Kolumbia wybierze prezydenta 31 maja. Faworytem pierwszej tury pozostaje Iván Cepeda, kandydat lewicy, senator i obrońca praw człowieka. Zapowiada kontynuację reform Gustavo Petro oraz dalsze rozmowy pokojowe z grupami zbrojnymi. Ostatnie sondaże pokazują jednak szybki wzrost poparcia dla prawicowego Abelardo de la Esprielli.
Cepeda od miesięcy znajduje się na czele badań opinii publicznej. Według ostatniego sondażu AtlasIntel ma 38,7 proc. poparcia. De la Espriella uzyskał 37,3 proc., a kandydatka prawicy Paloma Valencia 14,3 proc. Jeśli żaden kandydat nie przekroczy 50 proc. głosów, druga tura odbędzie się 21 czerwca.
Kandydat lewicy prowadzi nietypową kampanię. Nie ma dużej akcji plakatowej, rzadko udziela wywiadów, a jego sztab unika rozmów z mediami, żeby nie wywoływać dodatkowych sporów. Cepeda nie wykluczył debat z rywalami, ale dotąd nie wziął w nich udziału.
Jego kandydatką na wiceprezydentkę jest Aida Quilcué, senatorka pochodząca z ludu Nasa. W lutym została porwana przez uzbrojonych mężczyzn i przez kilka godzin była przetrzymywana. Kampanii wyborczej w Kolumbii towarzyszą ataki na polityków, zamachy z użyciem ładunków wybuchowych i rosnące obawy o bezpieczeństwo głosowania.
18 maja Cepeda wystąpił na wiecu w El Carmen de Bolívar, mieście na północy kraju. Na plac przyszli rolnicy, związkowcy, nauczyciele, działacze społeczni i sympatycy lewicy. Kandydat obiecał „drugi postępowy rząd w historii Kolumbii”. Publiczność odpowiadała śpiewem i hasłami o zwycięstwie w pierwszej turze.
Cepeda wszedł na scenę osłaniany przez ochroniarzy z czarnymi tarczami. Przemówienie czytał z kartek przez około 35 minut. Według francuskiej relacji tekst wystąpienia napisał sam, dopasowując go do miejsca i publiczności. W mieście nie było dużych reklam jego kampanii, a media zostały poinformowane o przyjeździe kandydata dopiero rano.
El Carmen de Bolívar leży niedaleko Montes de María. Ten region przez lata był miejscem walk partyzantki, oddziałów paramilitarnych i grup przestępczych. Przez teren prowadziły szlaki przemytu broni i narkotyków. W lutym 2000 roku paramilitarni bojownicy dokonali masakry w El Salado.
Cepeda odwołuje się do tej historii, ponieważ przez lata pracował z ofiarami konfliktu. Kierował Movice, Narodowym Ruchem Ofiar Zbrodni Państwa. Jego ojciec, senator Manuel Cepeda Vargas, został zamordowany w 1994 roku. Należał do Unii Patriotycznej, lewicowego ruchu, którego tysiące działaczy zginęły w latach 80. i 90.
Lewicowy kandydat zapowiada pełne wdrożenie porozumienia pokojowego z Farc, podpisanego w 2016 roku. Uczestniczył w tamtym procesie jako jeden z polityków wspierających rozmowy. Po wycofaniu Farc z części terenów wiele obszarów przejęły inne grupy zbrojne.
Gustavo Petro próbował objąć negocjacjami różne formacje, od ELN po Klan Zatoki. Rząd podpisał częściowe porozumienia i rozejmy, ale przemoc w wielu regionach nie ustała. 20 maja ELN oraz największa grupa dysydentów dawnej Farc ogłosiły czasowe zawieszenie broni na czas wyborów.
Cepeda deklaruje, że będzie rozmawiał o pokoju, ale nie z grupami, które nadal zabijają liderów społecznych. W kampanii mówi o obrońcach praw człowieka, działaczach wiejskich, związkowcach i lokalnych liderach, którzy wciąż są celem ataków.
Prawica odpowiada hasłami twardej polityki bezpieczeństwa. De la Espriella zapowiada ostrzejsze działania wobec grup zbrojnych, niższe podatki, wsparcie dla biznesu oraz rozwój sektora wydobywczego i energetycznego. Paloma Valencia również opowiada się za większą rolą wojska i obniżkami podatków.
Wybory stały się głosowaniem nad bilansem rządów Petro. Lewica chce utrzymać reformy społeczne i rozmowy pokojowe. Prawica przekonuje, że polityka „całkowitego pokoju” nie zatrzymała przemocy i osłabiła państwo. AP opisuje rosnący strach w regionach, gdzie grupy zbrojne coraz częściej używają dronów do zrzucania ładunków wybuchowych.
Na wiecu w El Carmen de Bolívar Cepeda mówił, że pokój nie utrzyma się przy wysokiej biedzie i nierównościach. Zapowiedział też, że pieniądze przeznaczone dla ofiar konfliktu i programów pokojowych nie mogą trafiać do skorumpowanych układów.
Na koniec spotkania jego zwolennicy skandowali hasło kampanii. „Dla zmiany ani kroku wstecz, nawet po to, żeby wziąć rozpęd”. 31 maja okaże się, czy to wystarczy do wygrania pierwszej tury, czy Kolumbię czeka druga, ostrzejsza część kampanii.












