Patriotyzm + internacjonalizm – tak, egoizm + nacjonalizm – nie!

7 lip 2026

Uwagi wstępne:

Alternatywa zawarta w tytule niniejszego opracowania to jeden z kardynalnych problemów i dylematów współczesności. Następuje degradacja instytucji z pierwszej części tego tytułu oraz niebywała eksplozja zjawisk z części drugiej. Jak na ironię, dzieje się to w warunkach bezprecedensowego i szybkiego postępu naukowo-technicznego oraz praktycznych zastosowań jego zdobyczy. Przynoszą one pewne efekty pozytywne w rozwoju cywilizacyjnym; ale również groźne konsekwencje negatywne, jak np. w sferze masowego doskonalenia narzędzi śmierci, w koślawym „rozwoju” gospodarczo-społecznym, w „kształceniu” (degeneracji) młodzieży, która głupieje coraz bardziej zamiast mądrzeć itd. Czyli również ten pozytywny plus cywilizacyjny („rozwój”) ma swoje liczne negatywne minusy. Co gorsza, zjawiska i efekty negatywne przybierają stale na sile wskutek działalności człowieka (wojny, kryzysy, epidemie, dyskryminacja, nienawiść, zbrodnie itp.) oraz sił przyrody (szczególnie klęski żywiołowe, zmiany klimatyczne i in.). Wszystko to razem rzutuje katastrofalnie na stosunki międzyludzkie, szczególnie na patriotyzm oraz internacjonalizm, a jednocześnie stymuluje cechy negatywne, zwłaszcza egoizm i nacjonalizm. Zezwierzęcenie i zdziczenie znacznej części rodzaju ludzkiego dokonuje się coraz szybciej. Starożytne jakże trafne już wówczas powiedzenie: „człowiek człowiekowi jest wilkiem” („homo homini lupus est”) jeszcze nigdy w historii nie było tak przeraźliwie aktualne jak obecnie.

A oto garstka przydatnych, jak się wydaje, autorskich refleksji merytorycznych w warunkach silnego wzrostu napięcia międzynarodowego, kolejnej „zimnej wojny”, długotrwałego i pogłębiającego się globalnego kryzysu społeczno-ekonomicznego, niedawnej oraz kolejnych pandemii i in. Trzeba o tym mówić i pisać bowiem przyzwyczailiśmy się i przywykliśmy już po trosze do pojęcia i do samych zjawisk kryzysowych; i to w takim stopniu, że reagujemy na nie bez przewrażliwienia i z niemałą dozą obojętności („jeśli tak musi być, to niech tak będzie”). Przeto nie dziwota, że zmniejsza się skala i dynamika protestów społecznych, dzięki czemu decydenci robią bezkarnie prawie wszystko, co im się żywnie podoba i co przynosi im niemałe korzyści (np. powszechna korupcja i malwersacje prawie wszędzie na świecie, jak np. na Ukrainie). Cynicy i wtajemniczeni mają niemało racji – do wszystkiego można się przyzwyczaić. Dlatego też nie bez wahania i pewnej obawy intelektualnej przystępuję do pisania niniejszego tekstu nt. kryzysu patriotyzmu oraz eksplozji nacjonalizmu zarówno w kategoriach teoretycznych, jak też praktycznych, w skali całego świata i poszczególnych krajów.

Co więcej, obserwując te dyskusje na szerokim tle globalnym, dochodzę do jednoznacznego przekonania, iż również anachroniczna, zaściankowa i sklerotyczna instytucja „patriotyzmu” polskiego wymaga transformacji i modernizacji, jeśli instytucja ta ma być jakoś przydatna i pożyteczna w polityczno-społecznym oraz świadomościowo-ideologicznym rozwoju społeczeństwa i państwa polskiego. Bowiem, podobnie jak w reszcie świata, również w Polsce klasyczne, niejako staroświeckie, definicje, koncepcje i recepty „patriotyczne” już nie przystają do szybko zmieniających się realiów współczesności. A ponieważ realia zmieniają się bardzo trudno, trzeba przeto zmodyfikować radykalnie te pierwsze kategorie. Dlatego też, w niniejszym opracowaniu, pojęcie „patriotyzmu” traktuję jako kategorię umowną i kwestię przyzwyczajenia. W obecnych uwarunkowaniach wewnętrznych oraz zewnętrznych optymalnym wyjściem dla Polski byłoby więc umiejętne i selektywne skojarzenie dotychczasowego tradycjonalizmu „patriotycznego” z modernizmem patriotycznym i internacjonalistycznym.

Obecni wiodący promotorzy, głosiciele i nosiciele klasycznego „patriotyzmu” w Polsce mają zapewne świadomość, iż ich przekonania teoretyczne i poczynania praktyczne są relatywnie mało przystające do realiów krajowych i międzynarodowych oraz mało efektywne. Bowiem, społeczeństwo, jako całość, a szczególnie młodsza jego część, jest coraz mniej usposobiona patriotycznie, a coraz bardziej indywidualistycznie, egocentrycznie i kosmopolitycznie. Starszym trudno się dziwić, skoro wychowywali się oni w niezwykle trudnych czasach wyrzeczeń, cierpień, krwi, łez, niedostatku oraz zbrojnej czy politycznej walki o urzeczywistnienie ideałów najwyższej rangi – szczególnie wolności, niepodległości, godności i quasi-suwerennej państwowości. Choć czasy i priorytety bardzo się zmieniły, to starsi nadal walczą o to samo, co przedtem i stosują analogiczne, jak kiedyś, metody, wstrzykując je młodym, którzy nie bardzo to przyjmują. Zaś decydenci ulegają presji i aspiracjom społecznym oraz nie tylko trzymają się kurczowo starej teorii i praktyki „patriotycznej”, ale podsycają je z całą świadomością we współczesnych doraźnych celach politycznych. Jest to więc, w sumie, „patriotyczne” dreptanie w tym samym miejscu, kręcenie się za własnym ogonem, a nawet cofanie się wstecz oraz swoista zaraźliwa epidemia „patriotyczna”, w której giną głosy śmiałków proponujących nowoczesne formuły prawdziwego patriotyzmu polskiego. Starymi metodami „patriotycznymi” (nacjonalistycznymi?) nie załatwimy już niczego dobrego dla Polski (tuż za naszymi granicami są bowiem nacjonalizmy znacznie silniejsze od polskiego). Widać to najlepiej przez pryzmat niedopuszczalnego pogorszenia stosunków polsko-rosyjskich, polsko-ukraińskich, czy też podejścia niektórych rodaków do problemu uchodźców. Nowa sytuacja wymaga nowych treści i metod. To nie jest banalny banał.

Bowiem wystarczy wyjść poza opłotki polskiego staroświeckiego zaścianka „patriotycznego”, aby zobaczyć, że również inne narody i państwa borykają się z analogicznymi problemami, ale raczej nie drepczą w miejscu. Niektóre, jak np. państwa skandynawskie, czy nawet Francja i Niemcy, starają się kojarzyć swój nacjonalistycznie zabarwiony patriotyzm z pozorowanym internacjonalizmem i z humanizmem, np. otwierając drzwi przed uchodźcami oraz doprowadzając do niebywałej mieszaniny etnicznej w tych państwach kiedyś jednorodnych pod względem narodowościowym. Jednakowoż, cała społeczność międzynarodowa, jak się teraz powiada, ewoluuje zdecydowanie od umiarkowanego klasycznego czy postklasycznego patriotyzmu w kierunku coraz bardziej prawicowym i wojującym, czyli nacjonalistycznym, mówiąc bez ogródek [1]. Tendencja ta widoczna jest także coraz wyraźniej w Polsce, trochę na zasadzie: skoro inni mogą, to dlaczego my musimy być gorsi!?

Skąd się to wszystko bierze? Po prostu, stąd, iż obecny globalny kryzys ekonomiczny, finansowy, społeczny, militarny (i pandemiczny zarazem), wywołany przez neoliberałów amerykańskich, doprowadził nie tylko do dramatycznej dehumanizacji życia w poszczególnych krajach oraz w całej społeczności międzynarodowej; ale również do groźnego renesansu nacjonalizmów, skrajnej prawicy i uczuć nienawiści internacjonalistycznej na tle trudności, patologii, sporów i problemów potęgowanych przez owe kryzysy. Mechanizm tego jest więc prosty i ewidentny. Przeto, nie tylko te spory i te problemy, także niesławetne „zderzenie kultur”, ale – nade wszystko – coraz ostrzejsza konfrontacja nacjonalizmów stanowi obecnie najpoważniejsze zagrożenie dla pokoju i dla rozwoju cywilizacji ludzkiej.

Geneza i definicje:

Nie roszczę sobie pretensji do ekstrawagancji i do przesady w sprawach tak delikatnych, jak patriotyzm, internacjonalizm czy humanizm, ale – przyglądając się bacznie ewolucji świata w ostatnich dziesięcioleciach – stwierdzam bez wahania, iż klasyczny i niewypaczony „patriotyzm” od dawna już nigdzie nie istnieje. Nawet jeśli komuś się zdaje, że istnieje, to – z punktu widzenia globalnego – trzeba traktować starożytny, średniowieczny i nowożytny pseudopatriotyzm jako wielkie przekleństwo ludzkości oraz jako główną przyczynę największych nieszczęść cywilizacyjnych, szczególnie wojen, konfliktów zbrojnych i rozlicznych patologii oraz niebywałej współczesnej dramaturgii rozwojowej. Mechanizm tego jest prosty: jeśli jestem patriotą jednego (własnego) kraju i narodu, to jednocześnie nie mogę być patriotą innego kraju i narodu, które – ipso facto – traktuję jako gorsze, często znienawidzone i niezasługujące na szacunek. Oraz odwrotnie – a jakże?! Przecież inni też nie traktują mnie tak, jak bym tego pragnął i jakem to sobie ubzdurał. Tak oto zamyka się błędne koło uprzedzeń patriotyczno-nacjonalistycznych, ze szkodą dla wszystkich pseudopatriotów. Konkretne symboliczne przykłady ze sfery stosunków Polaków z sąsiadami: „polnische Schweine”, „polnische Idioten”, „polnische Wirtschaft”, „polskije pany”, „apiat eta parszywaja Polsza”, „kurica nie ptica, Polsza nie zagranica”, „pijany jak Polak”, „polskie obozy koncentracyjne” itp., itd.; oraz ich odpowiedniki ze strony polskiej: „kacapy”, „szwaby”, „żabojady”, „szmondaki”, „kowboje” (negatywnie), „żółki” i wiele innych.

Mniej chodzi przy tym o wulgarne słowa, lecz bardziej o konkretne treści oraz o aspekty psychologiczne i moralne z tym związane. Czy taka paplanina – to wyraz „patriotyzmu” polskiego, niemieckiego, rosyjskiego, francuskiego, żydowskiego i in.? Bardzo wątpię. Mamy tu więc do czynienia z „patriotyzmem” (własnym) i z antypatriotyzmem (obcym). Interakcje tego rodzaju funkcjonują od zarania dziejów. Morza atramentu wylano już w historii na opisywanie powiązań między patriotami, a nie-patriotami, panami a poddanymi, właścicielami niewolników, a niewolnikami, rządzącymi, a rządzonymi, bogatymi a biednymi, prześladowcami a prześladowanymi i in.; a także na analizowanie waśni rasowych, religijnych, gospodarczych, kulturowych itp. itd. Ale sprawa nadal nie jest załatwiona odpowiednio – dziś nie można jeszcze określić precyzyjnie i adekwatnie do realiów, kto jest prawdziwym (autentycznym) patriotą w znaczeniu indywidualnym i uniwersalnym jednocześnie? Ale niech samozwańczym „patriotom” nadal się zdaje, że są „patriotami”, choć bynajmniej nimi nie są.

A zaczęło się to wszystko tak pięknie i tak obiecująco. Pojęcie patrioty wprowadzone zostało na dobre do teorii oraz do praktycznego obiegu politycznego, społecznego i międzynarodowego mniej więcej w VI wieku. Wymyślili to, jak zwykle, „starożytni Grecy i Rzymianie”. Greckie słowo „patris” stosowano celem określenia ludzi wywodzących się z tego samego kraju, przez co powiązanych szczególnymi nićmi sympatii, lojalności, solidarności oraz pomocy wzajemnej. Również łacińskie słowo „patria” („ojczyzna”) może być traktowane jako słowotwórczy prapoczątek pojęcia patriotyzmu, zakładającego istnienie szczególnej lojalności, umiłowania i przywiązania emocjonalnego ludzi do danego państwa (narodu, ojczyzny, a nawet władcy). Można także zakładać hipotetycznie, iż inne łacińskie słowo – „pater” („ojciec”) legło u podstaw pojęcia patriotyzmu i jego kojarzenia, przede wszystkim, z ojcowizną. Świadczyłoby o tym niemieckie słowo „Vaterland” („ojczyzna”, Vater – ojciec), czy też polska „ojczyzna” (od słowa ojciec), której należy się cała nasza miłość, lojalność i szacunek. Doprawdy? Jedynie Rosjanie (i inne narody słowiańskie) używają pojęcia „rodina” („ojczyzna”), dzieląc sprawiedliwie zasługi pomiędzy matkę oraz ojca („roditieli”). Znamienne jednocześnie, iż – w języku angielskim (i w innych językach) – używa się raczej słowa „Motherland” („matczyzna”, że tak powiem) dla określenia ojczyzny. Ale, po francusku, jest to „patrie”; podobnie jak w innych językach pochodzenia łacińskiego. W świecie znane jest, np., zawołanie rewolucjonistów kubańskich: „patria o muerte, venceremos!” („ojczyzna lub śmierć, zwyciężymy”).

Krytyka „patriotyzmu”:

Ów klasyczny odwieczny (pseudo)patriotyzm przetrwał w swej oryginalnej acz niezwykle szkodliwej postaci prawie przez całe średniowiecze, stanowiąc zarzewie wielu okrutnych wojen, konfliktów i prześladowań oraz, jako taki, dotrwał do naszych czasów. Wymieńmy tylko, tytułem przykładu, inwazje i agresje: Muzułmanów, Wikingów, Mongołów, Anglików, Normanów, Turków, Germanów, Wandali i in., wojnę stuletnią, wyprawy krzyżowe, inkwizycję, podboje kolonialne, wojny światowe i regionalne, terroryzm itd. Dość powszechnie nadużywa się kategorii „patriotyzmu” dla kamuflowania niecnych celów, zamiarów i poczynań. Są tacy, którzy uważają fanatycznych terrorystów za „patriotów” walczących „w słusznej sprawie”. Natomiast poważniejsza rewizja podejścia do teorii i do praktyki opacznego „patriotyzmu” datuje się dopiero od połowy XVIII wieku (epoka Oświecenia – trwająca od końca XVII wieku do początku XIX wieku).

Jak wspomniałem powyżej, historia i współczesność zawierają multum przypadków i dowodów zajadłych sporów i krwawych starć, szczególnie pomiędzy „patriotami” z krajów sąsiadujących ze sobą, a często także z bardzo oddalonych jeden od drugiego. Podaję kilka dowodów opacznego „patriotyzmu” i takiegoż „internacjonalizmu” najpierw z tej pierwszej kategorii: Japonia – Chiny, Japonia – Rosja, Indie – Pakistan, Iran – Irak, Armenia – Azerbejdżan, Izrael – Palestyna, Turcja – Kurdystan, Turcja – Grecja, Turcja – państwa bałkańskie (600 lat okupacji tureckiej), Etiopia – Egipt (spór o wody Nilu), Niemcy – Rosja, Niemcy – Polska, Niemcy – Francja, Niemcy – W. Brytania, Hiszpania – W. Brytania, Rosja – Polska, Polska – Ukraina i wiele, wiele innych. Jeśli zaś chodzi o drugą kategorię, to przykładów też mamy bez liku. Wybierajmy przeto najciekawsze i najbardziej wymowne spośród nich: wyprawy Aleksandra Wielkiego (Macedońskiego) na Wschód, Dżyngis Han i jego hordy mongolskie dotarły aż do Europy, wojny krzyżowe Europejczyków, zdobycze kolonialne i wyprawy Europejczyków na wszystkich kontynentach, np. Anglików i Francuzów (armia napoleońska w Moskwie!), w Afryce, w Azji (Indie – „perła korony brytyjskiej”) oraz w Ameryce Północnej, Hiszpanów i Portugalczyków w Ameryce Południowej i Środkowej, a nawet w Afryce (Mozambik, Angola, Gwinea Bissau). Kolonizatorami byli nawet Holendrzy (np. Antyle Holenderskie), Belgia (Kongo) i Włosi (nieudana próba zdobycia ówczesnej Abisynii); również Polska szykowała się na zdobycie Madagaskaru, ale Francja ją uprzedziła, atak japoński na Pearl Harbour na Hawajach, wojny USA przeciwko Niemcom (na froncie zachodnim w czasie WWII), Libii, Jugosławii, Irakowi, Indochinom, szczególnie Wietnamowi, Afganistanowi (nota bene: swoisty rekord świata w dziedzinie wojen prowadzonych z dala od własnego terytorium należy właśnie do Stanów Zjednoczonych), bitwa anglo-argentyńska o Falklandy/Islas Malvinas i wiele innych pomniejszych podbojów „na znaczną odległość”.

Głębokie krytyczne przemyślenia na te tematy zapoczątkowali filozofowie encyklopedyści, szczególnie Jean-Jacques Rousseau. Rozróżniał on jednoznacznie pomiędzy lojalnością wobec państwa i wobec kościoła. Twierdził, iż duchowni nie mogą być patriotami na Ziemi, bowiem ich państwem (ojczyzną) jest… niebo. Ostre i zdecydowane stanowisko w sprawach patriotyzmu zajmowali też później inni wybitni twórcy i myśliciele; np. Oscar Wilde – „patriotyzm jest cnotą obłąkańców. Nie można być patriotą tylko w jednym kraju, gdyż to oznacza, że nie jest się patriotą w innych krajach”; George Bernard Shaw – „nigdy nie będzie spokoju na świecie do czasu wykorzenienia patriotyzmu z rodzaju ludzkiego” („you will never have a quiet world till you knock the patriotism out of the human race”). Mocno powiedziane; Guy de Maupassant – „patriotyzm to jajo, z którego wykluwają się wojny”; Lew Tołstoj – „patriotyzm to norma, która usprawiedliwia szkolenie masowych morderców”; Karl Marx – „ludzie pracy nie mają ojczyzny. Odrębności i spory międzynarodowe znikną dzięki zwycięstwu proletariatu w świecie” i in. Jak dotąd, nie znikły! Proletariat jeszcze nie zwyciężył i raczej nadal ulega przemożnej presji oraz przemocy ze strony wielkiego kapitału i pazernych korporacji.

Od dawien dawna trwają też poszukiwania optymalnej formuły współczesnego patriotyzmu związane z takimi koncepcjami, jak uniwersalizm, pacyfizm, humanizm itp. Np. stalinowcy i ortodoksyjni maoiści lansowali koncepcję socjalistycznego patriotyzmu, który byłby możliwy, gdyby socjalizm zwyciężył w całym świecie. Do tej pory okazało się to nierealne i nie jest bynajmniej pewne, czy kiedykolwiek stanie się realne? Z kolei, Juergen Habermas wysunął propozycję ws. patriotyzmu europejskiego (euro patriotyzmu), skądinąd bardzo słuszną, wskazaną i potrzebną. Tyle tylko, iż niemożliwą do realizacji w warunkach wcześniejszego i obecnego rozczłonkowania, rozdarcia, dezintegracji, skłócenia narodów i państw europejskich, odradzania się rozmaitych nacjonalizmów i ekstremizmów oraz nasilenia konfrontacji między nimi. W powszechnym przekonaniu, patriota może być lojalny nie tylko wobec swego państwa i narodu, lecz również wobec swego mocarstwa imperialnego czy kolonialnego (inaczej niż nacjonalista, który, z reguły, przeciwstawia się imperializmowi i kolonializmowi). Jednym z kryteriów stosowanych celem dokonywania pomiarów natężenia „patriotyzmu” jest gotowość obywateli do udziału w wojnie oraz do obrony ojczyzny i narodu przed rodzimymi tyranami i zagrożeniami, czy też przed agresorami i napastnikami zewnętrznymi. To jest swoista militaryzacja „patriotyzmu”. Od Adama i Ewy setki milionów ludzi zginęły niepotrzebnie na świecie poświęcając „bezpłatnie” swą krew i życie dla „świętej sprawy”.

Ale notujemy też liczne przypadki komercjalizacji „patriotyzmu” w wojnach, w konfliktach i w powstaniach zbrojnych, jak np. najemnicy czy współcześni zawodowi żołnierze otrzymujący zapłatę za „pracę”. Takich nie można uznać za patriotów. Swoistym szczytem ironii i cynizmu jest nazwanie amerykańskich antyrakiet „Patriotami” („Patriots”), czy też traktowanie obecnych awanturników (vide: atak na Kapitol w Waszyngtonie, czy rozróby uliczne w wielu krajach Zachodu i Wschodu, Południa i Północy) jako „patriotów”. W sumie, obserwujemy wszędzie swoiste falowanie (sinusoidę) nastrojów i natężenia uczuć „patriotycznych” od czasu pojawienia się tej instytucji do dziś. Reguła jest taka: im ludziom jest gorzej, tym większymi stają się oni „patriotami”, walcząc o poprawę sytuacji. Przykład Polski jest wielce charakterystyczny i wymowny w tym względzie – rozbiory, wojny światowe, agresje zewnętrzne, powstania, zmiany ustrojowe itp. – wszystko to powodowało intensyfikację postaw „patriotycznych”. Zanikały one po pewnym czasie, pozostawiając po sobie szkodliwą pustkę i niepewność świadomościową w społeczeństwach oraz w głowach poszczególnych obywateli.

Natomiast obecny względny spokój (ale napięcie społeczne) w kraju sprawia, iż obywatele, szczególnie młodzi, nie spodziewają się najgorszego i są przez to mniej usposobieni „patriotycznie”. Zapominają jednak o tym, iż bliższe i dalsze otoczenie kraju jest coraz bardziej niespokojne i ekspansywne, co nie pozostanie bez wpływu na sytuację w Polsce. Znamienne są także ostatnie wyniki badań nastrojów patriotycznych wśród mieszkańców USA (pierwsze takie badania od czasów Ronalda Reagana – w latach 70. XX wieku). Okazuje się, mianowicie, iż ponad 44% młodych obywateli Stanów nie jest bynajmniej dumnych z bycia Amerykanami. Nad patriotyzmem góruje wśród nich prywata, egoizm i indywidualizm. To skutek ideologii neoliberalizmu („radź sobie sam” jeśli potrafisz i zdołasz, a jeśli nie potrafisz, to giń?) oraz odwiecznego braku sprawnego systemu zarządzania rozwojem świata i cywilizacji ludzkiej. Powoduje to eskalację napięć i niezadowolenia społecznego (prawie wszędzie, nawet w USA) oraz przyczynia się do degradacji prawdziwego patriotyzmu.

Nacjonalizm i szowinizm:

Kilka słów jeszcze o kategoriach pokrewnych pseudopatriotyzmowi. Stanowią one formacje bardziej wojownicze i agresywne w porównaniu do niego. Co więcej, zyskują one ostatnio (ale także wcześniej) zdecydowaną przewagę nad patriotyzmem, w miarę tego, jak ten ostatni usycha coraz bardziej. W celach socjotechnicznych i propagandowych, patriotyzm wykorzystywany jest nierzadko, szczególnie przez tyranów, dyktatorów i demagogów, celem kamuflowania nacjonalizmu, rasizmu, separatyzmu, hegemonizmu, ksenofobii i in. Nacjonaliści uważają, iż każda grupa (mniejszość) etniczna powinna mieć własne państwo. Jest to jednak postulat nierealny w odniesieniu do wszystkich mocarstw i państw wielonarodowych, jak np. USA, w których zakorzeniły się grupy społeczne i etniczne ze wszystkich kontynentów, regionów i krajów świata (np. Afro-Americans, Polish Americans oraz Latinos, Jews, Muslims, Germans, Irish, British, French, Chinese i wiele innych). Jedynie przykład Szwajcarii, państwa wielonarodowego, w którym poszczególne mniejszości etniczne korzystają z rozwiązań quasi-państwowych, ma wydźwięk dość pozytywny. Wielopaństwowość etniczna byłaby niemożliwa w przypadku takich mocarstw jak Chiny (56 grup etnicznych, spośród których największa jest narodowość Han, ponad 90%), Indie, Rosja, Francja, W. Brytania (UK = United Kingdom) i wiele innych. Nie oznacza to bynajmniej, iż niektóre nacjonalistycznie usposobione społeczności etniczne nie dążą do własnej państwowości (np. Kurdowie, Katalończycy, Baskowie, Palestyńczycy, Szkoci i in.). Rozczłonkowanie byłej Jugosławii, Czechosłowacji i ZSRR jest wielce wymowne w tym względzie.

Zresztą, współczesne społeczeństwa stanowią coraz bardziej wielobarwne konglomeraty i mieszaniny etniczne, kulturowe, religijne, językowe itp., w których zderzają się różne sprzeczne interesy i nacjonalizmy. W Europie procesy te przybierają na sile, m.in., w związku z bezprecedensowym napływem uchodźców z Afryki Północnej i z Bliskiego Wschodu. Niektórzy proponują, raczej rozpaczliwie, traktowanie całej ludzkości jako jednej wielkiej rodziny – „international community” (to już bardzo duża rodzina ponad 8 mld obywateli!) Jednakowoż, czy obywatel francuski pochodzenia arabskiego, afrykańskiego, karaibskiego, indochińskiego, słowiańskiego, żydowskiego i in. może być stuprocentowym „patriotą” Francji? Raczej nie. Podobnie rzecz się ma w innych regionach Europy, szczególnie na Bałkanach, które od dawien dawna stanowią przysłowiową „beczkę prochu” na naszym kontynencie. Nacjonalizmy są tam szczególnie silne, a ich zderzenie prowadzi, z reguły, do konfliktów zbrojnych. Wystarczy tylko iskra i wybuch prochu jest gotowy, jak świadczy o tym przykład pretekstu do wybuchu I wojny światowej (zabójstwo arcyksięcia Franciszka Ferdynanda w Sarajewie) [2] oraz przykłady wielu wojen bałkańskich. W sumie, słowo „Nation”, z którego wywodzi się nacjonalizm, ma co najmniej dwojakie znaczenie: naród i państwo. Np. Polish Nation może oznaczać i jedno i drugie, zależnie od kontekstu. Ważne jest wszakże to, iż – w procesie poronionej globalizacji neoliberalnej oraz w warunkach niezwykłej łatwości w przedpandemicznym przemieszczaniu się ludzi po świecie, nowoczesnej łączności i transportu oraz bezprecedensowo szybkiego obiegu informacji – kategoria nacjonalizmu też ulega głębokim przeobrażeniom. Takim mianowicie, iż postępować będzie erozja klasycznego nacjonalizmu, a na jego miejscu pojawiać się będzie nacjonalizm wieloetniczny. Zanim to jednak nastąpi, stary nacjonalizm będzie coraz groźniejszy, broniąc się przed upadkiem.

Z kolei, szowinizm [3] jest relatywnie blisko spokrewniony z patriotyzmem i z nacjonalizmem, ale – wśród nich – stanowi kategorię jeszcze bardziej dynamiczną, bojową, groźną, fanatyczną i niszczycielską, wręcz karykaturalną. Np. faszyzm, stalinizm, militaryzm i terroryzm zrodziły się na gruncie szowinizmu, gloryfikującego wyższość (supremację) jednego narodu (rasy, religii, grupy społecznej, partii itp.) nad innymi. Słowem, szowinizm – to coś w rodzaju wojującego nacjonalizmu do „entej potęgi”. Bez większych trudności, można prognozować, iż – w bliższej i w dalszej przyszłości – na fali kryzysu „patriotyzmu”, eskalacji nacjonalizmu i innych ekstremizmów, również szowinizm będzie przybierał na sile, stanowiąc coraz większe zagrożenie dla całej ludzkości, także dla jednostek i dla grup społecznych głoszących szowinizm i postępujących zgodnie z jego normami. Współczesnych przykładów intensyfikacji szowinizmu (różnego rodzaju) nie trzeba szukać daleko. Chyba najgroźniejszym spośród nich jest islamski terroryzm fundamentalistyczny zderzający się już bezpośrednio i w skali globalnej głównie z terroryzmem państwowym, kosztem wielkich ofiar ludzkich i strat materialnych. Faktem jest jednocześnie, iż intensyfikacja nacjonalizmów i szowinizmów jest już mechanizmem samonakręcającym się (coś w rodzaju prawicowego perpetuum mobile) w zdecydowanej większości krajów świata, nie wyłączając Polski.

Kryzys „patriotyzmu”:

Jest bardzo wiele przyczyn tego kryzysu, ale wybierzmy jedynie najważniejsze spośród nich: względy systemowe – obecny stan chaosu i anarchii w świecie (po upadku dwubiegunowości i jednobiegunowości) oraz w wielu krajach (krach faszyzmu, sowietyzmu i neoliberalizmu) eksponuje szczególnie mocno brak optymalnych systemów (ustrojów), czyli nowego ładu światowego i np. społecznej gospodarki rynkowej. Towarzyszy temu kryzys ideologii, programów, autorytetów i brak charyzmatycznych przywódców, bo wielu spośród nich – to zwykli przestępcy i oszuści. Ludzie są kompletnie zdezorientowani i niepewni jutra (chodzi mi, naturalnie, o tzw. średniego mieszkańca planety Ziemia). W różnych krajach wygląda to różnie, ale globalnie już nikt nie inspiruje, nie planuje, nie kontroluje i nie koordynuje biegu wydarzeń oraz nie panuje i nie steruje rozwojem naszej cywilizacji (nawet ONZ jest w letargu, czy też w śpiączce politycznej i metodologicznej). W żadnym wypadku i za wszelką cenę nie należało dopuścić do niedawnej pandemii, która była i jest bezprecedensową katastrofą w „rozwoju” ludzkości. Za to szaleją żywioły, przypadkowość, improwizacja i łatanie dziur. Obywatele nie mają odrobiny zaufania do niewydolnych instytucji państwowych, międzynarodowych oraz do miłościwie nam panujących i rządzących, którzy, z reguły, nie troszczą się odpowiednio o rządzonych. W większości krajów świata władzę sprawują reżimy autorytarne i totalitarne oraz egoistyczne grupy interesów, zasłaniające się szczególnie frazeologicznymi przykrywkami demokracji, wolności czy „patriotyzmu”, a także stosujące metodologię ww. terroryzmu państwowego oraz wypróbowaną zasadę „dziel i rządź” („divide et impera”). Modelowym przykładem takich reżimów jest autokratyczna Arabia Saudyjska, rozpieszczana przez USA! Zresztą, źródła amerykańskie podają, iż w XX i w XXI wieku Stany Zjednoczone popierały i popierają (także finansowo i militarnie) aż 71 reżimów autorytarnych i totalitarnych na świecie.

Na fali dehumanizacji oraz neoliberalnej „ideologii pieniądza” i pogoni za zyskiem, wypłukiwane są ze świadomości ludzkiej najwznioślejsze ideały, które kiedyś były choć trochę lokomotywą i siłą sprawczą rozwoju społeczno-gospodarczego świata oraz patriotyzmu. Bez wątpienia, są siły, które chciałyby zapanować jakoś nad tym bałaganem i ukierunkować po swojemu rozwój świata czy przejąć władzę nad nim (masoneria, wielki kapitał i in.); ale efektywność ich poczynań nie jest wystarczająca nawet z punktu widzenia zamiarów i interesów tych sił. Zwiększa się więc ryzyko kolejnego „wielkiego wybuchu” nie tyle w kosmosie, ile na Ziemi, choć i ona jest częścią kosmosu. Jak, w rzeczonych warunkach, można być patriotą (czy internacjonalistą) – czego, kogo i w jakim celu? Jest to obecnie zadanie tak trudne, że aż wręcz niemożliwe! Jaki obywatel miałby dziś chęć i zdobyłby się na odwagę uczestniczenia np. w Długim Marszu chińskim, będącym niebywałym symbolem heroizmu, poświęcenia i patriotyzmu, kultywowanego nieustannie w Chinach? Jaki żołnierz poszedłby dziś do boju z takim oto bądź podobnym hasłem na ustach: „Gott mit uns”, „Drang nach Osten”, „za rodinu, za Stalina, wpieriod!” itp.? Sprawę komplikuje dodatkowo ww. postępujący proces mieszania najrozmaitszych narodowości i grup etnicznych w ramach poszczególnych krajów. Tworzą się w ten sposób, jak gdyby, nowe społeczeństwa, czy też nowe narody, a nawet, być może, ww. naród ogólnoświatowy. Ale to chyba niedoczekanie nasze? Bowiem czasokres i łączne koszty tego procesu mogą być ogromne, a wynik ostateczny – bardzo niepewny. Wyjściem z sytuacji może być natomiast utworzenie Nowego (pokojowego, bezpiecznego i sprawiedliwego) Ładu Światowego na zasadach wielobiegunowości (multilateralizmu), co proponują Chiny i inne państwa.

Uwarunkowania ekonomiczne – trwający już kilkanaście lat II i III światowy kryzys gospodarczo-finansowy, któremu końca nie widać, rzutuje w przeogromny sposób na zapaść teorii i praktyki patriotyzmu. Bowiem, na ww. przyczyny moralno-psychologiczne i systemowe nakładają się, dodatkowo, nieznośne obciążenia materialno-bytowe i finansowe znacznej większości obywateli naszej planety, których liczba wynosi już powyżej 8 mld osób i niezadługo może wzrosnąć do 9, czy nawet do 11 miliardów (to górna granica „wytrzymałości” Ziemi). Najlepiej, w tym kontekście, niech przemówią dane i liczby: w wyniku kryzysu, roczna stopa wzrostu ŚPB [4] spadła do obecnych prognozowanych 2,5%, podczas gdy powinna ona wynosić 5–6%, żeby można było uporać się jakoś z obecnymi trudnościami społeczno-gospodarczymi.

Dramatycznie pogłębia się przepaść między „biegunem bogactwa” i „biegunem biedy” na świecie. Na szczycie tego pierwszego znajduje się Monako (288.000 USD PKB per capita rocznie); zaś na dnie tego drugiego nędznie wegetuje Jemen (tylko 384 USD PKB per capita). Z tych względów, jeszcze jako tako można być „patriotą” w pierwszej czterdziestce z ponad 200 państw świata, którą zamykają Czechy (32.000 USD PKB per capita). Polska zajmuje 43 miejsce – z sumą ok. 24.000 USD PKB per capita. Ponad połowa ludzkości dysponuje zaledwie sumą 2,5 USD dziennie na swe utrzymanie, 1 mld ludzi – sumą w granicach 1–2 USD, zaś 1,3 mld Ziemian – ma tylko poniżej 1,25 USD dziennie. To sfera tzw. skrajnej nędzy (extreme poverty). 805 mln ludzi głoduje (na świecie ok. 22.000 dzieci umiera codziennie z głodu i z nędzy). Pandemie i kryzysy pogarszają tę sytuację w niebotycznych rozmiarach. Np. prognozowane zadłużenie świata w 2026 r. kształtować się będzie w granicach od 348 bln USD do 370 bln USD. Jest to suma nie do spłacenia w dającej przewidzieć się przyszłości! Natomiast łączne zadłużenie Stanów Zjednoczonych przekroczyło aż 160 bln USD (dług publiczny + zadłużenie producentów + zadłużenie konsumentów + dług zagraniczny + długi ukryte). Z danych Banku Światowego wynika, iż tylko pięć niewielkich krajów i regionów (Brunei, Liechtenstein, Palau, Niue i Makao) nie ma żadnego zadłużenia. Ilość bezrobotnych na świecie przekroczyła dość dawno temu 300 mln osób (prawie 7% ogółu ludzkości). Liczbę tę należy pomnożyć (średnio) przez 4 (członkowie rodzin), żeby uzyskać rzeczywisty obraz nieszczęścia ludzkiego w świecie z powodu plagi bezrobocia. A jednocześnie, globalne wydatki na zbrojenia przekroczyły znacznie 2 bln USD;

Aspekty społeczne – kryzys i coraz większe problemy gospodarcze świata nie pozostają bez wpływu na globalną i na krajową sytuację społeczną. Stopa przyrostu naturalnego w świecie spadła do 1,1%. Rocznie przybywa obecnie 75 mln obywateli Ziemi (netto). Jedynie w najbiedniejszych krajach Afryki Środkowej utrzymuje się wysoki przyrost naturalny: 5–8 dzieci na kobietę w wieku rozrodczym. Gdzie indziej, ludzie nie chcą mieć większej ilości dzieci, głównie z powodu trudności materialnych i niepewności jutra. Polska jest tego drastycznym przykładem. Generalnie – sytuacja społeczna na świecie ulega systematycznie pogorszeniu. Podobnie, jak w powyższym przypadku (ekonomicznym), także tu liczby mówią same za siebie: jest 785 mln analfabetów wśród dorosłych, z czego 2/3 – to kobiety; ponad 60 mln uchodźców; 750 mln ludzi bez dostępu do wody pitnej; 2 mld psychicznie chorych; 40 mln nadal choruje na AIDS/HIV, z czego 3 mln umiera corocznie; 500 mln chorych na malarię, z czego 1 mln umiera; dodać należy do tego inne epidemie, jak ebola, ptasia grypa, malaria, COVID-19 itp. To wynik kolosalnych zaniedbań w służbie zdrowia, w ubezpieczeniach społecznych, czy też w tworzeniu jakich takich warunków życia, oświaty oraz wyżywienia i pracy obywateli. To są jednocześnie skutki systematycznego powiększania się przepaści dochodowej w przypadku obywateli z 80% państw świata. Sytuacja w tej mierze jest następująca: najbiedniejsza grupa 40% obywateli świata ma jedynie do dyspozycji 5% ogółu dochodów; zaś 20% najbogatszych obywateli dysponuje 75% dochodów ogólnoświatowych. Sytuację społeczną pogarszają, ponadto, klęski żywiołowe (szczególnie destrukcyjne zmiany klimatyczne, pożary, susze, tajfuny i powodzie), nowa „wiosna ludów” (uchodźcy) oraz brak efektywnej oraz skoordynowanej współpracy międzynarodowej w tych przypadkach. Pogłębiają one pauperyzację miliardowych rzesz ludzkich, stymulują migracje – w poszukiwaniu pracy, dachu nad głową, pożywienia i wody oraz sprawiają, iż życie ludzkie na rozległych obszarach Ziemi staje się coraz bardziej nieznośne.

Zagrożenia wojenne – w historii, z reguły, było tak, iż niezliczone wojny i konflikty zbrojne stanowiły czynniki mobilizowania społeczeństw i pobudzania ich „uczuć patriotycznych”, w walce o słuszną czy też o niesłuszną sprawę. Teraz jednak sytuacja ulega zasadniczym zmianom. Jest coraz mniej chętnych obywateli do udziału w takiej walce. Wymownym tego przykładem były zdecydowane protesty społeczeństw, szczególnie młodzieży, przeciwko agresji amerykańskiej w Wietnamie, na Bliskim i Środkowym Wschodzie oraz w innych krajach. Zapał antywojenny i pacyfistyczny zmniejsza się obecnie, a chętnych do przelewania krwi jest coraz mniej – nawet za pieniądze. Istotnym powodem słabnięcia tzw. patriotyzmu militarystycznego jest także postęp naukowo-techniczny dokonujący w sferze produkowania i wykorzystywania narzędzi śmierci. Bronie masowej zagłady, bronie inteligentne, rakiety dalekiego zasięgu, satelity, komputery, roboty, lasery, drony itp. sprawiają, że rola „siły żywej” na współczesnym polu walki staje się coraz mniejsza. Czyli, spada także zapotrzebowanie na „militarystycznych patriotów”. W sposób zasadniczy zmienia się także charakter współczesnych wojen – są one już internetowe, hybrydowe, religijne, terrorystyczne i antyterrorystyczne itp. Czyli zanika konieczność posiadania licznych armii lądowych (szczególnie „patriotycznie” usposobionej piechoty czy kawalerii), jak to kiedyś bywało.

W XX i w XXI wieku większe i mniejsze wojny czy konflikty zbrojne toczyły się i toczą się nadal prawie nieprzerwanie (w ponad 40 krajach). Obecnie, tylko w kilkunastu państwach świata (np. Szwajcaria, Japonia, Qatar, Urugwaj, Wietnam i in.) panuje autentyczny spokój/pokój i nie dochodzi do działań wojennych, konfliktów i rozruchów społecznych (vide: Polska, USA, Francja, Rosja, Niemcy i in.), starć zbrojnych oraz do ataków terrorystycznych. Rzeczywiście, terroryzm, srożący się już praktycznie na całej kuli ziemskiej z coraz większym natężeniem stanowi absolutnie nową jakość w globalnej ewolucji „miecza i tarczy”. Jest on, przede wszystkim, efektem ww. patologii i trudności gospodarczo-społecznych w świecie, zjawisk kryzysowych, pandemii, dehumanizacji itp., ale również kardynalnych błędów decydentów. Zamiast zwalczać ante factum terroryzm u źródła i eliminować jego przyczyny, koncentrują się oni głównie na usuwaniu skutków terroryzmu post factum, promują składanie kwiatów i zapalanie zniczy w miejscach, w których zginęli niewinni ludzie zamordowani przez terrorystów.

W efekcie tego dochodzi do groźnej konfrontacji między terroryzmem fundamentalistycznym a terroryzmem państwowym, która to konfrontacja nie prowadzi do niczego dobrego. W każdym razie, takimi sposobami nie da się rozwiązać problemu terroryzmu. Nasuwają się, przy tym, istotne pytania: jakie są relacje pomiędzy terroryzmem a „patriotyzmem”? Oraz, czy terrorysta-morderca może być „patriotą” a „patriota” – terrorystą? Dla niektórych, bez wątpienia, tak. Ja zaś nie mam jeszcze odpowiedzi na te pytania. W każdym razie, kwestie tego rodzaju wymagają pogłębionych refleksji i badań teoretycznych oraz wyciągnięcia z nich wniosków praktycznych. W sumie, poza starciami terrorystycznymi i antyterrorystycznymi, w całym świecie trwa obecnie 20 rozmaitych konfliktów zbrojnych oraz 21 groźnych wojen na terenie następujących krajów: Syria, Irak, Afganistan, Armenia, Azerbejdżan, Nigeria, Meksyk, Sudan, Płd. Sudan, Pakistan, Ukraina, Somalia, Republika Środkowo-Afrykańska, Libia, Izrael/Palestyna, Jemen, Egipt, Kamerun, Kongo i Turcja. Każda z tych wojen kryje w sobie ryzyko wybuchu większego konfliktu zbrojnego, a nawet bezpośredniej konfrontacji militarnej pomiędzy wielkimi mocarstwami. Niepokojąca jest, zwłaszcza, sytuacja na Dalekim Wschodzie (np. wokół Półwyspu Koreańskiego, Tajwanu, Hongkongu i in.) oraz na niektórych obszarach Zachodniego Pacyfiku, np. na Morzu Południowo-Chińskim, a także na Środkowym i Bliskim Wschodzie (Iran – Izrael, Turcja – Kurdystan i in.).

Konkluzje i propozycje:

Nie zamierzam rozstrzygać dylematu zawartego w tytule niniejszego opracowania. To wymaga jeszcze bardzo dużo „czasu i atłasu”. Naturalnie, opowiadam się po stronie patriotyzmu – internacjonalizmu, ale mam przykrą świadomość, że urzeczywistnienie mojego marzenia może jeszcze długo pozostawać w sferze pobożnych życzeń i czystej abstrakcji; bowiem nasilające się komplikacje cywilizacyjne stoją na bardzo mocnej przeszkodzie wobec pozytywnych przemian humanistycznych. A szkoda! Jak tu można być prawdziwym patriotą i internacjonalistą w przedstawionych powyżej dramatycznych uwarunkowaniach politycznych, strategicznych, gospodarczych i społecznych oraz w bezmiarze krwi, łez, nieszczęść oraz nędzy materialnej i degradacji moralnej ludzkości? W walce o byt i o przetrwanie, ludziom odechciewa się wszystkiego innego, także takich wzniosłych walorów i ideałów, jak patriotyzm. Dziś jest on formułą przestarzałą i nieadekwatną do realiów, co nie oznacza, że nie może się kiedyś odrodzić i zmodernizować, np. w przypadku polepszenia sytuacji wszystkich krajów i całego świata. Jakie jest więc wyjście współczesnych „patriotów” i „patriotyzmu” z obecnego ostrego zakrętu dziejowego? W moim przeświadczeniu, alternatywa jest następująca, przy czym obie jej możliwości są li tylko teoretyczne: 1. globalizacja (internacjonalizacja) patriotyzmu, czyli ustanowienie solidnego patriotyzmu uniwersalnego, jednakiego dla wszystkich, z szacunkiem dla wszystkich i z jednoczesnym wyeliminowaniem przesłanek i norm, które doprowadziły do analizowanego krachu „patriotyzmu klasycznego” w świecie; 2. dalsze pogrążanie się poszczególnych krajów, ludzi, narodów, społeczności, grup etnicznych i religijnych w bagnie dotychczasowego poronionego „patriotyzmu” (nacjonalizmu, szowinizmu, fanatyzmu, jak również nienawiści, ksenofobii, fundamentalizmu, rasizmu, hegemonizmu oraz innych ekstremizmów), co mogłoby doprowadzić do upadku naszej cywilizacji. Tego nikomu nie życzę!


Przypisy:

[1]. Nowożytne doświadczenia licznych krajów, narodów i społeczności świata potwierdzają, iż solidny patriotyzm, graniczący częstokroć z wojującym nacjonalizmem, stanowi jednak potężną broń w walce o niepodległość, o suwerenność oraz o inne podstawowe ideały i prawa. Np. broń ta odegrała (i odgrywa nadal) pierwszorzędną rolę w pokonaniu faszyzmu i militaryzmu w czasie II wojny światowej, w procesie dekolonizacji i tworzenia nowych państw, w walce Palestyńczyków o wolność i suwerenność, czy w obronie rewolucji kubańskiej oraz islamskiej. Również swoisty nacjonalizm, fanatyzm i fundamentalizm oraz jego konfrontacja z hegemonizmem i z neoliberalizmem zachodnim, zwłaszcza amerykańskim, stanowi praprzyczynę i pożywkę dla intensyfikacji śmiercionośnego terroryzmu w naszych czasach;

[2]. Chodzi o zabójstwo arcyksięcia Franciszka Ferdynanda, następcy tronu austro-węgierskiego, w Sarajewie, dnia 28.06.1914 r. W Polsce dobrze znamy casus hitlerowskiej prowokacji gliwickiej tuż przed wybuchem II wojny światowej;

[3]. Pojęcie szowinizmu pochodzi od nazwiska Nicolas Chauvin, Francuza, żołnierza napoleońskiego, który został ciężko ranny na polu bitewnym. Lekarze uratowali mu życie, ale później państwo francuskie przyznało mu śmiesznie niską rentę inwalidzką. Niezrażony tym, N. Chauvin, nadal deklarował swe ślepe przywiązanie do cesarza, do bonapartyzmu i do imperialnej Francji – w ogólności oraz wyrażał gotowość do oddania życia w tym celu. Przeszedł więc do historii świata jako zaczyn i symbol najwyższej, fanatycznej i bezinteresownej wierności, lojalności i poświęcenia wobec wodza, systemu i kraju;

[4]. ŚPB = Światowy Produkt Brutto.


Najnowsze

Bugonia

Bugonia

Nie bardzo znam USA. Tę starszą z książek Doctorowa, którego uwielbiam, tę młodszą dzięki Charliemu LeDuffowi. Te...

Sprawdź również

Ameryka włącza klimę. Sieć energetyczna włącza alarm

Ameryka włącza klimę. Sieć energetyczna włącza alarm

Niektórzy prawicowi Amerykanie pouczali Europejczyków w Internecie, że są „lewicowymi ekodziwakami”, bo nie instalują, tak jak oni masowo klimatyzacji w obliczu „większego ciepełka” (bo przecież kryzys klimatyczny nie przejdzie im przez gardło). Pisałem o tym w...

Siostro, basen

Siostro, basen

Baseny stają się nieoczekiwanie ważnym elementem kampanii wyborczej w Krakowie – kampanii, której nikt nie toczy. Ale zanim o basenach, najpierw trochę o kuriozum prawnym. Referendum się odbyło, jak się patrzy. 26 maja w Dzienniku Urzędowym Województwa Małopolskiego...

Morbital

Morbital

„Nigdy bym nie pomyślał, że w świecie fundacji i stowarzyszeń, które za cel postawiły sobie ochronę zwierząt, jest tyle patologii. Jedna z najpiękniejszych idei, jakie tylko można sobie wyobrazić, przez lata zmienia się w coś, co trudno wyrazić słowami. Do opisania...

Chłód prywatny, kryzys publiczny

Chłód prywatny, kryzys publiczny

Są na tym świecie niepoprawni optymiści, którzy mówią, że bogate kraje szybko się adaptują do zmian, a histerycy ogłaszają „armagedon”. Najzabawniejsi są Amerykanie, którzy pouczają Europejczyków, że powinni natychmiast zainstalować sobie klimatyzację. Gdyby wszyscy...

Nowoczesność bez kontroli jest tylko droższym chaosem

Nowoczesność bez kontroli jest tylko droższym chaosem

Polska chce leczyć pacjentów metodami znanymi z systemów o większych budżetach zdrowotnych. I tak powinno być. Chory nie ma dostawać gorszej diagnostyki, słabszego implantu albo starszej metody tylko dlatego, że NFZ jest słabszym płatnikiem niż kasa w Niemczech czy...