110 lat temu kobiety trafiały do więzienia za wiedzę o antykoncepcji. Polska była pionierem praw kobiet. Co się z nami stało?
16 października 1916 roku trzy kobiety otworzyły w Nowym Jorku klinikę, w której inne kobiety mogły dowiedzieć się, jak uniknąć niechcianej ciąży. Dziewięć dni później wkroczyła policja. Organizatorki aresztowano. Dwa lata później Polki wywalczyły prawa wyborcze — wcześniej niż Francuzki i Włoszki. Dziś, 110 lat później, Francja gwarantuje wolność korzystania z aborcji w konstytucji, a Polska nadal spiera się o dostęp do antykoncepcji, edukacji seksualnej i prawa reprodukcyjne. Historia zatoczyła koło? Niezupełnie. Ale trudno oprzeć się wrażeniu, że gdzieś po drodze zgubiliśmy część odwagi naszych prababek.
Za wiedzę o antykoncepcji do więzienia
Brooklyn, 16 października 1916 roku.
Margaret Sanger, jej siostra Ethel Byrne i działaczka Fania Mindell otwierają pierwszą amerykańską klinikę kontroli urodzeń.
Przychodzą przede wszystkim kobiety z biednych, robotniczych rodzin. Matki, które nie wiedzą, jak wykarmić kolejne dziecko. Kobiety, dla których następna ciąża oznacza jeszcze większą biedę, utratę pracy albo zagrożenie zdrowia.
Chcą tylko wiedzieć, jak świadomie planować macierzyństwo.
Ale ówczesne prawo uznaje przekazywanie takich informacji za przestępstwo.
Policja zamyka klinikę. Organizatorki zostają oskarżone, a Margaret Sanger trafia później na 30 dni do więzienia.
Wiedza o własnym ciele stała się przestępstwem.
Historia Sanger ma również ciemną stronę. Działaczka popierała idee eugeniczne, które prowadziły do dyskryminacji ludzi uznawanych za mniej wartościowych. Tych poglądów nie można usprawiedliwiać jej zasługami dla upowszechniania antykoncepcji.
Jednak wydarzenia z Brooklynu zapoczątkowały ważny etap walki o dostęp do wiedzy i możliwość świadomego decydowania o rodzicielstwie.
Polska 1918. Byliśmy przed Francją i Włochami!
28 listopada 1918 roku Polki uzyskały czynne i bierne prawa wyborcze.
Mogły głosować i kandydować do parlamentu.
Francuzki musiały czekać na to do 1944 roku, Włoszki do 1945 roku, a Belgijki na pełne prawa wyborcze w wyborach parlamentarnych do 1948 roku.
Odrodzona Polska znalazła się wśród państw, które wcześnie uznały polityczne równouprawnienie kobiet.
Nie był to jednak prezent od Józefa Piłsudskiego.
Za tym zwycięstwem stały dziesięciolecia działalności polskich emancypantek, feministek i działaczek społecznych. Wśród nich były Paulina Kuczalska-Reinschmit i Zofia Moraczewska, związana z ruchem socjalistycznym.
Kobiety organizowały demonstracje, tworzyły stowarzyszenia, pisały artykuły i domagały się uznania ich za pełnoprawne obywatelki.
Nasze prababki nie prosiły o równouprawnienie. One o nie walczyły.
A w 1931 roku Polska zrobiła kolejny ważny krok.
W Warszawie powstała pierwsza Poradnia Świadomego Macierzyństwa, związana między innymi z działalnością Ireny Krzywickiej i Tadeusza Boya-Żeleńskiego.
Pomagała szczególnie kobietom z ubogich rodzin.
Już wtedy rozumiano, że brak dostępu do antykoncepcji najbardziej dotyka najbiedniejszych.
Bogata kobieta mogła zapłacić za pomoc lekarza. Robotnica często pozostawała bezradna.
Minęło niemal sto lat. Czy naprawdę tak wiele się zmieniło?
Europa idzie własnymi drogami. A Polska?
Spójrzmy na współczesną Europę.
Francja w 2024 roku wpisała do konstytucji gwarancję wolności korzystania z możliwości przerwania ciąży. Aborcja na życzenie jest tam dopuszczalna do 14. tygodnia od zapłodnienia.
Hiszpania dopuszcza aborcję na życzenie do 14. tygodnia ciąży.
Szwecja umożliwia kobiecie samodzielne podjęcie decyzji o aborcji do 18. tygodnia ciąży.
Dania w 2025 roku rozszerzyła dostęp do aborcji na życzenie do 18. tygodnia.
Nie wszystkie państwa Unii stosują liberalne przepisy. Malta utrzymuje bardzo restrykcyjne prawo, dopuszczając wyjątki jedynie w ściśle określonych sytuacjach zagrożenia zdrowia i życia.
A Polska?
Po zmianach wynikających z orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego z 2020 roku przerwanie ciąży pozostaje dopuszczalne zasadniczo w dwóch sytuacjach: zagrożenia życia lub zdrowia kobiety oraz uzasadnionego podejrzenia, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego.
Polka może głosować, zostać posłanką, ministrą, prezeską wielkiego przedsiębiorstwa. Ale w sprawach dotyczących własnej ciąży podlega znacznie większym ograniczeniom niż kobiety w wielu innych państwach Unii Europejskiej.
To jeden z najbardziej wymownych paradoksów polskiej historii równouprawnienia.
Polska szkoła. O seksualności lepiej mówić niewiele?
Od września 2026 roku edukacja zdrowotna jest obowiązkowa.
Jednak zagadnienia zdrowia seksualnego wydzielono do osobnych, nieobowiązkowych zajęć.
W klasach IV–VI szkoły podstawowej przewidziano na nie zaledwie jedną godzinę rocznie, w klasach VII–VIII dwie godziny, a w wybranych klasach szkół ponadpodstawowych po trzy godziny rocznie.
Jedną godzinę!
Na przekazywanie wiedzy o zagadnieniach związanych ze zdrowiem seksualnym, świadomym rodzicielstwem i antykoncepcją.
Trudno nie zapytać, czy to poważna edukacja, czy raczej polityczny kompromis mający ograniczyć światopoglądowy konflikt.
Młodzież nie przestanie interesować się seksualnością, ponieważ szkoła przeznaczy na ten temat jedną godzinę rocznie.
Po prostu poszuka informacji w internecie.
A tam obok wiedzy medycznej znajdzie również dezinformację i szkodliwe mity.
Sto dziesięć lat temu zakazywano kobietom dostępu do wiedzy o antykoncepcji. Dzisiaj w Polsce nikt za taką wiedzę nie trafia do więzienia, ale nadal ograniczamy czas przeznaczony na jej systematyczne przekazywanie w szkołach.
Prawa kobiet kończą się tam, gdzie zaczyna się bieda?
Najbardziej bolesna jest jednak nierówność ekonomiczna.
Zamożna kobieta może zapłacić za prywatnego ginekologa, antykoncepcję czy wyjazd za granicę w celu uzyskania legalnej tam pomocy medycznej.
A kobieta zatrudniona za minimalne wynagrodzenie?
Samotna matka?
Mieszkanka małej miejscowości, gdzie trudno dostać się do specjalisty?
Jej możliwości są znacznie bardziej ograniczone.
Polska uruchomiła program umożliwiający farmaceutom wystawianie recept na antykoncepcję awaryjną i przedłużyła go do czerwca 2028 roku. To ułatwienie, ale rozwiązanie nadal zależy od udziału aptek w pilotażu.
Prawo zapisane w ustawie nie zawsze oznacza rzeczywistą możliwość skorzystania z niego.
Dlatego historia walki o antykoncepcję to również historia walki klasowej.
O prawo kobiet pracujących, niezamożnych i wykluczonych do takich samych możliwości, jakie posiadają kobiety zamożne.
110 lat później. Kobiety nadal muszą walczyć
W 1916 roku kobiety aresztowano za przekazywanie wiedzy o antykoncepcji.
W 1918 roku Polki wywalczyły prawa wyborcze.
W 1931 roku polskie emancypantki i działacze społeczni otworzyli poradnię świadomego macierzyństwa.
W 2026 roku kobiety mają nieporównanie więcej praw niż ich prababki. Ale nadal muszą zabiegać o ich rozszerzenie i skuteczną realizację.
W Polsce nie udało się dotąd uchwalić zapowiadanej liberalizacji prawa aborcyjnego. Debata o edukacji seksualnej wciąż wywołuje polityczne konflikty, a dostęp do wielu świadczeń zależy od miejsca zamieszkania i zasobności portfela.
Oczywiście państwo ma obowiązek chronić życie, zdrowie i bezpieczeństwo obywateli. Spór o aborcję dotyczy również ochrony życia prenatalnego i odmiennych przekonań etycznych.
Nie zmienia to faktu, że o prawach kobiet nie wolno rozmawiać bez kobiet i pomijać konsekwencji podejmowanych decyzji dla ich zdrowia, wolności i bezpieczeństwa.
Sto osiem lat temu Polska potrafiła wyprzedzać Europę w politycznym równouprawnieniu.
Dzisiaj powinniśmy pamiętać, że emancypacja nie kończy się na prawie do wrzucenia kartki do urny wyborczej.
To również prawo do rzetelnej wiedzy, ochrony zdrowia, niezależności ekonomicznej i świadomego decydowania o macierzyństwie.
Bo prawa kobiet nie zostały nikomu podarowane. Zostały wywalczone.
A największym osiągnięciem państwa nie jest to, że pozwala kobietom głosować raz na kilka lat. Jest nim stworzenie warunków, w których mogą samodzielnie decydować o swoim życiu każdego dnia.
Trybuna.Info |












