Pożytki z brzytwy

W czasach przednaukowych, gdy filozofia tworzyła metody poznawania i opisu świata, chcąc nie chcąc. rywalizowała z religiami, bo w świętych księgach świat jest opisany kompletnie i bezdyskusyjnie. Chyba, że jednak nie jest.

Problemy pojawiały się w chrześcijaństwie niemal nieustanie, bo za opis świata przyjęto mitologię malutkiej, mało znaczącej społeczności, która w dodatku była konglomeratem wierzeń i mitów zapożyczonych z innych kultur, bezładnie przetłumaczonych i mających służyć leczeniu kompleksów społecznych.

Mnie najbardziej spodobały się metafory skonstruowane przez Wiliama Ockhama i George’a Berkeleya. Pierwszy był mnichem, filozofem, logikiem i akademikiem, uznanym za heretyka choć po śmierci zrehabilitowanym , cokolwiek to dla kościoła katolickiego znaczy. Mocą papieża przeniesiony został z piekła do nieba. Skorzystał z tego Marcin Luter, który przejął od Ockhama jego wizję boga i uczynił z niego, post mortem, protestanckiego prekursora.

Logika Ockhama, według niektórych, spowodowała natychmiastowy upadek teologii. Jak się okazuje, niestety, nie do końca. W sporze pomiędzy władzą świecką a papiestwem Ockham stał konsekwentnie po stronie władzy świeckiej zarzucając kościołowi uzurpację, niezgodną z przesłaniem pisma świętego.

Wiliam Ockham wymyślił najlepszą brzytwę świata. Choć tak naprawdę zasadę ekonomii myślenia sformułował siedemnastowieczny niemiecki filozof Johannes Clauberg. Sam Ockham uważał że, nie należy wprowadzać nowych pojęć, kategorii czy bytów, jeśli nie jest to uzasadnione poprzez rozum, doświadczenie lub biblię. Clauberg usunął wyrażenie lub czasopisma… przepraszam, biblię i stworzył racjonalną zasadę ekonomii wnioskowania, które bardzo polubiłem. Chyba najbardziej znane jest zastosowanie Brzytwy Ockhama przez Pierre’a Simona de Laplace’a. Też go lubię.

Inny chrześcijański filozof, a nawet biskup, którego cenię, to George Berkeley. To już rzeczywisty protestant, anglikanin i też miał szczęście trafić na watykański indeks ksiąg zakazanych. Z czego od razu można wnioskować, że jego dzieła miały sens.

Berkeley jako jeden pierwszych zwrócił uwagę, że na podstawie dochodzących do nas sygnałów i bodźców powstaje jedynie subiektywne wyobrażenie o świecie. To rewolucyjne stwierdzenie przywiodło go potem do absurdalnych wniosków o istnieniu boga, który podtrzymuje istnienie świata materialnego ale to i tak nie umniejsza wagi jego odkrycia.
Dziś wiemy, o ile w swoim odkryciu Berkeley miał rację, o tyle świat materialny istnieje bez potrzeby istnienia zewnętrznego obserwatora. Choć fizyka kwantowa dowiodła, że nachalny obserwator wpływa na świat materialny, poprzez samą obserwację. To też być może, cichy tryumf Berkeleya. Z drugiej strony słusznie wątpił w skuteczność indywidualnego poznania świata. Współczesną odpowiedzią na jego odkrycie jest intersubiektywność poznania, stałość metodologiczna i powtarzalność doświadczeń. Czyli podstawy metodyki poznania naukowego. Dopiero dotrzymanie tych wszystkich warunków daje szansę na uzyskanie, w miarę pewnej, wiedzy o świecie.

Ten przydługi wywód o Ockhamie i Berkeleyu wydawał mi się potrzebny a poza tym ich lubię. A potrzebny do komentarza książki Łukasza Lamży – Światy równoległe.

Książkę bardzo polecam, autor z cierpliwością czułego psychoanalityka pochyla się nad społecznościami funkcjonującymi w ramach własnych mitologii. Od antyszczepionkowców/proepidemiotyków po płaskoziemców. Gdzieś pośrodku zajmuje się bardzo ciekawą grupą. To kreacjoniści – zwolennicy koncepcji młodej ziemi. To ważna grupa chrześcijan -wyznawców i chyba jedyna, która poważnie traktuje zapisy biblii. Wszystkie zapisy. Autor książki przytacza zresztą stanowisko Kościoła katolickiego, w zasadzie unieważniające połowę starego testamentu. Bóg jest kreatorem, siła sprawczą ale raju, potopu i proroka w brzuchu Lewiatana w zasadzie nie było. A co zresztą ? To zależy. Kościół skupił się na obronie nowego testamentu choć i to jest niesłychanie trudne. Stary odpuścił… Tyle że nowy nie istnieje bez starego, bogiem nowego testamentu jest bóg starego.

Kreacjoniści próbując uprawdopodobnić potop przy pomocy wiedzy naukowej, wyciągają wnioski z odkrycia Berkeleya. Szukają intersubiektywnych dowodów naukowych na to, że np. pływanie arką ze zwierzętami było możliwe. No cóż, gdyby chociaż na świecie nie było korników… Jednak ignorują, zapewne świadomie brzytwę Ockhama. Ignorują też Laplace’a, który powiedział, że do objaśniania jak działa świat, hipoteza boga nie jest potrzebna. Nie jest też potrzebna religia. A więc konsekwentnie, nie jest potrzebny konkordat.

Co nie znaczy, że nie powinniśmy pamiętać o dobrych chrześcijanach takich jak Ockham, Berkeley, Newton, Kopernik czy Ignacy Krasicki. Ale stale używać brzytwy Ockhama.

Co trafiło Senyszyn? Wywiad

Z Joanną Senyszyn, liderką lewicy w wyborach do Sejmiku Województwa Pomorskiego, rozmawia Dariusz Cychol.

 

Joanna Senyszyn kandyduje na radną Sejmiku Województwa Pomorskiego z listy nr 5 SLD – Lewica Razem z okręgu nr 2 – Gdyni, Sopotu oraz powiatów puckiego i wejherowskiego.

 

Szanowna Pani Profesor…

Przestań się wygłupiać (śmiech).

 

Przepraszam, chciałem, żeby było oficjalnie. Czy Twoim zdaniem Bóg istnieje?

Wielu jest przekonanych, że istnieje, ale zarazem coraz rzadziej spotyka się ludzi wierzących w religijne opisy stworzenia świata. Kopernik obalił teorię geocentryczną, a Darwin uświadomił, że jesteśmy efektem ewolucji, a nie najdoskonalszym dziełem stworzenia. Należę do obecnie najliczniejszej na świecie grupy ludzi, którzy nie potrzebują Boga ani do życia, ani do rozumienia świata.

 

Pytam, bo na wózku wyglądasz jakby Cię grom trafił…

Coś mnie faktycznie trafiło, ale na pewno nie grom i nie z jasnego nieba. Kiedy się przewróciłam i połamałam, był ciemny, styczniowy wieczór, błyskawice nie rozświetliły nieba, nie grzmiało. Zresztą obecnie, nawet według ludzi wierzących, Bóg nie ciska już piorunami i nie karze za grzechy trzęsieniami ziemi, huraganami, powodziami, suszami, zarazami, choć faktycznie zdarzają się księża, którzy wciąż takie absurdy wmawiają wiernym. Po prostu wypadki chodzą po ludziach i to częściej nieszczęśliwe niż szczęśliwe. Miałam wyjątkowego pecha, bo kiedy w czerwcu, po poważnej operacji i kilkumiesięcznej rehabilitacji, pierwszy raz wybrałam się do miasta o własnych siłach, upadłam i wszystko zaczęło się od początku. Jestem po kolejnej operacji w gdyńskim szpitalu i w trakcie bolesnej rehabilitacji. Za miesiąc, może dwa wstanę z wózka i będę chodzić o kulach, aż dojdę do pełnej sprawności. Na szczęście głowa cały czas pracuje bez zarzutu i mam już mnóstwo pomysłów na lepsze zarządzanie naszym województwem.

 

Czy „przykucie” do wózka nauczyło Cię czegoś? Spokorniejesz?

Będę bardziej uważać i częściej spoglądać pod nogi. A tak poważnie, to przekonałam się na własnej skórze, z jakimi trudnościami borykają się osoby przykute do łóżka, wózka inwalidzkiego, poruszające się z balkonikiem lub o kulach. To niewyobrażalne dla zdrowych. Najprostsze czynności są problemem. Z kulami wprawdzie można z trudem zrobić sobie herbatę, ale już się jej nie przeniesie do pokoju i trzeba pić na miejscu, przy kuchni. Wcześniej znałam to tylko z relacji, teraz mam własne doświadczenia. Od dziewięciu miesięcy niesamodzielność boli mnie bardziej niż złamania. Jestem wdzięczna lekarzom, pielęgniarkom, opiekunom, znajomym i przyjaciołom za pomoc, zainteresowanie i serce, które mi okazują. Dużo lepiej poznałam bolączki służby zdrowia i chorych. Nieszczęście podobne do mojego może spotkać każdego. Niby o tym wiemy, ale naprawdę nie dopuszczamy do siebie takich myśli. Współczujemy osobom niepełnosprawnym, ale nie zastanawiamy się nad koszmarem ich społecznego wykluczenia.

 

Czujesz się odmieniona tym doświadczeniem?

Podobno ciężka choroba zmienia człowieka i to częściej na gorsze niż na lepsze, ale na szczęście mnie chyba nie zmieniła. Nie poddaję się, wciąż czuję się młodo i kipię energią. Pomimo choroby pracuję, jestem aktywna w mediach społecznościowych, komentuję wydarzenia polityczne, piszę felietony, a ostatnio także książkę. Po raz pierwszy nie naukową, ale o sobie. I już się cieszę na nowe wyzwania. Kandyduję do Sejmiku Województwa Pomorskiego z okręgu Gdynia, Sopot oraz powiaty pucki i wejherowski. Jestem w szale kampanii wyborczej, co bardzo lubię. W samorządzie znacznie więc uwagi będę chciała poświęcić osobom zmagającym się z różnymi formami wykluczenia.

 

Dlaczego warto iść na wybory samorządowe?

Warto, ale tylko pod warunkiem, że się zagłosuje na listę nr 5 SLD – Lewica Razem. Jeśli ktoś ma wybrać PiS albo PO lepiej nich 21 października zostanie w domu. Sejm bez lewicy jest katastrofą. Dla równowagi musi być nas zdecydowanie więcej w sejmikach, które mają w swojej gestii policję, szpitale, teatry, drogi, czyli nasze bezpieczeństwo, zdrowie, kulturę, transport. Nie wierzcie, że kto nie głosuje na Platformę, ten popiera PiS. Przestańcie wybierać mniejsze zło. Zagłosujcie na dobro!

 

W imieniu Czytelników „FiM” i własnym pozostaje mi życzyć Ci szybkiego powrotu do zdrowia.

Bardzo dziękuję i wzajemnie: życzę Czytelnikom naszej rozmowy i tobie dużo, dużo zdrowia, pogody ducha, cieszenia się każdą miłą chwilą. W pierwszym odruchu chciałam życzyć także cierpliwości, bo kiedy patrzymy, co się dzieje wokół, wydaje się bardzo potrzebna, ale się rozmyśliłam. Cierpliwość wcale nie jest cnotą. Nie bądźmy cierpliwi, nie znośmy z pokorą ciosów od życia, nie zgadzajmy się na to, czego nie chcemy i co się nam nie podoba. Nie tolerujemy nieudolnych rządów, łamania prawa, niszczenia naszej demokracji. Bądźmy aktywni, nie odkładajmy niczego do jutra, bo „szczęście trzeba rwać jak świeże wiśnie…”.

 

Dziękuję za rozmowę.