Istotna grupa komentatorów i ekspertów, nie tylko internetowych, uważa, że Kaczyński swoim ultimatum rozpoczął kolejny etap misternej gry mającej na celu odzyskanie utraconego elektoratu i uzyskanie większości w przyszłym parlamencie. Wiara w jego mądrość i posiadanie politycznego nosa utrzymuje się nie tylko w większości partii, ale również w dużej grupie obserwatorów sceny politycznej, a nawet u części jego wrogów.
Zamykają oni oczy nie tylko na przegraną PiSu z koalicją partii, które po wyborach parlamentarnych w 2023 roku utworzyły koalicję 15 października, ale przede wszystkim nie chcą zauważyć narastającej rywalizacji w obozie Zjednoczonej Prawicy o schedę po starzejącym się przywódcy i głębokiego podziału w sprawie strategii i taktyki w walce o odzyskanie władzy.
Krytycznym momentem sprzyjającym polaryzacji stało się wyznaczenie przez Kaczyńskiego kandydata na premiera w osobie Przemysława Czarnka.
Tą decyzją Kaczyński pozbawił Morawieckiego złudzeń, że może zostać jego naturalnym następcą, a po ewentualnej wygranej w wyborach – ponownie premierem. Kaczyński nie zamierza dobrowolnie odchodzić na polityczną emeryturę, a jego niepokój związany ze stopniową utratą elektoratu na rzecz bardziej radykalnych konfederacji, wzmacniany ciągle przez frakcję „maślarzy”, doprowadził go do desperackiego kroku, jakim była nominacja Czarnka, radykalizacja PiSu i przesunięcie partii w stronę obu konfederacji.
Po kilku miesiącach okazało się jednak, że exodus wyborców nie został zatrzymany, a „harcerze” Morawieckiego z etapu harcowania przeszli do budowy nieco bardziej centrowej programowo alternatywy.
Oczywiście nie można wykluczyć zejścia się po wyborach parlamentarnych obu odłamów PiSu w nowej koalicji rządowej, ale wtedy będzie to już prawdopodobnie koalicja pod patronatem prezydenta Nawrockiego, ze wskazanym przez niego premierem. Do wyborów parlamentarnych w 2027 roku rywalizacja obu odłamów PiSu będzie tylko rosła.
Gdyby była to tylko ustawka, rozwód z pewnością byłby bardziej aksamitny, bez drastycznych prób delegitymizacji najdłużej sprawującego władzę w imieniu PiSu premiera, którego Kurski nazywa agentem Tuska, Sasin – jego doradcą, a inni twierdzą, że Morawiecki był przeciwnikiem programu 500 plus, a nawet kupna samolotów F-35 u Amerykanów.
Obrzucanie się błotem przez obydwa obozy, krążące w internecie filmiki i obelgi idą bardzo daleko i mogą przyczynić się do dalszego spadku notowań zwalczających się frakcji. Zamiast odzyskania wyborców przez PiS i Stowarzyszenie Rozwój Plus może nastąpić dalsza redukcja ich elektoratu, głównie na rzecz konfederacji, ale część wyborców może się w ogóle zniechęcić do udziału w wyborach i pozostać w oczekiwaniu na ponowne zjednoczenie prawicy.
Władze PiSu w obliczu tworzenia przez Morawieckiego konkurencyjnego klubu parlamentarnego przestały nawet obrażać się na większość parlamentarną, co czyniły od początku obecnej kadencji, i zgłosiły nową kandydaturę na wicemarszałka Sejmu – posła Marcina Ociepy – zamiast blokowanej przez większość byłej marszałek Elżbiety Witek.
Do końca też walczą o pojedynczych posłów. Wszystko to świadczy o nowej rzeczywistości na prawicy, bardziej podzielonej i ostro rywalizującej.
Na razie, pomimo niekorzystnych dla niej per saldo sondaży, Koalicja 15 października usiadła nad rzeką, z uśmiechem satysfakcji na twarzach i kpiącymi komentarzami na ustach, i czeka, aż trupy walczących rywali spłyną do Gdańska albo jeszcze dalej.
Moim zdaniem bez rozwiązania problemów służby zdrowia, bez skrócenia kolejek w sądach, bez szybkiej reakcji na rosnące ceny paliw i w konsekwencji koszty utrzymania oraz rzetelnego rachunku sumienia z programów wyborczych i rządowych – prolongata jej władzy w przyszłym roku nie nastąpi, pomimo ogromnej szansy, jaką przynosi wojna na prawicy.
Nawrocki jest na tyle przebiegły, że może pozbierać walczące na własną rękę oddziały, doprowadzić w przyszłym roku do rozejmu w postaci paktu senackiego i porozumienia rządowego po wyborach całej prawicy.
Oczywiście zostaje jeszcze jedna mało prawdopodobna możliwość, że ego kłamcy Pinokia zostanie tak przez całą resztę prawicy sponiewierane, że będzie wolał porozumienie ze swoim dawnym patronem Tuskiem niż z towarzyszami walki od 2015 roku. Ale tego też Polsce nie życzę.












