Gospodarka 48 godzin

Mniej upadłości firm

W sierpniu bieżącego roku w oficjalnych źródłach (Monitorach Sądowych i Gospodarczych) opublikowano informację o 82 niewypłacalnych polskich firmach, wobec 90 w sierpniu 2018 roku. Oznacza to spadek liczby upadłości o 9 proc. w porównaniu z sierpniem 2018 r. Od początku tego roku do końca sierpnia poinformowano o 659 niewypłacalnych firmach w porównaniu z 670 w analogicznym okresie przed rokiem. W tym przypadku jest to spadek o 2 proc. – podaje Euler Hermes. To pierwszy spadek liczby niewypłacalności od czterech lat, co świadczy o dobrej kondycji naszej gospodarki. Najwięcej zanotowano ich w przemyśle, sektorze usług oraz budownictwie – czyli praktycznie mniej więcej po równo w niemal całej gospodarce. Niewypłacalności oznaczają niezdolność do regulowania zobowiązań wobec dostawców. Na spadek ich liczby wpłynęły zwiększone transfery socjalne, powodujące wzrost wydatków konsumenckich, a więc i poprawę kondycji przedsiębiorstw w Polsce. Zyskuje na tym zwłaszcza część firm handlowych.

Nieefektywni przedsiębiorcy

Jak oceniają przedsiębiorcy, największym wyzwaniem dla firm po zwycięstwie Prawa i Sprawiedliwości będzie zmierzenie się z rosnącymi kosztami pracy spowodowanymi podniesieniem płacy minimalnej, wdrożeniem Pracowniczych Planów Kapitałowych, oraz zniesieniem limitu składek do ZUS. Wśród przedsiębiorców, po wynikach wyborów, panuje duży niepokój – stwierdza BCC. Zdaniem ekspertki tej organizacji Katarzyny Lorenc, jeśli obietnice polityków się ziszczą, ogromnym wyzwaniem w każdej firmie będzie podniesienie efektywności pracy. Płaca minimalna powinna być pochodną wydajności pracy. Skoro rośnie o 30 proc., wydajność powinna więc – w założeniu – wzrosnąć aż o 30 proc. Nie da się jednak aż tak podnieść efektywności rok do roku. Co gorsza, dochody przedsiębiorców rosły nawet wtedy, gdy poprawa efektywności pracy była zerowa. – W dobrych latach mieliśmy wzrosty efektywności po kilka procent, ale w 2016 r. i po nim, z powodu niewielkich inwestycji, wzrost efektywności pracy był albo ujemny, albo bardzo mały – podkreśla K. Lorenc.

Dwumiesięczny rozkład

20 października wchodzi w życie nowy rozkład jazdy, który będzie obowiązywać do 14 grudnia br. Pociągi wracają na odcinek Szczytno – Pisz, a dojazd z Olsztyna do Pisza będzie bezpośredni. Znowu ruszą także pociągi ze stolicy do Puław oraz z Opola do Nysy. Przestaną za to kursować z Puław do Lublina i Nałęczowa (będzie tam autobusowa komunikacja zastępcza).

Czeka nas trudny rok

Polityka gospodarcza rządu PiS w połączeniu z pogorszeniem koniunktury w Europie spowoduje wyraźny spadek tempa wzrostu w Polsce. Ale to już będzie po wyborach.

We wrześniu 2019 r. wskaźnik PMI (pokazujący aktywność gospodarczą w sektorze produkcyjnym) wyniósł 47,8. W lipcu br. był jeszcze niższy (47,4). To najsłabsze oceny kondycji polskiego przemysłu od niemal sześciu lat.
Przemysł, w opinii kadry kierowniczej firm produkcyjnych w Polsce, znajduje się w coraz trudniejszej sytuacji. Jak wskazuje Towarzystwo Ekonomistów Polskich, problemem są bardzo szybko spadające zamówienia, tak z zagranicy, co nie jest nowością, jak także i z Polski. Rośnie poziom zapasów wyrobów gotowych.
Produkcja jeszcze jakoś sobie radzi, bo firmy likwidują zaległości. Za chwilę to się jednak skończy, gdyż stare zamówienia zostaną zrealizowane. Dlatego przedsiębiorstwa obniżają poziom zapasów środków produkcji. Nie chcą zamrażać kapitału, aby nie zmniejszać swojej płynności finansowej, gdy przed nimi znacznie gorszy okres. Nieznacznie, ale jednak spadło także zatrudnienie.
Jednocześnie ciągle rosną koszty pracy, koszty energii oraz podatki i opłaty (dane Głównego Urzędu Statystycznego). Trudno się dziwić, że ta sytuacja przekłada się na wzrost konkurencji na rynku. A stąd blisko do zatorów płatniczych, kłopotów z wypłacalnością i wzrostu liczby upadłości.

Nowi sobie poradzą?

Jak mówią rządzący politycy, jeśli przedsiębiorcy sobie nie radzą, to powinni zrezygnować z prowadzenia działalności gospodarczej. Na ich miejsce przyjdą nowe przedsiębiorcze elity, które sobie poradzą.
Spadek nowych zamówień eksportowych wynika z wyraźnie słabnącego przemysłu u naszych głównych partnerów handlowych. W krajach strefy euro, gdzie lokujemy prawie 60 proc. naszego eksportu towarów, wskaźnik PMI spadł kolejny miesiąc z rzędu, do poziomu 45,7.
Spoza strefy euro, w Czechach, u naszego drugiego co do wielkości partnera handlowego, wskaźnik PMI wyniósł we wrześniu 44,9. W Rosji (siódmy partner handlowy) PMI był na poziomie 46,3. Jak widać wszędzie przemysł ma kłopoty.
Ale polski przemysł to przecież nie tylko eksport. Mamy duży rynek, rosnące dochody rozporządzalne gospodarstw domowych w wyniku rosnących płac i ciągłego zwiększania transferów społecznych (tzw. 13 emerytura, 500 + na pierwsze dziecko).
To oznacza ciągle silny popyt – spożycie indywidualne wzrosło w pierwszych 6. miesiącach br. o 4,1 proc. r/r. Sprzedaż detaliczna w okresie styczeń-sierpień 2019 r. wzrosła o 5,9 proc. A jednak przemysł obawia się przyszłości.

Kłopoty przyjdą w kolejnych latach

Prognozy na najbliższe 12 miesięcy są najsłabsze od 2012 r. (czyli od początku wprowadzenia do wskaźnika PMI komponentu dotyczącego oceny przyszłości). A prognozy te były przedstawiane jeszcze przed decyzjami o wzroście wynagrodzenia minimalnego w 2020 r. do poziomu 2600 zł (z 2250 zł w 2019 r.), a w kolejnym roku do 3 tys., aby w 2024 r. osiągnąć poziom 4 tys. Były one przedstawiane przed przyjęciem projektu budżetu państwa na 2020 r. przez rząd, w którym zaplanowane jest zniesienie limitu 30-krotności dla składek na ubezpieczenia społeczne, a także przed informacją o szacowaniu składek przedsiębiorców na ubezpieczenia społeczne na poziomie uzyskanego dochodu.
Wszystko to podnosi koszty działalności przedsiębiorstw. Do tego dochodzą pracownicze plany kapitałowe, które od przyszłego roku obejmą średnie, małe i mikro firmy.
Osłabienie koniunktury gospodarczej w Europie w połączeniu z rosnącymi obciążeniami nakładanymi na przedsiębiorstwa w Polsce, będzie prowadzić do problemów, które zmaterializują się w 2020 r. zdecydowanie niższym wzrostem gospodarczym.

 

Współczesne Chiny w świetle liczb

Państwo Środka to nie tylko sukces gospodarczy. Osiągnięto też postęp w wielu aspektach życia społecznego.

Chiny występują obecnie praktycznie we wszystkich indeksach międzynarodowych obejmujących, w zależności od tematyki od 130 do 194 krajów.
Indeksy te mają swoją długą historię, z reguły są wieloczynnikowe, a liczba tych czynników mieści się w przedziale od 3 do 110. Dobór tych czynników poprzedza wszechstronna analiza i nierzadko zdarza się ich zmiana lub modyfikacja w trakcie kolejnych edycji. Niemniej ich ciągłość jest co do zasady zachowana.
Na ogół indeks jest średnią arytmetyczną ważoną czynników. Wagi przypisywane poszczególnym czynnikom (wskaźnikom) są na ogół celowo zróżnicowane przy zespoły autorskie, choć bywają także o jednakowej wartości. Walorem i urokiem indeksów jest ich prezentacja w postaci jednoliczbowej (syntetycznej). Pozwala to na budowanie rankingów wg krajów, regionów i innych kryteriów
Indeksy opracowywane są z reguły przez instytucje pozarządowe, najczęściej ośrodki naukowo-badawcze, organizacje non-profit, think tanki, renomowane uniwersytety. Obok Chin Ludowych w indeksach tych wyodrębnia się także z reguły Hong Kong jako specjalną strefę administracyjną (choć nie ma pewności czy jest on ujęty także w zagregowanych wielkościach globalnych ChRL). Niektóre indeksy wyodrębniają również Makao. W licznych indeksach uwzględniany jest Taiwan, niekiedy z podkreśleniem w nawiasach, że chodzi o prowincję ChRL.
Według najnowszych publikacji Chiny liczą obecnie 1.415 mln mieszkańców, generują 25,3 biliona dolarów produktu krajowego brutto według siły nabywczej (PPP) i są pod tym względem od kilku lat pierwszą gospodarką świata. PKB na jednego mieszkańca wynosi wg siły nabywczej 18.109,8 dol. PKB Chin stanowi 18,23 proc. produktu światowego. Hong Kong liczy 7,4 mln mieszkańców i wytwarza 84 mld dol PKB (niecałe 2 proc. PKB Chin), a na mieszkańca 64.215,7 dol.
Długość trwania życia w Chinach to 76,4 lata (78 kobiety i 74,9 mężczyźni), a życia w zdrowiu wynosi 68,7 lat.
Zamierzam dokonać przeglądu głównych indeksów obrazujących miejsce Chin w gospodarce światowej i społeczności międzynarodowej – pokazując pierwsze i ostatnie miejsca w indeksie oraz wybrane kraje: Indie i Rosję (jako wchodzące razem z Chinami w skład BRICS), Japonię i Stany Zjednoczone.

Inwestycje i konkurencyjność

Na początku – Globalny Indeks innowacyjności 2019. Jest on opracowywany i publikowany po raz 12. przez Cornel Univeristy, uczelnię INSEAD i Światową Organizację Własności Intelektualnej ONZ. Obejmuje 129 krajów (Chiny wraz z Hong Kongiem).
Indeks ma charakter agregatowy, składa się z 7 bloków tematycznych i 80 szczegółowych wskaźników oceniających poszczególne aspekty innowacji; każdemu z tych bloków przypisano po 3 subindeksy a im dopiero wspomniane 80 wskaźników. Te bloki to (w nawiasie liczba czynników): instytucje (7), kapitał ludzki i badania (12), infrastruktura (10), zaawansowany rynek (9), zaawansowany biznes (15), wiedza i efekty technologiczne (14) oraz efekty kreatywności (13).
W tym indeksie Chiny zajęły w 2019 r. 14. miejsce (rok wcześniej – 17) a Hong Kong 13 (rok wcześniej 14). Wartość indeksu dla Chin wyniosła 54,82 pkt.(w skali 0-100) a dla Hong Kongu – 55,54. W 9 wskaźnikach Chiny zajęły pierwsze miejsce w świecie, w 4 – drugie lub czwarte. Ale w niektórych nawet 107.
W indeksie z 2011 r. Chiny zajmowały 29 miejsce, postęp jest więc bardzo wyraźny. Wyprzedzają one Japonię o jedno miejsce. USA zajęły trzecie miejsce, Rosja 46, a Indie 52. Pierwsze miejsce w omawianym rankingu zajęła Szwajcaria a ostatnie(129) Jemen.
Badaniami konkurencyjności w skali światowej i opracowywaniem Globalnego Indeksu Konkurencyjności (GCI) zajmuje się od ponad 30 lat Światowe Forum Ekonomiczne (WEF). Od 2005 r. WEF oblicza agregatowy indeks konkurencyjności dla 140 krajów (liczba ta corocznie wzrasta) przy współpracy ponad 13 tysięcy respondentów. Konkurencyjność wg Forum to zbiór instytucji, polityk i czynników determinujących poziom produktywności danego kraju.
GCI jest średnią ważoną wielu rozmaitych czynników, których każdy odzwierciedla danego aspekt całego kompleksu konkurencyjności.
Światowe Forum Ekonomiczne konstruując indeks zgrupowało te czynniki (jest ich 110) w 12 filarów konkurencyjności. Są one oceniane odrębnie ale z świadomości ich wzajemnych korelacji, w końcowej postaci tworząc agregatowy indeks.
Dla każdego z filarów oraz czynników tworzone są subindeksy. Te 12 filarów to (w nawiasie liczba czynników): instytucje (19), infrastruktura (8), środowisko makroekonomiczne (5), zdrowia i oświata podstawowa (11), szkolnictwo wyższe i średnie oraz szkolenia (8), efektywność rynku towarów (15), efektywność rynku pracy (9), zaawansowanie rynków finansowych (9), inicjatywy technologiczne (8), rozmiary rynku (2), zaawansowany biznes (8) oraz innowacje (7). Pierwsze cztery filary tworzą fundamenty gospodarki, kolejnych sześć zwiększa jej efektywność, a pozostałe dwa napędzają rozwój.
W światowym indeksie konkurencyjności 2018 Chiny zajmują 28. miejsce z wartością indeksu 72,6 (w skali 0-100), podczas gdy 10 lat wcześniej zajmowały 34. miejsce. Hong Kong zajmuje 8. miejsce, zaś Tajwan 13. W niektórych czynnikach Chiny zajmują pierwsze lub drugie miejsce, a w wielu są w pierwszej dziesiątce.
Pierwsze miejsce zajmują USA a ostatnie Czad (140). Japonia jest piąta, Rosja 43 a Indie 58.

Umiarkowana wolność

Indeks Wolności Gospodarczej opracowywany i publikowany jest od 1995 r. przez Institute for Economic Freedom. Obejmuje 180 krajów.
Indeks jest średnią arytmetyczną o jednakowych wagach, składa się z 4 bloków tematycznych i 12 subindeksów, zaś każdy subindeks zawiera od jednego do 12 cząstkowych mierników (czynników) w skali oceny 0-100.
Subindeksy dotyczą biznesu (10 mierników cząstkowych), handlu (7), polityki fiskalnej (3), rozmiarów wydatków rządowych (2), wolności monetarnej (2), inwestowania (1), finansów (1), własności (1), korupcji i pracy (6).
Warto odnotować znaczenie wolności gospodarczej. Współczynnik korelacji pomiędzy indeksem wolności gospodarczej a dynamizmem przedsiębiorczości wynosi 0,87. Jeśli chodzi o standard życia korelacja wynosi 0,64, korelacja z demokratyzacją kraju to 0,63, a z postępem społecznym 0,73.
Wartość indeksu w skali światowej wyniosła w 2019 r. – 60,8.
W indeksie wolności gospodarczej Chiny znalazły się dopiero na 100. pozycji, a w skali Azji na 20 (spośród 43). Hong Kong – na pierwszej pozycji w skali świata, Makao na 34 i Tajwan na 10.
Wśród 12 filarów najsłabsze oceny w Chinach uzyskała wolność w zakresie inwestowania (dotyczy to inwestorów zagranicznych) oraz wolność w zakresie finansów (20-25 pkt.). Najwyższe oceny dotyczyły wolności w zakresie handlu z zagranicą, zdrowia finansów publicznych ora efektywności stanowienia prawa (73-76 pkt.).
W 1995 r. indeks dla Chin wynosił 52,00. Od 2015 r. jego wartość wzrosła z 52,7 do 58,4 w 2019 r. Raport zalicza Chiny do krajów o umiarkowanej ingerencji w gospodarce.
USA zajęły w tym roku 12. miejsce, Rosja – 98, Indie – 129, a Japonia 30.

Warunki dla biznesu

Raporty na temat warunków prowadzenia działalności gospodarczej prowadzone są od 16 lat. Dotyczą one głównie regulacji biznesowych w obszarze małych i średnich przedsiębiorstw. Badania prowadzone są przez Międzynarodowy Bank Odbudowy i Rozwoju oraz Bank Światowy. W Chinach dla opracowania raportu i indeksu zebrano 57 tysięcy danych jednostkowych.
Wskaźniki dotyczą takich obszarów jak: warunki startu do biznesu (4 mierniki), pozwolenia na budowę (4), dostęp do elektryczności (4), rejestracja własności (4), dostęp do kredytów (4), ochrona mniejszościowych inwestorów (6), płatność podatków (4), handel zagraniczny (12), zawierania kontraktów (3), ryzyko niewypłacalności (4) oraz regulacje rynku pracy. W sumie zatem ok. 50 mieriników.
Według raportu Doing Business 2019 Chiny zajęły 46. miejsce z wartością indeksu 73,64 i zostały zaliczone do 10 krajów, które w ostatnim roku dokonały największego postępu (zwiększenia wartości indeksu o 8,64). Hong Kong zajmuje 4 pozycję a Tajwan 13. Wg raportu za 2010 r. Chiny zajmowały 89 pozycję.
Bardzo wysokie pozycje zajęły Chiny w takich obszarach jak: zawieranie kontraktów (6. pozycja), dostęp do elektryczności (14), rejestracja własności (27) i warunki startu do biznesu (28). Odległe miejsca zajęły zaś obszary: płatności podatków (114) i pozwolenia na budowę (121).
Pierwsze miejsce w rankingu Doing Business zajęła Nowa Zelandia, a ostatnie Somalia. USA zajęły 8 pozycję, Rosja – 31, Japonia – 39, Indie – 77.

Korupcja wciąż się trzyma

Badania postrzegania korupcji prowadzi Transparency International w 180 krajach. Indeks mierzy postrzeganie poziomu korupcji w sektorze publicznym opierając się na 13 różnych badaniach eksperckich i biznesowych.
Skala indeksu wynosi od 0 (kraj wysoko skorumpowany) do 100 (kraj bez korupcji).
Średnia wartość indeksu w skali świata wynosi 43. Dwie trzecie krajów posiada indeks poniżej 50 pkt. i tylko 20 krajów odnotowało postęp. Z kolei w 16 notowano regres.
Chiny w indeksie 2018 uzyskały 87 pozycję (wartość indeksu 39). Hong Kong – 14, a Tajwan 31. W raporcie 2014 Chiny miały 100 pozycję, a więc mimo bardzo słabego wciąż miejsca, postęp jest wyraźny. Hong Kong i Tajwan także poprawiły swe notowania, choć tylko o kilka pozycji. Pierwsze miejsce zdobyła Dania z wartością indeksu 88, ostatnie Somalia – z wartością indeksu 10. Japonia jest na 18 miejscu, USA na 22, Indie na 78, a Rosja na 138 miejscu. Od 2014 r. USA spadły o 5 miejsc, Japonia o 3 miejsca. Indie poprawiły pozycję o 7 miejsc a Rosja pogorszyła o dwa.
W indeksie rozwoju społecznego (Human Development Index) publikowanym od 1990 r. przez United Nations Development Programme., Chiny w 2018 r. osiągnęły wartość 0,752 (od poziomu 0,8 kraj kwalifikowany jest do grupy wysoko rozwiniętych społecznie). Daje to 86. miejsce. Hong Kong osiąga już poziom 0,933 i jest 7. W 1990 r. HDI dla Chin wynosił 0,502, w 2000 r. – 0,592 i w 2010 r. – 0,706. Wzrost jest więc systematyczny i wyraźny. Średnia światowa HDI to 0,729.

Gospodarka 48 godzin

Ludzie kupują mniej aut

Sprzedaż nowych pojazdów na świecie w 2018 roku po raz pierwszy od czasu globalnego kryzysu finansowego zmniejszyła się i wyniosła 95,1 mln sztuk, tj. o ok. 1 proc. mniej niż w roku poprzednim. Na gorsze wyniki wpływ miała spadająca sprzedaż nowych samochodów osobowych, których zarejestrowano o ok. 2 mln sztuk mniej (3 proc.) niż rok wcześniej. Natomiast sprzedaż nowych samochodów użytkowych od roku 2009 nieprzerwanie rośnie – w ubiegłym roku 26,4 mln sztuk tych pojazdów zyskało nabywców, co oznacza wzrost o ok. 6 proc. W ubiegłym roku globalna sprzedaż pojazdów ładowanych elektrycznie osiągnęła 2,1 mln sztuk, co oznacza wzrost aż o 64 proc. wobec 2017 r.
Do pogorszenia się wyników branży motoryzacyjnej na świecie najbardziej przyczyniła się sytuacja na dwóch rynkach: chińskim i amerykańskim. W Stanach Zjednoczonych mały wzrost sprzedaży spowodowany był wysokim oprocentowaniem kredytów na samochody, wysokimi średnimi cenami aut oraz dużą podażą 2-3 letnich pojazdów dostępnych na rynku wtórnym. Z kolei problemy na rynku chińskim wyniknęły z powolnego nasycenia rynku (szczególnie w dużych miastach), do czego doszły obawy o wojnę handlową ze Stanami Zjednoczonymi oraz ogólne spowolnienie gospodarcze. Wprowadzenie zapowiedzianych ceł na kolejne produkty w amerykańsko-chińskiej rozgrywce będzie rodziło konsekwencje dla firm motoryzacyjnych oraz konsumentów. W Unii Europejskiej producenci będą musieli zmierzyć się z coraz ostrzejszymi normami emisji CO2. Komisja Europejska przyjęła nowe regulacje dla aut osobowych wymagające zmniejszenia w 2030 r emisji dwutlenku węgla o 37,5 proc. w stosunku do 2021 r. Optymizmem nie napawa również zapowiadane spowolnienie gospodarcze, które może wpłynąć na dalsze spadki sprzedaży na wszystkich kluczowych dla branży motoryzacyjnej rynkach. W USA po spadku rejestracji nowych pojazdów w roku 2017, w 2018 r. odnotowano niewielki wzrost (o 100 tys. sztuk, ok. 1 proc. ). W ubiegłym roku nastąpił w Chinach pierwszy od 1990 r. spadek sprzedaży. Zarejestrowano ich 28,1 mln, o 2,8 proc. mniej niż w 2017 r. Rynek unijny, w przeciwieństwie do tych dwóch zanotował kolejny rok wzrostu sprzedaży samochodów osobowych i użytkowych. Ogółem, w 2018 r w UE zarejestrowano ok. 15,2 mln nowych samochodów osobowych – o 0,1 proc. więcej niż w 2017. Wśród dziesięciu największych rynków najwyższy wzrost rejestracji odnotowano w Polsce (+9 proc.), Hiszpanii (+7 proc.) oraz Holandii (+7 proc.). Niezmiennie najwięcej samochodów rejestruje się w Niemczech i Wielkiej Brytanii. W Polsce sprzedano 600,7 tys. samochodów osobowych i dostawczych – jest to wynik wyższy o 9,8 proc. w porównaniu do poprzedniego roku. Te dane podaje raport Niskoemisyjna Mobilność, przygotowany przez Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego.

Gospodarka 48 godzin

Bariery przed gospodarką

W ciągu ostatnich 30 lat Polska rozwijała się najszybciej spośród państw postsocjalistycznych, które wstąpiły do UE. Wciąż jednak nie nadrobiła jeszcze zaległości rozwojowych i pozostaje siódmym najbiedniejszym krajem UE. Dalsza poprawa poziomu życia w Polsce wymaga utrzymania szybkiego tempa wzrostu gospodarczego, który zależy od zmiany liczby pracujących oraz wydajności ich pracy. Polskie społeczeństwo się starzeje i ubywa w nim osób w wieku produkcyjnym. W ciągu ostatnich 5 lat wpływ starzenia się na gospodarkę był łagodzony przez napływ pracowników z Ukrainy, jednak zaczął on już zwalniać, a tylko w ciągu najbliższych 4 latach ubędzie w Polsce ponad 800 tys. osób w wieku produkcyjnym. Malejącą iczbę pracujących trudno będzie skompensować szybszym wzrostem wydajności pracy przy niskiej stopie inwestycji oraz państwowych przedsiębiorstwach i innych barierach ograniczających wzrost ich produktywności – ocenia FOR.

PiS nie dbał o rozwój

W ciągu ostatnich czterech lat, wbrew deklaracjom o wzroście inwestycji, polityka rządu PiS była nastawiona przede wszystkim na pobudzanie konsumpcji nowymi transferami, a uszczelnienie polegające na zaostrzeniu opresyjności systemu podatkowego w połączeniu z atakiem na niezależność wymiaru sprawiedliwości zniechęcały firmy do inwestycji pomimo bardzo dobrej koniunktury. W efekcie w okresie 2015-2018 Polska odnotowała 4-ty najszybszy wzrost konsumpcji i 5ty najsłabszy wzrost inwestycji spośród 28 krajów UE. Zdecydowana większość nowych wydatków była nastawiona na transfery zniechęcające do pracy. Z 40 mld zł tzw. Piątki Morawieckiego 30 mld zł zostało przeznaczone na transfery niepowiązane z pracą, a tylko 10 mld zł na obniżenie opodatkowania osób pracujących, a kwota ta jeszcze spadnie, gdy uwzględni się wpisane do budżetu podwyżki podatków i składek.

Wlk. Brytania bez recesji

W drugim kwartale 2019 roku spadł brytyjski PKB, co było pierwszą taką sytuacją od 2012 roku. To wywołało obawy, że brytyjska gospodarka może wpaść w recesję. Jednak w sierpniu brytyjski produkt krajowy brutto skurczył się o 0,1 proc., ale skorygowano w górę wyniki za lipiec do +0,4 proc. Zatem w okresie czerwiec-sierpień wzrost gospodarczy wyniósł 0,3 proc. i był wyższy, niż przewidywały prognozy analityków.

Jak się pozbyć niechcianego brzucha

To pytanie zadaje sobie wielu z nas. Nadmierna, opadająca fałda tłuszczu (mięsień piwny) nie tylko szpeci, ale także jest niebezpieczna dla zdrowia.

Coraz liczniejsze dowody wskazują na to, że w odkładającym się na brzuchu tłuszczu gromadzą się szkodliwe produkty przemiany materii.
Ponadto, tkanka ta przyczynia się do stanu zapalnego i jest endokrynnie czynna to znaczy wytwarza wiele biologicznie czynnych peptydów i uwalnia je do krwioobiegu. Z tego powodu określa się ją jako „Sick fat” – „chora tkanka tłuszczowa”.
Powszechnie wiadomo, że powodem nadmiernego gromadzenia tłuszczu w organizmie jest nieprawidłowa dieta, brak aktywności fizycznej, a także uwarunkowania genetyczne. Jak wskazuje portal dozdrowia.com.pl, często jednak nie zdajemy sobie sprawy jak wielką rolę odgrywa również brak równowagi hormonalnej.
Gdy hormony szaleją
Hormony mają ogromny wpływ na nasze zdrowie psychiczne, fizyczne i stany emocjonalne. Odgrywają ważną rolę w kontrolowaniu apetytu, wagi oraz nastroju.
Zazwyczaj gruczoły wydzielania wewnętrznego wytwarzają dokładną ilość każdego z hormonów, potrzebną do różnych procesów zachodzących w ludzkim organizmie.
Niestety coraz częściej w dzisiejszym świecie charakteryzującym się szybkim i nowoczesnym stylem życia, zaburzenia równowagi hormonalnej stają się bardzo powszechne. Musimy również pamiętać o tym, że z wiekiem poziom niektórych hormonów zmniejsza się.
W jaki sposób możemy poprawić równowagę hormonalną organizmu? Zacznijmy od tego, że trzeba spożywać odpowiednią ilość białka w każdym posiłku.
Konsumowanie białka jest bardzo ważne, ponieważ dostarcza ono niezbędne aminokwasy, których organizm sam nie jest w stanie wytworzyć. Muszą one być spożywane codziennie w celu utrzymania zdrowia mięśni, kości i skóry. Białko wpływa na uwalnianie hormonów kontrolujących apetyt i przyjmowanie pokarmu.
Badania wykazały, że jedzenie białka obniża poziom greliny „hormonu głodu” i stymuluje produkcję hormonów, które pomagają czuć się sytym. Aby zoptymalizować odpowiednią pracę hormonów, eksperci zalecają spożywanie co najmniej 20–30 gramów białka na jeden posiłek. Spowoduje to wytwarzanie hormonów, które hamują apetyt i pomagają poczuć się nasyconym.
Wcale nie krzepi
Unikajmy cukru i rafinowanych węglowodanów. Są one powiązane z wieloma problemami zdrowotnymi.
Unikanie lub minimalizowanie spożycia tych substancji może być pomocne w zapewnieniu optymalnego funkcjonowania hormonów, oraz w zapobieganiu otyłości, cukrzycy i innych chorób tzw. dietozależnych.
Badania wykazały, że fruktoza zwiększa poziom insuliny i promuje oporność na nią, szczególnie u osób z nadwagą i otyłych z cukrzycą lub stanem przedcukrzycowym. Fruktoza stanowi zaś co najmniej połowę większości rodzajów cukru.
Cukier to także naturalne formy, takie jak miód i syrop klonowy, a także syrop kukurydziany o wysokiej zawartości fruktozy, bardzo często stosowany nawet jako tańszy zamiennik cukru stołowego.
Dieta bogata w rafinowane węglowodany, takie jak białe pieczywo (bułeczki, precelki, naleśniki) może sprzyjać oporności na insulinę u dużej części dorosłych oraz młodzieży.
Natomiast stosowanie diety o niskiej lub umiarkowanej zawartości węglowodanów złożonych (pieczywo żytnie, kasze) może obniżyć poziom insuliny u osób z nadwagą i otyłością, oraz ze stanem przedcukrzycowym i innymi stanami oporności insulinowej , takimi jak np. schorzenie pod nazwą zespół policystycznych jajników mogące być przyczyną niepłodności.
Don’t worry be happy
Opanuj stres – i naucz się go kontrolować. To ważne, bo stres może wpływać na zaburzenia równowagi hormonalnej, powoduje wzrost poziom kortyzolu i adrenaliny.
Kortyzol często nazywany jest właśnie „hormonem stresu”, ponieważ pomaga organizmowi radzić sobie ze stresem w dłuższej perspektywie. Adrenalina to hormon „walki lub ucieczki”, zapewnia naszemu organizmowi odpowiedni zastrzyk energii, jest reakcją na bezpośrednie niebezpieczeństwo.
Kiedyś hormony te były głównie wyzwalane przez zagrożenia ze strony drapieżników, dziś są one zwykle wyzwalane przez przeładowany zadaniami przytłaczający, szybki styl życia ludzi.
Niestety chroniczny stres powoduje, że poziom kortyzolu pozostaje na bardzo wysokim poziomie, co może prowadzić do nadmiernego przyswajania kalorii i otyłości, w tym zwiększonego poziomu tłuszczu odkładającego się w okolicy brzucha.
Podwyższony poziom adrenaliny może powodować wysokie ciśnienie krwi, szybkie bicie serca i niepokój. Jednak objawy te są zwykle krótkotrwałe, ponieważ w przeciwieństwie do kortyzolu, adrenalina jest mniej podatna na przewlekłe podwyższenie.
Badania wykazały, że można obniżyć poziom kortyzolu, angażując się w techniki redukujące stres, takie jak medytacja, joga, masaż i słuchanie muzyki relaksacyjnej. Starajmy się poświęcać co najmniej 10–15 minut dziennie na działania zmniejszające stres – i nie próbujmy wykręcać się brakiem czasu.
Znalezienie własnego sposobu radzenia sobie ze stresem, wybór odpowiedniej metody (drobne przyjemności: medytacja, joga, masaż, słuchanie kojącej muzyki, spacery), może bardzo pomóc w uregulowaniu hormonu stresu.
Z kaloriami za pan brat
Unikajmy zarówno przejadania się, jak i stosowania drakońskich diet. Jedzenie za dużo lub za mało może powodować zmiany hormonalne, które prowadzą do problemów z wagą.
Przejadanie się zwiększa poziom insuliny i zmniejsza wrażliwość komórek na jej działanie, szczególnie u osób z nadwagą i otyłych, które są oporne na insulinę oraz mających problem z poziomem leptyny.
Z drugiej strony, nadmierne ograniczenie ilości spożywanych kalorii, jest dla naszego organizmu stresem i prowadzi do wzrostu poziomu kortyzolu, hormonu stresu, który powoduje zwiększenie masy ciała, gdy jest długotrwale podwyższony.
Jedno z badań wykazało, że ograniczenie spożycia pokarmu do mniej niż 1200 kalorii dziennie doprowadziło do wzrostu poziomu kortyzolu. U niektórych osób diety bardzo niskokaloryczne mogą wywołać odporność na insulinę.
Spożywanie zbyt dużej lub zbyt małej ilości kalorii może prowadzić do nierównowagi hormonalnej. Dla optymalnego zdrowia, starajmy się jeść nie mniej niż 1500 – 2000 kalorii dziennie.
Więc śpij kochanie
Wysypiajmy się. Nieważne czy twoja dieta jest wspaniale dopięta i czy ćwiczysz 4-5 razy w tygodniu pod okiem trenera personalnego. Jeśli nie zadbasz o sen, to twoje zdrowie ucierpi na tym najbardziej.
Krótki sen związany jest z brakiem równowagi wielu hormonów, w tym insuliny, kortyzolu, leptyny, greliny i hormonu wzrostu.
W jednym z badań analizowano wpływ ograniczenia snu na zdrowych młodych mężczyzn. Okazało się, gdy ich sen był ograniczony przez dwa dni, leptyna spadła o 18 proc., grelina wzrosła o 28 proc., a głód zwiększył się o 24proc. Mężczyźni ci wykazywali dużo większe niż zwykle zainteresowanie spożywaniem pokarmów wysokokalorycznych.
Nie tylko długość snu jest ważna, ale także jego jakość. Okazuje się, że nasz mózg potrzebuje nieprzerwanego snu, który pozwoli mu przejść przez wszystkie pięć etapów każdego cyklu sennego. Jest to szczególnie ważne w przypadku uwalniania hormonu wzrostu, który występuje głównie w nocy podczas głębokiego snu.
Aby utrzymać optymalną równowagę hormonalną, starajmy się spać przynajmniej 7 godzin każdej nocy. Sen nieodpowiedni lub złej jakości, potęguje uczucie głodu i zwiększa wydzielanie hormonu stresu. Wpływa na zmniejszenie wydzielania hormonu wzrostu i wzrost insulinooporności.

Innowacyjnie to już było

Rządowi PiS nie zależy na modernizowaniu polskiej gospodarki. Przekracza to zresztą jego możliwości.

Jeśli mowa o postępie w innowacyjności, to niestety Polski to nie dotyczy. Rząd Prawa i Sprawiedliwości nic nie robi, by podnieść innowacyjność naszej gospodarki.
PiS-owscy prominenci wprawdzie dość często o tym mówią, ale to tylko lipna propaganda na użytek szerokiej publiczności. W rzeczywistości obecna ekipa się tym nie zajmuje – i nie przejmuje.

Pod koniec listy

Efekty takiego podejścia ze strony rządu PiS widać w międzynarodowych rankingach najbardziej innowacyjnych gospodarek. Jak wskazuje Globalny Indeks Innowacyjności 2019, Polska zajmuje dopiero 39 miejsce. To najważniejszy na świecie wskaźnik dotyczący tej sfery, sporządzany przez Światową Organizację Własności Intelektualnej ONZ oraz dwie wybitne wyższe uczelnie: Uniwersytet Cornella oraz Europejski Instytut Administracji Biznesowej. Obejmuje on 129 krajów.
Za czasów rządów PO-PSL, Polska awansowała w Globalnym Rankingu Innowacyjności z 56 na 39 miejsce. Postęp był więc naprawdę duży, ale ekipa z PIS to zaprzepaściła. Od 2016 r. nasz kraj zajmuje to samo 39 miejsce.
Jeszcze gorzej wypadamy w drugiej prestiżowej klasyfikacji: Europejskim Rankingu Innowacyjności publikowanym przez Komisję Europejską. Ranking ten obejmuje wszystkie kraje Unii Europejskiej. Polska zajmuje w nim 25 miejsce, wyprzedzając jedynie Chorwację, Bułgarię i Rumunię.
Możemy tylko marzyć o doścignięciu Litwy, Łotwy czy Słowacji, o Czechach, Węgrach czy Słowenii już nie wspominając. Za rządów PO-PSL nasz kraj zajmował w tym rankingu 23 miejsce.

Rząd bezczynny i bierny

Indolencja i brak zainteresowania rządu PiS to główny powód tak niskiego stopnia innowacyjności polskiej gospodarki – bo bez wsparcia ze strony administracji państwowej żaden kraj nie jest w stanie skutecznie modernizować swego potencjału wytwórczego.
Polscy naukowcy mogą osiągać sukcesy, ale ich praca jest niweczona przez bierność i bezczynność instytucji rządowych.
– Wydatki na innowacyjność w Polsce w rzeczywistości często polegają na… kupowaniu innowacji zagranicznych. Konkurujemy zaś, tak jak zwykle, tanią siłą roboczą. Ale czas taniej siły roboczej właśnie się u nas kończy – mówi dr. Patryk Dziurski ze Szkoły Głównej Handlowej.
O braku wsparcia dla innowacji dobrze wie znakomity naukowiec oraz lekarz, prof. Henryk Skarżyński, twórca i szef Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu oraz Światowego Centrum Słuchu. Swoje Centrum Innowacyjne profesor otwiera w Senegalu.
– W Polsce szuka się oszczędności na innowacyjnych technologiach medycznych. W rezultacie, rodzice chorych dzieci korzystają z nich prywatnie – ale oczywiście tylko ci, których na to stać. Narodowy Fundusz Zdrowia nie finansuje nowatorskich technologii – podkreśla prof. Henryk Skarżyński.
Takie technologie mogą w Polsce powstawać. Przeszkodą nie jest brak zdolności naszych naukowców. Przeszkodą jest bierność i nieskuteczność organizacyjna rządu PiS.

Daleko od patentów

– Mamy świetnych naukowców, ich odkrycia mogą i powinny być bazą do uzyskiwania patentów na najważniejszych rynkach świata. Nie wystarczy jednak stworzenie dobrej technologii. Trzeba mieć strategię budowania portfela patentowego. Polska własność intelektualna musi być powszechnie chroniona. My jednak nie możemy skalować swych osiągnięć i zaistnieć globalnie – wskazuje Bogusława Skowrońska, ekspertka z zarządu Fundacji Przedsiębiorczości Technologicznej.
Oczywiście, nie zmienia to faktu, że w Polsce są lepsi i gorsi naukowcy – w tym i tacy, co nie tylko prochu, lecz niczego nie wymyślą.
Bojąc się utraty swych posad wykonują bezpieczne badania podstawowe, które zgodnie z definicją ( zawartą w ustawie o szkolnictwie wyższym i nauce ) są pracami teoretycznymi, podejmowanymi przede wszystkim w celu zdobycia nowej wiedzy o podstawach zjawisk i faktów, bez nastawienia na bezpośrednie zastosowanie komercyjne.
Te badania można spokojnie ciągnąć latami, bez widocznych rezultatów – ale one nie unowocześnią polskiej gospodarki.

Trzeba zmieniać rzeczywistość

– Wykonując tylko badania podstawowe, niczego wokół siebie nie zmienimy. Trzeba prowadzić takie badania, które przynoszą konkretne wyniki – a potem je komercjalizować, wytwarzać i stosować – mówi prof. Anna Wójcicka z Centrum Nowych Technologii Uniwersytetu Warszawskiego.
Pani profesor wie o tym z własnego doświadczenia, jako prezes spółki naukowej wykonującej zaawansowane testy genetyczne mogące ratować życie.
Jak głosi misja spółki: „Wykorzystując nowoczesne narzędzia analizy genetycznej poszukujemy w genomie człowieka błędów odpowiedzialnych za powstawanie chorób”.
– Dla wielu pacjentów to bardzo istotne, że jesteśmy firmą polską. Dzięki temu aż 98 proc. z nich zgadza się na wykorzystanie badań swych genów dla naszych celów naukowych Wykonujemy te same badania co w zaawansowanych krajach zachodnich – ale umiemy tworzyć technologie, dzięki którym możemy robić je taniej. Obniżka cen, wynikająca z innowacyjności, a nie z niskich kosztów pracy, to duża część naszego sukcesu – podkreśla prof. Wójcicka.
Z tych testów genetycznych wynika między innymi, że u 5 proc. badanych osób występuje bardzo duże ryzyko zachorowania na chorobę nowotworową. Wykonanie badań genetycznych u wszystkich Polaków pozwoliłoby na zapobieganie i wczesne leczenie tych nowotworów.
Te badania genetyczne uratowałyby życie wielu ludzi i przyniosły ok. 90 mld zł oszczędności – ale oszczędności byłyby w perspektywie dwudziestu lat, a nie od razu. Wiadomo więc, że rząd PiS nie wyda ani grosza, aby takie badania przeprowadzić.

Gospodarka 48 godzin

Regres na giełdzie energii

Obroty energią elektryczną na Towarowej Giełdzie Energii wyniosły we wrześniu br. 26 524 207 megawatogodzin i były o 13,8 proc. niższe niż we wrześniu roku 2018. Natomiast całkowity wolumen transakcji giełdowych zawartych na rynkach gazu ziemnego we wrześniu br. wyniósł 11 936 421 MWh, co przekłada się na spadek rok do roku aż o 38,5 proc.

Szczepić się na grypę?

Zaczął się sezon zachorowań na grypę. Na polskim rynku powinny się więc pojawić szczepionki o składzie corocznie aktualizowanym przez Światową Organizację Zdrowia. Główny Inspektorat Sanitarny informuje, że szczepienia przeciw grypie można wykonać bez względu na wcześniejsze zachorowanie na grypę (ale chyba jednak nie bezpośrednio po wydobrzeniu z tej choroby). Ich skuteczność u dorosłych poniżej 65 roku życia sięga 70-89 proc. GIS nie podaje, jaka jest skuteczność szczepienia na grypę u osób powyżej 65 roku życia, ale można domniemywać, że znacznie mniejsza niż 70 proc. W każdym razie, GIS przekonuje, że według aktualnych międzynarodowych i polskich zaleceń, przeciw grypie szczepić powinny się wszystkie osoby, które chcą zapobiegać tej chorobie i jej powikłaniom. Jednak, jak wskazuje GiS, najwięcej korzyści ze szczepień i szczególne zalecenia aby je wykonać, dotyczą osób z grup ryzyka powikłań pogrypowych: chorujących przewlekle, seniorów, dzieci oraz kobiet w ciąży (wydaje się jednak, że nie w każdej chorobie przewlekłej można się szczepić przeciw grypie, a np. ciąża zagrożona także może być przeciwwskazaniem do takiego szczepienia). Jednym słowem, Główny Inspektorat Sanitarny zdecydowanie (i niemal bezrefleksyjnie) zachęca do szczepień na grypę – a zdrowy rozsądek podpowiada, by takie szczepienie poprzedzić gruntowną konsultacją z lekarzem. Urzędnicy GIS swoje poparcie dla szczepień wyrazili czynem. Na grypę zaszczepiło się zatem całe kierownictwo Głównego Inspektoratu Sanitarnego wraz z rodzinami oraz pracownicy GiS. Ciekawe, czy rzeczywiście frekwencja była stuprocentowa, a pracownicy zaszczepili się w pełni dobrowolnie?. Jarosław Pinkas, Główny Inspektor Sanitarny, twierdzi, że pracownicy Głównego Inspektoratu Sanitarnego doskonale wiedzą, jak niebezpieczne może być zachorowanie na grypę, dlatego od lat korzystają ze szczepień. Tym samym chronią siebie i osoby w swoim otoczeniu nie tylko przed dokuczliwymi objawami, ale także przed groźnymi powikłaniami, które szczególnie w przypadku osób z grup ryzyka, mogą skończyć się hospitalizacją, a nawet śmiercią. Większość zdrowych osób choruje na grypę kilka razy w ciągu całego swojego życia.

Niech nas strzeże św. Andrzej

W Polsce najwięcej ludzi ginie na przejazdach kolejowych o najmniejszym natężeniu ruchu pociągów.

Stan techniczny pociągów w Polsce pozostawia wiele do życzenia. Daje się to zauważyć zwłaszcza w okresach wzmożonego ruchu, takiego jak wakacje.
W okresie tegorocznego wakacyjnego szczytu przewozowego inspektorzy Urzędu Transportu Kolejowego przeprowadzili 154 kontrole pociągów. Stwierdzili występowanie 213 uchybień. Część z nich była na tyle poważna, że wydano 25 decyzji wyłączających z ruchu pociągi lub niektóre wagony pasażerskie. W 56 przypadkach ograniczono zaś eksploatację wagonów.
W trakcie kontroli sprawdzano elementy odpowiedzialne za bezpieczeństwo oraz związane z komfortem podróżowania. Najwięcej wykrytych nieprawidłowości (32 proc.) dotyczyło uszkodzonych drzwi, co mogło nawet grozić utratą życia.
– Dużą liczbę uszkodzeń drzwi stwierdziliśmy w pociągach PKP Intercity. Zobowiązaliśmy tego przewoźnika do stworzenia programu naprawczego – stwierdził dr. Ignacy Góra prezes Urzędu Transportu Kolejowego.
Na inne usterki techniczne przypadało około 15 proc. Poza tym dosć często zdarzało się błędne oznakowanie wagonów, które stanowiło 11 proc. ujawnionych uszkodzeń.

Może rzecznik pomoże

Kontrole przeprowadzono u 10 przewoźników pasażerskich. Inspektorzy UTK szczególną uwagę zwracali na pociągi dalekobieżne kursujące do miejscowości popularnych wśród turystów. Dlatego najwięcej, bo 106 kontroli, przeprowadzono właśnie w pociągach PKP Intercity.
W przypadku stwierdzenia nieprawidłowości, Urząd Transportu Kolejowego nakazuje ich usunięcie i dokładną analizę, by nie powtarzały się w przyszłości. Jeśli naruszenia nie zostaną usunięte we wskazanym terminie, to za każdy dzień opóźnienia przewoźnikowi grozi do 5 tys. euro kary.
Pasażerowie sami często widzą usterki polskich pociągów. Jeśli chcą złożyć skargę lub reklamację, w pierwszej kolejności powinni kontaktować się z przewoźnikiem. Jeśli odpowiedź nie będzie satysfakcjonująca, wówczas mogą zgłosić sprawę Urzędowi Transportu Kolejowego za pomocą formularza internetowego lub po prostu e-maila wysyłanego na adres pasazer@utk.gov.pl. Działa też infolinia (tel. 22 460 40 80) dotycząca praw pasażerów, czynna od poniedziałku do piątku w godz. 8.15 – 16.15.
Pasażerowie, których ewentualne roszczenia finansowe o odszkodowanie nie zostały uwzględnione, mogą także wziąć udział w bezpłatnym postępowaniu prowadzonym przez Rzecznika Praw Pasażera Kolei. Szczegóły dostępne są na stronie www.pasazer.gov.pl.
Rzecznik ten (a raczej rzeczniczka, bo tę funkcję sprawuje młoda 34-letnia radca prawna Joanna Marcinkowska) działa od 1 lutego 2019 r. i powoływany jest na pięcioletnie kadencje przez Prezesa Urzędu Transportu Kolejowego (od 24 listopada 2016 r. jest nim Ignacy Góra). W tym czasie do Rzecznika Praw Pasażera Kolei wpłynęło ponad 700 spraw (może rozstrzygać spory o wartości nie mniejszej niż 10 zł i nie większej niż 20 000 zł).
Mniej więcej co czwarta z nich dotyczyła odwołania od wezwania do zapłaty wystawionego z powodu braku ważnego biletu lub okazania biletu z niewłaściwym rodzajem ulgi. Podobna liczba spraw to żądanie przyznania odszkodowania za opóźnienie pociągu. W co piątym przypadku pasażerowie prosili o pomoc w uzyskaniu zwrotu należności za niewykorzystany bilet. Nieco rzadziej ich zastrzeżenia dotyczyły komfortu przejazdu, a sporadycznie innego rodzaju zdarzeń, np. urazów powstałych podczas podróży lub kradzieży odzieży lub bagażu.
Skuteczność postępowania przed Rzecznikiem Praw Pasażera Kolei jest średnia. W wyniku wniesienia tych ponad 700 spraw, rzeczniczka wszczęła około 400 postępowań polubownych. Mniej więcej 60 proc. z nich zakończyło się wydaniem przez rzeczniczkę decyzji, kończącej spór i zaakceptowanej przez przewoźnika oraz pasażera. Oczywiście jeśli pasażer nie zgadza się z wynikiem postępowania polubownego to zawsze może oddać sprawę do sądu – choć raczej trudno oczekiwać, by sąd, tak samo badający podstawy prawne jak i Rzecznik Praw Pasażerów Kolei, wydał orzeczenie znacznie korzystniejsze dla pasażera.

Dużo zrobiliśmy ale trzeba więcej

Prezes Urzędu Transportu Kolejowego przyjmuje również zgłoszenia podróżnych dotyczące bezpieczeństwa w ruchu kolejowym. W tych sprawach także można skontaktować się za pomocą formularza internetowego, e-maila na adres bezpieczenstwo@utk.gov.pl lub przez telefon (nr. 22 749 15 85).
Z bezpieczeństwem na kolei wciąż jest w Polsce nienajlepiej, zwłaszcza jeśli chodzi o sytuację na przejazdach kolejowych i przejściach. Niestety, rośnie liczba tragicznych wypadków. Na przejazdach i przejściach, tych legalnych, dopuszczonych do użytku publicznego, które powinny zapewniać bezpieczeństwo, w 2017 r. zginęło 76 osób, a 53 zostały ciężko ranne. W ubiegłym roku były 82 ofiary śmiertelne i 58 osób ciężko rannych.
– Robimy już dużo by zmienić tę sytuację, ale każda ofiara śmiertelna potwierdza, że trzeba zrobić jeszcze więcej – stwierdził Ignacy Góra, prezes UTK.
PKP Polskie Linie Kolejowe, państwowa firma odpowiadająca za stan infrastruktury kolejowej w Polsce, niezmiennie uznaje, że tragedie na przejazdach to w 98 proc. wina kierowców lub przechodniów, którzy pokonują przejazd czy przejście wtedy, kiedy już nie powinni tego robić, bo pociąg się zbliża.
Prezes UTK Ignacy Góra ma nieco inne zdanie i uważa, że przyczyny nieszczęśliwych wypadków leżą w ok. 75 proc. poza systemem kolejowym.
W rzeczywistości zaś, stopień winy ofiar jest jeszcze mniejszy. Najwięcej ludzi ginie i odnosi rany na przejazdach niestrzeżonych. Gdy pokonuje się przejazd, przed którym stoi tylko znak ostrzegawczy z lokomotywką oraz krzyż św. Andrzeja, to jeśli np. jest mgła, kierowca nie ma możliwości zorientowania się czy nadjeżdża pociąg.
W dodatku drogi często krzyżują się z torami nie prostopadle, lecz pod kątem ostrym, co ogromnie utrudnia dostrzeżenie pociągu. A jeśli jeszcze przejazd jest na łuku torów, co też się dość często zdarza, to już w ogóle nic nie można zobaczyć. Wtedy bezpieczne pokonanie torów przypomina grę w rosyjską ruletkę.
Ponadto, krzyże św. Andrzeja stoją nie tylko przed torami po których jeżdżą pociągi, lecz i przed torami na których ruch jest już od dawna wstrzymany – zardzewiałymi, pokrytymi ziemią, z drzewami rosnącymi między szynami. Kierowcy często uznają więc, że krzyż św. Andrzeja oznacza przejazd na którym nie trzeba uważać, bo nie ma tam pociągów – i tragedia gotowa.
Jednym z powodów dużej liczby ofiar jest też niewłaściwa sygnalizacja świetlna, stosowana w Polsce na przejazdach kolejowych. O tym, że trzeba się zatrzymać bo nadjeżdza pociąg, ostrzega migające czerwone światło.
Tymczasem kierowcy są przyzwyczajeni do tego, że w ruchu drogowym czerwone migające światło oznacza, iż jeszcze mają chwilę czasu, żeby zdążyć. Niekiedy myślą tak samo, widząc czerwone migające światło na przejeździe – i niestety nie zdążają. Dlatego konieczne byłoby zastosowanie czerwonego światła świecącego jednostajnie.
– Widziałem, jak grupie osób, które od niedawna miały prawo jazdy, zadano pytanie, co oznacza czerwone migające światło. Odpowiadały, że taki sygnał mówi, iż jeszcze mają moment na przejechanie – powiedział prezes UTK Ignacy Góra.

Najmniejszy ruch, najwięcej ofiar

Główną przyczyną tragedii na przejazdach jest jednak brak rogatek z półzaporami, automatycznie opuszczanymi gdy nadjeżdża pociąg. Zdarza się oczywiście, że kierowcy próbują objeżdżać opuszczone półzapory, ale robią tak tylko wariaci i samobójcy, na co już nic nie można poradzić. Ludzie umysłowo zdrowi czekają zaś, aż taki szlaban się podniesie.
Gdyby zainstalowano półzapory na każdym niestrzeżonym przejeździe kolejowym, to liczba wypadków natychmiast zmniejszyłaby się niemal do zera. U nas obowiązuje jednak jakieś durne rozporządzenie, które stanowi, że poziom zabezpieczenia na przejeździe kolejowym powinien zależeć od natężenia ruchu kolejowego. Czyli, na przejazdach o najmniejszym natężeniu ruchu jedynym ostrzeżeniem może być krzyż św. Andrzeja i znak z lokomotywką.
Skutek tego nieszczęsnego przepisu jest taki, że w Polsce najwięcej ludzi ginie na przejazdach, po których pociągi jeżdżą najrzadziej. A tych przejazdów – są one oznaczone w nomenklaturze kolejowej literą D oznaczającą najniższy poziom ochrony, bez żadnych urządzeń zabezpieczenia ruchu – jest w naszym kraju ponad 6 tysięcy.
– Apeluję o to, żeby przejazdy kategorii D częściowo zlikwidować. Jest ich zbyt dużo. Uważam także, że co do zasady, każdy z tych przejazdów powinien być lepiej zabezpieczony – stwierdził Ignacy Góra prezes Urzędu Transportu Kolejowego.
Na razie jednak tak się nie dzieje. Wspomniane rozporządzenie wciąż obowiązuje. Problemem jest też brak pieniędzy na poprawę poziomu zabezpieczeń oraz kłopoty techniczne, bo część przejazdów kategorii D nie ma zasilania elektrycznego.
Ludzie nadal będą więc, w majestacie prawa, ginąć na przejazdach kolejowych.

 

Gospodarka 48 godzin

Dzięki gierkowskim torom

Na jednej z części Centralnej Magistrali Kolejowej liczącej 210 km, pomiędzy Korytowem a Zawierciem, ma zostać wdrożony europejski system zarządzania ruchem kolejowym. Dopasowywanie na tym odcinku polskich kolei do standardów unijnych ma kosztować co najmniej 314 mln, a zakończy się, jak dobrze pójdzie, najwcześniej w 2023 r. Ponadto, na tym odcinku ma zostać zbudowany wiadukt za minimum 26 mln zł. Te inwestycje mają umożliwić ekspresom pasażerskim przekraczanie na tym odcinku prędkości 200 km/h., z teoretyczną granicą do 250 km/h, co powinno nastąpić być może za pięć, sześć lat. Gdyby nie było Centralnej Magistrali Kolejowej, zbudowanej „za komuny” w czasach Edwarda Gierka, nie byłoby dziś w ogóle mowy o tym, by pociągi w Polsce mogły w dającej się przewidzieć przyszłości jeździć szybciej niż 200 km/h. Dzięki istnieniu gierkowskiej CMK obecni zarządcy PKP mogą zaś snuć plany, że za kilka lat z Warszawy do Krakowa oraz Katowic da się dojechać pociągiem w czasie nie dłuższym niż dwie godziny.

Ceny zjadają nasze pensje

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych według szybkiego szacunku Głównego Urzędu Statystycznego we wrześniu 2019 r. w stosunku do poprzedniego miesiąca obniżyły się o 0,1 proc.(czyli wskaźnik cen wyniósł 99,9). Natomiast w porównaniu z analogicznym miesiącem ubiegłego roku wzrosły o 2,6 proc. Ów spadek cen we wrześniu o 0,1 proc. w porównaniu z sierpniem, mieści się w granicach błędu statystycznego. Dał on jednak asumpt PiS-owskim mediom „publicznym” do uprawiania propagandy sukcesu i triumfalnego ogłaszania jak to pod mądrymi rządami Prawa i Sprawiedliwości ceny w Polsce spadają. Otóż nie spadają, a rosną, co widać po porównaniach z ubiegłym rokiem.

Biznesmeni biorą się za łby

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców kierowany przez Cezarego Kaźmierczaka poinformował prezydenta RP Andrzeja Dudę, że nie akceptuje kandydatury Andrzeja Malinowskiego, szefa organizacji Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej, na nowego współprzewodniczącego Rady Dialogu Społecznego ze strony pracodawców. „Próbuje się, wbrew nam, forsować kandydaturę przewodniczącego Rady, która – jak słyszmy – ustalona została już kilka lat temu, jeszcze zanim staliśmy się organizacją reprezentatywną. O jakim zatem dialogu mówimy?” – narzeka Cezary Kaźmierczak. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców z pewnością byłby zadowolony, gdyby to właśnie Cezary Kaźmierczak miał zostać nowym współprzewodniczącym RDS ze strony pracodawców, ale zapewne wtedy protest zgłosiłaby organizacja Pracodawcy RP. .