Zanim został bohaterem narodowym Wietnamu, musiał kilka razy uciekać.
Pierwszy raz z fabryki w Westfalii. Był tam polskim, przymusowym robotnikiem. Do Niemiec trafił tam z łódzkiej dzielnicy Widzew.
Urodził się w rodzinie tkaczy w 1923 roku. W czasie niemieckiej okupacji, jako nastolatek musiał pracować u niemieckiego bauera w okolicach Kłajpedy.
Ale nie miał kalifikacji i charakteru, by zostać parobkiem. Rychło przewieziono go do fabryki w Westfalii. By tam pracował dla III Rzeszy. Stamtąd uciekł. Podróżował pociągami po całych Niemczech. Jako niby zbłąkany pasażer. Zwykle na gapę.
Miał szczęście. Po złapaniu go, nie został rozstrzelany. Niemcy prowadziły już totalną wojnę. Front wysysał niemieckich mężczyzn. Podporządkowana wojnie gospodarka potrzebowała cudzoziemskich, niewolniczych robotników.
Dostał „drugą szanse”. Bilet powrotny do Kłajpedy. Tam czekało go przymusowe kopanie okopów. Uciekł ponownie. Ukrywał się. Znów miał szczęście. Trafił do oddziału radzieckich, a potem polskich partyzantów. Tam uczył się wojennego fachu.
Do rodzinnej Łodzi wrócił w 1945 roku, zaraz po jej wyzwoleniu. Koledzy poradzili mu wstąpienie do wojska. Polskiego i Ludowego. Do Oficerskiej Szkoły Politycznej powstającej właśnie w Łodzi.
Miał wiele atutów by zrobić tam karierę. Proletariackie pochodzenie, partyzanckie praktyki zawodowe, dobrą znajomość niemieckiego i rosyjskiego. No i inteligencję, łatwość pobierania nauk, ciekawość świata.
Ale długo na szkolnych zajęciach nie posiedział. Zadarł ze swymi przełożonymi. Buntował się przeciwko torturowaniu wziętych do niewoli polskich „chłopców z lasu”. Podobnych mu, teraz walczących z władzą ludową. Dodatkowo przyłapał swą narzeczoną na romansie ze swym dowódcą. Uciekł z wojska. To było surowo karaną wtedy dezercją.
Uciekł do znanych mu Niemiec. Udawał tam niemieckiego uciekiniera z Prus Wschodnich. Trafił w łapy francuskiej żandarmerii. Dostał wybór. Więzienie czy służba we francuskiej Legii Cudzoziemskiej. Z dwojga złego, wybrał Legię.
Po intensywnym przeszkoleniu w Marsylii, potem w Algierii, wówczas francuskiej kolonii, został przerzucony do Maroka. Tam musiał walczyć z antyfrancuskimi rebeliantami. Znów widział torturowanych partyzantów.
Ale to nie był koniec jego podróży z Legią. W grudniu 1946 roku wsadzono ich na statek „Pasteur” odpływający do francuskich Indochin. Wylądował w Wietnamie, by zwalczać tym razem wietnamską antykolonialną partyzantkę Viet Minhu.
Jego oddział stacjonował na północy, w okolicach Nam Dinh. Jak pisał w wydanych potem w Polsce wspomnieniach, był świadkiem tortur stosowanych przez francuskich żołnierzy wobec wietnamskich chłopów. Widział morderstwa i gwałty na ludności cywilnej.
Uznał, że walczy po złej stronie. Miał dość bycia parobkiem, tym razem u Francuzów. Zaczął planować ucieczkę. Zauważył, że nie tylko on ma takie zamiary. Dogadał się z trójką innych legionistów. Niemcami i Austriakiem. W czwórkę opracowali plan ucieczki.
Ucieczka okazała się najłatwiejszą. Problemy zaczęły się po niej. Najpierw musieli przedzierać się przez porośnięte dżunglą góry. Koszmar, nie tylko białych. Także rdzennych Wietnamczyków. Zwłaszcza patriotycznych inteligentów wychowanych w Hanoi i innych skupiskach miejskich.
Czwórka zbiegów z fortu Nam Dinh musiała unikać kontaktów z francuskimi posterunkami. Byli dezerterami. Kontakty z miejscową ludnością też były trudne, bo unikała ona osób ubranych we francuskie mundury. Miejscowego języka zbiegowie nie znali. Na szczęście zabrali ze sobą służącego w forcie wietnamskiego chłopaka, którego Polak traktował jak człowieka.
Przed śmiercią głodową uratowali dezerterów sympatycy Viet Minhu. Partyzanci wreszcie dotarli do nich. Byli zdystansowani, bo bali się prowokacji. Bardziej spodziewali się francuskich „koni trojańskich” niż cudzoziemskich ochotników. Legia Cudzoziemska nie była matecznikiem antykolonialnych idei.
Kiedy już im uwierzono, ruszyli na front. Najpierw propagandowy. Obwożono ich po okolicy, pokazywano miejscowej ludności. Tych okupantów, którzy z własnej woli przystąpili do partyzantów. Nie będąc wzięci do niewoli.
Potem rozdzielono ich, każdy dostał zadania wedle swych kwalifikacji. Stefan Kubiak naprawiał zdobyty przez partyzantów sprzęt wojskowy. Przede wszystkim artyleryjski. Potem uczył partyzantów jak obsługiwać zdobyczną, lub pozyskaną od sojuszników broń.
Rychło zaczęto go zwać „Matematyk”, bo umiejętności techniczne łączył z wojskowym planowaniem taktycznym. Potem walczył na pierwszej linii. Zyskał miano „nieśmiertelnego”, bo często atakował ze szwoleżerską fantazją.
Miał też zdolności aktorskie i łódzki spryt. Podczas walk w dolinie Dien Bien Phu partyzant Stefan Kubiak, przebrany w mundur francuskiego oficera, dokonał śmiałej dywersji i doprowadził do zdobycia francuskiego fortu.
Zasługi bojowe Stefana Kubiaka pod Dien Bien Phu i w poprzednich bitwach były tak znaczące, że wietnamski prezydent Ho Chi Minh symbolicznie zaadoptował go jako swojego syna. Nadał mu imię Ho Chi Toan.
Jednak nasilające się problemy zdrowotne, malaria i odniesione rany, sprawiły, że kapitan Stefan Kubiak odszedł na drugą linię. Został wojskowym dziennikarzem, tłumaczem, opiekunem zagranicznych delegacji..
Osiadł na stałe w Wietnamie, ożenił się z Wietnamką, Nguyen Thi Phoung. Doczekali się dwóch synów, Stefana i Wiktora.
Kilkukrotnie przyjeżdżał do Polski jako tłumacz wietnamskich delegacjach wojskowych. Zmarł w wieku 40 lat, 28 listopada 1963 roku. Spoczął na cmentarzu Van Đien niedaleko Hanoi.
Zgodnie z jego ostatnią wolą, jego żona, już jako Teresa Kubiak, oraz dwaj synowie przyjechali do Polski w 1964 roku. Żona zmarła dwadzieścia lat temu, a synowie nadal mieszkają w Polsce i we Francji.
Jak widać mamy w naszej historii bohatera o niezwykłej i nietuzinkowej biografii. Wartej filmu lub serialu.
I choć próby stworzenia filmu o Stefanie Kubiaku były, to jednak film o nim jeszcze nie powstał. Ani polski, ani wietnamski, ani polsko- wietnamski.
Czasem w życiu łatwiej jest dwa razy uciekać z niemieckiej niewoli, walczyć w dwóch najlepszych na świecie partyzantkach, dwa razy dezerterować z wojska, zostać cudzoziemskim bohaterem Wietnamu, niż bohaterem filmu w Polsce.











