Putin buduje nową elitę z weteranów wojny w Ukrainie. Trump chce porozumienia z Rosją?

21 paź 2026

Z okopów do parlamentu. Putin buduje nową elitę, a Trump chce się z nią dogadywać. Czy to nowe standardy polityki?

Jeszcze niedawno dowodzili oddziałami walczącymi w Ukrainie. Dziś zasiadają w rosyjskim parlamencie, otrzymują odznaczenia i współtworzą państwową elitę. Władimir Putin zamienia uczestników wojny w polityków. Tymczasem Donald Trump szuka porozumienia z Moskwą, łagodzi presję gospodarczą i rozważa kolejne spotkanie z rosyjskim przywódcą. Czy świat przyzwyczaja się do sytuacji, w której udział w agresywnej wojnie staje się przepustką do kariery, a interesy gospodarcze zaczynają przesłaniać odpowiedzialność za zbrodnie?

„Krwi! Zabijać!” – nowa twarz rosyjskiej polityki

Dmitrij Aksionow, dowódca rosyjskiego batalionu „Jugra”, przed wysłaniem swoich żołnierzy na front pytał, czego chcą.

„Krwi!” – odpowiadali.

„Co będziemy robić?” – pytał dalej.

„Zabijać!” – krzyczeli żołnierze.

Dziś ten człowiek zasiada w rosyjskiej Dumie Państwowej. Nie jest wyjątkiem.

Jak informuje Wirtualna Polska, powołując się na ustalenia niezależnych rosyjskich mediów, do parlamentu trafiło 46 uczestników wojny przeciwko Ukrainie. Aż 41 reprezentuje Jedną Rosję – partię władzy wspierającą Władimira Putina.

Ponad 10 procent rosyjskiego parlamentu stanowią już ludzie przedstawiani przez Kreml jako weterani wojny w Ukrainie.

Wśród nich są dowódcy jednostek walczących pod Bachmutem, uczestnicy ofensywy na Kijów oraz żołnierze formacji działających na terenach, gdzie dochodziło do zbrodni wojennych.

Sam udział w takich operacjach nie przesądza oczywiście o indywidualnej odpowiedzialności karnej. Pokazuje jednak, jakie życiorysy rosyjskie państwo zaczyna traktować jako szczególną polityczną rekomendację.

Putin tworzy nowe elity. Wierność ważniejsza od kompetencji?

To nie przypadek, lecz element przemyślanej strategii Kremla.

W Rosji funkcjonuje specjalny program „Czas Bohaterów”, przygotowujący uczestników wojny do obejmowania stanowisk w administracji, samorządach i przedsiębiorstwach państwowych.

Władimir Putin chce stworzyć nowe kadry państwowe, których podstawowym atutem jest lojalność wobec systemu i udział w wojnie.

Dotychczasowe elity nie znikają, a weterani otrzymują stosunkowo niewiele najważniejszych funkcji parlamentarnych. Kierunek polityki personalnej Kremla jest jednak czytelny.

Udział w wojnie staje się politycznym kapitałem. Mundur może otworzyć drzwi do gabinetów, stanowisk i państwowych przywilejów.

Powstaje też pytanie o przyszłość rosyjskiego społeczeństwa. Jak budować pokojowe państwo, jeżeli jego nowe elity są wychowywane w kulcie wojny, militaryzmu i bezwarunkowej lojalności wobec przywódcy?

Trump chce rozmawiać z Putinem. A co z odpowiedzialnością za wojnę?

W tym samym czasie Donald Trump podejmuje działania zmierzające do poprawy relacji z Moskwą.

19 października pojawiły się informacje o możliwości zorganizowania trójstronnego spotkania Trumpa, Putina i chińskiego przywódcy Xi Jinpinga.

Wcześniej amerykański prezydent ogłosił porozumienie dotyczące rosyjskiego oleju napędowego, a 16 października zdecydował o odstąpieniu od stosowania nowych sankcji wobec Rosji.

Trump tłumaczy swoje działania potrzebą utrzymania możliwości negocjacji pokojowych. Jego administracja wskazuje również na konieczność stabilizacji rynku paliw.

Problem polega na tym, że Rosja nadal prowadzi wojnę, a Kreml nie rezygnuje z polityki podporządkowania Ukrainy.

I tutaj pojawiają się pytania.

Czy Donald Trump zamierza odbudowywać stosunki gospodarcze z państwem, które nagradza uczestników agresji stanowiskami politycznymi?

Czy możliwość zawarcia korzystnej umowy handlowej wystarczy, aby odsunąć na dalszy plan odpowiedzialność za zniszczone miasta i śmierć tysięcy ludzi?

Czy to właśnie mają być nowe standardy światowej polityki – najpierw wojna, później negocjacje i interesy, a na końcu zapomnienie o ofiarach?

Pokój nie może oznaczać nagrody za agresję

Oczywiście dyplomacja wymaga rozmów również z przeciwnikami. Bez negocjacji trudno zakończyć jakikolwiek konflikt.

Ale istnieje zasadnicza różnica między rozmowami służącymi zakończeniu wojny a polityką, w której agresor uzyskuje korzyści bez konieczności zmiany swojego postępowania.

Rosja zajmuje ukraińskie terytoria, jej armia prowadzi działania zbrojne, a rosyjskie władze jednocześnie budują polityczny prestiż ludzi uczestniczących w tej wojnie.

Tymczasem na międzynarodowej scenie coraz częściej mówi się o nowych porozumieniach gospodarczych i politycznych.

Czy Putin nie otrzymuje w ten sposób sygnału, że wystarczy odpowiednio długo prowadzić konflikt, aby świat zaczął szukać sposobu na powrót do interesów?

Niepokojąca jest także możliwość prowadzenia rozmów o przyszłości Ukrainy bez pełnoprawnego udziału samej Ukrainy.

O losie suwerennego państwa nie mogą decydować wyłącznie przywódcy mocarstw, traktując jego terytorium i bezpieczeństwo jak element międzynarodowego przetargu.

Europa nie może milczeć. Polska ma szczególne powody do niepokoju

Dla Polski nie jest to odległa rozgrywka dyplomatyczna.

Rosja pozostaje naszym sąsiadem, a bezpieczeństwo Ukrainy bezpośrednio wpływa na bezpieczeństwo całej Europy Środkowo-Wschodniej.

Jeżeli polityka międzynarodowa zacznie akceptować sytuację, w której agresja przynosi trwałe korzyści polityczne i gospodarcze, konsekwencje mogą wykraczać daleko poza Ukrainę.

Dlatego Europa potrzebuje własnej, konsekwentnej polityki bezpieczeństwa, niezależnej od zmieniających się decyzji kolejnych amerykańskich administracji.

Potrzebuje również silnej dyplomacji, własnego przemysłu obronnego i rzeczywistej zdolności do wspólnego działania.

Nie wystarczą deklaracje solidarności, jeżeli o przyszłości europejskiego bezpieczeństwa będą rozmawiać Waszyngton, Moskwa i Pekin, a państwa europejskie pozostaną jedynie obserwatorami.

Czy to mają być nowe standardy światowej polityki?

Jeszcze niedawno świat oglądał obrazy z Buczy, Mariupola i innych ukraińskich miast.

Zniszczone domy, zbiorowe groby, zabici cywile i rodziny, które straciły wszystko.

Dziś rosyjska propaganda przedstawia uczestników tej wojny jako bohaterów i przyszłych przywódców państwa.

Jednocześnie Donald Trump poszukuje możliwości porozumienia z Władimirem Putinem.

Nie ma dowodów, że amerykański prezydent planuje negocjacje bezpośrednio z nowymi deputowanymi Dumy. Rozmawia jednak z przywództwem państwa, które świadomie buduje ich polityczną pozycję.

I właśnie dlatego pytania o standardy międzynarodowej polityki są dziś tak istotne.

Czy świat ma zaakceptować model, w którym agresja staje się drogą do kariery politycznej, a gospodarcze interesy przesłaniają odpowiedzialność za wojnę?

Czy demokracje zachodnie mają godzić się na to, że losy mniejszych państw będą przedmiotem porozumień zawieranych ponad ich głowami?

Czy Donald Trump rzeczywiście buduje drogę do pokoju, czy też jego polityka może pomóc Kremlowi odzyskać międzynarodową pozycję bez poniesienia odpowiedzialności za agresję?

Odpowiedzi na te pytania będą miały znaczenie znacznie dłużej niż jedna prezydentura.

Bo pokój nie może być wyłącznie porozumieniem silniejszych.

Pokój powinien oznaczać bezpieczeństwo ofiar, poszanowanie suwerenności państw i odpowiedzialność za łamanie prawa międzynarodowego.

Bez tych zasad nawet najbardziej efektowne spotkanie światowych przywódców może okazać się jedynie kolejnym politycznym układem.

A historia wielokrotnie pokazywała, jak wysoką cenę płacą zwykli ludzie za porozumienia zawierane ponad ich głowami.

Najnowsze

Sprawdź również

PKB Chin w b.r. wzrósł 4,6% rok do roku 

PKB Chin w b.r. wzrósł 4,6% rok do roku 

Państwowy Urząd Statystyczny opublikował 18 października dane ekonomiczne za pierwsze trzy kwartały bieżącego roku. W tym okresie gospodarka narodowa Chin utrzymała się na stabilnym poziomie mimo presji, wykazując tendencję rozwoju z naciskiem na...