Panie Jarosławie Kaczyński!

Zobaczyłem Pana w telewizji i bardzo się ucieszyłem, że przez parę sekund mógł Pan przemawiać. Widać, jest Pan w dobrej formie i najwyższy czas sprawdzić, czy jeszcze parafianie słuchają Pańskich nauk i wiernie realizują wszystkie treści jego dekretów i wytycznych.
Pańskie mądre słowa przypadły mi do gustu: „do polityki nie idzie się dla pieniędzy”, a potem dodał Pan coś o tych, którzy zarabiają miliony dzięki Pana rekomendacji i za Pańskim przyzwoleniem, że nie będą na listach wyborczych do samorządu…
Słusznie!
Zarabiają przecież miesięcznie takie sumy, jakich przeciętny Polak nie widział na oczy, dostają jeszcze premie i nagrody liczone w setkach i dziesiątkach tysięcy złotych.
Bardzo mi się podoba, że to w imię reform i „dobrej zmiany”. Ludzie jednak mówią, że to dlatego, że Wasi przeciwnicy robili tak przez 8 lat, a Wy musicie być lepsi…
Powiem Panu, że też bym podjął decyzję, żeby nie kandydować do samorządu za marne grosze, zwłaszcza że wszyscy chcą znać prawdę na temat dochodów takiego samorządowca. Nie może tak być, że nam, dumnym Polakom i katolikom, ktoś będzie zaglądał do kieszeni. Albo jakiś tam dyktator zarządzi obniżenie 20 proc. uposażenia samorządowców bez powodu. Lepiej pracować w spółkach państwowych i rozdawać kasę „wszystkim naszym”, a jeszcze jakiś milionik tu czy tam wpadnie.
Panie Jarosławie Kaczyński,
jestem pod wrażeniem Pańskiego sprytu: parę sekund przemówienia i od razu parafianie wiedzą, jaki jest Pan uczciwy, a do polityki trafił Pan, by służyć społeczeństwu, a nie dla jakichś drobnych pieniędzy!
Wystarczyło parę sekund i już mnie Pan prawie przekonał, do tej pory sądziłem, że do polityki idzie się wyłącznie dla władzy, sławy i pieniędzy.
Mam jednak teraz pewien problem – nie umiem uzasadnić niektórych Pańskich zachowań w tej służbie narodowi. Jeśli Pan nie szedł do polityki dla pieniędzy, to po co założył Pan spółkę „Srebrna”?
Dlaczego zwalnia ludzi z pracy? Po to, by po podniesieniu pensji na danym stanowisku zatrudnić członków Pańskiej partii i ich rodziny?
Panie Jarosławie Kaczyński,
jeśli przerabia Pan historię, zmienia nazwy ulic, w każdym mieście stawia (często przy społecznym sprzeciwie) pomniki Lechowi Kaczyńskiemu – to dla społeczeństwa?

„Cie choroba”

Media nie tak dawno rozpisywały się o chorobie Prezesa. Fakt, jakiś czas nie było widać Prezesa w mediach i w publicznych wystąpieniach, no a co ważne nie był też na oddaniu do użytku, czyli odsłonięciu pomnika jego skądinąd słynnego brata.

 

Domysły, co do rodzaju choroby były różne, ale przeważał domysł choroby kolana, choć nie było żadnego oficjalnego komunikatu co do choroby i jej rodzaju. Cóż w pewnym wieku kolana i inne stawy bolą, szczególnie tym, co to w latach młodych nie żłopali mleka. Tak czy siak, choroba była, był szpital, było wyjście ze szpitala, co wścibskie, a nieprzychylne Prezesowi media wyniuchały, a teraz to chyba jakaś rehabilitacja czy inna rekonwalescencja trwa, choć oficjalnie nic nie wiadomo. Też nie wiadomo, czy już po tej chorobie, czy jest jakieś zwolnienie lekarskie i w ogóle, wszystko tajne jakieś. A sprawa chyba była poważna, bo i zaczęto w niektórych kręgach na wszelki wypadek, dzielić skórę na niedźwiedziu, czyli typować następcę Prezesa wśród potencjalnych kandydatów, co było dość zabawne w swej wymowie.

 

Cóż Prezes, nie Prezes,

jak każdemu trzeba życzyć zdrowia, czy też powrotu do zdrowia i tyle. Ale co innego w tym jest istotne.
Bo to nie wiadomo, a przynajmniej dla ogółu, co to za choroba, czy pacjent to pracownik, który to opłaca wszystkie składki i ubezpieczenia, czy może to emeryt, który prawie nic nie płaci, czy też tzw. poseł etatowy, czy kim tam jeszcze jest. Nie mówiąc już o takich drobiazgach, czy był u lekarza pierwszego kontaktu, czy dostał skierowanie na leczenia, no i czy czekał w kolejce do lekarzy, w kolejce do szpitala, nie mówiąc o takich tam duperelach jak to, jak się do tego szpitala udał; piechotą, tramwajem, taxi, czy limuzyną rządową, no a jeśli tak, to dlaczego?

 

Lekarz politycznego kontaktu

No, a co najistotniejsze w tym wszystkim, to w jakim to szpitalu pacjent był, czy to był szpital normalny dla ludu pracującego miast i wsi, czy w szpitalu dla wybranych, z czym to ta opcja podobno związkowa, a teraz nam panująca tak walczyła zaciekle z tzw. komuną?

 

Kabaret

Tak czy owak, wszystko to razem nadaje się do mistrzowskiego przedstawienia, przez mistrzów prześmiewców, satyryków, jak ten który, nomen omen, prezentował właśnie „Cie choroba”, ale już takich dzisiaj nie ma, nie licząc kilku błaznów przy dworze. Co ciekawe, od pewnego czasu, tak w zasadzie to dzisiaj nie ma u nas czasopism satyrycznych. Nie ma, bo teraz, po zmianach i dobrej zmianie, to życie stało się satyrą. Cie choroba.