Jesteśmy zbulwersowani…

… polityką Polskich Linii Lotniczych LOT, na dodatek wspieraną przez rząd.

Najpierw zarząd firmy obniżył etatowym stewardessom wynagrodzenia o połowę, co sprawiło, że zarobki większości z nich spadły poniżej poziomu płacy minimalnej. W tym czasie spółka nie starała się o pomoc w ramach tarczy antykryzysowych.

Następnie, kilkanaście dni temu, dowiedzieliśmy się, że rząd wesprze narodowego przewoźnika kwotą aż 2,9 mld zł. Mimo obiecanego wsparcia, zarząd spółki ogłosił plan zwolnień grupowych, który ma objąć około 300 pracowników etatowych. W tym samym czasie firma nie planuje cięć ani wśród kadry zarządzającej, ani wśród samozatrudnionych.

Decyzje władz spółki są niespójne, niezrozumiałe i niekorzystne dla załóg. To kolejny element kampanii przeciwko pracownikom mającym umowy etatowe. Wiele wskazuje na to, że władze firmy chcą wykorzystać okres epidemii do pozbycia się wszystkich pracowników etatowych. Dzieje się tak, chociaż sam fakt istnienia kontraktów B2B w firmie budzi poważne wątpliwości prawne i kompromituje narodowego przewoźnika. Osoby samozatrudnione wykonują bowiem dokładnie te same obowiązki i są w tej samej podległości służbowej wobec pracodawcy, co osoby mające umowę na etat. W świetle przepisów prawa kontrakty powinny zniknąć z PLL LOT.

Związkowa Alternatywa domaga się rezygnacji z planowanych zwolnień grupowych i przeznaczenia części kwoty pozyskanej od rządu na poprawę warunków pracy etatowych pracowników. Podniesienie podstawowych wynagrodzeń każdego etatowego pracownika personelu pokładowego o 1400 zł, czyli 50 proc. płacy minimalnej, kosztowałoby w skali całego roku około 8,5 mln zł, czyli 0,003 proc. wsparcia oferowanego przez rząd. Trudno nam pojąć, dlaczego pracodawca nie może wydać ułamka pomocy rządowej na pensje dla załóg, bez których samoloty PLL LOT nie mogłoby latać.

Jeżeli zaś sytuacja finansowa spółki wymaga ciąć, to w pierwszej kolejności domagamy się oszczędności w wydatkach na kadrę zarządzającą firmy oraz likwidacji samozatrudnienia.