Jak rozpoznać kryzys psychiczny? Jak powiedzieć „nie”? Co zrobić, gdy ktoś przekracza nasze granice? Jak czytać etykiety żywności, gdzie szukać pomocy medycznej i jak nie dać się wciągnąć w uzależnienie od telefonu? Tego właśnie ma uczyć edukacja zdrowotna w szkołach. I już samo to pokazuje, jak bardzo różni się od starego WDŻ.
Edukacja zdrowotna nie sprowadza się do rozmowy o seksie. Jej zakres obejmuje zdrowie fizyczne, psychiczne i społeczne, odżywianie, ruch, dojrzewanie, uzależnienia, internet, przemoc, relacje i korzystanie z ochrony zdrowia i właśnie edukacja zdrowotna w szkołach skupia się szeroko na tych tematach.
Uczeń ma dowiedzieć się konkretnie: udział w edukacji zdrowotnej w szkołach pozwala rozwijać niezbędne kompetencje codzienne.
- jak rozpoznawać niepokojące objawy i kiedy iść do lekarza,
- jak radzić sobie ze stresem i silnymi emocjami,
- jak reagować na przemoc i presję rówieśniczą,
- jak chronić własne granice i respektować granice innych,
- jak rozpoznawać uzależnienia od alkoholu, substancji, telefonu czy gier,
- jak bezpiecznie korzystać z internetu,
- jak dbać o higienę, ruch i odżywianie,
- jak przechodzić przez dojrzewanie bez wstydu i dezinformacji,
- gdzie szukać profesjonalnej pomocy.
To wiedza elementarna. Taka, która może przydać się bardziej niż kolejna data do wykucia na pamięć, zwłaszcza jeśli mówimy o edukacji zdrowotnej w szkołach.
WDŻ miało inny punkt ciężkości
Stare wychowanie do życia w rodzinie również obejmowało dojrzewanie, relacje czy seksualność. Nie warto udawać, że tego w programie nie było, chociaż edukacja zdrowotna w szkołach dziś nabiera zupełnie innego charakteru.
Problem polegał na czymś innym: WDŻ było zbudowane przede wszystkim wokół rodziny, małżeństwa, rodzicielstwa i określonego modelu życia rodzinnego.
Edukacja zdrowotna wychodzi natomiast od zdrowia i bezpieczeństwa samego ucznia, można więc powiedzieć, że obecnie system w szkołach stawia na nowoczesną edukację zdrowotną.
To zasadnicza różnica.
Młody człowiek nie potrzebuje przede wszystkim wykładu o tym, jak kiedyś ma założyć rodzinę. Najpierw powinien wiedzieć, co dzieje się z jego ciałem, jak rozumieć własne emocje, jak reagować na przemoc i jak szukać pomocy – i właśnie to może zaoferować edukacja zdrowotna w szkołach.
Co dziesiąty nauczyciel WDŻ był katechetą
Według danych Ministerstwa Edukacji z 2018 roku, przytaczanych przez TVN24, około 10 proc. nauczycieli prowadzących WDŻ stanowili katecheci. Natomiast edukacja zdrowotna w szkołach wymaga innych kompetencji niż katecheza.
Czyli mniej więcej co dziesiąta osoba prowadząca zajęcia o dojrzewaniu, seksualności, relacjach i antykoncepcji była jednocześnie nauczycielem religii, co miało wpływ na postrzeganie edukacji zdrowotnej w szkołach.
I tutaj pojawia się problem, którego nie warto pudrować.
Katecheta może mieć formalne kwalifikacje pedagogiczne, ale katecheza i edukacja zdrowotna to dwa zupełnie różne porządki. Pierwsza przekazuje określoną doktrynę religijną. Druga powinna opierać się na wiedzy medycznej, psychologicznej i naukowej – dlatego właśnie edukacja zdrowotna w szkołach powinna być wolna od światopoglądowej presji.
Jeżeli na lekcji o seksualności zamiast rzetelnej informacji pojawia się moralizowanie, zawstydzanie albo ocenianie ucznia przez pryzmat religijnych norm, szkoła przestaje edukować.
Zaczyna wychowywać według jednego światopoglądu.
Badanie Grupy Edukatorów Seksualnych Ponton z 2014 roku — niereprezentatywne dla całej Polski, ale pokazujące doświadczenia ponad trzech tysięcy respondentów — wskazywało, że część uczniów spotykała się na WDŻ z moralizatorskimi pogadankami, stereotypami i silnym wpływem światopoglądu prowadzącego.
I właśnie dlatego problemem nie było to, czy nauczyciel był wierzący.
Problem zaczynał się wtedy, kiedy wiara zastępowała wiedzę; a zatem rozdzielenia edukacji zdrowotnej w szkołach od przekonań religijnych wymaga współczesne nauczanie.
Młody człowiek pytający o miesiączkę, masturbację, antykoncepcję, presję seksualną czy własne granice nie potrzebuje kazania. Potrzebuje faktów, które właśnie może zapewnić edukacja zdrowotna w szkołach.
Szkoła powinna uczyć również mówienia własnym głosem
Edukacja zdrowotna idzie w dobrą stronę także dlatego, że dotyka komunikacji, emocji i relacji, a jej obecność w szkołach jest coraz ważniejsza.
Ale można pójść dalej.
Polskiej szkole przydałby się mocniejszy nacisk na kompetencje miękkie: argumentowanie, asertywność, rozwiązywanie konfliktów, współpracę i wyrażanie własnego zdania dzięki edukacji zdrowotnej w szkołach.
Nie kolejne definicje do zapamiętania.
Praktyka.
Uczeń powinien umieć powiedzieć:
„Nie zgadzam się”.
„Nie chcę tego”.
„To przekracza moje granice”.
„Potrzebuję pomocy”.
„Mam inne zdanie i potrafię je uzasadnić”.
To nie są dodatki do edukacji. To podstawowe kompetencje dorosłego człowieka, które w dużej mierze rozwija edukacja zdrowotna w szkołach.
Szkoła nie może kończyć się na teście
Edukacja zdrowotna sama nie naprawi polskiej szkoły. Ale przesuwa ją w bardziej praktyczną stronę, szczególnie gdy jest prowadzona w szkołach.
Uczeń powinien wychodzić ze szkoły nie tylko z wiedzą o mitozie, epoce napoleońskiej i równaniach, lecz także mieć solidne podstawy edukacji zdrowotnej zdobywanej w szkołach.
Powinien też wiedzieć, jak dbać o własne ciało, psychikę, granice i bezpieczeństwo.
Bo szkoła, która potrafi przygotować ucznia do sprawdzianu, ale nie potrafi przygotować go do życia, wykonuje tylko połowę swojej pracy. Potrzeba, by edukacja zdrowotna w szkołach była traktowana poważnie.
Na podstawie: materiałów Ministerstwa Edukacji Narodowej, Zintegrowanej Platformy Edukacyjnej, danych MEN przytoczonych przez TVN24 oraz raportu Grupy Edukatorów Seksualnych Ponton.











