
Robert Bąkiewicz nie trafi do parku, by grabić liście. Nie będzie też zamiatać chodników ani odmalowywać murów w szkole czy domu dziecka. A właśnie takie czynności — sprzątanie, drobne remonty, prace porządkowe — wykonują zwykle osoby skazane na ograniczenie wolności w postaci prac społecznych. Ale i to okazało się zbyt dolegliwe. Bo najwyraźniej w tym kraju prace społeczne to kara zbyt surowa — przynajmniej dla faceta, który dowodził narodową bojówką, gdy ta szarpała starszą kobietę z tęczową torbą.
Oto najwyższy urząd państwa został po raz kolejny uruchomiony nie w imię pokrzywdzonych, lecz dla ratowania twarzy kolegi z ideologicznej ławki. Łaska jest częściowa, bo pełna mogłaby wzbudzić większe zamieszanie. Ale i tak wystarczająca, by najbardziej znany polski nacjol nie musiał robić niczego realnie pożytecznego dla naszego społeczeństwa (być może po raz 1 w życiu).
Już abstrahując od tego, jak oceniamy tzw. Babcię Kasię – postać, dodajmy, również często dość agresywną i niestroniącą od rękoczynów wobec policji – to prawomocny wyrok dla Bąkiewicza był w pełni zasłużony. Przypomnijmy, 25 października 2020 roku przed kościołem św. Krzyża w Warszawie, Bąkiewicz wraz z grupą narodowców „strzegł” schodów kościoła na przed tłumem protestujących po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji. Do świątyni próbowała wejść m.in. wspomniana babcia z tęczową torbą. Została siłą wyprowadzona, ciągnięta po schodach przez osiłków. Bąkiewicz sam jej nie uderzył — ale wyrwał jej chustę z motywem „Polskie Babcie”, zgniótł i teatralnie wyrzucił do tłumu. Ale jak ustalił sąd, nie był jedynie uczestnikiem, lecz dowódcą. To on kierował działaniami chuligańskimi prawicowych bojówek.
Duda łaską szafuje oszczędnie — tylko 146 razy w ciągu dekady. Najmniej ze wszystkich prezydentów III RP. Kwaśniewski? 4 302. Wałęsa? 3 454. Duda wypada przy nich blado. Kaczyński? 201. Komorowski? 360. Niewiele, ale i tak więcej niż obecny lokator Pałacu. Ale gdy Duda sięga po pióro łaski, to często z myślą o swoich: Kamiński, Wąsik, Ziemkiewicz, Ogórek, Jachowicz, agenci CBA — teraz Bąkiewicz. Lista z kolejnymi nazwiskami czeka już pewnie na biurku Karola Nawrockiego. Miejmy nadzieję, że nie ma tam Brauna.
Bąkiewicz oczywiście podziękował prezydentowi, twierdząc równocześnie, że jest niewinny i nic złego nie zrobił. Ani słowa o tym, że sąd nakazał mu zapłacić ponad 13 000 zł na rzecz pokrzywdzonej. Ani że — mimo wyroku — oddał zaledwie 860 złotych. Reszta? Cisza. A przecież łaska prezydenta tej części wyroku w ogóle nie dotyczy.
Ziobro z kolei oburzony. Uważa, że akt łaski był zbyt skromny. Zapowiada, że w przyszłości doprowadzi do pełnego uniewinnienia swojego towarzysza broni.
Niektórzy mówią, że to już testament Dudy — symboliczne pożegnanie z Pałacem Prezydenckim. Jeśli tak, to prezydent kończy dokładnie tak, jak zaczynał: z pogardą dla obywateli i nonszalancją wobec powagi urzędu. Bo ułaskawienie Roberta Bąkiewicza nigdy nie powinno było mieć miejsca — ani moralnie, ani symbolicznie.
To nie tylko ułaskawienie. To akt legitymizacji skrajnej prawicy — pokazujący, że brutalność, pogarda i polityczny chuliganizm stają się akceptowalne w oczach najwyższych instytucji państwa.









