Jest w części naszego społeczeństwa skłonność do obwiniania przegrywających o ich porażkę. Po prostu łatwiej zwalać winę za krzywdy na pokrzywdzonych niż przyznać, że żyjemy w niesprawiedliwym systemie.
Ta postawa uśmierza lęki, bo pozwala wierzyć, że jeżeli będziemy „grzeczni”, to nic złego nas nie spotka. Z kolei lichwiarze, czyściciele mieszkań, oszuści chętnie tę tezę potwierdzają.
Często też ten, który krzywdzi przedstawia siebie w roli ofiary. Pewna kobieta, która żeby wymusić wyprowadzkę bardzo chorej osoby wyłączyła jej prąd, ciepłą wodę, a potem jeszcze odcięła w ogóle dopływ wody, użalała się nad sobą twierdząc, że mieszkania potrzebuje dla wnuczka. A okazało się, że w budynku ma jeszcze pięć innych mieszkań.
Oszuści i lichwiarze, którzy doprowadzają ludzi do kompletnej ruiny lubią potępiać swoje ofiary posądzając je o wszystkie grzechy główne. Tak jak gdyby złe prowadzenie się zasługiwało na karę w postaci bycia oszukanym i pozbawionym całego majątku.
Chodzi o to, żeby pokrzywdzony nie „zasługiwał” na współczucie czy jakiekolwiek wsparcie. Ta strategia jest bardzo skuteczna gdyż wbrew temu co się głosi Polacy są narodem skłonnym do współczucia. Sprawcom krzywd chodzi tylko o to by współczuli im, a nie ich ofiarom.
Poniżanie i przedstawianie w złym świetle samotnych matek to już klasyka. Agnieszka zajęła pustostan, bo nie mogła już wytrzymać w schronisku. Miała pięcioro dzieci.
Panie z opieki, które starały się jej te dzieci zabrać, zaczęły od pytania: „A gdzie są tatusiowie.” Tak jakby było oczywiste, że te dzieci mają wielu a jednego ojca. Ojciec był jeden i zmarł jeszcze w przytułku.
Dla tych pań jednak wielodzietność i bieda to oznaki złego prowadzenia się, pijaństwa i rozwiązłości. Agnieszka wyszła na prostą, pomogliśmy jej z mieszkaniem, pracuje, a dziewczynki studiują. Ale tej zniewagi zapomnieć nie umie.
Co piąta rodzina w Polsce pożycza u lichwiarzy żeby żyć. Ale większość ludzi nie chce takich faktów przyjąć do wiadomości.
Muszą się w biednych dopatrywać winy za grzech ubóstwa, bo inaczej musieli by się bać, że ich to może spotkać. A przecież chodzimy po cienkim lodzie. Nie ma u nas państwa opiekuńczego i w razie wpadki, w razie choroby, niepowodzenia biznesie, oszustwa spadamy na samo dno.
Nie mamy zabezpieczenia w postaci oszczędności. 83% dorosłych deklaruje posiadanie jakichkolwiek środków, lecz w przypadku utraty dochodu co trzecia osoba utrzymałaby się za nie maksymalnie przez miesiąc.
To właśnie ten lęk w popadnięcie w biedę każe nam piętnować biednych, doszukiwać się ich winy za nieszczęścia, które ich dotykają.
Tekst pochodzi z profilu Piotra Ikonowicza na Facebooku.












