W planie finansowym Narodowego Funduszu Zdrowia zieje dziura na ok. 23 mld zł.
Szpitale publiczne są zadłużone na ok. 34 mld zł.
Minister Zdrowia, szukając oszczędności, ścięła limity NFZ na szereg procedur, zwiększając w istotny sposób kolejki do lekarzy specjalistów, na diagnostykę i do planowych zabiegów. Np. kolejka w niektórych szpitalach na endoprotezę biodra wydłużyła się znów do 3 lat, a na ambulatoryjną rehabilitację trzeba czekać półtora roku „na cito”, niezależnie od tego, czy jest się po operacji, czy po drobnej kontuzji.
Dochody NFZ rosną z roku na rok, ale ok. 80% z nowych środków jest przeznaczane na hojne podwyżki płac w służbie zdrowia, uchwalone za czasów rządu PiS, a zwłaszcza na rosnące dynamicznie kontrakty lekarzy.
Niewystarczająca liczba lekarzy, zwłaszcza lekarzy po specjalizacji, i nadmiernie rozbudowana sieć szpitali nałożona na wymogi NFZ pozwala lekarzom pracującym często w kilku podmiotach leczniczych dyktować warunki kontraktów. Dodatkowym problemem jest uleganie Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji rozmaitym lobby środowiskowym przy wycenie poszczególnych procedur leczniczych ponad ich realne koszty i zaniżanie innych wycen.
Podmiotom leczniczym oczywiście opłaca się realizować procedury najlepiej wycenione, a w konsekwencji realizowane są one niekiedy ponad realne potrzeby zdrowotne, a te gorzej wyceniane realizowane są w niewystarczającej liczbie.
Kolejki do specjalistów, do diagnostyki i zabiegów realizowanych w ramach NFZ zmuszają coraz częściej pacjentów do szukania pomocy prywatnie, pomimo stosunkowo wysokiej, 9-procentowej składki zdrowotnej od dochodu brutto.
Z badań statystycznych wynika, że już ok. połowa pacjentów przynajmniej raz w roku korzysta z leczenia na własny koszt.
5,8 mln mieszkańców naszego kraju posiada już polisy zdrowotne różnych firm ubezpieczeniowych.
Oczywiście diagnostyka i leczenie poza systemem NFZ jest dostępna przede wszystkim dla osób lepiej sytuowanych.
Większość pacjentów tłoczy się natomiast w coraz dłuższych kolejkach do usług publicznego płatnika i coraz bardziej jest sfrustrowana, zwłaszcza jeżeli słyszy o dochodach wybranej grupy lekarzy i nieprawidłowościach w systemie, zwłaszcza na styku prywatnych podmiotów leczniczych z publicznymi.
Skandale z rozliczaniem dyżurów i pracy, w skrajnych przypadkach przekraczającej liczbę godzin, które liczy miesiąc, oraz kominy płacowe ujawnione przez media zmusiły w końcu rząd do reakcji. Minister Zdrowia przedstawiła koncepcję zmian obejmującą limity wynagrodzenia godzinowego (240 zł), ograniczenia udziału wynagrodzeń w budżecie szpitali (obecnie przeciętnie jest to 81,3%), obowiązek zawarcia przez lekarza umowy w szpitalu na co najmniej pół etatu, a także uruchomienie do końca roku e-kolejki, która ma uszczelnić system zapisywania pacjentów na planowe zabiegi i doprowadzić do sprawiedliwości społecznej w tym zakresie.
To wszystko są zmiany kosmetyczne.
E-kolejka nie skróci realnych kolejek w publicznej służbie zdrowia, które ciągle rosną, i z tym zjawiskiem trzeba się wziąć za bary. Tak dalej być nie może!
System ochrony zdrowia w Polsce jest chory i wymaga zasadniczych zmian.
Państwo i społeczeństwo stoją przed wyborem dalszej drogi. Rysują się dwie możliwe drogi.
Pierwszą jest powrót do koncepcji konkurujących ze sobą kas chorych, a więc podziału molocha, jakim jest NFZ, na kilka lub kilkanaście podmiotów i wprowadzenie swobody wyboru nie tylko lekarza czy szpitala, ale również podmiotu, do którego trafia nasza składka zdrowotna. Pieniądze, zgodnie z tą ideą, powinny naprawdę iść za pacjentem.
Konkurencyjny system powinien natomiast wymusić zmiany w strukturze podmiotów leczniczych i przystosować je w zdecydowanie większym stopniu do realnych potrzeb zdrowotnych w danym regionie.
Jeżeli władze publiczne, rządowe i samorządowe nie radzą sobie z budową racjonalnej sieci szpitali i innych podmiotów leczniczych – oddajmy te decyzje wyborowi pacjentów.
Drugą opcją jest uporządkowanie struktury poprzez przekazanie szpitali w zarząd jednego podmiotu w skali regionu. Mógłby nim być marszałek województwa samorządowego. Największe problemy przeżywają małe szpitale w powiatach ziemskich, które nie mają bogatych patronów, a często konkurują ze sobą o pacjentów i lekarzy tej samej specjalności. Jeden gospodarz mógłby zarządzać aktywami w ochronie zdrowia w sposób bardziej racjonalny.
Luka finansowa w systemie w żadnym z tych wariantów nie zniknie jednak w sposób samoistny. W tym celu potrzebna jest likwidacja przywilejów w zakresie składki zdrowotnej różnych grup społecznych, przede wszystkim przedsiębiorców i rolników.
Duże emocje społeczne budzi styk w ochronie zdrowia sektora prywatnego i publicznego i zdecydowanie krótszy okres oczekiwania na zabieg po wizycie w gabinecie prywatnym lekarza, pracującego jednocześnie w szpitalu publicznym, w którym zabieg czy poważna operacja są realizowane.
Docelowo te dwie sfery trzeba rozłączyć. Nie da się tego zrobić od ręki, ponieważ liczba lekarzy specjalistów nadal jest niewystarczająca, ale jest to możliwe w ciągu kilku lat, z uwagi na wyraźny postęp w liczbie kształconych lekarzy. Ministerstwo powinno jednak zwiększyć jeszcze limity dla lekarzy rezydentów.
W trybie pilnym należy urealnić wyceny wszystkich świadczeń zdrowotnych, stosując w pełni obiektywne kryteria i nie preferując żadnej lekarskiej specjalizacji.
Waloryzacja płac w służbie zdrowia, po wyraźnej poprawie sytuacji w ostatnich latach, powinna podlegać podobnym mechanizmom jak sfera budżetowa.
Zamiast dosypywania pieniędzy z budżetu do kasy NFZ pod koniec każdego roku budżetowego warto pomyśleć o ponownym przekazaniu niektórych programów lekowych i programów prewencyjnych w koszty Ministerstwa Zdrowia.
Pozostawienie NFZ w niezmienionym kształcie musi oznaczać zwiększenie funkcji kontrolnej tej instytucji nad wydawaniem publicznych pieniędzy.
Wszelkie istotne zmiany w systemie ochrony zdrowia wymagają dialogu społecznego nie tylko z lekarzami, pielęgniarkami, położnymi czy laborantami, ale również, a może przede wszystkim, z reprezentacją pacjentów i specjalistów od zarządzania. W obecnej sytuacji politycznej kraju zasadnicze zmiany są możliwe tylko wtedy, jeżeli zostaną wypracowane ponad podziałami politycznymi, ale inicjatywa zawsze należy do rządu.
Na koniec przypominam, że w Konstytucji mamy artykuł 68, który m.in. stanowi: „Obywatelom, niezależnie od ich sytuacji materialnej, władze publiczne zapewniają równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych. Warunki i zakres udzielania świadczeń określa ustawa”.
Rządzie – do dzieła!









