Chwała Armii Ludowej!

W dniu 26 sierpnia (niedziela godz.12.00) na warszawskim Nowym Mieście przy ul. Freta 16 zgromadziło się kilkadziesiąt osób dla upamiętnienia – 6.08.1944 – daty tragicznej śmierci sztabu Armii Ludowej Ten tragiczny dzień powstania intensywnego bombardowania Starówki opisał szczegółowo dowódca czwartaków – „Gustaw” w publikacji „O Czwartakach AL” – 2003 str.146 pt: „Dzień ognia i śmierci”. Na tę okoliczność na odbudowanym po działaniach wojennych budynku została wmurowana tablica z nazwiskami głównych poległych osób tworzących sztab sterujący udziałem w powstaniu oddziałów zbrojnych AL – „Czwartakow.”. Uroczystość polegała na złożeniu wieńców i kwiatów przez przybyłe działające w stolicy organizacje kombatanckiei . W uroczystości wzięła udziaa asysta wojskowa..ta okoliczność nadała znaczenie i wagę tej tragicznej rocznicy. Czwartacy – powstańcy to członkowie powstałego na Żoliborzu w1943 r. Związku Walki Młodych (ZWM). W powstaniu warszawskim zginęło tych młodych ludzi – zetwuemowców-czwartaków – ponad 300. Najwięcej na warszawskiej Starówce, gdzie dzielnie i z sukcesami bojowymi bronili wielu barykad. W walce powstańczej nie istotne były poglądy polityczne. Walczyli czwartacy razem z akowcami. Po upadku powstania 200 razem z e swoim dowódca „Gustawemm” – Edwinem Rozłubirskim poszło jako powstańcy z akowcami do niewoli . Po wojnie za tę wspólną walkę w powstaniu dowódca czwartaków – E. Rozłubirski został przez Bora – Komorowskiego odznaczony najwyższym odznaczeniem powstańczym. Na uroczystości nie zabrakło przedstawicieli mieszkańców ulicy ZWM na warszawskim Ursynowie. Nie bez przyczyny podczas budowy powojennego osiedla na warszawskim Ursynowie jedna z ulic osiedlowych na Stokłosach otrzymała nazwę Związku Walki Młodych.(ZWM). Uznano że śmierć 300 zetwuemowców-czwartaków podczas powstania warszawskiego w pełni zasługuje na taka nazwę.
Zasiedlający te ulice mieszkańcy nigdy nie kwestionowali tej nazwy. Wręcz odwrotnie z tej nazwy byli dumni. Taki klimat uznania i nie kwestionowania tej nazwy trwał do czasu objęcia (na szczęście krótko) prezydentury Warszawy przez Lecha K. Owczesna Rada Warszawy zaproponowała w 1997 r. zmianę nazwy tej ulicy ZWM. Zrobiono ten „manewr nazwy” w sposób sprzeczny z prawem polskim i prawem tzw. Europejskiej Karty o Samorządzie Terytorialnym który Polska podpisała ,a także wbrew woli mieszkańców tej ulicy.(przeprowadzone referendum wykazało 92 proc. sprzeciwu) .Sprawa trafiła w 1998 r. na wokandę do NSA a ten uchylił bezprawna uchwałę Rady Warszawy! Było to zwycięstwo prawa i mieszkańców! Wydawało się nam mieszkańcom, że po takiej porażce prawnej naszej nazwie nic nie grozi. Myliliśmy sie jednak. Przyszedł nowy atak na nazwę naszej ulicy w 2018 r. kiedy to nasza nazwę ulicy ZWM „podciągnięto” pod ustawę dezubekizacyjną. Dzieło to wymyślił IPN i wąskie grono „dobrej zmiany”.ZWM-owcom przypisano powstanie i propagowanie komuny w Polsce? Mieszkańcy ulicy i rozsądni działacze społeczni radni, samorząd Dzielnicy i Rady Warszawy i tym razem postawili opór i sprzeciw.. Sprawa kolejny raz trafiła na wokandę WSA przeciw wojewodzie mazowieckiemu.. I tym razem przy tak licznym wsparciu społecznym Sąd Administracyjny stanął po stronie prawa i po stronie demokracji ale także po stronie mieszkańców tej lokalnej ulicy. Jednak opór przegranego wojewody trwa. Postanowił on „załatwić”sprzeciw mieszkańców przez wniesienie odwołania od wyroku WSA do wyższej instancji tj NSA. Taka wojna z mieszkańcami to wątpliwa wizytówka mazowieckiego wojewody. Mieszkańcy ulicy ZWM (2300 mieszkańców) liczą jednak, że NSA stanie na wysokości zadanie i po właściwej stronie za co w imieniu mieszkańców z góry dziękuję.
Przewodniczący Społecznego Komitetu Obrońców nazwy ul. ZWM

Nieodrobiona lekcja z historii

Policja państwowa zignorowała decyzję urzędu miasta Warszawy o rozwiązaniu marszu ONR i Młodzieży Wszechpolskiej. Zwołanego w rocznicę wybuchu powstania warszawskiego. Złamała tym obowiązujące prawo.

 

Dzięki biernej postawie policji faszyzujące organizacje mogły demonstrować w centrum Warszawy swoją nienawiść do innych narodów i Polaków „gorszego sorta”.
Wsparcia w sporze z urzędem miasta Warszawy udzielił faszyzującym demonstrantom pan minister spraw wewnętrznych Joachim Brudziński. Podziękował jego uczestnikom, że „nie dali się sprowokować”.
Dał też sygnał policji państwowej żeby nie blokowała narodowców. Nawet jeśli eksponują hasła zabronione przez prawo. To jeszcze przez PiS nie zmienione.
Politycy PiS nie pierwszy raz kokietują radykalną, faszyzująca prawicę. Bo to przecież ich sojusznicy w walce z liberalno-demokratyczną opozycją parlamentarną z PO i Nowoczesnej. Wierni sojusznicy w walce z „lewactwem” i postkomuną.
Aktywiści „Młodzieży Wszechpolskiej” i ONR-u często krzyczą hasła z jakimi elity PiS identyfikują się, tylko jeszcze wstydzą się tego publicznie powiedzieć. Kalkulacja polityczna PiS-owkich elit nie jest wyrafinowana. Otworzymy parasol ochronny nad radykałami. Niech sobie demonstrują, a zwłaszcza niechaj kontrdemonstrują.
Niech rozbijają demonstracje KOD-u. Marsze i parady równości. Niech pogonią te feministki ze Strajku Kobiet. Władza i jej policja państwowa będzie arbitrem podczas tych politycznych meczów. W razie ewidentnych fauli usunie najbardziej zapalczywych z boiska. W razie politycznej potrzeby tych najbardziej aktywnych, choć granic demonstracyjnego fair play jeszcze nie przekraczających.
Postawa elit PiS przypomina nadzieje niemieckiego i włoskiego mieszczaństwa wobec rodzącego się tam faszyzmu. Nowy ruch przełamujący wszelkie niemożności i ospałość liberalnej demokracji miał też być batem na komunistów i skłóconych z nimi socjaldemokratów. Miał przetrzepać stare społeczne struktury i spacyfikować aktywną lewicę.
A po wykonaniu brudnej roboty miał być odesłany do rekwizytorni politycznego teatru. Rzeczywistość pokazała, że zachęcone szybkimi sukcesami panów Mussoliniego i Hitlera społeczeństwa włoskie i niemieckie skutecznie zbrązowiały. I im udzieliły politycznego poparcia. Chłopcy do bicia Żydów, lewaków i liberałów stali się warstwą panującą. Przywódcami globalnej wojny. Wiara pana ministra Brudzińskiego, że on i jego policja zawsze będą kontrolować radykalnych narodowców oparta jest na niewiedzy i wybujałej pysze rządzących obecnie Polską polityków.
Może zdarzyć się, że kiedy zechcą już zamknąć ów parasol ochronny, to okaże się, że dawno wypadł im z rąk.