Chińcyki – roboty trzymają się mocno. Są trendy w tym sezonie politycznym. Podobnie też chińskie samochody elektryczne i chińskie nowości AI.
Czyli „sztucznej inteligencji”, po angielsku zwanej „Artificial Intelligence”.
Zaś Chińczycy często na AI mówią „Shēndù Qiúsuǒ”. To określenie pochodzi od nazwy chińskiego przedsiębiorstwa zajmującego się AI.
Jego siedziba jest w Hangzhou. Mieście przecudnej urody. Słynącego z wykwintnej herbaty, porcelany i jedwabiu. Urokliwych krajobrazów, zwłaszcza wokół Jeziora Zachodniego.
Byłem tam wielokrotnie i zakochałem się w powabnym Hangzhou.
Marco Polo też tam był. Wcześniej nawet, bo już w XIII wieku. Pobyt swój odnotował w gigantycznym „Opisaniu Świata”, barwnie eksponując też urodę miejscowych kobiet. Zrobił tym Hangzhou w Europie fantastyczny „pijar”.
Ma za to tam odlany, gustowny pomnik.
Hangzhou jest stolicą prowincji Zhejiang. Zwanej w Europie „chińską Bawarią”. Bo to jedna z czołówki najbogatszych i komfortowych dla życia chińskich prowincji.
Dziś chińska cywilizacja, szczycącą się już sześcioma tysiącami lat nieprzerwanego żywota, swym zagranicznym, opiniotwórczym gościom pokazuje przede wszystkim swoją nowoczesną twarz.
Chińskie roboty, chińskie samochody elektryczne i masowe dowody na istnienie chińskiej AI.
Jeszcze niedawno opiniotwórczym przybyszom, goszczący ich Chińczycy, pokazywali przeróżne panele do produkcji energii słonecznej, gigantyczne farmy wiatrowe i małe przydomowe elektrownie wodne.
Wcześniej prezentowali nowe szybkie, wygodne i niedrogie pociągi pasażerskie, wielokilometrowe drogowe tunele, autostrady i gigantyczne mosty. A także pandy. Żywe, śliczne, romantycznie senne.
Kiedy byłem w Chinach pierwszy raz, w roku 2000, parlamentarzystom z Polski pokazywano nowo wybudowane, wypasione, gigantyczne hotele.
Po czym zapraszano nas na równie gigantyczne i wypasione bankiety. Dowodzące, że tradycyjny chiński głód to już czas przeszły. Bezpowrotny.
Śpiewa, tańczy, recytuje
Dziś chińskie roboty prawie wszystko potrafią. Prezentowane na wielkiej wystawie w Hangzhou robią nie tylko kawę, jak ich żyjący w Polsce bracia. Serwują też hot- dogi, pizzę, ciastka.
Zapraszają nas do gry w szachy, go i warcaby.
Mogą zrobić nam tradycyjny chiński masaż.
Przypilnować nam dziecka, babci i dziadka.
Zaopiekować się samotnymi staruszkami.
Ćwiczyć z nami Tai Chi i Wu Shi.
Przytulić i pogłaskać naszego kota.
Wyprowadzić na spacer naszego psa. Także psa robota.
Widziałem chińskie roboty robione są na podobieństwo zwierząt.
Bardzo popularne roboty psopodobne. Przeznaczone do psiej roboty.
Widziałem roboty transportowe. Przypominające wielbłądy. Tylko bez garbów, aby zmaksymalizować ich powierzchnię dla ładunku towarów.
Inne, też służące do transportu, podobne były do małych helikopterów i mini taksówek. Wszystkie sterowane rzecz jasna przez AI.
Nie zauważyłem tam robotów serwujących kaczkę po pekińsku i inne klasyczne chińskie dania. Wykonujące rytuał tradycyjnego parzenia herbaty Longjing. Wymagającego bardziej finezyjnych ruchów niż zalanie wrzątkiem chińskiej zupki instant.
Nie zauważyłem też robota do gry w madżonga. Narkotyku dla milionów Chińczyków. Wciągającej w wielodniowe, przerywane jednie krótkimi drzemkami, granie. Może dlatego, że madżong to ciągłe grzechotanie ciągle mieszanymi kośćmi ? Podobnych do tych z gry w domino.
Ale prawdziwy madżong to też wielogodzinne plotkowanie w czasie gry. Czynność niezwykle popularna i istotna w Chinach. Plotkowanie o wszystkim i o wszystkich. Czy robot potrafiłby plotkować jak Chińczyk ?
Czy Chińczycy skonstruują takiego robota?
Mają już liczne roboty przydatne do działań na wojnie. Ale nie eksponują ich.
Ale widziałem tam roboty w kształcie małych okrętów. Podobne do modeli znacznie większych, tradycyjnych kutrów rakietowych i torpedowych. Obsługiwanych nadal przez ludzkie załogi.
Dzięki podobnym okrętom robotom marynarka ukraińska skutecznie zablokowała w czarnomorskich portach tradycyjnie działającą marynarkę rosyjską.
Widziałem też drony podobne do stosowanych masowo podczas najnowszych wojen. Humanoidy i zwierzęco podobne roboty też przydatne we współczesnych wojnach. Choć jeszcze masowo nie używane.
W Pekinie pokazywano mi fabrykę zbudowaną przez znaną firmę Xiaomi.
W której roboty produkują samochody elektryczne.
Widziałem już podobną w okolicach Szanghaju. Ta zachwyciła mnie sterylną czystością.
Kto sprząta tam po tych pracujących robotach?, zastanawiałem się.
Odpowiedź okazała się banalna. Po robotach sprzątają roboty.
W chińskim porcie Ningbo zobaczyłem morze kontenerów w gigantycznym porcie. Podobnym do innych portowych gigantów jakie już w Chinach widziałem.
Ale w Ningbo pokazano też nam, delegacji z Europy Środkowo- Wschodniej, projekt równie gigantycznego portu. Obsługiwanego już wyłącznie przez roboty, przy użyciu AI.
Twarz robota
Chińskie roboty zwykle nie mają jeszcze ludzko podobnej twarzy. Jedynie kontury głowy. Pustej w środku. Nie można spojrzeć im w oczy. Cmoknąć robota w policzek, tak po hiszpańsku na powitanie, albo zaserwować mu francuskiego buziaka.
Wszystkie roboty są do swych robocich robót zaprogramowane przez ludzi. Coraz częściej przy użyciu AI, czyli inteligencji sztucznej.
Zwykle potem każdy proces produkcji dokonywany przez roboty, sterowany jest i kontrolowany przez ludzi. Stale obserwujących pracę robotów na monitorach komputerów. Ingerujących w ich robotę przy użyciu konsolet i joysticków. Pracujących w zamkniętych, klimatyzowanych, wygodnych pomieszczeniach.
Roboty wykonywane przez roboty, wymagają od ludzi sterujących i kontrolujących robotę robotów, często nowych kompetencji i cech fizycznych.
Jeśli pokazywany nam projekt nowego portu w Ningbo powstanie, a jestem o tym przekonany, to będą tam potrzebni zupełnie inni pracownicy niż obecni robotnicy rekrutowani do pracy w tradycyjnych portach.
Teraz zwykle są mężczyźni, o posturze strongmanów. Odporni na robotę w trudnych, portowych warunkach pogodowych.
Od przyszłych operatorów i kontrolerów portowych robotów, wymagać się będzie przede wszystkim dobrego wzroku odpornego na długą pracę przy monitorach, sprawnych palców u rąk, i żelaznych dup.
Taką pracę będą mogły wykonywać także kobiety. Wiele z nich przecież lepszych jest w grach komputerowych od ospałych facetów.
Podobnie będzie na wojnach toczonych przy użyciu robotów. Wiele kobiet zapewne odnajdzie się w roli killerów obsługujących drony, morskie pociski sterowane, pododdziały homoidów czy sfory wściekłych robopsów.
Znakomity polski pisarz Stanisław Lem już w 1964 roku, w zbiorze opowiadań „Bajki robotów”, opisał zbuntowane przeciwko ludziom roboty.
Czy przyszłe, obficie karmione AI, coraz bardziej ludziom podobne roboty, zbuntują się kiedyś przeciwko kaście kontrolujących je ludzi ?
Na razie przeciwko zapowiedziom masowego wprowadzenia AI do obecnie nadal „ludzkiej” branży usług informatycznych call centrów i teleobsługi procesów biznesowych, protestują Filipińczycy.
Bo zapowiadane tam masowe używanie AI i robotów w tych branżach, to groźba utraty pracy nawet dla 2 milionów ludzi na Filipinach.
W Polsce z takiej pracy żyje około pół miliona ludzi.
Entuzjaści masowej robotyzacji i stosowania AI zawsze nam, ludziom obiecują, że dzięki AI i robotom będziemy mieć więcej dodatkowego wolnego czasu dla siebie. Będziemy mogli więcej rozwijać swe pasje i osobowości.
Zwykle nie wspominają, że masowa robotyzacja i AI wymagają zużywania wielu już deficytowych na świecie dóbr. Energii elektrycznej, wody, rzadkich metali i innych surowców. No i będzie to intensyfikować niekorzystne dla ludzi zmiany klimatyczne.
Czy zatem warto mieć więcej czas wolnego aby żyć w jeszcze bardziej paskudnych warunkach klimatycznych ?
Pytałem o to w Pekinie podczas debaty o AI z użyciem ludzkich Chińczyków i reprezentantów Europy Środkowo- Wschodniej.
Dobre pytanie, słyszałem od wszystkich, i obietnicę refleksji nad nim.
PS. Ten felieton powstał bez użycia AI.












