Jedna porażka w pięciu meczach

Polscy siatkarze mają już za sobą pięć meczów w rozgrywanym w Japonii Pucharze Świata. Biało-czerwoni wygrali cztery z nich: z Tunezją 3:0, Japonią 3:1, Argentyną 3:1 i Włochami 3:0, zaś spotkanie z ekipą USA przegrali 1:3. Czekają ich jeszcze potyczki z Rosją, Egiptem, Australią, Brazylią, Kanadą i Iranem.

Po dość łatwych wygranych z Tunezyjczykami i Japończykami, w trzeciej serii spotkań ekipie Vitala Heynena przyszło stoczyć walkę z przeciwnikiem z najwyższej światowej półki, czyli reprezentacją Stanów Zjednoczonych. Na ten mecz belgijski szkoleniowiec miał już do dyspozycji wszystkich powołanych na ten turniej graczy, bo do Japonii dojechała też reszta kadrowiczów z ekipy walczącej w mistrzostwach Europy. Heynen mógł zatem po raz pierwszy wystawić do gry w oficjalnym meczu najlepszego gracza ubiegłorocznych mistrzostw świata Bartosza Kurka oraz uważanego na najlepszego siatkarza na świecie Wilfredo Leona. Kubańczyk zaczął spotkanie w pierwszej szóstce, a Kurek jako zmiennik.

Kibice siatkówki w Polsce od dawna czekali na moment, gdy ci dwaj wybitni gracze wystąpią razem, bo w powszechnym mniemaniu ten duet ma nam zapewnić w przyszłym roku złoty medal olimpijski w Tokio. Dlatego porażkę z Amerykanami przejęto nad Wisłą z niekłamanym rozczarowaniem. Biało-czerwoni postawili się rywalom dopiero w trzeciej partii i tylko w tej. Trzy pozostałe przegrali raczej bezdyskusyjnie. Kurek miał 50 procent skuteczności w ataku po pierwszych trzech setach, Leon 67 procent. Po ostatniej partii te wskaźniki u obu graczy spadły – Kurkowi do 42, a Leonowi do 64 procent, ale i tak były znacznie lepsze niż w decydujących spotkaniach mistrzostw Europy. Za to poziom przyjęcia był znacznie gorszy, a ponadto Amerykanie zagrali niewiarygodnie skutecznie w obronie. Nie ulega jednak wątpliwości, że z Kurkiem i Leonem w najwyższej formie złoty medal może okazać się dla biało-czerwonych osiągalnym celem.

W sobotę biało-czerwoni poskromili zespół Argentyny, który wcześniej pokonał sensacyjnie ekipę USA, zaś w niedzielę nasi siatkarze stanęli w Fukuoce do walki z aktualnymi wicemistrzami olimpijskimi Włochami. Nie była to jednak równa walka, bo trener włoskiej drużyny Gianlorenzo Blengini na turniej do Japonii nie zabrał wielu kluczowych graczy, m.in. Filippo Lanzy, Osmany Juantoreny, Iwana Zajcewa, Simone Giannelliego, co musiało odpić się na wynikach.

Przystępując do meczu z Polakami Włosi mieli już na koncie dwie porażki – z Japonią i USA. W tym meczu we włoskich barwach zadebiutował znany w Polsce z występów w ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle Holender 32-letni rozgrywający Holender Dick Kooy, który w 2016 roku rozpoczął starania o włoskie obywatelstwo i zgodę na zmianę barw narodowych. Biało-czerwoni zagrali z Włochami w składzie: Komenda, Śliwka, Kochanowski, Kurek, Leon, Kłos, Zatorski (libero) oraz Drzyzga, Muzaj, Szalpuk. Wygrali bez większych problemów 3:0 (25:18, 25:18, 25:22).

Kolejne spotkanie nasza drużyna zagra dopiero w środę, a jej przeciwnikiem będzie zespół Rosji. Po pięciu seriach gier jedynym niepokonanym zespołem w stawce 12 ekip jest Brazylia (pięć zwycięstw, 15 pkt, sety 15:2) która oczywiście jest na czele tabeli. Drugie miejsce zajmuje drużyna USA (cztery zwycięstwa i jedna porażka, 13 pkt, sety 14:5), a Polska z bilansem 4-1, 12, 13:5 jest na trzeciej pozycji. Najbliższy rywal biało-czerwonych, Rosja, zajmuje 4. lokatę z dwoma porażkami na koncie, 9 pkt i bilansem setów 11:10.

 

Polacy wciąż walczą o Final Six

Przed ostatnią serią turniejów w Lidze Narodów reprezentacja Polski siatkarzy zajmuje w tabeli szóste miejsce. Nie jest to jednak lokata dająca miejsce w kończącym zmagania Final Six, bo w gronie sześciu finalistów musi się znaleźć miejsce dla gospodarzy – ekipy USA. Ale biało-czerwoni wciąż mają szansę zagrać w Chicago.

W najbliższy weekend nasi siatkarze zagrają w turnieju w Lipsku, a ich rywalami będą zespoły Niemiec, Japonii i Portugalii. Przy ustalaniu kolejności w turniejach FIVB głównym kryterium jest liczba zwycięstw, a dopiero potem zdobyte punkty. Dlatego wyszarpane przez biało-czerwonych w tie-breakach trzy zwycięstwa w Mediolanie są takie cenne, zwłaszcza z ekipą Włoch, bo to z tym zespołem podopieczni Vitala Heyena w najbliższy weekend stoczą korespondencyjny bój o miejsce w Final Six.

Po 12 meczach rozegranych w czterech turniejach reprezentacja Polski jest w tabeli na szóstym miejscu z dorobkiem ośmiu zwycięstw i czterech porażek, 21 punktów i bilansem setów 29:23. Prowadząca w zestawieniu Brazylia 11 zwycięstw i jedną porażkę, 30 pkt i w setach 35:13. Drugi Iran też ma na koncie 11 wygranych i jedna porażkę, 30 punktów, ale gorszy bilans setów – 32:11. Trzecia w tabeli ekipa Francji ma bilans meczów 9-3, setów 31:14, a punktów 28. Czwarta Rosja także ma 9 zwycięstw i trzy porażki, ale punktów ma 26, a bilans setów 28:15. Te cztery zespoły są raczej poza zasięgiem biało-czerwonych, ale zajmujący piąta lokatę Włosi już nie.

„Squadra Azzurra” ma tyle samo zwycięstw i porażek co Polska (8-4), ale lepszy bilans setów (28:16 do 29:23) i więcej punktów (25 do 21). Ale ponieważ przy ustaleniu miejsca pierwszeństwo ma liczba zwycięstw, to wszystko jeszcze jest w tej rozgrywce możliwe. To tłumaczy zaciekłość, z jaką nasi siatkarze, ale także włoscy, walczyli w niedzielę w Mediolanie w bezpośrednim starciu. Jej najlepszą miarą jest przebieg piątego seta, wygranego przez biało-czerwonych w tie-breaku 25-23. Gdyby Polacy przegrali z zespołem trenera Gianlorenzo Blenginiego, prawie na pewno zamknęliby sobie drogę do Final Six. A tak mimo straty trzech punktów do Włochów wciąż mogą ich jeszcze wyprzedzić.

Ale żeby tak się stało, kadra pod wodzą Vitala Heynena musi spełnić jeden podstawowy warunek: wygranie większej liczby spotkań niż Włosi w ostatnim tygodniu Ligi Narodów. Przypomnijmy, że nasi siatkarze polecą do Lipska, gdzie zmierzą z gospodarzami turnieju (14. miejsce w tabeli Ligi, bilans 2-10), Japonią (10. miejsce, 5-7) i Portugalią (15. miejsce, 2-10). Natomiast Włosi rozegrają turniej w Brasilii, gdzie poza gospodarzami, prowadzącymi w klasyfikacji LN z 30 punktami na koncie, czekają na nich Francuzi (3. miejsce, 9-3) i Kanadyjczycy (8. miejsce, 7-5). Nie trzeba chyba wyjaśniać, która z drużyn ma łatwiejszy terminarz spotkań.

Wyprzedzenie Rosjan, którzy grają za tydzień (28-30 czerwca) w Brisbane z Argentyną, Chinami i Australią, jest właściwie niemożliwe, ale w przypadku Włochów nawet cztery punkty straty nie są większa przeszkodą. Teoretycznie nawet dwa wygrane mecze dają Polakom prawo gry o zwycięstwo w całej Lidze Światowej, ale do tego potrzebne są porażki Włochów w Brasilii.