21 maja 2024

loader

Żadnego raju nie ma?

fot. Teatr Żydowski - Facebook

Nie po raz pierwszy „Księga raju”, arcydzieło Icyka Mangera trafia na scenę. Nie po raz pierwszy trafia też na afisz Teatru Żydowskiego. Ale po raz pierwszy w języku oryginału.

Powieść została wydana w Warszawie w roku 1939 w języku jidysz pod tytułem „Dus buch fyn Gan Ejdn”. Icyk Manger (1901-1969) już od roku nie mieszkał w Polsce, gdzie przebywał przez poprzednie dziesięć lat (1928-1938), zdobywając szerokie uznanie w stolicy. Musiał wyjechać, nie mając obywatelstwa (dysponował paszportem rumuńskim) i prawdopodobnie tym formalnym przeszkodom w dalszym pobycie nad Wisłą zawdzięczał ocalenie. Przeniósł się na Zachód Europy, potem do Nowego Jorku, a pod koniec życia do Izraela, Ale nie odzyskał już sławy wielkiego pisarza bez swojej publiczności – dopiero po jego śmierci doceniono potęgę tej twórczości, a „Księga raju” swoje polskie powodzenie zyskała dzięki przekładowi Michała Friedmana (pierwsze wydanie w roku 1988).

Manger na scenie

Stosunkowo szybko pojawiły się jej adaptacje teatralne. Ze sceny były już znane inne utwory Mangera, przede wszystkim za sprawą Teatru Żydowskiego, który kilkakrotnie wracał do „Cudu Purymowego” i wystawiał inne jego tytuły. Kilka razy po twórczość Mangera sięgał André Hübner-Ochodlo i jego sopocki Teatr Atelier.

„Księga raju” na adaptację teatralną czekać musiała do roku 1997, a więc bez mała 60 lat po pierwodruku. Wtedy niemal równolegle odbyły się aż dwie różne prezentacje – w Teatrze Polskim w Szczecinie (w reżyserii Artura Hofmana) i w Teatrze Telewizji (w reżyserii Roberta Glińskiego). Od razu stało się jasne, że powieść Mangera może prowadzić do rozmaitych rozwiązań teatralnych i różnych interpretacji. Manger bowiem przewrotnie zderzał ziemskie i rajskie bytowanie Żydów, które tak po prawdzie niemal się od siebie nie różnią – może tym jedynie, że anioły w raju mają skrzydła, czasem eleganckie, a czasem połatane, a ludzie, wiadomo, nie polecą, bo ich nie mają. Wszystkie inne radości i biedy są podobne, rajskie podziały społeczne, bieda i bogactwo, radości i smutki wyglądają tak samo, co prowadzi do rozmaitych żartobliwych napięć, kiedy pamiętający swoje rajskie życie Szmul Abo Aberwo snuje opowieść o swoich przygodach przed ziemskimi narodzinami. Nie powinien ich pamiętać, bo zgodnie z legendą żydowską aniołek mający się narodzić jako człowiek otrzymuje od swego przewodnika na Ziemię prztyczka w nos i w tym momencie zapomina o rajskiej przeszłości i wszystkich mądrościach, jakie zdążył w życiu przed życiem poznać. Szmul jednak spoił winem swego anielskiego opiekuna i uniknął solidnego prztyczka. Dzięki temu zachował pamięć rajskiego żywota i przyjacielskich więzi z aniołkiem Szczylkiem.

Jego barwnym opowieściom nie chcą dać wiary słuchacze: bogacz, rabin, nawet ojciec. Sugerują, że może to wszystko zmyślił albo tylko siebie wyobraził, ale Szmul odpowie im zdecydowanie: „To żaden sen i żadna fantazja. To sama prawda. A może to raj, który sobie wyobrażacie, jest czystą fantazją i snem? Raj, z którego ja przychodzę, jest prawdziwy i mimo wad jest piękny”. To jakby sam Manger przemawiał Taki macie raj, jaki sobie wymyślicie. Icyk Manger pozbawia swoich czytelników złudzeń, że w raju czeka na nich inne, lepsze życie, ale nie pozbawia emocji i najważniejszych uczuć: przyjaźni i miłości, które stanowią esencję istnienia. Można więc „Księgę raju” ukazać z poczuciem humoru, żartobliwie, ale można też nostalgicznie, a nawet profetycznie, dostrzegając w niej zapowiedź nadciągającego Holocaustu.

Smak życia

W stronę radości i celebrowania smaku życia poszedł w swojej adaptacji telewizyjnej Robert Gliński. Ukazał kolorowy świat, nęcący licznymi powabami, pełen sprzeczności i komediowego wigoru. O tym spektaklu z niekłamanym zachwytem pisał recenzent „Gazety Wyborczej’ Roman Pawłowski: „Chociaż spektakl Roberta Glińskiego na podstawie prozy Icyka Mangera rozgrywa się w zaświatach, to jednak jest o wiele bliższy ludzkim sprawom niż większość telewizyjnych widowisk. Na pochwały szkoda czasu: to najlepsze widowisko Teatru TV, od kiedy piszę te recenzje. Powieść zmarłego w 1969 roku w Izraelu pisarza zmieniła się w kolorowy sen o raju, ale nie tym, który wyobrażamy sobie na podobieństwo wystawy sklepu z nocnymi koszulami. Raj Icyka Mangera to żydowski raj i na ekranie za sprawą rewelacyjnej scenografii Agnieszki Zawadowskiej przypomina zagracone miasteczka z prozy Schulza i obrazów Chagalla. Gliński wydobył liryczny żydowski humor, z jakim Icyk Manger patrzy na swój naród. Pocieszające jest, że aniołowie też mają swoje grzechy: w oczekiwaniu na Mesjasza kłócą się z żonami, popijają, miewają kaca, ba – zdarza im się kraść. Ale w gruncie rzeczy są dobrzy, bo przepaja ich miłość. Obraz drugiego, konkurencyjnego raju gojów był mistrzowską satyrą: ten łasy na gotówkę św. Piotr (Krzysztof Kowalewski), dziecięce chóry anielskie, śpiewające „Sanctus” pod kontrolą dorosłych, oraz delikatna sugestia, że w raju gojów nie przepadają za Żydami – obserwacje śmieszne, ale celne”. O jakości telewizyjnego widowiska Glińskiego zadecydowała też starannie dobrana obsada z tuzami polskiej sceny komediowej, którzy zagrali tu popisowe role: wspomniany już Krzysztof Kowalewski, ale ponadto Marek Walczewski (Szymon Ber, anioł pijaczyna), Jan Peszek (kochliwy król Salomon) i Jan Kociniak (Król Dawid-erotoman). Na okrasę dodał Gliński piosenki Jerzego Satanowskiego w wykonaniu Justyny Steczkowskiej (wystąpiła jako Perele Wariatka).

W raju jest tak samo

Pełną poetyckiej urody i humoru adaptację powieści Mangera dał w Teatrze Żydowskim Piotr Cieplak (premiera w grudniu 2010), Spektakl grany po polsku nawiązywał, idąc za Mangerem, do legend żydowskich o raju, niebezpiecznie przypominającego życie na Ziemi. W ten dziwny kolorowy świat prowadziło nas nowo narodzone dziecko, które w życiu przed życiem poznało rajskie „rozkosze”, namiętności, podziały wewnętrzne, zawiść, ale i przyjaźń. Reżyser obok aktorów wykorzystał w spektaklu marionetki i środki charakterystyczne dla teatru dla dzieci, a także nowoczesną scenografię dźwiękową. Wiele tu było słodkiej naiwności, właściwej wyobraźni dziecka i uwodzących piosenek.

Sugestywnie o tym spektaklu pisał w „Teatrze” Szymon Kazimierczak: „Cieplakowe opowieści z raju do złudzenia przypominają zwykłą ludzką codzienność, prozę życia w jej bardziej i mniej egzotycznych odcieniach. Jakieś anioły-chłopaki zakochują się bez pamięci w anielicy – galeriance; szalona anielica Perełe chodzi po raju w piżamie, opowiadając o swojej nieszczęśliwej miłości; dzieci w chederze bez końca powtarzają imiona starotestamentowych patriarchów; w salonie piękności prowadzonym przez transwestytę panuje narkotyczna, dekadencka atmosfera; Anioł Śmierci o wyglądzie beznamiętnego urzędasa zlatuje na Ziemię zabrać życie młodej pannie. Wreszcie i nieprawdopodobna historia o ucieczce Shor Habora, wielkiego woła pasącego się w żydowskim raju, jest sprowadzona do politycznej, ziemskiej metafory”. To była ważna premiera Teatru Żydowskiego. Spektakl przygotowany na 60-lecie teatru stanowił wyraźny krok w stronę odświeżenia języka, jakim Żydowski chce rozmawiać ze swoją widownią.

Otworzyć raj

Damian Josef Neć inaczej czyta „Księgę raju”. Powieść Mangera jest dla niego przede wszystkim ostrzeżeniem przed nieuchronną otchłanią, w której pogrąży świat, jeśli wciąż będzie tkwił przy ustanowionych podziałach. Stąd powtarzane dwukrotnie pytanie Mangera, słowa kierowane do Stwórcy, a tak naprawdę adresowane do wszystkich ludzi, przez bohatera opowieści: „Nie mogę tylko zrozumieć, do czego potrzebne ci były aż trzy raje. Czyż nie byłoby lepiej, gdyby był jeden raj dla wszystkich. Raj bez paszportów, bez wiz”. To marzenie o świecie bez wojen, podziałów, bez nienawiści. Wciąż żywe i nadal aktualne. Najwyraźniej o nim myśli reżyser, powołując do istnienia na scenie tonącej w bieli (kolor niewinności) całą serię nostalgicznych obrazów, w których wspomnienia więzi rodzinnych i przyjaźni brzmią najsilniej. Akcent położony na nutę tęsknoty za lepszym światem nieco osłabia humorystyczną warstwę „Księgi raju”. Na drugi plan schodzi werwa i pomysłowość Szczylka, rozgrywki cadyków i walka o przewodnictwo w raju. Szkoda bodaj najbardziej widowiskowej (mnie się kojarzy z przybyciem aktorów do Elsynoru w „Hamlecie”) sceny z tureckimi sztukmistrzami (w powieści rozdział ostatni).

Świat przyprószony nostalgią ma jednak swoją oczywistą urodę i wiele scen zapada w pamięć – tak jak choćby ukazywany, jak refren obraz rodziny zasłuchanej w opowieści Szmula, zatroskanej i zapatrzonej w syna Matki (Ernestyna Winnicka) i posagowego, jakby wyciętego ze starej fotografii Ojca (Henryk Rajfer). Swoją żywiołową energią i dobrą aurą dzielą się z widownią Szmul (Piotr Chomik) i Szczylek (Daniel Antoniewicz), a całość spaja liryczny narrator, sam Icek Manger (Jerzy Walczak). Ale bodaj najczulszą stroną tego spektaklu jest język jidysz, który znowu wybrzmiewa swoją melodią ze sceny Teatru Żydowskiego – także w pięknych pieśniach chóralnych wykonywanych przez cały zespół. To wyraźny pokłon w stronę poprzedników, nieżyjących już aktorów Teatru Żydowskiego.

Na koniec o jeszcze jednej wzruszającej scenie chcę wspomnieć. To próba powrotu do raju, jaką podejmują już nie tak młodzi wygnańcy, Adam (Piotr Sierecki) i Ewa (Joanna Przybyłowska). Postanawiają rozebrać się, odzyskać niewinną nagość. Próba okaże się daremna, bo nie mogą już zrzucić swoich szat – przyrosły im do ciał.

Tomasz Miłkowski

Poprzedni

Miłosne perypetie z dreszczem w tle

Następny

Grzyby nie zmienią nas w zombie