Demokracja limitowana. Jak KO zaplątała się we własne sznurówki

26 maj 2026

W Krakowie, w wyniku udanego referendum, odwołano prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Na salonach szok i niedowierzanie, jak to się mogło stać?

Miszalskiemu zarzuty stawiała i prawica (która głównie awanturowała się o Strefę Czystego Transportu, nieumiejętnie wprowadzaną), ale też i środowiska lewicowe, tu poszło m.in. o skokową podwyżkę cen biletów komunikacji miejskiej, pojawiają się też zarzuty dotyczące sposobu obsadzania stanowisk w spółkach miejskich i braku transparentności. Nie da się jednak ukryć, że bardziej aktywne w referendum były środowiska prawicowe, bo miały więcej do ugrania.

Tymczasem Koalicja Obywatelska postanowiła wykorzystać swój ulubiony manewr, czyli bojkot referendum. Nawoływał do niego sam Miszalski, ale też inni politycy KO: „Referendum odwoławcze rozstrzyga się frekwencją. Jeśli ktoś chce bronić prezydenta Miszalskiego i pójdzie na referendum, głosuje za jego odwołaniem. Bardzo proszę – zostańcie w domu” – powiedział Jakub Kosek, przewodniczący Rady Miasta Krakowa na antenie Radia Kraków. Do kampanii bojkotu przyłączyły się też rozmaite mniej lub bardziej anonimowe konta sympatyzujące, delikatnie mówiąc, z KO.

No i zwolennicy Miszalskiego nie poszli, za to poszli jego przeciwnicy. Efekt znamy. Teraz zaczyna się wydziwianie „na demokrację”, na ludzi, na cały świat, ale oczywiście ani słowa o tym, że „sprytny plan” sztabu partyjnego nie wypalił. Mało tego, uważam, że taki przejaw arogancji wręcz zmobilizował przeciwników jeszcze bardziej. Uważam, że to nie żaden PiS obalił Miszalskiego, tylko KO sama się zaplątała we własne sznurówki. Raz im się udało doprowadzić do skutecznego bojkotu, kiedy w 2013 roku próbowano odwołać prezydentkę Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz. Wówczas ta inżynieria polityczna zadziałała.

Krakowianie dostali rozmaite pouczenia na temat „istoty demokracji”. Przodował w tym tygodnik Polityka. „W demokracji obowiązuje zasada nadrzędności wyborów, a ich wynik może zostać zakwestionowany w drodze referendum tylko w sytuacjach absolutnie wyjątkowych. Nie bez przyczyny ustawodawca nie określił, co może być powodem przerwania kadencji władz lokalnych: czy musi dojść do konkretnych nadużyć, czy też wystarczy ogólne niezadowolenie mieszkańców. Intencja jest jasna – w okresie kadencji kluczowa i wiążąca (także dla obywateli) jest decyzja wyborcza. Jej zmiany z błahych powodów podważałyby przecież sens samej demokracji. Porą na rozliczenia powinny być kolejne wybory. Zmiana tej zasady też byłaby precedensem – i to groźnym” – klarował na jej łamach jeden z czołowych autorów tego pisma, Krzysztof Burnetko.

To jest zabawne, kiedy czytam na łamach rzekomo „lewicowo-liberalnego” pisma niemal cytaty z konserwatywno-liberalnego Edmunda Burke’a, który jako pierwszy w filozofii polityki umieścił wyraziście ideę mandatu wolnego (czyli polityk po wyborach nie musi realizować programu, nie jest wiązany żadnymi instrukcjami wyborczymi, a rozliczenie co najwyżej powinno być za kilka lat w kolejnych wyborach). To, co reprezentuje autor Polityki, nie jest żadną fundamentalną zasadą demokracji, ale jej ograniczeniem wprowadzonym przez konserwatywną frakcję elit, która bała się, że lud może chcieć ich odwoływać, a oni tyle wydali na propagandę wyborczą…

Byłem, jestem i raczej już zostanę zwolennikiem konkurencyjnej koncepcji demokracji, czyli modelu bezpośredniego lub w złagodzonej wersji – partycypacyjnego. Jeśli wybrany urzędnik drastycznie odchodzi od programu, z którym szedł do wyborów, lub forsuje rozwiązania uderzające w interesy mieszkańców, obywatele mają prawo wypowiedzieć się w dowolnym momencie, o ile spełnią określone proceduralnie wymogi. Sama idea jest na wskroś lewicowa i wywodzi się np. z tradycji Komuny Paryskiej.

Wolny mandat jest źródłem znacznie poważniejszych i licznych patologii niż wszelkie zagrożenia wynikające z demokracji bezpośredniej czy partycypacyjnej. Burke świadomie proponował bezpiecznik wolnego mandatu, żeby chronić stabilność rządów elit.

Jak zwykle czujny „moralista” Jan Hartman w tym samym tygodniku naucza:

„Wznieśmy się jednakże na wyżyny filozofii polityki. Otóż świadomie lub nie, ci, którzy wezwania do bojkotu referendum (a słyszeliśmy je z ust samego prezydenta Miszalskiego) ogłaszają zamachem na demokrację, dają wyraz swemu przywiązaniu do demokracji bezpośredniej według Rousseau. W myśl tej preromantycznej koncepcji rządy ludu polegają na tym, że zebrany na placu tłum pośród rozgardiaszu i przekrzykiwań w końcu wzbiera jednym uczuciem i jednym głosem. Krzykiem oznajmia swoją wolę, a nieliczni malkontenci zostają zignorowani”.

Nie chcę tu cytować całości tych wynurzeń. Jeśli ktoś bardzo pragnie takich wykładów, łatwo je sobie znajdzie. Natomiast w ten sposób ośmieszanie jednej z najważniejszych funkcji demokracji (czyli kontrolnej), jako „preromantycznej” (czyli w dzisiejszym rozumieniu „bujającej w obłokach”) i to tylko w celu uzasadnienia zupełnie taktycznego manewru konkretnej partii spowoduje w przyszłości dalszy rozkład jakichkolwiek procedur demokratycznych, jakie tutaj zostały. Kiedyś poświęcę temu więcej miejsca, w jakimś bardziej „teoretycznym” tekście.

Obecnie z tych procedur korzysta prawica konserwatywno-liberalna, ale kiedyś mogą się przydać liberalnym konserwatystom z tygodnika Polityka oraz KO.

Najzabawniejszy jednak w kontekście ostatecznego wyniku jest ten fragment tekstu felietonisty Polityki: „Gdy rozumie się ten system, a nie chce obalać prezydenta, to zostaje się w domu. I tak zapewne en masse zachowają się Krakowianie 24 maja”. No i zachowali się, jak im doradzaliście.

Faktycznie, wspaniała to była strategia. Taka niezbyt skuteczna, ale jak można kłócić się z osobami, które tak doskonale „rozumieją ten system”.

—

Źródło: Wolnelewo.pl

Źródło zdjęcia: Przemysław Krzak / Pixabay

Najnowsze

11,5 tys. dolarów za SOR .

11,5 tys. dolarów za SOR .

Konfederacja chce rozbić monopol NFZ i wprowadzić konkurencję między ubezpieczycielami. Problem w tym, że w Polsce nie przybędzie od tego lekarzy, pielęgniarek, sal operacyjnych, tomografów ani łóżek szpitalnych. Jeśli kilka funduszy zacznie konkurować o dostęp do tej samej, ograniczonej liczby świadczeń, ceny mogą pójść w górę zamiast w dół. USA pokazują, jak drogi potrafi być system, w którym rynek odgrywa dużą rolę. Konfederacja nie proponuje tego samego modelu, ale kierunek zmian rodzi bardzo podobne pytanie: kto zapłaci, gdy leczenie stanie się droższe?

Kobiety w Indiach mają dość życia w strachu.

Kobiety w Indiach mają dość życia w strachu.

Ponad 80 zgłoszonych gwałtów dziennie. Studentki w Delhi mówią: dość — i wychodzą na ulice, bo nie chcą już żyć według zasad dyktowanych przez strach: nie wracaj późno, nie idź sama, uważaj, jak jesteś ubrana. Po kolejnych brutalnych napaściach pytają wprost: dlaczego to kobiety mają ograniczać swoje życie, skoro to sprawcy powinni bać się konsekwencji? Indie znów stają przed niewygodnym pytaniem o bezpieczeństwo, bezkarność i realną wartość praw kobiet.

Jemen wraca do pełnoskalowej wojny.

Jemen wraca do pełnoskalowej wojny.

Jemen ponownie staje się areną pełnoskalowej wojny. Wspierany przez Arabię Saudyjską rząd rozpoczął ofensywę przeciw Huti, a walki obejmują strategiczne tereny nad Morzem Czerwonym i okolice Taiz. Stawką są nie tylko wpływy Iranu i Rijadu, lecz także bezpieczeństwo światowego handlu. Najwyższą cenę znów płacą jednak cywile: rośnie liczba przesiedlonych, pogłębia się głód, a system ochrony zdrowia pozostaje skrajnie przeciążony.

Hiszpania idzie do przedterminowych wyborów.

Hiszpania idzie do przedterminowych wyborów.

Widmo kryzysu mieszkaniowego w Hiszpanii dzieli rządzących i wyborców. Premier Pedro Sánchez, po klęsce w sprawie ochrony lokatorów, ogłasza przedterminowe wybory, które mają rozstrzygnąć, kto będzie miał prawo do najmu – ludzie czy inwestorzy. Wyniki wyborów 29 listopada nie tylko zdecydują o przyszłości gabinetu, ale staną się także przełomowym momentem w debacie o mieszkaniach jako prawie społecznym lub luksusowym towarem. W obliczu narastających protestów oraz rosnących czynszów, społeczne frustracje mogą przeważyć szalę wyborczą i zmusić polityków do działania ponad panującą ideologię.

Sprawdź również

NFZ: Ograniczenia wynagrodzeń lekarzy w Polsce.

NFZ: Ograniczenia wynagrodzeń lekarzy w Polsce.

Czy uratuje NFZ, czy lekarze odpłyną z publicznej ochrony zdrowia? 240 zł brutto za godzinę, maksymalnie około 38 tys. zł miesięcznie przy jednym etacie i niespełna 77 tys. przy dwóch. Rząd chce postawić tamę najwyższym wynagrodzeniom finansowanym przez NFZ. Problem...

Emigracja Polaków: Powroty do Ojczyzny czy nowe kierunki?

Emigracja Polaków: Powroty do Ojczyzny czy nowe kierunki?

Bociany odlatują do ciepłych krajów, a Polacy wracają do Polski. Na stałe, cieszy się z tego polscy patrioci. Ostatnią, z kilku „wielkich emigracji” Polaków, obserwowaliśmy na początku XXI wieku. Po wejściu Polski do Unii Europejskiej w 2004 roku wielu polskich...

11,5 tys. dolarów za SOR .

11,5 tys. dolarów za SOR .

Konfederacja proponuje podobny kierunek zmian — i tu zaczyna się problem cen Pięć godzin z dzieckiem na SOR-ze i rachunek na 11 577 dolarów. Ubezpieczenie pokryło część kosztów, ale rodzinie zostało około 3,5 tys. dolarów do zapłaty. To wydarzyło się w Stanach...

Warszawski hydraulik pod lupą śledczych.

Warszawski hydraulik pod lupą śledczych.

Telefon, który przerwał milczenie 23 lutego 2025 roku starsza kobieta zadzwoniła na infolinię banku, aby zmienić kod PIN do swojej karty. Nic nie zapowiadało dramatu, jednak po zakończeniu formalnej procedury połączenie telefoniczne nie zostało przerwane. Czujny...

Polska cyfrowa?

Polska cyfrowa?

Raczej klient cudzych technologii. Miliardy odpływają za granicę Polska lubi mówić o cyfryzacji, sztucznej inteligencji i nowoczesnej gospodarce. Problem w tym, że coraz częściej jesteśmy nie producentem technologii, ale jej klientem. Według danych Sieci Badawczej...