Po boju przedostatnim

Pierwsza tura wyborów prezydenckich zakończyła się zgodnie z oczekiwaniami i wynikami przedwyborczych sondaży. Szewc Fabisiak zwrócił jednak uwagę na to, że najlepsze wyniki osiągnęli ci, którzy zaprezentowali najgorsze spoty wyborcze, natomiast kandydat mający najlepszy spot zajął ostatnie miejsce wśród czołowej piątki.

Andrzej Duda skoncentrował się na atakowaniu swoich konkurentów. Przypominając po raz kolejny wiekopomne transfery socjalne usiłował przekonywać, że w przypadku zwycięstwa jego konkurenta – w domyśle Rafała Trzaskowskiego – zostaną one odebrane. Rzecz jednak w tym, że ani Trzaskowski ani żaden inny kandydat nic podobnego nie deklarował. Przyjmując nawet, że była to ściema wyborcza, to trzeba by jednak wziąć po uwagę to, że ewentualny przyszły prezydent nie będzie na tyle bezmyślnym samobójcą aby coś takiego proponować. Pogrążyłoby to bowiem politycznie jego samego oraz formację z którą jest utożsamiany. A gdyby nawet, to wszelkie tego typu pomysły natychmiast uwaliłby Sejm nad którym to nie prezydent a jeden z prezesów dzierży władzę. Swój image grzmiącego i robiącego groźne miny przywódcy prezydent starał się zrównoważyć ckliwymi obrazkami obcowania z dziećmi, co szewc Fabisiak uważa za raczej żałosną próbę złagodzenia owego wizerunku. Coś na kształt dwa w jednym jak w znanej ongiś reklamie.

Z kolei Rafał Trzaskowski w swoim spocie mówił głównie o sobie. W sferze domysłów pozostaje to czy wynikało to z jego megalomanii, choć po tym względem daleko mu do Dudy, czy też z chęci zaprezentowania siebie jak zwykłego człowieka – takiego jak większość wyborców. Przy całej sympatii dla zwierząt szewc Fabisiak powątpiewa w to czy wyborców jakoś szczególnie interesuje ile psów i papug zamieszka w Pałacu Prezydenckim.
Również Szymonowi Hołowni przydarzyło się coś, co w założeniu miało świadczyć o jego koncyliacyjnym charakterze co jednak szewc Fabisiak odczytał całkiem odwrotnie. Hołownia swoim spocie perorował, iż łączy w sobie lewicowość i prawicowość oraz konserwatyzm i liberalizm. Zapewne miało to być oznaką jego otwartości i wzniesieniu się ponad politycznymi podziałami. Tymczasem szewc Fabisiak zwraca uwagę na to, że jeśli połączy się dwa przeciwieństwa w jedno czyli, ujmując to matematycznie, doda plus do minusa to wychodzi z tego zero.

Zdaniem szewca Fabisiak, niezbyt przekonywującą wypadł również Krzysztof Bosak. Mówił o nowoczesnym patriotyzmie nie precyzując czym ma się różnić od patriotyzmu tradycyjnego, któremu jego Konfederacja zdaje się hołdować. Z kolei jako przykład zdrowego stylu życia zaprezentował gibanie się na żaglówce. Znakomita oferta dla większości wyborców zwłaszcza w tzw. wieku senioralnym.

Natomiast najlepszy spot wyborczy zaprezentował Robert Biedroń wypunktowując kilka konkretnych kwestii, które powinny zainteresować wyborców. A jednak nie zainteresowały. Podobnie jak postulat przeznaczenia 7, 2 proc. PKB na służbę zdrowia czy też propozycja rozwoju na szeroką skalę budownictwa mieszkaniowego.

Wnioski z powyższych obserwacji szewc Fabisiak wyciąga dwojakie. Albo wyborcy nie oglądają telewizyjnych audycji wyborczych – przy czym niska oglądalności jakoś nie idzie tu w parze z dużym zainteresowaniem wyborami czego przejawem jest nadzwyczaj wysoka jak na polskie warunki frekwencja – albo też wiedzą swoje i już zawczasu zadecydowali na kogo będą głosować, co z kolei potwierdza duża zgodność wyników pierwszej tury z przedwyborczymi sondażami. Dużo do myślenia mogą dać ponadto wahania preferencji wyborczych. Przejawem tego jest raptowny spadek poparcia dla Kosiniaka-Kamysza i Biedronia, choć obaj mieli dość konkretne programy oraz reprezentowali ugrupowania mające, zdawałoby się, ugruntowany elektorat. Szewc Fabisiak domniemywa, iż spora część głosujących dała się wmanipulować w zero jedynkowy układ PoPisowski traktując pierwszą turę jako decydującą mimo tego, że nie było ku temu racjonalnych przesłanek. W drugiej układ będzie znacznie czytelniejszy, co dla wyborców oznacza też znacznie łatwiejszą myślówę niż w pierwszorundowym boju przedostatnim. Natomiast dla obydwu konkurentów będzie to bój ich ostatni. Zwłaszcza dla Andrzeja Dudy, gdyby w tym boju poległ.

Bigos tygodniowy

Niestety, potwierdziły się sondaże i prezydencki kandydat Lewicy Robert Biedroń uzyskał bardzo słaby wynik, kilkakrotnie słabszy od zeszłorocznego wyniku Lewicy. Jakie są tego przyczyny? To przypuszczalnie temat na obszerną dysertację politologiczno-socjologiczną. O kampanii lewicowego kandydata nie można powiedzieć, że była słaba, a Robert Biedroń naprawdę, zgodnie ze swoim zwyczajem, solidnie pracował. Może lewicowy elektorat tak boi się wygranej Adriana, że wolał z góry zagłosować na Rafała Trzaskowskiego, żeby nie kusić ponurego losu? Zastanawiam się, czy jakieś fatum wisi nad lewicą, że za relatywnie niewielkie grzechy z przeszłości płaci tak słony rachunek, jakiego ani PiS ani Platforma nie płacą za znacznie cięższe i znacznie świeższe przewinienia? Przeczytałem kiedyś opinię, że Polacy to naród z natury reakcyjny, ale przecież był czas zwycięstw SLD i Aleksandra Kwaśniewskiego. Mam problem ze zrozumieniem tego wszystkiego, jestem głęboko zasmucony, co wraz z poczuciem bezradności wobec tego stanu rzeczy oddaje kiepski stan mojego wyborczego ducha. Jest to tym bardziej upokarzające i niepokojące, że poprzez wynik Bosaka dodatkowo urosła w siłę Konfederacja (potwierdzając niezły wynik z wyborów parlamentarnych), a to przecież czarna sotnia o cechach klerofaszystowskich, nie mniej groźna, a może nawet groźniejsza niż PiS. Warto przy tym zapamiętać, że kilka minut po ogłoszeniu wyników I tury Adrian puszczając oko do konfederatów oświadczył, że z Bosakiem niewiele go dzieli, a większość poglądów łączy. Nigdy nie miałem co do tego wątpliwości, że pisowcy to konfederaci, tylko bardziej obłudni.

*****

Nie zamierzam szukać łatwych pocieszeń, ale nie przeszkadza to zauważyć, że wynik Adriana, zwycięski w I turze, choć wysoki, wcale nie jest aż tak imponujący, jeśli zestawi się go z zasobem sił i środków jakim dysponował kandydat PiS na prezydenta wszystkich Polaków. Rzucono wszelkie siły, ministrów, posłów, europosłów, rządowe media z TVPiS a nawet samego Jaro na front walki z kontrkandydatami, w tym z Robertem Biedroniem, przypomniano wszystkie osiągnięcia (500 plus, 300 plus, trzynasta emerytura), obiecano kolejne mosty, drogi etc. i czternastą emeryturę. I co, kandydat Duda ma tylko 43,5 procenta i perspektywę niepewnej II tury? Zaprawdę dziwne to i niezrozumiałe… A tak na marginesie, poziom opowieści dziwnej treści jaką zaprezentowały zbrojne odwody PiS w toku kampanii odnośnie kandydata Trzaskowskiego, mnie sympatyka Roberta Biedronia żenowały. I śmieszno i straszno, a co będzie dalej?

*****

Wbrew głosom obwieszczającym, że frekwencja (64,5 procenta) była bardzo wysoka, ona wcale taka nie była bo wokół plus minus sześćdziesięciu procent oscyluje od trzech dekad i nie może sięgnąć siedemdziesięciu procent, porównywalnych z frekwencją wyborczą w Europie Zachodniej. Bigos przypomina, że znowu miliony wyborców pozostało w domach, nie uczestnicząc w święcie demokracji, jakim bez wątpienia są wybory choćby prezydenckie.

*****

„Krzysztof Bosak powinien teraz złożyć ofertę obozowi Andrzeja Dudy: poparcie w II turze, o ile do tego czasu będzie uchwalone #Zatrzymaj Aborcję lub wydane orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji eugenicznej. To najważniejsza kwestia w Polsce” – napisała Kaja Godek. Ja bym się zupełnie nie zdziwił, gdyby Adrian z PiS poszli na taki układ i na pogłębienie piekła kobiet, byle tylko wygrać wybory.

*****

W czasie kampanii wyborczej zdumiewało mnie, że kandydaci opozycji mówili o wszystkim, tylko nie o tym największym zagrożeniu: domknięciu przez PiS systemu władzy na co najmniej trzy i pół roku. Przy braku perspektywy wyborczej PiS pójdzie na całość i urządzi piekło nie tylko kobietom, ale wszystkim, którzy im się nie podobają. Myślę, że Robert Biedroń deklarujący oddanie głosu w II turze na kandydata Rafała Trzaskowskiego doskonale to rozumie. Posłucham mojego kandydata i skorzystam z jego rady, zachęcając do tego PT Czytelników.

*****

„Wyborcza.pl” w dniu 29 czerwca 2020r. poinformowała, że na terenie śląskiego w czasie wyborów miały miejsce 33 incydenty. Najpoważniejszy w Bytomiu, gdzie członek komisji miał sfałszować kartę do głosowania na szkodę kandydata Rafała Trzaskowskiego. Zastosowana metoda -prosta jak budowa cepa – polega na dostawieniu na tej samej karcie przy nazwisku innego niż Trzaskowski kandydata małego, malutkiego x(iksa).Gwoli wyjaśnienia ten maleńki, uroczy x spowodował, że oddany głos był nieważny. Proste? Pewnie, że proste tylko ciekawe jakie efekty przyniesie śledztwo w sprawie przerobienia karty? Jednej? Kilku? Kilkunastu? Bigos tygodniowy stawia na umorzenie postępowania, a znikoma społeczna szkodliwość czynu jako jego przyczyna będzie jak znalazł, a w ostateczności przecież za dobro się nie karze…

*****

Jakby nie dodawać, liczona w procentach suma kandydatów formacji demokratycznych (Trzaskowski, Hołownia, Kosiniak-Kamysz i Biedroń) wynosi około pięćdziesięciu procent wyborców wobec 43 procent Dudy czyli PiS. Już dawno sygnalizował to Marek Borowski, że gdyby wszystkie siły demokratyczne wzniosły się ponad wzajemną rywalizację i partykularne ambicje, to mogłyby odsunąć PiS od władzy. Jednak niestety nie potrafią się na to zdobyć.

Zatrzymać faszyzm

Teraz już naprawdę nie musicie straszyć, że polska prawica wyhoduje faszyzm i nacjonalizm. On już został wyhodowany.

Dzieci przez całe lata uczono, że komunizm i państwo oraz podatki to kradzież, a święty jest tylko rynek; ludźmi i twórcami wszelkiego dobra są tylko przedsiębiorcy i każdy musi marzyć by nim zostać, bo reszta to przegrywy czyli bezrobotne roszczeniowce.. Do tego, tłumaczono, Polska być może tylko katolicka. W pakiecie dochodzi jeszcze JP2, wyklęcizm, a jak jest źle, to cała wina na pewno jest po stronie komuny. Mimo to, obywatelu, świętuj jej upadek bo wolność = kapitalizm…

Po 15 latach macie owoce!

A że jest źle i biednie i nie każdy został właścicielem firmy i ma swój dworek z kolumnami to kto może być temu winny? Jak to? No komuna i wrogowie Tradycji! Więc trzeba walczyć o więcej kapitalizmu w kapitalizmie i niszczyć państwo!… Ups, czyżby wyszło mi właśnie pełne streszczenie programu Konfederacji i Bosaka?

Wiem, że tak jest, bo to moje pokolenie i jak ktoś nie miał lewicowych tradycji obok siebie, to szedł na prawo, bo tak podpowiadał, a czasem wręcz rozkazywał system, w który wpakowano miliardy złotych i tysiące etatów. I oto macie, demokraci, oto cała wielka tajemnica Konfederacji i Bosaka. Made by PO, PiS, TVN, TOK FM, IPN, Wyborcza.

Dziś za późno już, by piętnować brunatne poglądy. One już przestały dziwić, oburzać czy wywoływać zdziwienie. Straszenie Bosakiem i Konfederacją już też powoli nie ma sensu, bo nie ma odbiorców. Prawie co dziesiąty aktywny wyborca ją popiera,

PiS jest bardzo bliskie tym poglądom,

a PO w dużej części pozostaje zafascynowana tą ideologią, bo skrycie marzy by być tak samo wolnorynkowa, jak Korwin-Mikke grożący maczetą socjalistom. Poziom faszyzacji i prawicowości dyskursu w Polsce jest taki, że ewidentnie można zdobywać tutaj poparcie i elektorat obnosząc się ze swoją homofobią i byciem obrzydliwym ksenofobem. Ba, można nawet z dumą pokazywać wynik testu poglądów politycznych, w którym najbliższym wynikiem jest faszyzm. I zyskiwać poklask.

Z kolei przerażająco niskie poparcie dla kandydata z zaszczuwanej pod publiczkę mniejszości świadczy bardzo źle także o samym elektoracie. Polska to nie jest jakaś Syria opanowana przez islamistów, żeby usprawiedliwiać głos na Dudę/Bosaka jakąś groźbą szybkiej śmierci, to na mapach naszej planety naprawdę kraj względnie zamożny i bezpieczny.

Odpowiedź na to wszystko może być tylko jedna: zwarcie naszych lewicowych szyków. A poparcie dla Rafała Trzaskowskiego w II turze… Jeśli w ogóle to tylko w zamian za BARDZO konkretne i DUŻE obietnice.

Co dalej z PESĄ?

Co będzie dalej ze znaną fabryką pojazdów szynowych w Bydgoszczy? Interpelację w tej sprawie złożył poseł Lewicy Jan Szopiński.

Adresowane do premiera pismo rozpoczyna się od przypomnienia, że 21 czerwca 2020 r. politycy Prawa i Sprawiedliwości prowadzili przed bramą zakładu Pojazdy Szynowe PESA Bydgoszcz SA działania w ramach kampanii wyborczej. Chwalili dotychczasowe osiągnięcia prezydenta Andrzeja Dudy i politykę społeczną rządu PiS. Trudno jednak powiedzieć, jaki bezpośredni związek z samą PESĄ miało to spotkanie wyborcze, o samym bowiem zakładzie nic nie powiedziano. Za to zaledwie dwa dni później zaplanowano Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Zarządu zakładu, z jednym tylko punktem w porządku obrad – podjęciem uchwały w sprawie dalszego istnienia spółki.
Budzi to uzasadnione obawy o przyszłość tego zakładu i osób w nim zatrudnianych.
Poseł Szopiński zaadresował swoje pytania do premiera, gdyż właścicielem Pojazdów Szynowych PESA Bydgoszcz SA jest zarządzany przez polityków PiS Polski Fundusz Rozwoju, nadzorowany bezpośrednio przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów,
– PESA Bydgoszcz SA jest jedną z marek Bydgoszczy, jednym z największych pracodawców w województwie kujawsko-pomorskim i przedmiotem dumy Bydgoszczan. Nasze pojazdy szynowe wożą pasażerów na trasach całej Polski i poza granicami kraju, są bydgoską wizytówką w wielu polskich miastach – przypomina poseł w swojej interpelacji. – Wszystkie produkty PESY cechuje wysoka konkurencyjność na rynkach krajowych i europejskich, innowacyjność i oryginalny design.
Czy nadzór właścicielski nad tak cennym przedsiębiorstwem jest sprawowany w sposób należyty? Krótki porządek obrad na zgromadzeniu 23 czerwca budzi najgorsze obawy. Poseł Szopiński w imieniu mieszkańców Bydgoszczy, a więc również pracowników i ich rodzin, zadał premierowi konkretne pytania w tej sprawie.
– Jaki jest stan realizacji programu naprawczego PESY Bydgoszcz SA i jak wyglądają koszty z tym związane? – zapytał w pierwszej kolejności parlamentarzysta. Pytanie drugie dotyczy przyszłości zakładów i strategii rządu w sprawie ich dalszego funkcjonowania. Poseł Szopiński poprosił również o jednoznaczną odpowiedź: czy prawdą jest, że
miniony 2019 r. zakończył się dla PESY ogromnymi stratami,
które można liczyć w milionach złotych? Inne pytanie posła dotyczy rocznego opóźnienia w osiągnięciu rentowności przez zakład po tym, gdy przejął go Skarb Państwa.
– Proszę również Pana Premiera o udzielenie informacji, czy w 2020 roku planowane są zwolnienia pracowników i wysokości odpraw z tym związanych – kończy swoją interpelację poseł. W czasach kryzysu i rosnącego bezrobocia odpowiedź przecząca niewątpliwie uspokoiłaby setki pracowników.

Nie wszystko stracone

Zanim napiszesz na Fejsbuniu, że wszystko przepadło, a Lewica powinna się samorozwiązać, bo oto faszyści już prawie doszli do władzy, pomyśl, lewicowy wyborco – nie jesteś jedynym wkurzonym i rozczarowanym. Sytuacja, która właśnie się wydarzyła nie powinna być dla ciebie zaskoczeniem, a co więcej – nie jest też niczym szczególnie strasznym.

Wynik Roberta Biedronia jest oczywiście beznadziejny. Kampania, początkowo rachityczna, na końcowym etapie zrobiła się całkiem niezła. Ale nawet gdyby Biedroń był tym fajnopolackim Biedroniem sprzed półtora roku, nową nadzieją, a nie politykiem przede wszystkim zmęczonym i z nadszarpniętą reputacją, nawet gdyby jego kampania, pod dowództwem Dziemianowicz-Bąk, przy stałym wsparciu Zandberga przepełniona byłaby prospołecznymi akcentami, przybijaniem piąteczek z górnikami i przemowami w stylu Luthera Kinga, Biedroń i tak by te wybory przerżnął z kretesem.

28 czerwca porażki, mniej lub bardziej dotkliwe, ponieśli wszyscy kandydaci poza dwójką reprezentantów hegemonicznych partii. Czy ktoś jeszcze pamięta, że jeszcze kilka miesięcy temu Władysław Kosiniak-Kamysz, nazwany przez żonę „tygrysem” szykował się do skoku na drugą turę, gdzie, jak wskazywały sondaże, miał rozszarpać Andrzeja Dudę? Wyborcy PSL widzieli w nim lidera, pierwszego od czasów Pawlaka polityka ludowców, który będzie sprawował najwyższe urzędy w państwie. I co zrobili wyborcy PSL? Uznali, że ważniejsze od rozwoju ich partii jest dodanie otuchy facetowi z dużego miasta, który w sondażach był numerem dwa, najsilniejszym nie-Dudą. Mimo oczywistej klęski, nie sądzę by ktokolwiek z PSL domagał się dymisji Kosiniaka-Kamysza, ani histerycznie wzywał do drastycznych zmian. Oni po prostu wiedzieli, że ich kandydat nie miał szans.

Katolicki showman Hołownia, który po kompromitacji Kidawy-Błońskiej ostrzył sobie zęby na drugą turę, również już kilka tygodni temu dał sobie spokój z walką, wiedząc, ze miejsce na podium i dwucyfrowy wynik ma w kieszeni. Dziś mówi, że to dopiero początek jego historii. Nie panikuje też Bosak, który mimo milionów wpompowanych w budowanie wizerunku i sprawnie przeprowadzonej kampanii opartej na nienawiści i teoriach spiskowych, zdołał jedynie powtórzyć wynik Konfederacji z wyborów parlamentarnych. Ale pewnie i on liczył się z takim rozstrzygnięciem.

Błędem jest postrzeganie pierwszej tury wyborów prezydenckich jako plebiscytu sympatii dla formacji politycznych. Tu zadziałały zupełnie inne emocje, niestety – po raz kolejny te same, Głównym determinantem postaw przy urnach był wybór pomiędzy poparciem dla faworyta obozu władzy a jego głównym konkurentem. Trzaskowski wszedł do gry w idealnym momencie – kiedy społeczeństwo dochodziło do siebie po pandemii. Wykorzystał to dobrze – nie zdążył znudzić sobą elektoratu, zbłaźnić się jak Kidawa, wyborcy KO nie musieli się go wstydzić. Rafałowi Trzaskowskiemu jako jedynemu ze kandydatów udało nie tylko skonsolidować elektorat swojej partii (zrobił to też Duda) ale również przekonać do siebie wyborców innych opozycyjnych ugrupowań.

Robert Biedroń wyglądał na wieczorze wyborczym na zdruzgotanego. Niby się jak zwykle uśmiechał, ale miał łzy w oczach. No cóż, emocje rzecz ludzka, ale czy naprawdę spodziewał się innego rezultatu? Czy na więcej liczył jego sztab? Czy wystawienie Biedronia nie było przypadkiem zagraniem na alibi – rzuciliśmy do boju najbardziej rozpoznawalnego, cóż mogliśmy zrobić więcej? Dlaczego tak długo szukano kandydata? Może nikt nie chciał być tym, który poniesie spodziewaną klęskę? Wreszcie – lewicy wyraźnie brakowało kasy na rozniecenie wyborczego ognia. Brakowało nawet bilboardów.

Za szkodliwe i głupie uważam wygłaszanie apokaliptycznych sądów o śmierci lewicy w Polsce. Socjaldemokraci są w Sejmie, przynajmniej kilkoro posłów błyszczy na tle ponurego politycznego bagna. I nic nie wskazuje na to, by miało nastąpić załamanie jej notowań. Skąd więc ta erupcja autoagresji? Wyborcy lewicy, a tym bardziej jej zaangażowani sympatycy to bardzo specyficzna grupa. Tacy już są – idealistycznie uroczy, żyjący marzeniami najbardziej odległymi, ale też najbardziej krytyczni wobec swoich reprezentantów. Ich kandydat miał najlepszy program i merytoryczną kampanię. To jednak nie była potyczka, w której można było skutecznie powalczyć o realizację tych naszych marzeń. Na to jeszcze będziemy musieli poczekać. Mam pewność co do jednego – nie przybliży ich samobiczowanie.

Protest wobec lokalizacji amerykańskiej broni jądrowej w Polsce

Stowarzyszenie Spadkobierców Polskich Kombatantów II Wojny Światowej wyraża zdecydowany sprzeciw wobec ewidentnych już działań władz Rzeczypospolitej Polskiej, mających na celu lokalizację amerykańskiej broni jądrowej wraz ze zwiększeniem liczebności wojsk Stanów Zjednoczonych USA na terytorium naszej Ojczyzny.

Nie zgadzamy się, aby wojska amerykańskie, wyposażone w broń masowego rażenia, wycofane z terytorium Niemiec, zostały przeniesione do Polski.

Działania takie już od dłuższego czasu podejmują najwyższe czynniki władz Rzeczypospolitej Polskiej na czele z Prezydentem Państwa i Premierem Rządu. Działania te, pod płaszczykiem innych zdarzeń, są perfidnie eskalowane. Celem ich jest uczynienie na terytorium Polski „państwa frontowego”, jako forpoczty inicjującej wojnę z Federacją Rosyjską.

Etapami realizacji tego celu są:

1. Świadome wywołanie i podsycanie uczucia strachu oraz sterowanie nim w skali całego Narodu, pod pretekstem tzw. pandemii koronawirusa.

Obecne władze Rzeczypospolitej Polskiej świadomie wywołały strach wśród obywateli Polski, nadal go podsycają i sterują nim. Narzędziem uzyskiwania stałych tego efektów jest ustanowione „prawo”: zakaz swobody wyjścia z domostw, zakaz zbiorowego komunikowania się ludności, zakaz zgromadzeń publicznych i nakaz przymusowych szczepień. „Prawo” to nie dopuszcza prezentacji poglądów innych i faktów sprzecznych z rządową polityką, wyrażanych przez polskich, jak i zagranicznych przedstawicieli służby zdrowia, wielu dziedzin nauki na czele z naukami medycznymi. Fakty te stanowią dowód na kłamstwa i fałszerstwa władz na temat tzw. „pandemii” koronawirusa.

Protestujemy przeciw takim metodom i formom sprawowania władzy w Rzeczypospolitej Polskiej.

Wyrażamy zdecydowane poparcie dla Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Wiedzy o Szczepieniach STOP – NOP, jako organizatora społecznego protestu przeciw nakazowi przymusowych szczepień, który został zorganizowany w dniu 6.06.2020r. przed gmachem Urzędu Rady Ministrów.

2. Podpisana 12.05.2020r. przez Prezydenta RP „Strategia bezpieczeństwa narodowego” jednoznacznie i pięciokrotnie wskazująca na „jedynego i zagrażającego nam wroga” – Rosję.

W całości popieramy stanowisko wyrażone wobec „Strategii..” przez Narodowy Front Polski, gdyż: „W polskim interesie są normalne, dobrosąsiedzkie stosunki z Rosją, a nie czynienie wroga… Nie jest w polskim interesie robić sobie wroga z sąsiada, w dodatku Słowianina”. Negatywne opinie co do treści „Strategii…” wyraziło wielu znawców przedmiotu, w tym byłych wojskowych. Niestety, aktualna władza nie chce pochylić się nad merytorycznymi prognozami i opracowaniami inaczej myślących niż reprezentanci ich samych. Władza nie wyciąga żadnych wniosków z treści książki – wywiadu z Generałem M. Różańskim pod znamiennym tytułem „Dlaczego przegramy wojnę z Rosją”, z pracy Gen. M. Ojrzanowskiego „Co nowy prezydent o wojsku wiedzieć powinien”, z artykułu Red. Nacz. Przeglądu Socjalistycznego Andrzeja Ziemskiego „Broń jądrowa w Polsce?” (Przegląd Socjalistyczny, maj 2020).

Także oceny innych źródeł unaoczniają, że „Strategia…” jest dokumentem niekompletnym i niespójnym, stanowiącym zbiór haseł w znaczącym stopniu niemożliwych do zrealizowania. „Strategia…” nie gwarantuje i nie zabezpiecza podstawowego warunku zachowania suwerenności Państwa Polskiego w zakresie nadzoru nad wojskami obcego państwa stacjonującymi na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Zasadniczy cel „Strategii…”, to przygotowanie Państwa do ofensywnej wojny, a nie do fizycznego przetrwania Narodu na wypadek działań wojennych, jakie rozgrywać się będą na terytorium Polski. Tę zasadniczą kwestię – zapewnienie zachowania tkanki biologicznej Narodu, czyli fizycznego przeżycia w czasie zagrożenia wojennego i wojny – „Strategia…” pomija milczeniem.

Tymczasem uznanie Federacji Rosyjskiej za główne zagrożenie dla Polski i przesunięcie amerykańskiej broni jądrowej z terytorium Niemiec do Polski, w przypadku podjęcia działań wojennych, staje się wyrokiem skazującym Polski na rolę głównego teatru działań bojowych z użyciem tej broni, czyli terytorium głównych uderzeń stron walczących.

3. Zapowiedzi władz RP o zwiększeniu liczebności wojsk amerykańskich w Polsce poprzez ich dyslokację z terytorium Niemiec do Polski, które miały miejsce po oficjalnych informacjach światowych mediów o protestach narodu niemieckiego przeciw dalszemu stacjonowaniu na ich terytorium amerykańskich garnizonów wyposażonych w broń jądrową.

Jeśli przyczyna podpisania 12.05.2020r. przez Prezydenta RP „Strategii bezpieczeństwa narodowego” mogła (jeszcze w maju!) sprawiać obiektywne wrażenie braku manipulacji, to aktualnie (bo na początku czerwca br.!), przyczyna nadania jej statusu prawnego dokumentu staje się klarowna. „Strategia bezpieczeństwa narodowego” z dnia 12.05.2020r. była zapowiedzią i jest wstępem do oficjalnego wystąpienia nie tyle o zwiększenie liczebności wojsk amerykańskich w Polsce, co o umieszczenie broni jądrowej na terytorium Polski. W zapowiedzi władz RP o zwiększeniu liczebności wojsk amerykańskich w Polsce, milczeniem pomija się problem najbardziej żywotny dla Narodu Polskiego – instalację amerykańskiej broni jądrowej na terytorium Polski. Jeśli „Strategia…” jednoznacznie i kilkakrotnie wskazała na Rosję, jako „jedynego i zagrażającego nam wroga”, to władza wbija w świadomość Narodu przekonanie, iż tak jest, po to aby Naród wojnę zaakceptował, aby nie było masowych sprzeciwów i aby władza mogła łatwo poprowadzić „polskie mięso armatnie” na śmierć, nazywając to „zaszczytem” obrony Polski.

Wyrażamy zdecydowany protest wobec antynarodowej polityki podżegaczy wojennych. Jednoznacznie popieramy stanowisko Porozumienia Socjalistów wyrażone w oświadczeniu z okazji 75. rocznicy zwycięstwa nad faszyzmem: „Tragiczne dla narodu i państwa skutki II wojny światowej powinny owocować w polskiej myśli politycznej refleksją, że już nigdy więcej, za żadną cenę, nie powinniśmy dopuścić do sytuacji, w której ziemie polskie mogą stać się

polem bitwy i konfrontacji europejskiej, czy globalnej”.

Konstatujemy, że władza nie chce wyciągać wniosków ani z historii, ani ze współczesności; żadnych wniosków z dokumentów wojennych, na jakie wskazują opracowania: „Kto odpowiada za klęskę wrześniową” Fundacji Oratio Recta, czy „Kto wydał wyrok na miasto” A. Sowy, żadnych wniosków z wydarzeń powojennych. Polacy nie zapomnieli o polskiej koncepcji Adama Rapackiego uczynienia w Europie Środkowo-Wschodniej strefy bezatomowej, zwanej „planem Rapackiego”. Polacy pamiętają koncepcję Urho Kekkonena, że: „Przyjaciół należy mieć blisko, a wrogów daleko od siebie”, po to aby państwa z sobą sąsiadujące nigdy nie wchodziły na drogę wojny.

Przykładem troski o interes własnego narodu i państwa był Prezydent Generał de’Gaulle, który odmówił Amerykanom dłuższego pobytu na terytorium Francji, poza okresem ustalonym powojennymi traktatami. Tak, jak Francuzi w latach 60-tych, tak dziś czynią to Niemcy…

Na tym tle nasza Ojczyzna jest dziś haniebnym przykładem antynarodowego podżegania wojennego: czynią to ludzie sprawujący dziś najwyższe władze w Państwie Polskim. Twierdzenia władz, jakoby zwiększenie stanu osobowego US Army było najpewniejszą formą zapewnienia bezpieczeństwa, jest kontynuacją antypolskiego stanowiska, jakie w 2016 roku wyrażał A. Macierewicz, witając w Polsce pierwsze garnizony armii amerykańskiej słowami: „-Czekaliśmy na was tyle lat …” Tamto zdarzenie wywołało protesty wielu organizacji społecznych i indywidualnych Polaków, którzy pragną zachować na polskiej ziemi pokój i życie.

Bezwzględną koniecznością staje się wyrażanie przez myślących, uczciwych Rodaków, zdecydowanych protestów wobec polityki zbrojeń i obecności obcych wojsk w Polsce, wyposażonych w broń jądrową.

Apelujemy do organizacji i środowisk zatroskanych o los Ojczyzny o jasne i publiczne wyrażenie stanowiska w podstawowej dla Narodu i Państwa Polskiego sprawie bezpieczeństwa.

Z wyrazami uszanowania,

Prezes Zarządu Głównego Stowarzyszenia – Roland Dubowski

Członek Prezydium ZG – płk Jan Gazarkiewicz (Z wyjątkiem kwestii przymusu szczepień)

Członek Prezydium ZG, Skarbnik – płk Wojciech Samborski

Przewodniczący Komisji Zagranicznej,

Prezes Honorowy ZG – płk Tadeusz Kowalczyk

Zaproszenie na seminarium

Tak jak prawdziwe zakochanie, momenty prawdziwej demokratycznej równości zdarzają się bardzo rzadko. Niektórzy mówią o nich – doświadczenie pokoleniowe. Wobec wspólnego przeżycia, tak jak w zakochaniu, różnice społeczne zostają tymczasowo unieważnione, a we wspomnieniach najczęściej zatarte.

„Doświadczone” w ten sposób pokolenia wynoszą mityczne wręcz poczucie wspólnoty, które na długo pozostaje punktem odniesienia w dyskursywnej mapowaniu świata. Jednak żmudna codzienność naszych systemów społeczno-politycznych jest inna. Opiera się na niemal nieprzekraczalnej hierarchii różnic społecznych, z których najbardziej powszechną i zarazem najbardziej niewidoczną pozostaje hierarchia płci.

W drugiej odsłonie seminarium „Demokracja genderowa”, które odbędzie się 30 czerwca 2020 r. W godz. 17:00-20:00, porozmawiamy o nacechowanej płciowo formacji afektywnej podmiotu politycznego, o tym, co ta – źródłowo już zróżnicowana – formacja afektywna oznacza z punktu widzenia wspólnoty społecznej, a także o tym, w jaki sposób i za jaką cenę mogłybyśmy i mogli tę różnicę przekroczyć, by trwale zakochać się we wspólnocie.

Seminarium „Demokracja genderowa” poświęcone jest pytaniu o to, dlaczego w obszarze równości płci, choć jest tak dobrze (w ustawach i zobowiązaniach międzynarodowych), to jest tak źle (w rzeczywistości i statystykach). Zderzając różne perspektywy ujmowania czterech obszarach tematycznych (kwestia przemocy, edukacja i wychowanie, praca widzialna i niewidzialna oraz reprezentacja polityczna), chcemy przyjrzeć się nieoczywistym „torom przeszkód”, z którymi dziewczęta i kobiety mierzą się od najmłodszych lat życia jak z czymś zupełnie naturalnym i niekwestionowanym – oraz jakie zaskakujące strategie potrafią wypracować, by sobie z tymi przeszkodami poradzić. Celem seminarium jest między innymi namysł nad możliwą polityką na rzecz zmiany, rekomendacjami dla rządzących i możliwymi postulatami dla organizacji i ruchów społecznych. Wychodząc ze źródła filozofii politycznej, sięgać będziemy po wiedzę z różnych dyscyplin, tak aby w klasyczny sposób połączyć teorię i praktykę. Serdecznie zapraszamy!

Punktem wyjścia do dyskusji, w której uczestniczyć będą obok Agaty Czarnackiej także dr Agata Araszkiewicz, literaturoznawczyni pisząca o sztuce i kulturze, UMR LEGS CNRS/UPL Paris 8/ Paris Nanterre oraz współpracownica naukowa Université Libre de Bruxelles i dr Katarzyna Szumlewicz, dr nauk humanistycznych, autorka książki „Miłość i ekonomia w literackich biografiach kobiet”, staną się badania filozofki moralności Carol Gilligan, autorki m.in. fundamentalnego „Innym głosem” oraz filozofki i psychoanalityczki Luce Irigaray („Ta płeć, która nie jest jedna”). Ponadto czerpać będziemy z wielkiej literatury nowoczesności, omówionej w książkach naszych Gościń, odpowiednio „Zapomnianej rewolucji. Rozkwicie kobiecego pisania w dwudziestoleciu międzywojennym” Agaty Araszkiewicz oraz „Miłości i ekonomii” Katarzyny Szumlewicz.

Seminarium odbędzie się online na platformie Zoom. Osoby chcące wziąć czynny udział w dyskusji zapraszamy do rejestrowania się pod adresem fundacja@jaruganowacka.com (prosimy podać imię, nazwisko oraz reprezentowaną instytucję). Dostępny będzie również streaming na stronie Fundacji im. Izabeli Jarugi-Nowackiej na Facebooku: https://www.facebook.com/fundacjaIJN/. Uwaga, spotkanie będzie rejestrowane.

Koncepcja i prowadzenie: Agata Czarnacka
Moderacja: Jolanta Prochowicz
Współpraca: Fundacja Aleksandra Kwaśniewskiego „Amicus Europae”
Zrealizowano dzięki wsparciu Fundacji im. Róży Luksemburg, przedstawicielstwo w Polsce. Dziękujemy!

Refleksje okołowyborcze

Już za nami pierwsza tura wyborów prezydenta Rzeczypospolitej. Rozmaite mądre głowy wieszczą, że to chwila o decydującym znaczeniu dla Polski. Ja mam co do tego wątpliwość.

Nieważne, kto wygra za dwa tygodnie. Jeżeli nawet kandydat
antyPiSu uzyska większość, a PiS nie zdoła zapobiec (a wiadomo, że
determinacja w tej kwestii jest bardzo wielka) objęciu urzędu przez
osobę krytycznie nastawioną do metod wprowadzania porządku tzw. IV
Rzeczypospolitej, to nastąpi okres bezwzględnej walki dwu władz, walki
która może okazać się bardziej niszcząca morale i intelekt
społeczeństwa niż czynią to rządy PiSu. Nic więc nie ulegnie zmianie,
moralny i cywilizacyjny regres społeczeństwa będzie postępował. A
nawet, jeżeli zbliżające się wybory jakimś cudem spowodują odsunięcie
PiSu od władzy, to jedynym rezultatem będzie odtworzenie stanu sprzed
2016 roku, czyli powrót tego, co skłoniło społeczeństwo do buntu
przeciw zakłamanej semidemokracji, jak to nazwał Mirosław Matyja.
Słusznie Adrian Zandberg zauważył, że ten nawrót do starych błędów
może spowodować, iż zdesperowane społeczeństwo ponowi swoją niezgodę
na kłamstwa, tyle że dopuści do władzy takich ludzi, iż zatęsknimy za
PiSem. Stanowczo twierdzę, że istotnej zmiany nie będzie.

Twierdzę zarazem, że jedyną możliwość rozpoczęcia naprawy stosunków w
naszym kraju da powstanie ośrodka demokracji uczestniczącej. Chodzi o
grupę praktykujących i propagujących uznanie podmiotowości każdej
osoby, co w praktyce sprowadza się do radykalnie pojmowanej jawności
oraz do zastąpienia kazań i pouczeń dialogiem.

Grupa taka nie będzie miała łatwego zadania. Z jednej strony bierność
zniechęconego politykierstwem społeczeństwa, z drugiej zaś sprzeciw
klik oraz koteryj zarządzających partiami i redakcjami mediów
utrudniają powstanie i rozwój myśli niezależnej, ukierunkowanej na
dobro wspólne, a nie na doraźną korzyść jakiejś grupy. Potrzebny jest
zarówno obywatelski sprzeciw wobec panującego zakłamania ośrodków
opiniotwórczych głoszących wbrew rzeczywistości swoją jedność ze
społeczeństwem (np. Gazeta Wyborcza, Kultura Polityczna, Krytyka
Polityczna, TVN, Kongres Obywatelski i tp.), jak i żądanie dialogu
zamiast kazań i pouczeń. Niech to na początek będzie np. jawna i
niecenzurowana dyskusja nad wydaną niedawno książką Mirosława Matei
„Polska semidemokracja”. Jestem przekonany, że taka pierwocina dialogu
społecznego stworzy warunki do powstania ośrodka będącego zaczynem
demokracji uczestniczącej w Polsce. Tak widzę naprawę fatalnego stanu
moralnego i intelektualnego naszej społeczności.

Sanacja sanacji

Wy już wiecie, a ja nie, jak rozmawiać trzeba z lu-dem. Żeby się rymowało. Ja wiem, że trzeba staroświecko, że mocno, że prostolinijnie i zachowawczo. A Wy, że nowocześnie, progresywnie; żeby pytać i czekać na odpowiedź, żeby nie wiecować, tylko zarażać ideami i programem. Owoż, jeszcze nie dziś, Panie i Panowie, nie w tej Polsce. Albo raczej, nie z tym, co trzeba.

Kiedy będziecie czytać ten tekst jako pierwsi, ja będę prawdopodobnie biegał z samego rana po bezdrożach Warmii i słuchał za pomocą bezprzewodowych słuchawek punk-rocka albo ska. Ja też, podobnie jak i Wy, będę już znał wyniki wyborów. W pierwszej turze. Bo, pisząc te słowa, wiem jak tu siedzę, że druga tura będzie. I wejdzie do niej Andrzej Duda i Rafał Trzaskowski. Robert Biedroń nie wejdzie.

Gdyby nie covid, wszystko było by inaczej, powie jeden. A ja Wam powiem, że, czy z covidem czy bez, Duda wygrałby 10 maja i tak, w regulaminowym czasie gry, bez dogrywki. Tak by było. Jako ktoś pamiętać nie chce, albo ma krótką pamięć, niech sięgnie do internetów i przypomni sobie, jak się sprawy miały w sondażach i w badaniu nastrojów społecznych przed marcem 2020. Oprócz Dudy liczył się Kosiniak-Kamysz, może Hołownia. Reszta, łącznie z Małgorzatą Kidawą-Błońską, była kwiatkiem do kożucha. Statystami. Czy się to komu podoba czy nie, tak właśnie było. I w przypadku lewicy, tak pozostało. Wykonana została wielka praca z której zebrano mizerny plon. I w życiu nie uwierzę, tak jak Dudzie, że w przyszłości to biedroniowe poparcie zamieni się w realne głosy za wspólną sprawę w następnych elekcjach. Bo źleśmy uczynili, stawiając na Biedronia.

Nie lubię pisać ani mówić: „a nie mówiłem”, ale w tym przypadku będę zrzędliwym starcem, który właśnie Wam tak powie. Pamiętam jak dziś, jak prorokowałem w końcówce października albo na początku listopada, że wystawianie na kandydata na prezydenta jednego z trójki spośród liderów świeżej lewicy parlamentarnej, tj, Biedroń-Zandberg-ktoś z SLD, no bo nie Czarzasty, nie jest dobrym pomysłem. Mało tego, pisałem; jest to pomysł nad wyraz zły. Bo nawet, przy całej sympatii dla kandydata oraz przy maksymalnym zaangażowaniu wewnętrznym frakcji, będzie On cały czas postrzegany jako lider jednego ze skrzydeł, a nie lider całej formacji. Nie przeskoczymy tych podziałów w głowach, że ludzie z Razem nie będą oddawać pełni swoich sił w walkę za człowieka Wiosny/SLD i odwrotnie. Że trzeba nam, ludziom lewicy, człowieka spoza naszych partii i organizacji. Człowieka oddanego sprawie, ale jednocześnie na tyle rozpoznawalnego i cenionego w Polsce, który całym sobą i swoim życiorysem, wsparłby myśl lewicową na kolejne miesiące i lata. Bo po październiku 2019, było szansownie. Lewica miała wtedy wiatr w żaglach. Przypomnieć można choćby słynne wystąpienie Adriana Zandberga przed głosowaniem nad wotum zaufania dla rządu Morawieckiego. To naprawdę było coś. I to coś należało złapać i wycisnąć zeń esencję; iskrę czerwoną, która by, puszczona na wyschnięte ściernisko idei w Polsce, rozpaliła serca i umysły. Sięgnięto tymczasem po zabieg znany i do trzewi sprawdzony w postaci lidera formacji, który zgłosił akces. Nic bardziej przewidywalnego. A od lewicy w Polsce, w tym czasi i tej przestrzeni, oczekiwano czegoś ponad przewidywalność i przeciętność.

Czy zapytał ktoś wyborców lewicy, kogo chcą jako kandydata na prezydenta? Czy, wbrew temu co robi prawica na nasiadówkach na Nowogrodzkiej, ktoś wyszedł do ludzi i rozpoczął dyskusję, na wskroś ideową, kto powinien być lewicowym kandydatem na prezydenta? Niestety. Nic podobnego się nie zadziało. Czekaliśmy tygodnie, żeby usłyszeć to, co w kuluarach było wiadome od dawna; że to Robert Biedroń. Bo Robert Biedroń jest Robertem Biedroniem i przez wysługę lat oraz przymioty osobiste zasłużył na nominację, a Wam, maluczcy, nic do tego. Centrala zdecydowała. A jak zdecydowała, to widocznie wiedzieć musiała. Amen.
Była jeszcze trzecia droga. Była. Ten obcy, jak z lektury dla klas szóstych. Człowiek spoza partyjnej nomenklatury. Z dorobkiem. Z nazwiskiem. Ze spuścizną. Bez zarzutów. Choćby nepotyzmu, albo braku wywiązywania się obietnic wyborczych. Zdecydowano inaczej. Tzn. ktoś zdecydował. Kto? Idę o zakład, że można dojść, kto. Kto był personalnie odpowiedzialny za wystawienie tej, a nie innej kandydatury. A jeśli idzie taką odpowiedzialność ustalić, po wyborach, przy rozliczaniu kampanii, należałoby się rozliczyć i z pomysłodawcą. Choćby był to sam zainteresowany. Trzeba. Dla czystości sytuacji. Da nowego otwarcia. Bez znaczenia z kim pod żyrandolem.