14 czerwca 2024

loader

Każdemu wolno truć

W naszym kraju działania w celu ograniczenia emisji szkodliwych substancji kończą się na słowach.

Śląsk już dawno miał być nie tylko czarny, ale i zielony. Barwa czarna będzie jednak przeważać jeszcze długo. Proekologiczne przekształcanie tych przemysłowych płuc Polski, idzie bowiem naszym decydentom bardzo niesporo.
Gdy skończyła się zima, temat przestał budzić jakiekolwiek zainteresowanie – aż do następnej zimy. A tymczasem właśnie teraz, gdy już nie trzeba grzać, jest najlepszy czas na podejmowanie wszelkich prac związanych z wymianą instalacji ciepłowniczych.

Za wiedzą nie idą czyny

O tym, jaka jest sytuacja, wiadomo dosyć dobrze. Prowadzony przez wojewódzkie inspektoraty ochrony środowiska monitoring, oparty na sieci stacji pomiarowych, zapewnia powszechny dostęp do aktualnych i rzetelnych informacji o stanie powietrza oraz do prognoz stężeń szkodliwych substancji.
Gminy dysponują więc informacjami, niezbędnymi do podejmowania działań w celu  poprawy jakości powietrza.
Znane są też oczywiście powody obecnego stanu rzeczy. Wiadomo, że główną przyczyną nadmiernego stężenia szkodliwych substancji jest przede wszystkim spalanie marnego węgla i rozmaitych śmieci w technologicznie przestarzałych kotłach o niskiej sprawności.
„Nierzadko w gospodarstwach domowych spalane są również odpady, które najczęściej zawierają tworzywa sztuczne, co jest szczególnie szkodliwe dla zdrowia ludzi oraz dla środowiska” – zauważa oczywistą oczywistość Najwyższa Izba Kontroli.
W ślad za tą całą wiedzą nie idą jednak czyny.

Nasza typowa niemożność

„Przy obecnym tempie i skali działań, osiągnięcie redukcji stężenia zanieczyszczeń przewidzianej w programie ochrony powietrza dla terenu województwa śląskiego, nie będzie możliwe w żadnym dającym się określić horyzoncie czasowym” – stwierdza Najwyższa Izba Kontroli. Czyli, innymi słowy, nie da się tego zrobić.
Ta typowo polska niemożność wynika z tego, że śląskie gminy nader nieskutecznie ograniczały szkodliwą emisję z kotłowni przydomowych i gminnych.
„Przedsięwzięcia podejmowane w tym zakresie były zbyt powolne, a ich skala ograniczona” – zauważa NIK. Śląsk nie jest oczywiście wyjątkiem, bo w innych regionach dzieje się niewiele lepiej.
Pamiętać jednak należy, że niezależnie od opieszałości gminnych decydentów, zanieczyszczenie powietrza ma charakter nie tylko lokalny. Dlatego rozwiązanie tego problemu przekracza możliwości jednostek samorządu terytorialnego – i wymaga rozwiązań systemowych w skali całego kraju. Takich rozwiązań wciąż zaś brakuje.

Tylko mówią, że coś robią

Obecny rząd, zgodnie z piarowską taktyką swych działań, nakierowaną na to, żeby pokazać publiczności, że coś się robi, oczywiście zauważył problem smogu i pyłów, zorganizował stosowne posiedzenie, przygotował projekty różnych dokumentów – i na tym się skończyło.
Dalszego ciągu raczej nie ma co oczekiwać. Miały przecież powstać programy wymiany szkodliwych pieców, systemy certyfikatów eliminujące najbardziej trujące urządzenia, zachęty skłaniające do przestawiania się na bardziej ekologiczne źródła ogrzewania. Wszystko to tylko słowa.
Sprawa nie jest nowa, bo już w 2014 r planowano, że minister środowiska określi w drodze rozporządzenia, standardy dla kotłów małej mocy, eliminujące z obrotu piece o przestarzałej konstrukcji. Nie określił do dziś. Widocznie ma ważniejsze zadania, związane z masowym wycinaniem drzew (oczywiście w celu ich ochrony).
Podobnie – minister do spraw energii nie ustalił, choć powinien, długo zapowiadanych, minimalnych wymogów jakościowych dla węgla spalanego w gospodarstwach domowych. Prawdopodobny termin wejścia w życie takich przepisów nie jest w ogóle znany.
Rząd PiS ogłosił, że zamiar ustalenia tych wymogów jakościowych dla węgla, jest jego autorskim osiągnięciem. To oczywiście lipa, bo żadnych wymogów jakościowych nadal nie ma, a poza tym, o pilnej konieczności ustanowienia stosownych standardów dla paliw stałych mówiono już w 2000 r. I zapewne będzie się mówić przez następne 17 lat.

Słowo prawdy o energii ze słońca

Wszystkie te zaniechania powodują, że jeszcze długo legalne będzie zarówno nabywanie i włączanie do eksploatacji urządzeń rażąco szkodliwych dla stanu powietrza, jak i spalanie w nich wszelkich śmieci i odpadów.
Jednym z niewielu pozytywnych sygnałów jest tu przykład Warszawy, gdzie miejska rada uchwaliła w grudniu 2016 r., że mieszkańcy będą mogli starać się o dofinansowanie wymiany starych pieców węglowych na znacznie efektywniejsze ekonomicznie i ekologicznie grzejniki na gaz. Uchwała weszła w życie już 12 stycznia 2017 r, co bynajmniej nie znaczy, że zaczęła być realizowana z kopyta – ale coś się jednak dzieje.
Znacznie gorzej jest w bardziej zatrutym Krakowie, gdzie też niby istnieje program wymiany pieców, ale z powodu przekombinowania i głębszego sięgania do kieszeni mieszkańców przez oszczędne (by nie powiedzieć inaczej) krakowskie władze, program ten nie działa tak jak powinien.
Wracając zaś do Śląska, część środków publicznych (ponad 3 mln zł) wykorzystano tam na finansowanie inwestycji nie zapewniających odpowiedniego efektu ekologicznego – przede wszystkim na montaż instalacji solarnych, których stosowanie, jak stwierdza NIK, „przynosi efekty niewspółmiernie niskie w stosunku do zaangażowanych środków”.
No, wreszcie jakaś instytucja powiedziała szczerze o bezsensie stosowania baterii słonecznych do celów grzewczych. Może nasze władze w końcu wyciągną z tego wnioski odnoszące się do całego kraju.

trybuna.info

Poprzedni

Gospodarka patrzy na wschód

Następny

Nie wie, co mówi