Mój cykl pt. „Jak się czujesz, gdy nie możesz znaleźć pracy?” spotkał się z zainteresowaniem czytelników portalu Dziennik Trybuna. Postanowiłam więc kontynuować temat psychologicznych i społecznych aspektów bezrobocia, choć przyznaję, że nie jest to jedyny powód.
Niedawno na profilu znajomej osoby w mediach społecznościowych natknęłam się na skan podręcznika do podstaw przedsiębiorczości, pochodzącego prawdopodobnie z lat 2000., który przedstawiał rzekome plusy bezrobocia. Otóż zdaniem autora bądź autorki, bezrobocie może mieć pozytywne skutki, jeżeli prowadzi do umacniania dyscypliny pracy i podniesienia jej wydajności, zwiększenia poszanowania pracy, podwyższania kwalifikacji zawodowych oraz wzrostu samozatrudnienia wśród bezrobotnych (zakładania przez nich małych firm).
Jakkolwiek zdanie to brzmi cynicznie, bezdusznie i jest właściwie pluciem w twarz niejednej osobie, która choć raz doświadczyła braku zatrudnienia przez dłuższy czas, nie można nie docenić pewnego psychologicznego wyrafinowania, jakim cechuje się neoliberalna ideologia.
Otóż jej zwolennicy nigdy jawnie nie dyskryminują osób dotkniętych brakiem pracy. Wprost przeciwnie, oni muszą utrzymywać mit sprawiedliwego świata oraz zachęcać do poszukiwania i rozbudzania w sobie talentu do przedsiębiorczości, który, gdy już go w sobie znajdziemy, ma być właściwie uniwersalnym panaceum na wszystkie ekonomiczne problemy. Świat bowiem czeka na wszystkich tych, którzy mają „pomysł na siebie” i nie wahają się go realizować.
Problem polega jednak nie tylko na fetyszyzowaniu „pomysłu na siebie”, które zdradza idealistyczny charakter ideologii neoliberalnej, zakładającej prymat idei nad materialnymi warunkami życia. Chodzi o zupełne pominięcie mechanizmów akumulacji kapitału, jak i innych obiektywnych warunków, które sprawiają, że małym biznesom trudno utrzymać się na rynku.
O tym milczy program podstaw przedsiębiorczości, zaś skutek tej niewiedzy dla całych pokoleń absolwentów szkół średnich i wyższych jest druzgocący. Wchodzą oni na tak zwany rynek pracy, kompletnie zieloni i nieświadomi tego, że kapitał potrzebuje rezerwowej armii pracy. Jednocześnie zazwyczaj wtedy zaczyna się festiwal obwiniania jednostki — nie tylko za brak pracy zgodnej z nabytymi kwalifikacjami, lecz często także za brak jakiejkolwiek możliwości zarobkowania.
Na czym więc polega wspomniane psychologiczne wyrafinowanie? Trudno tę subtelność wyłapać na pierwszy rzut oka, jednak wydaje mi się, że chodzi o mechanizm ideologicznej przynęty. Wspomniane w podręczniku dyscyplinowanie pracownika nie polega wyłącznie na obwinianiu go za złą decyzję o drodze kształcenia.
Zanim ten mechanizm się uruchomi, należy go najpierw uwieść atrakcyjnie brzmiącą ideą samostanowienia, brania odpowiedzialności za własne życie i podejmowania takich decyzji, które mają zapewnić mu stałe miejsce w świecie pracy.
Ciekawy jest również przytoczony argument dotyczący zwiększonego poszanowania pracy oraz podwyższania kwalifikacji zawodowych. O ile pierwszy wydaje się wewnętrznie sprzeczny i pomija fakt, że w systemie kapitalistycznym bezrobocie pełni określone funkcje strukturalne, o tyle warto zatrzymać się na dłużej nad kwestią podwyższania kwalifikacji zawodowych.
To prawda, że ofert kursów doszkalających, szkół policealnych i studiów podyplomowych nie brakuje. Problem polega na tym, że są one wyraźnie skierowane do osób już pracujących, chcących lub zmuszonych z różnych powodów podnieść swoje kwalifikacje zawodowe. Zupełnie inaczej podejdzie do tego osoba, która musi żyć z oszczędności lub jest zdana na rodzinę.
Koszty takiego dokształcania się są często dość wysokie i mieszczą się w tysiącach złotych, a gwarancja zwrotu takiej „inwestycji w siebie” nigdy nie jest stuprocentowa. Z kolei „inwestycja w siebie” tego rodzaju zawsze jest do pewnego stopnia grą w ciemno dla osoby, która pozostaje bez stałego źródła dochodu.
Mnogość ofert i agresywny marketing w Internecie często przesłaniają rzeczywiste kompetencje osób i organizacji ich prezentujących. Biorąc pod uwagę błyskawiczne tempo zmian zachodzących na rynku popytu i podaży siły roboczej, nigdy nie mamy pewności, czy wiedza przekazywana nam za ciężkie pieniądze nie jest już częściowo przestarzała albo niepełna.
Jeśli natomiast dodatkowe kwalifikacje nie przyniosą oczekiwanych rezultatów, winą ponownie obarcza się jednostkę, a nie samą nieprzewidywalność rynku pracy.
Wspomniana w podręczniku korelacja pomiędzy doświadczeniem bezrobocia w przeszłości a późniejszym podniesieniem wydajności pracy jest tyleż urągająca ludzkiej godności, co psychologicznie trafna. Rzeczywiście, osoba pozostająca przez dłuższy czas bez pracy — miesiące, a nawet lata — często doświadcza poczucia straconego czasu, bycia w tyle oraz presji, by w krótkim czasie nadrobić zaległości i utrzymać miejsce pracy zdobyte po długiej przerwie.
Problem w tym, że powrót do życia zawodowego odbywa się nie tylko z pozycji poczucia winy, ale też sprzyja większej skłonności do brania na siebie pełnej odpowiedzialności za błędy — również te wynikające z niewiedzy.
Miejsca pracy nie są jednak środowiskiem, w których popełnianie błędów jest uznawane za normalne i naturalne. Wręcz przeciwnie, błędy bardzo często są tępione, niemal „grzeszne”, a ich „sprawcy” stają się najsłabszymi ogniwami zespołów pracowniczych, których najlepiej się pozbyć.
Tworzy to więc sytuację błędnego koła: osoby w przeszłości wyrzucone poza nawias świata pracy najemnej, są kilkakrotnie bardziej narażone na powtórzenie tego scenariusza. Dodatkowo pozostawione bez systemowego wsparcia (tak zwana aktywizacja zawodowa przez urzędy pracy to przecież fikcja), zmagają się z coraz gorszym obrazem samych siebie oraz swoich możliwości.
W wielu przypadkach prowadzi to do poważnych kryzysów psychicznych, o których media głównego nurtu milczą.
Podsumowując: czy bezrobocie ma jakiekolwiek pozytywne aspekty? Owszem — ale nie dla osób nim dotkniętych, lecz dla strony zatrudniającej i samego kapitału. „Poszanowanie” pracy najemnej powoduje, że jednostka przestaje kwestionować nierówność swojego położenia względem firmy, która ją zatrudnia.
Pracuje ciężej, ale jednocześnie staje się bardziej podatna na mobbing oraz mniej skłonna do zainteresowania się prawami pracowniczymi czy przynależnością do związków zawodowych. Z kolei nacisk na podwyższanie kwalifikacji czy zakładanie jednoosobowej działalności gospodarczej jest systemowi bardzo na rękę, ponieważ przenosi odpowiedzialność i winę za brak zatrudnienia na jednostkę.
Indywidualizowanie problemów strukturalnych jest dokładnie tym, czego ten system najbardziej potrzebuje.













