Niemcy po raz pierwszy przegrały walkę o niestałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Głosowanie odbyło się 3 czerwca w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ w Nowym Jorku. Berlin dostał 104 głosy. Portugalia zdobyła 134, Austria 131. Od 1 stycznia 2027 roku dwa miejsca przypadające Europie Zachodniej zajmą Lizbona i Wiedeń.
Friedrich Merz obiecywał, że Niemcy wrócą do pierwszej ligi polityki międzynarodowej. W Berlinie liczono, że mandat w Radzie Bezpieczeństwa jest właściwie pewny. Szybko wyszło, że sama wielkość gospodarki, wysokie wpłaty do systemu ONZ i przekonanie o własnej wadze nie wystarczą państwu, które mówi o prawie międzynarodowym, a równolegle osłania państwo każdego dnia je łamiące.
Minister spraw zagranicznych Johann Wadephul nazwał wynik „gorzką porażką”. Najpierw mówił o Rosji, która miała zniechęcać część państw do poparcia Niemiec za ich pomoc dla Ukrainy. Przyznał jednak, że Berlin mógł stracić część głosów także przez stanowisko wobec Izraela.
Berlin bez wahania potępia rosyjskie zbrodnie na Ukrainie, ale wobec Izraela zasłania się logiką Staatsräson, czyli uznaniem bezpieczeństwa Izraela za część niemieckiej racji stanu. Ta formuła od lat działa jak polityczna tarcza dla Tel Awiwu. Po 7 października stała się jeszcze bardziej bezwarunkowa. Niemcy bronią Izraela, sprzeciwiają się uznaniu Palestyny, rozmywają język wobec masakry w Gazie i unikają słowa „ludobójstwo”, choć izraelska armia bombarduje cywilów, szpitale, szkoły, obozy i konwoje z pomocą.
Tę sprzeczność widzą także sami Niemcy. Hajo Funke z Wolnego Uniwersytetu w Berlinie, cytowany przez Anadolu, mówi wprost o podwójnych standardach RFN. IPS Journal, związany ze środowiskiem niemieckiej socjaldemokracji, pisze o polityce, która zjada własną wiarygodność.
Berlin próbował przykryć wynik spokojnym komunikatem. Merz pogratulował Austrii i Portugalii, a potem zapewnił, że Niemcy pozostają „niezawodnym filarem systemu multilateralnego”. Tyle że za kulisami nie było pasywnej kandydatury. Według Politico niemiecka dyplomacja prowadziła agresywną kampanię, a Wadephul miał osobiście zabiegać o poparcie u około 80 ministrów i ambasadorów. Przeliczyli się. Portugalia wykorzystała relacje w świecie portugalskojęzycznym, także w Afryce, Azji i Ameryce Południowej. Austria grała neutralnością i brakiem członkostwa w NATO.
W Niemczech skrajnie prawicowa faszyzująca AfD nazwała wynik kompromitacją, a politycy SPD, czyli koalicjanta Merza, mówią o ostrzeżeniu i mierniku tego, jak Niemcy są dziś postrzegane na świecie. Dla kanclerza z fatalnymi notowaniami to szczególnie zły moment. Miał odnowić niemieckie przywództwo, a dostał pierwszą w historii porażkę Berlina w głosowaniu do Rady Bezpieczeństwa ONZ.












