Duński order dla Hareide

Norweski selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Danii w latach 2016-2020, Age Hareide, został niedawno „za wybitne zasługi dla kraju” odznaczony przez duńską królową Margrethe orderem „Ridder af Dannebrog”.

Norweskiemu szkoleniowcowi przyznane odznaczenie wręczył podczas specjalnej uroczystości w ambasadzie Danii w Oslo osobisty wysłannik królowej. Order „Ridder af Dannebrog” to odznaczenie ustanowione w 1671 roku przez króla Kristiana V, które dzisiaj jest drug co do znaczenia w Królestwa Danii (po Orderze Słonia), a nadawane jest za szczególnie wybitne zasługi cywilne i wojskowe. Tak na marginesie, to jeden z najstarszych orderów przyznawanych obecnie na świecie.
Czym Age Hareide sobie zasłużył na taki niebywały splendor? Przypomnijmy: norweski szkoleniowiec w 2016 roku został selekcjonerem reprezentacji Danii, zastępując na tym stanowisku legendę duńskiego futbolu Mortena Olsena. Dostał za zadanie wywalczenie awansu do turnieju Euro 2020. I cel ten osiągnął, ale najpierw wbrew przewidywaniom większości futbolowych ekspertów awansował z zespołem Danii do mistrzostw świata w 2018 roku. Na rosyjskim mundialu doprowadził go do 1/8 finału. Duńczycy odpadli w tej fazie rozgrywek po dramatycznej potyczce z późniejszym wicemistrzem świata, Chorwacją. W regulaminowym czasie mecz zakończył się remisem 1:1, w dogrywce wynik się nie zmienił i o zwycięstwie Chorwatów przesądził dopiero konkurs rzutów karnych, który wygrali 3-2. Pod wodzą Hareide reprezentacja Danii rozegrała 42 mecze, z których 21 wygrała, 18 zremisowała, a tylko trzy przegrała, m.in. w październiku 2016 2:3 z Polską w Warszawie w kwalifikacjach do MŚ 2018.
Czteroletni kontrakt Hereide wygasł z końcem lipca tego roku, bo norweski trener miał umowę tylko do Euro 2020 i duńska federacja od 1 sierpnia podpisał już kontrakt z innym trenerem. Z powodu pandemii koronawirusa mistrzostwa Europy zostały jednak przełożone, a Hereide stracił okazję do pożegnalnego meczu z drużyną, którą stworzył. I pewnie dlatego w ramach rekompensaty otrzymał „Ridder af Dannebrog”.

Nie tylko Brzęczkowi wygasa umowa

Przełożenie przez UEFA turnieju Euro 2020 na przyszły rok postawiło kilka federacji w niezręcznej, a nawet niekomfortowej sytuacji wobec trenerów ich reprezentacji. Selekcjoner kadry Polski Jerzy Brzęczek ma kontrakt z PZPN wygasający z końcem lipca tego roku. W podobnej sytuacji jak on znajdują się jeszcze szkoleniowcy zespołów Belgii, Włoch, Portugalii, Ukrainy, Chorwacji, Danii i Austrii.

Prezes PZPN Zbigniew Boniek sam wybrał Jerzego Brzęczka na nowego trenera biało-czerwonych i przez dwa lata konsekwentnie utrzymywał, że dokonał słusznego wyboru. Ale niedawno w jednym w programów telewizyjnych nieoczekiwanie stwierdził: „W kontrakcie selekcjonera reprezentacji nie ma klauzuli, która mówi, że awans gwarantuje prowadzenie drużyny także na turnieju Euro. Była tylko taka, która po awansie z automatu przedłużała kontrakt do końca lipca 2020 roku”. Czy to oznacza, że Brzęczek za rok nie poprowadzi biało-czerwonych w finałach mistrzostw Europy? Pewnie poprowadzi, bo mimo licznych zastrzeżeń do jego pracy, wyniki przemawiają na jego korzyść i odebranie mu tej możliwości byłoby dla PZPN „strzałem w stopę. Wygląda na to, że Boniek po prostu przygotował sobie grunt pod czekające go wkrótce negocjacje z selekcjonerem o przedłużeniu wygasającej z końcem lipca umowy.
W podobnej sytuacji co Brzęczek w ekipach finalistów Euro 2020 jest jeszcze siedmiu szkoleniowców. W lipcu kontrakty wygasną też Andrijowi Szewczence (Ukraina), Zlatko Daliciowi (Chorwacja), Roberto Manciniemu (Włochy), Roberto Martinezowi (Belgia) Fernando Santosowi (Portugalia) i Franco Fodzie (Austria). Oni jednak, podobnie jak selekcjoner biało-czerwonych, nie stoją na straconej pozycji i raczej na pewno dostana propozycje przedłużenia dotychczasowych umów. Na co takiego nie może już liczyć trener reprezentacji Danii Age Hareide. Władze duńskiej federacji już wcześniej z nim ustaliły, że odejdzie po Euro 2020, dlatego podpisały kontrakt z jego następcę, Kasparem Hjulmandemj, który przejmie kadrę od 1 sierpnia tego roku.
Hereide jest zatem największym poszkodowanym przez epidemię koronawirusa z trenerów finalistów mistrzostw Europy, bo z powodu przełożenia turnieju na przyszły rok norweski szkoleniowiec stracił okazję do zwieńczenia kilkuletniej pracy z duńską drużyną. Pod jego wodzą Dania w mistrzostwach świata w Rosji doszła do 1/8 finału, odpadając po porażce w rzutach karnych z Chorwacją, która później wywalczyła wicemistrzostwo globu. A potem udanie przeprowadził duńską reprezentacje przez eliminacje Euro 2020 – awansowała z drugiego miejsce w grupie D, zdobywając w ośmiu meczach 16 punktów (pierwsza była Szwajcaria z dorobkiem 17 pkt), ale jego drużyna nie poniosła nawet jednej porażki. Ma więc czego żałować.

Piłkarska wojna w Danii

W wyniku konfliktu piłkarzy kadry z działaczami duńskiej federacji (DBU) reprezentacja Danii nie zagra w swoim najsilniejszym składzie w dwóch najbliższych meczach – ze Słowacją i Walią.

 

Konflikt między DBU i piłkarzami trwa od ponad dwóch lat. Spór dotyczy sposobu używania wizerunku piłkarzy w umowach reklamowych i sponsorskich dotyczących reprezentacji. Federacja chciałaby dzielić zyski według własnego systemu, co nie podoba się piłkarzom, którzy w ten sposób straciliby prywatnych sponsorów. Ostatnie porozumienie w tej sprawie wygasło na początku sierpnia, a nowego nie zawarto i zawodnicy odmówili gry w towarzyskim spotkaniu ze Słowacją (5 września) oraz meczu Ligi Narodów z Walią (9 września). W tej sytuacji działacze federacji postanowili ich zastąpić zawodnikami z ligi krajowej, ale przeciwko temu pomysłowi zaprotestował związek zawodowy piłkarzy. W tej nietypowej sytuacji chęć zastąpienia zbuntowanych reprezentantów zgłosili futsaliści i z ostatnich doniesień wynika, że w akcie desperacji DBU poinformowała trenera kadry narodowej w futsalu o możliwości powołania jej zawodników na mecze ze Słowacją i Walią.

Na razie pewne jest jednak tylko to, że reprezentacji Danii w żadnej rezerwowej wersji nie poprowadzi jej obecny selekcjoner Age Hareide, bo jak oznajmił w mediach „nie zamierza prowadzić drużyny, której sam nie wybrał”. Napastnik Tottenham Christian Eriksen wyjawił, że to działacze DBU odrzucili w niedzielę propozycję przedłożenia starego kontraktu o miesiąc, co miało umożliwić rozegranie dwóch wrześniowych meczów i prowadzenia dalszych negocjacji, a opinię publiczną wprowadzili w błąd twierdzeniem, że to piłkarze podjęli strajk”. Nie wiadomo jeszcze co z tym „pasztetem” zrobią UEFA i FIFA.