Jedyny postępowy kandydat

Polska potrzebuje prezydenta odważnego, który rozumie współczesny świat i nie boi się nowoczesności. Robert Biedroń na konwencji w Słupsku 19 stycznia pokazał, że może być takim prezydentem.

Inaugurację kampanii Roberta Biedronia w Słupsku należy zaliczyć do udanych. Wydarzenie było pełne energii, świeże i nowoczesne. Za lewicowym kandydatem stoi dziś silny lewicowyprogram. Także za sprawą Adriana Zandberga i Włodzimierza Czarzastego poruszonych zostało wiele kluczowych dla Polski tematów, a dzięki Monice Fiugajskiej głos otrzymało też młode pokolenie.

Robert Biedroń to bez wątpienia jedyny postępowy kandydat z tych, którzy stanęli do wyborów. O swojej progresywności mówił zresztą wiele, słusznie zwracając uwagę na stojące przed Polską wyzwania związane z zagrożeniem klimatycznym, ale też wiele czasu poświęcając kwestii mieszkalnictwa, dostępu do darmowej i efektywnej służby zdrowia, tanich leków, czy zrównoważonego rozwoju.

Wyjść poza metropolie

Lewica potrzebuje silnego przekazu, który dotarłby również do mieszkańców mniejszych miast i wsi. Do tej pory był to bastion konserwatyzmu i PiS-u, który pozorując walkę z neoliberalizmem udawał rzecznika tych regionów. Kampania Biedronia na takich obszarach może więc przynieść ogromne korzyści – także w perspektywie kolejnych wyborów.

Za Robertem Biedroniem bez wątpienia stoi też cały program zjednoczonej Lewicy i jest to bardzo mocny punkt całej jego kandydatury. Zacytujmy główne tematy: to 7,2 proc. PKB na służbę zdrowia, budowa mieszkań na wynajem, gwarantowana emerytura w wysokości 1600 zł, przywrócenie niezależności sądów, nowoczesna gospodarka, zrównoważony rozwój całego kraju, przywrócenie znaczenia Polski za granicą. Starsze, niezbyt trafione postulaty Wiosny, sugerujące raczej wspieranie prywatnej służby zdrowia czy akcentujące troskę o przedsiębiorców (którymi akurat w Polsce opiekuje się niemal każdy polityk) zniknęły. Jest solidny, realistyczny pakiet socjaldemokratyczny.

Projekt prezydentury Biedronia to przede wszystkim wizja prezydentury bardzo aktywnej, to przeniesienie jego doświadczeń z samorządności na prezydencki pałac. Biedroń przekonywał, że będzie głową państwa, która poważnie traktuje dialog społeczny, pomaga rozwiązać konflikty, zaprasza do stołu strony o rozbieżnych interesach. Właśnie takiej prezydentury potrzeba nam teraz w kraju, gdzie urząd ten został sprowadzony do roli długopisu dla Jarosława Kaczyńskiego.

Kandydat z ludu

Robert Biedroń bardzo dużo mówił na konwencji o sobie. O swoich małomiasteczkowych korzeniach, o wczesnych i trudnych doświadczeniach zawodowych, czy o doświadczeniach emigracyjnych. To podkreślanie ludowego i pracowniczego pochodzenia na pewno odróżnia go od innych kandydatów, którzy prześcigają się w szukaniu powiązań z elitami i szlachtą. Odcięcie się od wyścigu na słynnych przodków i skupienie na doświadczeniach zbiorowych, robotniczych to bardzo dobra decyzja, która może przynieść mu dużo poparcia wśród niezadowolonych z narastających w Polsce nierówności. Lewicowy kandydat sam zresztą mówił o potrzebie stworzenia w Polsce równych szans i walce ze społecznym wykluczeniem. Brakowało tylko wątku podatkowego: byłoby wspaniale, gdyby Biedroń rozwinął kwestię równych szans i wytłumaczył, że progresja podatkowa to pomysł na to, by walczyć o równość w praktyce.

Zdecydowanie wybrzmiał też silnie proeuropejski wymiar kandydatury Biedronia, choć jego zachwyt nad tym, co zobaczył na emigracji był – zbyt słabo – tonowany odniesieniem do polskiego poczucia godności i narodowego patriotyzmu.

Słuszny euroentuzjazm…

Teraz czas na więcej Roberta Biedronia w roli polskiego męża stanu. Bo takiego, będącego trochę „ojcem narodu”, prezydenta chce dziś polskie społeczeństwo. I dlatego niezbyt to dobrze, że fragmenty poświęcone polityce zagranicznej wypadły gorzej.

Robert Biedroń jest bez wątpienia zwolennikiem europejskiej integracji i umocnienia europejskiej obronności w porozumieniu z Unią Europejską, jako naszym głównym sojusznikiem. To świetna wiadomość i to zwłaszcza w kontekście szans na uniezależnienie się Polski (i Europy) od niebezpiecznej, awanturniczej polityki Stanów Zjednoczonych. Sojusz z USA pośrednio krytykował też sam kandydat, kiedy zwracał uwagę na fakt, że o działaniach Stanów Zjednoczonych i Donalda Trumpa PiS-owski rząd dowiaduje się dopiero z mediów. Były to potrzebne i mocne słowa, choć zabrakło tu na pewno sprzeciwu wobec obecności amerykańskich baz wojskowych na polskim terytorium.

… i zbędna rusofobia

Całkowicie zbędne wydaje się jednak dołączenie do politycznego wyścigu na rusofobię. Sceptycyzm wobec działań Kremla i krytyka tamtejszych, przecież nie lewicowych rządów są oczywiście bardzo potrzebne, ale ton, w którym kandydat na prezydenta przedstawiał Putina w roli jedynego złego był przesadny i niepotrzebny. To niepotrzebna kalka z liberałów, którzy własną niemoc w opisywaniu świata rekompensują budowaniem wizji wszechmogącego prezydenta Rosji.

Ale polską biedaszabelką nie należy też machać w kierunku ukraińskim – Ukraina i inne państwa regionu, jeśli tylko zechcą o to zawalczyć, mogą być wolne same z siebie. Nie potrzebują do tego polskiego neokolonializmu w duchu Giedroycia.

Lewicowy kandydat na prezydenta Polski powinien więc tworzyć warunki do współpracy ze wszystkimi sąsiadami i starać się o przyjaźń ze wszystkimi. Polska nie jest potęgą, ani krajem zdolnym do wypowiadania wojen światowym mocarstwom, a polscy politycy muszą też rozumieć przyczyny, dla których kremlowska narracja uległa nagłemu zaostrzeniu.

Lepiej poznać historię

Nieszczęśliwy był też dobór historycznych bohaterów. Giedroyć, Kuroń czy Piłsudski to nie są lewicowi bohaterowie! Jacek Kuroń aktywnie wspierał neoliberalne reformy Balcerowicza i tłumił związkowy opór – o czym możemy przeczytać m.in. w „Dekadzie przełomu” Michała Siermińskiego i co jest już raczej na lewicy wiedzą dość powszechną. Piłsudski to architekt zamachu stanu, dyktator i twórca politycznych więzień dla lewicowej opozycji (niedawno przypadała rocznica procesu brzeskiego!). Dlaczego nie odwołać się do Róży Luksemburg, Ignacego Daszyńskiego, Oskara Lange, Ludwika Krzywickiego czy Juliana Marchlewskiego? Lewica naprawdę musi ostatecznie zerwać z szukaniem swoich bohaterów na łamach „Gazety Wyborczej”! I dobrze, że podczas konwencji przemówił Włodzimierz Czarzasty, który stanowczo bronił dorobku PRL i zapowiedział, że nikt nie będzie polskim socjaldemokratom narzucał interpretacji przeszłości.

Charyzmatyczny i prospołeczny

A jednak mimo tych niedoróbek – Robert Biedroń jest lewicowym kandydatem. Dowodzi tego jego przywiązanie do spraw społecznych, do spraw ludzi pracy. Jako charyzmatyczny polityk daje też nadzieję, że do lewicowych spraw i recept przekonają się kolejni wyborcy. Wyrazista walka o świeckie państwo, o równość i tolerancję czy o ocalenie nas przed skutkami klimatycznej katastrofy są punktami, których nie poruszy nikt inny. Robert Biedroń może mówić o nich w sposób, który do jego kandydatury przekona nowy elektorat. Ten, który jest już zmęczony ciągłą hegemonią Jarosława Kaczyńskiego, a widzi, że Platforma Obywatelska przez lata w opozycji niczego się nie nauczyła i pozostała jedynie pustą partią władzy.

Będzie druga tura?

Czy Biedroń ma szanse na drugą turę? Z pewnością potrzebna mu jest i intensywna kampania wyborcza, i jeszcze bardziej radykalne hasła, które pozwoliłyby Robertowi Biedroniowi koncentrować na sobie uwagę mediów i opinii publicznej. Kampanię Lewica robić potrafi nieźle, co zobaczyliśmy w ubiegłym roku przed wyborami parlamentarnymi, gdy politycy z lewej strony sprawnie poruszali się po całym kraju i wrzucali kolejne tematy z programu do debaty. Do tego Biedroń ma niewątpliwy talent w robieniu na ludziach dobrego wrażenia, szybkim łapaniu kontaktu.

A naprawdę jest o co walczyć – nigdy wcześniej nikt w kampanii prezydenckiej nie mówił tak otwarcie o sytuacji głodujących emerytów i rencistów, o braku mieszkań i życiu w ścisku, czy o kolejkach do lekarzy i o lekach tak drogich, że ludzie biedni nie są już w stanie się leczyć. Taki prezydent byłby w Polsce zmianą o 180 stopni. Byłby trzęsieniem ziemi dla wszystkich neoliberalnych hegemonów, prawicowych klerykałów i rozmaitych rzeczników najbogatszych. I o takiego prezydenta warto się starać.

PiS wykończy emerytów

Propozycje rządu dotyczące pracowników w wieku 50-55+ nie są kontrowersyjne. Są skandaliczne.

Eksperci przyznają, że wydłużająca się średnia długość życia i zmieniająca się demografia winny owocować zmianami na rynku pracy. Rada Dialogu Społecznego od dawna dyskutuje nad rozwiązaniami dla pracowników w wieku 50-55+, które umożliwiłyby im dłuższą aktywność zawodową, co jest pożądane także z powodów humanitarnych. Propozycji formułowanych przez badaczy rynku pracy czy przez związki zawodowe jest wiele. Idą dokładnie w odwrotnym kierunku niż to, co chce zaserwować seniorom Ministerstwo Rozwoju.

Obecnie osoby, którym pozostały mniej niż 4 lata do osiągnięcia wieku emerytalnego, nie mogą zostać zwolnione. To miałoby się zmienić. Pracodawcy chcieliby ten okres skrócić o rok i ułatwić procedurę zwolnienia starszego pracownika. Kolejnym pomysłem jest systemowe obniżenie pensji seniorów. Miałby to rekompensować tzw. dodatek mentorski za dzielenie się doświadczeniem z młodszymi pracownikami – w pełni uzależniony od dobrej woli pracodawcy.

Przekonywanie, że starszy pracownik może okazać się mniej efektywny i należy go inaczej wynagradzać, to absurd. Wypada raczej zainteresować się, dlaczego w niejednej branży doświadczony pracownik przez wiele lat nie ma szans na podwyżkę i nawet z dodatkami stażowymi zarabia tyle samo, co młody człowiek dopiero wchodzący do zakładu. Jak można opowiadać, że w dzisiejszych realiach ludzie mogą i powinni być dłużej aktywni zawodowo, a potem zabierać im wynagrodzenie?!

Skandalem jest również pomysł obniżenia składek ZUS dla osób w wieku 50+. Żeby ściąć biznesowi koszty pracownicze, samych pracowników skazuje się na niskie emerytury! W niektórych przypadkach – z trudem pozwalające na przeżycie. Wszystko to razem to droga do zmuszania ludzi do pracy do ostatniego dnia.

PiS nie chce cywilizować stosunków pracy ani gwarantować systemowych zabezpieczeń socjalnych. W najlepszym razie „dobrzy wujkowie” Morawiecki z Kaczyńskim dadzą seniorom jałmużnę. W najgorszym – skrócą im życie.

Uczcijmy Proletariatczyków

Kampania Historia Czerwona zaprasza na doroczne uroczystości ku czci działaczy Socjalno-Rewolucyjnej Partii Proletariat.

28 stycznia 1886 r. na stokach Cytadeli Warszawskiej stracono Stanisława Kunickiego, który po aresztowaniu Ludwika Waryńskiego przejął przewodnictwo w organizacji, Piotra Bardowskiego, Rosjanina, sędziego pokoju szerzącego idee rewolucyjne wśród rosyjskich oficerów stacjonujących w Królestwie Polskim, tkacza Jana Pietrusińskiego i czeladnika Michała Ossowskiego. Partia Proletariat, pierwsza w historii Polski ugrupowanie zrzeszające robotników do walki o sprawiedliwość społeczną i socjalizm, przetrwała jeszcze około trzech lat, aż została rozbita aresztowaniami.

Uroczystość rozpocznie się o godz. 15 pod Bramą Straceń. Natomiast o 14, wszyscy zainteresowani będą mogli zwiedzić z przewodnikiem muzeum X Pawilonu Cytadeli – więzienia rewolucjonistów.

Ograniczmy nierówności w zakładach pracy!

Krytykując ustawę Lewicy dotyczącą zmian w systemie emerytalnym, wielu posłów, tak z obozu rządzącego, jak i opozycyjnego, krytycznie odnosiło się między innymi do pomysłu wprowadzenia tzw. maksymalnej emerytury. Lewica chciała bowiem, aby maksymalna emerytura stanowiła co najwyżej sześciokrotność minimalnego wynagrodzenia. Dla polityków z innych partii, ale też przedstawicieli pracodawców, takie rozwiązanie byłoby niedopuszczalnym ograniczeniem dopuszczalnych nierówności.

Trudno zrozumieć opór wielu ekspertów i polityków wobec propozycji Lewicy, biorąc pod uwagę fakt, że obecnie zaledwie ok. 120 osób otrzymuje emeryturę przekraczającą sześciokrotność płacy minimalnej. Okazuje się, że wciąż nierówności w systemie emerytalnym nie są bardzo wysokie, a w każdym razie niższe od nierówności płacowych. Dlatego wydaje się, że warto zastanowić się nie tylko nad wprowadzeniem limitów nierówności w ramach systemu emerytalnego, ale przede wszystkim pomyśleć, jak ograniczyć olbrzymie nierówności płacowe.

Kokosy dla zarządów

Obecnie w wielu firmach, w tym w spółkach skarbu państwa, mamy często do czynienia z sytuacją, gdy znaczna część pracowników wciąż zarabia stawki oscylujące wokół płacy minimalnej, zwalnia się pracowników, tnie fundusz płac, a kadra zarządzająca otrzymuje gigantyczne honoraria. Dzieje się tak często niezależnie od kondycji zakładu pracy.
Prawie zawsze kosztami kryzysu obciąża się pracowników, a pensje prezesów nie są w żaden sposób skorelowane z wynikami firmy. Dla odmiany w okresie prosperity rosną zyski przedsiębiorstwa i pensje zarządów, opinia publiczna słyszy, że to wyłącznie oni są architektami sukcesów kierowanych przez siebie podmiotów. A płace pracowników? Oczywiście stoją w miejscu.

Pracownik nie ma motywacji

To mechanizm nieracjonalny, niesprawiedliwy i odbierający motywację do pracy. Brak mechanizmów partycypacji załogi w zyskach przyczynia się też do wzrostu nierówności społecznych, które niszczą więzi społeczne i wzajemne zaufanie, prowadzą do częstszych chorób i stresów, są zagrożeniem dla demokracji i dobra wspólnego. A przypomnijmy, że w Polsce te więzi niszczy również powszechna plaga przepracowania i nakręcanie przez media sztucznych nagonek.

W Polsce praktycznie nie istnieją układy zbiorowe, a związki zawodowe mają mały wpływ na funkcjonowanie rynku pracy. W tej sytuacji tym bardziej potrzebne są ustawowe mechanizmy ograniczania patologii na rynku pracy. Aby zapewnić partycypację pracowników w zyskach firmy i zarazem ograniczyć dysproporcje w zarobkach, warto rozważyć wprowadzenie limitów nierówności płacowych w obrębie przedsiębiorstwa.

Zmniejszyć dysproporcje

Takim rozwiązaniem mogłoby być wprowadzenie proponowanej niedawno przez Związkową Alternatywę zasady, zgodnie z którą dochody najlepiej opłacanego menedżera danej firmy nie mogłyby przekraczać ośmiokrotności zarobków najgorzej zarabiającego pracownika. Przy czym należałoby wprowadzić takie obostrzenia, aby zarobki kadry zarządzającej obejmowały wszelkie premie, nagrody i inne dodatki.

Gdyby więc najniżej opłacany pracownik zarabiał miesięcznie 3 tys. zł brutto, to prezes mógłby otrzymywać maksimum 24 tys. zł. Chcąc podwyższyć swoją pensję do 40 tys. zł, prezes musiałby zwiększyć minimalne wynagrodzenie w firmie do 5 tys. zł. . Gdyby sytuacja firmy była trudna i prezes chciałby obniżyć pensje pracownikom, musiałby równocześnie obniżyć również honorarium dla siebie.

W ten sposób pracownicy mieliby poczucie, że partycypują w zyskach firmy i ich zarobki są przynajmniej częściowo uzależnione od jej wyników. Hasła o wspólnej pracy całej załogi na sukces przedsiębiorstwa zyskałyby poważniejsze, materialne podstawy. Wprowadzenie tej zasady zwiększyłoby motywację do pracy i ograniczyło arbitralne, niczym nieuzasadnione nierówności w obrębie każdego zakładu pracy.

Pustki w kasie CBA

Z funduszu operacyjnego Centralnego Biura Antykorupcyjnego mogło zniknąć 15 mln zł – alarmują media. Lewica apeluje o zwołanie specjalnego posiedzenia komisji służb specjalnych, a CBA odpowiada: nic złego się nie dzieje!

Niepokojące doniesienia o służbie, która jest ukochanym dzieckiem PiS i osobiście Mariusza Kamińskiego, jako pierwszy podał 17 stycznia Onet. Pisał o pracownicy CBA, która mogła wyprowadzić z instytucji miliony złotych. Uzależniona od hazardu funkcjonariuszka, odpowiedzialna za kasę CBA, miała przywłaszczyć sobie nawet 5,5 mln zł. Kobieta została zatrzymana, ale okazało się, że to dopiero początek afery.

Znikające miliony

Według dziennikarzy „Gazety Wyborczej” pieniądze z kasy funduszu operacyjnego służby, przeznaczone na potrzeby tajnych operacji, czyli w przypadku CBA na akcje kontrolowanego wręczania łapówek, znikały od wielu miesięcy i chodzić może o kwoty od 6,5 mln do nawet 15 mln złotych. Według informacji „GW” jeszcze w maju 2019 r. milion złotych przepadł z funduszu podczas operacji wymierzonej w Michała Królikowskiego, doradcę prezydenta Andrzeja Dudy, a wcześniej wiceministra sprawiedliwości w rządzie PO-PSL. Gotówkę, przygotowaną na potrzeby akcji specjalnej, miał przejąć „pośrednik współpracujący z Biurem”, który następnie po prostu zniknął. Po tej właśnie cokolwiek kompromitującej sytuacji do „GW” zgłosił się informator, alarmując, że nie był to wcale wyjątkowy przypadek. Poniekąd potwierdził to wiceszef CBA Bogdan Sakowicz miesiąc po zdarzeniu. Przyznał, że w funduszu operacyjnym „doszło do nadużyć”.

CBA: nic się nie stało

Czy kasa CBA pozostawała poza wszelką kontrolą, a pieniądze wybierano z niej według własnego uznania? Biuro prasowe CBA stanowczo zaprzecza. – Nie jest prawdą, jakoby CBA utraciło jakiekolwiek środki finansowe – grzmi w komunikacie przesłanym „GW”.

Tyle, że trudno w to uwierzyć w świetle faktu, że w ostatni czwartek, 16 stycznia, na emeryturę równocześnie wysłani zostali szefowie bezpieczeństwa wewnętrznego i pionu ekonomicznego CBA.
– Obydwaj należeli do wewnętrznego kręgu zaufanych nie tylko szefa Ernesta Bejdy, ale także ministrów koordynatorów Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika – mówił o nich anonimowy informator TVN.

Niech Kamiński się wytłumaczy

Sejmowa Lewica domaga się zwołania specjalnego posiedzenia komisji służb specjalnych, a także tego, by premier lub minister koordynator służb specjalnych wytłumaczył się z całej sytuacji przed Sejmem. Na konferencji prasowej poseł Maciej Gdula sugerował, że możemy mieć do czynienia z większą aferą, niż w sprawie Mariana Banasia.

Poseł Andrzej Rozenek przypomniał natomiast, że liczne nieprawidłowości w CBA wyszły na jaw dopiero wtedy, gdy PiS stracił władzę.

– CBA od zawsze było wykorzystywane politycznie, tak jest i teraz, ale ponadto Centralne Biuro Antykorupcyjne stało się teraz źródłem finansowania dla jakichś grup osób, które wskazało PiS. Sytuacja jest niepokojąca, ponieważ nie chodzi o 5 mln złotych, jak donosiły na początku media, ale o kilkanaście milionów złotych. Każdy człowiek, który zna się na funduszu operacyjnym, zada proste pytanie: jak to było możliwe bez wiedzy przełożonych? – mówił.

Wystarczy nam policja

Rozenek przypomniał również, że stanowisko SLD jest od lat niezmienne: CBA nie jest nikomu do niczego potrzebne. Zadania, jakie przydzielono tej służbie, z powodzeniem mógłby realizować ktoś inny.

– Centralne Biuro Antykorupcyjne jest służbą od dawna skompromitowaną i powinno zniknąć. Kilkaset milionów złotych, które pozostanie w budżecie po likwidacji CBA, będzie można przeznaczyć na Policję – podsumował Rozenek.

Opodatkować milionerów!

Przeciętny obywatel Polski płaci wysokie podatki, milionerzy i korporację – bardzo niskie, albo nie płacą ich wcale. Taką rzeczywistość tworzy system fiskalny – stworzony przez liberałów, zmodyfikowany na korzyść bogatych przez Prawo i Sprawiedliwość w 2007 roku. Lewica Razem chce to zmienić.

Dlaczego w Polsce zamyka się szpitale powiatowe? Dlaczego pracownicy socjalni zarabiają tak mało, że muszą korzystać z pomocy socjalnej? Dlaczego życie opiekuna osoby niepełnosprawnej jest naznaczone wyzyskiem i niedostatkiem? Dlaczego polski rząd robi wszystko, by nie uczestniczyć w walce z kryzysem klimatycznym, podpierając się stwierdzeniem, że nie stać nas na to, na tym etapie rozwoju? Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest właśnie niesprawiedliwy system podatkowy.

Lewica Razem zaprezentowała 20 stycznia pomysł na racjonalizację podziału bogactwa społecznego, powołując się na dane Instytutu Badań Strukturalnych, które ukazują, że dochód z pracy obarczony jest o 50 proc. większym obciążeniem podatkowo-składkowym niż dochód z posiadanego kapitału. „Niesprawiedliwością jest to, że Ty podatki płacisz i one zjadają znaczną część Twojej pensji przy tym, że najbogatsze elity i międzynarodowe korporacje nie zapłaciły ani złotówki” – czytamy w stanowisku.

Razem proponuje nowy podatek majątkowy, przeznaczony wyłącznie dla największych krezusów. Osoby posiadające majątek do 10 milionów złotych nie będą nim objęte w ogóle. 75 proc. wpływów pochodziłoby od multimilionerów. „Dzięki tym dodatkowym funduszom będzie można zrealizować niezbędne inwestycje publiczne, by zadbać o lepsze jutro dla wszystkich dzieci i wnuków, a nie tylko dla dziedziców wielkich fortun” – czytamy w stanowisku.

Progi podatkowe wyglądałyby następująco:
0 proc. od majątku poniżej 10 mln zł; 1 proc. od majątku między 10 mln zł a 25 mln zł; 2 proc. od majątku między 25 mln zł a 100 mln zł; 3 proc. od majątku między 100 mln zł a 250 mln zł; 4 proc. od majątku między 250 mln zł a 500 mln zł; 5 proc. od majątku między 500 mln zł a 1 mld zł; 6 proc. od majątku między 1 mld zł a 2 mld zł; 7 proc. od majątku między 2 mld zł a 5 mld zł; 8 proc. od majątku powyżej 5 mld zł.

W celu zapewnienia odpowiedniej ściągalności podatków partia proponuje zastosowanie instrumentów zapobiegawczych takich jak: rejestr majątków milionerów, obowiązkowe coroczne audyty majątków wszystkich polskich miliarderów oraz 30 proc. losowo wybranych płatników, a także podatek na wypadek próby ucieczki kapitału. Środki pozyskane dzięki podatkowi majątkowemu byłyby przeznaczone m.in. na transformację energetyczną, ochronę zdrowia i podwyżkę emerytury minimalnej.

Porozmawiajmy o mediach

W państwach demokratycznych siła mediów jest tak wielka, że mogą one kształtować społeczeństwo i politykę. Poza tym spełniają funkcję kontrolną pozostałych trzech władz, aby nie dochodziło do nadużyć i korupcji. Tak sądzono do tej pory.

Jednak im dłużej obserwować sytuację w przestrzeni masowej komunikacji, tym bardziej rzuca się w oczy uzależnienie mediów od wielkiego kapitału, zblatowanie świata żurnalistyki i polityki, uzależnienie dziennikarstwa od interesów możnych tego świata. Powiązania polityki, biznesu i masowej komunikacji medialnej sprawiły, że zasada „otwartych drzwi” między biznesem i polityką działa dziś też w wymiarze medialnym. Media stały się nie tyle czwartą władzą w formie kontrolnej, a władzą stojącą na straży interesów właścicieli najszerzej pojętego kapitału.

Kolejnym niebezpiecznym aspektem działań dzisiejszych mediów są nachalne próby narzucania jednolitej wizji złożonej, rzeczywistości pełnej konfliktów, sprzecznych interesów, przeciwstawnych dążeń. Zgodnie z kanonami wolności, demokracji i swobody słowa ta cała złożona rzeczywistość powinna być prezentowana jak najdokładniej. Czy dziś tak jest? Naszym zdaniem nie. Zamiast tego współczesne środki przekazywania informacji, przy użyciu najnowszych technologii, pozwalają na urabiania mentalności pojedynczych ludzi i całych zbiorowości na skalę nieosiągalną dla XX-wiecznych totalitaryzmów, przy użyciu dużo subtelniejszych środków. Różni aktorzy nie ustają dziś w staraniach, by wdrukowywać w ludzkie umysły określone klisze, które decydują o ich spojrzeniu na świat, manipulują ich wyborami i przekonaniami. Na to nakłada się kult rozrywki i zabawy jako sposobu na życie. Biznes rozrywkowy to przecież bardzo ważna część przedsiębiorczości. Infantylizacja i banalizacja rzeczywistości pomagają sprawować rząd dusz.

O tych problemach chcemy dyskutować 29 stycznia w ramach comiesięcznej dyskusji. Zapraszamy na debatę we Wrocławiu (będzie również transmisja na profilu Strajk.eu na Facebooku). To jest esencja demokracji i wolności.

Biedroń na prezydenta!

Lewica wybrała kandydata na prezydenta Polski. Został nim Robert Biedroń, który oficjalnie ogłosił start w trakcie niedzielnej konwencji w Słupsku. W jej trakcie wypowiadali się też inni politycy lewicowej formacji. Publikujemy zatem to, co powiedzieli.

Polska potrzebuje prezydenta odważnego, który rozumie współczesny świat i nie boi się nowoczesności. Czas na zmianę! Czas na prezydenturę odwagi, otwartości i prawdziwej wspólnoty! Czas na Roberta Biedronia!
Kampania prezydencka rusza z ważnymi priorytetami:

  • 7,2 proc. PKB na służbę zdrowia,
  • Budowa mieszkań na wynajem,
  • Gwarantowana emerytura min. 1600 zł,
  • Przywrócenie niezależności sądów,
  • Nowoczesna gospodarka,
  • Zrównoważony rozwój całego kraju,
  • Przywrócenie znaczenia Polski za granicą.
    Kandydat na prezydenta RP Robert Biedroń
    Słupsk to miasto mojego życia. To tu dojrzewałem jako polityk, to tu odnalazłem wspólnotę. Nie ma chyba nikogo, kto by o Słupsku nie słyszał. Dziś Słupsk jest wzorem nowoczesnego miasta sukcesu. Oddłużyliśmy miasto, oddaliśmy kilkaset odnowionych mieszkań. Stworzyliśmy nowe inwestycje i miejsca pracy, miejsca w żłobkach i przedszkolach oraz udogodnienia dla seniorów. Słupsk ma dziś najczystsze powietrze w kraju!
    To będą wybory, w których zdecydujemy o tym, czy będziemy osamotnieni w Europie, rządzeni przez politycznych cyników. Czy zrobimy krok do przodu i staniemy się nowoczesnym, dumnym, europejskim państwem dobrobytu. Stoję przed Wami jako kandydat na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. To była najważniejsza decyzja, jaką podjąłem w życiu. Wierzę, że nasze marzenia są silniejsze niż lęk! Nie pochodzę z politycznej albo profesorskiej rodziny “z tradycjami”. Ale wierzę, że nie to jest warunkiem. Wierzę, że prezydentura może być dostępna dla ludzi takich jak my. Bo w końcu większość z nas nie ma rodziców profesorów, ani polityków. Czy prezydent wszystkich Polaków nie powinien mieć czegoś wspólnego z większością z nas? Znać problemów, z którymi się borykacie? Rozumieć, co to znaczy musieć ciężko pracować? Czekać miesiącami w kolejce do lekarza? Dziś każe nam się wybierać między różnymi rodzajami konserwatyzmu. A Polsce potrzeba innej ścieżki. Ścieżki, która biegnie przed siebie. Stoimy przed wyborem. Albo cywilizacja pogardy albo cywilizacja troski.
    Prezydent wszystkich Polek i Polaków powinien też wiedzieć, co nas łączy. To, co nas łączy to chęć życia we wspólnocie. Chęć wzajemnej pomocy, wsparcia i współpracy. Miejsce prezydenta jest wszędzie tam, gdzie trzeba bronić praw i interesów społeczeństwa, gdzie konieczne jest powstrzymywanie złych zapędów rządu. Prezydent musi mieć swój rozum i swój kręgosłup. Kiedy zostanę prezydentem, to premier i ministrowie, bez względu na opcję polityczną, będą moimi partnerami w pracy na rzecz Polski. Od tego zależy sukces polskiej dyplomacji, sprawność państwa, a przede wszystkim nasze bezpieczeństwo.
    Za chwilę do pałacu prezydenckiego trafi ustawa podporządkowująca sędziów jednej partii. Która pozwoli tej partii na ręczne sterowanie sędziami. Prezydent takiej ustawy nie może podpisać! Polska zasługuje na prezydenta niezależnego. Jako prezydent będę walczył o naprawę systemu opieki zdrowotnej. O dofinansowanie jej na europejskim poziomie – do 7,2 proc. PKB. Skrócimy kolejki, zapewnimy więcej lekarzy, pielęgniarek i ratowników medycznych. Zacznijmy wreszcie ambitnie projektować nowy system ochrony zdrowia. Takim krokiem będzie moja reforma polityki lekowej. Będę walczył o ustawową gwarancję, że żaden lek na receptę, nie będzie kosztował więcej niż 5 zł.
    Chciałbym, żeby już za parę lat młodzi ludzie, którzy chcą się usamodzielnić lub założyć rodzinę mogli pójść do urzędu gminy, złożyć wniosek i po kilku miesiącach odebrać klucze do własnego mieszkania. Zrobię to z Wami.
    Razem będziemy bronić Konstytucji RP. Razem będziemy pilnować tego, by była ona przestrzegana od początku do końca. Obecny prezydent chwali się relacjami ze Stanami Zjednoczonymi, ale wszyscy widzieliśmy, jak było ostatnio. Polska dyplomacja o działaniach militarnych USA dowiaduje się z mediów.
    Dziś Polska stoi węglem, który się kończy – wbrew marzeniom obecnego prezydenta. Palimy więc węglem z Rosji. Te rekordowe pieniądze, które za niego płacimy idą min. na kłamliwą propagandę Putina przeciwko Polsce. Jako prezydent Polski w 2021 roku zorganizuję duży, europejski szczyt klimatyczny. Ale nie taki, jaki organizował obecny prezydent, na którym pokazuje się dekoracje z węgla.
    Czas na zmianę! Czas na prezydenturę odwagi, odpowiedzialności i rozsądku. Na prezydenturę otwartości i prawdziwej wspólnoty. Czas na dumę z naszego kraju! Czas na dumną Polskę!
    Wicemarszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty
    Prezydent Andrzej Duda zwrócił się do górników z apelem o oczyszczenie wymiaru sprawiedliwości. Jutro powie pan z historii takie zdanie: „ręka podniesiona na władzę, zostanie odrąbana”. Wie pan, dlaczego to mówię, panie prezydencie? Bo wiem, że Robert Biedroń dzisiaj wybrany jednomyślnie przez konwencję SLD na prezydenta, będzie gwarantował nam oraz elektoratowi Sojuszu Lewicy Demokratycznej prawdę o historii, z którą w tej chwili robią, co chcą. Na ziemiach odzyskanych walczyło 300 tys. żołnierzy polskich oraz zginęło 200 tys. żołnierzy radzieckich. Na ziemiach odzyskanych 754 saperów oczyściło z min 100 tys. kilometrów kwadratowych terenu, 100 tys. km dróg, 2439 mostów, 15 tys. miejscowości. Wiecie, dlaczego to mówię? Dlatego, że nie dam tych ludzi ośmieszać. Dlatego, że to nasza historia, dlatego, że zamiast śmiać się z tego czasu powinniśmy ludziom dziękować. Powinniśmy na tych terenach wybudować obiektywne Muzeum Ziemi Odzyskanych.
    PRL miał wiele błędów, ale też miał wiele plusów. To nie było państwo niezależne tak, jakby sobie wszyscy tego życzyli, ale to był członek ONZ, to było państwo, w którym nasi rodzice, nasi dziadkowie tworzyli naszą przyszłość, i nikt tego nie wygumkuje, nikt nie będzie Lewicy zarzucał, że mówimy o polityce i o historii w sposób nieobiektywny.
    Do roku 1956 było masę niepotrzebnych morderstw, masę niepotrzebnych świństw, masę niepotrzebnych gwałtów i różnych rzeczy, za które ludzie powinni się wstydzić. Ale to były tereny naszego kraju i to nasz kraj żył i przetrwał do tych czasów. Dlatego uważam, że szacunek dla naszych rodziców, szacunek dla naszych dziadków każe mówić Lewicy, że 1600 zł najniższej emerytury to jest to, co powinno być na pewno. Jeżeli PiS uważa, że chce tym ludziom pomóc, to powinien popierać nasze postulaty.
    Obiecałem 4 lata temu, że wprowadzę lewice do sejmu, zaprosiłem Adriana Zandberga i Roberta Biedronia i jesteśmy w Sejmie oraz Senacie, skonsolidowaliśmy lewicę. Robert podczas kampanii odpowiesz na każde pytanie, nie będziesz motał, jak zapytają czy jesteś za państwem świeckim powiesz, że jesteś za świeckim! Ludzie mają prawo do wiary, ale kler musi być traktowany jak każdy inny, nikt inny tego nie powie! Nie będziesz zmieniał zdania o 500+, nie jak Platforma, która zmienia zdanie, czy ważne czy nieważne w zależności od notowań. Robert nie będzie zmieniał zdania! Wejdziemy do 2 tury i pokonamy Andrzeja Dudę, a za 3,5 roku będziemy mieli lewicowy rząd!
    Poseł Adrian Zandberg
    Usłyszałem ostatnio w Sejmie: wy, lewica, jesteście jak z Żeromskiego – znowu chcecie budować szklane domy. To, zdaje się, miała być złośliwość. Ale to prawda! Lewica mówi otwarcie: chcemy lepszej Polski – nowoczesnej i przyjaznej dla zwykłych ludzi. Polski bez nienawiści. Polski, w której jest miejsce dla wszystkich. I mamy odwagę, żeby ruszyć do przodu. Żeby Polki i Polacy mogli żyć i pracować jak Europejczycy.
    Kiedy słucham pokrzykiwań pana prezydenta Andrzeja Dudę, to myślę, że on najchętniej budowałby więzienia. Przed nami wybory prezydenckie. Czego chcą nasi konkurenci? Trzeba powiedzieć to otwarcie – oni szklanych domów nie zbudują. Ani szklanych, ani żadnych innych! Młodzi ludzie martwią się o swoją przyszłość, ale martwią się też o swoich dziadków. Milion seniorów dostaje głodowe świadczenia. Z trudem wiążą koniec z końcem. A w Sejmie? PiS i PO głosują ręka w rękę przeciwko podniesieniu emerytur W 2020 roku do wielu polskich miast – Jastrzębia Zdroju, do Łomży, do Mielca – nie dojeżdża nawet jeden pociąg. Żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku, a w niejednej sprawie ciągle trwa u nas wiek dziewiętnasty! Rządzący traktuje zwykłe, ludzkie potrzeby jakby to był jakiś luksus, na który Polki i Polacy nie zasługują. Jest styczeń. W tym roku nie spadł jeszcze śnieg, ani tu w Słupsku, ani w większości polskich miast i miasteczek. Kryzys klimatyczny idzie wielkimi krokami. Musimy przebudować gospodarkę, zanim będzie za późno. Inaczej czekają nas susze, wyłączenia prądu, brak wody w kranach. Tu nie ma co czekać, Polska potrzebuje ekologicznego przełomu.
    Pani Małgorzata Kidawa-Błońska jest sympatyczna, ale najlepiej czuje się w swoim dworku. I chyba w ogóle nie ma ochoty się stamtąd ruszać, nie mówiąc o budowaniu czegokolwiek. A Polska potrzebuje zmiany. Prawdziwej zmiany. Dziś młodzi ludzie gnieżdżą się w przepełnionych mieszkaniach. Dzielą je na pokoje, bo nie stać ich na normalne, dorosłe życie. Połowa młodego pokolenia mieszka z musu z rodzicami Co robi rząd? W całej Polsce zbudowali kilkaset mieszkań, Robert Biedroń oddawał tyle do użytku w samym Słupsku To są prawdziwe wyzwania. To są problemy, które trzeba w końcu rozwiązać. Jesienią lewica weszła do parlamentu. Pokazaliśmy, że opozycja może mieć program i wizję. Teraz czas na następny krok! Wybory prezydenckie to jest następny krok. W maju tego roku możemy wybrać prezydenta, który pchnie Polskę do przodu. Polaków stać na wiele. Nie jesteśmy gorsi od Austriaków, od Holendrów czy od Duńczyków. Możemy rozwiązać problem drogich mieszkań!
    Polska potrzebuje prezydenta odważnego. Takie, który ma swoje zdanie i jasno o nim mówi. Prezydenta, który rozumie współczesny świat. Prezydenta, który nie boi się nowoczesności. Ale też prezydenta, który chce budować wspólnotę. Prezydenta, który skończy z jadem nienawiści. Prezydenta, który rozumie, co to jest współpraca i wrażliwość na drugiego człowieka W tym roku możemy wybrać takiego prezydenta. Bo takim prezydentem może być Robert Biedroń! W tej kampanii będzie się liczyć każda para rąk. Więc jeśli myślicie podobnie, dołączcie do nas. Dołóżcie swoją cegiełkę. Zmiana jest możliwa!
    Wicemarszałkini Senatu Gabriela Morawska-Stanecka
    Mamy się z czego cieszyć. Marzyliśmy o tym dniu. Na ten dzień czekaliśmy! Wreszcie, po latach, mamy naszego kandydata na prezydenta – Roberta Biedronia! Słupsk to miasto, o którym słyszała cała Polska. Miasto, które stało się symbolem, symbolem tego, że inna polityka jest możliwa. Że politycy mogą być z ludźmi. Że zamiast odgradzać się od ludzi barierkami, politycy mogą z nimi rozmawiać.
    Spotykamy się w wyjątkowym czasie, w czasie nadziei na lepsze jutro. Nadziei na Polskę, o której zawsze marzyliśmy. Polskę, w której wszyscy mogą czuć się u siebie. Bezpiecznie. Jak w domu! Ostatni rok dał nam nadzieję. Nadzieję na to, że da się zatrzymać wszystkie złe zmiany, które wprowadza PiS – zawłaszczanie państwa, łamanie Konstytucji, naruszanie wszelkich demokratycznych reguł. Odzyskanie Senatu to początek końca rządów PiS! Początek przywracania w Polsce praworządności. Bo to praworządność jest fundamentem, na którym oprzemy pozostałe, zapisane w Konstytucji prawa i wolności. Czas na prezydenta, który sprawi, że Polska stanie się nowoczesnym państwem dobrobytu – dla wszystkich, a nie tylko dla wybranych! Mam nadzieję, że za 5 miesięcy będziemy mogli powiedzieć: Robert Biedroń jest naszym prezydentem! I tego będzie zazdrościła nam cała Europa!
    Prezydentka Świdnicy Beata Moskal-Słaniewska
    Przyjechałam do Słupska z dalekiej i ukochanej Świdnicy. Robert Biedroń jest moim przyjacielem, ponieważ mamy podobne spojrzenie na świat – jest otwarty, ma wielkie serce, jest mądry i patrzy ponad horyzont. Takiego prezydenta chcę mieć w Polsce. Jako włodarz Słupska zaprosił progresywnych prezydentów miast z całej polski, żebyśmy pokazali inny samorząd, który nie otacza się barierami, a wychodzi na ulice rozmawiać z ludźmi. Wierze, że Robert będzie takim prezydentem Polski, jakim był prezydentem Słupska. Łączą nas wspólne marzenia o Polsce. Marzę o Polsce, z której będę dumna nie tylko w Świdnicy, Słupsku i Warszawie, ale też w Brukseli i Waszyngtonie. Marzy mi się Polska, w której sprawiedliwość społeczna polega na tym, żeby pomagać słabszym i wiem ze Robert Biedroń będzie to robił! Dziś, życzę Ci jak przyjaciółka przyjacielowi – niech moc będzie z Tobą, niech nie opuści Cię entuzjazm! Wierzę w Ciebie, my wierzymy w Ciebie, niech ta wiara pozwoli Ci dojść tam, gdzie zamierzałeś. Jesteśmy z Tobą!
    Prezydentka Słupska Krystyna Danilecka-Wojewódzka
    Słupsk wita bardzo serdecznie, a ja z dumą witam w mieście moim i Roberta Biedronia. W 2014 r. mieszkańcy powierzyli nasze miasto właśnie Robertowi. Był on szefem, który mnie inspirował, dlatego chciałam z nim współpracować – dlatego przyjęłam stanowisko wiceprezydentki. Robert zawsze chciał działać w drużynie i taką stworzył i tworzy dziś z Wami. Słupsk jest średnim miastem, ale Robert Biedroń zawsze mi powtarzał: „należy myśleć perspektywami sukcesu i rozwoju, a nie ograniczeniami”. Nad tym Robert pracował przez całą kadencję jako prezydent miasta. Słupsk znajdował się w stanie zapaści, z nieudanymi inwestycjami, ale zaczęliśmy szukać innych sposobów rozwoju miasta, wraz z ówczesnym prezydentem pozyskaliśmy 400 mln złotych. W miastach powojewódzkich jak nasze problemem jest zawsze mieszkaniówka – przywróciliśmy 500 mieszkań komunalnych i socjalnych, tyle rodzin odzyskało poczucie godności. Robert Biedroń sprawił, że Słupsk jest rozpoznawalny w Polsce i Europie. Po raz pierwszy w historii wszystkie licea z naszego miasta są w rankingu Perspektyw. Wyposażamy młodych ludzi w umiejętności przyszłości robisz kolejny krok po tej ważnej dla nas w Słupsku zmiany. Robert – byłeś w Słupsku w nieustannym dialogu – a tylko z tego możemy mieć mądre i odważne społeczeństwo. Powodzenia!
    Regionalna koordynatorka Przedwiośnia Monika Figuajska
    Ja jak wiele i wielu z Was, mam marzenia. Odebrać edukację, która przygotuje mnie do życia. Znaleźć pracę, w której nie będę zarabiać mniej tylko dlatego, że jestem kobietą, a jedyną formą zatrudnienia będzie śmieciówka. ki świat mamy budować i co pozostawimy w spadku przyszłym pokoleniom. Czy w ogóle będzie co zostawiać? Ziemia jest naszym wspólnym dobrem i wspólną odpowiedzialnością. Dobrem wspólnym wszystkich żywych istot, wzajemnie od siebie zależnych. Niestety, nie zważając na skutki, eksploatujemy zasoby i nie troszczymy się o całą – znacznie liczniejszą – resztę tych bytów, które żyją, czują, odchodzą, tak samo, jak my. Od ponad 10 lat mam stwierdzoną astmę oskrzelową. Już wtedy mówiono, że jedną z przyczyn jest smog. Mamy rok 2020. I wiecie co? Nic się przez 10 lat nie zmieniło, tzn. nie zmieniło się na lepsze, bo oddychamy coraz gorszym powietrzem. Rządzący przez ten cały czas chowali głowy w piasek, udawali, pomimo jednoznacznych danych i apeli naukowców i ekologów, że problemu nie ma.
    Uwierzyłam, że się da. Znalazł się polityk, który chciał mnie wysłuchać. Spełnić moje marzenia. Szansę na lepszą Polskę wskazał Robert Biedroń. Polityka dla młodych ludzi musi być bardziej otwarta. Bliska i łatwa w zrozumieniu. Polska edukacja musi zostać zmieniona. Nie chcemy lekcji religii w szkołach. Potrzebujemy rzetelnej edukacji ekologicznej i seksualnej. Ze specjalistami, nie księżmi. Chcemy dokładnie zaplanowanej przyszłości. Kiedy powstało Przedwiośnie, stworzono miejsce dla osób z chęcią zmieniania rzeczywistości. Spójrzcie jak dużo nas tu dzisiaj jest. W niespełna rok staliśmy się największą młodzieżówką w Polsce. Młodzi w końcu znaleźli swoje miejsce.

Bigos tygodniowy

„Panie Duda (…) jest pan złym człowiekiem, marnym prezydentem, ziejącym nienawiścią w imię swoich politycznych i partyjnych, doraźnych i partyjnych celów. Szkodzi Pan Polsce” – napisał sędzia Jarosław Ochocki z Poznania. Nic dodać nic ująć. Chociaż do dodania byłoby sporo o tej żałosnej figurze, jaką jest adresat twettu.

Reakcje polskich polityków i mediów na „rewelacje historyczne” ogłaszane przez Kreml przypominają OBŁĘD i jedną z jego cech, tzw. fiksację, polegającą na obsesyjnej koncentracji na jednym motywie, wątku, oraz na perseweracji, czyli na obsesyjnym jego powtarzaniu. Wiem co mówię, jako psycholog kliniczny z pierwszego, przedpotopowego co prawda wykształcenia, ale to i owo z zamierzchłych czasów zapamiętałem. Żeby jednak nie zadrażniać, nazwę to łagodnie grą w „pomidor”. Znacie? Znacie. Kreml o polskim antysemityzmie i współpracy obozu sanacyjnego z III Rzeszą, a oni (polscy politycy i media), że Polska była ofiarą II wojny światowej. Ano, była, była ofiarą, ale i współpraca była i antysemityzm był. Kreml przypomniał o – nieoficjalnym – udziale Polski w monachijskim podziale Hitler-Mussolini-Chamberlain-Daladier, a oni (polscy politycy i media) na to: „Polska była ofiarą II wojny światowej”. Ano była, była, ale Zaolzie od Hitlera wzięła, acz do wybuchu wojny się nie przyczyniła. Teraz znów Kreml przypomniał, że niektóre oddziały Armii Krajowej mordowały Żydów i Ukraińców. Polska na to: „Byliśmy ofiarą II wojny światowej, napadli na nas Hitler i Stalin”. Ano napadli, napadli, ale że są dokumenty świadczące o zbrodniach niektórych oddziałów AK, to też prawda. A gdzie są te dokumenty? W tym także osławiona wypowiedź z raportu Lipskiego, której wszystko się zaczęło? Otóż ów raport Lipskiego z 20 września 1938 roku, w którym relacjonował rozmowę z Hitlerem, znajduje się jako jak najbardziej oficjalny dokument w jak najbardziej oficjalnym zbiorze o nazwie „Polskie Dokumenty Dyplomatyczne”. Zatkało, kakało? – jak mawia pewien przebrzydły pisior. No nie, oni (politycy i media) dalej z uporem: „Polska była…” i tak dalej. Pomidor.

Senat odrzucił ustawę kagańcową o sędziach. Radość nie będzie długa, bo PiS to odkręci w Sejmie, a Adrian Dewot Ministrant (ADM) to klepnie. Nie jest to jednak bez znaczenia, bo daje efekt demonstracji: sygnał dla Unii Europejskiej, żeby nas nie odpuszczała, żeby się nie zniechęcała, bo w Polsce obóz opozycji demokratycznej jest – mimo wszystko – skoro odwojował z rąk PiS Senat. Marszałek Tomasz Grodzki, przeciw któremu PiS skoncentrował wszystkie siły propagandowe powiedział, że ta walka ma charakter cywilizacyjny.

A propos Adriana: spocony, z wytrzeszczonymi oczami i tzw. groźną miną (przypomina to jednego z sygnatariuszy paktu monachijskiego, lokatora Palazzo Venezia) nadymał się jak balon, warczał, wydzierał się w Zwoleniu, że nie będą nam czegoś tam dyktowali w obcych językach. Gdy obce języki zaczynają być traktowane w retoryce jako coś złego czy podejrzanego, to znaczy, że zaczyna ona – retoryka – przyjmować cechy, powiedzmy delikatnie, nazizujące. Nie żartuję ani trochę. Poza tym jak zwykle onanizował się swoim urzędem („ja jako prezydent Rzeczypospolitej”, „jestem prezydentem Rzeczypospolitej” itp.). Mam nadzieję, że już za pół roku będę mógł go słuchać w trybie „jaja kobyły” czyli „Ja jako były prezydent Rzeczypospolitej”
Wydzieranie się, podniesiony, drżący z wściekłości głos w ogóle charakteryzował ekspresję pisiorskich deputowanych podczas zeszłotygodniowej debaty w Brukseli. Drżącym, podniesionym od furii głosem darła się Szydło, darła się Kempa, wydzierał się Jaki, wydzierał się Brudziński. Nawet Zalewska próbowała się wydrzeć, ale warunki wokalne jej to uniemożliwiły.

Ziobro, jak wiadomo, za mądry nie jest, a tylko ma w głowie parę wodną pod silnym ciśnieniem. I jako taki dokonał, pewnie mimowolnie, autodemaskacji intencji swoich i swojej kamaryli. Stwierdził oto w Senacie, że jak opozycja wygra wybory, to se będzie mogła wybrać „swoich sędziów, Tuleyę, Żurka, Łączewskiego i tym podobnych”. To jest właśnie to, co potocznie, czyli upraszczająco zwykło się określać, jako freudystyczne, mimowolne ujawnienie skrytych instynktów i impulsów. Oni naprawdę nie chcą niezależnych sądów i niezawisłych sędziów, tylko zbudować korpus sędziów „swoich”, politycznych.

Jakoś ucichło wokół kościelnej pedofilii. A tymczasem kościelna walką z nią, to jawna ściema. Właśnie abepe Gądecki zatrudnił w kurii w Poznaniu księdza pedofila. A propos kościoła kat., na antenie TVPiS, w „Salonie” Karnowskich redaktor naczelny „idziemy” ksiądz Zieliński powiedział o zmarłym biskupie Stefanku, że „to był naprawdę wierzący biskup” i dobitnie to po chwili powtórzył. Aluzju poniali?

Wiotkie, androgyniczne, acz niegłupie „orlęcie-chłopięcie” („Ferdydurke” Witolda Gombrowicza), Krzyś Bosak został kandydatem Konfederacji w wyborach prezydenckich. Wygrał rywalizację z bardziej męskimi rywalami, nawet z męskim jak cholera, brodatym, testoteronowym, basowym Grzegorzem Braunem, tym co grozi „batożeniem sodomitów”. Z hipermęskim gronem, przypominającym reklamę „Mensilu”. Ostentacyjna męskość poległa. Dziwne dlaczego taki kandydat będzie reprezentował tak męską Konfederację. Czyżby Konfederacja była kobietą?

Na prezydenta ma też kandydować Jan hrabia Potocki. Uważa, że nadal jesteśmy w stanie wojny z III Rzeszą i obiecuje każdemu po 5 tysięcy złotych. Nie wyjaśnił jednak czy raz na miesiąc, rocznie, czy tylko jednorazowo.

Pamiętali o wyzwoleniu

W Warszawie, Kielcach i Krakowie odbyły się uroczystości z okazji 75. rocznicy wyzwolenia tych miast spod okupacji hitlerowskiej. Jednak tylko w stolicy Małopolski współorganizowały je lokalne władze. Gdzie indziej obchody były w całości inicjatywą kombatantów, antyfaszystów i mieszkańców, którzy potrafią oprzeć się narzucaniu „jedynej słusznej” wizji historii.

Żadnych oficjalnych obchodów nie urządziło miasto Warszawa. O obecności władz państwowych choćby pod Grobem Nieznanego Żołnierza, gdzie ciągle wisi tablica ku czci walczących o Warszawę w 1945 r., w ogóle nie było co marzyć. W zasadzie można się nawet cieszyć, że polski MSZ opublikował na Twitterze mem z hasem „Wyzwolenie bez wolności” zamiast czegoś o „początku drugiej, jeszcze gorszej okupacji”. Ministerstwo w tej publikacji zdobyło się nawet na wyrażenie szacunku dla Armii Czerwonej za krew przelaną w walce z nazizmem. O tłumaczenie opinii publicznej, że żadnego wyzwolenia stolicy w styczniu 1945 r. nie było, zadbali jednak w mediach usłużni historycy, ignorując wspomnienia Polaków, którzy pamiętali tamten rok. Dla nich było to bez wątpienia wyzwolenie.

Warszawiacy pamiętali

Dwie skromne uroczystości składania kwiatów organizowało Stowarzyszenie Spadkobierców Kombatantów II Wojny Światowej oraz koło nr 6 Związku Żołnierzy Wojska Polskiego. Na tej drugiej pojawił się – bez zbędnego rozgłosu – jeden wieniec z warszawskiego ratusza. Tuż obok kwiatów od ambasadorów Rosji, Białorusi, Azerbejdżanu, Armenii.
17 stycznia kombatanci i warszawiacy nie zapomnieli również o pomniku I Armii Wojska Polskiego, o bezprawnie zburzonym pomniku gen. Zygmunta Berlinga na warszawskiej Pradze i oczywiście o Cmentarzu Mauzoleum Żołnierzy Armii Czerwonej na Ochocie. Wszędzie tam zapłonęły świecie i złożono kwiaty.

Kielce przeciwko historycznym wandalom

Dzień później obchody 75. rocznicy wyzwolenia miasta przez Armię Czerwoną odbyły się również w Kielcach. I tam nie były w żadnym stopniu zorganizowane przez władze miasta, które z ich przeprowadzania wycofały się już kilka lat temu. Z inicjatywą w tym zakresie wystąpiła grupa mieszkańców Kielc i okolic, m.in. działacz Stowarzyszenia KURSK i lokalny antyfaszysta – Filip Bojović.

Podczas wspólnego świętowania złożono kwiaty pod pomnikiem poległych żołnierzy radzieckich znajdującym się na terenie cmentarza oraz wysłuchano kilku przemówień. Jako pierwszy przemawiał Filip Bojović, który przypomniał uczestnikom wydarzenia przebieg bitwy o Kielce, a także poruszył temat odebrania 29 żołnierzom Armii Czerwonej honorowego obywatelstwa miasta Kielce. Przypomnijmy, że inicjatywę lokalnego prawicowego stowarzyszenia w tym zakresie poparli zarówno radni PiS, jak i Koalicji Obywatelskiej. Jednym głosem twierdzili, że żołnierze-wyzwoliciele „nie są wzorami do naśladowania”, a ich obecność na liście honorowych obywateli to wręcz obraza dla innych osób, które otrzymały ten tytuł.

Prawicy przeszkadzało nawet „życie w pokoju”

Bojović nie bez goryczy mówił również o postępującej dewastacji nekropolii radzieckiej w Kielcach, a także o agresywnej dekomunizacji na terenie miasta. Kielczanin przypomniał również sukcesy Stowarzyszenia KURSK w zakresie odrestaurowywania radzieckich i polskich miejsc pamięci z okresu II wojny światowej, podkreślając, że wiele z wyremontowanych pomników zostało barbarzyńsko zburzonych bądź zasypanych ziemią na polecenie wojewody świętokrzyskiego Agaty Wojtyszek (obecnie posłanka PiS).
Warto pamiętać, że z poleceń IPN i wojewody Wojtyszek okaleczono m.in. pomnik bojowników o wyzwolenie narodowe i społeczne na kieleckiej Kadzielni. Usunięto z niego nie tylko symbole polsko-radzieckiego braterstwa broni, ale też napis „Obowiązkiem było walczyć, prawem jest żyć w pokoju”.

Inny przykład podeptania pamięci o martyrologii samych Polaków, dokonanego przez oszalałych dekomunizatorów, podała na uroczystości w Kielcach mieszkająca w Polsce Rosjanka Jewgienija Kulczycka. Wspomniała ona ona o 336 osobach narodowości polskiej, pochowanych na kieleckiej nekropolii, w tym o dwóch bohaterach rozstrzelanych jeszcze na początku wojny przez okupantów hitlerowskich. Osoby te nie mają absolutnie żadnego upamiętnienia. To właśnie mogiła, w której pochowani są Polacy została zdewastowana przez tzw. polskich patriotów w 2016 r., co jest paradoksem i świadczy o przerażającej płytkości intelektualnej samych wandali.

Mocno wybrzmiał również głos Barbary Olszowy ze Stowarzyszenia KURSK, która przypomniała słuchaczom wiersz o wyzwoleniu Kielc autorstwa Zdzisława Brzezińskiego – 93-letniego, nadal żyjącego, przewodniczącego kieleckiego koła Stowarzyszenia Tradycji LWP. Przemawiająca na zakończenie uroczystości przedstawicielka Komunistycznej Partii Polski zwróciła uwagę na potrzebę pamięci o setkach tysięcy żołnierzy Armii Czerwonej, którzy polegli podczas wyzwalania Polski oraz sprzeciwu wobec fałszowania historii i polityki historycznej rehabilitującej faszyzm. Podkreśliła także konieczność sprzeciwu wobec niszczenia pomników upamiętniających zwycięstwo nad faszyzmem.

Kraków miał odwagę

Na tle władz Warszawy wyjątkową odwagą wykazali się włodarze Krakowa. Obchody 75. rocznicy wyzwolenia miasta, która w stolicy Małopolski przypada 18 stycznia, miały rangę oficjalną, z otwierającym przemówieniem włodarza miasta i odegraniem hejnału krakowskiego. Jacek Majchrowski jako jeden z nielicznych prezydentów miast w Polsce odważył się zorganizować uroczystość wbrew nagonce i woli władz PiS. Po nim pod pomnikiem na Cmentarzu Rakowickim przemówił konsul generalny Federacji Rosyjskiej w Krakowie Siergiej Liniewicz oraz prezes zarządu małopolskiego oddziału Związku Weteranów i Rezerwistów Wojska Polskiego Michał Płatosz. Na zakończenie odegrano sygnał „Cisza”. W uroczystościach udział wzięli także m.in. przewodniczący Komunistycznej Partii Polski Krzysztof Szwej wraz z krakowskim kołem KPP i innymi działaczami partii.

Wieńce i kwiaty pod pomnikiem składały delegacje miasta (wraz z prezydentem), konsul, weterani, Stowarzyszenie Tradycji Ludowego Wojska Polskiego im gen. Berlinga, nie zabrakło też działaczy KPP. Następnie uczestnicy przenieśli się na część cywilną cmentarza Rakowickiego, gdzie miało miejsce złożenie kwiatów u stóp pomnika ku czci polskiej partyzantki antyhitlerowskiej. Jej bojowników uczcili i weterani, i współcześni polscy komuniści, i rosyjski dyplomata.

Ocalone miasto

Wolność mieszkańcom Krakowa przynieśli żołnierze 135 Dywizji Strzeleckiej 59 Armii dowodzonej przez gen. Iwana Koniewa. Wojska radzieckie nie użyły bombowców ani ciężkiej artylerii, co ograniczyło zniszczenia w mieście do minimum. Kraków nie podzielił losu Warszawy, bezcenne zabytki przetrwały. Tę historię pokazano w polskim filmie „Ocalić miasto”.