Kontrola moralności na planie filmowym

To wynik ujawnionych w ostatnich latach oskarżeń o seksualne molestowanie i dyskryminacje kobiet w świecie aktorskim. Gildia Aktorów USA zareagowała w swoim stylu.
Od tej pory podczas kręcenia scen tzw. „rozbieranych” będzie zatrudniony specjalny „koordynator ds. intymnych zagadnień”, jak pisze „Guardian”. Jego zadaniem będzie czuwanie nad tym, by na planie filmowym podczas scen o erotycznym charakterze „zachować ludzką i profesjonalną godność”. Gildia Aktorów USA opracowała w związku z wieloma seks-skandalami zespół przepisów, które będą obowiązywać od tej pory. Przepisy zostały specjalnie opracowane pod kątem zlikwidowania wszelkich niezgodnych z prawem działań o charakterze seksualnym w przemyśle filmowym i telewizyjnym.
Wspomniani koordynatorzy, uzbrojeni w wytyczne, mają być, jak głosi Gildia, „profesjonalistami, którzy pomogą artystom i ekipie zdjęciowej w poczuciu komfortu filmować delikatne sceny, których uczestnicy muszą się obnażać lub symulować akt płciowy”.
Autorzy nowej inicjatywy uważają, że nowe przepisy, nad przestrzeganiem których będą czuwali koordynatorzy, staną się podstawowym dokumentem, który będzie regulował pracę aktorów „zgodnie z najbardziej odpowiadającym ich twórczej naturze rytmem a jednocześnie zachowywać godność człowieka i profesjonalisty”. Przepisy stanowią bowiem, że koordynatorzy maja prawo uczestniczyć w zdjęciach, próbach, strzec terytorium planu filmowego przed wtargnięciem osób postronnych oraz uczestniczyć, zapewne z prawem weta, w ostatecznym montażu materiału filmowego.
Można oczekiwać, że koordynatorzy staną się z czasem jednym z najważniejszych członków zespołów filmowych, a ich ingerencje w proces filmowy nabiorą mocy prawa niepodlegającego apelacji.
Czy jest to kolejna i usprawiedliwiona próba obrony praw kobiet w przemyśle filmowym, czy też otwiera się furtka dla nowego rodzaju cenzury, pokaże czas.

Al-Kaida znowu zła?

Al-Kaida przyznała, że to ona zorganizowała grudniowy atak w amerykańskiej bazie lotnicznej Pensacola na Florydzie, w której zginęło trzech amerykańskich żołnierzy a ośmiu zostało rannych. Miała to być zemsta za odwrócenie się USA i NATO od syryjskiej Al-Kaidy, dotąd zbrojonej i finansowanej w celu obalenia rządu syryjskiego. Organizacja dżihadystów uważa też, że została zdradzona przez inny kraj Sojuszu Północnoatlantyckiego Turcję.

Ataku sprzed dwóch miesięcy dokonał saudyjski oficer przebywający w USA na szkoleniu. W styczniu Stany Zjednoczone odesłały do swego saudyjskiego sojusznika 21 oficerów podejrzanych o związki z dżihadystami. Syryjska Al-Kaida była tworem saudyjskim, lecz szkolonym, finansowanym i zbrojonym przez kraje NATO: USA, Francję i Wielką Brytanię, z wydatną pomocą Izraela, który leczył w swoich szpitalach rannych dżihadystów, by ich zbroić i na nowo wysyłać do walki przeciw laickiemu rządowi Syrii.
NATO graniczy z Syrią poprzez Turcję, która przez kilka lat wspomagała Państwo Islamskie zgodnie z ówczesną linią polityczną Stanów Zjednoczonych, a teraz służyła za łącznik z dżihadystami skupionymi w Idlibie – syryjskiej prowincji na północnym zachodzie kraju, gdzie panuje Al-Kaida (pod nazwą Hajat Tahrir asz-Szam). Od wielu miesięcy Syryjczycy i Rosjanie próbują wyzwolić Idlib spod okupacji dżihadystów, do tej pory wspomaganych przez NATO przez granicę turecką. Al-Kaida i inne organizacje dżihadystowskie regularnie tracą teren (zostało im ok. 55 proc. prowincji) i mają pretensje, że zostały „zdradzone przez Zachód”.
Jeszcze w zeszłym miesiącu Al-Kaida liczyła, że Turcja będzie interweniować zbrojnie, by ją ochronić. Turcja ma kilkanaście posterunków wojskowych w Idlibie, kilka z nich zostało zniszczonych przez syryjskie wojsko, lecz reakcji brak. Stany Zjednoczone zadowalają się zaborem syryjskich pól naftowych dla swych koncernów i nie wspomagają już dżihadu w Syrii, podobnie reszta NATO. Turcja zbroi jeszcze Idlib, wysłała nawet trochę czołgów, lecz zwycięstwo przechyla się wyraźnie na stronę Syrii.
Pod turecką granicą w Idlibie manifestują cywilni uchodźcy, którzy chcą przejść granicę i udać się do Europy, ale Turcy ich nie wpuszczają. W Europie ich nie chcą, gdyż zachodzi obawa, że będą wśród nich wspierani przedtem dżihadyści. Dziś w strefie frontowej zginęło dziewięciu cywilów, w tym dwoje dzieci. Według Syryjskiego Ośrodka Praw Człowieka z Wielkiej Brytanii, to ofiary ostrzału artyleryjskiego lub bombardowania lotniczego ze strony sił rządowych. Ofensywa syryjska mierzy w stolicę regionu, walki nie ustają.

Co o koronawirusie w Chinach wiedzieć trzeba

Rzecznik prasowy Ambasady ChRL w Polsce odpowiada na pytania dotyczące epidemii nowego typu koronawirusa.

W ostatnich dniach kierowane jest wiele pytań do Ambasady ze strony zarówno Polaków jak i Chińczyków mieszkających w Polsce dotyczących przedsięwziętych środków mających na celu powstrzymanie rozprzestrzeniania się nowego koronawirusa. By rozwiać wszelkie wątpliwości, by dodać nieco obiektywizmu do ogólnego obrazu epidemii, poniżej przedstawione zostały odpowiedzi na najczęściej pojawiające się pytania:

  1. Jakie rząd chiński podjął środki mające zapobiec rozprzestrzenianiu się epidemii? Jakie są efekty?
    Rząd chiński przywiązuję wielką wagę do obecnej epidemii. Przewodniczacy Xi Jinping osobiście przewodniczy i kieruje rygorystycznymi działaniami zapobiegawczymi. W całym kraju mobilizuje siły do walki z epidemią, które dokładają wszelkich starań, by zapewnić bezpieczeństwo dla życia i zdrowia ludzi, zminimalizować ryzyko rozprzestrzeniania się epidemii i stworzyć wspólną linię ochrony zapewniająca międzynarodowe bezpieczeństwo zdrowia publicznego.
    Począwszy od 23 stycznia czasowo został wstrzymany transport publiczny w rejonie Wuhan, czasowo zamknięto połączenia lotnicze i kolejowe. Stosując się do zasad wczesnego wykrywania, diagnoz i kwarantanny, pacjenci natychmiast byli poddawani badaniom i leczeni, personel medyczny z całego kraju cały czas spieszy z pomocą dla Wuhan, a na terenie miasta w trybie pilnym utworzono nowe szpitale specjalistyczne. Podjęte środki spotkały się z aprobatą ekspertów międzynarodowych odgrywając ważną rolę w zapobieganiu rozprzestrzenianiu się epidemii już na początkowym etapie. Obecnie lokalne zapasy towarów potrzebnych do życia codziennego jest wystarczający, porządek społeczny jest zachowany, a pacjenci leczeni zgodnie z obecną wiedza medyczną.
    By ograniczyć przemieszczanie się ludzi, a przez to przenoszenie sie wirusa, w całym kraju przedłużono ferie świąteczne z okazji Święta Wiosny – uczniowie później rozpoczną naukę. Od 24 stycznia czasowo wstrzymano wycieczki zorganizowane w kraju, a od 27 stycznia również zorganizowane wycieczki zagraniczne. 31 chińskich prowincji, regionów autonomicznych i miast wydzielonych ogłosiło stan kryzysowy I stopnia związany ze zdrowiem publicznym. Środki zapobiegania epidemii są konsekwentnie i skrupulatnie podejmowane w oparciu o jednolite warunki w zależności od regionu.
    By zapewnić otwarty i przejrzysty przepływ informacji na temat epidemii, Narodowa Komisja Zdrowia Chin udostępnia dane o epidemii i oraz informacje dotyczące podjętych środków. Począwszy od 26 stycznia każdego dnia publikowane są ogólnodostępne wiadomości dotyczace epidemii oraz odpowiedzi na pytania zadawane przez obywateli. Jednocześnie strona chińska przekazuje Światowej Organizacji Zdrowia oraz poszczególnym krajom informacje dotyczące epidemii, genom koronawirusa nowego typu, jak również rozwija współpracę w zakresie międzynarodowej ochrony zdrowia. Działania te spotkały się z aprobatą i wysoką oceną różnych środowisk.
  2. W jaki sposób Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) postrzega epidemię zapaleń płuc związanych z zakażeniami nowym koronawirusem ? Jak w tym momencie Chiny współpracują z WHO?
    Kilka dni temu Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła, iż zapalenie płuc spowodowane nowym typem koronawirusa, jest sytuacją zagrażającą zdrowiu publicznemu o zasięgu międzynarodowym. Celem takiego oświadczenia jest zmobilizowanie większej liczby środków międzynarodowych w celu wspólnej reakcji na epidemię a w szczególności w celu zapewnienia niezbędnej pomocy krajom z niestabilnym systemem sanitarnym i niewystarczającymi możliwościami publicznej opieki zdrowotnej. WHO wielokrotnie podkreślało, że nie popiera nawet sprzeciwia się ograniczeniom w zakresie podróży i handlu z Chinami. Wszelkie podjęte kroki powinny mieć oparcie w dowodach. Konieczna jest współpraca mająca na celu zwalczanie plotek i fałszywych informacji, nie mówiąc już o praktykach dyskryminacyjnych.
    Od momentu rozpoczęcia się epidemii Chiny przyjęły otwarte, przejrzyste i odpowiedzialne podejście w stosunku do nowego wirusa. Światowa Organizacja Zdrowia została niezwłocznie powiadomiona o sytuacji epidemicznej, wirus został szybko zidentyfikowany oraz została podzielona jego sekwencja genowa. Została utrzymana ścisła komunikacja oraz sprawna współpraca Chin z WHO. Dyrektor generalny WHO Tedros Adhanom pozytywnie określił chińskie działania prewencyjne i kontrolne, podkreślając, iż Chiny podjęły zdecydowane i skuteczne kroki w celu kontroli rozprzestrzeniania się epidemii, co odzwierciedla nie tylko wysoką odpowiedzialność za zdrowie własnych obywateli, ale także silne wsparcie globalnej profilaktyki i kontroli rozprzestrzeniania się choroby. Uważa, iż, wysiłki Chin w walce z epidemią zasługują na szacunek i uznanie, dlatego warto iść za ich przykładem, ponieważ w rzeczywistości wiele środków zapobiegawczych i kontrolnych podjętych przez Chiny znacznie wykracza poza standardowe wymagania reakcji na sytuacje kryzysowe, tym samym Chiny ustanawiają nowe standardy w zakresie zapobiegania i kontroli epidemii w różnych krajach. Tedris Adhanom wierzy, że Chiny skutecznie opanują i pokonają epidemię.
  3. Jakiego rodzaju pomocy Chiny udzielają obcokrajowcom przebywającym na terenie Chin?
    Chiny dbają również o zdrowie i bezpieczeństwo cudzoziemców przebywających na terenie Chin oraz przyjmują wysoce odpowiedzialne podejście do aktywnego prowadzenia współpracy międzynarodowej. Chińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych ustanowiło mechanizm koordynacyjny specjalizujący się w zapobieganiu epidemii wśród dyplomatów i cudzoziemców przebywających Chinach. Zostało zwołane posiedzenie informacyjne na temat zapobiegania i kontroli epidemii dla ambasad (pułków) państw zagranicznych w Chinach oraz utworzono specjalną sekcję na stronie internetowej Ministerstwa Spraw Zagranicznych, która ma pomóc w terminowym przekazywaniu informacji o epidemii oraz o chińskich środkach zapobiegania i kontroli. Krajowa Administracja Imigracyjna wydała wielojęzyczne instrukcje dotyczące zapobiegania sytuacji epidemicznej, a także aktywnie odpowiada na pytania dotyczące wjazdu i wyjazdu cudzoziemców do Chin, wiz i dokumentów pobytowych. Rządy regionalne w całym kraju wykorzystują również media społecznościowe i inne kanały informacyjne do informowania obywateli zagranicznych o metodach zapobiegania epidemii, do informacji podane są także numery interwencyjne i platformy internetowe, które zapewniają usługi, konsultację oraz pomoc w języku obcym. Ponadto Chiny nadal aktywnie transportują materiały dla obcokrajowców, jak i lokalnych mieszkańców, potrzebne w codziennym życiu, a także materiały medyczne do obszarów dotkniętych poważną sytuacją epidemiczną. Strona chińska nadal będzie robić wszystko, co w jej mocy, aby rozwiązać uzasadnione obawy wszystkich stron oraz zapewniać niezbędną pomoc i ułatwienia obywatelom innych krajów przebywających w Chinach zgodnie z międzynarodowymi praktykami i rozwojem epidemii.
  4. Jak strona chińska ocenia środki ochrony przed epidemią podjęte przez Polskę?
    Strona polska podejmuje środki, biorąc pod uwagę obecny rozwój epidemii. Ministerstwo Zdrowia i inne organizacje państwowe zachowują obiektywizm i bezstronność. Środki nadzoru podjęte przez lotniska nie mają charakteru dyskryminacji. Strona chińska docenia profesjonalizm i metodyczność działania strony polskiej. Reakcję społeczeństwa polskiego na wiadomości dotyczące wirusa można opisać jako obiektywną i racjonalną. Wielu Polaków okazuje współczucie i troskę wobec sytuacji, w jakiej znalazła się strona chińska. Rząd polski oraz przedstawiciele różnych środowisk licznie wyrażają chęć pomocy i wspierają Chiny w walce z wirusem. Jak mówi polskie przysłowie: „prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie”, Polacy w pełni uosabiają to przesłanie, wyrażając przyjaźń względem obywateli Chin, za co strona chińska serdecznie dziękuje.
  5. Jak chińscy specjaliści w zakresie medycyny przewidują dalszy rozwój epidemii?
    Opierając się na opiniach chińskich ekspertów, obecnie znajdujemy się w kluczowym momencie zapobiegania i kontroli epidemii wywołanej przez nowy typ koronawirusa. Całkowita suma stawianych diagnoz, ogólna liczba podejrzanych przypadków oraz ilość nowych podejrzanych przypadków spada w ostatnich dniach i wiele wskazuje na to, że docieramy do punktu przegięcia w rozwoju epidemii. Niektórzy specjaliści wskazują, że punkt ten osiągniemy w ciągu najbliższych 2 do 4 tygodni. Według opini przedstawianych w amerykańskich mediach infekcje wywołane nowym typem koronawirusa w Stanach Zjednoczonych są o wiele mniej niebezpieczne dla zdrowia ludzkiego niż grypa, którą zaraziło się w tym kraju co najmniej 15 milionów ludzi, z czego 140 000 hospitalizowano, a 8200 zmarło. Nie zgłębiałem szerzej problemu grypy w Stanach Zjednoczonych, nie mogę więc podac szczegółowych informacji na ten temat, ale mogę powiedzieć, że strona chińska bez wątpienia ma możliwości, by wkrótce zwalczyć epidemię nowego typu koronawirusa. Strona chińska zachowując postawę otwartości, przerzystości i odpowiedzialności, będzie kontynuować współpracę ze społecznością międzynarodową w celu utrzymania globalnego bezpieczeństwa zdrowia i życia ludzi.

Chiny w koronie

Nie jestem specem od polityki międzynarodowej, od narodowej też nie. Swój rozum mam i w wolnych chwilach nim dumam. Nie zawsze jednak, a nawet dość często, starcza mi go, żeby wytłumaczyć sobie to, co się w świecie dzieje. Dlatego też sięgam często po zdania innych. Zdania pisane, mówione, wykrzyczane, ale nie moje. Żeby nie zbudzić się pewnego dnia i nie zacząć sam przed sobą klękać.

W moim światku zawodowym funkcjonuje z powodzeniem od lat jeden pan, którego dzień mógłby z zaczynać się mniej więcej tak (o ile się tak faktycznie nie zaczyna): wstaje rano, latem to już prawie widno; staje przed lustrem, robi sobie przedziałek, patrzy dłuższa chwilę w swoje odbicie, głęboko wzdycha i mówi na głos, żeby cały dom słyszał: Kurwa, ale ja jestem piękny i mądry. A później to już jakoś leci.

Gdzie nie wychynę medialnie, atakują mnie ostatnimi dniami niusy na temat koronawirusa z Chin. Wszyscy ostrzegają, że to nowa czarna ospa i że dni ludzkości są już w zasadzie policzone. Miasto Wuhan zamknięto, ale chorzy wydostają się zeń jak zombie w „Walking Dead” i roznoszą zarazę w świat. Przypomina mi się wtedy historia z lat 60. z Wrocławia, gdzie marynarz rzeczywiście przywlókł pałeczki czarnej ospy; miasto otoczono wówczas kordonem sanitarnym i zaradzono niebezpieczeństwu. Tym razem padło na ciut większe od Wrocławia Wuhan. Mój znajomy, który wierzy w boską opatrzność, uważa, że to właśnie ona karze Chińczyków za komunizm i próbę utrącenia światowego porządku, a w nim-hegemonii USA, która dla białych ludzi jest gwarantem pokoju i dobrobytu. Choćby niedorzecznie brzmiała ta diagnoza, to nie zapominajmy, że w przepowiedniach szaleńca zawsze odbija się jakiś procent prawdy o świecie i o nas samych.

Jako że często nie umiem sam sobie poradzić ze świata złożonością, sięgnąłem niedawno po serię publikacji na temat geopolityki. Autorzy, różnorakiego pochodzenia i autoramentu, dają dość wyraźnie do zrozumienia, że jesteśmy obecnie świadkami walki o prymat rządu nad świtem, tj. nad światową gospodarką i strefami wpływów. Na ringu mamy dwóch zawodników: USA i Chiny. Reszta graczy przygląda się walce gigantów i kibicuje, przechodząc raz do jednego, raz do drugiego narożnika. Jeszcze inni siedzą w fotelach i oglądają zmagania siłaczy, zajmując miejsca bliżej lub dalej areny. W czasie kiedy konflikt, jak wieszczą naukowcy, jest w szczytowym momencie i każde przesilenie będzie na wagę złota (dosłownie!) przy wystawianiu końcowej oceny, w Chinach, na przełomie chińskiego Nowego Roku, gdy migracje w państwie środka są największe, wybucha epidemia. Jeśli ktoś umie czytać ze zrozumieniem i potrafi łączyć kropki, trudno mu uwierzyć w taki zbieg okoliczności. Odezwą się głosy, że to spiskowa teoria dziejów, niepoparta żadnymi faktami i że przypadki chodzą po ludziach, nawet w Chinach. Ale trwa przecież walka o strefy wpływów, wyścig zbrojeń, wojna celna, chiński marsz na zachód, impeachment dla Trumpa, zaogniona sytuacja w Iranie itd. Coś dużo tych potencjalnych katalizatorów.

Nie wierzę w przypadki. A na pewno nie aż takie. Jak się na to spojrzy z punktu widzenia nocnego stróża, to nic się tu nie zgadza, ale gdy się ma w głowie to, co się ongiś przeczytało i usłyszało od mądrzejszych, to już Theodor Adorno z lubością wystawia buzię zza grobu, że jednak ktoś tu jeszcze znajduje w sobie siły na krytyczne spojrzenie na świat. Jest w tym chińskim cholerstwie coś bardzo niebezpiecznego, bo to wszak spore zagrożenie pandemią, ale jednocześnie też coś przewrotnie intrygującego, bo kiedy posłuchać lekarzy, a nie mediów, okazuje się, że wirus uderza w organizmy najstarsze i osłabione, omija małe dzieci i zdrowych, czyli tak jak wiele chorób zakaźnych, i jak się człek zaszczepi na grypę, to ryzyko zachorowania odpowiednio maleje. Ale kto go tam wie, czy te i podobne opinie to nie wymysł koncernów farmaceutycznych, żeby sprzedać na świecie więcej szczepionek, a wraz z nimi wpuścić ludziom do krwi autyzm?

Ostatni bój ukraińskich pracowników

Nowy neoliberalny kodeks pracy zrobi z Ukraińców parobków – alarmują związki zawodowe nad Dnieprem.

Pod siedzibą rządu w Kijowie oraz w wielu innych miastach Ukrainy 30 stycznia odbyły się demonstracje związków zawodowych i organizacji lewicowych przeciwko projektowi nowego kodeksu pracy. Prawo wzięte prosto z marzeń neoliberałów i z koszmarów sennych pracowników świadomych swoich interesów to jeden ze sztandarowych projektów rządu Ołeksija Honczaruka. Najprawdopodobniej przejdzie, gdyż rządowa frakcja ma większość w Radzie Najwyższej.

Ponadto frekwencja na proteście pokazywała raczej słabość ukraińskiego ruchu związkowego – przeciwko zmianie kodeksu pracy, która jest wyjątkowo niekorzystna odla pracowników, pod gmach rządu przy ul. Hruszewskiego przyszło protestować kilka tysięcy osób. W porównaniu z tłumami na Majdanie to naprawdę niewiele, a przecież wprowadzane zmiany uderzą w każdego Ukraińca, który nie zdecyduje się na emigrację zarobkową.

Powyżej tysiąca oburzonych udało się zmobilizować także związkowcom z Zaporoża, Charkowa, Czernihowa i Krzywego Rogu. Kilkaset zgromadziło się na protestach w Użhorodzie, Równem, Mikołajowie, Winnicy, Dnieprze oraz we Lwowie. To akurat sukces. W przemysłowym Krzywym Rogu walka pracownicza ma wielkie tradycje, a lokalne związki także w ostatnich latach rzucała z powodzeniem wyzwanie wielkim i bezwzględnym pracodawcom, ale w pozostałych miastach w ostatnich latach ruch pracowniczy był w niemal całkowitej stagnacji.

Praca niebezpieczna i niestabilna

– Pracownik będzie mógł bez większych trudności zostać zwolniony, gdy jest na urlopie, na chorobowym lub na urlopie macierzyńskim. Neoliberalne prawo pracy zrobi z Ukraińców parobków – ten fragment stanowiska przyjętego przez Zjednoczenie Związków Zawodowych Ziemi Lwowskiej zawiera w sobie część zarzutów, jakie pod adresem nowego kodeksu mają obrońcy praw pracowniczych. A to nie wszystko.
Po wejściu w życie nowego ustawodawstwa pracownik nie będzie mógł odmówić wykonywania swoich obowiązków, kiedy zatrudniający nie zapewni mu warunków zgodnych z zasadami BHP, wynagrodzenie za nadgodziny ma wynosić zaledwie 20 proc. zwykłej stawki godzinowej, a okres wypowiedzenia przy zwolnieniu zredukowano do 15 dni. Pod pretekstem „wyrównywania szans mężczyzn i kobiet” z nowego prawa wykreślono również przepisy chroniące matki z dziećmi – nie można było dotąd ich zwolnić, dopóki dziecko nie skończyło 3 lat, zaś samotne matki miały gwarancję zatrudnienia aż do ukończenia przez syna lub córkę lat 14.

Wyrzucić ministra

Do uproszczonej procedury zwalniania pracownika, który za wspomnianym 15-dniowym wypowiedzeniem będzie mógł zostać wyrzucony w zasadzie zawsze, kiedy pracodawca uzna to za stosowne, nawiązali demonstranci podczas wczorajszych zgromadzeń. Na jednym z transparentów zebrani ludzie, jako „pracodawcy rządu”, ogłosili zwolnienie Tymofija Myłowanowa, ministra gospodarki i jednego z głównych architektów antyspołecznej reformy. Na innym napisano: Nawet koronawirus umarłby od takiej pracy!, jeszcze na innym: Precz z niewolnictwem! Co do tego, że kodeks uczyni z pracowników najemnych niewolników, wątpliwości nie ma również Witalij Machynko, przewodniczący związku zawodowego Solidarność Robotnicza.

– W kodeksie znalazło się m.in. pojęcie kontraktu z nienormowanym czasem pracy. To oznacza, że pracownik jest zobowiązany do pracy tyle godzin, ile mu nakaże pracodawca,byle zgadzała się miesięczna pula godzin. W praktyce oznacza to, że jednego dnia, kiedy nie ma materiałów, albo po prostu takiej potrzeby, dzień pracy dla każdego może wynosić 2 – 3 godziny. A kiedy trzeba nadgonić czas i zamówienia, pracodawca może całkowicie bezkarnie zmusić swoich pracowników do pracy np. 16 godzin – alarmuje Machynko.

Być jak Polska

Ukraiński rząd wydaje się jednak bardzo zadowolony z przygotowanej ustawy i raczej nie zanosi się na to, by się z niej wycofał. Minister Myłowanow obiecuje, że jego kraj dzięki deregulacji i uproszczeniu przepisów stanie się „mekką dla inwestorów”, podobne wizje kreśli prezydent Zełenski. W ocenie lewicowych organizacji Myłowanow uprawia w internecie zwyczajną dezinformację, wychwalając zalety nowych przepisów i zapewniając, że wszystkie wady to wymysł związkowców.
Wschodnioeuropejska praktyka pokazuje, że nie da się równocześnie przyciągać za wszelką cenę biznesu i dbać o prawa pracowników. Dowodzi tego choćby przykład polskiej transformacji, którym ukraińskie władze bardzo się zachwycały.

Francuzi się nie poddają

70 proc. Francuzów sprzeciwia się neoliberalnej reformie emerytur i żąda dymisji rządu.

29 stycznia po raz ósmy od początku strajków i demonstracji (tj. od 5 grudnia) setki tysięcy ludzi wyszły na ulice, by powstrzymać antyspołeczne szaleństwo Emmanuela Macrona. Manifestanci szukają nowych form protestu.

W Paryżu demonstrowało przeciw rządowi ok. 180 tys. ludzi ze wszystkich grup zawodowych, 75 tys. w Marsylii. W skali kraju liczba demonstrujących była niższa niż ostatnio, lecz sondaże wskazują wzrost ludowej determinacji. Odrzucenie „reform” neoliberalnego reżimu, których celem jest pauperyzacja klas pracujących, jest powszechne, zarówno w sektorze publicznym, jak i prywatnym. Znaczna część kolejarzy po 50 dniach strajku i braku wypłat musiała wrócić do pracy, ale energetycy wyłączają prąd, rafinerie są blokowane, jak i część portów oraz dworców. Strajkują m.in. nauczyciele, adwokaci, personel szpitalny, służby oczyszczania miast i inne zawody.

Lewica (Nieuległa Francja) wniesie do parlamentu wniosek o wotum nieufności do rządu w związku z opinią Rady Stanu, która określiła projekt ustawy o emeryturach jako niekompletny i niespójny prawnie. Dziury w ustawie ma uzupełnić 29 dekretów rządowych, których treści nikt nie zna.
Znany jest za to cel „reformy”: przedłużenie okresu pracy, zmniejszenie emerytur i przekazanie części społecznych pieniędzy amerykańskim prywatnym holdingom finansowym, szczególnie koncernowi BlackRock. To część niszczenia francuskiego systemu socjalnego, prowadzonego przez klikę Macrona.

Epickie sceny na ulicach Paryża rozegrały się 27 stycznia. Na manifestację do Paryża przybyli z całego kraju strajkujący strażacy, którzy demonstrowali w pełnym stroju bojowym. Doszło do licznych starć ulicznych z policją, było wielu rannych. Strażacy zaatakowali policyjną barykadę, która miała zastopować ich marsz. Oni również odrzucają skandaliczną reformę systemu emerytalnego, jak i neoliberalny autorytaryzm obecnego reżimu. Rząd nie ma zamiaru ustępować: liczy na ludzkie zmęczenie i policję, której „reforma” nie obejmie. Związki zawodowe zaplanowały na 6 lutego kolejny dzień ogólnokrajowych protestów.

My nie jesteśmy obojętni – i Wy nie bądźcie obojętni

Podpisaliśmy porozumienia z Oslo w celu osiągnięcia sprawiedliwego pokoju i ustanowienia Państwa Palestyńskiego w granicach z 4 czerwca 1967 r. Jednak gdy negocjacje dobiegają końca, strona izraelska je odrzuca – pisze JE P. Mahmoud Khalifa, Ambasador Państwa Palestyny w Warszawie.

Agresja na naród palestyński trwa od ponad stu lat, a przez prawie 75 lat trwa agresja izraelska, podczas której spędziliśmy około 25 lat na dialogu, aby osiągnąć pokojowe rozwiązanie, które zatrzymałoby rozlew krwi i dałoby wolność, godność i dobrobyt. W tym czasie wiele decyzji wydala Liga Narodów i Rada Bezpieczeństwa ONZ, a jedynymi decyzjami, które nie zostały wdrożone, są decyzje dotyczące Palestyny i Narodu Palestyńskiego. Są potwierdzane na każdej sesji po dziś dzień.

Dotarliśmy w tym okresie do podpisania porozumień z Oslo w celu osiągnięcia sprawiedliwego pokoju i ustanowienia Państwa Palestyńskiego w granicach z 4 czerwca 1967 r. Jednak im szybciej negocjacje dobiegają końca, strona izraelska je odrzuca.

Ostatnie 27 lat doprowadziły Naród Palestyński i Izraelski do stanu bezpieczeństwa, stabilności i rozwoju, ale po zakończeniu kadencji Premiera Icchaka Rabina Izrael nie był poważnie zainteresowany ostatecznym rozwiązaniem.

Strona palestyńska potwierdza pełną gotowość do negocjacji z udziałem Organizacji Narodów Zjednoczonych i Unii Europejskiej jako mediatorami lub tez szeregu innych państw, które mają rozpocząć negocjacje na podstawie decyzji międzynarodowych i umów dwustronnych, zgodnie z ustalonym harmonogramem czasowym i tematycznym, a nie negocjacjami dla samych negocjacji, które nie mają końca, jak powiedział były premier lcchak Szamir i inni przywódcy lzraela.

Nie można polegać na propozycjach Trumpa, ponieważ od początku kadencji wykazywał swoje poparcie i stronniczość wobec Izraela.
Uważamy. że administracja Trumpa stara się obchodzić międzynarodową legitymację i osłabiać rolę Organizacji Narodów Zjednoczonych i Rady Bezpieczenstwa ONZ, a Trump i jego administracja starają się umniejszyć jej rolę, stąd też świat jest zobowiązany do jednoznacznej ochrony swoich wartości zawartych m.in. w Karcie Narodów Zjednoczonych.

Niebezpieczeństwo w amerykańskim planie polega na tym, ze administracja USA dąży do zastąpienia systemu międzynarodowego prawem dżungli, w którym silniejszy wygrywa, a słabszy ginie.
Podczas konferencji prasowej zobaczyliśmy spektakl teatralny, w którym uczestniczyli Prezydent Trump, Premier Netanjahu, i pracownicy Białego Domu. Prezydent USA przemawiał na konferencji prasowej na temat ogólników, a Netanjahu szczegółowo omawiał tzw. plan stulecia.

Wyjaśniło to ponad wszelką wątpliwość, kto stworzył ten plan, jako że zarówno D. Trump, jak i B. Netanjahu grają w wewnętrzną grę wyborczą.
Należy pamiętać, ile decyzji Prezydent USA wydał w celu poparcia Izraela, kosztem Palestyńczyków, wbrew systemowi międzynarodowemu i światu, w tym: przeniesienie Ambasady USA do Jerozolimy, zaprzestanie wsparcia UNRWA, inne dotyczące uchodźców, osadnictwa. W związku z tym plan nie obejmuje już tego, co powinno zostać uzgodnione w drodze bezpośrednich negocjacji.

Strona palestyńska wielokrotnie deklarowała chęć kontynuowania negocjacji w oparciu o mediację międzynarodową oraz rezolucje Rady Bezpieczeństwa ONZ.

Strona palestyńska i kraje arabskie przedstawiły propozycje trwałego rozwiązania, które strona izraelska odrzuciła.

Wszystkie propozycje omawiane przez strony palestyńską i izraelską, były za każdym razem odrzucane przez stronę izraelską, poczynając od propozycji b. Premiera Icchaka Rabina do porozumień Taba z b. Premierem Ehudem Barakiem i b. Premierem Ehudem Olmertem.

Są umowy dwustronne i rezolucje międzynarodowe. Wzywamy do ich poszanowania oraz nieokłamywania opinii publicznej, ani na świecie, ani w Polsce. mówiąc, ze strona palestyńska odmówila pokoju lub że Palestyńczycy uzyskaliby państwo podobne do „mrowiska”. Istnieje różnica między przedstawieniem propozycji projektów mających na celu kontynuację konfliktu i upadek ofiar po obu stronach, a przedstawieniem rozwiązań, które zasieją nadzieję oraz będą wspierać rozwój.
Administracja USA jeszcze nie zrozumiała, że rozwiązanie polityczne musi opierać się na poszanowaniu praw Palestyńczyków oraz na stabilnym, bezpiecznym i suwerennym państwie w granicach z 4 czerwca 1967 r.
Dobrobyt przynosi wolne, suwerenne i demokratyczne państwo dla swojego narodu, zaś pozbawienie tożsamości i praw dla obiecanego dobrobytu gospodarczego jest kłamstwem.

Wzywam tych, którzy mówią o pozytywach amerykańskich propozycji, aby je wyjaśnić. Zbadaliśmy je i nie znaleźliśmy nic poza groźbami i obietnicami, jednocześnie oferując stronie izraelskiej więcej, niż przewidują jej aspiracje, zaś to wszystko kosztem krwi i przyszłości Palestyńczyków.

Wreszcie,
Z natury jestem optymistą i nie tracę nadziei, tyle ze wiele wydarzeń międzynarodowych i upadek roli systemu międzynarodowego motywują mnie do powiedzenia, ze jesteśmy bliscy miażdżącej ,,trzeciej wojny światowej”. Wiele jej przejawów istnieje i widzimy je, jednak wiele krajów na świecie stawia swoje własne interesy ponad wszystko, myśląc, że jest daleka od niebezpieczeństwa, które głośno puka do drzwi.
To właśnie doprowadziło do wybuchu drugiej wojny światowej, a my przeżyliśmy wiele jej tragedii, więc nie bądźcie obojętni.
Nie bądźcie obojętni.

Socjaliści przeciw dyktaturze

– Jesteśmy większością! – wołali aktywiści witający Luisa Arce Carcatorę, kandydata Ruchu na rzecz Socjalizmu (MAS) w zaplanowanych na 3 maja wyborach prezydenckich w Boliwii, na lotnisku w El Alto.

Luis Arce to postać symboliczna. Był ministrem gospodarki w kolejnych rządach Evo Moralesa od 2006 do jego obalenia przez skrajnie prawicowych puczystów w 2019 r., jedynie z kilkunastomiesięczną przerwą na podreperowanie zdrowia.

Cudotwórca

To on nadzorował wielkie nacjonalizacje przeprowadzone przez boliwijskich socjalistów: upaństwowienie sektorów naftowego i gazowego oraz firm energetycznych, co zapewniło największej w historii liczbie mieszkańców kraju dostęp do energii. W ciągu trzynastu lat Moralesa liczba żyjących w ubóstwie w kraju spadła o 42 proc., a w społecznościach boliwijskich Indian – o blisko 2/3. Boliwijska „La Diaria” nazywa Arce współautorem cudu gospodarczego.

Minister nigdy nie ukrywał, kim się inspiruje i na jakich podstawach buduje wyobrażenie o bardziej sprawiedliwym społeczeństwie: nie raz w publicznych wystąpieniach ten wykształcony w Wielkiej Brytanii ekonomista cytował Marksa i Engelsa. W wywiadzie z „Wall Street Journal” bez kompleksów oznajmił: – My, lewica, zarządzamy gospodarką lepiej od prawicy.

Sojusz wsi i miasta

Szykując się do majowych wyborów, MAS liczy właśnie na to, że mimo represji ze strony prawicowego rządu utrzyma swoją bazę wśród Indian i klasy pracowniczej, mobilizowanej przez bojowe związki zawodowe. A także, że bazę rozszerzy, konsekwentnie przypominając o osiągnięciach z ostatnich lat i zestawiając je z tym, co dały (czy też: co zabrały) ludziom rządy prawicowe na kontynencie.

Siłę perswazji partia chce wzmacniać środkami symbolicznymi. Arce, biały mężczyzna z miasta, wystartuje w parze z kandydatem na wiceprezydenta, który jest z pochodzenia Indianinem. David Choquehuanca, były minister finansów, był faworytem części ruchów społecznych, które nie przestały organizować oporu przeciwko „rządowi” Jeanine Anez także po tym, gdy Evo Morales opuścił Boliwię. Według Moralesa, kierującego MAS z azylu w Argentynie, para Arce-Choquehuanca to „łączność między miastem a wsią, ciałem i duszą, wspólnie pracujących nad tym, by inna Boliwia była możliwa”.

Przeprowadzane w kraju badania sondażowe zapowiadają zdecydowaną socjalistyczną większość w parlamencie i kolejnego lewicowego prezydenta. Nawet 70 proc. obywatelek i obywateli Boliwii chce powrotu do władzy ludzi obalonego w listopadzie Moralesa!

Prawica nie cofnie się przed niczym

Ale Arce wie, w jakich okolicznościach będzie walczył o prezydenturę, a partia o mandaty: przyznał, że nie ma żadnych gwarancji, iż proces wyborczy nadzorowany przez „rząd” Jeanine Anez będzie faktycznie wolny.
W Boliwii po puczu miała miejsce prawdziwa czystka wymierzona w zwolenników Evo Moralesa. Popierających MAS wyrzucono z państwowych posad, Trybunał Wyborczy w Boliwii składa się od czasu puczu z nominatów skrajnej prawicy. Były również przypadki siłowego rozpędzania demonstracji socjalistycznych i indiańskich oraz morderstw działaczy związkowych.

Gdy podano do wiadomości nazwisko kandydata MAS, przedstawiciele dyktatury najpierw zastrzegli, że nie będą przeszkadzać mu w kampanii, a już w ogóle nie ma mowy o jego aresztowaniu; przecież według ich narracji w kraju właśnie po obaleniu Moralesa zapanowała demokracja. Natychmiast jednak poradzili mu, by „z przyzwoitości” prowadził swoją kampanię… cicho i dyskretnie. W latynoamerykańskich realiach, w ustach polityków wspieranych przez Amerykanów, w zasadzie są to pogróżki.
Nie przebierał w słowach także Rafael Quispe, postawiony przez Anez na czele Funduszu Rozwoju Ludów Rdzennych. Prawicowy polityk głośno wyrażał nadzieję, że kiedy tylko Luis Arce przyleci z Argentyny do Boliwii, stanie oko w oko z policją i prokuratorem, a potem trafi do więzienia. Nietrudno dostrzec, że metodą na wyeliminowanie byłego ministra ma być to samo, co niegdyś w przypadku Luli w Brazylii – oskarżenia o korupcję.

Oskarżenia wyssane z palca

Z osobą Arce nie wiązały się w przeszłości żadne głośne skandale ani nawet względnie wiarygodne pogłoski o nieuczciwości czy kumoterstwie, ale Prokurator Heidi Gil zapowiedziała 25 stycznia, że przyjrzy się bardzo uważnie właśnie temu, jak za rządów Moralesa był zarządzany Fundusz Rozwoju Ludów Rdzennych i czy nie da się w nim znaleźć żadnych przekrętów. To wyjątkowa bezczelność: jeśli Boliwijczycy mieliby uwierzyć w nieuczciwość socjalistycznych ministrów, to stanowczo nie w obszarze wydatkowania pieniędzy na wspieranie rdzennych ludów. Tym bardziej, że wiadomość o ściganiu Luisa Arce padła kilka dni po przedstawieniu go jako kandydata MAS.

W Brazylii Lula poszedł do więzienia, chociaż robotnicy deklarowali, że będą go bronić, Partia Pracujących nie była w stanie znaleźć równie charyzmatycznego symbolu i poniosła w wyborach prezydenckich fatalną w skutkach porażkę. Boliwijscy socjaliści mają Moralesa na wygnaniu, a w kraju tysiące zdeterminowanych zwolenników. Czołowy polityk MAS Sergio Choque zapowiedział, że Luis Arce pozostanie kandydatem jego partii w wyborach prezydenckich, nawet jeśli trafi za kratki. Determinacja socjalistów jest wielka.

Decyzja WHO nie stanowi wotum nieufności wobec Chin

Dyrektor generalny Światowej Organizacji Zdrowia Tedros Adhanom Ghebreyesus ogłosił w czwartek wieczorem, że rozprzestrzenianie się koronawirusa stanowi obecnie „zagrożenie dla zdrowia publicznego o zasięgu międzynarodowym (PHEIC)”. Podkreślił jednocześnie, że decyzja ta nie stanowi wotum nieufności wobec Chin, lecz przeciwnie, WHO nadal wierzy w zdolność Chin do skutecznej walki z chorobą. Szef WHO poinformował także, że organizacja jest przeciwna ograniczeniom w podróży i handlu z Chinami.

Obecnie epidemia zapalenia płuc wywołanego przez nowy koronawirus posiadający okres utajonego rozwoju rozprzestrzenia się niezwykle szybko. Liczba pacjentów w Chinach wciąż rośnie, a poza granicami zanotowano już 98 potwierdzonych przypadków tej choroby. W takich okolicznościach obwieszczenie przez WHO „zagrożenia dla zdrowia publicznego o zasięgu międzynarodowym” pomoże w dalszym mobilizowaniu globalnych zasobów w celu przezwyciężenia epidemii i zapewni niezbędną pomoc międzynarodową dla krajów o niedostatecznym poziomie opieki zdrowotnej, co ma na celu uniknięcie rozprzestrzeniania się wirusa na całym świecie.
Warto zauważyć, że podczas ogłaszania decyzji WHO szef tej organizacji podał jednocześnie siedem zaleceń, zgodnie z którymi nie ma powodu, aby podejmować szczególne środki w zakresie podróży i handlu z Chinami, należy wspierać kraje o niskim poziomie opieki zdrowotnej oraz przyspieszyć prace nad nowymi szczepionkami. Decyzje Organizacji zostały podjęte w oparciu o wysokie uznanie dla chińskich wysiłków w zakresie zapobiegania i kontroli epidemii i pomogą złagodzić irracjonalne nastroje społeczności międzynarodowej oraz uniemożliwią niektórym krajom i regionom przyjmowanie radykalnych środków wobec Chin, które mogłyby negatywnie wpłynąć na międzynarodowy handel.

W dzisiejszym zglobalizowanym świecie największe zagrożenia związane z bezpieczeństwem zdrowia publicznego nie znają granic. W obliczu ryzyka rozprzestrzeniania się nowego koronawirusa społeczność międzynarodowa powinna zacieśnić współpracę w celu przezwyciężenia trudności.

Chiny będą nadal wzmacniać otwartą, przejrzystą i odpowiedzialną współpracę z WHO i innymi państwami, a także mają zdolność do przezwyciężenia epidemii w jak najszybszym czasie, aby skutecznie chronić zdrowie i życie swoich obywateli oraz wszystkich ludzi na całym świecie.

Churchill był zbrodniarzem

Winston Churchill jest prawdopodobnie jedną z najbardziej zmitologizowanych postaci historycznych pochodzących z Wielkiej Brytanii. Wielu stawia go na piedestale, przypisuje mu niesamowite osiągnięcia, a także bezkrytycznie podchodzi do całej jego spuścizny. Tymczasem mężczyzna z cygarem w imię brytyjskiego imperializmu popełniał również zbrodnie.

W dodatku nie chodzi tylko o decyzje Churchilla jako premiera w latach 1940-1945 oraz 1951-1955. Przestępstw politycznych i wojennych dopuszczał się jeszcze przed wejściem na wielkie salony.

Afgańska młodość

W 1897 roku, w wieku 23 lat, Churchilla włączono jako żołnierza-dziennikarza do siły polowej Malakand, działającej jako część brytyjskiej ekspedycji pod wodzą Sir Bindona Blooda. Jednostkę wysłano w celu unicestwienia ludności z plemienia Pasztunów z prowincji North West Frontier, na której aktualnie wytyczona jest granica afgańsko-pakistańska.
O tym, co działo się w Afganistanie nie wiemy za wiele, bowiem wszelkie źródła z tamtego okresu albo wciąż są utajnione, albo zostały zniszczone. Churchill jednak, oprócz bycia żołnierzem brytyjskiej armii, był także początkującym pisarzem i wiele swoich przemyśleń, rozkazów oraz przeżyć, podobnie jak inni politycy tamtego okresu, spisywał w notatnikach. Zbrodnia w Afganistanie miała miejsce na kilka lat przed wejściem w XX wiek. Brytyjczycy podczas kampanii w południowej Azji wzięli sobie na cel wioski, osady oraz miasteczka zamieszkiwane przez Pasztunów.

O masakrze na mieszkańcach Afganistanu Churchill pisał: „Wszystko działo się systematycznie. Paliliśmy domy i całe wioski. Opróżnialiśmy studnie i wysadzaliśmy w powietrze wieże. Ścinaliśmy drzewa, dające najwięcej cienia, podpaliliśmy zbiory, a ich przechowalnie żywności doszczętnie niszczyliśmy”. Te zeznania pokrywają się dokładnie z raportami świadków całego zajścia. Trudno jednak o dokładne wyliczenia tej, trwającej kilkanaście dni, ciągłej rzezi. Niektórzy historycy sugerują, iż minimalna ofiar akcji wyniosła ok. 150 zabitych i rannych wśród samych żołnierzy brytyjskich. Ofiar po stronie afgańskiej było wielokrotnie więcej.

Dwie interwencje w Iranie

Churchill zaczął ingerować w sytuację wewnętrzną Iranu już w 1914 r., kiedy złożył w House of Commons wniosek o wykupienie większości akcji spółki naftowej Anglo-Iranian Oil Company. Polityczny imperializm był jednak wyłącznie podstawą do wzięcia pod swoją kontrolę całego kraju również w rozumieniu geopolitycznym. Brytyjczykom zależało wyłącznie na irańskiej ropie, dlatego też całkowicie zignorowali szansę pomocy Irańczykom, ginących podczas klęski głodu z lat 1917-1919. Oczywiście nie wszystko to jest winą samego Churchilla. Niemniej spokojnie można zaryzykować twierdzenie, że skoncentrowanie się wyłącznie na zyskach, nie zwracając uwagi na koszty społeczne było znakomitym podsumowaniem imperialistycznej polityki torysów.

W 1921 r. w Iranie odbył się pucz wojskowy (wspierany w pewnej części przez Brytyjczyków), po którym szach Reza Pahlawi stanął na czele perskiego kraju. Pahlavi nie był ani probrytyjski, ani antybrytyjski. Z jednej strony promował się na przywódcę, który zakończy penetrację Iranu przez światowe imperia, ale z drugiej strony wciąż przyzwalał Anglikom na importowanie ropy po niższych cenach, niż reszcie skupujących. Pahlaviemu zależało na brytyjskim sojuszniku z tego względu, że bał się Sowietów i tego, że mogliby, jak kiedyś Rosja carska, ostrzyć sobie zęby na Teheran i zasoby naturalne Iranu.

Przez 5 lat rządów Churchilla (1940-1945) co prawda Wielka Brytania nie poczyniła większych kroków przeciwko Irańczykom, ale tajne służby brytyjskie w ciągłej kooperacji z amerykańskimi bacznie się Iranowi przyglądały. Współpraca ta przyniosła owoce w roku 1953, gdy Amerykanie zorganizowali w Iranie pucz przeciwko rządowi demokraty Mohammada Mosaddegha, by dostać się do perskiej ropy. Kto stał wówczas na czele rządu Wielkiej Brytanii? Winston Churchill. Czy zainterweniował? Nie.

Wielki głód w Bengalu

To, co działo się w Indiach, a przede wszystkim w Bengalu podczas II wojny światowej, to chyba ta zbrodnia Churchilla, która najsilniej – chociaż nadal niewystarczająco – przebiła się do publicznej świadomości. Dr Shashi Tharoor w swojej książce „Inglorious Empire” porównuje Churchilla do innych zbrodniarzy XX wieku i podsumowuje: „Churchill ma na swoich rękach krew milionów, ale Brytyjczycy wolą o tym zapomnieć”.
Bengalczycy byli praktycznie bezbronni, jako mieszkańcy jednej z brytyjskich kolonii byli w pełni zdani na łaskę Churchilla. Ten jednak Indii szczerze nienawidził i stworzył z tego regionu swoisty bank zasobów. Na bliski wschód eksportowano bengalski ryż w ilościach takich, że nie zostawało go dla mieszkańców Indii. Bengalczycy byli przymusowo przesiedlani w miejsca, w których także nie mieli dostępu do pożywienia. Takie działania doprowadziły do potężnego głodu, rozwoju malarii w tamtym regionie, a także do czynników ekonomicznych takich jak zabójcza dla najbiedniejszych mieszkańców hiperinflacja. Raport Geophysical Research Letters jasno wskazuje, że gdyby nie brytyjska polityka, bieda i głód nie osiągnęłyby takich rozmiarów na terytorium Bengalu i innych hinduskich prowincji.

W okresie 1943-1944 w Bengalu zginęło około 3 miliony mieszkańców, co stanowiło wówczas 5 proc. całej populacji regionu. Kolejne kilka milionów przez wiele lat musiało się zmagać ze skutkami decyzji podejmowanych przez Churchilla. Dlaczego aż tylu Hindusów zostało faktycznie skazanych na śmierć? Chodziło o import wszelkich surowców naturalnych, które przydałyby się administracji Winstona Churchilla podczas II wojny światowej. Stworzenie z tych terenów swoistego banku, skąd można brać i brać skończyło się jednak katastroficznie.

Antykomunistyczna grecka tragedia

Pod koniec II wojny światowej Grecja stała się miejscem kolejnego konfliktu, tym razem wewnętrznego. Armia brytyjska na zlecenie urzędującego wówczas premiera, Winstona Churchilla bez skrupułów uderzyła w socjalistycznych i komunistycznych partyzantów z ELAS oraz EAM, którym przypisać można m.in. wypędzenie z kraju wojsk III Rzeszy. Antykomunistyczna paranoja Churchilla była zbyt silna, aby zostawić to państwo w spokoju, więc razem z rządem Stanów Zjednoczonych i innymi państwami aliantów zachodnich, premier Wielkiej Brytanii doprowadził do utworzenia w Grecji prawicowego rządu, który podsycając konflikt, doprowadził do wojny domowej.

Najbardziej znanym wydarzeniem związanym z ingerencją Brytyjczyków w sytuację wewnętrzną Grecji jest masakra, której dokonały wojska wysłane przez Churchilla pod koniec 1944 roku w Atenach. W ciągu jednego dnia, 3 grudnia, śmierć poniosło co najmniej 28 partyzantów. Początek 1945 zwiastował z kolei następną falą represji i przemocy – prawicowy rząd Grecji, przy współpracy z Brytyjczykami, wsadził do więzienia blisko 15 000 lewicowych, antyfaszystowskich partyzantów ELAS.

W roku 1946 w Grecji doszło do wyborów, które miały być dowodem na to, że Amerykanom i Brytyjczykom chodzi o wprowadzenie demokracji, której rzekomo komuniści z EAM/ELAS się sprzeciwiali. W tym samym roku doszło do referendum dotyczącego utrzymania w Grecji monarchii. Kampania referendalna przebiegała pod znakiem prawicowego terroru finansowanego przez USA i Wielką Brytanię skierowanego przeciwko lewicowym partyzantom antymonarchistycznym. Te wydarzenia miały miejsce już po tym, gdy Torysi przegrali w wyborach parlamentarnych i premierem UK został laburzysta Clement Attlee, aczkolwiek wszystkie decyzje dotyczące tego, jak odebrać Grekom możliwość decydowania o sobie podjęła jeszcze administracja Churchilla.

Kenia – powtórka z Indii

Kenia pierwszej połowy lat 50. XX wieku stanowiła idealny przykład rasizmu. Zdominowana przez białych, zarządzających czarną większością według własnego uznania.

Gdy w roku 1953 blisko 150 tys. mieszkańców Kenii zostało umieszczonych w obozach koncentracyjnych. Churchill nie protestował. Sam stał za rozkazami, na mocy których te wydarzenia w ogóle miały miejsce. Ofiary brytyjskiego kolonializmu w Kenii miały być „resocjalizowane” i „uczone”, jak być lepszymi obywatelami. Brytyjskie wojsko oraz służby specjalne dopuszczały się przemocy, gwałtów, przypalały czułe miejsca papierosami oraz stosowali tortury przy pomocy elektrowstrząsów.

Sprzeciw mieszkańców Kenii przeciwko władzy brytyjskiej i kolonijnym porządkom w ich kraju oczywiście istniał. Ruch plemienny zainicjował powstanie Mau Mau, które toczyło otwartą walkę partyzancką przeciwko Brytyjczykom. Nie był jednak na tyle silny, by wypędzić UK ze swoich terenów. Do dekolonizacji Kenii doszło dopiero w grudniu 1963 r., a i tę niepodległość trudno nazwać pełną. Brytyjczycy wciąż mocno ingerowali w politykę wewnętrzną “niepodległej” Kenii, na co wskazuje raport Kathryn Meyer.