Czemu PO nigdy nie pokona PiS

Na kogo w październiku zagłosują liberałowie? Powiecie – jak to na kogo? Na Koalicję Obywatelską! Niby oczywiste, ale jednak niekoniecznie.

Zanim wyjaśnię dlaczego, zastanówmy się – kim w zasadzie są ci liberałowie? Najczęściej utożsamiamy ich z elektoratem KO/PO i Nowoczesnej. Przypisujemy im miłość do niskich podatków, wstręt do programów socjalnych, deficyt empatii, klasizm i uwielbienie prywatyzacji jako panaceum na każde zło. Rzadziej postępowe podejście do kwestii praw LGBT, kobiet i uchodźców. No i taki liberał, w mniemaniu lewaka nienawidzi PiS przede wszystkim za rozdawnictwo, w szczególności 500 plus.
Wymieniony zbiór postaw nie ma wiele wspólnego z wartościami liberalnymi. To raczej wykwity fatalnie przeprowadzonej transformacji ustrojowej, patologiczne odruchy, wygenerowane przez rynkowe mechanizmy, z którymi obywatele przez lata obcowali bez zabezpieczeń. Prawdziwych liberałów, takich dla których sprawy pryncypialne to: troska o społeczeństwo obywatelskie, partycypację społeczną i demokratyczne zaplecze instytucjonalne z jednej strony, a z drugiej dopiero niskie podatki i swoboda aktywności gospodarczej, jest w Polsce pewnie porównywalna liczba, co zdeklarowanych marksistów.
A więc kluczowe pytanie brzmi: na kogo zagłosuje elektorat Koalicji Obywatelskiej? Ten segment wyborców jest w inny sposób związany ze swoim brandem niż elektorat PiS, który jak wspomniałem w poprzednim moim tekście, dzieli się na cynicznych, wierzących i kalkulujących. W przypadku antypisu platformerskiego kluczową wartością, która wiąże emocjonalnie z brandem, jest skuteczność i wiarygodność w odsunięciu i ponownym niedopuszczeniu PiS do władzy. Ta grupa nie oczekuje wiele po ekipie Schetyny, bo Platforma nie zapewniła praktycznie żadnych namacalnych benefitów, poza rozwojem infrastruktury. Nie było transferów socjalnych, wyprawkowych czy innych fruktów, a od państwa można było się spodziewać jedynie egzekucji komorniczej. Pragnie jedynie powrotu dość mało ambitnie rozumianej stabilności, której brakuje w czasach pisowskiej permanentnej awantury.
Wyborcy Platformy nie głosowali na Platformę dlatego, że kochają Grzegorza Schetynę, jego wartości, wizję Polski. Bo lider PO/KO nie jest wizjonerem, ani politykiem wartości, lecz jedynie politycznym rzemieślnikiem. Głosowali, bo mieli nadzieję, że ich kraj będzie się rozwijał w schemacie zarysowanym przez Unię Europejską, a poziom zamożności stopniowo doganiał standardy zachodnie. Kaczyńskiego nie chcą, bo kojarzy im się z obciachem, zaściankiem i niepokojem. Tak więc poprą najsilniejszego gracza, kto ową europejskość do ich przybliży i będzie najbardziej wiarygodny w trwałym pozbawieniu PiS władztwa.
Pojawienie się Lewicy nie pozostanie przez tych ludzi niezauważone. Do do gry wchodzi siła jasno i wyraziście antypisowska, zawierająca kilka znanych nazwisk, kojarzonych z różnymi sprawami i poglądami. Mamy liberalnego Biedronia, wujkowatego Czarzastego grożącego Ziobrze Trybunałem Stanu i dużego faceta z brodą, który fajnie przemawia i jest pewny tego co mówi. Lewica odpala efektowną konwencje, na której porusza tematy, które są ważne dla większości społeczeństwa, ma kilkanaście procent w sondażach. To już nie jest Partia Razem, kojarząca się z miejską młodzieżą. To poważa formacja, trzecia siła w tym kraju.
Kluczową sprawą dla polityków Lewicy podczas tej kampanii jest oczywiście przedstawienie się jako siła zdolna do przywrócenia podstawowych funkcji socjalnych państwa i zmiany rażącej dysproporcji sił pomiędzy pracownikami, a kapitałem, ale jest też szansa na zastosowanie dość prostego, a potencjalnie skutecznego gestu wobec wyborców Koalicji Obywatelskiej, którym należy komunikować, że nic nie daje takiej pewności trwałego pozbycia się Kaczyńskiego jak lewicowa koalicja. Nawet jeśli elektorat KO nie kocha socjalu, nie przejmuje się służbą zdrowia, bo uznaje, że leczyć się można prywatnie, to przy odpowiednio sformułowanym przekazie powinien zrozumieć, że tylko ugrupowanie łączące demokratyczne wartości z postulatami rozszerzenia praw obywatelskich i unormowania praw kobiet, a także oferujące społeczeństwu paletę usług publicznych i socjalnych jest w stanie zaspokoić społeczne oczekiwania i stać się antypisowską siłą główną. Ponieważ, moi mili wyborcy KO, kolejna era Tuska i Schetyny oznaczać będzie powrót władzy bezradnej, nieczującej oczekiwań społecznych, nie potrafiącej zaspokoić podstawowych potrzeb obywateli, co skończy się niechybnie powrotem PiSu do władzy w następnym rozdaniu.
Powiedzmy sobie jasno – Platforma Obywatelska nie potrafiła rządzić. Nie stworzyła sobie warunków do reprodukcji własnego panowania, nie nawiązała emocjonalnej więzi z elektoratem na innym poziomie niż nie-bycie-pisem, nie zniszczyła aparatów ideologicznych swojej konkurencji jak IPN, nie stworzyła własnych aparatów. Była bierna i bezradna. A to głównie dlatego, że PO stała się partią zdolną do wygrywania wyborów w wyniku dość przykrego posttranformacyjnego nieporozumienia, rynkowej indoktrynacji i chaosu w głowach obywateli, którzy głosowali złudzeniami, wybierali w ramach sztucznego antagonizmu przeciwko swojemu interesowi. Najwyższa pora by Platforma Obywatelska wróciła na należne jej miejsce w naszej politycznej konstelacji – partyjki nielicznej klasy średniej, cieszącej się poparciem 7-8 proc – jak niemiecka FDP czy brytyjscy Liberalni Demokraci. Przyszłość Grzegorza Schetyny i Donalda Tuska to “back to KLD”. Naturalną przeciwwagą dla PiS i najgroźniejszą bronią przeciwko szaleństwu Kaczyńskiego jest bowiem socjaldemokratyczna Lewica.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *