Posttrumpizm. Skończmy ze wzrostem gospodarczym

7 cze 2026

Los ludzkości spoczywa w dziś rękach tytanów kapitału w rodzaju Jeffa Bezosa czy Elona Muska. To ich pasje i fobie – a nie publiczna debata i decyzja – przesądzają o zakresie prywatności, o pracy dla wszystkich bądź bezrobociu, o jakości życia ludzi i ich relacji z przyrodą. I to w sercu przewodniej siły ludzkości.

Dysponenci patentów i kapitału finansowego zastrzegają dla siebie decyzję, jak dalece mogą być wykorzystywane sztuczna inteligencja, prywatność ludzi, modyfikacje genetyczne. Zastąpili oni w tym zadaniu narodowe parlamenty, debatę publiczną czy uniwersytety. Podyktowany przez nich dalszy rabunek planety przyjmie postać komercjalizacji Arktyki, eksploatacji zasobów z dna oceanów, w końcu nawet planetoid, gdzie mogą znajdować się platynowce.

Na dodatek zarówno Musk, jak i Bezos przyciągają w ostatnich latach międzynarodową uwagę ze względu na zwalczanie związków zawodowych w swoich firmach.

Powstaje pytanie: na czym miałaby się opierać wiara, że motywowane żądzą bogactwa i władzy działania pazernych psychotycznych osobowości przyniosą korzyści całemu społeczeństwu? To pytanie stawiał już John M. Keynes, bo tak proroczo postrzegał kapitalizm.

I jeśli w nowym zielonym kapitalizmie będzie coraz trudniej o dobre życie w zgodzie z przyrodą i z innymi to trzeba przedsiębiorczość mieć na oku. Trzeba w tym celu wykorzystać państwo – dziś słabe, zapożyczone u inwestorów, którzy szachują je ucieczką portfelowego kapitału, gdyby nie usłuchało wyroków rynku. Sprawne państwo potrzebne jest po to, by wypracować rozwiązania respektujące racjonalność ogólnospołeczną i planetarną – racjonalność, która by uwzględniała interesy zarówno przyrody, jak i klas pracowniczych. Społeczeństwo nie jest i nie może być spółką nastawioną na zysk nielicznych, których pasją są bogactwo materialne i władza nawet kosztem przyrody, pracy i życia innych ludzi. Bez odejścia od wzrostu gospodarczego – a to przecież dynamo systemu – tylko nasilą się wszystkie jego plagi: ekologiczne, społeczne, wojna wszystkich ze wszystkimi. Wszystko co najgorsze wciąż przed nami: w równym stopniu na Globalnym Południu i zmierzchającym stopniowo Zachodzie.

Co robić?

W jaki sposób wyegzekwować sprawiedliwe opłaty za destrukcję planety?

Kolejność wyrzeczeń jest łatwa do ustalenia. Najpierw konsumujący najwięcej energii bezosmeni. Potem zamożni konsumenci bogatej Północy; najbogatsze 10 proc. gospodarstw domowych odpowiada za blisko połowę emisji gazów cieplarnianych. Sprawiedliwość klimatyczna wymaga od nas rekompensaty dla afrykańskich rolników, którym zmiany klimatu odebrały środki do życia. Od podróży na Marsa ważniejsze jest zastępowanie minerałów rzadkich minerałami pospolitymi, promowanie recyklingu i zamkniętego obiegu metali oraz ograniczanie zużycia energii i surowców.

Tu pojawia się rola państwa. Na razie wszystkie starają się, by krajowe firmy, ich właściciele i udziałowcy mieli jak najlepszą pozycję w obecnym neoliberalnym ładzie. A więc w kapitalizmie wzrostu gospodarczego i masowej konsumpcji. Na czoło wysuwa się teraz chińska gospodarka sterowana z jednego centrum decyzyjnego. Stąd nerwowy, obciążający planetę, wściekły wyścig zbrojeń i tworzenie nowych sojuszy: Triada, BRICS.

Wariant przeciwny musiałby zakładać obowiązujące w skali całej ludzkości regulacje dostępu do zasobów i normy emisji, globalne podatki dochodowe i majątkowe, zrównoważoną ekologicznie konsumpcję każdej i każdego z nas. Dopiero wtedy ucichnie pieśń o cudach przedsiębiorczości, o cudach wolnego rynku i o błogosławieństwie deregulacji gospodarki.

Kapitalizmy już były. Niewiele zmieni reklamowany jako przyjazny ludziom i przyrodzie kapitalizm zielony, cyfrowy, kognitywny, 4.0. Także transformacja energetyczna i cyfrowa nie rozwiążą problemu dekarbonizacji napędów. Bo energetyka wiatrowa czy solarna obsłuży 36 proc. gospodarstw domowych i zakładów usługowych. Co z procesami przemysłowymi, które przebiegają w temperaturze tysięcy stopni, i to w sposób ciągły? Nie odeszliśmy od atomów i dopóki człowiek ma potrzeby biogenne – nie odejdziemy.

Dlatego – jak zwykle w sytuacji kryzysowej – pojawią się: backlash, populizm, zabarwione nacjonalistycznie i rasowo ruchy radykalnej prawicy. Aktywizacji tych warstw świadomości społecznej sprzyjać będą fale migracyjne uciekinierów klimatycznych. W tej sytuacji pytanie nie brzmi, czy świat będzie ulegał rozpadowi, ale jak szybko i do jakiego stopnia.

Taki finał koncentracji kapitału i oligarchizacji społeczeństw przewidywała Róża Luksemburg. Nazwała go barbarzyństwem. A tak swoją drogą: jakże ohydnie zachował się wobec pamięci drugiej najbardziej znanej na świecie Polki namaszczony dziś przez PiS na premiera Przemysław Czarnek. W 2018 r., jako wojewoda lubelski, kazał skuć tablicę pamiątkową ze ściany zamojskiej kamienicy, w której się urodziła. Tablica zniknęła, problem pozostał.

Odpowiedzią byłaby druga – po rooseveltowskim New Dealu – światowa wojna z korporacjami, z ich udziałowcami, z menedżmentem, z posiadaczami miliardowych pakietów akcji. Bez nacisku ludzi spenetrowanych przez elastyczne stosunki pracy – będzie to tylko pobożne życzenie. Europejczycy nadal wciąż żyją złudzeniami, że wraz z USA, Kanadą, Japonią tworzą imperium i mogą podtrzymywać ład, który zapewnia przechwytywanie wartości z coraz dłuższych łańcuchów produkcji. To były duże i łatwe zyski. Ale były. Zapowiada się coś dolegliwszego niż kryzys energetyczny i powiązana z nim inflacja. Jeśli pozostawimy gospodarkę bezosmenom, czeka nas globalny stan wyjątkowy.

Eksterminacja mas zbędnych

Pesymistyczną prognozę trwania kapitalizmu w obecnym neoliberalnym jarzmie uzasadnia doświadczenie historyczne.

Radykalna zmiana przekonań, na których opieraliśmy swój ogląd świata, jest możliwa w czasie głębokiego kryzysu codzienności, kiedy już nie da się żyć według dotychczasowych reguł. Tak było podczas wielkiego kryzysu lat 30. ubiegłego wieku. Zakończył się faszyzmem i konfliktem światowym. Dopiero z tej pożogi wyłoniło się państwo dobrobytu.

Jeszcze bardziej pesymistycznie brzmi generalizacja historyczna niemieckiego psychologa społecznego Haralda Welzera, że „cała historia nas uczy, że masowe użycie przemocy zawsze stanowi opcję działania. Ludzkie wspólnoty przetrwania (…) są też ciągle wspólnotami eksterminacji i społeczne zmiany klimatyczne zdają się tę myśl potwierdzać”. Welzer wieszczy ponuro, że „ludzie, którzy zyskają status zbędnych i zaczną wydawać się zagrożeniem dla potrzeb dobrobytu i bezpieczeństwa dobrze sytuowanych, w dużej liczbie poniosą śmierć; czy to przez brak wody, niedostatek pożywienia, czy też wojny na granicy, wojny domowe albo konflikty międzypaństwowe wskutek zmienionych warunków środowiskowych”. I dodaje, wcale niepocieszająco: „To nie jest wypowiedź normatywna, odpowiada jedynie temu, czego mogliśmy się nauczyć na przykładach rozwiązań odczuwanych problemów XX w.”.

Także francuski filozof Bernard Stiegler przewiduje, że kresem „światowej wojny ekonomicznej” – jaką jest w istocie poddanie gospodarki regułom neoliberalnej doktryny – będzie zwykła wojna: „Wkrótce nie będzie już bojowników gospodarczych. Ale wówczas pojawi się prawdziwe wojsko”. Upowszechniona ruina będzie na końcu tej drogi.

Najmroczniejszy wariant dalszej ewolucji systemu – eksterminizm – sugeruje Peter Frase w książce „Cztery przyszłości świata. Wizje świata po kapitalizmie”. Przewiduje on, iż obecna hierarchia społeczna, oparta na uprzywilejowaniu najbogatszych, zderzy się z radykalnym niedoborem zasobów i energii, do jakiego prowadzi dzisiejszy rabunek planety. Efektem będzie społeczeństwo, w którym elity dojdą do wniosku, że masy są im zbędne – zarówno jako siła robocza, jak i konsumenci – a przy tym stanowią fizyczne niebezpieczeństwo. Co może się skończyć – pisze Frase – „ostatecznym rozwiązaniem: ludobójczą wojną bogatych przeciwko biednym”.

Chińska przestroga

W ostatnich dekadach XIX w. w wielu rejonach świata doszło do dodatniego sprzężenia zwrotnego między zaburzeniami klimatu oraz podbojami kolonialnymi. Tragiczne żniwo ta koincydencja zebrała w Chinach, gdzie naprzemienne powodzie i susze zderzyły się z rozkładem ujarzmianego przez kolonizatorów państwa. Pod naporem europejskich mocarstw panująca w Chinach dynastia Qing zwiększyła wydatki na armię kosztem zaniedbania infrastruktury hydrologicznej, koniecznej też do transportu zboża. W efekcie w latach 1876–1879 i 1896–1900 w Chinach z głodu zmarło, według różnych rachunków, między 19,5 a 30 mln osób. Relacje europejskich misjonarzy i chińskich kronikarzy, którzy byli świadkami tej tragedii, przerażają: „Szkielety ludzi leżały wzdłuż drogi. Duże powiaty utraciły średnio od stu do dwustu tysięcy ludzi, a w pomniejszych straty sięgały nawet pięćdziesięciu–sześćdziesięciu tysięcy. Jedynym sposobem pozbycia się ciał było kopanie wielkich dołów, które dzisiaj noszą nazwę dołów dla dziesięciu tysięcy; martwe dzieci wrzucano do studni”. Osłabionych głodem rolników dopadały watahy wilków – „ociężałe i opętane pożeraniem ciał zatrważającej liczby ofiar, wałęsające się po obrzeżach wiosek i miast”.

Widzimy związek między osłabieniem państwa chińskiego a imperializmem (działania wojenne, wymuszony przez Anglików handel opium dla zrównoważenia deficytu w handlu herbatą, narzucone cła i kontrybucje). W rezultacie doszło do osłabienia społecznego kapitału wspólnot rolnych. Rolnicy zostali pozbawieni uprawnień do zasobów naturalnych stanowiących podstawę tradycyjnego rolnictwa: systemów nawadniania, ochrony przed powodziami i suszami, do lasów, pastwisk, kanałów. Dodatkowo pozbawiono ich dysponowania wodami zlewni. Ale ważnym czynnikiem było też wylesianie – zarówno karczowanie pod uprawę, jak i na materiał budowlany, a także opałowy. To doprowadziło do obniżenia poziomu wód gruntowych i zamulenia Wielkiego Kanału, służącego do transportu zboża.

Wcześniej – w złotych latach bezpieczeństwa żywnościowego – sami cesarze doglądali zarządzania spichlerzami. Ukrócili też działania spekulacyjne, pilnowali żeglowności Wielkiego Kanału łączącego Pekin z Hangzhou, Rzekę Żółtą z Jangcy.

Początek tych zmian leżał w Europie, konkretnie w Londynie. Za tymi zmianami bowiem stało – jak objaśnia amerykański historyk Mike Davies w książce „Holokausty późnej epoki wiktoriańskiej” – obciążenie Chin kosztami „dostosowania strukturalnego”, wymuszonego przez deficyt handlowy brytyjskiego imperium, które w tych latach ustąpiło pierwszeństwa w innowacyjności gospodarce amerykańskiej (elektryczność, przemysł samochodowy) i niemieckiej (metalurgia, wielka chemia, silnik spalinowy). W tej sytuacji rządzący Anglią przerzucili koszty swojej słabości „na rolników i producentów żywności peryferii”. Tak to może wyglądać za kilka dekad.

Totalitaryzacja kapitalizmu

Sytuacja będzie się pogarszać wraz z postępującą degradacją środowiska. Co roku tracimy aż 12 mln ha ziem uprawnych, a dalsze 20 mln ha ulega degradacji. Do tego susze i huragany wypędzą ludzi z dotychczasowych siedzib. Jeśli dodatkowo, w wyniku uwolnienia metanu zdeponowanego w osadach dennych Arktyki i Syberii, otworzą się wyczekiwane szlaki transportowe – będziemy wszyscy mieli radosną apokalipsę. Według prognoz mieszkańcy takich krajów jak Afganistan, Pakistan, Mjanma, Zimbabwe, Haiti – ruszą w drogę donikąd. Bo wskutek wzrostu temperatury o 2,7 stopnia Celsjusza do 2100 r. aż 2 mld ludzi utracą warunki do życia. Do 2090 r. może ich być już 3,7 mld.

Dalej będzie postępowała totalitaryzacja kapitalizmu. I kolejne dziedziny życia społecznego poddane zostaną krótkoterminowej rentowności. A za nią stoi zwyrodniały egoizm i chciwość psycho- i socjopatów z Doliny Krzemowej. Trwa kolejny wyścig o rentowność platform cyfrowych, o coraz skuteczniejszy merchandising danych osobowych, żeby sterować wyborami politycznymi i konsumenckimi. Powstanie sprawniejsza rządomyślność algorytmiczna, zakorzeniona w kapitalizmie nadzoru. I to jest punkt krytyczny obecnego systemu.

W tej sytuacji warunkiem skuteczności jakiegokolwiek przeciwdziałania tym tendencjom będzie zatrzymanie dynama kapitalizmu, czyli przymusu akumulacji kapitału. Dopiero w zderzeniu z narastającymi skutkami kryzysu planetarnego ma szansę przebić się myśl, że „jako samotne jednostki skazani jesteśmy na przegraną, tylko we wspólnotowej organizacji i oporze mamy szansę na dobre życie” – jak pisze socjolog Mikołaj Ratajczak w książce o zmaganiach włoskiej lewicy z wszechwładnym kapitałem i jego państwem. To myśl, która wykiełkowała w erze zimnej wojny i groźby zimy nuklearnej jako następstwa wyścigu zbrojeń między USA a ZSRR.

Wnioski dla lewicy

Lewica musi wyważać liberalne wolności z poczuciem wspólnotowości, społecznej solidarności. Nie może – jak liberałowie – sprowadzać demokracji do wyborczej telemeledemokracji. W jej programie muszą być postulaty, jak niwelować nierówności na tle klasowym, rasowym, płciowym, etnicznym. Jak unikać wyścigu zbrojeń i wojen.

To wrażliwość nie tylko na dyskryminację z powodu płci, nieheteronormatywności. Naturalne środowisko dla lewicy to środowisko pracy, współdziałanie ze związkami zawodowymi w kraju, w UE i na świecie.

Organizacje pozarządowe i charytatywne, finansowane w 70 proc. z budżetu, naprawiają tylko wady neoliberalnego ładu społecznego. Jak teraz przestawić się na komunikację zbiorową, ograniczyć loty samolotem na przedłużony weekend tam, gdzie słońce i ciepła woda w lecie, a obfitość śniegu na narciarskich trasach w zimie?

Przemodelowanie stylu życia na model oszczędzający planetę: plain living, high thinking będzie bolesnym zabiegiem dla wszystkich: producentów, konsumentów, obywateli, biznesu medialnego (żywionego reklamami), systemu edukacji (nauczanie nie przedsiębiorczości, tylko np. wrażliwości estetycznej), odbudowy zaufania do wspólnotowych instytucji jak w Finlandii.

Planeta w nadchodzących dekadach pozwoli na co najwyżej umiarkowanie dostatnie życie dla 8–9 mld ludzi. Rewolucja szczęścia oparta na wykorzystaniu w przemyśle nauki i taniej energii węglowodorów wkracza w nową fazę: w fazę konsumpcji dóbr duchowych po zaspokojeniu potrzeb bytowych, w fazę stylu życia opartego na mniejszym zużyciu energii. Tak więc ani nie możemy wrócić do przeszłości, ani poprzestać na tym, co nam przyniosły rewolucja przemysłowa i kapitalizm, jaki znamy. Żyjemy bowiem w epoce katastrofalnej konwergencji kilku kryzysów: klimatycznego, ekologicznego, nierównego podziału bogactwa między regionami świata i wewnątrz bogatych społeczeństw, a także niewydolności państw.


Tekst ukazał się pierwotnie w Tygodniku NIE, nr 22–23/2026.

Najnowsze

Grzech ubóstwa

Grzech ubóstwa

Jest w części naszego społeczeństwa skłonność do obwiniania przegrywających o ich porażkę. Po prostu łatwiej zwalać...

Sprawdź również

Sztuka dyplomacji

Sztuka dyplomacji

Szczęki z wrażenia poopadały zebranym w warszawskiej Filharmonii podczas uroczystości z Dnia Republiki. Święta Azerbejdżanu upamiętniającego powstanie pierwszego, nowoczesnego państwa azerskiego. Demokratycznej Republiki Azerbejdżanu. Szczęki opadały kilka razy, bo...

Grzech ubóstwa

Grzech ubóstwa

Jest w części naszego społeczeństwa skłonność do obwiniania przegrywających o ich porażkę. Po prostu łatwiej zwalać winę za krzywdy na pokrzywdzonych niż przyznać, że żyjemy w niesprawiedliwym systemie. Ta postawa uśmierza lęki, bo pozwala wierzyć, że jeżeli będziemy...

Orzeł Biały kontra Michał Archanioł czy tryzub?

Orzeł Biały kontra Michał Archanioł czy tryzub?

Zełenski oczywiście popełnił błąd nadając jednostce wojskowej miano bohaterów UPA, a z polskiego punktu widzenia nawet zniewagę pamięci polskich ofiar Ukraińskiej Powstańczej Armii. Powinniśmy jako państwo domagać się naprawienia tego błędu. Zdecydowanie. Pewnie...

Mądry Krakus po szkodzie

Mądry Krakus po szkodzie

Każdy element tego przysłowia wymaga namysłu. Bo czy my, mieszkańcy Krakowa, ponieśliśmy szkodę? Rasowy kołcz powiedziałby: być może, ale też dostaliśmy szansę – szansę na nowy, lepszy wybór, nowe, lepsze miasto, nowy, lepszy świat, choć rada (miasta) stara, problemy...

Wszystkim wszystko

Wszystkim wszystko

Konfederacja wznosi się na fali internetowych awantur. Okazuje się, że nagle stali się obrońcami „klasy pracującej” przed „drapieżnymi artystami”, którzy walczą o minimalne emerytury w wysokości 1900 zł brutto (nie dotyczy to gwiazd, bo te nie załapią się na dopłatę...

Życie po życiu

Życie po życiu

To trzecia część tekstu Małgorzaty Kulczyk. Pierwszą część można przeczytać tutaj: Neoliberalna nowomowa w poradnictwie internetowym. Drugą część można przeczytać tutaj: Casting na pracownika, czyli uśmiechnij się promiennie, nawet gdy masz żółte zęby. Poniższa część...

Bardzo czeski film

Bardzo czeski film

Była piękna księżycowa noc. Przypomniał sobie Mamę. Zawsze mu powtarzała synku, jak ty pięknie tańczysz. Ech Mamo, mógłbym być najlepszym tancerzem na świecie, rozczulił się. Rozejrzał się i wściekłość go ogarnęła. Dlaczego jeszcze nie ma swej wymarzonej Sali Balowej....