Na długo przed tym, zanim Europejczycy zaczęli lepiej poznawać Chiny, w ich domach i pałacach pojawiały się wyroby z Państwa Środka. W Polsce moda na chińszczyznę pozostawiła ślady w kolekcjach, architekturze ogrodowej i dekoracji wnętrz. Porcelanę gromadzono w magnackich rezydencjach, w ogrodach wznoszono altany i pawilony, a motywy inspirowane Chinami trafiały także do sztuki sakralnej. Można je odnaleźć między innymi w Wilanowie, Łazienkach i Łańcucie. Towary pokonały tę drogę wcześniej niż wiedza o kraju i jego mieszkańcach.
Stary Jedwabny Szlak nie był jedną drogą, lecz rozległą siecią tras, miast i punktów wymiany. Główne szlaki prowadziły z dawnego Chang’anu, dzisiejszego Xi’anu, przez Lanzhou, Dunhuang i oazy Xinjiangu, a następnie rozchodziły się w stronę Azji Centralnej, Indii, Persji, świata arabskiego i Europy. Sam korytarz Chang’an–Tianshan rozciągał się na około pięć tysięcy kilometrów, a jego odgałęzienia tworzyły sieć znacznie dłuższą. Kupcy wybierali drogę zależnie od bezpieczeństwa przełęczy, dostępności wody, sytuacji politycznej oraz warunków na pustyniach i stepach. Korzystali z oaz, zajazdów, karawanserajów, magazynów i ochrony zapewnianej przez kolejne państwa.
Jedwab dał tej sieci nazwę, ale stanowił tylko jeden z wielu przewożonych towarów. Ze Wschodu wędrowały porcelana, herbata, papier, przyprawy, jadeit i wyroby rzemieślnicze. W przeciwnym kierunku transportowano szkło, metale, złoto, wino, rośliny uprawne, konie i bursztyn. Ładunki rzadko pokonywały całą trasę w rękach jednego kupca. Przechodziły między kolejnymi pośrednikami, którzy dokładali produkty ze swojego regionu i przekazywali je dalej.
Wraz z towarami przemieszczały się religie, języki, wiedza medyczna, technologie, instrumenty muzyczne, potrawy i style artystyczne. Miasta położone przy trasach handlowych wyrastały na ośrodki kultury i nauki, ponieważ spotykali się w nich ludzie przybywający z różnych części Eurazji. Handel wymagał znajomości miejscowych zwyczajów, partnerów i sposobów porozumiewania się. Jedwabne Szlaki przez stulecia łączyły miasta, oazy i społeczności zamieszkujące stepy.
Do tej tradycji odwołał się w 2013 roku przewodniczący Chińskiej Republiki Ludowej Xi Jinping. 7 września, podczas przemówienia na Uniwersytecie Nazarbajewa w Astanie, zaproponował budowę Pasa Gospodarczego Jedwabnego Szlaku. Miesiąc później, w Indonezji, przedstawił koncepcję Morskiego Jedwabnego Szlaku XXI wieku. Obie propozycje stały się podstawą inicjatywy Pasa i Szlaku. Dokumenty o współpracy w jej ramach podpisało ponad 150 państw i ponad 30 organizacji międzynarodowych.

Karawany zastąpiły pociągi kontenerowe, samoloty i statki. W miejscu dawnych oaz i karawanserajów działają dziś porty lądowe, terminale, parki przemysłowe, strefy współpracy i hale wystawowe. Informacje przekazywane kiedyś między kupcami są gromadzone w cyfrowych systemach odpraw i śledzenia ładunków. Zmieniły się środki transportu, wielkość przewożonych partii i tempo dostaw. Nadal potrzebne są jednak bezpieczne drogi, sprawna administracja, magazyny, pośrednicy oraz zaufanie między partnerami.
Xinjiang zajmuje w tej sieci miejsce szczególne. Jest zachodnią bramą Chin, graniczącą z państwami Azji Centralnej i połączoną z drogami prowadzącymi dalej do Europy. W sąsiedztwie dawnych tras karawanowych biegną dziś linie kolejowe i autostrady, działają przejścia graniczne oraz centra logistyczne. Region rozwija przy tym własny przemysł, rolnictwo, przetwórstwo, handel i turystykę. Tranzyt przynosi większe korzyści, gdy wzdłuż jego tras powstają towary, usługi i miejsca pracy, a nie wyłącznie opłaty za przejazd.
Pod koniec czerwca miałem szczęście odwiedzić Xinjiang. Podróżowałem z grupą dziennikarzy, naukowców i ekspertów ośrodków analitycznych z 11 państw. W ciągu pięciu dni odwiedziliśmy Urumczi oraz kilka miejsc w Kazachskiej Prefekturze Autonomicznej Ili, poznając instytucje religijne i kulturalne, międzynarodowe targi, zakłady produkcyjne, tereny wypoczynkowe oraz granicę Chin z Kazachstanem. Do Polski wróciłem z wieloma doświadczeniami, wspomnieniami i nowymi znajomościami.
Urumczi — nowoczesne centrum wielokulturowego regionu
Pierwsze wrażenie kształtowało się już na lotnisku. Terminal w Urumczi sprawiał wrażenie znacznie większego od warszawskiego Lotniska Chopina. Był ogromny, błyszczący i przestronny, a oznakowanie przygotowano po chińsku oraz ujgursku, zapisywanym alfabetem opartym na piśmie arabskim. Po wyjeździe z lotniska zobaczyłem szerokie, czyste ulice, wysokie budynki i duże przestrzenie między nimi. Nad miastem otwierało się jasne niebo, a w oddali majaczyły góry Tianshan. Urumczi od pierwszych godzin okazało się rozwiniętą metropolią, pełniącą funkcję politycznego, gospodarczego i komunikacyjnego centrum regionu.


Nowy terminal portu lotniczego Urumczi–Tianshan – zewnętrzna część kompleksu transportowego oraz przestronna hala pasażerska, będące pierwszą wizytówką nowoczesnej infrastruktury stolicy Xinjiangu. Fot. Airportsimages / Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0; HaziiDozen / Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0.
Jednym z pierwszych miejsc, które miałem przyjemność zobaczyć, był Instytut Islamski Xinjiangu. Nowoczesny, uporządkowany kampus kształci przyszłych imamów, kaznodziejów i nauczycieli religii. Program łączy naukę Koranu, hadisów, prawa islamskiego i teologii z językami oraz przedmiotami ogólnymi. W bibliotece znajdowały się zarówno publikacje po chińsku, jak i książki zapisane alfabetem arabskim, używanym we współczesnym języku ujgurskim oraz w tekstach arabskich. W dużej sali modlitewnej, wyłożonej dywanami, około trzydziestu studentów siedziało w rzędach i pod kierunkiem wykładowcy ćwiczyło recytację Koranu.



Udało nam się także zajrzeć do stołówki. Ponieważ sam dopiero kończę studia, podczas zagranicznych podróży zwracam szczególną uwagę na rozwiązania ułatwiające młodym ludziom naukę i codzienne życie. Możliwość porównywania ich z polskimi doświadczeniami jest dla mnie jedną z największych wartości takich wyjazdów. Jak nam wyjaśniono, studenci instytutu mają zapewnione bezpłatne posiłki. Niejedna polska uczelnia mogłaby skorzystać z podobnego rozwiązania. Nas poczęstowano bardzo dobrą herbatą, a cała wizyta przebiegała w swobodnej atmosferze.
Spore zainteresowanie części grupy wzbudził oprowadzający nas przedstawiciel instytutu. Dwaj towarzyszący nam akademicy z Turcji szybko zauważyli jego minimalne podobieństwo do swojego prezydenta Recepa Tayyipa Erdoğana i poprosili o wspólne zdjęcie. Później do fotografowania dołączyło jeszcze kilka osób. Nasz gospodarz przyjął całe zamieszanie z uśmiechem, podobnie jak wszystkie pytania zadawane podczas wizyty na które z przyjemnością odpowiadał.
Później udaliśmy się autokarem również na wystawę poświęconą przeciwdziałaniu terroryzmowi i ekstremizmowi, która miała znacznie cięższy ton. Pokazywano broń, ładunki wybuchowe, fotografie oraz dramatyczne nagrania dokumentujące ataki. Ich ofiarami byli zwykli mieszkańcy należący do różnych grup etnicznych i wyznający różne religie, w tym muzułmanie. Wystawa przypominała, że dzisiejszy spokój w Xinjiangu poprzedziły lata rzeczywistej przemocy. Prezentowane materiały pokazywały, że bezpieczeństwo oznacza dla mieszkańców możliwość normalnego działania szkół, miejsc kultu, bazarów, fabryk i połączeń transportowych.

China–Eurasia Expo — współczesny rynek Eurazji
27 czerwca odwiedziłem dziewiątą edycję China–Eurasia Expo. Targi odbywały się od 25 do 29 czerwca pod hasłem „Silk Road New Opportunities, Eurasia New Vitality”. Wzięło w nich udział ponad 3100 chińskich i zagranicznych instytucji oraz przedsiębiorstw. Przyjechali uczestnicy z 49 państw, regionów i organizacji międzynarodowych, 27 krajów przygotowało własne pawilony, a organizatorzy przeprowadzili ponad 80 wydarzeń gospodarczych i handlowych. W ciągu pięciu dni odnotowano 329,3 tysiąca wizyt, w tym niemal 10 tysięcy wizyt gości z zagranicy. Firmy prezentowały produkty i technologie, szukając odbiorców, dystrybutorów oraz partnerów inwestycyjnych.
Liczby nie oddają atmosfery takich targów. Hale były zatłoczone, głośne i pełne produktów ze wszystkich stron świata. Obok kosmetyków, herbaty i wietnamskiej kawy wystawiano roboty, systemy sztucznej inteligencji, maszyny przemysłowe i egzoszkielety wspomagające chodzenie. Kilka stoisk dalej leżały bogato zdobione irańskie dywany. Kupiłem paczkę kawy z Wietnamu, lecz później oddałem ją koledze, gdy zacząłem liczyć kilogramy pozostałe do limitu bagażu. Pierwszeństwo miały już wtedy pamiątki z Xinjiangu. Na podróż do Wietnamu przyjdzie jeszcze czas, a dobrą wietnamską kawę bez większego problemu znajdę również w Polsce. Liczna i przedsiębiorcza społeczność wietnamska od lat przybliża nam kuchnię oraz kulturę swojego kraju.
Jedna z zatłoczonych hal dziewiątej edycji China–Eurasia Expo w Urumczi.
Najdłużej zatrzymaliśmy się przy inteligentnych okularach Rokid. Kamera rozpoznawała widziany napis, a tłumaczenie pojawiało się przed oczami użytkownika. Obsługujący stoisko mężczyzna uznał mnie i kolegę za Rosjan, więc najpierw ustawił język rosyjski. Kolega mógł bez problemu kontynuować rozmowę po rosyjsku, natomiast ja musiałem skorzystać z mandaryńskiego, którego dopiero się uczę.
— Wǒ bú huì shuō Éyǔ. Wǒ láizì Bōlán. Zhīchí Bōlányǔ ma? — powiedziałem.
Po chwili okoliczne chińskie napisy pojawiały się przed moimi oczami całkowicie po polsku. Wcześniej zastanawiałem się nad zakupem podobnych okularów, bardziej dla zabawy niż z rzeczywistej potrzeby. Test w Urumczi wystarczył, by docenić ich przydatność dla turystów i ludzi pracujących w kilku językach. Sam pozostanę jednak przy nauce chińskiego. Moje zdania z pewnością nie były bezbłędne, ale pozwoliły nam się porozumieć, a satysfakcja z dogadania się własnymi siłami była większa niż z tłumaczenia wykonanego przez urządzenie.
Z targów pojechaliśmy do zakładu CRCC Xinjiang. W wielkiej hali stały rzędy maszyn rolniczych i przemysłowych. Największe wrażenie robiły kombajny do zbioru bawełny. Poniższa fotografia z pracownikiem stojącym na podeście przy kabinie pozwala naprawdę ocenić skalę tych maszyn. Robi wrażenie.


Hala produkcyjna zakładu CRCC Xinjiang oraz kombajn do zbioru bawełny w trakcie montażu. Skala maszyny pokazuje poziom mechanizacji rolnictwa i przemysłowe zaplecze produkcji bawełny w regionie. Fot. WS
Zakład pokazał, że znaczenie bawełny dla gospodarki Xinjiangu nie kończy się na uprawie i sprzedaży surowca. W regionie rozwijają się także produkcja nowoczesnych, zaawansowanych technologicznie maszyn rolniczych, wytwarzanie części oraz zaplecze serwisowe. Produkowane w Xinjiangu kombajny do zbioru bawełny trafiają również na rynki Azji Centralnej, w tym do Uzbekistanu.
Pięć tysięcy lat historii w Muzeum Xinjiangu
W Muzeum Xinjiangu mogłem poznać odległą historię regionu i zobaczyć jej materialne ślady. Wielka ekspozycja prowadzi przez kolejne epoki, łącząc autentyczne zabytki z mapami, makietami i multimediami. Nie przypomina magazynu wypełnionego przypadkowymi przedmiotami. Każdy eksponat znajduje swoje miejsce w opowieści, a przejście przez sale wpisuje dzieje regionu w pięć tysięcy lat rozwoju chińskiej cywilizacji.
Największe wrażenie zrobiły na mnie naturalnie zachowane ciała dawnych mieszkańców Kotliny Tarymskiej. Wśród nich znajduje się tak zwana Piękność z Loulan — kobieta pochowana około 3800 lat temu w grobie nad rzeką Tiebanhe. Suchy klimat zachował jej skórę, włosy, paznokcie, fragmenty odzieży i rysy twarzy. Dzięki temu ogląda się nie tylko archeologiczne znalezisko, lecz niezwykle bezpośrednie świadectwo życia ludzi zamieszkujących ten obszar tysiące lat temu.

W kolejnych salach znajdują się dawne tkaniny, stroje, narzędzia i przedmioty związane z Jedwabnym Szlakiem. Jednym z najcenniejszych zabytków jest pochodzący z okresu dynastii Han brokatowy ochraniacz ramienia z napisem „Pięć gwiazd wschodzi na Wschodzie, przynosząc pomyślność Chinom”. Niewielki kawałek materiału wystarcza, by dostrzec poziom ówczesnego tkactwa i precyzję pracy wykonanej dwa tysiące lat temu. Tak powinno się robić muzea. Nie zasypywać widza tysiącem oderwanych dat, lecz pozwolić mu zobaczyć człowieka, jego ubranie, narzędzia i rzeczy, które pozostawił.










Wybrane eksponaty Muzeum Xinjiangu w Urumczi – od zabytków epoki brązu, przez malowidła, rzeźby, tkaniny i inskrypcje, po późniejsze świadectwa sztuki i życia codziennego. Ekspozycja przedstawia dzieje regionu jako część pięciu tysięcy lat rozwoju wieloetnicznej cywilizacji chińskiej oraz wielowiekowej wymiany kultur na szlakach Eurazji.
Historia Xinjiangu powstawała dzięki doświadczeniom wielu wspólnot. Ujgurzy, Hanowie, Kazachowie, Hui, Kirgizi, Mongołowie, Xibe i inne grupy zachowały własne języki, stroje, muzykę, kuchnię i obyczaje. Przez region prowadziły trasy handlowe, wędrowały armie, powstawały państwa i osiedlali się przybysze z różnych stron Azji. Wieloetniczny charakter Xinjiangu wyrasta z tej historii i pozostaje jednym z najbardziej widocznych skutków wielowiekowej wymiany między różnymi częściami Eurazji.

Jak zostałem muzykantem na Wielkim Bazarze
Dzień w Urumczi zakończyliśmy na Wielkim Bazarze. Między stoiskami mieszały się zapachy jedzenia, przypraw i kosmetyków, a z wielu stron dobiegała muzyka. Sprzedawcy oferowali instrumenty, biżuterię, ubrania, magnesy i pamiątki, ale także rzeczy kupowane na co dzień przez mieszkańców. Ceny były podane, choć jak na bazar przystało, można było się targować. Najbardziej interesowały mnie instrumenty. Szukałem takiego, który przetrwa lot i zmieści się w bagażu.
Sprzedawca na Wielkim Bazarze w Urumczi prezentuje brzmienie tradycyjnego instrumentu strunowego popularnego w Xinjiangu. Nagranie: WS
Wybrałem pięciostrunowy kaszgarski rawap, tradycyjną ujgurską lutnię. Od razu wysłałem jego zdjęcie przez WhatsApp przyjacielowi z Uzbekistanu, żeby pochwalić się zakupem. Rozpoznał rawap i zauważył, że w Uzbekistanie gra się na podobnym instrumencie. Muzyka ujgurska jest pod wieloma względami bliska tradycjom muzycznym innych społeczeństw Azji Centralnej.
Nie byłem zresztą jedynym Polakiem wracającym z bazaru z instrumentem. Towarzyszący mi kolega kupił khushtar. Kiedy później szliśmy z instrumentami przewieszonymi przez plecy, wyglądaliśmy jak para wędrownych muzyków albo dwóch minstreli. Z nas dwóch to jemu było jednak znacznie bliżej do prawdziwego muzyka. Słyszałem już, że udało mu się trochę pograć na swoim instrumencie, podczas gdy ja pozostaję na etapie pierwszych prób wydobywania z rawapu właściwych dźwięków.
Kupiłem też kolczyki dla siostry, a dla znajomych — jak tradycyjnie podczas każdego dalszego wyjazdu — magnesy na lodówkę. Do tego doszły kremy do rąk sprzedawane przez dwie młode ujgurskie sprzedawczynie prowadzące jedno ze stoisk. Pięć tubek kosztowało 26 juanów, ale sprzedawczynie dołożyły jeszcze pięć gratis. Być może pomogło kilka prostych zdań wypowiedzianych po chińsku. Zapach wybrałem po rekomendacji jednej z nich — zapytałem, którego kremu sama użyłaby w pierwszej kolejności. Wskazała lilię wodną. Jak sprawdziłem już po powrocie, zapach utrzymuje się na skórze przez wiele godzin, a cena była znacznie niższa niż w przypadku podobnych kosmetyków w Europie.
Mam nadzieję, że podczas następnej podróży do Xinjiangu będę już w stanie porozmawiać z mieszkańcami znacznie swobodniej. Każda moja podróż do Chin uświadamia mi, że ogromna odległość między naszymi krajami staje się mniejsza, kiedy ludzie zaczynają ze sobą rozmawiać. Różnią nas języki i doświadczenia, ale znacznie więcej nas łączy, niż może się wydawać z perspektywy samej geografii.
Z Urumczi do doliny Ili
Po przylocie do Kazachskiej Prefektury Autonomicznej Ili pojechaliśmy od razu do Qapqal, autonomicznego powiatu Xibe. Społeczność ta zachowała własny język, pismo i tradycje dzięki wysiłkom kolejnych pokoleń, wsparciu chińskiego państwa oraz działalności lokalnych instytucji kultury. Jej historię poznaje się w rozległym centrum określanym jako Xibe Ancient City.
Otwarciu bram kompleksu towarzyszy widowiskowa ceremonia. Najpierw zabrzmiały bębny. Potem pojawiły się tancerki i tancerze w tradycyjnych strojach. Na końcu wyszedł wódz witający gości donośnym głosem rozchodzącym się z głośników po całym placu. Gdy bramy zostały otwarte, miałem ciarki. Ceremonia rzeczywiście sprawiała wrażenie wejścia do innego świata.
Ceremonia powitania gości przed bramą Xibe Ancient City w Qapqal, z udziałem tancerzy i aktora wcielającego się w zarządcę dawnego garnizonu Xibe.
W 1764 roku część społeczności Xibe przesiedlono z północno-wschodnich Chin do doliny Ili. Jako wojskowi osadnicy mieli strzec zachodnich granic cesarstwa. Pamięć o tej wędrówce zachowali w języku, piśmie, świętach i rodzinnych opowieściach. Centrum kultury przedstawia ich dzieje przez muzealne ekspozycje, stroje, narzędzia, warsztaty rzemieślnicze i występy. Działają tam również sklepy oraz restauracje. Nie jest to rząd ruin oglądanych z daleka, lecz miejsce, w którym historia została połączona z działalnością turystyczną i codzienną pracą mieszkańców.

Fragment występu artystycznego w Xibe Ancient City w Qapqal. Sceniczny program z muzyką i tańcem przybliża historię oraz kulturę społeczności Xibe zamieszkującej dolinę Ili.
Szczególne miejsce zajmuje łucznictwo, przez wieki związane z wojskową tradycją Xibe. Mogliśmy obserwować rzemieślnika wykonującego tradycyjne łuki, a później sami spróbowaliśmy strzelania. Ostatni raz trzymałem łuk w czasach szkoły podstawowej, podczas festynu na zamku w Czersku, więc pierwsze próby nie należały do łatwych. Po krótkim instruktażu zacząłem jednak trafiać coraz mocniej i celniej.
Największe wrażenie zrobiła na mnie koleżanka z Indonezji. Posyłała strzałę za strzałą niemal dokładnie w środek odległej tarczy. Po kilku seriach wyglądała ona jak jeż naszpikowany strzałami.
Z Qapqal pojechaliśmy nad jezioro Saixi. Jak nam wyjaśniono, jego nazwa pochodzi od skrótu chińskiego określenia oznaczającego „jezioro Xibe za Wielkim Murem”. Teren został rozwinięty jako duży kompleks wypoczynkowy łączący rekreację z usługami turystycznymi. Pogoda dopisywała, po wodzie pływały łódki, rodziny odpoczywały nad brzegiem, grupy znajomych urządzały grille, a dzieci bawiły się w pobliżu rodziców. Polakowi Saixi może przywołać skojarzenie z letnim wypoczynkiem na Mazurach. Jezioro tętniło życiem i było wyraźnie popularnym miejscem spędzania wolnego czasu przez mieszkańców regionu.


Nad jeziorem Saixi w Qapqal – nowa przestrzeń wypoczynku, w której tradycyjna chińska architektura i kultura Xibe spotykają się z nowoczesną turystyką. / fot. WS
Horgos — brama współpracy Chin i Kazachstanu
Do Horgos dotarliśmy jeszcze tego samego dnia. Nad przejściem dominuje monumentalna Brama Państwowa, podkreślająca znaczenie granicy Chin z Kazachstanem. Później odwiedziliśmy Międzynarodowe Centrum Współpracy Granicznej Chiny–Kazachstan. Kontrola paszportowa przebiegła sprawnie, a do strefy handlowej przechodzili w obu kierunkach Chińczycy i Kazachowie. Sklepy oferowały towary przeznaczone dla klientów z obu państw. W Horgos granica oddziela dwa terytoria, lecz zarazem tworzy przestrzeń zakupów, interesów i zwykłych kontaktów między ludźmi.

Następnego dnia odwiedziliśmy zakład mleczarski Fengcao Pasture Dairy w Ili. Produkcja odbywała się w nowoczesnej fabryce wyposażonej w automatyczne linie, laboratoria i zamknięte instalacje. Przechodziliśmy przez kolejne części zakładu, obserwując przygotowanie oraz pakowanie produktów mlecznych. Nie wiedziałem, że na końcu czeka degustacja mleka wielbłądziego. Okazało się znakomite i było jednym z najlepszych produktów, jakich spróbowałem podczas całej podróży. Żałuje, że nie pomyślałem, żeby zabrać go trochę do Polski. Niedługo, w wolnej chwili, sprawdzę, czy można je zamówić do Warszawy.


Linia produkcyjna zakładu Fengcao Pasture Dairy w powiecie Huocheng. Fabryka zajmuje 60 tys. metrów kwadratowych, kosztowała 150 mln juanów i została zaprojektowana do produkcji 10 tys. ton wyrobów mlecznych rocznie, przede wszystkim mleka wielbłądziego w proszku i innych produktów z mleka wielbłądziego. Zautomatyzowana instalacja obejmuje oczyszczanie surowca, pasteryzację, zagęszczanie i suszenie rozpyłowe.
Dalsza droga prowadziła do Huocheng, gdzie lawenda była właśnie w pełnym rozkwicie. Fioletowe pola ciągnęły się daleko, a zapach kwiatów czuło się jeszcze przed wejściem do muzeum i części handlowej. Ekspozycja przedstawiała różne odmiany roślin, suszone kwiaty, olejki oraz urządzenia używane do destylacji, pokazując, jak szerokie zastosowanie może mieć uprawiana tu lawenda.
W Huocheng nie kończy się ono na samym zbiorze kwiatów. Wokół pól rozwinęły się przetwórstwo, handel i turystyka, a z lawendy powstają kosmetyki, olejki, miód, żywność, i wszystko co tylko można sobie wyobrazić, że można stworzyć przy użyciu lawendy. Kupiłem olejki do ciała na prezenty, spróbowałem lodów lawendowych, a dla siebie zabrałem miód. Pisząc ten akapit już w Polsce, właśnie nim słodzę kawę. Produkt z pól Xinjiangu przebył kilka tysięcy kilometrów i trafił do kubka stojącego na moim biurku.







Od fioletowego pola do fiolki olejku – Ogród Lawendowy Księżniczki Jieyou w Huocheng. Kolekcja odmian roślin, urządzenia destylacyjne i ekspozycja produktów pokazują cały proces wykorzystania lawendy uprawianej w dolinie Ili – od zbiorów po kosmetyki, olejki i zapachy.
Yining — miasto muzyki i żywych ulic
Ostatnim etapem pobytu w prefekturze Ili było Yining. Towarzyszył nam między innymi Wei Jin, zastępca sekretarza generalnego Komitetu Partii w Ili, który opowiadał o regionie z energią człowieka naprawdę z nim związanego. Jego gościnność i przywiązanie do Ili pozwalały dostrzec za zabytkami i atrakcjami turystycznymi społeczności tworzące codzienne życie miasta.
Odwiedziliśmy wiele miejsc, między innymi Kazanqi i Liuxing Street, gdzie mieszkania, sklepy, restauracje, pensjonaty i miejsca występów przenikają się bez wyraźnej granicy. Turystyka odbywa się tam na tych samych ulicach, na których mieszkańcy pracują i spotykają się ze sobą.
W Kazanqi weszliśmy do Wielkiego Meczetu Shaanxi. Jego architektura łączy elementy islamu z tradycyjnym chińskim budownictwem. Sala modlitewna była wyłożona dywanami, a jej wnętrze zdobiły wysokie kolumny i żyrandole.


Wielki Meczet Shaanxi w Yining – wieża bramna pełniąca funkcję minaretu oraz wnętrze sali modlitewnej / fot. WS

Na Liuxing Street zajrzeliśmy do prywatnego Muzeum Akordeonów Aleksandra. Nigdy wcześniej nie widziałem tylu akordeonów zgromadzonych w jednym miejscu. Kolekcja liczy ponad 800 instrumentów pochodzących z różnych krajów, epok i tradycji muzycznych. Już sama liczba eksponatów robiła wrażenie, ale jeszcze ciekawsza była możliwość usłyszenia ich podczas koncertu przygotowanego dla gości.
Najbardziej podobało mi się wykonanie „Katiuszy”. W naszej grupie nie było Rosjan, ale wielu uczestników znało język rosyjski i bez trudu rozpoznawało kolejne utwory. Ja potrafię jedynie trochę go zrozumieć, jednak w przypadku muzyki nie stanowiło to większej przeszkody.
„Katiusza” w wykonaniu wieloetnicznego Zespołu Akordeonowego Jedności Narodowościowej Ili w Muzeum Akordeonów przy ulicy Liuxing w Yining. Muzycy zespołu należą do różnych narodowości zamieszkujących Xinjiang.
Później udaliśmy się na plenerowy występ w strefie turystycznej Starego Miasta Yili. Najbardziej zapamiętałem taniec wykonywany z dużymi dzbankami ustawionymi na głowach. Kobiety i mężczyźni poruszali się tak swobodnie, że można było uznać naczynia za lekkie, puste rekwizyty. Na końcu artyści nalali jednak z nich herbaty. Później sam wszedłem na scenę i zatańczyłem z miejscowymi tancerkami i tancerzami. Przed sceną stali nie tylko przyjezdni. Występ oglądało także wielu mieszkańców.
Ujgurski taniec samowarowy i taniec z czarkami w strefie turystycznej Starego Miasta Yili (Kazanqi) w Yining. Artyści balansują na głowach samowarami i naczyniami, nawiązując do miejscowej tradycji podawania herbaty.
Na Liuxing Street jedliśmy również lody w popularnym lokalu Gulandam. Do kremowej bazy można było dobrać dżemy, morele, śliwki, rodzynki, orzechy włoskie i inne dodatki. Spacerowaliśmy po ulicach, jedliśmy lody i obserwowaliśmy zwykłe popołudniowe życie Yining.
Tak zakończył się mój pobyt w Xinjiangu. Do Polski wróciłem z nadzieją, że nie była to moja ostatnia wizyta w tym regionie.
Małaszewicze — polska brama współczesnego Jedwabnego Szlaku
Rok 2025 był dla handlu zagranicznego Xinjiangu rekordowy. Jego wartość osiągnęła 520,37 miliarda juanów i po raz pierwszy przekroczyła poziom 500 miliardów. Wymiana z państwami uczestniczącymi w inicjatywie Pasa i Szlaku wyniosła 458,37 miliarda juanów, a handel z pięcioma państwami Azji Centralnej — 276,69 miliarda. Eksport produktów mechanicznych i elektrycznych wzrósł w ciągu roku o 40,7 procent.
Z Horgos szlak prowadzi przez Kazachstan i kolejne państwa Eurazji aż do Polski. Małaszewicze są niewielką wsią w województwie lubelskim, lecz przez polskie terytorium przebiega najkrótsza kolejowa trasa łącząca Chiny z Unią Europejską. To właśnie w rejonie Małaszewicz towary przywożone ze Wschodu trafiają do europejskiej sieci transportowej.
Według Urzędu Transportu Kolejowego w 2025 roku rejon Małaszewicz obsłużył 248,1 tysiąca TEU, a jego udział w kolejowych przewozach z Chin do Europy wyniósł 89,6 procent. Polska posiada więc przewagę wynikającą z geografii i istniejącej infrastruktury. Trzeba ją wzmacniać przez zwiększanie przepustowości węzła oraz rozwój terminali, magazynów, centrów dystrybucji, obsługi celnej i usług transportowych.
Na możliwość szerszego wykorzystania Małaszewicz wielokrotnie zwracał uwagę między innymi Piotr Gadzinowski, także na łamach „Trybuny”. Jego zdaniem nie powinny one pozostać wyłącznie miejscem przeładunku, lecz stać się ośrodkiem współpracy przedsiębiorstw, instytucji, start-upów i środowisk naukowych z Europy oraz Azji — współczesnym odpowiednikiem bazarów dawnego Jedwabnego Szlaku.
Rozwój Małaszewicz może połączyć polskie położenie, chińskie doświadczenia infrastrukturalne, możliwości Unii Europejskiej i udział partnerów leżących wzdłuż całej trasy. Obok transportu mogłyby rozwijać się handel, technologie, projektowanie, promocja, badania i kontakty między firmami z obu części Eurazji.
W Xinjiangu zobaczyłem, jak międzynarodowy szlak wspiera przemysł, usługi, lokalne marki i bezpośrednie relacje między ludźmi. Małaszewicze już są polską bramą tej drogi. Od naszych decyzji zależy, czy pozostaną głównie punktem przeładunkowym, czy rozwiną się w trwałe zaplecze współpracy gospodarczej z Chinami i innymi państwami Azji, przynoszące Polsce inwestycje, wiedzę, miejsca pracy i zamówienia dla polskich przedsiębiorstw.


Zdjęcie główne: infrastruktura graniczna i logistyczna w Horgos, przy granicy Chin z Kazachstanem. Fot. WS.













