Gospodarka 48 godzin

PiS rządzi, Polska wymiera
Obserwacja obrad sejmowej komisji zdrowia, transmitowanych 5 stycznia w telewizji była raczej smutnym widowiskiem. Ze strony posłów był to w większości pokaz pustosłowia, banałów i ględzenia bez sensu, który nawet o krok nie mógł pomóc w skuteczniejszym zwalczaniu pandemii. Słuszny jest, zgłaszany niekiedy postulat, by obrad komisji sejmowych nie pokazywać w telewizji. Posłowie pragną wtedy bowiem zaistnieć za wszelką cenę i wypowiadają się znacznie szerzej oraz jeszcze mniej sensownie niż zwykle. Tym razem niechlubnym liderem okazał się poseł Hoc z PiS, który snuł teorie na temat wymarcia Inków bez słowa sprzeciwu ze strony PiS-owskiego szefa komisji zdrowia, nader chętnie ucinającego wypowiedzi posłów opozycji. Mimo to, nie udało się ukryć faktu, że Polska wymiera pod panowaniem Prawa i Sprawiedliwości – ubiegłoroczna liczba zgonów była najwyższa od zakończenia II wojny światowej. To efekt braku skuteczności w zwalczaniu pandemii oraz załamania systemu ochrony zdrowia, spowodowanego przez rządy PiS. Janusz Korwin Mikke powiedział: „W wyniku tego, co żeście zrobili, umarło na koronawirusa mniej więcej tyle samo ludzi, a może nawet więcej, niż jak byście nic nie robili. Za to umiera o 16 tys. miesięcznie ludzi więcej nie chorych na koronawirusa, bo jak stoi 100 tys. pustych łóżek, to 100 tys. ludzi nie może się leczyć na inne choroby. Jesteście mordercami, wy zabijacie! 16 tys. ludzi miesięcznie umiera w wyniku działań rządu polskiego”. JKM nierzadko mówi głupstwa, ale niekiedy w jego wypowiedziach jest racjonalna myśl.

Nowe obciążenia
Z początkiem 2021 r. pojawiło się kilka nowych podatków, a stawki innych poszły w górę. Premier Mateusz Morawiecki tłumaczy to tym, że dzięki pieniądzom z podatków państwo może wspierać przedsiębiorców dotkniętych skutkami kryzysu. Z tym stanowiskiem nie zgadzają się jednak sami przedsiębiorcy. Business Centre Club podkreśla, że taka teza jest z gruntu fałszywa bo dodatkowe obciążenia potęgują i tak dotkliwe skutki pandemii, dotykające przedsiębiorstw – więc to nie czas na takie kroki. Ogromny spadek obrotów notują nie tylko firmy z branż, które zostały bezpośrednio zamrożone, ale również cała masa ich kooperantów i dostawców. Co prawda rząd nie zakazał im wprost działać, ale w praktyce nie mają komu sprzedawać swoich produktów i usług. Problemy, które przedsiębiorcy identyfikują jako najtrudniejsze w prowadzeniu biznesu to zbyt częste zmiany przepisów oraz wysokie obciążenia podatkowe i parapodatkowe. Zdaniem BCC, konieczne jest uporządkowanie systemu podatkowego oraz wprowadzenie przejrzystych przepisów, które będą zachęcały do inwestowania. Ponadto, zmiany prawne wprowadzane są ze zbyt krótkim vacatio legis. To zabójcze dla firm, które w większości mają długie cykle inwestycyjne. Dlatego przedsiębiorcy proponują, by wstrzymać wszelkie prace nad przepisami, które obciążają firmy nowymi obowiązkami – ale wiadomo, że PiS z tego nie zrezygnuje.

Niezgoda na radio
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zakazał przejęcia Radia ZET przez koncern medialny Agora. Urząd uznał, że w w wyniku koncentracji powstałaby grupa mogąca ograniczać konkurencję na rynku reklamy radiowej i rozpowszechniania programów radiowych. Agora w lutym 2019 r. kupiła 40 proc. udziałów w Eurozecie (właściciel Radia ZET), a potem złożyła wniosek do UOKiK o przejęcie pozostałych 60 proc.

Narodowe, cwaniackie wyścigi po szczepienie

Prominenci Prawa i Sprawiedliwości sprytnie wykorzystali polską skłonność do egoistycznego naruszania norm społecznych aby skompromitować środowiska opozycyjne.
Jakaś zbiorowa głupota ogarnęła polskie media. Zarówno te w miarę normalne, jak i tzw. publiczne, czyli PiS-owskie. Otóż przedstawiciele tych mediów od wielu dni zamartwiają się, jak u Boga ojca skłonić Polaków, by zechcieli się szczepić na Covid- 19.
Z niezrozumiałych powodów ci przedstawiciele mediów nie zauważają tego, co widzą wszycy inni – ze Polacy bardzo chcą się zaszczepić. I że problemem nie jest rzekoma polska niechęć do szczepienia się, lecz nieudolność ekipy z Prawa i Sprawiedliwości, która, tak jak schrzaniła przygotowanie kraju do walki z koronawirusem, choć miała na te przygotowania czas, pieniądze i wszelkie możliwości, tak samo może i schrzanić proces szczepienia Polaków na koronawirusa – bo znowu czegoś nie przewidzi, nie dopatrzy, nie pojmie, lub normalnie po polsku, nie będzie jej się chciało czegoś zrobić tak jak należy. Tego boją się mieszkańcy naszego kraju, więc pragną zdążyć zanim zawali się program szczepień. I nikt nie musi ich zachęcać.
O tym, jak bardzo Polacy chcą się szczepić na koronawirusa, najlepiej świadczy afera z rozmaitymi celebrytami i politykami, którzy wepchnęli się poza kolejką na listę szczepień. Zwraca też uwagę pożałowania godna nieudolność PiS-owskich władz publicznych, które na to pozwoliły. Jak widać, cały tak rzekomo starannie od miesięcy przygotowywany PiS-owski Narodowy Program Szczepień można o kant potłuc.
Inna sprawa, że to wszystko jest jak najbardziej polskie. U nas zawsze przecież byli równi i równiejsi, a znajomości i układy liczą się bardziej, niż w normalnych państwach Europy. Jednak fakt, iż w przypadku Polaków można rozumieć takie naganne działania, nie znaczy, że należy je akceptować. Na tej naszej skłonności do egoistycznego łamania norm społecznych korzysta dziś przede wszystkim PiS, którego prominenci mogą zacierać ręce, że tak ładnie się udało skompromitować środowiska opozycyjne.
Ich powody do satysfakcji są tym większe, że ci co zaszczepili się poza kolejnością kręcą i plączą się w zeznaniach. Jeszcze najuczciwiej zachował się Leszek Miller, który powiedział, że skoro władze Narodowego Funduszu Zdrowia oświadczyły, iż należy stosować elastyczne podejście w kwalifikowaniu do szczepień i do 6 stycznia 2021 r., oprócz szczepienia pracowników, szczepić także członków ich rodzin oraz pacjentów szpitali, to miał on prawo uznać, że jako wieloletni pacjent szpitala Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i człowiek niemal 75-letni, może się zaszczepić. Zadzwonił zatem do szpitala, jak mówi, dowiedział się, że jest możliwość szczepienia dla pacjentów, zapytał czy może z niej skorzystać – a odpowiedź szpitala była pozytywna. I nikomu miejsca nie zajął, bo skorzystał z dodatkowych dawek, które Agencja Rezerw Materiałowych przekazała Warszawskiemu Uniwersytetowi Medycznemu. Jak widać, nikt tu się nie przejmował tym, że jest jakaś lista zero, mająca jakoby być szczepiona w pierwszej kolejności, a niezidentyfikowany przedstawiciel WUM rozmawiający z Leszkiem Millerem uznał, że za pacjenta szpitala można uznać nie tylko kogoś, kto aktualnie w nim leży, lecz każdego, który kiedykolwiek się leczył w WUM.
Wyjaśnienia aktorów i członków ich rodzin są już bardziej pokrętne, czego przykładem zmieniane oświadczenia Krystyny Jandy oraz coming out jej córki Marii Seweryn, która najpierw zaprzeczyła, że zaszczepiła się wraz z ojcem Andrzejem Sewerynem, a potem wyznała, iż skłamała, bo się jednak zaszczepiła.
Tymczasem nie chodzi tu o nic innego jak o serię szczęśliwych zbiegów okoliczności. Jakimś szczęśliwym przypadkiem wiadomość o możliwości szczepienia poza kolejką dotarła do Andrzeja Seweryna, wybrał się on do szpitala WUM przypadkowo akurat z córką aktorką, a nie z małżonką i menadżerką, przypadkowo nie było tam nikogo do szczepienia oprócz nich, przypadkiem została wykorzystana pierwsza porcja z nowo otwartej dawki i trzeba było szybko zużyć następną żeby się nie zmarnowała, przypadkiem Maria Seweryn miała akurat ze sobą kwalifikację lekarską pozwalającą na zaszczepienie się (zgodnie z Narodowym Programem Szczepień obywatel może się zaszczepić na Covid-19 po uzyskaniu pozytywnej opinii lekarskiej wydanej w drodze bezpośredniego – nie telefonicznego – badania). Przypadkiem też w szpitalu postawiono ją w sytuacji nieco przymusowej, mówiąc: „wchodzi pani czy nie wchodzi”, no to ona po prostu weszła i zrobiła sobie te szczepienie.
Także i władze Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego zdecydowanie nie mają w całej tej aferze szczęścia do ewangelicznej mowy tak tak, nie nie. Najpierw Biuro Informacji i Promocji WUM oświadczyło, że WUM otrzymał dodatkową pulę 450 dawek, odrębną od puli przeznaczonej dla etapu zerowego akcji i podjął akcję szczepień, „zgodnie z sugestią NFZ” obejmując szczepieniami „szereg osób ze świata kultury m.in. aktorów, kompozytorów, reżyserów”. Szefem tego biura jest Agnieszka Stępień – i to ona odpowiada za treść tego komunikatu, choć trudno przypuścić, aby mogła go zamieścić bez uzgodnienia z władzami WUM, reprezentowanymi przez rektora, lekarza prof. Zbigniewa Gacionga.
O tym, że WUM prowadzi kampanię promującą szczepienia mówiła też Marta Wojtach rzecznik prasowy WUM. Wybrano zatem znanych publicznie ambasadorów akcji, tyle, że na razie są to ambasadorowie tajni i Marta Wojtach nie ujawni ich nazwisk (nazwiska te poznano wkrótce po wypowiedzi pani rzecznik).
Sam rektor stwierdził natomiast, że WUM nie prowadzi żadnej akcji szczepień. Prowadzi ją jedynie wybrana przez Narodowy Fundusz Zdrowia spółka Centrum Medyczne, której Warszawski Uniwersytet Medyczny jest właścicielem. WUM tylko zaoferował miejsce, gdzie można sprawnie szczepić dużą liczbę osób. Rektor także powołał się na pismo NFZ mówiące o elastycznym podejściu do szczepień Prof. Gaciong dodał, że nie wie dlaczego osoby spoza grupy zero, ze świata kultury i polityki zostały zaszczepione – bo choć bezpośrednio nadzoruje on akcję szczepień, to nie zajmuje się wyborem osób, które mają być szczepione. Nikt z władz rektorskich WUM nie był zaangażowany w wybór tych osób i nie wiedział, jak dokonano doboru „ambasadorów szczepień”..
Jak widać, w Warszawskim Uniwersytecie Medycznym nie zdołano na czas uzgodnić wspólnej wersji zeznań.
Tymczasem szef Agencji Rezerw Materiałowych (urzędu objętego przez PiS) Michał Kuczmierowski ogłosił, że WUM mija się z prawdą, twierdząc, że była jakaś dodatkowa pula dawek szczepionek, gdyż każdy szpital przeprowadzający szczepienia zamawia tyle szczepionek, ile deklaruje wykorzystać. I wszystkie te szczepionki są przeznaczone wyłącznie dla osób z grupy zero.
W istocie, Narodowy Fundusz Zdrowia, a konkretnie Filip Nowak, p.o. prezesa NFZ w jednym zdaniu swego pisma zalecił by stosować „elastyczne podejście w kwalifikowaniu do szczepień”, ale w drugim dodał, że „możliwe będzie, oprócz szczepienia pracowników, także szczepienie członków ich rodzin oraz pacjentów szpitali”. Nie ma tu mowy o celebrytach.
Czujny i szybki premier Mateusz Morawiecki natychmiast oświadczył więc, że informacje o znanych osobach ze świata kultury i polityki, które zaszczepiły się poza kolejnością to prawdziwy skandal – bo nie ma żadnego uzasadnienia dla łamania zasad, a każda dawka szczepionki przekazana z naruszeniem harmonogramu to dawka, której może zabraknąć dla najbardziej potrzebujących. Jak stwierdził, pojawili się ludzie, którzy dobro własne stawiają nad dobrem wspólnoty, lecz nie będzie dla takich postaw usprawiedliwienia.
PiS-owski minister zdrowia Adam Niedzielski mógł zaś ze świętym oburzeniem ogłosić, że jest zdegustowany postępowaniem władz WUM, które dokonały nadużycia interpretacyjnego organizując ustawione szczepienie dla grupy swoich wybrańców. Tyle, że ten sam minister oświadczał również, że szczepienia mogą być wykonywane dla innych osób w przypadku ryzyka zmarnowania szczepionki poprzez brak stawiennictwa osób uprawnionych. Jego oburzenie jest więc spowodowane działaniami, które poniekąd sam sprowokował.
W całej sprawie może tylko trochę zaskakiwać to, że dziwnym trafem, informacja o możliwości szybszego zaszczepienia się na Covid-19 dotarła wyłącznie do tych przedstawicieli branży kulturalnej którzy są, delikatnie mówiąc, niechętni PiS-owskiej władzy. Jakoś nie trafiła ona do tak wielkich nazwisk kultury polskiej jak na przykład Beata Fido, Katarzyna Gójska-Hejke, Grzegorz Braun, Jacek Kurski, Tomasz Sakiewicz, Marcin Wolski czy Jerzy Zelnik. Jakby jakieś fatum losowe chciało skompromitować wyłącznie przeciwników obecnej ekipy rządzącej…
Nieco inaczej było już w światku polityki, bo poza kolejką zaszczepili się, oprócz anty PiS-owskich starostów, takich jak np. starosta śremski Zenon Jahns, starosta sandomierski Marcin Piwnik, czy starosta krapkowicki Maciej Sonik wraz z wicestarostą Sabiną Gorzkullą, także i starostowie z PIS: nyski Andrzej Kruczkiewicz czy opatowski Tomasz Staniek. Ale ktoś mógłby powiedzieć, że przecież żadna dobra prowokacja nie powinna dotyczyć wyłącznie jednej strony, bo wtedy trudniej w nią będzie uwierzyć – i czasem, dla dobra sprawy, trzeba także poświęcić kogoś ze swoich. Aż korci, żeby zapytać, jaką tym razem swoją nieudolność czy przekręt chciała przykryć ekipa rządząca?.
A co do obu starostów, których czekają przykładne kary mające pokazać rzekomą czystość moralną PiS – jednego już ponoć usunięto ze struktur partii (cokolwiek by to miało znaczyć), a drugi ma być najpierw zawieszony – to można przypuścić, że zostanie im to jakoś wynagrodzone, na przykład poprzez spółki skarbu państwa.
I nie łudźmy się: za wszystkimi tymi ludźmi, którzy już zaszczepili się poza kolejką, pójdą inni. Bo tacy są Polacy właśnie.

Antyszczepionkowcy to ludzie chorzy na atrofię mózgu

Należy wreszcie skończyć z głoszeniem oczywistych bzdur wynikających ze złych intencji oraz z braku wiedzy.
Warto spojrzeć na wciąż istniejącą w Polsce patologię “bojowników antyszczepionkowych”. Otóż antyszczepionkowcy nie tak dawno opowiadali, że miliarder Gates – w rzeczywistości zagorzały promotor szczepień – jakoby odmówił szczepienia swych dzieci. Miał ponoć stwierdzić, że będą one zdrowe i bez szczepień, i nie potrzebują żadnych substancji wstrzykiwanych.
Pojawiła się też neurobiolog, prof. Maria Dorota Majewska importowana z USA, która z przejęciem głosiła (przy okazji „rewelacji”, iż rząd amerykański miał wypłacić ok. 4 miliardy dolarów odszkodowań za „okaleczenia i zabójstwa szczepienne”), że większość chorych lub zmarłych na grypę to osoby zaszczepione przeciw tej chorobie. Ciekawe skąd, bez powoływania się na statystyki, wiedziała ona, że większość chorych lub zmarłych była zaszczepiona?
Ożywił się również wtedy mój (były) kolega z Vancouver, dr (zarządzania techniką) Piotr Bein. Wieścił on szczepionkowe ludobójstwo przygotowywane przez Światową Organizację Zdrowia (WHO).
W tym kontekście należy przypomnieć, że najbardziej zabójcza w XX wieku grypa hiszpanka zbierała śmiertelne żniwo pod koniec I Wojny Światowej właśnie przed pojawieniem się szczepień (szacuje się, że było nawet ok. 50 milionów zgonów na „hiszpankę”).
A jeśli chodzi o tego „obłudnika Gatesa”, który propaguje szczepienia choć swych dzieci miał jakoby nie zaszczepić, to głównie dzięki obowiązkowym w Polsce szczepieniom moja dorosła córka nie chorowała na żadną dziecięcą zakaźną chorobę – co mnie się zdarzyło prawie 70 lat temu. Do dziś pamiętam straszną dusznicę dyfterytu. Omal wtedy nie umarłem, ponoć uratowała mnie penicylina.
Antyszczepionkowcy, głoszący m.in, że do produkcji szczepionek używa się trujących metali ciężkich, mają wysterylizowaną korę mózgową i nie są w stanie pojąć, że niewielkie ilości trucizn w organizmie, zwłaszcza we wczesnej jego młodości, przyczyniają się do ćwiczenia endogennego systemu odpornościowego. Systemu, który zabezpiecza tak ćwiczony organizm przed poważnymi zagrożeniami i to nie tylko bakteryjno-wirusowymi. Są dokładne dane na ten temat.
Sam, z przyzwyczajenia starego geofizyka lubiącego dokładne pomiary, sprawdziłem dane w kilkunastu doświadczeniach o wpływie na zdrowie małych dawek rtęci w pożywieniu, którym karmiono doświadczalne myszy oraz szczury. Na te wyniki powoływała się profesor Majewska w swym „Liście otwartym do polskich wakcynologów”.
Ale w rzeczywistości wyszło z tych doświadczeń, że małe – a nawet i średnie – dawki trucizny, jaką jest rtęć, dość wyraźnie zwiększają przeżywalność zwierząt karmionych takim „zatrutym” pożywieniem i zmniejszają ilość patologii w ich budowie. Dopiero dawki duże powodują choroby, w tym nowotwory oraz przedwczesną śmierć ludzi i zwierząt doświadczalnych.
Dlaczego prof. Majewska pomijała w swych elaboratach tak ważny szczegół? Odważę się napisać, że jest to wręcz przykład naukowej podłości, która całkowicie zasłaniała mechanizm powstawania odporności na rozmaite patologie. Profesor neurobiologii Maria Dorota Majewska twierdziła na przykład, że „epidemia autyzmu” jest następstwem stosowania szczepień!
Przy okazji warto zwrócić uwagę na dane z ukraińsko-polskiego opracowania szkód, jakie wywołała awaria w Czarnobylu. W tym opracowaniu możemy przeczytać, że nawet dość silne dawki napromieniowania mogą mieć efekt poprawiający zdrowotność oraz długowieczność. Jak piszą autorzy „w szczególności w wypadku ssaków wzmacniają się reakcje obronne przed zachorowaniami neoplastycznymi oraz infekcyjnymi, wzrasta długość życia oraz płodność”.
Czyli, to wszystko o czym bajdurzą nam chorzy na atrofię mózgu antyszczepionkowcy to bzdury, wynikające z braku wiedzy. A eliminacja szczepień gwarantuje nam między innymi nadejście epidemii nowotworów młodzieżowych.
I jeszcze jedna, końcowa uwaga na temat antyszczepionkowej „choroby cywilizacyjnej”. Przecież szczepienia już przed blisko 200 laty zaczęto stosować po to, aby chronić ludność przed wielkimi epidemiami, a zatem i przed koniecznością stosowania leków na których zarabiają koncerny medyczne. Z tego powodu jednorazowe zazwyczaj szczepienia stanowią cios w biznesy koncernów chcących „utopić” ludność w farmaceutykach.

Gospodarka 48 godzin

Prawdziwy szczęściarz
Bankowy Fundusz Gwarancyjny poinformował, że ze względu na bardzo złą sytuację kapitałową, wszczął przymusową restrukturyzację Idea Banku S.A. Podano również, że należący do Leszka Czarneckiego bank z dniem 3 stycznia 2021 r. zostaje przejęty przez bank Pekao S.A. Jednocześnie Komisja Nadzoru Finansowego ogłosiła, że możliwość odzyskania środków finansowych od Idea Banku przez poszkodowanych w sprawie GetBack była „obiektywnie nierealna” także w razie hipotetycznych korzystnych dla nich rozstrzygnięć sądowych – z czego bynajmniej nie wynika, że teraz stanie się realna, gdyż bank Pekao S.A. nie przejął wszystkich zobowiązań Idea Banku. Oznacza to, że dochodzenie ich roszczeń od Idea Banku może okazać się nadal niemożliwe. Ostro skrytykowali to sami poszkodowani w aferze GetBack. „Właśnie po raz drugi okradziono obligatariuszy GetBack. Wszelkie ich roszczenia trafią do IdeaBank SA w Upadłości, czyli banku bez żadnego majątku” – stwierdził Arkadiusz Szczęśniak, prezes stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu. Rzeczywiście, kapitały własne Idea Banku wynoszą dziś minus 482,8 mln zł!. Komisja Nadzoru Finansowego umywa ręce i tłumaczy, że wśród środków, jakimi zgodnie z przepisami prawa dysponuje w stosunku do podmiotów nadzorowanych, m.in. banków, brak jest możliwości nakazu wypłaty środków pieniężnych utraconych przez pokrzywdzonych na skutek działania lub zaniechania podmiotu nadzorowanego. KNF sugeruje, że w sprawie odszkodowań należałoby się zwrócić do sądów powszechnych. Czyli, organa administracji jak zwykle twierdzą, że nic się nie da zrobić. Natomiast sam Leszek Czarnecki, choć oficjalnie jest oburzony zabraniem mu banku, po cichu zapewne zaciera ręce z satysfakcją. Pozbył się wreszcie ciężko zadłużonego przedsiębiorstwa, do którego Bóg wie ile musiałby jeszcze dopłacać. Niestety, na podobny szczęśliwy zwrot sytuacji nie mogą mieć nadziei liczni właściciele innych firm, które są zadłużone i cienko przędą.

Zaszczepcie nas szybko
Stowarzyszenie Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej wnosi o zakwalifikowanie dziennikarzy do grupy podwyższonego ryzyka zakażeniem koronawirusem i wpisanie tej grupy zawodowej na preferencyjną listę osób typowanych do szczepień przeciw COVID-19. SDRP upomina się o tych, którzy wykonując swoje zawodowe obowiązki, codziennie wychodzą na spotkanie z koronawirusem. Dziennikarze, a zwłaszcza reporterzy i operatorzy muszą pozyskiwać informacje z różnych źródeł, od wielu osób, a także bezpośrednio obserwować i uczestniczyć w ważnych wydarzeniach. Niezbędne informacje w bieżącej pracy dziennikarzy nie zawsze można uzyskać drogą pisemną, internetową czy telefonicznie. W tym celu bezpośredni, żywy kontakt z wieloma różnymi rozmówcami jest po prostu konieczny. W takich sytuacjach utrzymanie bezwzględnego reżimu sanitarnego (a zwłaszcza dystansu) jest bardzo utrudnione, czasem wręcz niemożliwe. W środowisku dziennikarskim coraz częstsze są przypadki zakażeń wirusem, a także zgony. Dlatego stowarzyszenie uważa, że poddanie środowiska szerokiej akcji szczepień mogłoby temu zapobiec, a jednocześnie umożliwić mediom niezakłóconą pracę, tak ważną społecznie w trudnym dla wszystkich czasie pandemii.

Czy społeczna gospodarka rynkowa się sprawdza?

Pandemia jest niezwykle silnym szkłem powiększającym, uwypuklającym kruchość i wynaturzenia współczesnego świata, a zarazem jego bezradność w neutralizowaniu kryzysowych zagrożeń – stwierdza najnowsza analiza Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.
Czwarta rewolucja przemysłowa wyraża się w rozwoju sztucznej inteligencji, stanowiącej połączenie potencjału fizycznego, cyfrowego i biologicznego. Symbolem tej rewolucji jest sztuczna inteligencja, natomiast symbole trzech poprzednich to kolejno: maszyna parowa ( XVIII w.), elektryczność i żarówka (XIX/XX w.) oraz komputer (połowa XX w.). O ile pierwsza rewolucja niemal unicestwiła system manufakturowy na rzecz fabrycznego, druga spowodowała przejście od wieku pary do wieku elektryczności, trzecia skomputeryzowała świat, o tyle czwarta zmienia niemal wszystko i niemal wszędzie.
Dynamika przemian jest tak wielka, że charakteryzowane kilka dekad temu przez guru futurologii, Alvina Tofflera, w jego osławionym dziele, tj. Trzeciej fali, nowe trendy, jakie przyniosła komputeryzacja, to już historia, niemal zamierzchła przeszłość. Bardzo obrazowo wyraził to Ryszard Kapuściński, który w jednym z wywiadów stwierdził, że obecnie przeszłość nie staje się historią, lecz od razu archeologią. Współczesność zaś to nowe „fale” kształtowane właśnie przez postęp robotyzacji i sztuczną inteligencję.
Do podobnego wniosku dochodzi też futurolog Kevin Kelly. Prognozuje on, że większość technologii, które za 30 lat zdominują funkcjonowanie gospodarki i społeczeństwa, nie została jeszcze wynaleziona, zaś ok. 70 proc. dzisiejszych zawodów zostanie zastąpionych przez robotyzację. Kelly podkreśla, że w wyniku niebywałego dynamizmu przemian żyjemy w czasach „stawania się” i wszyscy stajemy się nowicjuszami. Potwierdza to, że opisywany ponad dekadę temu przez Grzegorza W. Kołodkę „wędrujący świat”, od owej wędrówki coraz wyraźniej przechodzi do galopu. To swego rodzaju galop cyfrowy.
W takich warunkach nietrudno o chaos i nieład. Dlatego tak fundamentalne znaczenie mają działania na rzecz kształtowania ustroju ładu społeczno-gospodarczego. Teoretyczne podłoże takiego ładu stanowi ordoliberalizm (ordo w łacinie i w wielu innych językach znaczy ład). Ordoliberalizm jako nurt w teorii ekonomii, którego prekursorem był niemiecki myśliciel Walter Eucken, ukształtował się w czwartej i piątej dekadzie XX wieku niejako w opozycji do neoliberalizmu.
Choć obydwa te nurty (ordo‑ i neoliberalizm) nawiązują do XVIII‑wiecznej koncepcji klasycznego, leseferystycznego liberalizmu, którego intelektualnym ojcem jest Adam Smith, to skrajnie się między sobą różnią. O ile bowiem podstawową cechą neoliberalizmu jest fundamentalizm rynkowy, tj. podporządkowywanie procesów gospodarczych i społecznych automatyzmowi wolnego rynku, przy zminimalizowaniu roli państwa, o tyle w ordoliberalizmie uznaje się potrzebę aktywności państwa, przede wszystkim w kształtowaniu i ochronie porządku rynkowego i podporządkowywaniu mechanizmu wolnego rynku celowi dobrobytu społecznego jako podstawowego zadania teorii ekonomii i polityki społeczno‑gospodarczej.
Ordoliberalizm znalazł praktyczne przełożenie na koncepcję Społecznej Gospodarki Rynkowej (SGR) – ustrojowego modelu ładu społeczno‑gospodarczego. Implementacja tej koncepcji w Niemczech zachodnich tuż po II wojnie światowej zaowocowała sukcesem na miarę historycznego cudu gospodarczego. Dziś, w świecie narastającego chaosu i niepewności, rośnie zainteresowanie tą koncepcją, mimo że nie jest ona nowa.
Nawet tak do niedawna skłaniający się do doktryny neoliberalnej Międzynarodowy Fundusz Walutowy oraz inne międzynarodowe instytucje, w swoich raportach i analizach poświęcają coraz więcej miejsca i uwagi społecznym aspektom w polityce społeczno‑gospodarczej, eksponując potrzebę rozwiązań ukierunkowanych na ustrój równowagi, godzący cele gospodarcze, społeczne i ekologiczne. A właśnie koncepcja SGR ma wszystkie cechy owego ustroju równowagi. Nieprzypadkowo też przyjęta została w traktatowych regulacjach Unii Europejskiej jako obowiązujący model ustroju społeczno‑gospodarczego, a niektóre kraje, w tym i Polska, nadały temu modelowi wymiar konstytucyjny. Niestety, mimo traktatowo‑konstytucyjnych regulacji, koncepcja ta i jej idee wciąż nie przekładają się w należytym stopniu na społeczno‑gospodarczą rzeczywistość.
Powstaje w związku z tym pytanie, czy i w jakim stopniu koncepcja SGR może być wciąż jeszcze użyteczna obecnie w tak złożonych, pełnych chaosu i niepewności warunkach przesilenia cywilizacyjnego?. Pytanie to stawiamy w roku 2020, który przejdzie do historii jako rok wielkiej koronawirusowej pandemii CoVID‑19. Pandemia ta w brutalny sposób obnaża głębokie dysfunkcje współczesnego świata, jego spękanie, przejawiające się m. in. w narastaniu skrajnych nierówności społecznych, asymetrii demograficznych, zaburzeń ekologiczno‑klimatycznych i innych. Tym samym pandemia jest swego rodzaju niezwykle silnym szkłem powiększającym, uwypuklającym kruchość i wynaturzenia współczesnego świata, a zarazem jego bezradność w neutralizowaniu kryzysowych zagrożeń.
Wiele wskazuje, że w takich warunkach niemal pewne jest narastanie częstotliwości kryzysów oraz występowania nowych, negatywnych, nieprzewidywalnych zjawisk, czyli słynnych talebowskich czarnych łabędzi. Co gorsza, nie brakuje dowodów, że owe metaforyczne łabędzie mutują. Pojawiają się nowe ich odmiany, w tym łabędzie zielone, przynoszące katastrofy klimatyczno‑ekologiczne, oraz łabędzie błękitne, skutkujące nieoczekiwanymi zakłóceniami występującymi w świecie cyfrowym, jak np. ataki hakerskie, fake newsy i inne. Zwiększa to ryzyko występowania głębokich kryzysów, wobec których obecny kryzys pandemiczny może okazać się jedynie, łagodną wstępną ich zapowiedzią.
Często spotykane jest stwierdzenie, że współczesny świat dosłownie „wyskoczył” z szyn dotychczasowego ładu społeczno‑gospodarczego. Inaczej mówiąc, po prostu się wykoleił. Światowa pandemia CoVID‑19 unaoczniła to w sposób nader przekonujący, jednocześnie obnażając pełne zaskoczenie i nieprzygotowanie świata na tego typu sytuacje. Wielkie obszary współczesnej gospodarki światowej znalazły się w stanie tzw. „śmierci klinicznej”, hibernacji. Nie wzięło się to jednak z niczego, symptomy tego typu zagrożeń objawiały się bowiem już znacznie wcześniej.
Filozof Peter Sloterdijk ujął sytuację świata drugiej dekady XXI wieku w formie sugestywnej metafory. To metafora pasażerskiego samolotu lecącego na wysokości 12 tys. metrów bez widoku na lądowanie. Jego pasażerowie to cała ludzkość, a wśród pasażerów są grupy gangsterów, pomiędzy którymi na pokładzie wybucha niszcząca strzelanina. Natomiast inna grupa pasażerów próbuje ratować co się jeszcze da i w czasie lotu naprawiać samolot. Jeszcze wcześniej podobny rozwój sytuacji w świecie przewidział, przynajmniej w przybliżeniu, austriacki myśliciel i laureat ekonomicznej nagrody Nobla, Friedrich August von Hayek. Ten światowej sławy teoretyk spontanicznego ładu gospodarczego stwierdził, że współczesny człowiek nie będzie już nigdy panem własnego losu, gdyż świat stał się zbyt skomplikowany i zbyt dynamiczny. Ta sformułowana w latach 90. XX wieku teza wydaje się dzisiaj przerażająco aktualna.
W ślady Hayeka poszedł wybitny niemiecki socjolog Ulrich Beck. Wskazuje on na złożoność i wielkie niewiadome, jakie cechują współczesny świat. Najważniejszą tezą Becka jest to, że procesu przemian współczesnego świata nie sposób zrozumieć, jeżeli próbuje się je interpretować w tradycyjny, dotychczas dominujący w naukach społecznych, sposób. Chodzi o ujmowanie przemian jako dokonujących się stopniowo w kolejnych dziesięcioleciach, a nawet stuleciach, w długim wymiarze historycznym. Implikuje to w zasadzie powolne, a nawet bardzo powolne tempo przemian. Także nie wnoszącym do nauki szczególnego postępu jest według Becka badanie w obecnej sytuacji przemian społecznych i gospodarczych na podstawie koncentracji tylko na wybranych odcinkach materialnej i społecznej egzystencji społeczeństw ludzkich.
Beck stwierdza, że współczesny świat i gospodarka są do objaśnienia nie poprzez badanie odcinkowych i stopniowych przemian, lecz poprzez poddanie holistycznej analizie dokonującej się w wymiarze światowym radykalnej metamorfozy społeczno‑gospodarczej. Prowadzi ona świat do zasadniczo nowej jakości, przy czym nie do końca wiadomo po co, dlaczego, dokąd i do czego. Przemiany te wymuszane są i kształtowane przede wszystkim przez rynek.
Według głównego teoretyka ordoliberalizmu, Waltera Euckena, każdy rynek nieujęty w porządkujące jego spontaniczne funkcjonowanie, instytucjonalne ramy konkurencyjnego ładu gospodarczego, zawiera w sobie immanentną tendencję do samozniszczenia. Ta sformułowana na przełomie lat 40. i 50. XX wieku kluczowa teza ordoliberalizmu znajduje w pełni potwierdzenie we współczesnej praktyce życia gospodarczego. Opanowane przez monopole i oligopole rynki medialno‑cyfrowe i finansowe zepchnęły prawdziwą konkurencję rynkową na mniej intratne marginesy życia gospodarczego. Zmonopolizowane rynki nie są już rynkami konkurencyjnymi, lecz splotem stosunków prywatnej władzy i interesów, często kooperujących dla własnych korzyści z organami władzy publicznej.
Nieuchronne są tego konsekwencje w sferze podziału dochodów. Partycypują w nich przede wszystkim (w uzasadnionym głównie aktualnym status quo stosunków władzy) właściciele, akcjonariusze, menedżerowie monopolistów i oligopolistów oraz współdziałający z nimi politycy. W większości krajów wysoko i średnio rozwiniętych występuje jednocześnie stagnacja realnych dochodów warstw średnich ludności, co idzie w parze z wysoką dynamiką dochodów grup uprzywilejowanych, dysponujących władzą gospodarczą i polityczną. Jednocześnie maleją realne dochody warstw najsłabszych ekonomicznie.
Wbrew pojawiającej się w literaturze apologetycznej teorii skapywania (trickle ‑down theory/effect) i metaforze, że każdy przypływ unosi wszystkie łodzie, co oznaczałoby, że dochody spływają z wyżyn hierarchii dochodowej na niższe szczeble drabiny społecznej, zwiększając społeczny dobrobyt, w rzeczywistości dzieje się coś dokładnie odwrotnego. Praktyka dowodzi bowiem, że dochody, nie spływają w dół, lecz przeciwnie „wspinają się” nader szybko do góry, potwierdzając syndrom czterech B (bogaci bogatsi, biedni biedniejsi).
Nie jest to żadna nowość, albowiem już przed wiekami wyraził to w swej Ewangelii święty Mateusz w znanej przypowieści o talentach: „Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma”. W latach 60. ubiegłego wieku znany amerykański socjolog Robert K. Merton określił tę zasadę jako efekt św. Mateusza. Efekt ten w pełni przystaje do natury i mechanizmu wolnego rynku, który najwyżej nagradza najbogatszych i najsilniejszych.
Nierówności dochodowe i społeczne pogłębiają się zamiast maleć, nasilając napięcia i konflikty – a wskutek narastających nierówności dochodzi do koncentracji bogactwa i władzy, co kreuje zjawiska oligopolistyczne, stanowiące negacje konkurencji i wolnego rynku, prowadząc do jego erozji. Narastanie skrajnych asymetrii dochodowych traktowane jest przez wielu ekonomistów jako przejaw braku ładu społeczno‑gospodarczego. Zarazem stanowi to przestrogę, że jest to swego rodzaju przysłowiowa bomba z opóźnionym zapłonem.

Z urzędem przez internet

W ciągu ostatnich sześciu lat w Polsce nastąpił wyraźny postęp jeśli chodzi o załatwianie spraw on-line.
W 2020 roku został opublikowany kolejny raport ONZ poświęcony zagadnieniom relacji urząd – obywatel – przedsiębiorstwo na płaszczyźnie internetowej. Raport opracowuje Wydział Instytucji Publicznych i Zarządzania Cyfrowego Departamentu do spraw Społecznych i Ekonomicznych Sekretariatu ONZ. W tym indeksie i rankingu 2020, Polska zajęła 24. miejsce.
Indeks EGDI (E-Government Development Index) publikowany jest co dwa lata od 2001 r. i obejmuje wszystkie 193 kraje członkowskie ONZ. Prace prowadzone są od trzech lat w trybie monitoringu realizacji Celów Zrównoważonego Rozwoju (Agenda 2030) przyjętych przez Zgromadzenie Ogólne ONZ we wrześniu 2015 r. Chodzi tu o Cele 15 i 16, w których kwestie e-government są szczególnie akcentowane.
Indeks ma charakter złożony (agregatowy). Składają się na niego trzy subindeksy i kilkanaście wskaźników (mierników oceny) dotyczących różnych aspektów e-government. Indeks jest średnią arytmetyczną tych wskaźników. Badanie dotyczy urzędów publicznych zarówno centralnych jak i lokalnych w płaszczyźnie internetowej, w relacji do obywateli, przedsiębiorstw i innych instytucji.
W Polsce przyjęły się już terminy tele-praca czy tele-medycyna, lecz tele-urząd wciąż nie. Więc pozostajemy przy angielskim określeniu e-government. Indeks i pełny raport można znaleźć na stronie: www.publicadministration.un.org/egovkb/en-us/Reports/UN-E-government-Survey-2020
Te trzy subindeksy, które składają się na podstawowy Indeks EGDI to: 1. Infrastruktura telekomunikacyjna (TII), do którego dane zbierane są przez Międzynarodową Unię Telekomunikacyjną, 2. Kapitał Ludzki (HCI), do którego dane pod kątem głównie umiejętności zastosowań ICT (technologie informacyjno-komunikacyjne) są czerpane z zasobów UNESCO oraz 3. Usługi publiczne on-line, do którego trafiają dane gromadzone w niezależnym specjalnym badaniu statystycznym prowadzonym przez wspomniany na wstępie departament ONZ. Warto odnotować, że tylko 100 krajów było w stanie dostarczyć odpowiednie, kompletne dane.
Na Indeks Infrastruktury telekomunikacyjnej składają się takie mierniki oceny jak (w przeliczeniu na 100 mieszkańców) liczba posługujących się aktywnie internetem, w tym szerokopasmowym, liczba telefonów komórkowych i stacjonarnych. Na Indeks Kapitał ludzki składają się z kolei takie mierniki, jak wskaźniki skolaryzacji na wszystkich poziomach kształcenia, liczba lat spędzonych w szkole, umiejętność pisania i czytania ze zrozumieniem.
Przyjęto, że kraje osiągające Indeksy na poziomie 0,75 – 1,00 zaliczone są do grupy very-high, do której zalicza się obecnie 40 krajów, w tym Polskę. W rankingu 2003 r. ta grupa liczyła zaledwie 10 krajów, a w 2014 r. już 29. Średnia światowa Indeksu to obecnie 0,55. W 40 stolicach państw członkowskich prowadzone były także pilotażowe badania e-government, w których na 9. miejscu zakwalifikowano Warszawę.
W 2008 r. Polska zajmowała 33. miejsce, w 2012 r. niestety 47. Ale już w Indeksie 2014 r. była to pozycja 42, a w 2016 r. – 36. No i wreszcie w 2020 r. – 24, postęp był więc w ostatnich sześciu latach bardzo wyraźny.
Czołówka rankingu to: Dania, Korea Południowa, Estonia i Finlandia. Wartość indeksu dla Danii wynosi 0,9758, a dla Polski 0,8531. Taki jest obecnie nasz dystans do najlepszych pod względem zastosowań internetu w usługach publicznych.
Nieco wyższą lokatę osiągamy w zakresie usług on line – 0,8588 i zwłaszcza kapitału ludzkiego – 0,9001, zaś relatywnie niskie w zakresie infrastruktury telekomunikacyjnej – 0,8005 (ale poprzednio tylko 0,5805).
Rosja zajmuje miejsce 36, Chiny 45, USA 9. Ukraina 69, a Białoruś 40. W Europie liderami w zakresie e-government są Dania, Estonia i Finlandia. Spośród nowych krajów Unii Europejskiej przed nami jest Estonia z wartością indeksu w wysokości 0,9473. Wielce zastanawiające jest tak wysokie miejsce Estonii w wielu opisywanych tu indeksach. Wysokie miejsce zajęła także Litwa – 20 i Słowenia 23.
Za nami są pozostałe nowe kraje UE: Czechy 39, Bułgaria 44, Słowacja 48, Łotwa 49, Chorwacja 51, Węgry 52, Rumunia 55. Bezpośrednio za nami tym razem są także Niemcy.
Indeks E-government 2020
1 Dania 0,9758
2 Korea Płd 0,9560
3 Estonia 0,9473
4 Finlandia 0,9452
5 Australia 0,9432
22 Malta 0,8547
23 Słowenia 0,8546
24 Polska 0,8531
25 Niemcy 0,8524
26 Urugwaj 0,8500

Gospodarka 48 godzin

Przedsiębiorca – konsument
1 stycznia 2021 r. w życie wchodzą przepisy zmieniające prawo konsumenckie oraz nowelizujące kodeks cywilny. Na ich podstawie osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą będą traktowane jako przedsiębiorcy na prawach konsumenta. Zmiany wpłyną na zawarte umowy sprzedaży nie mające charakteru zawodowego. Osoby prowadzące jednoosobową działalność będą mogły m.in. złożyć reklamację oraz odstąpić od umowy tak jak standardowi klienci indywidualni – choćby zawarły ją jako firma.

Zachowaj odstęp
Od nowego roku w Polsce zaczyna wreszcie obowiązywać zakaz jazdy „na zderzak”. Wiadomo, że mocno nienormalni polscy kierowcy nie zrezygnują z tego zwyczaju, a po policji trudno się spodziewać, by reagowała gdy zobaczy samochód pędzący niebezpiecznie blisko za poprzedzającym go pojazdem. Teraz jednak takie zdarzenia będzie można nagrywać i zgłaszać celem ukarania. Jeśli natomiast dojdzie do wypadku, fakt jazdy „na zderzak” będzie zdecydowaną okolicznością obciążającą. Warto podkreślić, że ten barbarzyński, nie liczący się z innymi użytkownikami drogi sposób jazdy jest typowo polską specyfiką.

Niewyobrażalny wzrost
W III kwartale 2020 r. zakupy nowych mieszkań za gotówkę były w Polsce aż 12 razy wyższe niż w II kwartale tegoż roku. W ten niezwykły wzrost trudno wierzyć, ale na serio podaje go firma HRE Investments. Jej zdaniem, gdyby policzyć transakcje zakupu mieszkań nowych i używanych oraz wkłady własne do kredytów hipotecznych, można szacować, że Polacy w III kwartale 2020 r kupili mieszkania za gotówkę o wartości 15 miliardów złotych, zaś w II kwartale, zaledwie za 1,3 mld zł. „Skala zakupów gotówkowych jest w trzecim kwartale aż 12 razy wyższa niż w drugim, co pokazuje jak szybko Polacy odzyskali wiarę w nieruchomości oraz docenili atuty, takie jak zyskowność wynajmu, ochronę majątku przed inflacją czy ograniczoną zmienność cen” – mówi Bartosz Turek z HRE Investments. Według niego, nie bez wpływu na to były działania rządu wspierające poziom zatrudnienia oraz Narodowego Banku Polskiego, który obniżył stopy procentowe niemal do zera. W efekcie oprocentowanie lokat jest dziś nawet 20-30 razy niższe niż rentowność wynajmu mieszkań, a same kredyty mieszkaniowe są najtańsze w historii. Z tej opinii trudno jednak wywnioskować, dlaczego to, iż w Polsce mamy teraz najtańsze kredyty mieszkaniowe w historii, miałoby spowodować tak niewyobrażalny wzrost zakupu mieszkań za gotówkę, czyli bez korzystania z tychże kredytów. Ponadto, z analiz sporządzanych przez inne podmioty jasno wynika, że opłacalność wynajmu mieszkań w Polsce zmniejsza się od kilku miesięcy, co jest oczywistym skutkiem rozwoju pracy zdalnej w wyniku pandemii koronawirusa – a w rezultacie spada popyt na mieszkania kupowane w celu ich wynajmowania.

Optymizm na parkiecie
Kursy akcji w Polsce częściowo odrobiły straty z okresu wyprzedaży i spadku indeksów, jaki nastąpił wczesną wiosną 2020 roku. Akcje wielu spółek notowanych na warszawskiej giełdzie drożeją, zaś indeks WIG 20 w ostatnim tegorocznym notowaniu po raz pierwszy od lutego przekroczył poziom 2000 punktów. Sesja giełdowa w poniedziałek 28 grudnia była więc ostatnią, która zostanie rozliczona jeszcze w tym roku. Optymizm na światowe giełdy powrócił głównie za sprawą wiadomości o szczepionce na koronawirusa.

40 zł dla rencistów i części emerytów

Rada Ministrów przyjęła projekt nowelizacji ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Jeśli projekt przejdzie pomyślnie przez parlament oznaczać to będzie, że ogół polskich podatników sfinansuje waloryzację świadczeń emerytalno-rentowych.
Rząd informuje, że wszystkie emerytury i renty zostaną podwyższone wskaźnikiem waloryzacji 103,84 proc., z gwarantowaną kwotą podwyżki 50 zł. Warto jednak wyjaśnić, że w rzeczywistości będzie to podwyżka wynosząca mniej, bo 40,50 zł miesięcznie. To znaczna różnica in minus w porównaniu z przedwyborczymi obietnicami Prawa i Sprawiedliwości w 2019 r. Wtedy, by zachęcić Polaków do głosowania na PiS obiecywano podwyżkę tych świadczeń o 70 zł.
W 2021 r. najniższe świadczenia zostaną podwyższone do 1250 zł brutto w przypadku najniższej emerytury, renty z tytułu całkowitej niezdolności do pracy, renty rodzinnej i renty socjalnej, oraz 937,50 zł brutto w przypadku najniższej renty z tytułu częściowej niezdolności do pracy.
W przypadku renty z tytułu częściowej niezdolności do pracy i renty inwalidzkiej III grupy kwota waloryzacji wyniesie 37,50 zł brutto czyli jeszcze mniej.
W 2020 r. najniższa gwarantowana emerytura brutto to 1200 zl miesięcznie, czyli 1028 zł na rękę. Podwyżka o 50 zł brutto oznacza emeryturę netto wynoszącą 1068,50 zł. Faktyczna podwyżka wyniesie więc 40 i pół złotego miesięcznie
W przypadku osób pobierających emeryturę częściową (w 2021 r. będzie ich prawie pół miliona), kwota waloryzacji nie będzie mogła być niższa bardziej niż o połowę, czyli wyniesie tylko 25 zł zł. Tak więc, jak zwykle w Polsce, najubożsi dostaną najmniej.

Będzie drożej, ale nie za bardzo

Portfele Polaków nie powinny zbytnio ucierpieć w 2021 r. Planowane, choć w większości jeszcze niepewne podwyżki różnych opłat mogą być łagodzone przez rozmaite ulgi, a przedsiębiorcy nie zawsze zdołają przerzucić na klientów wzrost swych kosztów.
Zmiany w 2021 r. obejmą zarówno wprowadzenie nowych podatków jak i wzrost opłat między innymi za energię elektryczną, wywóz śmieci, abonament RTV oraz posiadanie psa.
Jak wskazuje Bankier.pl, wyższe opłaty i nowe podatki są w nadchodzącym roku pewne, a Polacy odczują zmiany, które wejdą w życie od 2021 r.
Od 1 stycznia 2021 r. w polskim prawie wchodzą w życie przepisy, na podstawie których przedsiębiorcy zapłacą nowy podatek od cukru oraz tzw. opłatę małpkową.
Pierwsza z tych danin publicznych pobierana będzie od napojów z cukrem, substancją słodzącą (w tym napoje alkoholowe) oraz zawierających substancje aktywne – kofeinę lub taurynę. Podatek od cukru składa się z części zmiennej – każdy gram powyżej 5 gram/100 ml to koszt 5 gr – oraz części stałej: 50 gr za litr napoju z dodatkiem cukru lub substancji słodzącej, 10 gr za litr napoju z dodatkiem substancji aktywnej (kofeina lub tauryna). Nowa ustawa wprowadza również opłatę od „małpek” (alkoholu w opakowaniach do 300 ml) w wysokości 25 zł od 1 litra 100-procentowego alkoholu.
W 2021 r. wzrośnie minimalne wynagrodzenie. Osoby zatrudnione na umowę o pracę zarobią 2800 zł brutto, czyli o 200 zł więcej niż w poprzednim roku. Natomiast minimalna stawka godzinowa obowiązująca dla określonych umów cywilnoprawnych w 2021 r. wyniesie 18,30 zł brutto – to wzrost o 1,30 zł w porównaniu z 2020 r.
Jednocześnie w związku z przyjęciem nowego rozporządzenia w sprawie wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę oraz wysokości minimalnej stawki godzinowej, Polacy zapłacą wyższe składki ZUS. W przyszłym roku osoby prowadzące działalność gospodarczą zapłacą składki ZUS w wysokości 1447,08 zł, w tym: składka emerytalna – 615,93 zł, składka rentowa – 252,43 zł, składka wypadkowa – 52,70 zł, dobrowolna składka chorobowa – 77,31 zł, Fundusz Pracy – 77,31 zł.
Wysokość składek ustalana jest na podstawie prognozowanego przez rząd przeciętnego wynagrodzenia w 2021 r., przedstawionego w założeniach do budżetu. Wynagrodzenie to wyniesie 5259 zł – o 32 zł więcej niż w ubiegłym roku.
W 2021 r. opłata za używanie odbiorników radiowych oraz telewizyjnych będzie wyższa. Abonament za korzystanie z telewizji wyniesie 24,50 zł miesięcznie, czyli o 1,80 zł więcej niż w ubiegłym roku. Opłata za używanie radia wyniesie 7,50 zł, do tej pory było to 7 zł. Utrzymana zostanie 10-procentowa zniżka dla osób, które zapłacą z góry za okres dłuższy niż jeden miesiąc.
Droższy będzie prąd. Od 2021 r. gospodarstwa domowe zapłacą od 1,87 do 10,46 zł więcej za prąd – kwota związana jest z wprowadzeniem nowej tzw. opłaty mocowej. Koszty wzrosną także dla pozostałych odbiorców energii elektrycznej: 0,0762 zł za kilowatogodzinę energii pobranej pomiędzy godziną 7:00 a 22:00 w dni robocze. Stawki opłaty mocowej ogłoszone zostały przez prezesa Urzędu Regulacji Energetyki.
VAT od zakupów spoza UE już bez zwolnienia. Od 1 lipca 2021 r. wchodzą w życie przepisy wprowadzające VAT dla towarów spoza Unii Europejskiej wysyłanych do klientów z państw Wspólnoty.
Unijny podatek obejmie zamówienia ze sklepów internetowych, to jest . AliExpress, Wish, Amazon i eBay – zauważa Bankier.pl. Opodatkowane będą wszystkie przesyłki niezależnie od ich wartości – zauważa . Do tej pory paczki, w których łączna cena towarów nie przekraczała 22 euro, były zwolnione z płacenia VAT-u. Konsumenci zapłacą też więcej za internetowe zakupy towarów wysyłanych z państw nienależących do Unii Europejskiej.
Od kwietnia 2021 r. na terenie Unii Europejskiej ma obowiązywać prawo do naprawy sprzętów. Nowe przepisy mają przeciwdziałać sztucznemu zaniżaniu długości działania urządzeń oraz umożliwić klientom wymianę i naprawę produktów. Prawo wejdzie w życie po ratyfikacji przez ministerstwa krajów członkowskich.
Co to oznacza dla klientów? Producenci m.in. telewizorów, komputerów, lodówek, zmywarek oraz pralek będą musieli wyposażyć urządzenia w uniwersalne części wymienne oraz udostępnić konsumentom instrukcję, w jak sposób wymieniać poszczególne elementy. Dodatkowo wprowadzony zostanie obowiązek informowania klientów o oczekiwanej żywotności produktów.
W przyszłym roku może wzrosnąć w Polsce wysokość podatku od nieruchomości. Więcej zapłacą osoby posiadające własne grunty, mieszkania oraz domy – niezależnie od tego, czy w danym budynku mieszka rodzina, czy jest wykorzystywany w celach związanych z wykonywaną działalnością gospodarczą. Określone przez ministra finansów maksymalne stawki podatku od nieruchomości obowiązują od 1 stycznia 2021 r. Jednak każda gmina samodzielnie ustala jego wysokość, nieprzekraczającą górnej granicy ustalonej przez rząd.
Od 2021 r. wrosną również opłaty za wywóz śmieci. Część miejscowości w Polsce zmienia sposób naliczania kosztów za odpady wytworzone w gospodarstwach domowych – z ryczałtowej stawki na system, który uzależnia opłatę od ilości zużytej wody przez mieszkańców. Każda gmina samodzielnie ustala wysokość stawki za wywóz śmieci, wybierając jeden z czterech wariantów przewidzianych przez ustawodawcę – opłata uzależniona od powierzchni mieszkania, zużycia wody, gospodarstwa domowego lub liczny osób mieszkających (zmianę od 1 stycznia zapowiedziała m.in. Warszawa).
Posiadacze psów za swojego pupila zapłacą więcej. Od 2021 r. wzrasta opłata od psa – górny limit wyniesie 130,30 zł rocznie, gdy do tej pory jest to 125,40 zł. Z obowiązku uiszczania podatku za psa zwolnieni są seniorzy powyżej 65 roku życia samodzielnie prowadzący gospodarstwo domowe oraz osoby posiadające orzeczenie o niepełnosprawności jeżeli pies jest psem asystującym.
Osoby, które wybiorą przeniesienie oszczędności z rachunku OFE na IKE (Indywidualne Konto Emerytalne), zapłacą opłatę przekształceniową w wysokości 15 proc. od zgromadzonej kwoty. Nowe przepisy wejdą w życie w pierwszych miesiącach 2021 r. Opłata nie będzie dotyczyć sytuacji, w której posiadacz rachunku OFE zdecyduje się na transfer środków na indywidualne konto w ZUS-ie. Zamiast opłaty przekształceniowej od zgromadzonych pieniędzy pobierany będzie podatek dochodowy w momencie wypłaty emerytury.
Nowe przepisy budowlane wchodzą w życie od 1 stycznia 2021 r. – dotyczą efektywności energetycznej nowych budynków. Co to oznacza dla osób planujących kupno mieszkania lub budowę domu? Będzie drożej. Do tej pory standardy promowały budownictwo niskoemisyjne, natomiast od przyszłego roku – pasywne, czyli stawianie budynków, które mają ograniczone zapotrzebowanie na energię. pierwotną.
Pierwszą zmianą w zakresie podatku dochodowego, która od 1 stycznia 2021 r. wejdzie w życie, jest rozszerzenie zakresu obowiązywania tzw. ulgi dla młodych. Osoby poniżej 26 roku życia nie zapłacą podatku z tytułu odbywania praktyki absolwenckiej oraz stażu uczniowskiego. Do tej pory ulga obejmowała przychody z umów – zleceń, stosunku służbowego, pracy nakładczej i spółdzielczego stosunku pracy.
Druga zmiana w PIT dotyczy ulgi prorodzinnej oraz preferencyjnych rozliczeń dokonywanych przez osoby samotnie wychowujące dziecko. Od przyszłego roku więcej samotnych rodziców skorzysta z preferencyjnej formy rozliczenia z pełnoletnim dzieckiem.
Część Polaków pracujących za granicą zapłaci wyższe podatki dochodowe od 2021 r. W życie wchodzą nowe przepisy dotyczące likwidacji ulgi abolicyjnej. Do tej pory abolicja podatkowa PIT umożliwiała uniknięcie wyższego opodatkowania przy rozliczaniu dochodów z zagranicy.
Od nowego roku wchodzi też w życie ustawa, na podstawie której przedsiębiorcy zapłacą podatek od sprzedaży detalicznej. Próby wprowadzenia podatku handlowego trwają od 2016 r. – finalnie przepisy zaczną obowiązywać w 2021 r. Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji wskazuje, że nastąpi wzrost cen produktów w sklepach.

Portugalczyk, jak nóż bezlitosny

Tak wysoka kara oczywiście nie utrzyma się w sądzie, ale Biedronce zapewne nie ujdzie całkiem na sucho.
Starsi Panowie proroczo śpiewali, że Portugalczyk jak nóż bezlitosny: nie uiści, nie uiści. I rzeczywiście, jak było do przewidzenia, portugalska firma Jeronimo Martins Polska, właściciel sieci Biedronka nie godzi się z karą 723 mln zł za narzucanie niekorzystnych warunków umów, nałożoną przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
W swym oświadczeniu właściciel Biedronki stwierdza między innymi: „Jeronimo Martins Polska stanowczo sprzeciwia się stronniczej, pozbawionej podstaw prawnych i faktycznych decyzji nałożonej przez UOKiK, a tym samym uważa ją za niesprawiedliwą i niezasłużoną /…/ UOKiK podjął tę decyzję nie przestrzegając należytych procedur prawnych, nawet nie wysłuchując dostawców. Największa liczba podmiotów objętych postępowaniem to dostawcy żywności przetworzonej. Wbrew temu, co ogłosił publicznie Prezes UOKiK, dostawcy owoców i warzyw są reprezentowani w tej sprawie w niewielkiej liczbie, a jeśli już – są to głównie importerzy. Decyzja UOKiK świadczy o niezrozumieniu charakteru prowadzenia działalności gospodarczej oraz dynamiki negocjacji. Rabaty, o których mówi publicznie Prezes UOKiK, są w rzeczywistości uzgadniane z góry przez obie strony umowy i mają zastosowanie do obrotu osiągniętego w określonym okresie /…/ Ubolewamy nad tym, że ta niesprawiedliwa decyzja oraz agresywność formy i treści jej ogłoszenia pojawia się w szczególnie trudnym czasie, kiedy Biedronka znajduje się na pierwszej linii wsparcia klientów we wspólnym wysiłku walki z pandemią, jednocześnie przyczyniając się do wzmocnienia polskiej gospodarki. W tym świetle z całą mocą i zaangażowaniem będziemy dochodzić swoich racji w sądzie. Głęboko wierzymy, że polskie sądy zbadają tę sprawę kompleksowo, obiektywnie i bezstronnie oraz, że sprawiedliwości stanie się zadość”.
Wspomniane 723 mln zł UOKiK wymierzył za nieuczciwe rabaty, czyli takie, których sieć handlowa żąda od swych dostawców dopiero po zapoznaniu się z wynikami sprzedaży za określony, miniony okres. Narzucanie takich rabatów prowadzi do nieoczekiwanej dla dostawcy obniżki cen, spadku osiąganych wyników i marż, a także utrudnia jakiekolwiek planowanie działalności gospodarczej.
UOKiK uznał, że Biedronka w arbitralny sposób narzucała niektóre rabaty, głównie dostawcom owoców i warzyw.
Kontrahenci sieci byli informowani o konieczności udzielenia rabatu dopiero na koniec okresu rozliczeniowego, po zrealizowaniu dostaw. Tym samym zawierając umowę nie wiedzieli, ile zarobią, ponieważ w każdej chwili właściciel Biedronki mógł zażądać pomniejszenia wynagrodzenia poprzez przyznanie dodatkowego rabatu w sobie tylko znanej wysokości. W przypadku braku dokonania korekt wcześniejszych faktur z uwzględnieniem tego rabatu dostawcy groziła kara finansowa. Ze względu na siłę rynkową Biedronki dostawcy godzili się na niekorzystne dla nich warunki obawiając się, iż zakończenie współpracy mogłoby oznaczać jeszcze większe straty finansowe.
W ciągu trzech lat, badanych przez UOKiK: 2018, 2019 i 2020, spółka Jeronimo Martins Polska w kontaktach z branżą spożywczą zarobiła na zakwestionowanych praktykach ponad 600 mln zł. Tak więc, kara jakiej żąda UOKiK jest sporo większa od korzyści jakie odniosła portugalska firma.
Gdyby chodziło o firmę z USA czy Niemiec a nawet i z Francji, strona polska zapewne nie byłaby tak odważna w nakładaniu równie wysokiej kary. Tu mamy jednak do czynienia z partnerem, w opinii Polski, mniej znaczącym – więc można mieć nadzieję, że uda się uzyskać od niego więcej, niż gdyby karę miałby ponieść przedsiębiorca niemiecki czy amerykański.