Naziopolo przestaje być śmieszne, kiedy polityczni idioci traktują je poważnie.
Wersalu w polskich internetowych salonach politycznych nie będzie.
Bo króluje tam „naziopolo”. Czysto polska „doktryna odstraszania”. Polegająca na ciągłym straszeniu polskiego „ciemnego ludu” wyborczego i wywoływaniu jego nienawiści do podsuwanych mu wrogów Polski i Polaków.
Wszystko w celu zapewnienia Polkom i Polakom poczucia przyszłego bezpieczeństwa narodowego, szczęśliwego życia w przyjaźni i pokoju.
Naziopolo przeznaczone jest dla prawdziwych Polaków, którzy tworzą prawdziwie polski Naród. Na pohybel obcym narodom i narodowym zdrajcom.
O tym, kto aktualnie jest zdrajcą i zagrożeniem dla prawdziwie polskiego Narodu, decyduje hejt kapłanów naziopolo mnożony przez boty i algorytmy.
Kiedyś o tym kto jest „Żydem” w Luftwaffe decydował marszałek Herman Goering. Robił to poufnie. Internetowy hejt naziopolistów jest publiczny.
Karuzela strachów
Doktryna naziopolo nie powstała dzisiaj, ani wczoraj. Jeszcze w minionej dekadzie wielki poeta Jan Wołek celnie wyczuł to Narodu polskiego rozedrganie. I jak na wieszcza przystało, prorocze słowa napisał:
„Trwoga, ludzie, wielka trwoga
Trzeba nam wyznaczyć wroga
Bo inaczej, Panie, Pany
Same się powyrzynamy”.
Można by rzec, że Wołek nowym Wernyhora był, ale dzisiaj lepiej tak nie pisać. Bo tamten Wernyhora to Ukrainiec był, a wedle ustaleń kapłanów naziopolo, każdy Ukrainiec banderowicem jest. Podobnie: „A każdy pijak to złodziej, a każdy złodziej to pijak”.
Bo w naziopolo nie ważne są fakty. Liczą się odczucia, wrażenia i podejrzenia. No i skuteczność wywoływanego strachu.
Dlatego, nie ważne jest, że Bohdan Starzyński, znany jako zabójca Stefana Bandery też był Ukraińcem, a jego siostry łączniczkami w UPA. Przeszedł na służbę KGB, choć urodził się jako obywatel polskiej II Rzeczpospolitej. Polskim obywatelem na pewno nie był gensek KPZR Nikita Chruszczow. Był niewątpliwym Ukraińcem, a pomimo tego ucieszył się na wieść o zabiciu Stefana Bandery.
Dziś banderowcy/ Ukraińcy wysunęli się na czoło wyznaczanych przez kapłanów naziopolo największych „wrogów” polskiego Narodu. Nimi dziś trzeba straszyć zdefiniowany przez deputowanego Jacka Kurskiego polski „ciemny lud” wyborczy.
Zdetronizowali poprzednio lansowanych wrogów – „roszczeniowych, niepracujących Ukraińców”. Pławiących się w „polskim socjalu”, jak pączki w maśle. Tacy Ukraińcy nie przyjęli się w roli raka toczącego zdrowy polski Naród. Bo nawet „ciemny lud” codziennie widzi Ukraińców masowo pracujących w Polsce. A każdy kto otarł się o „polski socjal” wie, że brzmi to jak oksymoron.
Za to już straszak w postaci „banderowców/ Ukraińców” okazał się wyjątkowo skuteczny. Uwiódł dziś nawet najwyższych przywódców polskiego Narodu.
Tak skutecznymi, nie byli wyznaczeni do tego „antypolscy Żydzi”. Choć w wielowiekowej historii Polski, sprawdzali się w tej roli znakomicie.
Totalną klęską naziopolo skończyło się granie „ideologią gender”, wymawianą z obca „żender”. Gender spłynął po polskim Narodzie jak po gęsi. Podobnie jak niedawno zabójcze „oze-sroze”.
Skuteczniejsza w straszeniu była „ideologia LGBTI”. Jednak kiedy realni reprezentanci LGBTI zaczęli publicznie, otwarcie bronić swej godności, okazało się, że nie taki diabeł straszny jak go faszyści malują. Zwłaszcza, kiedy wydało się, że te środowiska są też licznie reprezentowane w polskim kościele kat. Nawet wśród hierarchów.
Równie skutecznymi straszakami byli kiedyś „komuniści” i „postkomuniści”. Straszyli nimi solidarnie liderzy PiS i PO i ich media. „Ciemny lud” kupował to, póki nie zorientował się, że represje wobec złej „komuny” nie dotyczą elit władzy i finansów. Bo te czujnie pozapisywały się wcześniej do przeróżnych POPiSów.
Obrywali za to ludzie z ludu. Zwykle uczciwi, ideowi, kiedyś dobrze dla Polski pracujący, którzy nie potrafili się wyprzeć młodzieńczych ideologii.
Najbardziej efektywnymi strachami dla polskiego ludu wyborczego byli wymyśleni przez naziopolo „nielegalni migranci”. Ale tylko ci „islamscy” i koniecznie „kozojebcy”. Bez kozy islamski dżihad niestraszny był prawdziwym, prawicowym polskim patriotom.
Wojna domowa, na gesty i słowa ?
Wojna o sens odebrania ukraińskiemu prezydentowi Zełenskiemu polskiego Orderu Orła Białego pokazała potęgę politycznych i medialnych wpływów naziopolo. Udowodniła, że nie ważne są fakty, przyczyny, konsekwencje podjętych decyzji.
Liczą się wrażenia, odczucia i podejrzenia debatujących.
Najmniej ważne jest jak zareagują na nią Ukraińcy.
Najważniejsze któremu z polskich liderów podjęta decyzja najbardziej zaszkodzi. Którego ubrudzi najbardziej. Która z walczących polskich partii politycznych dostanie największy hejt i której poparcie wyborcze najbardziej spadnie.
W takiej wojnie domowej podziały są niczym po uderzeniu siekierą. Nie ważne, że jesteś krytyczny wobec UPA. Musisz popierać odebranie polskiego orderu, bo inaczej zostaniesz „opcją banderowską”.
Skoro nie popierasz odebrania orderu, musisz być nie Polakiem.
Od słowa do słowa zaczyna się żywiołowa lustracja narodowa.
Najpierw w Internecie. Rychło w realu.
W Sejmie RP, niechciany już w żadnej partii politycznej, pan poseł Janusz Kowalski wzywa do lustracji polskich elit politycznych, urzędników państwowych i samorządowych. Sprawdzania czystości ich polskiego pochodzenia. Jak aryjskości w III Rzeszy Niemieckiej.
Zaczyna się publiczne donoszenie. Okazuje się, że posłanka Katarzyna Pełczyńska – Nałęcz jest „pół Rosjanką” z pochodzenia. Czyli ukrytą „ruską onucą”. Kiedy opcja banderowska już się ogra i znudzi, naziopolo zagra „ruskimi onucami”.
Już jako „ruską onucę” demaskuje premiera Leszka Millera w tygodniku „Sieci”, organie prasowym PiS, publicysta Bronisław Wildstein. Kawaler Orderu Orła Białego i członek kapituły. I wzywa polską prawicę aby nie zwiódł jej anty banderyzm prezentowany przez byłego premiera. Nie może czynić Millera „autorytetem polskiej prawicy”.
Skoro w polskim Internecie wszystko można publikować, to pojawiły się informacje, że wnuczka premiera Millera jest „pół Ukrainką”, czyli genetycznie banderówką. Powszechnie wiadomo, że premier Tusk to „prawie Niemiec”. Nie każdy jeszcze wie, że eurodeputowany Grzegorz Braun też ma żydowskie pochodzenie.
Bliski mu ideowo poseł Wacław Szewczyk publicznie uważa byłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego za lewaka prezentującego ukraińską opcję. Bo Kaczyńscy mają ukraińskie geny ze strony babci spod Odessy. Skoro Lech Kaczyński miał takie geny, co z genami jego brata prezesa Jarosława? Też ukryta opcja banderowska?
Bezsprzecznie Anna Waletynowicz, ikona NSZZ „Solidarności”, była Ukrainką, a jej brat żołnierzem UPA. Czyli ukrytą banderówką. Choć może być uznana za „ruską onucę”, bo jej ojciec był żołnierzem Armii Czerwonej.
Również Marian Walentynowicz, twórca arcy polskiego „koziołka Matołka” może być lustrowany jako ukryta „rosyjska opcja”, bo tam się urodził.
Polskie elity polityczne i medialne robią ten cyrk, bo dostrzegły, że zamiast tworzyć polityki dla rolników, producentów rolnych, robotników, małego, średniego biznesu, pracowników najemnych, łatwiej tak wabić wyborców. Łatwiej łechtać godność i ambicje Narodu niż stworzyć sprawną, publiczną służbę zdrowia.
Grają zatem naziopolo. Bo przecież tym „My otwieramy oczy niedowiarkom! Patrzcie – mówimy – to jest nasze, przez nas wykonane, i to nie jest nasze ostatnie słowo!”.
PS. Więcej w Tygodnik NIE












