Filozof w polityce

Na antyunijnym horyzoncie politycznym we Francji pojawił się Front Ludowy (FP), nowa formacja o nazwie dawnej lewicowej koalicji wyborczej socjalistów i komunistów, która przez dwa lata (1936-1938) rządziła Francją. 61-letni Michel Onfray, spiritus movens tego ruchu i znany filozof, chce przez to powiedzieć, że można wszystko zmienić dzięki wyborom, „bez gilotyny”. Pragnie „demokratycznie” obalić Macrona i przy okazji Unię.

W Polsce wyszło kilka książek Onfraya, jego Traktat ateologiczny, w którym jedzie po religiach monoteistycznych i dostarcza argumentów na rzecz ateizmu, trochę hedonistycznego. Jest też jego esej o Freudzie Zmierzch bożyszcza, gdzie cokolwiek demoluje psychoanalizę. Ale u siebie wydał z setkę różnych prac, ludzie znają go trochę z telewizji, z debat. Długo nie kojarzył się z polityką, a dziś tworzy nowy Front przeciw macronistom i prezydentowi, żeby „ratować demokrację”.
Do niczego kandydować nie będzie, ale FP ma być „rewolucyjną siłą”, która pokona neoliberałów w wyborach. Tyle, że dla Onfraya Jean-Luc Mélenchon z Nieuległej Francji to „jakobin”, „za bardzo Robespierre”, podczas gdy on sam uważa się za współczesnego „żyrondystę” (odpowiednik „lewicy laickiej”). Onfray uważa, że jego ruch obywatelski będzie lewicowo-prawicowy, bo Front przebiega między neoliberałami-globalistami a całą resztą. Francja musi odzyskać suwerenność, wyjść z haniebnego układu z Maastricht, z jego „kryteriami”!
Neopopulista
Gilotyna ucięła kiedyś głowę niejednemu żyrondyście. Bywali skazywani przez Sąd Rewolucyjny, za antyrewolucyjność. Rozprawy nie były drobiazgowe, inicjatywa Onfraya woli pozostać Peace-and-love, mówi co najwyżej o „walce politycznej”. To już kolejna struktura otwarcie nawołująca do obalenia obecnego kształtu Unii, do Frexitu, jeśli trzeba. Onfray uważa Macrona za „aroganckiego chłopca”, który „nie umie podjąć żadnej decyzji” i nie nadaje się do kierowania krajem. Co do ludu, filozof wierzy w jego „zdrowy rozsądek”. Tak stał się przedstawicielem filozoficznego „neopopulizmu”.
Najbardziej z francuskich partii akcentuje konieczność Frexitu UPR (Republikański Związek Ludowy) François Asselineau, lecz ostatnio doszło tam do afery molestowania homoseksualnego, którego szef miał dopuszczać się wobec swych współpracowników. Partia się na razie zapadła. Onfraya też można określić politycznie jako socjal-gaullistę, ale, jak to u filozofa, sprawa jest bardziej złożona. Niby jest ateistą, ale „chrześcijańskim”, powołuje się na poglądy „wolnościowe”, na anarchizm Proudhona, ale prezentuje się jako „postanarchista”, gdyż nie wierzy już, że można „obalić własność” (a i państwo może się przydać).
Od antykapitalizmu do postkapitalizmu
Sudhir Hazareesingh, historyk idei z Oxfordu, uznał, że Onfray „jest dość klasycznym wolnościowcem, proudhonistą, który nie ma zaufania do elit i systemu parlamentarnego (…), to człowiek lewicy przywiązany do obrony klasy robotniczej i oświaty ludowej.” Jego krytycy bywają ostrzy: nazwano go już „oszustem intelektualnym”, zarzucono, że zmienia poglądy w zależności od mód medialnych, że ma „braki metodologiczne”.
W 2002 r. Onfray popierał na prezydenta Oliviera Besancenota, pocztowca, kandydata Rewolucyjnej Ligi Komunistycznej (LCR), trockistów. Cztery lata później zadeklarował, że „nie jest już przeciw kapitalizmowi”. W 2012 r. wystąpił przeciw kandydatowi lewicy Mélenchonowi, potem przestał głosować. Jeszcze dziś docina Mélenchonowi, że przez 20 lat popierał Maastricht, jak większość klasy politycznej, co musiało skończyć się dzikim neoliberalizmem i „egocentrycznym kłamcą”, jak Macron.
Onfray od początku stanął po stronie „żółtych kamizelek”, napisał książkę o peryferyjnej Francji, której globalizacja niewiele dała, a dużo zabrała. Mocno krytykował antysocjalną politykę partii prezydenckiej, niszczenie ochrony zdrowia, służb publicznych, edukacji. Wielu natomiast się skrzywiło, gdy nazwał Gretę Thunberg „postkapitalistycznym cyborgiem”: stał się zaraz „filozofem reakcyjnym”. On na to, że to nie dziwne, bo taka była propaganda przeciw „żółtym”, że to wręcz hitlerowcy, a nie „zwykli ludzie”. Uważa główne media za strukturalnie prosystemowe, klasistowskie: „w 95 proc. są własnością miliarderów.”
„Unia to trup”
Front Ludowy będzie domagać się wystąpienia Francji z Traktatu z Maastricht (ustanawiającego Unię Europejską, 1992), bo odebrał on rządowi w Paryżu możliwość podejmowania suwerennych decyzji. Onfray wykorzystuje inercję Unii podczas epidemii do krytyki jej „sztuczności”, „braku elementarnej solidarności”: „Unia pokazała, że jest martwa.” Chciałby teraz widzieć wszystkich suwerenistów pod jednym sztandarem, by zadać skuteczny cios Macronowi.
Z inicjatywy filozofa otwarcie cieszą się narodowcy i różni prawicowi radykałowie, ze względu na antyunijność. Do Frontu Ludowego zgłosił się Florian Philippot, były nr 2 Frontu Narodowego (FN), zastępca Marine Le Pen i szef ówczesnego „nurtu gejowsko-lewackiego” w partii, według jej ojca, Jean-Marie Le Pena. Dziś Philippot stoi na czele antyunijnego ugrupowania „Patrioci”, socjal-gaullistowskiego. Suwerenizm w różnym stopniu przenika teraz wiele partii, od lewicowej Nieuległej Francji (LFI), przez tradycyjną prawicę Republikanów, po Zjednoczenie Narodowe (RN, dawny Front Narodowy).
Neopopulizm Onfraya ma polegać na stworzeniu „populizmu akceptowalnego”, w ramach istniejących rozwiązań ustrojowych, z konstytucją jaka jest, podczas gdy lewica LFI domaga się nowej, VI Republiki. „Wszyscy odkrywają się dziś jako suwereniści, ale nie zapomnimy, kto obrażał suwerenistów w ciągu minionego ćwierćwiecza”, wzdychał Onfray w jednym z ostatnich wywiadów. Może przyciągnąć tych z LFI, dla których Mélenchon jest za mało antyunijny. „Front Ludowy to będzie machina wojenna plebsu” – powtarza. A „plebs” może się uwolnić „tylko w warunkach suwerenności”.
Bitwa à la Gramsci
Francuska oligarchia szykuje się do przedłużenia władzy obecnego prezydenta poprzez powtórzenie za dwa lata drugiej tury wyborów prezydenckich z 2017 r., z Marine Le Pen jako straszakiem, skazującym Macrona na zwycięstwo. Tak to widzi nie tylko Onfray. Ostatecznie, w razie czego, Le Pen łatwiej ułoży się z oligarchami, niż Mélenchon. Media już zaczynają pompować Le Pen jako jedyną „poważną” alternatywę dla Macrona, co doprowadza do rozpaczy resztę opozycji. Onfray mówi, że jej Zjednoczenie Narodowe działa według strategii Gramsciego, przez próbę „hegemonii kulturowej”. Ale i on ceni Włocha, bo czymże by był jego kwartalnik Front Ludowy?
Filozof odcina się od Le Pen („też jakobinka”), choć ona przywitała jego inicjatywę bardzo pozytywnie. Odcina się też od „technokratów” i „politykierów”, którzy „na ślepo” wyzywają ludzi „od petainistów, czy faszystów”, gdy mówią o suwerenności. Przede wszystkim nie znosi Macrona i jego neoliberałów za „niszczenie wszystkiego, co publiczne”, za wykonywanie szkodliwych społecznie rekomendacji Brukseli. Tu dość łatwo znajdzie sojuszników również na lewicy, lecz czy tak wewnętrznie różnorodne ciało polityczne może być skuteczne? I kto z Frontu Ludowego miałby wedrzeć się do drugiej tury?
Pytania bez odpowiedzi
Diagnoza jest jasna: „Dzikość globalizacji, wypaczenia Europy, arogancja rządów, zubożenie klas ludowych, współpraca mediów z władzą, niszczenie szpitali publicznych, secesja utraconych terytoriów Republiki – epidemia koronawirusa, jak fotograficzny wywoływacz, pokazała katastrofę naszego kraju.” Lecz przed kolejnym ruchem antyeuropejskim stoi trudne zadanie odznaczenia się w opinii publicznej. Niektórzy widzą w Onfrayu przewodnika, w świecie, któremu brak Oświecenia, ale to nie jest powszechne.
W Polsce wiadomości o rosnącej frondzie wobec Unii wzbudzają niechęć. Onfray, który widzi Francję, jak z książek Proudhona, zdecentralizowaną i niezależną, został już przez swych wrogów nazwany „wyznawcą teorii spiskowych”. Rzeczywiście mówi o „francuskim deep state”, ale to nie przeszkadza niektórym ciekawym nazwiskom zbliżać się do Frontu Ludowego. Polityczna kontestacja Unii rośnie, czy chcemy tego, czy nie.

Partnerska telekonferencja

Weifang – chińskie miasto partnerskie Olsztyna podzieliło się swoimi doświadczeniami z okresu epidemii i zwalczania COVID-19.

Weifang i Olsztyn stały się miastami partnerskimi w 2016 roku. Od tego czasu oba miasta utrzymują bliskie relacje, zwłaszcza w dziedzinie gospodarczej, kulturalnej i turystycznej. Teraz ich współpraca nabrała dodatkowego wymiaru.
W zeszłym tygodniu, 26 maja, w Sali Senatu Uniwersytetu Warmińsko- Mazurskiego zorganizowano pierwszą telekonferencję poświęconą wymianie doświadczeń w walce z epidemią konronowirusa. Rozmawiano o prewencji, skutecznej terapii oraz środków kontroli po ustąpieniu fali zachorowań.
Wzięli w niej udział lekarze, epidemiolodzy, przedstawiciele uczelni z Warszawy, Olsztyna oraz dwóch chińskich miast leżących w chińskiej prowincji Szandong. Stołecznego Jinan i Weifang- miasta partnerskiego Olsztyna.
Olsztyńscy lekarze przygotowali jedenaście zagadnień związanych z epidemią, które przedyskutowali ze swymi chińskimi kolegami. Lekarze z Weifang zaprezentowali im swoje, często pionierskie, doświadczenia w walce z nowym wirusem i zapobieganiu nowym zarażeniom.
W obradach uczestniczyli też ambasador Chińskiej Republiki Ludowej w Polsce Liu Guangyuan, prezydent Olsztyna Piotr Grzymowicz, prezydent Weifang Tian Qingying, dyrektor biura spraw zagranicznych prowincji Szandong Li Yongsen oraz dyrektor biura spraw zagranicznych Weifang Ge Yingyu.
Na zakończenie konferencji ambasador Liu Guangyuan wyraził nadzieję, że to nowatorskie spotkanie wzmocni ciągłą, wielowymiarową i głęboką współpracę pomiędzy miastami w dziedzinach ochrony zdrowia, gospodarki, handlu i turystyki kulturalnej. Liczy też na przyjacielską współpracę w przyszłości.
W imieniu chińskich samorządów prezydent Tian Qingying wyraził wdzięczność za wsparcie i troskę okazaną przez społeczność Olsztyna w czasie ich walki z epidemią i zaprosił prezydenta Piotra Grzymowicza wraz z delegacją do rychłego odwiedzenia Weifang.. Aby po zwalczeniu epidemii wzmocnić i rozszerzyć dotychczasowe programy współpracy
Prezydent Grzymowicz podziękował przyjacielom z Weifang za podzielenie się dobrymi praktykami zwalczania epidemii, zapowiedział też wzrost wymiany bilateralnej w dziedzinie gospodarki, kultury i kontaktów międzyludzkich.
Po wybuchu epidemii COVID-19 władze Olsztyna wysłały do partnerskiego Weifang listy z wyrazami wsparcia i propozycjami pomocy w zapobieganiu i kontroli epidemii w tym mieście.
Władze Weifang też obserwowały epidemię w Olsztynie. 31 marca odbyła się w Weifang uroczystość przekazania sprzętu medycznego: 1000 masek medycznych N95, 10 000 jednorazowych maseczek oraz 200 zestawów kombinezonów ochronnych dla wsparcia humanitarnego partnerskiego Olsztyna. Sprzęt ten dotarł tam w połowie kwietnia. Prezydent Piotr Grzymowicz przekazał ambasadorowi Liu Guangyuan list od władz Olsztyna dziękujący za wsparcie swego chińskiego partnera.
W 2018 r. decyzją olsztyńskiego samorządu jedną z alej w Parku Centralnym nazwano “Aleją miasta Weifang”. To pierwsza aleja upamiętniająca miasto Weifang poza granicami Chin i świadectwo przyjaźni między obu partnerami .

Bezpieczeństwo narodowe jest podstawą stabilności i dobrobytu Hongkongu

28 maja podczas trzeciej sesji OZPL XIII kadencji przegłosowano decyzję o upoważnieniu Stałego Komitetu Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych do sformułowania odpowiednich przepisów dotyczących ustanowienia i usprawnienia systemu prawnego i mechanizmu wykonawczego w Specjalnym Regionie Administracyjnym Hongkong w zakresie ochrony bezpieczeństwa narodowego.

Decyzja ta zyskała szerokie poparcie osób ze wszystkich grup etnicznych w całym kraju, w tym z Hongkongu, spotkała się również z szerokim zainteresowaniem i wzbudziła dyskusje wśród międzynarodowej opinii publicznej. W tym miejscu chciałbym podzielić się z polskimi przyjaciółmi kilkoma poglądami dotyczącymi tej sprawy.
Po pierwsze prawodawstwo w Hongkongu w zakresie bezpieczeństwa narodowego jest absolutnie niezbędne i wymaga podjęcia natychmiastowych działań. Podstawową przesłanką istnienia i rozwoju państwa jest jego bezpieczeństwo narodowe, wszystkie kraje świata wydają przepisy prawne stanowiące w tym względzie. Jednak z różnych powodów Hongkong zajął miejsce pośród regionów posiadających wątłe systemy prawne i mechanizmy wykonawcze w zakresie utrzymania bezpieczeństwa narodowego oraz pośród tych o najsłabszym systemie ochrony bezpieczeństwa narodowego. W 2019 roku podczas „huraganu poprawek” radykalne i separatystyczne siły ruchu “niepodległości Hongkongu” nawoływały do uzyskania niepodległości przez Hongkong. Brutalne działania terrorystyczne nasilały się gwałtownie, a siły zewnętrzne zuchwale wtrącały się w sprawy miasta, rzucając poważne wyzwanie doktrynie „jeden kraj, dwa systemy” i realnie zagrażając bezpieczeństwu narodowemu. W pełni obnażono istniejące i wyraźne luki i niedoróbki prawne w Hongkongu na płaszczyźnie utrzymania bezpieczeństwo narodowego. Nie ma państwa, które zignorowałoby nielegalne działania godzące w jego własne bezpieczeństwo narodowe. W sytuacji, gdy bezpieczeństwo narodowe znajduje się w bezpośrednim zagrożeniu i doznaje uszczerbku, a rząd miejscowy nie jest w stanie ukończyć prac legislacyjnych nad przepisami dotyczącymi jego ochrony, Rząd Centralny jest zmuszony do ustanowienia i poprawienia z poziomu centralnego systemu prawnego i mechanizmu wykonawczego dotyczących utrzymania bezpieczeństwa narodowego w Specjalnym Regionie Autonomicznym Hongkong i stworzenia tym samym swoistego bastionu bezpieczeństwa. Są to wspólne nadzieje żywione przez 1,4 mld Chińczyków, do których zaliczają się również rodacy z Hongkongu.
Po drugie, co racjonalne i zgodne z prawem, rząd centralny jest odpowiedzialny za ochronę bezpieczeństwa narodowego. W każdym państwie na świecie stanowienie prawa dotyczącego bezpieczeństwa narodowego jest uprawnieniem ustawodawcy krajowego. Rząd Centralny ponosi największą i ostateczną odpowiedzialność za bezpieczeństwo narodowe lokalnych regionów administracyjnych, co stanowi podstawową teoretyczną zasadę suwerenności narodowej i jest powszechną praktyką we wszystkich krajach na świecie. Art. 31 Konstytucji ChRL stanowi, że system wprowadzony w specjalnym regionie administracyjnym będzie określony ustawą Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych z uwzględnieniem szczególnych okoliczności. Ogólnochińskie Zgromadzenie Przedstawicieli Ludowych, jako najwyższy organ państwowy, uwzględniając faktyczną sytuację i potrzeby, może wykonywać wszystkie niezbędne uprawnienia oraz obowiązki związane z utrzymywaniem bezpieczeństwa narodowego w Hongkongu zgodnie z Konstytucją i Ustawą Zasadniczą miasta, a w tym tworzenie przepisów bezpieczeństwa narodowego w Hongkongu oraz budowanie odpowiednich systemów prawnych i mechanizmów egzekwowania prawa.
Po trzecie, bezpieczeństwo narodowe gwarantuje, że doktryna „jeden kraj, dwa systemy” będzie realizowana regularnie i długoterminowo, a Hongkong cieszyć się będzie stabilnością i dobrobytem. Bezpieczeństwo narodowe jest osią doktryny „jeden kraj, dwa systemy” i podstawą jej istnienia. Ustawodawstwo Hongkongu dotyczące bezpieczeństwa narodowego chroni suwerenności, jedności i integralności terytorialnej kraju i zapewnia, że realizacja doktryny „jeden kraj, dwa systemy” nie jest zniekształcona ani zdeformowana. Przepisy dotyczące bezpieczeństwa narodowego wymierzone są przeciwko bardzo niewielu aktom poważnie zagrażającym bezpieczeństwu narodowemu. Nie zmienią one systemu społecznego ani prawnego Hongkongu, nie wpłyną również na wysoki stopień autonomii miasta. Od momentu powrotu Hongkongu do Chin mieszkańcy miasta korzystali z najszerszych praw i wolności w historii. Przepisy dotyczące bezpieczeństwa narodowego umożliwią jeszcze lepsze korzystanie z tych praw i wolności w bezpiecznych okolicznościach. Jednocześnie nastąpi poprawa nastrojów społecznych związanych z wymianą i współpracą zewnętrzną z Hongkongiem, wyeliminowane zostaną obawy związane z niepokojami społecznymi w mieście, chronione będą uzasadnione prawa i interesy pochodzących z różnych krajów instytucji i ich personelu w Hongkongu, stworzone zostanie jeszcze korzystniejsze środowisko biznesowe dla inwestorów, a wszystko to przyczyni się do utrzymania długoterminowego dobrobytu i stabilności Hongkongu.
Po czwarte determinacja Chin w przeciwstawianiu się ingerencji sił zewnętrznych w sprawy Hongkongu jest niezachwiana. Hongkong to Specjalny Region Administracyjny Chin i lokalny region administracyjny pozostającym bezpośrednio pod władzą Rządu Centralnego ChRL. Ustawodawstwo Hongkongu dotyczące bezpieczeństwa narodowego należy wyłącznie do spraw wewnętrznych Chin i żadne siły zewnętrzne nie są uprawnione do interwencji. Niektóre kraje ogłosiły dziesiątki przepisów dotyczących bezpieczeństwa narodowego, starając się stworzyć własną „żelazną” siatkę bezpieczeństwa, równocześnie nalegając na „wycinanie dziur” i osłabianie chińskiej sieci bezpieczeństwa narodowego. Wskazują one palcem na przepisy bezpieczeństwa narodowego w Hongkongu i wysuwają nieprzemyślane i nieodpowiedzialne komentarze, a nawet posuwają się do gróźb i zastraszania. Stosowanie takich podwójnych standardów i kierowanie się logiką hegemoniczną w pełni ujawnia ich prawdziwy cel, którym jest stłumienie i zatrzymanie rozwoju Chin. Chiny są zdeterminowane, pewne siebie i zdolne do obrony narodowej suwerenności, bezpieczeństwa i interesów rozwojowych.
Cieszę się, że w ostatnich latach Polska i Hongkong zbliżyły się na płaszczyznach wymiany i współpracy, a obroty handlowe między stronami utrzymały średnią roczną stopę wzrostu na poziomie 6,7% w latach 2014-2019. Stabilność Hongkongu leży we wspólnym interesie Chin i Polski. Chiny będą w dalszym ciągu zgodnie z prawem chronić interesów różnych krajów (w tym Polski) w Hongkongu, będą nadal rozszerzać pragmatyczną współpracę między Hongkongiem i innymi krajami w dziedzinie gospodarki, handlu, kultury i turystyki. Mam nadzieję, że przyjaciele ze wszystkich środowisk w Polsce dokładnie i właściwie rozumieją doktrynę „jeden kraj, dwa systemy”, szanują i wspierają starania Chin o zgodne z prawem utrzymanie bezpieczeństwa narodowego w Hongkongu oraz razem z Chinami powitają z radością piękną przyszłość Hongkongu- miasta stabilizacji i dobrobytu.

Akrobatyczna gimnastyka Wushu

Akrobatyczna gimnastyka Wushu, czyli sztuka walki Wushu, stanowi część bogatej spuścizny kulturalnej narodu chińskiego.

Łącząc w sobie nacierające i obronne ruchy walki wręcz, zadawanie ciosów ręką i nogą, skoki naprzód i do tyłu, obalanie przeciwnika na ziemię, stosując różne prawidła inne w ataku i samoobronie, inne w ruchu i spoczynku, zachowując refleks i powolność, twardość i miękkość, stworzyła ona całe serie ćwiczeń z białą bronią i bez broni, przeobraziła się z czasem w swoisty rodzaj sportu.
Chińska gimnastyka Wushu odznacza się bogatą treścią i licznymi szkołami. Dzieli się ona na sztukę walki na pięści i sztukę władania różnorodnymi rodzajami białej broni. Wykonuje się je indywidualnie, w parze i w grupach.
Quanshu czyli sztuka walki na pięści jest podstawą całego systemu fizycznych ćwiczeń gimnastyki narodowej Wushu. Sztuka ta z kolei dzieli się na Changquan (włączając Shaolinquan i Changquan) odznaczający się zamaszystym ruchem, bystrością, siłą i podskokami w górę; Taijiquan, w którym ruchy są powolne, miękkie, lekkie z łagodnymi krokami; Xingyiquan z właściwymi mu wyraźnymi, niezłożonymi, ale twardymi ruchami oraz Piguaquan z dającymi natchnienie i silnymi ruchami. Ćwiczenia z białą bronią wykonuje się z szablą – śmiało i dzielnie, z mieczem – płynie z wdziękiem, z piką – zwinnie i druzgocącą mocą oraz z kijem – zmienie i zdecydowanie. Na swój sposób interesujące są ćwiczenie z linkami, na końcu których przymocowano nasadkę kopii czy metalowy młotek.
Parzyste ćwiczenia obejmują walkę wręcz – pojedynek z białą bronią lub pojedynek, gdzie jeden prowadzi walkę gołymi rękami, a drugi z bronią. Grupowe ćwiczenia obejmują całe serie sztuki walki na pięści i sztuki władania bronią wykonane przez grupę nie mniejszą niż sześć osób.
Gimnastyka Wushu potrzebuje harmonii wietrznego ducha, zewnętrznego wdzięku, sprawności, wysokiej koordynacji wszystkich ruchów, jedności siły i kunsztu. Przeróżne kroki w niej, sprężyste skoki, ruchy nóg i całego ciała, przejście z ruchu w spoczynek i odwrotnie, tempo i rytm wykonywanych ćwiczeń sprzyjają wszechstronnemu fizycznemu hartowaniu człowieka.
Wushu zajmować się mogą nie tylko silni i zdrowi młodzi ludzie, ale i starcy, dzieci, kobiety, a nawet fizycznie słabi ludzie i chorzy. Każdy może znaleźć najbardziej odpowiadający jego organizmowi rodzaj gimnastyki. Prócz tego uprawianie tej sztuki nie wymaga dużo miejsca. Dlatego właśnie gimnastyka Wushu, mogąca służyć zarówno za hartowanie organizmu, jak i, jeśli zajdzie potrzeba, za samoobronę, cieszy się wielką popularnością wśród wielu osób.
Gimnastyka Wushu bierze swój początek w pracy i polowaniu w okresie społeczeństwa pierwotnego. Używana w niej broń, była głównie zapożyczona od narzędzi pracy i przyborów myśliwskich pierwotnego człowieka, który w toku swej działalności, z ich pomocą, nauczył się robić obławę i zdobywać zwierzęta.
Drugim czynnikiem rozwoju Wushu jest pojawienie się pierwotnych wojen. W okrutnych i częstych walkach między starożytnymi plemionami ludzie jeszcze lepiej opanowali sztukę walki na pięści i walki z użyciem broni, która przenikła także do Wushu. Później w sztuce prowadzenia walki nieustannemu rozwojowi uległo rzemiosło toczenia walki gołymi rękami i z bronią w ręku. Także w gimnastyce Wushu stopniowo pojawił się łuk, kusza, pika, szabla, miecz, oszczep, tarcza. Jednakże technice władania tymi rodzajami białej broni daleko do objęcia całego rzemiosła Wushu.
Za czasów dynastii Han (202 p.n.e. do 220 n.e.) sztuka Wushu znacznie rozszerzyła swoją skalę i osiągnęła dosyć wysoki poziom w swym rozwoju. Sądząc po zapiskach w literaturze w „Historii dynastii Han”, wówczas dosyć rozpowszechnione były takie rodzaje sportu, jak szermierka, walka na pięści i strzelanie. W epoce dynastii Han pojawiła się także gimnastyka dla wzmacniania organizmu. Na przykład znany był wówczas lekarz Hua Tuo, żyjący w okresie końcowym dynastii Han. Naśladując ruchy jelenia, niedźwiedzia, małpy, tygrysa i ptaków, stworzył kompleks ćwiczeń – „Zabawa pięciu zwierząt i ptaków” w celach rozruszania stawów i zapobiegania starczej zgrzybiałości. „Zabawa pięciu zwierząt i ptaków” wywarła duży wpływ na powstanie w Wushu oryginalnego w swoim rodzaju Xiangxingquan, w którym naśladuje się ruchy zwierząt. Do niego zaliczają się kompleksy ćwiczeń Hongquan, Shequan i Yingzhaoquan, w którym naśladowane są ruchy małpy, żmii i orła.
Dynastii Ming (1368-1644) była ważnym okresem rozwoju gimnastyki Wushu. W tym właśnie okresie zwiększyła się ilość chwytów Wushu i uformowały się jej różne szkoły. Weźmy jako przykład sztukę walki Quanshu. W niej pojawił się kierunek Nanquanbeitui, znany na południe od rzeki Jangcy, gdzie ciosy zadawano głównie za pomocą rąk, a na północy kraju za pomocą nóg. Jednocześnie Quanshu i sztuka wojenna stopniowo oddzieliły się jedna od drugiej. W wyniku tego pojawił się nowy rodzaj – Taijiquan i gimnastyka Wushu zaczęła rozwijać się w kierunku wzmacniania organizmu. W tym okresie pojawiło się wielu mistrzów tej tradycyjnej gimnastyki, wyszkolonych w słynnych właśnie z Wushu miejscach, takich jak klasztor Shaolin w prowincji Henan i miasto Cangzhou w prowincji Hebei.
Po dynastii Ming gimnastyka Wushu nieprzerwanie rozpowszechniała się wśród na Chińczyków, rozwijała się dalej i stała coraz bardziej doskonała i bogata w treść.
Po wyzwoleniu kraju rząd chiński przywiązywał duża wagę do zachowania i rozwoju tej szlachetnej spuścizny kulturalnej. Wydano wiele książek na temat teorii techniki Wushu. W wyższych szkołach wychowania fizycznego założono specjalne sekcje i grupy do nauczania oraz badania Wushu.
Chińska gimnastyka Wushu nie tylko zyskuje coraz większa popularność wsród narodu chińskiego, ale i znajduje sobie miłośników wśród cudzoziemców. W wielu krajach i rejonach świata już zaczęto uprawiać tę dyscyplinę sportu. Wielu specjalnie przyjechało do Chin, by przyswoić sobie sztukę Wushu. Wushu – ta wywodząca się z Chin narodowa gimnastyka będzie wnosić wkład na rzecz wzmacniania zdrowia i wymiany kulturalnej narodów świata.

Migracja w czasach zarazy

Setki migrantów i migrantek z Ameryki Środkowej, zatrzymywanych przez Amerykańską Ochronę Graniczną (Border Patrol), w cieniu pandemii COVID-19 znajdują się w sytuacji, w której nie mogą legalnie wrócić do ojczyzny. Nie mogą także pozostać w kraju tranzytowym, czyli w Meksyku.

Polityczny problem, przed jakim staje rząd Meksyku, staje się coraz trudniejszy do logistycznego opanowania. Portal Animal Politico podaje, że według Amerykańskiego Urzędu Celnego i Ochrony Granic tylko w marcu bieżącego roku na południowej granicy USA z Meksykiem 6306 osób nie dostało pozwolenia na przekroczenie granicy Stanów Zjednoczonych. Zdecydowaną większość stanowią tu obywatelki i obywatele Hondurasu, Gwatemali, Salwadoru, a także Nikaragui. Niezależnie od przynależności narodowej jednak ci, którzy nie zostają wpuszczeni do Stanów Zjednoczonych, zawsze trafiają do ośrodków detencyjnych w Meksyku.
Ośrodki detencyjne
Nigdy wcześniej w historii Meksyk nie był zmuszony przyjąć takich ilości deportowanych, kraj nie jest więc przygotowany na zapewnienie wystarczającej liczby miejsc dla wszystkich potrzebujących. Te natomiast znaleźć się muszą, gdyż pod presją pandemicznych okoliczności Gwatemala już w połowie marca oficjalnie zamknęła swoje granice. Nieoficjalnie jednak – poza kontrolą służb – setki osób codziennie przekraczają granicę w poszukiwaniu swojego sueño americano – czy raczej po prostu godnych i bezpiecznych warunków do życia. Niestety, zamiast do Stanów trafiają do meksykańskich ośrodków detencyjnych, które nie są w stanie zapewnić im odpowiednich warunków. Długotrwałe niedofinansowanie, braki w personelu oraz ogromne przepełnienie przyczyniły się do niezwykle trudnych realiów, jakim muszą stawiać czoła migrantki i migranci każdego dnia. Wszelkie próby protestów są ignorowane lub często brutalnie tłumione przez policję, Gwardię Narodową (hiszp. Guardia Nacional de Mexico) lub Meksykański Narodowy Instytut do Spraw Migracji (INM), jak miało to miejsce 31 marca . Protestujący, wzniecając ogień w ośrodku detencyjnym w mieście Villahermosa w stanie Tabasco, chcieli zwrócić uwagę rządu na niebezpieczeństwo, jakie stanowi zamknięcie ich w przepełnionych ośrodkach w dobie COVID-19 oraz przeciwstawić się brakowi możliwości powrotu do ojczyzny. Funkcjonariusze INM oraz Gwardii Narodowej uniemożliwili im ucieczkę, w wyniku czego poprzez zatrucie dymem zmarła 1 osoba, a ponad 14 zostało rannych. Jak podkreślają działacze La 72, organizacji wspierającej migrantów i migrantki na terenie stanu Tabasco, bezpośrednia odpowiedzialność za śmierć jednego z protestujących leży po stronie INM. Dodają, że tragedii można było uniknąć, gdyby zwrócono uwagę na ich postulaty.
Co dalej?
Dalsze losy deportowanych mogą potoczyć się dwojako. Część z nich otrzymuje możliwość opuszczenia ośrodka oraz dokument potwierdzający prawo legalnego pobytu w Meksyku na okres 90 dni. Ze względu na kryzysową sytuację ciężko jest im jednak znaleźć chociażby tymczasową pracę, a w strachu przed zarażeniem niewiele osób odważa się ofiarować im pomoc. Jako że nie mogą ani wrócić do ojczyzny, ani opuszczać rejonu w którym się znajdują, zmuszeni są szukać schronienia na ulicy. Inni dostają nakaz natychmiastowego opuszczenia terenu Meksyku. Według relacji działaczy i działaczek organizacji pozarządowych, przewożeni są oni autobusami do granicy z Gwatemalą i tam po prostu opuszczani, bez jedzenia, picia czy jakichkolwiek wskazówek co robić dalej. W tym wypadku również tłumione są wszelkie próby protestów, jak 23 marca, gdy Policja Federalna za pomocą armatek wodnych, gazu łzawiącego oraz przemocy stłumiła protest 50 deportowanych. Ze względu na zamknięte granice tylko obywatele i obywatelki Gwatemali mogą w „świetle prawa” wrócić do kraju. Osobom o honduraskim czy nikaraguańskim pochodzeniu pozostaje albo nielegalnie pozostać w jednej z przygranicznych wsi stanu Chiapas, notabene jednego z najbiedniejszych rejonów Meksyku, albo pieszo przekraczać Gwatemalskie góry ponownie jako ilegal ( hiszp. nielegalny/a migrant/ka), tym razem w drodze powrotnej.
Jak mówi Irineo Mujica, obrońca praw człowieka i działacz organizacji Pueblos Sin Fronteras, działania INM są “nieodpowiedzialne, okrutne i całkowicie poza kontrolą”. Apeluje on do podsekretarza Migracji i Praw Człowieka Alejandra Encinasa o rozwiązanie tego problemu, dodając, że jest on za niego odpowiedzialny zarówno prawnie, jak i moralnie.
Czy Meksyk płaci za mur?
Głosy meksykańskich specjalistek i specjalistów w zasadzie nie są włączane do debaty, która w dużym stopniu pozostaje zdominowana przez głosy anglojęzyczne. Raz na jakiś czas mainstreamowe media pokazują relacje migrantów z Ameryki Środkowej opowiadających o dramacie ucieczki i trudnościach, z jakimi się zmagają. Nie ukazują się w nich jednak przyczyny stojące za ich decyzją, czy świadectwa realiów, od których uciekają. Z świecą szukać wzmianek o antyrządowych zamieszkach w Nikaragui, w których zginęło ponad 300 osób, a ponad 2000 zostało rannych czy o wszechobecnej przemocy, ogromnej liczbie zabójstw, czy głębokiej biedzie panującej w krajach takich jak Gwatemala, Honduras lub Salwador. Zwyczajnie nie mają oni głosu we własnej sprawie. Marginalizacja bezpośrednich przyczyn ucieczki przyczynia się do zrzucenia odpowiedzialności za własne cierpienie na migrantów i migrantki. Nie jest jednak tajemnicą to, że za rozwój tragicznej sytuacji krajów Ameryki Środkowej częściowo odpowiada neokolonialna polityka, jaką od lat uprawiają Stany Zjednoczone.
W czerwcu 2019 prezydent Trump, za pośrednictwem posta na Twitterze, do czego niezawodnie przyzwyczaja nas od lat, wywołał niemałe zamieszanie, zapowiadając nałożenie 5 proc. taryfy na eksporty z Meksyku, jeżeli fala migrantów i migrantek z Ameryki Centralnej nie zmaleje, nie precyzując jednak o eksport czego dokładnie mu chodzi. Zrzucił w ten sposób odpowiedzialność za radzenie sobie z problemem na kraj o wiele mniej zamożny od USA, jakim jest Meksyk, który ponadto dla większości migrantów i migrantek zmierzających do Stanów jest jedynie krajem tranzytowym. Podobne praktyki zatrzymywania migrantów w krajach tranzytowych są sposobem znanym i lubianym także przez elity europejskie, które eksternalizują politykę kontroli migracji tak, aby zatrzymać jak najwięcej osób w państwach takich jak Turcja czy kraje Bałkańskie, przed dotarciem do strefy jurysdykcji Unii Europejskiej, zwalniając się z obowiązku rozpatrywania ich wniosków o azyl bądź pozwolenie na pobyt. Ciekawy raport na ten temat autorstwa Billa Frellicka, Iana M. Kysela oraz Jennifer Podkul wydał Journal on Migration and Human Security.
Kryzys polityczny, jaki wywołał swoim tweetem Trump, doprowadził do negocjacji między nim a prezydentem Meksyku, Andrésem Manuelem Lópezem Obrador, w wyniku których powołana do życia została Gwardia Narodowa. Strona internetowa meksykańskiego rządu podaje, że zadaniem Gwardii Narodowej jest, między innymi, tworzenie i zachowanie porządku publicznego czy obrona dóbr narodowych. W rzeczywistości jednak jej głównym zajęciem pozostaje ochrona południowej granicy Meksyku z Gwatemalą przed napływem migrantów i migrantek. Meksyk nie zapłacił za mur na granicy ze Stanami Zjednoczonymi, jak dziarsko zapowiadał to Donald Trump. Płaci jednak za uzbrojonych żołnierzy broniących granic kraju przed osobami, dla których jest on jedynie przystankiem po drodze do USA.
Migracja w cieniu pandemii
Migrantki i migranci, z reguły w nienajlepszym stanie zdrowotnym, z utrudnionym dostępem do czystej wody czy leków są jedną z najbardziej podatnych i wrażliwych na zarażenie grup w kontekście COVID-19. Jak izolować się w ośrodku przeznaczonym dla 30 osób, w którym znajduje się ich 60? Jak pozostać w domu, jeśli się go nie ma? Przepełnione centra detencyjne tworzą niebezpieczne skupiska, w których izolacja czy zachowanie wystarczających środków ostrożności są praktycznie niemożliwe. W większości z nich brakuje podstawowych środków prewencyjnych, takich jak żele antybakteryjne czy maseczki. Warto zaznaczyć tutaj, że nie jest to jedynie problem Meksyku. Panująca pandemia stwarza ogromne zagrożenie dla 272 milionów migrantów i migrantek na całym świecie. Restrykcje związane z zamkniętymi granicami, znaczne spowolnienie przetwarzania podań o azyl czy prawo legalnego pobytu, a także pogłębiająca się dezinformacja i niepewność dodatkowo pogarszają i tak od zawsze bardzo niestabilną pozycję, w jakiej znajdują się migranci i migrantki w każdym kraju. Ich sytuacja to dla mainstreamowych mediów i znacznej części opinii publicznej temat drugorzędny, dyżurny, który w dobie pandemii zagrażającej status quo bogatej północy przestaje kogokolwiek interesować.
Wyjątkowo przygnębiający jest fakt, że po uspokojeniu się kryzysu związanego z pandemią nadzieja na poprawę sytuacji jest złudna. Dyżurne tematy – jak sytuacja migrantów – pojawiają się raz na jakiś czas na końcu wieczornych wiadomości, poruszając nielicznych. Ciężar zapewniania podstawowej opieki medycznej czy zakwaterowania nie przestanie spadać na organizacje pozarządowe, które w większości przypadków mają mocno ograniczone możliwości. Rosnąca nieufność wobec obcokrajowców, nieudolność światowych rządów czy krążące nad światem widmo potężnego kryzysu ekonomicznego stawia migrantki i migrantów z całego świata w coraz cięższej pozycji, pozostawionych samych sobie. Światowa walka z COVID-19 powinna więc stawać się bardziej inkluzywna, a elity polityczne zaprzestać wartościowania ludzkiego życia według neoliberalnych standardów.

Zabrać ludziom świadomość, czyli lot nad kukułczym gniazdem

Znakomity obraz Miloša Formana z Jackiem Nicholsonem w roli głównej nie jest filmową fikcją. To przedstawienie autentycznej rzeczywistości amerykańskich eksperymentów nad ludzką świadomością. W kontekście dramatów, jakie dotykają Juliana Assange’a i Chelsea Manning – na oczach demokratycznego i wolnego ponoć świata – warto przypomnieć, co Imperium Dobra i Krynica Wartości czyniła (i nadal czyni, choć bardziej sekretnie) w przedmiocie łamania człowieczych sumień, kontroli umysłami i totalnej manipulacji ludzką świadomością.

W dobie pandemii i mniej lub bardziej jawnie wyrażanych zakusów inwigilacyjnych powraca również temat prób kontroli ludzkich zachowań, jakie od dawna podejmowały służby specjalne. W USA już w latach 40. i 50. sądzono, na podstawie osiągnięć nauk związanych z psychiatrią, psychologią i socjologią (bezcenny okazał się tu dorobek Freuda, Bernaysa i Trottera), iż takie możliwości są tuż tuż, wystarczy podłączyć kilka przewodów albo odpowiedni farmaceutyk. Wtedy zaczęto eksperymentować z przekazami podprogowymi, a do powszechnego języka wszedł termin „pranie mózgu”.
Naukowcy wprzęgnięci w machinę państwowej służby zajęli się badaniami nad możliwością stworzenia społeczeństwa, w którym ludzie będą całkowicie kontrolowani i to nawet nie w taki sposób, jak w wizjach George’a Orwella, ale bezpośrednio za pomocą odpowiednio skonstruowanego pilota (dziś mówi się o wszczepianych chipach). Wizja pełnej kontroli nad tym, co ludzie robią, a nawet myślą pociągała polityków i służby specjalne. CIA zaangażowała się w takie badania tuż po II wojnie światowej. W 1953 z kilku rozpoczętych wcześniej małych, rozrzuconych projektów badawczych stworzono jeden. Nazwano go MK ULTRA. Ludzie, których do niego zaangażowano mieli postawionych szereg zadań: od opracowania doskonałego serum prawdy, przez zbadanie możliwości trwałej zmiany osobowości i wymazywania oraz programowania wspomnień, po przygotowanie koktajlu (to dołożono później), który pozwoli kontrolować Fidela Castro. Badania były szeroko zakrojone i hojnie finansowane. Zaangażowało się w nie ponad 80 instytucji, w tym co najmniej 40 uniwersytetów, kilka koncernów farmaceutycznych, szpitale, więzienia i instytuty badawcze.
Były to czasy zimnowojennej paranoi. Skrzydła rozwijał senator Joseph Mc Carthy, który rozpętał antykomunistyczną i antyradziecką histerię w USA. Hollywood straszył komunistami ukrytymi wszędzie, ale w tym czasie to nie oni eksperymentowali z umysłami amerykańskich żołnierzy i studentów. Prowadziło te doświadczenia CIA, a do badań zaangażowano także naukowców, wśród których znajdowali się naziści sprowadzeni do USA zaraz po wojnie w ramach tzw. Operacji Paperclip (lub Overcast).
Testowano na ludziach m.in. modną wówczas psychochirurgię. Uszkadzano w warunkach szpitalnych określone części mózgu czy przerywano określone połączenia neuronowe i obserwowano, jak daleko te eksperymenty pseudo-medyczne pozwalają sterować, kontrolować i manipulować ludźmi. Doświadczenia skupiały się też na próbach psychologicznie sterowanych sposobach łamania ludzi poprzez usuwanie ich wspomnień. Na masową skalę wykorzystywano środki psychotropowe i narkotyki, zwłaszcza LSD. Niektórym pacjentom podawano je przez 80 dni z rzędu, powodując nie tylko utratę pamięci, ale też trwałą ułomność bądź intelektualną niemoc.
Uczestników rekrutowano przede wszystkim z nieświadomych niczego pacjentów szpitali psychiatrycznych, więźniów czy studentów. Wśród takich właśnie przypadkowych „królików doświadczalnych” znalazł się Teodor Kaczyński, bardziej znany pod pseudonimem „Unabomber” (stał się seryjnym mordercą właśnie w efekcie prania mózgu w ramach tego projektu). Podczas tzw. operacji „Orgazm o północy” – będącej częścią programu MK ULTRA – stworzono na terenie San Francisco szereg domów publicznych, gdzie zwerbowane prostytutki ściągały niczego nieświadomych klientów w pułapkę tych eksperymentów. Po nafaszerowaniu ich LSD stawali się „materiałem” do dalszych doświadczeń. Na zakupy środków psychoaktywnych wydawano setki tysięcy dolarów i dostarczano je do współpracujących z programem klinik oraz lekarzy. Jednocześnie do kooperacji wprzęgnięto amerykańskie koncerny farmaceutyczne, dostarczając leki i medykamenty (także syntetyczne narkotyki) do testowania na nieświadomych „obiektach” badawczych. Myślano także o iście szatańskim projekcie dodania takich preparatów do ujęcia wody pitnej w jednym z miasteczek amerykańskich. Wszystko po to, by osiągnąć taki poziom masowego otępienia, w którym mieszkańcy nie będą w stanie myśleć o jakiejkolwiek obronie.
Testowano różne środki psychotropowe wzmacniane różnymi technikami przesłuchiwania. Jedna z metod polegała np. na tym, że najpierw wstrzykiwano „obiektowi” barbiturany, a gdy zaczynał odpływać, rozbudzano go amfetaminą. Efektem była głęboka dezorientacja i łatwość prowadzenia przesłuchania. Gdzie indziej (to właśnie zastosowano wobec wspomnianego „Unabombera”) sprawdzano, jak bardzo trzeba zniszczyć u kogoś poczucie własnej wartości, by zmienić go w bezwolnego wykonawcę rozkazów. Próbowano też tych środków i metod, aby wymazać wspomnienia z mózgu i w ich miejsce wpisać nowe, potrzebne dla manipulowania tak zaprogramowanym człowiekiem. Najsmutniejsze było to, iż w całym programie – hojnie opłacanym z budżetu USA – uczestniczyło setki naukowców, szacowne uczelnie i instytuty badawcze.
Szefem całego projektu był oryginał, niejaki Sidney Gottlieb, postać wyjęta żywcem z magazynów i książek New Age. Kilka lat przebywał on w Indiach szukając spokoju w medytacjach i kontemplacji nad wewnętrznym „ja”. Po powrocie do Ameryki zamieszkał pod Waszyngtonem hodując kozy. Przetworzonej żywności nie spożywał, był protoplastą współczesnych ekologów i wegetarian. Pił jedynie kozie mleko, a jadł przede wszystkim własnoręcznie zrobione sery. Miał dużą słabość do psychodelików. To on zadbał o pozycję narkotyków – i przede wszystkim LSD – w projekcie MK ULTRA.
W 1973 roku w obawie przed odpowiedzialnością zniszczono większość dokumentów będących w posiadaniu CIA, lecz to, co zostało – a przy takiej skali nie dało się pozbyć wszystkiego – wystarczy, by wyrobić sobie apokaliptyczny obraz wydarzeń tego do czego mogą się posunąć służby specjalne w demokratycznym przecież kraju. Po ujawnieniu sprawy program został rozwiązany. Przynajmniej oficjalnie, ponieważ nie brak głosów twierdzących, że zmienił jedynie nazwę… Współczesne podręczniki prowadzenia przesłuchań używane przez amerykańskie specsłużby są – jak twierdzi kanadyjska dziennikarka Naomi Klein – w znacznym stopniu oparte o wyniki badań prowadzonych w ramach projektu MK ULTRA.
Dlaczego dziś o tym przypominam? Bo pokusa kontrolowania umysłów i manipulowania ludzkim myśleniem nie zginęła, a dzisiejsze możliwości technologiczne i osiągnięcia nauki dają bez porównania większe możliwości. Nie trzeba nawet sięgać po narkotyki czy skompromitowane pseudoeksperymenty naukowe (chociaż czy ktokolwiek jest w stanie z pełną odpowiedzialnością zapewnić, że i takie odeszły całkowicie do historii?). Dziś na topie są próby wpływania na rząd dusz i zdobywania wpływu na zachowania ludzi poprzez manipulowanie informacją i gry z mediami społecznościowymi i ich algorytmami. A wszystko to – niby w najszlachetniejszym celu. W czasie zimnej wojny wróg „wolnego świata” był znany, dziś zastępują go narracje o zagrożeniach (wiadomo z czyjej strony).
Tylko nasza wolność jest okrajana, nasze swobodne myślenie ograniczane, a my o wszystkim dowiadujemy się po fakcie.

Dlaczego Chiny nie ustalają konkretnego celu wzrostu gospodarczego?

Chiny postanowiły nie wyznaczać konkretnego rocznego celu wzrostu gospodarczego na 2020 r. Jest to mądra, dalekowzroczna i odpowiedzialna decyzja, aby poradzić sobie ze skomplikowaną sytuacją w kraju i na świecie.

Nowa narracja w rządowym raporcie roboczym przedłożonym krajowemu prawodawcy ujawnia praktyczną zasadę przywództwa polegającą na dostosowywaniu się do niepewności i ogromnych trudności spowodowanych epidemią koronawirusa i globalną recesją
gospodarczą.
Epidemia mocno odbiła się na chińskiej gospodarce w pierwszym kwartale, powodując spadek produktu krajowego brutto o 6,8 procent w skali roku.
Chociaż gospodarka z pewnością zyska na wartości dzięki wspieranej przez rząd polityce, Chiny muszą w pełni uwzględnić trudności, ryzyko i niepewność oraz zwiększyć prędkość reagowania.
Cele wyznaczone przez rząd chiński w tym roku są bardziej elastyczne i wykonalne. Za sprawą koncepcji modelu zrównoważonego rozwoju, która nigdy nie dąży do krótkoterminowych zysków kosztem korzyści długoterminowych. Raport podkreśla wagę, jaką przywiązuje się do promowania zatrudnienia, zapewnienia pełnej gry podmiotom rynkowym i poprawy warunków życia ludzi.
Zatrudnienie należy ustabilizować, tworząc w tym roku ponad 9 milionów miejsc pracy, jak zauważa raport, podkreślając koncepcję stawiania ludzi na pierwszym miejscu.
Rok 2020 jest szczególnym rokiem dla Chin. Kraj ten chce wyeliminować ubóstwo i zbudować podstawy umiarkowanie zamożnego społeczeństwa. Oznacza to, że rząd musi zapewnić ludziom odpowiednie zakwaterowanie, usługi medyczne i inne usługi publiczne.
Fakt, że nie ustalono żadnego konkretnego celu, nie oznacza, że ​​Chiny porzuciły determinację, by osiągnąć stały wzrost w obliczu piętrzących się trudności. Aby osiągnąć te cele, Chiny muszą twardo trzymać się swojej polityki reform i otwarcia.
Nowa narracja pokazuje determinację Chin, by stać się bardziej realistycznym, elastycznym i dalekowzrocznym, z wizją innowacyjnego, skoordynowanego, zielonego i otwartego rozwoju dla wszystkich.
Chińska gospodarka wciąż ma dobre perspektywy. Zgodnie z najnowszym raportem Światowej Perspektywy Gospodarczej Międzynarodowego Funduszu Walutowego, pomimo przewidywanego spadku tempa wzrostu PKB, oczekuje się, że w Chinach, w tym roku nastąpi wzrost gospodarczy oraz silne odbicie w 2021 r.
Brak celu to dobry cel.

„Dwie sesje” dla przyszłości Chin

Rozpoczęła się trzecia sesja 13. Komitetu Komitetu Krajowego Chińskiej Ludowej Konferencji Polityczno-Konsultatywnej, najwyższego chińskiego organu doradczego ds. polityki
Oczekuje się, że tegoroczne „dwie sesje” podkreślą ostateczne dążenie kraju do zmniejszenia ubóstwa i kompleksowego ukończenia budowy społeczeństwa umiarkowanego dobrobytu.
Sądzi się także, że krajowi prawodawcy i doradcy polityczni w Chinach będą dyskutować o tym, jak dążyć do poprawy wyników we wszystkich obszarach rozwoju gospodarczego i społecznego, ponieważ zapobieganie epidemii i kontrola stają się regularną praktyką.

Po ponad dwumiesięcznym opóźnieniu i wygraniu walki z epidemią, Chiny podniosły kurtynę nad politycznym szczytem sezonu.
Najwyższy organ doradczy ds. Politycznych rozpoczął coroczną sesję w Pekinie, rozpoczynając „dwie sesje”.
Tegoroczne sesje mają uwypuklić ostateczne dążenie Chin do eliminacji ubóstwa i ukończenia budowy społeczeństwa umiarkowanego dobrobytu.
Xi Jinping i inni chińscy przywódcy uczestniczyli w spotkaniu otwierającym trzecią sesję 13. Komitetu Krajowego Chińskiej Ludowej Konferencji Polityczno-Konsultatywnej (CPPCC), która odbyła się w Wielkiej
Sali Ludowej.
– Rok 2020 jest końcową fazą starań Chin, by pod każdym względem zbudować umiarkowanie dobrze prosperujące społeczeństwo i zrealizować 13. plan pięcioletni – powiedział Wang Yang, przewodniczący 13. Komitetu Krajowego CPPCC, do ponad 2000 doradców politycznych obecnych na spotkaniu.
Krajowe zadania związane z ograniczaniem ubóstwa są prawie ukończone, ponieważ liczba zubożałych osób spadła do 5,51 mln na koniec 2019 r. Z 98,99 mln na koniec 2012 r.
Wang wezwał doradców politycznych do wypełnienia obowiązków związanych z koordynacją kontroli epidemii oraz rozwojem gospodarczym i społecznym w celu przyczynienia się do zwycięstwa w walce z ubóstwem i ukończenia budowy umiarkowanie zamożnego społeczeństwa.
W obliczu rosnącej niepewności zarówno w kraju, jak i za granicą, prawodawcy krajowi i doradcy polityczni powinni zapewnić wgląd w to, jak zapewnić osiągnięcie celu i stworzyć dobre podstawy dla przyszłego rozwoju.
Według Xin Ming, profesora w Szkole Partii Komunistycznej Partii Chińskiego Komitetu Centralnego w tym kluczowym dla Chin najistotniejsze będą sprawiedliwość i równość. Te zaś zapewnić mają inwestycje w mieszkalnictwo, zdrowie i opiekę medyczną.
Oczekuje się, że tegoroczne „dwie sesje” zwrócą większą uwagę w kraju i za granicą, ponieważ rzucą światło na sposób, w jaki kraj będzie maszerował w najbliższych latach, podczas nawigowania wokół raf powstałych po COVID-19.
Chiny, dzięki żmudnym wysiłkom, osiągnęły świetne wyniki w ograniczaniu epidemii, a zdrowie publiczne jest priorytetem podczas sesji.
Oczekuje się również, że ustawodawcy i doradcy polityczni będą dyskutować o tym, jak dążyć do poprawy wyników we wszystkich obszarach rozwoju gospodarczego i społecznego, ponieważ zapobieganie epidemii i kontrola stają się regularną praktyką.
– Chiny wykazały ogromną żywotność swoich systemów i mam duże zaufanie do rozwoju naszego narodu pomimo niepewności co do przyszłości – powiedział Zhang Shuibo, członek Komitetu Krajowego CPPCC i dyrektor Szkoły Międzynarodowego Zarządzania Projektami na Uniwersytecie Tianjin.
Sądzi się, że premier Li Keqiang dostarczy rządowy raport, który zaoferuje szereg rozwiązań i nowych wskaźników polityki w zakresie radzenia sobie z drugą co do wielkości gospodarką świata w dobie epidemii COVID-19 i globalnej recesji
gospodarczej.
– W porządku obrad jest również obrady projektu kodeksu cywilnego. Po przyjęciu pomoże zwiększyć modernizację chińskiego systemu i zdolność do sprawowania rządów – powiedział Wang Yi, dziekan szkoły prawniczej na chińskim uniwersytecie Renmin.

Chiny pomogą importerom wadliwych maseczek

Oświadczenie rzecznika prasowego Ambasady ChRL w Polsce w sprawie doniesień medialnych dotyczących wątpliwości co do jakości maseczek ochronnych.
W ostatnim czasie polskie media donoszą, iż część zakupionych w Chinach przez stronę polską maseczek nie spełnia odpowiednich norm.
Ambasada bacznie obserwuje sytuację i niezwłocznie ze własnej inicjatywy zwróciła się do Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP i Ministerstwa Zdrowia RP z prośbą o szczegółowe informacje. Przedstawiciele resortów Polski podziękowali stronie chińskiej za ogromne wsparcie i pomoc w walce z epidemią oraz poinformowali, iż do chwili obecnej nie są znane szczegóły rzekomej wątpliwości wokół maseczek i inne podstawowe fakty tej sprawy.
Strona chińska zawsze przykłada ogromną wagę do jakości eksportowanych produktów medycznych. Wprowadzane są restrykcyjne środki kontrolne oraz mechanizmy dozoru i koordynacji. Mam nadzieję, że do czasu wyjaśnienia sytuacji i zakończenia analizy podstawowych faktów dotyczących maseczek żadna, ze stron nie powinna zbyt pochopnie wyciągać wniosków, a tym bardziej nie dokona niewłaściwych interpretacji. Ambasada jest gotowa udzielić niezbędnej pomocy i udogodnień w celu właściwego rozwiązania kwestii, jednocześnie zastrzega sobie prawo do dalszych odpowiedzi.