Czas skończyć z procesami politycznymi!

Prezentujemy poniżej wspólną, dzisiejszą deklarację ponad 200 osobistości z całego świata, przede wszystkim ludzi lewicy, którzy protestują przeciw potęgującemu się zjawisku lawfare – tj. przeciw wykorzystywaniu prawa do bezprawnych prześladowań politycznych. Redakcja „Portalu Strajk” w pełni utożsamia się z treścią tego listu. Zjawisko lawfare znamy w Polsce, lecz stało się ono sposobem terroryzowania opozycji również w krajach tzw. starych demokracji, które weszły na drogę autorytarnego neoliberalizmu. Niebezpiecznie rośnie na innych kontynentach, bez
odpowiedniej reakcji.

Wśród czołowych sygnatariuszy są m.in.:

Adolfo Pérez Esquivel – laureat Pokojowej Nagrody Nobla z Argentyny
Hebe de Bonafini – przewodnicząca stowarzyszenia Matek z Placu Majowego (matek ofiar b. dyktatury argentyńskiej) i laureatka Nagrody Sacharowa Parlamentu Europejskiego
Ignatio Ramonet – pisarz polityczny, dziennikarz, honorowy przewodniczący ATTAC’u, Hiszpania
Luiz Inácio Lula da Silva – b. prezydent Brazylii
Rafael Correa – b. prezydent Ekwadoru
Jose Pepe Mujica – b. prezydent Urugwaju
Pablo Iglesias – sekretarz generalny Podemos, Hiszpania
Jane Vargas – przewodnicząca związku zawodowego NUDCW z Filipin
Deputowani Nieuległej Francji – do parlamentu krajowego i europejskiego (w tym Jean-Luc Mélenchon)
Hamma Hammani – rzeczniczka Frontu Ludowego, Tunezja
Jean Ziegler – publicysta i pisarz antykapitalistyczny, wiceprzewodniczący komitetu Rady Praw Człowieka ONZ, Szwajcaria
Almir Narayamoga Surui – szef plemienia Paiter Surui, Brazylia
Manon Aubry i Martin Schirdewan – współprzewodniczący grupy Zjednoczonej Lewicy Europejskiej, Francja i Niemcy
Shumona Sinha – pisarka, Indie
Rashida shams al Din – dziennikarka, Sudan
Marisa Matias – b. kandydatka na prezydenta Portugalii
André Chassaigne – przewodniczący grupy Lewicy Demokratycznej i Republikańskiej w parlamencie, komunista, Francja
Edward Bond – dramaturg, Wielka Brytania
Pipo Delbono – reżyser, Włochy
John M. Ackerman – profesor Meksykańskiego Uniwersytetu Autonomicznego, Meksyk
Oye Beavogui – sekretarz generalny Partii Demokratycznej, Gwinea
Judith Benda – członkini biura wykonawczego Die Linke, Niemcy
Richard Burgon – członek Izby Gmin, Partia Pracy, Wielka Brytania
Viola Carofalo – rzeczniczka Potere al Popolo, Włochy
Juan Cristobal – pisarz, Peru
Guy Sioui Durand – socjolog, Kanada
Michel Duby – związkowiec, Belgia
Hugo Gutierrez – deputowany, Chile
Gregor Gysi – przewodniczący Partii Lewicy Europejskiej, Niemcy
Oskaras Korsunovas – reżyser, Litwa
Oumar Mariko – deputowany, b. kandydat na prezydenta, Mali
Makalia Nguebla – dziennikarz i aktywista, Czad
Saul Mendez Rodriguez – sekretarz generalny związków zawodowych SUNTRACKS, Panama
Aleksiej Sachin – dziennikarz, Rosja
Michael Woegerer – związkowiec OGB, Austria
Kouceila Zerguine – adwokat, obrończyni praw człowieka,  Algieria

Nie, wymiar sprawiedliwości nie może służyć jako narzędzie prześladowań politycznych. A jednak ma to dziś miejsce niemal na całym świecie. Już wraz z kryminalizacją sygnalistów, związkowców, działaczy ekologicznych, aresztowanych arbitralnie uczestników manifestacji, prawa obywatelskie zostały bardzo ograniczone. Podtrzymanie porządku liberalnego drogo kosztuje demokrację. Teraz mamy do czynienia z przekroczeniem kolejnego progu. Nazywa się to taktyką lawfare. Chodzi o instrumentalizację wymiaru sprawiedliwości na potrzeby eliminacji konkurentów politycznych.
Lawfare zaczyna się od oskarżeń bez żadnych dowodów, trwa dzięki obsesyjnym kampaniom medialnego oczerniania i zmusza swe cele do nieskończonych, bezprzedmiotowych usprawiedliwień. Potem więzienie i mandaty. Lawfare zamyka debaty polityczne na salach sądowych. W końcu fałszuje przebieg wyborów, które tak naprawdę nie są już wolne. Przykłady są liczne.
Np. w Ameryce Południowej Brazylijczyk Lula, skazany bez dowodów i nie dopuszczony do wyborów prezydenckich. Jego „sędzia” – Sergio Moro – został ministrem sprawiedliwości w rządzie skrajnie prawicowego prezydenta Jaira Bolsonaro. Podobnie Ekwadorczyk Rafael Correa i Argentynka Cristina Kirchner są bez przerwy prześladowani.
W Afryce Mauretańczyk Biram Dah Abeid został uwięziony na podstawie donosu bez dowodów, który wycofano dopiero po wielu miesiącach. Albo egipski adwokat Massum Marzuk, opozycjonista wobec reżimu as-Sisiego, aresztowany pod kłamliwym zarzutem terroryzmu. Jest też przypadek Maurice’a Kamto, zdobywcy drugiego miejsca w wyborach prezydenckich w Kamerunie uwięzionego od stycznia, albo byłego deputowanego gabońskiego Bertranda Zibi, skazanego na sześć lat więzienia.
W Europie Francuz Jean-Luc Mélenchon jest ścigany bez dowodów i sądzony za „bunt”, a Rosjanin Siergiej Udalcow, lider Frontu Lewicy, został skazany na cztery i pół roku więzienia za organizację antyrządowych manifestacji. W Azji Kem Sokha z Kambodży, lider opozycji, został uwięziony w przeddzień wyborów parlamentarnych w 2017 r. Albo zaciekłość prawna na Filipinach przeciw senator Leila de Lima z opozycji.
Na całym świecie podniosły się liczne głosy, by potępić tę sytuację: grupy prawników, władze religijne, jak papież Franciszek, obrońcy praw człowieka, przywódcy związkowi i liderzy polityczni. Nasza wspólna deklaracja oddaje cześć tym protestom.
Wzywamy do czujności i obrony ofiar tego typu operacji, bez względu na ich przynależność polityczną. Apelujemy o światową współpracę prawnego ruchu oporu. Zwracamy się o potępienie wobec opinii publicznej rządów i prawników, jak sędzia Sergio Moro z Brazylii, którzy akceptują odgrywanie roli niszczycieli wolności indywidualnych i politycznych.

48 godzin świat

Co przyniesie twardy brexit?

Brytyjski rząd ukrywał przed obywatelami skutki opuszczenia Unii Europejskiej bez zawarcia porozumienia z Brukselą – wynika z ujawnionych wczoraj tajnych dokumentów obrazujących tzw. operację „Yellowhammer”

Dokumenty, obrazujące krętactwo gabinetu Borisa Johnsona w sprawie brexitu zostały upublicznione na wniosek Dominica Grieve’a, jednego z 21 deputowanych do Izby Gmin, wyrzuconych z Partii Konserwatywnej przez premiera po tym jak zagłosowali za uchwaleniem zakazu opuszczenia wspólnoty
bez umowy.
Z ujawnionych informacji wynika, że no deal brexit może przynieść katastrofalne skutki. Autorzy raportu ostrzegają przede wszystkim przed poważnymi zakłóceniami na trasie prowadzącej przez kanał La Manche. Samochody ciężarowe miałyby czekać do dwóch i pół dnia na przekroczenie granicy z Francją, a brytyjscy kierowcy mogą podlegać wzmożonej kontroli na granicy
z Unią Europejską.
Co to oznacza dla brytyjskiego obywatela? Problemy w dostępnością leków, kolejki na stacjach paliw i deficyt niektórych rodzajów świeżej żywności.
Okazuje się również, że Johnson poważnie rozważa przywrócenie granicy pomiędzy Irlandią, a Irlandią Północną. Rodzi to szereg problemów, bo obie strony nie do końca wiedzą gdzie dokładnie owa granica przebiegała, ale najbardziej brzemienną konsekwencją może okazać się destabilizacja, a nawet do ponowny rozlew krwi w uśpionym w 1998 konflikcie, zakończonym podpisaniem Porozumieniem Wielkanocnym z 1998 roku.
Autorzy opracowania przyznają, że ich praca”stanowi najbardziej wyczerpującą ocenę przygotowania Zjednoczonego Królestwa na brexit bez umowy” i opisują najbardziej prawdopodobne konsekwencje, a nie najgorsze scenariusze w takiej sytuacji. Brytyjski rząd przyznaje też, że stopień gotowości opinii publicznej, obywateli i instytucji na wyjście z Unii bez porozumienia 31 października jest bardzo niski, głównie z powodu politycznego zamieszania towarzyszącego od wielu miesięcy brexitowi.
Boris Johnson zarzeka się, że jego kraj opuści UE 31 października. Szanse na wynegocjowanie nowej nowy z Brukselą są praktycznie żadne. Izba Gmin zakazała no deal brexitu. Autorytety w dziedzinie wymiaru sprawiedliwości ostrzegają, że jeśli premier ogłosi wystąpienie ze wspólnoty w zapowiedzianym terminie, mogą go za to spotkać poważne konsekwencje karne.
PN (STRAJK.EU)

Samospalenie

Chciała wejść na mecz piłkarski, ale jej kraj od ponad trzydziestu lat zabrania kobietom wstępu na stadiony. 29-letnia Iranka Sahar Chodajari podpaliła się przed gmachem sądu. 10 września zmarła.

Aneksja po wyborach

Izraelski premier Beniamin Netanjahu zapowiada oficjalną aneksję Doliny Jordanu, jeśli wygra przedterminowe wybory parlamentarne, które przewidziano w jego kraju za tydzień.

Zastąpi Boltona

Prezydent USA Donald Trump rozważa mianowanie sekretarza stanu Mike’a Pompeo na doradcę ds. bezpieczeństwa narodowego – donosi CNN. Funkcję tę pełnił dotąd John Bolton.

Ponad dwa tysiące zaginionych

Około 2,5 tys. osób zarejestrowano na Bahamach jako zaginione po przejściu niszczycielskiego huraganu Dorian. Część z nich prawdopodobnie trafiła do ośrodków ewakuacyjnych.

 

Jeden kraj, dwa systemy

Z Ambasadorem Chińskiej Republiki Ludowej w RP Liu Guangyuanem rozmawia Gabriel Piotrowicz.

Jak to się stało, że policja hongkońska, uważana za wzorową w całej Azji, znalazła się teraz w ogniu publicznej i medialnej krytyki ? W jaki sposób można przywrócić spokój w mieście i jak najlepiej rozwiązać obecne problemy Hongkongu?

Policja Specjalnego Regionu Administracyjnego Hongkong wykonuje swoje obowiązki zgodnie z obowiązującym prawem, broni praworządności i ładu społecznego w mieście i otrzymuje wsparcie większości społeczeństwa. Ostatnimi czasy rozliczne środowiska Hongkongu organizowały liczne spotkania poświęcone problemom ochrony porządku w mieście. Wzywano do utrzymania praworządności i przeciwdziałania przemocy. Ludzie ci reprezentują główny i prawdziwy nurt panujący w społeczeństwie Hongkongu. Okazywano tam, na najróżniejsze sposoby, spontaniczne wyrazy solidarności i wsparcia dla hongkońskich policjantów. Podobne wsparcie wyrażają obywatele Chin, diaspora chińska za granicą i chińscy studenci z zagranicy. Poziom profesjonalizmu i kompetentne podejście policjantów z Hongkongu do wykonywania swojej pracy zyskały szerokie uznanie w świecie.
Na początku tego roku, rząd Specjalnego Regionu Administracyjnego Hongkong by wypełnić luki w systemie prawnym miasta zgłosił poprawki do „Ustawy w sprawie zbiegłych przestępców” oraz „Ustawy w sprawie wzajemnej pomocy prawnej w sprawach karnych”. Dotychczas w przepisach tych brakowało regulacji dotyczących ekstradycji zbiegłych przestępców. Celem było to, aby Hongkong nie mógł stać się „rajem” dla osób uchylających się od wymierzonej kary. Jest to rozsądny i legalny krok w stronę udoskonalania prawa.
Jednakże są osoby, które mając ukryte motywy i złą wolę. Rozsiewają plotki, wypaczają znaczenie poprawek, wywołują panikę w społeczeństwie, a co za tym idzie, blokują proces legislacyjny i wzbudzają nastroje przeciwne rządowi. Od czerwca w Hongkongu odbyło się wiele demonstracji, podczas których protestujący wyrażali swój sprzeciw wobec powyższych zmian.
Policja hongkońska zezwalała na zgodne z prawem pokojowe demonstracje i udzielała ochrony obywatelom miasta, którzy w nich uczestniczyli. Niestety, niektórzy radykalni demonstranci przy pomocy niebezpiecznych narzędzi, w sposób agresywny, blokowali ulice, paraliżowali ruch, niszczyli mienie w budynku Rady Legislacyjnej. Doszło do przypadków zablokowania dojazdu do siedziby przedstawicielstwa władz centralnych, ataków na policjantów i obywateli, znieważania flagę i godła narodowego.
Takie akty wandalizmu poważnie naruszają praworządność i ład społeczny w Hongkongu, jak również ogromnie zagrażają bezpieczeństwu życia i mienia mieszkańców miasta. Policja w Hongkongu od miesięcy robi co w jej mocy, by mimo upokorzeń, wywiązywać się ze swoich obowiązków, skrupulatnie przestrzegając prawa. Z wielkim poświęceniem chroni bezpieczeństwo i porządek społeczny. Policjanci są filarami, na których opiera się bezpieczeństwo publiczne Hongkongu.
Praworządność jest dla Hongkończyków źródłem dumy. Jest podstawą hongkońskiego przyjaznego środowiska biznesowego, kamieniem węgielnym stabilnego rozwoju Hongkongu. Gdy filary praworządności miasta zostaną zachwiane, nie będzie można zagwarantować stabilnego rozwoju Hongkongu. Najważniejsze zadanie, które stoi przed władzami Hongkongu to stanowcze i zgodne z prawem powstrzymanie przemocy i chaosu, jak najszybsze przywrócenie spokoju społecznego oraz respektowanie obowiązującego tam porządku prawnego.

Zawirowania w Hongkongu miały poważny wpływ na rynek finansowy, środowisko biznesowe i międzynarodową konkurencyjność miasta. Czy chiński rząd centralny planuje wspierać ożywienie gospodarcze w Hongkongu?

Niedawne akty przemocy odcisnęły piętno na praworządności, porządku społecznym, życiu ekonomicznym i międzynarodowym wizerunku Hongkongu. Ucierpiały handel detaliczny, turystyka i rynek finansowy, a praca i codzienne życie mieszkańców zostały poważnie zakłócone. Jeśli pozwoli się na kontynuowanie agresywnych zachowań, doprowadzi to do kolejnych strat dla Hongkongu, a ich konsekwencje poniosą wszyscy jego mieszkańcy.
Od czasu zjednoczenia Hongkongu z Chinami rząd centralny na różne sposoby wspierał i wspiera rozwój gospodarczy Hongkongu. Wspólnie zapobiegano kryzysom finansowym, a poprzez ścisłą współpracę gospodarczą i handlową wzmocniono kooperację oraz zapewniono dobrobyt i stabilność Hongkongu. Wierzę, że rozwój jest kluczem do rozwiązania wszelkich problemów w tym mieście.
Rząd centralny będzie niestrudzenie wspierał rozwój tamtejszej gospodarki, poprawę warunków życia mieszkańców i aktywną integrację na poziomie planów rozwoju całego kraju. Wszystko po to by podnieśc poziom życia mieszkańcom Hongkongu i w Chinach kontynentalnych.
W zaplanowanym nowoczesnym makroregionie „Greater Bay Area” zostanie powiększona rola dla firm tworzących hongkoński postęp gosporaczy, nowoczesne technologie. Ten nowy impuls sprawi, że mieszkańcy Hongkongu, zwłaszcza ludzie młodzi, będą mieli więcej możliwości rozwoju zawodowego.
Oczywistym jest, że do takiego rozwoju potrzebne jest harmonijne i stabilne środowisko społeczne. Mamy nadzieję, że wszystkie środowiska społeczne Hongkongu będą współpracować, by jak najszybciej pożegnać się z czasem chaosu. I wykorzystać ogromną szans jeszcze większych sukcesów.

Jeśli sytuacja w Hongkongu się pogorszy, to w jakich okolicznościach Chiny mogą rozważyć użycie sił innych niż policja hongkońska? Czy Chiny obawiają się, że spowoduje to niezadowolenie społeczności międzynarodowej?

Obecnie sytuacja w Hongkongu jest w dalszym ciągu niestabilna, ale zauważamy proces łagodzenia nastrojów i przywracania porządku. Mamy pełne zaufanie do rządu Specjalnego Regionu Administracyjnego i szefa administracji. Stanowczo wspieramy ten rząd w jego zgodnych z prawem działaniach. Popieramy policję hongkońską w zakresie skrupulatnego egzekwowania prawa.
Jeśli sytuacja w Hongkongu ulegnie dalszemu pogorszeniu, dojdzie do niekontrolowanego przez rząd Specjalnego Regionu Administracyjnego bezładu, rząd centralny nie będzie bezczynny. Zgodnie z „Ustawą Zasadniczą Specjalnego Regionu Administracyjnego Chińskiej Republiki Ludowej – Hongkong” rząd centralny ma wystarczające środki i siły, aby szybko opanować wszelkiego rodzaju niepokoje.
Podstawowym wymogiem praworządnego społeczeństwa jest przestrzeganie prawa i karanie jego łamania. Poglądy nie mogą być wyrażane w sposób niezgodny z prawem, a tym bardziej nie można odwoływać się do przemocy.
Wierzę, że żaden rząd żadnego innego kraju nie tolerowałby bezprawnych aktów przemocy i łamania praworządności. Rząd centralny wspiera władze Hongkongu w egzekwowaniu obowiązującego prawa i zapobieganiu aktów bezprawnej przemocy. Jest to jego obowiązek oraz wyraz woli i aspiracji narodu. Jeżeli ktoś ignoruje rzeczywistość, podjudza sprawców przemocy, to można mówić wyłącznie o złych intencjach, które mają na celu wywołanie niszczących Hongkong zamieszek.

Politycy i dziennikarze z różnych państw wyrażając swe opinie na temat Hongkongu sugerowali, że obowiązująca doktryna „jeden kraj, dwa systemy” może odejść do historii . Na ostatnim szczycie państw G7 wydano oświadczenie, potwierdzające istnienie i wagę wspólnej, chińsko-brytyjskiej deklaracji określające ustrój Hongkongu i wezwano do unikania przemocy. Jakie jest Pańskie stanowisko w tej sprawie?

Przez 22 lata, od zjednoczenia Hongkongu z Chinami, gospodarka miasta utrzymywała stały wzrost. Status Hongkongu jako międzynarodowego centrum finansowego, handlowego i logistycznego pozostawał niezmienny. Wskaźniki rozwoju społeczno – gospodarczego należą do najwyższych na świecie. Mieszkańcy Hongkongu korzystają z bezprecedensowych praw demokratycznych i szerokiej wolności. Hongkong pod względem poziomu praworządności przed zjednoczeniem zajmował 60. miejsce na świecie, by po zjednoczeniu wskoczyć na miejsce 16., Zajmując tym samym wyższą pozycję niż Stany Zjednoczone i wiele krajów europejskich. Powyższe w pełni obrazuje, witalność doktryny „jeden kraj, dwa systemy” oraz stanowi podstawową gwarancję i jest najlepszym rozwiązaniem przysparzającym dobrobyt i stabilność Hongkongu w długim okresie.
Chciałbym podkreślić, że doktryna „jeden kraj, dwa systemy” stanowi całość, w której „jeden kraj” jest przesłanką do i podstawą istnienia „dwóch systemów”, natomiast „dwa systemy” muszą znajdować się w „jednym kraju”.
Nie można mówić jedynie o „dwóch systemach” nie wspominając o „jednym kraju”, bo zaprzeczałoby to realiom, w których Hongkong już powrócił do Chin. Jeśli zostanie naruszona zasada „jeden kraj”, to nie można będzie mówić o „dwóch systemach”.
„Hongkong rządzony przez Hongkończyków” i wysoki stopień autonomii miasta będzie jak rzeka bez źródeł i drzewo bez korzeni. Ci, którzy obłudnie wieszczą erozję hongkońskiego „jednego kraju, dwóch systemów”, albo nie do końca rozumieją tę doktrynę, albo umyślnie błędnie ją interpretują, kierując się ukrytymi motywami.
Chciałbym również wspomnieć, że „jeden kraj, dwa systemy” to doktryna polityczna jednostronnie ogłoszona przez rząd chiński. Jej podstawą prawną jest „Konstytucja Chińskiej Republiki Ludowej” i Ustawa Zasadnicza Specjalnego Regionu Administracyjnego Hongkong. W żadnym wypadku nie wynika ona ze wspólnej deklaracji chińsko-brytyjskiej.
Ostatecznym celem i zasadniczym tematem ww. deklaracji jest potwierdzenie, że Hongkong powraca do Chin, a co za tym idzie, Chiny odzyskują władzę nad tym miastem. Nie przewidziano ponoszenia żadnej odpowiedzialności przez Wielką Brytanię wobec Hongkongu po jego zjednoczeniu z Państwem Środka. Innymi słowy, Wielka Brytania po zjednoczeniu nie ma zwierzchnictwa nad Hongkongiem, nie posiada żadnych praw do nadzoru ani sprawowania tam władzy. Strona brytyjska doskonale zdaje sobie sprawę z tego faktu.
Hongkong jest chiński, a sprawy Hongkongu należą wyłącznie do spraw wewnętrznych Chin. Żaden zagraniczny rząd, organizacja ani osoba fizyczna nie ma prawa w nie ingerować, a tym bardziej nie ma prawa do wygłaszania nieodpowiedzialnych uwag na temat wspólnej chińsko-brytyjskiej deklaracji.

Czy kwestię Hongkongu można postrzegać jako kolejną linię frontu na chińsko-amerykańskiej wojnie handlowej? Czy będzie to kolejna kwestia obok handlowych i gospodarczych, którą Amerykanie mogą wykorzystać wywierając presję na Państwo Środka podczas zbliżających się obchodów 70. rocznicy powstania Chińskiej Republiki Ludowej?

W tle brutalnych zamieszek w Hongkongu dostrzec można haniebną rolę jaką odegrały tam Stany Zjednoczone. Niektórzy amerykańscy kongresmeni, urzędnicy oraz przedstawiciele placówek dyplomatycznych w tym mieście wielokrotnie wyrażali poparcie dla fałszywych słów miejscowych chuliganów. Nawet spotykali się z przywódcami organizacji głoszących „niepodległość Hongkongu”, aby udzielać im porad, zapewniać wsparcie finansowe i ochronę. Media ujawniły nawet, że strona amerykańska przeprowadzała szkolenia dla agresywnych demonstrantów.
Oczywiste jest, że celem tej grupy Amerykanów jest ograniczanie rozwoju Chin. Wykorzystują do tego celu wydarzenia w Hongkongu i zrobią wszystko co w ich mocy, aby Chiny zatrzymać.
Chiński rząd nie będzie tolerował ingerencji obcych w jego sprawy wewnętrzne. Chiny będą zaciekle i nieustannie bronić, wykazując się niezachwianą wolą, narodowej suwerenności, bezpieczeństwa oraz korzyści płynących z rozwoju. Wszelkie próby zakłócenia spokoju w Hongkongu i zahamowania Chin spotkają się z szerokim i stanowczym sprzeciwem wszystkich Chińczyków, w tym rodaków z Hongkongu.
Próby te nie są i nie staną popularne, ani skuteczne. Radzimy stronie amerykańskiej, aby zaprzestała nawoływać do aktów przemocy. Powstrzymała się od politycznego oczerniania doktryny „jeden kraj, dwa systemy” oraz by zaprzestała manipulacji sytuacją w Hongkongu.

Spłoniemy w imię zysku

Pożary w Amazonii to tylko wierzchołek góry lodowej. Płonąca Afryka, wycięte lasy na Madagaskarze i w Indonezji, uparte trwanie przy spalaniu ropy naftowej – to wszystko część jednego problemu.

Żeby zrozumieć, dlaczego grozi nam klimatyczna zagłada, musimy wpierw pojąć, czym jest globalny kapitalizm i dlaczego system ten sprzyja unicestwieniu zarówno przyrody, jak i całej ludzkości. To, czego jesteśmy świadkami nie jest żadnym „wypadkiem przy pracy” i przejściowym sezonem na pożary, lecz stanowi nieunikniony rezultat założeń, które stoją za globalnym systemem kapitalistycznym. Podstawą funkcjonowaniu gospodarki kapitalistycznej jest dogmat zysku. Zysk i pieniądz rządzą dziś praktycznie wszystkim, a rywalizacji, konkurowania i zdobywania pieniędzy jako naczelnej wartości i głównego życiowego zadania uczy się w szkołach dzieci i młodzież. Zysk i pomnażanie kapitału są wręcz religijną regułą, która stać ma za każdą działalnością człowieka w świecie. W pewnym momencie po prostu przyznano rację najbogatszym i uznano, że ich kapitał to główny i zasadniczy cel naszego istnienia. Narzucana wszystkim ideologia homo oeconomicusa – człowieka rynkowego i egoistycznego – wprost zachęca więc do działania celem osiągnięcia konkretnego, mierzalnego zysku. Jest to idea wprost perwersyjna, która wmawia nam, że egoizm w warunkach rynkowego działania przynosi ostatecznie większe dobro, ponieważ rzekomo pozostaje „racjonalny”. Homo oeconomicus jest w związku z tym egoistą i graczem rynkowo-giełdowym, który działa tylko we własnym interesie i bynajmniej nie zastanawia się nad tym, co będzie jutro, za pięć lub dziesięć lat.
W taki oto sposób „racjonalne” – w imię bieżącego zysku – stało się palenie i wycinanie lasów pod nowe uprawy. W tych warunkach „racjonalne” jest też nieustanne produkowanie broni, a dla lobby naftowego korumpowanie „ekspertów” i „polityków”, byle dalej sprzedawać ropę i czerpać z niej zyski, utrzymując swój stan posiadania. „Racjonalnym” pozostaje więc samo zdobycie pieniądza, metody i środki są zaś praktycznie dowolne.
Większa konsumpcja, większa produkcja i finalnie – sam zysk to reguły, które przyświecają każdej działalności człowieka w kapitalizmie. Krótkoterminowy profit, krótkoterminowa korzyść i chwilowy wzrost słupków oraz akcji na giełdzie wyczerpują w zasadzie definicję pojęcia „sukces”. Nikt przecież nie zapłaci, ani nie nagrodzi cię za to, że będziesz kierował się większym dobrem i pomyślisz o tych, którzy urodzą się za dekadę lub dwie. Panuje reguła „po nas choćby potop”. Wymierający właśnie gatunek nosorożca białego północnego ma po prostu wyjątkowo niewiele środków na koncie i z perspektywy rynku jego egzystencja nie ma żadnego znaczenia. Z perspektywy rynku i właścicieli funduszy, akcji i korporatokratów nawet życie 6 miliardów ludzi nie stanowi większej wartości, jeśli przy okazji nie prowadzi do osiągnięcia zysku i nie daje konkretnych profitów! Dlatego też do przetrwania zagłady w schronach szykują się dziś głównie ludzie najbogatsi…
Ideologia uznająca egoizm za pozytywny czynnik rozwoju powinna być oceniana w tych samych kategoriach moralnych, co nazizm. To ona stoi za katastrofą ekologiczną i klimatyczną.
Kapitalizm podobnie jak nazistowska eugenika prowadzi eksterminację wszystkiego, co nie poddaje się jego kryteriom i nie służy do pomnażania kapitału. Na drodze do wyzysku stoją zwierzęta, stoi przyroda, ale stoją też całe rzesze nieprzydatnych z perspektywy kapitału ludzi. Jeśli więc spalenie połowy puszczy w Amazonii przyniesie chwilowy wzrost zysków określonej liczbie spółek – oznacza to, że jest to działalność opłacalna, rentowna, a więc i po prostu „obiektywnie-bo-rynkowo” korzystna i racjonalna. To rynek decyduje o wszystkim, a pieniądz jest ostatecznym kryterium sukcesu i prawdy. Założenia, które stoją za ideologią neoliberalną, ale także i za całym systemem kapitalistycznym to prosty przepis na zagładę ludzkości, ponieważ zasoby pochodzące z przyrody, od innych ludzi (czyt. „kapitał ludzki”), a także zasadniczo całą teraźniejszość kapitalizm traktuje tylko i wyłącznie jako zasób, który można wyzyskać do bieżącego celu, jakim jest zarabianie jeszcze większych pieniędzy.
Pomysł, żeby globalnym życiem zarządzała ideologia zysku i procentowe wskaźniki zysków na giełdzie jest nie tylko absurdalny i irracjonalny, ale zagraża też całej naszej egzystencji. Żyjemy w kapitalistycznym przedłużeniu wieków ciemnych, gdzie akumulacja i indywidualistyczny kult wzbogacenia się zastąpiły wszelkie inne miary postępu i rozwoju. Jeśli się nad tym zastanowić to kapitalizm jest też systemem „totalitarnym”, tzn. kontroluje zarówno produkcję, jak i samych odbiorców tejże produkcji.
Siła sterowanej algorytmami reklamy jest taka, że większość społeczeństwa zupełnie nieświadomie działa na rzecz nowej zagłady. Wystarczy jednocześnie oglądać np. reklamę „Doritos” i już samym późniejszym aktem zakupu produktu wspiera się koncerny w ich produkcji oleju palmowego, co przyczynia się do zagłady przyrody… Nawet o tym nie wiedząc. Świadomość fałszywa ma zresztą to samo źródło, co potęga koncernów reklamowych – obie pochodzą od kapitału.
Cele społeczne, ekologiczne i inne nie mają siły przebicia, ani możliwości rywalizacji z ideologią „racjonalnego” kapitału, ponieważ to pieniądz reguluje też dostęp do środków masowego przekazu.
Tą drogą zdobywa zarówno głosy, konsumentów, jak i decyduje o codziennych wyborach. Pieniądz w postaci kapitału otrzymują zresztą tylko ci, którzy powiększają zysk dla już potężnych korporacji, bogatych firm i bogatych ludzi. Żaden program eliminacji bezrobocia, likwidacji bezdomności, czy głodu nie zyska więc w kapitalizmie większej aprobaty i jest – z perspektywy kapitału – zwyczajnie nieopłacalny.
Utrzymanie bezpieczeństwa socjalnego, mieszkanie dla każdego, zapewnienie wszystkim dzieciom dobrej i pełnowartościowej edukacji… Praktycznie wszystkie te cele nie mają żadnego usprawiedliwienia w świecie, gdzie o racji lub błędzie decyduje tylko to, czy masz pieniądze. Dlatego też większość postępowych projektów społecznych pozostaje niezrealizowana i to pomimo tego, że jako globalna wspólnota posiadamy już środki, które z powodzeniem i to w przeciągu kilku zaledwie lat mogłyby wyeliminować np. problem skrajnego ubóstwa, czy głodu.
Kiedy w XIX wieku Karol Marks i Fryderyk Engels opisywali problemy związane z rozwojem wczesnego kapitalizmu sporo uwagi poświęcili też skażeniu, jakie niósł ze sobą rozwój przemysłu w Anglii i krajach młodego wówczas kapitalizmu. Prawdopodobnie nie spodziewali się jednak, że globalny i w pełni rozwinięty kapitalizm zagrozi klimatowi i życiu również globalnie. To, że kapitalizm koliduje z ideą zrównoważonej gospodarki i zdrowiem ludzkim wiedzieli jednak już wtedy – dlatego sam Marks zwracał już uwagę na to, że kapitał traktuje wszystkie zasoby pochodzące ze środowiska przyrodniczego jako „gratis”. Podobnie dziś – zwierzęta, lasy, morza i oceany są ofiarą produkcji w imię zysku o którą nikt się nie martwi: wszystko to, co samo i głośno nie domaga się pensji uważa się za prezent na rzecz świętego zdobywania pieniądza. Wyspa śmieci to po prostu efekt uboczny i nikt konkretny też za nią nie odpowiada – bo przyroda nie dysponuje kapitałem, a więc i nie ma prawa głosu. Nie jest „racjonalna”, bo nie gra na giełdzie.
Globalny świat pracy jest dziś potencjalnie jedynym sojusznikiem przyrody, który może upomnieć się o wszystko to, co tracimy na ołtarzu pieniądza.
Rozwiązania, których potrzebujemy globalnie nie są rozwiązaniami, które może dać nam współczesny system kapitalistyczny. Ekonomizm, rynkowa ocena zapotrzebowania na pracę, na ludzi, na przyrodę… To intelektualny i moralny skansen, którego współczesne stosowanie prowadzi nas ku wielkiemu wymieraniu gatunków: w tym i ostatecznie naszego – zwłaszcza w jego solidarnej, zorganizowanej formie. Fetysz zysku i fetysz wzrostu jest częścią kapitalistycznego fetyszyzmu towarowego, który narzucany jest nam przez najbogatszych i najpotężniejsze korporacje. Jako całe społeczeństwo mamy ciągle drżeć ze strachu w oczekiwaniu na nowe wskaźniki wzrostu gospodarczego – tak jakby to, czy korporacje i banki powiększają swój kapitał miało wpływ na to, czy mamy co włożyć do naszego garnka i za co ogrzać swój dom na zimę.
Stopa zysku to wskaźnik zysku chciwych ludzi, prowadzących rabunkową politykę koncernów i klimatycznych kryminalistów oraz banksterów.
Ciągłe wykazywanie się zyskiem ma sens tylko z perspektywy zawłaszczycieli i tych, którzy wciąż pragną mieć jeszcze więcej: konkretniej – z perspektywy udziałowców, właścicieli firm i posiadaczy aktywów finansowych. Dla człowieka pracy istotne są konkretne dobra: mieszkanie, zdrowe pożywienie, miejsce do spania, godne miejsce pracy, dostęp do dóbr kultury… Zapotrzebowanie na sam kapitał jest zapotrzebowaniem, które wykazuje kilka procent najbogatszych, który mają do niego dostęp.
A jednak to oni mają dziś monopol na mierzenie przydatność wszystkich innych, są panami życia i śmierci dla środowiska.
Prawdziwym wyzwaniem współczesności jest nie samo wytwarzanie, lecz sprawiedliwy podział i sprawiedliwe udostępnianie dóbr. Zasadniczej zmianie muszą ulec zasady i cele przyświecające wytwarzaniu i produkowaniu. Zbrodniczą ideologię zysku musimy zastąpić imperatywem interesu społecznego i kryterium użyteczności z perspektywy rzeczywistych, sprawiedliwie osiągalnych potrzeb całej ludzkości. Jeśli globalny kapitał ma problem z tym, że chcemy zlikwidować głód na świecie, ochronić i ocalić lasy oraz puszcze, czy zapewnić każdemu dostęp do dobrej opieki medycznej to tylko oczywisty dowód na to, że jego użyteczność dobiegła już końca. Najwyższy czas, by zniknął!
Z tego też względu sam gwarantowany dochód podstawowy i dzielenie pieniędzy wytworzonych przez kapitalizm, czy miejscowe pudrowanie systemu i drobne reformy nie są w stanie zmienić położenia naszej planety. Postęp musi polegać na całościowej zmianie zasad wynagradzania i oceny przydatności społecznej. Cierpiący na ekonomizm finansiści często postulują i domagają się zmian w dzieleniu dóbr i dochodów: praktycznie nigdy jednak nie kwestionują zasadniczej i najbardziej chorobotwórczej zasady: kryterium kapitalistycznego zysku, jako jedynego wyznacznika skuteczności, efektywności i wydajności gospodarczej. Gospodarka przyszłości, w której nie dusimy się z braku czystego powietrza i nie walczymy o dostęp do wody, to gospodarka planowa i realizująca cele społeczne, a nie kolejna mutacja systemu rynkowego, gdzie świętością są akcje, obligacje i procenty na korporacyjnych kontach.
Albo osiągniemy erę postwyzysku i ekologicznego socjalizmu, albo dalej będziemy grali w grę na zasadach narzucanych nam przez ideologię „racjonalnego” egoizmu, który sprzyja tylko najbogatszym i najpotężniejszym. Późny kapitalizm domaga się od nas ofiar niczym w horrorze, a jedyną nagrodą za wycinkę lasów, skażenie mórz i kolejne ofiary pod postacią całych gatunków jest przetrwanie zasad, które bynajmniej nie służą ogółowi i wcale nie zbliżają nas do bardziej równego, sprawiedliwego, pokojowego i ekologicznego świata. Kompromitacja i kres przydatności kapitalizmu mają swoje źródło właśnie tutaj: system ten nie zapewnia już warunków odpowiednich dla przetrwania ludzkości, czy nawet życia jako takiego.
Sprzeczność zachodząca pomiędzy reprodukcją zdrowego społeczeństwa, harmonijnym istnieniem ludzkości w świecie niezmasakrowanej przyrody, a interesem najbogatszych i realizowaniem interesów koncernów to zasadnicza i główna sprzeczność. Jej rozwiązanie przyniesie nam albo przetrwanie, albo zagładę i dezintegrację zorganizowanego społeczeństwa. Jak zwraca uwagę m.in. Noam Chomsky to ostatnie może bowiem istnieć tylko w warunkach, kiedy każdy posiada zapewnione dla siebie konieczne minimum egzystencji, a reprodukcja może odbywać się w warunkach pokoju i współpracy. W świecie rodem z filmów postapokaliptycznych, gdzie walka o czystą wodę to główny cel walczących na śmierć i życie grupek dogorywającej ludzkości, taka organizacja nie będzie już osiągalna.
Krytyka kapitalizmu i antykapitalizm nie są projektami do wyciągnięcia z szafy za 100 lat – to zadania na dziś. Nie ma już czasu na oczekiwanie, aż kapitalizm sam kiedyś doceni życie i uzna zrównoważone, niezniszczone środowisko naturalne za opłacalne, istotne i warte ocalenia. Potrzebujemy zbiorowej interwencji państw i masowej aktywności społecznej praktycznie na całym świecie. Tu i teraz.

Sezon brexitowych klęsk

Premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson zaliczył kolejne porażki – Twardy brexit został zablokowany, przedterminowych wyborów nie będzie. I co dalej?

W zasadzie dwie spośród ostatnich klęsk premiera Johnsona były konsekwencją poprzednich i były doskonale przewidywalne. W poniedziałek królowa Elżbieta II podpisała przyjętą bez poprawek przez Izbę Lordów ustawę uniemożliwiającą rządowi przeprowadzenie bezumownego brexitu 31 października i obligującą go do dalszego przesunięcia terminu. Wciągnięcie monarchii do rozgrywki, na co – jak się wydawało po tym, jak królowa zgodziła się na zawieszenie parlamentu – premier Boris Johnson miał jakieś nadzieje. Niezbyt uzasadnione, bo – zgodnie z uformowaną przez wieki tradycją – dwór bardzo uważa, żeby nie brać udziału w życiu politycznym, jeżeli to robi, to bardzo dyskretnie, w drodze nieformalnych konsultacji i sugestii.
Jeszcze tego samego dnia upadł po raz kolejny wniosek o rozpisanie przedterminowych wyborów, co również nie było zaskoczeniem, bo po odejściu 21 konserwatywnych posłów rząd stracił większość w Izbie Gmin. Przed głosowaniem, które odbywało się – niemal jak w polskim Sejmie – nad ranem we wtorek – premier Johnson usiłował bezskutecznie sprowokować lidera opozycyjnej Partii Pracy Jeremy’ego Corbyna mówiąc, że pierwszym w historii Wielkiej Brytanii liderem opozycji, który tak wielkie okazuje zaufanie rządowi niemającemu w Izbie większości i nie chce wykorzystać tego faktu do jego obalenia. Zaledwie 293 spośród 650 posłów poparło wniosek o rozwiązanie parlamentu.
Fakt, że rząd utracił większość sprawia, że prawdopodobnie przedterminowych wyborów nie da się uniknąć, ale równocześnie groźba, że wybory mogłyby zostać rozpisane po zaplanowanym terminie brexitu każe opozycji ostrożnie podchodzić do tej perspektywy. Tym bardziej, że przedterminowe wybory mogłyby okazać się – przynajmniej teoretycznie – rozwiązaniem „ostatniej szansy” dla Borisa Johnsona: byłoby tak w sytuacji, gdyby po wyborach możliwe było sformowanie koalicji z Partią Brexitu Nigela Farage’a, z którą Johnsonowi, w którego zapewnienia, że nadal będzie starał się negocjować, a „twardy” brexit uważa za zło konieczne i możliwe do zaakceptowania jedynie w przypadku, gdyby nie było innego wyjścia, nikt już prawdopodobnie nie wierzy, być może udałoby się porozumieć. Na tym – każdym razie parlamentarna rozgrywka została zawieszona, bo tymczasem weszło w życie zawieszenie obrad, które potrwa do 13 października. Rozwiązanie, które miało ułatwić premierowi działanie okazało się w rezultacie dodatkowym czynnikiem krępującym mu ruchy – pozostaje mu tylko udawać, że przygotowuje jakieś propozycje, choćby symboliczne, w celu renegocjowania „układu rozwodowego” z Unią Europejską przed szczytem w Brukseli 17 października. Choć znaczy to, że wszystko zostaje odłożone dosłownie na pięć minut przed północą.
Czy doprowadzą te działania do czegokolwiek – trudno wyrokować. Paradoksalnie może się okazać, że do „twardego” brexitu jednak dojdzie 31 października, nawet mimo podpisanej przez królową ustawy, gdyż daje o sobie znać coraz większe zniecierpliwienie po stronie unijnej, które wyraża się w coraz częściej pojawiających się opiniach, że sprawę należy wreszcie skończyć, a nawet będzie lepiej, jeśli bez przyjęcia umowy Zjednoczone Królestwo opuści UE wcześniej niż później.
To wszystko to jednak jeszcze nie koniec okołobrexitowych problemów Borisa Johnsona. Parlament przymusił bowiem rząd – czyli ministrów, specjalnych doradców i kluczowych funkcjonariuszy służb y cywilnej do ujawnienia wiadomości wymienianych za pośrednictwem WhatsApp i innych komunikatorów, a związanych ze sprawą zawieszenia parlamentu. Wiąże się to z domniemaniem zamiaru przeprowadzenia przez administrację „Operacji Yellowhammer”, czyli doprowadzenia do odebranie parlamentowi przypisanej mu przez prawo roli decyzyjnej w sprawie brexitu – „ucieszenia” go, jak to zostało określone. Wniosek w tej sprawie zgłosił były prokurator generalny Dominic Grieve – jeden z 21 posłów konserwatywnych, którzy przeszli na stronę opozycji.
Odpowiadając na wyrażane przez parlamentarzystów podejrzenia, że rząd może chcieć „ominąć” nałożone nań ograniczenia zakazujące bezumownego opuszczenia UE, minister spraw zagranicznych Dominic Raab zapewnił, że rząd zawsze kieruje się zasadą praworządności, dodając wprawdzie, że „czasem sytuacja może być bardziej skomplikowana, gdyż niektóre dyspozycje prawa bywają sprzeczne ze sobą, podobnie jak ich interpretacje”. Czy należy to uważać za wskazówkę mówiącą, że rząd faktycznie realizuje „Operację Yellowhammer”?

48 godzin świat

Putin z Macronem o Ukrainie

Prezydenci Francji i Rosji przeprowadzili w minioną niedzielę (8 sierpnia) rozmowę telefoniczną. Głównym tematem była sytuacja na Ukrainie. W opinii przywódców obydwu państw, w najbliższych tygodniach możliwe jest spotkanie tzw. grupy normandzkiej, poświęcone uregulowaniu konfliktu w Donbasie. Według komunikatu Kremla „prezydenci podkreślili brak alternatywy dla mińskiego kompleksu środków”zmierzających do rozwiązania sytuacji na południowo-wschodniej Ukrainie”.

Zełenski jedzie za Trumpem

Nie doszło do planowanego spotkania prezydentów Ukrainy i Stanów Zjednoczonych w Warszanie, Wołodymyr Zełenski pojedzie zatem do USA. 23 września prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski poleci do USA aby wziąć udział w sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. „Mamy też złożyć wizytę w Waszyngtonie w celu spotkania z amerykańskim prezydentem i rządem. Omawiamy różne daty, myślę, że w najbliższym czasie poznają Państwo konkretne daty omówione ze stroną amerykańską” – poinformował szef ukraińskiego MSZ Wadym Prystajko.

Kim strzela i chce rozmawiać

Korea Północna we wtorek przeprowadziła dwa wystrzały niezidentyfikowanych pocisków z prowincji Pjongjang Południowy w stronę Morza Japońskiego. Jest to już ósma taka operacja w ciągu ostatniego półtora miesiąca i dziesiąta od maja. Dzień wcześniej wiceminister spraw zagranicznych Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej Czoe Son hui oświadczył, że jego kraj chce wznowić „dyplomację nuklearną” ze Stanami Zjednoczonymi pod koniec bieżącego miesiąca, ale Waszyngton musi wystąpić z nowymi, akceptowalnymi propozycjami. „Jeśli nie spełnią one oczekiwań Pjongjangu – dialog się zakończy” – dodał. Prezydent USA Donald Trump określił stanowisko KRLD jako „interesujące”. „Jak dotychczas uzyskaliśmy powrót naszych zakładników, powrót szczątków naszych bohaterów i przez dość długi czas mieliśmy dialog nuklearny” – stwierdził.

Przyszli komisarze

Nowa przewodnicząca Komisji Europejskiej ursula von der Leyen ogłosiła nazwiska kandydatów na komisarzy. Wśród nich jest Janusz Wojciechowski, któy miałby zostać komisarzem do spraw rolnictwa. Zaskoczeniem jest zmiana kompetencji dotychczasowego wiceprzewodniczącego KE Fransa Timmermansa, który do tej pory zajmował się kwestiami praworządności w UE – teraz będzie odpowiedzialny za przygotowanie „Zielonego Ładu dla Europy”. Praworządnością zajmą się Czeszka Věra Jourová i Belg Didier Reynders.

Rosjanie nas obserwują

Rosja i Białoruś przeprowadzają do 13 września lot obserwacyjny nad Polską w ramach traktatu o otwartym niebie. Równocześnie wykonywany jest lot amerykańsko-ukraiński nad Rosją.

Włochy mają rząd

Rząd premiera Giuseppe Contego uzyskał aprobatę Izby Deputowanych. Tworzą go Partia Demokratyczna i Ruch Pięciu Gwiazd. Za wotum zaufania głosowało 343 deputowanych, przeciwko – 263.

Koniec rozmów z talibami

Prezydent USA Donald Trump stwierdził, że rozmowy z afgańskimi talibami uważa za definitywnie zakończone. Zamiast negocjacji czekać ich ma teraz atak amerykańskich wojsk.

Tajfun Faxai spraliżował Japonię

Najbardziej ucierpiał transport – wstrzymano ruch pociągów i zablokowane zostały porty lotnicze. W wyniku tajfuny zginęły przynajmniej 3 osoby, a 50 zostało rannych.

SPÓR O REPARACJE WOJENNE

Poseł PiS Arkadiusz Mularczyk, stojący na czele parlamentarnego „Zespołu ds. oszacowania wysokości odszkodowań należnych Polsce od Niemiec za szkody wyrządzone w trakcie II wojny światowej” (wstępny szacunek to kwota 850 mld. dol.), powiedział ostatnio w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”, iż:”dopiero wypłata Polsce odszkodowań przez Niemcy będzie oznaczać, że pomiędzy naszymi narodami doszło do faktycznego pojednania, a relacje mają charakter partnerski”.

 

15 lat temu-pozornie podobnie,a jednak inaczej

Ostatnia,na pierwszy rzut oka analogiczna, dyskusja na ten temat miała miejsce niemal równo 15 lat temu, 10 września 2004r. Sejm bez głosu sprzeciwu przyjął uchwałę „w sprawie praw Polski do niemieckich reparacji wojennych oraz w sprawie bezprawnych roszczeń wobec Polski i obywateli polskich wysuwanych w Niemczech”. W tym 4-punktowym dokumencie akcent położono nie na żądania reparacji od RFN, lecz na odpowiedzialność odszkodowawczą władz w Berlinie, ze względu na praktyczne efekty takiego podejścia. Stwierdzono oczywiście, iż Polska nie otrzymała stosownej kompensaty finansowej za olbrzymie zniszczenia oraz straty materialne i niematerialne spowodowane niemiecką agresją, okupacją,ludobójstwem i utratą niepodległości oraz wezwano rząd do jak najszybszego przedstawienia opinii publicznej szacunku strat poniesionych przez nasze państwo i jego obywateli.
Jednak kluczowy był apel do rządu Republiki Federalnej Niemiec o uznanie bezzasadności i bezprawności niemieckich żądań odszkodowawczych przeciwko Polsce, a także o zaprzestanie kierowania na drogę sądową lub administracyjną tych obywateli niemieckich, którzy ponieśli szkody wskutek przesiedleń i utraty majątku wynikających z postanowień Umowy Poczdamskiej oraz późniejszych procesów repatriacyjnych.
Jako przewodniczący podkomisji opracowującej wtedy tę uchwałę wskazywałem, iż jej intencją nie jest zaognianie stosunków polsko-niemieckich, lecz ich poprawa poprzez usunięcie przyczyn pewnych napięć oraz uspokojenie wielu obywateli polskich wyrażających niepokój związany z działalnością niektórych środowisk w RFN. Wtedy bowiem wciąż aktywny był tzw. Związek Wypędzonych kierowany przez deputowaną do Bundestagu Erikę Steinbach (CDU), propagujący ideę budowy w Berlinie Centrum przeciw Wypędzeniom, a rozmaite kroki podejmowało też tzw. Powiernictwo Pruskie. Ta z kolei struktura zajmowała się m.in. losami „późnych przesiedleńców”, którzy wyjechali z Polski w latach 70. i 80., a część z nich próbowała odzyskać majątki pozostawione szczególnie na Warmii i Mazurach. W tym kontekście głośna była, ciągnąca się przez lata w naszych sądach, precedensowa sprawa Agnes Trawny, która zostawiła swój dom w Nartach,niedaleko Szczytna.
Dla określenia tamtej sytuacji wyjątkowo trafnie pasowała szachowa maksyma, iż „groźba jest silniejsza od ruchu”. Apel w sprawie uzyskania od Niemiec reparacji już wówczas wyglądał na niewykonalny, ale miał być swoistą odpowiedzią na absurdalne roszczenia wobec Polski. Od szeregu lat na szczęście nie mamy już do czynienia z tego rodzaju roszczeniami, jednak wspomniane powiedzenie pozostaje aktualne.

Pacta sunt servanda

O losach powojennej Europy,w tym o reparacjach, mówiono na konferencjach w Jałcie i Poczdamie,a ostateczne decyzje zatwierdzono pokojem paryskim w 1947 r.. Na jego mocy m.in. ustalono reparacje od Włoch, Bułgarii, Finlandii, Rumunii i Węgier, o czym się zupełnie nie pamięta. Niemcy, jak wiadomo, podzielono na 4 strefy okupacyjne: amerykańską, brytyjską, francuską i radziecką. Z trzech pierwszych utworzono na początku 1949 r. RFN, zaś z radzieckiej-nieco później-Niemiecką Republikę Demokratyczną. Podzielony został również Berlin. Każde z czterech mocarstw miało na początku prawo do reparacji,spłacanych głównie w naturze, ze swojej strefy,a cały proces nadzorowała Międzysojusznicza Komisja Odszkodowań z siedzibą w Moskwie. Późniejsza sytuacja jest na ogół dobrze znana, choć nie wszyscy wyciągają z niej identyczne wnioski.
23 sierpnia 1953r. władze polskie ustami prezydenta Bieruta zrezygnowały oficjalnie z reparacji niemieckich, zaraz po tym,jak uczynił to ZSRR. Biorąc pod uwagę, ze na mocy Umowy Poczdamskiej nasze państwo miało otrzymywać 15% reparacji radzieckich,zaś o sposobie realizacji tego zapisu decydowały władze w Moskwie, była to decyzja wtórna i czysto formalna. W istocie w podobny sposób postąpiły wszystkie wielkie mocarstwa. Nowa era nastąpiła po rozpoczęciu transformacji ustrojowej i licznych innych zmianach w w całej Europie Środkowo-Wschodniej. 12 września 1990r. podpisano tzw. Traktat 2+4 regulujący warunki zjednoczenia Niemiec, w tym ostateczne uznanie granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej. Ani w tym traktacie,ani w polsko-niemieckim układzie granicznym z 14 listopada 1990r.,ani wreszcie w traktacie o dobrym sąsiedztwie i pokojowej współpracy z 17 czerwca 1991r. nie odnoszono się do kwestii reparacji. Uznano rzecz za zamkniętą. Nie była ona też podnoszona w okresie rządów PiS 2005-2007r.
Pos. Mularczyk jako prawnik nie może nie znać klasycznej formuły rzymskiej Pacta sunt servanda („układów trzeba dotrzymywać”), będącej jedną z podstawowych zasad prawa międzynarodowego. Wielu czołowych polityków rządzącej partii nie przyjmuje jednak wspomnianych decyzji do wiadomości, o czym mówił m.in. Jarosław Kaczyński na kongresie w Przysusze. Najdalej posunął się Antoni Macierewicz twierdząc, iż „to sowiecka kolonia, nazywana Polską Republiką Ludową, zrezygnowała z części reparacji odnoszących się do równie marionetkowego państwa pod nazwą Niemiecka Republika Demokratyczna”. Choć Polska nie była wówczas oczywiście w pełni suwerenna (zaledwie kilka miesięcy wcześniej umarł Stalin), ale należała m.in. do ONZ i powszechnie uznawano ją za podmiot prawa międzynarodowego. Gdy usłyszałem takie słowa byłego szefa MON, to żałowałem, iż przestał się już zajmować Indianami Keczua w strefie andyjskiej.
Na konferencji w Poczdamie postanowiono o przesunięciu wschodniej granicy Niemiec na Zachód, co zmniejszyło ich obszar o 25% w porównaniu z rokiem 1937.Podstawowa część tych terytoriów weszła w skład Polski. Te ziemie zachodnie i północne (m.in. z Wrocławiem, Szczecinem i Olsztynem),o ogromnej wartości, były dla nas swoistym ekwiwalentem materialnym. Równocześnie, bez jakichkolwiek konsultacji z reprezentantami naszego państwa.zmieniły się też wschodnie granice Polski, głównie po włączeniu w skład ZSRR tzw. Kresów. A’ propos – odbywało się to z naruszeniem zasad 8-punktowej Karty Atlantyckiej z sierpnia 1941r. O wszystkim decydowała tzw. Wielka Trójka-USA, Wielka Brytania i Związek Radziecki. Nie przypuszczam wszakże, aby PiS zdecydował się dziś wystąpić o reparacje do prawnego sukcesora ZSRR, czyli do Federacji Rosyjskiej.

Co dalej? Waga stosunków Polski z Niemcami

Skomplikowane ze względów historycznych relacje polsko-niemieckie z upływem lat stopniowo się normalizowały, a także postępował proces pojednania. Istotną w tym rolę odegrały: orędzie 34 biskupów polskich (m.in. Stefana Wyszyńskiego i Karola Wojtyły) do biskupów niemieckich z listopada 1965r. z pamiętną formułą „Udzielamy przebaczenia i prosimy o nie”,a także historyczny gest pierwszego kanclerza odwiedzającego Warszawę Willy Brandta, który ukląkł pod pomnikiem Bohaterów Getta 7 grudnia 1970 r. Na uroczystości z okazji 50. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego prezydent Roman Herzog przepraszał za krzywdy wyrządzone przez Niemcy polskiemu narodowi. Przemawiał w podobnie wzruszający sposób, jak niedawno-z okazji 80. rocznicy. wybuchu II wojny- zarówno w Wieluniu, jak i w Warszawie- obecny prezydent Frank-Walter Steinmeier.
W tym czasie trwały już, za pośrednictwem Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie wypłaty dla byłych więźniów obozów koncentracyjnych i robotników przymusowych, pochodzące z przekazanej przez rząd RFN kwoty 500 mln marek. Trzeba przyznać,iż udział Polski w tym zadośćuczynieniu, które Niemcy wypłaciły ofiarom z poszkodowanych w II wojnie krajów był stosunkowo skromny. W tym kontekście należy jednak odróżniać reparacje wojenne (dla danego państwa) od roszczeń osób indywidualnych, np. wobec przedsiębiorstw niemieckich wykorzystujących pracę przymusową.
Niemcy bardzo mocno poparły członkostwo Polski w NATO oraz w Unii Europejskiej. Stały się dla nas największym partnerem gospodarczym (roczne obroty ok. 110 mld euro) oraz głównym partnerem politycznym w Europie. Żadne emocje dotyczące przeszłości nie powinny tego zmienić. Stąd trudno zrozumieć powody sytuacji, dla której obecny gabinet w Warszawie (aby rzec łagodnie-od czasu do czasu) obiektywnie konfrontuje nasz kraj z RFN. Chodzi zapewne o przyczyny wewnętrzne, zaś liczne przykłady można mnożyć. Tymczasem język obrażający partnerów, a niekiedy sięgający nawet po inwektywy, na ogół bywa nieskuteczny, dowodzi braku umiejętności dyplomatycznych i de facto osłabia naszą pozycję międzynarodową, nie tylko w Unii Europejskiej.
Co do reparacji, to politycy PiS – powtarzający nierzadko słowa „należy się nam” – czasem licytują się na wysokość sumy takiego odszkodowania. Tymczasem trudno znaleźć do tego podstawy prawne. 27-stronicowa ekspertyza Bundestagu, której fragmenty zamieścił jakiś czas temu „Frankfurter Allgemeine Zeitung” ocenia ewentualne roszczenia za przedawnione. Dodam,iż w skrajnej interpretacji tego typu działania mogłyby zostać nawet uznane za próbę naruszania ładu jałtańsko-poczdamskiego. Jeden z najprzychylniejszych Polsce posłów do Bundestagu Dietmar Nietan (SPD) wypowiedział niedawno ważne, a zarazem bolesne słowa: ”Nie istnieje suma zadośćuczynienia. Moralna odpowiedzialność Niemiec się nie przedawnia(…) Czy tyle lat po zakończeniu wojny Polska i Niemcy miałyby się targować jak na bazarze? Iks miliardów to za dużo, dajmy trochę mniej? A jeśli już zawarlibyśmy kompromis, to sprawa byłaby załatwiona? Nasza odpowiedzialność za wojnę raz na zawsze zostałaby rozliczona, zapomniana? Czy na pewno chcielibyśmy takiego rozwiązania? Dotykając tych bolesnych kwestii sam nie stawiam już pytania – czy Polska powinna domagać się odszkodowań od Ukrainy za zbrodnie na Wołyniu, zaś sama poczuwać do odpowiedzialności wobec Czech za aneksję Zaolzia w 1938r.?
Ulubione powiedzenie prezydenta Johna Kennedy’ego to: ”Lepsze są nieprzyjemne prawdy niż przyjemne iluzje”. Taką nieprzyjemną prawdą w omawianej materii jest to, iż raczej nie ma co liczyć na reparacje wojenne od Niemiec. Aby wyjść z tego zapętlenia warto, aby oba państwa WSPÓLNIE znalazły inne formy zadośćuczynienia za ogromne wyrządzone Polsce szkody. Mógłby to być np. zasilany środkami naszego zachodniego sąsiada znaczący Fundusz na stypendia dla młodzieży polskiej,czy odbudowa infrastruktury, której powstanie przerwała II wojna. Podobnych rozwiązań może być wiele.

Nie otwierajmy puszki Pandory!

Jest jeszcze czas, aby nie popełniać poważnego błędu, jakim byłoby wchodzenie w otwarty spór na ten temat z Niemcami. Na razie polski rząd na szczęście tego uniknął. Nie warto brać pod uwagę kuriozalnej opinii wiceministra kultury, że „temat reparacji trzeba podejmować bez względu na to czy będzie to efektywne” ani przechwałek jednego z eurodeputowanych PiS, iż „dysponuje tajną bronią”, która zmusi Niemcy do zapłaty bilionów”.
W przeciwnym razie istnieje groźba swoistej powtórki znanej z mitologii greckiej smutnej przypowieści o puszce Pandory. Otóż Zeus, mszcząc się na Prometeuszu za wydarcie niebu ognia ofiarował tej pierwszej kobiecie w posagu puszkę pełną kłopotów, smutków i utrapień. Prometeusz nie ufał Zeusowi ani jego darom. Ale jego brat Epimeteusz („mądry po szkodzie”) ożenił się z Pandorą i otworzył puszkę z wiadomym, negatywnym skutkiem. Nie warto dziś w naszej polityce zagranicznej iść drogą Epimeteusza.

Oskarżony Guaidó

Prokurator generalny Tarek William Saab ogłosił otwarcie śledztwa przeciw Juanowi Guaidó, którego w styczniu Stany Zjednoczone mianowały „prezydentem” Wenezueli. Guaidó jest podejrzany o zdradę stanu w związku z ujawnioną, podpisaną przezeń promesą udzielenia licencji wielkim amerykańskim koncernom, jak ExxonMobil, na wydobycie minerałów we wschodniej prowincji Esequibo.

Guaidó jest chroniony przez swych amerykańskich pracodawców: prezydent Donald Trump straszył, że aresztowanie go będzie „ostatnim błędem” socjalistycznego rządu. Guaidó znalazł się na celowniku wenezuelskiego wymiaru sprawiedliwości już 23 stycznia, gdy po telefonie od amerykańskiego wiceprezydenta Mike’a Pence’a wyszedł na ulicę Caracas i ogłosił się „prezydentem” Wenezueli. Wcześniej nieznany, został szybko uznany przez grupę satelitów imperium amerykańskiego (w tym Polskę). Odtąd Guaidó zajął się organizowaniem zamachów stanu, w celu obalenia prezydenta Nicolasa Maduro, wybranego w wyborach powszechnych.
Wszystkie próby Guaidó spaliły na panewce. Mimo, że nikt go nie aresztował, nie potrafił pociągnąć za sobą ani zwykłych obywateli, ani armii, co wywołało pewną niecierpliwość Amerykanów. Rząd próbował z nim negocjować, traktując go jako przedstawiciela Stanów Zjednoczonych, lecz w końcu zerwał te rozmowy, gdy USA nałożyły kolejne, bardzo ciężkie sankcje na Wenezuelę. Guaidó, zupełnie pozbawiony poparcia społecznego, jest jednak oficjalnie uznawany przez Amerykanów za „prezydenta”, więc według nich może udzielać koncesji dla imperialnych koncernów wydobywczych.
Esequibo jest wenezuelskim terytorium, które państwa imperialistyczne samowolnie przyznały pod koniec XIX w. Brytyjczykom, kolonizatorom sąsiedniej Gujany, podpisując tzw. układ paryski. W 1966 r. podpisano nowy układ, według którego sprawa Esequibo miała być negocjowana. Odtąd pozostaje terytorium spornym. Za zdradę stanu grozi w Wenezueli od 20 do 30 lat więzienia.

Brexit (twardy) się oddala?

Izba Lordów przyjęła nie zgłaszając żadnych poprawek ustawę blokującą wyjście kraju z UE bez porozumienia. Opozycja uczyniła tym samym ważny krok na drodze do wymuszenia na premierze Borisie Johnsonie złożenie wniosku o przedłużenie procesu brexitu do stycznia 2020.

Piątkowe głosowanie to kolejna druzgocząca porażka szefa brytyjskiego rządu. Johnson, który przez ostatnie tygodnie powtarzał, że „prędzej wyzionie ducha” niż zgodzi się na opóźnienie opuszczenia wspólnoty, ukazał się społeczeństwu jako bezradny i mało wiarygodny polityk. Tzw „Ustawa Benna” zakłada bowiem, że premier ma obowiązek przedłużyć termin ostatecznego brexitu, jeśli do 19 października Izba Gmin nie przegłosuje żadnego projektu porozumienia.
Większość w Izbie Gmin ma obecnie opozycja, składająca się z egzotycznego sojuszu doraźnego Partii Pracy, Liberalnych Demokratów, Szkockiej Partii Narodowej i 21 byłych członków klubu parlamentarnego Partii Konserwatywnej, wykluczonych przez Borisa Johnsona za głosowanie wbrew jego zaleceniom.
W czwartek premier Johnson przegrał głosowanie w sprawie zwołania wyborów parlamentarnych na 15 października. Szef rządu liczył, ze nowe rozdanie przyniesie mu większość w izbie umożliwiającą przegłosowanie akceptacji dla brexitowego planu. Przeciwko zagłosowała opozycja, której liderzy zgodnie podkreślali, że wybory powinny odbyć się po oddaleniu niebezpieczeństwa twardego brexitu, a więc najwcześniej w listopadzie. Jeremy Corbyn, lider Partii Pracy zaznaczył, że celem numer jeden jego formacji jest powstrzymanie „szaleńczego planu” Borisa Johnsona.
Dziś Izba Gmin będzie głosować po raz drugi w sprawie nowych wyborów. Tym razem wymagana będzie większość zwykła, a nie 2/3 głosów, jak to było przy pierwszym podejściu, jednak rząd Johnsona po odejściu 21 parlamentarzystów nie dysponuje już nawet taką większością. Jest więc niemal pewne, że początek przyszłego tygodnia będzie kontynuacją serii porażek brytyjskiego premiera.

48 godzin świat

Wymiana doszła do skutku

Samolot, który wyleciał z Boryspola z uwolnionymi na Ukrainie więźniami w ramach wzajemnej wymiany między Ukrainą a Rosją, wylądował w Moskwie. W tym samym czasie w Kijowie wylądował statek powietrzny, który wystartował z moskiewskiego lotniska. Po stronie rosyjskiej zostali wymienieni redaktor naczelny portalu RIA Novosti Ukraina Kiriłł Wyszynski, „cenny świadek” w sprawie katastrofy Boeinga MH17 Władimir Cemach, a także skazani za zdradę stanu ukraińscy wojskowi Maksim Odincow i Aleksander Baranow. Niewydawania Rosjanom Cenacha domagała się od ukraińskich władz holenderska prokuratura. Teraz występiła z wnioskiem o jego ekstradycję do Rosji. Z kolei Rosja przekazała stronie ukraińskiej m.in. 24 marynarzy zatrzymanych w wyniku incydentu Cieśninie Kerczeńskiej oraz skazanego w Rosji ukraińskiego reżysera Ołeha Sencowa.

Amerykanie testują rakiety

Stany Zjednoczone przeprowadziły testowe starty nieuzbrojonych pocisków balistycznych Trident II D5 z okrętu podwodnego Nebraska (SSBN 739) typu Ohio o napędzie atomowym. Testy przeprowadzono w pobliżu wybrzeża Kalifornii. Pierwsze dwa odbyły się 4 września, a pozostałe – 6 września.

Rozmowy odwołane

Prezydent USA Donald Trump poinformował w sobotę, że odwołał planowane na niedzielę w Camp David spotkanie z przywódcami afgańskich talibów. Powodem odwołania rozmów, których celem jest wypracowanie układu pokojowego, który zakończyłby wojnę domową w Afganistanie był czwartkowy zamach w Kabulu, w wyniku którego zginęło 12 osób. „Jeżeli nie mogą zgodzić się na rozejm podczas tak ważnych rozmów pokojowych i nawet zabijają 12 niewinnych osób, to najprawdopodobniej nie mogliby również wynegocjować istotnego porozumienia” – napisał na Twitterze. Do USA na spotkanie z Donaldem Trumpem przybył także prezydent Afganistanu Aszraf Ghani.

Turcja grozi „otwarciem drzwi”

Turecki prezydent Recep Erdogan, którego kraj przyjął ok. czterech milionów uchodźców, zagroził „otwarciem drzwi” do Unii Europejskiej, jeśli nie dostanie więcej pieniędzy i jeśli Europa nie poprze planowanego najazdu tureckiego na północną Syrię, gdzie znajduje się kurdyjska autonomia Rożawa. Do operacji wojskowej miałby dojść jeszcze we wrześniu. Ponad 3,5 miliona to uchodźcy z Syrii, reszta to głównie Afgańczycy. Ankara chce stworzyć w miejscu Rożawy „strefę bezpieczeństwa”, wzdłuż 450 kilometrowej granicy z Turcją, gdzie część Syryjczyków mogłaby wrócić. Wcześniej szykującą się napaść turecką na Rożawę prezydent argumentował koniecznością likwidacji kurdyjskiej autonomii, którą uważa za zagrożenie, ze względu na jej żywe kontakty z „terrorystyczną”, turecką Partią Pracujących Kurdystanu (PKK).

Strajk na Wyspach

Pierwszy raz w historii piloci British Airways przystąpią do strajku. 90 proc. z 4300 pilotów ma zamiar strajkować w dziś i jutro wskutek odmowy powiększenia funduszu płacowego przez firmę.

Kryzys jest jeden

„Nie ma dwóch odrębnych kryzysów, jeden środowiskowy, a drugi społeczny, ale istnieje jeden złożony kryzys społeczno-ekologiczny” – stwierdził papież Franciszek na Madagaskarze.

Wybory bez opozycji

Wczoraj Rosjanie wybierali deputowanych do władz regionalnych. Niedopuszczenie kandydatów opozycyjnych wywołało serię protestów w tygodniach poprzedzających głosowanie.

Obóz zagłady dla Barbie

Lalki na krzyżach i szubienicach, idące do otwartych piekarników – to szokujące elementy instalacji artysty żydowskiego pochodzenia Jamesa Jacobiego pokazanej na festiwalu w Nevadzie.