Pokażę Wam Dwie Warszawy

Pierwsza z nich to nieremontowane latami, kiedyś piękne, zabytkowe, przedwojenne kamienice będące w zasobie miasta. Niektóre dalej opalane piecami kaflowymi, bez podłączenia do CO. Kamienice, których ścian nikt nie malował od co najmniej 30 lat. Z których odpadł już tynk. W których jest na klatkach ciemno, pachnie moczem i stęchlizną. Na podwórkach których na placach zabaw bawią się w chowanego tylko puste butelki oraz zupełnie się w nic nie bawią góry śmieci.
Pierwsza Warszawa nigdzie się nie spieszy. Tak, jak się umiera na raka w hospicjum: zachowując godność, ale jednak śmierdząc, nie kontrolując wydalania i nie mając siły zrobić wokół siebie samodzielnie już kompletnie nic. Zapach tych kamienic jest jak oddech stulatka – wątła nitka łącząca nas z daleką przeszłością.
Warszawa Druga niecierpliwi się. Jest młoda i głodna. Czeka, aż Pierwsza wreszcie zdechnie. Aż będzie można wyrzucić po niej zasikany tapczan i wstawić świeżutką sofę z IKEI, aż z kamienic grożących zawaleniem wreszcie ujdzie ostatnie tchnienie – aż ich lokatorzy wyjadą do Anglii lub miasto ich wykwateruje. Dlatego Druga od wielu lat nie dawała kasy na Pierwszą. Wiedziała, że tamta, prędzej czy później, umrze.
Pierwsza i Druga mieszkają 20 metrów od siebie – po przeciwnych stronach tej samej ulicy.
Po tej Drugiej powstają piękne, nowoczesne, w ch drogie apartamentowce. Wszystko jak z intro Blue Velvet Lyncha: kliniczne, pachnące cifem floral klatki, odchwaszczone ogródki i obleciane rafią balkony z technorattanowymi fotelami i suszarką na pranie. Wygracowane ścieżki, fontanna, bezpieczny plac zabaw, parking podziemny. Lux torpeda level deweloperka. No oczywiście, wsio OGRODZONE I MONITOROWANE.
A teraz, Moi Drodzy i Drogie, powiedzcie mi, jakie dzieciństwo będą miały dzieci mieszkające w Warszawie numer 1, a jakie w Warszawie nr 2?
Jak dzieci z tej Pierwszej będą się czuły, widząc rówieśników z drugiej strony ulicy bawiących się na zamkniętym dla „obcych” placu zabaw?
Czy myślicie, że spotkają się z nimi kiedykolwiek prywatnie i zamienią choć kilka zdań? Czy też będą chodzić do zupełnie różnych szkół, robić zupełnie gdzie indziej zakupy, spędzać gdzie indziej ferie i wakacje?
Kiedy już wyrosną z zabaw na placu i z rejonowej podstawówki, która tak czy owak musi przyjąć wszystkich, Pierwsi (przynajmniej część z nich) i Drudzy będą się starali o te same miejsca w liceach. Kto się dostanie? Kto będzie musiał, mimo ambicji, pójść do zawodówki, bo za słabo zda egzaminy? A kiedy ukończą te czy inne szkoły, to czy dom Pierwszych będzie jeszcze w ogóle stał?
Na wszystko spogląda z góry Rafał Trzaskowski (bilbord wisi po tej Drugiej stronie ulicy).

 

Autorka jest rzeczniczką prasową SLD. W wyborach samorządowych kandyduje na radną Rady Miasta Warszawy z listy nr 5 SLD Lewica Razem, z okręgu nr 7 obejmującego Targówek, Wawer i Wesołą.

Głos lewicy

Warszawa eksmituje

Na warszawskiej Woli przy ul. Piaskowej grozi zawaleniem budynek oddany przez miasto do użytku w 2010 r. Trzeba wyprowadzić i dać mieszkanie 140 rodzinom. Kto zawinił? Prywatny wykonawca. Ale i urzędnicy miejscy, którzy nie umieli w sposób należyty dopilnować budowy, za którą miasto płaciło. Kryzys wokół Piaskowej sprawił, że ludziom, którzy już mieli się wprowadzać do przyznanych im mieszkań, usłyszeli, że będą musieli znowu ileś miesięcy czekać. Niektórzy zdążyli wpłacić już kaucję, którą im zwrócono. Trwa wyścig z czasem. Czy miasto zdąży wyprowadzić wszystkie rodziny z zagrożonego budynku zanim budynek runie. Ratusz zawinił, ale cenę płacą mieszkańcy. Poszukiwanie lokali, żeby mieć gdzie wyprowadzić lokatorów zagrożonego budynku sprawia, że rośnie presja na eksmisje. Przychodzą do nas ludzie, których ewidentnie nie powinno się eksmitować, ale miasto potrzebuje mieszkań, więc upiera się przy wyrzucaniu. W Warszawie najwięcej eksmisji dokonuje się z mieszkań komunalnych. Teraz jednak w związku z kryzysem zjawisko to się nasila. Na Pradze Północ brakuje tysiąca mieszkań w związku z rewitalizacją i decyzjami PINB o wyłączaniu kolejnych walących się kamienic z eksploatacji. A w Śródmieściu wyłączono z użytkowania i wyburzono na ul. Świętokrzyskiej wielką kamienice ze 150 mie4szkaniami pod pozorem uszkodzeń jakich budynek doznał w wyniku wybuchu gazu w jednym z mieszkań. Nie muszę dodawać, że działką już się zajmie deweloper, który na miejsce kilkupiętrowego budynku walnie tam kolejny drapacz chmur.
Przyczyn kryzysu mieszkaniowego jest kilka. Po pierwsze jak na istniejące potrzeby to praktycznie oprawie się nie buduje. Po drugie, kierujący się żądza zysku prywatni wykonawcy odwalają fuszerkę ( Piaskowa), po trzecie, istnieje wielkie ciśnienie na pozyskiwanie działek budowlanych ze strony deweloperów, więc pod byle pretekstem burzy się istniejące budynki, Po czwarte wreszcie, nie remontowane przez dziesięciolecia kamienice popadają w ruinę i trzeba je rozbierać. To ostatnie dotyczy w szczególności najbiedniejszych dzielnic na Pradze. Tam też doszło do kilku tajemniczych pożarów, które według strażaków były skutkiem podpaleń. Oczywiście na likwidacji tych spalonych domów skorzystali jak zwykle deweloperzy.
Wczoraj przyszła do mnie samotna matka trójki dzieci. Po spłaceniu 9000 zł. długu czynszowego zwróciła się do miasta o ponowne zawarcie umowy najmu. Miasto odmówiło twierdząc, że ta pani tam nie mieszka. Uzyskali nawet kilka oświadczeń sąsiadów, że „jej nie widują”. Wkrótce rozprawa o eksmisję. Postaramy się zapobiec temu, by samotna matka trójki dzieci trafiła do przytułku. Bo za błędy urzędników, za korupcję i bałagan nie mogą płacić najsłabsi Piotr Ikonowicz na Facebooku.