Trybunał Konstytucyjny miał wychodzić z wieloletniego kryzysu.
Tymczasem prezydent Karol Nawrocki nie odebrał ślubowania od części sędziów wybranych przez Sejm, a prezes TK Bogdan Święczkowski nie dopuszcza tej czwórki do normalnego wykonywania obowiązków. Ponadto konflikt przestał być sporem profesorów prawa: uderzył w działanie Trybunału, jego budżet, pracowników. Obecnie stał się także przedmiotem postępowania karnego.
Nawrocki nie odebrał ślubowania od sędziów
13 marca 2026 roku Sejm wybrał sześcioro sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Karol Nawrocki odebrał ślubowanie tylko od Magdaleny Bentkowskiej i Dariusza Szostka.
Marcin Dziurda, Anna Korwin-Piotrowska, Krystian Markiewicz , Maciej Taborowski i Macieja Berka pozostali poza normalnym funkcjonowaniem TK. Pałac Prezydencki twierdzi, że późniejsze złożenie przez nich formuły ślubowania w Sejmie nie wywołało skutków prawnych. Dodatkowo skierował spór kompetencyjny do Trybunału. Sprawa Kpt 1/26 nadal pozostaje w toku.
Skutek decyzji prezydenta jest jednak konkretny: Sejm wybrał sędziów, ale część z nich do dziś nie może normalnie orzekać.
Nawrocki może przedstawiać swoje działania jako obronę procedury. W praktyce jego odmowa odebrania ślubowania stała się jednym z głównych elementów obecnego paraliżu TK.
Święczkowski dokłada własną blokadę
Drugim kluczowym uczestnikiem konfliktu jest prezes TK Bogdan Święczkowski.
To kierownictwo Trybunału nie zapewniło czworgu sędziów normalnych warunków wykonywania urzędu. Prokuratura bada m.in. nieprzydzielanie im spraw, problemy z dostępem do pomieszczeń TK oraz niedopełnienie formalności umożliwiających rozpoczęcie pracy.
W efekcie spór o ślubowanie przerodził się w konflikt wewnątrz samego Trybunału.
I właśnie ta sytuacja przyczyniła się do problemów ze Zgromadzeniem Ogólnym oraz przyjęciem planu finansowego TK.
A za prezydentem stoją jego ministrowie
Decyzji Nawrockiego nie bronili anonimowi urzędnicy.
Jedną z najważniejszych osób publicznie uzasadniających stanowisko Pałacu był szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki. 9 kwietnia przekonywał, że ślubowanie złożone bez fizycznej obecności prezydenta nie może wywoływać skutków prawnych. To właśnie Bogucki ogłaszał również skierowanie przez Nawrockiego sporu kompetencyjnego do TK.
Podobne stanowisko przedstawiał rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz, który argumentował, że do objęcia urzędu konieczne jest złożenie ślubowania wobec prezydenta. Następnie niezbędne jest późniejsze umożliwienie podjęcia obowiązków przez prezesa TK.
Jeszcze dalej poszedł zastępca szefa KPRP Adam Andruszkiewicz, który publicznie bronił decyzji Pałacu i mówił, że nie doszło do złamania prawa. Co więcej, potwierdzał, że ministrowie i doradcy uczestniczyli w procesie doradzania prezydentowi w tej sprawie.
To właśnie ten element zainteresował prokuraturę.
Prokuratura bada rolę ludzi z Kancelarii Prezydenta
13 kwietnia Prokurator Generalny Waldemar Żurek polecił wszczęcie postępowania dotyczącego możliwego pomocnictwa w niedopełnieniu obowiązków przez prezydenta. Wskazał, że pomoc ta miała polegać na doradzaniu mu, że nieodebranie ślubowania jest prawnie dopuszczalne.
21 kwietnia Prokuratura Krajowa formalnie wszczęła śledztwo.
Jednym z badanych wątków jest podejrzenie ułatwienia prezydentowi nieodebrania ślubowania od czterech sędziów poprzez „budowanie przekonania”, że takie działanie jest zasadne i zgodne z prawem. W związku z tym prokuratura kwalifikuje ten wątek z art. 18 § 3 w związku z art. 231 § 1 kodeksu karnego.
We wrześniu Prokuratura Krajowa informowała, że przesłuchano już ponad 40 świadków, w tym pracowników Kancelarii Prezydenta i Trybunału Konstytucyjnego, oraz zabezpieczono dokumenty. Ponadto sam Karol Nawrocki został poproszony o wskazanie terminu przesłuchania w charakterze świadka.
To ważne: na obecnym etapie nie oznacza to automatycznie, że Bogucki, Andruszkiewicz czy Leśkiewicz popełnili przestępstwo. Nie oznacza też, że przedstawiono im zarzuty.
O tym może zdecydować dopiero dalsze postępowanie i — jeżeli doszłoby do aktu oskarżenia — niezależny sąd.
Co może grozić ludziom Nawrockiego?
Tutaj sprawa robi się poważna.
Art. 231 § 1 kodeksu karnego przewiduje odpowiedzialność funkcjonariusza publicznego, który przekracza uprawnienia albo nie dopełnia obowiązków i działa przy tym na szkodę interesu publicznego lub prywatnego. Należy dodać, że maksymalna kara wynosi do 3 lat pozbawienia wolności.
Prokuratura bada jednak wobec otoczenia prezydenta przede wszystkim możliwość pomocnictwa do takiego czynu.
Kodeks karny wprost stanowi, że pomocnikiem może być osoba, która świadomie ułatwia popełnienie czynu, również poprzez udzielanie rady lub informacji. Za pomocnictwo sąd zasadniczo wymierza karę w granicach przewidzianych dla sprawcy, choć może zastosować nadzwyczajne złagodzenie.
W praktyce oznacza to, że gdyby konkretnemu urzędnikowi KPRP postawiono zarzut z art. 18 § 3 w związku z art. 231 § 1, a następnie sąd uznał go za winnego, odpowiedzialność mogłaby obejmować również karę pozbawienia wolności.
Ale samo doradzanie prezydentowi nie jest przestępstwem.
Prokuratura musiałaby wykazać m.in., że konkretna osoba świadomie pomagała w popełnieniu czynu zabronionego. Spór prawny dotyczący zakresu kompetencji prezydenta dodatkowo komplikuje taką ocenę.
„Ministrowie prezydenta” nie są ministrami rządu
Jest jeszcze jedno istotne rozróżnienie.
Zbigniew Bogucki, Adam Andruszkiewicz czy Rafał Leśkiewicz są potocznie nazywani ministrami prezydenta. Formalnie kierownictwo KPRP obejmuje m.in. szefa Kancelarii oraz sekretarzy i podsekretarzy stanu.
Nie są oni jednak z tego powodu członkami Rady Ministrów.
Ma to znaczenie dla odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu. Art. 198 konstytucji wskazuje m.in. premiera i członków Rady Ministrów, ale nie obejmuje automatycznie sekretarzy stanu Kancelarii Prezydenta tylko dlatego, że używany jest wobec nich tytuł „minister”.
W ich przypadku realnym ryzykiem jest więc przede wszystkim zwykła odpowiedzialność karna, jeśli prokuratura zgromadzi materiał pozwalający na przedstawienie indywidualnych zarzutów.
W TK zarzuty już są
I tu nastąpił bardzo istotny rozwój wydarzeń.
23 września 2026 roku Prokuratura Krajowa postawiła zarzuty dwóm osobom wykonującym obowiązki w Trybunale Konstytucyjnym.
Dyrektor Kancelarii TK Zofii H. zarzucono m.in. niedopełnienie obowiązków oraz naruszanie praw czterech sędziów. Co więcej, zarzuty usłyszał również komendant Straży Trybunalskiej Piotr P., któremu prokuratura zarzuca m.in. utrudnianie sędziom poruszania się po budynku. Prokuratura zarzuca mu także uniemożliwienie dwóm z nich wejścia do TK 14 lipca. Oboje nie przyznali się do winy i odmówili składania wyjaśnień.
Prokuratura zastosowała wobec nich środki zapobiegawcze, w tym zawieszenie w czynnościach służbowych, zakaz kontaktowania się z określonymi pracownikami i sędziami. Otrzymali także zakaz przebywania w budynku TK.
To oznacza, że sprawa przestała być jedynie abstrakcyjnym sporem politycznym.
Są już konkretni podejrzani i konkretne zarzuty.
A odpowiedzialność Nawrockiego?
Sytuacja prezydenta jest inna.
Konstytucja przewiduje, że prezydent za naruszenie konstytucji, ustawy lub popełnienie przestępstwa może odpowiadać przed Trybunałem Stanu. Jednak postawienie go w stan oskarżenia wymaga uchwały Zgromadzenia Narodowego podjętej większością co najmniej dwóch trzecich ustawowej liczby jego członków. Dodatkowo musi być złożony wniosek przez co najmniej 140 członków Zgromadzenia.
Dlatego przesłuchanie Nawrockiego w obecnym śledztwie w charakterze świadka nie oznacza, że prokuratura może po prostu potraktować urzędującego prezydenta tak samo jak zwykłego urzędnika.
Natomiast jego współpracownicy nie korzystają z prezydenckiego reżimu odpowiedzialności.
Święczkowski alarmuje o paraliżu, ale sam jest elementem konfliktu
Bogdan Święczkowski ostrzega przed finansowym i organizacyjnym sparaliżowaniem Trybunału.
Problem polega na tym, że równocześnie działania administracji TK wobec czterech nowych sędziów są właśnie przedmiotem śledztwa dotyczącego możliwego przekroczenia uprawnień oraz naruszenia ich praw.
Dlatego trudno budować przekonującą narrację, w której obecne kierownictwo Trybunału jest jedynie bierną ofiarą politycznego konfliktu.
Państwo nie może działać według zasady: uznaję tylko swoich
Najbardziej niebezpieczne w tej historii jest to, że kolejne instytucje zaczynają funkcjonować według logiki wzajemnego nieuznawania.
Prezydent nie uznaje sposobu złożenia ślubowania przez część sędziów.
Kierownictwo TK nie pozwala im normalnie pracować.
Rząd nie uznaje sposobu przyjęcia projektu budżetu Trybunału.
Prokuratura bada odpowiedzialność osób uczestniczących w blokowaniu nowych sędziów.
A zwykły obywatel obserwuje państwo, którego najważniejsze organy zajmują się przede wszystkim sobą.
Nawrocki poprzez nieodebranie ślubowania przedłużył kryzys personalny TK. Święczkowski poprzez niedopuszczenie części sędziów do normalnego wykonywania urzędu pogłębił jego skutki. Natomiast ministrowie i doradcy prezydenta aktywnie bronili tej strategii prawnej. Tymczasem prokuratura bada obecnie, czy działalność części osób z otoczenia głowy państwa pozostała w granicach legalnego doradztwa.
Odpowiedzialności karnej nie można przesądzać politycznym komentarzem.
Ale nie można też udawać, że nic się nie dzieje.
23 września w tym samym śledztwie pojawili się już pierwsi podejrzani z aparatu Trybunału. Teraz kluczowe pytanie brzmi, czy zgromadzony materiał doprowadzi prokuraturę także do indywidualnych decyzji dotyczących osób zaangażowanych po stronie Kancelarii Prezydenta.
Stan informacji: 24 września 2026 r.









