„Jak budowaliśmy Rosję – polskie korzenie Imperium”

W czasie , kiedy stosunki polsko-rosyjskie znalazły się praktycznie w stanie zamrożenia i ze względu na występujące napięcia są one najgorsze od czasów II wojny światowej, na polskim rynku księgarskim ukazała się książka „Jak budowaliśmy Rosję. Polskie Korzenie Imperium”, która w wieloaspektowym wymiarze pokazuje, że relacje polsko-rosyjskie można postrzegać inaczej.

Jej autorem jest Mariusz Świder- politolog, dyplomata (były radca w Ministerstwie Spraw Zagranicznych), absolwent m.in. Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych (tzw. Uniwersytet MGIMO) i co ważne dla treści książki i przekazywanych w niej informacji- syn Sybiraczki.
Książkę napisał historyk, który znał i sprawdzał realia, zawarł w niej również trudne doświadczenia rodziny. Choć w posłowiu od redakcji jest napisane, ze książka nie ma ambicji naukowych, na uwagę zasługuje warsztat badawczy autora, jego dociekliwość, umiejętność penetrowania archiwów polskich i rosyjskich, bogate kontakty w polskim i rosyjskim środowisku naukowym, duża wiedza pozwalająca na kojarzenie faktów i zdarzeń oraz wyciąganie interesujących wniosków.
Książka prezentuje relacje polsko-rosyjskie na przestrzeni historii w wymiarze ludzkim, z odmiennej perspektywy niż obecnie dominująca.
Prezentuje sylwetki wielu Polaków i osób mających polskie korzenie , którzy mieszkali w Rosji (czasem dobrowolnie, a czasem z przymusu) i postanowili się włączyć w życie polityczne, gospodarcze, kulturowe, naukowe i społeczne przyczyniając się do rozwoju Rosji.
W opowieści autora dygresja goni dygresję , łącząc poszczególne osoby i całe wielkie rody, nazwiska i zjawiska, a nawet miejsca zamieszkania bohaterów.
Książka odkrywa współczesnemu czytelnikowi skazany dziś na zapomnienie udział Polaków w historii Rosji. Przypomina, że na przestrzeni historii z Rosjanami nie tylko prowadziliśmy wojny, byliśmy pod zaborami, wzniecaliśmy przeciw nim powstania, doznawaliśmy od nich krzywd, zsyłek na Syberię.
Udowadnia, że wspólnota przeszłości polsko-rosyjskiej może być nie tylko źródłem traumy, ale też powodem do dumy.
Według Kronik Nestora- które są dla Rosjan tym , czym dla nas kronika Galla Anonima- to Lechici- dzielne słowiańskie plemię Wiatyczów założyło Moskwę. Pierwszą Polką – koronowaną carycą była Maryna Mniszek. Niebagatelną rolę w historii Rosji odegrała inna caryca pochodząca z Polski – Helena Glińska, żona cara Wasyla III, która urodziła mu syna Iwana, znanego później jako Iwan IV Groźny. Polką była caryca Katarzyna I(Marta Skowrońska), żona Piotra I. Jekaterynburg , założony w 1723 r. został tak nazwany na cześć carycy- naszej rodaczki.
Były takie okresy , kiedy na dworze carskim obowiązywał język polski. Czy poza Wikipedią jest rzeczą powszechnie znaną, że książę Adam Jerzy Czartoryski w latach 1804-1806 był pierwszym ministrem spraw zagranicznych Rosji, tak jak wiek później pierwszym wybitnym dyplomatą Rosji radzieckiej był inny Polak-
Wacław Worowski. Innym znanym ministrem spraw zagranicznych ZSRR pochodzącym z Polski był Maksim Litwinow. Był z Białegostoku, prawdziwe nazwisko to Mejer Wałach, syn rabina. Kiedy spotykał się z polskim ministrem spraw zagranicznych Józefem Beckiem, to rozmawiali po polsku , bez tłumacza. Według autora książki polskie korzenie miał inny minister spraw zagranicznych ZSRR – Andriej Gromyko, ale nie przyznawał się do tego.
W XIX i na początku XXw. eksponowane stanowiska w Rosji zajmowali polscy oficerowie, Polacy byli ważnymi dowódcami.
W latach 1991-2000 rosyjskim hymnem państwowym była stara, renesansowa polska pieśń religijna, zaś pierwszym oficjalnym hymnem carskiej Rosji był polonez „Niech rozbrzmiewa grom zwycięstwa”, którą skomponował … w trudnym dla Polski 1791 r. Polak z Warszawy – Józef Kozłowski.
Książka prezentuje jak ważną rolę odgrywali Polacy w nauce rosyjskiej. Polscy profesorowie , często członkowie Rosyjskiej Akademii Nauk (założonej notabene przez Polkę Martę Skowrońską urodzoną w Jakubowie na Polskich Inflantach, a znaną powszechnie jako caryca Katarzyna I), byli wybitnymi wykładowcami na wielu rosyjskich uczelniach , zakładali je, a po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 r. wrócili do swojej ojczyzny przekazując zdobytą wiedzę, doświadczenie, jako profesorowie, dziekani, rektorzy na polskich uczelniach, zakładali nowe uczelnie (np. prof. Leon Jan Bolesław Staniewicz – profesor i prorektor Instytutu Elektrotechniki w Piotrogrodzie, po wyjeździe do Polski w 1919 r. został zatrudniony na etacie profesora w Politechnice Warszawskiej, a w 1921 r. został rektorem tej uczelni. Po II wojnie światowej należał do grona organizatorów Politechniki Gdańskiej).
Wybitny geodeta Edward Warchałowski – profesor Konstantynowskiego Instytutu Mierniczego, jeden z organizatorów radzieckiej służby geodezyjnej, w 1921 r. wrócił do Polski, pracował na Politechnice Warszawskiej pełniąc różne funkcje: dziekana, prorektora i rektora. Tego typu przykładów i postaw jest pokazana w książce ogromna ilość.
Kiedy czytałem książkę – ponieważ pierwszą moją uczelnią, którą ukończyłem była Politechnika Warszawska i nadal jestem z nią związany poprzez działalność w Zarządzie Stowarzyszenia Absolwentów i Przyjaciół PW- byłem ciekaw , czy zawarte w książce informacje o ludziach nauki, którzy budowali Rosję, a po odzyskaniu przez nasz kraj niepodległości wrócili do Polski i pracowali na jej rzecz będą się pokrywały z wiedzą dostępną o takich osobach na Politechnice Warszawskiej. I tu ukłon w stronę autora- wszystkie informacje zawarte w książce pokrywają się z wiedzą zapisaną na kartach historii PW.
„Jak budowaliśmy Rosję” jest pokazane poprzez szerokie spektrum relacji, stąd wiedza, która wynosi czytelnik jest ogromna, często pozyskiwane informacje są zaskakujące, czy wręcz szokujące, a przez to pozwalające na inne , właściwe spojrzenie na relacje polsko-rosyjskie.
To z polskich drukarń pochodziło przez prawie sto lat rosyjskie słowo drukowane, bo to w Krakowie w 1491 roku wydrukowano pierwszą w świecie książkę napisaną cyrylicą, a dopiero w 1564 roku Polak Jan Fedorowicz założył w Moskwie pierwszą rosyjską drukarnię.
Polscy inżynierowie budowali mosty kolejowe i tworzyli rosyjską sieć dróg żelaznych z koleją transsyberyjską włącznie. Z polskich fabryk pochodziło 90 proc. stalowych szyn układanych w dalekich stepach. Polscy wybitni inżynierowie- geodeci zakładali osnowę geodezyjną, sieć triangulacyjną na terenie całej Rosji , czy na Kaukazie ( topografowie – Józef Chodźko i Hieronim Stebnicki). Polscy przyrodnicy odkrywali Syberię dla światowej nauki. Ze szlachty smoleńskiej pochodził znany podróżnik Mikołaj Przewalski ( ten od konia Przewalskiego), jak niektórzy twierdzą – prawdziwy ojciec Józefa Stalina .
Czy kiedy mówimy o słynnym moście Kierbedzia w Warszawie pamiętamy, że Stanisław Kierbedź, urodzony na Żmudzi to generał major armii rosyjskiej, pionier budowy żelaznych mostów kratownicowych, który wcześniej zbudował pierwszy stały most na Newie , a decyzje o powierzeniu mu tego zadania podejmował bezpośrednio car Mikołaj I. Kiedy w 1859 r. rozpoczęto budowę stałego mostu żelaznego na Wiśle w Warszawie stroną techniczną budowy kierował właśnie Stanisław Kierbedź.
Dom tego polskiego inżyniera w Petersburgu był ośrodkiem Polonii, w pracy zawodowej ten wybitny konstruktor starał się otaczać współpracownikami pochodzenia polskiego, a w 1891 r. zamieszkał na stałe w Warszawie.
Syberię znamy głównie poprzez aspekt martyrologii naszych rodaków tam zesłanych po powstaniach listopadowym, czy styczniowym. Tymczasem książka zwraca uwagę na inny aspekt, że Polacy –zesłańcy byli na Syberii także świetnymi przedsiębiorcami, nauczycielami, lekarzami , organizatorami życia społecznego.
Polacy odgrywali wybitną rolę w rosyjskiej kulturze. To polscy tancerze ( Feliks Adam Walezy Krzesiński- Nieczuj, Matylda Krzesińska- druga osoba w historii baletu, która otrzymała tytuł Primaballerina abssoluta Teatru Maryjskiego w Petersburgu, Wacław Niżyński – najwybitniejszy tancerz swojej epoki), artyści operowi , jak Adela (Adelajda) Bolska /Skąpska- primadonna Teatru Maryjskiego , solistka dworu panującego. Wzięła udział w 600 przedstawieniu „Halki” w warszawskim
Teatrze Wielkim, a w 1925 r. przyjechała na stałe do Warszawy podejmując współpracę z prywatną Wyższą a Szkołą Muzyczną im. Fryderyka Chopina.
Polakami z pochodzenia byli wybitni kompozytorzy, muzycy, np. Szostakowicz, Strawiński, Glinka, Rymski-Korsakow. Z książki można się dowiedzieć salon której wybitnej polskiej pianistki w Petersburgu (Agaty Szymanowskiej) stał się miejscem spotkań elity artystycznej i intelektualnej miasta na których bywali najwybitniejsi przedstawiciele świata sztuki, m.in. literaci: Adam Mickiewicz i Aleksander Puszkin.
Ulubioną baletnicą Stalina była Olga Lepieszyńska występująca w Teatrze Bolszoj w Moskwie.
Najbardziej popularnym rosyjskim kompozytorem polskiego pochodzenia , oprócz Glinki jest Dymitr Szostakowicz , uważany za najwybitniejszego symfonika XX wieku.
Mścisław Rostropowicz- światowej sławy wiolonczelista podczas pobytu w Polsce w rodzinnych Skotnikach pod Sochaczewem opowiedział historię , że kiedy przybył na studia do Petersburga wspierał go Dymitr Szostakowicz mówiąc :”my Polacy powinniśmy sobie pomagać”.
Tego typu „smaczków „polsko-rosyjskich jest w książce mnóstwo.
Nadieżda Krupska- towarzyszka życia Lenina była z pochodzenia Polką.
Autor przypomina nie tylko o tych Polakach , z których chcielibyśmy być dumni i dawać przykład następnym pokoleniom, lecz ukazuje także negatywnych bohaterów historii, którzy – mimo polskich korzeni- nie chcieli mieć z Polską nic wspólnego, a nawet wręcz szkodzili zarówno Polakom jak i Rosjanom.
Bolesnym był wkład Polaków w budowanie organów bezpieczeństwa Rosji po rewolucji a później ZSRR(Czeka, przemianowanej następnie w WCzK). Feliks Dzierżyński, jego z-ca Wacław Mężyński, Stanisław Redens- osobisty sekretarz, najbardziej zaufany człowiek F. Dzierżyńskiego, a prywatnie szwagier Stalina.
Andrzej Wyszyński- generalny prokurator ZSRR, bracia Bończa-Brujewicze – to twórcy terroru, których ofiarami byli przede wszystkim Rosjanie.
Jednakże funkcjonujące na przestrzeni historii negatywne postacie nie mogą przesłonić większościowego, pozytywnego obrazu Polaków, którzy wyrośli z polskiego pnia i budowali Rosję , często wywierając pozytywny wpływ na relacje polsko-rosyjskie, czy też w okresie zaborów na pielęgnowanie polskości , polskich tradycji, świadczyli pomoc, pomagali rodakom.
Znaczący odsetek stanowili wysokiej klasy fachowcy, którzy za działalność patriotyczną zostali skazani na zesłanie. Znakomita większość, kiedy było to możliwe , powróciła do Polski po 1918 r., by tworzyć zręby odrodzonej państwowości .
Celem autora tej publikacji było pokazanie , jak wielki wkład miał nasz naród w budowanie współczesnej Rosji, jak bardzo na przestrzeni historii losy Polaków i Rosjan ( a także obu krajów ) były ze sobą powiązane.
Natomiast przesłaniem książki jest , że Polska i Rosja są sobie potrzebne i że dobre relacje między Polską i Rosją leżą w interesie obu narodów.
W tym roku obchodzimy stulecie nawiązania stosunków dyplomatycznych między obu krajami.
Byłoby wspaniale, gdyby stawiając na młodzież, korzystając z propolskich sympatii inteligencji rosyjskiej, ogromnego potencjału tej części społeczeństwa rosyjskiego, która jest życzliwie nastawiona do naszego kraju, to przesłanie chociaż w części było możliwym do zrealizowania.

Krótka pamięć

Rozpromieniony i radosny dzień z nostalgicznymi łzami pamięci, lecz również z coraz większą goryczą zniewagi. Rosja jest chyba jedynym krajem na świecie, który 9 maja nazywa Dniem Zwycięstwa.

Pamięć genetyczna pokoleń została ostudzona wiatrem zimnej wojny. W kalendarzu krajów europejskich dzień zwycięstwa obchodzony jest 8 maja i nazywany skromniej: Dniem Wyzwolenia. Coraz częściej – Dniem Pojednania.
Według badań socjologów, 55 proc. „przeciętnych” Europejczyków jest przekonanych, że decydującą rolę w zwycięstwie nad nazizmem Hitlera odegrały Stany Zjednoczone, 30 proc., że Wielka Brytania, a tylko 15 proc., że ZSRR! Uwolnienie Europy przez Armię Czerwoną od brunatnej zarazy (faszyzmu – przyp. tłum.) i ofiara krwi złożona przez narody Związku Radzieckiego, są w historii coraz powszechniej pomijane. Dlaczego?
O odpowiedź na to oraz inne pytania poprosiłem Natalię Narocznicką, prezeskę Fundacji Perspektywa Historyczna, politolożkę, dyplomatkę, doktora nauk historycznych.
Siergiej Rykow: Bolesne są wątpliwości zachodnich politologów, dotyczące decydującej roli Związku Radzieckiego w zwycięstwie nad nazistowskimi Niemcami. Czy sami dajemy ku temu powód?
Natalia Narocznicka: Na Zachodzie nigdy nie odważyliby się tak bezwstydnie zmieniać interpretacji historii, gdyby nasi liberałowie pierwsi nie zaczęli deptać naszego zwycięstwa. To właśnie u nas pękła ta swoista bariera etyczna. Skoro w naszym, zwycięskim kraju, dyskusja na ten temat stała się zasadna, to dlaczego Zachód nie miałby skorzystać z okazji i zaspokoić swój kompleks niższości? Przyznając rację historii, byliby zmuszeni do wdzięczności wobec Rosji, naszej ofiary na rzecz ich wyzwolenia, ich życia, ich demokracji.
Na Zachodzie debatę na temat rewizji historii rozpoczął Ernst Nolte, niemiecki filozof i uczeń Martina Heideggera. Pośrednio uzasadniał hitleryzm tym, że idea faszyzmu zrodziła się w odpowiedzi na ideę komunizmu. Wszystkie wydarzenia w Europie od 1918 do 1945 r. nazwał „ogólnoeuropejską wojną domową”, co jest absurdem. Ponieważ Nolte gardził także liberalnym systemem zachodnim, stał się ostatecznie wyrzutkiem nauk politycznych, bo 50 lat temu usprawiedliwianie nazizmu i faszyzmu było niesłychanym przewinieniem. Jego idee zaczęły być stopniowo wykorzystywane jako broń…
Czy idee niemieckiego filozofa wykorzystała również rosyjska „inteligencja”?
Niestety! Najpierw dziennikarze, a potem posłowie, zaczęli pisać, że ZSRR to ten sam totalitarny potwór o podobnych ambicjach. Zmieniła się również ocena znaczenia bezprecedensowej wojny światowej. Okazuje się, że wojna nie była prowadzona po to, by Francuzi pozostali Francuzami, Estończycy Estończykami, Tatarzy Tatarami, Polacy Polakami, a nie siłą roboczą czy sługami Trzeciej Rzeszy, tylko za „amerykańską demokrację”. Rzekomo głównym grzechem nazizmu był właśnie totalitaryzm, a nie teoria rasowa i niepohamowane ambicje ujarzmienia całego świata.
Ale wtedy wszyscy pojmowali, rozumem lub sercem, że wojna toczyła się o prawo do pozostania w historii narodów i kultur, z ich przeszłością, teraźniejszością i przyszłością; z prawem wyboru swojego losu. Być albo nie być! O to toczyła się wojna. Jeśli chodzi o demokrację, monarchię, społeczeństwo świeckie czy religijne, były to kwestie drugo-, jeśli nie trzeciorzędne. Wtedy zniknęła sprzeczność między „komunizmem” a „demokracją”. Świat w umysłach ludzi został podzielony na faszystowskiego potwora i tych, którzy mu się sprzeciwiali. Debata o tym, czy ZSRR był dobry, czy zły, jest niewłaściwa, ponieważ kłopoty nie przytrafiły się państwu jako instytucji politycznej. Zagrożenie nie zawisło nad państwem, ale nad ojczyzną.
Państwo i ojczyzna… Czy to nie to samo?
To są różne pojęcia. Państwa we wszystkich epokach są niedoskonałe i grzeszne. Tak było i tysiąc, i 500 lat temu. I do 1917 r., a także w ZSRR i dzisiejszej Rosji. Kraj jest grzeszny, ponieważ jesteśmy grzeszni. Ojczyzna jest wieczna. Jest nam dana do nieprzerwanej działalności historycznej.
Zagrożenie, które zawisło nad Krajem Rad, było przez ludzi postrzegane jako rodzaj uniwersalnego zła, któremu nieprzeciwstawianie się, niezależnie od stosunku do władzy, było tożsame z rezygnacją o narodowy byt. Nam i narodom europejskim groziło, że przestaniemy być narodami, a staniemy się materiałem do czyjegoś projektu historycznego, ludzką masą bez kultury, bez języka, bez wiary, bez edukacji… Niemiecki nazizm rzucił wyzwanie całej monoteistycznej cywilizacji, ponieważ w centrum znajdowała się pogańska doktryna o „naturalnych nierównościach” między ludźmi i narodami. Doktryna ta pozwalała uzasadniać prawo do podboju i zniewolenia. I jest to, z perspektywy filozoficznej, przeciwieństwo idei komunistycznej, zgodnie z którą wszystko, co narodowe, musiało zostać złożone na ołtarzu „powszechnego szczęścia” oraz równości człowieka. Zgodnie z doktryną Hitlera, Germanie są rasą panów, a wszyscy inni to rasa niewolników, którzy w razie potrzeby podlegają likwidacjii. Utożsamianie nazizmu z komunizmem jest filozoficznie i historycznie absurdalne.
Czyli my, Rosjanie, pierwsi zaczęliśmy deptać swoją historię?
Tylko my, Rosjanie. To, niestety, dla nas typowe: rozczarowawszy się rzeczywistością, zdeptać własną historię aż do całkowitego jej zniszczenia. Jest to przede wszystkim cecha inteligencji rosyjskiej. Niemniej Karamzin (znakomity rosyjski pisarz przełomu XVIII i XIX w. – przyp. tł.) trafnie scharakteryzował swój stosunek do historii: „To wszystko zostało stworzone przez nas, czyli jest nasze”. Nie można z historii wyrzucać ani jednego fragmentu. Nawet tej, której nie chce się powtarzać. Należy ją „przewrócić”, nie szydząc z życia ojców.
Początkowo zaciekli bolszewicy naprawdę widzieli Rosję tylko jako opał do wzniecenia pożaru światowej rewolucji. Nienawidzili wszystkiego, co stanowiło piękno i esencję rosyjskiego życia – ikon, szacunku dla rodziny… To samo zamierzały uczynić hitlerowskie Niemcy. Czyż nie to wydarzyło się w Rosji w latach 90., przy krzykach i aplauzie inteligenckiej nomenklatury upojonej „nowym myśleniem”?
Krew przelana za ojczyznę podczas wielkiej wojny ojczyźnianej w pewnym stopniu oczyściła nas z brudu bratobójczej wojny domowej. Nić rosyjskiej i radzieckiej historii, pozornie przerwana na zawsze, została ponownie połączona! Wszystkie narody walczą o ojczyznę, kiedy atakuje zewnętrzny wróg, bez względu na symbole na sztandarach. Jakiekolwiek było nasze państwo w tamtych czasach, wojna była dla nas wielka, ojczyźniana i narodowa…
Niezaprzeczalnie nasza wina polega na tym, że to nasi krajowi sabotażyści, z powodu nienawiści do potężnej Rosji i ZSRR, jako pierwsi podeptali ten ofiarny wyczyn. W ten sposób otworzyli bramy dla gromadzącej się od dawna zazdrości wobec naszego zwycięstwa. Nie można kpić z własnej historii. Trzeba z pokorą zastanowić się nad przyczynami zarówno wzlotów, jak i upadków.

Straty ludzkie ZSRR: 6,8 mln zabitych żołnierzy, 4,4 mln wziętych do niewoli i zaginionych. Łączne straty demograficzne (w tym ludność cywilna) – 26,6 mln osób.
Straty ludzkie w Niemczech – ok. 7 mln osób.
Straty ludzkie sojuszników Niemiec – 806 tys. żołnierzy.
Podczas wyzwalania Polski w latach 1944-1945 zginęło ponad 500 tys. żołnierzy radzieckich. W ostatnich latach w Polsce zlikwidowano ponad 420 miejsc i pomników ich upamiętniających.


Przekład Marta Hofman

Dwa lata nowej kadencji

Z dumą muszą powiedzieć, że państwa Unii zachowały spójność i solidarność. Anglicy wielokrotnie próbowali zyskać więcej niż się im należało, próbowali na różne sposoby zaspokajać swoje ambicje i oczekiwania wynikające raczej z odległych, imperialnych wspomnień niż bieżącej rzeczywistości. Ale udało się, Unia wyszła z tego zakrętu mniejsza, lecz silniejsza – mówi europoseł prof. Bogusław Liberadzki w rozmowie z Janem Stockim.

Parlament Europejski przyjął pakiet praw pasażerów kolei, który zasadniczo zmienia sytuację podróżnych. Grupa Socjalistów i Demokratów Panu powierzyła kierowanie tym projektem w ramach Komisji Transportu i Turystyki. Dlaczego akurat Pan Profesor?

Być może jakąś rolę odegrał mój staż parlamentarny. Jestem doświadczonym parlamentarzystą i w niejednych negocjacjach uczestniczyłem. Przede wszystkim jednak chodziło prawdopodobnie o to, że transport publiczny, kolejowy zwłaszcza, jego organizacja i zarządzanie nim, to moja specjalność naukowa i zawodowa. Przez lata kierowałem Katedrą Transportu SGH, byłem ministrem transportu i gospodarki morskiej. Mam wiedzę i doświadczenie, więc pewnie dlatego.
Ale czy te uzgodnienia musiały trwać aż cztery lata?

Wspólne zasady musieli uzgodnić przewoźnicy kolejowi z 27 państw członkowskich. Utrzeć się musiały różne tradycje, przyzwyczajenia i interesy. Biorąc pod uwagę mnogość przewoźników, ich status prawny (państwowe i prywatne lokalne i międzynarodowe), różne systemy biletowe, waluty (euro i waluty lokalne) była to operacja logistyczna o wielkim stopniu skomplikowania. Nad ostatnimi poprawkami do rozporządzenia pracowaliśmy wiosną tego roku z moim asystentem parlamentarnym Damianem Syjczakiem w Brukseli.
Jakie prawa zatem zyskali pasażerowie kolei?

Projekt określa minimalne prawa i obowiązki pasażerów we wszystkich krajach UE. Przede wszystkim prawo do punktualności. Opóźnienia będą dla kolei kosztowne: 25 proc. ceny biletu w przypadku opóźnienia wynoszącego od 60 do 119 minut; 50 proc. w przypadku opóźnienia wynoszącego 120 minut. Wypłata odszkodowania będzie musiała nastąpić w ciągu miesiąca od złożenia wniosku i będzie przysługiwała także posiadaczom biletów abonamentowych i okresowych.
Gdy opóźnienie przekroczy 100 minut, przewoźnik będzie musiał zaproponować pasażerom inne możliwości dotarcia do celu, ewentualnie zapewnić posiłki i nocleg.
Pociągi mają być również przyjaznym środkiem transportu dla niepełnosprawnych i osób starszych. Będą mieli prawo do pomocy i opieki ze strony pracownika kolei. Pomoże im znaleźć peron, zająć miejsce w przedziale, wniesie bagaż – zarówno na stacji początkowej jak i końcowej. Trzeba będzie tylko zgłosić taką potrzebę: do roku 2023 na 48 godzin przed podróżą, w latach 2023-2026 – 36 godzin przed podróżą, a od 30 czerwca 2026 roku – 24 godziny przed podróżą. Ponadto z pasażerami o ograniczonych możliwościach poruszania się będzie mógł bezpłatnie podróżować opiekun lub pies towarzyszący.
Nowe przepisy są także przyjazne dla miłośników turystyki rowerowej. Przewoźnik będzie miał obowiązek zapewnić, aby w każdym składzie pociągu był przynajmniej jeden wagon, ze specjalnymi miejscami do przewozu co najmniej czterech rowerów.
Kolejne bardzo ważne dla pasażerów udogodnienie – prawo do jednego biletu na połącznia przesiadkowe, realizowane nie tylko przez tych samych, ale też różnych, międzynarodowych przewoźników. Gdyby zaś pojawiała się jakaś sytuacja konfliktowa, to każdy obywatel Unii będzie mógł pobrać w Internecie jednakowy dla wszystkich formularz reklamacyjny, by zgłosić swoje zastrzeżenie i dochodzić swych praw w stosunku do przewoźnika. Niby nic takiego, ale jakże to uprości biurokratyczną (choć przecież niezbędną) procedurę w przypadku sporu między przewoźnikiem a pasażerem.
Tylko dlaczego to jest tak rozciągnięte w czasie?

Nie ma takiej szansy, żeby nowe przepisy weszły w życie jednego dnia. Koleje w różnych państwach Unii są w różnym stanie technicznym, organizacyjnym, dodałbym także, że wykorzystywane są w różnym otoczeniu kulturowym. Potrzeba czasu, żeby zaczęły funkcjonować wedle tych samych reguł we wszystkich państwach UE.
Ten sukces wypadł akurat po dwóch latach bieżącej kadencji Parlamentu Europejskiego. Jak pan ocenia ten czas?

Z punktu widzenia Unii jako całości, jako bardzo trudny. Zaczęło się od Brexitu. To było gigantyczne wyzwanie i wielki sprawdzian dla europejskiej wspólnoty. Negocjacje były trudne, niczym rozwodzące się, kłótliwe małżeństwo, musieliśmy rozliczyć z Anglikami nie tylko wspólny majątek, ale też ułożyć zasady współżycia w przyszłości. Wymagało to solidności, wizji i skrupulatności. Z dumą muszą powiedzieć, że państwa Unii zachowały spójność i solidarność. Anglicy wielokrotnie próbowali zyskać więcej niż się im należało, próbowali na różne sposoby zaspokajać swoje ambicje i oczekiwania wynikające raczej z odległych, imperialnych wspomnień niż bieżącej rzeczywistości. Ale udało się, Unia wyszła z tego zakrętu mniejsza, lecz silniejsza, bardziej skonsolidowana. Ściślej mówiąc – wydawało się, że tak się stało, gdyż po chwili zaatakował nas covid – największe współczesne nieszczęście. Pandemia, która położyła się wielkim ciężarem na całym świecie, była i jest do tej pory przyczyną tragedii w wymiarze ludzkim, ale też poważnie komplikuje funkcjonowanie wspólnoty. W obliczu niebezpieczeństwa wśród niektórych krajów pojawiły się tendencje, żeby radzić sobie samemu, a to najczęściej oznacza, że kosztem innych. Polska nie ma specjalnie siły, żeby być w pojedynkę poważnym graczem w tej niedobrej konkurencji, ale w warstwie słów i propagandy, zwłaszcza gdy trzeba usprawiedliwić przed własnym społeczeństwem swoją niemoc, bałagan, nieumiejętność, z Polski płynęły słowa, które nie wzmacniały unijnej spójności, a chwilami były wręcz obraźliwe. Szczególnie, gdy sugerowano, że Polska jest w jakiś sposób dyskryminowana, odsuwana na bok przy podziale na przykład szczepionek. Tymczasem Unia, choć początkowo zaskoczona rozmiarami i konsekwencjami pandemii, zebrała siły i szybko nauczyła się działać w nowych okolicznościach. Przede wszystkim w sposób zorganizowany, przy udziale wszystkich swych członków i za ich zgodą – co podkreślam – doprowadziła do wspólnych zakupów i przyjęła jednakowe zasady rozdziału szczepionek. Nie byliśmy więc zdani na inicjatywę instruktorów narciarskich ani na podejrzane i niezwykle kosztowne inicjatywy wychodzące z kręgów różnych służb niemedycznych. Oczywiście firmy farmaceutyczne próbowały i nadal próbują maksymalizować swoje zyski, lecz wspólne działanie pozwala nam unikać skutków takich szantaży, choć pewne zakłócenia zdarzają się ciągle, bo i próby zyskania czegoś więcej nie ustają.
Po drugie Unia uruchomiła szeroki front pomocy dla krajów członkowskich – zaczęła od likwidowania bądź maksymalnego uproszczania barier biurokratycznych, które mogłyby hamować szybki przepływ pieniędzy i wszelkiej innej pomocy dla krajów członkowskich. Na ratowanie gospodarki i poszczególnych branż uruchomiła środki już istniejące, a przeznaczone początkowo na inne cele, uruchomiła dotacje i tanie kredyty. Pieniądze szerokim strumieniem płyną także do Polski. Gdyby nie fundusze Unii los wielu branż byłby już przesądzony. Przed nami historyczna szansa związana z Funduszem Odbudowy.
Takim najbardziej chyba spektakularnym przykładem jest właśnie transport?

Tu straty są ogromne i bardzo widoczne dla milionów obywateli. Każdy sam widzi puste pociągi czy autobusy. Linie autobusowe albo są zamrożone, albo padają. Ruch na lotniskach zmalał o ok. 80 proc., linie lotnicze straciły nawet do 90 proc. pasażerów. Gdyby nie pomoc z Unii, to polskie lotniska regionalne, takie jak nasze lotnisko w Goleniowie dawno trzeba byłoby zamknąć. Tak samo branża gastronomiczna i hotelarska. Pomoc płynie, ale ani ta państwowa, na którą wszyscy poza rządem narzekają, że stanowczo zbyt mała, ani ta unijna nie zastąpi normalnego ruchu, zwykłych codziennych obrotów, dopływu gotówki, co zapewniają goście i klienci.
Pod tym względem dwa lata obecnej kadencji PE rysują się jako czas bardzo trudny, znaczony mozolnymi sukcesami i ogromnymi, niespotykanymi wcześniej problemami.
A gdyby miał pan spojrzeć na tę mijającą prawie połowę kadencji z własnej perspektywy, to jak by pan ją ocenił?

Jeśli chodzi o mnie, miało miejsce bardzo dla mnie ważne wydarzenie. Otóż, gdy rozpoczynano drążenie tunelu pod Świną, inwestycję, na którą Świnoujście i całe Pomorze Zachodnie oczekiwało od lat, zjechali się tam możni naszego świata, by wypiąć pierś po zasługi. I wtedy zewsząd posypały się dla mnie zaproszenia od zachodniopomorskich mediów, żeby porozmawiać o szczegółach tej inwestycji. Pamiętano, co jako europoseł z tego regionu zrobiłem zarówno, jeśli chodzi o ten tunel, jak i w ogóle o infrastrukturę drogową tego obszaru. Było to dla mnie bardzo satysfakcjonujące, gdyż z moja grupą polityczną Socjalistów i Demokratów od wielu lat zabiegaliśmy o tę inwestycję. Starania o fundusze unijne, o włączenie zachodniopomorskich i lubuskich dróg do europejskich systemów drogowych, co automatycznie zapewniało finansowanie ich modernizacji, pochłania sporo czasu i wysiłku. A na tunel, którego koszt ocenia się na ok. miliard złotych, 850 milionów wyłożyła Unia Europejska. Pamiętano, że S3 – dziś droga ekspresowa – kiedyś była rachityczną, dwukierunkową szosą z minionej epoki. Północny odcinek tej nowoczesnej ekspresówki wraz ze wspomnianym tunelem jest właśnie w budowie, ostatnio widzieliśmy otwarcie kolejnego, prawie 42 km. odcinka. Tak samo zmienia się S6. Ze Szczecina do Koszalina można już pojechać ekspresówką, prace przy dalszych odcinkach w stronę Gdańska trwają. Wyborcy pamiętają i o tym, że liczne obwodnice, które wyprowadziły uciążliwy ruch samochodowy z zachodniopomorskich miasteczek też powstały dzięki obfitym unijnym dotacjom. Przyznam, że nie ma dla polityka większej satysfakcji niż tego rodzaju pamięć.

Znaczący punkt zwrotny i wielka podróż – reformy i otwarcie

Wpływ głębokich zmian w Chinach na świat.

18 grudnia 1978 r. był ważnym dniem w historii narodu chińskiego. Tego dnia Komunistyczna Partia Chin (KPCh) rozpoczęła obrady III Plenum XI kadencji Komitetu Centralnego. Wydarzenie to niosło ze sobą głębokie znaczenie i było punktem zwrotnym w historii od początków istnienia Chińskiej Republiki Ludowej. Podczas obrad zapoczątkowano wielką podróż w kierunku reform i otwarcia oraz modernizacji socjalistycznej.
Wielkie przebudzenie
Gdy w latach 70-tych XX wieku światowa gospodarka rozwijała się bardzo szybko, a technologie zmieniały się z dnia na dzień, Chiny pozostawały jednym z najbiedniejszych krajów świata z gospodarką będącą na granicy upadku. Produkt krajowy brutto na jednego mieszkańca wynosił zaledwie 156 USD, a odbudowa kraju dopiero miała ruszyć pełną parą. Na historyczną decyzję KPCh o wdrożeniu reform i otwarcia złożyły się: szczegółowe podsumowanie doświadczeń budowy socjalizmu, dogłębne zrozumienie oczekiwań i potrzeb ludzi oraz dokładne rozpoznanie ówczesnych trendów i ogólnych tendencji. Deng Xiaoping wskazywał: „Bieda to nie jest socjalizm” oraz „Musimy nadążyć za obecnymi czasami – to jest właśnie cel reform.” Reformy i otwarcie stanowiły wielkie przebudzenie KPCh, które dało początek przejściu KPCh od teorii do praktyki.
Wielkie tworzenie
Łącząc ostrożność w dążeniu do celu z najlepszymi projektami, KPCh zjednoczyła i poprowadziła naród chiński: od realizacji systemu odpowiedzialności kontraktowej gospodarstw wiejskich oraz powstawania przedsiębiorstw gminnych i wiejskich do walki z ubóstwem i wdrażania strategii rewitalizacji wsi; od tworzenia specjalnych stref ekonomicznych do przystąpienia do WTO i wspólnej budowy „Pasa i Szlaku”; od przyciągania inwestycji i talentów do wychodzenia w stronę świata; od tradycyjnego systemu gospodarki planowanej do bezprecedensowego socjalistycznego systemu gospodarki rynkowej oraz do decydującej roli rynku w alokacji zasobów i lepszym wykorzystaniu roli rządu; od skupienia się na reformach systemu gospodarczego do kompleksowego pogłębiania reform w różnych dziedzinach. KPCh nieustannie przełamuje bariery systemowe, które utrudniają rozwój oraz wyzwala i rozwija społeczne siły wytwórcze. Reformy i otwarcie stanowiły ogromną rewolucję dla narodu chińskiego i jego historii, to właśnie ta rewolucja przyczyniła się do wielkiego rozkwitu socjalizmu z chińską charakterystyką!
Wielki rozkwit
Przez ponad 40 lat gospodarka chińska rozwinęła się gwałtownie – Chiny z państwa biednego i zamkniętego zmieniły się w mocarstwo otwarte, posiadające globalną gospodarkę. PKB Chin wzrósł z 149,5 mld USD do ponad 15 bln USD, a PKB na mieszkańca wzrósł ze 156 USD do 11 000 USD. Dziś Chiny stały się już drugą, co do wielkości, gospodarką świata, największym krajem przemysłowym, największym sprzedawcą towarów i największym krajem rezerw walutowych, a ich możliwości w zakresie innowacji technologicznych stale przyciągają uwagę całego świata. Chiny stały się jednym z liderów czwartej rewolucji przemysłowej. Życie codzienne Chińczyków przeszło niewyobrażalne zmiany, zrealizowano historyczny skok gospodarczy – od niedostatecznej ilości żywności i odzieży do całkowitego urzeczywistnienia idei społeczeństwa umiarkowanego dobrobytu. 770 mln ubogich mieszkańców wsi wyszło z biedy. Liczba ta stanowi ponad 70 proc. osób, które wyszły z ubóstwa na całym świecie w tym samym okresie. Średnia długość życia mieszkańców wzrosła z 66 do 77 lat, powstała największa na świecie grupa o średnich dochodach – licząca ponad 400 mln osób, a poczucie szczęścia, bezpieczeństwa i spełnienia Chińczyków znacznie wzrosło.
Chiński poeta z dynastii Song nakreślając górę Hua łączącą ze sobą niebo i ziemię pisał, iż będąc na jej szczycie, czerwone słońce wydaje się bliskie, a gdy odwrócić głowę chmury pozostają nisko. Czterdzieści lat jest dla biegu historii niczym mrugnięcie oka, ale trud podczas podążania chińską drogą budowy socjalizmu zostawił wyraźny ślad na jej kartach. Ponad czterdziestoletnie osiągnięcia rozwojowe nie spadły z nieba, nie były też wynikiem działań charytatywnych, ani darem od innych. Zamiast tego KPCh z jej pierwotnymi intencjami i misją „poszukiwania szczęścia dla Chińczyków i dążenia do renesansu narodu chińskiego ” zawsze wychodziła w czołówce trendów tamtych czasów oraz prowadziła wszystkich Chińczyków do przezwyciężania trudności i pokonywania ich krok po kroku. Chiny utrzymują połączenie systemu socjalistycznego ze specyficznymi warunkami narodowymi. Skutecznie zbadały już ścieżkę reform i otwarcia, która odpowiada chińskiej charakterystyce i rozwojowi własnemu tego państwa. To Chiny stworzyły warunki dla rzadkiego w świecie cudu szybkiego rozwoju gospodarczego i długoterminowej stabilności społecznej. Wielka, chińska realizacja reform i otwarcia w wymowny sposób dowiodła, że ścieżka socjalizmu o chińskiej charakterystyce jest w pełni dostosowana do warunków narodowych Chin i jest drogą, która prowadzi Chiny do dobrobytu i zyskania sił!
Reformy i otwarcie nie tylko głęboko zmieniły Chiny, ale także wywarły głęboki wpływ na cały świat. Rozwój Chin przynosi korzyści nie tylko ich własnym obywatelom, ale również zapewnia rzadko nadążające się okazje osiągnięcia dobrobytu i postępu dla wszystkich innych krajów na świecie. Udział gospodarki Chin w gospodarce światowej wzrósł z 1,8 proc. na początku reform i otwarcia do 17 proc.. Przez wiele lat wkład chiński w światowy wzrost gospodarczy wynosił ponad 30 proc. wartości całego wzrostu i stał się jego stabilizatorem i motorem. Chiny będą niezachwianie podążać ścieżką pokojowego rozwoju, realizować strategię otwarcia korzystną dla stron. Będą architektem pokoju na świecie, współtwórcą globalnego rozwoju, obrońcą porządku międzynarodowego i dostawcą międzynarodowych dóbr publicznych. Będą także promować budowanie nowego rodzaju stosunków międzynarodowych i wspólnego losu dla ludzkości, charakteryzującego się wzajemnym szacunkiem, uczciwością, sprawiedliwością i współpracą, z której wszyscy czerpią korzyści, jak również będą budować świat trwałego pokoju, powszechnego bezpieczeństwa, wspólnego dobrobytu, otwartości, tolerancji, i czystego piękna.
Historia stoi po stronie ludzi stanowczych, odważnych i walecznych. Obecnie Chiny i Polska znajdują się na kluczowym etapie – rozwoju „przekształceń”. Plany strategiczne obu stron są niezwykle zbieżne. Podążajmy za trendami rozwojowymi naszych czasów, wykorzystajmy szerzej cenne możliwości pogłębiających się reform w Chinach Nowej Ery i nadajmy nowe znaczenia współpracy bilateralnej. Niech „chiński smok” i „polski orzeł” współpracują, aby osiągnąć sukcesy i wspólnie tworzyć lepsze jutro dla stosunków chińsko-polskich.

Zagraniczne firmy optymistycznie patrzą na inwestycje w Chinach

Ogłoszono główne dane z chińskiej gospodarki za I kwartał br, które są zasadniczo zgodne lub lepsze od oczekiwań rynkowych. PKB wzrósł o 18,3 proc. rok do roku przy niskiej podstawie w zeszłym roku.
Ceny konsumenckie w całym kraju pozostały na tym samym poziomie w porównaniu z ubiegłym rokiem. Liczba nowych miejsc pracy w miastach wyniosła 2,97 miliona, dzięki czemu zrealizowano w 27 proc. roczny plan, jakim jest zatrudnienie ponad 11 milionów osób.
W związku z tym opiniotwórczy francuski dziennik gospodarczy „Les Échos” opublikował artykuł, w którym zauważono wzmocnienie tendencji chińskiego ożywienia gospodarczego. Według analizy CNN gospodarka Chin powróciła do poziomu sprzed pandemii, stopniowo wygaszana jest polityka wspierania, stabilizuje się odbicie w Chinach po wybuchu epidemii COVID-19. Eswar Prasad, profesor ekonomii Uniwersytetu Cornell w USA zwrócił uwagę na ogromną siłę odporności i dynamiki chińskiej gospodarki. Stabilny wzrost gospodarczy nie tylko świadczy o słusznej polityce makroekonomicznej ustalonej przez Centralną Konferencję Pracy Gospodarczej pod koniec ubiegłego roku, ale także stwarza warunki dla dalszego regulowania gospodarki zgodnie z tym tonem, czyli „utrzymania ciągłości, stabilności i trwałości makropolityki”. Reuters zauważył, że „stabilizacja chińskiej gospodarki spowoduje, że chiński rząd nie będzie wprowadzał gwałtownych zmian w sferze polityki”.
W  dłuższej perspektywie, orientacja polityczna rządu chińskiego pomoże chińskiej gospodarce w dalszym eliminowaniu zagrożeń i optymalizacji struktury. Wall Street Journal zacytował  opinie ekonomisty Johna Leera z amerykańskiej firmy konsultingowej Morning Consult, który uważa, że „Pekin ogłosił stosunkowo umiarkowaną prognozę wzrostu na 2021 r., co pozostawiło  urzędnikom więcej przestrzeni na poradzenie sobie z zadłużeniem i ryzykiem finansowym”.
Według danych Ministerstwa Handlu Chin łączna sprzedaż detaliczna dóbr konsumpcyjnych w I kwartale br. wzrosła o 33,9 proc. rok do roku, co wskazuje na przyspieszenie ożywienia konsumpcji. The New York Times zwrócił uwagę, że w odróżnieniu od  głównych gospodarek na świecie, które rozdają dotacje konsumentom, chiński rząd koncentruje się na korzystaniu z ulg i zachęt kredytowych oraz podatkowych dla przedsiębiorców, co nie tylko wzmacnia ich funkcjonowanie, ale także promuje konsumpcję.
Niemiecka stacja telewizyjna ARD podała, że ​​Chiny wsparły przemysł motoryzacyjny, a rozwijający się chiński rynek samochodowy uratował koncerny Volkswagena, BMW i Daimler-Benz. Z danych Federalnego Urzędu Statystycznego Niemiec wynika, że ​​od lutego br. liczba zamówień dla niemieckich firm rosła przez 9 kolejnych miesięcy, powracając do poziomu sprzed lutego 2020 r. Główną przyczyną jest ożywienie gospodarcze w Chinach i USA.
Niedawno, chiński premier Li Keqiang powiedział na sympozjum poświęconym sytuacji gospodarczej, że „utrzymanie stałego wzrostu chińskiej gospodarki jest ważnym wkładem w światową gospodarkę”. Potwierdza to „Raport z badania środowiska biznesowego Chin w 2021 r.”, opublikowany przez Amerykańską Izbę Handlową w Chinach 9 marca bieżącego roku. Zagraniczne firmy w Chinach optymistycznie patrzą na perspektywy przyszłego rozwoju chińskiej gospodarki, a rynek chiński wciąż jest  dla nich priorytetem. 75%proc. ankietowanych firm optymistycznie ocenia perspektywy rozwoju chińskiego rynku w ciągu najbliższych dwóch lat, a 81 proc. firm uważa, że ​​rynek chiński w 2021 roku zanotuje dodatni wzrost.

Chińska Stacja Kosmiczna będzie „wspólnym domem” dla ludzkości w przestrzeni kosmicznej

29 kwietnia o godzinie 11:23 czasu pekińskiego, za pomocą rakiety Długi Marsz Yao-2, Chiny z sukcesem wystrzeliły i umieściły na zaplanowanej orbicie kapsułę Stacji Kosmicznej Tianhe. Oznacza to pełne rozpoczęcie montażu i budowy na orbicie okołoziemskiej Chińskiej Stacji Kosmicznej.

Chociaż Chiny przyzwyczaiły obserwatorów do częstych startów w chińskim programie kosmicznym, udane wystrzelenie kapsuły rdzeniowej Tianhe, kluczowego modułu stacji kosmicznej ma szczególne znaczenie. W 1992 roku rozpoczął się rozwój „trzystopniowego” chińskiego programu kosmicznego, który zakładał wysłanie ludzi w kosmos i ich bezpieczny powrót, osiągnięcie zdolności w kluczowych technologiach służących do budowy stacji kosmicznej i „stworzenie stacji kosmicznej, aby prowadzić na szeroką skalę długookresowe badania kosmiczne.” Udane uruchomienie kluczowego modułu Tianhe jest kluczem do trzeciego etapu tego programu.
Niełatwo było osiągnąć ten sukces. W tamtym okresie Chiny były wykluczone z „klubu” Międzynarodowej Stacji Kosmicznej zdominowanego przez Stany Zjednoczone. Mało tego, zachodni politycy, którzy patrzą na rozwój Chin z uprzedzeniem, uważają kosmos za główne pole bitwy w przyszłych wojnach i miejsce wyścigu zbrojeń. Dlatego podjęto surowe środki ostrożności przeciwko współpracy z Chinami w dziedzinie technologii kosmicznej.
Pomimo przeszkód, Chiny osiągnęły kolejne postępy w przestrzeni kosmicznej. Szereg niezwykłych wyników zawdzięczają niezależnym i własnym innowacjom, takim jak eksploracja Księżyca, eksploracja Marsa, tworzenie sieci nawigacji satelitarnej Beidou i udane wystrzelenia serii rakiet nośnych „Długi Marsz”.
Tym razem Chiny wykonały ważny krok w budowie stałej stacji kosmicznej, która będzie miała również ogromne znaczenie dla świata. Jeśli Międzynarodowa Stacja Kosmiczna, działająca na orbicie od kilkudziesięciu lat, zostanie wycofana w latach 2024-2028, Chińska Stacja Kosmiczna prawdopodobnie stanie się jedyną, dostępną stacją kosmiczną.
W odróżnieniu od zamkniętych „wąskich kręgów” tworzonych przez niektóre kraje zachodnie, Chiny zawsze przestrzegały zasad pokojowej współpracy, równości i wzajemnych korzyści oraz wspólnego rozwoju. Dążyły do zbudowania Chińskiej Stacji Kosmicznej jako otwartej platformy współpracy i wymiany naukowo-technologicznej, skierowanej do społeczności międzynarodowej.
Chińska stacja kosmiczna to pierwszy przypadek w historii, w którym taki projekt został otwarty dla wszystkich państw członkowskich ONZ. Projekt ten jest skierowany nie tylko do państw, ale także jest wysoce inkluzywny, a współpraca obejmuje rządy i organizacje międzynarodowe oraz podmioty prywatne i instytucje badawcze. Model współpracy jest bogaty i różnorodny oraz bardzo elastyczny. W chwili obecnej zakończono wybór pierwszej partii eksperymentów kosmicznych do przeprowadzenia przez Chiny i ONZ na Chińskiej Stacji Kosmicznej. W sumie 9 projektów, w których uczestniczy 17 krajów i 23 podmioty, zostało pomyślnie zakwalifikowanych i rozpoczęto ich realizację.
Warto wspomnieć, że współpraca w ramach Chińskiej Stacji Kosmicznej w pełni zaspokaja potrzeby krajów rozwijających się, którym brakuje technologii i funduszy na badania kosmiczne. Daje tym krajom możliwość wyjścia w kosmos i przeprowadzania różnych eksperymentów. Skutecznie pomoże światu wypełnić lukę w rozwoju technologicznym i umożliwi wszystkim krajom równy udział w pokojowym rozwoju i wykorzystaniu przestrzeni kosmicznej. Simonetta Di Pippo, obecna dyrektor Biura Narodów Zjednoczonych ds. Przestrzeni Kosmicznej, uważa, że ​​akcja Chin to mocne wsparcie dla ONZ w realizacji celów zrównoważonego rozwoju 2030.
W 1967 roku, w „Traktacie o przestrzeni kosmicznej” uroczyście ogłoszono, że eksploracja i wykorzystanie przestrzeni kosmicznej jest wspólną sprawą całej ludzkości i powinna ona przynosić pożytek całej ludzkości. Współpraca Chin w dziedzinie stacji kosmicznej wciela w życie założenia tego międzynarodowego traktatu i koncepcji budowania wspólnej przyszłości społeczności międzynarodowej. W przyszłości świat będzie miał otwartą i tętniącą życiem nową platformę międzynarodowej współpracy kosmicznej, która naprawdę stanie się „wspólnym domem” dla całej ludzkości w przestrzeni kosmicznej.

Ormianie, Biden i drony

Prezydent USA Joe Biden jako pierwszy lokator Białego Domu nazwał rzeź Ormian – ale też Greków, Asyryjczyków, innych chrześcijan i jezydów – w Imperium Osmańskim, w 1915 r., ludobójstwem.

Stwierdzenie to ma mocne, historyczne podstawy. Ale czy jest szczere, a nie koniunkturalne? Czy o prawdę i pamięć tu chodzi, czy raczej „nie leży” prezydent Turcji Erdogan? I to nawet nie z racji swoich autokratycznych ciągot, co z tytułu kursu politycznego, który kłóci się z tym amerykańskim? Uwierzyłbym w szczerość Bidena, gdyby na innych skandalicznych polach realizowania polityki USA próbował coś zmienić. Podkreślam – choćby próbował. Ale ze znalezieniem takich przejawów aktywności prezydenta mam już problem.
Przypomnę pewną historię. Anwar Nasser al-Awlaki, z pochodzenia Jemeńczyk, ale urodzony i wykształcony w Ameryce, imam i jeden z organizatorów al-Kaidy na Półwyspie Arabskim został zabity 30 września 2011 r. atakiem amerykańskiego drona na terytorium Jemenu. To prezydent Obama, laureat pokojowej Nagrody Nobla, nakazał już w 2010 r. zabicie tego obywatela amerykańskiego, chociaż nigdy nie został on oskarżony o żadne przestępstwo (ani tym bardziej skazany w procesie sądowym). Od tego momentu ataki dronów wobec prawdziwych (czy domniemanych) wrogów Ameryki stały się praktyką i nie generowały już zainteresowania opinii publicznej. Tandem Obama / Biden uprościł znacznie – oddając w ręce wywiadów i wojskowych – całą procedurę tych śmiercionośnych ataków na osoby czy obiekty rozsiane po całym świecie, uznawane za szkodliwe dla interesów i pozycji USA. Tzw. wojna z terroryzmem jest świetną przykrywką dla takich akcji – samo hasło zniechęca do zadawania pytań.
Dwa tygodnie później w kolejnym uderzeniu amerykańskiego drona w Jemenie zabito 16-letniego Abdulrahmana al-Awlakiego, syna Anwara, też urodzonego w Ameryce, wraz z 17-letnim kuzynem i kilkoma innymi Jemeńczykami. USA zakwalifikowały tę śmierć jako „poboczny skutek” operacji specjalnej. Chłopiec nie był, jak zapewniano początkowo, celem. Dopiero potem sekretarz prasowy Białego Domu, Robert Gibbs, spróbował uzasadnić decyzję o zabiciu nastolatka. Otóż Abdulrahman… powinien był „mieć bardziej odpowiedzialnego ojca”.
A kto pamięta o córce Anwar, Nawar (zdrobniale – Norze) al-Awlaki? Miała osiem lat, gdy 29 stycznia 2019 r. komandosi Navy Seal Team 6, używając uzbrojonych dronów Reaper do osłony, przeprowadzili atak na osadę mającą być siedzibą bojowników al-Kaidy w południowym Jemenie. Amerykańscy wojskowi początkowo zaprzeczali jakimkolwiek ofiarom cywilnym, ale raporty mediów zmusiły ich do sprostowania: nastąpiła pomyłka, w wyniku ataku zabito samych cywili. Śmierć poniosło kilkanaście kobiet i siedmioro dzieci. Jedną z ofiar była Nora al-Awlaki, którą w szyję trafił pocisk jankeskiego komandosa, mającego szerzyć demokrację i wolność w tym zapomnianym, niegościnnym zakątku świata. Zmarła na oczach dziadka, Nasira al-Awlakiego, znanego w Jemenie polityka, byłego ministra rolnictwa. Mężczyzna relacjonował: Została trafiona kulą w szyję i cierpiała przez dwie godziny.
To od rządów tandemu Obama / Biden amerykańskie ataki za pomocą dronów pilotowanych ze specjalnych bunkrów zlokalizowanych w Górach Skalistych radykalnie się nasiliły. Ofiary są anonimowe, gdyż pochodzą z krajów zapomnianych przez cywilizowaną Europę, traktowanych jako obszary dla neokolonialnej eksploatacji i ekspansji zachodniego kapitału. Przemoc w Mińsku zasługuje na drobiazgowe relacjonowanie i upamiętnianie poszkodowanych. Zabici gdzieś na arabskim wschodzie nikogo nie obchodzą. Przynajmniej nie w Polsce, bo wojna z terroryzmem przy pomocy dronów budzi jednak zastrzeżenia obrońców praw człowieka i cywilizowanych intelektualistów, a nawet niektórych polityków. W Warszawie jednak nie pamiętam milczących pikiet pod ambasadą amerykańską z portretami Nory al-Awlaki. Trudno mi też przywołać z pamięci, by nasi „prowolnościowi liberałowie”, szczycący się solidarnościowym rodowodem, próbowali chociaż podjąć debatę na takie tematy jak wojna za pomocą dronów i zabijanie niewinnych ludzi przez sojusznika zza oceanu. Hipokryzja i nieuczciwość intelektualna czy zwyczajny serwilizm i polityczna prostytucja?
Operator / operatorka drona siedzący na swoim stanowisku, wyposażonym w klimatyzację i luksusowe zaplecze (sauny, prysznice, living-roomy, dystrybutory fast-foodów i napojów chłodzących) dostaje współrzędne geograficzne obiektu, nad który musi zaprowadzić drona i odpalić rakietę niszczącą dany obiekt. Reszta go nie interesuje. Pozostaje potężny – zależny od siły ładunku – lej i dymiące szczątki. Ze wspomnień pewnej żołnierki-operatorki wyczytać można, jak to podczas jednej z akcji śpieszyła się bardzo, bo na popołudnie miała zaplanowaną imprezę urodzinową córki. Odpalenie rakiety, powrót drona w miejsce stacjonowania (często są to rozsiane po wszystkich morzach okręty US-Navy), kawa, szybki prysznic i do domu.
Nora al-Awlaki jest dla mnie wzorcowym przykładem bezsensownej, zdehumanizowanej przemocy, w imię rzekomego prawa Imperium do decydowania o ludziach i świecie. Amerykanie są przekonani, iż demokracja wypracowana przez ich społeczeństwo jest już ostateczna. Teraz nastał czas wdrażania tych wartości wedle ich koncepcji na całym świecie. Nieważne, że jak napisał jemeński pisarz Ibrahim Mothana, że „Ataki dronów powodują, że coraz więcej Jemeńczyków nienawidzi Ameryki i przyłącza się do radykalnych bojowników. Niestety, liberalne głosy w Stanach Zjednoczonych w dużej mierze się ignoruje, jeśli kraj ten akceptuje śmierci cywilów w wyniku pozasądowych zabójstw”. I to może służyć za najlepsze podsumowanie tego smutnego tekstu.
A kto nadal wierzy w dobre intencje Bidena, niech oprócz dronów przypomni sobie jeszcze obóz w Guantanamo.