Karol Nawrocki wzywa Niemcy do zapłaty Polsce reparacji i przekonuje, że chodzi o sprawiedliwość historyczną. Kiedy jednak pada pytanie o odpowiedzialność Rosji jako spadkobierczyni Związku Sowieckiego, prezydent zmienia ton. Roszczenia uważa za historycznie zasadne, ale publiczne domaganie się ich od dzisiejszej Moskwy określa jako „bardzo groźne”. W rocznicę sowieckiej agresji warto więc zapytać, dlaczego rachunek za jedną okupację ma być wystawiany teraz, a rachunek za drugą odkładany na przyszłość.
17 września 1939 roku Armia Czerwona przekroczyła wschodnią granicę Rzeczypospolitej. Polska od ponad dwóch tygodni walczyła już z hitlerowskimi Niemcami. Sowiecka agresja była konsekwencją porozumienia Hitlera ze Stalinem i tajnego protokołu do paktu Ribbentrop–Mołotow, który dzielił Europę Środkowo-Wschodnią na strefy wpływów.
Za kreskami rysowanymi na mapach przez dyktatorów znajdowali się jednak zwykli ludzie.
Rodziny, które miały kilkadziesiąt minut na spakowanie najpotrzebniejszych rzeczy. Dzieci pakowane do wagonów. Ludzie wyrzucani z gospodarstw, mieszkań i warsztatów. Więźniowie NKWD. Rodziny oficerów. Nauczyciele, kolejarze, urzędnicy, leśnicy.
A potem były tygodnie transportu, głód, mróz, choroby i praca ponad siły.
Według dokumentacji sowieckiej cztery główne fale deportacji z lat 1940–1941 objęły około 320 tys. obywateli polskich. Starsze szacunki polskich władz emigracyjnych mówiły nawet o około milionie osób. Różnica wynika między innymi z odmiennej metodologii oraz z tego, kogo zaliczano do deportowanych i szerzej – do ofiar sowieckich represji. IPN podkreśla, że masowe wywózki były tylko jednym z elementów szerszego systemu terroru.
Najpierw zabrano ludziom domy
W dyskusji o reparacjach łatwo zamienić historię w licytację na biliony.
Tymczasem największy problem z pamięcią o sowieckiej okupacji polega na tym, że za wielkimi liczbami znikają życiorysy.
Deportowanych rozdzielano z rodzinami. Wysiedleńcy trafiali w rejony o skrajnie trudnych warunkach klimatycznych. Relacje zebrane przez IPN opisują głód, nędzne warunki mieszkaniowe, zimno i przymus pracy ponad siły. Wielu zesłanych nigdy nie wróciło. Ci, którzy przeżyli, po wojnie często nie mieli już nawet dokąd wracać, ponieważ rodzinne miejscowości na Kresach znalazły się poza granicami Polski.
To właśnie powinno być punktem wyjścia dla każdej poważnej rozmowy o odszkodowaniach.
Nie polityczny spektakl.
Nie kolejna konferencja przed kamerami.
Pytanie powinno brzmieć: co państwo zrobiło przez 87 lat, aby policzyć te straty, udokumentować je i stworzyć realną strategię dochodzenia odpowiedzialności?
Odpowiedź nie jest wygodna dla żadnej strony współczesnego sporu politycznego.
Raport dla Niemiec jest. Rachunek sowiecki nadal powstaje
W przypadku Niemiec Polska wykonała już kilka formalnych kroków.
Powstał szczegółowy raport dotyczący strat spowodowanych niemiecką agresją i okupacją. W 2022 roku Polska skierowała do rządu RFN oficjalną notę dyplomatyczną. Wskazano w niej roszczenia o wartości 6 bilionów 220 miliardów 609 milionów złotych oraz m.in. kwestie rekompensat dla ofiar, zwrotu dóbr kultury i innych strat.
Można dyskutować o prawnych szansach powodzenia tej strategii. Można krytykować sposób jej prowadzenia. Można spierać się o relacje z Berlinem.
Nie można jednak powiedzieć, że państwo nie wykonało formalnego działania.
Wobec Rosji sytuacja wygląda inaczej.
Instytut Strat Wojennych przygotowuje raport dotyczący strat wyrządzonych Polsce przez agresję i okupację sowiecką. Badane są między innymi majątek utracony na Kresach, struktura własności, infrastruktura i skutki ekonomiczne okupacji. Sam Instytut informuje, że prowadzone badania mają stanowić fundament przyszłego raportu dotyczącego strat wyrządzonych przez Związek Sowiecki.
Ale kompletnego, publicznego rachunku nadal nie ma.
Nie ma też odpowiednika noty skierowanej do Berlina.
Nawrocki: wobec Niemiec działajmy razem
I tutaj pojawia się Karol Nawrocki.
1 września 2026 roku na Westerplatte prezydent ponownie bardzo zdecydowanie wystąpił w sprawie reparacji od Niemiec. Wzywał niemieckiego kanclerza i społeczeństwo do „załatwienia sprawy reparacji”, a polski rząd i parlament do wspólnego działania.
Nie była to marginalna uwaga. Prezydent przedstawił reparacje jako element sprawiedliwości historycznej oraz przyszłych relacji polsko-niemieckich.
Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz mówił tego samego dnia jeszcze mocniej, określając zabieganie o reparacje od Niemiec jako „polską rację stanu”.
Skoro jednak zasadą ma być rozliczenie państw odpowiedzialnych za zniszczenie Polski, naturalnie pojawia się pytanie o 17 września.
Bo za zniszczeniem II Rzeczypospolitej stała nie tylko III Rzesza.
Stał również Związek Sowiecki.
A Rosja? „Bardzo groźne”
Nawrocki został o to zapytany wprost.
We wrześniu 2025 roku w Radiu Zet padło pytanie: skoro prezydent podniósł temat reparacji podczas rozmów w Berlinie, czy będzie domagał się ich także od Rosji?
Odpowiedź była diametralnie inna.
Prezydent powiedział, że „bardzo groźne jest domaganie się dzisiaj w sensie publicznym reparacji od Rosji”. Argumentował, że takie działanie oznaczałoby traktowanie dzisiejszej Rosji jak normalnego państwa demokratycznego działającego według reguł dyplomacji. Według Nawrockiego do sprawy należałoby powrócić, gdyby w przyszłości Rosja stała się demokratycznym państwem gotowym do dialogu.
Prezydent nie powiedział więc, że Polska powinna o sowieckich zbrodniach zapomnieć.
Ale polityczny skutek jego stanowiska jest jasny: roszczenia wobec Niemiec mają być przedmiotem aktywnej polityki teraz, natomiast roszczenia wobec Rosji zostają przesunięte na przyszłość, której terminu nikt nie potrafi określić.
Ta różnica wymaga wyjaśnienia.
Dlaczego Berlin ma usłyszeć żądanie, a Moskwa nie?
Argument Nawrockiego jest nietypowy.
Rosja jest agresywną dyktaturą, prowadzi wojnę przeciw Ukrainie, łamie prawo międzynarodowe i represjonuje własne społeczeństwo. Prezydent sam mówi o konieczności jej izolacji.
Ale właśnie dlatego można postawić pytanie: czy fakt, że państwo nie chce dobrowolnie rozmawiać o odpowiedzialności, powinien być powodem, żeby roszczenia wobec niego formułować później?
Roszczenie i skuteczne wyegzekwowanie roszczenia to przecież dwie różne rzeczy.
Można wystawić rachunek państwu, o którym z góry wiadomo, że dziś go nie zapłaci.
Można dokumentować straty.
Można przyjmować uchwały.
Można budować podstawę prawną.
Można prowadzić działania na forum międzynarodowym.
Można rozpocząć systematyczne dokumentowanie indywidualnych roszczeń rodzin.
Nie oznacza to automatycznie uznania Rosji za „normalnego partnera”. Przeciwnie – formalne wskazanie odpowiedzialności może być elementem polityki wobec państwa, które tej odpowiedzialności odmawia.
To jednak jest wybór polityczny, który powinien zostać jasno wytłumaczony obywatelom.
Rząd również nie wysłał Moskwie rachunku
Problem nie ogranicza się zresztą do Pałacu Prezydenckiego.
W październiku 2025 roku MSZ odpowiadało na poselską interpelację dotyczącą reparacji od Federacji Rosyjskiej. Ministerstwo stwierdziło, że kwestia wystąpienia z takimi roszczeniami wymaga „kompleksowego podejścia” uwzględniającego obecną sytuację międzynarodową.
Jednocześnie resort jednoznacznie zaznaczył, że problem reparacji za agresję ZSRR, deportacje i zbrodnie stalinowskie nie został uregulowany, a Polska nie zrzekła się w umowie międzynarodowej prawa do odszkodowań za sowieckie represje. MSZ poinformowało również, że nie planuje obecnie powołania specjalnego pełnomocnika do spraw reparacji od Rosji.
To ważne.
Spór nie przebiega więc według prostego schematu: prezydent chce, a rząd blokuje.
W sprawie Rosji ani Pałac Prezydencki, ani rząd nie przedstawiły dotąd strategii porównywalnej ze ścieżką zastosowaną wobec Niemiec.
Pamięć nie może zależeć od tego, kto jest wygodniejszym adresatem
Nie chodzi o to, aby zbrodnie niemieckie i sowieckie wrzucać do jednego worka.
Były to odrębne systemy okupacyjne, inne mechanizmy terroru i różne etapy wojny. Każdy powinien być opisywany ze swoją chronologią, odpowiedzialnością i skalą zbrodni.
Nie chodzi również o prostą arytmetykę pod tytułem: skoro żądamy pieniędzy od jednych, musimy natychmiast uzyskać je od drugich.
Chodzi o konsekwencję państwa.
Jeśli reparacje są rzeczywiście elementem sprawiedliwości historycznej, to odpowiedzialność nie może zależeć wyłącznie od tego, czy rozmówca siedzi w demokratycznym Berlinie, czy na Kremlu.
Historia deportowanej rodziny nie staje się mniej prawdziwa dlatego, że dzisiejsza Rosja nie chce o niej rozmawiać.
Dom pozostawiony pod Grodnem czy we Lwowie nie znika z historii dlatego, że Moskwa odrzuciłaby polskie roszczenia.
Człowiek zmarły w łagrze nie otrzymuje mniejszego prawa do pamięci dlatego, że państwo odpowiedzialne za system represji nie jest dzisiaj demokratyczne.
Najpierw ludzie, później polityczne przemówienia
W rocznicę 17 września najłatwiej będzie zobaczyć polityków składających wieńce.
Będą przemówienia o pamięci, patriotyzmie, Katyniu, Sybirze i sowieckiej agresji.
Trudniejsze pytanie zaczyna się następnego dnia.
Czy powstanie kompletny raport?
Czy państwo ustali skalę zagrabionego mienia?
Czy rodziny uzyskają łatwiejszy dostęp do dokumentacji?
Czy Polska stworzy katalog indywidualnych roszczeń?
Czy będzie konsekwentnie zabiegać o archiwa, miejsca pochówku, ekshumacje i zwrot dóbr kultury?
I wreszcie: czy za przemówieniami o odpowiedzialności Związku Sowieckiego pójdzie kiedyś formalne stanowisko wobec jego prawnego i politycznego dziedzictwa?
Karol Nawrocki ma prawo uważać, że obecny moment nie sprzyja kierowaniu żądania do Rosji. Rząd może przedstawiać podobne argumenty geopolityczne.
Obywatele mają jednak równie mocne prawo zapytać o konsekwencję.
Bo jeśli na Westerplatte słyszymy, że wobec Niemiec nie wolno się poddawać nawet wtedy, gdy Berlin odrzuca polskie stanowisko, to 17 września trudno nie zadać prostego pytania:
dlaczego odmowa Moskwy miałaby być powodem, by nawet nie wystawić jej rachunku?
Pamięć historyczna jest najwięcej warta wtedy, gdy nie służy jedynie do wygłaszania przemówień.
Za sowiecką agresją były deportacje, rozbite rodziny i odebrane domy.
Jeżeli polskie państwo naprawdę chce reprezentować ich interes, potrzebuje nie tylko rocznicowych deklaracji.
Potrzebuje dokumentów, strategii i konsekwencji.








