Cyrk Prezesa
„Jestem cały czas na szóstym piętrze, przy drzwiach prowadzących do gabinetu rektora. Tutaj znajduje się ta słynna już kanapa, przez którą pan Cudak próbował przejść. Czuwam, żeby nie doszło do siłowego wejścia”, tak Maria Kurowska, poseł PiS, relacjonowała w TVP Republika. Kiedy minister sprawiedliwości Żurek odwołał rektora Sopińskiego, to Sopiński ogłosił, że nie czuje się odwołany. Bo nie dostał pisemnej decyzji. Bo przestał odbierać pocztę. Nowy rektor Cudak do gabinetu nie wszedł. Szybszą była poseł Kurowska, która zablokowała drzwi wejściowe kanapą Sopińskiego. I swą obronę relacjonowała na żywo w TVP Republika.
Obrona gabinetu przy pomocy kanapy stała się nowym Westerplatte PiS. Stratedzy Kaczyńskiego uznali bowiem, że odwołanie rektora AWS to próba generalna przed zajęciem gabinetu prezesa Trybunału Konstytucyjnego.
Dlatego w obronę Sopińskiego zaangażował się prezes Kaczyński, a poseł Kurowska stała się nową twarzą jego partii. Bojową, meldującą, że stara się nie zasnąć i ma „jeszcze wodę butelkowaną, ale zapas się kończy”. Na jej szczęście w Warszawie, rządzącej przez Trzaskowskiego, kranówa smakuje tak samo jak butelkowana
Poseł Kurowska jest jedyną parlamentarzystką w ekipie ziobrowskiej Suwerennej Polski, dawniej zwanej Solidarną Polską. W październiku 2024 na Kongresie PiS podjęto uchwałę o połączeniu się z Suwerenną Polską. Wtedy wiceprezesami PiS zostali Patryk Jaki i Zbigniew Ziobro. Teraz wiceprzewodniczący Ziobro jest poszukiwanym zbiegiem do USA, udającym korespondenta TV Republika. Twarzą powszechnie znanej afery Zondacrypto. Politykiem, który przyznał, że wziął pieniądze od gangsterów, bo myślał, że są uczciwi. To prawicowi wyborcy wybaczyli by mu. W ich Polsce moralnym jest kiedy polityk kradnie dla matki partii. Ale Ziobro, przyznał się, że część tej kasy wziął dla siebie. I tego mu nawet wyborcy PiS nie mogą wybaczyć.
W normalnym czasie prezes Kaczyński wyrzuciłby Ziobrę, albo taktycznie wypchnął ze swej partii. Tak kiedyś już uczynił. Zwłaszcza, że pupilek i współpracownik Ziobry, poseł Marcin Romanowski też zbiegł za granicę.
Też jest oskarżony o kradzież pieniędzy polskich podatników. Ale nie wiadomo ile ukradł dla partii, a ile dla siebie. Bo Romanowski nie udaje korespondenta TV Republiki. Plotki głoszą, że ukrywa się w zaprzyjaźnionym klasztorze Opus Dei w separatystycznym Naddniestrzu. Romanowski jest też świeckim zakonnikiem Opus Dei. Zwanej przez jej przeciwników „katolicką mafią”.
Na pewno działalność Romanowskiego kompromituje wizerunek Opus Dei i kościoła katolickiego na świecie. W Polsce już nie, bo u nas poziomy moralne kościoła katolickiego i Opus Dei wręcz przebijają moralne dno.
Ostatnie sondaże polskiej opinii publicznej wskazują, że afery Ziobro odbierają poparcie partii Kaczyńskiego. Tak uważają nawet wyborcy PiS. Wyczuł to separatysta Mateusz Morawiecki i zaczął krytykować złodziejstwa Ziobry. „W środowisku Rozwoju Plus nie mamy sobie nic do zarzucenia. Nikt z nas nie jeździł na zagraniczne wyspy spotykać się ze złodziejem Kralem, nikt z nas nie namawiał do tego, żeby realizować jakąś ustawę, która jest na rękę Kralowi albo jakimś innym środowiskom”, mówił w Kanale Zero.
Kiedy przypomniano mu, że ten aferzysta Ziobro był w jego rządzie ministrem sprawiedliwości, powody tego Morawiecki, wyjątkowo szczerze, wyjaśnił. Musiał mieć Ziobrę w rządzie, bo ówczesna większość parlamentarna zależała od poparcia grupy parlamentarzystów związanych z Ziobrą.
Dziś jest podobnie. Po secesji Morawian, samo już potępienie Ziobry przez Kaczyńskiego, groziłoby mu kolejną secesją. Odejściem z klubu parlamentarnego PiS przynajmniej kilkunastu ziobrystów.
Ale nie tylko afery Ziobry i Romanowskiego dołują partię Kaczyńskiego. O pobieranie pieniędzy od gangsterskiej Zondacrypto pomawiany jest też poseł PiS Michał Moskal. Pupilek prezesa Kaczyńskiego.
Aferzysta Przemysław Kral miał zeznać, że spotkał się z posłem Moskalem na Ibizie. Tam ugościł go, bo chciał aby poseł dodał do ustawy o krypto walutach korzystne dla mafii poprawki.
Poseł Moskal przyznał, że biesiadował z Kralem, ale nie do przyjęcia zlecenia. Oświadczył, że zwrócił Kralowi kasę jaką ten wydał na zakup biletów, hoteli, wiktu i opierunku dla Moskala. W gotówce. Z ręki do ręki, bez pokwitowania, na słowo, bo jest człowiekiem honoru.
Zadziwiające, że kiedy Kral zafundował Piesiewiczowi, prezesowi Polskiego Komitetu Olimpijskiego, koledze posła PiS Sasina, wypasiony zegarek, a posłowi Moskalowi full wypas na Ibizie, to obaj zgodnie tłumaczą, że nie były to łapówki. A wszystkie koszty zwrócili Kralowi, tylko bez pokwitowania.
Czemu nie zrobili tego przelewem? Czemu nie w krypto walutach, które tak reklamowali?
Kiedy poparcie dla partii spada, w jej parlamentarzystach budzą się demony. Każdy chce być znów w parlamencie. Każdy wie, że największymi wrogami są konkurenci z tej samej listy wyborczej. Albo bliscy ideowo secesjoniści.
Nic dziwnego, że przezorni parlamentarzyści już zaczynają prewencyjnie kompromitować przyszłych konkurentów. Pluć na nich w mediach.
Zwykle małomówny poseł Marek Suski rozgadał się okrutnie. Winą za spadek notowań PiS w radomskim i okolicach obarczył oddelegowanego do Radomia, obecnego eurodeputowanego PiS, Mariusza Kamińskiego. Dlatego wara mu od wpływu na przyszłe listy wyborcze, przynajmniej w radomskim i okolicach.
Poseł Ryszard Terlecki, niedawny zaufany prezesa Kaczyńskiego, teraz morawiecki secesjonista, bez pardonu skrytykował złodziejstwa Ziobry. A także głupotę polityczną eurodeputowanego Tobiasza Bocheńskiego, lidera frakcji „maślarzy”, kreującego się na przyszłego lidera PiS.
Ponieważ znaną już głupotę Bocheńskiego skrytykował też Mateusz Morawiecki, to Bocheński odwinął się w mediach. Opluł tam Kornela Morawieckiego, ojca Mateusza. Za to, że Kornel kiedyś pluł na Wałęsę i zawsze był „ruską onucą”.
Wielkiego medialnego facka pokazał prezesowi i kolegom z PiS, zawieszony członek tej partii, były poseł i eurodeputowany Ryszard Czarnecki. Też oskarżony o wyłudzanie pieniędzy, ale z Parlamentu Europejskiego.
Teraz drwi z PiS, bo ma dostać jedynkę na listach Korony Brauna.
Ponieważ prezes Kaczyński musi dać w przyszłorocznych wyborach biorącą jedynkę swemu sekretarzowi Piotrowi Milowańskiemu i faworycie posłance Annie Krupce, to wszyscy konkurenci już ich nienawidzą. Wiedzą, że będzie o dwa mandaty mniej do podziału.
Zwariować można, żalą się parlamentarzyści PiS. Kiedy komentują nową ofensywę polityczną PiS pod kryptonimem „Przebudzenie” i decyzję, że program wyborczy PiS zwać się ma „Ratunku dla Polski”.
Nic dziwnego, że poseł Matecki stale już zachowuje się „jakby szaleju się napił” i kolekcjonuje wyroki za zniesławienia. Poseł Macierewicz biega podczas uroczystych „miesięcznic smoleńskich” z pistoletem na farbę.
A poseł Chorosinska szczeka podczas debat w sejmowej Sali Plenarnej. Szczeka donośnie i wyraźnie, bo z zawodu jest aktorką i ma dobrą dykcję.
Że też z takimi posłami prezes Jarosław jeszcze nie zwariował, słyszałem niedawno głos współczucia.
Święta prawda. Może jeszcze nie, a może tylko się maskuje…












