA powinny również dobrze rozumieć politykę wewnętrzną i zagraniczną oraz strategiczne intencje Chin. Chiny wielokrotnie podkreślały, że nie mają zamiaru kwestionować ani zastępować Stanów Zjednoczonych, ale nieustannie starają się prześcignąć same siebie. Chiny nie dążą do hegemonii, tylko realizują strategię rozwoju, której celem jest umożliwienie Chińczykom dobrego życia. Niektórzy ludzie w USA określają Chiny jako „największego strategicznego konkurenta”, a nawet „wyimaginowanego wroga”. Próbowali wszelkich możliwych środków, aby przenieść problemy wewnętrzne do Chin. Oczywiście znaleźli złą receptę. Największe wyzwanie, przed którym stoją Stany Zjednoczone, zawsze pochodzi z ich wnętrza.
Świat zewnętrzny zauważył, że Stany Zjednoczone w ostatnim czasie wypowiadały się pozytywnie o stosunkach chińsko-amerykańskich, m.in. odżegnując się od zamiaru powstrzymywania rozwoju Chin i angażowania się w „nową zimną wojnę” oraz deklarując poparcie do polityki jednych Chin. Te stwierdzenia są bardzo ważne, ale czyny przemawiają głośniej niż słowa. Stany Zjednoczone nie mogą mówić, że nie mają zamiaru powstrzymywać Chin, a jednocześnie używać wszelkich środków, by je stłumić. Stany Zjednoczone powinny szczerze szanować suwerenność, bezpieczeństwo i interesy rozwojowe Chin i przestać wykorzystywać kwestie takie jak Tajwan, Hongkong, Xinjiang, Tybet, morze i prawa człowieka do ingerowania w wewnętrzne sprawy Chin. Jest to warunek wstępny przywrócenia stosunków chińsko-amerykańskich z powrotem na właściwe tory.
Historia i rzeczywistość dowiodły, że konfrontacja między Chinami a Stanami Zjednoczonymi wyrządzi poważne szkody obu krajom i światu, a współpraca między Chinami a Stanami Zjednoczonymi przyniesie korzyści zarówno obu krajom, jak i światu. Z tego powodu, podczas Aspen Security Forum, w sierpniu tego roku, singapurski premier, Lee Hsien Loong, wezwał Chiny i Stany Zjednoczone do podjęcia wysiłków na rzecz dialogu, aby uniknąć konfliktu, który byłby katastrofalny dla obu stron i świata. Wyraził też nadzieję, że USA zmienią twardą linię wobec Chin.

Jak SPD niespodziewanie wygrała

Gdy po wyborach zapytano jednego z czołowych polityków chadecji o przyczyny porażki CDU w wyborach do Bundestagu, odpowiedział krótko trzema słowami: „koncepcja, kampania, kandydat”.
Te „3K” opisują też dość dokładnie przyczyny zaskakującego sukcesu SPD w wyborach 26 września: dobra koncepcja, dobry kandydat i dobra kampania.
Koncepcja: Twórcy kandydatury Olafa Scholza na kanclerza mieli długofalowy plan, który konsekwentnie realizowali i z którego nie zrezygnowali nawet wtedy, gdy sondaże przez długi czas utrzymywały się na niskim poziomie. Koncepcja ta miała na celu całkowite skupienie kampanii wyborczej na Olafie Scholzu. Wyborcy poważnie zastanawiają się nad wyborami dopiero na kilka tygodni przed ich terminem. I dopiero wtedy zaczynają poważnie rozważać fakt, że urzędująca kanclerz Angela Merkel po czterech kadencjach nie będzie ubiegać się o reelekcję. Wyborcy przygladają się wtedy kandydatom różnych partii i wybiorą osobę, która ich zdaniem najlepiej nadaje się do stabilnego prowadzenia kraju. Wieloletnie doświadczenie Scholza jako wicekanclerza, ministra i burmistrza, jego solidna praca jako ministra finansów i wysoki poziom kompetencji przechylą wówczas szalę. Koncepcja ta była żelaznie podtrzymywana, nawet w czasach, gdy pretendowanie Olafa Scholza do urzędu kanclerza wydawały się bardzo nierealne z powodu notowań sondażowych na poziomie 14-17 proc. , a dziennikarze zastanawiali się, czy w ogóle należy zapraszać Scholza do telewizyjnych pojedynków kandydatów na kanclerza. Przesłanie „Chcę służyć krajowi jako kanclerz” powtarzane było niemal jak mantra przez Scholza w wywiadach przez cały rok 2021 – przypuszczalnie również w celu stabilnego zakotwiczenia w świadomości wyborców idei kanclerza z partii, która przez długi czas zajmowała dopiero trzecie miejsce w sondażach (za CDU i Zielonymi).
Ważnym składnikiem tej koncepcji było również centralne przesłanie, które Scholz starał się przedstawić bardzo wcześnie w swojej kandydaturze: przesłanie to skupiało się wokół pojęcia „szacunek”: SPD i jej kandydat opowiadają się za uznaniem i szacunkiem dla wszystkich koncepcji życia i osiągnięć życiowych, szczególnie dla „normalnych ludzi” i ciężko pracującej części społeczeństwa w zawodach nieakademickich. Przekaz ten został świadomie wypracowany jako kontrpropozycja wobec postawy pogardy klasowej ze strony lewicowo-liberalnego establishmentu, przejawiającej się w określeniu przez Hilary Clinton w 2016 roku wyborców Trumpa wywodzących się z klasy niższej mianem „ludzi godnych pożałowania” (basket of deplorables). . Porażka ta została dokładnie przeanalizowana w środowisku kandydata.
Kandydat: Olaf Scholz był najlepszym możliwym kandydatem SPD na kanclerza. Jako wicekanclerz i minister finansów rozsądnie zarządzał finansową stroną koronakryzysu i zadbał o to, by gospodarcze i społeczne koszty pandemii pozostały w przejrzystych i rozsądnych proporcjach. Jako wieloletni członek rządu federalnego, posiada on wielkie doświadczenie polityczne – niemały atut w sytuacji, gdy nastroje międzynarodowe cechują narastające konflikty i problemy. Jako przedstawiciel centrystycznej „rządowej SPD” był wybieralny także przez bardziej konserwatywnych wyborców, poszukujących następcy Merkel. Z perspektywy czasu okazało się nawet, że zaletą było to, że Scholz w 2019 roku nie został wybrany na lidera przez członków partii. Oznaczało to, że nie mógł on odpowiadać za każde stanowisko partii i mógł tym samym kształtować swój własny profil. A Scholz w całej kampanii nie popełnił żadnych poważnych błędów – w przeciwieństwie do czołowych kandydatów CDU i Zielonych.
Kampania: Kampania wyborcza została przygotowana długoterminowo – Scholz został nominowany jako kandydat na kanclerza już w sierpniu 2020 roku – i dokładnie dopasowana do kandydata. Nie miało to miejsca w poprzednich kampaniach, gdzie musiały one być stosunkowo późno dostosowane do kandydatów, którzy zostali nominowani w ostatniej chwili, a kampania i kandydat nie pasowali do siebie. Inaczej niż w wyborach w 2017 i 2013 roku, nie było też opozycji między aparatem partyjnym SPD w Willy-Brandt-Haus (siedziba SPD) a najbliższym zespołem kandydata. Osobista świta Scholza – który sam przez kilka lat był sekretarzem generalnym SPD – jest niezwykle profesjonalna i dobrze zna aparat partyjny, bo po części w nim pracowała. Dzięki temu kampania była prowadzona jako jednolita całość, bez dysonansów i konfliktów między zespołami.
Przekazy wizualne kampanii (plakaty itp.) niemal w całości koncentrowały się na kandydacie i jego „cechach sprawczych”. SPD wyraźnie prowadziła kampanię wyborczą jako „wybory kanclerza”, a nie jako partyjną rywalizację o większość w Bundestagu (o co tak naprawdę chodzi w wyborach parlamentarnych). Istotą kampanii była osoba kandydata i jego zdolność do spokojnego i zdecydowanego kierowania krajem w następstwie pani Merkel. Scholz zaprezentował się jako logiczny następca Merkel, aż po nieco ironiczne zdjęcie kandydata SPD na kanclerza, na którym naśladuje dłońmi „romb Merkel”. „Mutti” nie było już w ofercie, więc SPD zaproponowało „Vati”.
Strategia ta obejmowała również merytoryczne priorytety kampanii Scholza. SPD była na tyle sprytna, że nie podążała za swoimi lewicowo-liberalnymi instynktami, lecz skupiła się na kwestiach o wyraźnie tradycyjnym profilu socjaldemokratycznym: płaca minimalna w wysokości 12 euro za godzinę, zabezpieczenie poziomu emerytur, budowa 400 000 nowych mieszkań rocznie i „szacunku” dla ludzi. Zagadnienie walki ze zmianami klimatycznymi była częścią głównego przesłania, ale jako kwestia, która po prostu musi uwzględniać aspekty społeczne. Inne postulaty SPD zostały jednak odłożone na dalszy plan. Kwestie społeczno-kulturowe i społeczno-polityczne, które od dziesięcioleci rozdzierają koalicję wyborczą SPD – migracja, wielokulturowość, kwestie polityki tożsamości, polityka genderowa – nie odegrały żadnej roli w kampanii wyborczej. Lewicowe, większościowe skrzydło partii również trzymało się tej linii i powstrzymywało się od zgłaszania własnych uwag w kampanii wyborczej. Liderzy partii odsunęli się na dalszy plan i nie odgrywali aktywnej roli.
W wyniku 3K SPD zdołała wyprzedzić na ostatnich metrach nie tylko Zielonych, ale także CDU, która w pewnym momencie miała 15 proc. przewagę w sondażach. SPD przejęła od CDU 2 miliony byłych wyborców Merkel i stała się najsilniejszą siłą zarówno na zachodzie, jak i na wschodzie. Po raz pierwszy od dłuższego czasu stała się też najsilniejszą partią wśród wyborców z klasy robotniczej.

Autor jest doktorem nauk o polityce, dyrektorem warszawskiego biura Fundacji im. Friedricha Eberta, członkiem SPD

Z kim trzyma Polska w Europie?

Ja na miejscu polskich, przepraszam za wyrażenie, publicystów i ekspertów od Unii Europejskiej, uważniej wsłuchiwałbym się w to, co się dzieje w Słowenii.

Ja na miejscu polskich, przepraszam za wyrażenie, publicystów i ekspertów od Unii Europejskiej, uważniej wsłuchiwałbym się w to, co się dzieje w Słowenii.
W tym kraju odbywa się nieformalny szczyt szefów państw i rządów Unii Europejskiej. Wśród nich jest i premier Morawiecki. Jak wiadomo, reprezentuje on kraj, którego lokajski, całkowicie bezrefleksyjny stosunek do USA nie tylko Polskę ośmiesza, ale też stawia nas na coraz dalszym marginesie europejskiej polityki.
Otóż przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel (Belgia) powiedział że Unia musi rozwijać swoje zdolności do samodzielnego działania. Dodał też, że musi być przygotowana do większej niezależności od innych regionów świata. Michel użył nawet sformułowania „krytyczna zależność”. Swą wypowiedź powiązał z Chinami w kontekście gospodarki. Ale mówił też o obronności i bezpieczeństwie. A te akurat kwestie Unia związała przez ostatnie lata wyłącznie ze Stanami Zjednoczonymi.
Gdy ważny polityk Unii mówi o samodzielności w sprawach związanych z zaangażowaniem wojskowym, to warto na to zwrócić uwagę.
Michelowi i innym, racjonalnie myślącym politykom, trudno odmówić słuszności, gdy gorączkowo wzywają do samodzielności UE po spektakularnej klęsce USA i NATO w Afganistanie. Ale porażka w Afganistanie to z pewnością nie jedyny i nie najważniejszy powód, dla którego warto, by Unia myślała o tym, by poszukiwać swojej drogi w kwestiach bezpieczeństwa. Jedyne, co USA zaoferowały Europie przez ostatnie 30 lat to łamiące prawo międzynarodowe wojny napastnicze, w które wciągały swoich europejskich sojuszników, by dzielić się z nimi hańbą i odpowiedzialnością za zabijanie setek tysięcy cywilów. Czy sojusznicy USA mieli w tym jakiś swój interes? Żadnego. Jedynym graczem, który realizował swoje cele, były Stany Zjednoczone.
USA wciąż są mocarstwem, ale już nie sposób ukryć procesów gnilnych toczących ten organizm. Jeszcze amerykańskie elity w to nie wierzą, że kończy się ich czas, jeszcze mogą wciągnąć cały świat w konflikt, który zniszczy kontynenty, ale, jak marzą politycy, zresetuje ich ekonomikę i będzie można zacząć od nowa: grabić, zastraszać, a nieposłusznych zabijać w imię bogacenia się USA kosztem słabszych. Słusznie więc Europa zaczyna się zastanawiać, czy dalej dać się wciągać w przepaść przez państwo, które swą ponura role w historii świata już odegrało.
Pytanie brzmi teraz tak, czy Unia samodzielnie jest w stanie stworzyć swój system bezpieczeństwa i czy oprze go na modelu amerykańskim – tępej siły, czy tez postara się stworzyć coś nowego. Projekt Unii Europejskiej jest zbyt wartościowy dla kontynentu, by go teraz zmarnować, jednak bez zmiany całej struktury, jego klęska jest nieunikniona.
Nie mam też żadnych wątpliwości, że głosu Polski w dyskusji o nowym kształcie Unii Europejskiej nie będzie słychać. Ona do końca będzie głupio proamerykańska, bo naszą specjalnością jest trwanie na pozycjach, które nas najpierw kompromitują, a potem tylko szkodzą.

Chiny prowadzą przemyślane rozwiązania w walce z pustynnieniem, które nawiedza świat

Chiny zwracają szczególną uwagę na zapobieganie i odwrócenie trendu pustynnienia – „raka Ziemi” i starają się rozwiązać ten problem poprzez ulepszanie odpowiednich przepisów, wprowadzanie rozwiązań technologicznych, uruchamianie projektów ekologicznych, przy jednoczesnym czerpaniu korzyści ekologicznych, ekonomiczno-społecznych, prowadzą przemyślane rozwiązania w walce z pustynnieniem.

Pustynia Kubuqi położona w północnym Ordos, w Autonomicznym Regionie Mongolii Wewnętrznej w północnych Chinach, jest siódmą co do wielkości pustynią w Chinach. Nazywana jest „morzem śmierci” ponieważ w przeszłości ten teren był bardzo trudny dla migracji ptaków. Pustynia wydawała się kiedyś nie do opanowania.
Obecnie jednak prawie jedna trzecia powierzchni pustyni staje się coraz bardziej zielona, ​​stale odbudowywana jest bioróżnorodność i wyraźnie poprawiają się warunki ekologiczne. Występowanie burz piaskowych i pyłowych w regionie zmniejszyło się o 95 procent w porównaniu z sytuacją sprzed 20 lat.
„Byłem pod wrażeniem zmian, które zaobserwowałem na pustyni Kubuqi, a z chińskich doświadczeń w walce z pustynią warto się uczyć” – powiedział doktor Bazardorj, badacz z Instytutu Spraw Międzynarodowych Mongolskiej Akademii Nauk.
Po przeprowadzeniu badań w Autonomicznym Regionie Mongolii Wewnętrznej oraz w prowincjach Hebei i Zhejiang w czerwcu 2019 r. Bazardorj napisał artykuł, w którym przedstawił odbiorcom w Mongolii, chińskie doświadczenia w walce z pustynnieniem na pustyniach Kubuqi, Maowusu i Hunshandake.
„Kontrola pustynnienia w Chinach to niewiarygodnie wielki program, pokazujący lata pracy tego kraju opartych na badaniach naukowych. Co ważniejsze, pokazuje właściwe decyzje państwa i jest wynikiem dobrej koordynacji oraz wspólnych wysiłków rządów, przedsiębiorstw i osób prywatnych. – powiedział doktor Bazardorj.
Chiny, na którego powierzchni występuje duża liczba pustyń, posiada dużą grupę mieszkańców dotkniętych pustynnieniem i gwałtownymi burzami piaskowymi, którzy obecnie również doświadczają pozytywnych zmian na wielu obszarach pustynnych w kraju. Jak pokazują zdjęcia robione za pomocą teledetekcji, niegdyś zielone kropki rozrzucone na żółtym piasku w północnych Chinach, zamieniają się obecnie w zielone obszary.
Azja odnotowała najwyższy przyrost netto powierzchni lasów w latach 2010–2020, a Chiny odnotowały najwyższy średni roczny przyrost netto powierzchni lasów w tym okresie, według danych Global Forest Resources Assessment, opublikowanych przez Organizację ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) ONZ w 2020 roku.
Chiny kładą duży nacisk na ochronę zasobów leśnych, powiedział urzędnik FAO, dodając, że w Chinach obszary leśne zajmują powierzchnię 220 milionów hektarów, co stanowi 5 procent całej powierzchni światowej. Przez dziesięciolecia Chiny realizowały kluczowe projekty ekologiczne obejmujące takie zadania, jak oddawanie gruntów rolnych lasom i użytkom zielonym, budowa lasów osłonowych w północno-wschodnich, północno-zachodnich i północnych Chinach (program Three-North Shelter Forest), kontrola źródeł burz piaskowych w Pekinie i Tianjinie, a także kompleksowe powstrzymanie kamienistego
pustynnienia.
Chiny podpisały Konwencję Narodów Zjednoczonych w sprawie zwalczania pustynnienia (UNCCD) oraz uchwaliły i wdrożyły ustawę o zapobieganiu i kontroli pustynnienia, budując swego rodzaju zieloną barierę w swoim systemie prawnym.
W międzyczasie wiele wiodących przedsiębiorstw, specjaliści z dziedziny kontroli pustynnienia oraz większość społeczeństwa aktywnie przyczynili się do walki z pustynnieniem, zazieleniając więcej piaszczystych terenów.
Chiny stały się pierwszym krajem, który osiągnął zerowy poziom degradacji ziemi i mogą pochwalić się zmniejszeniem obszarów pustynnych i terenów piaszczystych, przyczyniając się do osiągnięcia celu, zerowego poziomu degradacji ziemi określonego w Agendzie ONZ na rzecz zrównoważonego rozwoju 2030.
Statystyki pokazują, że ponad dwa miliardy ludzi z 167 krajów i regionów jest zagrożonych pustynnieniem. W ostatnich latach kraje i regiony położone wzdłuż „Pasa i Szlaku” pogłębiły wymianę i współpracę w zakresie zapobiegania i kontroli pustynnienia, dzięki czemu szerzej wdrożono zaawansowane chińskie technologie i modele postępowania w dziedzinie pustynnienia.
W grudniu 2019 r. w Autonomicznym Regionie Ningxia w północno-zachodnich Chinach zainaugurowano pierwsze na świecie Międzynarodowe Centrum Zarządzania Wiedzą na temat Zwalczania Pustynnienia, założone wspólnie przez Chiny i Sekretariat UNCCD. W pierwszej sesji szkoleniowej dotyczącej kontroli pustynnienia, która odbyła się tuż po inauguracji, wzięło udział 21 przedstawicieli z 15 krajów.
Kontrola pustynnienia, kwestie dotycząca przetrwania i rozwoju, mają na celu pomoc ludziom dotkniętym pustynnieniem i mieszkającymi na piaszczystych terenach w poprawie warunków życia.
Pustynie i obszary dotknięte kamiennym pustynnieniem w Chinach zamieszkuje 80 procent dotkniętych biedą ludzi w całym kraju, a obszar ten obejmuje prawie dwie trzecie dotkniętych biedą chińskich powiatów. Są to nie tylko kluczowe obszary rekultywacji ekologicznej, ale także główne pola bitew w walce Chin z ubóstwem.
Poprzez ustanowienie innowacyjnego mechanizmu kontroli pustynnienia, który łączy wsparcie polityczne ze strony rządu, inwestycje przedsiębiorstw, udział w rynku rolników i hodowców, a także ciągłe innowacje technologiczne, Chiny wkroczyły na drogę zrównoważonego rozwoju, która przynosi efekty przedsiębiorstwom i dochody rolnikom przy jednoczesnej poprawie środowiska naturalnego.
Jak zaznaczył członek parlamentu Kambodży, leczenie pustyni Kubuqi połączyło walkę z ubóstwem z ochroną środowiska, co jest dobrym przykładem do naśladowania dla krajów Azji Południowo-Wschodniej. Dodał on, że ma nadzieję na wprowadzenie w swoim kraju chińskiej idei pozbycia się ubóstwa przy jednoczesnej poprawie stanu środowiska, która wcielona zostanie w życie w oparciu o lokalne realia.

Chiny świętują 50. rocznicę przywrócenia członkostwa w ONZ

W tym roku przypada 100. rocznica założenia Komunistycznej Partii Chin (KPCh), a także 50. rocznica przywrócenia członkostwa Chin w ONZ.

Chiny są członkiem-założycielem ONZ i pierwszym sygnatariuszem Karty Narodów Zjednoczonych. 26 czerwca 1945 r. chińska delegacja, w tym przedstawiciel KPCh Dong Biwu, podpisała Kartę NZ. Około dziewięć lat później chiński premier i minister spraw zagranicznych Zhou Enlai przewodniczył chińskiej delegacji podczas konferencji genewskiej, gdzie zaprezentował pokojową politykę zagraniczną i zupełnie nowy styl dyplomatyczny Chińskiej Republiki Ludowej. Dlatego Genewę okrzyknięto kolebką wielostronnej chińskiej dyplomacji.
Aby przywrócić swoje członkostwo w ONZ, Chiny dokładały nieustannych starań i napisały niezapomniany rozdział w historii dyplomatycznej Chińskiej Republiki Ludowej. 25 października 1971 r. na 26. Zgromadzeniu Ogólnym ONZ przyjęło przytłaczającą większością głosów, rezolucję nr. 2758, która przywracała wszystkie należne prawa Chińskiej Republice Ludowej w ONZ. Otwarta została w ten sposób nowa karta w historii ONZ i nowy etap w stosunkach Chiny-ONZ.
W ciągu ostatnich 50 lat Chiny aktywnie dzieliły się swoimi poglądami i wysuwały propozycje na arenie ONZ, prezentując w ten sposób, żywy głos swojej dyplomacji, a chińscy przywódcy często przemawiali na forum ONZ.
Od 2012 roku przewodniczący ChRL Xi Jinping wygłosił wiele ważnych przemówień na platformach wielostronnej współpracy, w tym na forum ONZ, podczas których przedstawił szereg nowych pomysłów, propozycji i inicjatyw o chińskich charakterze, które były zgodne z międzynarodowymi aspiracjami i trendem czasu, a także proponowały ważne wytyczne dotyczące kontynuowania, praktykowania i rozwijania multilateralizmu.
W ciągu ostatnich 50 lat Chiny uczestniczyły w wielostronnych działaniach ONZ i jako duży kraj demonstrowały swoją odpowiedzialność, przystępując do ​​prawie wszystkich uniwersalnych organizacji międzyrządowych oraz podpisując ponad 600 konwencji międzynarodowych, które poprawiły pozycję Chin i rozszerzyły ich wpływy w ONZ oraz w społeczności międzynarodowej.
Chiny rzetelnie wypełniły swoje zobowiązania akcesyjne wchodząc do WTO i stale zwiększały stopień otwarcia, aby nadać impuls globalizacji gospodarczej i wzrostowi gospodarki światowej. Zainicjowały inicjatywę „Pasa i Szlaku”, aktywnie promowały współpracę Południe-Południe oraz dialog Północy i Południa. 10 lat przed terminem zrealizowały cel walki z ubóstwem wyznaczony w Agendzie ONZ na rzecz Zrównoważonego Rozwoju 2030 oraz skutecznie utrwaliły i pogłębiły rezultaty wspólnego globalnego rozwoju. Poza tym prowadziły aktywne wysiłki Chin na rzecz rozszerzenia współpracy międzynarodowej w walce z pandemią COVID-19 i włączyły się w budowę globalnego systemu zdrowia publicznego, co wpływa istotnie na globalną reakcję na kryzysy zdrowia publicznego.
Jako przedstawiciel dyplomatyczny i praktyk dyplomacji wielostronnej miałem szczęście doświadczyć i byłem świadkiem udziału Chin w działaniach ONZ. Od Siedziby Głównej ONZ w Nowym Jorku po Biuro ONZ w Genewie, od negocjacji w Radzie Bezpieczeństwa ONZ po wielostronne negocjacje dyplomatyczne w wielu dziedzinach, takich jak zachowanie pokoju, prawa człowieka, globalne zdrowie publiczne, międzynarodowy pokój i kontrola zbrojeń, nauka, sport, praca i handel. Osobiście odczuwam radość z wielostronnej dyplomacji chińskiej, prowadzonej od sukcesu do sukcesu. Poza tym obserwuję również historyczne zmiany zachodzące w stosunkach Chiny-ONZ i głęboko rozumiem święte obowiązki i misje na pierwszym froncie wielostronnej dyplomacji.
Chiny będą aktywnie prowadzić dyplomację wielostronną, stale praktykować multilateralizm i stanowczo chronić swoje narodowe interesy.

Autor jest Ambasadorem Nadzwyczajnym i Pełnomocnym oraz Stałym Przedstawicielem Chińskiej Republiki Ludowej przy Biurze ONZ w Genewie i innych organizacjach międzynarodowych w Szwajcarii.)