Rolnicy mieli przegrać — pierwsze dane pokazują coś bardziej skomplikowanego
Umowy UE–Mercosur nie udało się zatrzymać. Polska przegrała próbę jej czasowego zablokowania przed Trybunałem Sprawiedliwości UE, a europejski rynek otwiera się szerzej na produkty z Ameryki Południowej. Czy polski rolnik właśnie dostał wyrok? Nie tak szybko. Pierwsze dane nie pokazują katastrofy, ale ryzyko dla części gospodarstw jest realne.
TSUE powiedział: za mało dowodów
29 września Trybunał Sprawiedliwości UE odrzucił polski wniosek o czasowe wstrzymanie stosowania umowy.
To jednak nie znaczy, że Trybunał uznał Mercosur za korzystny dla polskiego rolnictwa.
Uznał tylko, że Polska nie wykazała wystarczająco konkretnie, iż rolnikom grozi natychmiastowa i nieodwracalna szkoda.
Główna sprawa nadal się toczy.
Tymczasem handel już ruszył.
Rolnicy mieli zostać zalani towarem. Na razie tego nie widać
Pierwsze dane są zaskakujące.
W maju 2026 roku polski eksport rolno-spożywczy do krajów Mercosur wzrósł z około 4,6 mln euro do 5,9 mln euro.
To wzrost o blisko 28 proc.
Jednocześnie import żywności z Mercosur do Polski spadł o około 13 proc.
Czyli pierwszego „zalewu taniej żywności”, przed którym ostrzegano, na razie nie było.
Ale uwaga: 5,9 mln euro eksportu nie oznacza, że tyle zarobili polscy rolnicy.
Dużą część eksportu stanowią produkty przetworzone — między innymi słodycze, pieczywo czy inne wyroby przemysłu spożywczego.
To ważna różnica.
Zakład produkujący czekoladę może na Mercosur zyskać, a hodowca bydła może jednocześnie obawiać się tańszej konkurencji.
Najbardziej nerwowo patrzą producenci wołowiny i drobiu
Umowa przewiduje preferencyjny dostęp do rynku UE między innymi dla około 99 tys. ton wołowiny oraz 180 tys. ton drobiu z krajów Mercosur.
Komisja Europejska podkreśla, że to niewielka część całej unijnej produkcji.
Dla rolnika problem nie polega jednak wyłącznie na procentach.
Rynek rolny jest niezwykle wrażliwy na ceny. Nawet stosunkowo mały wzrost podaży może mocniej uderzyć w ceny w okresie nadprodukcji.
Dlatego właśnie wołowina i drób należą do najbardziej wrażliwych punktów porozumienia dla Polski.
Podobne obawy dotyczą cukru i etanolu.
Tu jest sedno sporu: czy konkurencja jest naprawdę równa?
Polski rolnik musi spełniać dziesiątki norm dotyczących produkcji, ochrony środowiska, dobrostanu zwierząt i bezpieczeństwa żywności.
Produkty sprowadzane do UE również muszą spełniać europejskie normy bezpieczeństwa.
Nie oznacza to jednak, że gospodarstwo w Ameryce Południowej działa przy dokładnie takich samych kosztach i regulacjach jak gospodarstwo w Polsce.
I właśnie dlatego rolnicy pytają: czy mamy konkurować ceną z producentem, który produkuje według innych warunków ekonomicznych?
To pytanie nie jest propagandą. To realny problem polityki rolnej.
Kto może zarobić?
Na umowie mogą skorzystać polscy producenci i eksporterzy żywności przetworzonej.
Cła w państwach Mercosur na część europejskich produktów były dotąd wysokie. Ich obniżenie może zwiększyć eksport między innymi:
nabiału, słodyczy, produktów przetworzonych, alkoholi i części artykułów spożywczych.
Jeżeli polskie firmy wykorzystają tę możliwość, część sektora rolno-spożywczego może rzeczywiście zarobić.
Pytanie brzmi jednak: ile z tego zysku trafi do samego rolnika?
Bo wzrost eksportu fabryki żywności nie oznacza automatycznie wzrostu ceny mleka, bydła czy zbóż w gospodarstwie.
Plus czy minus dla polskiego rolnictwa?
Dzisiaj uczciwa odpowiedź brzmi: jeszcze za wcześnie na ostateczny bilans.
Pierwsze dane nie potwierdzają scenariusza natychmiastowej katastrofy.
Eksport wzrósł, a import w pierwszym miesiącu spadł.
Jednocześnie zagrożenia są skoncentrowane w konkretnych branżach — szczególnie w wołowinie, drobiu, cukrze i części produkcji rolnej.
Największą szansę mogą natomiast dostać przetwórcy i eksporterzy.
I tutaj pojawia się najważniejsze pytanie całej umowy:
czy na Mercosur zarobi polski rolnik, czy przede wszystkim wielki przemysł spożywczy i handel?
Rolnik nie może zostać amortyzatorem wolnego handlu
Jeżeli ceny produktów rolnych zaczną spadać, państwo i Unia Europejska powinny reagować szybko, wykorzystując klauzule ochronne i kontrolę importu.
Nie można prowadzić polityki handlowej według zasady: zyski dla eksporterów, a ryzyko dla gospodarstw.
Polscy rolnicy już dziś mierzą się z wysokimi kosztami energii, nawozów, kredytów i pracy.
Jeżeli dodatkowa konkurencja z Mercosur zacznie obniżać ceny skupu, problemu nie rozwiąże kolejna konferencja prasowa.
Rozwiążą go tylko konkretne mechanizmy ochronne.
Mercosur dopiero zaczyna się naprawdę
Na razie ani zwolennicy, ani przeciwnicy umowy nie dostali pełnego potwierdzenia swoich najostrzejszych prognoz.
Nie nastąpił gwałtowny napływ żywności z Ameryki Południowej.
Ale nie ma też podstaw, by ogłaszać wielki sukces polskiego rolnictwa.
Prawdziwy bilans Mercosur zobaczymy nie w deklaracjach polityków, lecz w cenach skupu, dochodach gospodarstw i eksporcie polskiej żywności.
I właśnie te dane trzeba teraz obserwować.
Bo jeżeli handel ma być naprawdę korzystny, nie wystarczy, że zarobi eksporter.
Musi zarobić także człowiek, który tę żywność produkuje.
Źródła: Trybunał Sprawiedliwości UE, Komisja Europejska, Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, KOWR.













