Gospodarka 48 godzin

Czy prąd popłynie?
Morskie farmy wiatrowe mogą zmienić sposób funkcjonowania polskiej energetyki. Jednak żeby energia elektryczna z bałtyckich wiatraków trafiła do odbiorców, konieczne są ogromne inwestycje Polskich Sieci Elektroenergetycznych, państwowego operatora systemu przesyłowego. Spółka zapowiada, że przeznaczy do 2030 roku około 4,5 mld zł na budowę lub modernizację stacji i linii przesyłowych w województwie pomorskim. Jednak same pieniądze nie wystarczą, trzeba je umiejętnie zamienić na brakującą infrastrukturę. A tymczasem rząd PiS chętnie chwali się planami budowy morskich farm wiatrowych, natomiast niemal nic nie mówi, o żmudnych i mniej efektownych, ale niezbędnych, inwestycjach przesyłowych. Może więc być tak, że prądu wytworzonego przez bałtyckie wiatraki, nie będzie jak dostarczyć. Szacuje się, że do 2040 roku morskie farmy wiatrowe będą w stanie dostarczyć do polskiego systemu elektroenergetycznego około 11 gigawatów mocy. To równowartość prawie 20 proc. całego dzisiejszego potencjału wytwórczego w Polsce. Za wyprowadzenie mocy z wiatraków na ląd będą odpowiedzialne firmy inwestujące w morskie farmy – twierdzą Polskie Sieci Elektroenergetyczne, które wzięły na siebie prostszą część zadania, czyli przesyłanie energii dalej, do innych części kraju. Czasu jest zaś niewiele, bo pierwsze farmy wiatrowe mają zacząć produkować prąd już w 2026 r. – choć oczywiście znając tempo inwestowania w Polsce, można spodziewać się opóźnień. Dziś na Pomorzu wytwarza się niewiele prądu i energia elektryczna musi być tam przesyłana z innych regionów. Rozwój morskiej energetyki wiatrowej może zmienić tę sytuację – wytwarzana na Pomorzu energia będzie płynąć w głąb kraju. Ale by było to możliwe, PSE muszą rozbudować sieci najwyższych napięć. Do przesłania mocy z morskich wiatraków potrzeba między innymi dwóch nowych stacji elektroenergetycznych oraz czterech linii o napięciu 400 kV. Rozwój morskich farm wiatrowych na polskich wodach Bałtyku oznacza, że w samym województwie pomorskim musi niebawem powstać ponad 250 kilometrów nowych napowietrznych linii najwyższych napięć. Te inwestycje jeszcze się nie zaczęły. Obecnie trwają konsultacje społeczne proponowanych przebiegów linii, zarówno z instytucjami, władzami samorządowymi, jak i mieszkańcami ponad 20 gmin województwa pomorskiego.

Mniej z abonamentu
W bieżącym roku Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji podniosła abonament radiowo-telewizyjny. Miesięczny abonament za radio wynosi teraz 7,50 zł, a za sam telewizor, albo pakiet radio i telewizor, 24,50 zł. W przyszłym roku stawki za abonament zostaną na tym samym poziomie. Abonament niby jest sumą bez znaczenia, ale daje on łącznie 294 zł rocznie, a jeśli płaci się jednorazowo za cały rok, to 264, 60 zł. Taka kwota jest już zauważalna w budżecie rodzinnym, toteż Polacy płacą abonament niechętnie, zwłaszcza, że nie chcą wspierać ze swoich portfeli telewizji i radia, które z mediów państwowych zostały przekształcone w tubę propagandową Prawa i Sprawiedliwości. Rodacy niewiele więc sobie robią z tego, że abonament RTV jest opłatą obowiązkową dla każdej osoby w kraju, która zarejestrowała odbiornik radiowy lub telewizyjny. Po prostu nie rejestrują telewizorów – i mają spokój.

Gospodarka 48 godzin

Związek wraz z zarządem?
Organizacje „Solidarności” w państwowej grupie Tauron wszczęły w swoich zakładach spory zbiorowe. To wyraz niepokoju o miejsca pracy w związku z planowanym przez Ministerstwo Aktywów Państwowych procesem transformacji energetycznej. „W całej branży wśród załóg rośnie niepokój, a liderzy „Solidarności” zwracają uwagę na niedotrzymywanie przez stronę rządową dotychczasowych ustaleń” – stwierdza komunikat tego związku. Marek Boiński, przewodniczący Krajowej Sekcji Energetyki NSZZ „S” relacjonując sytuację w branży wskazał na zagrożenia dla pracowników branży energetycznej wynikające z działań rządu i z pozorowanego dialogu. – Nikt nie odpowiada na pisma, nikt nie mówi prawdy, wszystkie ustalenia, deklaracje i terminy nie zostały dotrzymane – powiedział Boiński. Związkowcy uważają, że energetyka to system naczyń połączonych, składający się zarówno z górnictwa, jak i wytwarzania, dystrybucji oraz wszystkich sektorów, bez których system nie może funkcjonować. Dlatego w sprawie transformacji energetycznej „Solidarność” podejmie działania wspólnie i w sposób skoordynowany. Członkowie „S” wskazują, że atmosfera wśród załóg jest bardzo zła, są obawy, że kilkadziesiąt tysięcy ludzi pójdzie na bruk. – Ponadto mamy informacje, że nie ma co liczyć na jakiekolwiek środki na energetykę konwencjonalną – twierdzą członkowie sekcji energetyki. Szef „Solidarności” Piotr Duda przypomniał, że każda organizacja związkowa ma obowiązek w obronie miejsc pracy podejmować wszelkie konieczne działania z protestami włącznie i „Solidarność” ma ku temu narzędzia. Związkowcy chcą też zawarcia branżowego, a nawet sektorowego układu zbiorowego. To dla nich istotne przy obecnych przekształceniach własnościowych, np. firm przejmowanych przez Orlen. Ponadto, zdaniem organizacji „Solidarności” działających w Tauronie, proces transformacji energetycznej prowadzony przez resort aktywów zakłada jej likwidację. Grupa Tauron obejmuje obszary dystrybucji, wytwarzania, wydobycia, ciepła i wsparcia, a sprawa dotyczy blisko 26 tys. pracowników. Działacze „S” przekazali Piotrowi Dudzie informacje o sytuacji w swoich firmach. Wskazali na narastającą determinację wśród załóg. W ich ocenie proces transformacji spowoduje likwidację wielu miejsc pracy, czemu „Solidarność” zamierza się zdecydowanie przeciwstawić. – Chcemy, aby Grupa Tauron pozostała w obecnej formie organizacyjnej – stwierdził Jarosław Grzesik szef Sekretariatu Górnictwa i Energetyki „S”. – Nie oddamy Grupy Tauron – zawtórowali mu inni związkowcy. Zapewne taka jest też wola kierownictwa grupy Tauron. Wygląda więc na to, że członkowie „Solidarności” osiągnęli historyczną jedność z szefami swej firmy i przemawiają tym samym głosem.

Internet w telewizorze
Telewizor w domu ma blisko 97 proc. gospodarstw domowych w Polsce, a 65 proc. z nich płaci za dostęp do telewizji, korzystając z platform satelitarnych, kablówek czy IPTV (czyli możliwości oglądania w telewizorze programów z internetu). Najczęściej Polacy deklarują, że mają w domu jeden telewizor (81 proc. odpowiedzi), niemal co piąte gospodarstwo posiada dwa odbiorniki lub więcej (19 proc.). Treści chętnie oglądamy też na smartfonach – dostęp ma 73 proc. gospodarstw telewizyjnych – oraz komputerach czy laptopach (zadeklarowało to 67 proc.). Takie dane zawiera raport Nielsen Media prezentowany przez Wirtualne Media.