Tai Chi – chińska praktyka sportowa, którą poznał świat

Na posiedzeniu Międzyrządowego Komitetu ds. Ochrony Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO, które odbyło się 17 grudnia 2020 roku, zdecydowano o wpisaniu Tai Chi na reprezentatywną listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego ludzkiego. Tai Chi zajęło 41. pozycję w Chinach na tejże liście.

Tai Chi jest tradycyjną praktyką sportową opartą na chińskiej tradycyjnej filozofii i koncepcjach dotyczących ochrony zdrowia, z harmonią jako cechą sportową. Po setkach lat dziedziczenia i rozwoju, Tai Chi stało się wyjątkowym oknem do pokazania światu tradycyjnej chińskiej kultury.
W dzisiejszych czasach Tai Chi nieustannie podejmuje „kroki w drodze” do świata, stając się pomostem i łącznikiem dla zagranicznych wymian kulturowych, demonstrując swoje znaczenie dla zrównoważonego rozwoju ludzkości.
Uniwersalne wartości Tai Chi
Miejscowy lekarz Chen Shaojie zdjął stetoskop i biały fartuch laboratoryjny. Wyszedł właśnie z wiejskiej kliniki, gdzie pracuje, by ćwiczyć Tai Chi.
Chenjiagou, gdzie mieszka doktor Chen Shaojie, to mała wioska w Qingfengling, w powiecie Wen, mieście Jiaozuo w prowincji Henan. To miejsce narodzin Tai Chi. W połowie XVII wieku Chen Wangting, pochodzący z Chenjiagou, stworzył Tai Chi w oparciu o swoje rodzinne tradycje. Po ponad trzystu latach rozwoju powstało wiele szkół, z setkami milionów praktykujących rozsianych po całym świecie.
Od momentu, kiedy Chiny stopniowo otwierały swoje podwoje dla świata, Chenjiagou stało się bijącym sercem Tai Chi. To tu ściągają z całego globu miłośnicy tej sztuki, szukają korzeni tradycji ćwiczeń. Wśród lokalnych mieszkańców Tai Chi jest bardzo popularne – ćwiczą seniorzy, dorośli oraz dzieci. Dobra sława tych tradycyjnych chińskich praktyk sportowych, które zostały umieszczone na liście niematerialnego dziedzictwa UNESCO, wzbudziła duże emocje wśród mieszkańców małej wioski na północnym brzegu Żółtej Rzeki.
Tai Chi to połączenie tradycyjnej chińskiej kultury i starożytnej filozofii. Idea, którą oddają ruchu ciała, skupia się na statycznej blokadzie oraz miękkości, która ma pokonać siłę.
W dzisiejszych czasach spacerując po wiosce Chenjiagou wszędzie można zobaczyć element kultury Tai Chi. Mieszka tu około 3000 osób w tym 800 mistrzów Tai Chi. Mieszczą się tu 3 szkoły Tai Chi oraz ponad 40 rodzinnych szkół.
Jako jedna z codziennych praktyk zdrowotnych, Tai Chi było stale wzbogacane o funkcje społeczne i znaczenie kulturowe w dziedzictwie i praktyce przez setki lat. „Tai Chi zawiera tradycyjne chińskie myśli filozoficzne, koncentruje się na treningu wewnętrznym i zewnętrznym. Stało się metodą doświadczenia kulturowego, do której dążą ludzie. Na tym polega wyjątkowy urok Tai Chi” – powiedział Chen Zhenglei, reprezentatywny spadkobierca Tai Chi w stylu Chen, narodowego niematerialnego dziedzictwa kulturowego.
Sport, który ćwiczy cały świat
Aby zrealizować swoje pragnienie szerzenia Tai Chi na świecie, Chen Zhenglei od dziesięcioleci promuje tę praktykę w różnych zakątkach globu. W 1983 roku jako trener sztuk walki Komisji Sportów Prowincji Henan, odwiedził Japonię, gdzie zaprezentował ćwiczenia. Była to pierwsza grupa mistrzów Tai Chi, która wyjechała za granicę w historii Chenjiagou. Przez kolejne lata mistrzowie z wioski wielokrotnie promowali Tai Chi poza granicami Chin. Sam Chen Zhenglei, dziś mający 71 lat, odwiedził ponad 60 krajów i regionów oraz otworzył ponad 100 placówek dydaktycznych na całym świecie.
„Tai Chi cieszy się dużym uznaniem na arenie międzynarodowej i ma dużą bazę. Proces rozprzestrzeniania się Tai Chi na całym świecie jest także procesem szerzenia chińskiej kultury” – podkreślił Chen Zhenglei.
Według statystyk, Tai Chi jest obecnie rozpowszechnione w ponad 150 krajach i regionach, a ponad 80 krajów i regionów utworzyło organizacje Tai Chi, w których działają setki milionów osób.
W 2017 roku miasto Jiaozuo w prowincji Henan zorganizowało „Tai Chi Show: setki miast i setki tysięcy ludzi na świecie”, przyciągając ponad 500 miast i powiatów w Chinach oraz 25 krajów i 50 miast za granicą. W wydarzeniu tym uczestniczyło ponad 10 milionów ludzi. We wrzesień 2019 roku ponad 4300 sportowców z 59 krajów i regionów wzięło udział w 10. chińskim konkursie wymiany Tai Chi w mieście Jiaozuo.
Zhou Qingjie, dyrektor Sports International Exchange Research Centre na China Foreign Affairs University, ma bogate doświadczenie w międzynarodowych relacjach dotyczących sztuk walki. Jest on współtwórcą między innymi forum sportowego ambasadorów krajów należących do inicjatywy „Pasa i Szlaku” w Chinach oraz opracował wiele książek w języku angielskim dotyczących Tai Chi. „Wpisanie Tai Chi na listę UNESCO odzwierciedla uznanie i szacunek świata dla osiągnięć chińskiej cywilizacji. Pokazuje również urok i witalność tradycyjnej kultury chińskiej. To także nowa szansa na dziedzictwo i rozwój Tai Chi na świecie. W ten sposób ta sportowa praktyka stała się >piękną wizytówką< chińskiej wymiany kulturalnej za granicą” – stwierdził Zhou Qingjie.
„Umieszczenie Tai Chi na liście UNESCO pomoże promować dialog między różnymi kulturami i zwiększyć globalny konsensus w sprawie ochrony niematerialnego dziedzictwa kulturowego” – oznajmił Mao Wenming, sekretarz Komitetu Komunistycznej Partii Chin powiatu Wen w prowincji Henan. Jego zdaniem, pobudzanie zainteresowania Tai Chi to nowy początek. Punktem wyjścia jest wykorzystanie historycznej okazji do dalszego poszerzenia grona odbiorców oraz promocji Tai Chi na świecie.

Włochy w 2021 roku

Nowy rok i nowe problemy, czyli noworoczna awantura w koalicji rządzącej.

Kiedy Ruch 5 Gwiazd i Partia Demokratyczna, czyli obecna koalicja rządząca, usiłuje za wszelką cenę utrzymać spójność gabinetu w dobie koronawirusa, w tym samym czasie Matteo Renzi zaczyna grozić wycofaniem swoich ministrów. O co właściwie gra były Premier Włoch?
Nie tylko w Polsce małe ugrupowanie próbuje merdać całą koalicją rządzącą. Podobny scenariusz można obserwować na Półwyspie Apenińskim, gdzie „mała” Italia Viva, utworzona w wyniku odłączenia jednej frakcji z Partii Demokratycznej, przez byłego premiera Włoch Matteo Renziego, próbuje rozegrać parlamencie swoje karty licząc na umocnienie swojej pozycji w rządzie.
Italia Viva złożona w większości z byłych polityków Partii Demokratycznej, cieszy się zaledwie kilkuprocentowym poparciem. Jednak obecności jej 30 deputowanych i 13 senatorów w koalicji rządzącej jest kluczowa do zachowania większości parlamentarnej. Premier Włoch Giuseppe Conte proponuje ponowne przetasowanie rządu, które efektem końcowym miałoby być dodanie dwóch ministerstw i kolejnych stanowisk trzech wiceministrów dla ugrupowania Renziego. Były Premier na razie odmawia i grozi zerwaniem koalicji, co mogłoby oznaczać upadek rządu i ponowne wybory. Ten scenariusz pasowałby tylko liderowi dawnej Ligii Północnej, Matteo Salviniemu, którego dobre wyniki sondażowe przyprawiają obecny rząd o nocne koszmary. Nowe wybory mogłyby dać mu pełną władzę, przy ewentualnym wsparciu w postaci neofaszystowskich Bracia Włoch, a Ruch 5 Gwiazd mógłby liczyć na ledwo połowę obecnej reprezentacji w Parlamencie. Renzi o tym wie dlatego tak rozgrywa swoje karty.
Tarcie między dwiema największymi partiami koalicyjnymi, a ugrupowaniem byłego premiera to nie nowość, jednak mając na uwadze potrzebę współdziałania w obliczu pandemii obie strony wycofały się. Ostatnio temat ponownie wrócił. Czemu? Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. I tak jest też tym razem. Otóż kroplą, która przelała czarę, okazuje się być niezgoda w sprawie włoskiego planu odbudowy, a zwłaszcza wydatkowanie środków otrzymanych z unijnego Funduszu Odbudowy, z którego w ramach bezzwrotnych grantów i niskooprocentowanych pożyczek Włochom przypadnie ponad 200 mld euro. Spór o nadzór nad środkami wywołał w ostatnich tygodniach poważne napięcie między Renzim a Conte.
Premier Giuseppe Conte zdecydował, że decyzje będą podlegały jemu oraz zespołowi powołanych przez jego gabinet specjalistów. Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Opozycja jak i również Matteo Renzi oczekuje, że zadanie powinno zostać w rękach rządu, administracji publicznej i parlamentu. Były przewodniczący Partii Demokratycznej uważa, że powierzenie rozporządzania funduszami zewnętrznej grupie osłabi rolę parlamentu. Zarówno lider Italia Viva, jak i partie prawicowe (vide Liga oraz Bracia Włoch) zarzucają Premierowi, że jego decyzja stanowi próbę zwiększenia władzy, wychodzącej z ram Konstytucji.
Renzi proponuje odważniejsze wydawanie środków unijnych i zaciągnięcie kolejnych dużych sum w ramach pożyczek. Lider Pięciu Gwiazd, Luigi di Maio, nieufnie podchodzi do tego rozwiązania, zwracając uwagę, że zbyt duże oparcie się na instrumencie pożyczek, zamiast działania przede wszystkim na unijnej bezzwrotnej pomocy finansowej, niesie za sobą zagrożenie zwiększenia długu publicznego. Włoski minister gospodarki i finansów Roberto Gualtieri wywodzący się z Partii Demokratycznej stwierdził, że w obecnej sytuacji nie stać Włochy na realizację wszystkich propozycji Renziego, bo grozi to zbyt dużym ryzykiem zapaści ekonomicznej.
Generalnie od kilku miesięcy mamy do czynienia z wymianą złośliwości jak i licznymi tarciami na linii Ruch 5 Gwiazd & Partia Demokratyczna – Italia Viva. Włoskie media coraz częściej spekulują o rozpisaniu wcześniejszych wyborów przez Prezydenta Włoch – Sergio Mattarellę, a Premier Giuseppe Conte robi dokładnie to samo, kiedy lider Ruchu 5 Gwiazd w czasach koalicji z Ligą, co chwilę awanturował się z jej liderem Matteo Salvini, czyli uspakaja. Na kolejnych konferencjach prasowych wyjaśnia oraz uprzedza, że raczej nie przewiduje w scenariuszu przedterminowych wyborów. Trudno się nie zgodzić, że gaszenie pożarów jest jego prawdziwą specjalnością.
Pojawia się teraz właściwe pytanie: o co właściwie walczy były Premier Włoch? Włoska prasa domniema, że byłemu premierowi chodzi o większe wpływy w rządzie. Italia Viva ma obecnie dwa ministerstwa: Rolnictwa i Leśnictwa oraz Rodziny i Równych Szans. Możliwe, więc że Renzi bardziej liczy na rekonstrukcję rządu i powiększenie swojej strefy wpływów, niż jego upadek. Jednak sam zainteresowany twierdzi, że Italia Viva wystąpi z rządu w przypadku nieznalezienia porozumienia. Istnieje jeszcze jedna teoria która od jakiegoś czasu krąży po korytarzach w Pałacu Montecitorio – siedzibie parlamentu włoskiego. Renzi ma pełną świadomość, że ciągnący się kryzys we Włoszech oraz obawy ekipy rządzącej wobec wcześniejszych wyborów, które mogłyby dać władzę prawicy, czyli Matteo Salviniemu, mogą doprowadzić do utworzenia nowego gabinetu, ale już bez Giuseppe Conte na fotelu Premiera. Kto miałby go wtedy zastąpić? Nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się że Renzi widzi przede wszystkim siebie na tym stanowisku, a że jest w chwili obecnej języczkiem uwagi w obecnym rządzie, to ma nawet jakieś szanse.
Żeby było ciekawiej, to ugrupowanie Renziego przygotowało dokument, złożony z 62 punktów, w którym zaprezentowała założenia planu odbudowy. Są one oczywiście w kontrze do rozwiązań zaproponowanych przez gabinet Premiera. Niby nic szczególnego, ale nietrudno odnieść wrażenie, że wymyślony tytuł dokumentu może zostać odebrany jako sugestia pożegnania się z rządem Giuseppe Conte. Chodzi bowiem o cztery słowa z których składa się tytuł dokumentu: Cultura, Infrastrutture, Ambiente e Opportunità. Pierwsze litery tworzą słowo „CIAO”, co można przetłumaczyć jako „żegnaj”. Przypadek? Raczej nie.
W noworocznym orędziu prezydent Sergio Mattarella wezwał rząd, aby odsunął partyjne podziały i podjął działania na rzecz walki z pandemią i odbudowę gospodarki. Zdaniem wielu apel skierowany był przede wszystkim do Matteo Renziego.

Polska – Rosja źle, ale nie beznadziejnie…

Czy jest szansa na normalizację stosunków między Warszawą i Moskwą? Co, dążąc do tego powinni zrobić Polacy i Rosjanie.

W Warszawie odbyła się nad wyraz ciekawa konferencja naukowa dotycząca stosunków między Polską i Rosją. Wzięło w niej udział kilkunastu wybitnych naukowców w tym jeden z najwybitniejszych znawców tematu – prof. dr hab. Stanisław Bieleń z Katedry Studiów Wschodnich Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego. Współorganizatorem konferencji było Stowarzyszenie Współpracy Polska – Rosja, kierowane przez legendarnego wręcz w środowisku orędownika bliższej współpracy i normalizacji stosunków między naszymi krajami – dr. Jerzego Smolińskiego.
Niejako „branżowo” zainteresował nas głos w dyskusji przyjaciela i współpracownika naszej redakcji, red. Dariusza Cychola – red. naczelnego tygodnika „Fakty po Mitach”. Przedstawiamy poniżej jego ocenę problemu. Ocenę, niestety, smutną…
„Rola środków masowego przekazu w procesie poprawy stosunków między Polską i Rosją”
Co powinni zrobić Polacy i Rosjanie w celu poprawy stosunków sąsiedzkich? Przenosząc odpowiedź na zadania środków masowego przekazu, z całą odpowiedzialnością odpowiem: „nic”.
Przynajmniej nic, co wykraczałoby poza ogólne obowiązki mediów – przekazywania informacji, uprawiania obiektywnej publicystyki, posługiwania się językiem wyważonym i wolnym od emocji, poszanowania godności swoich oponentów i ich prawa do samostanowienia o swoim rozwoju.
Czy w zadaniach tych jest coś nietypowego? Nie ma – to przecież jedynie określenie podstaw uprawiania uczciwego dziennikarstwa. Wystarczy więc przywrócenie zwykłych zasad etyki zawodowej by przekazy medialne o naszych krajach przestały epatować nienawiścią i strachem. Jako dziennikarz z 40 letnim stażem zawodowym, patrzę na poziom interesującej nas tu publicystyki – czyli tej związanej z naszymi stosunkami – ze strachem, niedowierzaniem i … zażenowaniem. W Polsce obiektywne pisanie o Rosji wiąże się dla autora z „przyklejeniem łaty” dziennikarza „prorosyjskiego”, co ma go dyskredytować w środowisku zawodowym. Pisanie w formie pozytywnej wiąże się z określeniami: „pożyteczny idiota”, „tuba Kremla”, „agent Putina” i faktycznie skutkuje wyeliminowaniem z medialnego mainstreemu.
Niewiele lepiej wygląda to w Rosji – jeśli w mediach naszych sąsiadów pojawiają się bohaterowie pozytywni, są to zazwyczaj osoby stojące w opozycji do kolejnych rządów. Nawet publikacje historyczne nacechowane są niechęcią. W miarę obiektywnie odbierane są w Rosji tylko te publikacje, które odwołują się do tematów stricte neutralnych, najczęściej związanych z sentymentami (Anna German, Maryla Rodowicz, Beata Tyszkiewicz, Barbara Brylska, itd.). To trochę za mało by stanowić solidną platformę dialogu dla pokolenia, które wyrosło w ostatnich 30 latach.
10-letni regres
Obecny stan stosunków politycznych między naszymi krajami jest najgorszy od 1939 r. Dlaczego? – pytanie to wydaje się automatyczne.
Proces pogorszania się naszych stosunków rozpoczął się mniej więcej przed 10 laty, a więc jest sporym nadużyciem i uproszczeniem obwinianie za to jedynie obecnego rządu. Zrzucenie odpowiedzialności za stan naszych kontaktów na nacjonalistyczny rząd proponujący Polakom formy rządów przypominające „miękki faszyzm” byłoby łatwe, ale niesprawiedliwe. Rządząca w Polsce partia – Prawo i Sprawiedliwość (PiS) jest przy władzy od 5 lat, proces ochładzania naszych stosunków ma zaś ok. 10 lat. Winę za jego rozpoczęcie ponosi partia rządząca przed PiS, czyli Platforma Obywatelska (PO) – formacja przedstawiająca się jako „centrowa”. Partia ta jest jednocześnie najpoważniejszą siłą opozycyjną w Polsce, dlatego też naiwnością byłoby twierdzenie, że po kolejnych wyborach parlamentarnych i nieuchronnej porażce PiS, nastąpi diametralna zmiana stosunku polskich elit politycznych do Rosji. Tak się, niestety, nie stanie.
Pewnym paradoksem jest, że w ciągu minionych 10 lat, nie wydarzyło się nic co usprawiedliwiałoby taki stosunek Polaków do Rosji. Nic prócz nieprzyjemnych zgrzytów dyplomatycznych; nieistotnych w sumie z perspektywy historii. Nie doszło do konfliktu zbrojnego między naszymi krajami, nie rościmy względem siebie pretensji terytorialnych. A jednak przyjęta przez Polskę doktryna obronna zakłada, że naszym głównym zagrożeniem jest Rosja. Jest to oczywiście chore bo daleko nieracjonalne. Zmusza też do ponowienia pytania: „dlaczego”?
Protektorat
Postępujący regres naszych stosunków ściśle wiąże się z postępującym podporządkowywaniem interesów Polski interesom Stanów Zjednoczonych. Widać to dosłownie w każdej dziedzinie. Wspieramy bezsensowne inicjatywy polityczne USA, jak chociażby organizacja „konferencji irańskiej”. Podejmujemy kroki wrogie Rosji, by kupować w USA broń do obrony przed nią, a nawet zapraszamy na swoje terytorium żołnierzy amerykańskich i żądamy by dysponowali oni bronią atomową. Kupujemy za oceanem drogie surowce energetyczne tylko po to, by nie kupować ich w Rosji, bo zakupy takie „mogłyby wzmocnić Putina”. W tym samym czasie konfliktujemy się ze strukturą dla nas najważniejszą, bo naturalną – Unią Europejską. Tak skrajnie niepragmatyczne decyzje nazywamy „polską racją stanu”. O czym to świadczy? O tym, że faktycznie w stosunku do USA staliśmy się państwem wasalnym, a słowo „niepodległość” winniśmy zastąpić „protektoratem”.
Tak jak w ciągu 10 lat nie miało miejsca wydarzenie usprawiedliwiające tragiczny stan kontaktów między Polską i Rosją, tak swoistym nieporozumieniem jest mówienie o polskiej rusofobii i rosyjskiej polonofobii. Owszem – postawy takie są obecne w naszych stosunkach, ale dominują one przede wszystkim w kontaktach politycznych i nie mają praktycznego odzwierciedlenia w bezpośrednich kontaktach międzyludzkich. Są więc nienaturalne i nie mają – jeszcze – trwałej podstawy. Jeszcze…
Perspektywy
Optymizmem nie napawa polska scena polityczna. Antyrosyjska jest zarówno partia rządzącą (PiS), jak i największa partia opozycyjna (PO), a obie dysponują w sumie poparciem społecznym na poziomie 60 proc. Partie mogące dać nadzieję na stosunek neutralny (SLD, Konfederacja, PSL) dysponują łącznie poparciem na poziomie 25 proc. Do poprawy stosunków z Rosją potrzebne byłyby zatem: zmiana stosunku do USA; kompletne przebudowa sceny politycznej; wymiana elit politycznych. Oczywiście dojdzie do tego, bo jeśli przyjąć że podstawą progresu jest racjonalizm – musi się tak stać. Inna sprawa „kiedy to nastąpi”.
Wniosek z tych obserwacji jest dość smutny: normalność winniśmy budować bez oglądania się na interesy „klas” i „elit” politycznych. Poza polityką są sfery w których – przynajmniej teoretycznie – jest to możliwe. To nauka i kultura. Problemem jest finansowanie wspólnych inicjatyw. To prawda, ale przecież mamy przykłady bardzo dobrej współpracy odbywającej się poza strukturami rządów. To w sferze nauki kontakty między polskimi i rosyjskimi uczelniami wyższymi i rosyjski system stypendialny dla obcokrajowców. W sferze kultury to odbywające się co roku festiwale filmowe. Są więc pozytywne wzorce; choć oczywiście daleko niezadowalające swoją skalą.
Współpracy takiej nie ma w sferze mediów. Najbogatszy polskich holding telewizyjny – TVP jest antyrosyjski bo rządowy. Drugi po nim – Polsat – wspiera rząd, bo szerokie interesy jego właściciela łączą się z inicjatywami biznesowymi niemogącymi się rozwijać bez przychylności rządu. Trzeci z holdingów telewizyjnych – TVN jest własnością Amerykanów, trudno więc posądzić go o obiektywizm w prezentowaniu Rosji. Holdingi te mają też potężne pod względem zasięgu portale internetowe (TVN24, Wirtualne Polska, Interia).
Pozostaje prasa. Patrząc tylko na ogólnopolskie tygodniki opinii, których jest 12, na racjonalny czy też obiektywny stosunek do Rosji można liczyć w przypadku zaledwie 4 pism: „Faktów po Mitach”, „Myśli Polskiej”, „Przeglądu” i – bardzo ewentualnie – „NIE”. Rzecz w tym, że pisma te istnieją bez wsparcia reklamowego i zaplecza politycznego. Utrzymują się jedynie ze sprzedaży egzemplarzy, który to mechanizm jest na obecnym rynku wydawniczym mechanizmem archaicznym. O ich rachitycznej sytuacji najlepiej świadczy fakt, że łączna sprzedaż tych 4 tytułów jest mniej więcej 2 razy mniejsza od sprzedaży tylko jednego tygodnika – „Gościa Niedzielnego”, który jest Rosji dalece nieprzychylny.
Nowe wyzwania
Jednym z efektów transformacji ustrojowej w Polsce jest ogromne zmniejszenie się ilości Polaków znających język rosyjski. Przestał być on masowo nauczany w szkołach i staje się językiem egzotycznym. Pokolenie, które go znało (w przeważającej części zresztą bardzo słabo), przestaje być zawodowo aktywnym. Ogromnie zmniejszyła się ilość polskich absolwentów uczelni rosyjskich i jej polskich doktorantów. Któż więc kształci polskich specjalistów od spraw Rosji? W ogromnej części uczelnie amerykańskie. Zdarzało mi się dyskutować z polskim ekspertami od Rosji nie znającymi języka rosyjskiego…
Podobnie jest z dziennikarzami. Spośród znanych mi kilkudziesięciu absolwentów wydziałów dziennikarstwa MGU (Państwowy Uniwersytet Moskiewski) i MGIMO (Państwowy Instytut Stosunków Międzynarodowych), aktywnych zawodowo, tzn. pracujących w dziennikarstwie jest 2 (dwóch!), z czego jedna osoba zdecydowała się jedynie na wykonywanie prac technicznych. Powstaje bardzo realny problem z „podażą” na rynek dziennikarzy ze znajomością języka rosyjskiego. W tym samym czasie przybiera na sile propaganda rządowa kreująca obraz Rosji jako symbol „imperium zła”.
Z przywołanych wcześniej 12 ogólnopolskich tygodników opinii, zaledwie 2 redakcje mają bezpośredni kontakt z mediami rosyjskimi („Fakty po Mitach” i „Myśl Polska”). Nie stać ich jednak ta szeroko zakrojoną współpracę obejmującą na przykład wyjazdy studyjne dziennikarzy. W Polsce nie ma co liczyć na pomoc w tym zakresie struktur rządowych, jak na przykład centrum Dialogu Polska – Rosja. Nieliczni więc, którzy chcieliby przedstawiać inną niż propagowana twarz Rosji – przedstawiać jej prawdziwe oblicze, mają z tym problemy bardzo prozaiczne – koszty realizacji materiałów.
Szanse i nadzieje
Z rozmów, które nieustannie przeprowadzam z polskimi dziennikarzami (jest to moje naturalne środowisko pracy) wynika, że coraz większa liczba moich Koleżanek i Kolegów „po piórze” jest już zmęczona tą antyrosyjską narracją. Nie znaczy to, że chcieliby w sobie odnaleźć pokłady miłości do Rosji, ale widać, że chcieliby ją poznać i mieć możliwość samodzielnie wyrobić sobie o niej zdanie. I nie dotyczy to jedynie dwóch ostatnich przywołanych Redakcji, lecz przynajmniej kilkunastu redakcji mediów ogólnopolskich.
Szansę na poprawę wizerunku Rosji w Polsce i Polski w Rosji upatruję więc w animacji współpracy bezpośredniej między redakcjami bądź samymi dziennikarzami. Problemem po stronie polskiej jest ogromne ideologiczno-polityczne rozbicie środowiska i brak organizacji reprezentującej nasze interesy, takiej np. jak Związek Dziennikarzy Rosji. Jedyna licząca się w Polsce organizacja dziennikarska – Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich (SDP) jest organizacją polityczną jawnie wspierającą antyrosyjski polski rząd.
Jest to oczywiście coś, co utrudnia podjęcie dialogu i próby zmiany naszych wizerunków w obu krajach, ale nie jest to niewykonalne. Potencjalne zaplecze wsparcia istnieje po stronie rosyjskiej – Związek Dziennikarzy Rosji, Centrum Dialogu Rosja-Polska i holding Rossija Segodnia, który mając potężne zaplecze finansowe nie bardzo potrafi określić kierunki swojej aktywności na polskim odcinku. Mówiąc wprost – daleko niedostatecznie wykorzystuje swój potencjał. Niestety – i tę rosyjską aktywność zwiększyć mogą jedynie decyzje polityczne…
Środki masowego przekazu są instrumentem budującym m.in. obrazy innych państw i społeczeństw. Nie da się otworzyć nowych kart naszych stosunków bez wzajemnego poznania się. Potem wystarczy coś, co teoretycznie wpisane jest w nasz zawód – uczciwość, przyzwoitość, obiektywizm przekazu. I choć nie jest to łatwe, uparcie trzymam się wiary, że wartości te wrócą w dziennikarstwie do łask. Powrotowi temu trzeba tylko pomóc.

Autor jest absolwentem Wydziału Dziennikarstwa MGU (1988 r,) i od bieżącego roku doktorantem Rosyjskiego Uniwersytetu Przyjaźni Narodów. Członek Zarządu Stowarzyszenia Współpracy Polska-Rosja i redaktor naczelny tygodnika „Fakty po Mitach”.

Assange wciąż za kratkami

Człowiek, który ujawnił zbrodnie Stanów Zjednoczonych pozostanie w brytyjskim więzieniu o zaostrzonym rygorze – zadecydowała sędzia Vanessa Baraitser, ta sama, która dwa dni temu postanowiła, że Julien Assange nie zostanie wydany w ręce Amerykanów.

Najsłynniejszy demaskator XXI wieku nie odzyskał wolności. Mimo fatalnego stanu zdrowia, w tym ciężkiej depresji, Assange pozostanie więźniem państwa brytyjskiego, gdzie od zeszłego roku jest więziony w związku z wnioskiem o ekstradycje, złożonym przez Waszyngton.
Sędzia Baraister uznała, że istnieje ryzyko, że Assange nie stawi się na rozprawie apelacyjnej i spróbuje zbiec zagranice.
„Są poważne przesłanki, by wierzyć, że gdyby pan Assange został dziś wypuszczony, nie pojawiłby się przed sądem podczas procesu apelacyjnego” – stwierdziła sędzia, powołując się na przypadek sprzed siedmiu lat, kiedy założyciel Wikileaks ukrył się przed procesem ekstradycyjnym w ambasadzie Ekwadoru.
Julien Assange za pośrednictwem swojego adwokata nazwał ten wyrok „niesprawiedliwym” i „nielogicznym”.
Głos zabrał również obecny redaktor naczelny Wikileaks, Kristinn Hrafnsson. – Dwa dni temu sędzia podjęła decyzję motywowaną stanem zdrowia Juliana, stanem spowodowanym przez jego pobyt w więzieniu. Nakazanie mu, by powrócił do tego więzienia jest pozbawione logiki – zauważył dziennikarz.
W poniedziałek brytyjski sąd zadecydował, że Assange nie zostanie wydany Amerykanom. Niestety, argumentacją stojącą za tą decyzję nie była troska o wolność prasy i dziennikarskie prawo do ujawnienia zbrodni przeciwko ludzkości, a stan zdrowia więźnia. Sędzia uznała, że Assange po ekstradycji do USA może popełnić samobójstwo.
Stan zdrowia Assange’a uległ drastycznemu pogorszeniu w brytyjskim więzieniu Belmarsh, gdzie jak podaje sprawozdawca ONZ do spraw tortur Nils Melzer, dziennikarz był poddawany metodycznym torturom psychicznym.
USA mają 15 dni na odwołanie się od wyroku. Z takiej możliwości oczywiście skorzystają, gdyż od 10 lat polują na człowieka, który ujawnił rządowe depesze, ukazujące skale cierpienia zadawanego światowej populacji przez władze imperium.
W Stanach Zjednoczonych Assange’owi grozi 175 lat więzienia. Obrońcy praw człowieka i prawnicy nie mają wątpliwości – dziennikarz nie mógłby liczyć na inny proces niż pokazowy.

Amerykańska demokracja

Ostatnie dni pokazały, że demokracja amerykańska, pomimo jej wielu wad, anachronicznych rozwiązań ustrojowych i głębokich podziałów społecznych, potrafi się bronić. Urzędujący Prezydent, mający nadal bardzo liczny elektorat, w tym liczną grupę zatwardziałych wyznawców, nie zdołał zablokować procesu przekazywania władzy po przegranych wyborach prezydenckich.

Wyraźna większość w Kongresie, z udziałem znaczącej liczby członków jego własnej partii republikańskiej, zarówno w Izbie Reprezentantów jak i w Senacie – stanęła na gruncie prawa, faktów oraz zdrowego rozsądku i wspólnie potwierdziła wynik wyborów elektorów i i ich decyzje w poszczególnych stanach. Zrobiła to, zgodnie z Konstytucją, pod przewodnictwem urzędującego Wiceprezydenta Mike’a Pence’a, zastępcy Donalda Trumpa, pomimo brutalnych nacisków samego Prezydenta jak i próby zastraszenia przez podburzony przez niego tłum zwolenników, który zajął budynki Kongresu na Kapitolu.
Wcześniej Prezydentowi oparły się sądy stanowe i federalne, łącznie z Sądem Najwyższym, do którego, w trakcie swojej kadencji, Donald Trump mianował trzech nowych sędziów, zwiększając udział nominatów prezydentów republikańskich w tej najwyższej instancji sądowniczej do dwóch trzecich.
Oparły się również Prezydentowi władze stanowe, organizujące wybory i nadzorujące proces liczenia głosów, nie tylko demokratyczne, ale również republikańskie.
Nie zgodził się na łamanie prawa również jego własny Sekretarz Sprawiedliwości – Prokurator Generalny i inni przedstawiciele jego własnej administracji.
Na szczególny szacunek zasłużył Mike Pence, do tej pory wierny wykonawca polityki Trumpa, który potrafił odmówić szefowi i nie tylko przeprowadził, zgodnie z Konstytucją, procedurę zatwierdzenia wyników wyborów w Kongresie, ale podjął również decyzję o wysłaniu Gwardii Narodowej na ulice Waszyngtonu dla wsparcia policji w przywracaniu porządku i ładu na wzgórzu kapitolińskim i w całej stolicy.
Władza Prezydenta USA jest ogromna, a pomimo tego wszystkie instytucje państwowe wykazały odporność na jego bezprawną presję. To świadczy o dojrzałości demokracji i właściwym balansie między władzą ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą.
Przed nową administracją J. Bidena stoją jednak ogromne wyzwania.
Największe to niezbędne zmniejszenie podziałów społecznych, etnicznych, rasowych, a zwłaszcza majątkowych. Nie będzie to oczywiście możliwe bez wyzwolenia nowych czynników wzrostu i rozwoju, w tym wsparcie dla przemysłu w interiorze amerykańskim.
W wymiarze politycznym demokraci Bidena, ale również sami republikanie muszą zdjąć wiatr z populistycznych żagli Trumpa, ujmując wiele z realnej frustracji społecznej.
W innym wypadku dzisiejszy sukces amerykańskiej demokracji może okazać się krótkotrwałym.

Zapowiedź przyszłości

W słynnym Człowieku z wysokiego zamku Philipa K. Dicka główni bohaterowie żyją w rzeczywistości tak pogmatwanej i nierealnej, że aby móc w niej funkcjonować i w ogóle jeszcze podejmować jakiekolwiek decyzje sięgają po mistyczną Księgę Przemian. Jednakże jej stosowanie często tylko pogłębia absurdalność ich zachowań i decyzji. Posiadają jednak dobrą wolę, która ostatecznie pochodzi z odpowiednio nastawionego kompasu moralnego.

W przypadku zamieszek na Kapitolu mamy do czynienia z sytuacją bliską wizjom pisarza science fiction. Stany Zjednoczone dziś to walczący z demokracją prezydent, który nie uznaje wyników wyborów. To szerokie i głęboko prawicowe masy sprzeciwiające się procesom demokratycznym i ogromny społeczny gniew w stosunku do tego, co przynosi ze sobą aktualna polityczność. Walczący przeciwko wynikowi demokratycznych wyborów posiadają własne księgi, własny język i zupełnie odrębną kulturę polityczną; nieprzekładalną na język legalnego procesu wyborczego.
Pokłosie
Zamieszki są zawinione przez republikańskie elity i są pokłosiem zagrzewania wyborców Donalda Trumpa do walki o życie przeciwko wielkiemu „spiskowi” i „oszustwu”. Ten znaczący antydemokratyczny zryw posiada jednak znacznie głębsze źródła i jest zapowiedzią zaostrzającej się walki politycznej, która w bliskiej przyszłości rozsadzi kapitalistyczne demokracje.
To nie jest klasyczna historia buntu wykluczonych. Wyborcy Donalda Trumpa są przeciętnie bogatsi od wyborców Joe Bidena. Tego ostatniego wspiera też większość spośród najbiedniejszych gospodarstw domowych.
Donalda Trumpa wspiera natomiast większa część oligarchii i kapitalistycznych elit, które szczególnie dużo zyskały na cięciach podatkowych wprowadzonych przez ustępującego prezydenta. Za Donaldem Trumpem stoi wielki sojusz sił, które w klasycznych narracjach z teorii marksistowskiej zostałyby określone mianem sił klasycznie reakcyjnych.
To ludzie bogatsi, a także mieszkańcy odciętej od globalizacji głównego nurtu prowincji, która pragnie powrotu do przeszłości. Miasta i miejski proletariat to bastion poparcia Demokratów. Zwolennicy Trumpa są zaś zasadniczo tymi, którzy czują się poszkodowani przez nabierający tempa proces proletaryzacji i tracą poczucie przynależności do świata nowoczesnych wartości. Nie są to jednak zwyczajni obrońcy patriarchatu, seksizmu, czy klasycznego konserwatyzmu, ale raczej ludzie, którzy tęsknią za brakiem i próżnią powstałą wskutek śmierci tych wartości. To epigoni konserwatywnej ameryki i amerykańskiego snu lat 60-tych – epoki sprzed neoliberalnych cięć.
To ci, którzy odczuwają ogromną tęsknotę za Stanami Zjednoczonymi bez równiejszych (obyczajowo) szans, ale z większą rolą białej i konserwatywnej klasy średniej, która w okresie przed neoliberalizmem znacznie bardziej korzystała ze zdobyczy kapitalistycznej oligarchii.
Aktywne chłopstwo
Sytuacja ta przypomina nieco moment historyczny opisywany przez Karola Marksa w 18 brumaire’a Ludwika Bonaparte. W tamtym przypadku mieliśmy do czynienia z chłopstwem, które wspierało nowego cesarza, ponieważ tęskniło za starym cesarstwem. I takim sposobem politycznie aktywne chłopstwo wsparło tego, który ostatecznie był przede wszystkim rzecznikiem elit i bynajmniej nie przysłużył się interesom swoich mniej majętnych i zagubionych sojuszników.
W ten sam sposób „rewolucja”, którą celowo stymulował Trump jest w rzeczywistości kontrrewolucją i działaniem przeciwko amerykańskiej miejskiej klasie pracującej. Donald Trump rzeczywiście reprezentuje jednak tych, którzy czują się porzuceni i pozostawieni na marginesie amerykańskiej historii i kultury.
Jego zaplecze to ogromne masy ludzi, którzy utracili swoje dawne tożsamości i jednocześnie sprzeciwiają się też nowym tożsamościom, które już rozwinęły swe skrzydła.
Najgłupsze teorie
Tłum, który wdarł się na Kapitol prędzej wesprze najgłupsze teorie spiskowe dotyczące płaskiej Ziemi i spisków iluminatów niż będzie skłonny poprzeć postępowy feminizm, ruch ekologiczny, czy w ogóle jakiekolwiek odmiany nowoczesnej lewicowości. Celem tego ruchu jest walka o powrót do złotych czasów amerykańskiego imperializmu. Te nigdy już jednak nie wrócą.
Ten brak wykrystalizowanej tożsamości politycznej jest przy tym wyjątkowo niebezpieczny. Do czynienia mamy już także jednocześnie z narastającą agresją przeciwko całemu systemowi, który nie udziela reprezentacji sierotom po „Wielkiej Ameryce”. Taką reprezentacją nie był też przecież wcale Donald Trump, który był jedynie „Ludwikiem Bonaparte” niezadowolonych: przypadkowym i fałszywym prorokiem.
Wykluczeni i wydziedziczeni
Ustępujący prezydent zbierał poparcie, a następnie pozorował reprezentowanie gniewu i niezadowolenia swoich wyborców. W praktyce cały czas działał jednak przeciwko swojej wyborczej bazie i na rzecz oligarchów, którzy sami doprowadzili przecież do tego, że znaczna część amerykańskiego społeczeństwo stała się wykluczona i wydziedziczona ze swojej tożsamości politycznej.
Odejście Donalda Trumpa stworzy miejsce dla kogoś dużo gorszego, kto z pewnością spróbuje wykorzystać ten polityczny kapitał, drzemiący pod grubą warstwą politycznej alienacji. To prawdziwa mieszanka wybuchowa.
Mamy bowiem do czynienia z – jakby to określił Stefan Czarnowski – ludźmi systemowo zbędnymi, którzy tym samym stają się ludźmi niezwykle potrzebnymi dla czekającego już za rogiem faszyzmu. Stan derealizacji prawicowego elektoratu zawsze był tym idealnym do narzucania najbardziej nawet radykalnych i niebezpiecznych wersji prawicowej ideologii.
Koniec pewnej iluzji
Wejście na Kapitol to również koniec iluzji wielkości amerykańskiej demokracji. I wcale nie dlatego, że grupa protestujących nawiedziła siedzibę parlamentu i złamała podejrzanie niski poziom zabezpieczeń, czy też dlatego, że podczas starć zginęły cztery osoby (więcej niż w czasie wszystkich protestów na Białorusi w całym 2020 roku).
Łatwość z jaką doszło do całej sytuacji pozwala podejrzewać, że cała akcja miała charakter zaplanowany. Mieliśmy do czynienia z nieudanym zamachem stanu, którego celem było postawienie pod ścianą amerykańskiego wiceprezydenta i jednoczesne sparaliżowanie zdolności parlamentu do zatwierdzenia wyniku wyborczego.
Na poziomie bardziej ogólnym zamieszki te są przede wszystkim dowodem na to, że w łonie rzekomo głęboko demokratycznej Partii Republikańskiej narodziły się siły zdolne zabić już nawet sam formalny proces wyborczy. Republikanie (przez prezydenta Donalda Trumpa) dali dojść do głosu ludziom faktycznie dążącym do siłowego rozwiązywania politycznych sporów i do zanegowania elementarnych zasad parlamentaryzmu.
Złudzenie pokoju
To zasadnicza nowość i porzucenie nawet tej dotychczasowej, totalnie fasadowej demokracji, dającej złudzenie społecznego pokoju. Pozorowana demokracja w USA działała dotychczas głównie dlatego, że wciąż jeszcze dawała społeczeństwu złudzenie realnej reprezentacji. Było tak pomimo tego, że „demokracja” w Stanach Zjednoczonych funkcjonuje przecież na zasadzie kapitalistycznego kupowania głosów za pomocą pieniędzy i przy kluczowym wsparciu ze strony korporacji i prywatnych lobbystów. Mimo to iluzja ta była wyjątkowo skuteczna. Ale nigdy już nie będzie skuteczna w tym samym stopniu.
Pożywka dla prawicy
Ci wszyscy ludzie, których zebrał wokół siebie Donald Trump nie rozejdą się wraz z nastaniem nowego prezydenta. Doświadczenie łatwego szturmu na Kapitol wzmocni też prawicowych radykałów i stanie się pożywką dla skrajnie prawicowych bojówek, i dla wszystkich zafascynowanych siłowym sposobem rozwiązywania politycznych sporów. W kraju pełnym broni i prawicowego fundamentalizmu zwiastuje to nadejście ery konfrontacji i walk o niespotykanej dotąd skali. Wydarzenie to stanie się wielkim mitem założycielskim dla całego nowego pokolenia amerykańskiego alt-rightu.
Bardzo wiele zależy też od reakcji samych Demokratów i tego, czy pociągną oni Donalda Trumpa do odpowiedzialności karnej za wydarzenia, które zostały zainicjowane przez wiec zorganizowany właśnie przez niego i przez jego własną propagandę polityczną. Brak kary za zainicjowanie realnej próby zamachu stanu to ustępstwo, które będzie drogo kosztować. Tuż za rogiem czekają już siły znacznie gorsze od kończącego się właśnie prezydenta. Demokratyczną receptą na poczucie głębokiego, politycznego wyobcowania znacznej części amerykańskiego społeczeństwa może też być szybki skok w nową, „patriotyczną” i jednoczącą naród wojnę.

Vo Nguyen Giap – Napoleon Indochin

Choć nie ukończył żadnej akademii wojskowej, generał Vo Nguyen Giap-wybitny polityk i jeden z bohaterów drogi do niepodległości Wietnamu – który walczył skutecznie kolejno z Japończykami, Francuzami i Amerykanami-był i jest powszechnie uważany za jednego z największych strategów XX stulecia, a nawet wszechczasów. Był bez wątpienia geniuszem wojny partyzanckiej.

Podobnie jak w przypadku Ho Chi Minha wiele informacji, zwłaszcza z okresu jego młodości, nie jest potwierdzonych. Urodził się w sierpniu 1911 r. (niektóre źródła francuskie podają rok 1912), w rodzinie średnio zamożnych chłopów, w An Xa w prowincji Quang Binh w centralnej części Annamu, wchodzącego w skład ówczesnych francuskich Indochin. Był to czas rodzącego się nacjonalizmu wietnamskiego, który zwalczały służby kolonialne. Zaangażowany w tę działalność, m.in. za organizację strajków studenckich Vo został skazany w 1930 r. na 3 lata więzienia, ale po pewnym czasie zmniejszono mu karę i odsiedział tylko kilka miesięcy. Uczył się w starej stolicy cesarskiej Hue, a następnie – historii i francuskiego (władał tym językiem biegle)-w Hanoi, w liceum Thanh Long znanym z tendencji antykolonialnych., gdzie kilkanaście lat wcześniej nauki pobierał także Ho Chi Minh. W 1934 r. zrobił tam licencjat. W 1937r., w epoce frontów ludowych, wstąpił do nielegalnie działającej partii komunistycznej. Już w szkole Giap znany był z zainteresowania problemami wojskowości, strategii i taktyki prowadzenia akcji militarnych oraz dokonań takich teoretyków i dowódców, jak Napoleon Bonaparte oraz chiński autor pierwszego w świecie podręcznika sztuki wojennej, popularnego zwłaszcza w Azji, Sun Zi-z V w. p.n.e. Z tej przyczyny już w liceum nazywano go „generałem” albo „Napoleonem”.
W maju 1940 r. w towarzystwie Pham van Donga-jednego ze współtwórców Rewolucyjnej Ligi na rzecz Niepodległości Wietnamu (Viet Minh) oraz przyszłego premiera kraju, który miał pełnić tę funkcję przez 32 lata, a więc dłużej aniżeli Józef Cyrankiewicz w Polsce-udał się do Chin, gdzie po raz pierwszy spotkał się z Ho Chi Minhem. W tym czasie relacje sił rewolucyjnych obu państw były wyjątkowo bliskie. Wietnamczycy, zarówno w walce z Francuzami, jak i Japończykami wykorzystywali chińskie doświadczenia walki partyzanckiej Mao Zedonga oraz pracy politycznej z chłopstwem. Rok wcześniej Vo poślubił Minh Thai-działaczkę ze swojej rodzinnej prowincji Quang Binh, której po powrocie z Chin w 1943 r. nigdy miał już nie zobaczyć. Torturowana, zmarła w więzieniu, podobnie jak kilka najbliższych mu osób, w tym syn, ojciec i dwie siostry Nigdy jednak nie wypowiadał się w duchu konieczności zemszczenia się na Francuzach.
W pierwszej połowie lat 40. sytuacja w Indochinach była niezwykle skomplikowana. Na tym obszarze ścierały się interesy wielkich mocarstw Azji, Europy i Ameryki Północnej. Wystarczy powiedzieć, że 28 lipca 1941 r. armia japońska zajęła cały obszar Indochin Francuskich, ale aż do 9 marca 1945 r. (do kapitulacji Japonii; formalnie nastąpiła ona 2 września tegoż roku) funkcje administracyjne nadal sprawowała francuska administracja kolonialna związana z rządem Vichy. Również 2 września 1945 r. na hanojskim placu Bai Dinh, po tzw. Rewolucji Sierpniowej, Ho Chi Minh proklamował niepodległość Demokratycznej Republiki Wietnamu w obecności oficerów wywiadu amerykańskiego OSS! Żołnierzami Viet Minhu dowodził gen. Giap Wkrótce coraz częściej dochodziło do starć francusko-wietnamskich. Nieco wcześniej 1 sierpnia 1945r. podczas konferencji w Poczdamie Wielka Trójka postanowiła dokonać tymczasowego podziału Wietnamu wzdłuż 16 równoleżnika na strefy okupacyjne: północną pod tymczasowym zarządem chińskich sił okupacyjnych oraz południową pod tymczasowym zarządem brytyjskim. Coraz większe znaczenie dla rozwoju sytuacji w całych Indochinach miały wydarzenia w Chinach gdzie w konflikcie sił komunistycznych z Kuomintangiem szala zwycięstwa przechylała się coraz bardziej na stronę tych pierwszych. Z tego względu wkrótce priorytetem polityki USA w Indochinach stało się wyeliminowanie wpływów komunistycznych z tego regionu, szczególnie z Wietnamu. Amerykański sekretarz stanu George C. Marshall uznał oficjalnie za kluczową wspólnotę interesów Francji i Stanów Zjednoczonych w procesie powstrzymywania komunizmu.
Zwycięski przełom pod Dien Bien Phu
W tym czasie zacieśniła się współpraca Vo Nguyen Giapa z Ho Chi Minhem. Z ich wspólnej inicjatywy powstała np. w maju 1946r. Liga na rzecz Zjednoczenia Wietnamu (Lin Viet).Stopniowo Vo stawał się nr 2 w strukturach Viet Minhu. Przewodniczył np. dwóm konferencjom w Dalat z Francuzami w 1946 r. Ale przełomem w tej materii miały okazać się walki z wojskami francuskimi. Po incydentach w Hajfongu i Hanoi doszło do wybuchu tzw. I wojny indochińskiej w grudniu tegoż roku. Oddziałami partyzanckimi Wietnamskiej Armii Ludowej już oficjalnie od grudnia 1944 r. dowodził gen. Vo. Mawiał on wtedy często tak: ”Wojna partyzancka to wojna szerokich mas w kraju gospodarczo zacofanym przeciwko świetnie wyposażonej i dobrze wyszkolonej armii agresora. Każdy mieszkaniec jest żołnierzem, każda wioska-fortecą”.
W następnych latach walki Giap wraz z Ho Chi Minhem, przy uwzględnieniu doświadczeń chińskich, wypracowywali i udoskonalali strategię wojny partyzanckiej, która najpierw doprowadziła do klęski Francuzów, a w następnych latach zapewniła zwycięstwo w wojnie ze Stanami Zjednoczonymi oraz siłami południowego Wietnamu. Najogólniej mówiąc sprowadzała się ona do trzyetapowego planu walki o niepodległość. W pierwszym chodziło o działania mające na celu zdobycie jak największego poparcia społecznego dla finalnego celu, m.in. poprzez naukę lokalnych języków i integrację z miejscową ludnością choćby w ramach wspólnej pracy. Przykładowo już w 1941 r. Vo zawarł sojusz z Chu Van Tanem-lokalnym przywódcą partyzantki ludu Tho, jednej z mniejszości w północno-wschodnim Wietnamie. W etapie drugim oddziały partyzanckie miały atakować poszczególne (zwłaszcza odosobnione) posterunki wojskowe, a w trzecim- łączyć się w większe jednostki przejmujące kontrolę nad danym obszarem oraz zachęcające daną społeczność do wspólnej realizacji celów rewolucji.
Gen. Giap w tym czasie łączył obowiązki dowódcy oddziałów partyzanckich oraz sił bezpieczeństwa i policji. Ponadto odpowiadał też za funkcjonowanie lokalnych mediów. W walkach z Francuzami-w nawiązaniu do zarysowanego planu-siły Viet Minhu odnosiły sukcesy, ale w operacjach prowadzonych głównie w niewielkiej skali. Unikały zaś otwartych starć. Historycy i analitycy wietnamscy przyznawali sami, ze „dopóki udawało się unikać otwartych starć dopóty byli stroną przeważającą”. Ale w 1950 r. Vo, korzystając już z wojskowego wsparcia Chin, postanowił otwarcie stawić czoła armii francuskiej w dolinie Rzeki Czerwonej, niedaleko Hanoi. Była to nieudana operacja z dużymi stratami sił rewolucyjnych. W tej sytuacji Vo Nguyen Giap wycofał swoje oddziały w góry i do dżungli, postanawiając trzymać się działań w ramach dwóch pierwszych faz swojego planu. W związku z tym w swych publicznych wystąpieniach zaczął akcentować, iż zwycięstwo może nastąpić dopiero po wielu latach zaciekłych starć, że nie należy szarżować, a generalnie (choć to brzmi okrutnie) iż Wietnamczycy mogą sobie pozwolić na większe straty aniżeli kolonizatorzy. Ten wątek po wielu latach miał powrócić w wojnie z Amerykanami i ich miejscowymi sojusznikami.
Historycy wojskowości są zgodni co do tego, że Francuzi przez długi czas usiłowali doprowadzić do otwartego starcia z oddziałami partyzanckimi, licząc na swoją przewagę techniczną na płaskim terenie. Ponad 300 km na północny zachód, od Hanoi, w dolinie Dien Bien Phu, niedaleko granicy z Laosem, gdzie zachowały się jeszcze fortyfikacje japońskie, doszło do bitwy trwającej aż 170 dni-od 20 listopada 1953 r. do 7 maja 1954r.Początkowo wydawało się, iż to wojska gen. Christiana de Castries dysponujące działami, lekkimi czołgami, a nawet samolotami zrzucającymi napalm, wezmą górę, ale po pewnym czasie okazało się, iż to Francuzi znaleźli się w pułapce. Gen. Vo skoncentrował aż ok. 70 tys. partyzantów, mających 20 działek przeciwlotniczych oraz ok. 100 karabinów maszynowych (uzbrojenie pochodziło głównie z Chin, a pomagali też chińscy doradcy wojskowi).Tysiące Wietnamczyków, używając rowerów, przewiozło tony sprzętu i amunicji na okoliczne wzgórza, co umożliwiło kilkumiesięczne oblężenie. Natomiast oddziały francuskie w porze monsunowej miały ogromne kłopoty z zaopatrzeniem i znajdowały się pod ostrzałem z zamaskowanych stanowisk artyleryjskich. Ponadto Wietnamczycy wypracowali niezwykle skuteczną technikę wykopywania podziemnych tuneli i okopów, z czym wiele lat później nie mogli sobie zupełnie poradzić również Amerykanie.7 maja doszło do kapitulacji ponad 11 tys. żołnierzy francuskich, z których połowa była ranna. Straty po stronie wietnamskiej były kilkakrotnie większe. Mimo to gen. Giap mógł uznać za osiągnięty w dużym stopniu cel trzeciej fazy swego planu strategicznego.
Zwycięstwo pod Dien Bien Phu miało wielkie znaczenie symboliczne oraz psychologiczne. Po raz pierwszy armia państwa kolonialnego poniosła klęskę w spektakularny sposób. Francuski historyk Jean-Pierre Roux napisał nawet, iż „była to jedyna porażka wojsk europejskich w całych dziejach procesu dekolonizacji”. Bez wątpienia był to też ważny impuls dla szeregu innych ruchów narodowowyzwoleńczych w Azji i Afryce. Wystarczy podać przykład ośmioletniej wojny w Algierii (1954-1962), także z Francuzami, która doprowadziła do niepodległości tego państwa przy półtoramilionowych ofiarach.
Dosłownie następnego dnia po sukcesie pod Dien Bien Phu 8 maja 1954 r.rozpoczęła się konferencja w Genewie z udziałem Francji, Demokratycznej Republiki Wietnamu, Chin, Republiki Wietnamu oraz USA, które wtedy jeszcze występowały tylko w charakterze obserwatora. Ostatecznie po ponad dwóch miesiącach obrad osiągnięto porozumienie w sprawie zawieszenia broni oraz tymczasowego podziału Wietnamu wzdłuż linii 17 równoleżnika na komunistyczną północ (Demokratyczną Republikę Wietnamu) oraz niekomunistyczne Południe (Republikę Wietnamu).Francja opuszczała Indochiny-ostatnie jednostki francuskie ewakuowano w 1956r.W tzw. międzyczasie miano dokonać też relokacji ok. miliona uchodźców z Wietnamu Północnego do Republiki Wietnamu.
Nad Sekwaną okresowo wraca się do tej symbolicznej klęski Francji. Dwukrotnie-prezydent Mitterand w 1993 r. i premier Edouard Philippe w 2018 r.- przedstawiciele najwyższych władz kraju Marianny- odwiedzali to miejsce, co zresztą w niektórych środowiskach budziło kontrowersje. Nie ulega zaś wątpliwości, iż ta bitwa stała się początkiem legendy Vo Nguyen Giapa, także w skali międzynarodowej.
Sukcesu oddziałów Giapa w walce z Francuzami nie umniejszała pomoc udzielana przez Chiny partyzantce komunistycznej na południu Wietnamu, tzw. VietCongowi. Wprost przeciwnie. Władze w Pekinie od 1950 r. regularnie wysyłały do Viet Minhu zarówno doradców wojskowych, jak i administracyjnych. Później także uzbrojenie. W bardzo szybkim tempie cały konflikt wietnamski się umiędzynarodawiał. Ustępujący prezydent Stanów Zjednoczonych Dwight Eisenhower wskazywał na kryzys laotański jako najpoważniejsze źródło kryzysu indochińskiego. Jego następca prezydent John F. Kennedy w maju 1961 r. zgodził się na wysłanie kolejnych 400 żołnierzy amerykańskich oraz 100 doradców wojskowych. Ta liczba rosła lawinowo szczególnie od marca 1965r., gdy lądowanie żołnierzy USA w Da Nang oznaczało początek oficjalnej interwencji zbrojnej USA w Wietnamie Południowym. W szczytowym momencie stan liczebny wojsk USA wynosił w kwietniu 1968 r. aż 546 tys .Miały też one wsparcie ze strony niedużych kontyngentów wojskowych z Australii, Nowej Zelandii, Korei Płd., Filipin i Tajlandii. Ale polityka „wietnamizacji” prowadzona przez Nixona, m.in. tworzenia systemu strategicznych wiosek, nie okazywała się przełomem. Z drugiej strony istotne znaczenie miała pomoc udzielana przez Chińską Armię Ludowo-Wyzwoleńczą. Według niektórych danych w latach 1964-1970 wysłała ona do Wietnamu nawet 30 tys. żołnierzy. O tym zaangażowaniu niejednokrotnie mówił Vo Nguyen Giap. Pomoc radziecka, nie tak duża, przyszła później.
Dawid i Goliat
Na temat wojny w Wietnamie, czy szerzej w całych Indochinach, istnieje ogromna literatura w wielu językach. Warto m.in. wspomnieć, iż jesienią 1965 r. w dolinie Ia Drang doszło do pierwszej bezpośredniej i otwartej walki z Amerykanami, a każda ze stron ogłosiła zwycięstwo. Gen. Vo w swoich pamiętnikach analizował szczegółowo lekcje z niej płynące, podobnie jak przebieg rozpoczętej w końcu stycznia 1968r. największej w historii tej wojny ofensywy Tet, w której VietCong zaatakował 141 celów na obszarze całego Wietnamu Południowego. Był to jeden z najważniejszych momentów tzw. drugiej wojny indochińskiej. Ale ani walki wokół Khe Sanh ani tzw. ofensywa wielkanocna w 1972 r. nie doprowadziły do jednoznacznego rozstrzygnięcia militarnego .Wciąż nie dochodziło do urzeczywistnienia się trzeciej fazy planu Vo mimo, iż wojska amerykańskie w końcu czerwca 1970r. opuściły Kambodżę po ciężkich walkach między armią Wietnamu południowego a VietCongiem i jednostkami północnowietnamskimi. Po raz pierwszy ujawniono pewne różnice w wietnamskim kierownictwie odnośnie do dalszej strategii działań, co prawdopodobnie było efektem nowej sytuacji powstałej po śmierci Ho Chi Minha we wrześniu 1969 r.
W styczniu 1973 r. USA i Wietnam Północny wznowiły rokowania i szybko podpisano traktaty paryskie, które miały położyć kres amerykańskiej interwencji w Wietnamie. Po dwóch miesiącach ostatnia regularna jednostka wojsk Stanów Zjednoczonych opuściła Wietnam Płd. Delegacjom obu państw przewodniczyli: Henry Kissinger-specjalny doradca prezydenta ds. bezpieczeństwa oraz Le Duc Tho-dyplomata i członek kierownictwa Partii Pracujących (od 1976r.) Komunistycznej Partii Wietnamu. Im obu Storting (parlament norweski) w końcu tegoż roku, w dowód uznania, przyznał pokojową Nagrodę Nobla. Wietnamczyk Nagrody nie przyjął argumentując, iż proces nie został jeszcze sfinalizowany, zaś Amerykanie naruszają zasady rozejmu. W sierpniu 1974 r. prezydent Nixon podał się do dymisji, a w kwietniu 1975 r. Czerwoni Khmerzy wkroczyli do Phnom Penh, kończąc nominalnie wojnę w Kambodży. Ostatniego dnia kwietnia doszło do ewakuacji helikopterami ambasady USA, a także zajęcia Sajgonu przez siły Viet Congu i Wietnamu Północnego. Oznaczało to z jednej strony koniec II wojny indochińskiej, a z drugiej finał najdłuższego konfliktu powojennego świata (1945-1975).Straty amerykańskie to 59 tys żołnierzy, a dodać do tego jeszcze trzeba ok. 5 tys. żołnierzy sojuszniczych. Strat wietnamskich ludzkich i materialnych nie da się ocenić. Były one ogromne.
Vo Nguyen Giap nie uczestniczył bezpośrednio w ostatniej fazie wojny, ale wykorzystywano opracowane przezeń plany taktyczne i strategiczne. Wcześniej wrócił do Hanoi, został ministrem obrony i wicepremierem. Pozostawał też długie lata członkiem Biura Politycznego KC KP Wietnamu. Już po zwycięstwie pod Dien Bien Phu, stał się człowiekiem-legendą, a potem był także symbolem zwycięstwa nad Amerykanami, którzy przegrali tylko tę jedną wojnę w swej historii. Sam używał w tym kontekście porównania do biblijnej przypowieści o Dawidzie i Goliacie-tak plastycznie przedstawionej na płótnie Michelangelo Merisi di Caravaggio. W swej książce „People’s War, People’s Army:The VietCong Insurrection” pisał tak: ”Żołnierze amerykańscy byli dzielni, ale sama odwaga to nie wszystko. Dawid zdołał zabić Goliata, gdyż rozejrzał się i uznał, że jeśli będzie walczył jego sposobem-na miecze, to zostanie zabity. Ale jeśli podniesie skałę i umieści ją w procy będzie mógł trafić Goliata w głowę, powalić go i zabić. Dawid wykorzystał więc swój umysł w trakcie walki z Goliatem. My Wietnamczycy właśnie tak postępowaliśmy w zmaganiach z Amerykanami”.
Nazywany niekiedy „Czerwonym Napoleonem” i uważany za bohatera narodowego Wietnamu gen. Giap zmarł 4 października 2013 r.w wieku 102 lat w Centralnym Szpitalu Wojskowym nr 108 w Hanoi, w którym przebywał od 2009 r. Był jednym z ojców zjednoczenia tego kraju w 1976 r.Nota bene obawa przed „drugim Wietnamem” w sporym stopniu wpływała na politykę Stanów Zjednoczonych. W sędziwym wieku spotykał się jeszcze z czołowymi politykami światowymi np. z jednej strony z byłym sekretarzem obrony USA Robertem McNamarą, a z drugiej-z Fidelem Castro. Pozostawił po sobie m.in. książki i pamiętniki np. „How we won the war” („Jak wygraliśmy wojnę”), wykorzystywane do dziś w akademiach wojskowych. Analizował w nich m.in. liczne kampanie militarne, w których
uczestniczył i którymi na ogół dowodził, np. w I wojnie indochińskiej (1946-54), szczególnie gdy chodzi o Lang Son (1950), Hoa Binh (1951-52), Dien Bien Phu (1953-54), Ofensywę Tet (1968), Ofensywę Wielkanocną (1972) i finalną Kampanię Ho Chi Minha. Wydano też „Cytaty Vo”, z których przytoczę tylko jeden: ”Wprowadzaj w błąd przeciwnika. Nie ujawniaj mu swoich zamiarów. Czasem to co wygląda na zwycięstwo w rzeczywistości nim nie jest, zaś porażka nie jest porażką. Czy jesteś w ataku, kontrataku, czy stosujesz taktykę obronną, idea ofensywy powinna pozostać główną, aby zawsze wykazywać się inicjatywą.”
Uroczystości pogrzebowe trwały dwie doby (12-13 X) i uczestniczyły w nich setki tysięcy osób. Zgodnie z życzeniem generał został pochowany na małej wyspie Yen, u wybrzeży jego rodzimej prowincji Quang Binh.Od tego czasu to miejsce stało się celem licznych pielgrzymek politycznych.

Przemówienie przewodniczącego Chin Xi Jinpinga z okazji Nowego Roku 2021

W przededniu Nowego Roku, przewodniczący Chin Xi Jinping wygłosił przemówienie noworoczne na 2021 r. za pośrednictwem Chińskiej Grupy Mediów i internetu.

Towarzysze, przyjaciele, Panie i Panowie!

Rok 2021 niedługo nadejdzie, w związku z tym składam Państwu noworoczne życzenia ze stolicy Chin, Pekinu.

Rok 2020 był rokiem niezwykłym. W obliczu nagłego wybuchu epidemii koronawirusa zasada „naród jest najważniejszy, życie jest najważniejsze” to podstawowe kryterium w zapobieganiu i kontroli choroby w Chinach, co symbolizuje wielką miłość. Opierając się na duchu jedności i wytrwałości, Chiny zyskały skuteczne wyniki w walce z koronawirusem, pisząc w ten sposób wspaniały utwór antyepidemiologiczny. We wspólnej walce z epidemią ukazowaliśmy dążenie do pokonania trudności i wytrwale wykonywaliśmy swoją pracę, doświadczyliśmy poświęcenia, odwagi i wzruszeń podczas udzielenia wzajemnej pomocy. Od personelu medycznego do żołnierzy, od naukowców do pracowników z lokalnej społeczności w dzielnicach, od wolontariuszy do robotników pracujących przy obiektach infrastrukturalnych, od starych ludzi powyżej 70 lat do młodych pokoleń urodzonych po 1990 lub 2000 roku, mnóstwo Chińczyków kochając swój kraj i naród, poświęciło swoje życie w wykonaniu swojej misji. Wysiłki każdej osoby zbierają się i tworzą wielką falę siły, budując w ten sposób mur ochronny dla życia innych. Ci, którzy walczyli z epidemią bez żadnej skargi i żalu czynili wspólne wysiłki, ich praca głęboko nas wzruszała i swoimi działaniami pokazali wielkiego ducha w tej walce z epidemią.

To co zwykłe stworzyło to co wielkie, a bohater pochodzi z narodu. Każda osoba jest wyjątkowa. Wyrażam pozdrowienia dla wszystkich chorych, którzy zostali zarażeni. Wyrażam szacunek dla wszystkich bohaterów. Jestem dumny z wielkiej ojczyzny i narodu. Jestem dumny z ducha narodu, który udoskonala siebie.

W trudnej sytuacji potrzeba odwagi i wytrwałości, aby osiągnąć sukcesy. Pokonaliśmy skutki epidemii, koordynowaliśmy zapobieganie i kontrolę epidemii, wspieraliśmy rozwój gospodarki i społeczeństwa, dzięki temu zdobyliśmy doniosłe osiągnięcia. Plan 13. pięciolatki zakończył się z sukcesem, a wkrótce zacznie się realizacja wszechstronnego planu 14. pięciolatki. Budowa nowego układu rozwoju została przyśpieszona, rozwój wysokiej jakości został dogłębnie wdrożony. Chiny jako pierwsze zrealizowały dodatni wzrost wśród głównych podmiotów gospodarczych na świecie. Przewiduje się, że w 2020 roku ogólna wartość PKB wkroczy na nowy poziom, sięgając setek bilionów yuanów. Produkcja zbóż uzyskała 17 zbiorów plonów z rzędu. Sonda Tianwen 1, sonda Chang-e 5, statek podwodny Fendouzhe i inne eksploracje badawcze to osiągnięcia poważnych przełomów w nauce. Budowa Portu Wolnego Handlu na Hajnanie rozwija się dynamicznie. Pokonaliśmy ciężką klęskę powodzi. Mieszkańcy i wojsko, nie bojąc się trudności, wspólnie walczyli z powodzią i starali się zmniejszyć straty do minimum. Podczas inspekcji w 13 prowincjach, rejonach autonomicznych i miastach, z zadowoleniem zobaczyłem, że wszyscy rzetelnie i dokładnie wdrażają przedsięwzięcia antyepidemiczne, szybko wznowili produkcję i pracę, ze wszech sił zajmują się innowacją i wytwarzaniem. Wszędzie w kraju panuje wiara w siebie, samowzmacnianie, pełna wytrwałość, nikt nie traci czasu, a rozwój jest żywy.

W 2020 roku wszechstronna budowa średnio-zamożnego społeczeństwa osiągnęła wielkie, historyczne sukcesy. Walka z ubóstwem osiągnęła zdecydowane zwycięstwo. Prowadziliśmy walkę ze skrajną biedą i pokonaliśmy te bardzo trudne „twarde kości”. Po 8 latach 100 milionów biednych ludzi na wsi, żyjących poniżej obowiązujących standardów, wyszło z ubóstwa. 832 ubogie powiaty wybrnęły z biedy. W tym czasie byłem w 14 bardzo biednych rejonach w kraju. Często wspominam starania rolników, poświęcenie i zaangażowanie kadry wspierającej w walce z ubóstwem. Nie możemy przestać by czujni, powinniśmy pracować pragmatycznie i za wszech sił, aby starać się o rewitalizację wsi i kroczyć stabilnie naprzód w celu wspólnego wzbogacenia się.

W bieżącym roku uroczyście zorganizowaliśmy obchody 40. rocznicy powstania specjalnej strefy ekonomicznej Shenzhen, 30. rocznicy rozwoju i otwarcia strefy Pudong w Szanghaju. Będąc na wybrzeżu Morza Południowo-Chińskiego i w dorzeczu rzeki Huangpu byłem poruszony. Pierwszy eksperyment stał się przykładem przewodnim, a poszukiwanie i innowacja stały się kreatywnością przewodnią. Reformy i otwarcie stworzyły cud w rozwoju. W przyszłości powinniśmy czynić więcej wysiłków na rzecz pogłębienia reform, rozszerzenia otwartości, aby kontynuować „historię wiosny”.

Nie jesteśmy samotni. Cały świat jest jedną rodziną. Po tym jak przeżyliśmy wiatr i deszcz, jeszcze nigdy nie byliśmy tak głęboko świadomi znaczenia wspólnoty ludzkich losów. Przeprowadziłem wiele rozmów z nowymi i starymi przyjaciółmi na świecie, uczestniczyłem w wielu „konferencjach w chmurze”, tematy najczęściej dotyczyły wspólnego pokonania trudności, jedności i walki z epidemią. Zadania zapobiegania i kontroli epidemii są ciężkie i będą one realizowane przez długi czas. Narody wszystkich krajów na świecie powinny ramię w ramię, wspólnie walczyć, aby jak najszybciej przezwyciężyć skutki epidemii i starać się o budowę piękniejszego domu rodzinnego – Ziemi.

W 2021 roku przypada setna rocznica powstania Komunistycznej Partii Chin. 100-letnia historia była pełna wyzwań, a my nie zapomnieliśmy w ciągu tych lat o pierwotnej inspiracji. Początek Komunistycznej Partii Chin to rozmowy w Shikumen w Szanghaju oraz spotkanie na statku na jeziorze Nanhu w Jiaxing. Partia jest jak ta mała łódź, która nosi w sobie oczekiwania i nadzieję całego narodu. Pokonała ona wyzwania rwącego strumienia, przepłynęła przez wielkie fale morza, rośnie na gigantyczny statek, który stabilnie płynie w szeroki świat. Mamy na uwadze wielkie sprawy, a teraz właśnie nadszedł najlepszy czas. Zawsze trzymamy się zasady stawiania ludzi w centrum, nie zapomniając o początkowej intencji, pamiętając o misji, aby zrealizować wielkie odrodzenie narodu chińskiego.
Stojąc na historycznym skrzyżowaniu realizacji celów „dwóch stuleci” wkrótce rozpoczniemy nową wyprawę wszechstronnej budowy socjalistycznego i nowoczesnego państwa. Droga tej wyprawy jest długa, a sukces będzie pochodzić wyłącznie z pracowitości. Poprzez walkę pokonujemy trudności. Przeszliśmy tysiące gór i rzek. Będziemy nadal kontynuować walkę i iść odważnie naprzód, aby stworzyć wspaniałą przyszłość.

W tym momencie, świat rozbłyśnie, dziesiątki tysięcy rodzin spotka się ze sobą. Nowy rok nadejdzie, niech góry i rzeki pięknieją, a państwo niech pozostanie w pokoju, obywatele niech będą bezpieczni. Życzę spokoju, pomyślności i szczęścia!

Dziękuję!

Noworoczne przemówienie prezesa CGM do zagranicznych odbiorców

Shen Haixiong, prezes Chińskiej Grupy Mediów, wygłosił 1 stycznia noworoczne przemówienie do zagranicznych odbiorców za pośrednictwem Chińskiego Radia Międzynarodowego oraz platform internetowych.

Drodzy przyjaciele,

Nadszedł rok 2021. Nowy rok jest również Rokiem Bawoła według chińskiego kalendarza księżycowego. Bawoły, najwcześniej udomowione zwierzęta, odgrywały ważną rolę w cywilizacji rolniczej. W oczach Chińczyków bawoły są pracowite i silne. Będąc tutaj w Pekinie życzę Państwu szczęścia i zdrowia w Nowym Roku!

Miniony 2020 rok był niezwykłym rokiem. Wiele trudności spotkało cały świat. Nagły wybuch pandemii COVID-19 uderzył w społeczeństwo. Pod kierownictwem przewodniczącego Xi Jinpinga, Chiny podjęły ciężkie wysiłki, aby osiągnąć ważne sukcesy w zapobieganiu i kontroli epidemii. Chiny są również jedyną dużą gospodarką na świecie, która osiągnęła pozytywny wzrost gospodarczy.

Obecnie pandemia COVID-19 nadal rozprzestrzenia się w wielu krajach na całym świecie. Mamy nadzieję, że świat jak najszybciej pokona trudności i wszyscy będą zdrowi!

Jako pracownicy mediów naszym obowiązkiem jest pokazanie ludziom prawdy. Na początku wybuchu epidemii ponad 2000 moich kolegów natychmiast ruszyło na pierwszy front walki z epidemią. Relacje z „czerwonej strefy”, wielojęzyczny film dokumentalny „Wspólna Walka z Epidemią” terminowo i obiektywnie pokazuje światu prawdziwy obraz walki Chin z pandemią.

Zrealizowaliśmy program zatytułowany „Klinika na Globalną Epidemię”, w którym zapraszano lekarzy z wielu krajów by poznali doświadczenia chińskich ekspertów medycznych w walce na pierwszym froncie z pandemią. W wywiadzie z Richardem Hortonem, redaktorem naczelnym czasopisma medycznego „The Lancet” oraz Peterem Forsterem, pierwszym autorem raportu Uniwersytecie w Cambridge o nowym koronawirusie, poprzez fakty i naukę, wyjaśniliśmy jakie są niewłaściwe informacje o wybuchu epidemii.

W minionym 2020 roku mieliśmy wiele przykładów, że nadal istnieje prawdziwa miłość na świecie. Chiński filozof Zhang Zai z dynastii Północnej Song, ponad 900 lat temu powiedział, że ubóstwo i smutek może doskonalić wolę ludzi, pomóc w osiągnięciu sukcesu. To nie tylko dotyczy ludzi, ale i także każdego kraju. W trudnej sytuacji doświadczyliśmy również wyrazów współczucia i smak prawdziwego znaczenia wspólnoty ludzkiej. Po tej epidemii, głęboko zdajemy sobie sprawę, że w obliczu wspólnych wyzwań, takich jak choroby, tylko ręka w rękę, możemy zwyciężyć!

Pandemia COVID-19 uniemożliwiła nam komunikowanie się twarzą w twarz, ale zbliżyła nasze serca do siebie. W ciągu ostatniego roku wymieniłem prawie 300 listów z szefami międzynarodowych mediów, takich jak Rosyjski Narodowy Nadawca Telewizyjny i Radiowy (All-Russia State Television and Radio Broadcasting Company), Rosyjska Gazeta, BBC, CNN, Associated Press, Reuters, Agence France-Presse, Japan Broadcasting Association (NHK), Włoska Korporacja Nadawcza (RAI), Europejska Unia Nadawców (EBU) i ambasadorami innych krajów w Chinach, aby przekazać pozdrowienia, promować odpowiedzialność i pogłębić konsensus. Chińska Grupa Mediów współpracowała również z ponad 100 organizacji medialnych z kilku krajów Europy i Ameryki Łacińskiej, w ramach w walki z epidemią za pośrednictwem „Forum w chmurze”. Stworzyliśmy także mechanizm współpracy z wieloma mediami i dzięki czemu wyprodukowaliśmy programy takie jak „O Chinach”, „Najważniejsze Chińskie Skarby” i inne, co przyniosło siłę i humanistyczne wartości ludziom w czasie pandemii.

Podobnie jak epidemia, ubóstwo jest również stałą chorobą ludzkiego społeczeństwa. „Eliminacja ubóstwa jest marzeniem ludzkości od dawna i jest podstawowym prawem wszystkich narodów do dążenia szczęśliwego życia” – powiedział przewodniczący Chin Xi Jinping. W ubiegłym roku Chiny ogólnie zwyciężyły ubóstwa. Po ośmiu latach walki, aż 100 milionów Chińczyków wyszło z ubóstwa. Chiny stworzyły cudowny sukces w historii redukcji biedy.

Jako obserwatorzy dziejącej się na naszych oczach historii, wyprodukowaliśmy wielojęzyczny film dokumentalny „Walka Chin z ubóstwem”, stworzony wspólnie przez Chiny i Stany Zjednoczone. Zaplanowaliśmy także wiele innych programów, w tym „Globalna Inicjatywa i Akcja 2020 – Redukcja Ubóstwa”. Mamy nadzieję, że możemy przekazać innym krajom chińskie doświadczenia w walce z ubóstwem, po przez przykłady w indywidualnych gospodarstwach domowych w Chinach.

Wypełniając nasze obowiązki medialne, nadal staramy się tworzyć nowe media pierwszej klasy na świecie i budować all-media w środowisku internetowym. Używając technologii „5G-4K/8K-AI”, transmitowaliśmy na żywo misję księżycową sondy Chang’e-5 oraz misję statku głębinowego „Fendouzhe”, który zszedł poniżej10 tysięcy metrów. Podczas trzeciej edycji China International Import EXPO zorganizowaliśmy transmisję na żywo otwierając internetowy kanał sprzedaży na rynku chińskim dla europejskich producentów.

Zawsze wierzyłem, że prawda jest życiem mediów. Wiarygodne wiadomości oraz  uczciwe informacje odzwierciedlają odpowiedzialność i jakość mediów. Niestety, w niektórych doniesieniach medialnych dotyczących Chin uprzedzenia zastąpiły  sprawiedliwość, a kłamstwo zastąpiło fakty. W relacjach dotyczących epidemii, Hongkongu, Sinciangu pojawiło się wiele takich fałszywych wiadomości. Zareagowaliśmy natychmiast i ujawniliśmy prawdę. Opinie mogą być różne, ale jest tylko jedna prawda. Odpowiedzialność światowych mediów, aby było coraz mniej fałszywych wiadomości na scenie międzynarodowej opinii, to idea przyświecająca Nowego Roku.

W Europie jest słynne powiedzenie: sprawiedliwi ludzie mają więcej przyjaciół. W nowym roku Chińska Grupa Mediów będzie nadal spełniać swoją odpowiedzialność jako międzynarodowe medium głównego nurtu, podtrzymywać obiektywne i bezstronne stanowisko, rozpowszechniać prawdę światu, przekazywać głos sprawiedliwości i prezentować piękno cywilizacji.

Rok 2021 to setna rocznica powstania Komunistycznej Partii Chin. Sto lat temu 13 osób założyło Partię, a dzisiaj KPCh ma ponad 90 milionów członków. Jaka jest recepta na sukces Komunistycznej Partii Chin, aby skutecznie doprowadzić Chiny do pokojowego ożywienia? Dlaczego 1,4 miliarda Chińczyków popiera tę partię, która ma stuletnią historią? To będzie ważny punkt naszych relacji w 2021 roku. Podtrzymując profesjonalne zasady doskonałości, będziemy kompleksowo i obiektywnie relacjonować wydarzenia w Chinach i na świecie, aby zapewnić Państwu więcej programów wysokiej jakości.

Słońce jest piękne w Nowym Roku. Niech Rok Bawołu przyniesie Państwu szczęście. Jeszcze raz życzę Wszystkiego Najlepszego!

Które miasto najbardziej ci się podoba, Kraków czy Warszawa?

„Więc, które miasto w Polsce najbardziej ci się podoba, Kraków czy Warszawa?” – zapytał mnie wysoki, chudy mężczyzna oczekując ode mnie odpowiedzi. Skoro to pytanie padło, zacząłem zastanawiać się nad odpowiedzią.

Sytuacja miała miejsce w trakcie bankietu z okazji Chińskiego Święta Narodowego oraz Festiwalu Środka Jesieni, który został zorganizowany przez Ambasadę Chin w Polsce. W wydarzeniu co roku uczestniczą głównie Chińczycy mieszkający i pracujący w Polsce oraz Polacy blisko związani z Chinami, czyli tacy którzy pracowali lub mieszkali w Chinach, prowadzą biznes lub wymianę kulturalną.  
Pani Lee Tingyu i ja rozmawialiśmy przez ponad 10 minut z wysokim, przystojnym mężczyzną, który jak sam przyznał wiele lat spędził w Warszawie, a teraz mieszka w Krakowie. Stąd jego pytanie do nas, które miasto jest nam bliższe. Lee Tingyu prawie natychmiast odpowiedziała: „Oczywiście, Kraków jest najpiękniejszym miastem”. Spojrzałem na mężczyznę, który uśmiechnął się z satysfakcją. Myślę, że takiej właśnie oczekiwał od nas odpowiedzi. Później powiedziałem do Lee Tingyu: „Szczerze mówiąc też bardzo lubię Warszawę, Warszawa też jest piękna”.
„Warszawa też jest piękna, to prawda, ale >Kraków jest najpiękniejszym miastem< to standardowa odpowiedź” – stwierdziła Lee Tingyu, która pochodzi z regionu Tajwanu i od wielu lat mieszka w Polsce. Tutaj wyszła za mąż za Polaka, z którym ma córkę. Myślę, że wielokrotnie zadawano jej pytanie dotyczące ulubionego miasta w Polsce, stąd ta odpowiedź w jej ustach.
Mieszkam w Polsce przez ponad 10 lat. W ciągu dekady podróżowałem wielokrotnie po kraju od Gdańska do Zakopanego, od Wrocławia do Lublina. Bywałem w wielu miastach, nawet w takich, gdzie nie bywają zbyt często turyści jak Tarnów czy Przemyśl. Każde miejsce, czy było to duże miasto czy małe miasteczko, pozostało na zawsze w mojej pamięci.
Podczas mojego pobytu w Polsce pytanie: „Które miasto w Polsce najbardziej ci się podoba, Kraków czy Warszawa?”, zadawano mi wielokrotnie, tym bardziej, gdy pytający wiedział, że mieszkałem i tu i tu. Ale za każdym razem moja odpowiedź brzmiała: „Lubię oba miasta”. Mieszkałem i pracowałem w Warszawie przez sześć lat i jestem pod wielkim wrażeniem terenów zielonych, rozległych lasów, parku Łazienkowskiego (Chińczycy nazywają go Parkiem Fryderyka Chopina, ze względu na stojącą tam rzeźbę kompozytora i pianisty) i Pałacu w Willanowie. Ponadto szerokie ulice w Warszawie i wiele budynków przypominają mi moje rodzinne miasto, Pekin. Kraków jest rzeczywiście piękny, Zamek na Wawelu, Kościół Mariacki, dzielnica Kazimierz, Kopiec Kościuszki… za każdym razem, kiedy spacerowałem uliczkami, czy w słońcu czy w deszczu, czuję tu dobrą atmosferę. Odkrywanie Karkowa to zawsze trochę podróż do przeszłości. Kraków, miasto, które zbudowane zostało ponad 1000 lat, niegdyś stolica w najwspanialszym okresie historycznym, i jedyne miasto w Polsce, które nie zostało zniszczone w czasie II wojny światowej. Kiedy pracowałem w Warszawie byłem w Krakowie kilka razy, ale za każdym razem mój pobyt był bardzo krótki, pośpieszny, a wrażenie nie tak głębokie jak oczekiwałem. Kiedy wyprowadziłem z Warszawy i przeniosłem się do Krakowa i tam żyłem, czułem, że życie w tym starym mieście ma zupełnie inny smak.
Według opinii wielu Polaków, Kraków jest piękny, a Warszawa „trochę brzydka”. Kraków jest dumą narodu polskiego, jest kulturalnym ośrodkiem Polski, jest najsłynniejszym miastem historycznym i kulturalnym, jest to również miejsce, gdzie można najlepiej zapoznać historię i dziedzictwo kulturowe Polski. Wiedząc o tym, nie trudno zrozumieć, dlaczego Polacy często zadawali pytanie – „które polskie miasto lubię najbardziej” z oczekiwaniem na odpowiedź, że jest to Kraków, ponieważ darzą dużym uczuciem własną kulturę. W rzeczywistości, jako Chińczyk, który mieszka daleko od swojego rodzinnego kraju mogę to bardzo dobrze zrozumieć. Im dłużej mieszkam zagranicą, daleko od ojczyzny, tym mocniej czuję wieź z moją chińską kulturą.  
Kultura jest duszą narodu. Zarówno Polska jak i Chiny mają wspaniałą kulturę i historię. Jednak w związku z dużą odległością między krajami, Chińczycy nie znają kraju nad Wisłą. Maria Skłodowska Curie, Mikołaj Kopernik oraz Fryderyk Chopin to trzy najbardziej znanie polskie postacie wsród Chińczyków.  Kiedy pracowałem w Warszawie jako dziennikarz pisałem wiele artykułów o Polsce, o jej kulturze, obyczajach oraz o ludziach. A z drugiej strony, czy Polacy dużo wiedzą o Chinach? Raczej… nie! Kiedy w 2016 roku rozpocząłem pracować w Instytucie Konfucjusza na Uniwersytecie Jagiellońskim, to chciałem budować most kulturowy między Chinami a Polską oraz między narodami obu krajów. Oprócz kursów języka chińskiego, Instytuty Konfucjusza organizuje wiele działań kulturalnych m.in. warsztat Tai Chi, kurs kaligrafii, konkurs karaoke oraz warsztat mahjong. Co roku w czerwcu, podczas Krakowskiej Parady Smoków, nasz chiński smok zawsze przyciąga dużą uwagę wśród turystów i mieszkańców. Z jednej strony to właśnie dzięki tym działaniom kulturalnym, dużym lub małym, coraz więcej Polaków zaczyna interesować się Chinami, ich kulturą i historią. Z drugiej strony, przez lata, z pomocą Instytutu Konfucjusza w Krakowie coraz więcej chińskich delegacji odwiedziło Polskę, w tym i Kraków. Wrócili oni do Chin z wrażeniami i opowieściami o tym co widzieli i słyszeli. W ten sposób więcej Chińczyków usłyszało o Polsce.
Kontakt między państwami zależy od kontaktów między narodami dwóch państw, zależy od kontaktów duchowych między narodami. Zrozumienie kultury z pewnością pomoże nawiązaniu ściślejszych kontaktów między różnymi narodami oraz lepszej współpracy między państwami.