Ukraina, cierń prawicy

11 lip 2026

Antyukraińskość Nawrockiego nie jest niespodzianką. Sygnały o tym wysyłał już w trakcie kampanii prezydenckiej. To, do czego obecnie doprowadził swą polityką, choć słowo „polityka” jest tu najmniej właściwe, jest w sprzeczności z polską racją stanu.

Warto przypomnieć początki jego kontaktów z ukraińskim prezydentem. Jako jedyny nowo wybrany europejski polityk nie złożył do dziś wizyty w Kijowie i nic tego nie zapowiada. Co więcej, z bezczelną butą twierdził, że jeśli Zełenski chce się z nim spotkać, ma przyjechać do Warszawy.

Tę narrację podtrzymywali jego nieudaczni ministrowie, powtarzając pytanie, dlaczego Zełenski zwleka z wizytą, nie wiedząc, choć pewnie wiedząc, że prezydent obcego państwa nie przyjedzie bez zaproszenia, z którym Kancelaria Prezydenta nie spieszyła się.

Gdy w końcu do wizyty w Warszawie doszło, Nawrocki w sposób wręcz chamski, prostacki zażądał od gościa kolejnych podziękowań za polską pomoc. Może wydało mu się, że jest kimś na podobieństwo króla Zygmunta III Wazy, przyjmującego u swego stolca hołdy ruskiego cara Wasyla IV Szujskiego. Cóż, politycy prawicy zawsze byli groteskowi i trącący pokraczną karykaturą, wymieniać można długo, poczynając od poprzednika Nawrockiego.

Dla prezydenta Nawrockiego polityka to całkowicie obca materia, o dyplomacji i metodach, jakimi się ona posługuje, ma jeszcze mniejsze pojęcie, choć według jego własnych słów intensywnie ją uprawiał w apartamencie Muzeum II Wojny Światowej.

Dobitnym dowodem na jego amatorszczyznę i dyletanctwo było odebranie prezydentowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego. Do tego wszakże niepotrzebne są wysokie kwalifikacje, akt ten zignorował całą gamę czynności dyplomatycznych, które wytrawny polityk kolejno stosowałby na jego miejscu.

Taki cios, niczym kijem bejsbolowym, zyskuje poklask u mniej wyrafinowanych, myślących prostackimi kategoriami obserwatorów polityki, a tak się zawsze składa, że jest to elektorat prawicowy.

Coś złego stało się z tą częścią Polaków. Przecież to ci sami, którzy z egzaltacją wspomagali ukraińskich uchodźców, akceptowali pomoc socjalną państwa dla nich, popierali udzielanie wsparcia militarnego dla walczącej Ukrainy.

To emocjonalne rozchwianie, niestabilność poglądów i zachowań można by nazwać syndromem małej Madzi, ofiary zwyrodniałej matki sprzed lat. Wówczas masowo wyrażano oburzenie, składano góry pluszaków i kwiatów na miejscu jej zgonu, wystawiając samym sobie, tak tanim kosztem, świadectwo własnej siły moralnej i człowieczeństwa. Po kilku dniach ta cała egzaltacja ulotniła się, a wydarzenie odchodziło w niepamięć.

Identycznie było w 2022 roku; masa ludzi, jedni z autentycznie szlachetnych pobudek, drudzy, by sobie coś udowodnić i pokazać innym, wszyscy prześcigali się w okazywaniu solidarności z Ukraińcami. I cóż z tego, skoro dziś, po paru latach, ci sami Polacy zapomnieli o swych byłych postawach, stają się największymi w Europie, jeśli nie liczyć Rosjan, wrogami walczących o wolność Ukraińców.

Na szczęście, i to należy podkreślać, mówimy wciąż o ok. połowie Polaków, choć tej, która przynosi nam wstyd i hańbę.

Winę za to ponosi bezsprzecznie popłuczynowa prawica endecka, wszelkie groteskowe Konfederacje (czytaj: Konfederosje) i PiS, ten PiS, który w kontekście Ukrainy stracił wszelkie pozory przyzwoitości i moralności, ostro konkurując na prawicy o to, kto dziś jest bardziej antyukraiński.

Okazuje się, że niezwykle łatwo jest z dnia na dzień rozhuśtać antyukraińskie nastroje. Sprzyja temu także okrągła rocznica rzezi wołyńskiej. Choć, co charakterystyczne, przypadająca w tych samych dniach rocznica kieleckiego pogromu Żydów z 1946 r. jest przez tych samych nienawistników taktownie pomijana lub zapominana.

Nawrocki nie pojawił się na uroczystościach upamiętniających tragedię kielecką ani nie wysłał nikogo ze swej kancelarii. Bo pamięć Polaków jest wybiórcza, skupia się na ściśle wyselekcjonowanych datach i wydarzeniach, a w tym kontekście w cień odeszły nawet wydarzenia zbrodni katyńskiej.

To zresztą nie dziwi, skoro antyukraińską histerię wzniecają nie tylko ruskie trolle z ośrodka w Petersburgu, ale i rodzima V kolumna w postaci obu Konfederacji, kryptomiłośnicy Putina z PiS, Bractwo faszyzującego „Jaszczura”, nieświadomi i świadomi agenci rosyjskich wpływów.

Charakterystyczne i alarmujące jest, że niejaki Mateusz Piskorski, znana wtyka Putina, sądzony za szpiegostwo na rzecz Kremla, poczuł dzięki Nawrockiemu i prawicy, że nadszedł już jego czas, i z otwartą przyłbicą propaguje swe poglądy.

Ale przecież nie tylko on; w mediach społecznościowych pojawiają się hasła o braciach Rosjanach, o tym, że Rosja broni nas przed banderowską Ukrainą (!), słychać nawoływania do zbiórki opatrunków dla rosyjskich żołnierzy, a na prawicy hasła takie podchwytują już czołowi politycy, posługując się toczka w toczkę językiem ruskiej propagandy.

Stąd widzimy takie określenia jak: banderowcy, skorumpowany reżim, faszystowski reżim (tak, właśnie reżim, nie rząd czy ekipa), złodzieje z otoczenia Zełenskiego, rozkradają europejską pomoc, komediancki prezydent, ćpun, zdrada (!) Ukrainy wobec Polski, Tusk nas sprzedał Ukrainie…

Może jednak to nie tylko kwestia antyukraińskiej, wyrachowanej narracji polityków prawicy doprowadziła do nastrojów, jakie dziś obserwujemy. Należałoby zastanowić się, czy w samych Polakach nie tkwi żal i pretensja do Ukraińców o coś, czemu nie są winni, a jednak Polakom doskwiera.

Przecież jeszcze kilka lat temu można było obnosić się z naszymi zasługami dla Europy, tymi dawnymi i nowszymi, jak odsiecz wiedeńska, bitwa warszawska, pierwsi do walki z Niemcami w 1939 r., choć mało kto w Europie zna te zasługi i mało kogo dziś interesują.

Nawet obalenie komunizmu, Okrągły Stół to terra incognita dla Europejczyków, bo przecież to sama prawica przyłożyła rękę do dyskredytacji i zohydzenia polskiej bezkrwawej rewolucji 1989 r., eksponując ją jako zdradę, i oczerniła legendę Lecha Wałęsy.

Nie jesteśmy już przedmurzem Europy. Nikt tak o nas nie myśli. Teraz przedmurzem europejskiej cywilizacji staje się Ukraina. I tego właśnie zawistnicy, ludzie małego pokroju w Polsce, nie mogą Ukraińcom wybaczyć.

Irracjonalne i całkowicie niepojęte jest to, jak układa sobie prawica, że w rezultacie okazuje się, iż to historia, a nie polityczna wizja przyszłości, racja stanu, interes państwa, jest dominantą determinującą kierunki polityki zagranicznej, w tym wypadku w odniesieniu do Ukrainy.

To nieszczęsna polityka historyczna, o której niegdyś mało kto słyszał, a którą tak mocno, lecz bez namacalnych rezultatów, promował Lech Kaczyński, wydaje się dziś czymś niedorzecznym i manipulacyjnym, jeśli patrzeć na współczesne wymogi polityki międzynarodowej.

Kieruje naszą uwagę na wydarzenia sprzed dekad, odwraca uwagę od tego, co w polityce najważniejsze, tj. zapewnienia bezpieczeństwa, sojuszy, dobrosąsiedzkich stosunków, pomyślności narodu na przyszłość.

Polityka to polityka, historia historią, ich łączenie to wynaturzona hybryda, której uczepiła się prawica, nie osiągając na tej drodze absolutnie żadnych skutków.

Dodatkowo promowanie polityki historycznej w społeczeństwie tak historycznie niedouczonym jest kompletnym absurdem. Bo przecież takie właśnie społeczeństwo wybiera takich polityków, nieznających daty wybuchu Powstania Warszawskiego, takich jak Macierewicz, sądzący, że powstanie to było inspiracją dla czynu legionowego Piłsudskiego, lub jak Witek, czytająca o Katyniu z przedwojennych podręczników, lub jak Suski, szczycący się zwycięstwem nad Turkami pod Grunwaldem.

Oparta głównie na historii niechęć i nienawiść do Ukrainy jest na tyle silna na prawicy, że zdominowała nawet poczucie lojalności czy wręcz serwilizmu wobec USA.

Jeden z pisowców pierwszego szeregu posuwa się do stwierdzenia, że nie należy we wszystkim słuchać Stanów, i jest to jego reakcja na fakt, że to Stany właśnie poprosiły Polskę o dostarczenie Ukrainie kilku pocisków do Patriota. Nie przemawiają do nich także słowa amerykańskiego generała podkreślającego, że najlepszą obroną dla Polski jest właśnie Ukraina.

Swoją drogą, jak niewyrobiony i niestabilny, pozbawiony własnej opinii jest elektorat prawicy, bo czy w 2022 roku, kiedy Putin napadł na Ukrainę, ktoś mógł przypuszczać, że cztery lata później przekazanie tam sprzętu obronnego nazwane zostanie aferą lub zdradą?

Rodzimi nienawistnicy Ukrainy ewidentnie nie rozumieją, że w warunkach wojny i nie tylko demonstrować antyukraińskość jest tożsame z demonstrowaniem prorosyjskości. A przecież gorączkowo zaprzeczają jakiemukolwiek popieraniu Rosji.

Antyukraińskie wypowiedzi prawicowych polityków są natychmiast podchwytywane i z odpowiednim komentarzem przytaczane w rosyjskich mediach, a RIA Novosti z satysfakcją pokazuje relacje z antyukraińskich zbiegowisk.

Zysk paru punktów poparcia dla Nawrockiego to tylko jego osobista korzyść. Co innego jednak skutek takiego działania dla Polski. Korzyści politycznych zero, szkód zaś cały bagaż.

To, co boli może najbardziej, to rozniecenie przez Nawrockiego i jego otoczenie dosłownie w ciągu jednej doby antyukraińskich nastrojów połowy Polaków. Nawrocki wprost zdeprawował ich, zdemoralizował, obudził w nich najgorsze instynkty, które już przeradzają się w alarmujące czyny.

Środowiska kibolskie, antysystemowe Brauna, Bosaka, Mentzena, skrajne skrzydło PiS poczuły się ośmielone do narracji antyukraińskiej.

Były kandydat do parlamentu urządza „antybanderowskie patrole obywatelskie”. Były poseł i wiceminister otwarcie wspiera rosyjską armię, jakieś dziwolągi od Brauna rozpytują po ukraińskich firmach, czy tu czasami nie zagnieździł się banderyzm.

Oburzone starsze panie energicznie przywołują do porządku Ukraińców, by nie rozmawiali w swoim ojczystym języku, bo tu jest Polska. Ukraińskie dzieci są szykanowane w szkołach. Inni posuwają się jeszcze dalej, wyzywając, a nawet katując młodych Ukraińców.

Nawiązując jednak do tak hołubionej przez prawicę polityki historycznej, okaże się, że nie zawsze gra ona na korzyść tejże prawicy i strzela jej w stopę.

Posługując się historią niczym kijem bejsbolowym, Nawrocki wrzucił granat do szamba. Lecz ten jego bezrefleksyjny czyn paradoksalnie spowodował, że dzięki niemu Ukraińcy odkrywają prawdziwą historię Polski: dyskryminacyjne traktowanie mniejszości narodowych w przedwojennej Rzeczypospolitej, Jedwabne, powojenne pogromy, jak w Kielcach, polski obóz koncentracyjny w Jaworznie, Akcję „Wisła” itp.

Nie sięgając zbyt głęboko w przeszłość związaną z niewolniczym traktowaniem ukraińskich chłopów w dawnej Rzeczypospolitej, w krwawe tłumienie buntów chłopsko-kozackich w XVII w., należy stwierdzić, że antypolonizm ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego narastał powoli, lecz nieuchronnie.

Nie narodził się w próżni, lecz stanowił wynik splotu głębokich uwarunkowań historycznych, społeczno-gospodarczych oraz bieżącej polityki dwudziestolecia międzywojennego.

Przez wieki na Kresach, w tym na Wołyniu i w Galicji Wschodniej, istniał wyraźny podział klasowy, który precyzyjnie pokrywał się z podziałem narodowościowym. Warstwę ziemiaństwa i inteligencji stanowili w większości Polacy, podczas gdy uboższe chłopstwo było ukraińskie. Pamięć o pańszczyźnie i poczucie wyzysku społecznego stanowiły bardzo podatny grunt do wybuchu otwartego konfliktu narodowego.

W okresie międzywojennym w Czechach podejście prezydenta Tomáša Masaryka do mniejszości ukraińskiej było zgoła odmienne. Zapewniono jej tam pełnię praw obywatelskich, kultywowanie rodzimej kultury, naukę języka ojczystego w ukraińskich szkołach, dostęp do stanowisk i awansu społecznego.

Tego wszystkiego zabrakło w II RP. Czy wśród Ukraińców są dziś nastroje antyczeskie? Nie ma, nie ma także nastrojów antyukraińskich wśród Czechów, a w samych Czechach mówi się o cudzie asymilacji Ukraińców. Polacy jednak nie będą się uczyć od obcych, szczególnie od tych „śmiesznych” Czechów.

Skoro wśród ofiar rzezi wołyńskiej byli także przedstawiciele innych narodowości, jak Rumuni, Czesi, Żydzi, Węgrzy, dlaczego w ich krajach nie obserwujemy takiej histerii, którą niestety w Polsce podchwycili politycy i dziennikarze niezwiązani z prawicą?

Może dlatego, że tam nie mają Nawrockiego za prezydenta, a celem tamtejszej opozycji nie jest jedynie obstrukcja wobec rządu i nie jest ona porażona szowinizmem.

Polscy politycy muszą nauczyć się niuansowania na polu polityki, taktu i wyczucia, wyczucia priorytetów, subtelnego tkania dyplomatycznej materii.

Nie to, żeby aktualni dyplomaci nie potrafili tego, ale mamy też samozwańczych dyplomatów, polityków-dyletantów z kręgu Nawrockiego, zachowujących się jak polityczni wandale lub zwykli troglodyci.

Bo spójrzmy choćby na Litwinów, którzy dobrze rozumieją, że dobre stosunki z Polską są ich racją stanu. A przecież i oni mają długą listę historycznych żalów i pretensji do nas, na szczycie których jest odebrana im Suwalszczyzna (Suvalkija) i zabór części Litwy z Wileńszczyzną, dokonany w 1920 r.

Wreszcie i polski nieznośny paternalizm, protekcjonalność i pouczanie Litwinów napsuły krwi w stosunkach obustronnych.

Czy Litwini jednak kiedykolwiek protestowali, oburzali się na polski kult Piłsudskiego, który był przecież cichym promotorem zagarnięcia litewskich ziem? Czy odbierają nam odznaczenia, pouczają, jakich bohaterów mamy czcić? Nie, nie robią tego. Patrzmy zatem, jak inne państwa i narody taktownie rozgrywają tego typu konflikty.

Jednym z odznaczonych Orderem Orła Białego jest profesor Norman Davies. Warto słuchać tego uznanego, wybitnego historyka, bardziej zapewne niż podpowiadaczy – Przydacza czy Boguckiego.

Davies przedstawił niezwykle głęboką, wyważoną analizę zaszłości polsko-ukraińskich, UPA i rzezi wołyńskiej. Twierdzi, że UPA nie była organizacją przestępczą. Jej głównym celem była legalna walka z okupantami o niepodległość swojego kraju.

To, co wydarzyło się na Wołyniu, to zdecydowanie straszna zbrodnia, ale niewłaściwe jest obwiniać za to wszystkich Ukraińców, wina dotyczy działań odrębnej frakcji radykalnej w ramach ruchu wyzwolenia, a 90 proc. członków UPA nie miało nic wspólnego ze zbrodnią wołyńską.

Zwraca też uwagę, że Stepan Bandera przebywał w niemieckim obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen, kiedy odbywały się masowe zabójstwa Polaków, a wydarzenia te nie odbywały się pod jego bezpośrednim rozkazem.

O decyzji prezydenta Ukrainy Davies mówił: „To, co zrobił prezydent Ukrainy, nie ma nic wspólnego z Wołyniem. Czy prezydent Zełenski miał odmówić uhonorowania dziewięćdziesięciu procent bohaterów UPA?”.

Należy rozumieć, że współczesny szacunek dla UPA na Ukrainie opiera się na ich długiej i ofiarnej walce przeciwko okupacji sowieckiej i niemieckiej, a nie na wydarzeniach Wołynia. Według słów Daviesa ta sprawa będzie kosztować Polskę w przyszłości… a z kłótni pomiędzy Warszawą i Kijowem zawsze wygrywa tylko Kreml.

W tym kontekście mało kto odważa się zgodzić z wypowiedzią wiceministra nauki Andrzeja Szeptyckiego, który porównał zbrodnie UPA do działań Żołnierzy Wyklętych. A przecież nic obrazoburczego nie powiedział; nawet pisowski IPN uznał za zbrodnie ludobójstwa morderstwa popełniane na ludności białoruskiej, żydowskiej, ukraińskiej, litewskiej przez niektóre oddziały wyklętych.

Szeptycki słusznie podkreślił, że Ukraińcy walczyli głównie z Sowietami, podobnie jak i wyklęci. Jego zdaniem Polska reaguje „nerwowo, nadmiernie i szkodliwie” na ukraińskie budowanie tożsamości narodowej z udziałem UPA.

Cała zatem histeria z nadaniem nazwy jednemu z batalionów imienia Bohaterów UPA i odebraniem Zełenskiemu Orderu Orła Białego jest dęta i z premedytacją wykreowana.

Ogólnie wiadomo, że podobnych nazw i miejsc upamiętnień jest na Ukrainie ok. 400 i funkcjonują one od lat, a w Polsce wszyscy o tym doskonale wiedzą. Z nagła, z powodu nazwy jednej jednostki wojskowej, podniósł się niespotykany raban.

Tyle że stało się to w przeddzień organizowanej w Gdańsku konferencji nt. odbudowy Ukrainy, a otoczenie Nawrockiego uznało, że to najodpowiedniejszy moment, by po raz kolejny sabotować wysiłki rządu i odpalić nastroje antyukraińskie, zyskując dodatkowe poparcie elementów skrajnych.

To cynizm i wyrachowanie, żadna troska o polską godność i honor, żadna reakcja na wołanie zza grobu ofiar rzezi wołyńskiej. Każdy zresztą oceni tę sytuację według swoich poglądów.

Dla ludzi o poglądach demokratycznych, przeciwników siania nienawiści na tle narodowościowym, jest oczywiste, że nie zaakceptują punktu widzenia prezydenta reprezentującego środowiska skrajnie szowinistyczne i populistyczne.

W jednym tylko ostatecznie można się z nim zgodzić: że Ukraińcy mają suwerenne prawo wybierać sobie swych bohaterów.

Jakże bardzo cynicznie i bezczelnie brzmi dziś odwoływanie się szerzących antyukraińską propagandę europosłów PiS do wartości europejskich, kiedy występują z potępieniem banderyzmu i żądają zakazu jego propagowania.

Przykro jednak obserwować pozorne, czy może jednak rzeczywiste, dołączanie polityków opcji demokratycznej do antyukraińskiej kampanii. KO od lat gra na boisku wytyczanym przez prawicę, a obecnie razi ich jednostronność oceny postawy ukraińskiego prezydenta.

Likwidacja przez rząd uprawnień, tzw. ustawa wygaszająca z marca 2026 r., postawiła w krytycznym położeniu, całkowicie pozbawiła pomocy ze strony państwa 12 tys. osób starszych, matek samotnych, chorych, dzieci, których nikt nie zatrudni, a które uciekły z Ukrainy przed wojną.

Wielu z nich z dnia na dzień idzie na bruk, wielu nie może kontynuować leczenia onkologicznego. To skutek grania kalkulacją wyborczą, dostosowywania się do pisowskiego dyktatu i kierowania się nastrojami społecznymi.

Trwa to od lat, niezależnie od tego, czy KO jest w opozycji, czy rządzi państwem. A przecież takimi krokami obecnie rządzący i tak nie przysporzą sobie wyborców z kręgów prawicy.

Wydaje się, że jedynie Lewica stara się zachować jaki taki obiektywizm, niuansować sporne kwestie, okazywać Ukraińcom solidarność i współczucie, zapowiada złagodzenie skutków ustawy wygaszającej.

Kto pamięta pierwsze dni demokracji, powstawanie nowych partii politycznych, ten zapewne pamięta też, jak niemal wszystkie z nich, nawet lewicowe, wpisywały do swych dokumentów programowych zasady moralności, etyki, uczciwości w polityce, kierowania się społeczną nauką Kościoła. Gdzieś zanikły te wartości?

Jeśli popatrzymy na postawę Trumpa, widzimy, że ta chorągiewka na wietrze, która kręci się tam, gdzie są pieniądze i przewaga, zmieniła nagle ton wobec Zełenskiego. Nagle przymilny, nagle pełen superlatyw, dostrzegający karty w ręku ukraińskiego prezydenta.

Tymczasem zapatrzony w Trumpa Nawrocki robi wszystko, by z Ukrainy zrobić kraj faszystowski, nakręcić spiralę nienawiści Polaków do Ukraińców i na tym tle móc się wycofać z dalszej pomocy, czego Konfederacja Korony Polskiej (Kremlowscy Konfidenci Putina) najwyraźniej od niego oczekuje, a Konfederacja Bosaka stara się w tym nie odstępować.

Szkoda w tym wszystkim zwykłych Ukraińców, także tych reprezentujących 1,5-milionową rzeszę pracowników wspierających nasz dochód narodowy, mających obojętny stosunek wobec UPA i Bandery, chcących żyć w wolnym kraju, aspirującym do europejskiej cywilizacji.


Fot. Przemysław Keler / KPRP

Najnowsze

Sprawdź również

Polska ochrona zdrowia znajduje się na rozdrożu

Polska ochrona zdrowia znajduje się na rozdrożu

W planie finansowym Narodowego Funduszu Zdrowia zieje dziura na ok. 23 mld zł. Szpitale publiczne są zadłużone na ok. 34 mld zł. Minister Zdrowia, szukając oszczędności, ścięła limity NFZ na szereg procedur, zwiększając w istotny sposób kolejki do lekarzy...

Gdy menedżer nie rozumie pracy, którą zarządza

Gdy menedżer nie rozumie pracy, którą zarządza

Instytucji opartej na wiedzy nie da się prowadzić samym językiem zarządzania. Strategie, audyty, wskaźniki i prezentacje mogą porządkować pracę, ale nie zastąpią jej rozumienia. W takim miejscu wartość powstaje w diagnozie, badaniu, projekcie, kodzie, decyzji...

Ameryka włącza klimę. Sieć energetyczna włącza alarm

Ameryka włącza klimę. Sieć energetyczna włącza alarm

Niektórzy prawicowi Amerykanie pouczali Europejczyków w Internecie, że są „lewicowymi ekodziwakami”, bo nie instalują, tak jak oni masowo klimatyzacji w obliczu „większego ciepełka” (bo przecież kryzys klimatyczny nie przejdzie im przez gardło). Pisałem o tym w...