Konstytucja, która gwarantuje prawa obywatelskie. Członkostwo w NATO, które wzmacnia bezpieczeństwo Polski. Unia Europejska, która otworzyła granice i stworzyła nowe możliwości rozwoju. To trzy fundamenty współczesnej Rzeczypospolitej. We wszystkich tych historycznych wydarzeniach znaczącą rolę odegrali polscy socjaldemokraci. Dziś, gdy historię III RP coraz częściej sprowadza się do konfliktu Platformy Obywatelskiej z Prawem i Sprawiedliwością, warto przypomnieć, kto współtworzył demokratyczne państwo po 1989 roku.
Demokracja w Polsce nie ma jednego ojca.
Rok 1989 zmienił Polskę na zawsze. Upadek systemu komunistycznego, wybory czerwcowe i powstanie rządu Tadeusza Mazowieckiego otworzyły drogę do demokratycznego państwa.
Nie byłoby tego przełomu bez Solidarności, strajków robotniczych, demokratycznej opozycji i milionów Polaków, którzy domagali się wolności.
Ale obalenie starego systemu nie oznaczało jeszcze zbudowania nowego.
Trzeba było stworzyć instytucje demokratyczne, uchwalić Konstytucję, odbudować pozycję Polski na arenie międzynarodowej i zdecydować, do jakiej Europy chcemy należeć.
Właśnie na tym etapie ogromną rolę odegrali politycy wywodzący się z polskiej socjaldemokracji.
Aleksander Kwaśniewski, Włodzimierz Cimoszewicz, Leszek Miller, Józef Oleksy czy Marek Borowski należeli do pokolenia polityków, które uczestniczyło w kształtowaniu nowego ustroju.
Polska lewica miała także swoje korzenie w demokratycznej opozycji, tradycji Polskiej Partii Socjalistycznej i ruchu pracowniczym. Reprezentowali ją między innymi Ryszard Bugaj i Karol Modzelewski.
Historia III RP nie jest historią jednej partii ani jednego obozu politycznego. Jest historią wielkich sporów, ale również kompromisów, dzięki którym udało się stworzyć demokratyczne państwo.
Konstytucja 1997 roku. Państwo, w którym obywatel ma prawa
2 kwietnia 1997 roku Zgromadzenie Narodowe uchwaliło Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej.
Dokument powstał w okresie rządów koalicji SLD–PSL, przy istotnym udziale parlamentarzystów lewicy.
Aleksander Kwaśniewski do grudnia 1995 roku przewodniczył Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego. Następnie funkcję tę pełnili Włodzimierz Cimoszewicz i Marek Mazurkiewicz.
Było to wspólne dzieło wielu środowisk politycznych, jednak udział socjaldemokratów w jego przygotowaniu i uchwaleniu pozostaje niepodważalny.
Konstytucja z 1997 roku stworzyła prawne fundamenty współczesnej demokracji i zapisała w nich ważne zasady sprawiedliwości społecznej.
Artykuł 20 ustanowił społeczną gospodarkę rynkową, opartą nie tylko na własności prywatnej i wolności gospodarczej, lecz również na solidarności i dialogu społecznym.
Konstytucja zagwarantowała ochronę pracy, prawo do zabezpieczenia społecznego, ochrony zdrowia i nauki.
To szczególnie istotne z perspektywy socjaldemokratycznej.
Demokracja nie miała oznaczać wyłącznie prawa do głosowania raz na cztery lata. Miała również chronić człowieka przed społecznym wykluczeniem i zapewniać mu podstawowe bezpieczeństwo.
Państwo miało służyć obywatelom, a nie wyłącznie gospodarce i najsilniejszym grupom społecznym.
Oczywiście zapisanie praw w Konstytucji nie oznacza ich automatycznej realizacji.
Dziś nadal zmagamy się z kolejkami do lekarzy, nierównościami edukacyjnymi, kryzysem mieszkaniowym i problemami pracowników.
Nie zmienia to jednak znaczenia ustawy zasadniczej, która pozostaje punktem odniesienia dla oceny działań kolejnych rządów.
Polska w NATO. Kwaśniewski i Geremek po tej samej stronie
12 marca 1999 roku Polska została członkiem Sojuszu Północnoatlantyckiego.
Był to moment przełomowy. Państwo, które jeszcze kilka lat wcześniej należało do Układu Warszawskiego, znalazło się w najważniejszym zachodnim sojuszu obronnym.
Prezydentem Polski był wówczas Aleksander Kwaśniewski, związany z socjaldemokracją. Premierem był Jerzy Buzek, reprezentujący Akcję Wyborczą Solidarność.
26 lutego 1999 roku Kwaśniewski podpisał akt przystąpienia Polski do NATO.
12 marca minister spraw zagranicznych Bronisław Geremek przekazał dokument sekretarz stanu USA Madeleine Albright, kończąc procedurę akcesyjną.
Warto zatrzymać się przy tym wydarzeniu.
Kwaśniewski i Geremek reprezentowali różne tradycje polityczne. Jeden wywodził się ze środowiska dawnej PZPR, drugi był ważną postacią demokratycznej opozycji.
Mimo różnic potrafili uczestniczyć we wspólnym przedsięwzięciu o strategicznym znaczeniu dla Polski.
W sprawach bezpieczeństwa państwa współpracowali politycy prawicy, centrum i lewicy. Członkostwo w NATO było rezultatem wysiłków ponadpartyjnych, a socjaldemokratyczny prezydent odegrał istotną rolę w ich zakończeniu.
To przykład polityki, w której interes państwa potrafił połączyć środowiska mające zupełnie odmienne życiorysy i przekonania.
Unia Europejska. Historyczny sukces rządu Leszka Millera
Jeżeli wejście do NATO było wspólnym osiągnięciem wielu środowisk, to szczególnie wyraźną rolę socjaldemokraci odegrali w finalizacji polskiej drogi do Unii Europejskiej.
Negocjacje akcesyjne rozpoczęły się jeszcze przed objęciem władzy przez SLD. Przez kolejne lata prowadziły je rządy reprezentujące różne ugrupowania.
Jednak to gabinet Leszka Millera doprowadził je do końca.
13 grudnia 2002 roku podczas szczytu w Kopenhadze zakończono negocjacje członkowskie.
16 kwietnia 2003 roku w Atenach pod traktatem akcesyjnym podpisali się premier Leszek Miller, minister spraw zagranicznych Włodzimierz Cimoszewicz oraz minister do spraw europejskich Danuta Hübner.
23 lipca traktat ratyfikował prezydent Aleksander Kwaśniewski.
Wcześniej, podczas referendum w czerwcu 2003 roku, za przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej opowiedziało się 77,45 proc. głosujących.
1 maja 2004 roku Polska została członkiem Unii Europejskiej.
Otworzyła się nowa epoka.
Członkostwo stworzyło warunki do korzystania z funduszy europejskich, rozwoju infrastruktury, integracji gospodarczej i stopniowego otwierania europejskich rynków pracy.
Dla milionów Polaków oznaczało nowe możliwości studiowania, podróżowania, podejmowania pracy i prowadzenia działalności gospodarczej.
Polska nie znalazła się w Unii przypadkiem. Był to rezultat wieloletniej pracy dyplomatycznej, reform i politycznych decyzji. A ostatni, decydujący etap tego procesu przeprowadził rząd socjaldemokratyczny.
Tego faktu nie zmieniają późniejsze oceny Leszka Millera ani polityczne losy Sojuszu Lewicy Demokratycznej.
Afera Rywina. Kiedy polityczne sukcesy nie wystarczyły
Historia polskiej socjaldemokracji ma jednak również ciemniejsze rozdziały.
W 2002 roku wybuchła afera Rywina, dotycząca propozycji korupcyjnej i nieprawidłowości związanych z pracami nad ustawą medialną.
Jej symbolem stały się dwa słowa: „lub czasopisma”.
Powstała sejmowa komisja śledcza. Przesłuchania transmitowano w telewizji, a opinia publiczna mogła obserwować wyjaśnianie powiązań świata polityki i biznesu. 2 maja 2004 roku, zaledwie dzień po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej, Leszek Miller zakończył urzędowanie jako premier.
To niezwykły paradoks polityczny: rząd, który doprowadził Polskę do Unii Europejskiej, kończył działalność w atmosferze kryzysu zaufania.
Od afery Rywina do Zondacrypto. Czy standardy odpowiedzialności są dziś takie same?
Dziś podobne pytania o relacje polityki i biznesu powracają w kontekście rynku kryptowalut.
W 2026 roku głośna stała się sprawa Zondacrypto. Prokuratura rozpoczęła śledztwo dotyczące podejrzeń wielomilionowych oszustw, a jednocześnie ujawniano informacje o finansowych kontaktach firmy ze środowiskami politycznymi.
Prezydent Karol Nawrocki trzykrotnie zawetował ustawę regulującą rynek kryptoaktywów, argumentując, że rządowe przepisy nakładają na branżę nadmierne obciążenia.
Przedstawiciele rządu wskazywali natomiast na konieczność ochrony klientów i dostosowania polskiego prawa do unijnych regulacji.
Nie przedstawiono dowodów, że prezydent podejmował decyzje na polecenie Zondacrypto. Same kontrowersje wokół kontaktów biznesu z politykami uzasadniają jednak pytania o przejrzystość procesu stanowienia prawa.
Sprawy Rywina i Zondacrypto różnią się pod względem faktów i odpowiedzialności prawnej. Łączy je potrzeba publicznego wyjaśniania okoliczności decyzji politycznych. Czy dziś możemy liczyć na taką przejrzystość jak lata temu ?
Jeżeli w demokratycznym państwie wymaga się od rządu odpowiedzialności za podejrzenia korupcyjne, podobne standardy przejrzystości powinny obejmować również prezydenta i każdą inną instytucję władzy.
Historia III RP nie powinna być pisana według partyjnego klucza
Ostatnie dwie dekady polskiej polityki zostały zdominowane przez konflikt Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości.
W jego cieniu znalazł się dorobek wielu środowisk, które uczestniczyły w budowaniu współczesnego państwa.
Tymczasem historia Polski po 1989 roku nie kończy się na Lechu Wałęsie i Tadeuszu Mazowieckim. Nie zaczyna się też od Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego.
Jej ważną częścią pozostają Aleksander Kwaśniewski, Włodzimierz Cimoszewicz, Leszek Miller oraz politycy demokratycznej lewicy.
Socjaldemokraci współtworzyli Konstytucję. Uczestniczyli w doprowadzeniu Polski do NATO. Odegrali decydującą rolę w zakończeniu negocjacji i podpisaniu traktatu akcesyjnego z Unią Europejską.
Ich polityczna działalność zasługuje na ocenę uwzględniającą zarówno te osiągnięcia, jak i błędy popełnione podczas sprawowania władzy.
Dziś Polska korzysta z instytucjonalnego dorobku tamtych lat. Funkcjonuje w systemie konstytucyjnym współtworzonym przez lewicę, należy do NATO i jest członkiem Unii Europejskiej.
A największe pytanie, jakie pozostaje po niemal czterech dekadach transformacji, nie dotyczy wyłącznie tego, kto budował III RP.
Dotyczy również tego, czy współczesne państwo potrafi zrealizować społeczne obietnice zapisane w swojej Konstytucji.
Bo demokratyczna Polska miała być nie tylko wolna i bezpieczna.
Miała być również sprawiedliwa społecznie. I to pozostaje zadaniem dla wszystkich, którzy dziś sprawują władzę.










