Sto lat temu w Oklahomie

Tulsa to drugie co do wielkości miasto w Stanie Oklahoma. W ciągu osiemnastu godzin 31maja – 1 czerwca 1921 stało się ono widownią krwawej masakry dokonanej przez rozjuszony tłum białych mieszkańców na ich czarnych współobywatelach.

Biden pojawił się w Tulsie jako pierwszy prezydent upamiętniający tragiczne wydarzenia-jak dotychczas – wstydliwie przemilczane.
Dzięki wysiłkom Oklahoma Historical Society zgromadzone zostały liczne informacje o tym , co się stało sto lat temu.
Na początku 1921 roku Tulsa była nowoczesnym i dobrze prosperującym miastem liczącym ponad sto tysięcy mieszkańców. Około dziesięć tysięcy stanowiła ludność afro-amerykańska mieszkająca w dzielnicy Greenwood District. Wychodziły tam dwie gazety. Funkcjonowała filia biblioteki miejskiej. Przy ulicy Black Wall Street znajdowały się przedsiębiorstwa i sklepy cieszące się powodzeniem. Wśród ich właścicieli byli posiadacze samochodów zwracający uwagę otoczenia eleganckimi garniturami.
W społeczeństwie narastało napięcie związane z powstaniem i ilościowym wzrostem tzw. drugiego Ku-Klux-Klanu, którego członkowie byli zwolennikami uproszczonego, zbrodniczego sposobu wymierzania sprawiedliwości. Bywało , że osoba oskarżona o dokonanie morderstwa nie stawała przed sądem, lecz była wyprowadzana przez uzbrojony tłum i linczowana. Z drugiej strony wśród mieszkańców Greenwood District byli weterani z czasów I Wojny Światowej, którzy sądzili , że linczowaniu należy się czynnie przeciwstawić.
Czarnoskóry 19-letni pucybut Dick Roland wchodząc do windy nadepnął na stopę obsługującej windę 17-letniej Sarah Page. Biała dziewczyna krzyknęła z bólu. Incydent ten opisała Tulsa Tribune jako usiłowanie gwałtu. Gazeta wzywała do zlinczowania Rolanda. Został on aresztowany przez policję. Następnego dnia od rana areszt otoczyły setki białych mężczyzn domagających się wydania im pucybuta. W dwie godziny później 25 uzbrojonych weteranów zaproponowało szeryfowi ochronę aresztu. Szeryf nie zgodził się i weterani powrócili do Greenwood District. Grupa rozwścieczonych białych mężczyzn usiłowała włamać się do magazynu broni Gwardii Narodowej. Zostali powstrzymani przez miejscowych strażników. Po godzinie w Greenwood pojawiła się informacja, że biali szturmują gmach sądu. Tym razem 75 osobowa grupa weteranów przyszła z propozycją ochrony tego gmachu. Zostali odesłani do domu. W drodze powrotnej biały mężczyzna usiłował rozbroić weterana. Padły strzały. Po godzinie tłum białych wściekłych z powodu niemożności zlinczowania Rolanda zaatakował obsługę linii kolejowej, która to obsługa zdołała ich powstrzymać. Wkrótce budynki znajdujące się na obrzeżu Greenwood District zostały podpalone. Policja udostępniała broń i zachęcała do „zrobienia porządku z czarnuchami”. Gwardia Narodowa otoczyła dzielnice w których mieszkała biała ludność. W dzielnicach tych pracowała czarnoskóra służba. Uzbrojone bandy rasistów chodziły od domu do domu domagając się wydania im służących, które ich zdanie powinny być w areszcie. Kiedy biali gospodarze nie zgadzali się na to – narażali się na obelgi, pobicie i dewastację mieszkań. Setki białych mężczyzn wtargnęły do Greenwood District paląc, rabując i strzelając. Używano karabinów maszynowych. Nad dzielnicą pojawiały się prywatne samoloty z których strzelano i wyrzucano szmaty nasycone płynami łatwopalnymi.
Znany i ceniony w tej dzielnicy chirurg A.C. Jackson poddał się grupie uzbrojonych napastników, po czy został rozstrzelany. Liczba ofiar śmiertelnych oceniana była na 50 do 300. Ustalenie dokładnej liczby nie było możliwe gdyż wiele ofiar wrzucono do pośpiesznie wykopanych dołów, które nie wszystkie został wykryte. Spłonęło ponad tysiąc domów i budynków gospodarczych. Niektóre z nich wkrótce odbudowano. Jednakże zimę 1921-1922 tysiące ludzi spędziło w namiotach.
Za morderstwa i podpalenia nikt z białych nie został ukarany.
Dick Roland został przez sąd oczyszczony z zarzutów i uniewinniony.

Dr Andrzej Wilk jest honorowym obywatelem Stanu Oklahoma

100 lat Komunistycznej Partii Chin

W ciągu ostatniego stulecia KPCh rozrosła się z małej partii posiadającej mniej niż 60 członków do największej partii na świecie, liczącej obecnie ponad 91 milionów członków, prowadząc naród chiński do urzeczywistnienia ogromnego przeskoku – od wydźwignięcia i wzbogacenia się do zyskania siły i stworzenia „chińskiego cudu”, który zadziwia cały świat – mówi Piotrowi Gadzinowskiemu chargé d’affaires Ambasady Chin w Polsce Yao Dongye.

1 lipca przypada setna rocznica powstania Komunistycznej Partii Chin (KPCh). Rozumiem, że strona chińska będzie hucznie świętować rocznicę tego ważnego momentu w historii. Jak Pan sądzi, co jest głównym czynnikiem przez ostatnie stulecie przemiany Komunistycznej Partii Chin w ogromną partię liczącą ponad 91 milionów członków, która to partia nadal pozostaje żywotna i dynamiczna?
Sekretarz generalny Xi Jinping wskazuje, że „Komunistyczna Partia Chin, będąc największą partią polityczna na świecie, musi również na taką wyglądać”. Znajduje to odzwierciedlenie nie tylko w liczbie członków Partii i wielkości samej organizacji, ale także w jej charakterze, obranych celach, ideałach i przekonaniach, jej woli, duchu i szerokich horyzontach. W ciągu ostatniego stulecia KPCh rozrosła się z małej partii posiadającej mniej niż 60 członków do największej partii na świecie, liczącej obecnie ponad 91 milionów członków, prowadząc naród chiński do urzeczywistnienia ogromnego przeskoku – od wydźwignięcia i wzbogacenia się do zyskania siły i stworzenia „chińskiego cudu”, który zadziwia cały świat. Myślę, że nie jest to zbieg okoliczności, ale rezultat zachowania przez Komunistyczną Partię Chin jej pierwotnego ducha oraz konsekwentnej realizacji jej misji.
Po pierwsze, pierwotna idea służenia ludziom pozostaje dalej aktualna. Na samym początku swojego istnienia KPCh za swój wyjściowy i nieustanny cel uczyniła pracę na rzecz zapewnienia szczęścia narodowi chińskiemu i jego odrodzenia. Zarówno w przeszłości, w okresach: rewolucji, budowy i reform, jak i obecnie – w zapobieganiu i kontrolowaniu epidemii oraz w walce z ubóstwem, KPCh zawsze robiła wszystko dla ludzi i silne ich wspierała. To jest właśnie ta ważna przyczyna, dla której KPCh cieszy się taką witalnością.
Po drugie, niezmienna pozostaje chęć do ciągłego uczenia się. Komunistyczna Partia Chin jest partią, która przywiązuje wielką wagę do nauki. Towarzysz Mao Zedong w odpowiedzi na „panikę związaną z kompetencjami członków partii” zaproponował ogólnopartyjny konkurs nauki. Sekretarz Generalny Xi Jinping zwrócił uwagę, że jeśli KPCh ma się rozwijać, to musi promować naukę. Ciągłe zdobywanie wiedzy jest bezcennym doświadczeniem KPCh, które pomaga w przezwyciężaniu trudności i łagodzeniu kryzysów, a także niewyczerpanym źródłem ciągłego postępu KPCh.
Po trzecie, niezmienna pozostaje odwaga do doskonalenia siebie. Najtrudniejszą do pokonania górą na świecie jest góra „własnego ja”. W ciągu ostatnich stu lat Komunistyczna Partia Chin posuwała się naprzód, ponieważ była w stanie badać siebie i dokonywać samoanalizy, a w każdym ważnym historycznym momencie – rewolucji, budowania, czy reform, poprzez doskonalenie siebie aktywnie korygowała swój kurs i działała na rzecz rozwoju najważniejszych kwestii. Jest to również najbardziej charakterystyczna cecha i największa zaleta KPCh.
Od czasu reform i otwarcia Chin kraj ten przeszedł radykalne zmiany i dokonał znaczących osiągnięć w zakresie rozwoju. Jakie siły, według Pana, były w stanie dokonać zmian w kraju liczącym pięć tysięcy lat historii i zamieszkałym przez jedną piątą ludności świata? Jaką rolę odegrała w tym Komunistyczna Partia Chin?
Zwykli ludzie w Chinach często mówią: „Bez Komunistycznej Partii Chin nie byłoby Nowych Chin”. Przez ponad 70 lat od powstania Chińskiej Republiki Ludowej na tym rozległym terytorium zaszły wielkie historyczne zmiany. Kraj przeszedł długą drogę od zamkniętego i zacofanego państwa do otwartych i postępowych Chin, ludzie z niedostatku zaczęli żyć w umiarkowanym dobrobycie, a gospodarka przeszła od stanu skrajnej biedy do stanu dostatku i siły, czego decydującym czynnikiem było właśnie przywództwo KPCh. Partia zawsze była skoncentrowana na ludziach, pochodziła z ludu, tam były jej korzenie, służyła mu. Partia reprezentuje podstawowe interesy jak największej liczby ludzi, przez co zdobywa serca i zdecydowane poparcie jak ogromnej rzeszy obywateli. To właśnie jest źródło siły Partii do przeprowadzania ludzi przez wszelkiego rodzaju przeciwności losu i niebezpieczeństwa. KPCh zawsze kładła nacisk na uwolnienie umysłu i poszukiwanie prawdy w oparciu o fakty, a nie kopiując z zagranicznych modeli. Podejmowała odważne próby i śmiałe przedsięwzięcia odwołując się do rzeczywistej sytuacji Chin, z powodzeniem badała drogę socjalizmu o chińskiej charakterystyce, która to ścieżka odpowiadała własnym warunkom narodowym kraju. Partia kierowała ogromnym statkiem o nazwie „Chiny”, który z powodzeniem przełamywał fale i posuwał się naprzód. Zawsze kładła nacisk na samodzielność i ciężką pracę, jednocząc i gromadząc majestatyczną siłę ponad miliarda Chińczyków, tworząc cud rozwoju rzadko spotykany na świecie i dokonując historycznych osiągnięć. Dziś wielki renesans narodu chińskiego ma przed sobą niespotykaną w historii świetlaną przyszłość.
Dane z wielu znanych międzynarodowych sondaży pokazują, że w Chinach występuje bardzo wysokie poparcie obywateli dla rządu, dlaczego Chińczycy tak bardzo ufają rządowi? Czy ma to związek z Komunistyczną Partią Chin jako partią rządzącą?
Myślę, że relacje między KPCh a narodem chińskim można najlepiej opisać, jako „uczucia, które łączą rybę wodę”. KPCh służy ludziom z całego serca i dzieli z nimi ten sam oddech, przeznaczenie i umysł. W ciągu stu lat od momentu jej założenia, Partia występowała naprzód, gdy naród chiński przeżywał wewnętrzne i zewnętrzne trudności, ciężko pracowała, gdy nowe Chiny wciąż czekały na swe odrodzenie, jak również z odwagą i determinacją przyjęła na siebie odpowiedzialność, gdy reformy i rozwój przechodziły przez burzliwe okresy, wszystko to, aby zapewnić narodowi chińskiemu dobrobyt. Jak mówi chińskie przysłowie: „Ani złoty, ani srebrny puchar nie dorównują dobremu słowu płynącemu z ust ludzi.” W przeszłości, podczas wojny rewolucyjnej, chińscy komuniści odcinali połowę swej kołdry, by podarować jej część zwykłym ludziom. Obecnie w okresie modernizacji i budowania, niezliczeni członkowie partii stoją czele walki z epidemią i ubóstwem, nie zważają na osobiste bezpieczeństwo i straty własne, ze wszystkich sił strzegą życia, zdrowia i interesów ludzi. To właśnie dlatego, że KPCh w swym sercu ma naród, że nieustanne podejmuje praktyczne działania dające ludziom poczucie spełnienia, szczęścia i bezpieczeństwa, naród chiński prawdziwie popiera KPCh i ufa rządowi pod przywództwem Partii. Myślę, że to właśnie jest serce ludu, to właśnie jest wybór ludzi i największa siła długoterminowych rządów KPCh.
Nie uszło mojej uwadze, że Chiny sformułowały czternasty plan pięcioletni, który zawiera propozycje budowy wszechstronnego, nowoczesnego państwa socjalistycznego. Jakie zmiany czekają Chiny w związku z wdrożeniem tego planu? Co będą one oznaczać dla reszty świata?
Dziękuję za zainteresowanie rozwojem Chin. Moim zdaniem, znaczenie czternastego planu pięcioletniego odzwierciedlają przede wszystkim cztery „nowości”. Po pierwsze, Chiny wchodzą w nowy etap rozwoju. Chiny rozpoczynają zupełnie nową podróż w kierunku stworzenia wszechstronnego i nowoczesnego państwa socjalistycznego, co jest kamieniem milowym w procesie rozwoju Chin. Po drugie, będą wdrażać nową koncepcję rozwoju. W czasie realizacji czternastego planu pięcioletniego, a nawet w dłuższym okresie, rozwój gospodarczy i społeczny Chin będzie opierał się na promocji wysokiej jakości rozwoju, z większym naciskiem na innowacje, koordynację, ekologię, otwartość i dzielenie się, tak aby owoce rozwoju przyniosły większe korzyści wszystkim. Po trzecie, zbudowanie nowego wzorca rozwoju, w którym cykl krajowy stanowi filar, a oba cykle wewnętrzny i międzynarodowy napędzają się wzajemnie tak, aby jeden drugiemu przynosił korzyści. Po czwarte, sprecyzowanie wymogów nowego rozwoju, to znaczy dokonanie bardziej oczywistego i znaczącego postępu w zapewnianiu wspólnego dobrobytu wszystkich ludzi, jako celu wizjonerskiego oraz ciągłe zwiększanie poczucia spełnienia, szczęścia i bezpieczeństwa ludzi.
Należy zauważyć, że Chiny zaproponowały nowy model rozwoju opartego na „podwójnym obiegu”. Jest to wybór proaktywny, mający na celu dostosowanie się do zmieniających się etapów rozwoju gospodarczego Chin i radzenie sobie z transformacjami w złożonym środowisku międzynarodowym. Przyjęcie obiegu krajowego za podstawę nie jest w żadnym wypadku działaniem nastawionym na zamknięcie lub ograniczenie powiązań gospodarczych ze światem. Jest raczej wyrazem otwartości, gdzie te dwa obiegi – krajowy i międzynarodowy, wzajemnie się wzmacniają. Gospodarka Chin jest już głęboko zintegrowana z gospodarką światową i za zamkniętymi drzwiami nie jest możliwy jej szybki rozwój, o czym świadczą doświadczenia chińskie w zakresie reform i otwarcia w ciągu ostatnich kilku dziesięcioleci.
Przewodniczący Xi Jinping powiedział: „Kiedy świat jest dobry, Chiny mogą być dobre. Kiedy Chiny są dobre, świat może być lepszy!” Jako druga, co do wielkości, gospodarka na świecie i największy kraj rozwijający się, Chiny od wielu lat z rzędu systematycznie i w największym stopniu przyczyniają się do światowego wzrostu gospodarczego. Wierzę, że wraz z realizacją czternastego planu pięcioletniego, struktura gospodarcza Chin będzie nadal optymalizowana, a Chiny wniosą nową witalność do gospodarki światowej i stworzą szersze możliwości rozwoju dla wszystkich krajów świata, a w tym i dla Polski.
W zachodnich mediach pojawiają się różne głosy i interpretacje chińskiej polityki zagranicznej, w tym oskarżenia o uprawianie „dyplomacji wilczych wojowników” i „dyplomacji szczepionkowej”, co Pan o tym sądzi? Czy Chiny naprawdę zamierzają konkurować ze Stanami Zjednoczonymi o dominację na świecie?
Nalepianie nam łatki uprawiania „dyplomacji wilczych wojowników” jest przejawem niezrozumienia chińskiej dyplomacji. Chiny zawsze prowadziły niezależną i pokojową politykę zagraniczną. Naszą tradycją dyplomatyczną nigdy nie była agresja, ale do chińskiego temperamentu nie należały również pokłony i służalczość. Kiedy inni przychodzą, by pod naszymi drzwiami popisywać się swoją potęgą, ingerować w nasze sprawy wewnętrzne i bez opamiętania rzucać obelgi i oszczerstwa pod naszym adresem, to nie możemy cofnąć się o krok, musimy stanąć we własnej obronie i stanowczo strzec naszych interesów narodowych i godności. Jest oczywiste, że pojęcie „dyplomacji wilczego wojownika” to w istocie kolejna wersja „teorii chińskiego zagrożenia”, kolejna „pułapką dyskursu”, której celem jest zmuszenie nas do nie oddawania uderzeń, nieodpowiadania na oszczerstwa i do porzucenia walki.
Jeśli chodzi o Pańskie pytanie dotyczące „dyplomacji szczepionkowej” to, niektórzy podnoszą, że Chiny próbują wykorzystać eksport szczepionek do rozszerzenia swoich wpływów geopolitycznych, co jest bardzo marnym argumentem. Chiny zawsze podkreślały, że szczepionki są przede wszystkim dobrem publicznym, dlatego objęły wiodącą rolę w działaniach na rzecz uzyskania szczepionek, będących globalnym dobrem publicznym oraz poprawy dostępności i przystępności cenowej tych preparatów w krajach rozwijających się. Chiny jak powiedziały tak zrobiły, a nawet zrobiły jeszcze więcej. Do tej pory Chiny dostarczyły społeczności międzynarodowej ponad 350 milionów dawek szczepionek, w tym w ramach pomocy szczepionkowej – do ponad 80 krajów i w ramach eksportu – do ponad 40 krajów.
Cywilizacja chińska jest oddana ideom pokoju i poprawiania ludzkiego losu, dobrosąsiedzkich stosunków oraz spokoju na świecie. Na przestrzeni dziejów Chińczycy odbyły siedem wielkich morskich podróży na Zachód, ale nigdy nie zastraszały innych swą siłą, nie zajęły również ani centymetra ziemi obcego kraju. Zamiast tego zasiały po drodze ziarna pokoju i przyjaźni. W chińskich żyłach nie płynie krew tyranów i wojennych watażków. W epoce nowożytnej, po trudnych doświadczeniach częstych wojen i cierpień ludzkich, naród chiński stał się bardziej świadomy wartości pokoju. Patrząc wstecz na uprzemysłowienie Chin w ciągu zaledwie kilku dekad, możemy zauważyć, że Chiny nie podążały przetartą przez niektóre kraje ścieżką agresji i ekspansji, aby osiągnąć swój wzrost. Zerwały z tradycyjnym modelem wielkiego mocarstwa, tj.: „silny kraj musi być hegemonem” i poświęciły się poszukiwaniu nowej drogi do osiągnięcia rozwoju i odrodzenia narodowego w sposób pokojowy, zapewniając ludzkości nowy wybór pozwalający na modernizację.
W odniesieniu do stosunków chińsko-amerykańskich, Radca Stanu i Minister Spraw Zagranicznych Wang Yi zaznaczył, że różnice czy sprzeczności między Chinami a Stanami Zjednoczonymi nie są sporem o władzę, status czy system społeczny, ale raczej o to, czy trzymać się multilateralizmu czy unilateralizmu i czy opowiadać się za współpracą, z której wszyscy czerpać będą korzyści, czy grą o sumie zerowej. Jako światowe mocarstwo Stany Zjednoczone powinny przyjąć bardziej tolerancyjną postawę wobec rozwoju innych krajów, powinny być bardziej świadome, że obywatele innych krajów mają takie samo prawo do dobrego życia jak Amerykanie. Mocno wierzymy, że harmonia i wzajemne korzyści to idee łączące drogi, którymi podążają Chiny i Stany Zjednoczone, i że w końcu nadejdzie dzień wspólnego rozwoju ludzkości. Chiny są gotowe do współpracy ze wszystkimi krajami świata w celu stworzenia dla ludzkości wspólnej przyszłości, której orędownikiem jest Przewodniczący Xi Jinping.

„Zniknięci” z Bogoty

W wyniku bezwzględnego tłumienia przez wojsko i policję oraz bojówki paramilitarne strajku generalnego i demonstracji ludowych dziesiątki osób biorących udział w kolumbijskich protestach poniosły śmierć, a setki odniosły obrażenia. Również zbrodnicza praktyka porwań politycznych, znana z historii Ameryki Łacińskiej, znów zbiera krwawe żniwo.

– Nie ma co liczyć, kiedy miną pierwsze dwie, czterdzieści osiem czy siedemdziesiąt dwie godziny. Natychmiast zgłoś zaginięcie. Pierwsze godziny są kluczowe dla odnalezienia zaginionych osób – ten komunikat Jednostki ds. Poszukiwań Osób Zaginionych (Ubpd) pokazuje konsekwencje faktycznej abdykacji kolumbijskiego rządu. Niezdolny do odczytania i przeanalizowania epokowego wybuchu masowego ruchu ludowego, który nazwał się Strajkiem Narodowym, wolał konfrontację z własnymi obywatelami, niżli zażegnanie konfliktu. Tak zdecydował prezydent Ivan Duque.
Zwołanie Komitetu „Strajku Narodowego” (Paro Nacional), w skład którego wchodzą główne związki zawodowe, odbyło się 28 kwietnia o godzinie 9 rano w Parku Narodowym w Bogocie. Od tego dnia miliony ludzi wychodziły na ulice niemal wszystkich miast Kolumbii, a za granicą, od Times Square po Koloseum, mnożyły się marsze solidarności. Komitet “Strajku Narodowego” poprosił rząd, aby aby ten nie angażował budzących strach batalionów specjalnej jednostki Esmad do zwalczania zamieszek. Do jej rozwiązania od dawna wzywały organizacje praw człowieka. Rząd jednak pozostał głuchy na protesty. Wyprowadził oddziały Esmad na ulice jeszcze tego samego dnia.
W chwili pisania tego tekstu nie można jeszcze podać ostatecznej liczby ofiar. Państwowa Defensoría del Pueblo stwierdziła śmierć 25 cywilów poniżej 36 roku życia oraz jednego kapitana policji. Doszło do 963 arbitralnych zatrzymań i 548 zaginięć – to właśnie liczba „znikniętych”, desaparecidos. Według organizacji pozarządowej Indepaz, co najmniej 1220 protestujących zostało rannych. Zgłoszeń przemocy seksualnej dokonywanej przez funkcjonariuszy policji jest dwanaście.
– Nigdy nie byliśmy świadkami tak ostrego i systematycznego tłumienia w dużej mierze pokojowego protestu – opowiada socjolog Dario Sendoya z Bogoty. – W Cali doszło do wybuchu wojny totalnej z największą liczbą ofiar śmiertelnych. Każdej nocy dzieją się rzeczy, które trudno rozszyfrować. Władza bardzo boi się ruchu, który kwestionuje sposób sprawowania władzy przez obecny rząd.
Protest, o niejednorodnej duszy i bez rozpoznawalnego lidera, nie wycofał się i osiągnął wielkim kosztem cel, jakim było wycofanie proponowanej reformy podatkowej, podpisanej przez ustępującego ministra finansów Alberto Carrasquillę, byłego członka rządu byłego prezydenta Álvaro Uribe. Ten ostatni nie wahał się określić działań represyjnych jako uzasadnionych w celu przywrócenia porządku publicznego. Podstawowe pytania, które pozwolą zrozumieć, jak daleko posunie się nieproporcjonalna reakcja wojskowa, potępiona przez ONZ i Amnesty International, brzmią: kto ma upoważnienie do strzelania do nieuzbrojonych demonstrantów i jaka jest rola państwowych służb wywiadowczych?
Nie tylko głód zmusił ludzi do wyjścia na ulice.
– Polityka rządu nie spełniła oczekiwań, jakie wiązano z porozumieniem pokojowym – kontynuuje Dario Sendoya. – Dostrzegamy powrót do stanu z czasów wojny domowej.
Sendoya zna tę sytuację z bliska: koordynował w regionie Bogoty, Soacha, i w Sumapaz – w części kraju o dużej wartości gospodarczej i strategicznej – Komisję Prawdy. To ona wraz z Jurysdykcją Specjalną dla Pokoju jest kluczowym organem Integralnego Systemu Prawdy, Sprawiedliwości, Zadośćuczynienia i Niepowtórzenia, utworzonego w ramach porozumienia pokojowego z 2016 r. między rządem a Fuerzas Armadas Revolucionarias de Colombia (Rewolucyjnymi Siłami Zbrojnymi Kolumbii, w skrócie FARC). Instytucje miały zapobiec temu, co stało się z poprzednimi procesami pokojowymi, fragmentarycznymi i nieudanymi.
Teraz bohaterami demonstracji są młodzi ludzie. Połączyli oni swoją frustrację związaną z brakiem perspektyw z frustracją pracowników. Strajk Narodowy, jak to już nieraz bywało w historii kraju, postawił na pierwszym miejscu kwestię zaangażowania młodzieży.
Już w 2019 r. i we wrześniu 2020 r. studenci i ludzie Neet (osoby, które nie uczą się ani nie mają pracy) zjednoczyli się na placach miast Kolumbii, wyznaczając drogę polityczną swej generacji. W ramach Centrum kulturalnego Casa B Sendoya pracuje z młodymi ludźmi z dzielnicy Belén w Bogocie i widzi w swojej pracy postępujące dojrzewanie polityczne przedmieść.
– Seria strajków uporządkowała stosunki międzyludzkie i polityczne na tym terenie, a oddolne ćwiczenia demokratyczne objęły całą Kolumbię i były niezwykle konkretne. W Belén, wyjątkowo biednej dzielnicy, wdrożyliśmy strategię bezpieczeństwa żywnościowego. Psychologiczny stan rozpaczy nie unicestwia nadziei na zmianę – opowiada w rozmowie z nami.
Reforma podatkowa, która uderzyłaby w klasę średnią i biednych, nie wpływając na nierówności, rozpaliła lont społecznego niepokoju. Na horyzoncie równie niepokojąca jest reforma służby zdrowia, a zaufanie do dialogu wznowionego przez prezydenta Duque jest niewielkie.
Nieprzejrzystość w walce z pandemią przyczyniła się do pogłębienia powszechnego braku zaufania do rządu i klasy politycznej w ogóle, a w konsekwencji do kryzysu reprezentacji.
Kolumbia przechodzi przez bardzo trudny etap, na który składają się: znaczna dewaluacja peso, wątpliwości co do zdolności obsługi zadłużenia, podatność na zagrożenia wynikająca z zależności od cen ropy naftowej, wzrost wskaźnika ubóstwa do 42,5 proc. ludności oraz niezmiennie wysokie wskaźniki występowania przemocy.
Początek zaginięć politycznych zbiegł się z dniami ogólnokrajowego strajku obywatelskiego we wrześniu 1977 r. Wtedy też wybuchła społeczna rewolta, na którą odpowiedziano silnymi represjami. Pierwszy przypadek zniknięcia datuje się na 9 września 1977 r., kiedy to batalion wywiadu państwowego, zgodnie z doktryną bezpieczeństwa narodowego, porwał bakteriolożkę i bojowniczkę Armii Wyzwolenia Narodowego Omairę Montoyę. Miała 30 lat i była w trzecim miesiącu ciąży.
Sto dwadzieścia tysięcy rodzin nie wie, co się stało z ich bliskimi, których uznano za desaparecidos w związku z wojną domową w okresie między 1958 a 2018 rokiem.
Luz Marina Monzón kieruje Jednostką Badawczą Desaparecidos, która w Integralnym Systemie Prawdy, Sprawiedliwości, Zadośćuczynienia i Niepowtarzalności otrzymała mandat na 20 lat działania. Ostrzega przed powrotem fali porwań: – Odnotowujemy kolejne zaginięcia ponad pięciuset osób w kontekście mobilizacji strajku narodowego. Istnieją obiektywne trudności w dostępie do informacji na temat aresztowań. Niewiele jest znanych miejsc, gdzie przetrzymywani są ludzie, przy oczywistych nieprawidłowościach władzy publicznej. Wszystko to uniemożliwia obronę ich praw. Scenariusz zatrzymań, zaginięć i tortur może doprowadzić do powtórzenia się bardzo poważnych naruszeń z czasów kolumbijskiego konfliktu zbrojnego.
Inercja we wdrażaniu porozumień pokojowych jest jednym z ognisk kryzysu. Kontynuacja wojny sprzyja trwaniu handlu narkotykami i nielegalnemu wydobyciu. Ci, którzy opowiadają się za pełnym urzeczywistnieniem pokoju w drugim najbardziej nierównym ekonomicznie kraju Ameryki Łacińskiej, znajdują się teraz na celowniku. Instytut Indepaz szacuje, że od 2016 roku zginęło 1065 aktywistów, tzw. budowniczych pokoju. Według Misji Weryfikacyjnej ONZ, w fazie reintegracji społecznej przewidzianej w porozumieniu pokojowym zamordowano 252 byłych partyzantów FARC.
– Istnieją sieci, które łączą gospodarkę i politykę z wymiarem zbrojnym – wyjaśnia Carlos Martín Beristain, zagraniczny członek Komisji Prawdy, który będzie koordynował prace nad raportem końcowym. Dokument powinien być gotowy pod koniec roku. – To właśnie z powodu tych relacji trwa konflikt, w którym handel narkotykami funkcjonuje jako kluczowy element.
Kolejne wybory prezydenckie odbędą się w 2022 roku. Realizacja sprawiedliwości okresu przejściowego wymaga nowego porządku politycznego, który nie odpowiada już przestarzałemu schematowi podziału pomiędzy konserwatystami i liberałami. Ten został dawno przekroczony i rozbity przez różne stanowiska w sprawie procesu pokojowego. Nowy wymaga zbliżenia szerszego spektrum sił politycznych wraz z otwarciem przestrzeni dla demokratycznej, ludowej partycypacji. To podnosi stawkę, która jest potrójna: w nowej Kolumbii możliwa byłaby krytyka kolumbijskiego ortodoksyjnego neoliberalizmu, odrzucenie dotychczasowego wpływu Stanów Zjednoczonych i ewolucja demokracji, która nie jest synonimem wolności.

Artykuł został opublikowany w piśmie Left 19 maja 2021 roku i w wersji skróconej na portalu internetowym Left.
Tłumaczenie: Wojciech Łobodziński (strajk.eu)

Nic o pandemii czyli po staremu

„Le Monde Diplomatique”, nr 2/ 2021

Jeśli by oceniać po zawartości najnowszego numeru „Le Monde diplomatique”, to można wysnuć wniosek,że pandemia przestaje być osiowym tematem światowej publicystyki. O ile bowiem pierwszy tegoroczny numer pisma był zasadniczo numerem monotematycznym, w znaczącej części poświęconym rozmaitym, medycznym, ekonomicznym, politycznym i kulturowym konsekwencjom pandemii, o tyle w numerze niniejszym pandemii właściwie nie ma. Niestety niekoniecznie oznacza to, że odeszła już ona w przeszłość, bo mimo spadku intensywności ciągle się tli i daje we znaki, ale oznacza to być może, że znacząca część pracy intelektualnej na jej temat została dokonana i teraz wypadnie oczekiwać na jej skutki.
Numer otwiera tekst Pierre Rimbert i Serge Halimi „Dziennikarstwo wojen kulturowych”, którego autorzy rozważają najbardziej jaskrawo zauważalny rys współczesnego dziennikarstwa: „Bycie pośrodku już się nie opłaca. Dawniej karmiąca się reklamową manną prasa umiarkowana celowała w masowego odbiorcę, kusząc go fałszywym obiektywizmem.
Teraz mamy nowy przepis. Media kwitną, podsycając wojny kulturowe spolaryzowanych, wojowniczych społeczeństw. Na dobre i złe, pod czujnym, chwilami sekciarskim okiem własnego czytelnika. Zamiast krytycyzmu i zaangażowania rozwija się kultura moralizatorskiego wzmożenia i stadnej lojalności. Coraz bardziej izolowane bańki medialne oferują swym członkom raczej terapię utwierdzającą w słuszności własnych poglądów niż konfrontację ze złożoną rzeczywistością”. Ten sam duet autorski zilustrował to zjawisko na przykładzie USA czasu prezydentury Trumpa („Jak Donald Trump i media spustoszyli życie publiczne”). Serge Halimi zastanawia się też, jak ułożą się relacje chińsko-amerykańskie po tym, jak Joe Biden ogłosił wielkiego program ożywienia gospodarczego, połączony z potężnym programem świadczeń socjalnych
Przemysław Wielgosz zajął się Hondurasem, jako jednym z najniebezpieczniejszych krajów współczesnego świata. Z kolei Frédéric Lordon zastanawia się, czy możliwa jest w świecie „tęczowa koalicja”, która połączy we wspólnej walce antykapitalistów i antyrasistów. „Renaud Lambert („Ikar czyli niemożliwa demokracja latynoamerykańska”) analizuje uwarunkowania społeczno-polityczno-ekonomiczne w Ameryce Łacińskiej i wysnuwa z nich generalnie pesymistyczny wniosek, że w tym regionie, mimo wielkich wysiłków trwających dziesięciolecia nadal nie ma odpowiedniego gruntu do budowania stabilnej demokracji.
Michał Rozworski zajął się kwestią tzw. dochodu podstawowego. Choć Niemcy rozpoczynają właśnie eksperyment z tym dochodem, to – wbrew niektórym przypuszczeniom – pandemia generalnie nie przyczyniła się do wzmocnienia tej idei i nie zachęciła do podejmowania prób wprowadzania jej w życie.
Dominique Pinsolle pokazał, na przykładzie Francji, jak walka z różnymi ekstremizmami, w tym z radykalnym, wojowniczym, terrorystycznym islamizmem, staje się dla władzy pretekstem do zaostrzania kursu administracyjnego skierowanego przeciw wszelakim grupom „radykalnym”, także tym, które nie stwarzają niebezpieczeństwa dla porządku publicznego i dla życia innych. Bliską problematykę podejmuje Philippe Baqué w tekście „Jak państwo terroryzuje antyterrorystów”, a Romain Mielcarek pisze o tym, jak „W Sahelu Francja wojny zleca podwykonawcom”. O Włoszech jako o „europejskim laboratorium politycznym” napisał Stefano Pallombini. O co chodzi?
O to, że Włochy są tym krajem „starej Unii”, w którym największe siły ma skrajna prawica. Obserwacja jej taktyki, strategi, ewolucji i jej meandrów mogą więc dać wyobrażenie o tym, czego świat liberalno-demokratyczny może się po nich w Europie spodziewać. Na razie zawarli sojusz z „mieszczańskim” establishmentem, weszli do rządu Draghiego, pogodzili się z Brukselą i wypada czekać co z tego wyniknie, czy to tylko doraźna taktyka, czy trwała tendencja. Władimir Pawlocki napisał o tym, jak „Moskwa marzy o staniu się „miastem globalnym”, a Rachel Knaebel o „Dyktacie ekonomii w niemieckiej służbie zdrowia”. Razmig Keucheyan („Czy znowu będziemy oglądać gwiazdy?”) zajął się kwestią o istnieniu której wie zapewne relatywnie niewiele osób na świecie i którą wielu może uznać za wydumaną i ekscentryczną: o problemie nadmiernego sztucznego oświetlenia w porach zmierzchu i ciemności. Okazuje się, że istnieje już ruch walki z „zanieczyszczeniem światłem”, które sprawia, że „gwiaździste niebo zanika, pożerane przez sztuczne światło”, a „w wielu krajach Drogę Mleczną można oglądać już tylko w rezerwatach przyrody”. Ruch dąży do redukcji tej części sztucznego światła, które nie jest w ciemnej porze konieczne (n.p. reklam).
Zjawisko nie pojawiło się wczoraj. We Francji walka o prawo do nocnej ciemności trwa od 1993 roku, gdzie powstała „karta ochrony środowiska nocnego”. Aktywiści walczący o prawo do ciemności dzielą się na radykałów i realistów. Ci pierwsi chcieliby powrotu do stanu sprzed wynalezienia światła czyli powrotu do stanu natury, ci drudzy jedynie redukcji sztucznego światła do poziomu niezbędnego. Ladislau Dowbor („Społeczeństwo w poszukiwaniu nowych kierunków”) rozpoczyna swój tekst tak: „Wszystko ulega dramatycznemu przyspieszeniu. Czas społeczny funkcjonuje w tempie odmiennym dla technologii, rozwijających się w sposób, który nas oszałamia, dla kultury, która ewoluuje znacznie wolniej, oraz dla praw, które zmieniają się dopiero wtedy, gdy nagromadzone przeobrażenia społeczne dosłownie rozsadzają odziedziczone ramy prawne.
Części całości przestają do siebie pasować”. O tym chaosie i niedopasowaniu, o cywilizacyjnej arytmii, o życiu różnych krajów w różnych czasach historycznych i o wielości proponowanych rozwiązań traktuje Dowbor w swoim tekście. Jean Ziegler („Bitwy, które musimy wygrać”) opowiada o tym, że wbrew złudzeniom, iż żyjemy dziś w epoce mniej wojennej niż jeszcze kilkanaście lat temu, „to każda nowa zdobycz sprawia, że wojenne zapędy są bardziej śmiercionośne i skuteczne”. Tomasz S. Markiewka („Przeciw zielonej polityce zaciskania pasa”) zastanawia się, na ile możliwa jest taka „polityka zielonego ładu”, która będzie racjonalnym kompromisem między potrzebą ratowania Ziemi, zatrzymywania, hamowania zmian klimatycznych z potrzebami ludzi żyjących w warunkach niedoboru i niedostatku. Jarosław Pietrzak zastanawia się, na przykładzie analizowanego tureckiego serialu „Etos”, na ile motyw zderzenia tradycji z nowoczesnością opisuje jakąkolwiek współczesną rzeczywistość. I konkluduje swoje rozważania tak: „Odgrzana „tradycja” jest w takich warunkach nie tyle przeciwieństwem nowoczesności, formą zastanego, skostniałego oporu przed nią, co raczej jej produktem i rewersem, uzupełnieniem „nowoczesności” w jej wersji bardzo konkretnej i wąskiej: neoliberalnej, takiej, która postęp zredukowała do tempa akumulacji kapitału i efektywności jej procesów. Jej jedyną ofertą dla tych, którzy muszą sprzątać i być ochroniarzami w przybytkach zwycięzców.
Propozycją gwarantującą jednocześnie, że pogodzą się oni z miejscem, jakie im przypadło w neoliberalnym rozdaniu”. Z materiałów historycznych warto przeczytać „Komunę na paryskich murach” Mathilde Larrére, która napisała o tym, że 150 lat temu narodził się ruch grafficiarski i o jego współczesnej kontynuacji, a także omówienie książki „My, naród” Jilla Lepore, która jest nową historią Stanów Zjednoczonych oraz „La Guerre des Pauvres” (Wojny biednych) Erica Vuillard o wojnach ludowych w czasach średniowiecza, od Johna Wycliffa do Thomasa Műnzera.
Jak więc widać, choć mówi się, że pandemia zmieniła świat, to na pewno nie rozwiązał żadnego z jego najpoważniejszych problemów.

To się czyta – rozwój literatury internetowej w Chinach

Kiedy Ziemia nagle zniknęła, zostało tylko dwóch ludzi – astronauta ze stacji Kunlun na Marsie oraz naukowiec ze stacji kosmicznej i robot – kot AI. Jak pokonają trudności i przeżyją na Marsie?

„Zginą na Marsie” pisarza tworzącego w internecie „Tianrui Shuofu” opowiada szaloną historię z gatunku fantastyki naukowej. Aby pokazać logikę oraz prawdopodobieństwo swojej historii, autor załączył blisko sto przypisów.
Autor „Zginą na Marsie”, Tianrui Shuofu wspomniał, że inspiracją do jego powieści był obraz astronauty obserwującego eksplozję Ziemi z powierzchni Księżyca. Rozważania na temat tego, co by się stało, gdyby zobaczył eksplozję Ziemi na obcej planecie rozbudziły jego wyobraźnię.
Można powiedzieć, że Tianrui Shuofu jest jedną z reprezentatywnych postaci chińskiej literatury internetowej w ostatnich latach. Jako pisarz urodzony po 1995 roku, Tianrui Shuofu podejmował wiele tematów literackich w gatunku fantasy historycznego, fikcji o tematyce gier komputerowych, science fiction itd. Na uczelni studiował biologię, jednak ze względu na swoje zainteresowania zajął się pisaniem literatury internetowej. Na początku miał wiele niepowodzeń, ale science fiction stała się kluczem otwierającym mu drogę do pisarstwa online. Jego główne dzieło „Zginą na Marsie” zdobyło nagrodę dla najlepszej literatury internetowej w 30. edycji Chińskiej Fantastyki Naukowej – „Galaxy Award”. Nagroda Chińskiej Fantastyki Naukowej jest najwyższym wyróżnieniem w tej dziedzinie. Jego późniejsze dzieło science fiction pt. „Brak głosu z Tytana”, również odbiło się szerokim echem wśród chińskich czytelników.
Według „Raportu rozwoju chińskiej literatury online 2020 r.” 80 proc. nowych pisarzy internetowych urodziło się po 1995 roku. Nowa generacja pisarzy urodzonych po roku 1990 stała się główną siłą napędową literatury internetowej.
Raport rozwoju chińskiej literatury online 2020 r., opracowany przez Chińską Akademię Nauk Społecznych i Stowarzyszenie Chińskich Pisarzy, przedstawia pełny obraz chińskiej literatury internetowej, będącej ważnym źródłem treści nie tylko dla chińskich czytelników ale także dla globalnej publiczności.
W 2018 i 2019 roku 21 proc. z 309 hitowych seriali telewizyjnych i filmów powstało w oparciu o literaturę internetową, a wśród 100 najpopularniejszych filmów i seriali telewizyjnych odsetek ten sięga aż 42 proc. .
Słowem kluczowym odnoszącym się do rozwoju chińskiej literatury online w 2020 roku była „zmiana”, w tym: zmiana autorów, zmiana czytelników literatury online oraz zmiana modeli biznesowych w tej dziedzinie. Jednocześnie nastąpiła poprawa perspektyw rozwoju kariery autorów literatury online i nieustanny dopływ inspiracji.
Jeśli chodzi o krajowy rynek, literatura internetowa utrzymała tempo wzrostu pod względem liczby pisarzy, czytelników, dochodów, podczas gdy wiele innych branż zmagało się z epidemią COVID-19.
W raporcie podano, że do końca 2020 roku Chiny miały 989 milionów użytkowników Internetu, z czego 467 milionów czytało literaturę online. W grudniu 2020 r. liczba czytelników literatury online była o 4,75 miliona większa niż w marcu 2020 r. W raporcie stwierdzono, że wartość całego cyfrowego rynku czytelniczego sięgnie 41,6 miliarda juanów (6,4 miliarda dolarów) w 2021 roku.
Około 80 procent nowych pisarzy online w 2020 roku to tak zwane pokolenie Z, czyli urodzone w latach 1995-2009. Pokolenie Z, znane jako generacja Internetu, stanowi również 60 procent wszystkich czytelników stron internetowych i użytkowników platform należących do ChinaLiterature Corp., jednej z wiodących firm w tej branży. W sumie 8,9 miliona pisarzy zarejestrowało się w China Literature w 2020 roku, o 800 tysięcy więcej w porównaniu z rokiem 2019.
Według raportu, tradycyjnie preferowane są romanse osadzone w starożytnych czasach oraz adaptacje powieści historyczno-fantastycznych, ale prace koncentrujące się na współczesnych realiach też zyskują popularność.
Jeśli chodzi o globalny rynek, do 2019 roku fani z 40 krajów i regionów położonych wzdłuż „Pasa i Szlaku” przetłumaczyli i przeczytali ponad 10 000 chińskich tytułów literatury online. W raporcie zacytowano dane iResearch, z których wynika, że ​​wartość zagranicznego rynku chińskiej literatury internetowej osiągnęła 460 milionów juanów.
Webnovel.com, wiodąca platforma dla zagranicznych czytelników w ramach China Literature, odnotowała łącznie ponad 73 miliony odwiedzin. Każdego dnia generowano tam blisko 50 000 komentarzy czytelników dotyczących ulubionych dzieł.
Znaczący wzrost odnotowano w przypadku autorów zagranicznych, którzy piszą oryginalne historie online, zbliżone stylem do chińskich powieści internetowych, których są fanami. Witryna Webnovel.com przyciągnęła już 100 000 zagranicznych pisarzy, którzy od kwietnia 2018 r. stworzyli ponad 160 000 utworów literatury online. Większość pisarzy zagranicznych pochodzi z Azji Południowo-Wschodniej i Ameryki Północnej, a liczba pisarek jest nieco większa niż pisarzy płci męskiej.
Jak wspomniano powyżej, słowem kluczowym odnoszącym się do rozwoju chińskiej literatury online w 2020 roku był „zmiana”, zmiana pojawiła się także w systemie oceny autorów literatury online i ich utworów.
Literatura internetowa rozwija się w Chinach od 20 lat. Ranking autorów literatury internetowej w przeszłości odzwierciedlał głównie ogólny status autorów literatury internetowej w minionym okresie. Obecnie Index Pisarzy Literatury Online opublikowany przez Grupę Yuewen służy do oceny twórców literatury internetowej w różnych aspektach, w tym pod względem rozwoju IP i ekonomii fanów, dzięki czemu system pomiaru literatury internetowej jest bardziej zgodny z nowymi standardami w „Erze IP”.
W maju Grupa Yuewen opublikowała listę „pisarzy guru”(Dashen Zuojia) i listę „pisarzy platynowych”(Baijin Zuojia) 2021 roku (najlepszych autorów literatury online) oraz Indeks Pisarzy Literatury Online. Można powiedzieć, że są to najbardziej miarodajne listy rankingowe literatury internetowej.
Zastępca dyrektora Instytutu Badań nad Literaturą Internetową Stowarzyszenia Chińskich Pisarzy i dyrektor Międzynarodowego Centrum Badań nad Literaturą Internetową Uniwersytetu Pedagogicznego w Hangzhou, Xia Lie powiedział, że system wyboru „pisarzy guru” i „pisarzy platynowych” nie tylko odzwierciedla aktualne wyniki autorów literatury online oraz oceny dla tych autorów, ma także znaczenie dla opracowania kanonu literatury internetowej. Index Pisarzy Literatury Online jest również ważnym wskaźnikiem, który dynamicznie odzwierciedla sytuację branży literatury online. Index ten zapewnia skuteczne wsparcie dla badań w dziedzinie literatury online.

Dobrze, ale czemu nie lepiej?

Dobrze się stało, że polski minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau złożył niedawno wizytę w Chinach. Bo miał możliwość, razem z chińskim ministrem spraw zagranicznych Wang Yi, omówić wiele zaległych z powodu pandemii spraw. Zweryfikować harmonogram ich wspólnej realizacji, zaplanować posiedzenie Międzyrządowego Komitetu Chiny – Polska na drugą połowę tego roku.

Dobrze się stało, bo nie było to tylko rutynowe spotkanie ministrów państw współpracujących od wielu lat, posiadających strategiczne relacje partnerskie. Lato 2021 jest dla państw Unii Europejskiej szczególnym okresem. Pandemia ustępuje, niebawem większość tych państw osiągnie gwarantujący bezpieczeństwo zdrowotne poziom zaszczepień. To sprawi, że już jesienią nastąpi tam nowe otwarcie gospodarcze i polityczne.
Podobnie jest w USA. Nowy prezydent Joe Biden stworzył już swoją administrację i zaplecze eksperckie. Zapowiedział zmiany w polityce międzynarodowej USA, wśród nich zmiany w relacjach z Unią Europejską.
Czasem zamiany tak zaskakujące, jak zasygnalizowany niedawno reset w relacjach z Rosją. Wznowienie dialogu z Kremlem. Faktyczną zgodę na budowę rosyjsko – niemieckiego gazociągu Nord Stream 2, której sprzeciwiały się Ukraina oraz Polska, Litwa i Łotwa.
Międzynarodowi eksperci uważają, że w zamian za rezygnację z blokowania rosyjsko – niemieckiego gazociągu administracja USA oczekuje od rządu Niemiec zawieszenie ratyfikacji przez Niemcy i inne państwa europejskie chińsko – europejskiej umowy inwestycyjnej (CAI).
Podpisanej w grudniu 2020 roku, kiedy Niemcy miały „prezydencję Unii Europejskiej”, czyli przewodziły jej. Umowy korzystnej dla europejskich firm, zwłaszcza tych największych, od wielu lat inwestujących w Chinach. Czyli niemieckich.
Niemcy są największym europejskim partnerem gospodarczym Chin. Polska jest największym europejskim partnerem gospodarczym Niemiec. I jednym z największych na świecie, większym bawet niż USA. Analizując handel międzynarodowy często zapomina się, że zwykle 30 procent finalnego produktu, sprzedawanego przez znane niemieckie firmy zostało wyprodukowanych w Polsce. To powoduje, że również polskie przedsiębiorstwa są bardzo zainteresowane ratyfikacją umowy CAI. Podobnie jak firmy z innych państw Unii Europejskiej. Zwłaszcza tych średnich, szukających nowych rynków zbytu.
Do tej pory ciężar dokończenia ratyfikacji CAI w Unii Europejskiej spoczywał na rządzie Niemiec. Podpisano ją przecież w czasie niemieckiej prezydencji w Unii, zatem zwyczajowo, to Niemcy powinny pilotować jej sfinalizowanie.
Skoro jednak rząd Niemiec może wycofywać się z tej liderskiej funkcji, to zadania dokończenia ratyfikacji CAI mogą podjąć się inne państwa UE.
Taki pogląd można wyczytać ze wspólnych komunikatów po spotkaniu ministrów Raua i Wanga. Utwierdzić w tym przekonaniu może też kalendarz wizyt innych europejskich ministrów . Po polskim ministrze, w końcu maja odwiedzili Chiny ministrowie spraw zagranicznych Węgier, Irlandii, oraz Serbii. To ostatnie państwo jest jeszcze poza Unią Europejską, ale należy do aktywnych państw w Formacie 17+1.
Taki skład pierwszej czwórki odwiedzającej Chiny w nowym, po pandemicznym sezonie politycznym, odczytywany jest przez analityków jako wyraźny sygnał płynach z Pekinu. Wzmocnienia relacji Chin z państwami Europy Środkowo- Wschodniej.
W czasie spotkania ministrów Raua i Wanga omówiono też przyszłość Formatu 17+1. Powstałego w 2012 roku w Warszawie związku gospodarczego skupiającego 17 państwa z Europy Środkowo- Wschodniej i Chin.
Po prawie dziesięcioletniej już działalności Format wymaga rzetelnej oceny i reform. Dostosowania go do nowych realiów. Błędem byłoby rezygnacja z takiej współpracy regionalnej. Nawet jeśli niektóre mniejsze państwa, jak Litwa, uważają się za niedoceniane i pomijane w inwestycyjnych projektach Formatu.
Niewątpliwą szansą na efektywny rozwój relacji gospodarczych w Formacie 17 + 1 oraz pomiędzy Chinami i Unią Europejską są wieloletnie plany rozwoju przyjęte we wszystkich tych państwach. Wszystkie zakładają bowiem rozwój energii odnawialnej i wszelkich innowacji związanych z „zieloną energetyką”.
Oczywistym jest, że nie poprawimy globalnego klimatu jedynie indywidualnymi wysiłkami Unii Europejskiej, Chin, czy USA. Dla dobra całego globu trzeba skorelować wspólne plany i dzielić się wspólnymi innowacyjnymi rozwiązaniami.
„Minister Rau zadeklarował, że Polska, jako jeden z beneficjentów rozwoju ładu światowego po 1989 roku, będzie nadal współpracować z sojusznikami i partnerami w tworzeniu i utrzymywaniu warunków dla pokojowej współpracy międzynarodowej” – czytamy w komunikacie ogłoszonym po spotkaniu.
Niech to będzie drogowskazem dla innych państw Unii Europejskiej. Wszystkich rządów naszego globu.

Sushi con carne

Pamięta ktoś jak premier Mateusz Morawiecki informował pod koniec maja po rozmowach z premierem Czech Andrejem Babiszem, że obie strony są bliskie porozumienia, w wyniku którego „Republika Czeska zgodziła się wycofać wniosek do TSUE”? Ten dotyczący zamknięcia Kopalni Turów. Dodał podówczas nawet, że Polska będzie finansować kwotą 45 mln euro inwestycje środowiskowe. Po tej enuncjacji Babisz zagotował i burknął, że rząd czeski nie wycofa skargi z TSUE, dopóki nie zostanie podpisana umowa z Polską.
Zapowiadana przez Morawieckiego ugoda z Pragą wygląda dziś tak, że Czesi właśnie zawnioskowali o 5 mln euro kary za każdy dzień zwłoki w wykonaniu przez Polskę postanowienia TSUE o wstrzymaniu wydobycia w kopalni odkrywkowej węgla brunatnego Turów.

Żeby tylko to. Komisja Europejska zdecydowała właśnie o dołączaniu jako strona do pozwu Czech przeciwko Polsce w sprawie Turowa. Rzeczniczka KE Vivian Loonela. Napomknęła przy okazji, że „celem Komisji w tym przypadku jest utrzymanie przed TSUE swojego stanowiska z 17 grudnia 2020 r. W tej opinii Komisja uznała szereg skarg Czech za zasadne i do dziś zdania – wbrew zaklęciom TVPiS i Morawieckiego – nie zmieniła.

Nie tylko Polska ma przerąbane w Brukseli. Wiceprzewodnicząca KE Vera Jourova zapowiedziała, że Komisja wszczyna postępowanie przeciwko Węgrom za nieprzestrzeganie unijnych przepisów telekomunikacyjnych. Po ludzku mówiąc, chodzi o zamknięcie ostatniego niezależnego radia działającego na Węgrzech.”Używamy wszystkich dostępnych nam środków, aby bronić wolności mediów. Zbyt często jednak nie ma dostępnych narzędzi. Dlatego też musimy pracować nad ustawą o wolności mediów, aby uznać kluczową rolę niezależnych mediów dla demokracji i odpowiedzieć na ataki przeciwko nim” – dodała Jourowa, co w języku eurobiurokratów oznacza, że nic z tego nie wyniknie.
Tym bardziej, że według Komisji decyzje węgierskiej Rady ds. Mediów o odmowie przedłużenia praw Klubradio były „nieproporcjonalne i nieprzejrzyste, a tym samym naruszały prawo UE”. Teraz Węgry mają dwa miesiące na śmianie się z pogróżek, by po tym czasie przesłać KE nic nie znaczącą odpowiedź.

O ile Brukselą w Budapeszcie nikt się nie przejmuje, to po tym jak amerykańskie agencje informacyjne doniosły, że w czasie trzygodzinnego pobytu na Węgrzech papież Franciszek nie spotka się z Orbanem prorządowe węgierskie media poszły na całość. Określając takie zachowanie papieża „bezczelną impertynencją”.
Franciszek ma przyjechać na Węgry na mszę zamykającą 52. Międzynarodowy Kongres Eucharystyczny 12 września. Watykan poinformował o szczegółach i spotkania z premierem tam nie było. Miłujący religię Fidesz jakby dostał w pysk i musiał coś z tym zrobić.
Wystarczył jeden telefon i węgierski Kościół zrozumiał, kto tam rządzi, czyli dzieli unijną kasę.
Konferencja Episkopatu Węgier błyskawicznie dotarła do papieża i wkrótce opublikowała komunikat, że „Planuje się spotkanie papieża Franciszka z premierem Viktorem Orbanem i prezydentem Janosem Aderem podczas jednodniowej wizyty Ojca Świętego na Węgrzech we wrześniu”. Komunikat dowiódł, że Amerykanie nie wiedzą wszystkiego.

Ale Amerykanie w Warszawie wiedzą i nawet mówią.
„Kuriozalny jest pomysł reżimu Alaksandra Łukaszenki, aby ogłosić „świętem” rocznicę ataku ZSRR na Polskę przeprowadzonego w porozumieniu z nazistami – ocenił wprowadzenie nowego białoruskiego święta chargé d’affaires ambasady Stanów Zjednoczonych w Polsce Bix Aliu.
Dekret o wprowadzeniu nowego święta Dnia Jedności Narodowej podpisał Aleksander Łukaszenka. Będzie on obchodzony 17 września, który na Białorusi określa się jako rocznicę przyłączenia ziem zachodniej Białorusi do Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej.
„Wybór daty podkreśla łączność pokoleń, niewzruszoność i samowystarczalność białoruskiego narodu i państwowości” – napisała służba prasowa Łukaszenki. Nas głupi gest Łukaszenki nawet nie dziwi. Ale zdaniem Amerykanina Aliu świadczy o „kompletnym oderwaniu od rzeczywistości i jest kolejnym dowodem na to, jak niebezpieczne i antydemokratyczne są władze Białorusi”.

O demokratycznej władzy mówił też inny Amerykanin – były prezydent USA Barack Obama. Przy okazji opowiadał o kondycji demokracji na świecie i scenariuszach, jak uniknąć rozdemokratyzowania w USA. „Rozprzestrzenianie się stronniczych mediów i niszczenie bezpartyjnych lokalnych wiadomości ma z tym wiele wspólnego” – stwierdził nawet. Potem jednak przeszedł do rzeczy nam tu nad Wisłą bliższych.
„Gdy popatrzymy na takie miejsca jak Węgry albo Polska – które nie miały takich demokratycznych tradycji jak my, nie były w nich tak mocno zakorzenione. Jeszcze 10 lat temu były dobrze funkcjonującymi demokracjami, a stały się w gruncie rzeczy autorytarne” – rzucił znienacka Obama. Po czym, żeby nie było, że Kaczyński i Orban są najgorsi, wywiódł, że „Władimir Putin zostaje wybrany przez głosujących Rosjan, ale nikt z nas nie powie, że to jest demokracja, której chcemy”. W przeciwieństwie do pana Aliu, do Białorusi Obama nic nie miał.

Obama posiłkując się wspomnieniem sprzed dekady pokazał, że nie ma – jak większość elektoratu PiS – problemów z pamięcią. Niepamiętający obietnic Kaczyńskiego i Morawieckiego naród może jednak mieć nadzieję. W USA zatwierdzono pierwszy od 20 lat lek na chorobę Alzheimera. Medykament nazywa się Aducanumab i ma pomóc w redukcji postępowania objawów klinicznych choroby.
Szefostwo PiS może jednak spać spokojnie. Pamięć jego wyborców od specyfiku się nie poprawi. W marcu 2019 r. międzynarodowe badania nad lekiem, które objęły ok. 3 tys. pacjentów, zostały wstrzymane, gdy analiza danych wykazała że jego comiesięczne dawkowanie nie przynosiło pozytywnych skutków w spowalnianiu pogarszania się problemów z pamięcią i myśleniem. Producent jednak tak pokombinował z danymi, że teraz lek jest już cacy. Zupełnie jak PiS po obiecaniu Polskiego Ładu.