Środowisko Grzegorza Brauna pokazuje coraz wyraźniej, jak wyobraża sobie Polskę. Z jednej strony ma być mniej podatków, mniej ZUS i mniej państwa w gospodarce. Z drugiej — państwo miałoby mocniej ingerować w życie rodzinne i obyczajowe.
Takie pomysły pojawiały się podczas Kongresu Inicjatyw Narodowych, Gospodarczych i Samorządowych — KINGS, organizowanego przez środowisko Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna.
Trzeba zaznaczyć jedno: nie każda wypowiedź uczestnika KINGS jest oficjalnym programem partii Brauna. Kongres pokazuje jednak, jakie idee są w tym środowisku promowane i dopuszczane do poważnej politycznej dyskusji.
Zakaz rozwodów i likwidacja alimentów
Podczas panelu dotyczącego rodziny i demografii padły między innymi pomysły zniesienia prawa rozwodowego oraz likwidacji alimentów.
To pokazuje charakterystyczne podejście tego środowiska do wolności.
Kiedy chodzi o podatki, przedsiębiorców czy składki, państwo ma się wycofać.
Kiedy jednak chodzi o małżeństwo, rozwód czy życie rodzinne, to samo państwo miałoby otrzymać znacznie większą władzę nad obywatelem.
Zakaz rozwodów nie sprawi przecież, że źle funkcjonujące małżeństwo nagle stanie się szczęśliwe. Sprawi jedynie, że ludzie nie będą mogli formalnie zakończyć związku.
Jeszcze poważniejsze pytania rodzi pomysł likwidacji alimentów. Alimenty służą przede wszystkim utrzymaniu dzieci. Jeśli jeden z rodziców nie będzie miał obowiązku finansowego udziału w ich utrzymaniu, koszt spadnie na drugiego rodzica albo ostatecznie na państwo.
Polska bez PIT, CIT i ZUS?
Na KINGS pojawiały się również propozycje likwidacji PIT, CIT oraz stopniowego wygaszania ZUS.
Na pierwszy rzut oka brzmi to atrakcyjnie: mniej podatków, więcej pieniędzy w portfelu.
Problem zaczyna się chwilę później.
Bo z podatków i składek finansowane są między innymi szkoły, drogi, emerytury, samorządy, administracja i duża część usług publicznych.
Jeżeli państwo zbiera mniej pieniędzy, musi zrobić jedną z trzech rzeczy:
- ograniczyć usługi,
- wprowadzić inne opłaty,
- albo zwiększyć zadłużenie.
Rachunek nie znika. Zmienia tylko właściciela.
Nie ma „darmowej szkoły”
Prawica często mówi, że państwowe usługi nie są darmowe. I tutaj ma rację.
Szkoła publiczna rzeczywiście nie jest darmowa. Płacimy za nią wspólnie z podatków.
Ale właśnie na tym polega system publiczny.
Rodzic nie musi przed rozpoczęciem roku szkolnego zastanawiać się, czy stać go na kilka tysięcy złotych czesnego.
Podobnie jest z leczeniem, drogami, strażą pożarną czy częścią transportu publicznego.
Jeżeli radykalnie zmniejszymy podatki i dochody państwa, trzeba odpowiedzieć na proste pytanie:
kto za te usługi zapłaci?
Jeżeli odpowiedzią jest obywatel bezpośrednio z własnej kieszeni, wtedy zamiast podatku dostaje rachunek.
Dla osoby dobrze zarabiającej może to być do udźwignięcia.
Dla rodziny żyjącej od wypłaty do wypłaty — już niekoniecznie.
ZUS można zlikwidować na papierze. Emerytów nie
Podobnie wygląda sprawa ZUS.
Można zapowiedzieć jego wygaszanie. Można zmienić cały system emerytalny.
Ale miliony ludzi już pobierają emerytury albo przez wiele lat płaciły składki i oczekują świadczenia.
Kto wypłaci im pieniądze po likwidacji obecnego systemu?
To pytanie powinno paść przed każdym hasłem o likwidacji ZUS.
Emerytury nie znikną tylko dlatego, że zniknie nazwa instytucji.
Kto naprawdę zyska?
Najwięcej na bardzo niskich podatkach i ograniczeniu usług publicznych mogą zyskać osoby z wysokimi dochodami.
Bogatszy obywatel może zapłacić za prywatną szkołę, prywatnego lekarza, prywatne ubezpieczenie i sam odkładać na emeryturę.
Pracownik zarabiający przeciętną pensję ma znacznie mniejsze możliwości.
Dlatego hasło „mniej państwa” nie dla każdego oznacza większą wolność.
Dla części ludzi może oznaczać po prostu:
płać sam za szkołę, leczenie i starość.
Wolność według Brauna
Tu pojawia się największa sprzeczność.
Państwo ma nie interesować się tym, ile zarabia przedsiębiorca i jak wysokie płaci podatki.
Ale ma interesować się tym, czy obywatel może się rozwieść.
Ma być słabe w gospodarce, ale silne w sprawach obyczajowych.
Ma mniej odpowiadać za bezpieczeństwo socjalne, ale więcej decydować o prywatnym życiu człowieka.
To bardzo specyficzne rozumienie wolności.
Nie oznacza bowiem po prostu „mniej państwa”.
Oznacza państwo, które wycofuje się tam, gdzie trzeba finansować wspólne potrzeby, ale chętnie wraca tam, gdzie może narzucać ludziom określony model życia.
I właśnie dlatego przy ocenie pomysłów środowiska Brauna nie wystarczy zapytać, czy podatki będą niższe.
Trzeba zapytać także:
ile później zapłacimy za rzeczy, które dziś finansujemy wspólnie?
Bo Polska bez podatków może brzmieć świetnie na wiecu.
Znacznie mniej atrakcyjnie brzmi Polska, w której obywatel osobno płaci za szkołę, leczenie, emeryturę i każdą kolejną usługę, którą wcześniej zapewniało państwo.












